[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 13 cze 2018, o 11:23

Wygląda na to, ze główne atrakcje są już za nimi. Zostało tylko dostać się do portu i odpłynąć z tego już zapomnianego przez Bogów miejsca. Ame był dosyć zadowolony z tego co tu się działo. Obłowił się w przydatne przedmioty i nie za bardzo go nic więcej interesowało. Zarówno on jak i Kaito byli względnie bezpieczni, otoczeni przez elitę jednego z klanów. Nikt z tłumu jakoś nie chciał się zemścić za pomyłkową akcje tworzenia dodatkowych miejsc na statku podczas ucieczki. Chyba tylko pojawienie się Hana mogłoby wybić go z rytmu, ale on nawet nie wiedział o istnieniu Hana, wiec było mu to bardzo wszystko jedno. Antykreator to tylko legenda. Wycieczka poruszała się wolno ze względu na ilość cywili a jeszcze bardziej ze względu na ilość rannych cywili. Na szczęście nikt nie wpadł na to żeby się rozdzielić i Ame nie wpadł znów pod komendę Kenty, ani nikt nie kazał mu myśleć samodzielnie, bo co by to było. Mimo wszystko był już zmęczony cala ta akcja. Jego ruchy były widocznie wolniejsze i korzystał z chwili, aby chociaż minimalnie się zregenerować. Również chciał ograniczyć straty do minimum - w swojej energii i ekwipunku. Z jakiegoś powodu Nara wydawał się pokładać jakieś nadzieje w tej zbieraninie. Hozuki nie rozumiał dlaczego, skoro nawalili na całej linii. Jedyne co wychodziło im w miarę dobrze to przekomarzanie się z Kentą, który całkiem zręcznie odpowiedział na obie zaczepki, zarówno Rekina jak i Saburo.
- Ale bym sobie teraz wina chlapnął. - wreszcie zaczynał utożsamiać się ze zbiorowymi pragnieniami tego trio. Ame i tak był w tej chwili po za głównym nurtem wydarzeń i w zasadzie to tylko sobie szedł nie robiąc nikomu krzywdy. Faktycznie mogliby sobie walnąć butelkę. Z drugiej strony na takie okazje jak ta wypadałoby kupić wino za minimum 300 ryo. Wiec 10 butelek na 3. Od czasu do czasu od myśli o trunkach odciągały go przewijające się grupki czy jednostki szabrowników, którzy kasowali wszystko co się dało. Nie licząc tego był kompletnie w swoim świecie, aż do czasu gdy Kenta nie klepnął go w ramie, żeby zwrócić jego uwagę. Do Kaito, Mokuzu i Izanagiego podbiegł jakiś lump, ze względu na obecność brata, Ame odruchowo sięgnął do miecza. Chwile później dostrzegł grupkę, która była obładowana potężnym łupem, który prawie na pewno pochodził z miasta. Tacy jak oni nie przynosili ze sobą nic dobrego, w zasadzie najlepszym co mogli przynieść to wstyd. Czul już na sobie upragnione, morskie, chłodne powietrze, które przepowiadało rychłe opuszczenie tego grajdołka. Wystarczy tylko zając się elementami marginesu. Z drugiej strony to tez są ludzie... cywile... Nara na pewno nie pozwoli ich tak po prostu wybić. Ame miał dosyć złych decyzji i ewentualnej odpowiedzialności, wiec powoli podszedł w kierunku Kaito, tak żeby moc w razie czego zareagować, zaś decyzje w sprawie grupy "uchodźców" zostawi wyżej postawionym.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
Szarak
 
Posty: 243
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 13 cze 2018, o 18:16

Droga, o ile to można powiedzieć mijała spokojnie, oczywiście w miarę możliwości bo ciągle byłem skoncentrowany byśmy nie zostali zaatakowani, więc przy tym co się do tej pory działo teraz było dość spokojnie. Śmigaliśmy sobie osłaniając cywili, na miejscu miały na nas czekać statki, ale ktoś rzucił, co będzie jakby ich nie było, co mnie nieco zastanowiło i chyba będziemy po prostu musieli tam siedzieć i bronić aż... no nie wiem, ktoś wezwie wsparcie czy coś w tym stylu, ale nie ma co teraz rozmyślać nad tym jak dotrzemy to się zastanowimy. Czas w drodze mijał dość szybko, już wyczuwałem morską bryzę przez co można było się spodziewać iż jesteśmy coraz bliżej, nagle usłyszałem jak ktoś do nas od tyłu podbiega, szybko złapałem za miecz o odwróciłem w stronę nadciągającego dźwięku.
- Nie ruszać się!- wyciągnąłem miecz i włączyłem sharingana, uważnie przyglądałem się typkowi który do nas zagadał jednocześnie starając mieć uwagę na tym co się dzieje dookoła czy aby to nie jest jakaś pułapka, nie mogłem inaczej się zachować, nie mogłem mieć żadnej pewności kim oni są oraz jakie mają zamiary, nie wyglądali na ciekawych typków, oczywiście każdy ma prawo wyglądać jak chce ale Ci osobnicy wzbudzali podejrzenia, ale sami na to sobie zapracowali.
Szybko spojrzałem na Mokuzu i Kaito...
- Mokuzu, Kaito niech idzie może po Naokiego lub Hakusei'a, niech ktoś z nich podejmie wobec nich decyzje.- nie spuszczałem cały czas wzroku z mojego celu.
- Co tam masz w tych worach?- zapytałem nieufnie czekając aż ktoś poinformuje ważniejszych ode mnie tutaj, niech oni biorą odpowiedzialność za te osoby które wyglądają niebezpiecznie dla reszty grupy. Przyglądałem się uważnie moimi oczami, otoczeniu dookoła uwzględniając tego typka, nie chciałem robić nie potrzebnego rumoru, ale mimo wszystko to jakoś dziwny ten typek jest i nie chciałbym brać na siebie odpowiedzialności za tą sytuację jeżeli ta osoba zrobi coś złego w grupie cywili, nie wiadomo czy nie zabijał dla dorwania tych rzeczy które ma w worze, zresztą kto wie co on tam ma. Miałem nadzieje że nic się nie stanie i to tylko moja ostrożność,



Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 100%-4%
4% koszt shara

Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 56
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 13 cze 2018, o 20:57

Jak Naoki ustalił tak wszyscy podzielili się na grupy i każdy był zajęty czymś innym. Maszerowali wolnym krokiem do portu ze względu na ludność, którą przewozili na wozach. Trzeba też było wziąć pod uwagę, że część z nich jest ranna i nie mogli się za bardzo wysilać. Tak więc Saburo, Ame i Kenta szli sobie na czele pilnując całej tej gromady i chroniąc ich przed jakimkolwiek zagrożeniem. W międzyczasie Hakusei wraz z Kisho wyruszyli na ptaku przodem aby zorientować się w sytuacji. Wrócili niebawem i coś tam gadali z Narą, ale tym już się nie interesował zbytnio. On po prostu chciał spełnić swoje zadanie i uwolnić się od tych ludzi, bo pilnowanie ich było po dłuższym czasie strasznie upierdliwe. Po drodze napotkali parę grupek bandytów jednak żadna nie odważyła się podejść. Obserwowali tylko z daleka. W sumie nie było co się dziwić. Sama myśl, że ktoś znalazł się na tyle odważny, żeby taką liczbę cywili uratować automatycznie podsuwała przypuszczenia, że shinobi muszą być silni. Zapewne ta myśl ich odstraszała i bali się podjąć jakiekolwiek działania. Kenta jak zwykle musiał walnąć sarkazmem do pytania wyznawcy. Tego człowieka chyba nie dało się po prostu zagiąć. Wydawać się mogło, że na wszystko miał swoją odpowiedź. Chłopak westchnął lekko, a następnie spojrzał na Ame któremu zachciało się wina.
- Ja to bym se chlapnął jakiegoś bandziora.
Po tych słowach na zrządzenie losu nie trzeba było długo czekać. Kenta pacnął go w ramię i pokazał, że jakiś bandyta zbliżył się do wozu. Nie był sam. Było ich czterech o ile nie pochowali się gdzieś jeszcze. Jego pytanie trochę zszokowało, ale nie można było mu ufać. Nikt nie wiedział co mu nagle strzeli do łba i czy nagle nie zaatakuje ludzi. Zresztą dużo bandytów chowało się jeszcze między budynkami obserwując ich. Gdyby przyjęli ich tamci zapewne też by chcieli dołączyć. Oni byli tutaj od ratowania cywili, a nie złodziei.
- No to mam szczęście.
Widząc, że Ame podszedł pod tamtą grupkę sam nie pozostawał w tyle. Poszedł za nim i zbliżył się do nieznanego człowieka.
- Zachciało się rabować i nie ma jak się wydostać co? Dlaczego mielibyśmy wziąć was ze sobą? Bo nie macie jak zabrać tyle łupu ze sobą? Radzę prowadzić szczerą rozmowę.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 146
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Kij na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 14 cze 2018, o 00:41

Naoki wprowadził w tym tłumie i chaosie nieco spokoju i zorganizowania, dlatego mogli wreszcie wyruszyć w kierunku portu. Musieli mieć cały czas oczy i uszy szeroko otwarte, ale nie oszukujmy się, że podczas podróży każdemu zebrało się na jakieś rozmowy, bo ileż można było też siedzieć w grobowej ciszy, wpatrując się w leżące na ziemi trupy. Kaito dostrzegł przeciskającą się przez tłum Ayę, która po chwili dołączyła do niego i Izanagiego, dzieląc się z dwójką młodych shinobi swoimi obawami. I czego by nie chciał powiedzieć niezwykle optymistyczny Rekin, tak musiał przyznać kobiecie, że sam zastanawiał się nad tym, czy wszyscy zmieszczą się na pokładzie i czy w ogóle w porcie trafią na jakieś statki.
- Musimy zaufać Naokiemu. Raczej wie co robi. – Odparł spokojnym tonem, bo nawet jeśli mieli pewne wątpliwości, to cóż więcej mogli uczynić? Obrali najlepszą z możliwych ścieżek, a jeśli nawet napotkają na swej drodze na jakieś problemy, to jakoś sobie poradzą. Skoro dotarli tak daleko, to już nic ich nie zniszczy, prawda? Poza tym przywódca grupy z rodu Nara raczej nie wyglądał na zmartwionego, a to przecież jego plan realizowała cała ekipa ratunkowa.
Czyżby wywołali jednak wilka z lasu? Wtem podeszła do nich bowiem czwórka dość szemranie wyglądających typków… podobno szukali schronienia, ale ich toboły z łupami wskazywały na zgoła inne plany. Hakusei i Naoki chyba ich nie dostrzegli, natomiast młody Hozuki zauważył, że nagłe pojawienie się nieznajomych wywołało w ich szeregach niemałe poruszenie. Niektórzy praktycznie dobywali swego oręża, inni starali się załatwić sprawę polubownie… Izanagi z kolei wymyślił, by posłać Kaito jako posłańca do ich nieoficjalnego przywódcy. Jego propozycja może i nie była wcale zła, a jednak czarnowłosy jakoś puścił ją mimo uszu. Być może z tego względu, że podszedł do niego Ame? Młodszy z rodzeństwa nachylił się nad bratem.
- Przerąbane co? – Westchnął ciężko, bo teraz to nawet i on stracił chęci do jakiekolwiek działania. Po tym wszystkim, co przeszli, jego motywacja chyba nieco siadła… ale nie, nie na tyle, by miał się teraz poddawać. Co to, to nie. Może i był zmęczony, ale nadal pobudził do pracy zwoje mózgowe, a także napiął mięśnie, jakby przygotowując je na ten znacznie gorszy scenariusz.
- Mam pomysł. – Znów szepnął niebieskowłosemu na ucho tak, by tylko on usłyszał te słowa. Kaito zbadał wzrokiem tych niegodziwców od stóp do głów. Ciekawe czy jednak przyjdzie im jeszcze stoczyć jakiś pojedynek. Chociaż do mordobicia jakoś nie było mu śpieszno. Poza tym… czy ci szubrawcy nie byliby głupi, gdyby zdecydowali się na atak? Grupa ewakuacyjna miała jednak przewagę liczebną, i to nawet odliczając rannych Mokuzu i Izanagiego.
- Ratujemy ludzi, nie cyferki na banknotach. – Przemówił wreszcie pewnym i spokojnym tonem, koncentrując swe spojrzenie na jednym z nieznajomych. Na tym, który jako pierwszy postanowił do nich zagaić.
- Jak zostawicie te toboły, możecie iść z nami. W innym wypadku będziecie zdani sami na siebie. Czy warto martwić się o dobytek? – Stwierdził, że da im prosty wybór, chociaż ostatnie zadane przez niego pytanie było raczej retoryczne. I nawet jeśli uważał, że napaść z drugiej strony byłaby ruchem samobójczym, tak przygotowany był i na taką ewentualność i w razie jakichkolwiek problemów zamierzał podciąć przeciwnikom nogi za pomocą prostej, ale jakże skutecznej techniki Konoha Reppu.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
Bohater
 
Posty: 333
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Koala » 14 cze 2018, o 12:36

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Bohaterowie mieli to do siebie, że byli idealizowani przez tłum. Nawet ranni, okaleczeni walkami i wydarzeniami w tym upadającym mieście bogów, wzbudzaliście podziw. Ludzie, którzy raczej nie szli bezpośrednio przy was, zerkali na was, słali uśmiechy, schylali głowy i nawet kłaniali się nisko, mijając was czy to napotykając wasze spojrzenia. Dla tych ludzi nie było w was żadnej ułomności. Historia spisana waszymi rękoma, w której zapisaliście się odciskami własnych palców. Lub może – kto wie? Całych dłoni? Kult jednostki zawsze był w cenie. Zwłaszcza w takich momentach. Nie czuli jednak respektu ci, którzy na grzbietach nosili duże pakunki, dzwoniące donośnie tym, co mieli w środku. Uśmiechali się pod nosami, coś do siebie szeptali, bardzo zadowoleni... tylko z czego? Byli na tyle daleko, że nie sposób było dosłyszeć o czym mówią. Tylko ten jeden mężczyzna wyszedł naprzeciwko wam. Nary na czele nie było widać, tak jak i Hakuseia oraz idącego z nimi Kisho. I tak jak Mokuzu przyjęła gościa... gości właściwie – dość, ekhem, CIEPŁO, tak Izanagi miał zupełnie inny plan działania. Podobno strzeżonego Pan Bóg strzeże. Z drugiej strony czy nadgorliwość nie była czasem gorsza od faszyzmu? W końcu głupio tak zakładać, że Bozia strzeże faszystów.
Mężczyzna uniósł ręce, zdziwiony wyraźnie, kiedy Izanagi sięgnął po miecz, biegając spojrzeniem od Mokuzu do przedstawiciela klanu Uchiha, którego oczy zabarwiły się szkarłatem. Rzecz jasna uniósł – ale ciągle trzymał część (nie)swojego dobytku. Wyraźnie nie wiedział, na kim zatrzymać spojrzenie. Uśmiechnął się nieco głupkowato, chyba badając grunt pod nogami, tak jak robiliście to aktualnie wy. Wasza przewaga polegała na tym, że mieliście silne środki perswazji. Mówię, rzecz jasna, o wyjątkowo długich mieczach. Hehe. I to jednym obnażonym i drugim już czekającym, żeby przeciąć nieszczęśnika na pół. Towarzyszom za jego plecami jakoś też od razu przestało być do śmiechu. Człowiek zaczyna jakoś inaczej spoglądać na swoje życie i życie innych, kiedy zaczynają mu grozić wyjątkowo nieprzyjemnie wyglądającym ostrzem. O ile można katanę, piękną broń, arcydzieło ludzkich rąk porównywalne do sztuki, nazwać "nieprzyjemną". Kiedy przecinała komuś trzewia to na pewno przyjemna dla tego przecinanego nie była.
- Wow, wow... spokojnie, szukamy tylko schronienia... – Pośpieszył z wyjaśnieniami, tonem cieńszym, niż się "powitał". Od razu przybrał odpowiednią pozycję w tym łańcuchu pokarmowym i nie próbował zanadto chojraczyć. - To tylko dobytek, drogi panie, co nikomu się już nie przyda. – Zaćwierkał grzecznie, uniżenie. Nie miał pojęcia, kogo chcieliście wołać, ale na sama wspominkę jeszcze bardziej struchlał. A może właśnie wiedział? - Szukamy tylko ucieczki z tego miejsca, podzielimy się zdobyczami jeśli trzeba, nikt nie ucierpi przecież na zabraniu paru monet z upadłego miasta! – Zatrzymany pochód w porcie usłanym trupami i ozdobionym krwią. Każdy chciał się stąd wydostać, każdy więc szukał pomocy w porcie. Tutaj, gdzie płonęły statki. Widzieliście wyraźnie, jak toną dumne okręty i jak ogień strzela ku niebu. Bez nadziei na to, że uda się stąd wydostać. Pierwszy ryk nie był rykiem dzikiej bestii, która nagle na was napadła – był krzykiem rozpaczy jednej z kobiet, pod którą ugięły się kolana. Jesteśmy zgubieni. Byliście, naprawdę?
- Z-zostawić? – Mężczyzna obejrzał się na swoich towarzyszy, którzy różnymi dziwnymi znakami cielesnymi chcieli go zapytać, jak idą negocjacje. Mężczyzna upuścił wór z cennymi dobytkami. Złote i srebrne zastawy, figurki, biżuteria, dzbany. Właściwie to delikatnie odłożył, żeby nic czasem się nie potłukło i nie zbiło. Dał znać ręką swoim, by zrobili to samo. Ci nie rozumieli. Lub nie chcieli zrozumieć. Wytrzeszczyli na swojego "dowódcę" oczyska. - NO POŁÓŻCIE TO GŁUPIE CEPY! – Wrzasnął w końcu do nich po dłuższej chwili bezsensownego machania ręką. Coraz bardziej zamaszystego machania należałoby dodać. I nawet po tym wrzasku tego od razu nie zrobili. - Pierdolone kretyny, matkę im zabije i psa wyrucham... – Zaczął mruczeć pod nosem, kiedy odwrócił się od was i podszedł do swoich, żeby ich porządnie zrugać, jednego z drugim pierdzielnąć po potylicy, żeby się ogarnęli. Słyszeliście pojedyncze przekleństwa, jakimi ich obdarzał, kiedy pomagał im pozbyć się zebranego dobytku. Najwyraźniej życie było dlań o wiele bardziej cenne od złota. Ustawił chłopaków tak, że teraz wyglądali jak grzeczne dzieci pod komendą przedszkolanki, zanim do was wrócił.
- Ale panowie, i szanowna pani, to przemyślą, oj? Tyle złota, tyle dobytku, to spłonie tu, zmarnieje... – Tym nie mniej był gotów najwyraźniej zostawić to wszystko w piździet. Bo i kto by nie był w stanie, skoro i tak mieliście tak marne szanse na wydostanie się stąd?
Inny krzyk niż biadolenie tłumu dotarł do waszych uszu. Krzyk zdziwienia, przerażenia, szoku? Grupka ludzi rozsunęła się, tworząc niemal okrąg w miejscu, w którym zostawiliście Kente. Zobaczyliście (i poczuliście) dwa cienie, które przemknęły pędem w tym kierunku. Naoki i Hakusei.
Kenta klęczał na ziemi z mieczem przeszywającym jego brzuch. Wbity od pleców.
- MORDERCA! MORDERCA! – Kobieta, której w ogóle nie poznawaliście, trzymana przez Hakuseia, wierzgała i kopała, opita amokiem, przeżarta nienawiścią do szpiku kości. Płonęła. W jej oczach szalał ten sam ogień, który ogarniał miasto. Iluzja po chwili prysła. Ruri.
- No... nie spodziewałem się, że tak skończę. Głupia pizda... – Kenta uśmiechnął się. Uśmiech szybko zniknął, zacięty grymasem bólu. Po jego wargach potoczyła się krew.
- Nie gadaj głupot. – Napięty głos Naokiego mówił sam za siebie. Klęczał przy przyjacielu, rozglądając się wokół. - Medyk. MEDYKA! – Wrzasnął co sił w płucach.
- Jestem, jestem! – Blondyn, który zajmował się opatrywaniem ran, prześlizgnął się przez tłum i dopadł do rannego, również klękając przy nich wszystkich.
- CO WY ROBICIE, DOBIJCIE GO! ZARŻNIJCIE TAK, JAK ON ZARŻNĄŁ MOICH PRZYJACIÓŁ! – Hakusei nie bardzo potrafił sobie poradzić z kobietą, ale nie dlatego, że miał niedostatecznie wiele siły. Dlatego, ze wpatrywał się w plecy Kenty z szokiem na twarzy. Niedowierzaniem tego, co widzi.
Najsilniejszy z nich zaraz po Naokim klęczał właśnie na zimnej ziemi Miasta Bogów.
I żaden bóg nie był skory do przyjścia mu z pomocą.
- Napiłbym się tego wina... – Kenta uśmiechnął się znów, unosząc wzrok na Naokiego. Ułożył mu dłoń na ramieniu. - Mieliśmy za sobą... dobre czasy.
- Nie opowiadaj głupot. Wyciągnięmy cię z tego!
Ludzie milczeli. Wpatrując się w ten obraz z zakrytymi ustami. Empatia chyba przesiąknęła do ich wnętrza. Chłód przeszył ciało i dreszczami wspiął po karku. Nie było żadnych trąb anielskich, nie było fanfarów. Były tylko odgłosy tego umierającego miasta.
Kenta uniósł spojrzenie na was wszystkich. Na Saburo, na Amego. Na Kaito, Mokuzu i Izanagiego. Zwłaszcza na członka znienawidzonego Cesarstwa i Jashiniste.
- Sorka chłopaczki. Wypijcie za mnie chociaż jeden kielonek, co? – Puścił wam oczko. Z uśmiechem.
- Nie... KENTA, TRZYMAJ SIĘ!
Ciało Kenty osunęło się bezwładnie w ramionach Naokiego.
Blondwłosy medyk opuścił spojrzenie, zaciskając pięści na udach.
Cisza.
- Przygotujcie się do zabezpieczania portu. - Głos Naokiego zabrzmiał całkiem bezbarwnie. Hakusei ogłuszył Ruri i teraz trzymał ją w rękach.
- Przypilnuję jej. - Zimny, lodowy ton. Ruszył przez tłum i nikt nie odważył się mu zastąpić drogi.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



36h na odpis!

Następny post będzie dla was już od Natsume w głównym wątku :) Ślicznie dziękuję za wspólny event i mam nadzieję, że dobrze się bawiliście ♥
Moderator fabularny ♥
Kliknij w razie potrzeby.
Obrazek
Avatar użytkownika

Koala
Moderator
 
Posty: 2052
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Shi ♥
GG: 12504223
Multikonta: Shikarui, Samidare

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 14 cze 2018, o 23:41

Mokuzu nie przywykła do pracy zespołowej i teraz jej brak doświadczenia odbijał się na niej w postaci rozczarowania niepowodzeniem zaplanowanej przez nią akcji. Westchnęła zrezygnowana, gdy Izanagi zdecydował się zrobić dokładnie to czego ona starała się uniknąć, jednak Kaito udało się powiedzieć coś mądrego. Miała nadzieje spróbować uratować jeszcze większą ilość ludzi, aby panowie mogli zapracować na zaufanie, ale nie zanosiło się na to. Odzywać się, czy nie? Będąc niezdolną do walki, dziewczyna czuła się jakby jej głos się w ogóle nie liczył. Jej miejsce było wśród rannych i ofiar. Lecz oni sami zwrócili się do nich i Mokuzu uznała to za znak.
- Nie wniesiecie tych rupieci na statek. Miejsca są ograniczone i muszą starczyć dla wszystkich ocalałych. - Karty zostały wyłożone na stół i nie było sensu dalej ukrywać, że nie wiedzą z jakiego rodzaju ludźmi mają do czynienia. Mokuzu zdecydowała się odnieść do ich sumienia ciekawa, czy je jeszcze posiadają. Niektórzy stracili tu znacznie więcej niż pokradzione garnki - w jej głosie pobrzmiała jakaś tajemnicza nuta, trudne do zidentyfikowania emocje. Nie mogli mimo wszystko odmówić im pomocy nie mając najmniejszego dowodu na to, że swój łup odebrali przemocą. Mimo to jakieś zasady panować musiały, gdyż nie było mowy o puszczeniu ich samopas pomiędzy bezbronne ofiary wojny, w tym starców, kobiety i dzieci. Kunoichi już formowała w głowie dalszy plan działania, gdy rozległ się krzyk i wokół zawrzało. Z oniemiałą miną patrzyła na rozgrywające się sceny, jednocześnie zszokowana i dziwnie... znieczulona na ten widok. Po chwili jednak do niej dotarło, śmierć kompana... przewodnika. Jednak nie była praktycznie w ogóle zżyta z Kentą, więc trudno podejrzewać ją o rozpacz. Kalkulowała bardziej, że pozostała jedna osoba do ochrony mniej. Był dla nich cenny, gdyż do portu pozostał jeszcze kawałek. A tak... to była inna śmierć. Mokuzu to czuła i choć nie wiele w życiu widziała to chciała zaklasyfikować niezrozumiałe dla siebie zjawiska. Przeszło jej przez myśl, że sama chciałaby tak umierać; na misji, bohatersko, otoczona przez przyjaciół. Przymknęła oczy po czym odwróciła się od tej sceny, czując jakby jej gapienie się było przejawem braku szacunku. Nic tam po niej, nie potrafiła pomóc... gdyby Subaru tu był... ale przecież nie potrafił pomóc nawet sobie. By odgonić boleśnie trzeźwe myśli o bracie i jego nieodwracalnej śmierci, Mokuzu po raz kolejny skupiła uwagę na trójce wykolejeńców. - Pierw na pokład wejdą kobiety i dzieci, potem pozostali cywile. Aby wszystko przebiegło sprawnie wymagane jest absolutne posłuszeństwo wobec strażników. Awanturnicy zostaną na brzegu, albo będą wyrzucani za burtę dla utrzymania bezpieczeństwa. - Jej głos brzmiał teraz bardziej monotonnie, jakby zrezygnowany. Jakikolwiek entuzjazm był wcześniej wyczuwalny, teraz zniknął bezpowrotnie. Choć jej słowa mogły budzić poczucie bezpieczeństwa i spokój wśród nasłuchujących cywili to jej ton sugerował, jakby sama nie wierzyła w sukces. Czuła się trochę jakby odganiała gapiów od miejsca zbrodni, przez uwagę jaką poświęcali jej słowom. Nie przywykła do tego.


Dzięki Koalo <3

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 66
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 15 cze 2018, o 14:35

- Dobra, zostawiać te wory i do reszty cywili.- natychmiast chciałem zakończyć tą akcję z cywilami gdyż już w oddali słyszałem jakieś krzyki wiedząc że coś jest nie tak, przez to chciałem czym prędzej skończyć tą całą farsę i udać w stronę gdzie może dziać się coś gorszego, schowałem miecz, ale rękę trzymałem na katanie, udając w stronę owych krzyków. Dość szybko tam dotarłem i przyglądałem się scenie śmierci, przyglądałem się temu co tutaj się wydarzyło, nie mogłem w to uwierzyć, zacząłem się rozglądać dookoła czy niema aby jakiegoś wroga, kto to mógł zrobić? Jak to się stało? Może ujrzę kogoś kto to zrobił, bo jakoś nie mogłem zrozumieć co tutaj się stało, dziwne to wszystko.
- Dobra, kurwa, ale ja się pytam kto to zrobił? Bo żeby nas też nie zabili, wiem że to ciężka sytuacja ale musimy się skoncentrować abyśmy nie zostali zaatakowani, teraz jesteśmy łatwiejszym łupem.- nie chciałem być nie miły, ale byliśmy na wojnie, nie mogliśmy sobie pozwolić na dekoncentrację gdyż przeciwnik na to może czekać, w ogóle nie rozumiałem co się stało że ten zginął, więc przecież skoro ktoś go nadział na katanę to jest on wśród nas.
- Ktoś coś widział? Co się tutaj stało?!- dość nerwowo zacząłem ludzi wypytywać którzy stali blisko całego zajścia, ktoś musiał przecież coś widzieć, no przecież kurwa sam sobie tej katany nie wbił w klatkę. Czekałem na jakąś odpowiedź starając się mieć oczy dookoła głowy aby nic mi nie umknęło, jakoś pośród nas wszystkich tylko ja czułem się jakbym miał jakąś obsesję że ktoś może nas zaatakować, wydaje mi się że to nie jest złe podejście bo jest takie powiedzenie "przezorny zawsze ubezpieczony", po za tym to jest mała wojna, a nie imieniny u cioci. Nawet przez chwilę zapomniałem o tym widoku płonących statków, którymi mieliśmy to uciec, czułem jak wszystko zaczyna się jebać, samemu nie wiedząc w co ręce włożyć. Gdzieś w głębi duszy chciałem sobie powiedzieć, że kurwa może z jeden statek jakiś się ostał, ale chyba sam w to nie wierzyłem. Kto spalił te statki? Może to zaatakował jednego z naszych ktoś kto spalił te statki? Nie wiem, nie wiem, nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć co się dzieje, za dużo pytań a za mało dostawałem konkretnych odpowiedzi.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 96%-4%
4% koszt shara

Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 56
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 15 cze 2018, o 15:09

Posty proszę pisać w porcie, nie tutaj. Przeklejcie je tam.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 529
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Poprzednia strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości