[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Koala » 15 maja 2018, o 17:20

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Nara Naoki słuchał uważnie tego, co Yuriko miała do powiedzenia. Do powiedzenia nie było wiele. Należało podjąć szybką, konkretną decyzję. Rozdzielić ludzi. Nie mogło być tu mowy o odzyskaniu kontroli nad miastem – nie w tym momencie i Naoki nie robił sobie co do tego złudzeń. Coraz więcej osób zgłaszało się do pomocy, a nadal było to tak mało. Ledwo garstka odważnych, a reszta? Reszta rozpierzchła się gdzieś po kątach i poukrywała (jak szczury). Mężczyzna przyglądał się każdej kolejnej twarzy. Niektóre rozpoznawał od razu, tak jak twarz Kenshiego, Muraia czy Megumi, inne były dla niego zupełnie nowe. Skoro nowe to znaczy, że nie sposób było mówić o ich sile bojowej i o tym, jak ich wykorzystać w polu. Wszystko po kolei – najpierw należało przecież rozdzielić grupy. Czas leciał, bardzo cenny czas, a wraz z nim płomienie ognia zdawały się buchać coraz wyżej. Człowiek powoli gubił się, czy to dlatego, że to dym sięgał coraz bardziej nieba i ciągnął pomarańcz w górę czy dlatego, że to płomienie wybijały tą szarość i wypychały ku białym chmurom? Byliście wszyscy zbyt daleko piekła, które rozgrywało się za waszymi plecami, a mimo to łatwo można było sobie wyobrazić, jak gorące podmuchy rysują rumieńce na policzkach zebranych. Tak jak i było widać, że ciepło adrenaliny bardzo szybko pobudzało do działania. Nie było tutaj nikogo, kto by się zastanawiał, gdzie chce iść, żadnego struchlałego na tyle, by uginał się pod ciężarem wydarzeń.
Naoki skinął głową w kierunku członkii rodu Hyua i odszedł krok w bok od głównej grupy, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Od razu za nim powędrowali Kenta i Hakusei.
- Ruszymy drogą na północ. Yuriko zajmie się wschodem. – Rzucił krótko.
- Misie lubią wędrować na skróty. – Odezwał się Kenta. Stał za lewym ramieniem Nary, jakby mógł to prawdopodobnie stałby się jego cieniem. Ze spokojem przyglądał się okolicy z większym zainteresowaniem niż osobom, które miały zostać przydzielone do konkretnych dzielnic.
- Bawi cię to? – Hakusei, odziany w czerń, z zasłoniętą twarzą i kapturem na głowie. Widoczne były tylko jego oczy, którymi spojrzał na towarzysza broni. Ich oczy spotkały się na krótką chwilę ponad ramieniem Naokiego. Jedno całkowicie neutralne, niemal zmęczone i drugie ostre, uważne, choć równie spokojne. I tak naprawdę tylko ten spokój łączył tych mężczyzn, którzy wyglądali jak z różnych parafii wyjęci i wciśnięci do tego pomylonego grajdołka rosnącej anarchii.
- Jeśli obejście miasta dookoła zapewniłoby uratowanie największej ilości cywili to poszlibyśmy dookoła miasta. – Ukrócił dyskusję lider klanu Nara, nawet nie zerkając na towarzyszy. Wszyscy trzej byli twarzami rozpoznawalnymi. Naoki z wiadomego powodu – był naprawdę szanowanym liderem klanu Nara, zaś Kenta i Hakusei byli jednymi z niewielu shinobich, którzy przetrwali Pustynni Pogrom. Sędziowali walki na arenie, choć... akurat o rozpoznawalności twarzy Hakuseia trudno mówić. W finałowej walce wystąpił w masce niedźwiedzia. Kenta sporo się zmienił od tamtego czasu. Na pewno ostrzygł swoją sławną kozią bródkę. Przybyło mu lat i przekroczył magiczną liczbę trzydzieści. Historia, snuta przed oczami każdego z nich, wyryła się w ich spojrzeniach, które widziały już zbyt wiele krwi, by w sytuacjach takich jak ta mieli tracić nad sobą panowanie. Przez moment Naoki pozwolił sobie na obserwowanie zaciekłej walki na placu pod pałacem. Albo raczej tym, co z pałacu zostało.
- Zapraszam. – Naoki wyciągnął rękę, wskazując miejsce obok siebie w kierunku Kisho, by zakomunikować mu tym samym, że to on prowadzi grupę przez dzielnicę mieszkalną. Grupa numer dwa i jej pierwszy (najlepszy na świecie, najukochańszy przyjaciel, który przetarł szlaki) członek w postaci Kisho jakoś wcale nie wydawała się o wiele weselsza. Bo i czym tu się weselić?
- To są bohaterowie, bez których czas nam dany zmalałby diametralnie. – Hakusei promieniował powagą. Teraz, kiedy odpowiadał na słowa Kisho i kiedy stał i po prostu paczał. Jego ostre rysy twarzy musiały zapomnieć jak to jest używać mimiki. Albo po prostu miał za duży kij w dupie i nie potrafił go poluzować. Nie wiem, nigdy go o to nie pytałam, a on chyba po prostu nie chciał być pytany. - Nie możemy im teraz pomóc. Mamy inną misję.
- Bohaterowie to zawód o bardzo krótkim stażu, nie polecam. – Uzupełnił wypowiedź mężczyzny Kenta, unosząc lekko kącik ust ku górze.
Naoki przyjrzał się Ame i jego bratu, którzy równie odważnie zadeklarowali swoje chęci... a przynajmniej Kaito je zadeklarował. Chyba dlatego uważne, czarne oczy lidera zatrzymały się na dłuższą chwilę na tym drugim. Nawet jeśli był niechętny, co było po nim widać od pierwszego wejrzenia, nie było potrzeby wchodzenia w dyskusje i dywagacje, to jednak były to kolejne ręce do pomocy. Sęk w tym, że człowiek chętny zazwyczaj potrafił wyrobić za dziesięciu. Ten niechętny za minus pięciu.
- Nam wszystkim zależy na wydostaniu się stąd jak najszybciej. – Zapewnił Amego. Zaraz potem jego wzrok przejechał na Saburo, w kierunku którego skinął głową. - Ty. – Wskazał dłonią na Izanagiego. - I ty. – Przesunął dłoń w kierunku Mokuzu. Po czym uniósł tą dłoń i gestem zachęcił ich do tego, by podeszli. Sam zaś obrócił się i skierował główną ulicą ku północnym częściom miasta. Teraz dopiero cała ta drużyna pierścienia była zbieraniną osobistości! Gdyby tak otworzyć jakąś wystawkę i walnąć wszystkich w gablotkach – byłoby co oglądać. Nie dość, że przeróżne wyglądy to i przeróżne charaktery. - Przepraszam za brak grzeczności. Wasze imiona są mi nieznane.
- Teraz w kółeczko i za rączki~. – Prychnął Kenta, uśmiechając się jeszcze szerzej, co Hakusei skomentował tylko ściągnięciem brwi. Naoki zdawał się ignorować teksty swojego towarzysza.
- Dla tych, którzy nie usłyszeli – jestem Nara Naoki. To jest Kenta oraz Hakusei. Naszym zadaniem jest wyprowadzenie cywili z dzielnicy mieszkalnej i północnej części dzielnicy centralnej i powrót do portu południowego. Prawdopodobnie prócz Shiro ryu będziemy mieli na głowie miejscowych szabrowników. – Naoki ruszył przodem. Nie było czasu do stracenia, choć przecież już i tak przelało się go tak wiele pomiędzy palcami... - Jeśli ktoś z was posiada zdolności wykraczające poza standardowe szkolenie shinobi niech zabierze głos. Tak samo jeśli jest tu ktoś, kto dobrze zna miasto.
- Sensorzy, użytkownicy iryojutsu – takie sytuacje. – Kenta obejrzał się na obecnych, by zaszczyć was kolejnym ze swoich uśmiechów. Tym razem, dla odmiany, milszym. Przyjemniejszym. Naoki skinął głową, potwierdzając to wyjaśnienie.
Zostawialiście za swoimi plecami coraz dalej plac. Kto się obejrzał mógł swobodnie zobaczyć, jak kolejne fale ognia wzrastają ku górze i jak kolejny z wybuchów wyrzuca w powietrze tumany kurzu. Wszystkie grupy rozeszły się i powędrowały w swoją stronę. Pozostało iść przed siebie z dobrą myślą, która z maleńkiej iskry w głowie przerodzi się w coś większego. Naoki właśnie na tym "większym" się skupiał. Na myśli, jak rozdysponować członków drużyny, o których wiedział tylko tyle, ile sami mu powiedzieliście.
I tak szeroka droga przed wami była zadziwiająco pusta. Dziwnie puste domy, wszystkie zamknięte na cztery spusty, przez parę chwil równie dziwnie cicha okolica. Jeśli nie liczyć oddalonych, regularnych odgłosów wybuchów, rzecz jasna. Smugi dymu wyłaniały się z pojedynczych uliczek i układały pod nogami, lecz nie przysłaniały w jakimś znaczącym stopniu tutejszej widoczności. Bardziej ten dym kuł w oczy i podrażniał drogi oddechowe, lecz dla shinobich? Marna to była przeszkoda, by odpuścić sobie parcie dalej w głąb tego miasta.
- Jedna z osób zajmie się ochroną cywili. Zabezpieczymy jedno z domostw i zbierzemy tam ludzi, nim wyprowadzimy ich do portu.
- Zgłaszam się na ochotnika. – Kenta wystawił rąsię do góry. - Jeśli ktoś chce ze mną niech podniesie rękę teraz albo zamilknie na wieki.
- W zależności od tego, jak sytuacja wygląda na miejscu, być może będziemy potrzebować większej ilości do samej ochrony. Podzielimy się na dwie grupy. Będziemy prostopadle oczyszczać ulice. Gdybyście mieli kłopot z jakimkolwiek przeciwnikiem – wycofajcie się i dołączcie do drugiej grupy. To samo się tyczy ewentualnego rozdzielenia. Pamiętajcie, że musicie przeżyć, by pomóc innym, a przeciwnik nie jest do zlekceważenia. Jeśli macie jakieś sugestie – nie krępujcie się.


FAQ - czyli co, jak i po co.
Każdego proszę o wklejanie do spoilerów swoich statystyk oraz ekwipunku oraz regularne podliczanie chakry. Osobno używane techniki.
Na odpis macie 36h od mojego posta. Dałabym wam 24, ale pewnie nikt nie chce, co? :/ Minuta spóźnienia (które nie zostało mi zgłoszone) i może wam zniknąć rąsia czy nóżka. Kolejność pisania nie jest istotna, więc piszcie jak wam wygodnie.
W razie jakichkolwiek pytań i niepewności co do mojego odpisu zapraszam na PW (do Shikaruiego) lub GG (:
Moderator fabularny ♥
Kliknij w razie potrzeby.
Obrazek
Avatar użytkownika

Koala
Moderator
 
Posty: 2049
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Shi ♥
GG: 12504223
Multikonta: Shikarui, Samidare

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 16 maja 2018, o 00:46

Podzielili się na trzy zespoły. Aż dziw, że znalazło się tylu ochotników, by mogli stworzyć, może i niezbyt liczne, trzy ekipy ratunkowe. Zwiększyli w ten sposób skalę poszukiwań ewentualnych zagubionych mieszkańców miasta i w jakiś sposób przyśpieszyli całą ewakuację. Rzecz jasna o ile nagle nie wyskoczy coś niespodziewanego, a przecież wiadomo, że pewnie i tak wyskoczy. Jak zawsze zresztą, gdy człowiekowi się gdzieś śpieszy i mieści się praktycznie idealnie w czasie, w tej ostatniej minucie, coś nagle musi się spier... Pojawić. Stać. Czy coś? W tym przypadku zapewne nie będzie wyjątku, chociaż każdy gdzieś tam w głębi wierzy i ma cholerną nadzieję, że będzie dobrze, że wszystko skończy się wielkim HAPPY ENDEM. Całkiem jak w bajce. Tylko że to nie bajka, a prawdziwe życie. Życie, które lubi zaskakiwać w najmniej korzystnych momentach. Chociaż, wina za te „czysto losowe" i powodujące ból tyłka zdarzenia leży po stronie kogoś innego, kogoś, kto pisze nam te scenariusze i prowadzi każdego przez życie/ścieżkę, stawiając różne wybory, opcje. I takie tam. Jedni nazywają to Przeznaczeniem, inni Bogiem lub Prowadzącym czy chociażby Ślepym Losem, jak zwał tak zwał. Jakkolwiek by go inaczej nie nazwać- przecież nie to jest istotne -, wiadomo, że ten KTOŚ wręcz uwielbia niszczyć nasze plany w cholernie brutalny i nagły sposób. Ba! Już pewnie ma to dawno zaplanowane! A my co? My jak te biedne małe robaczki, drepczemy po ziemi, nieświadomi zbliżającego się buciora, który rozgniecie nas przy byle pierwszej okazji... No ale głowa do góry! Jeszcze nie jest tak źle, jak być powinno, jeszcze jest czas by się przygotować na najgorsze! Poza tym, patrząc w górę, możecie zawczasu zauważyć wspomniany spód obuwia i kto wie, może zdołacie go uniknąć. Tak więc rozglądajcie się i wypatrujcie zbliżających się kłopotów!

Spoiler: pokaż
Tyle ze wstępu i jednoczesnego powitania mojej grupki eventowej. Have fun!
A i pamiętajcie o najważniejszej zasadzie. Jak ginąć to z hukiem!


Mimo że Kisho z natury woli patrzeć na wszystko z pozytywnego kąta, to miał dziwne przeczucie, że w pewnym momencie faktycznie coś się gdzieś spierdzieli na amen. Nie wiedział, kiedy i gdzie, ale dreszczyk przebiegający po jego plecach jasno przewidywał rychłe kłopoty. Chociaż, to dziwne uczucie mogło mieć związek z czymś innym, a raczej z kimś, bo doznał go w momencie, gdy gdzieś tam w tłumie zauważył swoją niedawną towarzyszkę z ostatniego festiwalu.
- Nikusui? - aż sam siebie zapytał, z lekkim niedowierzaniem, że znowu i to w dość szybki sposób na siebie trafili. Szkoda, że w tak niedogodnej sytuacji. Z festiwalowej zabawy i długiej nocy w łaźni przeszli na wojnę domową. Całkiem nieźle jak na niecałą dwudniową znajomość. Lewy kącik ust chłopaka nieco się podniósł i choć kunoichi mogła tego nie dostrzec, to wyraźnie ucieszył się na jej widok. No i może nieco przyrumienił na licach, ale tego on sam akurat nie zauważył, ani też nie poczuł.
Wracając. Kisho finalnie westchnął, odrobinę żałując swej decyzji i wybranej grupy. Gdyby wiedział... Od razu zgłosiłby się do eksploracji centralnej części miasta. To nie tak, że bał się o Nikusui - no może ociupinkę - po prostu, no jakoś tak, wolałby mieć ją na oku. W razie czego i własnego spokoju. Dodatkowo byłby wśród znajomych twarzy, bo do grupy pierwszej, prócz białowłosej piękności dołączył Akarui. Zamiast tego miał nieco cudaczną ekipę bez wyraźnego ładu i składu. Peszek.
- Oboje brzmicie, jakbyście w ogóle nie chcieli im pomóc - zauważył. Może źle zrozumiał przekaz Hakuseia i Kenty, ale takie odniósł wrażenie po ich wypowiedziach. Może rzeczywiście się mylił albo po prostu miał nieco inne podejście. Przecież pomóc można zawsze, na mniejszą bądź większa skalę. Nawet jeśli nie ma się na głowie coś innego równie ważnego, zawsze można uczynić choćby nieznaczny gest i bynajmniej nie trzeba przy tym odgrywać wielkiego bohatera. Wystarczy, chociażby zrobić to, co Kisho i podjąć decyzję o pozostawieniu skalnych klonów na placu, by nie tyle dokończyły swoją prace - ewakuację z tego cholernego miejsca - co wspomogły walczące tam osoby na tyle, ile mogły. Nawet jeśli ich wkład byłby znikomy i miały posłużyć za tak zwane mięso armatnie.
Lider ekipy w szybki, ciekawe czy i przemyślany sposób wybrał resztę drużyny, po czym bez zbędnego ociągania ruszył między budynki. Naoki wydawał się przywódcą idealnym - opanowany, szybki w decyzjach i z gotowym planem w głowie. Taki typowy Nara, na którym zawsze można polegać.
- Kisho Kyuzazame - przestawił się, chwilę po krótkim przedstawieniu całej sytuacji ze strony Naokiego. Lider chciał rozeznać się w sytuacji i dowiedzieć, kogo ma w drużynie i jakimi zasobami dysponuje. Jako że błękitnooki zaciągnął się do "dwójki" jako pierwszy, poczuł na sobie odpowiedzialność i szybko zabrał głos - Sensor z Kekkei Genkai szczepu Ranmaru, a także początkujący medyk. - Był ciekaw, jak zareagują kontynentalni na wieść, że pomaga im ktoś, kto teoretycznie miałby pochodzić z wysp, czyli i z Cesarstwa, któremu jeszcze nie taką chwilę temu Rada otwarcie wypowiedziała wojnę. Swoją drogą, czy ich śmierć cokolwiek zmienia w kwestii tej całej wojny? Czy faktycznie ona jest i formalnie obowiązuje, nawet jeśli Kami no Hikage ma własne wewnętrzne problemy? No i... Kto teraz ma taką władzę, by ewentualnie cofnąć słowa Rady i przywrócić pokój między Cesarstwem, a kontynentem? - A i bynajmniej nie mam zamiaru toczyć z wami wszystkimi tej WASZEJ całej pseudo wojny - dodał, tak dla zapewnienia i podkreślenia słowa „waszej". W końcu to oni zaczęli - w zasadzie ich wielcy, już martwi przedstawiciele, ale jakoś nie pamiętał by przed atakiem Zakonu na scenie padły wyraźne słowa sprzeciwu, czy jakiekolwiek inne. Liderzy wydawali się biernie wszystkiemu przysłuchiwać.
- Masa ludzi w jednym miejscu? Nie brzmi to za dobrze, zwłaszcza jeśli przeciwnikowi chodzi tylko o to, by wyrżnąć jak największą liczbę ludzi. - rzucił, gdy usłyszał zarys planu. - Nie ułatwiajmy im zadania. - Oczyma wyobraźni widział kilka scenariuszy, nawet tych banalnych, w których zwykłe, rzucone, chociażby na oślep bombki czy notki, trafiają gdzieś w okno domku pełnego mieszkańców, których chwilę temu tam wprowadzili. - Podzielmy ich miedzy sąsiednie budynki. - Zasugerował. W ten sposób gwarantowali przynajmniej części uratowanych, większą szansę na przeżycie. Dla Kisho nadal liczyła się całość, dosłownie wszyscy mieszkańcy i nie było mowy o pozostawieniu, chociażby jednego, ale... Nie był na tyle głupi czy naiwny, by wierzyć, że każdemu się uda. Chciałby, ale wiedział, że jest to niemożliwe, bo już, nawet w tym momencie zapewne ktoś ginie od ostrza Zakonu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 329
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 16 maja 2018, o 20:34

Mokuzu w milczeniu przysłuchiwała się wymianie zdań odbywającej się na wyższym szczeblu. Nikt jej nigdy nie pytał o opinię w takich sytuacjach w związku z czym nie przyszło jej nawet do głowy się wypowiadać. Była tylko doko, jej zadaniem było wspieranie wyższych rangą wojowników, a nie pouczanie ich. Tak naprawdę to była pod wrażeniem dowództwa tych osób, które nawet w tak krytycznych warunkach były zdolne opracować plan działania mający na celu ocalenie jak największej ilości ludzi. Ona sama zdołała się trochę przy nich uspokoić, choć tego samego nie można było powiedzieć o gnieżdżących się w jej ciele kikaichu. Przez większość czasu ich obecność była czymś tak naturalnym, że Mokuzu nawet ich nie zauważała. Problem pojawiał się wówczas, gdy ich stan spokoju nie odzwierciedlał jej własnego. W istocie, chociaż oddalili się od ognia to w powietrzu nadal unosił się duszący dym na skutek czego część insektów było wzburzonych, podczas gdy inne wykazywały obniżoną aktywność. W sytuacji zagrożenia wydzielały wyczuwalny tylko przez nie zapach, który jednak utrzymywał atmosferę napięcia w całej koloni. Dla niedoświadczonej Aburame był to dodatkowy problem, kolejna rzecz, której należało poświęcić cenną uwagę i koncentrację. Jak to zwykle bywało w takich sytuacjach, wycofała się wgłąb swojej własnej świadomości unikając kontaktu wzrokowego z innymi, obserwując jedynie ich sylwetki. Podeszła posłusznie, gdy ją przywołano i dopiero wówczas się odezwała.
- Aburame Mokuzu, dozo - powiedziała łagodnym, wręcz dziecięcym głosem, niezbyt pasującym do jej ponurego wyglądu. Nie była pewna jaką wiedzę na temat jej klanu posiadali ich tymczasowi przywódcy, dlatego dała im kilka sekund na przyswojenie sobie tej informacji. Cóż innego mogła o sobie powiedzieć? Jej umiejętności pod każdym innym względem były zdecydowanie poniżej przeciętnej i wobec tego Mokuzu nie wierzyła zbytnio w swoją przydatność. Z drugiej strony jakkolwiek źle by nie było to nawet ona była w stanie dostrzec u siebie niewielkie plusy na tle oczywistych minusów. - Myślę, że lepiej sprawdzę się w starciu z przestępcami niż z ludnością cywilną - zasugerowała. Chociaż nie była zbyt silna, to sam fakt posługiwania się insektami potrafił wielu osobom odebrać chęci do walki. Z resztą nie było to zawsze zamierzone z jej strony. Jeśli zaś jej oponentami mieli być tylko zwykli wykolejeńcy to ona jako, bądź co bądź kunoichi, powinna sobie dać radę. Bardziej przestraszyły ją słowa Kisho na temat ochrony ludzi, choć nie do końca zgadzała się z jego strategią.
- Zależy im na zabiciu cywili? - W głosie kunoichi dało się dosłyszeć cień strachu i niedowierzania. Wiedziała doskonale, że wielcy tego świata za nic mieli sobie życie niewinnych ludzi, szczególnie tych nie uczestniczących czynnie w wojnie jako shinobi. Nie sądziła jednak, aby celowo próbowali atakować miejsca, w których się ukrywali w celu wybicia jak największej ich liczby. Mokuzu nie słyszała wcześniej o szczepie Ranmaru ale słowa Kisho na temat wojny dały jej do zrozumienia, że był on jakoś w to wszystko zamieszany. I to raczej od tej drugiej strony. Spodziewała się, że skoro osoby, które ową wojnę rozpoczęły zginęły tragicznie kilka minut później to wcale nie musi ona się odbyć. Przyszło jej do głowy, by o to spytać, lecz nie chciała zrywać cienkiej nici porozumienia jaka tworzyła się właśnie pomiędzy nimi w tym wyjątkowo tragicznym okresie. Zamilkła więc po raz kolejny; to i tak nie był czas, ani miejsce na pogawędki. Poza tym kto mógł wiedzieć do jakich rozmiarów eskaluje konflikt, w który aktualnie sama była zaangażowana? Jeśli zginie tu kilku prominentnych przedstawicieli wpływowych klanów, co było bardzo prawdopodobne to kto wie jak to się dalej wszystko potoczy? Jedno było pewne, to nie było miejsce dla Mokuzu. Została rzucona przez okrutny los w sam środek konfliktu politycznego i obawiała się, że jej samej nie uda się wyjść z tego cało.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 64
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 16 maja 2018, o 21:10

Przejąć z powrotem władzę nad miastem… Jasne, takie rozwiązanie najlepiej wyglądało na papierze, ale wziąwszy pod uwagę niezbyt sprzyjające okoliczności, pewien element zaskoczenia, a także siłę i liczebność przeciwnika, Kaito nie miał wątpliwości, że dowodzący ewakuacją podjęli słuszną decyzję. Co prawda osób chętnych do pomocy tym słabszym jednostkom wielu nie było, ale musieli korzystać z takich środków, jakie mieli. Zresztą czy można było winić tych, którzy jednak postanowili zadbać wyłącznie o siebie czy o swoich najbliższych? Nie oznaczało to przecież jeszcze, że na co dzień nie mieli dobrego serca. Strach, panika… niekiedy po prostu takie słabości mogły przytłoczyć i pchnąć człowieka do nieco mniej chwalebnych czynów. Przecież czy bracia Hozuki początkowo także nie dali się zwieść temu powszechnemu popłochowi? Kantańczyk wiedział, że teraz mógł sobie albo wyrzucać ich pierwsze kroki, wyraz tchórzostwa, albo wziąć się w garść i jakoś zrehabilitować za ten niezbyt szlachetny przykład dany innym zebranym na placu.
Ich grupa zdawała się składać z przeróżnych osobistości. Najbardziej charakterystycznym, i chyba nie tylko przez wzgląd na swą niebieską czuprynę, był prawdopodobnie nadal wściekły na niego Ame, który wolałby pewnie dalej gnać w kierunku portu, zostawiając wszystkich innych na pastwę losu. Kaito śmiał jednak twierdzić, że skoro już jego starszy brat zdecydował się do nich dołączyć, to mimo niechęci nie spocznie wcale na laurach. Inni natomiast sprawiali wrażenie bardziej zmobilizowanych i to pewnie właśnie dzięki ich podejściu organizacja szła naprawdę sprawnie. O ile w ogóle można było coś sprawnie ustalić, kiedy wokoło rozprzestrzeniał się siwy dym, w tle buchał ogień, a do uszu dobiegał huk kolejnych eksplozji. Żyć nie umierać, co? Nawet jeśli znajdowali się w bezpiecznej odległości od serca wydarzeń, tak nie dało się ukryć, że grobowa atmosfera dotknęła raczej każdego, kto znalazł się na tym festiwalu.
Czarnowłosy Rekin uważnie przysłuchiwał się rozmowie prowadzonej między Naokim, Kentą i Hakuseiem, nawet jeśli nie uczestniczył w niej aktywnie od początku. Nie uczestniczył nie dlatego, że nie miał motywacji do pracy. Po prostu samo spojrzenie na znajdujące się tu osobistości wystarczyło mu, by zdał sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z o wiele bardziej wykwalifikowanymi i doświadczonymi ninja. On zaś nie odczuwał jakiejś nieodpartej chęci dowodzenia, cieszył się z tego, że ktoś nim pokieruje głównie ze względu na to, że nie był tutejszym i nie znał wcale planu miasta, a nadto nie miał jeszcze właśnie okazji brać udziału w tak wielkiej akcji ratunkowej. Zdał się na lepszych od siebie, co nie oznaczało, że zamierza pozostać bierny. Szczególnie, kiedy słyszał ten zapał Naokiego, który twierdził, że jeśli tylko uratowaliby więcej ludzi, gdyby przeszli dookoła całego miasta, to właśnie tak by się zachowali. Mężczyzna wydawał się w porządku, godny zaufania – o ile w ogóle można było tutaj komuś zaufać; na pewno nie bezgranicznie.
- Kaito Hozuki. Ja też jestem sensorem, chociaż o umiejętnościach medycznych raczej nie mam pojęcia. Myślę za to, że jestem dość szybki, jeśli to nam może w jakimś stopniu pomóc. – Zabrał głos zaraz po Kisho, który chyba dodał mu otuchy. Nie krył się bowiem ani ze swoimi atutami, ani też z pochodzeniem z Morskich Klifów. Czy faktycznie w tej sytuacji nie miało to już większego znaczenia?
- I popieram Kisho. Przez te wasze głupie wojny w szczególności cierpią bezbronni cywile. Chcę pomóc. – Dodał jeszcze może mniej oficjalnie i mniej zgrabnie niżeli przedmówca, ale cóż, chyba po prostu nie był stworzony do tego rodzaju przemów. Zwykle gadał to, co ślina na język przyniesie, a tutaj i tak trzeba było docenić jego starania, bo potrafił zacisnąć szczękę i zamilknąć, kiedy sytuacja tego wymagała. Musiał jednak przyznać, że popiera słowa Kisho w pełnej rozciągłości. Nie znał się za bardzo na polityce, ale nie sądził, by Cesarstwo odłączając się od Kontynentu miało jakieś brutalne, imperialistyczne zamiary. Tak samo wierzył chyba w to, że zabrani tutaj zdołają jakoś przełknąć fakt, że jednak i sporo wyspiarzy wyciągnęło do nich pomocną dłoń, nawet pomimo wcześniejszego przemówienia na łamach Rady.
Tak czy inaczej szli dalej w tej swojej zbieraninie bohaterskich dusz, a Kaito miał nadzieję, że jednak nie zetkną się ani ze zbuntowanymi członkami Shiro Ryu ani z szabrownikami. Im mniej niebezpieczeństw, tym lepiej, choć zdawał sobie sprawę z tego na jakie ryzyka się porywał i gotów był też w razie konieczności stanąć w szranki. Póki co chyba jednak nie musiał, bo droga zdawała się wręcza za pusta. Tylko ten cholerny dym… na szczęście nie ograniczał aż tak widoczności, ale za to podrażniał drogi oddechowe i co jakiś czas zmuszał do kaszlu. No nic, mogło być gorzej.
W drodze grupa skoncentrowała się na opracowaniu dokładniejszego planu działania. Jeden z punktów przewidywał zabezpieczenie jakiegoś budynku, by tam zebrać wszystkich odnalezionych ludzi przed bezpośrednią ewakuacją ich do portu. Kenta od razu zgłosił się na ochotnika, a i Kaito zastanawiał się nad podniesieniem ręki. Przemyślał jednak sprawę i jego zdolności raczej sugerowały inną rolę w tej akcji.
- Ja mógłbym pewnie wyszukiwać ludzi w kolejnych budynkach, ze zdolnościami sensorycznymi pójdzie mi szybciej, bo dzięki nim będę mógł ominąć te opustoszałe. – Wtrącił swoje trzy grosze może niezbyt głośno, ale stanowczo, na tyle by inni mogli go usłyszeć i odnieść się do jego propozycji. W dyskusji nadal pozostawał aktywny także i Kisho, który obawiał się zebrania ludzi w jedno konkretne miejsce. Rzeczywiście, miał w tym trochę racji. Na placu mieli okazję zetknąć się z wybuchami, zaś wysadzenie w powietrze jednego budynku było z pewnością o wiele łatwiejsze niż kilku. Może faktycznie lepiej było rozdzielić ewakuowanych? Kaito rozumiał jednak też plan Naokiego. Obstawienie kilku miejsc wymagało przecież lepszej ochrony, większej liczby uczestników akcji ratunkowej, a tych niestety było jak na lekarstwo…
- Chyba faktycznie lepiej będzie rozdzielić zebranych, byle w budynkach położonych blisko siebie, bo nie jesteśmy chyba przy tak małej liczebności w stanie obstawić zbyt dużego terenu. – W zdecydowanej mierze poparł plan Kuyuzazamy, chociaż wolał podkreślić szczególnie ten aspekt sąsiadujących budynków, o których wspominał Kisho. Dla niego nie musiały być nawet bezpośrednio sąsiadujące, ale faktycznie nie mogli sobie raczej pozwolić na „rozrzutność w dystansie”.
- Skoro mamy też taką możliwość, to myślę, że w każdej z dwóch grup powinien się znaleźć jeden sensor. To pozwoli nam szybciej zareagować na ewentualne zagrożenia. – Dodał jeszcze swoją małą uwagę, która prawdopodobnie była banalna. Młody Hozuki miał tylko szesnaście lat i wielkim organizatorem nie był, ale chyba liczyły się chęci, prawda? Poza tym czasem w zamieszaniu umykały ludziom nawet takie oczywistości jak ta, więc zawsze warto było o niej wspomnieć, póki mieli na to czas.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
Bohater
 
Posty: 332
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 16 maja 2018, o 21:34

Płaszcz chłopaka latał na nim pod wpływem wiatru, który dochodził z pola bitwy. Kaptur w pewnych momentach musiał trzymać ręką, aby nie zsunął mu się z głowy. To co się tu działo to był istny pogrom. Zamieszany przypadkiem w tak wielkie kłopoty jeszcze nigdy nie był, ale zrobił to z własnej woli, więc dostał za swoje. Musiał się teraz pilnować, aby nie zginąć. Nie chciał skończyć tu spalonym na popiół, tym bardziej, że swoją przygodę zaczął dosyć niedawno i jeszcze nawet nie próbował spełnić tego co uznaje za cel.
Jego oczy powędrowały na Naokiego, który oddalił się lekko od pozostałych wraz z jakimiś swoimi trzema ludźmi i zaczął zbierać ludzi na dzielnicę mieszkalną. Chłopak jak postanowił tak zrobił. Sądził, że to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie, dlatego również sunął się na bok wraz za tym człowiekiem. Oczywiście nie był on jedynym, ale jakoś nie interesowali go za bardzo tamci. Jego uwagę bardziej przykuła dwójka ludzi Nary. Wyglądali na typowych skrytobójców, a przynajmniej wyznawca tak uważał. Jeden z nich nawet był zamaskowany aż po oczy, ale kto wie, może mu się coś po prostu ubzdurało. Wysłuchał co miał do powiedzenia Naoki. Jednak nie dowiedział się wiele. Wybrano lidera, którego w ogóle nie znał. Za chwilę kiwnął głową do Hokusaia. Nawet nie wiedział w jakim celu. Wybrał jakąś dwójkę i wszyscy ruszyli w drogę. Czuł się trochę pogubiony, ale postanowił po prostu ruszyć za nimi. Widać też było, że jego ludzie się strasznie lubili kłócić i dogryzać. Nie było chwili, żeby któryś czegoś nie palnął. Zdawali się strasznie wyluzowani jak na tutejszą sytuację, ale to tym lepiej. To dzięki nim większość z tu obecnych była w stanie się chociaż trochę uspokoić i zapomnieć o całym stresie. Na pewno jednak ten stan nie trwał długo widząc dookoła co się w tym mieście dzieje. Trzeba było powrócić do swojej misji i przemyśleć wszystko na spokojnie. Choć o to się martwić nie musieli skoro mieli ze sobą lidera słynnych Nara.
Ich celem było zapewnienie bezpieczeństwa cywilom i ich ewakuacja, lecz gdy Nara wyznał swój plan nastąpił głos sprzeciwu od lidera całej grupy, który widocznie uważał, że to głupota. Wyznawca natomiast uważał, że to jego myśli są bezsensowne.
- Kto powiedział, że przeciwnikowi chodzi o zamordowanie jak największej liczby ludzi? Jakbyś nie zauważył to jeden z nich zamordował radnych, czyli głowę całego świata i to jeszcze nie musiał się zbytnio wysilić. Jego ludzie na słabych też nie wyglądają. Gdyby chcieli załatwić to w ten sposób, to mieli już okazję, aby pozbyć się wszystkich na raz. Losy jakiegoś szarego człowieka raczej nic ich nie obchodzą, a rozsypanie się tylko utrudni nam ewakuacje.
Nie chodziło mu o to, żeby w jakiś sposób pogrążyć logikę tego shinobi. Po prostu uważał on, że trochę źle myśli i chciał się na ten temat wypowiedzieć. Gdy usłyszał propozycję od jednego z ludzi Nary postanowił spróbować się zgłosić. Może go wybiorą...
- Ja mogę z Tobą ochraniać cywili.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

[/uhide]


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 144
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Kij na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 16 maja 2018, o 22:29

Kami no Hikage. Skalista wysepka, która zawdzięcza jakikolwiek rozgłos swojemu znaczeniu w polityce światowej. Ten sam rozgłos w tej chwili przynosił jej upadek. Bez rady jej znaczenie stoi pod gigantycznym znakiem zapytania. Wraz z szalejącymi po niej zakonnikami i całą resztą pokręconych dziwaków to samo tyczyło się jej istnienia. Przez bliżej nieokreśloną intrygę lub okoliczność, chłopak znalazł się w centrum wydarzeń. Przez nagły przypływ troskliwości u Kaito będzie po części zmuszony do wcielenia się w role, która zwyczajnie do niego nie pasowała. Jedyne co go tu trzymało to nagły przypływ troskliwości do tego, który poczuł nagły przypływ troskliwości do wszystkich. Pośrednio wiec troszczy się o wszystkich co obiektywnie sprawia, ze nie jest tym głównym złym. Chyba. Nie miał w zwyczaju oceniać tylko z jednej perspektywy. Młodszy dał się porwać emocjom, lecz nie można go za to winić. Taki już jest, za to Ame był pełen wątpliwości, które ukrył za płaszczykiem niezadowolenia i pseudo-racjonalnego myślenia. Prawdziwy powód jego niezadowolenia krył się w tym, iż nie był w stanie rozróżnić tego kto jest kim. Naturalne jest to, że wszyscy bez zastanowienia uznali stronę mordującą cywili za tych najgorszych, których trzeba za wszelką cenę powstrzymać, jednak niebieskowłosy uznał, że muszą mieć jakiś poważny motyw do tego. Nikt oprócz istot chaotycznie złych nie sieje zamętu tylko dla zabawy, zaś takie istoty Rekin uważał za wytwór ludzkiej wyobraźni, która jest w stanie w świecie idei utworzyć skrajne wzorce. Liczył się z tym, że być może to obecni tutaj trwają w błędzie.
W grupie nie znał nikogo, nie licząc oczywiście Kaito. Na pierwszy rzut oka wyglądali na zbieraninę losowych osób, które znalazły się tu przez przypadek. Na drugi też. Wcale nie dostrzegał specjalnie dobrej organizacji. Prowizorka aż uderzała po oczach, ale przecież nikt nie mógłby przygotować się na coś takiego. Odgłosy walki dobiegające spod sceny wcale nie podnosiły morali obecnych. W dalszym ciągu bardziej był zajęty rozglądaniem się za potencjalnymi niebezpieczeństwami bardziej niż przysłuchiwaniu się rozmówką ludzi. Miał świadomość, że ma do czynienia z shinobi, którzy przewyższali go przynajmniej o klasę, co w zasadzie nie było zbyt trudne do przewidzenia. Nie zamierzał podjąć nawet grama inicjatywy, o ile inicjatywę można mierzyć w takiej jednostce. Byli na pokładzie ludzie bardziej kompetentni i przede wszystkim bardziej zaangażowani. Tylko przysłuchiwał się rozprawie liderów, medyka, Kaito i reszty zbieraniny. Jedyne czego był teraz pewny to to, że ma ochotę się napić. Dobrze, że się nie odzywał bo od bezsensu ustaleń tylko zaschłoby mu w gardle. Uważał tak do czasu gdy Nara Naoki zwrócił się bezpośrednio do niego.
- Dobrze wiedzieć. - rzucił od niechcenia. Miło chociaż podejrzewać, że nie wpadli w kontakt z osobami, które bez wahania ich poświecą dla dobra sprawy... tak jak zrobiliby to niektórzy. Skoro przeznaczenie i podjęte przez czarnowłosego decyzje już splotły ich los, młodzieniec nie zamierzał celowo utrudniać sprawy, od której zależało ich przeżycie. Ostatecznie obok silnych ninja mają o wiele większą szanse na przetrwanie. Zamierzał być szczery jak na spowiedzi.
- Ame Hozuki. Szermierz. Suiton. Przemyt alkoholu na zlecenie. Bez zlecenia zresztą też. - nawet w takiej chwili połasił się na możliwość błyśnięciem swoim nietypowym poczuciem humoru. Kto by pomyślał, że sprzymierzy się z nieznanymi mu ludźmi w celu ratowania nieznanych mu ludzi. Kości zostały rzucone i teraz nie ma już odwrotu. Po drodze w dalszym ciągu towarzyszyły im wybuchy. Niezbyt mile się to zapowiada. Nie domyślał się co się może stać i czy podczas całej akcji będzie mógł cały czas być przy Kaito. Postanowił dodać mu odrobinę otuchy.
- Jak to mówią... spokojnie jak na wojnie. Tu pierdolnie, tam pierdolnie i znowu jest spokojnie. - po czym klepnął go w ramię. Sam nie wiedział skąd wziął to hasło, ale brzmiało dobrze i pasowało do sytuacji. Chciał też w ten sposób wyrazić, że nie ma do niego pretensji. Aż takich. Sprawiło to, że lepiej wczuł się w ducha ich prowizorycznej drużyny.
- Brak specjalnych umiejętności. Zgłaszam się do ochotnika do ochrony. - rzucił do mężczyzn. Miał przeczucie, że nie przyda się u boku sensora. Posiadał umiejętności przydatne do dywersji a nie do ratowania cywili. Tutaj ma szanse się sprawdzić. Autorytet i pewność lidera klanu Nara sprawiła, że miał wrażenie, że zostawia młodszego pod dobrymi skrzydłami. Doszło do tego, że wykazał inicjatywę, jednak ostateczne decyzje pozostawia w rękach silniejszych.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
Szarak
 
Posty: 242
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 16 maja 2018, o 23:26

Robiło się coraz ciekawiej, zostałem przydzielony to ekipy, nie znałem ich, nie wiem czy chciałem, bo czułem że zbyt szybko przywiązuje się do ludzi przez co mogę odczuwać pewien ból gdybym utracił któregoś z nich, mimo wszystko wiedziałem że nie znając ich i tak dam siebie wszystko w bitwie starając się każdego chronić za cenę własnego życia. Straciłem wiele przez to nie chciałem już nic więcej tracić, to jest swego rodzaju jakaś przygoda, choć dramatyczna to zawsze. Trzymałem katanę mocno zaciśniętą w dłoni, schowaną w pochwie jakoś tak przez ostatnie kilkanaście minut trzymam ją gotową na wszystko, schowaną kataną też da się bronić, do tego zrobię to szybciej niżeli miałbym dobywać jej normalnie przypiętej z pasa. Słuchałem dokładnie wszystkich co mają do powiedzenia, ja sam jakoś nie wiedziałem co mam powiedzieć, co sharingan to jakieś specjalne umiejętności? Niee... nie na moim poziomie. Walka mieczem? Też nieee... banał... więc w sumie wychodzi na to że jestem zwykłym rębajłą, uśmiechnąłem się lekko pod nosem poprawiając kapelusz, powoli robił się z niego taki tik.
- Nazywam się Uchiha Izanagi, szkoda że muszę poznawać się z Wami w tak nie sprzyjającym momencie.- nieco zestresowany przywitałem się, aby nikt do mnie później podczas jakiś akcji nie krzyczał per "Ty" bo mogę nie zrozumieć że chodzi o mnie. Oparłem obie dłonie na rękojeści miecza na którym się oparłem, czekając co dalej, byłem otwarty na różne warianty, jakoś zbytnio nie byłem człowiekiem planującym wielkie taktyki, raczej preferowałem proste, niekonwencjonalne zagrania, do tego dość ryzykowne, przez co mógłbym narazić nie tylko swoje ale i czyjeś życie, a tego bym nie chciał.
- No dobra, to co ja mam ogólnie robić? Mówcie co mam robić konkretnie i jedziemy.- kopnąłem w oparty miecz który okręcił się tak bym w locie go złapał po środku i trzymał go znowu na wysokości pasa, gdzie w każdej chwili mogę go przyczepić do pasa by wykonywać pieczęcie rękoma, czy też różne inne rzeczy. Nerwowość powoli zmieniała się w adrenalinę którą chciałem już zacząć wykorzystywać w akcji, mimo iż wiedziałem z kim walczymy to dokładnie tego nie rozumiałem, bądź nie chciałem, ale jak ktoś krzywdził niewinnych ludzi, to tutaj nie ma litości. Trzeba im pomóc za wszelką cenę, jak tylko się da, po za tym ciekawe co tam na zewnątrz się dzieje tak dokładnie, ilu jest tam osobników że wywołali aż taki zamęt w tym miejscu, było kilka pytań na które nie znałem odpowiedzi, na które nie miał kto mi odpowiedzieć, pytania na które nie było czasu by zadać, układy których nie poznałem oraz nikt wcześniej mi nie wyjaśnił dokładnie, ale nie to teraz było ważne tak naprawdę.
Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 54
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Koala » 17 maja 2018, o 10:43

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Mam dla was bardzo złą wiadomość – wszyscy przeżyliście. : (
Fakt, Los bywa bardzo nieznośny i jeszcze bardziej przewrotny. Zwłaszcza w miejscu, w którym huki i oddalone krzyki uciekających odbijały się echem pod kopułą czaszki.
- Nie chcemy. - Gdyby Kisho miał jakieś wątpliwości to Kenta właśnie je rozwiał. Tonem całkowicie neutralnym, ani trochę nie zabarwionym jakąkolwiek skruchą za to, że nie zależy mu na ratowaniu ludzkiego życia. Przecież teraz właśnie pędziliście przez ulicę miasta, żeby komuś pomóc, kogoś wyciągnąć z płomieni czy walącego się budynku – więc jak to w końcu było?
- To nie tak, że nie chcemy. Gdyby na wojnie każdy oddział, mający własne zadanie, zaczął nagle sobie wzajem pomagać, czy wiesz, ile chaosu by to wprowadziło? Miej wiarę w walczących na placu. Swoją energię zaś skup na ratowaniu żyć tych, którzy nie potrafią samych siebie obronić. - Hakusei spojrzał na moment na Kisho ciemnymi oczyma, niemal czarnymi, ale promienie słońca do nich zaglądające zdradzały ich brązową barwę. Szukanie w nich zwątpienia co do podjętych decyzji było jak szukanie igły w stogu siana. Pewnie maska, którą miał naciągniętą na całą twarz był całkiem sensownym wyjaśnieniem, dlaczego tak ciężko było cokolwiek wyczytać z jego mimiki. Choć jak na moje – ten człowiek naprawdę zapomniał, jak to jest się uśmiechać.
Cały bieg grupy nie był dzikim pędem. Dla Naokiego nie było tajemnicą, że wśród tylu młodych twarzy na pewno są osoby, które nie były demonami prędkości, dlatego należało się jakoś dopasować. Zgranie było podstawą, zależało mu na osiągnięciu tego. Stety czy niestety miał ograniczony czas. Nie żeby jakoś szczególnie się tym przejmował. I kiedy pierwsza osoba się przedstawiła, cala grupa musiała się zatrzymać. Naoki przystanął dopiero po paru krokach, obracając się w kierunku dziwnej sceny. Nie aż TAKIEJ dziwnej, jeśli brać pod uwagę fakt, jak oczerniane było Cesarstwo.
Kenta gwałtownie wyhamował, biegnąc przed Kisho i bardzo płynnie obrócił się, wyciągając dłoń w kierunku gardła chłopaka. Zacisnął na nim palce i tym samym zmusił również jego do przystanięcia. Bardzo nieprzyjemnego przystanięcia, trzeba dodać. Widziałeś wyraźnie, jak jego druga ręka sięga po kunai, należałoby przecież zareagować, zrobić coś..! Potrafiłeś za nim nadążyć. Tylko że zanim ta sytuacja, która była kwestią ułamka sekundy, rozwinęła się jakkolwiek dalej, Kenta znieruchomiał. Nim ktokolwiek zareagował, nim ktokolwiek zdążył nawet ogarnąć, że sojusznik właśnie przerodził się we wroga. Naoki Nara trzymał pieczęć Szczura i jego cień połączył się z cieniem Kenty, zatrzymując go w miejscu. Wyciągnął rękę do przodu w podobny sposób, jak robił to Kenta i rozluźnił palce, opuszczając rękę wzdłuż ciała, a kunai schował do kabury. Kenta bardzo grzecznie i posłusznie naśladował lidera klanu.
- Cesarstwo czy nie Cesarstwo – to nie jest czas na prywatne porachunki, Kenta. – Kenta milczał cały ten czas. Milczał nawet gdy Nara do niego przemówił. - Potrzebuję twoich zdolności. Ludzie z miasta ich potrzebują. Odpuść, wojowniku. – Brzmiało jak zaklinanie. Czarne oczy, które spoglądały na plecy trzydziestoletniego mężczyzny o smukłym ciele i gładkiej twarzy, przenikały do głębin, a mimo to wcale nie bolało. Naoki jeszcze chwilę przytrzymał kontrolę cienia, nim puścił Kentę. - Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości co do Cesarstwa, niech je schowa do kieszeni na czas ewakuacji. – Kolejny niepotrzebnie stracony czas. Albo i potrzebnie? Kenta się nie odezwał słowem, ani "me" ani "be". Żadnego "sorry" czy "mam was w dupie". - Chyba nikomu z nas w głowie teraz wojna z Cesarstwem. – Zapewnił Kisho i Kaito Naoki. Przynajmniej konflikt został chwilowo zażegnany. I oby na stałe.
- Jeśli Bishamoten pobłogosławi, spotkamy się w lepszych czasach i w lepszym miejscu, towarzyszu. – Odezwał się Hokusen do Izanagiego. Chybap o prostu chciał dodać mężczyźnie trochę animuszu i zapewnić jednocześnie, że nikt z tutaj obecnych nie był rad z okoliczności, w jakch się znaleźli.
Naoki skinął głową, kiedy Mokuzu zabrała głos. Drobna, niepozorna dziewczyna – albo i bardzo pozorna, skoro można było ją przyrównać do Muerte pochylającą się nad zmarłymi. Rzeczywiście, sądząc po jej postawie nie byłoby dobrym pomysłem, by brała udział w samym odprowadzaniu cywili. Lider nie chciał wcinać tutaj prywatnych porachunków. Zresztą ta wojna nigdy nie miała być jego wojną. Nigdy nie miał poderwać się tłum, który zmiażdżyłby Cesarstwo. Nie było nawet czasu na to, by cokolwiek na ten temat powiedzieć. Rada rozegrała to sprytnie – i na niekorzyść liderów. Jak zwykle.
- Już się tak nie rozckliwiajcie, bo łezki mi polecą. – Odezwał się w końcu z przekąsem Kenta. Chyba stracił kilka gram swojego poczucia humoru. Wystarczyło jedno przywołanie do porządku przez Nare.
- Nie denerwuj się. Zachowaj trzeźwy umysł. Masz towarzyszy, którzy cię osłonią i których ty też musisz osłaniać. Nikt z was nie jest tu sam. – Odezwał się Naoki, czemu Hakusei przytaknął skinięciem głowy. I był nawet ktoś, kto był w stanie zaprzeczyć niepokojowi młodej Aburame. - Masz częściowo rację. – Zwrócił się w stronę Saburo. - Częściowo, ponieważ Shiro ryu już zajęło się mordem na placu. Główne siły wroga chwilowo są tam skupione. Nie wiemy, co zrobią, kiedy w końcu podejmą jakiś ruch. Musimy zapobiegać, a nie leczyć. - Mężczyzna zbierał informacje o ludziach, którymi dysponował i powoli przydzielał im konkretne zadania w swojej głowie. Tak jak i powoli starał się wszystkich rozmieszczać w odpowiednich ulicach i jednocześnie szukać jakiegoś miejsca, które byłoby najbardziej bezpieczne dla cywili – i które pozwalałoby na umieszczenie w nim ludzi.
- Tak zrobimy. – Przytaknął słowom Kisho i zgadzającemu się z nim Kaito. Rzeczywiście – należało myśleć o tym, że chociaż łatwiej upilnować ludzi w jednym budynku to jednak jakikolwiek wypadek, jakiekolwiek przeoczenie i... mogło się ono zakończyć tragedią. - Kenta, dasz radę zabezpieczyć trzy budynki?
- Dla ciebie wszystko, Naoki. – Kenta posłał buziaczka w stronę lidera klanu, co ten kompletnie zignorował – tak jak zresztą ignorował większość tekstów i gestów tego shinobiego. Inaczej pewnie nie starczyłoby mu czasu na życie, bo spędziłby je na karceniu niepokornego mężczyzny. Wieczne dziecko. I to wieczne dziecko doskoczyło właśnie do Saburo i objął go ramieniem, przeciągając ręką przed sobą, jakby chciał mu pokazać cały piękny świat, nienaruszony w swojej dziewiczości. O co raczej trudno w łunie ognia. - Tylko Ty i Ja, bezimienny kolego, oraz nasz romantyczny zakątek. – Drugim ramieniem Kenta zgarnął Ame, przyciągając do siebie chłopaczków – a mimo tego, że był taki smukły i, khem, niepozorny, to trochę siły, cholera, miał. - Ame dostarczy nam alkoholu i będziemy się świetnie bawić! A ja przy okazji przypilnuję naszego słodziaka z Cesarstwa, żeby nie rozrabiał. – Byli tacy ludzie, do których ciężko się było przywiązać. Byli też jednak ci, do których przywiązanie działo się samo przez siebie. Kenta natomiast należał do tych, którzy przylepiali do siebie ludzi, jak było im wygodnie. Przynajmniej przestał się już obrażać i boczyć – taki był jeszcze trudniejszy do zniesienia. Ostatnie zdanie Kenty brzmiało jednak mało przyjaźnie. Naoki posłał mu długie spojrzenie. Upominające. Badające.
- Mokuzu, Kaito, Izanagi – drużyna pierwsza. Zajmiecie się wyprowadzaniem cywili. Zaczniecie od zachodu. Drużyna druga: Kenta, Ame i Bezimienny – ochrona budynków. Kisho, Hakusei – pójdziecie ze mną. Chcę, żebyście zajęli się zbieraniem informacji. Hakusei będzie wysyłał do was poprzez czarne, atramentowe myszy zebrane przez Kisho wiadomości. Ja postaram się zająć największymi zagrożeniami, których Kisho dostrzeże. Drużyna druga zabezpieczy trzy domy pod murem w centralnej części dzielnicy mieszkalnej. W odpowiednim czasie Hakusei pośle do was przewodnika. – Izanagi długo nie musiał czekać na konkretne rozdzielenie ról. - Drużyny – rozejść się! – Naoki wybił się mocnej i wskoczył na dach. Hakusei zaraz za nim.
Rozdzieliliście się.

DRUŻYNA PIERWSZA
Zostaliście zdani na siebie. Obcy ludzie o jasnych intencjach – uratowanie niewinnych. I na tych niewinnych nie trzeba było długo czekać. Jedna kobieta biegła, albo raczej starał się biec, przez siwy dym, kaszląc okropnie, zataczając się, podpierając ścian. Dalej usłyszeliście krzyk – chyba męski. Może już ostatni? Ulice przed wami otwierały kilka możliwości. Siwy dym, łuna ognia ledwo widoczna na tle nieba, która zżerała strzechę z niektórych dachów tak, jakby ktoś zalał ją oliwą, niczego nie ułatwiały. Choć panowała zima to robiło się coraz goręcej. Od adrenaliny, od podmuchów żaru, który bił z uliczki przed wami. Mogliście pójść najpierw drogą pod samym murem, ale tam zdawało się być najbardziej spokojnie. Zresztą tamtym terenem miała się zająć grupa druga i to tam mieli zabezpieczyć budynki. Widzieliście, jak przemknęli górną uliczką. Więc prawdopodobnie mogliście ją sobie odpuścić.
Kaito jako pierwszy zobaczył poruszenie w oknie, w budynku przed wami. I jako jedyny. Drgnięcie firanki, chyba cień, który tam przemykał? W końcu były to domy mieszkalne. Prawdopodobnie w każdym domu jest ktoś, kto właśnie czekał na pomoc. Na swoją kolej. Z głębi uliczki tuż przed wami dobiegł wytłumiony, męski śmiech. Tej samej, z której słyszeliście wcześniej krzyk. Choć słońce płonęło na niebie – okolica zrobiła się przedziwnie cicha... zwłaszcza, gdy w pobliżu nie było wiecznie spokojnego Hakuseia, rzucającego głupimi tekstami Kenty i stanowczego Naokiego. Nie było też całej reszty tej brygady, która choć stanowiła zbiorowisko osób dziwnych i dziwniejszych – równie dziwnie i dziwniej potrafiła się całkiem sprawnie dogadać.
Dźwięk śmiechu odbijał się echem od ścian budynków i tonęło w dymie, który osiadał na ulicy i utrudniał widoczność.

DRUŻYNA DRUGA
Kenta puścił was zraz po tym, jak zagarnął was pod ramiona i przyciągnął do siebie. Nie był to uścisk, z którego sami nie moglibyście się wywinąć. Mężczyzna nie nadwyrężał jednak waszej cierpliwości.
- To co tam, Bezimienny? Masz ty jednak jakieś imię? – Zagaił jakby nigdy nic. Ze wszystkich zebranych to on jedyny zachowywał się tak, jakby nie brał właśnie udziału w wojnie, która wyniszczała Kami no Hikage. Całkowicie wyluzowany, nawet nie silił się na powagę tak jak Hakusei czy Nara... chociaż tamci raczej na tę powagę silić się nie musieli. Sytuacja BYŁA poważna i tak ją traktowali. I teraz wydawało się, że obecność kogoś z Cesarstwa mu nie przeszkadza. Może tylko udawał.
Pobiegliście uliczką wzdłuż muru. Dym z ognia i płonące dachy z uliczki obok nie zwiastowały niczego dobrego, na szczęście ogień nie był jeszcze na tyle żarłoczny, że nie pochłaniał wszystkiego na raz, całkowitym gwałtem, który pozostawiłby po sobie tylko zgliszcza. Zbudowane z kamienia domy też ułatwiały miastu przetrwanie. Kilka chwil dłużej. Krzyki, odległe i te bliższe, jęki. Próżno było szukać przypadkowych przechodniów i odgłosów jakiegokolwiek normalnego życia. Kenta zwolnił, spoglądając na budynek, który mijaliście po lewej stronie. Zaraz przeniósł wzrok na ten po prawej. Nie było to zwolnienie do marszu. Rozglądał się uważnie wokół.
- Tam. – Wskazał palcem na oddalone domy przed wami. Zbite w kupkę na krańcu ulicy, która potem rozbijała się na prawo i lewo, rzeczywiście wydawały się dobrym miejscem na zbiórkę. - Jak je zabezpieczymy to przejdźcie się po tych domach i zbierzcie z nich ludzi. – Zarysował paluchem obie strony ulicy. Ledwo skończył to mówić i okno u krańca ulicy otworzyło się na oścież i wyjrzał z niego... jakiś ktoś. Odległość nie pozwalał na ocenienie, kto to dokładnie mógł być i czy nie był czasem mieszkańcem. Mężczyzna – to na pewno. Jego rosła postura nie pozwalała tego wkluczyć.
- O, nawet będziemy mieli kompanię powitalną! – Mimo odważnych słów i tak śmignął na bok ulicy, by nie stać jak kołek na jej środku. Nie sposób powiedzieć, czy to wróg czy potrzebujący pomocy, ale chyba nikt normalny tak nonszalancko nie wisi sobie w oknie domostwa, kiedy wokół trwa taki rozpierdol.

DRUŻYNA TRZECIA
Nara przyśpieszył i Hakusei ruszył za nim. Ciężko było ci za nimi nadążyć, ale lider nie odbiegł daleko. Zatrzymał się na dachu jednego z budynków i spojrzał w dół. Na co spoglądał? Kiedy nadgoniłeś od razu stało się to dla ciebie jasne. W dole, ulicą, szedł oddział Shiro ryu. Naraz przykucnął, tak samo jak Hakusei, obserwując przemarsz. Ulica była całkowicie pusta. Kierowali się w głąb dzielnicy mieszkalnej. Idący na ich przedzie pysznił się symbolem złotego smoka wyszytym na szkarłatnym płaszczu, który spływał na jego plecy chronione białą zbroją. Tak jak i biała zbroja chroniła resztę Shiro ryu. Dwójka mężczyzn milczała ponuro. Dwunastu wojowników Shiro ryo z oficerem na czele, którzy mieli gnieździć się w dzielnicy. Hakusei już zacisnął palce na kunaiu, ale Nara go powstrzymał, układając dłoń na jego przedramieniu.
- Co widzisz swoimi oczami, Kisho?



Mokuzu - przypominam o konieczności wklejania ekwipunku do hidów oraz informacji takich jak twoja obecna KC, rozwinięte dziedziny itd. Możesz to skopiować bezpośrednio z kodu KP, będzie i tobie i mi łatwiej (:
36h - powodzenia!
Moderator fabularny ♥
Kliknij w razie potrzeby.
Obrazek
Avatar użytkownika

Koala
Moderator
 
Posty: 2049
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Shi ♥
GG: 12504223
Multikonta: Shikarui, Samidare

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 17 maja 2018, o 23:51

Może i wszyscy przeżyli, ale co to za życie. W Ame wstąpiła jakaś nadzieja. Wyglądało na to, że mimo nierozwagi Kaito być może uda się im osiągnąć cele wyznaczone przez młodszego. Wpadli w doborowe towarzystwo jednego z liderów i jego pachołków, którzy najwidoczniej mają dobre intencje wobec wszystkich tutaj zebranych, nie licząc oczywiście zakonników i jeźdźców. Tych ostatnich na szczęście nie było nigdzie widać, więc cieszył się z odrobiny komfortu wynikającego z braku przeciwników podczas gdy wszędzie wokół ludzie ginęli w wybuchach, ogniu i od ran ciętych. Można to chyba nawet podciągnąć pod jakiś rodzaj katharsis. Za bardzo się nie wykłócał, to za bardzo nie miał o czym rozmawiać. Zaczynał dochodzić do wniosku, że jego spontaniczna propozycja dołączenia do grupy chroniącej cywili była dobra. Nie może cały czas opiekować się czarnowłosym. To była jego decyzja, więc powinien być na tyle dorosły żeby poradzić sobie z sytuacją, w którą ich wpakował. Wygląda na to, że sam będzie miał problemy z przetrwaniem, więc młodszy musi się tego kiedyś nauczyć. Być może jest to szansa dla nich żeby zrobić coś na zasadzie treningu za pomocą cienistych klonów. Zdobędą równolegle doświadczenie, które zaowocuje ich szybszym progresem.
Wszystko było jasne. Na szczęście drużyna dostosowała tempo do wszystkich członków i nie musiał się martwić o to, że zostanie w tyle. Wydawało mu się, że nikt nie przejmował się przynależnością niektórych jej członków do Cesarstwa Morskich Klifów. Do czasu gdy jeden z przydupasów lidera Nara chwycił medyka z Ranmaru za gardło i sięgnął po broń. Niebieskowłosy tak jak zresztą wszyscy, nie był w stanie zareagować na tak nadzwyczajną zmianę stron. Z jednej strony to Ranmaru. Jak mu się oberwie to nawet dobrze. To przez nich ucierpiała jego dotąd nieposzlakowana opinia jako przemytnika napojów wyskokowych. Miał do nich uraz, żywił do nich niechęć. Po chwili przypomniał sobie, że on tez jest z cesarstwa i skoro jednak ktoś tutaj nie lubi wyspiarzy to siłą rzeczy właśnie w tym momencie ktoś powinien zachodzić go od tyłu w ten sam sposób. Odwrócił się, ale jego podejrzenia nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. Gdy jego wzrok znowu spoczął na agresorze i medyku, spostrzegł że obaj przestali się ruszać. Zupełnie jakby coś ich sparaliżowało. W przypadku Ranmaru to pewnie strach. Brak akcji ze strony drugiego shinobi był raczej związany z pieczęcią złożoną przez lidera Nara. Ten po raz kolejny wykazał się spokojem i spacyfikował swojego podwładnego. Jedyne do czego Ame miał zastrzeżenia to do tego, że owy człowiek miał się powstrzymać tylko na czas ewakuacji. A kto potem ewakuuje wyspiarzy przed cienistą masakrą kunaiem analogowym? Przynajmniej na tę chwile zażegnał niebezpieczeństwo, ale przy tym pajacu będzie się trzeba pilnować. Ponownie nie miał nic mądrego do powiedzenia. Lider Nara dobrze gadał - polać mu! Hozuki dostrzegł subtelny żart, który został przez niego wpleciony w wypowiedź o leczeniu i zapobieganiu. Ciężko byłoby leczyć zamordowanych cywili. Od tego żarciku kącik ust chłopaka bezwiednie podniósł się do góry. Kenta w oczach młodzieńca wyglądał na co raz większego świra. To chyba jeden z tych absolutnie niereformowalnych typów, których po prostu nie da się upilnować. Ugadali się do co ilości budynków, które będzie trzeba upilnować, nawet jeżeli miał jakieś lepsze pomysły to wszystkie zachował dla siebie. Ratowanie ludzkości w dalszym ciągu niewiele go obchodziło. Zamierzał zachować należytą staranność i nic ponad to. Sam zgłosił się do ochrony budynków, ale to było zanim Kenta zaatakował człowieka z wysp. Słowo się rzekło i nie zamierzał teraz zmieniać grupy. Jego w przeciwieństwie do Kisho nie tak łatwo zajść od tyłu. W końcu mydło nie rozpuszcza się tak dobrze w wodzie nasączonej czakrą. Nie będzie w drużynie z Kaito, ale nie nadawali się do tej samej roboty ze względu na różny wachlarz umiejętności. Gdy nieobliczalny shinobi przyciągnął do siebie Bezimiennego i chwile później jego, zaczął po cichu żałować swojego żartu o alkoholu.
- Rendez-vous moich snów... - skomentował przytulaski jak i słowa wypowiadane przez Kente. Chwile później się rozdzielili. Miał cichą nadzieje, że Kaito nie odwali nic głupiego. Jak już było tu wcześniej wspomniane. Im dłuzej Ame przebywał w towarzystwie Kenty tym miał go za większego świra. Jego nastrój wydawał się zmieniać jak w kalejdoskopie. Od wesołego po sarkastycznego i agresywnego. To będzie ciekawe.
Pobiegli wzdłuż muru. Miasto płonęło i chyba cokolwiek jeszcze stało dzięki temu, że większość była zbudowana z kamienia. Z drugiej strony z czego miałaby być. To jedna wielka skała. Zdziwiłby się gdyby kogoś spotkał w tej pożodze, nie licząc oczywiście przeciwników. Mimo tego Kenta wyraźnie zwolnił i zaczął się rozglądać po mijanych budynkach. Zaczął szukać cywili czy dostrzegł pułapkę, którą oni przeoczyli? Hozuki nie był w stanie powiedzieć. Szybko został wyciągnięty z wątpliwości, gdy kolega po fachu określił ich plan działania. Przejście się po budynkach i zgarnięcie ludzi nie powinno być za trudne. Wszystko jednak musiało się skomplikować gdy w oknie budynku pojawił się jakiś mężczyzna. Sądząc po jego posturze i spokojnym zachowaniu można raczej przypuszczać, że jest to wróg. Kenta dał susa w bok żeby nie stać na widoku, narażonym na strzał. Ame odruchowo skoczył za nim.
- Cywile przeżyją jeszcze parę chwil. Zacznijmy od zabezpieczenia miejsca zbiórki. Nie powinniśmy się rozdzielać. Nie wiemy ilu ich tam może być. Dodam jeszcze, że z owieczkami na karku możemy mieć trudności w skopaniu dup tamtym pajacom. - rzucił swoimi przemyśleniami i czekał na opinie pozostałych.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
Szarak
 
Posty: 242
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 18 maja 2018, o 01:04

Grupa próbowała się porozumieć i w świetle obecnych okoliczności i tak nie szło jej to wcale tak tragicznie. Oczywiście pojawiły się pewne wątpliwości, które szczególnie słyszalne były w wymianie zdań pomiędzy Kisho, a Kentą i Hakuseiem, ale cóż… trudno chyba było takowych uniknąć. Co gorsza, gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to każda ze stron miała w pewnym sensie rację. W tak trudnych sytuacjach nie zawsze dało się przecież znaleźć to jedno, obiektywnie najlepsze rozwiązanie. Co zabawniejsze, nie było nawet sensu go w tym momencie szukać. Niech ci co walczą na placu, walczą dalej, do ostatniej kropli krwi. Oni zaś zajmą się ewakuacją ludności. Po prostu ważniejsze było to, by działać, a nie dumać nie wiadomo jak długo nad planem, który i tak we wszechobecnym bałaganie mógł się nagle posypać jak domek z kart.
- A kto powiedział, że nie? Nie znamy ich dokładnych planów, więc musimy zachować ostrożność. – Kaito wtrącił tylko swoje trzy grosze, kiedy Soburo próbował polemizować z opinią wyrażoną przez Kisho. Jasne, póki co faktycznie zbuntowani członkowie Zakonu skupili się raczej na zamordowaniu wszystkich najważniejszych oficjeli, ale nikt nie mógł przewidzieć, co jeszcze strzeli im do głowy i w czym upatrzą dla siebie jakąś korzyść. Póki co cywile pozostawali może poza kręgiem ich zainteresowań, chociaż i to mogło się przecież jeszcze zmienić. Poza tym było ewidentnie widać, że nie zależy im na losie bezbronnych jednostek. Zebranie mieszkańców w jednym miejscu było więc niebezpieczne, nawet jeżeli nie byliby oni głównym celem Shiro Ryu.
Cóż, mogliby pewnie ciągnąć takie dysputy w nieskończoność, gdyby nie to, że nagle Kenta postanowił przerwać ich dyskusję. Mężczyzna złapał bowiem Kisho za gardło i już sięgał po kunaia, kiedy jednak zatrzymał go nie kto inny jak Naoki. Nara wyglądał na naprawdę opanowanego i spokojnego, a Kaito miał wrażenie, że darzy go coraz większą dozą sympatii. Nie dało mu się także odmówić respektu, bo wydawało się, że jego krótkie acz treściwe przemówienie dotarło do Kenty. Co prawda ten nie odezwał się ani słowem, ale zaprzestał przynajmniej swych agresywnych zagrywek, co prawdopodobnie wszystkim tu zebranym było na rękę.
- Obyśmy wszyscy spotkali się w lepszych czasach… – Westchnął ciężko Kaito w odpowiedzi zarówno na słowa Hakuseia, które być może i były skierowane do Izanagiego, ale w gruncie rzeczy każdy z obecnych mógłby być ich adresatem, a także na wszystko to, co wydarzyło się pomiędzy Kisho a Kentą. Kaito postanowił jednak, że będzie miał oczy szeroko otwarte, bo chociaż z pozoru grupa różnych charakterów jakoś potrafiła wypracować wspólny plan działania, tak nie było nic pewnego w tym, że ktoś nie zechce się z niego wyłamać. Czarnowłosy szczególnie zamierzał obserwować poczynania Kenty i miał nadzieję, że ten człowiek będzie trzymał się z dala od niego i Ame. To śmieszne, że tak bardzo nienawidził i obawiał się Cesarstwa, skoro ostatecznie został wystawiony na próbę nie przez Wyspiarzy, a przez samo Shiro Ryu. Co by jednak nie powiedzieć, na skutek tego wybuchu Kenty młodego Hozukiego ogarnął pewien niepokój. Szczęście w nieszczęściu, że właśnie w tym momencie jego starszy brat poklepał go po ramieniu, uciekając się do tak głupiego tekstu, że Kaito nie mógłby się nie roześmiać. Cieszył się przy tym z tego, że jego starszy braciszek nie ma mu już za złe tego, że z jego powodu znalazł się w grupie ewakuującej ludność. Mimo początkowej niechęci przyjął na siebie rolę małego bohatera i zdecydował się na współpracę z grupą ninja, do której trafili. To sprawiło, że na twarzy czarnowłosego Kantańczyka pojawił się uśmiech, a jego serce znów napełniło się odwagą i optymizmem.
Na braterskie śmichy i chichy nie było już jednak więcej czasu, gdyż Nara po zapoznaniu się z atutami członków świty postanowił porozdzielać ją na mniejsze podgrupy. Oczywiście Kaito trochę się martwił, zważywszy na to, że nie mógł przypilnować brata, ale jednak zdawał sobie sprawę z tego, że ich umiejętności znacząco się od siebie różnią i z tego powodu lepiej pasują do innych zadań. Czarnowłosy zgodnie ze swoją propozycją miał zająć się wyszukiwaniem ofiar i uciekinierów. Może i brzmiało to mniej dumnie niż „ochrona cywili” czy „zabezpieczanie budynków”, ale on jakoś wcale nie żałował, a już na pewno nie było mu wstyd, że znalazł się w grupie pierwszej. Bo czy czasem to nie ich zadanie było właśnie najistotniejsze? W końcu jeśli nie znajdą nikogo ocalałego, to na co im ta cała ochrona czy zabezpieczone budynki?
Znalazło się jednak w tym planie parę elementów, które Hozukiemu nie do końca odpowiadały. Przede wszystkim nie podobało mu się to, że w grupie Ame znalazł się również Kenta. Z kolei w jego grupie brakowało mu chyba trochę Naokiego – czułby się pewniej, mając u boku kogoś tak silnego i opanowanego. Mimo wszystko nie podważał wyborów nieoficjalnego przywódcy, bo wierzył, że ten wie co robi. Kiedy tylko usłyszał hasło „drużyny – rozejść się!”, pochylił się jeszcze nad Ame.
- Uważaj na siebie. – Mruknął do niego niezbyt głośno, wskazując przy tym subtelnie głową na Kentę, choć oczywiście nie tylko jego miał tutaj na myśli. W Kami no Hikage nie było teraz bezpiecznie, a sam Kenta mógł być ich najmniejszym kłopotem. Gorzej gdyby któraś z drużyn trafiła na zbuntowanych członków Shiro Ryu, a tego przecież nie można było wykluczyć. Cóż, Kaito miał nadzieję, że jednak uda im się jak najszybciej ewakuować pozostałych przy życiu i że niedługo spotkają się z bratem w bezpiecznym miejscu.

Kaito podążył wraz z Mokuzu i Izanagim, zgodnie z planem, na zachód. Po prawdzie nie do końca znał swoich sojuszników… Izanagi wydawał mu się skrytym i tajemniczym gościem, zaś Mokuzu w jakimś sensie go przerażała. Bardzo możliwe, że to pierwsze wrażenie, jakie odniósł było mylne. Ba, chciał, żeby takie było, skoro mieli razem współpracować.
Na pierwszą okazję do ratowania niewinnych nie musieli zbyt długo czekać. Po chwili dojrzeli bowiem kobietę, która starała się biec przez kłęby dymu, krztusząc się przy tym niemiłosiernie i podpierając się o ściany. Młody Hozuki nie miał zamiaru pozostać biernym na jej cierpienia. Nie konsultując się nawet z członkami swojej grupy, czmychnął w jej kierunku, żeby wziąć ją pod ramię i szybciej przeprowadzić przez tę siwuchę w miejsce, gdzie ta będzie mogła swobodnie oddychać.
- Jesteśmy grupą ratunkową. Proszę się niczego nie obawiać i trzymać blisko nas, a nic złego już się pani nie stanie. – Starał się uspokoić ofiarę tej przeklętej batalii, spoglądając przy tym porozumiewawczo to na Mokuzu, to na Izanagiego. Okazało się bowiem, że ich zadanie wcale nie jest takie proste… Do ich uszu nagle dobiegł krzyk jakiegoś mężczyzny, a potem gromki śmiech dobiegający prawdopodobnie z tej samej uliczki. W dodatku Kaito zauważył jakiś ruch w oknie, w budynku znajdującym się przed nimi. I do kogo, do cholery, mieli pójść w pierwszej kolejności?! Cóż, przynajmniej drogę pod samym murem mogli sobie chyba odpuścić, skoro tamtym terenem miała się zając grupa druga. Kantańczyk wierzył w końcu, że każda z drużyn, nawet jeśli ma na głowie inne zadania, nie pozostawi napotkanych na drodze samych sobie.
- Musimy się rozdzielić, byle nie za daleko. Pójdziecie sprawdzić, co się dzieje w tamtej uliczce i dopilnujecie, by nic się jej nie stało? – Zapytał Mokuzu i Izanagiego, wskazując przy tym gestem na kobietę, którą wcześniej wyciągnął z dymu. – Ja jestem w stanie wyczuć chakrę innych i dzięki temu określić czy ktoś znajduje się w pobliskich budynkach. Przejdę się więc po domach mieszkalnych, zbierając ukrywających się tam ludzi i zaraz do Was dołączę. – Dodał jeszcze, żeby wyjaśnić swoim kamratom, że nie chce zgrywać tutaj jakiegoś dowódcy ani nimi rządzić, a po prostu zrobić najlepszy użytek ze swoich wrodzonych zdolności. On mógł wyciągnąć ludzi z ich domów, podczas gdy Mokuzu i Izanagi zgarnęliby tych tułających się po ulicach. Zanim jednak ruszył, oddalił się na parę metrów i zamknął oczy, składając charakterystyczną pieczęć. Potrzebował chwili skupienia, by zwiększyć zasięg swoich sensorycznych zdolności i wykryć wszystkie pobliskie źródła chakry. Dopiero po tym procederze zamierzał pójść do najbliższego z budynków, a potem do kolejnych, by ewakuować z nich ich mieszkańców. Zapamiętał także źródła chakry należące do Mokuzu i Izanagiego, by w razie kłopotów móc jak najszybciej ich znaleźć i do nich dołączyć.


Info dla Koali:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyta umiejętność:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
Bohater
 
Posty: 332
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 18 maja 2018, o 01:59

Kisho aż lekko prychnął, usłyszawszy odpowiedź Kenty. Jak widać miał rację. Hakusei w jakiś sposób przynajmniej potrafił obronić swoje własne zdanie i to w dość logiczny sposób, czego już nie można było powiedzieć o drugim towarzyszu. Kenta z nich wszystkich zdawał się mieć totalnie gdzieś całe zamieszanie w Kami no Hikage i chyba jedyne co go tutaj trzymało, to sam fakt, że niejako został w to wszystko wplątany wbrew własnej woli. Mimo że na usta chłopaka aż cisło się kilka siarczystych słów skierowanych jednie do bruneta, ten jednak przemilczał sytuację. Wolał nie rozsiewać większego zamętu, zwłaszcza we własnej grupie. Obrażanie się jeden na drugiego na nic im się teraz nie przyda. Chciał uniknąć niepotrzebnej kłótni, tyle w temacie.
I powiedzmy, że mu się to udało. Przynajmniej tak pewnie wszyscy myśleli, dopóki biedny chłopaczyna się przedstawił i wspomniał o więzach z Cesarstwem. Kenta najwyraźniej miał nieźle na pieńku z wyspiarzami albo cholernie na poważnie wziął do siebie to całe wypowiedzenie wojny przez Radnych, skoro ot tak postanowił rzucić się na Kisho. Brunecik chyba ma za mało kłopotów na głowie, skoro próbował urządzić sobie wewnętrzną walkę. Niebieskooki nie specialnie przejął się atakiem na własną osobę. W końcu nic się nikomu nie stało. Owszem nieco się wystraszył, gdy nagle obca dłoń zacisnęła mu się na szyi, tak, że niemal przez chwilę miał zatkaną tchawicę, a także nie ukrywając trochę go to zabolało. Nawet bardziej niż trochę, bo jakby nie było, nadal byli w ruchu, więc nacisk na szyję automatycznie się zwiększył. Prócz tego jednak nic a nic.
- Jak coś, urodziłem się i wychowałem w Shigashi no Kibu - rzucił, tak dla informacji i załagodzenia Kenty. - Więc z łaski swojej wyładowuj się na innych, a najlepiej na zakonie. - Cóż, ukierunkowanie złości shinobiego było najlepszym wyjściem, jakie mógł podjąć, zwłaszcza że sam był celem. Nara, także przyczynił się do rozwiązania sporu i to bynajmniej nie przez to, co powiedział - odłożenie sporów Kontynent-Cesarstwo na bok, przynajmniej do zakończenia ewakuacji, bla, bla, bal -, a przez samo rozdzielenie Kenty i Kisho. Swoją drogą, widok zganionego przez lidera Kenty był dość zabawny. Ucichł niemal natychmiast po pierwszych słowach Nary. Całkiem dobrze go sobie wytresował.
Do rzeczy. Lider, jak już wspomniano, podzielił ich i tak już małą grupkę na trzy części i każdej zlecił konkretne zadanie. Wszystko wydawało się spójne i logiczne. Grupa typowo przeznaczona dla eskortowania cywili, inna oddelegowana do zabezpieczenia tymczasowego miejsca zbiorczego i ostatnia ta, w której znalazł się Kisho, zwiadowczo-informacyjno-likwidacyjna. Taaa, ta ostatnia zdawała się pełnić nieco więcej funkcji, niż pozostałe, ale nikt nie śmiał podważać słów lidera. W końcu i tak nikt na nic lepszego by nie wpadł, a zaproponowane przez niego obowiązki i cele były jak najbardziej słuszne. Jak na członka Nary przystało, wykorzystał w pełni to, co miał pod ręką, tak, że żaden talent się nie zmarnował. Sam miał jednak najciężej, bo musiał zając się najtrudniejszymi przeciwnikami, ale... Co to dla niego? Dla Lidera? Pesteczka!
Gdy się rozdzielili, a raczej zostawili biednego Kisho samo pasem z tyłu - gdzie tu kto niby dopasowując prędkości do pozostałych, co? No gdzie?!? - ten przez moment został sam, przynajmniej ze swojej części zespołu. Byli dla niego najnormalniej za szybcy.
- Powodzenia - zdążył jedynie powiedzieć do pozostałych i ruszył w ślad za liderem i Hakuseim. Całe szczęście, że nie odbiegli za daleko. Gdy tylko ich dogonił, pochylił się nieco - tamci wyglądali, jakby próbowali się nieco schować, więc analogicznie i Kisho przystał na coś takiego, choć nie wiedział dlaczego i przed kim się kryją. Długo nie musiał czekać na odpowiedź. Pod nimi, między budynkami maszerował oddział zakonu a z nim jeden z wyższych rangą dowódców. Mają pod górkę i to niemal na samym początku, nie nieźle się to zapowiada. Nie ma co...
Na prośbę Nary, chłopak aktywował swoje szkarłatne oczy i przeskanował najbliższą okolicę w promieniu 110 metrów wokół siebie. Na więcej nie puszczał go zasięg i własne ograniczenia, ale na sam początek to wystarczy. Zdanie raportu z najbliższego miejsca puki co będzie ważniejsze niż opowiadanie o tym, co dzieje się kilometry dalej. Głównie skupiał się na wyłapywaniu ognisk chakry, gdzie jest ich najwięcej i w jakich rejonach panuje totalna pustka. Nie omieszkał także przyjrzeć się każdemu z Shiro ryu, którzy maszerowali pod ich stopami. Dodatkowo tak z czystej ciekawości przejrzał pobliskie drogi i dróżki i inne zakamarki, by wiedzieć, którędy najlepiej przeprowadzać mieszkańców. Poza tym kto wie, może dojrzy coś ciekawego? Jakieś boczne przejścia bądź tunele ukryte pod powierzchnią ziemi, z których mogliby skorzystać?


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 329
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 18 maja 2018, o 07:19

Mokuzu odczuła dziwną ulgę, gdy bezimienny shinobi wyraził na głos jej własne obawy i kompromis został osiągnięty. Nie mogła nic poradzić, że w tym momencie stał się jej nieco bliższy... tak działała psychika człowieka, że lubił gdy ktoś się z nim zgadzał. Choć sama nie podzieliła się z grupą swoimi spostrzeżeniami to czuła dzięki temu jakby jej opinia również się liczyła. To było na swój sposób ujmujące, a przy tym i nieco żałosne z czego doskonale zdawała sobie sprawę. Pozostali nie zaszczycili jej swoją uwagą w najmniejszym stopniu dlatego sama też się do nich nie odzywała. Tok jej myśli krążących wokół ostatnich wydarzeń został niespodziewanie przerwany, gdy Kenta zaatakował Kisho. Z opóźnieniem, ale odskoczyła od dwójki instynktownie, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z agresora. To jej wyglądało na sprawy prywatne, a te Aburame utrzymali głęboko w podświadomości, ukryte nawet przed nimi samymi. Mokuzu taka nie była. Lubiła wiedzieć na czym stoi, gdyż trudno było jej pozostać obojętną nawet gdy na taką wyglądała. Teraz jednak to wszystko to była tylko strata czasu, który powinni byli wykorzystać do pomocy w ewakuacji ludzi. Na szczęście dowodził nimi Naoki Nara, o którym już kiedyś słyszała. A skoro ktoś stawał się obiektem plotek Aburame to musiał być kimś niezwykłym i kunoichi pokładała wielkie nadzieje w jego zdolnościach. Niestety już po chwili została sama z Izanagim i Kaito, a cała trójka obarczona została dość odpowiedzialnym zadaniem. Mokuzu nie czuła się częścią drużyny, gdyż nie wiedziała nawet co to znaczy współpracować i wobec tego nie czekając na chłopaków sama podeszła do drzwi pierwszego lepszego domu. Gdy wyciągała rękę z zamiarem otwarcia ich i zawołania znajdującej się do środku rodziny do szybkiego opuszczenia budynku, usłyszała nie pasujący do sytuacji śmiech. Zewsząd słychać było krzyki strachu i rozpaczy, dlatego chcąc nie chcąc jej umysł zaczął je zagłuszać. Wołanie Kaito upewniło ją jednak w tym, że się nie przesłyszała. Kiwnęła głową na znak zgody po czym ruszyła za źródłem hałasu spodziewając się ujrzeć tam jakiegoś oportunistycznego złodzieja.
- Zawołam was jeśli będę potrzebowała pomocy - powiedziała nim się oddaliła. Nie mieli czasu do stracenia dlatego miała nadzieję, że Izanagi kontynuuje wyprowadzanie ludzi z budynków. Chociaż Kaito zaoferował, że zajmie się tym sam to według niej nie było potrzeby, aby marnować tak dużo zasobów ludzkich na jednego złodziejaszka. Cóż, była naiwna i niedoświadczona. Nigdy dotychczas nie miała okazji toczyć walki z równym sobie przeciwnikiem, a choć cechowała ją zatrważająco niska samoocena to miała w sobie też pewną odwagę. I kilka tysięcy kikaichu po swojej stronie, które dla niedoświadczonego Aburame mogło równać się fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa. Mokuzu postanowiła jednak zachować ostrożność zważywszy na zanieczyszczenie powietrza, które mogło znacząco wpłynąć na jej kontrolę nad kolonią. Póki co utrzymywała ją w obrębie swojego ciała gotowa wysłać ją na napastnika, gdy ten się pojawi i takie rozwiązanie będzie się jej wydawało najlepsze. Tak długo jak jej przeciwnikiem będzie tylko jedna osoba, miała spore szanse zniechęcić ją do kryminalnego postępku i przegonić. Jeśli zaś dysponował choćby ograniczonymi zasobami chakry to atak z zaskoczenia byłby najlepszym pomysłem, gdyż mogła mu ją również ukraść. Wobec tego kilka ostatnich kroków zrobiła jak najciszej, zakradając się do miejsca, z którego dochodził śmiech. W odpowiednim momencie chciała po prostu, by jej kikaichu obsiadły przestępcę i zaczęły wykradać mu chakrę.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 64
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 18 maja 2018, o 15:24

Zostaliśmy podzieleni na kolejne grupy, mieliśmy ratować nie winnych ludzi, udaliśmy się na zachód nie czekając na nic. Nie było co już tam wcześniej nad czym rozczulać, szkoda czasu, każde jakieś niepotrzebne ruchy to dodatkowa strata czasu na którą nie mogliśmy sobie już pozwolić trzeba było zacząć działać wreszcie. Podczas samej drogi nie odzywałem się, biegnąc jedną ręką trzymałem kapelusz aby ten nie spadł, do tego elegancko powiewał jakby płaszcz od kimona, który fajnie zaczepiony na barkach dobrze leżał. Moi kompani chcieli się rozdzielić, nie widziałem w tym jakiegoś większego problemu, gdy chwilę potem zostałem sam. Przez chwilę stałem bez pomysłu, spuściłem głowę oraz ręce w celu bezsilności na to iż wszyscy rozpierzchli się, jakoś nie czułem aby to nam na zdrowie wyszło. Przez chwilkę nie wiedziałem co robić aby momentalnie ustać skoncentrowany i rozglądać się dookoła do którego budynku ja mogę szybko wbić, by pomóc cywilowi tak na początek. Słyszałem jakieś głosy faceta, dziwne dźwięki miałem wrażenie iż tam potrzeba komuś pomocy, przyśpieszyłem w tamtą stronę z mieczem gotowym do działania, omijając ludzi na ulicach. Widziałem że jeżeli w tym momencie ktoś potrzebować może pomocy to będzie to osoba na którą teoretycznie ktoś może napadać. W chaosie czasem wśród cywili pojawiają się osoby które chcą skorzystać z takiego stanu rzeczy, by wyrównać rachunki, by dorobić, a może po prostu by się na kimś wyżyć. W tej kwestii pewności nie było kto to, oraz co to, więc trzeba było udać się w głąb uliczki by dowiedzieć się co tam się dzieje oraz ewentualnie pomóc komuś czy to obronie czy to walce z napastnikiem. Nie wiedziałem czy robię dobrze czy źle ale ktoś musiał to obczaić, najwyżej jak nic tam nie będzie to zacznę pomagać ludziom na ulicy w ewakuacji. Kaito już komuś na sam początek wcześniej pomógł co mogła tylko nas motywować do dalszych działań ratunkowych, może przez to tak chciałem komuś pomóc w oddali, niby niedawno sam spotkałem się dwa razy tym że grupka biła słabszego, a może to nie miało żadnego znaczenia, ciężko określić czym napędzany był ten impuls, bo przecież tam może nic nie być, a przez tą chwilę uratował bym równie dobrze kilka osób z płonących domów, niczym strażak. Nie wiedziałem tylko w którą stronę udała się Mokuzu, czy to jest to samo miejsce? Czy gdzieś indziej, chyba przegapiłem to jak dobiegliśmy na miejsce, szybko rozdzielając się. Nie wiem czy to było najlepsze wyjście, bo może tak się zdarzyć że nie damy rady poinformować że kogoś znaleźliśmy, nie można przewidzieć że to nam się uda w jakikolwiek sposób, ale ja chyba za dużo próbowałem przemyśleć spraw, jednocześnie działając w nie których sprawach impulsywnie, czy to nie jest lekko bez sensu?
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 54
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 18 maja 2018, o 17:54

Można powiedzieć, że wędrówka całą grupą minęła im bez kłopotów. Na swojej drodze nie napotkali żadnego przeciwnika. Całą drogę szli i rozmawiali spokojnie, póki ninja z którymi miał współpracować nie zaczęli się przedstawiać. Jeden z nich, który przedstawił się jako Kisho widocznie był z wysp. Nie wiem co to zmieniało w obecnej sytuacji skoro wszyscy w tym momencie mieli ten sam cel... aby przetrwać. Jednak nie spodobało się to strasznie człowiekowi imieniem Kenta, który słysząc co powiedział chłopak, nagle wykonał szybki obrót w tył i złapał go za szyję. Można powiedzieć, że było to coś czego nikt się nie spodziewał. Może miał jakieś swoje rachunki z Cesarstwem przez co nienawidził żadnego z nich. Wyznawca nic nie zrobił. Reakcja tego shinobi spodobała mu się. Uśmiechnął się sam do siebie i obserwował dokładnie sytuację. Nie martwił się tym, że to jego zaatakuje. Nie wiedząc czemu pałał on sympatią do tego człowieka. Mimo jego charakteru, który był porywczy i szalony, ale to właśnie chyba on sprawił, że Jashinista go polubił. Całą akcję przerwał Nara, który swoim cieniem zatrzymał Kente przed uduszeniem gołymi rękami chłopaka z wysp. Trzeba było też przyznać, że lider również miał coś w sobie tajemniczego. Gdyby nie był silny, byłby zwykłym pionkiem na całej szachownicy, to ktoś taki jak Kenta na bank by się go nie słuchał. On umiał sprawić, że jednym zdaniem uspokajał zachowanie swojego człowieka. Jego charakter czynił z niego przywódcę doskonałego. Zresztą czego innego można było się spodziewać, po liderze wszystkich Nara? Porywczy ninja odpuścił sobie. Jak to on, rzucił jakimś sarkazmem po czym dał sobie spokój z kłótnią na jakikolwiek temat. Naoki odpowiedział na słowa wyznawcy. Trzeba było przyznać, że miał on rację. Chłopak nie był typem człowieka, który nie umie przyznać się do swoich błędów. Przyznał rację liderowi jednak wolał zachować milczenie. Nie chciał już dłużej gadać na ten temat, dlatego postanowił, że przystosuje się do decyzji pozostałych.
Kiedy Kenta doskoczył do niego przemawiając i wykonując dosyć dziwną gestykulację jak na tamtą sytuację, ten nie wiedział w sumie co ma powiedzieć. Zaraz jednak przyciągnął również Ame i dał kuszącą propozycję Jashiniście. Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak w tym momencie Hokusai napił by się jakiegoś trunku. Wśród tego całego chaosu siąść i wypić na spokojnie jakieś sake... coś pięknego. Kenta musiał jednak coś dopowiedzieć, aby zrobić na złość ninja z wysp. Gdyby tego nie zrobił... nieee, nie byłoby to w jego stylu.
- Dostarcz alkohol, a z chęcią się napiję. Na tle tego chaosu nawet sobie nie wyobrażasz jakby było zajebiście siąść gdzieś z boku i pooglądać całą tą masakrę.
Po tych słowach spojrzał na niego. Chciał zobaczyć jego reakcję po tych słowach. Można było się domyślić, że dziwnie spojrzy, ale to nie byłoby w stylu Kenty. Liczył na jakiś sarkazm albo cięty dowcip w swoją stronę. Inaczej nie mógł postąpić. Niedługo później zostali podzieleni na trzy grupy. To było chyba szczęście w nieszczęściu, że w tak niekorzystnej sytuacji udało mu się dostać do grupy z porywczym mężczyzną. Razem z nimi był jeszcze Ame. Ciekawiło go co ta dwójka potrafi, ale chyba nie trzeba było się domyślać, że najsilniejszy z nich jest człowiek Nary. Ich zadaniem było zabezpieczenie budynków, nie wiedział jak sobie poradzą, ale spróbować było warto. Nie chciał stąd jeszcze odchodzić. Może i to trochę straszne, ale powoli zaczynało mu się tutaj podobać. Nie próbował wyrwać się z uścisku mężczyzny. Czekał na spokojnie aż sam go puści, a następnie spojrzał mu w oczy, kiedy powędrowało pytanie o jego imię.
- Saburō Hokusai. Nie musisz się martwić. Nie jestem z wysp.
Tu liczył kolejny raz na jakiś cięty dowcip albo coś czym dogryzie chłopakowi. Zauważył, że po prostu taki już jest ten mężczyzna, ale to z nim z całej trójki wolał być w grupie. Pobiegli wzdłuż muru, aby wypatrzeć miejsce gdzie zabezpieczyć domy. Oczywiście tym zajął się Kenta, oni byli raczej tylko pomocnikami. Domy z kamienia były dobrym rozwiązaniem na panującą sytuację. To one przetrwały pożary i to one były najodpowiedniejszym miejscem do zabezpieczenia, ale nie chciał się odzywać. Liczył na umiejętności i doświadczenie starszego od siebie kolegi. W pewnym momencie nakierował ich na zbite w kupkę domy, które rozchodziły się w prawo i w lewo z krańcem ulicy. Rzeczywiście domy były ustawione na tyle dobrze, że w razie czego byliby w stanie podjąć szybkie działanie bez zbędnego oddalania się. Hokusai darzył go coraz większym zaufaniem. Później palcem wskazał im gdzie mają zebrać ludzi gdy już zabezpieczą domy, lecz w jednym z nich otworzyło się okno, w którym stanął mężczyzna i jak gdyby nigdy nic zaczął obserwować okolicę. Wiadomym było, że nikt normalny w tych warunkach gdzie na zewnątrz trwa wojna otworzy sobie okno i zacznie obserwować widoczki. Śmierdziało tu wrogiem na kilometr, dlatego nawet się nie zastanawiając pomknął na bok wraz z kompanami.
- Nie przywitamy się z nim jak należy?











----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

[/uhide]


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 144
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Kij na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Koala » 19 maja 2018, o 09:47

Koala napisał(a):
Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Czy to wszystko rzeczywiście było takim planem idealnym? Nie. Było prowizorką. Prowizorką, którą Nara próbował ogarnąć na tyle, na ile ogarnąć się dało, wśród tej dziwnej ciszy, w której się przemieszczaliście. Pojedyncze osoby, które mijaliście, już udawały się do portu, wystarczyło tylko im wskazać opustoszałą drogę. Nie sposób było ich zabrać ze sobą – nie w głąb terenu, który mógł być zagospodarowany przez wroga. Niektórzy szli całymi rodzinami, inni tułali się po ulicy zapłakani, matki z dziećmi i samotni mężczyźni – a każdy z nich pragnął tylko jednego: ratunku. Wyzwolenia. Im bliżej dzielnicy mieszkalnej tym mniej ludzi było, aż w końcu doszliście do tego punktu, tego jednego, konkretnego, gdzie nie było widać żywej duszy. Zupełnie jakby cały pogrom tędy już przeszedł i nie było czego zbierać. Ludzie targali ze sobą dobytki życia, ciągnęli smród dymu i krwi, który miał zalęgnąć się na statkach – zakładając optymistycznie, że jakiekolwiek statki jeszcze były. O tym jednak, zdaje się, nikt nie chciał nawet myśleć. Z drugiej strony – czy to nie było pierwsze, o czym myśli przeciwnik, który chce dokonać anihilacji miasta?

DRUŻYNA PIERWSZA
Ratowanie cywiili – misja dumna sama w sobie, bo przecież, jak Kaito słusznie zauważył, jeśli nie będzie cywili – na nic się zda zabezpieczanie budynków czy zwiad i zbieranie informacji, jakich podjął się Nara ze swoją drużyną. Choć początkowo miały być tylko dwie. Plan bardzo gładko dostosował się do zasłyszanych obaw, sugestii i równie gładko zostały wydzielone grupy na poszczególne jednostki. Fakt wysłania Hozukiego z Kentą zdawał się być jednak najmniej przemyślany z tego wszystkiego. Może obawy Kaito były słuszne? W końcu posłał brata z kimś, kto nie zawahał się zaatakować przedstawiciela Cesarstwa, kiedy tylko usłyszał o jego pochodzeniu. A nazwiska młodych Rekinów słyszał bardzo wyraźnie. Chyba że doznał chwilowej głuchoty. Różne rzeczy dzieją się na tym świecie.Kobieta, zapłakana, dusząca się, szybko została przejęta przez Kaito. Ważyła chyba więcej, niż wyglądała, ale to chyba przez to, że miała nogi jak z waty. W przeciwieństwie do ludzi, których pokierowaliście do portu jeszcze chwilę wcześniej, kiedy byliście całą grupą, ta niewiasta nie była w stanie ustać o własnych siłach i sama raczej nigdzie nie będzie w stanie potuptać. No, chyba że na drugą stronę, do której nie chodzi się na piechotę. Szatynka nie protestowała więc, kiedy wziąłeś ją pod ramię, wręcz przeciwnie – bardzo chętnie poddała się pomocy i dopiero poza dymem zaczęła łapać paniczne, głębokie chausty powietrza w usta, kiwając intensywnie głową. Pewnie zgodziłaby się teraz na wszystko, cokolwiek byście jej nie rozkazali, czegokolwiek byście jej nie powiedzieli. Dlatego też i potakiwała na słowa Kaito. Przysiadła na stopniu jednego z domków, podpierając się ciężko o beton. Próbowała się jakkolwiek ogarnąć, na nowo nauczyć się oddychać. Z ulicy pod murem dobiegł do was przerażający, agonalny wrzask. Męski wrzask. Cokolwiek stało się temu komuś cierpiącemu – nie mogła to być najprzyjemniejsza śmierć. Cisza po tym wrzasku dudniła w uszach, nawet pomimo ciągle rozgrywających się w tle odgłosów, świadczących o tym, że to miasto ciągle nie śpi. Ciągle jeszcze nie wymarło całkowicie i wciąż jest bardzo wiele do zrobienia i bardzo wielu ludzi do odratowania.
Kaito złożył pieczęć i zaczął szukać ludzi – zagadka na temat tego, czemu ulice są tak opustoszałe, została rozwiązana. Ludzie kłębili się w swoich domach. Niektórzy zwinięci w piwnicach, inni pozamykani w pokojach. W każdym domu właściwie ktoś był. W jednym była to jedna osoba, w drugim całe rodziny. Z kłębów dymu w twoim kierunku wyszła większa ilość osób. Wszyscy tak samo zakaszlani i osłabieni. Ewakuacja z pożaru? Na to wyglądało.
- S... strażnicy... – Kobieta starała się przemówić. - Przeszli... kazali nam... w domach... – Kolejna fala kaszlu okaleczyła jej płuca.
Mokuzu i Izanagi ruszyli razem do przodu, mijając pojedyncze osoby czmychające z kierunku, w którym oni dążyli. Rzeczywiście – dym nie sprzyjał robakom, stąd też Mokuzu wyczuwała ich niepokój. Niepokój ten nasilił się, kiedy wkroczyli w kłęby dymu, które znacznie utrudniały widoczność, tak samo zresztą jak oddychanie. Zbliżaliście się do miejsca, które było epicentrum wytwarzania szarych smug wijących się pod waszymi nogami i zatruwającymi powietrze, tak samo też zbliżaliście się do miejsca, w którym słyszeliście czyjś śmiech. W końcu obraz nabrał kolorów, a siwy dym, piekący was w oczy, stał się wyraźniejszy. Trójka mężczyzn, stała za płonącym budynkiem. Jeden z nich trzymał jakąś kobietę za włosy, którą rzucił jak zużytą lalką na bok. Nie była martwa, zwinęła się, płacząc, próbując zasłonić swoje porwane ubranie. Stety czy niestety – kiedy wy zobaczyliście ich, to i oni zobaczyli was. Mokuzu nie czekała na oklaski i od razu zaczęła działać. Chmara robali poleciała w kierunku najbardziej wysuniętego mężczyzny, na co on zareagował zdziwieniem. Chyba nawet odrobiną strachu. Na szczęście (dla nich) jego towarzysz okazał się bardziej trzeźwy i złożył pół pieczęci. Ostry podmuch wiatru odpędził robale i zmusił je do zawrócenia. Przynajmniej chwilowego. Nie były tak sprawne, przy płonącym budynku, który teraz znajdował się po waszej lewej stronie, nie czuły się komfortowo – tym bardziej po bliskim spotkaniu z dymem. Tym nie mniej chyba powoli się ze swojego przytłumienia otrząsały.
- Bogowie, co to ma być!
Świruska z robalami i jej kumpel od dupczenia? – Ten, który złożył pieczęć rozciągnął usta w szerokim, kpiącymi uśmiechu.
Robale miały to do siebie, że nie lubiły się poddawać i kiedy miały cel to dopóki ich Pani ich nie odwołała, dopóki coś nie spopieliło ich ciał – brnęły do przodu. W tym wypadku było tak samo. Zawróciły i znów natarły, zmuszając mężczyznę do ponownego wyrzucenia z siebie chakry, by je odpędzić powietrzem.
- OOOJ, CO ZA UPIERDLIWE ŚCIERWO!
Trzeci z bandziorów sięgnął po drewniany kij i ustawił się w pozycji obronnej. Po czym ruszył na was biegiem.


DRUŻYNA DRUGA
Czarnowłosy uśmiechnął się pod nosem. Ten szaleniec. Rzeczywiście, trudno było mu odmówić pierwiastka świra, który robi to, na co ma ochotę w danej chwili i nie ma żadnej siły, która byłaby go w stanie powstrzymać. Oprócz lidera klanu Nara, najwyraźniej. Ciężko przewidzieć, czy nie byłby w stanie sięgnąć po butelkę sake, usiąść z Saburo na dachu i podpiekać pianki na płonących budynkach. Zresztą jego uśmiech i pawie oczko puszczone w stronę Saburo mówiło samo za siebie.
- Noo, przynajmniej jeden czystej rasy w tym przednim towarzystwie.

Kenta machnął na was lekko dłonią i zaczęliście się znowu przesuwać do przodu – tym razem jednak w cieniu budynków. Mężczyzna w oknie był ciągle widoczny dla was jak na dłonie. Wyciągnął się na parapecie, podparł o niego rękoma i podziwiał cudowny, płonący świat. W końcu było co podziwiać, nie każdego dnia ma się okazję uczestniczyć w urzeczywistnieniu Apokalipsy. Wydawało się nawet, że shinobi nie do końca słuchał Amego w tym momencie, kiedy zawieszał utkwione spojrzenie w waszym celu. Skinął głową, jakby to mogło wystarczyć za jakiekolwiek potwierdzenie tego, co powiedział Ame.
- Dlatego – potem. – Skomentował krótko. Nie było się co rozwodzić nad tematem – należało się przywitać z przeciwnikiem, który im bliżej byliście, tym mniej niesamowitym się wydawał. I tym mniejsze zdawał się stwarzać zagrożenie. Kenta sięgnął po dmuchawkę schowaną w torbie za paskiem i przysunął ją do ust, wytwarzając mydlaną bańkę, nieco większą od głowy. - Przywitania są przecież najważniejsze. Najpierw musimy powiedzieć "siemka" naszym nowym współlokatorom. – Bez nich – ani rusz! Bańka pofrunęła do przodu i przyciągnęła uwagę mężczyzny w oknie, który spojrzał na nią mocno zdziwiony. Osłupiał – to dobre słowo. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, chcąc ją dotknąć, sprawić, że pęknie, ale ta niewzruszenie. A trzeba przyznać, że bańka popierdzielała po świecie na fecie z prędkością, którą wasze oczy uznawały za teleportację. Nie byliście w stanie nadążyć za mydlanym tworem, zresztą mężczyzna w oknie też nie. Dopiero, kiedy przed nim zwolniła mógł skupić na niej swój wzrok. Wtedy jednak było za późno. Tak samo jak za późno na próby rozbicia jej paluchem. Twór objął jego głowę i zaczął roztapiać jego skórę. Na waszych oczach, tuż przed wami – byliście na tyle blisko, że wszystko widzieliście bardzo dokładnie. Mężczyzna otworzył usta, chcąc krzyczeć, jego wargi się wypalały, z białek zaczął sączyć się biały płyn, wypalało mu usta, zżerało żywcem zęby. Wszystko trwało zaledwie chwilę. Chwilę, by słyszeć przerażający wrzask, który nawet trudno nazwać człowieczym. Bo i chyba trudno człowieczym określić to, co się z tym gościem stało. Jego agonia nie trwała długo. Wypadł przez okno, ale nawet to nie zniszczyło bańki. Ta pękła dopiero, gdy całkowicie zżarła jego głowę. Bezgłowe ciało leżało na zimnej ziemi tuż przed wami, rozlewając krew na brązowej, udeptanej ziemi, parując w styczności z zimnych, kąśliwym powietrzem tej pory roku.
Kenta zaczął wytwarzać wokół siebie więcej baniek – te były jednak nieco mniejsze. Nie musieliście czekać długo, żeby usłyszeć reakcję z wnętrza budynku na wrzask, który przeciął pseudo-ciszę panującą w tym miejscu. Pseudo, bo ciągle słychać było odgłosy krzyków, ognia, wybuchów, zawaleń – nic jednak w odległości na tyle bliskiej, by martwić się o to w tym momencie. Nic prócz odgłosów tupotu stóp i nawoływań z samego budynku, z którego wyglądał wasz aktualny trup. Ilu ich tam było? Na pewno nie dwóch czy pięciu. Wrzawa we wnętrzu – i na zewnątrz budynku, po drugiej jego stronie, była na tyle głośna, by mieć pewność, że macie do czynienia z większą grupą. Dotarliście już do punktu docelowego i można było się przylepić do jego ściany, by nawet ktoś wyglądający z tamtego okna was nie dostrzegł, dopóki mocno się nie wychyli. A ktoś wyglądał.
- Młode panie, zapraszam za mną, rozpoczynam ten balet. Biegnę do przodu, wyeliminuję najgorsze zagrożenie. Osłaniajcie moje tyły. – Wymruczał do was w miarę cicho, chociaż już i tak raczej nie było co się kryć ze swoją obecnością. Zebrał chakrę w stopach i wskoczył na ścianę, wspinając na dach, po czym opadł w dół ze swoimi bańkami, które ciągle za nim podążały. I tak samo jak ich ruch – jak dla was tempo poruszania się tego mężczyzny było istną teleportacją.
Budynek z solidnego kamienia miał swój dziedziniec. Łączył cztery pobliskie budynki – idealne wręcz miejsce do obrony. Okolony nie murem jako murem, a właśnie samymi domostwami, które były połączone ze sobą skrzydłami, stanowił miniaturową wersję twierdzy. Tylko bez baszt i stanowisk obronnych. Musiał tutaj mieszkać ktoś, kto miał na podorędziu do wydania parę milionów ryo na wybudowanie tego cuda. Zdaje się, że słowo "mieszkał" to dobre słowo biorąc pod uwagę fakt, że na dziedzińcu leżało sporo trupów. Kilka przybitych do ściany z rozłożonymi rękoma, niektórzy przyszpileni ścianami, niektórzy leżący pod ścianą, w jej cieniu, jak porzucone śmieci. W tym ze dwóch strażników, których zbroje lśniły smętnie, przyozdobione krwią. Dwie kobiety wiszące na linach kołysały się smętnie przy podmuchach wiatru niosącego ze sobą smród dymu. Nie było to miejsce, do którego chciałoby się zebrać cywilów, ale w końcu – hej, kto by nie chciał zostać profesjonalną firmą sprzątającą shinobi? Kenta był już z przodu. Wpadł w samo serce przeciwników i przyszpilił ich do muru, a aktualnie wyskoczył na dach po przeciwległej stronie, mierząc się z kimś, kto był za nim w stanie nadążyć. Na szczęście daleko od was. Mężczyzna w oknie nadal tam wisiał, choć już się odwracał, słysząc okrzyk "atakują!" z dziedzińca. Na samym dziedzińcu stało z siedmiu ludzi, którzy, nieco osłupialni, próbowali nadążyć za walczącą dwójką. Wyraźnie nie bardzo wiedzieli, co się dzieje. Nie byli uzbrojeni w nic, co budziłoby w nich jakiś większy respekt. Żadnych katan. Trzech z nich stało pod murem, na którym znaleźlibyście się wy, gdybyście zechcieli na niego wskoczyć. Pozostała czwórka stała nieco dalej, rozpierzchnięta po placu.
DRUŻYNA TRZECIA
Kenta przestał być twoim zmartwieniem. Stał się zmartwieniem innego członka Cesarstwa, który ostał oddelegowany z nim w grupie. I tylko sam Nara wiedział, czy to rzeczywiście było dobrym pomysłem, żeby posyłać kogokolwiek z Morskich Klifów z tym człowiekiem zmiennym jak wiatr. Jak chorągiewka. Gdzie mu zawiało – tam się telepał. Całe szczęście, że byłeś ponad to, bo jeden ruch, zakończony nieprzyjemnym ściśnięciem gardła, mógł przerodzić się w dalszą wojnę – i to bardziej stałą, której nie zakończyłyby twoje słowa i słowa lidera, z którym przyszło ci być w grupie. Albo raczej – za którym przyszło ci gnać na złamanie karku, żeby za nim i jego przydupasem numer dwa nadążyć. Podobno trzeba się jednak cieszyć z małych osiągnięć, więc może warto się cieszyć z tego, że nic nikomu nie urwało nóżki..?
Jak zostało powiedziane – szybko nadgoniłeś lidera i jego ekipę. Nie potrzeba było również wiele czasu, żebyś zorientował się w sytuacji. Rzeczywiście – kryli się. I teraz kryłeś się razem z nimi. Smoki, obrócone do was plecami, nie zwracały na was najmniejszej uwagi. Ich piersi okolone pancerzem odbijały blask słońca, pysznili się niczym prawdziwi rycerze, którzy wyruszają na pomoc światu. Rzeczywistość prezentowała się niestety inaczej. Ich ruchy były wolne, zupełnie jakby urządzali sobie popołudniowy spacer, a nie zmierzali... dokąd właściwie? Zgodnie z tym, co Nara powiedział i co wcześniej zostało powiedziane na placu, nawiązywanie walki z kimś potężniejszym mogłoby być głupotą. Z drugiej strony nie mogliście pozwolić, żeby ci wojownicy dopadli mieszkańców.
Dwójka twoich towarzyszy nie podejmowała żadnego działania. Czekali na twoje informacje.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

- Jestem otwarty na wasze sugestie. - Odezwał się Nara. W końcu mądry dowódca powinien słuchać tego, co inni mają do powiedzenia. Umysł zbyt łatwo potrafi się zafiksować na jednym.



MAPKA. Nie cierpię mapek, ale chyba będzie nam wygodniej (:
Bordowe kółko - drużyna druga
Żółte kółka: większe - Kaito, mniejsze - Mokuzu i Izanagi
Pomarańczowe kółko - drużyna trzecia
A reszta kółek dla Kisho.

Gdyby było cokolwiek niezrozumiałego - pisać!

@Kaito
Wszystko w porządku, dobrze wyszło!

@Kisho
Gdybyś potrzebował jakichkolwiek dokładniejszych informacji - pisz.

Ze względu na imprezującego Muraia macie 48h na odpis, powodzenia (;
Moderator fabularny ♥
Kliknij w razie potrzeby.
Obrazek
Avatar użytkownika

Koala
Moderator
 
Posty: 2049
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Shi ♥
GG: 12504223
Multikonta: Shikarui, Samidare

Następna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości