[Event] Komplikacje - Port

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

[Event] Komplikacje - Port

Postprzez Natsu » 14 cze 2018, o 18:20

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Numa, Shigemi
  • Bordowa - Kabuto
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - Wszyscy



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Spoiler: pokaż

Wyglądało na to, że informacje do wszystkich grup w końcu dotarły, bo niewiele po przybyciu dużej liczby ludzi zgromadzonych pod szpitalem dołączyły do nich również pozostałe dwie grupy rozesłane po mieście. Jednej z nich, w której była również Megumi, przewodzili Miyuki i Senju Kazuo - oboje wyglądali na trochę poharatanych, zwłaszcza ten drugi, ale generalnie byli jeszcze w stanie spokojnie maszerować. Kei przybył wcześniej, zbliżając się do Kenshiego i rozmawiając z nim. W drugiej grupie zaś, gdzie znajdowali się Kaito, Kisho, Ame, Saburo, Mokuzu i Izanagi, było widać zauważalne poruszenie. Po chwili okazało się, dlaczego - Naoki Nara niósł ze sobą martwego Kentę na rękach. Za nim zaś powoli maszerował Hakusei, niosąc ze sobą jakąś kobietę zarzuconą przez ramię.
Koło Sau i Yuriko pojawiła się nagle Reiya, która pokazała im nadchodzących. Sau, widząc zwłoki swojego podkomendnego, natychmiast puścił ramię członkini Hyuuga i podbiegł do grupy przyprowadzonych cywili. Natychmiast przejął ciało Kenty od Nary i położył je ostrożnie na jednym z kamiennych bloków.
-Jak... - zaczął, będąc w widocznym szoku. - ... Jak to się stało?
Hakusei opuścił głowę. Widać było w nim mieszankę cierpienia i gniewu, nawet mimo tego że z jego twarzy było widać tylko oczy.
-Ta tutaj wbiła mu nóż w plecy - powiedział drżącym głosem Hakusei, bezceremonialnie rzucając ogłuszoną kobietą na kamienną posadzkę. - Nie zdążyliśmy jakkolwiek zareagować. Zaczęła się wydzierać że Kenta jest mordercą odpowiedzialnym za zgon cywili, a później...
Obaj zamilkli, patrząc tępym wzrokiem na martwego członka Kręgu. Mężczyzna nawet w śmierci wciąż miał na sobie krzywy uśmiech, jak gdyby uznał własny zgon jak doskonałą kpinę.
-... przesłuchamy ją później - powiedział zgaszonym tonem Sau, wyciągając z torby przy pasku długi zwój żyłki. Kiwnął palcem, i ten automatycznie oplótł całe ciało kobiety, unieruchamiając ją. - Na razie musimy się skupić na obronie portu i odnalezieniu środków ewakuacji. Zwołajcie wszystkich obrońców portu.
Jak powiedział, tak też uczyniono. Wszyscy pozostali przy życiu członkowie Shiro Ryu - Sau, Yuriko, Hakusei, Miyuki, Reiya i Kenshi; liderzy - Senju Kazuo, Naoki Nara, Hyuuga Reiko; wszyscy strażnicy i shinobi, którzy pomagali w ewakuacji i brali udział w akcjach na terenie miasta. Wszyscy przybliżyli się do jednego miejsca, formując wraz z wielką grupą cywili jedną zbitą masę ludzi. Widać było na nich smutek, cierpienie, zmęczenie, przerażenie. Gniew. Ale i odrobinę spokoju. Wiedzieli, że teraz musieli odpocząć. Trwała cisza przed burzą.
Przynajmniej tyle, że udało się też zobaczyć chociaż odrobinę radości. Między innymi niedaleko jednego z wozów medyków, który przybył ze szpitala. Dwójka Yamanaków, którzy wcześniej siedzieli z Hanzo i rozmawiali z nim po cichu, nagle zerwali się mimo swoich ran (mieli dość mocno pokiereszowane kończyny, a mężczyzna miał dodatkowo zabandażowaną część twarzy) i ruszyli uściskać małą blond dziewczynę, która stała niedaleko Kenshiego. Jak się okazało, byli to rodzice Inoshi - wcześniej, gdy zostali rozdzieleni przez wybuch, starali się uciec główną trasą biegnącą niedaleko północnego i zachodniego muru, lecz barykady i czatująca tam Kabuto dość sprawnie uniemożliwili im ucieczkę. Zmuszeni do unikania walki, uciekli ze zbocza pod gradem pocisków wystrzeliwanych przez opętanych strażników. Oberwali, a ojciec dziewczyny otrzymał szramę przez oko, lecz poza tym - do wesela się zagoi.
Do Kenshiego powoli podeszła Reiya i oparła mu rękę na ramieniu. Było widać, że jest zmęczona, ale dało się u niej też zobaczyć determinację.
-Straciliśmy aż za dużo. Wolę nie wiedzieć, co teraz, skoro nie mamy jak wyprowadzić cywili...
Wszyscy medycy krzątali się wśród cywili, wypatrując rannych i zajmując się pierwszą pomocą. Póki jeszcze była okazja. I czas. Jedynie Hanzo pozwolił sobie na odrobinę odpoczynku, opierając się o ściankę wozu i oddychając miarowo. Wyglądało na to, że medytował. Oddychał miarowo, i zdawał się praktycznie spać. Nie wytrąciło go z tego nawet przybycie Shigi i rzucenie przez niego mieczy na powóz. Pozwolił zająć się pracą pozostałym medykom, w tym Akaruiowi, który odpowiedział Nikusui na pytanie co do tego gdzie się znajdowali. Jego zabiegi medyczne przyniosły skutek, jako że rana przestała wyglądać aż tak paskudnie, ale wciąż będzie to wymagało jeszcze trochę opieki.
W tym czasie Shiga przybliżył się do Yuriko i powiedział na głos informacje dotyczące jednego z Jeźdźców, które uzyskał wcześniej od Garekiego. Dziewczyna, wciąż mając aktywnego Byakugana, zwróciła głowę w kierunku Jashinisty, słuchając. W końcu kiwnęła głową.
-To faktycznie cenne informacje, dziękuję - powiedziała spokojnie, po czym krzyknęła trochę głośniej: - Jeżeli zbierzemy dobrą grupę, która będzie w stanie wypatrzeć jej słaby punkt pomiędzy jej marionetkami, to może zdołamy ją wyeliminować! Czy mamy tutaj jakiegoś Ayatsuri?
-Walka z lalkarką może być problematyczna - mruknął Zjawa, drapiąc się po brodzie. - Jak znam życie, będzie się dobrze pozycjonować i bronić, a walka z marionetkami nie będzie miała sensu. Walczący na dystans będą mieli większe szanse na zwycięstwo... ale znowu czy oni będą mieli czas, by zaatakować w odpowiednim momencie?
Miyuki spojrzała na niebo. W idealnym momencie, by zobaczyć odlatującą piaskową chmurę z Jou i Kirino Hibiki. Kirino zdawała się być nieprzytomna, a Jou - wściekły jak nigdy wcześniej. To nie zapowiadało niczego dobrego - niezależnie od której strony spojrzeć...
Zapadła cisza.
Długa cisza.
Którą przerwał dopiero krzyk Yuriko.
-O... okręty! Znalazłam jakieś okręty przepływające niedaleko! To...
Nagle zamarła, z mieszanką rozczarowania i rozpaczy na twarzy. Sau podbiegł do niej i złapał za ramiona.
-Znalazłaś okręty? Mów! Ile? Gdzie? Jeśli będę mieć ogólne informacje, może zdołam się z nimi skontaktować! Przecież nie będą...
-One nie przypłyną - powiedziała Yuriko, z twarzą skrzywioną smutkiem. - Te okręty... to Czarna Fala.
Sau opuścił wzrok.
-Cesarstwo... Do diabła.
Westchnął ciężko. No tak. Cesarstwo. Frakcja, z którą Rada Dwudziestu i rody kontynentu miała najbardziej na pieńku. Ta sama, której jeszcze kilka godzin temu Rada wypowiedziała wojnę. Prawda, przez ten czas sporo się zmieniło... ale nie zmieniało to faktu, że Morskie Klify nie będą chętne na pomoc Shiro Ryu. Ba, istniała nawet możliwość że będą gotowi ich wyśmiać, i patrzeć z brzegu jak Kami no Hikage płonie razem z wszystkimi, którzy służyli Radzie. Rany przeszłości pełzły przecież głęboko. A wyspiarze, zwłaszcza Hoozuki i Hoshigaki, znani byli z tego że lubili trzymać urazę.
-Nie mamy czasu na takie zawieszanie się - powiedział zaskakująco surowo Senju Kazuo, wytrącając Sau i Yuriko z zamyślenia. Mężczyzna siedział na jednym z wozów medycznych, gdzie Iryonin zaszywał mu rany igłą i specjalną nicią. - Skontaktujcie się z nimi. Są naszą ostatnią szansą ucieczki, do diabła! Wrogowie mogą nadejść w każdej chwili, nie mamy nic do stracenia!
Sau opuścił głowę. Westchnął ciężko... i zaczął składać pieczęcie.
-Niech ktoś zamknie bramę. Pozostali - niech każdy mężczyzna i każda kobieta, którzy są w stanie podnosić ciężkie przedmioty i w miarę operować, niech zajmą się tworzeniem dodatkowych barykad i zabezpieczeń portu. Palisady, szańce, cokolwiek - musimy się utrzymać możliwie jak najdłużej.
Reiya kiwnęła głową i wzniosła się na swoich papierowych skrzydłach, by ruszyć w kierunku bramy. Dostała się do kołowrotu i już miała zacząć proces zamykania...
Gdy nagle krzyknęła z przerażeniem w głosie.
Spoiler: pokaż

Na skrzyżowaniu dróg przed bramą do portu stała Kabuto wraz ze swoją marionetką w kształcie stalowego anioła. Z ostrzy formujących skrzydła dalej ciekła posoka, którą marionetka wydarła z ciał cywili i strażników. Jeździec otworzyła niewielką klapkę w dużym pojemniku wokół jej lewego przedramienia i wyciągnęła z niego kolejny zwój. Rozwinęła go. Pufnął dym, i obok jednego anioła pojawił się drugi, bardzo podobny do swojego poprzednika. Z dwoma stworami za swoimi plecami, Kabuto zaczęła spokojnie kroczyć w kierunku wrót, uśmiechając się krzywo i patrząc na tłum z byka. Była pewna siebie. Przerażająco pewna siebie.
-... Jeszcze tego brakowało - warknął Naoki.
Hakusei odwrócił się w kierunku marionetki i zaczął iść w jej kierunku. Nawet się nie wahając.
-Piątka. Wybierzcie pięciu z was, pójdziecie za mną. Czas urwać skrzydełka temu aniołowi.
Naoki pokiwał głową i spojrzał na tłum, z którego część zdążyła się już rozejść i zbierać materiały na umocnienia. Lider Nara ocenił wzrokiem stan wszystkich obecnych, i w końcu wydał polecenie. Skoro Sau był zajęty kontaktowaniem się z flotą Cesarstwa, ktoś musiał wydać rozkazy.
-Słyszeliście człowieka. Pięciu z was, wybierzcie kto idzie. Reszta, kto tylko może - zajmijcie się budową barykad! Reiya zamknie wrota za walczącymi, żeby utrudnić Kabuto dostęp do portu. Otworzy je, gdy skończycie. Jazda, nie mamy czasu!

Za Kabuto zaś znajdowały się jeszcze trzy sylwetki. Marionetka i lalkarz w jednym całkowicie zignorowała Numę i Shigemiego, którzy biegli niedaleko za nią - głównie dlatego, że nie widziała w nich zagrożenia, a jedynym który szarżował w jej kierunku był rozsierdzony Numa. Shigemi próbował tylko powstrzymać bezdomnego młodzieńca. I skończyło się na tym, że gdy Kabuto przywołała drugą marionetkę - Sandarufona, Numa stał jakieś dziesięć metrów za nią. Lalkarka w końcu raczyła obrócić spojrzenie w jego kierunku. I uśmiechając się, odskoczyła w stronę bocznej drogi, tak by mieć na oku i duet Shigemi-Numa, i tych którzy nadejdą zza bramy.
I tym samym, stając przy drodze, stanęła niedaleko Yujiego, który kitrał się między budynkami w pobliżu. Ustawił się tak, że sam widział większość zajścia, lecz on był ukryty przed spojrzeniem Shigemiego i Numy. Nie żeby specjalnie go wypatrywali. Kabuto była może trzy metry od niego, lecz zupełnie go ignorowała. Saga czuł jednak, że Kabuto jest świadoma jego obecności. Po prostu to czuł.


Czyli tak jak w poście - wybierzcie pięciu, co pójdą się bić z Kabuto. Pozostali - waszym zadaniem jest zbudowanie umocnień, szańców, punktów obronnych, tego typu. Im lepsze zrobicie, tym lepiej dla was później. Wszędzie wokół macie od zasrania belek, fragmentów statków (burty, żelazne opancerzenia, maszty, kraty etc.), dużych kamieni, gruzu z budynków, worków i beczek z towarami. Siatki. Narzędzia też się znajdą, jako że niedaleko był warsztat szkutniczy.

Czas do 7:20, sobota 16 czerwca.

PS Przepraszam że taka obsuwa, ale miałem problemy z dostępnością i siłami. Teraz postaram się już w miarę sprawnie doprowadzić event do końca. Przepraszam też że nie wziąłem całości waszych postów pod uwagę, ale to skończyłoby się tym że na post czekalibyście do jutra.
PS2 Od tej pory proszę, żebyście na dole posta (w hide, spoilerze, albo po prostu w oddzielnym akapicie - jak kto woli) pisali mi streszczenie tego, co robicie waszymi postaciami. W ten sposób znacząco ułatwicie mi robotę, i będę mógł sprawniej pracować nad postami. Byłbym wdzięczny.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 529
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shiga » 14 cze 2018, o 20:10

Soundtrack do posta






Stosunkowo Shiga zdawał sobie sprawę, że Chise wie o jego obecności zanim on jeszcze otworzy japę. Niewidoma w końcu miała dość rozwinięty zmysł słuchu i świetną pamięć, by go rozróżniać po tym jak chodził. A specyficzny mnich nawet specyficznie chodził. Zawsze mocno, energicznie, ze złością, stawiając mocno piętę i delikatniej dociskając palce. Jak ktoś, kto bardzo stara się nie tuptać jak kucyk, a mimo to roznosi go w miejscu. Daleko mu do spokojnego, stoickiego, taaak, to są słowa które kompletnie do Shigi nie pasują i zarazem ostatnie jakimi ktoś, kto go zna, by go nazwał. Chłopak był specyficzny z całą mocą tego określenia i wszystko co robił było inne i wyróżniające sie.
Ale czuł pewną wyższość, nad Chise. I nie chodzi tutaj wcale o oczy i zmysł wzroku. Chooociaż...
Tą pewnością niezaprzeczalnie było to, że ona pomyślała o swoich mieczach jako pierwszych i najważniejszych. Bo Chise często najpierw mówi, potem robi, potem myśli. Shiga rzadko tak postępował, on od zawsze starał się przemyśleć każdą akcję i każde słowo. Każde najmniejsze zdanie czy ruch było przepuszczone przez sito autoanalizy, chłopak rozważał co mu to da - jakie korzyści i reakcje przyniesie każda akcja której się podejmował. Teraz wiedział, że Chise poczuje się spoliczkowana mieczami. Bo najpierw go olała, spytała tylko o miecze, a nie spodziewała się, że on się zerwie po nie na plac. I wróci, w jednym nienaruszonym kawałku. Teraz pokazał, że on jest Man of Action, nie Man of Words. Człowiek czynu, a nie zeschłej gadki. Chciała mieczy, to dostarczył jej miecze.
I dobrze, że nie wziął kimona. Obecność kimona zawsze wywoływała pożary, bo te przywykły się psuć. W ogniu. Spalone na popiół. Razem ze skórą mnicha. I za każdym razem nierówną walkę wygrywa mnich, a kimona muszą być zastępowane.
Mnich oczywiście słyszał takie słodkie piszczenie gdzieś w tle "shiga, shiga" kiedy bezlitośnie ignorował niewidomą dziewczynę. Robił to z całkowitą premedytacją, by ją zapiekło, że ma ważniejsze Shigoobowiązki od Chise.
Kiedy jednak poczuł jej łapę na swoim karku zmienił minę na mowiącą w nieco przerażony sposób "A więc to dziś umrę". Poczuł się przyciągany gdzieś - czyżby pod rękę? Czyżby Chise miała mu ściąć głowę? Ale nie, nie ruszyła mieczy.
Co ona knuła?
Poczuł pocałunek. Dłoń powędrowała automatycznie, jak instynkt, jak pamięć mięśniowa, na jej policzek. Przesunął po nim kciukiem, gładząc ją w niezwykle delikatny sposób.
-Nie ma za co. Czułem się jak piąte koło dla całego świata. Ale nie martw się. Gdy jest się mną to jest to całkiem pospolite uczucie. - I mimo szorstkich słów, Shiga objął dziewczynę mocno przytulając do Siebie, do swojego torsu.
-Pytałem o niego. Strzelający flarą go nie widział, ani wśród żywych, ani wśród trupów. A to bardzo dobrze rokuje. Dopóki nie ma jego trupa do tej pory jest żywy, jak to by paskudnie nie brzmiało. - Dodał nieco oschlej, jako odpowiedź na jej pytanie, przypominając sobie, że rzeczywiście poczuł się zmartwiony Aidenem i spytał o jego zdrowie i życie niejakiego Garekiego Yuki, który w tym mieście prawdopodobnie najwięcej ze wszystkich zrobił i widział.
Kiedy załatwił sprawę z Chise po zdaniu raportu, odwrócił głowę w stronę Akaruiego.
-Mi też cię miło widzieć, Akarui-san. Nie uwierzysz kogo spotkałem po drodzę. Opowiem potem. - Szybki rzut oka na Sau, sugerujący, że "potem" to skrót od "jak tylko tego buca nie będzie w zasięgu słuchu".

Grupa ze szpitala zrównała z innymi grupami. Mówiąc szczerze - ze wszystkimi którzy salwowali się ucieczką z placu, licząc, że uratują swoje marne żywoty. Wszyscy tchórze, którzy postawili na Shigim krzyżyk, teraz stali tutaj przytulając się do nóg potężniejszych od Siebie liderów. W sumie ich plan się udał, przeżyli. Ale co to za życie, będąc tchórzem i uciekinierem?
Nieśli jakiegoś trupa, którego Shiga kompletnie nie rozpoznawał i był mu kurewsko obojętny. Brakowało też kilku osób które widział na placu. Liderów także, tak samo jak zwykłych przybywających na wydarzenie, bezimiennych bez znaczenia - ich wszystkich jakby nieco mniej było.

Jakaś dwójka z wozu odnalazła swoje dziecko. Chyba dziecko. Tak czy siak był to miły widok w tym siedlisku ognia, w którym Shinigami-sama urządzała bankiet. Gorzej tylko, że nigdzie nie było widać Aidena, a teraz, gdy dostrzegł jak rodziny się ponownie odnajdują, to się nieco zrobiło pusto u boku, między nim i Chise. Brakowało jednak tego dzieciaka.
Yuriko i Zjawa podziękowali za cenne informacje. Widział w ich oczach chęć walki. Doskonale, im więcej ludzi będzie chciało walczyć, a nie uciekać, tym lepiej. Może naprawdę dziś Anioł upadnie wraz ze swoją Panią...
Odkryli statki. Droga ucieczki. Ale... cesarstwa. Shiga wiedział, że ludzie Natsume raczej mogą pomóc im. To nie byli bezduszni skurwiele z przerostem dumy. Ci już zdechli w liczbie dwudziestu na placu. Shiga nie robił nic. Stał przy Chise, obserwując rozwój sytuacji. Ludzie się jednoczyli, patrole się zbierały, tutaj ktoś kogoś zabił, tu ktoś wziął i zdechł, tutaj płacze, bo statki nie takie jakby sobie życzyli. Definitywnie nie takie. A jego coraz mniej to zaczynało obchodzić. Stał sobie grzecznie, łącząc notki swoje i notki od chise krótkimi odcinkami żyłek z bełtami do swojej kuszy.

I nagle wszystko zepsuł krzyk. Shiga się tego spodziewał. Spojrzał najpierw w kierunku krzyczącej, a potem w kierunku, w którym patrzyła i w którym znajdowało się to, co wywołało jej panikę. Kabuto. I dwa anioły. A więc Pani upadnie wraz pupilkami, nie pupilkiem. Zabawne, ale tylko nieco podnosiło poziom trudności i zwiększało szanse na świetną zabawę. W końcu raz się zyje, prawda?! Co złego może się stać. Najwyżej wszyscy zginą. Hakusei który przyszedł w innym patrolu od razu wyszedł przed szereg, a Shiga widząc to poczuł się wybity zupełnie z oczarowującego go transu, jakim był widok jeżdzca wraz z lalami. Mnich, całkowicie oderwany emocjonalnie od świata, z malującym się psychodelicznym rozbawieniem na twarzy bardzo prężnym krokiem wybił się z szeregu przy rannych, zrzucając z ramion kimono i stanął przy Hakuseiu. Po czym odwrócił się ku zebranym.
-Pamiętacie mnie z placu. Niemalże wszyscy odchodząc stamtąd skazaliście mnie na śmierć, bo czuliście bezsilność w obliczu dziesiątek Shiro Ryu i jeźdzców Suzumury Hanjiego. - Specjalnie nie powiedział antykreator, żeby nie wzbudzać paniki wśród tych którzy nie wiedzieli w czym rzecz. - A jednak tu jestem. I mam cholerną nadzieję, że tamten odwrót służył tylko jako czas na zebranie wystarczającej ilości jaj do poradzenia sobie z tym! - Wskazał palcem Kabuto i wyszedł nawet dalej, przed Hakuseia.
-CO MOŻE NAM SIĘ STAĆ? NAJWYŻEJ ZGINIEMY. A DUŻO GORSZE OD ŚMIERCI BOHATERA W OBRONIE WSZYSTKICH TUTAJ, JEST ŻYCIE TCHÓRZA! SHIGA HITSUKEJIN, PIERWSZY Z PIĄTKI! - Klasnął w dłonie bardzo mocno, po czym uderzył zębami o siebie, kłapiąc szczęką. Posypały się snopy iskier.
Kiedy tylko fantastyczna piątka się zbierze, Shiga przejdzie do konkretów.
-Spotkałem kogoś kto znał sposób na Kabuto. Podobno to lalkarka zamieniona w lalkę. Gdzieś na ciele ma słaby punkt. Rdzeń. Przebicie go zabije ją na miejscu i uczyni martwą kukłą. A anioły da się odłączyć od jej woli, przecinając nici czakry, jakie ona musi mieć do nich podłączone. Jakiś plan, czy na żywioł? - Spyta się już Shiga, gdy wszyscy się zbiorą, nie odwracając się do nich zbytnio.


Spoiler: pokaż
Streszczenie, bo ja też piszę całkiem sporo chyba. Shiga praktycznie nie robi nic do czego warto by się odnieść, aż do pojawienia się Kabuto. Wtedy to też wychodzi przed szereg i robi co robi - dając wszystkim wiedzę otrzymaną od Garekiego :)


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1676
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Numa » 14 cze 2018, o 22:02

Spoiler: pokaż


Pogoń trwała w najlepsza Numa ścigał lalkarkę z chęcią mordu. Chciał ją zniszczyć zrównać z ziemią zamienić w małe porozrywane odłamki. Za nic miał słowa człowieka który za nim podążał i jego pytania które tylko zaprzętały by umysł podczas walki. Był skupiony tylko na jednym tylko na lalkarce. Dlatego pogoń trwała w najlepsze a młody bezdomny chłopiec dotarł za nią niemal pod same bramy do portu. Marionetkarka w końcu go dostrzegła albo też przestała ignorować. Uśmiechając się. Numa widząc uśmiech tego potwora nawet nie drgnął. Jedno było pewne był bardzo blisko na oko dziesięć metrów sprawiało to że Numa dostrzegł okazję aby zaatakować kuglarkę. Sprawiło to że szybko chwycił coś spod płaszcza, była to ostatnia zabawka bezdomnego. Ostatnia nadzieja bezdomnego. Kabuto jednak odskoczyła sprawiło to Numa zatrzymał się spoglądając w jej kierunku. Dostrzegł że nie jest teraz tak blisko jak i jego pozycja jest dość specyficzna. Sprawiło to że wyciągnął pustą rękę spod płaszcza. Cały plan który miał zamiar zrobić gdy była blisko był już nieistotny. Widział że marionetka była ustawiona właśnie do defensywy, walki w dystansie. Przyzwanie kolejnej lalki zwiastowało tylko problemy. Numa wiedział jednak że zaatakuje jednak kiedy ? Czy zrobi to za ułamek sekundy czy może wyczeka na ich ruch. Ten który zaatakuje pierwszy co zyska ? Na ustach Numy zawitał uśmiech chory swoiście pusty uśmiech w kierunku kuglarki. Zdał sobie właśnie sprawę że nie ma żadnych szans. Czuł że laskarka miała zdecydowanie większe doświadczenie jak i umiejętności od niego. Co mógł zrobić z jednej strony mógł czekać za jej atakiem. Nie to nie miało sensu z jej możliwościami każdy atak w jej wydaniu oznaczał jego rychłą śmierć. Atak z takiego dystansu nie miał żadnego sensu. Była zwyczajnie na niego gotowa. Była gotowa przyjąć gniew małoletniego Numy z mechanicznym uśmiechem który pokazała przed chwilą. Numa był w takim skupieniu że wręcz wczuł się w postępowanie przeciwnika. Wtedy doznał swoistego olśnienia, wiedział że czekanie na atak go zgubi, wiedział że już jest zgubiony, w końcu nie miał szans wygrać z tą marionetkarką. Na pewno nie dziś nie w takich warunkach. A co gdyby wiedział kiedy nastąpi atak ? A gdyby go sprowokować ? Czy jednak ta pół maszyna miała w sobie ludzkie uczucia ? Co mogła czuć mordując tamtą małą dziewczynkę ? Mimo beznadziejności sytuacji jak i braku odpowiedzi Numa przykucnął zaczynając już swoje techniki, pochylając się do przodu jak by miał za chwilę zacząć biegać na czworaka, przekręcił nieco głowę otwierając usta a z nich wyleciały dość ostre słowa.
- Niewarty cel ? Pamiętasz wilki ? Były moje. -
Podczas gdy zaczął to mówić błoto zalewało coraz bardziej jego postać. Była to dziwna prowokacja Numa mówił to wszystko z uśmiechem. Numa nie znał jej umiejętności, jednak wydawało się że da radę przetrwać jej gniew. Numa dosłownie znikał w coraz to bardziej rosnącej kuli błota która zaczęła go oblepiać. Tworząc coś naprawdę sporego zupełnie jak by niemal błoto które tworzył oblepiało się dookoła niego. rozlewało się nierównomiernie dookoła niego nie osiągając nawet maksmalnego zasięgu. Numa planował stworzyć wręcz ogromną grubą kulę błota dookoła niego. Im więcej błota tym lepiej. Większość błota ruszała jednak od strony marionetkarki. Numa starał się jednak stworzyć swoistą iluzję tego że nie daje rady idealnie kontrolować błota że się rozpada rozchlapuje na powierzchnię. A w błocie była przez chwilę specyficzna szczelina przez którą spoglądał w jej kierunku Numa. Po czym zniknęła ona zasłaniając i kryjąc to co on robi. Zupełnie jak gdyby przygotowywał coś poważnego. Kula ta następnie powoli zbliżała się w kierunku Marionetkarki.







Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 14
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kenshi » 14 cze 2018, o 22:03

Maji po otrzymaniu informacji od Keity, że Megumi żyje i przebywa „bezpieczna” w grupie wraz z liderem klanu Senju, odetchnął. Większość osób z jego grupy ekspedycyjnej wciąż żyła – nie wiedział tylko co się działo z Shikarui oraz z młodzieńcem z klanu Uchiha o imieniu Akai – od Inoshi dowiedział się że ta dwójka zniknęła w towarzystwie potężnego źródła chakry – kim ono jednak było? Tego Kenshi nie wiedział. Inoshi nie udzieliła tak szczegółowych informacji. Niemniej wydawała się przerażona perspektywą spotkania z tą osobą, a to oznaczało że musiała być potężniejsza od Kenshiego. Ten przecież swoją obecnością, młodej Yamanaki nie przytłoczył.
Kei przed wyruszeniem wraz z Inoshi, wyjaśnił im również o co chodziło z tym ogromnym, białym tworem na którym walczyły dwa potężne źródła. Była to walka dwóch liderów, co zakończyło się śmiercią jednego z nich. Uwaga chłopaka, by się tam nie kierować, została przyjęta przez czarnowłosego z pełną aprobatą. – Szaleństwo… Stary porządek został zburzony zaledwie kilka godzin temu, a już odżyły dawne konflikty. Musimy jak najszybciej opuścić to miejsce, bo i my przejdziemy do historii… A może i nie – po namyśle stwierdził, uznając że byli zbyt małymi płotkami, by ich istnienie zostało w jakikolwiek sposób odnotowane na annałach historii. – Uważajcie na siebie – rzucił na koniec, odprowadzając ich spojrzeniem do momentu, aż zniknęli zza rogiem prowadzącym do wyjścia z portu. Czarnowłosy nie sądził by napotkali problemy – obecność Inoshi była dlatego niezbędna.
Po odejściu dwójki, Kenshi przeniósł się bliżej brzegu, jeszcze raz rzucił spojrzeniem zarówno zza siebie jak i na mury – a nie widząc żadnego zagrożenia – skupił się na horyzoncie morza w pełni widocznego z doków. Widział w oddali okręty, niektóre stały, niektóre odpływały. Mężczyzna czuł, że jeżeli nic nie zostanie poczynione aby zmienić ten stan rzeczy, wyspa zostanie na długi okres czasu odseparowana i tym samym Ci co przeżyli, utkną tu, pomału acz systematycznie, ginąc od mieczy obłąkanych Shiro Ryu.
Błądząc wśród pochmurnych myśli, doszły jego zmysłów nowe dźwięki – kroki, pośpieszne i to wielu osób. Odwracając ujrzał jak przez bramę portu południowego, przetacza się prawdziwa czereda osób. Byli wśród nich ludzie, których Kenshi już wcześniej widział, ale również i inny, nieznani mu osobnicy. Zbieranina wojowników i mieszkańców. Czarnowłosy mimowolnie widok ten przyjął pewnym gestem – nikłym uśmiechem. – Cała ta męczarnia, nie poszła na marne.
Kenshi w pewnym momencie dostrzegł wśród tej gromady osób, Sau w towarzystwie innych osób – w tym zakonników których uchronili się od prania mózgu. Mężczyzna chciał się tam od razu skierować, nie bacząc na towarzystwo innych – nawet mimo dostrzeżenia swojego oddziału w całości – ale nie było to mu dane. W jego niemal ramiona wpadła Reiya, ostatecznie kładąc mu dłoń na ramieniu, będąc wyraźnie poruszoną tym co właśnie przeżyli. Co wszyscy przeżyli. – Wiem.. Udało nam się oczyścić port, ale bez okrętów… Widzę, że doprowadziłaś go do użytku – powiedział wskazując na Sau, który wyraźnie był w stanie decydować, wydawać rozkazy – Będzie w stanie coś na to zaradzić? – zapytał odwzajemniając zaniepokojone spojrzenie.
Oboje skierowali się w stronę nieformalnego przywódcy pozostałego przy życiu i wolnej woli, oddziału Shiro Ryu. Akurat w chwili, gdy Ci powiedzieli że widać zbliżające się okręty. Kenshi który jeszcze parę minut temu patrzył w tamtym kierunku, odwrócił się. Zajęło mu chwilę aby dostrzec czarne proporce na okrętach. Entuzjazm który się z początku pojawił, dość szybko przygasł. Była to flota przynależąca do Cesarstwa Morskich Klifów. Tego samego tworu, któremu parę godzin temu, Kami no Hikage, klejnot Ery Krwi, przy aprobacie swoich Możnowładców oraz Rady Dwudziestu, wypowiedział wojnę. – Los jak zwykle przejawia ten sam, popierdolony humor – przeszło mu przez myśl, ale nie zatracił się w tym, bo mimo wszystko padła decyzja o działaniu, co też Kenshi przyjął z zrozumieniem. Nie wolno było im nie spróbować. A gdy Reiya otrzymała polecenie wzniesienia się i dotarcia do kołowrotka, Kenshi poczuł się niemalże równie mocno do przyjęcia asekuracyjnej względem niej roli. Nie wiedział czy ta poradzi sobie z kołowrotkiem, ale od czego były jego umiejętności? Nawet nie znalazłszy się tam na górze, mógł przy użyciu magnetyzmu, poruszyć ustrojstwem mechanizmu. I w porę o tym pomyślał, bo kilka chwil później, dotarł ich krzyk Reiyi z wieży, a chwilę po zwróceniu spojrzeniu w tamtą stronę, pojawiły się z niektórych stron przekleństwa. Przed bramą portu stało widmo umazane w krwi jeszcze niedawno żywych ludzi.
- Pomogę… To zatrzymać – rzucił w kierunku Naokiego, nie wiedząc czy przeciwnik to ostatecznie kobieta, czy mężczyzna. Widział że to twór marionetkowy, a biorąc pod uwagę jego doświadczenia w walce z czymś takim, nie mógł zignorować tego jak jego Kekkei Genkai mogło się przydać w powstrzymaniu działań wroga. Szczególnie gdy spojrzało się na obecność dwóch marionetek, pokrytych ostrymi jak brzytwa kilogramami stali.
Oprócz Kenshiego, na ochotnika zgłosił się również inny mężczyzna, Wyznawca Jashina o imieniu Shiga – krzykacz który darł się na Placu Zgromadzenia. Gdy mnich zaczął wykrzykiwać oskarżenia, obrażając równocześnie tych, dzięki którym w tym miejscu znalazło się tyle cywili, mimowolnie zacisnął mocniej szczękę. Przypomniał go sobie podczas Festiwalu Koronacji na Morskich Klifach. Po jego obelgach, miał mu zwyczajnie ochotę uciąć ten język. Czarnowłosy z klanu Maji doskonale wiedział, że gdyby nie jego oddział, dzielnica rzemieślnicza w dalszym ciągu byłaby opanowana przez wrogie siły Shiro Ryu i nie można by było przeprowadzić ewakuacji.
Pochodzę z Samotnych Wydm… Miałem do czynienia w walce z przedstawicielem kuglarzy. Uważajcie na ich nici chakry które łączą marionetki z ich twórcą… Podobno mogą stać się niewidzialne, wiec nie nabierzcie się na to, że przypadkiem kuglarz utracił kontrolę nad swoją bronią – rzucił w kierunku pozostałych, w odróżnieniu od Shigi, odwracając się przodem do pozostałych. Wciąż miał przywdzianą białą zbroję oraz szkarłatny płaszcz oznaczający przynależność do Shiro Ryu. W całym tym rozgardiaszu, Kenshiemu nawet nie przyszło przez myśl, by to odzienie zdjąć. Niektórych mogło zdziwić, że jego ubranie nie miało śladu krwi, jakby przez cały czas unikał walki. Kenshi nie zwracał jednak na to uwagi – liczyło się tylko teraz to że gdyby ochotnicy zawiedli, to na tych co przeżyją spocznie obowiązek powstrzymania tego szaleństwa – Marionetki są w stanie za pomocą mechanizmów wykorzystywać żywioły jako broń. Bądźcie ostrożni w ich bezpośrednim zasięgu.
Cóż, przekazał tyle ile mógł. A raczej tyle ile uznał za słuszne. Wiedza o tym, że tylko najlepsi z kuglarzy są w stanie przeistaczać swoje ciało w marionetkę, było niepotrzebnym strzępieniem języka. Każdy zdawał sobie sprawę z zagrożenia, a więc i z rangi przeciwnika. Informacje które Maji udzielił, zostały po tym dodatkowo uzupełnione o informacje przez Shige – po tym jak w końcu przestał obrażać innych - między innymi o rdzeniu które znajdowało się w środku marionetkowego ciała przeciwnika. Unicestwienie tego ustrojstwa, pozwalało przechwycić marionetkę.
- Z tego co widzę, marionetki są w dużej części z żelaza. Władam magnetyzmem… Nie sądzę żeby były w stanie oprzeć się tej sile. Jeżeli się nie mylę, będę mógł znacząco utrudnić ich poruszanie, a być może nawet przytrzymać je w jednym miejscu – zauważył sucho, przez chwilę mierząc spojrzeniem obrzydliwą szczękę którą Jashinista władał.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 284
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, rękawiczki, katana przypasana na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 0
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Chise » 15 cze 2018, o 10:25

Na wieść, że nie dostali żadnych informacji o Aidenie automatycznie zrzedła jej mina. Nie miała wielkich nadziei, ale chociaż chciała usłyszeć, że ma strzępy wiadomości, że ktoś go widział. Ale chłopak przepadł jak kamień w wodę. Przygryzła lekko dolną wargę, zmartwiona, ale nie mogła w tej chwili nic zrobić więcej dla niego.
Do ich grupy trafiła w końcu reszta ewakuowanych osób. Chise poczuła ulgę, ze tyle osób zostało jednak uratowanych z tego piekła, w końcu między innymi po to zostali na placu - by osłaniać im odwrót i nieco go ułatwić. Chyba tak właśnie się stało, choć nie była to tylko ich zasługa rzecz jasna. Shinobi, którzy uciekli z placu odnaleźli inne zajęcie, równie ważne, a ciężko było ich oceniać po początkowej panice. Sama by się pewnie bała, gdyby miała pełen wgląd na sytuację, ale na pewne sprawy była na szczęście ślepa. Widoki jej nie przerażały. Shiga natomiast był Jashinistą i nie bał się śmierci. Jedynie pozostałą dwójkę było jej ciężko zrozumieć, a przynajmniej jednego z nich. Drugi był paskudnym zdrajcą i kolaborantem, któremu utnie łeb jak tylko będzie miała okazję. A Numa.. Nie była w stanie zrozumieć co nim kierowało.
Widać było, że przybyła grupa przyniosła ze sobą coś więcej niż samych siebie, a także jakąś tragedię. Nie znała martwego człowieka, więc nie była w stanie powiedzieć, że jest jej mu go żal bardziej on jakiegokolwiek, losowego trupa, a więc raczej mało się tym przejęła. Jednak sama kobieta, która wbiła mu dosłownie miecz w plecy, to co innego. Oparła dłoń na mieczu, zwracając się lekko w jej stronę, mrużąc oczy nieufnie. Nie podobało się jej to, że ta kobieta będzie tu sobie leżeć i czekać na jakieś przesłuchanie. Tu przecież nie było powodu do przesłuchań, nie miała jak się usprawiedliwić, dosłownie widzieli przecież jak go zaatakowała, prawda? Co niby mogła im powiedzieć? Zabójstwo to było zabójstwo. Jak dla niej, powinni od razu ściąć jej łeb, ale nie do niej należała decyzja i nie zamierzała się wtrącać, odwróciła się od tej sceny. Podeszła do mężczyzny, który zwoływał wszystkich. Znów stali wszyscy razem i szukali ratunku. Chise z opuszczoną głową stała obok Shigi, słysząc w tyle radość jakieś rodziny z powodu odnalezienia się i czuła żółć w ustach. Tak by chciała, żeby chłopięcy głos zawołał jej imię, by to ona mogła się cieszyć z jego powrotu, uściskać go i nie czuć więcej strachu o jego życie. Zamiast tego pozostawała jej bezsilna zazdrość, którą przed nimi ukryła, odwracając twarz i zaciskając razem silnie dłonie.
Gwałtownie podniosła głowę na informacje o statkach. Nareszcie coś pozytywnego! W końcu pojawiły się jakieś szanse! Dziewczyna uśmiechnęła się i chciała zwrócić się do Shigi z jakiś pytaniem, ale dziewczyna przerwała mówienie. Zdawało się, że razem z nią zamarli wszyscy. Przecież od tego zależało ich przeżycie, nad czym się tu zastanawiać? I wtedy się dwiedzieli.
To były statki Cesarstwa.
Chise mimo woli wybuchła śmiechem. Gorzkim, pełnym żalu, ale i jakieś przewrotnej satysfakcji. Czy to nie była prawdziwa sprawiedliwość i wyrównanie rachunków z losem? Wszyscy poczuli na swoich czołach delikatne pstryknięcie losu, że o pomoc musieli prosić właśnie ich. Jak już się uspokoiła i przestała śmiać, nie omieszkała tego skomentować. Tyle było gadania o wyspach, o Cesarstwie.. Zdaje się nawet, że nazwali Natsume-sama szaleńcem. I na co to wszystko? Po co była ta duma? Za jedno była wdzięczna Hanowi: sprowadził tych dumnych bufonów, który sądzili, że mogą kontrolować cały świat, do pozycji która była dla nich bardziej odpowiednia.
Piszczących o pomoc szczeniaków.
- Ta, skontaktujcie się. Tylko nie zapomnijcie poinformować ich o wojnie o i tym jak zamierzacie, jak to szło.. Ah, tak. Stłamsić ich powstanie siłą - podsunęła z ironicznym uśmiechem, zakładając ręce na piersi. Chise nie zamierzała kryć się ze swoim zdaniem, nawet stoją przed nimi, twarzą w twarz. Miała nadzieje, że Czarna Fala tu przypłynie i zabierze cywili, pokazując im swoją wyższość.
Oczywiście, Shiro Ryu powinni zostać u siebie. Chyba nie oczekują, że ich największy wróg ich podwiezie? Jeden kącik ust uniósł się jeszcze wyżej. Tak.. To była piękna sprawiedliwość.
Ale wtedy i ich dopadło wyrównanie rachunków. Shiga opowiadał o Kabuto.. I oto ona. W całej swojej krasie. Chise zaczęła lekko podskakiwać na palcach, a po tym uniosła wysoko ręce i wyciągnęła się. Sprawdzała przede wszystkim kondycje swojego ramienia, które wcześniej jej dokuczało.. Ale na razie wyglądało na to, że jest w porządku. Była zmęczona, ale nie pozbawiona sił. Mogła walczyć, jeśli była taka potrzeba, a wyglądało na to, ze była. Kazał wybrać piatkę osób.. A może raczej by piątka ochotników się zgłosiła. Pierwszy był Shiga, jakże mogło być inaczej. I oczywiście, musiał wyskoczyć z przemówieniem, na co przewróciła oczami.
- Jeszcze chwila, a nie będzie tu potrzebna Kabuto byś umarł śmiercią bohatera, Shiga. Z wszystkimi siedmioma mieczami w dupie. Uspokój się - rzuciła do niego, marszcząc brwi. Potem powtórzył informacje, które przekazał dowództwu i zaraz po nim odezwał się kolejny człowiek. Przekazywał również ważne wskazówki, jednak nie trzeba było wyostrzonego słuchu ślepca, by wyczuć niechęć w jego głosie. Jednak nie zamierzała tego komentować, bo nie zgromadzili się tutaj by zostać przyjaciółmi przy czarce sake. Nie potrzebowali się lubić, by zająć się wspólnie problemem, musieli tylko współpracować. Pokiwała głową układając wszystko po kolei.
- Rdzeń, nici, żywioły.. - wyliczyła sobie po cichu na palcach, wyprostowując kolejne od najmniejszego - Magnetyzm - dodała, prostując kolejny i trzymając już tylko zgięty kciuk, zwróciła się z stronę użytkownika magnetyzmu - Walczę na bliskim dystansie mieczami. Byłoby dobrze, gdyby nie wyleciały mi nagle z rąk - rzuciła z lekkim uśmiechem, po czym dodała - Jeśli je przytrzymasz, będę mogła się dostać do głównej lalki. Gdzie dokładnie znajduje się ten rdzeń? Nie chce uderzać na oślep - dodała nadal z krzywym półuśmieszkiem na ustach.
No i chyba oczywiste było, że idzie, prawda?
- Przy okazji, Shiga, daj mi z dwie notki z tych, które mi zwinąłeś - rzuciła z delikatnym przekąsem. Poprawiła swój ekwipunek i była gotowa.


Spoiler: pokaż
W sumie wiele Chise nie robi, poza dogadywaniem Shiro Ryu i zgłoszeniem się do Wielkiej Piątki, oraz rozmowy o Kabuto. Pokolorowałam dialogi, by były widoczniejsze.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 504
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Megumi Ishida » 15 cze 2018, o 11:21

Megumi dotarła do portu. Okaleczona, ale jej duch był silny. Wiedziała co powinna poprawić w sobie by stać się kim potężnym. Zdawała sobie sprawę że jest za słaba, musi być silniejsza, żeby stać się najlepszą panią szermierz na świecie. Musi pokazać całemu światu że kobieta też może być najlepsza! Gdy cała ta ,,zabawa" powoli dobiegała końca, w końcu wszyscy dotarli już do portu, cywile, liderzy klanów, shinobi, i zdawało się że problemem jest już tylko wydostanie się z miasta stało się coś mało zadowalającego. Ale żeby nie przyśpieszać, wydarzeń, warto wspomnieć że poniekąd jakiś wóz medyczny się nawinął, a gdzieś leżał jakiś trup który był jakiś ważnym podwładnym no i jakaś rodzinka znalazła chyba córkę. Całkiem ładne i zarazem przerażające scenki. Gdyby napisać książkę o tych wydarzeniach to byłaby hitem. Na dodatek podobno pojawiły się okręty! Dlaczego mało kto się cieszył? A no bo te okręty to cesarstwo które może nie do końca chcieć im pomóc. I to by było skurwysyństwo, przecież tutaj są cywile, nie można ich porzucać, bo przecież nie mają nic wspólnego z tą wojną. Eh polityka jest taka okrutna.. Ale dlaczego w sumie lider Senju nie może zrobić własnej łajby z drewna i przepuścić abordażu na tamte okręty? I może nawet sam lider pomyślałby o tym samym, gdyby nie to że pojawił się ktoś silny kto właśnie wyżynał cywili. W końcu ktoś potężny. Megumi zapaliły się w oczach świetliki. Znosiła upokorzenia wynikając z bycia zdaną na łaskę innych, była raniona psychicznie i fizycznie przez najsłabszych przeciwników. Ona Megumi Ishida, najlepsza szermierz stąpająca po tej połowie świata. Zajmująca 2 miejsce w turnieju dla nowicjuszy, pokonana jedynie przez faceta z kijem. Żaden miecznik nigdy w życiu jej nie pokonał. Przemilczymy w tym momencie tego faceta na wieży, on się nie liczy, on był pustą skorupą, więc nie można go uznać za przeciwnika prawda? Po za tym nikt się o tym nie dowie. Ona żyje, a on nie. Nikt pytań nowych nie zada. Ale tak więc pojawił się w końcu ktoś silny, i bynajmniej nie lider klanu który zamordował innego lidera. Tutaj pojawiła się osoba którą można bezkarnie zamordować i zbezcześcić jej trupa bez konsekwencji że potem jakiś klan ją pogoni. Uśmiechała się szeroko szarżując na wroga, szczęśliwa że w końcu ma szansę powalczyć. Najlepsza szermierz na świecie idzie przerobić złamasa na wykałaczki!! wydarła się biegną na dwójkę stalowych aniołów i osobę która je kontrolowała. Nie chciała wskakiwać od razu między nich, dlatego wyhamowała stając około 25m od potencjalnego pierwszego lepszego wroga. Nie była głupia, wiedziała że pierw trzeba zniszczyć sługusów, przecież inaczej oni ich nie dopuszczą do oryginalnego ciała, które w sumie też nie wyglądało zbyt normalnie. Po dobiegnięciu stanie gotowa do uników i podjęcia działań jeśli zajdzie taka konieczność. Musi mieć wyklarowaną sytuację kto walczy z monstrum a kto broni barykad.
Spoiler: pokaż
Megumi biegnie do reszty atakujących jeźdźca stając około 25 m od wroga.
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 319
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Murai » 15 cze 2018, o 12:44

Nie było statków. Nie było opcji, żeby się wydostać. Gdyby miał większe pokłady chakry Fuuton, to mógłby spróbować przelecieć na wachlarzu. Z drugiej strony jakikolwiek sztorm byłby dla niego zgubny w skutkach. I nie był gwarancji, że wokoło wyspy nie czaili się kolejni słudzy Antykreatora, pilnując żeby nikt nie zbliżył się do wyspy ani nie uciekł z niej. Statek wydawał się najbardziej bezpieczną i sensowną metodą ucieczki. Istniała opcja zgodnie z którą jedynie to miasto było atakowane. W związku z tym, czysto teoretycznie, ucieczka poza Kami no Hikage i próba ucieczki inną częścią wyspy byłaby równie sensowna. Zakładając, że Antykreator zaatakował jedynie tą osadę. Dodatkowo jeśli pomoc faktycznie się pojawi, to na pewno niedaleko grupy ocaleńców. Odłączanie się od nich, od kilku Shirei-kan, myślących Shiro Ryu, a także od wszelakich osób posiadających umiejętności sensoryczne, byłoby głupią decyzją. Musiał z nimi zostać jeśli chciał się wydostać z tej wyspy. Fakt ten nie był bolesny w żadnym wypadku, nie ograniczał jego możliwości. Była to jedynie neutralna dla jego postępowań okoliczność. Faktem było, że nie zauważył nikogo posługującego się potężnym żywiołem po drodze, za wyjątkiem interesujących umiejętności Nikusui. Strugi elektryczności które mogą zakręcać byłby naprawdę cenną techniką. Na pewno, przed podjęciem dalszych planów, wypyta ją o to w szczegółach. Czysto technicznie rzecz biorąc, uratował jej życie. Ludzie pchani wdzięcznością i poczuciem honoru są w stanie posunąć się do naprawdę nielogicznych działań.
Widział inne karawany i inne grupy rannych. Łączyły się one w jedno. Ogromne skupisko rannych, Shinobich, ocaleńców. Taka grupa stanowiłaby wyśmienity cel dla jakiejś potężnej techniki obszarowej. Tym bardziej Kakuzu został na uboczu, żeby potencjalny atak nie był przyczyną jego śmierci. Mimo stosunkowo spokojnej sytuacji, nie można było zapominać o ogóle - Antykreator i jego Jeźdźcy nadal mogą być w Kami no Hikage. Jakim problemem byłaby dla nich jedna technika, która zabiłaby całą tą masę ludzi? Sposób myślenia innych, a właściwie fakt że oni sami o tym nie pomyśleli, był dla Kakuzu kolejnym dowodem jego wyższości nad innymi. Że przewidywał takie sytuacje i przeciwdziałał im, mając na względzie siebie. Bo on był dla siebie najważniejszy, on reprezentował sobą więcej niż inni. A nawet jeśli byli silniejsi od niego, to kwestią czasu było prześcignięcie ich. Han mógł chcieć mu zamieszać w głowie, ale Kakuzu nadal dochodził do wniosku, że jego racja jest bardziej prawdziwa. Kakuzu nadal, z wysokości dachu, zerkał na otoczenie i przysłuchiwał się ważniejszym rozmowom i postaciom w tym tłumie. Mimo że kakofonia rozmów i dźwięków nie była aż tak potężna, to nadal musiał mocno się skupić. Szukał wzrokiem Zjawy, z czystej ciekawości, a także innych członków swojej grupy.
Jego uwagę jednak skupił czyjś krzyk. Kobiecy. Przekazujący wiadomość o znalezieniu na horyzoncie statków. Cesarskich. Kakuzu natychmiast zrozumiał, że taka okoliczność może nie być najlepszą dla nich. Wzajemne stosunki tej dwójki nie były najlepsze, delikatnie mówiąc. Istniała szansa, że żeglarze wrócą do Cesarstwa i zdadzą tam raport, dopiero wtedy wysyłając ekspedycję. Ale istniała też szansa, że zaciekawieni podpłyną bliżej. Ostatecznie wiele zależało od nich, a dokładniej od Kapitana. Może będą mieli na pokładzie jakiegoś sensora, który zauważy ogromne skupisko chakr przy brzegu. Na logikę podpłynięcie nie wydawało się aż takim złym wyborem, pozwoliłoby zebrać szczegółowe informacje celem zaraportowania ich Natsume. Pozostawało im jedynie czekać. Kolejny krzyk przerażenia mógł pochodzić z faktu, że statki należą do Cesarstwa. Ale tak nie było. Przed bramą pojawiła się postać. Marionetkarz. Kakuzu nie był w stanie jej zidentyfikować. Całkowicie nie przypominała Kabuto. Gdyby Kakuzu miał pewność, że to faktycznie on, nie byłby w stanie samotnie na nią ruszyć. Ale wtedy padł rozkaz. Pięć osób. Pięć na jednego. Czy mieli jakiekolwiek szanse? Teoretycznie.

Brak w Tobie jakichkolwiek oznak inicjatywy
Nie chcesz niczego robić z własnej woli
Nie walczysz wtedy, gdy spokojnie mógłbyś to robić


Uważasz siebie za istotę ponad ludźmi, podczas gdy oni mogą mieć większą wartość niż Ty


Słowa Hana zaćmiły wszystkie jego myśli. Przypomniał sobie tą rozmowę. Kiedy wytknięta mu została jego pasywność. Jego brak podejmowania inicjatywy. Wszystko to na krótką chwilę rozbrzmiało mu w głowie. Murai złapał się dłonią za głowę. Zamieszał mu w głowie? Istniała na to szansa. Może tymi słowami chciał wywołać u Kakuzu jakąś reakcję? Zmienić schemat postępowania? Może przewidział ową sytuację, w której przeciwnik o nieznanej sile będzie ich atakował. Czy nie lepiej by było, żeby ktoś potężniejszy od Kakuzu zaatakował? Ale wtedy... oni będą mieli większą wartość od niego. Jak Murai ma upewnić się w swoich przekonaniach, kiedy pozwoli by inni dokonywali najważniejszych dokonań? Czy to nie postawi ich na wyższym stopniu niż on? Ogrom pytań zalał jego głowę, w ciągu kilku krótkich chwil musiał odpowiedzieć sobie na nie wszystkie. Jednocześnie. Jedną odpowiedzią. Ale najważniejszym pytaniem było "Czemu rozważasz upewnienie się w swoich wartościach?". Żeby oczyścić umysł ze szkodliwego wpływu, jaki miała na niego rozmowa z Hanem? Tak, najprawdopodobniej to. Zeskoczył z dachu i udał się ku potencjalnej piątce wojowników. Dziewczyna z kilkoma mieczami, mężczyzna przechwalający się swoją regeneracją. Kenshi. Tylu pamiętał. Kiwnął głową w stronę dziewczyny, niby w geście pozdrowienia. Ciekaw był, czy wzięła pod uwagę jego rady udzielone na trybunach. Zaczęli przekazywać informacje. Odnośnie Ayatsurich, odnośnie słabych punktów kukiełek.
- Walka na dystans bezpośredni, bliski i średni. Kilka żywiołów, najsilniejszy Katon, zaraz po nim Doton i Futon. Możemy spróbować połączenia żywiołów w celu zmaksymalizowania siły Katonu. - powiedział w kierunku pierw wszystkich, a odnośnie łączenia żywiołów zwrócił się do Shigi. Z tego co mówiła mu Nikusui, to posiadał w swoim arsenale Katon. Murai także, a w połączeniu z jego technikami wiatru, mogliby osiągnąć znacznie lepsze rezultaty niż osobno. Nici pominął w swoich wyliczeniach. Faktycznie były one elementem jego walki bezpośredniej i praktycznie na każdym dystansie. Był gotowy. Teraz pozostało jedynie czekać na konfrontację, albo też samemu do niej lgnąć. Był gotowy.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1611
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yuji Saga » 15 cze 2018, o 13:02

Spoiler: pokaż


Dobra moja. Laleczkowa panienka z swoim aniołem stróżem postanowiła biec dalej, a nie zajmować się jakimś wrzeszczącym gnojkiem, który szukał zemsty za jakiś mu nieznanych ludzi. Chwalebne, ale debilne. Za szybko się z nimi zżył, albo raczej jest to jeden z tych bojowników pokoju, prawości i bla bla bla. Aż mi się chce rzygać jak o tym pomyśle, prawdę mówię.
Biegłem dalej, ale tym tutaj postanowiłem zejść z oczu tym dwóm nygusom, które pojawiły się znikąd. Moje zmysły ich nie zauważyły, ale dobra, byłem skupiony na blondynce, wiec można to jakoś ładnie usprawiedliwić tym, że miałem inne priorytety. Człowiek nie myśl o robaku, który lata jakieś parę metrów, czyż nie? To tak jak bóg, który nie zwraca uwagi w większości na swoich. Biegłem tak w ukryciu, śledząc moją piękność aż do portu. O dziwo nic się nie wydarzyło po drodze. Dziwne, bardzo dziwne. Puste ulice prawie, no nie licząc rozwalony rzeczy, gruzu, czy nawet jakiś ciał. Normalka w tym mieście, chyba kupie tutaj mieszkanie z widokiem na morze trupów i palące się dachy jakiś sklepów, to dobry pomysł. Najwyraźniej ewakuacja przebiegła pomyślnie i teraz miasto zaczyna świecić pustkami. Dosłownie wymarłe miasto! HA!
Dotarliśmy na miejsce. Byliśmy przed bramą do portu, no ja byłem z boku pomiędzy domami, a nasza lala stanęła przed nią. Ciekawe. Patrzyłem tam zaciekawiony, po czym zobaczyłem że odpieczętowała drugiego aniołka! No nieźle, aż dwa anioły w jednym miejscu, które mogą być razem jeszcze groźniejsze. Niedobrze dla tych co chcą się z nią bić, ja się na całe szczęście do tej grupy nie zaliczam. Akcja dalej się potoczyła. Z tego co ogarnąłem, to coś było w porcie, przez co blondynka się zatrzymała, była uśmiechnięta i nagle skoczyła w moja ulice. Była dosłownie niedaleko mnie. Na początku odsunąłem się do ściany nie pewnie. Pierwsza myśl, ze zaraz mnie zaatakuje, ale tego nie zrobiła. Czy byłem ukryty? Tak, a raczej mi się wydaje że byłem ukryty, lecz ona o dziwo o mnie wiedziała. Wiedziałem to, nie wiedząc czemu, chyba to czułem że zna moją pozycję, ale postanowiła nic z tym nie robić. Naszło mnie wtedy szybkie pytanie. Czy wiedziała o mojej obecności od początku? Chętnie bym się jej zapytał, ale najwyraźniej się na coś przygotowywała, więc lepiej jej nie przeszkadzać, a zobaczyć co się stanie. Jakby co, to ja jej kibicuje. Nawet pokazałem w jej stronę kciuk do góry w geście, że będzie wszystko okej.
Postanowiłem się wycofać i to daleko. Byłem zbyt blisko niej oraz możliwej bitki, która tutaj za niedługo się rozkręci. Jak na razie wypadałoby ogarnąć co się stanie, z kim będzie się biła oraz po której stronie stanąć, jeżeli będzie okazja na jakiś zysk.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 102
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=69493#p69493
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Ame » 15 cze 2018, o 15:23

Ame nie zamierzał się już wtrącać. Nie interesowała go banda szabrowników. Nie chciał być w tym przypadku osobą decyzyjną. Byl zadowolony z faktu, iż pozostali członkowie grupy rozwiązali problem i to jeszcze w miarę pokojowo. Trzeba przyznać, ze Hozuki prawdopodobnie przystawiłby im miecz do gardła i zmusił ich do podzielenia się obfitym łupem. Z drugiej strony takie zachowania nieomal zrobiły z niego zbrodniarza wojennego. Mial dość kiepskich przygód, źle wybranych dróg, dlatego zostawił decyzje wszystkim innym. Im w przeciwieństwie do niego litościwe akty jakoś wychodziły i zaakceptowali towarzystwo patologii pod warunkiem, ze porzucą swoje zdobycze. Ogólna sielanka trwałaby dalej gdyby nie to, ze życie shinobi zawsze idzie pod górkę i się kończy pogrzebem. Koniec końców ich czyny nie zostały zupełnie bez echa. Kobieta, która przez działania wspaniałego trio straciła swoich bliskich zdecydowała się zemścić. Widziała, ze zarówno Ame i Saburo ze względu na swoje umiejętności byli po za jej zasięgiem, wiec zdecydowała się na atak na jedyną osobę, którą mogla zaatakować z zaskoczenia - padło na Kente. W zdradziecki sposób zaszła go od tylu i przebiła go mieczem. Niebieskowlosy był w szoku. Zarówno dlatego, ze w tak głupi sposób dal się zajść tak potężny shinobi, ze niepozorna kobietka miała tyle determinacji i odwagi, ze odważyła się na coś takiego, jak i z prostego powodu, iż Kenta przez jakiś czas był jego towarzyszem broni, a to w jakiś sposób tworzy wieź. Razem wpadli w kłopoty, razem z nich wyszli. Przez cały czas obrzucali się wyzwiskami. Prawie jak z Kaito. Nie znal jego historii i teraz jej już raczej nie pozna. No i nie napili się tego kretyńskiego wina.
- Za ciebie kilka butelek... Kapitanie! - chłopak sam nie wiedział jak nazwać tego wojownika, ale z pewnością w ostatnich chwilach zasłużył na odrobinę szacunku. Nie był medykiem, nie miał po co reagować. Tylko by przeszkadzał. Nie znal się na medycynie, ale był realistą. Wiedział, ze dla Kenty trud skończon. A w kolo mroźna zima. Nie chciał się za bardzo rozczulać. Tym bardziej nie chciał żeby ktoś to zobaczył. Po prostu ruszył wykonać rozkaz Naokiego. Nie kojarzył nikogo w porcie, wiec po prostu trzymał się blisko znanej mu grupy. Zmęczenie zaczynało dawać mu się we znaki. Mialo być spokojnie, jednak po raz kolejny w Kami no Hikage los dal mu poznać się od ciekawszej strony. Na horyzoncie zamajaczyły statki i to nie byle jakie - cesarstwa! Byl już jedną nogą w domu. Teraz wystarczy nie zginąć i nie dać lalkarce w jakiś sposób zniszczyć statków. Kto to w ogóle jest Kabuto, kto to w ogóle jest lalkarz? Ame nie wiedział, ale skoro wszyscy tutaj zgromadzeni obawiają się starcia z nią, to Hozuki na pewno im się nie przyda. Rzucił się na cokolwiek co mogło pomoc w budowie barykady i dołączył do ludzi, którzy wiedzieli co trzeba zrobić żeby to miało ręce i nogi.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
Szarak
 
Posty: 243
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Nikusui » 15 cze 2018, o 15:48

Ciężko było jej obserwować otoczenie z aktualnej pozycji. Czuła jednak, że ciało odmawia jej posłuszeństwa, a każdy najmniejszy ruch spowodowałby ból, który z pewnością ciężko byłoby przetrzymać. Dlatego nie miała innego wyjścia, jak korzystać z tej chwili i spróbować zregenerować się chociaż w malutkiej części. Wystarczyłby sam fakt, że może się w miarę samodzielnie poruszać. Świadomość, że jest niczym bezwładna lalka, doprowadzała ją do szaleństwa. Musiała jednak jakoś to wytrzymać i wykazać się odrobiną cierpliwości. I zaufania, co do działań Akaruia. Ten z kolei nie odpuszczał i leczył ją dalej, dzięki czemu pewnie mogła już chociażby otworzyć oczy i się odezwać.
Na odpowiedź medyka przymknęła jedynie oczy, dalej czekając. Oczywiście poddała się temu, co zamierzał zrobić dalej. Mogła jedynie wyobrazić sobie, jak wyglądała jej klatka piersiowa po takim ataku. Z miejsca straciła przytomność, więc musiało to wyrządzić porządne szkody. Jeśli jednak była potrzeba, by wstała, oczywiście to robi, pozwalając się obandażować. Jej ruchy były jednak powolne i ciężko było ukryć grymas na twarzy, który świadczył nie tylko o towarzyszącym jej bólu, ale również o złości na swoją niedyspozycję. W tym wypadku była już osobą, którą pasowałoby się zająć, mieć na oku, niż tą, którą chciała być.
- Dzięki. - mruknęła krótko, jeśli Akarui zakończył już swoje działania. Nie zamierzała oczywiście ponownie się kłaść, bo to byłoby niemal jak morderstwo. Musiała próbować się ruszać, chociażby niezdarnie i powoli. Ciało musiało zaznać ruchu, taka byłą część wielu rekonwalescencji. Dobra, jej sytuacja była akurat wyjątkowa, bo nie miała czasu rzeczywiście się wyleżeć, by nabrać więcej sił.
Siły. Przeszło przez jej myśl, po czym przypomniała sobie o pigułce żywnościowej. W sumie, na dobrą sprawę, jeszcze nigdy jej nie zażywała, nie znała więc do końca jej efektów. Wiedziała, że zregeneruje jej chakrę, ale nie wiedziała czy wpłynie na jej sprawność ruchową. Z tego, co słyszała, działała na zmęczenie, a nie na rany. A jakby nie patrzeć, jej ciało było ranne.
Kurwa. Nie mogła się powstrzymać. Klęła na całą sytuację w myślach, opuszczając głowę w dół i próbując zacisnąć dłonie w pięści. A nawet to nie było łatwym zadaniem. Gdzieś tam w tle odbijały się słowa tych, którzy nieco bardziej byli zorientowani w sytuacji. Krzyczeli coś o okrętach i Cesarstwie, że nie pomogą. Pośród tych wszystkich głosów usłyszała jeden znajomy. Senju Kazuo. Mimowolnie spróbowała zerknąć w jego stronę. Widać, że sam przeszedł dość ciężkie potyczki, ale wciąż tu był. I starał się postawić nieco do pionu zrezygnowanych Shiro Ryu. Jakby tego było mało, dołączył do nich kolejny przeciwnik. Ten, którego już znali. Kabuto. Na szybko została podjęta decyzja o wyłonieniu się pięciu ochotników, którzy mogliby z nią walczyć. Cóż, nie oszukując się, Nikusui do tej owej piątku należeć nie mogła. Może dałaby radę spróbować zadziałać z ukrycia, ale w tym momencie musiałby ktoś ją osłaniać. Szczerze wątpiła, by ktokolwiek z tu obecnych nie zareagował na jej chęć działania. Poza tym, sytuacja miała się pogorszyć, bo niejaka Reiya miała zamknąć wrota do czasu walki z Kabuto. A więc będzie jeszcze bardziej niedostępna. Cała ta budowa barykad... do tego też się nie przyda. Jej ruchy były spowolnione, więc tym bardziej może jedynie przeszkadzać.
- Spróbuje się trochę odsunąć, będzie się działo. - powiedziała spokojnie, w głowie próbując ułożyć sobie plan działania. Oczywiście lepiej było zejść z wozu, na nim czuła się jakoś bardziej narażona. Wiedziała, że będzie to trudne, ale nie pozostało jej nic innego. Jeśli jej się to udało, to wolała trzymać się blisko budynków, drzew, czy czegokolwiek, o co mogłaby się podeprzeć, bądź też schować. Wszystko tak, by jak najmniej zwracać na siebie uwagę. Zamierzała z boku oglądać to widowisko i być może zadziałać w odpowiednim momencie. Może jej się uda, może nie, ale wszystko było lepsze, niż siedzenie. Oczywiście o ile znajdzie w sobie tyle siły, by móc się jakoś poruszać i nie przewrócić po dwóch krokach. Bo jeśli tak się właśnie stanie, cóż, będzie mogła jedynie się bronić.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 851
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kei » 15 cze 2018, o 16:21

W porcie w pewnym momencie zaczęły się zbierać tłumy, co w sumie Keia trochę zaskoczyło. Cóż po tych wszystkich wydarzeniach miał wątpliwości czy ktoś tu dotrze spoza dzielnicy rzemieślniczej. W masie przybywających ludzi dostrzegł też Megumi, Miyuki, Senju Kazuo oraz resztę, co wywołało w nim lekkie uczucie irytacji. Ech, po co ja właściwie tu przychodziłem jeśli raczyli tu przyjść nie czekając na mój raport? Heh, pewnie skorzystali z tego że w okolicy przechodziła tamta grupa... - Rzucił w myślach. Gdy zwołano wszystkich zdatnych do walki podszedł i stanął koło Megumi (o ile ta się też zbliżyła), w końcu w tej grupie to chyba ją najlepiej poznał. Wyglądało na to, że dobrze zrobił nie pozostając przy Inoshi, gdyż nie zakłócił tym samym spotkania rodzinnego blondynki. Chłopak podejrzewał, iż byli to jej rodzice, lecz nie zamierzał za to dawać głowy. Gdy ludzie się zebrali ze spokojem słuchał toczących się rozmów, jednak nie bardzo się w nie wtrącając. Cóż sam osobiście nie miał zbyt wiele do dodania, no może poza tym, że Naohiro Haretsu zabił Ekikena Dōhito, jednakże Senju Kazuo już o tym wiedział, a z jego słów z pewnością brzmiałoby to bardziej prawdopodobnie. Kei nie miał się też zamiaru wychylać, gdyż gdyby Shirei-kan Haretsu raczył się osobiście zjawić to miałby u niego przerąbane za puszczenie w obieg tej informacji. Z toczących się rozmów dowiedział się, iż jeden z przeciwników jest marionetkarzem z chyba dość potężnymi lalkami. Ciekawe czy też jest Ayatsuri, czy może jakoś wykradła mi tę sztukę... - Skomentował w duchu. Słysząc o okrętach sam się odwrócił i zaczął rozglądać w ich poszukiwaniu. W przeciwieństwie do wątpliwości Shiro Ryu sam miał ochotę wrzasnąć się kontaktowali, bo i tak nie mają wyboru, jednak się pohamował, Mógł jednak z satysfakcją posłuchać tych słów od Shirei-kana Senju, który najwyraźniej podobne miał podejście w tej sprawie. Padały jednak też wypowiedzi nie na miejscu. Pewna brunetka postanowiła wykpić całą sytuację. Ech, z takimi tekstami to do rady, nie ma co obwiniać zwykłego żołnierza za głupotę dowódcy. - Westchnął w myślach. W sumie ciekawiło go czemu nie mogą popłynąć na tratwach zrobionych przez Senju do tych statków, jednakże może brakło mu już chakry. Polecenie budowania barykad nie zachwyciło chłopaka ale co się nie robi dla bezpieczeństwa, w końcu cokolwiek co choć trochę spowolni wroga może okazać się przydatne. Niestety los raczył dość szybko sprowadzić kogoś do zweryfikowana tego poglądu. Pojawienie się kolejnego zagrożenia naturalnie przyśpieszyło tętno chłopaka, a pomyśleć, że jeszcze chwilę temu mieli spokój. Na szczęście chętnych do bitki nie brakowało, więc nie musiał się martwić tym, że stanie na pierwszej linii. Z drugiej strony trochę niepokoił się o Megumi, cóż jej rany chyba nie były jeszcze w pełni zagojone, a byłoby wielką stratą gdyby zginęła po tym ile wysiłku włożył w dostarczenie jej do lekarza. Sam postanowił zająć  się drugą sprawą, więc zdecydował się o coś zapytać.
- Tak właściwie to mamy zbudować barykadę w kształcie półkola chroniącą tylko wybraną część portu czy rozciągającą się przez cały port? Pierwsza opcja byłaby chyba bardziej solidna, jako że barykada byłaby nieco krótsza. - Odparł spokojnym tonem do reszty ludzi, która mięli się tym zająć.
Następnie czeka na jakieś opinie w tej kwestii, w końcu jakby każdy zaczął budować wedle innego zamysłu, to nic by z tego nie wyszło. Gdy już jakaś decyzja zostanie podjęta, to blisko miejsce budowy zacznie znosić worki wypełnione piaskiem, żwirem, kamieniami czy czymś innych. Jak nie będzie pełnych, to sam wypełni puste i przyniesie, chyba że będzie je czym zapełnić na miejscu. Po przygotowaniu dziesięciu patrzy czy będzie potrzeba więcej, bądź czy też inni wymagają wsparcia.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 300
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Saburō Hokusai » 15 cze 2018, o 17:33

Co to ma być? Dziwne uczucie wypełniło Saburo. Już nie chodziło o bandytów... miał ich w dupie. Lecz... dlaczego? Widział to. Ciało Kenty przeszyte ostrzem tej kobiety. Kobiety, której wcześniej pozwolili odejść. Jego ciało było lodowate. Jego oczy ukazywały najpierw rozpacz, a potem... nienawiść. Nie mógł uwierzyć, że ktoś taki jak on zginął w tak głupi sposób. Podbiegł do niego i klęknął przy nim łapiąc go za rękę.
- Nie... NIE!
Jego słowa stawały się coraz głośniejsze, a głos coraz bardziej drżał. Dlaczego tak się czuł? Dlaczego zareagował w ten sposób? Czyżby te wszystkie walki, to że byli drużyną, te wszystkie głupie zaczepki jak i żarty, stworzyły między nimi jakąś więź? Zaczął traktować Kente jako swojego towarzysza, nawet o tym nie wiedząc. Łzy poleciały na ręce martwego kompana. Nawet w takiej chwili uśmiech utrzymywał się na jego twarzy. Nie można było już nic zrobić. Jego życie... przepadło. Chłopak powoli zaczynał zamieniać emocję na złość. Nie rozumiał tego. Jego ręka zacisnęła się na tej Kenty.
- Zaangażowaliśmy się w akcję uratowania ludzi, chroniliśmy ich, ryzykowaliśmy dla nich życiem... WIĘC ZAMKNIJ PYSK!
Nie mógł się już opanować. Nawet nie zamierzał. Miał po dziurki w nosie takie odwdzięczenie się. Zabili mu kompana. Kto wie? Może teraz padnie na niego albo Ame? Albo jeszcze kogoś innego.
- Morderca? A Ty jak teraz siebie nazwiesz? JESTEŚ SUKĄ! On ratował ludzi! A Ty?
Tutaj zrobił krótką przerwę. Wstał z ziemi i wyprostował się. Spojrzał na dziewczynę. Jego oczy były przepełnione nienawiścią do niej. Oczy zaszklone, ale widać w nich było gniew.
- Obiecuję. Obiecuję, że jeśli puszczą Cię po tym czynie wolno... zabiję Cię.
Tym razem zaczął głośniej.
- Tak się odpłacacie za uratowanie życia!? Jak ta dziwka!? Proszę bardzo! Na mnie już nie liczcie.
Postanowił, że więcej się nie będzie odzywał. Był tak wkurwiony, że to przekraczało wszelkie granice. Nie chciał już chronić tych ludzi. Miał to w dupie. Niech sobie sami radzą. On zaczął iść z boku koło tej całej karawany. Jedyne co chciał to się stąd wydostać, więc czekał aż zajdą do portu, ale nie. Tak się nie stało. Zebrały się tam już wszystkie grupy. A statki? Jak się okazało nie ma żadnych statków. Jedyne które wypatrzyli były na morzu, ale należały do Cesarstwa. Kto by pomyślał, że w takiej sytuacji nikt nie będzie miał żalu, że pomoże im wróg. Brzydził się tymi wszystkimi ludźmi. Nagle rozległ się krzyk. Zza bramy dojrzał sylwetkę jakby kobiety wraz z czymś na wzór... anioła? Nie wiedział kim jest, ale zauważył, że ludność strasznie się tym faktem poruszyła. Hakusei stanął do walki a wraz z nim jakaś piątka ninja. On sam już miał tego dosyć. Nie chciał już walczyć. W szczególności w obronie tych ludzi. Po co poświęcać życie za kogoś kto wbija Ci nóż w plecy przy pierwszej lepszej okazji? Reszta poszła budować jakieś barykady. Osobiście nie miał ochoty ku temu, nawet nie chciał tego robić. Na samą myśl, że dzięki temu uchroni ludność, aż zbierało mu się na rzygi. Dla niego mogli zginąć wszyscy na raz tylko, że był mały problem. Ta barykada czy jakby to nie nazwać będzie służyła też jemu, dlatego postanowił się nie upierać. Akurat on chciał przeżyć, dlatego robił co do niego należało. Na początku odparł chłodno jakiemuś shinobi który pytał o rodzaj barykady.
- Barykada w kształcie półkola. Solidniejsza i zasięg mniejszy, dzięki czemu łatwiej będzie jej bronić.
Następnie różne worki, deski, pozostałości po statkach które wybiły na brzeg lub pływały sobie blisko brzegu zostały przez niego przenoszone bliżej osób, które budowały. On sam się na tym nie znał, więc zostawił tą robotę specjalistom, ale pomagał przynosić potrzebne materiały.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Saburo oburzył się po tym jak zabili jego towarzysza. Zaczął mieć gdzieś tych wszystkich ludzi i kiedy dotarli do portu zaczął przynosić rzeczy na budowę barykady, ale tylko ze względu na siebie.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 146
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Kij na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Izanagi » 15 cze 2018, o 20:57

- Dobra, zostawiać te wory i do reszty cywili.- natychmiast chciałem zakończyć tą akcję z cywilami gdyż już w oddali słyszałem jakieś krzyki wiedząc że coś jest nie tak, przez to chciałem czym prędzej skończyć tą całą farsę i udać w stronę gdzie może dziać się coś gorszego, schowałem miecz, ale rękę trzymałem na katanie, udając w stronę owych krzyków. Dość szybko tam dotarłem i przyglądałem się scenie śmierci, przyglądałem się temu co tutaj się wydarzyło, nie mogłem w to uwierzyć, zacząłem się rozglądać dookoła czy niema aby jakiegoś wroga, kto to mógł zrobić? Jak to się stało? Może ujrzę kogoś kto to zrobił, bo jakoś nie mogłem zrozumieć co tutaj się stało, dziwne to wszystko.
- Dobra, kurwa, ale ja się pytam kto to zrobił? Bo żeby nas też nie zabili, wiem że to ciężka sytuacja ale musimy się skoncentrować abyśmy nie zostali zaatakowani, teraz jesteśmy łatwiejszym łupem.- nie chciałem być nie miły, ale byliśmy na wojnie, nie mogliśmy sobie pozwolić na dekoncentrację gdyż przeciwnik na to może czekać, w ogóle nie rozumiałem co się stało że ten zginął, więc przecież skoro ktoś go nadział na katanę to jest on wśród nas.
- Ktoś coś widział? Co się tutaj stało?!- dość nerwowo zacząłem ludzi wypytywać którzy stali blisko całego zajścia, ktoś musiał przecież coś widzieć, no przecież kurwa sam sobie tej katany nie wbił w klatkę. Czekałem na jakąś odpowiedź starając się mieć oczy dookoła głowy aby nic mi nie umknęło, jakoś pośród nas wszystkich tylko ja czułem się jakbym miał jakąś obsesję że ktoś może nas zaatakować, wydaje mi się że to nie jest złe podejście bo jest takie powiedzenie "przezorny zawsze ubezpieczony", po za tym to jest mała wojna, a nie imieniny u cioci. Nawet przez chwilę zapomniałem o tym widoku płonących statków, którymi mieliśmy to uciec, czułem jak wszystko zaczyna się jebać, samemu nie wiedząc w co ręce włożyć. Gdzieś w głębi duszy chciałem sobie powiedzieć, że kurwa może z jeden statek jakiś się ostał, ale chyba sam w to nie wierzyłem. Kto spalił te statki? Może to zaatakował jednego z naszych ktoś kto spalił te statki? Nie wiem, nie wiem, nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć co się dzieje, za dużo pytań a za mało dostawałem konkretnych odpowiedzi.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 96%-4%
4% koszt shara

Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 56
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shigemi » 15 cze 2018, o 21:29

Moja pogoń za chłopakiem dobiegła końca, przynajmniej tak mi się wydawało, ale niestety nie posłuchał mnie ani trochę, wręcz przeciwnie zaczął się oblepiać jakimś badziewiem. Westchnąłem cicho i postanowiłem uszanować wolę zmarłego, jego umiejętności mogły być przydatne w walce z nią, ale ten woli wystawić się na atak, ja natomiast postanowiłem odskoczyć w tył nie zamierzałem tutaj umierać, na prawdę na świecie jest jeszcze wiele pięknych rzeczy do przeżycia, w dodatku nie chciałem, żeby ten babiszon zabijał innych za pomocą Rantonu, skoro potrafił używać lodu. Odskoczyłem około pięciu-dziesięciu metrów po przekątnej do tyłu i w prawo, jednocześnie wskakując na kompleks budynków. Z dachu mogłem widzieć więcej, miałem zamiar zbierać jak najwięcej informacji, takie było moje zadanie, raz udało mi lekko ją uszkodzić, ale teraz wiedziałem, że potrzebny jest większy kaliber, zobaczyłem kilku śmiałków, którzy wyszli jej na przeciw. Ta odpowiedziała przywołaniem kolejnego anioła zagłady, gdy poprzedni jeszcze z posoki się nie oczyścił. Westchnąłem po raz kolejny, to będzie długa walka...
Złożyłem sekwencję pieczęci i przygotowałem się, chciałem wypuścić 2-4 wiązki w zależności od tego czy byłem w stanie dosięgnąć Numy, chciałem zapewnić mu minimalne wsparcie jeśli będzie w moim zasięgu jakiś atak wymierzony w niego to chcę pomóc mu go sparować. Jeśli jednak nie ma takiej opcji to jedynie obserwuję ze złożoną pieczęcią gotowy do uniku lub sparowania ataku Rantonem. Dziewczyna kompletnie nas olała, co było jawną sugestią, aby się nie wtrącać, nie miałem zamiaru tego robić do momentu, gdy będzie okazja aby zrobić to skutecznie, a teraz przygotowałem się na zebranie informacji zarówno o niej jak i moich współtowarzyszach.


Spoiler: pokaż
Wycofanie się o 5-10m do tyłu i w prawo na budynek
Składanie pieczęci do rantonu
Przygotowanie do wsparcia Numy/ewentualnego odparcia ataku w moją stronę.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>[tab=kg]
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

[topis=Uwaga]Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.
[/topis][/tab]
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 98
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Mokuzu » 15 cze 2018, o 21:49

Spoiler: pokaż
[justify]Mokuzu nie przywykła do pracy zespołowej i teraz jej brak doświadczenia odbijał się na niej w postaci rozczarowania niepowodzeniem zaplanowanej przez nią akcji. Westchnęła zrezygnowana, gdy Izanagi zdecydował się zrobić dokładnie to czego ona starała się uniknąć, jednak Kaito udało się powiedzieć coś mądrego. Miała nadzieje spróbować uratować jeszcze większą ilość ludzi, aby panowie mogli zapracować na zaufanie, ale nie zanosiło się na to. Odzywać się, czy nie? Będąc niezdolną do walki, dziewczyna czuła się jakby jej głos się w ogóle nie liczył. Jej miejsce było wśród rannych i ofiar. Lecz oni sami zwrócili się do nich i Mokuzu uznała to za znak.
- Nie wniesiecie tych rupieci na statek. Miejsca są ograniczone i muszą starczyć dla wszystkich ocalałych. - Karty zostały wyłożone na stół i nie było sensu dalej ukrywać, że nie wiedzą z jakiego rodzaju ludźmi mają do czynienia. Mokuzu zdecydowała się odnieść do ich sumienia ciekawa, czy je jeszcze posiadają. Niektórzy stracili tu znacznie więcej niż pokradzione garnki - w jej głosie pobrzmiała jakaś tajemnicza nuta, trudne do zidentyfikowania emocje. Nie mogli mimo wszystko odmówić im pomocy nie mając najmniejszego dowodu na to, że swój łup odebrali przemocą. Mimo to jakieś zasady panować musiały, gdyż nie było mowy o puszczeniu ich samopas pomiędzy bezbronne ofiary wojny, w tym starców, kobiety i dzieci. Kunoichi już formowała w głowie dalszy plan działania, gdy rozległ się krzyk i wokół zawrzało. Z oniemiałą miną patrzyła na rozgrywające się sceny, jednocześnie zszokowana i dziwnie... znieczulona na ten widok. Po chwili jednak do niej dotarło, śmierć kompana... przewodnika. Jednak nie była praktycznie w ogóle zżyta z Kentą, więc trudno podejrzewać ją o rozpacz. Kalkulowała bardziej, że pozostała jedna osoba do ochrony mniej. Był dla nich cenny, gdyż do portu pozostał jeszcze kawałek. A tak... to była inna śmierć. Mokuzu to czuła i choć nie wiele w życiu widziała to chciała zaklasyfikować niezrozumiałe dla siebie zjawiska. Przeszło jej przez myśl, że sama chciałaby tak umierać; na misji, bohatersko, otoczona przez przyjaciół. Przymknęła oczy po czym odwróciła się od tej sceny, czując jakby jej gapienie się było przejawem braku szacunku. Nic tam po niej, nie potrafiła pomóc... gdyby Subaru tu był... ale przecież nie potrafił pomóc nawet sobie. By odgonić boleśnie trzeźwe myśli o bracie i jego nieodwracalnej śmierci, Mokuzu po raz kolejny skupiła uwagę na trójce wykolejeńców. - Pierw na pokład wejdą kobiety i dzieci, potem pozostali cywile. Aby wszystko przebiegło sprawnie wymagane jest absolutne posłuszeństwo wobec strażników. Awanturnicy zostaną na brzegu, albo będą wyrzucani za burtę dla utrzymania bezpieczeństwa. - Jej głos brzmiał teraz bardziej monotonnie, jakby zrezygnowany. Jakikolwiek entuzjazm był wcześniej wyczuwalny, teraz zniknął bezpowrotnie. Choć jej słowa mogły budzić poczucie bezpieczeństwa i spokój wśród nasłuchujących cywili to jej ton sugerował, jakby sama nie wierzyła w sukces. Czuła się trochę jakby odganiała gapiów od miejsca zbrodni, przez uwagę jaką poświęcali jej słowom. Nie przywykła do tego.


Powoli zbieranina wszelkiej maści shinobi oraz cywili przekształcała się w coś na wzór osady. Wszyscy byli zmotywowani do działania chęcią przetrwania i ludzie uwijali się niczym mrówki, każdy starał się pomóc choćby w niewielkim stopniu. Wbrew wszystkiemu, Mokuzu poczuła się jakby na powrót stała się jedynie szarą jednostką stanowiącą niewielką część społeczności. I to było dziwnie pokrzepiające, gdy nikt nie spodziewał się po niej wiele... gdy nie zalegała na niej presja bycia kunoichi pośród cywili. Czując się bezpiecznie pod opieką starszych, zaczęła układać głazy i kawałki drewna w celu budowy umocnień mających uchronić ich przed dalszym niebezpieczeństwem. Trudno było nawet poznać, że była kunoichi, gdyż pracowała mniej więcej na poziomie zwykłych ludzi... cóż, nie wiele się tak naprawdę od nich różniła. To co świadczyło jednak o jej fachu to fakt, że zwracała uwagę na wszystko co działo się wokół niej i słuchała wypowiedzi bardziej doświadczonych od niej shinobi. Może nie do końca rozumiała wagę informacji, ale wystarczająco, by zrobić z tej wiedzy użytek. Gdy na horyzoncie pojawiła się jakaś kobieta w otoczeniu dwóch tworów i Hakusei zaczął zbierać drużynę do walki, jej zainteresowanie wzrosło. W żadnym wypadku nie chciała angażować się w ową walkę i była wdzięczna śmiałkom, który się na to zdecydowali. Białowłosy mężczyzna szczególnie zrobił z siebie widowisko i Mokuzu podziwiała też jego, choć przy tym uważała, że sam mógł uciekać i ratować siebie. Obwinianie innych o to, że życie było im milsze niż jego własne, było jej zdaniem nielogiczne. W tym samym czasie ktoś inny się z kimś tam o coś kłócił... przyjemna dystrakcja, sprawiała że czas szybciej mijał, gdy przenosiła te wszystkie śmieci. Zaciekawił ją jednak opis przeciwniczki podany przez mężczyznę, zaciekawił do tego stopnia, że... ale nie. Nie ona. Absolutnie nie miała zamiaru dołączyć do owej fantastycznej piątki championów, ale to nie znaczyło, że w całej tej sytuacji widziała tylko dwa wyjścia dla siebie. Cały czas dzielnie przenosiła gruz oddalając się od znajomych twarzy i wtapiając (na ile było to możliwe) w tłum cywili. Była osłabiona poniesionymi ranami i ich gojeniem, przez co rzeczywiście poruszała się bardziej jak normalna ranna dziewczyna niż kunoichi. Gdy grupa zostanie zebrana, miała zamiar przemknąć niezauważenie i samemu obserwować walkę z bliższej odległości. Zależało jej, by nie wykrył jej nikt, lecz mogła się tylko wtapiać w tło i chować za gruzami. Nie wiedziała jeszcze, czy będzie w stanie coś zdziałać... zakładała, że nie. Czy to ciekawość gnała ją do przodu, czy coś innego? Mokuzu była za dużym tchórzem, aby samemu zaangażować się w walkę i wobec tego tak istotne było dla niej pozostać niezauważoną. Patrzeć przecież wolno. Możliwe też, że to przemawiał przez nią głód chakry i doprowadzonych do graniczy wytrzymałości kikaichu. Były spragnione i nie było ich wiele, a instynkt roju potrafił do pewnego stopnia wpłynąć na zachowanie Aburame o słabszej woli, często nawet bez jego wiedzy.[/justify]

Co robimy:
Spoiler: pokaż
Mokuzu początkowo roztropnie zgarnia cały gruz jaki jest w stanie przenieść i stara się zbudować z niej zabezpieczenia do portu. Robi to jednak wtapiając się w tło pracujących cywili, do których dzięki swoim marnym umiejętnościom i odniesionym ranom można ją przyrównać. Nasłuchując jednak rozmów doświadczonych shinobi postanawia zakraść się bliżej miejsca walki i obserwować. Uwaga: Mokuzu nie wyrywa się do fantastycznej piątki (F5), tylko ukrywa za ich plecami i stara się zbliżyć do potencjalnego miejsca walki w taki sposób, by nie została wykryta zarówno przez przyjaciół jak i przeciwniczkę. Jest jednak tchórzem i nie będzie zbytni ryzykować wykryciem.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 66
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość