[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 15 maja 2018, o 17:56

Komplikacje
Dzielnica Rzemieślnicza
Shikarui, Aka, Inochi, Kenshi, Kei i Megumi


Wasza aktualna pozycja:
Spoiler: pokaż
Obrazek


Pośród całego zamieszania, chaosu i przelewanej krwi, znalazło się kilku trzeźwo myślących ludzi. Shinobi, których priorytetem było ocalenie zwykłych mieszkańców Kami no Hikage. Tych, którzy nie mieli jak się bronić w obliczu tego wszystkiego, którzy nie mogli stawić czoła nadciągającej śmierci. I innym zagrożeniom, które mogły pojawić się w takich nietypowych okolicznościach. Ostatki Shiro Ryu, które nie popadły w całkowity obłęd, zebrały się i wspólnie z ochotnikami dokonali odpowiedniego podziału. Kto zajmie się jaką dzielnicą i w jakim składzie. Ochotnicy którzy pojawili się i zadeklarowali swoją gotowość do boju, zdecydowanie podnieśli morale już obecnych. Możliwość korzystania z większej ilości Shinobich na pewno dawała także większe pole manewru dla nich. Grupy błyskawicznie się rozdzieliły, każda pobiegła w swoim kierunku. Grupa której celem była dzielnica rzemieślnicza miała kawałek do przebiegnięcia, dlatego nie marnowali czasu i ruszyli przed siebie. W tempie takim, by każdy mógł nadążyć.
Młode dziewczę z różowymi włosami prowadziło, podobnie jak czarnowłosy z kozią bródką. Różnica między ich wiekiem była bardzo dobrze widoczna, ale nikt raczej nie kwestionował kompetencji Miyuki. Kilka chwil po rozdzieleniu się, kobieta zwróciła się do wszystkich przy niej zebranych.
- Cieszę się że jest was tak dużo. Jestem Sashigi Miyuki, członkini Kręgu. A to jest Senju Kazuo, Shirei-kan Rodu Senju. Naszym zadaniem jest przede wszystkim ochrona ludności cywilnej przed Shiro Ryu i dostarczeniem ich bezpiecznie do portu. Powiem wprost, że sytuacja jest tragiczna. Praktycznie nic nie wiemy i nie mamy pojęcia, czego się spodziewać. Ale nie znaczy to, że mamy pozostawić cywili na pewną śmierć. - spokojny i opanowany głos kobiety był zdecydowanie dobrym sygnałem. Strzępkiem nadziei, że sytuacja jest pod kontrolą. Spanikowany przywódca nie jest w stanie przemówić do swoich podwładnych i zmotywować ich do działania. Nawet jeśli tym przywódcą nie był, a obecni tutaj uznali jej zwierzchnictwo z uwagi na to, że jako jedna z niewielu chciała coś z tym zrobić, i przede wszystkim dlatego że mogła to zrobić.
- Nie ma sensu trzymanie się w jednej grupie, dlatego proponuję rozdzielić się jak tylko dotrzemy na miejsce. Będziemy w stanie pomóc większej ilości ludzi. - zaproponował mężczyzna, składając przy okazji kilka pieczęci, po których to z jego ciała zaczęło wydobywać się drewno ukształtowane w jego dwie, idealne kopie. Po chwili te oderwały się od niego i zaczęły samodzielnie biec. Wokoło było naprawdę nieciekawie. Jeszcze spokojnie, ale już nieciekawie. Domy z postawionymi w ogniu dachami, z których uciekały rodziny niosąc swój skromny dobytek. Ludzie którzy usilnie próbowali znaleźć pośród biegnących swoich bliskich. Na twarzach wszystkich malowało się przerażenie, ale i chęć do życia. Determinacja, która mimo tragicznej sytuacji pozwalała na podejmowanie kolejnych działań. Tu i ówdzie po drodze, na uboczu, znalazł się jakiś trup. Albo też kilka. Mieszczaństwa z okropnie oszpeconymi ciałami. Śladami wielu dźgnięć i innych obrażeń. Najgorszym widokiem była prawdopodobnie zmiażdżona głowa jednego z nich przybita kilkoma kunai do pnia drzewa. Kilku trupów członków Shiro-Ryu także się znalazło. Kto był za to odpowiedzialny? Niezależni Shinobi? Duża część uciekających była świadoma, co należy robić. Uciekać, dopóki sytuacja się nie opanuje. Do portu.
- Dobry pomysł, Kazuo-san. - skwitowała propozycję kobieta, po czym wróciła do kierowania swych słów w szerszą publikę, resztę złożonego na szybko oddziału - Ja i Kazuo-san będziemy ewakuować samodzielnie i brać na siebie największe zagrożenie. Starajcie się nie wplątywać w walki z innymi Shinobi jeśli nie jest to konieczne. Jeśli dojdzie do powtórki z Pogromu, to chaos wykorzystają ci którzy mają między sobą niezałatwione porachunki. Ludzie i ich bezpieczeństwo to rzecz najważniejsza. Nawet jeśli niektórzy nie będą chcieli iść z własnej woli albo nie będą w stanie - mają być uratowani, tylu ilu się da. Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno. - powiedziała kobieta. W tym momencie jej nikła postura nie miała żadnego znaczenia. Jej pewność i determinacja wyczuwalna w jej rozkazach była jednym z powodów, dla którego to ona rozdawała tutaj karty. Dla którego uznano jej zwierzchnictwo nad tą grupką przypadkowych Shinobich. Klony Kazuo znikły gdzieś po drodze, najwidoczniej zajmując się mijanymi wcześniej cywilami.
- Wasza dwójka - mężczyzna wskazał na Inoshiego i Aka - pójdzie razem. Cała reszta stworzy drugą grupkę. W małych grupach powinniście łatwiej kontrolować sytuację i odpierać zagrożenia. Najlepiej by było, gdybyście znali chociaż trochę swoje możliwości przed pojawieniem się faktycznego zagrożenia. - w swoich obliczeniach mężczyzna nie ujął co prawda Shikarui, który wydawał się niewidoczny dla dowodzących.
- Faktycznego? Coś insynuujesz? - kobieta zamarła na chwilę, swoją uwagę skupiając na towarzyszu. Niewłaściwy dobór słów czy faktycznie wiedział coś więcej.
- Przed tym, jak zostaną zaatakowani, o to mi chodziło. Jeśli zostaną. W każdym razie już jesteśmy. - powiedział mężczyzna, widząc niedaleko siebie pierwsze szeregi budynków oznaczonych szyldami. Z kominami, z których nie buchał dym. Ciężko żeby w takich warunkach ktokolwiek pracował, chyba że praca kowala pośród stosów trupów to rzecz warta poświęcenia swojego życia i całego dorobku. Tutaj też byli ludzie. W ogromnej części żywi, ale i tych było raczej niewiele. Opuszczone domostwa, te nieliczne w których ludzie zbierali swój dobytek. Ale śladów wroga nadal nie było, przynajmniej w tym rejonie dzielnicy. Może ludzie zebrali się już w porcie?
- Liczymy na was, a teraz do roboty! - powiedziała kobieta, chcąc poderwać ich w bojowe nastroje. Tchnąć w nich nieco brawury, pewności. Pokrzepić. Następnie zaskakująco szybko wyskoczyła w kierunku jednego z dachów, kierując się w głębsze rejony miasta. Najwidoczniej uznała, że ze swoimi możliwościami lepiej będzie żeby zajęła się terenami dalej położonymi od portu. Kazuo kiwnął głową i również wyskoczył na dachy, kierując się w podobnym kierunku. Szóstka pozostała sama sobie. Tylko oni i ciężka do opisania sytuacja. Nadzwyczaj spokojna jak na to, co działo się w centrum osady. Fala śmierci jeszcze tutaj nie dotarła?





Witam serdecznie na mojej części eventu. 36h od mojego posta macie czas, a ja mam 24h na swój post. Wklejać w każdy post mechaniczną część swojej KP, w sensie statystyki, dziedziny, techniki, itd. Dajecie koniecznie ekwipunek i używane techniki. Wszystko w spoilerach. Im dokładniejsze opisy tym lepiej. Sami liczycie sobie chakrę na bieżąco. Spóźnienia to skutki uboczne dla postaci. Dwa z rzędu to śmierć. Jak ktoś nie będzie mógł to pisze do mnie to wtedy go łaskawie nie zabiję. W razie czego moje PW i GG czekają na wasze pytania i konieczność dopowiedzenia czegoś.

Powodzenia, starajcie się nie umrzeć aż tak szybko, chcę mieć trochę frajdy także : )
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1589
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 15 maja 2018, o 20:06

Zebrana grupa dość szybko zdołała się podzielić na trzy osobne oddziały, które miały przeczesać różne dzielnice miasta. Każdy oddział miał to samo zadanie – bezpiecznie doprowadzić mieszkańców do portu, skąd następnie okrętami zostaną przetransportowani bezpiecznie na kontynent. Oczywiście dojdzie do tego, gdy Sau się ocknie, bo jak członek Kręgu zauważył, tylko on był w stanie nadać wiadomość z Kami no Hikage. Maji zdawał sobie sprawę z wagi informacji którą przekazał i którą otrzymał. Im dłużej Sau będzie na siebie kazał czekać, tym dłużej obrońcy miasta będą musieli chronić cywili, z narażeniem własnego życia. – Zapowiada się prawdziwa groteska, przeszło mu przez myśl, szczególnie gdy się okazało, że blondynka która była na skraju załamania nerwowego, dołączyła właśnie do jego oddziału. Zastanawiał się czy nie rzucić w jej kierunku, że dużo większe prawdopodobieństwo jest napotkania jej rodziców w dzielnicy szpitala, ale ostatecznie zrezygnował. Oddział został podzielony i nie zamierzał teraz powodować zbędnego zamieszania. I tak już wystarczająco czasu stracili.
Oddział trzeci wyruszył niemal od razu po uzgodnieniu składu, kierując się na wschód wzdłuż murów, jedną z niewielu ścieżek które nadawały się do przemieszczania. Śmierć jednak i tu pozostawiła swoje ślady. Jednym z najbardziej makabrycznych widoków, była głowa jakiegoś nieszczęśnika, która posłużyła za tarczę strzelniczą dla kunai. Maji nawet ciut przy tym nie zwolnił, lustrując otoczenie po lewej stronie jak i przed sobą. Nie podróżowali w milczeniu, członkini Kręgu – Sashigi Miyuki zabrała głos, stąd Maji, wyrażając ulgę że tylu znalazło się chętnych dla których los mieszkańców nie był obojętny. Kenshi mimowolnie zerknął za siebie, gdzie podróżowała pozostała część drużyny – spoglądając w ich twarze, szczególnie na mężczyznę z kołczanem strzał, odnosił wrażenie że dla niektórych to co tu się dzieję, jest nie tyle upiorne, co obojętne jak nie „męczące”. Z kolei towarzysz jego – Uchiha, co dość łatwo było wywnioskować po oczach, wyraz miał taki, że nawet Shiro Ryu mogliby czuć się zawstydzeni, gdyż na ich twarzach trudno było dostrzec aż tak widoczną agresję na to co się wkoło działo.
W trakcie tego sprintu, padła ze strony „dowódców” oddziału, aby zorganizowana wstępnie grupa, ponownie podzieliła się i udała każda w inny rejon dzielnicy. Założenie w gruncie rzeczy, przypadło do gustu Kenshiemu, bo w jego uznaniu, ponownie maksymalizowanie na szansę powodzenia akcji, gdyż co trzy oddzielne oddziały to nie jeden. Napotykając przeciwnika innej klasy, ryzykowaliśmy utratę trójkę ludzi, a nie całego oddziału. – Gorzka, ale jednak prawda. Miłowanie się nad losem innym, tutaj nie pomoże – przeszło mu przez myśl, chwilę przed tym jak się dowiedział z kim miał prowadzić ewakuację ludności.
- Bierzemy stronę od murów, dalej za mną – rzucił w kierunku pozostałych członków (Kei i Megumi), którzy mieli stanowić teraz jego własny oddział. Tak jak zasugerował Senju Kazuo, postanowił podzielić się z nimi częscią informacji na swój temat – Pochodzę z klanu Maji… władam magnetyzmem, a do tego dobrze operuję kataną. Mogę walczyć zarówno na bliski jak i średni dystans – oznajmił, ponownie odwracając się za siebie, sprawdzając czy aby na pewno jego nowe towarzystwo, zrozumiało co przekazał. – Oczekuje w zamian podobnych informacji, abyśmy nie włazili sobie wzajemnie w drogę… - Ciebie pamiętam z turnieju w Hanamurze – dopowiedział, przez chwilę dłużej zatrzymując spojrzenie na Megumi.
Dotarli do ostatniej uliczki, która umożliwiała tylko kierowanie się na północ. Zarówno po lewej jak i po prawej stronie, stały budynki, więc aby nie tracić czasu, Kenshi jeszcze raz upewnił się, że w koło sytuacja wygląda w miarę bezpiecznie, po czym kazał każdemu sprawdzić lokum.
- Ja biorę ten pierwszy, większy budynek. Megumi, ty kolejny w tym rzędzie, Kei, a ty ten mały sprawdź po drugiej stronie. Bądźcie czujni. Wróg może czaić się tuż za rogiem – mruknął, odruchowo spoglądając na dachy pobliskich budynków. Niemniej i na nich nie wykrył żadnego zagrożenia, stąd… ruszył w stronę budynku, co aby się upewnić, że stoi pusty lub czy nie należy kogoś stamtąd… wykurzyć.



Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 329
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 15 maja 2018, o 23:16

Rozpoczął się ich egzamin z przetrwania. Chaos, śmierć, zniszczenie - dzień jak codzień dla Shinobi. Tym byli i do tego zostali stworzeni. Cała ich egzystencja opierała się na zbieraniu śmierci, więc dlaczego ktoś miał problem z tym, że przywódca Smoków postanowił wymordować wszystkich ludzi w mieście? Oczywiście Aka zdawał sobie sprawę z tego, że takie rozumowanie jest pozbawione sensu i nie ma w sobie krzty logiki, ale widział w tym całym świecie pewnie sprzeczności. Nie było jednak czasu na dywagacje filozoficzne na tematy okołofilozoficzne - Serce płonęło.
No i zaczęło się. Gadanie, gadanie i znowu gadanie. Z całym szacunkiem dla Miyuki, ale skoro tak bardzo zależało jej na czasie, to mogła opowiedzieć plan w czasie biegu, a nie dopiero gdy dotarli na miejsce. Wszak strata czasu jest, podobnie do śmierci, nieodwracalna. Oni jednak najwyraźniej uważali, że pogadanki są całkiem fajne i warto sobie wyjaśniać kolejne rzeczy, które tak naprawdę mało kogo obchodziły. Był jeden zasadniczy problem - nie za bardzo wieli, co jest tak naprawdę zagrożeniem. Wróg mógł być wszędzie - Serce Świata, jak słusznie zauważył któryś z nich, pełne było nienawiści, zarówno tej trwającej jak i tej sprzed lat. Mijali więc kolejne ciała, mniej lub bardziej zmasakrowane. Aka przyglądał się temu dość obojętnie. Swoją dawkę szoku juz przeżył, teraz była w nim już tylko chęć do zakończenia tej wątpliwej przyjemności jaką było udanie się na festiwal.
Płacząca, rozhisteryzowana nastolatka i chłopak z Sharinganem, który dopiero co widział śmierć swojej krewnej.
- Na taki genialny plan mógł wpaść tylko przedstawiciel rodu Senjuu. - szóstka dzieciaków pozostawiona samym sobie. Bez żadnego lidera, bez żadnego przywództwa i bez żadnego planu. Co mogło pójść nie tak? Aka był tak zaskoczony, że nie starczyło mu czasu na zaprotestowanie. Ta dwójka zniknęła tak samo szybko, jak szybko się pojawiła. - Jestem Aka. - powiedział krótko. Nie zamierzał rozwodzić się zbytnio nad swoim życiem, tym bardziej, że za chwilę mógł je stracić. - Zajmiemy się środkową częścią dzielnicy. Jeśli nam się uda, to będziemy poruszać się dachami. W razie potrzeby będziemy mogli pomóc jednej lub drugiej grupie. - jakiś sens to miało. - Pod warunkiem, że sami nie będziemy jej potrzebowali... - westchnął cicho. Nie chciał rozważać czarnych scenariuszy, ale prawda była taka, że szanse na przeżycie malały z każdą chwilą.
W końcu grupa pod przewodnictwem chłopaka z klanu Maji ruszyła w swoją stronę. Zostali sami. Aka, Inoshi i... Shikarui. Czarnowłosy chłopak, nieuwzględniony w obliczeniach przez dwójkę świetnie wyszkolonych Shinobi.
- Nie dał bym im kur szczać prowadzić, a co dopiero politykę robić. Nie wiem jakim cudem przetrwali tak długo. - burknął pod nosem, spoglądając na Shikaruia. - Zaskakujące, że nie zareagowali na Twoją obecność. Mam nadzieję, że zrobili to świadomie. W innym wypadku... cóż. Nie dziwię się, że nie zauważyli tego co wysadziło pałac. - pokiwał głową z dezaprobatą. Jego opinia o przywódcach gwałtownie poszybowała w dół. Miał ich za przykład mądrości i rozwagi, tymczasem oni z każdą kolejną chwilą odstawiali coraz durniejsze - przynajmniej w jego mniemaniu - akcje. Uchiha wskoczył na dach, nie oglądając się na stojącą za nim Inoshi. Mogła zrobić co chciała, przecież nikt nie był jej panem.
Miasto płonęło. Gęsty dym unosił się nad domostwami, nad pracowniami i nad warsztatami. Słychać było wybuchy i krzyki przerażonych ludzi. Czuć było swąd spalenizny i krwi. Troje nastolatków pozostawionych samych sobie, w rozpadającym się królestwie, mającym ocalić ostatnie resztki jego jestestwa.
Aka wolnym krokiem zbliżył się do Shikaruia. Mina bruneta była wyraźnie przesycona negatywnymi emocjami, jednak zdecydowanie spokojniejsza, niż parę chwil temu. Horyzont pokrywał się ogniem. Nadchodziła apokalipsa z którą nie sposób było walczyć. Można było jedynie uciekać. Nie było już nadziei na ratunek. Pozostało tylko przetrwanie, desperacka próba wyrwania się ze szponów śmierci. Uchiha spojrzał się na Shikaruia. Wpatrywal się niego i nawet nie wiedział, kiedy chwycił go za dłoń, wplatając w nią palce. - Musimy trzymać się razem. - teraz nie było innej opcji. - Czy tego chcemy czy nie, musimy pomagać mieszkańcom. Liderzy koordynują akcję ratowniczą. Nie wydostaniemy się z Kami no Hikage bez statku. - westchnął, będąc już obok Shikaruia. Lubił tego chłopaka. Z jakiegoś powodu czuł się przy nim bezpieczny. O ile można mówić o poczucie bezpieczeństwa, siedząc na jednym z dachów płonącego miasta. Ognista łuna roztaczała się nad miastem, tworząc widok nawet ładniejszy od tego, który wraz z Sanadą obserwowali w Dzielnicy Latarni. - Ładnie tu. - przekrzywił głowę, jak kotek oczekujący na jakąś odpowiedź. - Powinieneś był wrócić statkiem już dawno tem... - głos Akiego był wyraźnie zmęczony, chłopak usilnie próbował ukryć ten fakt, jednak słabo mu wychodziło. Jego psychika została poważnie nadszarpnięta, jednak w chłodzie Shikaruia znajdywał ulgę. Jego stoicki spokój pozwalał czarnowłosemu odetchnąć, ponownie otoczyć się aurą spokoju. Zabawne, Sanada działał na niego w zaskakujący sposób. Sama jego obecność dawała chłopakowi przyjemność, pozwalała na chwilę wytchnienia. Skierował swój wzrok na wyrzutka. Czerwień Sharingana wyraźnie kontrastowała z lawendowymi oczami Shikaruia. I dopiero w swoim odbiciu zauważył, że coś jest z nim nie tak. Nie widział błękitu swoich oczu. Ujrzał jedynie szkarłat z dwoma łezkami, dziedzictwo swojego klanu. Był zaskoczony, nie zdawał sobie nawet sprawy z tego faktu. Dopiero chwila spokoju pozwoliła na przeanalizowanie sytuacji. To nie stres działał na niego w zaskakująco pozytywny sposób. To nie strach dał mu nadnaturalne zdolności. To były jego oczy. Widząc ich odbicie skierował palce w kierunku swoich policzków, a następnie oczodołów. Dotknął się delikatnie, jakby nie mogąc w to uwierzyć. Wszystko było jednak najprawdziwszą prawdą. Zaskoczenie na twarzy czarnowłosego było wyraźnie widoczne. - Ja... - pokiwał głową, mocniej zaciskając dłoń Shikaruia. Bał się, czy po prostu chciał być bliżej chłopaka, który już raz mu uratował skórę? - My. Powinniśmy ruszać. - pochylił głowę. Był smutny, zawiedziony samym sobą. Wszystko go przytłaczało, a jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Skoro wszedł do bram piekła, teraz musiał zmierzyć się z jego demonami. W tym największym z nich - przekleństwem swojego rodu.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 164
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 15 maja 2018, o 23:59

Wypuszczone z łuku strzały trafiły swojego celu. Bo i czemu miałyby nie trafić? Nie było zastanawiające to, że mężczyźni padli na twarz (albo inną dupę), cięci ostrzami mieczy używanych w tym dziwnym stylu, albo to, że ogień spopielał ich zwłoki. Dziwne było to, że nie płakali. Tak samo jak Aka czy Inoshi - nie płakali. Nie darli się tak, jak darł się szalony mnich, nie darli się tak, jak każdy człowiek się darł, kiedy płomienie pożerały żywcem, topiąc skórę, mięso, mięśnie. Pozostawiając tylko zwęglony, śmierdzący kadłubek, do którego niewielu się zbliży, bo obrzydzał. Jakoś łatwo było przy takich widokach zwrócić swoje śniadanie, obiad i nie zjedzoną jeszcze kolację. Całe szczęście Shikarui się do tej większości nie zaliczał. Chłopak ściągnął lekko brwi, czekając na jakąś reakcję umierających. Jakąkolwiek. Żadnej nie było. To było... nienaturalne. Na tyle, że sama Muerte pochylała się zbyt długo ze swoją kosą, przyglądając z zaciekawieniem, z jakim kot obserwuje uderzające skrzydłami motyle w powietrzu. Kolejny dreszcz przeszył jego ciało. Instynkt stanął dęba wobec makabrycznej sceny, której był świadkiem, a która zamiast oczy zamykać i zmuszać je do odwrócenia, tylko mocniej przykuwała do siebie. Nie trwało to jednak długo. Skierował wzrok na grupę prowadzoną przez Nare i drugą, prowadzoną przez Hyuge. Było to tylko chwilowe poświęcenie im uwagi, nic nad wyrost. Każdy z dowódców miał coś do powiedzenia, coś do przekazania. Wygląda na to, że każda z grup obrała inną taktykę. Skupił swój wzrok przecież na Akim. I choć tak łatwo było powędrować drogą pokusy (jedyną drogą, jedyną! Nie można wygrać z pokusą nie ulegając jej), zgniatając to, co czyste, to wcale nie oznaczało, że już zgniecione będzie ładniejsze od oryginału. Wiecie, o co chodzi? To jak syndrom z "mieć ciastko" a "zjeść ciastko". Z tą różnicą, że Shikarui nie chciał tego ciastka zjadać. Chciał je mieć. I chciał na nie spoglądać, bo było równe, bo zostało upieczone przez kogoś miłego, bo było darem, którego nie chce się pozbywać. Chyba akurat to ciastko nie potrzebowało jego ręki, żeby się zepsuć. Obiecywali długi termin przydatności, aach, no tak... Co za naiwny ufałby sprzedawcom. Ludziom, którym zależało tylko na tym, by pozbyć się materiału złożonego na zapleczu, nie na tym, by wyrobić sobie jakąś dobrą renomę. Było coś ujmująco smutnego w widoku Akiego w tym momencie. W jego spojrzeniu, wypalonym żywcem (jak ci ludzie za plecami, przecież do tego widoku się przyzwyczaiłeś). Jak i w widoku małej Inoshi, która stała obok niego. Wydawali się tacy krusi... Istoty, które należy objąć czarnymi skrzydłami. Czy łuk, albo ostrze noża, może przemienić się w tarczę? Narzędzie zbrodni było całkiem niezłym dodatkiem do samotności. Kiedy nie masz na kogo spojrzeć, gdy zabraknie już wszystkich liści drzew i posypią się wszystkie krucze pióra, kiedy nie będzie do kogo otworzyć ust - możesz zawsze odezwać się do zimnej stali. Zawsze odpowiadała. Równie zimną pieśnią, jak zimną była w dotyku. Nie podobał mu się gniew, który emanował od chłopaka. Nie podobały mu się pytania, które słała Inoshi. Nie lepiej było zapytać - ile płacicie za pomoc? Te wypuszczone strzały o metalowych grotach nie były za darmo. Nie były też na pokaz. Wszyscy wydawali się pulsować powagą. Chłonąć płaszcz obowiązku, jaki został narzucony na ich ramiona, a którego sznurek pociągnęli, przybliżając go do siebie. Tak to właśnie było? Ratowanie ludzi, chronienie tego, co zostało z miasta, by ktoś mógł zapytać "Czy słyszałeś o Kami no Hikage..?" i uzyskać odpowiedź: "Tak, słyszałem".
Były to opowieści o bohaterach, którzy uratowali miasto od Śmierci.
Mógł tam zejść. Klepnąć Akiego po plecach i powiedzieć: hej, nigdzie nie uciekłem! Mógł zaoferować Smokom swoją pomoc. Zatopił spojrzenie w Kenshim - człowieku tak chłodnym, jak zimna była wspominana stal. I znów - czy katana mogła zamienić się w tarczę? Mógł tam zejść i powiedzieć, że z opętanymi Smokami, które zgubiły swoją perłę i stały przeklętymi przez Boga wężami, jest coś nie tak - że nie reagują na ból, nie reagują na krzyk. Na nic nie reagują. Mógł bardzo wiele rzeczy - zamiast tego wolał swoją kryjówkę na dachu, gdzie pozostawał niewidzialny dla zwykłych oczu. Siedzieć tam, zamiast marnować strzały na tych, którzy walczyli na placu. Zamiast rzeczywiście szukać rodziców zdesperowanej Inoshi, której kolana niedługo zaczną się uginać pod jej własnym ciężarem. Zamiast wesprzeć swoimi zdolnościami i swoją wiedzą oddział. Bliżej nieba, a jednak ciągle w cieniu. Niepotrzebny. Nie był tam na dole niezbędny, przynajmniej nie sądził, żeby ktokolwiek faktycznie go potrzebował, by po prostu był.
Ruszył razem z całą grupą. Komendy wdawane w biegu były najbardziej słuszną opcją i tak mieli kawałek do przebrnięcia. Shikaru mniej więcej pamiętał główny rozkład miasta z przechadzek, które sobie z Aką urządzili wczoraj. I jaką sobie dzisiaj urządzili z Inoshi. Tak więc - choć komendy wydawane w trakcie biegu wydawały się słuszne - oni urządzili sobie pogawędkę już na miejscu. I dopóki wszyscy się nie rozbiegli, dopóty Shikarui nie wylazł ze swojej nory, by spojrzeć z góry, płonącymi oczyma na Inoshiego i Akiego. To dziwne, bo to oczy Akiego powinny płonąć. Żarzyć się czystym płomieniem, a jednak głęboki szkarłat nie chciał zabić własnym blaskiem. Nawet, kiedy kipiał z niego gniew tak, jak przed paroma chwilami. Nie uciekał, nie oddalał się, nie popędzał. Czekał, aż Aka i Inoshi się zbliżą. Wskoczą na dach i zaczną... wcielać swój plan w życie. Nie dziwiły go jednak emocje, które odbijały się na twarzy Uchiha ani tych, które prezentowała sobą drżąca Magnolia. Bardziej dziwiło go to dziwne zaufanie, które zdawało się tę dwójkę trzymać obok niego. żaden z nich nie pomyślał, że ich zostawił? Że uciekł? Aka był tak pewny siebie... Sanada tylko wątpił, że rzeczywiście wiedział, co może się wydarzyć, mimo tego, że nie był czysty jak łza od samego początku, jego życie to nie była droga usłana płatkami magnolii. W tej drodze były irysy i płatki róż, pomiędzy którymi zaplątały się kolce.
Shikarui nigdy nie lubił róż.
Ta jedna, która się do niego zbliżała, nie kuła. Nawet kiedy sięgnął dłonią po jego dłoń, gdy ich palce się splotły, a Sanada leciusieńsko drgnął, zaskoczony, automatycznie opuszczając głowę, by na to spojrzeć. Na jego własną, szorstką dłoń, której skóra była zniszczona od dzierżenia broni, zahartowana ostrą cięciwą nici, które potrafiła ciąć jak kraniec kartki. Jak kolec róży.
Ta róża nie cięła.
Może dlatego, że nie była znielubiana.
Uniósł wzrok na twarz Akiego dopiero kiedy ten się odezwał - a brzmiało to tak, jakby zdążyły minąć całe długie eony, które wystarczyły człowiekowi do tego, by przyzwyczaił się do przemijania i by nie było takiej rzeczy, która potrafiłaby wzruszać i która robiłaby jakiekolwiek wrażenie. Odbijał się w ciemnej czerwieni sharingana. Te oczy... wyglądały tak, jakby nie było żadnego sekretu, które mogłyby się przed nimi ukryć. Jakby obdzierały człowieka ze wszystkiego i zostawiały tylko kości, od łaski pańskiej narzucając na nie wiszącą skórę, by chociaż wydawać się ludzkim. Z jakiegoś powodu wytrzymanie tego spojrzenia nie było wcale takie banalne. Człowiek się automatycznie pod nim uginał, lecz, och, Shikarui był bardzo elastyczny. I całkiem nieźle przychodziło mu znoszenie pewnych rzeczy. Skierował wzrok przed siebie, na płonące miasto i łunę dymu, która unosiła się nad nim. Wszystko wyglądało tak cicho, tak spokojnie... jakby miasto po prostu usnęło snem sprawiedliwym i wiecznym. Ta Śmierć, która tak długo pochylała się nad rozrzuconymi zwłokami na placu musiała się zapomnieć. Wstrzymała czas, bo człowiek już wstrzymał Ziemię. Reszta była tylko formalnością dokonywaną przez Kagutsuchi.
- Ładnie. - Przyznał. Było coś zatrważająco pięknego w całym tym obrazie. Coś, co artysta powinien uwiecznić na płótnie. Szkoda tylko, że żadnego tutaj nie było. Na jego następne słowa nie odpowiedział. Czy powinien był odpłynąć? Oczywiście, że tak. Przydałby się do dzielnicy portowej, albo przeczekał największy wrzask i ulotnił stąd. Cicho. Teraz zresztą też to zamierzał zrobić, tylko... po załatwieniu tej sprawy, którą było ochranianie tej dwójki. Brak odpowiedzi był spowodowany tym, że Aka urwał jej kraniec, a na jego twarzy wykwitło zaskoczenie. Czemu? Co Uchiha zobaczył w lawendzie, która teraz płonęła jak żywy płomień zaklęty w dwóch szkiełkach? A mimo to wciąż zimnych. Mimo to wciąż tak samo spokojnych, które wydawały się nigdy nie oceniać, nie wydawać osądów. Spoglądały na rzeczywistość i przyjmowały ją taką, jaką jest. Wyciągnął w jego kierunku dłoń i oparł ją na jego głowie, mierzwiąc lekko włosy. Krótki gest.
Skinął głową. Tylko że zamiast ruszyć do przodu, skierował wzrok na Inoshi i puknął ją palcem w czoło.
- Nie widziałem twoich rodziców. - Poinformował Inoshi. Fakt, nie widział ich, chociaż rozglądał się po okolicy. Żadnych zagubionych Yamanak. - Nie było ich wśród trupów. - Było to jakieś pocieszenie, czyż nie? Rzecz jasna Shikarui nie do końca mówił prawdę. Zależało mu jednak aktualnie na tym, by dziewczyna się skupiła. - Chcesz żyć? - Zadał proste, banalne pytanie. - Najwyższa pora dorosnąć. Skończ płakać. Jesteś nam potrzebna. - Formalnie tworzyli z Aką duet, czyż nie? - Ruszamy. - Zarządził i rzeczywiście ruszył do przodu. Zaciskając mocniej palce na dłoni Akiego tak, jakby nie mogło być żadnej mowy o tym, że kiedykolwiek puści. Że istniała jakakolwiek siła, która byłaby w stanie wyrwać Irysa z jego szponów.
Rozglądał się. Musieli znaleźć ludzi i pozbyć się zagrożenia, chociaż według słów kobiety, której imienia już nie pamiętał, powinni byli unikać starć z innymi shinobi.
- Prowadzenie grupy ludzi będzie niewygodne. Inoshi - będziesz ich prowadziła. Aka - zajmiesz się wyprowadzaniem ludzi z domów, które będę wskazywał. Będę waszymi oczami. W razie napadu stworzę mgłę, która pozwoli wyprowadzić ludzi. Inoshi - będziesz odpowiedzialna za tłumaczenie sytuacji cywilom, żeby nie panikowali. W innym wypadku odciągniemy zagrożenie od cywilów i pozbędziemy się go. Zaczniemy od końca ulicy. Przejdziemy przez nią, zbadamy sytuację i oczyścimy na tyle, na ile będziemy w stanie. - Nie było sensu ciągnąć sznureczek ludzi za sobą od samego początku ulicy. Przynajmniej Shikarui tego sensu nie widział. A to, że ktoś przy okazji może umrzeć? Trudno. Może gdyby zwlekali tutaj to nie zdążyliby uratować tego kogoś na drugim końcu ulicy. - Unikamy Smoków. Z jakiegoś powodu są niewrażliwi na ból. Tylko ciosy w punkty witalne ich powalają. Nie traktujcie ich jak ludzi. - Szukał, badał, obserwował. Szukał ludzi w domach, których lokacje starał się zapamiętać jak i ewentualnego zagrożenia. Jak pies gończy spuszczony ze smyczy. Spojrzał pod nogi, by upewnić się, że nie ma tu żadnych katakumb czy systemu kanalizacji, która pozwoliłaby się przedostać do portu. Mało komfortowo - ale jak bezpiecznie.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 18 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 690
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 16 maja 2018, o 17:20

Dziewczyna zastanawiała się czy dobrze czyni, ale skoro już podeszła to nie ma większego sensu się teraz wycofywać. Pamiątka po zajęciu 2 miejsca w turnieju nowicjuszy zakołysała się na jej szyi dodając jej troszkę pewności siebie. Nie mniej niż długa twarda zimna stal układająca się kształt długiego miecza zamieszczonego na jej plecach. Dotknęła dłońmi toreb przy pasie. Uff, nie zgubiła ich, ani nikt nie próbował jej ich ukraść w tłumie. Kobieta która dowodziła grupą idąc do miejsca docelowego wybierała chyba najkrótszą trasę, tak się przynajmniej Megumi wydawało ponieważ stosunkowo szybko dostali się do celu. Po drodze przedstawiła się mówiąc iż jest wysoko w kręgu, a ten koło niej to .... lider klanu drzewolubów. Łał, miała niezłą ekipę, powinno może nawet względnie bezpiecznie. Zastanawiało ją zachowanie żołnierzy zakonników, w końcu niby wyprano im mózg, ale z drugiej czy to nie była jakaś technika kontrolująca ciało,a ,,środek" już nie żył. Bo w ten sposób ciało które było na chwilę obecną tylko pustą skorupą powinno nie móc logicznie myśleć i reagować tak szybko jak prawdziwy żywy człowiek. Takie wnioski można by wyciągać po fakcie iż byli oni dosyć słabi w walce, mimo że chyba raczej takich słabiaków nie brali do armii. Ale mogła się mylić, w końcu nie była w tym temacie ekspertem, dlatego wolała się nie ośmieszać zadając pytania pod tą tezę. I tak by nic nie zmieniła. Po dotarciu podzielili się po raz kolejny. Dostała się do kilku osobowej grupki, i dowodzenie przejął tam mężczyzna posługujący się kataną oraz magnetyzmem. W teorii chciano żeby każdy powiedział coś o sobie żeby w ten sposób lepiej działać na polu walki, ale z drugiej nie wiadomo co po zakończeniu walk. Nikt nie zagwarantuje że nie staną się wrogami po skończeniu konfliktu. To byłoby przykre gdyby musiała walczyć z kimś kto zna jej atuty. Ale cóż, przeżycie teraz było ważniejsze. Los chyba nie zrobi jej takiego brzydkiego psikusa. Z zasady los odwdzięcza się osoba o dobrym sercu, a ona chyba taka była. Lekko szurnięta, w końcu gada z własnym mieczem, ale jednak nadal o dobrym sercu. Westchnęła, walczę no-dachi bardzo dobrze, preferuję walki w bliskim kontakcie. Posługuje się średniej siły katonami. No i ..... Tutaj zawahała się na chwilę.Jestem sensorką, mogę sprawdzać budynki nie wchodząc do nich. Właśnie zdradziła swój sekret który był jej kartą atutową podczas poprzedniego turnieju, oraz poprzednich konfliktów jakie miała w swoim życiu. Postarała się dokładnie zapamiętać twarze osób które to usłyszały i mieć nadzieję że zapomną o tym zaraz po zajściu. Po drodze minęli kilka trupów i w sumie to jej to wcale nie ruszyło. Walki zawsze się toczą w takich sytuacjach, bardziej martwiące jest że może zaraz dostać techniką shinobiego z partyzanta na głowę, nie wiadomo przecież czy ktoś nie postanowił sobie pomordować ludzi tak o, dla zabawy. Odsunęła te myśli, wątpliwe żeby miała takiego pecha żeby wpaść akurat na takiego psychola. Jej sukienka zatańczyła od chwilowego powiewu powietrza. Dostała zadanie sprawdzenia budynku, jednak zatrzymała się i złożyła pieczęć skupiając się na kilku budynkach w pobliżu. Następnie zaraportowała w którym ile osób jest i jeśli było tam 2 piętro to na którym się znajdują. W ten sposób ułatwiają sobie pracę ponieważ nie sprawdzają pustych budynków. Po zdaniu raportu w najbliższej odległości i wyznaczenia domów pełnych zapuka do jednego z nich w którym znajduje się ktoś i krzyknie :Proszę się nie bać i się ewakuować z miasta, odeskortujemy was bezpiecznie do portu.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 356
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 16 maja 2018, o 17:27

- Rok 384 - Zima -


" Prawdziwe bohaterstwo... "
Obrazek

Blondynka mimo próby zwrócenia na siebie uwagi pozostała niezauważona, zarówno przez Miyuki jak i Senju, nikt nie rozpatrywał jej nawet w kwestii osoby, czy mogli? Czy powinni? To już wie tylko Kazuo Senju który dzieląc ludzi niczym mięso armatnie pozostawia flankę tak kruchą i tak odkrytą. W jaki sposób mała Inoshi oraz Aka mieliby samotnie chronić swoich towarzyszy skupiając na sobie potencjalnych przeciwników. Ona nie miała doświadczenia bojowego a on? Właśnie przeżył traumę która odbiła się na ich obojgu. Kazuo, ponoć przywódca rodu, wielki generał a z jakiegoś powodu, być może strachu lub nerwów wydawał rozkazy kompletnie nie patrząc na to kogo miał pod swoją komendą... Być może dawał im więcej kredytu niż powinien? Może to właśnie on opracował najlepszy plan z możliwych mający na celu poświęcić słabe jednostki z grupy, by reszta, jednostki silne i wartościowe mogły podjąć walkę i przeżyć, nie tylko jedno spotkanie ale i każde kolejne ostatecznie wykonując swoje zadanie...

Miyuki, różowo-włosa z Shiro ryu, chciałaby uratować każdego, każdą jedną napotkaną duszę, jak można jednak tego dokonać jeśli nie uratowało się dusz które ci towarzyszą? Jak można ratować innych gdy nie można uratować siebie? W taki sposób zignorowana Inoshi, pełna niepokoju rusza bez słowa na polecenie wydane przez starszych, w końcu... Oni wiedzą co robią, prawda? Grupa trzecia poruszała się ulicami w ustalonym wcześniej szyku podczas gdy Kazuo oraz Miyuki rozprawiali nad dalszym planem, planem mającym na celu ratunek ludzi mieszkających w Kami no Hikage... Zaraz, ludzi? Dlaczego nie samych siebie? Czy każdy kto się tutaj stawił podpisał na siebie altruistyczny wyrok w księdze shinigami? Każdy... Każdy jeden stał się zdolny do poświęceń by ocalić innych zapominając o sobie i swoim własnym ratunku? - Czy oni naprawdę odciągną od nas największe zagrożenie? - Rzuciła w myślach Yamanaka starając się odwrócić swoje myśli od widoku mordu i zniszczenia który panował na ulicach. Zaraz gdy większość dostrzegła najgorszy z widoków jaki został im sprezentowany przez... No właśnie, przez kogo? Shiro ryu? Bandytów? Innych shinobi? Nie wiadomo, ale zagrożenie i zamieszanie panujące w mieście jest prawdziwe, wtedy też Inoshi odwróciła wzrok, naturalna ciekawość powinna ją przyciągnąć do podniesionych głosów reszty, w tym wypadku jednak wiedziała, że jeśli może chce uniknąć tego widoku, wszystko wokół było wystarczająco straszne i wystarczająco pobudzało żołądek.

" Duchowa samotność... "

Inoshi przyłożyła dłoń do swojego brzucha wspominając cios a właściwie kopniaka wymierzonego jej przez Shikaruia. - Chłopaka na którego teraz nie tylko ona ale i też młody Uchiha, liczy. - To będzie drugi raz dzisiaj... - Mimowolnie rzuciła do siebie powstrzymując w tej chwili odruch wymiotny, tą samą ręką poprzez przyłożenie jej do ust. Było blisko a jednak jeszcze tak daleko. - Dlaczego nikt mnie nie zauważa? Czym się różnie od tych wszystkich którzy... Którzy... - Wtedy zasłyszała kolejną rozmowę prowadzoną przez lidera Senju i młodą agentkę Shiro ryu, dwójki która miała być oparciem wszystkich w tej grupie, pochodnią która prowadzi wszystkich przez ten ciemny las zwany stolicą świata. - Rozdzielają nas? Ale... Przecież tak jesteśmy łatwiejsi do zniszczenia, nie mamy szans... Jak mamy sobie poradzić? - Wzięła głęboki oddech zerkając na Kazuo który właśnie wskazał na nią i Akiego - Demo... Senju-sama... - Nie minęło dużo czasu a zostali na placu sami, wielcy przodownicy, liderzy opuścili ich ku realizacji chwalebnego celu, ratowania innych istnień, poświęcenia siebie by odeprzeć najsilniejsze zagrożenia... Czy to prawda? - A jeśli.. Co jeśli... - zacisnęła mocno oczy przecierając je za chwilę, zaczęła wpatrywać się w ulicę i stojące po jej, obu stronach, budynki z niemal drżącymi oczami. Biło od nich ciepło, ta temperatura, tak, znowu jeszcze bardziej się denerwowała. - A jeśli uciekli i nas zostawili? Jeśli chcą uciec, nie zważają na nas a my jesteśmy dla nich zwyczajnym odwróceniem uwagi? Ich życie jest warte... Coś... Więcej niż moje, wiedzą to, na pewno. NA PEWNO... A-a co z innymi? - spojrzała na drugą ustaloną grupę w której dowodzenie przejął Kenshi który automatycznie zaczął wykonywać to co potrafił najlepiej, był po prostu agentem Shiro Ryu, wpatrując się w niego zastanawiała się czy to ten sam mężczyzna którego widziała wtedy na targu. Nie trwało to jednak długo...

- Skąd wiesz Aka-san? Skąd wiesz, że ratują innych? A co jeśli... Jeśli nas zostawili? - Rzuciła w jego stronę z wyraźnym wyrzutem. Byli sami, zdani na siebie... Samotni, czy to właśnie wizja piekła? Miejsca do którego trafiają niepokorne dusze, duchy ukarane za grzechy których się dopuściły wcześniej, czy to oznacza, że już nie żyją? Chłopak tłumił to w sobie, widziała to, przez chwilę była niczym sparaliżowana całą tą rewelacją która stawia ich samych przeciwko takiemu zagrożeniu. Po chwili dopiero ruszyła za Aką którego dostrzegła przy pomocy swoich zdolności sensorycznych. Nie składała pieczęci, tutaj w tej chwili bardziej interesowała ją okolica najbliższa a dzięki odpowiedniemu skupieniu... Nie oszukujmy się, trudno było jej zachować spokój i skupić się na odseparowywaniu od siebie skupisk chakry, mimo to cały dzień spędzony w towarzystwie zimnego Jugo i ognistego Uchihy pozwolił jej ich rozpoznać dosyć szybko. Znajdując się na dachu ciężko jej było pojąć skalę zniszczeń, rozglądała się i widziała panujący na innych ulicach chaos, walczących ludzi o przetrwanie, odgłosy walki dobiegały zewsząd, mnogość dźwięków sprawiała, że czuła się wyraźnie zszokowana i zagubiona niemal cały czas bo to był pierwszy raz gdy stała twarzą w twarz z takim horrorem. Wydawałoby się, że w tej chwili powinna mieć jakiś plan, który mógłby, ale tylko mógłby oferować przeżycie, nie tylko jej ale i innym, jej rodzinie, ich przyjaciołom i pozostałym, nawet i towarzyszącej jej dwójce chłopaków. - Nie widzę tutaj nic... Co moglibyśmy zrobić... Co ja mogłabym zrobić... - Magnolia, określenie jakże pasujące do małej Inoshi, w tym wypadku jednak pień był niezwykle cienki i kruchy. Przygniatany przez swoje własne gałązki które, być może w innym okresie wydały by kwiaty. W tej chwili gałęzie, niczym parasol negatywnych myśli, były pozbawione liści, gołe i przytłaczające swoją obecnością, gałęzie jak i potencjalne pędy mogące skrywać w sobie siłę. A czymże jest ta wszystkim potrzebna siła?

" Mroczna nadzieja... "

Shikarui pojawił się obok nich, ostatecznie ich nie opuścił. Na twarzy blondynki jednak nie pojawił się ani uśmiech ani smutek. Wpatrywała się w jego gesty skierowane do Akiego, gdyby nie obecna sytuacja być może i uśmiechnęłaby się, teraz jednak natłok myśli nie pozwalała jej oswobodzić się z tego niepewnego stanu. Tym razem jednak zbliżył się też do niej, puknął ją w czoło, nie miał z tym żadnych trudności, wystarczyło, że wysunął dłoń i zrobił zwyczajne pstryk. Nie musiał nawet jej wysoko unosić. Yamanaka wzdrygnęła się nieznacznie jakby wybudzona z letargu tym jakże prostym gestem. Nie wiedziała co miał on znaczyć, nie był on przecież czarodziejem który rzuca na nią pobudzające zaklęcie, kolejnego jego słowa skierowane do niej, przedstawiły go jednak nie jako wieszcza pokrzepienia a jako wieszcza zakłady i zaniepokojenia. Z jednej strony jego zapewnienie, że nie widział rodziców dobrze na nią podziałało z drugiej wzmogło jedynie wątpliwości a słowa których użył... Słowa których użył sprawiły, że cofnęła się nieznacznie w tył. - Czy chcesz żyć? - Rzucił Sanada w jej stronę, nie mogła zrobić nic innego jak tylko kiwnąć głową. Chciała żyć, czy faktycznie chciała? To trudne ale tak naprawdę nikt nie chce kończyć kroczyć swoją ścieżką, jakakolwiek by ona nie była a przedwczesne jej zakończenie jest zwykłą chorobą albo niesforną projekcją kogoś kto przedziera kartki z życiowego dziennika wymazując osobę jako całość...

Czy pora dorosnąć? Czy nie jest jeszcze na to zbyt wcześnie? Jej słońce jeszcze dobrze nie wzeszło a już ma zachodzić? Kto o tym decyduje? Dlaczego nigdy sama nie może zdecydować a decyzja jest podjęta zwyczajnie za nią? Czy śmierć jest wyborem? - Hai... Demo... Jak mam ich przekonać? Przecież... Tutaj nie sposób nie panikować... - Zacisnęła dłoń na rękojeści swojej kusarigamy, tak była gotowa, jednak wciąż nie była pewna. - Zrób to... Zrób to, poradzisz sobie, p-poradzisz Inoshi, poradzisz... Ma łuk, będzie cię osłaniał... Stworzy mgłę... Ty też potrafisz... Potrafię... Nic się nie stanie. - Wzięła kilka głębszych oddechów które mogły być ostatnimi które weźmie świadomie starając się uspokoić siebie i swoje wewnętrzne ja. - Znajdę ich... Jeśli oni mnie nie znajdą to ja ich znajdę, muszę... - Przełknęła ślinę spoglądając na Sanadę mówiąc - Czyli... Jeśli takiego spotkam... Co się stanie jeśli... Jeśli zrobię mu to samo co Akiemu? - Obróciła się w stronę ulicy, dalej nie będąc całkowicie pewną co robić i jak robić. Zamierzała kierować się instrukcjami wydanymi przez Shikaruia.

Jeśli wszystko zostało uzgodnione to skierowała się za Aką do jednego z pierwszych domostw starając się przedtem skupić by dostrzec ewentualną chakrę emanującą z budynków, chodziło o ludzi, chciała dostrzec, może nie dosłownie takie skupiska które nie były wielkie i mogłyby należeć do zwyczajnych ludzi. Podążała więc za Aką skupiając się właśnie na tym zadaniu, licząc, że w końcu na kogoś trafią.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- D - Leśne zwyczaje - Koseki Tamiko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1912
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 16 maja 2018, o 23:10

Gdy w grupach zebrali się prawdopodobnie wszyscy ochotnicy każda ruszyła w swoją stronę z własnym celem. Kei z pozostałymi ruszył do dzielnicy rzemieślniczej. Podczas drogi przysłuchiwał się wypowiedziom i rozmowom dowódców swego oddziału, a przynajmniej temu co dali usłyszeć. Sytuacja tragiczna... Nie ma to jak dobre zmotywowanie swoich ludzi. - Westchnął w myślach nie chcąc się już bardziej zagłębiać w słowa Miyuki, gdy w uszach odbiła mu się kwestia Senju. Hę? Podział na mniejsze grupy? Niby będzie efektywniej ale na pewno nie bezpieczniej, wolałbym jednak stawiać bardziej na to drugie. no, ale nie ma co się z nimi spierać. - Skomentował w duchu z neutralnym wyrazem twarzy. Widząc technikę Kazuo trochę żałował, że sam nie opanował żadnego odpowiednika tego jutsu. Cóż niby nie mógł opanować techniki tego klanu, ale z pewnością powinno dać się opracować inną wersję. Dzięki takim klonom z pewnością mógłby wykonać bezpieczny rekonesans, no ale mówi się trudno. Im bardziej zagłębiał się w tą dzielnicę i podziwiał jej scenerię tym bardziej upewniał się w tym, że wplątał się w coś absurdalnego i chciałby jak najszybciej opuścić tą przeklętą wyspę. W końcu chciałby przemierzać drogę, która ściele się trupami? Myśląc o tym pokręcił głową zrezygnowany. Niestety w tych warunkach nie mógł przywdziać zwyczajowej "maski" oraz odgrywać odgrywać zachowań, które sprawdzały się na normalnych misjach. Cóż używając ich w tym przypadku mógłby się wydać podejrzany, co nie było mu w smak, lecz bez nich czuł się trochę nie swój. Z drugiej strony w tej sytuacji i tak nie miał do tego głowy. Kolejne słowa Miyuki przyjął ze spokojem, choć miał ochotę otwarcie westchnąć. Heh, czyli nas zostawiacie, a my mamy ratować każdego, nawet jeśli będzie stawiać czynny opór? Ech, mam nadzieję, że tak radykalnie nie będzie. - Skomentował w myślach. Słysząc proponowany podział uniósł nieznacznie prawą brew. Dwa na cztery? W sumie nie mam nic przeciw tym bardziej, że byłbym raczej w tej bezpieczniejszej grupie ale przypuszczam, że nie tak to się skończy. Powiedzieć coś o swoich umiejętnościach? Chyba nie będę mieć wyboru. - Rzucił w duchu. Z uwagą przysłuchał się też pozostałym wypowiedziom. Wzmianka o zagrożeniu nieco go zaniepokoiła, lecz wyglądało na to, że nie miał na myśli nic konkretnego. Gdy liderzy odeszli, tak jak przypuszczał doszło jednak do równego podziału, więc się zbytnio tym nie przejął. Zamiast tego zdecydował się podążyć za ciemnowłosym chłopakiem, który najwyraźniej postanowił dowodzić. Po drodze wysłuchał ich, krótkich prezentacji dotyczących umiejętności. Słysząc o ich metodach walki trzeba przyznać, iż kei ucieszył się z tego, że znalazły się osoby, które mogły by zając pozycję awangardy, cóż sam wolałby jej nie zajmować. Choć znalazło się jeszcze jedno interesujące info.
- Sensor? Wspaniale, czyli ewakuacja będzie sprawniejsza. - Odparł spokojnym, acz uprzejmym tonem. - Co do mnie mówcie mi Kei. Preferuję walkę na średnim dystansie. Z broni używam kunai i shurikenów. Znam też trochę jutsu nadających się do ostrzeliwania przeciwnika. - Dodał po chwili tą samą barwą głosu.
Co do rozkazów zrozumiał je nim jednak przeszedł do działanie upewnił się co do tego co planuje Megumi. W końcu jeśli ta może sprawdzać kilka domów naraz to nie chciałby jej wchodzić w obszar działań, chyba, że ta sama skierowałaby do po ludzi ze sprawdzonego domu, by przyśpieszyć pracę. Jeśli jednak do tego nie dojdzie to rusza do wyznaczonego domu, lub w zależności od zasięgu dziewczyny, do kolejnego niesprawdzonego. Ma też nadzieję, że dziewczyna da znać jeśli ktoś będzie się kręcić między domami.
- Hej jest ktoś!? Zostaliśmy przysłani, by odeskortować ocalałych do portu. - Mówi głośno, choć nie drze się na całe gardło jednocześnie pukając do drzwi.
Cały czas też nasłuchuje, w końcu w takiej chwili najłatwiej o szmer jeśli ktoś się ukrywa. Jeśli nikt nie odpowie to będzie zmuszony wejść do środka. Wówczas trzyma prawą rękę na ukrytej, otwartej kaburze, by w razie czego natychmiast wyciągnąć kunai. Wpierw ostrożnie zajrzy, a dopiero wtedy wejdzie. Naturalnie cały czas podczas swych działań pozostaje czujny.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 17 maja 2018, o 18:32

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka - czarny
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Shiro-Ryu od Shikarui - niebieski
Zaznaczone domy to te w których wybuchło


Sytuacja była niecodzienna, nic więc dziwnego że podjęte działania także nie należały do codziennej rutyny. Niektórym dowództwo i jego decyzje nie odpowiadały. Że niby gadała stojąc w miejscu, że połączenie grup było niewłaściwe. Na takie coś rzecz jasna mógł wpaść jedynie przedstawiciel Uchiha, targany wyraźną niechęcią do swojego arcywroga - Senju. Najwidoczniej pominął fakt, że grupa cały czas znajdowała się w ruchu. Jakkolwiek by tego nie tłumaczyć i nie próbować dyskutować, to nie było sensu. Zresztą czy Kazuo w swoich decyzjach kierował się niechęcią do któregokolwiek z nich? Raczej nie, najpewniej nie mając nawet pojęcia o przynależności każdego z osobna. Fakt faktem, rozkazy zostały wyraźnie powiedziane i dalej tylko w gestii ochotników leżało, czy zechcą się do nich zastosować czy też nie. Oczywiście samowolka i nadinterpretacja mogły być dobrymi decyzjami, szczególnie w krytycznych sytuacjach kiedy "podręcznik" nie mówi nic konkretnego. Rozterki i płacze nie miały żadnego sensu w sytuacji, kiedy jedna pomyłka może dzielić kogokolwiek od tragicznej śmierci. To takie momenty odróżniają przegranych od zwycięzców, martwych od żywych. Zgodnie z zaleceniami dowódców, którzy sami ruszyli w dalsze rejony miasta, reszta ochotników podzieliła się na grupy, zorganizowała i rozdzieliła. Każdy w innym kierunku, taktyka polegająca na zmaksymalizowaniu obszaru na którym będzie udzielana pomoc była opcją dobrą i chyba najlepszą w tej sytuacji. Pośród tej szóstki znajdowało się zaskakująco dużo sensorów, co mogło jedynie im pomóc w namierzaniu ludzi i dzieleniu się ich położeniami. W oddali, w głębszych częściach miasta, dochodziło do kolejnych potężnych eksplozji. Na tyle potężnych, że ludzie nawet w miejscu mocno oddalonym, mogli czuć delikatne trzęsienia się dachów i ziemi. Około 50m od grupy, z czego dwie potężne masy chakry oddalały się z każdą kolejną chwilą. Wydawało się, że nie było nic prostszego od prowadzenia ludzi w jednym kierunku. Że z taką ilością sensorów nie było żadnego problemu, gdyż nawet tak potężne jednostki nie miały szans żeby ich zaskoczyć.


Grupa I
Inoshi, Aka, Shikarui


Shikarui szybko przejął dowodzenie nad swoją niewielką grupką. Stanowczo rozdzielił zadania, kierując się także względami praktycznymi. Ciągnięcie korowodu ludzi od jednego do drugiego domu faktycznie było problemem, dodatkowo im większa grupa tym więcej uwagi może zwrócić. Nawet jeśli po ulicach i tak biegli ludzie, to trzeba było im wskazać kierunek. Niektórzy dźwigali na plecach dobytek swojego życia, panicznie uciekając i gubiąc drobne przedmioty. Ci zebrali się z dalszych części miasta. Domy na ulicy wybranej przez gromadkę były albo całkowicie opustoszałe i bez cienia życia czy chakry, albo mocno zablokowane. Jednak pod wpływem wspólnych wysiłków dało się w miarę sprawnie ewakuować ludzi. W takich warunkach ciężko faktycznie było się zorientować kto jest szabrownikiem, a kto właścicielem domu który potrzebował jedynie zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Ale cywil to cywil. Czy to jakkolwiek się różniło? I czy był sens sprawdzania tego, o czasie już nie mówiąc?
Ewakuacja przebiegała stosunkowo sprawnie. Większość domów została już opróżniona, a ludzie tłumnie szli w kierunku portu. Dopóki dopóty nie wybuchły dwa domy. Jednocześnie i gwałtownie. Jak za sprawą jakiejś techniki, domy nie wybuchały ot tak same z siebie. Jednak były to domy z dwoma ogromnymi problemami. Po pierwsze - drzwi były zamknięte, kręcenie klamką nie dawało rezultatów. Drugie - nie były jeszcze sprawdzane. Domy błyskawicznie zajmowały się ogniem. Wybuch jedynie pogłębił ogólny chaos jaki powstał przez atak. Czy jakiś złodziejaszek postanowił podstawić notkę na pożegnanie? Kolejnym problemem było pojawienie się członków Shiro-Ryu. Jeden z nich właśnie znalazł się w zasięgu Shikaruia, idąc spokojnie i niespiesznie. Ze stoickim spokojem wypisanym na twarzy. Nawet mimo głębokiej rany kłutej w barku był w stanie iść bez grymasu bólu, z głową jakiejś kobiety w jednej ręce i włócznią w drugiej. A kawałek za nim, około 20m, szła dodatkowa trójka



Grupa II
Kenshi, Kei, Megumi


Tymczasem drugie trio miało za "opiekuna" Kenshiego. Podział obowiązków na kolejne domy był stosunkowo dobrym pomysłem, czyszczenie każdego po stronie murów. Teoretycznie mało bezpiecznym w przypadku jakiegoś ataku z zewnątrz, ale w tej sytuacji osoba mieszkająca obok muru miała znacznie mniej dróg ucieczki przed zagrożeniem. Kenshi wparował do pierwszego mieszkania. Dzięki informacjom od Megumi doskonale wiedział, że w środku znajduje się jedna osoba i nikt więcej. Dom był stosunkowo duży, dlatego też trochę czasu zajęło mu przeglądnięcie wszystkich pokojów. na parterze. Widać było, że dom został porządnie przetrzebiony ze wszelkiego wartościowego śmiecia, co można było wywnioskować po porozwalanych po mieszkaniu ciuchach, wywalonych szufladach i ogólnym bałaganie. W ostatnim, najbardziej oddalonym od wyjścia, Maji mógł zobaczyć widok naprawdę przedziwny. Stary mężczyzna bez cienia włosów na głowie był przywiązany do słupa nośnego budynku z zakneblowanymi ustami i zawiązanymi oczyma. Lina była gruba i solidna, podobna do tych których używało się na statkach. I nieco jechała smołą, co tylko potwierdzało tą teorię. Mężczyzna niewątpliwie żył, szarpał się na tyle na ile pozwalała ciasno obwiązana wokół niego lina. Nie wyglądał na rannego, wszędzie nie było ani jednego trupa czy plamy krwi. Z wyjątkiem jego rozwalonego nosa. Oddychanie w takich warunkach musiało być prawdziwie tragiczne. Megumi w tym czasie zajmowała się drugim domem. Znacznie mniejszym, z dwoma osobami w środku. Drzwi były nie dość że otwierane do wewnątrz, to jeszcze zablokowane czymś że nie dało się nawet ruszyć klamką. Dało się słyszeć odgłos puszczanej cięciwy i uderzenie czegoś o drzwi. Czegoś, co wbiło się w drzwi.
- WYPIERDALAJ KIMKOLWIEK JESTEŚ! NIE DOSTANIESZ NASZEGO DOBYTKU! - krzyknął mężczyzna, sądząc po tonie głosu i jego mocy, całkiem dobrze zbudowany. Jeśli Megumi zobaczy na okna, to zobaczy że są zabite deskami i absolutnie nic przez nie nie widać. Zabarykadowali się całkowicie.
- SZARBUJ SOBIE KOGO INNEGO!

Ostatni gagatek, Kei, podbiegł do ostatniego domu po drugiej stronie drogi. Budynek był nieco większy od tego który przypadł Megumi, ale mniejszy od Kenshiego. Jedno piętro i parter. Zgodnie z wiedzą zaraportowaną przez dziewczę, Kei doskonale wiedział że powinien szukać ocalałego na piętrze, dlatego też natychmiast tam ruszył. To, co zastał w środku, wcale go nie pocieszyło. Drzwi nie było, po prostu kawałki drewna rozwalone jakimś tępym narzędziem. To nie pocieszało. Shinobi był w najwyższej gotowości. Po drodze natrafił na szczątki jednego z członków Shiro-Ryu. Odcięta głowa dawała jasny sygnał, że mężczyzna nie żyje, zresztą nie było czuć innego źródła chakry niż to od ocaleńca na górze właśnie. Ostrożny spacer w kierunku schodów i wejście po nich nie wywołało niczego. Nie było widać żadnych śladów walki poza martwym żołnierzem na dole. Drzwi do pomieszczenia ze źródłem chakry były zamknięte. Trzeba było je otworzyć. Skrzypnęły przeraźliwie, a Kei mógł zobaczyć kolejny makabryczny widok. Na ziemi leżał pocięty na kawałki mężczyzna, utopiony we własnej krwi. Ta rozlewała się na podłogę, tworząc bordową powłokę. Kawałki leżały rozrzucone po całej podłodze. Jednym z nich na pewno była część ręki, ale najstraszniejszy widok miał nadejść po skierowaniu się na osobę, która tego dokonała. Drugi Shiro-Ryu. Z całym ciałem ubrudzonym w krwi, z twarzą pokrytą czerwonymi kroplami. Z nienaruszonym spokojem na twarzy, ale z istnym szaleństwem w oczach. Oczach utkwionych prosto w Keiu. Do tej pory kucający nad ciałem, błyskawicznie wstał. W dłoni trzymał miecz. Narzędzie mordu, także naznaczone krwią. Pięć metrów to naprawdę nie jest ogromny dystans. Pięć metrów, kilka ułamków sekund.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1589
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 17 maja 2018, o 21:08

Decyzja podjęta przez dowództwo oddziału trzeciego, a wiec przez członkinię Kręgu oraz przywódcę Rodu Senju, nie spotkało się z aprobatą wszystkich członków ekspedycji. Jako pierwsza wyraziła je blondwłosa kobieta, która jeszcze niedawno o mało nie wpadła w histerię na myśl co mogło spotkać jej rodziców. Taka postawa nie dziwiła czarnowłosego przedstawiciela Szczepu Maji. Obecne wydarzenia dla ludzi, którzy nie mieli nieszczęścia przeżyć wojny albo bitwy, były doświadczeniem obfitującym w niewyobrażalne okrucieństwo. W coś co sobie ciężko wyobrazić. Kenshi jednak to rozumiał i o dziwo był w stanie przejść niemal natychmiast do działania. Wojna o Atsui, Bitwa o Mur, uczestnictwo w tych wydarzeniach, niewątpliwie miało wpływ na obecną postawę i postrzeganie rzeczywistości. A to wraz z surowym życiem na pustyni, skutecznie wypłukało Kenshiego z głębszych przemyśleń i współczucia dla czyjejś egzystencji. Te odruchy, były do dzisiejszego dnia, na powrót odkrywanego przez Majiego. Obecne wydarzenia, sprawnie ten proces zatrzymały. Pytanie tylko czy skutecznie?
- Pamiętajcie, że Shiro Ryu przysięgało chronić nie tylko Kami no Hikage. Ta przetrącona, złamana obietnica, nie objęła wszystkich członków tego Zakonu. Jeśli będzie trzeba, oddam życie nie tylko za mieszkańców, ale również i za Was. Proszę Was w zamian tylko o jedno. Żebym nie uczynił tego na darmo - rzucona kwestia mogła zostać odebrana dwojako. Jako górnolotną, nic nieznaczącą wypowiedź, która mogła zostać wypowiedziana tylko dla podtrzymania morali, wlania ducha w ciała uczestników ekspedycji mimo braku odzwierciedlenia tego stanu w rzeczywistości. Ale mogła być również słowami prawdy, wypowiedzianymi właśnie w chwili, gdy miało się ważyć życie ludzkie, w obronie żywota tych niewinnych. Kenshi w tym momencie pragnął naprawdę przekazać tylko jedno. Żeby nikt nie zawiódł oczekiwać partnera z drużyny. Żeby poświęcając się, nikt w chwili otrzymania śmiertelnego ciosu, nie przekonał się, że było to na darmo. Bez znaczenia. Że Ci ludzie, byli tutaj z powodu nie wiadomo jakiego, nie wierząc w słuszność tego po co tu przybyli. Dla ratowania życia ludzkiego.
Czarnowłosy nie oczekiwał na odpowiedź. Spojrzał tylko w zielone oczy Inoshi, szkarłatne Akiego, po czym zakomenderował dalszą podróż pododdziału, wskazując kierunek pod murami. Dystans nie był daleki, ale wystarczająco do podzielenia się umiejętnościami. Po zdradzeniu swoich zdolności, w zamian usłyszał o umiejętnościach Megumi oraz Keia. Pierwsza preferowała walkę w bliskich kontakcie, a także mogła używać elementu ognia na bliskim i średnim dystansie. Kenshi władał podobnymi zdolnościami, więc to ta dwójka powinna stanowić pierwszą przeszkodę na drodze przeciwnika. Kei z kolei umiejętnie miał posługiwać się bronią miotaną, a także znał kilka technik z tego repertuaru ofensywnego, co stawiało go w drugiej linii w trakcie walk. – Biorąc pod uwagę mój poziom, a Megumi, to zapewne ja powinienem stać z przodu. Jest sensorem… Jeśli padnę, będą mieli wciąż cień szansy na ominięcie wrogów i dotarcie bezpiecznie do portu – pomyślał, gdy wskazał każdemu z członków obszar którym miał się na początku zająć. Dzięki umiejętnościom Megumi, mieli znacznie ułatwione zadanie, bo mogli się spodziewać ile osób zastaną w środku.
Budynek w którym miała znajdować się jedna osoba, ze względu na swoją zabudowę, zajął nieco czasu z przeszukaniem. Nawet mimo uważnego nasłuchiwania przez Majiego. Dopiero pod koniec dość pośpiesznej „wycieczki” po domostwie, natknął się na zadziwiający widok – przywiązanego do słupa, starego mężczyzny który miał przewiązane oczy oraz zakneblowane usta. Starzec miał rozwalony nos i oddychanie w ten sposób z pewnoscią stanowiło dla niego trudność, a biorąc pod uwagę sznury którymi był przywiązany, szmatę w ustach nasączoną smołą, to był cud że się jeszcze nie udusił. Stan budynku dość jasno wskazywał na to co tutaj się stało, ale nie bawiąc się już w zbędne mędrkowanie, natychmiast ruszył w jego kierunku.
- Nie szarp się, już Cię uwalniam. W pierwszej kolejności, Kenshi wyciągnął z ust mężczyzny szmatę, a następnie ustawiając się z boku, sięgnął za rękojeść katany by następnie szybkim cięciem uwolnić nadgarstki oraz nogi mężczyzny ze sznurów które go krępowały. Nie podbiegł do niego, ani nie podszedł nawet gdy ten upadł. Nie mógł do końca wiedzieć z kim tak naprawdę ma do czynienia, dlatego pozwolił mu samodzielnie dojść do siebie – przede wszystkim samodzielnie ściągnąć przepaskę z oczu, którą wciąż miał na głowie. Nie zamierzał mu dawać jednak dużo czasu.
- Nie mamy czasu, aby rozwodzić się nad tym co Cię spotkało. Miasto płonie, na ulicach leżą sponiewierane zwłoki. Jeżeli nie chcesz dołączyć do mieszkańców, których krew nawadnia tą ziemię, to podnoś się, wychodzimy stąd – rzucił dość jasno wskazując czego od niego oczekiwał. Dał mu kilka sekund na dojście do siebie i jeżeli był w stanie wstać, nakazał mu przodem kierować się do wyjścia. Kenshi w pogotowiu miał wciąż wyciągniętą katanę, która mogła służyć nie tylko za świetne źródło motywacji, ale także posłużyć do obrony gdyby skrępowanemu mężczyźnie coś głupiego nagle wskoczyło do głowy.
Na zewnątrz pierwsze co zamierzał zlustrować to dachy budynków, ulicę, zaułki przy budynkach. Jeżeli nie było nic niepokojącego, natychmiast skierował się dalej ulicą, w kierunku sąsiednich budowli do których sprawdzenia, oddelegowani zostali Megumi oraz Kei. Ta pierwsza jak się okazało, stała przy drzwiach nie mogąc wejść do środka, wiec Kenshi nie czekając, ryknął do debila w środku, bo czasu na tego typu zachowania, niestety ale nie mieli.
- ESKORTUJEMY OCALAŁYCH DO PORTU. JEŻELI ŻYCIE WAM NIE MIŁE, TO ZOSTAWAJCIE W ŚRODKU, ALE POŻOGA SPOWIJAJĄCA MIASTO NIEBAWEM DOTRZE I TUTAJ, TRAWIĄC BUDYNEK I WAS W ŚRODKU. MACIE 30 SEKUND BY SIĘ ZDECYDOWAĆ PO CZYM IDZIEMY DALEJ! Po wykrzyknięciu tego wszystkiego, nie zamierzał czekać na reakcje ludzi w środku, tylko natychmiast ruszył w kierunku kolejnego domu w którym Kei miał się natknąć na dwie kolejne osoby. Ufał, że Megumi ogarnie sytuację z jaką ją zostawił, choć w gruncie rzeczy, nie zamierzał wymagać od niej, aby marnowała czasu na przekonywanie kogoś, kto uparcie będzie trwał przy swoim. Strach był potężnym orężem i jeżeli w tym przypadku, to on był głównym prowodyrem działań, nie mogliśmy oczekiwać z jego strony współpracy. A na siłę nikt tutaj nikogo ciągnąć nie zamierzał. Najważniejsza była przede wszystkim mobilność grupy.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 329
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 18 maja 2018, o 09:11

Ratowanie tych ludzi nie było rozsądne. Nie było mądre. Nie było nawet naturalne. Wepchnięty w serce terenu przeciwników, z Uchihą przy boku, który przecież był jego największym wrogiem i z dziewczyną, która uważała go za potwora. Co on tutaj właściwie robił..? Gdzie zgubił po drodze chłodną logikę i sens? Musiało być naprawdę warto. Musiało być naprawdę cholernie warto, by ryzykować tak wiele tylko po to, żeby zagonić bezrozumne stado owiec na statek. Niczym Noe, który gromadził gatunki na szalupie, by ochronić je przed utonięciem, tak oni wzywali ludzi, by uchronić ich przed spopieleniem. Apokalipsa? Ragnarok? Nic z tych rzeczy. To nie bogowie zstąpili z niebios, to nie Amaterasu wypalała ziemię i nie Watatsumi zalewał wodami ulice Kami no Hikage. Robił to człowiek.
Jeśli krwawi - to znaczy, że można to zabić.
I tak samo można by było zabić tych maluczkich, kręcących się pod nogami, a jednak z jakiegoś powodu tego nie robił. Z jakiegoś powodu wskazywał Akiemu i Inoshi odpowiedni kierunek, z jakiegoś powodu latał z nimi od domu do domu, pomagał otwierać drzwi, usuwać przeszkody. I obserwował. Dla tych owieczek to rzeczywiście musiał być koniec świata, a dla niego? Dla niego to była misja jak każda inna. O tyle niebezpieczniejsza, że miel do czynienia z liderami klanów i osobistościami, z którymi nawet ich połączone siły nie mogły się najwyraźniej równać, skoro wszyscy się rozdzielili i nikt nie próbował się przeciwstawić. Zadanie nigdy nie równało się zadaniu, a płaca za wykonywaną robotę nigdy nie była identyczna do drugiej. Przecież mógł robić wszystko, prawda? Powtarzał tyle razy, że żadna praca nie hańbi. I rzeczywiście - nie hańbiła. Kiedy nie posiadało się honoru, mało co było cię w stanie zhańbić. Tutaj nie obiecywali worka brzęczących monet.
Ewakuacja rzeczywiście przebiegała dość sprawnie. Mimo obaw nie napotkali na żaden opór, a jedynym ich problemem byli ludzie, których należało pokierować albo zatrzymać i samemu odprowadzić w wypadku tych słabszych tudzież rannych. Shikarui pożyczył sobie przy pierwszej lepszej okazji jakiś fragment materiału, czy to z truchła czy to z jakiegoś domu, żeby zasłonić swoją twarz od nosa w dół. Pod warunkiem, że nie był to zakrwawiony materiał, rzecz jasna. Nie potrzebowal rozgłosu i nie chciał go. Nie życzył sobie, żeby potem pierwszy lepszy przechodzeń wskazał go kiedyś palcem i powiedział: o, to ten chłopak, który pomógł mi opuścić miasto..! Dlatego też na miarę możliwości znikał z drogi ludzi i pozostawiał ich Akiemu i Inoshi. Starał się w tym czasie przerobić jak najwięcej informacji o ich otoczeniu, by nic ich nie zaskoczyło. Odwrócił spojrzenie w kierunku Muru, by zorientować się, co robią tam Shiro ryu. Stabilizująca się, zbierana chakra? Czyżby próbowali wysadzić mur? Mur to pół biedy. Tragedią będzie, jeśli spróbują wysadzić bramę. W dodatku z północy nadciągali kolejny. Jeszcze jacyś z zachodu. Powoli, pomalutku, zaczynali być otaczani. Zegar tykał.
Shikarui pomknął w kierunku Inoshi, schodząc z drogi mężczyźnie z głową jakiegoś bardzo martwego trupa (może posłuży jego dzieciom jako piłka?) i wymówił imię Akiego, kiwając w jego kierunku głową, by dać znać, aby również podszedł. Czas dla drużyny, innymi słowy.
- Z północy nadciąga parę oddziałów Shiro ryu. Po dwie, trzy osoby, ale ich liczebność wykracza poza pojedyncze jednostki. Na murze pojawił się oddział Shiro ryu. Prawdopodobnie się regenerują. Mogą zaatakować ludzi koło bramy. Dodatkowo w naszym kierunku nadciąga trójka Smoków. - Czarnowłosy uniósł rękę i wskazał jej kierunek. Konkretniej - wskazał jej Kenshiego. - Przekaż tę informację drugiej grupie. - Odwrócił spojrzenie karminowych oczu na Akiego. - Wskaż ludziom drogę, dołącz potem do mnie. - Uniósł rękę i znów wskazał kierunek. - Stamtąd nadciąga oddział. 100, 120 metrów. Zatrzymamy ich. - Nie czekał na ich odpowiedź, sprzeciw, brak odpowiedzi, "okej" czy "pocałuj mnie w dupę". Tak samo jak nie zamierzał wspominać o ludziach uwięzionych we własnych domach. Niepotrzebna strata czasu, kiedy dojście do nich blokowane było gruzem. Nie można uratować wszystkich, czyż nie? Shikarui był na tyle wyrachowany, że robienie takich poświęceń było tak samo proste jak oddychanie. Gdyby o tym powiedział - pojawiłyby się głosy sprzeciwu. Inoshi, która zaczęła działać, znów zaczęłaby dostawać spazm histerii i wątpliwości. Przede wszystkim - nie miał już do tego cierpliwości.
Wskoczył na dach budynku, ten po lewej stronie (sugerując się stricte pozycją mapy), czyli od strony, z której nadchodził oddział. Zamierzał zakraść się tak, by zmniejszyć odległość między sobą a mężczyzną do 20 metrów. Nie ważne, czy górą czy dołem. Przynajmniej w miarę możliwości. To umiejscowienie miało jednocześnie zwrócić ewentualną uwagę Smoków na niego i zaprzestać ich marsz w kierunku ludzi, których odprowadzali. Biorąc pod uwagę, jak się ślamazolił i nie wydawał przy tym niczym zainteresowany - nie wydawało się to wyzwaniem. Jeśli jednak Shikarui widział, że nie jest to możliwe, ponieważ podążająca za nim dwójka mogłaby go zauważyć, zrezygnował ze zmniejszania odległości aż tak. Tak czy siak - przymierzył się. Wziął głęboki oddech, dobierając sobie najlepsze stanowisko strzeleckie, jak to zostało już powiedziane i wypuścił strzałę. Biorąc pod uwagę wiatr, tempo poruszania się celu. Mierzył w głowę. One shot one kill jak to mówi pewna słynna... snajperka. Co do ludzi i przepływu informacji zaufał tamtej dwójce. A ci ludzie w piwnicach domu..?
Byli poświęceniem, na które Shikarui był gotów.
No co? Nie da się ocalić wszystkich.
Może będą mieli na tyle farta, że przeżyją do momentu rozprawienia się z trójką Smoków i uda się ich ocalić. Szczęście głupiego - zakłady zaczynamy przyjmować w tym momencie.
W zależności od tego, jak wyszedł strzał, tak i zachował się Shikarui. Zamierzał zmienić swoją pozycję i dać rurę w długą, jeśli strzały chybiły. Bo po pierwszej wypuścił od razu drugą, by mieć pewność, że trafi. Jeśli tak się nie stało - zmienił pozycję dbając o to, by znaleźli się w miejscu, które wskazał Akiemu palcem. Zamierzał szukać kolejnych możliwości do oddania strzału. Jeśli jednak jego strzały trafiły w mężczyznę niosącego głowę - wtedy natychmiast obrócił się w kierunku tamtej dwójki i wymierzył w nich.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 18 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 690
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 18 maja 2018, o 12:55

Mapa która obrazuje mniej-więcej co chcemy zrobić.
Spoiler: pokaż
Obrazek

Zaiste trudną rzeczą było dla Akiego nie czuć nienawiści do kogoś, kto bezpośrednio przyczynił się do śmierci jego ojca. Fakt, brzydził się klanem Senjuu i nawet najlepszy, najbardziej wymyślny plan nazwałby idiotycznym. Na przekór, by wkurzyć mokutoniarzy. Choć wojna skończyła się już parę lat temu, on dalej nosił ją w sercu. Jednak teraz, tocząc walkę w Sercu Świata, nie było czasu na rozpamiętywanie dawnych bitew. Teraz brali udział w walce o przetrwanie, o uratowanie dziesiątek, a może nawet setek istnień. Nie miało znaczenia, czy plan liderów był słuszny, czy też pozbawiony najmniejszego sensu, musieli go wykonywać. Nikt z Shinobi zapewne nie znał się na żegludze, potrzebowali więc do tego cywili. Tak przynajmniej próbował to sobie wyjaśniać brunet, dla którego cała ta akcja mijała się trochę z celem. Gdzieś w końcu będzie trzeba rozmieścić uchodźców z Kami no Hikage, a przyzwyczajeni do życia w luksusie mieszkańcy mogli mieć spory problem z przystosowaniem się do surowych warunków panujących na kontynencie. Otoczeni z wszystkich stron oceanami, nie mieli pojęcia o niebezpieczeństwach tego świata. Żyjąc w ułudzie, pozwolili się wziać z zaskoczenia, a teraz płacili za to tym, co mieli najcenniejsze. Życiem.
Jasnym było, że nie mieli zbyt dużo czasu. Shikarui, znajdujący się w dobrym punkcie obserwacyjnym, wyraźnie widział nadchodzące zagrożenie. To, czarnowłosy przekazał drużynie, nie napawało optymizmem. Oddziały nadchodziły zarówno od połnocy, jak i od strony muru. Zagrożenie rosło z każdą kolejną sekundą.
- Jeżeli to prawda i przystopowali, to mamy chwilę na ewakuację cywili. - odpowiedział Shikiemu. - Ale nie mamy pewności ile to potrwa. Jeżeli odstawimy ich do bramy, a oni wtedy zaatakują... - znajdywali się w sytuacji bez żadnego sensownego wyjścia. Pomimo znakomitego rekonesansu, nie wiedzieli nic. Było zbyt dużo niewiadomych, a nie mogli tracić czasu na przyglądanie się dość powolnym ruchom Shiro Ryu.
- Ludzie, słuchać! - wrzasnął do tłumu, który zdążyli już ewakuować z domu. - Przede wszystkim zachować spokój! Nie ma nic gorszego w takich sytuacjach, niż panika wśród tłumu! Niektórzy z was może widzieli, co się stało przy pałacu. To nie może się powtóryć! Dlatego, bez względu na to co by się stało, niech nikt nie próbuje oddalać się od grupy! To pewna śmierć! - był pewny siebie, starał się stwarzać pozory, jakby wiedział co robi. Tak naprawdę nie miał pojęcia, co się może stać za parę minut. - Ruszać w kierunku Portu Północnego, już! Ale pod żadnym pozorem nie zbliżać się do murów, ani tym bardziej do bramy! Macie poczekać na resztę! - nie miał zamiaru mówić im o tym, że od pleców zmierza na nich oddział morderców, ani tym bardziej o tym, że na murze mogą regenerować się członkowie zakonu. Takie informacje mogłyby wywołać popłoch wśród przestraszonych ludzi, a tego z pewnością nikt nie chciał.
Wyprawił więc wszystkich uciekinierów, oddając ich pod opiekę Inoshi. Od teraz to blondynka była pasterzem, ona miała zadbać, aby owieczkom nie stała się krzywda. Teraz musiała przegrupować uchodźców i jednocześnie zdecydować, co zrobi z domem położnym niedaleko bramy. Dom, przy którym początkowo znajdował się Sanada, został już raczej spisany na straty. Oddziały wroga były zbyt blisko, aby zaryzykować wejście do płonącego domu w poszukiwaniu zaginionych duszyczek. Aka miał, przynajmniej w tym przypadku, nieco podobne podejście do Shikaruia. Nie można było ratować ludzkiego życia, jeżeli nie miało się pewności, że samemu się nie ucierpi. To podstawowa zasada każdego ratownika. Nawet ktoś taki tak Uchiha, który pragnął uratować każde istnienie, musiał pogodzić się z pewnymi stratami. Jeżeli ktoś na własną prośbę zamknął się w domu i pomimo trawiącego go ognia nie chciał wyjść ze środka, to cóż mógł począć niewielki oddział nastolatków? Tym bardziej, że na głowie mieli większe problemy. Oto Shiro Ryu nadchodziło, a wraz z nimi - śmierć.
Nie zwlekał już dłużej - ruszył do pomocy swojemu towarzyszowi, łucznikowi. W pojedynkę Sanada mógł mieć problemy z zatrzymaniem całego oddziału. A gdyby czwórka Shiro Ryu napotkała cywili... wolał nawet o tym nie myśleć. Jasnym i oczywistym było to, że musieli ich powstrzymać. Pełną prędkością ruszył w kierunku, z którego miał nadchodzić oddział dowodzony przez mężczyznę z włócznią. Sharinganowiec, o ile to było możliwe, starał się zająć pozycję na jednym z dachów, zachodząc zwyrodnialców od flanki. Miał nadzieję, że nie będzie to większym problemem, biorąc pod uwagę, że Shikarui postanowił zwrócić na siebie uwagę całej grupki. Aka jednak, w przeciwieństwie do jego kolegi, nie zaatakował gościa wysuniętego najbardziej wprzód. Miał nieco inne plany. Bez znaczenia, czy jego kompan trafił ze strzały, czy też chybił, Aka zdecydował się na stworzenie śmiertelnej pułapki na trójkę oddaloną od ich dowódcy(?). Ominął więc mężczyznę z kobiecą głową, pozostawiając go Shikaruiowi.
Gdy tylko znalazł się na dogodnej pozycji zaatakował natychmiastowo, nie dając swoim wrogom czasu na reakcję. Chciał ich dorwać na zakręcie - dzięki czemu nie dałby im możliwości uniknięcia ataku. Zapędzeni w róg, byliby pozbawieni możliwości zareagowania. Technika, której użył, była zabójczo szybka. Wystarczyła jedna pieczęć, a wokół jego ciała pojawiły się płomienie, które z ogromną prędkością ruszyły w kierunku trójki wrogów. Hibashiri otoczyło wrogów okręgiem z ogromnych, kilkumetrowych płomieni. Ucieczka wydawała się niemożliwa, tym bardziej, że Aka nie zamierzał ich tylko uwięzić. Korzystając z możliwości techniki, zaatakował zakonników płomieniami, chcąc zakończyć ich żywot. O ile w ogóle jeszcze żyli.

Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 164
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 18 maja 2018, o 20:43

- Rok 384 - Zima -


" Każdy zasługuje na ratunek... "
Obrazek

Rozkazy wydane przez Shikaruia dotarły do Yamanaki jak i do Akiego, wszystko działo się tak szybko a Inoshi skupiła na zbieraniu tłumu podczas gdy Aka sprawdzał czy w budynkach nie ma już ludzi. Po kilkudziesięciu minutach podczas gdy Shiki obserwował ulice, blondynce i Akiemu udało się zgromadzić i pobieżnie uspokoić grupę ludzi którą zaczęli zbierać w dolnej części dzielnicy. Dołączył do nich dowódca który dzięki swojemu wzrokowi wypatrzył nieco więcej niż pozwalał dostrzec sensor dziewczyny. Informacje które przekazał nie tyle, że ją zaskoczyły, napawały ją lękiem bo w tej chwili zdała sobie sprawę z tego, że gdziekolwiek nie pójdą i tak są otoczeni a idąca do tej pory, jak na manewry przeprowadzane w mieście ogarniętym wojną, ewakuacja na pewno, bez żadnych wątpliwości ulegnie komplikacjom. - Czy to prawda? C-czy oni nas otaczają? Są też na murach? - Rzucała do siebie w myślach, nie wiedziała nawet co ma myśleć w tej chwili, plac prawdopodobnie stracony, ulica otoczona a inne? W innych nie może być lepiej. Jakie szanse na przeżycie mają faktycznie shinobi z dzielnicy rzemieślniczej? Zdania skierowane szczególnie do niej, specjalnie do niej wydawały się być tak głośne jednak zarazem były tak odległe, w tym tłumie w tym chaosie gdzieś niknęły. Mimo to zrozumiała to czego od niej wymagano. Czy to dobre słowo? Liczono na nią, że zrobi to co należy i zapewni innym dodatkowe wsparcie, jak jednak ma to zrobić? odległość dzieląca ich od drugiej grupy mimo, że niewielka to w chaosie panującym na ulicach wydaje się ogromna, zabłąkana strzała lub chwila nieuwagi i każdego może spotkać śmierć.

Słowa wypowiedziane przez Uchihę do tłumu były faktycznie... Jedynym co mieli. Widok wszystkich tych ludzi nie był prosty do przełknięcia, część rannych mających na sobie ostatnie koszule, niosących, w tej chwili wszystko to co mieli. Każdy był równy i biedny w końcu co pozostanie z Kami no Hikage po tym wszystkim? Blondynka wyczuwała różne skupiska chakry z północy, cała ta masa była trudna do rozróżnienia, szczególnie, że część z nich była słaba a inne wręcz znikały, mogło to oznaczać kilka zdarzeń które mogły nastąpić, chociaż najbardziej prawdopodobnym była po prostu zbliżająca się chmara ludzi. Jednak regularnie niknące źródła chakry oznaczają, że dochodzi tam do czegoś złowieszczego. Wykrywanie chakry potrafiło być męczące i takie też było dla małej Yamanaki, czy mogła jednak pozwolić sobie by je w tej chwili odczuwać? Nie, jeszcze zbyt wcześniej, dużo za wcześnie, w tej chwili adrenalina i nerwy cały czas ją trzymają, pozwalają działać i dodają odwagi.

" Współpraca jedyną nadzieją? "

Wszystko co odbywało się na ulicach miasta działo się niezwykle dynamicznie przez co minuty wydawały się krótsze, jakby ktoś majstrował przy światowym zegarku który nagle zaczął przyśpieszać... Wszystko co może pójść nie tak ostatecznie... Staje się rzeczywistością. Wszelkie informacje przekazane przez Shikaruia i kolejne ruchy które wykonał Aka pozostawiły Inoshi samą z całym ogromnym problemem w postaci tłumu ludzi któremu nie brakowało wiele do rozbiegnięcia się. Wszyscy się bali a ona? Bała się pewnie bardziej niż nie jeden z nich, mimo to... Musiała udawać, że tak nie jest, jak w końcu zapanować nad tłumem jeśli samemu się panikuje? Siła i odwaga? Czy to przymiotniki którymi można opisać małą Yamanakę? W żadnym wypadku, oszustwo i podstęp były jej bliższe jednak jasnym już było, że od samego rana, od tygodnia i od... Zawsze, że w tym też jest marna, pozostało jej więc najprostsze, beznadziejne i bezużyteczne zadanie a przynajmniej tak przez innych zostanie zapamiętana jej rola w tym wszystkim. - Co w ten sposób udowodnię? - Zastanawiała się, czy to uczyni ją lepszą w oczach innych? Wiedziała, że nie - To tylko kolejne zadanie... Przydzielane komuś kto nie może się wcale przydać ale... Faktycznie inaczej się nie przydam - Wzięła głęboki oddech zerkając po zgromadzonych w tłumie osobach, już chciała coś do nich powiedzieć jednak przeszkodził jej wybuch w pobliskim budynku i w kolejnym parę metrów dalej, zlękła się go, podskoczyła przez chwilę wpatrując się w to co po nim zostało, potrząsnęła w jednej chwili głową i szybko jednak zaczęła krzyczeć do ludzi widząc, że zaczynają panikować - Zostańcie na miejscu! Razem mamy szansę się stąd wydostać, tylko razem w jednej grupie, samotnie sobie nikt nie poradzi, ani wy ani ja! Posłuchajcie mnie! - Była mała, prawdopodobnie wielu jej nie zobaczyło, ale na pewno ją usłyszeli, wykrzykiwane przez nią słowa skierowane były nie bezpośrednio w ludzi a bardziej w górę tak by dźwięk miał możliwość rozejścia się. Krzyczała najgłośniej jak tylko potrafiła chcąc zwrócić ich uwagę. - Potrzebuję waszej pomocy - Zaczęła rozglądać się po zgromadzonych osobach w tłumie na początku, starała się dojrzeć kogoś kto wygląda najbardziej ufnie i nie jest ranny. Taki był jej cel, mimo to widok tylu rannych z ostatnim dobytkiem na plecach niemal doprowadzał ją do łez. Gdy już wypatrzyła kilka takich osób nie zastanawiała się. Wskazała na nie bezpośrednio palcem, każdego z osobna - Jak się nazywacie? - a po zadaniu pytania zaczęła rozdysponowywać zadania - Musimy działać jako drużyna, sama sobie z tym nie poradzę! - Wskazała na dom w którym coś wybuchło. - Ktoś tam może być, musimy ich uratować, słyszycie? Ktoś tam jest, musimy coś zrobić, pomyślcie czy chcielibyście sami zostać tak pozostawieni jak ci nieszczęśnicy, pomóżcie mi! - Zaczęła dyszeć, krzyczenie najgłośniej jak tylko ten głosik potrafił było naprawdę wyczerpujące - Wskazała kolejną osobę - Ulicę dalej jest kolejna grupa i inni ocaleni, wypatruj ich, musimy się z nimi połączyć, będziesz naszymi oczami. Niech nikt nie panikuje, tak mamy większe szanse! - Spojrzała na zniszczony budynek za swoimi plecami zastanawiając się czy faktycznie powinna tak zrobić... Czy ma to sens, ryzykować życiem wszystkich by uratować kogoś... Jedną osobę, a co jeśli... A co jeśli los się odwdzięczy i uratuje jej rodziców? Los jednak... jest nieprzewidywalny - Chciałabym w to wierzyć... - Pomyślała spuszczając początkowo głowę na chwilę w dół z wyraźnym smutkiem wymalowanym na ustach. Zwróciła się w kierunku bramy i muru, wykrywana stamtąd chakra niepokoiła ją, szczególnie po tym co powiedział Jugo, nie wiedziała czego się spodziewać, może nawet objęć Thanatosa jednak... Nie była gotowa. - Ja-ja... Przywołam teraz do nas drugą grupę, obserwuj ich ulicę, powinni stamtąd nadejść! - Wykrzyczała w kierunku wystawionej czujki. - Muszę się teraz skupić, pomóżcie mi i-i nie róbcie nic głupiego... - Powiedziała nieco ciszej do ludzi którzy byli blisko. - To wszystko... To nie ja, nie ja. - Spojrzała po ludziach i jeśli jeszcze nie ruszyli to zagoniła ich do tego, by zaczęli wykonywać jej polecenia, w końcu ktoś musi je wydawać a ktoś wykonywać.

" Ryzyko, czy jest tego warte? "

Kolejną czynnością jaką wykonała było złożenie pieczęci barana. - D-dobrze... Dobrze, spokojnie, tak jak pokazywał Shotaro... Jak pokazywał - Przypomniała sobie co jeszcze przed chwilą przekazał jej Shikarui prawdopodobnie teraz szykujący się do walki ze smokami. Spojrzała w kierunku wskazanym jej przez niego i zaczęła skupiać się na wykrywaniu chakry dochodzącej z tamtego miejsca. Zamknęła oczy starając się " Zobaczyć " jasno i klarownie źródło chakry Kenshiego, mimo, że nie miała z nim dużej styczności powinna wystarczająco wyróżniać się od chakry cywili zważając też na to, że przechadzali się razem przez dzielnicę rzemieślniczą i mimo pobieżnego kontaktu powinna być w stanie nieco łatwiej ją rozpoznać. Gdy dostrzegła jego i drugie skupisko chakry, wyraźnie mniejsze, prawdopodobnie należące do innego człowieka zdecydowała się zaryzykować, zacisnęła mocno oczy i zaczęła wykonywać jutsu - Terepashī Sanchū! - Postarała się uspokoić swój oddech i zwolnić rytm serca by osiągnąć pewnego rodzaju harmonię co w tym otoczeniu i tej sytuacji było wystarczająco trudne. Zważywszy na to, że również się bała, w tej chwili była niemal bezbronna.- Skup się Inoshi... Skup się... -

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Podczas przesyłania skupiła się najmocniej jak tylko potrafiła, była zdeterminowana by wysłać wiadomość w kierunku przywódcy drugiej grupy. - Dalej, dalej... - Pośpieszała się jak tylko mogła, nawet i na głos, pozbawiała się niemal wszelkich bodźców by przesłać tę pełną wiadomość do celu. - Uda się... Uda się... UDA SIĘ! - Nie była ona krótka więc mogło to potrwać. Mimo to nie przerywała pieczęci czekając na odpowiedź Kenshiego w końcu póki pozostawała z nim w połączeniu on też mógł jej odpowiedzieć, może i rozpaczliwie ale czekała na odpowiedź, liczyła, że przybędzie i wolała o tym wiedzieć jak najszybciej, w końcu od tego zależało życie wszystkich, każdego z nich.

Jeśli jej wiadomość dotarła do Kenshiego i otrzymała odpowiedź to zdecydowała się dowiedzieć jak wygląda obecna sytuacja rozglądając się zarówno przy pomocy sensora jak i pobieżnie przeglądając pole normalnie wzrokiem. Interesowały ją losy domu w którym nastąpił wybuch jeszcze przed chwilą, czy osoba w środku została uratowana przez ludzi, czy chociaż próbowali. Jeśli nie to sprawdza czy wciąż można wyczuć stamtąd chakrę. Jeśli tak to sprawdza w jakim stanie jest ta osoba zerkając co i rusz w stronę drugiej części ulicy z której potencjalnie mieliby nadejść kolejni ludzie.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- D - Leśne zwyczaje - Koseki Tamiko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1912
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 18 maja 2018, o 23:30

Trzeba przyznać, że podejście ciemnowłosego (Kenshiego) robiło wrażenie na Keiu, w końcu niewielu było ludzi, którzy byli skłonni oddać życie na sprawę. Nie zmienia to jednak tego, że chłopak niespecjalnie czuł się zmotywowany jego słowami. Właściwie stwierdzenie "by moja ofiara nie poszła na darmo" można interpretować, że mamy po prostu przeżyć, czy w takim razie najlepiej nie byłoby uciec? - Przeleciała brunetowi przez głowę taka myśl. Wiedział jednak że tamten kierował się inną ideą, a ponadto chłopak nie planował się wycofywać z tego za co już się zabrał, tym bardziej jeśli wiązało się to z oddaleniem się od wsparcia, które raczej całkiem dobrze radziło sobie w walce. Cóż tak myślał zwłaszcza o Megumi, którą widział w akcji podczas walki finałowej w turnieju.
Przechodząc jednak do kwestii ratowania i eskortowania cywili, to Kei skierował się do wyznaczonego budynku z wiedzą, iż poszukuje tylko jednej przebywającej tam osoby. Liczył na względnie łatwą robotę, ewentualnie z lekkim szarpaniem się. Niestety to co zastał dość znacznie mijało się z jego oczekiwaniami. Mianowicie drzwi do niegdyś całkiem przyzwoitego domy zostały połamane za pomocą buzdyganu, czy czegoś innego. Ta, nie zapowiadało się ciekawie, lecz przy zachowaniu najwyższej czujności wszedł do środka. Parę kroków dalej dostrzegł czyjeś ciało. Taki widok z pewnością nie napełnił go optymizmem, a wręcz przeciwnie. Jedynym szczegółem dzięki któremu, mógł choć trochę odetchnąć było to, że przed nim nie spoczywał cywil, a jeden z tych Shiro-Ryu. Heh, czyli pod samymi murami też się panoszą. Skoro tu wlazł, to nawet jeśli nie kręci się tu drug, to zapewne niedoszła ofiara miło mnie nie przywita. - Westchnął w myślach. Niezbyt zadowolony takimi myślami ostrożnie wszedł na schody, po czym postarał się jak najciszej wejść na piętro. Może i skradanie się było zbędne, lecz wolał nie przyciągać niczyjej uwagi, póki sam nie zlokalizuje "celu" skoro już znajdował się w środku. W końcu jeśli zostałby zaatakowany w wyniku samoobrony, to nie byłoby zbyt przyjemnie, zwłaszcza skoro ten cywil miał umiejętności by ściąć Shiro-Ryu. W między czasie z prawej kabury wyciągnął 2 kunaie i jednego z nich przełożył do lewej ręki. Cóż zawsze lepiej przygotować się na najgorsze. Nieśpiesznie i zachowując czujność podszedł do drzwi, upewniając się wcześniej, że to właśnie za nimi przebywa poszukiwana osoba. Mimo iż nie bardzo miał na to ochotę otworzył je, a te jak na złość za skrzypiały tak, że dźwięk chyba rozniósł się w całym domu. Czując już że nie ma wyboru szybko otworzył je na oścież i ostrożnie zajrzał do środka. Cóż dźwiękiem i tak ostrzegł już osobę w środku, więc i sam musiał rozeznać się w sytuacji. Niestety, to co zastał ponownie rozminęło się z jego oczekiwaniami. Cała podłoga była zalana jakimś czerwonym płynem, lecz Kei nie potrzebował nawet chwili, by domyśleć się jakim, zwłaszcza że wszędzie walały się też kawałki czyjegoś ciała. Naturalnie chłopak dostrzegł też sprawcę tego rozgardiaszu. W sumie to na sam jego widok aż włos się jeżył, w końcu był Shiro-Ryu i to cały w nie swojej krwi, lecz chłopak starał się zachować spokój. To chyba jakieś jaja.- Skomentował krótko w myślach. Natychmiast rzuca z pełną siłą kunaiem z prawej ręki celując w głowę przeciwnika, gdy ten miał jeszcze ograniczone możliwości ruchu. Chciał by ostrze przeszyło głowę wroga tuż nad nosem. Cóż najlepiej byłoby zdjąć przeciwnika nim ten jeszcze wstanie na nogi, pytanie tylko, czy chłopak miał tyle szczęścia. Jeśli oponent uniknie, odbije lecące ostrze lub też te nie zada mu większych obrażeń pozostaje przejść do drastyczniejszych działań. Nie oddalając się na więcej niż 5 metrów a jednocześnie starając się trzymać poza zasięgiem przeciwnika prawą ręką przy swej twarz składa pół pieczęci barana, po czym wypuszcza z ust chmarę igieł. Rękę ma tak umiejscowią by samym się nie zranić tym jutsu, a celuje głównie w górne partie przeciwnika, przede wszystkim w głowę i szyję. Naturalnie był przygotowany, że i to może nie zadziałać, a przeciwnik zaatakuje go swoim mieczem. Cóż naturalnie będzie starać się utrzymać dystans, jednakże gdyby się nie udało, to przy pomocy kunaia w lewej ręce spróbuje sparować cięcia i zbić pchnięcia. w razie gdyby wróg chciał użyć jakiegoś jutsu lub rzucić bronią to odskoczy lub schowa się za ścianą, w końcu nie wchodził do tego pomieszczenia, a tylko zaglądał. Naturalnie podczas swych działań starał się być ostrożny i uważny, zważał też na swoje otoczenie, w końcu np. nie chciał przez przypadek zlecieć ze schodów.
W razie gdyby udało się pokonać oponenta zachowując czujność wróci do reszty i spyta Megumi o kolejny dom oraz uda się po cywili, o ile nie będzie ku temu przeciwwskazań. Jeśli poproszą go o wyjaśnienia, to złoży krótki raport co do tego co zastał.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 19 maja 2018, o 00:03

Megumi przedstawiła się i powiedziała troszkę o sobie, magnetyczny koleś który dowodził wojował na bliskim dystansie, a tamten drugi na średnim. Podświadomie czuła że to ten 1 jest silniejszy. Przemowa którą uraczył ich dowodzący ich trójki była... całkiem znośna i pokrzepiająca. No bo z jednej pełna pokory, z drugiej pokazująca dobre intencje. Nie wyczuła w niej przekłamań, więc możliwe iż tego człowiek serio jest gotowy ryzykować własnym życiem aby walczyć za ludzi, który zresztą nawet nie zna. Godne szacunku, bez dwój zdań. Otrzymała swoje zadanie, więc ruszyła je wykonać. Nieświadoma że naraziła na niebezpieczeństwo najsłabszego z ich drużyny podeszła do budynku. A jakie niebezpieczeństwo? A no wychodzi na to że gość dostał parszywy budynek, pełen trupów, i z psychopatą w środku który morduje jak leci kogo popadnie. No cóż jak by umierał to poczuje że czakra znika, na razie nie miała żadnych podejrzeń by sądzić że ktoś wewnątrz budynku jest niebezpieczny. Szef, dostał za to budynek w którym to był związany mężczyzna, czy da się prościej? A jej w losowaniu przypadł dom, pełen dziwaków. Mężczyzna na jej próbę pomocy reaguje agresją. Przez ułamek sekundy rozważała czy jest wstanie pociąć te drzwi żeby dostać się do środka, w teorii jest to nawet możliwe, ale z drugiej kusznik, czy tam łucznik we wnętrzu nie budził zbytniego zaufania. Strzała w brzuch podczas próby pomocy, nie była czymś pożądanym. NA szczęście jej szef przyśpieszył jej z pomocą, wykrzyczał żeby się zbierali, bo inaczej źle skończą. Dziewczyna sama również postanowiła popracować: Jestem Megumi Ishida, zdobywczyni 2 miejsca w turnieju dla początkujących shinobich. Nie przyszłam zrobić ci krzywdy tylko pomóc. Wspomagam ewakuację z miasta, już tutaj nikogo nie ma, więc nikt nie zszabruje twoich dóbr. Na pewno, albo będą na ciebie tutaj czekać, albo pogromu dokonają opętani wojownicy. Ale oni raczej mordują, a nie niszczą dobytek. Do tego zaraz pożar i ogień walki dotrą do tego miejsca i faktycznie źle skończysz. Ale nie chcesz twoja strata. Odrzekła odchodząc od domu na kilka kroków, już miała szukać kolejnego, aż wyczuła coś swoją zdolnością. Zastygła w bezruchu. Na północy działo się coś złego, chyba zabijano ludzi. A z spraw bliżej bohaterki to naglę na murach pojawiły się źródła czakry. Na murach pojawiają się rosnące źródła czakry! Wrzasnęła nie do końca wiedząc czy to podłożony ładunek czy może fizyczna zasadzka, na shinobich którzy przybyli zapanować nad ucieczką. Odskoczyła od murów obracając się twarzą do nich. Złapała prawą ręką miecz, potężne no-dachi, a drugą przygotowała do jakiś akrobacji, lub technik. Nie wiadomo czy to atak, czy kontynuacja zamachu. Wybuch może zranić odłamkiem, a terroryści możliwe że dojdzie do star. Miała nadzieje że jej przekaz będzie czytelne. Nie da się zastraszyć, ale lepiej nie męczyć ludzi za bardzo. Gotowa do walki zamarła czekając na to co się do niej doczepi.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 356
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 21 maja 2018, o 13:23

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka - czarny
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Shiro-Ryu od Shikarui - niebieski
Zaznaczone domy to te w których wybuchło
Czerwony krąg - technika Akiego
Szare ciemne - Shiro-Ryu na murach.


Grupa I
Sprawa robiła się coraz bardziej skomplikowana i chaotyczna. Pojawiały się kolejne, mniejsze sytuacje i inne czynniki które wymagały wyboru. Także współpracy pomiędzy poszczególnymi członkami grup. Może i dowódcy idąc samotnie w kierunku największego zagrożenia zostawili sześć osób na pastwę losu, ale wiązało się to z zaufaniem do nich wynikającym ze zwykłej konieczności. Albo też z aktu desperacji związanym ze zbyt małą ilością ludzi, na jedno wychodziło. Dlatego też ktoś musiał podejmować decyzję. Shikarui przejęła inicjatywę, przekazawszy swoim kompanom co się dzieje. Faktycznie nadciąganie z północy grup przeciwników którzy byli niewrażliwi na ból było sporym problemem, tym bardziej dla bezpieczeństwa zwykłych ludzi. Inoshi przekazał więc wiadomość do Kenshiego, potencjalnie najpotężniejszej osobie pośród tej szóstki. Jego potrzebują najbardziej? Jedna osoba nie mogła zaradzić wszystkiemu, a dzielnica była bardzo duża. Ale był potrzebny, więc Yamanaka nie wzbraniała się przed użyciem techniki telepatii. W tym czasie Aki podejmował się prób kontrolowania ludzi którzy uciekali przed zagrożeniem. Wskazywanie drogi było bardzo dobrym pomysłem, może ludzie nie wiedzieli jak dojść do portu skoro mieszkali w tym mieście. Ponaglania i krzyki przyniosły skutek. Przy czym ludzie nie zostawiali za sobą nikogo. Starców nosili silniejsi mężczyźni, żeby nie spowalniali pościgu. Ranni czy kalecy także byli dopatrywani przez innych mieszkańców. Wielu z nich miało także swoje pakunki. Zbierali się w jednym miejscu.

Klik.

Krata spadła. Brama zamknęła się, przybijając do ziemi swoją ciężką, metalową konstrukcją i tym samym blokując możliwość ucieczki. Kto? Najprawdopodobniej mężczyźni na szczytach murów, z czego jeden z nich właśnie trzymał rękę na ogromnej dźwigni połączonej z mechanizmami łańcuchowymi utrzymującymi bramę w górze. Wojownicy w pancerzach Shiro Ryu obudzili się, ich chakra lśniła niczym nowa. Czasu nie wystarczyło by pomóc wszystkim. Kilku wojowników chwyciło za bronie dystansowe i zaczęło strzelać w tłum, z malującą się satysfakcją na ich twarzach. Jak rzucanie kamieniami w mrówki. Duże, uciekające w popłochu i krzyczące w agonii mrówki. Tłum zaczął się rozpraszać we wszystkie strony, jakakolwiek próba organizacji spaliła na panewce. Inoshi także znalazł się na celowniku kilku z łuczników. A Shikarui? Zaatakował Shiro-Ryu. Łukiem, celując w głowę. Nie było jakiegoś czasu dodatkowego, trzeba było działać instynktownie i szybko. Nawet, jeśli oznaczało to poświęcenie kilku ludzi w palących się domach. Nawet, jeśli cywile byli najważniejsi, to ważniejsi byli ci których dało się uratować niepoświęcającając dużych ilości zasobów. Jeden strzał, jeden trup. Tak zwany headshot. Strzała przeszyła czaszkę na wylot, a mężczyzna padł na ziemię martwy. Jego dwójka kompanów wyciągnęła oręż - jeden katanę i mniejsze ostrze, drugi z kolei ciekawą wariację bicza złożonego z metalowej liny i dużej ilości małych ostrzy doczepionych doń na całej długości bicza. Niebezpieczna zabawka. Widząc przeciwnika natychmiast uciekli w bok. Byli sprawni i gotowi do walki, mimo braku czegokolwiek na ich twarzach. Chowając się za polem widzenia Shikarui, unikając strzał. To dało jedynie powód łucznikowi, żeby uciekać w podskokach. A Aki sprytnie powędrował pomiędzy budynkami i wystrzelił strumień chakry ze swojego ciała, który zamknął przeciwników w ognistym więzieniu. Gdyby tylko nie byli niewrażliwi na wszelkiego rodzaju oparzenia, to najpewniej wahaliby się przed wyskoczeniem z kręgu. A tak zrobili to praktycznie natychmiast. Ich pancerze zredukowały ilość poparzeń, a zasłonienie twarzy ręką ograniczyło straty do minimum. Byli gotowi do dalszej walki, z czego ten z długim metalowym biczem wyskoczył w miejscu z którego pochodziła technika, czyli stanął naprzeciwko Akiego. Jego obojętna mina bez jakiegokolwiek wyrazu była, wbrew jakimkolwiek intencjom mężczyzny, nawet przerażająca.

Kei
Tymczasem młody Doko znajdował się w sytuacji chyba najbardziej drastycznej, jaka spotkała do tej pory kogokolwiek z tutaj obecnych. Mimo że już wcześniej przewijały się drastyczne obrazy, pełne śmierci i brutalności wyładowanej na zwłokach, to teraz widok sięgnął epicentrum. Spokojny mężczyzna umazany krwią z poćwiartowanej ofiary. Nie nosił hełmu, jedynie prostą zbroję z jej wszystkimi elementami, w tym napierśnikiem, elementami ochronnymi na rękach i nogach. Jego oczy były wyjątkowo nietypowe, jak gdyby było coś typowego w takiej scenie. Małe paciorki, które nawet się nie ruszały. Utkwione w twarzy nowej ofiary. Ten natychmiast wyrzucił kunaia w kierunku gardła przeciwnika, ale ten wykonał jedno cięcie, po którym ten poleciał w bok i wbił się w ścianę. Było to cięcie szerokie, ale precyzyjne. Na tyle szybkie, że rzucający był ledwo w stanie zobaczyć owy ruch. To zdecydowanie nie był dobry znak. Mężczyzna zaczął powoli iść w kierunku Keia, ale ten miał już gotowe rozwiązanie. Technika tworząca ogromną ilość igieł z ust. Strumień bólu skierowany prosto na przeciwnika. Od najbardziej osłoniętych miejsc igły się odbijały, włącznie z napierśnikiem. Ale twarz była odsłonięta, do czasu osłonięcia się przez Shiro-Ryu ręką, nietrzymającą katany. Idąc tak i przyjmując impet techniki na swoją rękę, nawet na chwilę nie zwolnił. I rzucił swoją kataną w kierunku Keia. Przewidział to i zdążył w ostatniej chwili. Broń mężczyzny poleciała wgłąb korytarza, przez próg pokoju, i wbiła się w drzwi na drugim jej końcu. Doko mógł usłyszeć odgłos wyjmowanego ostrza z pokoju w którym był mężczyzna. I to, że jego kroki robiły się coraz to szybsze.

Reszta Grupy
Kenshi i Megumi

Podczas kiedy jeden z nich właśnie walczył o własne życie, reszta oddziału B wzorowo wywiązywała się z zadania zapewniania ochrony i bezpieczeństwa mieszkańcom. A przynajmniej tej ich części, która jeszcze pozostała przy życiu. Niewiele zostało, zważywszy na to że po ulicy poruszali się jedynie uciekinierzy z głębiej położonych partii miasta. Kenshi spotkawszy na związanego dziadka, natychmiast przystąpił do akcji. Taka osoba w roli szabrownika raczej nie miałaby sensu. Nie może wygrać z własnym krzywym kręgosłupem a co dopiero z potencjalnie uzbrojonymi właścicielami mieszkania. Nie wyglądał na wytrenowanego, zwykłe stare chuchro, w którego oczach jednak czaiły się gigantyczne pokłady gniewu. Nic dziwnego, w obecnej sytuacji tylko iście cnotliwy mnich nie byłby wkurwiony. Odwiązanie mu ust natychmiast wyzwoliło falę przekleństw, poprzedzone jednak jednym, prostym:
- Dziękuję chłopcze. Te skurw... - zaczął, masując swoje wolne i otarte sznurem nadgarstki. Jego niewielkie, błękitne oczka, dokładnie lustrowały stan pomieszczenia i samego wybawiciela, Kenshiego. Był to wzrok typowo cwaniaczy, jak gdyby tylko szukał co by tutaj podwędzić. Co prawda jako potencjalny właściciel tego domu nie miał zamiaru tego robić, ale takie wrażenie dało się odnieść. Dalszy strumień niegrzeczności wymierzony w eter został przerwany przez przedstawiciela Maji, który natychmiast zarządził ucieczkę. Mężczyzna patrzył na niego nieco zszokowany. A także na jego miecz. Naga broń była doskonałym źródłem podbijającą charyzmę dzierżącego przynajmniej o +5. Dlatego też starzec, nie czekając długo i lekko niestabilnym chodem, kiwnął głową i wyszedł z domu. Przynajmniej nie zrobił tego na golasa, ubrany był w nietypowy jednoczęściowy bawełniany kombinezon koloru wściekłego różu, który mógł mu służyć za pidżamę. To, co się działo na zewnątrz, wyraźnie odcisnęło na nim swoje piętno. Widział trupy. Widział krwawe ślady na okolicznych ścianach. Słyszał dalekie wybuchy. Nie był głupi, mimo swojego wieku.
- Ludzie wychodźcie! Zabiją nas tutaj! - krzyknął jak tylko głośno się dało, a było to faktycznie całkiem donośny krzyk. Może i dobrze że to zrobił? Jego może posłuchają bardziej, jako swojego sąsiada? Kilku wyszło, jednak konsekwencje tego były dość brutalne.

Megumi wykonywała swoją część roboty, podchodząc do zabarykadowanego domu. W którym znajdował się ktoś bardzo ceniący swoją prywatność, do tego stopnia że był w stanie strzelić z kuszy w drzwi i otwarcie grozić gościowi. Może nie wiedział o aktualnych wydarzeniach? Ale czegoś musiał się domyślać, skoro podjął taką a nie inną decyzję. Wyjaśnienia dziewczęcia miałyby naprostować tok myślenia, aczkolwiek powoływanie się na swoją sławę i prawie wygrany turniej były nieco dziwnym ruchem. Jak gdyby znaczyć to miało "Spokojnie, jestem sławny. Możecie mi zaufać". Niestety to nie wystarczyło.[/i]
- Koło chuja mi wisi kim jesteś. Paszoł won, zostaniemy tutaj bezpieczni i poczekamy na pomoc. Shiro-Ryu na pewno ma sprawę pod kontrolą. - powiedział mężczyzna z wewnątrz, już nieco spokojniejszym głosem. Z zaznaczonym przerażeniem. Wiara w organizację która dopuściła się tego wszystkiego? Widok tego mężczyzny kiedy dowiaduje się o tym, że to oni są tymi mordercami, byłby naprawdę interesującym materiałem psychologicznym. I wtedy wokoło rozległ się krzyk Kenshiego i jakiegoś starucha, który potwierdził wszystkim jego słowa. Po chwili ciszy i niepewności, a także po kilku dźwiękach odsuwanych mebli i po otwarciu drzwi, oczom Megumi ukazał się krzepki chłop. Oczywiście pierwszym szczegółem była wycelowana w nią kusza z naprawdę niskiego dystansu. Za mężczyzną, w głębi izby, widać było jaką kobietę w wieku na oko podobnym do chłopa, najpewniej jego żonę. Mężczyzna opuścił kuszę.
- Stary Umi... - powiedział mężczyzna, ale nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Bełt wystrzelony od strony murów wbił się mu w gardło. Krzyk kobiety wewnątrz izby wtórował odgłosowi tryskającej krwi i wierzgania się mężczyzny w konwulsjach. wraz z chłopem na zewnątrz wyszło jeszcze kilka osób, które natychmiast znalazły się na celownikach powstałych z murów żołnierzy Shiro-Ryu. Kilku z mieszczan poległo rzecz jasna od razu. Inni nawet nie wyszli z domów widząc śmierć która spotkała ich współziomków. Megumi także znalazł się pod ostrzałem wroga. Góra zapewniała im ogromną taktyczną przewagę. Trójka z przeciwników wycelowała w niego swoje kusze i szykowała się do pociągnięcia za spusty. Niektórzy zaczęli także ostrzeliwać samego Kenshiego jako jednostkę wyjątkowo szybką i wyraźnie próbującą pomóc innym. Starzec w waciaku gwałtownie powrócił do swojego domu, chowając się przed gradem bełtów.


Od teraz 36h dla was. Dla mnie 12h. Trza nadrobić :)
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1589
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Następna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości