[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 12 cze 2018, o 11:29

Ha, ten dzieciak. Niby miał oczy, ale był całkiem ślepy. I to nawet nie dlatego, że czegoś nie widział - on po prostu odwracał głowę i udawał, że tego nie widzi, żeby móc zamknąć się w swoim wyimaginowanym, perfekcyjnym świecie. A gdy ktoś próbował mu udowodnić, że się myli i nie rozumie tego na czym stoi świat, od razu reagował szczekaniem godnym pekińczyka. Im mniejsze, tym głośniejsze. Ugh. Musiałem się powstrzymać, żeby nie zacząć niekontrolowanie kichać. Mam alergię na takie pierdolenie. Wzruszyłem ramionami, całkiem tracąc jakiekolwiek zainteresowanie. Głupoty nie da się wyleczyć, jeżeli było się w niej wychowywanym od początku.
-Nie. To ty okłamujesz sam siebie. Bo wiesz, że mam rację, tylko usilnie chwytasz się całą dłonią za ostrze brzytwy, żeby tylko nie utonąć. Proszę bardzo, tkwij więc w swojej żałosnej ignorancji. Tym szybciej i z większym hukiem upadniesz, gdy zobaczysz że to ty się myliłeś.
Bez uśmiechu spojrzałem jeszcze na moment na Akę. Tak, że moje złote oczy wwierciły się w niego niczym wiertła.
-Jak już mówiłem, nie ja wydałem polecenie do zabijania. Akuryo zaprogramował żołnierzy tak, by wykonywali polecenie w najlepszy znany sobie sposób. Kazałem im odwrócić uwagę shinobi od mojej osoby i od placu. Nie moja wina, że od razu rzucili się z mieczami. - wzruszyłem ramionami. I tak nie uwierzą. - Twoi "bracia" i tak ponownie popełnią ten błąd, jeśli zauważą w tym szansę na zwiększenie siły Uchiha. Nie okłamuj się. Sam na swoich rękach mam krew Rady, która sama to na siebie sprowadziła. Pozostali... to dla mnie tylko liczby. Tak samo jak dla was "tylko liczbami" byli moi pobratymcy. Teraz jesteśmy kwita.
Sarknąłem, słysząc kolejne argumenty.
-Czyli korzystałbyś z tej mocy tylko po to, żeby mordować więcej niewinnych, którzy żyją w swojej krainie i których to Shinsengumi najeżdża. Gratulacje.
Zaśmiałem się.
-Może to i lepiej, że nie możesz. Selekcja naturalna ma tym łatwiejszą robotę.
Przeszedłem się z jednego punktu na drugi, słuchając jak Uchiha tłumaczy się z tego, jak to "różni się od innych Uchiha". Parsknąłem śmiechem. Co za bzdura. Każdy Uchiha ma w sobie to samo. Nawet służalczy Shinnichiro, mój przydupas któremu Akuryo przeszczepił wieczny Kalejdoskop, jest taki sam jak pozostali jego pobratymcy. Nie ufają sobie wzajemnie. Tym, co daje im prawdziwą siłę, są negatywne emocje. Nienawiść. Rozpacz. Każdy z nich, jeśli pragnął więcej siły, przechodził załamanie nerwowe. Tracił coś ważnego dla siebie - nawet zabijał własną rodzinę. A później mścili się na całym świecie za to, co im się przydarzyło. W niczym nie byli lepsi ode mnie. Tak to jest.
-A kto powiedział, że współczuję Tobie? Współczuję Uchihom. To nie ja próbuję cię przypisać do szufladki - to Ty usilnie próbujesz z niej uciec, mimo że i tak prędzej czy później skończysz w tym samym miejscu. Klątwa Nienawiści i tak do ciebie dotrze... znasz to pojęcie, prawda? Nikushimi no Noroi? Uchiha żyją dzięki potężnym emocjom. Ich miłość jest wielka, łatwo się przywiązują i są wierni. Kiedy jednak stracą to, na czym im zależy, przejdą załamanie i zatracą się, zyskują potęgę... a ich emocje zmieniają się w nienawiść. Chęć zniszczenia. Taką, której nawet ja nie śmiałbym posiadać. Nie muszę nikogo zaszufladkowywać - 120 lat obserwacji wystarczy, by wiedzieć jak to działa.
Po transformacji zauważyłem dwie różne reakcje na moją nowoaktywowaną moc - z jednej strony przerażenie wymieszane z obrzydzeniem, z drugiej zaś - otumanienie wymieszane z podziwem. Dokładnie tak, jak się spodziewałem. Aka, który nie potrafił ogarnąć rozmiaru siły, jaką surowa chakra potrafi zmienić wygląd człowieka, był nią przerażony - i tym samym czuł odrazę do tego, czego nie rozumiał. Shikarui zaś odwrotnie - wyglądało na to że wiedział, jak działa Senninka, i choć starał się to ukryć i zaprzeczać, dało się po nim zobaczyć że on sam marzył, by kiedyś posiąść tę umiejętność.
Wszystko wokół ustało, nie było już trzęsień, nie było podmuchów, nie było fal chakry. Byłem tylko ja, przekształcony. I dwójka młodzików, która chyba nie wiedziała jak zareagować.
-Wbrew pozorom, najsprawniejsi z nas potrafią przekazać Senninkę w poprawionej formie - powiedziałem spokojnie swoim zniekształconym, demonicznym głosem. - Potrafimy przekazać tę moc w taki sposób, by cel potrafił używać Senninki bez ryzyka szaleństwa. W zamian jednak dość mocno obciąża organizm, jeśli nie jest się na to przygotowanym fizycznie. Dlatego dla niektórych może być darem, dla innych - zwłaszcza tych, którzy nie chcą być traktowani jak potwory - przekleństwem.
Westchnąłem, wystawiając przed siebie pazurzastą rękę.
-Sanada... Za moich czasów to był bardzo dumny ród. I byli jednymi z najszlachetniejszych. Nawet Senninka nie odebrała im człowieczeństwa. Szkoda, że chakra natury w naszych żyłach jest brutalną panią...
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 12 cze 2018, o 12:00

Forma Hana go nie przerażała. Forma Hana była wszystkim, co tak długo starał się osiągnąć. Czystą mocą na wyciągnięcie ręki. A jednak ją wyśmiał. Wyśmiał i to na tyle bezczelnie, że przez moment zastanawiał się, czy ta czysta chakra nie zmiecie go tak, jak zmiatała cały brud i kurz z podłogi. Nie mógł spać spokojnie nie dlatego, że martwił się, czy kogokolwiek nie skrzywdzi następnego dnia. Nie mógł spać spokojnie, ponieważ wiedział, że ta szalona moc nigdy nim nie zawładnie. Ciągle się oszukiwał, że to po prostu jeszcze nie czas, słyszał podszepty matki w swoim uchu, która zapewniała go, że jest wyjątkowy, dlatego może wznieść się wyżej, ponad ten gwałtowny ród. I tak samo, jak spodziewał się, że zaraz jego kolana same się pod nim ugną (znów), tak i miał wrażenie, że po jego słowach Han może się po prostu rozpłynąć w powietrzu. Zniknie, a wraz z nim zniknie Kami no Hikage. Jego serce uderzało mocno, wygrywało tercet bardzo dobrze znany - było to naturalne napięcie, kiedy spoglądało się w twarz drapieżnika doskonałego, ale i obawa. O to, że drapieżnik zaatakuje. O to, że rzeczywiście zniknie, a wraz z nim zniknie ostatnia szansa. Aka powiedział, że dla niego nie ma znaczenia, z jakiego klanu pochodzi, jakie ma zdolności, że nazwisko nie gra żadnej roli - i powiedział to ktoś, kto sam był tak mocno przywiązany do nazwiska Uchiha. Powinien rozumieć. Nie żeby Shikarui aktualnie szukał tego zrozumienia. Tych parę słów znaczyło naprawdę wiele, ale i tym mocniej topiło go w przekonaniu, że jest tak naprawdę nikim. W rozwianych paroma zdaniami kłamstwach przez Hana, w tej siedzibie węży, z której rozpełzli na całe miasto. Antykreator twierdził, że on wcale nie kazał tym bezrozumnym Smokom zabijać. I znów - kłamał? Przecież nie miał żadnego powodu. Byli nic nie znaczącymi pionkami na tej szachownicy.
- Hej, Irysie. - Shikarui spojrzał na chłopaka, który stał z nim ramię przy ramieniu - tak jak stał przy nim, kiedy spoglądał w twarz Wojny. Wtedy też pojawił się nieoczekiwanie. I... w jakiś sposób przecież było to miłe. Irytujące, bo nakazywało nagle zmieniać cały plan, ale jednocześnie miłe w swym szaleństwie. Shikarui coraz mniej rozumiał tego chłopaka. Nie potrafił pojąć głębi jego uczuć i tego, że to emocje tak mocno nim kierowały. Niby wiedział, niby akceptował, ale nie potrafił tego objąć rozumem. - Przepraszam. - Wypowiedział już imię swojego Irysa dwa razy. Może trzy? To prawdziwe imię, które dla większości było nic nie znaczącym zlepkiem liter. Dla Shikaruiego ten zlepek liter był naprawdę istotny - przecież był jego własny. Opisywał go tak samo, jak chciał, by opisywało go nazwisko. Aka chyba też nie chciałby się nazywać Ichirou, Natsume czy Shiga. Był tylko i aż Akim. - I dziękuję. - Wyciągnął dłoń w jego kierunku, by ułożyć ją na jego włosach i lekko je zmierzwić. Te włosy pachnące dymem i ogniem. Tego zapachu nie lubił. Zakłócał woń sogeńskich pól zalanych promieniami ciepłego słońca.
Zabawne. Shikarui został zaprojektowany jako broń. A jednak to Aka stał i walczył z nimi wszystkimi po to, by ich ochronić.
Shikarui spojrzał znów na Hana. Ametystowa tafla jego oczu zdradzała go. Zdradzała z chwili na chwilę, kiedy przegrywał walkę z samym sobą i pożądanie mocy ogarniało powoli każdy centymetr jego ciała. Gdy tak pożądał tego, czego rodzina nie była skora mu przekazać.
Wysunął się do przodem krokiem cichym i lekkim, wyciągając rękę w kierunku tej wyciągniętej dłoni. Nie mógł powiedzieć, że jego ciało przesuwało się w przód wbrew jego woli, ale nie mógł też powiedzieć, że to była jego wola. To był kłębek wszystkich tych emocji, których nie potrafił zrozumieć. Które tak mocno kierowały Akim, a których on rozumem nie potrafił objąć. Śmieszne. Zupełnie, jakby Han dokładnie wiedział, że Shikarui mu nie odmówi. Bawił się w diabła, a Shiki był tylko dzieciakiem wodzonym na pokuszenie, który był gotów zaprzedać swoją duszę, byle dosięgnąć swego celu.
Tego, którego ponoć nie posiadał.
Śmiesznie drobna dłoń Shikaruiego spoczęła na tej opatrzonej pazurami, które z pewnością mogły ciąć najtwardszą stal.
Więc kim był tak naprawdę Han?
Diabłem dla jednych.
Aniołem dla pozostałych.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 681
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 12 cze 2018, o 12:52

Kto krew ma w oczach nie zniesie błękitu.Zło, które stało przed nimi nie rozumiało pewnych spraw. Albo nie chciało zrozumieć. Ogarnięty szałem wilk w owczej skórze. Dążący po trupach do celu, palący za sobą wszystkie mosty. Tak Hanjiego postrzegał właśnie Aka. Jako szaleńca, który zatracił się w swojej chorej wierze, że jedyną opcją na uratowanie świata jest zniszczenie go.
- Przez osiemnaście lat nie upadłem. Dziękuję, postoję jeszcze trochę. - uśmiechnął się do Hana, który próbował wpoić mu swoje bzdury. Zupełnie jakby próbował go... indoktrynować? Usilnie mu wmówić, że okłamuje sam siebie i nic co mówi, nie ma sensu. A Aka musiał stać i tego słuchać, z każdym kolejnym słowem przetrawiać słowne zaczepki. Han był tak pewny siebie, a przecież... tłumaczył się. Zabawne. - Nie. Nie jesteśmy kwita. - burknął w jego stronę - Nie byłem Ci nic winny. Nie ja zabijałem pod Dokuroyamą. - parsknął, słysząc jego wywód. Każda kolejna minuta tego spotkania tylko utwierdzała go w przekonaniu, że ma rację. Że nie warto słuchać sługi diabłów. A może i samego diabła.
Han go wyśmiał. Wyśmiał go, że ośmielił się mówić o obronie swojej rodziny. Aka skwitował to chłodnym uśmieszkiem.
- Korzystać z mocy, żeby zabijać, huh. Czy ja wyglądam jak Ty? - uniósł brew w geście zapytania. - Zapytałeś mnie, co bym zrobił, gdybym nie mógł opanować szału. Nie odwracaj kota ogonem. - czy Han naprawdę nie widział błędów w swoim myśleniu, czy po prostu chciał sprowokować Akiego do zrobienia czegoś głupiego? Jeżeli to drugie, to doprawdy świetnie mu szło. Rozmawiali o tym, co zrobić, gdy ma się ochotę zamordować swoją niewinną rodzinę, a on zmieniał temat i oskarżał go o okrucieństwo. Aka nie cierpiał takich ludzi. - Ah, więc nie mogę? - zapytał. - O cesarzu Morskich Klifów też tak mówili. A teraz spójrz - największe zagrożenie dla kontynentu. - w żadnym przypadku nie myślał o sobie, jak o panu nowych krain. Po prostu wskazywał pewien błędny tok rozumowania. Lekceważenie przeciwnika było karygodnym błędem. Ale cóż... Suzumura najwyraźniej traktował go jak śmiecia. Typowe.
Jedynym dźwiękiem rozchodzącym się po wielkim holu były odgłosy przechadzającego się po nim Zła. Prychał, parskał, mało się nie popluł ze śmiechu. Bardzo zabawne. Aka ostatni raz się tak uśmiał na pogrzebie rodziców.
- Nic nie wiesz, Hanji Suzumuro. - mruknął, gdy Han skończył swój wywód na temat Uchihów. - Najwyraźniej mam w tym jakiś cel, którego nie potrafisz, albo nie chcesz, dostrzec. - wyjaśnił. - Czasami celem jest po prostu szukanie celu. - dlaczego rozmowa z nim tak bardzo przypominała mu rozmowę z Shikaruiem, który właśnie teraz stał obok i beznamiętnie przysłuchiwał się ich monologom? Nawet jeżeli nie dzielili krwi, to byli do siebie zatrważająco podobni. - Przez 120 lat przyglądasz się Uchihom i nie widzisz co się dzieje? - zapytał z ciekawością w głosie. Wiek Hana... lekko go zaskoczył. A jeszcze bardziej zaskoczyła go jego niewiedza. - To co mówisz to... nie do końca prawda. Nikushimi no Noroi to mit. Brednia. Pierdolenie, którym co niektórzy próbują usprawiedliwiać swoje czyny. - wyjaśnił. - Są inne sposoby na osiągnięcie pełni mocy Sharingana. Nie trzeba nikogo zabijać. - pochylił głowę, przymykając oczy. - Nie ma żadnej klątwy. Nie ma żadnych proroctw. Jesteśmy wolnymi ludźmi i żadne żałosne wołania kaznodziejów tego nie zmienią. - spojrzał na Hana. - Burza przychodzi i odchodzi. A my wciąż idziemy. Ciągle naprzód, przed siebie. Nie wierzymy w przepowiednie. Trwamy, pomimo tego całego zniszczenia, tej całej nienawiści. Kochamy się, każdego roku jest nas coraz więcej. Czym jest miłość, jeżeli nie wspólną walką o jutro? - zapytał. Miłość i nienawiść szły ze sobą w parze. - Ale skoro nie potrafiłeś zauważyć tego przez ponad sto lat, to i teraz moje słowa nic nie zmienią. - zakończył.
Ha, ten Antykreator. Niby miał oczy, ale był całkiem ślepy.
Różnie go nazywali. Śmieć, pedał, cwel, ten niedojebany Uchiha. Ale nikt nie nazywał go Irysem.
I z jakiegoś powodu te ostatnie słowo bolało bardziej, niż wszystkie poprzednie. Nie lubił tego. Przypisywał mu cechy, których Uchiha brakowało.
- Mam na imię Aka. - skrzyżował ręce. Był uparty jak wół. Nic nie mogło go złamać. Zawsze był Akim, i Akim pozostanie. - Nie chcę Twoich przeprosin, Twoich podziękowań. Słowa są bezwartościowe. - powtórzył to, co mówił już kilkukrotnie. Wszak i wąż miał usta. Wszystkie przepowiednie, kłamstwa, proroctwa - wszystko to było gówno warte, gdy do gry wkraczała rzeczywistość. Martwym wszystko jedno. Żywym też.
- Liczą się czyny. - Han najwyraźniej tego nie dostrzegał. Że Aka ma jakąś wizję. Ale Uchiha nie chciał mu już nic tłumaczyć. I tak by nie zrozumiał.
Nie zareagował na gest Shikaruia. Nie przytulił go. Nie uśmiechnął się. Nie ruszył się. Bardzo tego chciał... ale nie mógł. Stał nieruchomo z założonymi rękoma, przyglądając się czynom Juugo. Był na niego zły? A może po prostu sparaliżowany ze strachu? Żadne z tych. Sanada znalazł swój cel. Aka wyszedłby na hipokrytę, gdyby próbował go teraz zatrzymać. Jeśli chciał się stać tym, z czym od urodzenia walczył, to właśnie otworzyły się przed nim drzwi. Był idiotą - ale przecież tego mu nie mógł zabronić.
Bolało go serce, gdy patrzył na chłopaka odchodzącego w stronę demona. Chciał się rzucić i powstrzymać go przed tym. Nie przewidział, że tak właśnie potoczy się ich znajomość. Że Shikarui to zrobi. Miał nadzieję na coś innego.
Ale to nie on decydował. Był tylko obserwatorem. I aż obserwatorem.
Spojrzał w kierunku wyjścia z budynku. Potem - pytalnie w kierunku Hana. Czerwień w oczach chłopaka zgasła. Oczy znów zalał błękit. Błękit, którego ani Han, ani Shikarui nie mogli zrozumieć. Chyba przyszła pora, by Uchiha odszedł. Shikarui znalazł swoją rodzinę. Sogeńczyk wypełnił swoją misję. Nie był tu już do niczego potrzebny.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 164
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 13 cze 2018, o 08:02

Biorąc pod uwagę że wszyscy ludzie z mojej grupy i tak poszli do luda od Natsa, to moja rola jest skończona - wszak po co 2 osoby mają opisywać rzeczy które dzieją się tuż obok nich? Oczekujcie posta, ale nie tutaj :D
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1572
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 13 cze 2018, o 19:40

Szkoda było marnować mojego czasu na dalsze tłumaczenie swoich racji temu szczeniakowi. Całkowicie zarzucił sobie klapki na oczy, to niech w tym tkwi. Już niedługo sam zobaczy na własne oczy, na czym polega strach. Utrata. Ból. Zagubienie własnych ideałów. Za jakiś czas zrozumie, że jego miłość i wiara może się zmienić w czystą nienawiść i dążenie do zniszczenia. I wtedy przypomni sobie, że go o tym ostrzegałem. I nawet jeśli mnie nienawidzi, to będzie zmuszony przyznać mi rację. Odczuwając przy tym jeszcze więcej cierpienia! Podwójna duma, mocniejszy upadek.
Będąc w mojej demonicznej formie wyciągnąłem rękę w kierunku Sanady, a ten się przybliżył i położył swoją dłoń na mojej. Był przerażony, to na pewno. Ale widać, że chciał tej mocy. Czy z jakiegoś faktycznego powodu? By zemścić się za to, co go spotkało w świecie? By chronić tego głupca z klanu Uchiha? A może po prostu sam sobie chciał udowodnić, że siła Juugo go nie złamie? Kto wie.
Tylko przyniósł sobie jeszcze więcej cierpienia.
Wzruszyłem ramionami, gdy zobaczyłem że Aka wycofuje się w kierunku drzwi. Wzruszyłem ramionami. Nie kazałem im tu pozostać. Mogli się po prostu odwrócić i wyjść w tej samej sekundzie, w której ich ściągnąłem z sufitu. Nie stałem im przecież na drodze. Sami zdecydowali, by tu pozostać.
Jednak po chwili zauważyłem, że Aka, idący w kierunku drzwi, zatrzymał się w miejscu, nie mogąc się ruszyć. I powoli, jak gdyby z wysiłkiem, odwrócił się w naszym kierunku. Czemu? Nie byłem pewien.
Ale show musi trwać.
-Przeklniesz mnie za to.
Moje palce nagle zmieniły się w szerokie igły, które wbiły się w skórę na wysokości łopatki Shikaruia. Po całej sali rozniósł się potworny okrzyk bólu, brzmiący jakby był wykonywany przez człowieka palonego żywcem. Tak jak się domyślałem - fizyczne ciało Sanady nie było gotowe na przyjęcie mocy Juugo w takiej formie, w jakiej było teraz. Westchnąłem ciężko, patrząc jak czarnowłosy młodzieniec upada na podłogę, zwijając się w konwulsjach. Ha, ile razy już widziałem taką reakcję! Zwłaszcza u tych, którzy byli obiektami eksperymentów moich pobratymców próbujących poznać naturę Senninki. Nigdy nie sprawiało mi to przyjemności. Zwłaszcza, gdy był to ktoś kogo naznaczałem osobiście.
Podniosłem go do pozycji siedzącej, ignorując kolejne okrzyki bólu, i zdarłem z niego koszulę, by odsłonić jego plecy. Na wysokości barku uformował się fantazyjny kształt Akuma no Kigo. To teraz tylko znaleźć sposób, żeby upewnić się że chłopak nie zdechnie od razu...
Spojrzałem wokół i zauważyłem, że leżący wokół rozbity żyrandol wciąż utrzymał idealny kształt koła, a niektóre świece nie tylko były na miejscu, ale wciąż się świeciły.
-A więc w ostatnim momencie swej funkcjonalności na coś zdołasz się przydać...
Złapałem Shikaruia za szyję i posadziłem go na środku koła utworzonego przez żyrandol. Następnie złożyłem długą sekwencję pieczęci i dotknąłem miejsca nałożenia Przeklętej Pieczęci.
Młodzieniec znowu odczuł potworny ból, jeszcze większy niż wcześniej. Widziałem to. Ale przynajmniej tyle, że na jego ciele faktycznie zaczęły pojawiać się symbole sygnalizujące pieczęć. Skupiłem się, wpompowując chakrę w bark młodzieńca. Symbole zaczęły pełznąć po jego ciele, stopniowo dostając się na wysokość symbolu. Jeszcze chwilę przytrzymałem, ignorując konwulsje Sanady.
I wtedy wszystko się urwało.
Krzyki. Moja transformacja. Wibrująca chakra. Wokół symbolu na barku czarnowłosego pojawiła się obwódka z Fuuinjutsu.

A dlaczego Aka nie zdołał opuścić pomieszczenia, mimo tego że chciał?
Został powstrzymany. Zgadnijcie przez kogo.
Powoli pojawiłem się z cienia w rogu pomieszczenia, uśmiechając się krzywo. Upewniłem się uprzednio, że Han nie będzie w stanie mnie zauważyć, bo będzie zbyt skupiony na swojej nowej maskotce. W końcu ja teraz miałem swoją. Schwytaną w cień niczym mucha w pajęczynę. Próbował się wycofać, ale mu na to nie pozwoliłem. W końcu nie o to w tym chodziło, żeby teraz rozdzielać "kochanków", co? Niech obserwuje. Niech zobaczy, jak wygląda prawdziwe oblicze Juugo. Jak wygląda prawdziwe oblicze bólu. Gdy patrzysz na cierpienie kogoś ci bliskiego, ale nie możesz zareagować. Tylko patrzysz. I nie możesz nawet odwrócić głowy.
-Czeeeeeść - powiedziałem cicho, przechodząc obok Uchihy tak, by zobaczył z kim ma do czynienia. - Już uciekasz? Nie chcesz nawet zobaczyć, jak się skończy wasza urocza znajomość? Smutne. Prawie łamiące serce. Prawie.
Cień który wcześniej złapał nogi Aki, wpełzł powoli na jego szyję i uformował rękę.
-Możesz krzyczeć do woli, ale nie odpowiadaj na moje słowa, hm? Wolę żeby Han był skupiony na ważniejszej części show. Jeszcze by coś spartolił i Twojemu kochasiowi by się zmarło, nie?
Oparłem się o ścianę, patrząc na widowisko w postaci wijącego się Shikaruia i stojącego nad nim przeobrażonego Hana. I uśmiechałem się pod nosem.
-Han... to głupiec. Idealista. Potężny, ale głupiec. Jego cel jest piękny, lecz nierealny. Nawet to tutaj, "że daje mu szansę" na użycie siły Jūgo w dobrym celu, jest nierealne. Musiałby go w pełni wyprać z umysłu i emocji, żeby Sanada zaczął spełniać jego wymagania co do "dobrego celu". A na to się nie zgodzi, bo w końcu jego idealistyczna dusza nie pozwoliłaby na to. Honor. Cóż za bzdurne założenie.
Zachichotałem, słysząc kolejne okrzyki ze strony czarnowłosego chłopca przechodzącego tortury ze strony Hana. Bo co z tego, że otrzyma AnK, skoro uprzednio będzie wręcz marzył o tym, żeby w końcu zdechnąć i mieć to z głowy? W porównaniu do tej transformacji, dowolna inna rana fizyczna jest niczym łaskotki.
-Chłopak cierpi - powiedziałem wesoło, patrząc z ukosa na utrzymywanego przeze mnie w bezruchu Akę. - Taaaak. Czuje ból i widzi ciemność. Jest sam. I nie wie, czemu to się dzieje. Przecież nie miał otrzymać bólu! Miał dostać moc! Moc jego klanu, do którego nawet nie jest w stanie w pełni przynależeć! Więc dlaczego to boli? Dlaczego nikt nie przychodzi mi pomóc? Czemu wszyscy się ode mnie odwrócili!?
Podrapałem się po barku, wciąż się uśmiechając.
-To niezrozumienie cierpienia będzie jego napędem. Nienawiść go dogoni... i nic z niego nie zostanie.
Ponownie spojrzałem na Akę, obserwując jego reakcje.
-Han kłamał, wiesz o tym? - odchrząknąłem. - Znaczy, nie bo chciał, a po prostu dlatego że sam tego nie wiedział. Znak Diabła wpływa na psychikę. Lecz robi to inaczej. Zamiast czasowych wybuchów gniewu, zmiany są stopniowe. Zanurza się w szaleństwie i bólu jak w ruchomych piaskach. Powoli, lecz stabilnie. I z czasem nie pozostanie w nim nic. Tylko nienawiść. Samotność. I... rozpacz.
Shikarui upadł po tym, jak Han nałożył na niego pieczęć inhibitującą działanie Akuma no Kigo. Parsknąłem śmiechem. Oho, to aż tak się nad nim ulitował że dał mu czas na przygotowanie się do tego bólu? Pomyślałby kto. Jeźdźcom nie dał takiej możliwości. Ot, dam wam swoją moc, w zamian będziecie cierpieć katusze. Przyjmij albo spierdalaj, nie ma taryfy ulgowej. Cholerny nepotyzm, wystarczy że z tego samego klanu i już ma profity.
-Mówisz że chcesz zmienić klan? Uratować go? Ha. Najpierw zobacz, czy uda ci się ocalić tego tu.
Zachichotałem.
-Ale nie miej wielkich nadziei...
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 13 cze 2018, o 22:17

Han miał w nosie to, czy Aka tu będzie. Nic go nie obchodziła żałosna egzystencja Uchihy, skoro miał przy sobie takiego wspaniałego wojownika jak Shikarui. Idealnego, chłodnego, wyrafinowanego. Czy jest lepszy materiał na maszynę do zabijania, od chłopaka który z własnej woli oddał się demonom? Był gotów dla nich zrobić wszystko. Aka już zdawał się nie mieć dla niego znaczenia. Te wszystkie bajki o obronie, te trzymanie za rękę, te mierzwienie włosów. Wszystko mógł włożyć na półkę między resztę bajek pokroju mój synek to grzeczny chłopczyk, albo [/i]Natsume to dobry cesarz[/i]. Liczyła się tylko moc. I pomyśleć, że przez chwilę miał nadzieję...
I oto Aka, choć usilnie próbował walczyć z tym wszystkim, to nie potrafił wygrać. Ten, który zawsze zwycięża, nie potrafił pokonać losu. Nie potrafił zmienić przeznaczenia. Próbował je oszukać - i spotykała go za to kara. Przecież to wszystko już dawno zostało spisane.
Najpierw Wojna, potem Han, a na końcu tajemniczy nieznajomy. Podążali za nimi, nie dając im chwili wytchnienia. Gdy myślał, że już wydostał się z pułapki, że udało mu się uciec przed niebezpieczeństwem, los rzucał mu kolejne kłody pod nogi. Demony przeszłości nie zamierzały odpuszczać. I miały bardzo, bardzo długie szpony. Chwytały Akiego i nie pozwoliły mu tak po prostu odejść. Musiały dopiąć swego. W końcu o to w tym wszystkim chodziło. Han chciał odbudowywać swój ród. Pomścić swoich braci, zemścić się na tych pieprzonych Uchiha, którzy ośmielili się podnieść rękę na jego wspaniały klan.
I przez moment Aka miał taką myśl.
Myśl, że Uchiha dobrze zrobili, przerabiając ich na maszynkę do chakry.
Myśl, że popełnili w tym wszystkim tylko jeden błąd.
Że zabili o jednego Juugo za mało.
Irys nawet nie zdążył zareagować. Nm się zorientował, cień już pełzł po jego ciele, wił się jak wąż, oplatając Akiego, unieruchamiając go, przejmując nad nim kontrolę. Jak zaciska się na nim, niczym pętla na szyi - chociaż stryczek byłby błogosławieństwem. W tym przypadku był przekleństwem. Chciał krzyknąć, lecz nie zdążył. To wszystko zdziało się zbyt szybko. A on... on był zwyczajnie za wolny. Ale czy cokolwiek mogło być szybsze, niż tajemniczy nieznajomy, który stał za tym wszystkim? Dopiero teraz zorientował się, kto odpowiada za jego niemoc. To był ten sam mężczyzna, który unieruchomił ich wtedy na placu. Ten, którego potęga była większa nawet od Hana. Ten cichy, który stał za wszystkim i bacznie się przyglądał, jak każdy kolejny radny pada. Jak Ayame umiera.
I dokładnie tak samo stał teraz. Pewny siebie, mający wszystko pod kontrolą. Zło, takie same jak Suzumura.
Kłopoty ciągnęły się za nimi jak nieprzyjemny smród. Tylko kto je wabił? Sharinganowiec, czy... Juugo? Sanada? Ranmaru? Kim on w końcu był?
- To nie jest mój kochaś! - rzucił, czerwieniąc się na twarzy. - Nie dbam o niego, słyszysz?! Niech cierpi! Wiedział co go czeka, wiedział, że tak się może skończyć! Tak się kończy jebana pogoń za mocą! MAM GO GDZIEŚ. - okłamywał. Tylko kogo? NESa, czy siebie samego? A może obie te rzeczy naraz? Chyba tak. Chyba nie chciał dopuścić do siebie myśli, że ktoś kogo polubił cierpi. Próbował sobie wmówić, że to zwykłą znajomość. Że przecież wybrał rodzinę, a nie jego. Był kowalem własnego losu. Nikt go do tego nie zmusił. Mógł obrócić się na pięcie i wyjść. Ale wybrał inaczej. I teraz musiał z tym... żyć.
- SAM TEGO CHCIAŁ! - wrzasnął w stronę NESa - NIE MIESZAJ MNIE DO TEGO! Nie mam z tym nic wspólnego! Jest pierdolonym mordercą! Tak jak ten cały Han! - serce biło mu jak szalone. Czuł krew pulsującą w skroniach - to, jak gorąco mu się zrobiło. Emocje rozrywały go od wewnątrz. Napierały na klatkę piersiową, utrudniały oddech, krępowały już i tak zblokowane mięśnie. Wolał wybrać to plugastwo. Tego demona. Wolał dłoń diabła od jego dłoni. Wszystko, co wcześniej mówił, było podłym, parszywym kłamstwem. Shikarui im uległ. Oddał się pokusie. Temu, czego tak bardzo chciał. Temu, czemu Aka tak bardzo nie chciał.
Oczy zaszły mu łzami.
Uchiha, który płacze.
Słaby. Miałki. Bezwartościowy.
Żałosny widok.
- Dlaczego... dlaczego to robicie?! - załkał. Nie, nie załkał. Zaskowytał jak pies. Jak kundel, z którego ktoś żywcem próbuje zdjąć skórę. Jak zarzynane prosię. W jego głosie była rozpacz chyba nawet większa, niżeli w gardle torturowanego Shikaruia. - Po co to cierpienie, po co to wszystko?! Przestańcie! - krzyczał. - Błagam! - ostatkiem drzemiących w nim sił, rzucił przez łzy.
Zależało mu. Nawet, jeśli mówił inaczej.
A mimo to, Sharingan się nie aktywował. Jego oczy, choć mokre od łez, od widoku cierpienia, nadal były tak samo błękitne jak wtedy, gdy po raz pierwszy spoglądał się w lawendę. Zabawne, jak natura potrafi być okrutna. Niektórzy Uchiha potrafili uaktywnić Kekkei Genkai przy zwykłym pocałunku, a on nie czuł kompletnie nic, gdy na jego oczach torturowali kogoś, kto uratował mu życie. Kogoś, o kogo chciał dbać.
- To nie w porządku... to nie w porządku... Ja... nie mogę nic zrobić... - powiedział w przestrzeń, próbując wyrywać się z uścisku Cieni. Ale nie mógł. - Jestem za słaby... - wymruczał, opuszczając głowę w geście rozpaczy. Po raz pierwszy przyznał to na głos. - Jeszcze... - wziął głęboki oddech i spojrzał w kierunku Antykreatora. - Znajdę Cię, znajdę Cię Hanji i zabiję. Nie będę patrzył, jak błagasz o litość. Od razu cię zarżnę. Zginiesz! Przysięgam to przed wszystkimi bogami jakich znam! - ten, który nie wierzył w proroctwa, właśnie przeklął zło wcielone. Ale taka już kolej rzeczy, że to w chwilach rozpaczy, w momentach gdy jesteśmy bezradni, zwracamy się do sił, nad którymi nie mamy władzy. Że chwytamy się tego, co być może nawet nie istnieje.
Cierpiał. Cierpiał o wiele mocniej, niż cierpiał Shikarui. Nawet największy ból fizyczny jest niczym, w zestawieniu z ranami zadawanymi duszy. Nie mógł walczyć. Nie mógł się bronić. Nie mógł odejść. Mógł jedynie stać i patrzeć, jak zdrajca i nieznajomy niszczą jego świat. Jak udowadniają mu, jakim głupcem jest, wierząc w coś takiego jak sprawiedliwość, miłość, czy wierność. Przyglądać się, jak burzą wszystko, co przez lata budował. Oglądać, jak z uśmiechem na twarzy niszczą każdą jedną myśl, która go definiowała.
Łzy ciekły po jego policzkach. Choć usilnie się przed tym bronił, nie potrafił nie płakać. Kolejne krople spływały na dół, głucho rozbijając się o podłogę. Uległ. Poddał się emocjom. Tego chciał NES? Tego chciał chciał Han? Tego chciał Shikarui?!
W takim razie udało im się.
Złamali Uchihę.
Świat budowany na cierpieniu. Na krzyku. Na łzach.
Mogli być z siebie dumni.
Osiągnęli swój cel.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 164
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 13 cze 2018, o 23:51

Shikarui był chyba tym typem chłopca, który zawsze myślał, że niebo upada. W zupełnej samotności. Dlatego nawet po wyzwoleniu się z kajdan szukał osoby, która by mu powiedziała, co ma robić, gdzie pójść. Osoby, dla której mógłby po prostu być. Tej jedynej, która nadałaby pęd rzeczą i wylała łzy, których on wylewać nie potrafił. Tej, która nigdy nie powiedziałaby mu, co ma mówić. I nie słuchałaby, gdyby mówił kłamstw. A wiecie, miał ich całe bukiety. Czerwone jak krew przelewana z tętnic, złote jak promienie słońca o poranku, błękitne, jak... po prostu błękitne. Nie było ani jednego takiego chętnego, który przygarnąłby wilka już raz wytresowanego. Ludzie kochali małe, słodkie szczeniaczki. Uwielbiali te niewinne stworzonka, które uroczo skakały na krótkich łapkach i szczekały głośno, ciesząc się na przybycie właściciela. Były młode - więc ciągle można było je poznać i zmienić pod swoją modłę. Takich masochistów, którzy wyciągaliby ręce do starszych wilczurów było niewielu. Problem leżał w tym, że Shikarui naprawdę nie lubił tracić energii. Aka miał rację - słowa zupełnie nic nie znaczyły. Więc czyny znaczą? Oszukiwał się, bo nawet czynów nie chciał dostrzegać. Lub inaczej - dostrzegał te czyny, ale jego złość zbyt wiele przeinaczała. Gdyby Shikaruiemu było do śmiechu, właśnie by się uśmiechnął słysząc te słowa. Tak, zdecydowanie Aka był tą osobą, która nigdy nie kazałaby mu czegoś konkretnego powiedzieć. Lecz nie powiedziałby też, gdzie ma iść i co robić. Shikarui przyłapał się na to, że przestał zupełnie liczyć przy nim swoje siły. Przestał je rozdzielać na to, czego chce, a czego nie - po prostu to robił. Lecz nie tu. Tutaj, w tym półmroku rozjaśnianym blaskiem paru świec, nie wiedząc już jaka jest różnica między Panem a przyjaciele nie zrobił kompletnie niczego. Pochłonął go wir wydarzeń. Nie tam, na zewnątrz, gdzie szalał ogień i upadały budynki, a właśnie tutaj - gdzie tylko stali i przelewały się te słowa, które według Uchihy zupełnie niczego nie znaczyły. Według niego spadało się w górę. Tak jak spadały anioły. Ach, więc i tutaj był odmieńcem, Marsjaninem, nawet kiedy stanął przed członkiem szczepu Jugo. Był chyba częścią jakiegoś wyjątkowo zabawnego eksperymentu uknutego przez bóstwa. Wyjątkowo mało zabawnego. Sięgając po Niebo można się tylko sparzyć. Czy to więc jego kara za to, że próbował sięgnąć Akiego? Nie był aż tak zuchwały. Stał na ziemi, kiedy on czuwał na podestach i rozkładał ręce, nie pozwalając się nikomu zbliżyć do niebiańskich bram. Nie. Stał w cieniu i nawet nie unosił łuku. Wszystkie ideały upadały. Cały świat burzył się zupełnie - właśnie tutaj, pod powierzchnią, gdzie wojna mijała ich szerokim łukiem. Może więc to kara dla Akiego, że spoglądał w dół? Albo klątwa, którą Mojry podpisały. Wyszyły na pergaminie swoje imiona z zadowoleniem. Głupie, głupie prządki... Nie wiedziały, że Uchiha wszędzie je dosięgnie? Oczywiście, że nie wiedziały. Kpiły i drwiły z takiej możliwości.
Może wiedziały, że duch Uchiha miał zostać dziś złamany.
Shikarui nie musiał niczego mówić. Już przeklinał Hana. Przeklinał i jednocześnie podziwiał. Nie w ten sposób, w jaki podziwia się autorytety. Raczej w taki sposób, w jaki z trwogą podchodzi się do każdego bóstwa. Do wszystko tego, czego najbardziej się nienawidziło z całego serce i pragnęło jednocześnie. Już o tym wspominałam, czyż nie? Syndrom sztokholmski wiązał go grubą nicią - kto wie, może jedną z tych, którą miały się Mojry podpisać, ale spadła im z błękitnych obłoków? Z jakiegoś powodu chciał stanąć przed grobem swojej rodziny i powiedzieć oto jestem!
A Wy? Jesteście dumni?
I chciał tak stać przed bramami do królestwa Błękitnego. Do królestwa porośniętego błękitem Irysów. By nie musieć uciekać, by móc chronić. Nie przypadkowe osoby, nie klan Jugo, nie ideały zniszczenia chakry. Chciał chronić Akiego. Zadziwiająco wielu rzeczy zaczął pragnąć przebywając z tym chłopakiem. I zadziwiająco wiele zaczął odczuwać. Ta mieszanka go wewnętrznie zabijała. Nie potrafił ich zrozumieć, więc nie mógł sobie z nimi poradzić. W zupełnej ciszy i zimnie kontemplował świat i samego siebie.
Do czasu.
Jego własny wrzask zagrzmiał w uszach zebranych. W jego własnych uszach. Otworzył szeroko oczy, ale zaraz je zacisnął, czując, że i tak jego błędnik traci na znaczeniu. Zanika kompletnie, albo wręcz jego obecność staje się tylko bardziej uciążliwa. Już nie wiedział. Niczego nie wiedział. Świat rozmazał się zbyt szybko - i za szybko zepchnął go do majaków czerni. Tylko że ta czerń nie była wystarczająco głęboka, by zupełnie się w niej zatracić. Barwy przenikały do niej, sylwetki, sufit, czy to już podłoga? Nie wiedział. Nawet nie wiedział, czy ciągle krzyczy. Nie wiedział, czy ciągle jest, czy jego ciało zostało poszatkowane na miliony kawałeczków, spalone, zdeptane. Niepotrzebny śmieć. Nic nie znaczący za życia - więc i nic nie znaczył po śmierci. Nie odważył się pomyśleć, że dla kogoś może coś tutaj znaczyć. Nawet nie odczuł momentu, w którym czarne odzienie zostało zdarte z jego pleców odsłaniając blizny, które zawsze tak starannie skrywał. Zwłaszcza tą na szyi. Teraz było mu to wszystko obojętne - i było ostatnim, o czym by myślał. Tak i nie czuł, kiedy Han rzucił nim na środek okręg. Zwijał się, wyginał, kompletnie obłąkany od pożaru trawiącego jego ciało. Stapiającego jego żyły, zlepiającego tkanki, mięso ze skórą. Cały się roztapiał tylko po to, by coś znów mu przypominało, że to wciąż nie koniec. To jeszcze nie tu, to jeszcze nie ta szansa. Nie słyszał słów, nie słyszał krzyków.
Nie chcę być sam. Nie chcę tu zostawać.
Nie zostawiaj mnie.

Chyba nawet dojrzał w tym ogłupieniu sylwetkę Uchihy. Zlany zimnym potem, a może gorącym, z napiętymi do granic możliwości mięśniami i oczami pozbawionymi jakiegokolwiek zrozumienia. Ogarniętymi tylko cierpieniem tak dojmującym, że nie pozostawiało z człowieka zupełne nic. To tylko głupie chyba. Bo w końcu wszystko ustało. Ta czerń, do której został wsunięty, wcale nie była ciepła i przyjemna.
Tchnęła pustką, do której nie chciał wracać. Pustką i czymś demonicznym, po co wiedział, że nie powinien wyciągać ręki.
Nie zostawię Cię.
Irysie.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 681
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 14 cze 2018, o 19:07

Skończyłem wreszcie proces pieczętowania. Akuma no Kigo na barku czarnowłosego młodzieńca widniało niczym niezwykły, rozgałęziony tatuaż, otoczony dziwacznym wzorem - pochodzącym z mojego Fuuinjutsu, które miało na celu zatrzymanie działania Senninki tak długo, aż chłopak nie będzie gotowy jej użyć. Wiedziałem, że ten proces będzie bolesny, zwłaszcza dla kogoś kto nie był przygotowany na przyjęcie tak dużej mocy. Nie spodziewałem się jednak, że wpłynie to na niego aż tak drastycznie. Przeliczyłem się.
Cóż, przynajmniej tyle że przeżył.
Przykucnąłem przy leżącym Sanadzie i pacnąłem go lekko po twarzy, by się ocknął. Pewnie i tak będzie się czuł tak jakby ktoś go przejechał wozem drabiniastym, i nie będzie w stanie się poruszyć w sensowny sposób. Żeby przywrócić sobie pełną sprawność, będzie potrzebował solidnego odpoczynku. Nie zdziwiłbym się, gdyby spał przez najbliższe kilka dni. Sam tak miałem gdy pierwszy raz aktywowałem swoją przemianę.
-Senninka którą ci przekazałem... zapieczętowałem ją. Twoje ciało nie byłoby w stanie udźwignąć tej energii od razu - przy najmniejszej aktywacji chakry moja energia zaczęłaby cię rozrywać na strzępy. Umarłbyś w męczarniach.
Westchnąłem lekko.
-Zanim zaczniesz cokolwiek kombinować z Senninką, wzmocnij swoje ciało. Gdy będziesz odpowiednio silny, będziesz w stanie udźwignąć tę siłę. Nie próbuj wcześniej - pieczęć inhibitująca rozpadnie się, gdy tylko uznasz że jesteś wystarczająco silny. Utrzymuje ją tylko twoja wola. Dlatego bądź w 110% pewien, zanim to zrobisz.
Wstałem i odwróciłem się. Zignorowałem Uchihę, który stał przodem do nas i... płakał?
-Kiedyś będziesz mnie szukać, bym przekazał ci więcej. Oby do tego nie doszło zbyt prędko.
Z tymi słowami odwróciłem się i opuściłem pomieszczenie, zmierzając dalej do siedziby. Musieliśmy wydobyć ostatnie strzępki informacji, zanim wysadzimy ten budynek. A wtedy... po prostu opuścimy tę wyspę. Nic nam po niej.

Uśmiechnąłem się, gdy tak sobie spoglądałem na dzikie reakcje ze strony młodego Uchihy. Ha, jak zwykle - najpierw miotał się jak ryba, starając się okłamać samego siebie że nie zależy mu na niczym związanym z tym, którego jeszcze przed chwilą nazywał towarzyszem. Oooooch, urocze. Może jeszcze spróbuje opowiadać o tym, że równie dobrze Sanada mógłby zdechnąć jak piesek, a on nic o tym nie zrobi? Tak tak, widziałem dokładnie jak obrzucaliście się wzajemnie przymiotnikami i innymi określeniami porównującymi was do psów. Nie wiem, co wam biedne pieski zawiniły.
I chyba po chwili w końcu do niego dotarło, że kiedy jest w moich rękach, nie ma żadnej władzy nad sytuacją. Phi. No rozumiem, to uczucie ssie. Ale żeby od razu zacząć płakać jak baba czy inne cuś co płacze? Tym bardziej że Han upewnił się, że ten dzieciak co chciałby być Juugo w takim samym stopniu co pierdolony Pinokio chciał zostać prawdziwym chłopcem w ogóle przeżyje cały ten proces. No kuźwa, nam nie dano ani wyboru przyjęcia tej mocy, ani nie dostaliśmy pomocy kiedy zwijaliśmy się na podłodze. Zero równouprawnienia.
-Och, Han tylko spełnia życzenie tego dzieciaka - powiedziałem, pozwalając mu upaść na kolana. Stopniowo luzowałem uścisk cieni, ale nie w takim stopniu by mógł się wyrwać. To by było za proste. - To cierpienie? Tak jak mówiliśmy - to jest tylko część życia shinobi.
Zachichotałem, a moja twarz wykrzywiła się w upiornym uśmiechu. Jak Alucard. Wiecie, ten z Hellsinga? Nie? Nieważne.
-On po prostu cię ostrzegał. A ty zignorowałeś ostrzeżenia, że świat cię ugryzie w rzyć. A ja nie ostrzegam, tylko uczę. Wchodząc na sucho. Było się przygotować do lekcji.
Westchnąłem, przechadzając się w cieniu koło drzwi.
-Wiesz, to tutaj nie są tortury, tak jak twierdzisz. To jest przekazanie mocy. U Juugo takie coś jest normalne. Nie masz co panikować. Po prostu chciałem, żebyś zobaczył że ból, cierpienie i tortury istnieją. I to, że Twoja miłość może łatwo przejść w nienawiść i chęć zemsty. Bo chcesz się na nas zemścić, prawda?
Han opuścił pomieszczenie, idąc do środka. Uśmiechnąłem się. A więc teraz nareszcie nie będę mieć problemu z wprowadzeniem jeszcze większego rozgardiaszu. Zachichotałem, podchodząc do Aki od tyłu, i złapałem go za włosy.
-Czemu to robimy? Wiesz. Han ma swoje ideały. Marzenia. Jego cel jest prosty - chce zmienić świat dlatego, że ten wyniszczył to w co wierzył. I nie obchodzi go to, co świat o nim myśli - gdy skończy, i tak umrze. Ale odejdzie w sposób bohaterski. Ponoć.
Przybliżyłem głowę do zapłakanej twarzy Uchihy.
-Każdy Jeździec ma własne cele w tym, co robi. Ba, nawet mamy własne cele w tym że w ogóle pomagamy Hanowi. Akuryo chce znaleźć sposób na własną śmierć. Wojna chce dać samurajom potęgę, którą blokują u nich shinobi. Kabuto chce pomóc Hanowi z własnej i nieprzymuszonej woli. A ja?
Przybliżyłem usta do jego ucha.
-Ja chcę tylko patrzeć, jak świat płonie. I nie dlatego, że coś mi zrobił. Po prostu dlatego, że mogę.
Z tymi słowami wyciągnąłem zza paska krótki sztylet. Przyłożyłem ostrze do jego szyi i pociągnąłem.
Zaczął krwawić. Puściłem go cieniem, bo z poderżniętym gardłem i tak pewnie nie byłby w stanie mi przeszkodzić.
-Adios. Miłego umierania.
Z tymi słowami wszedłem w cień, znikając. Pewnie będę musiał iść pomóc Hanowi, bo znowu będzie marudził i próbował mi natłuc... Meh...


W momencie, gdy NES zniknął z pomieszczenia, a krwawiący Aka upadł na podłogę, drzwi do pomieszczenia powoli się otworzyły. Do środka weszła jakaś sylwetka młodego mężczyzny odzianego w podarte szaty, którego ani Uchiha, ani Sanada nie rozpoznawali. Nie było go na placu ani nie nosił żadnych symboli Shiro Ryu. Dodatkowo widać było, że do pomieszczenia się zakradał. Więc... czyżby to był jakiś wróg Hana? Trudno powiedzieć - Shikarui ledwo widział na oczy przez zmęczenie, a Aka czuł że z każdą chwilą jego siły życiowe zanikają...
-Co do... - usłyszeli głos przybysza: dość wysoki, bardziej brzmiący jak tenor. Nie mógł być starszy niż dwadzieścia, może dwadzieścia pięć lat. - To teraz przynosi sobie ofiary na własny próg, żeby je pozabijać?...
Zaczął się rozpaczliwie rozglądać, jak gdyby czegoś wypatrując. Jego oddech przyspieszył, po jego sylwetce dało się zobaczyć skonfliktowanie.
-...Nie wiem. Nie wiem. To moja ostatnia szansa!...
I w sumie tyle słyszeli i widzieli. Zaczęli odpływać.
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 14 cze 2018, o 23:34

Oddech bolał tak, jakby w krtani miał nóż. Więc oddychał powoli, by nie pociąć swoich płuc. Hemoglobina przepływała jak szalona przez jego ciało, przez żyły, dostarczając tlenu do mięśni, choć serce chciało robić wszystko najwolniej. Co opisywało człowieka? To bijące serce? Oddech, tętno, które ciągle biło pulsem w jego ciele, wyczuwalnym na gardle czy nadgarstkach. Nikt tego tętna nie sprawdzał, nie było takiej potrzeby. Cokolwiek opisywało człowieka było świetnym dowodem na to, że ten przedmiot opisu był naprawdę bardzo kruchy. Teraz prócz krwi w żyłach pływała też chakra. Czy to poza nią? Zapieczętowana w paru maziakach na skórze, by nie raniła? Shikarui nie wiedział, czym opisuje się człowieka, ale wiedział, jakim słowem opisywało się Jugo. Potwory. I nie miał pojęcia, co z nim zrobiono i co się dokładnie wydarzyło. Nawet nie bardzo pomogło klepanie po policzku, wymuszając go do wynurzenia się na powierzchnię, gdzie, nie oszukujmy się, wcale nie chciał wracać. Nie po to, by nie rozróżniając sylwetek i kształtów na dzień dobry poczuć na powrót ból ciała. Teraz nie tak żywy, nie niszczący żywcem tych 70 procent i duszę, co stanowiło ponoć o człowieku, ale nadal na tyle silny, że ledwo utrzymywał się na powierzchni ze zmęczenia.
Więc nie wytrzymałby tego, co..? Odwaga, głupota... Zwykła litość Hana? Uprzedzał, że jeśli ten, kto nie jest wystarczająco wytrzymały, podejmie się prób opanowania tej mocy, nie może się to skończyć dobrze. Shikarui to słyszał i zdawał sobie z tego sprawę, ale... i tak zaryzykował. A Aka go nie powstrzymał. I tak oto skończyli w tym cichym punkcie, płonąc gorączką, nieszczerą ciszą - w końcu mieli sobie wciąż tyle do powiedzenia. Sanada próbował skoncentrować wzrok na Hanie i skupić się na jego słowach. I nawet mu się to udawało - przynajmniej z tymi słowami. Chyba słyszał płacz... ale musiał słuchać, prawda? Z jakiegoś powodu mógł się skupić tylko na tym - przynajmniej w chwili obecnej. Wszystko inne stanowiło tło, które niby odbierał, ale jego zmęczony umysł nie był w stanie przetworzyć informacji wokół. W końcu jego oczy odbiły od sylwetki Jugo i powiodły w kierunku Akiego. Płakał. Samotny... Jakie to było smutne..? Skoro słowa nic nie znaczyły - miał nie mówić? Nie był nawet w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa. Aka chyba wiedział, że samotność była drogą do śmierci. Może dlatego starał się błyszczeć na zapas, a może rzeczywiście jak dotąd nigdy nie spotkał się z czymś tak ujmującym, by to poruszyło go tak mocno, by ktoś powiedział: kurwa, ma tak piękne, błękitne oczy, a nikt go nie kocha..! Miał twarz dziecka i zniszczoną psychikę. Ponoć wojny niszczą ludzi, ale tworzą legendy. Shikarui miał wrażenie, że połączyło ich coś więcej niż głupie dango i przyjaźń. Przyjaźń, huh..? Nawet nie wiedział, czym było to słowo. Ale chociażby nikt miał nas nie kochać prócz nas samych - czy to było rzeczywiście takie złe? To nie samotność była drogą do klęski. To ta znajomość, poznaczona krwią, trupami i przemocą była jedną, wielką klęską. A jednak Aka płakał. Może za nich dwóch? Może tylko za siebie i za nieszczęście, które niesprawiedliwie spłynęło na jego głowę. Shiki nie miał sił, by o to zapytać.
Krew popłynęła po gardle Akiego.
- N...nnie... - Shikarui nie wiedział, czy wrzasnął na całe gardło, czy był to tylko niewyraźny szmer przeciekający przez jego zdarte od wrzasku gardło. Wyciągnął rękę w stronę upadającego ciała - zszokowany. Zszokowany tym, co widział, nie zastanawiając się nawet, czy to nie są jakieś majaki jego przemęczonego umysłu. - A...ka... - Czarnowłosy spróbował się podciągnąć na rękach, czując, jak każdy ruch rozbija go na kawałeczki nową falą cierpienia. Jak jego własne ciało sprzeciwia się nawet najmniejszemu drganiu, nawet oddychaniu. Mimo to próbował. Jakby to cokolwiek miało zmienić, prawda? Przecież nie mógł mu pomóc. Nawet gdyby udało mu się podejść bliżej, przełamać dzielącą ich odległość... a krew z rany na szyi wypływała wartkim strumieniem.
Pomogę ci... pomogę ci, tylko się nie ruszaj...
Słodkie łzy i słodkie kłamstwa. Shikarui przelewał się przez samego siebie, jego błędnik nadal nie poznał pojęcia egzystencji. Milczał, wyrwany żywcem z jego trzewi. Za daleko, za daleko..! Ciągle był za daleko, a Aka..? Miał się czuć dobrze. Miał stać tam, bezpieczny. Kiedy to się stało? To Han? Han to zrobił? Aka miał czuć się dobrze, a Shikarui miał czuwać. Przecież miał tak wielkie plany, ego jeszcze większe - na tyle wielkie, że przyznać się do porażki byłoby przekleństwem. I co? NO CO?! Co jest, co jest, C O J E S T?! Shikarui nie mógł się do niego zbliżyć. Próbował usilnie, ale drobne metry były kamieniami milowymi. Nie był w stanie. Nic już nie miało być takim, jakim było.
Oto była porażka.
Było więc też przekleństwo.
Ktoś się pojawił. Kto? Nieznajomy. Nie miał pojęcia kto to, ale teraz nic go to nie obchodziło.
- Pomóż... mu... pro-s...zę... - Chciał unieść dłoń, wskazać na Akiego. Teraz uświadomił sobie, że cała ta wędrówka, którą chciał odbyć, odbył się tylko w jego głowie. Nie zdołał nawet drgnąć, tak jak teraz nie zdołał unieść ręki. Wykrzykiwał imię Akiego w swojej głowie - tak, jego imię. Sięgał do dolny Irysów i... co?
Błękitne płatki zalane były czerwienią.
Świat Shikaruiego zamknęła czerń.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 681
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 15 cze 2018, o 00:26

Wiara bez czynów jest martwa.
Czy gdyby wiedział, co nastąpi, naprawdę byłby gotów ponownie zrobić to samo? Czy myśl o spotkaniu ze Złem była tak przerażająca, że byłby gotów poświęcić Shikaruia? I przede wszystkim - czy w obecnej sytuacji to miało jakiekolwiek znaczenie? Wszak - jak sam zresztą powiedział - czasu nie można cofnąć. Tak jak Han nie mógł przywrócić chwały Juugo, tak Uchiha nie mógł zmienić swoich losów. Taka już była kolej rzeczy.
[akap]Widział to wszystko, oglądał. Nie dlatego, że chciał. Dlatego, że musiał. Tajemniczy nieznajomy zdawał się być gorszy niż Han. Suzumura jedynie wykonywał swój chytry plan, tak naprawdę miał w dupie, co się stanie z Uchihą. Ignorował go, skupił się w pełni na Sanadzie. Może to nie on był Złym Wcielonym, lecz mężczyzna kryjący się w cieniach? Ten, który ciągnął za sznurki.
[akap]
Każdy płacze. Dzieci, dorośli, starsi. Z bólu, z radości, ze smutku. Jeżeli ktoś nie płacze - kłamie. Albo... nie jest człowiekiem. A przynajmniej tak uważał Aka, który tak usilnie próbował udowodnić samemu sobie, że jest na to zbyt mocny. Zbyt twardy. Że nie wypada komuś takiemu jak on, szlachetnie urodzonemu, ryczeć i skomleć o litość.
Oh, jakże się mylił.
Upadł na kolana. Mężczyzna dobrze zrobił, że nie zwolnił uścisku. Aka z pewnością by się na niego rzucił, chcąc go zabić. Nie żeby miał jakieś szanse. Po prostu w tak beznadziejnej sytuacji chcesz umrzeć na własnych warunkach, a nie jak jakiś śmieć - na kolanach, skamlając o litość. A niestety do tego zmusiła go Bestia.
Czy Han go ostrzegał? Tak. Ale Han też pozwolił mu odejść. Ten drugi demon zaś był nawet gorszy od pierwszego. Od tego, który w obrzydliwy sposób przekazywał swą moc jego towarzyszowi.
- Tak... chcę... - te słowa z ust Akiego brzmiały... dziwnie. Naprawdę, miał w tym momencie ochotę zamordować zarówno Hana, jak i tego zwyrola, który lubił torturować niewinnych chłopców. Bo o ile rzeczywiście być może klan Juugo na tym polegał, że swą moc przekazywał w brutalny sposób, to czymże innym było to, co robił tajemniczy jegomość, jeżeli nie torturami?
Poczuł uścisk na włosach. Nie ten przyjemny, kojący. Poczuł szarpanie.
- Puszczaj, puszczaj mnie! - krzyknął do niego. Ale nikt go nie słuchał. Nikt go nie słyszał. Byli tyko we dwoje. On... i jego śmierć. - Ty kurwo, Ty śmieciu! PUSZCZAJ! PUŚĆ NAS! - jakże marnował swoje ostatnie ostatnie tchnienie. Ale cóż innego miał zrobić, skoro nie chciał umierać? To nie mogło się tak skończyć. Nie mógł umrzeć, nie tutaj, nie w tym miejscu. Nie w tej zapomnianej przez bogów krainie, nie on, nie Uchiha! Miał cel, miał misję do wykonania. Nie mógł zawieść. Nie mógł polec w tak żałosny sposób. Nie bez walki. Nie na kolanach. Nie ze łzami w oczach.
Czuł oddech tego oblecha. Czuł, jak jego wężowaty język niemalże zahacza o jego uszy, które usłyszały zbyt wiele. Uszy, które nigdy nie powinny słyszeć tego, co usłyszały. A jednak. Stał tam i słuchał tego wszystkie, nie mogąc odróżnić prawdy od kłamstwa, fikcji od rzeczywistości. Nie wiedział, komu może ufać, a kto tylko próbuje go wprowadzić w błąd.
Wiedział zbyt wiele, czy może nie wiedział nic, a szmer wyciąganego sztyletu miał tylko służyć zabawie? W końcu ten człowiek chciał oglądać, jak świat płonie. Co mu po życiu jednego dzieciaka.
Kątem oka spojrzał na swojego oprawcę, chcąc mu się przyjrzeć, zobaczyć jak wygląda śmierć, spojrzeć jej w oczy.
Cichy świst sztyletu rozbrzmiał w jego uszach. Tak brzmiała śmierć.
Nie zdążył zareagować. Targnął nim tępy, piekący ból. Ujrzał, jak krew siknęła przed niego, brudząc podłogę Rezydencji Zła. Źrenice gwałtownie się rozszerzyły. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Nie mógł uwierzyć w to, że właśnie... umiera. Tak miała zakończyć się jego przygoda?
Gdyby stał, zapewne upadłby na kolana. W jego przypadku to było niemożliwe, gdyż już dawno znajdował się na ziemi. On, Uchiha. Brodząc we własnej krwi.
Tak smakowała śmierć.
Poznał więc ją wszystkimi zmysłami. Zetknął się z nią, jednak nie chciał się z nią witać. Nie chciał patrzeć w jej puste, smutne oczodoły. Ostatkami sił walczył o życie. Nie mógł tak umrzeć... Nie mógł zostawić tutaj Shikaruia.
Padł na bok, chwytając się za gardło, próbując zahamować krwawienie. Spowolnić je choć trochę. Śmierć pukała do jego drzwi, a on próbował udawać, że nie ma go w domu. Jednak jak ukryć się przed kimś, kto nie potrzebuje ni wzorku, ni słuchu, by cię dorwać?
- Bogowie... pomóżcie nam. Proszę... - gdy idziesz na ścięcie, poproś o szklankę wody. Nigdy nie wiadomo co się stanie, zanim ją przyniosą.
Czy gdyby mógł, to krzyczałby w kierunku Sanady? Czy gdyby nie przecięte gardło, to powiedział by mu coś na pożegnanie? I w końcu, gdyby mógł, to czy ostatnimi swoimi słowami przekląłby tajemniczego nieznajomego, tak jak zrobił z Hanem? W końcu w tym był najlepszy. W rzucaniu przekleństwami.
Walczył. Nie poddawał się. Tylko śmierć kończy walkę. Wszystko inne ją jedynie przerywa.
A on żył. Jeszcze. I nie zamierzał odpuszczać.
Drzwi otworzyły się powoli. Ktoś nadchodził. Ktoś, kto bardzo nie chciał, aby go zauważono. I zapewne Aka by go nie zauważył, gdyby nie to, że się odezwał. Wzrok Uchihy pobiegł w kierunku mężczyzny. Chciał krzyknąć w jego stronę, ale nie mógł. Czy gdyby mógł, to nakazałby mu ratować Shikaruia...?
Nie zostało mu wiele siły. Tracił tlen. Tracił krew. Ostatki swojej mocy włożył w to, żeby podnieść rękę do góry. A następnie opuścić ją, otwartą dłonią do posadzki. By plasnęła. By zwróciła uwagę nieznajomego. By... uratował. Nie jego. Nie Shikaruia. By uratował ich.
- Nie zasypiaj Aka... Nie zasypiaj...
Zasnął.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 164
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości