Kogane no umi (pola)

Znana również jako Serce Świata, Kami no Hikage znajduje się na wyspie na wschód od Ryuzaku no Taki. Cała otoczona klifami wyspa pokryta jest wielkim miastem z domieszką kilku pól i pastwisk, by zapewnić osadzie samowystarczalność. Stolica jest uznana za najbogatsze i najbezpieczniejsze miejsce na świecie, zarówno dzięki naturalnym fortyfikacjom, jak i obecności dużych sił wojskowych, mających chronić panującym nad Kami no Hikage Zgromadzeniem Możnowładców razem ze swoim elitarnym gronem, Radą Dwudziestu. Główną siedzibę ma tutaj również zakon sił specjalnych służących Radzie, Shiro Ryu.

Kogane no umi (pola)

Postprzez Nieaktywne konto 2 » 3 maja 2018, o 19:58

Obrazek
Kogane no umi 黄金の海
Złociste morze


Pola upstrzone wysokimi, stromymi klifami. Rozciągające się kilometrami na zachód od Kami no Hikage. Pomiędzy nimi prowadziły wąskie, często zarośnięte dróżki. Niektóre zarośnięte były zielonymi trawami, inne złocistymi polami zbóż. Swoją nazwę jednak ta część wyspy wzięła od malowniczych zachodów słońca, które rzucając blask na okoliczne tereny wydaje się rozpalać je płomieniami. Położone są na tyle wysoko nad poziomem morza, że niknie tutaj huk morskich fal i na tyle daleko od miasta, że wysiłki szukania tu żywej duszy wydają się próżne. I faktycznie bywają tu placki takiej ziemi, które są zupełnie puste. Zazwyczaj na polach pracują jednak rolnicy, troszcząc się o uprawy. Wyrywają chwasty i doglądają roślin.
Moderator fabularny ♥
Kliknij w razie potrzeby.
Obrazek
Avatar użytkownika

Nieaktywne konto 2
Moderator
 
Posty: 2054
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Shi ♥
GG: 12504223
Multikonta: Shikarui, Samidare

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Shikarui » 3 maja 2018, o 21:30

Wiesz, gdzie jest granica między tym, co dozwolone, a co nie? Nie zdradzą ci odpowiedzi na to pytanie kamienne tablice. Nie zdradzą ludzie wokół, nie wyszepczą księgi praw spisane ludzką ręką. Ta granica była tworzona na bieżąco. Na co innego pozwolisz sobie w obecności matki, ojca, na co innego w obecności lidera - i na coś zupełnie innego w obecności zupełnie obcych osób. Zła osoba - czy to już brzmi wystarczająco przerażająco? Czy myśl o lodzie wystarczająco zatrważała, żeby człowiek stał się bardziej uważny i sobie nie pozwalał? Nie. Należało tego zła uświadczyć. Poczuć, jak kawałki lod wpełzają do wnętrza i osiadają na sercu, płucach i wątrobie. Zanim zaczynały ciążyć - paliły. Zamrażały dogłębnie, kawałek po kawałku. Jeśli ominą jakąś część ciała to nic. Poprawią to. Za pierwszą falą mrozu nadciągała druga, trzecia... Było ich tak długo, jak długo stało się w zamarzniętym jeziorze. Opowiadali bajki, że temperatura powietrza była niższa od wody. Że w tej krainie mrozu, pod okowami lodu, jeśli tylko zdołasz je zbić, kryje się woda cieplejsza od otoczenia wokół ciebie. Włóż to na półkę między bajki i podziel na dwa. Spójrz na to przez palce - przejrzyj jeszcze raz. Kiedy już wystarczająco mocno się przyjrzysz, skupiony na treściach teoretycznych - poczuj to sam. Doświadcz drżenia nawierzchni, kiedy kują lód ostrymi hakami i poczuj mróz na karku, kiedy jeden po drugim tonęli w dole. Shikarui nie wiedział, co to za uczcie, kiedy ktoś wbijał ci się prosto do wnętrza i zanurzał w twoim własnym świecie. Kiedy czyjeś myśli stawały się twoimi, a ty sam traciłeś jakąkolwiek kontrolę nad ciałem. Nie wiedział i nie chciał poznać tego uczucia - był pewien, że Aka tym bardziej nie chciał tego przeżywać.
- Na pewno nic jej nie jest? Tak nagle upadła...
- Zmywajcie się stąd już, dzieciaki! Tylko zamieszanie robicie! - Sprzedawca machnął swoją ścierą na pożegnanie. Co się dziwić? Rzeczywiście trochę zamieszania zrobili. Nikt nie interweniował, bo niby czemu? Siedzieli razem, rozmawiali. Sprzedawca nie musiał nawet wołać straży - minęli ją. I co z tego? Wokół chodziło wielu ludzi, a ta trójka nie wyglądała na tyle dziwnie czy podejrzanie, jakby zaraz miało się stać coś złego.
- Wszytko w porządku? - Zagaił jeden ze strażników, zatrzymując mały pochód.
- Nie do końca. Moja przyjaciółka źle się poczuła, właśnie odprowadzam ją do domu. - Kłamstwo. Kłamstwo wydobyło się tak gładko z jego gardła, jakby Shikarui wcale nie kłamał. Może to prawda? Przecież Yamanaka nie zrobiła mu nic złego. Polubienie jej nie było niemożliwe. Polubił ją, teraz się o nią martwił... Nie. Gdyby tak było, nie przykładałby jej durnego patyka do szyi.
Strażnik uśmiechnął się ciepło i wyciągnął rękę, żeby zacisnąć ją na ramieniu Shikaruiego, drugą na ramieniu Akiego. Albo raczej - na ramieniu Inoshi w ciele Akiego, po czym poszedł w swoją stronę.
Reszta drogi obeszła się już bez problemów.
A Shikarui nie śpieszył się wcale. Wędrował długimi ulicami i kierował się do bramy miasta - jakiejś bocznej, nie tej głównej. Czekał. Nie zatrzymywał się, szedł ciągle w tym samym, spokojnym tempie. Rzeczywiście - sprawiał wrażenie, jakby wiedział, co robi - ale czy wiedział na pewno? Nie miał pewności, jak działa to kekkei genkai, nie znał go od A do Z. Znał tylko podstawy. Dawał Yamanace czas na powrót do swojego ciała, ale ta tego nie robiła. Czemu? Dlaczego wciąż lezie za nim w nie swoim ciele? Był zirytowany. Minimalnie bo minimalnie - ale był. Yamanaka przesadziła. Czy zrobiła źle czy dobrze Shikarui nie rozpatrywał tego w takich kryteriach. Nie rozpatrywał też tego pod kątem faktu, jak dziewczyna musi się czuć. Nie brał pod uwagi jej uczuć. Mógł ująć je w dłonie, pochwycone czarnymi rękoma, zmiąć i wyrzucić do kosza. Wydrzeć część jej samej, gdyby tylko mógł złapać jej duszę... miała szczęście - nie miał takiej możliwości.
Niestety miała też nieszczęście, że swoje jutsu użyła na Akim, a nie na nim. Aka był mocny w gębie, ale, jak to sam autor pięknie ujął, wyżej srał niż dupę miał. Przede wszystkim Aka był po prostu za dobry.
W przeciwieństwie do Shikaruiego.
Ciało Yamanaki wylądowało na ziemi. Shikarui rzucił je na ziemię. To coś - puste naczynie, które nie było mu do niczego potrzebne. I kopnął ją w podbrzusze - dostatecznie mocno, by poczuła dreszcz na swoim kakru - ach, raczej na karku Akiego, na samą myśl o tym uderzeniu. Dopiero wtedy odwrócił się do dziewczyny przodem.
Widziałaś kiedyś pożar, koleżanko? Widziałaś, jak topią się w ogniu zórz całe pola, wszystkie wody i całe niebo? Jeśli rozłożyłaś wtedy ręce, czując na swoim ciele podmuch wiatru, zaczynałaś rozumieć, że w takich momentach człowiek może poczuć odrodzenie. Uwierzyć w wolność i zapewnienie, że jeśli tylko obejmą cię płomienie - powstaniesz z popiołów. Jak feniks, który śpiewa całymi nocami, wzywany tęsknotą dymu, który ulatywał zbyt daleko od jego ognia, by mógł go dogonić. By mógł po niego sięgnąć. Był ogień, który ogrzewał. Domowe ognisko, które pieściło skórę i pozwalało zjeść coś ciepłego. Ze szystkich żywiołów - czy to nie ogień był tym najbardziej niszczycielskim? Tak mówili. Lecz spójrz - tam, gdzie ogień pożre wszystko, nadal można było coś odbudwać. Jeśli spopielił ziemię - wystarczyło dać jej trochę czasu. W końcu wyrastały na niej rośliny. Wszak czy to nie gleby magmowe były tymi najbardziej żyznymi? Lecz co, jeśli to woda przyjdzie na ląd? Woda pożerała wszystko. Zatapiała ziemię - i już nigdy nikt nie mógł na niej zamieszkać. Nie można było na niej niczego zasadzić.
Obojętnie, w którą stronę spojrzysz - tam była Śmierć.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Shikarui oparł but na policzku dziewczyny, wgniatając jej twarz w ziemię.
- Do budy, psie. - Nie miał ochoty powtarzać. Nie zamierzał powtarzać.
Nie lubił się powtarzać.
Patyczek upadł na ziemię, ponieważ w jego dłoni zalśnił kunai wysunięty z rękawa. Tak po prostu. Jakby zawsze go tam miał. Jakby nigdy się z nim nie rozstawał. Chyba nie musiał dodawać, że jeśli Yamanaka zrobi jakikolwiek fałszywy ruch to nie skończy się to dla niej dobrze, prawda?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Oh My Lord, take me home
Lay me at the bottom of the river.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 412
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Aka » 3 maja 2018, o 22:31

Doprawdy, to dziwne uczucie, gdy w twoim gardle znajduje się płyn, lecz nie ty go łykasz. Chłopak skrzywił sie lekko. Myśli, które słyszał, a które nie należały do niego tylko utwierdziły go w przekonaniu, że miał rację. Yamanaka spanikowała, nie wiedziała w ogóle co robi.
- Co chciałem ruszyć?! - krzyknął na nią w myślach. - Przecież stałem nieruchomo w miejscu! - przecież taka była prawda. Aka nie miał najmniejszego zamiaru skakać na blondynkę. Nie było w jego typie wszczynać burdy. Awantury może tak, ale żeby od razu używać Jutsu?! No do licha ciężkiego, czego oni uczą w tych Karmazynowych Szczytach? Jeden zabiłby własnych rodziców za pajdę chleba, a druga atakuje kogoś, bo ma nieco za bardzo donośny głos. O bogowie, może rzeczywiście lepiej by było, jakby Cesarstwo wkroczyło na kontynent i zaprowadziło porządek z tym barbarzyństwem.
Usłyszał jej głos. Darcie ryja, rozpaczliwe wołanie o pomoc, coś jakby marcujące koty, no panika jednym słowem. Aka westchnął głośno. Oczywiście w myślach, bo nie mógł kontrolować nawet swoich płuc.
- Oto twoje miasto. Czarnowłosy chłopak wynosi dziewczynę, która przed chwilą piła wodę. Oto Twoje Kami no Hikage. Serce Świata. Stolica wszystkich narodów. Miejsce w którym każdy dba tylko o własny interes. - słuszne spostrzeżenie. Nawet ktoś taki jak Yamanaka musiał zauważyć, że miasto jest obojętne na to, co się z nią stanie. Zaufali gościowi z łukiem na plecach i pozwolili mu odejść z jakąś wariatką pod pachą. Ich kolega zaś stał nieruchomo, jakby ducha zobaczył. Klap, klap, klap. Piękne panie i przystojni panowie byli zbyt zajęci oglądaniem wystawy cepów, jeden tylko kazał im nie wszczynać burd. No ale jak naćpana kobieta może wszczynać burdy, huh? - Posłuchaj dziewczyno. Ja wiem, że pokusa sikania na stojąco i brak okresu mogą być kuszącą wizją pozostania w moim ciele, ale jestem pewny, że znajdziesz jakiegoś faceta, który lubi jak kobieta w niego wchodzi. Mogłabyś więc iść nawiedzać kogoś innego? - zapytał. - Ja? Ja?! Wy macie jakieś problemy z wzrokiem przez brak źrenic? Ja stałem w miejscu! - no nie wierzył w to co słyszał. Kobieta, która kontrolowała jego oczy zachowywała się jak osoba, która próbuje funkcjonować po zdjęciu soczewek kontaktowych. Mrużyła oczy, przecierała je. Cóż, może spostrzeżenie Akiego nie było tak dalekie od prawdy. - No i co z tego, że o Tobie gadaliśmy? Ty się na nas gapiłaś od pięciu minut! - burknął, fuknął i tupnął mentalną nóżką.
- Matte, matte... bogowie, nie rób mi siary, w życiu bym tak nie powiedział. - westchnął. Cóż. Mina płaczącego Akiego raczej na nikim nie zrobiła większego wrażenia. Od urodzenia wyglądał jak pizda, i jak pizda się teraz zachowywał. Całe szczęście, jedyna pizda jaką miał, to ta w głowie. Ależ on był wściekły. Nie na to, że go przejęła, tylko na to, że nawet nie potrafiła udawać. Na szczęście Shikarui. Cóż...
On umiał udawać. On uwielbiał udawać! Strażnik nawet poklepał go po ramieniu, gdy ujrzał, jak troskliwy przyjaciel prowadzi swą chorą przyjaciółkę. Sam niebieskooki nie mógł uwierzyć w to, co widzą.
- O bogowie, to kuriozum. Haha! - zaśmiał się. To niebywałe, jak świat dziewczynki musiał się właśnie rozsypywać w proch i popiół. Gdyby to była zwykła dziewczyna... Gdyby Shikarui był zły... a przecież był? Prawda? To ten sam człowiek, który zabijał za pieniądze. Oj tak. Aka był dobry. Za dobry. W życiu by nie skrzywdził niewinnej osoby. Dlaczego nie zaatakowałaś go, Yamanako? Przecież wiedział wszystko o Twoim klanie. Przecież słyszałaś, że to on jest zabójcą. - Wyjdź. - powiedział cicho. Ona jednak nie posłuchała..
Maszerowali długo, bardzo długo. Dotarli w końcu na polanę, daleko za miastem. Tam, gdzie wzrok cywilizacji nie sięga. Zwłaszcza, gdy festyn był w pełni. Gdy słońce było w pełni. - Wierzysz, księżniczko, w potwory? W południce? - zapytał jej. - Podobno to demony. Polują na ludzi, którzy ze swej nierozwagi odważyły się wkroczyć na pole za dnia. - mruknął. - I zobaczyłem bramy nieba otwierające się przede mną i istotę sprawiedliwą zstępującą w obłoku światła. Gdy podnosił wagę, zobaczyłem jak niesamowite zło ciąży na niej. Wiedziałem, że czas sądu jest na wyciągnięcie ręki. - Sanada rzucił kobietą o ziemię, niczym brudną szmatą. - Pierwsza pieczęć została złamana, a ogłuszający dźwięk rozgrzmiał, przeganiając nadzieję. - jego głos był cichy, wręcz przerażający. Spoglądał na Sanadę i widział to, co pragnął ujrzeć. Gdyby mógł kontrolować swoje ciało, to wyraziłby głęboki podziw. Uderzył ją. Mocno. tak, że każdego by skręciło. W najlepszym przypadku wyrzyga dango. W najgorszym nie będzie mogła mieć dzieci.
- Gdy druga pieczęć została złamana, rysy na niebie zstąpiły się, bezpieczny krajobraz oddalił się, znikając za horyzontem. - byli tak daleko. Nikt nie usłyszy tu jej krzyku. - Trzecia pieczęć została złamana i z głębin wyłoniło się stworzenie na czerwonym koniu, które przyniosło wojnę, a z nią rzeź okrutną. - trzeciego omenu nie przeżył nikt. I nawet Prorok nie wiedział co będzie dalej. Wystarczyło, że spojrzał na Shikaruia. I wiedział, że jest gotów to zrobić. - Uciekaj i błagaj o przebaczenie. On nie powtórzy drugi raz. Możesz mnie kontrolować, możesz być w moim mózgu. Ale to nadal moje ciało. I uwierz mi, że nie dasz rady. Już raz próbowałem. Jestem za wolny. Nie zdążysz sięgnąć do plecaka i wyciągnąć broni. Nie zrób głupstwa. Nie po raz kolejny. - ostrzegał ją. - Wyjdź i błagaj go o litość, albo ostatnim co ujrzysz będzie Twoja śmierć! - lecz ta Śmierć nie miała pustych oczodołów. Była jak najbardziej realna i nie lubiła się powtarzać.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 154
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 maja 2018, o 00:08

- Rok 384 - Zima -


" Ogień i trwoga "
Obrazek

Słowa otaczających ich ludzi, jeszcze na złotym bulwarze... Poczuła, że jest nikim... Najgorsze było to, że dobrze znała to uczucie, zawsze... Zazwyczaj, czy to ważne? Czuła się jak ten robak którego można zgnieść, robak na którego każdy chce nadepnąć a dlaczego? Bo może, bo może... Czy to ludzie w Soso czy w stolicy? Co za różnica. Była nic nie warta, pomyłką. Ofermą... Czy chciała nią być? Nie, jednak w pewnej chwili gdy żyjesz pod butem przestajesz się stawiać, godzisz się z tym wierząc, że nie ma lepszego losu... Jak go wtedy odmienić? Czy w ogóle się da? Nie widziała wyjścia, szczególnie gdy zawsze... Ale to zawsze gdy wyszła z pod podeszwy jednego buta wpadała pod drugą, mniejszą czy większą, bez znaczenia. Wystarczającą by ją zgnieść ponownie. Czym ty sobie na to zasłużyłaś Inoshi? Czy naprawdę byłaś czymś co należy zmiażdżyć, zniszczyć, stłamsić?

Strażnicy którzy ich zaczepili wyminęli całą trójkę, tak jakby właśnie minęli uczynnego nastolatka - Wszyscy ludzie są tacy sami, wszyscy! Nie ważne gdzie... Wszyscy... Każdy tylko... tylko. - Przykryła dłońmi oczy przecierając je, w tej chwili nie przeszkadzało jej, że nie należą do niej a do chłopaka który gdzieś tam się skrywa, widziała jak Sanada porusza się z nią w objęciach, pełen gracji i spokoju a ona? Ona niemal się trzęsła, nie wiedziała co robić... Co powinna zrobić. Czy powinna robić cokolwiek? Czy nie zrobienie niczego też jest działaniem? Czy cokolwiek co zrobi będzie dobrym ruchem który zapewni jej bezpieczeństwo? - Co? T-to... To nie tak, ja... Ja przecież - Nie wiedziała nawet co powiedzieć swojemu towarzyszowi który jakoś nie wydawał się ni bardziej empatyczny od zabójcy który był jego przyjacielem? Czy to dobre słowo? - Nie wiesz jak to jest być mną, nie masz pojęcia... Nie wiesz jacy są ludzie... Skąd możesz to niby wiedzieć? Jak cię traktują... Jak... No skąd!? - Szła dalej wpatrując się uważnie, niemal nie odrywając wzroku od Shikaruia, a przede wszystkim siebie, ofiary niesionej w objęciach śmierci, czy to miano mu pasowało? Tak, do twarzy mu z nim było. Wiecznie spokojna twarz, w końcu... Nic się nie dzieje prawda? Prawda? Nic... Niee, tak nie było, działo się dużo, ale co jedni nazywają dużo, dla innych to nic nie znaczy.

Przez chwilę próbowała się odciąć od słów chłopaka, mimo to z jakiegoś powodu nie wiedziała czy powinna, to w końcu było jego ciało a ona nie chciała skrzywdzić tutaj nikogo, ani siebie ani jego, w końcu... Czy skrzywdziła by go umyślnie? Jego słowa wspominające o zabójcy sprawiły, że jedna z ich rąk zaczęła się trząść, dosłownie trząść, serce biło niemiłosiernie czy to był tylko zwykły strach? Nie, tutaj było więcej przerażenia i niepewności niż tylko zwykłego strachu. W tej chwili przetarła lewą ręką przeszklone od łez policzki. Nie posłuchała go gdy powiedział by wyszła, nie zrobiła tego - Gdy wyjdę to on... To on... Jaką mam pewność? Nie jestem tak naiwna by uwierzyć na słowo, że nic się nie stanie! - Szła, jednak z coraz większą niepewnością obserwowała okolicę, nie tylko ona niebezpiecznie się zmieniała ale też zaczynała dostrzegać, że ludzi jest w niej również mniej. Dotarli w końcu do bramy, to był punkt w którym Inoshi zdała sobie naprawdę sprawę z tego do czego tutaj doszło. Przekroczenie tej bramy było jak zejście do Hadesu, świata umarłych dusz... Miejsca do którego nie chcesz się dostać, kim był Shiki? Na pewno nie cerberem strzegącym jego bram o nie... On był samym Hadesem, tym który zsyłał cierpienie na innych, to właśnie Aka był cerberem. Trójgłowym psem który ostrzegał ją... Inoshi, zagubiona żywa dusza która w tej chwili zerwała się z łańcucha życia znajdując się na tej krawędzi. Jeśli nie odnajdzie swojej powłoki to zostanie tutaj na zawsze, jeśli... Nie wróci, jeśli jednak wróci wtedy Cerber wróci strzec bram, przecież właśnie znajdowała się w nim a co jeśli Hades ukarze ją pozbawiając ciała, uwięzi na zawsze w tej powłoce... Czy wtedy, właśnie wtedy czeka ją to? - Nie... Zrób coś! - Przyśpieszyła nieco kroku za heroldem śmierci.

Dotarli na polanę a ona wsłuchiwała się w coraz to bardziej gorszące ją słowa wypowiadane przez Akę, kierowane tylko i wyłącznie do niej. Widząc jak chłopak rzuca ją na ziemię niczym zwłoki, zwykłą pustą powłokę która nic nie czuje, spojrzała na swoje nieprzytomne ciało, takie dziewczęce, niewinne... Czy ona mogła być złą osobą? Nastąpił cios, widząc kopniaka niemal go poczuła, wzdrygnęła się zaciskając mocno zęby oraz pięści, nie mówiła nic, nie wiedziała co ma powiedzieć, mogła krzyczeć, ale co by to dało? Przez zaciśnięte oczy przepływały łzy, pojedyncze, lewa pięść aż drżała ściśnięta. Gdy ten obrócił się w jej stronę natychmiast to dostrzegła, cofnęła się nieznacznie w tył biorąc głęboki oddech, trzymała głowę niemalże nieruchomo. Prawie tak jakby ktoś postawił ją wzdłuż kija. Źrenice jej oczu, a właściwie oczu Uchihy zwężyły się. Szczególnie gdy spojrzała w oczy Sanady, te były intensywne, aż nazbyt w nich było widać tylko jedno... Mord, rządzę mordu, rządze krwi... Tej krwi, tej przepełnioną jeszcze słodkimi dango krwi małej Yamanaki, tej która leżała teraz taka bezbronna, nic nie czująca na ziemi. Po tym co powiedziała odpuściła pięść, rozluźniła dłoń, obie dłonie upuszczając przy okazji zawiniątko z onigiri, w tej chwili cały jej świat zawalił się kompletnie. Miała przed oczami tylko jedno, wyobrażała sobie jak teraz Shikarui wbija Kunai w jej ciało raz po raz, jak zwyczajny morderca z maniakalnym śmiechem szaleńca... To był przerażający widok... Całe szczęście należał tylko do jej wyobraźni... A może nie?

Słowa... Kolejne słowa, duchowe, niematerialne te które słyszała tylko ona, dzielone z nim w tym jednym ciele które musiało to wszystko oglądać. Yamanaka nie mogła wziąć jednego pełnego oddechu, brała cały czas serie malutkich hałstów powietrza, serce nie pozwalało jej na więcej pompując krew szybciej i szybciej... Szybciej SZYBCIEJ! - On mnie... On przecież... - Kolejne jego słowa sprawiły, że ta trzęsąc się... Po prostu się trzęsąc przyklęknęła, przysiadła w tradycyjnym stylu, dosyć szybko, niepewnie. Można było wciąż dostrzec spływające krople po chłopięcych policzkach, pociągnęła nosem dalej biorąc wiele płytkich oddechów aż w końcu Aka osunął się na plecy...

Wtedy wszystko zawaliło się jak jesienny deszcz topiący ją w swoich objęciach, teraz miała stać się ponownie sobą tracąc wszelkie karty przetargowe jakie posiadała, być znów małą Inoshi, tak bezbronną... Tak bezużyteczną... Nic nie wartą... Inoshi znalazła się ponownie w domu... U siebie, wróciła do swojego ciała. Zmuszona, stłamszona i zdeptana... Taki już był jej los, gardzona ta zła i najgorsza... Nie zasługująca na nic... Dosłownie na nic, była tylko przeszkodą dla każdego. Pasożytem. W tej samej chwili dotarł do niej ból pozostawiony jeszcze chwilę wcześniej przez kopniaka zaserwowanego jej w podbrzusze, poczuła jego pełną siłę, zawyła czując ból, wszystko wróciło, przewróciła się na bok i skuliła, łzy zawędrowały do tego ciała razem z nią, szlochała, bo co innego jej pozostało? Stał nad nią bezduszny morderca na którego nie działały nawet słowa. Trzymała się za brzuch, nie zakrywała nawet powoli czerwieniącej się od płaczu i łez twarzy. Nie patrzyła nawet na nikogo, miała zamknięte oczy, nie chciała... Nie miała chęci zetrzeć swojego wzroku z zimnym wzrokiem żadnego z młodych mężczyzn. Dociśnięta twarz do ziemi nie poprawiała sytuacji, wręcz uniemożliwiała spojrzenie na nich, dla niej może i lepiej, nie musiała walczyć ze sobą o ten wybór. Tyle jej pozostało - Watashi... Watashi... Sumimasen... Za wszystko - Nie przestawała szlochać, w tej chwili zmienił się on w najzwyczajniejszy w świecie płacz, wiedziała, że to bezcelowe w końcu on nie miał uczuć, nic go one nie obchodziły bądź ich nie rozumiał, zdołała zrozumieć tyle biorąc pod uwagę czas ich znajomości i jego wcześniejsze reakcje. Był wyrachowany, ale... Chciała płakać, czy ktoś jej zabroni? Czy ktoś ją o to obwini? W końcu to była jedyna rzecz nad którą miała kontrolę... Jedyna, naprawdę jedyna.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - " Melancholy were the sounds on a winter's stray " - Namikaze Ren -
[C] - " Znak Honoru " - Maebara Keiichi -
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
[C] - Ekspedycja! Wyprawa do wioski płatków śniegu - Yamanaka Misae, Rakurai Minoru -
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
[D] - Nie wszystko jest za darmo - Sabaku Kirishi -
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1458
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Shikarui » 4 maja 2018, o 01:03

Ciągle uważał. Kiedy oddalali się od kramiku i ludzi. Choć nie rozglądał się wokół, choć wyglądał na tak pewnego siebie to wcale nie był do końca pewny. Nawet najmniejszy kotek walczy przyparty do ściany, a do tej właśnie była przepychana Inoshi. Sam ją zaganiał wszak w kąt. Nie wiedział, czy ktoś nagle na niego nie skoczy z nożem - nic takiego się nie stało. Był za to grzecznie tuptający Aka za jego plecami. Tak i nie wiedział, czy Inoshi nie zechce, ustami Akiego, wzywać pomocy - ale był na wszystko niemal gotowy. Ręce nieco mu cierpły od niesienia dziewczyny. Nie ważyła wiele, ale to wcale nie było przyjemne. Nie w takiej pozycji. Gdyby ją zarzucił jak worek ziemniaków wyglądałoby to... źle. Wtedy by zwracało uwagę, a tak? Sporo dżentelmenów nosiło tak swe panie, chociażby kiedy skręciły kostkę. Jeszcze poprawił jej głowę, by nie zwisała bezwładnie a opierała się na jego klatce piersiowej i zarzucił sobie jej ramię przez kark. Urocza para. Nie sądził, żeby dziewczyna zaczęła cokolwiek do straży gadać. Przypuszczał, że wolała jego samosąd, bo nie dotarło jeszcze do niej, że Shikarui jest bardziej niemiły, niż jej się wydawało. Syndrom ludzki był okrutny - zło dzieje się, ale gdzieś obok. Nigdy nie dotyka nas! Właśnie tego syndromu ofiarą stała się Inoshi. I jak? Nauka na przyszłość wyciągnięta? Nie mylił się - nie zaczęła nagabywać strażników. Co by im powiedziała? Że ją porwał? Ciekawe. Że zaatakował? Hmm... Nie powiedziała nic. Albo raczej - powiedziała wiele. I tylko Aka mógł to słyszeć.
Może dziewczynie uda się nie zamarznąć od chłodu tego herolda.
Stał nad nią wyprostowany. Jak łowca, który chwalił się swoją zwierzyną. Czekał, aż zrobią mu zdjęcie - będzie do rodzinnego albumu. Zostanie pamiątka całości, bo potem nad kominkiem zawiśnie tylko wypchana głowa. Nie było tutaj jednak aparatu - to nie te czasy! - i nie było dziennikarza, który spisałby całe to wydarzenie. Poza ich trójką nie było tu nikogo więcej. Tylko wiatr szumiący w polach i słońce, które aureolą złocistego blasku rozlewało się nad ich głowami. Natura nie pochyliła się nad żalem biednej, wystraszonej dziewczynki tak jak nie zrobił tego tamten strażnik, który jeszcze uścisnął ich ramiona. Tacy bohaterowie! Dwóch dzielnych chłopców, którzy pomagają koleżance! W końcu młodzi lubili hulać. Lubili zabawy. I nie lubili, kiedy trafiali w odludne miejsca, zdani na czyjąś łaskę. I stał tak - Hades? Och, słowa jak miód lejący się na rany. Był jednak zwykłym pionkiem. Małym, nic nie znaczącym w tych rozliczeniach pionkiem, który miał tylko jeden dar w swoich słabościach - potrafił się ustawić. Siedemdziesiąt procent szczęścia i dziesięć procent zdolności - jak sądzisz, co było w reszcie tej mieszanki? I stał tak - Śmierć? Och, był zaledwie jej dzieckiem. Jej drogim, słodkim dzieckiem, którego ramienia się trzymała, spoglądając uważnie na świat, jaki mijali - albo to świat mijał ich..? Nie była łaskawa wobec niego. Nie była też łaskawa wobec tych, po których jej syn wyciągał ręce. Traktowała wszystkich po równo - tych miłych, tych dobrych, tych kłamliwych i tych złych. Shiki również traktował wszystkich tak samo. Zło, dobro, miłość, nienawiść - wszystko to zanikało w jego oczach. Stapiało się w jedną masę szarości, w której nie trzeba było specjalnie się główkować, żeby wybrać swoją drogę. Tu nie ma dróg - tu są tylko bezdroża. Takie same były na tych polach, na które weszli. Przy paru drzewach, które wyrosły na tej łące. Niedawno musieli kosić z niej trawę - była dość krótka, gleba nie zatrzymała w sobie na tyle gleby, żeby mimo późnej pory roku stanowiła istne bagno i błoto. Chyba tylko dlatego zielone kłosy nie przylepiły się do złotych kosmyków, które rozlały się na tej zielonej polanie, teraz marniejącej przez negatywne warunki pogodowe, marniejącej niemal w oczach, a ziemia nie zabrudziła gładkiego policzka, chociaż ten był wbijany w ziemię butem jej własnego, prywatnego kata. Jeśli Śmierć spłodziłaby Syna - doprawdy, czy byłaby to właśnie Wojna?
Łuna czerwieni wydawała się wyjątkowo jasna, chociaż to przecież jeszcze nie pora na zachód słońca.
Nie słyszał całej tej konwersacji, która rozgrywała się w ich głowie. Nie widział jej. Nienamacalna wymiana ostrych słów, gorących wyznań. Czegoś lepkiego, co zlepiało myśli i uczucia, uprzednio je rozpuszczając. To nie było zdrowe, ale przecież... cała ta sytuacja była chora od swojego początku do końca. Równie dobrze zaraz mógł się pojawić okrzyk: "haaa! Żartowaliśmy..!". Ciekawe, co wtedy by lawendowooki zrobił. Pewnie podszedłby do tego ze spokojem - jak ze wszystkim. Schował kunai, zsunął but i wrócił do stoiska, przy którym zostawił dango, chociaż tego już na pewno dawno by nie było. Szkoda. Tak bardzo chciał je zjeść... I nie poczułby żadnego żalu, może jakąś maleńką odrobinkę, która zaraz rozpłynęłaby się w gwarze tłumów, który poniósłby go w przód. Może nie byłoby już tylko Akiego i Shikaruiego, może stworzyliby trójkę dobrych znajomych? Wesoły okrzyk się jednak nie pojawił. Była tylko cisza, a w tej ciszy huk myśli, który uderzał o lustrzany błękit oczu Akiego. Siedział. Osunął się bez mocy na ziemię i nie był w stanie spoglądać na Shikiego inaczej niż z perspektywy, która była mu pisana od początku. Z dołu. To jednak nie był Aka, a Shikarui nie chciał, żeby ten tak na niego patrzył. Nie tak. Miał stać na dwóch nogach, gadać, śmiać się i robić dziwne rzeczy, a nie przysiadać na odludziu, gdzie tylko Zwiastun łopotał w pustce swym płaszczem, zapowiadając kolejne tragedie i racząc ludzi cudem opowieści o Armagedonie. To nie tak bajka, którą Shikarui chciał oglądać. Przykro mi, Losie - odejdź do kogoś innego. Czarnooki lubił zmieniać to na swoją modłę, co zmieniać mógł. Albo raczej - zmieniał to, co mu nie pasowało na tyle, na ile mógł. Bo że lubił..? Nie. To duże niedopowiedzenie. TO mógł zmienić.
Więc zmieniał.
Shikarui cofnął buta z twarzy dziewczyny i uniósł dłoń z kunaiem, by schować go na swoje miejsce. Lawenda znów była lawendą - jasne pole powoli pożarło barwę tęczówek i znów stało się tak samo, spokojnie jasne. Dziewczyna mogła płakać ile chciała. Mogła robi to, co chciała. Shikaruiego nic to nie obchodziło. Osiągnął to, czego chciał - wróciła do swojego ciała. I najwyraźniej dostała wystarczająco mocną nauczkę na przyszłość. Ha..! Jeszcze przepraszała..! Ale czy przepraszała czy nie - nie robiło mu to najmniejszej różnicy. Stał ciągle nad nią, spoglądając na Akiego. Nie wyciągnął mu dłoni na pomoc, nie podbiegł sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Cóż, już stawało się jasne, dlaczego Shikarui nie miał dziewczyny. Jeśli traktował tak każdą to nic dziwnego, że żadna za nim nie szalała.
- Chcę więcej dango. - Przymknął oczy i przestąpił nad Inoshi, jakby była śmieciem, którego nie warto nawet omijać. Tak jakby nic się tu nie stalo. Jakby nic nie przecięło zupełnej rutyny jego świata, a to była tylko krótka przechadzka przed kolejnym postojem przy budce z dango.
Obrazek
Oh My Lord, take me home
Lay me at the bottom of the river.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 412
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Aka » 4 maja 2018, o 01:43


- Ja bym spróbował. - I rzuciło nim, jakby diabeł wyszedł z jego ciała, jakby demon opuścił jego duszę. Prawda była jedna dużo mniej poetycka. Chłopakowi najzwyczajniej w świecie brakowało tlenu. Łapał każdy chałst powietrza, jakby dopiero co wynurzył się z głębin oceanu. Można być tolerancyjnym i poprawnym politycznie, ale ciało kobiety różniło się od męskiego. Yamanaka nie potrafiła oddychać jego ciałem, na dodatek wpadła w histerię, nie potrafiła zapanować nad emocjami. Wszystko to odczuwało jednak nie jej ciało, a Akiego.
- To nie byłem ja... - to były pierwsze słowa, które wypowiedział od kilkudziesięciu minut. Dopiero wtedy zrozumiał, jak koszmarnie musi wyglądać. Cały zasmarkany, z łzami spływającymi po polikach. Co za poniżenie, co za wstyd. On jednak wstydu nie czuł. To nie były jego łzy. To nie on był tą sierotką, którą złamali po kilku minutach.
- Pierdolę taką robotę. - o tak, wrócił Aka. - Teraz rozumiem, dlaczego szaleńcy potrafią potrafią się zabić, żeby przestać słyszeć głosy. - dotykał się po twarzy, próbując rozmasować zmęczone płaczem mięśnie. - Jesteś niesamowity. W życiu nie widziałem takiej gry aktorskiej. - powiedział cicho w stronę swojego wybawcy. - Następnym razem uderzaj głową o ścianę, aż nie zemdleję. Choćby mi czaszka pękła. Nie żartuję. - nie żartował. To co czuł, było straszne, brakowało mu wręcz słów, by określić to w jaki sposób został potraktowany. - To było uczucie, jakbym miał w sobie demona. W ogóle wied.. - przerwał widząc, że Shikarui go nie słucha. Zapewne by na niego nakrzyczał, ale... nie wypadało. Nie po czymś takim. Był jego dłużnikiem.
- Przepraszasz? - prychnął. - Jak kogoś zabijesz, to też potem przeprosisz? - zapytał ironicznie. Mogła mu podciąć gardło i zapewne by to zrobiła, gdyby w pobliżu nie było Shikaruia. - Ty normalna jesteś? Czytasz mi w myślach, przejmujesz kontrolę, nie chcesz wypuścić z potrzasku, a potem myślisz, że machnę na to ręką i zapomnę?! - nie krył oburzenia. - I jeszcze ciuchy mi pobrudziła, całe w błocie, bogowie, wyglądam jak siedem nieszczęść... - jak świat, po otwarciu siedmiu pieczęci. - Nie przyjmuję twoich przeprosin. - powiedział oschle. - Ale może mój... towarzysz przyjmie. Przez Ciebie stracił dango. - nachylając się nad dziewczyną, wskazał chłopaka, który przeskoczył nad nią, jak nad workiem ziemniaków. - Więc teraz będziesz grzeczną dziewczynką i odkupisz mu jego pierdolone dango, tak? - dango, które było prezentem od Akiego. Ale dla Shikaruia to było tylko trochę słodkości. - Cały zestaw, ze wszystkimi smakami. Rozumiesz, słoneczko? To podnoś się i ruszaj do przodu. Idziesz dziesięć metrów przed nami. Spróbuj zrobić coś głupiego, a gwarantuję Ci, że nie dożyjesz festynu. - choć cała sprawa była kuriozalna, to Aka nie żartował. I Inoshi doskonale o tym wiedziała. Cóż. Aka nie był Wróżką, ale parę zaklęć miał pod ręką. Był zły, bardzo zły, jednak jego ton z każdym kolejnym słowem był coraz spokojniejszy, milszy. Zupełnie, jakby nic się nie stało. Tak jakby chodziło tylko o te zasrane dango.
- Proszę, wypadło Ci coś. - z uśmiechem na twarzy wręczył kobiecie jej onigiri. Te same, które zabrała z ławeczki na rynku. Uśmiech był delikatny, szczery. Może jednak chodziło o te zasrane dango. - Shikarui, musimy porozmawiać. - skierował słowa do chłopaka i poczekał, aż dziewczyna uda się na bezpieczną odległość. Nie chodziło nawet o bezpieczeństwo. Teraz chciał mieć pewność, że nie usłyszy ich głosów.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 154
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kogane no umi (pola)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 maja 2018, o 12:01

- Rok 384 - Zima -


" Rutyna, mieniąca się lawendowym blaskiem "
Obrazek

Czy był to wciąż cud czy już stał się tak częsty, że można nazwać go rutyną? Kłopoty, pech... To wszystko w co pakowała się Inoshi a dlaczego? Wielu stwierdziłoby, że sama jest sobie winna, zawsze była i powinna zapłacić karę, zapłacić Charonowi za przejazd do Hadesu, ten jednak w geście cudu odprawił ją z powrotem, mimo, że i tak była tutaj... Nie powinno jej tutaj być, jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz... Czy w takim wypadku zasłużyła na to? Jaki miało to cel, znów ją karać w taki sposób? O losie dlaczego to robisz? Jaka jest szansa, że podczas rzutu kością ona wiecznie wyrzuca dwa? Te nieszczęsne dwa... Czy można nazwać je szczęściem? Gdzie trzy nie oznacza nic a jeden śmierć, Aka i Shikarui byli właśnie jak te dwa oczka na kostce decydujące o wszystkim, wszystkim co ma się stać teraz, za chwilę a może i na wieczność?

Przez pierwsze chwile szloch nie ustępował, leżała wyraźnie skulona, niemal odcięta od wszystkiego, od wszelkich bodźców, szykowała się, czy była gotowa? Raczej nie, nikt nie jest w stanie się na to odpowiednio przygotować, przez chwilę chciała niemal trącić tą kość na planszy by oszukać i wyrzucić jeden, jak wtedy rozpatrzone zostałoby jej oszustwo? Zwykle to gdy ktoś chce poprawić swoją sytuację jest za to karany, a teraz? Jak by to wyglądało teraz? Została by ukarana za swoją własną krzywdę? Być może... Jej płacz był szczery, nie ukrywała tego, nie potrafiła skryć go gdzieś głęboko w swoim sercu, nie teraz, nie tutaj... Nie w chwili gdzie przez... No właśnie, przez co? Przez nieporozumienie, kosa kata... Bądź też ostrze Hadesu nachylało się nad jej duszą. Kto tutaj włada duszami? Na pewno nie ktoś taki jak ona... Na pewno nie... Twarz dociśnięta do ziemi przez but herolda podziemi, tak blisko, tak twardo... Tak pusto. Leżała na ziemi, nie opierała się butowi Shikiaruia, nie widziała w tym nic, kompletnie nic, co by to zmieniło? Zimnego serca nie da się ogrzać, nawet jego palące ogniem oczy nie potrafiły tego zrobić, to jak można oczekiwać, że zimny szloch i letnie łzy uczynią to za nią? W tej chwili była niżej niż Aka był kiedykolwiek, znaczyła mniej niż Uhicha który i tak dla Sanady był zwyczajnym psem pasterskim do zabawy... Zawsze znaczyła mniej, była celem na który można wyrzucić wszystko, dla zabawy czy poprawienia sobie humoru bo przecież, kogo obchodzi ktoś taki, ktoś nic nie warty jak ona?

Chłopak cofnął buta a szlochająca blondynka jedynie skuliła się wtedy mocniej, nie wiedziała tego co robi, nie dostrzegła zmiany w spojrzeniu oprawcy, nie dostrzegła, dla niej nic się nie zmieniło, wciąż nic nie znacząca ona, ta okropna nie zmieniała swojej pozycji zajęta w tej chwili całkowicie... No właśnie? Czym, żadnym z nich, nawet nie sobą, pogrążona w otchłani myśli, różnych, najróżniejszych pełnej czarze z której te dobre wylały się dość szybko i zostały te złe, gotujące się, gdzie tutaj odwaga? Nie ma jej wcale, wypłynęła jako pierwsza, wylała się jeszcze na złotym bulwarze. Nikt nie dosypał szczypty nadziei i siły, nikt. Dostrzegła cień który nagle nad nią przeszedł, wyczuła go, nie zobaczyła lecz usłyszała i odczuła, że ktoś ją wymija, jak nic nie warty worek łez. Słyszała co powiedział, jednak wciąż nie potrafiła przestać - Skończ już... Skończ, no SKOŃCZ!? - Rzucił jeden z wielu fragmentów z których ona, ta niewidoczna dla innych, ta z którą rozmawiał tylko Aka, się składała. Słowa wypowiadane przez czarnowłosego działały na nią prowokująco mimo to w obecnym stanie nie zrobiła z tym nic, poddała się, dalej się bała, była uległa, kompletnie. - Szaleńcy... Czy jestem szalona? Może... Może to właśnie dlatego zawsze, nie tylko oni, ale też inni... Może, może... - Podkuliła nogi starając się przestać płakać, zacisnęła mocno i tak zamknięte w tej chwili oczy, znowu jęknęła parokrotnie bo zmiana pozycji sprawiła, że znowu zaczęło ją boleć... Może już powinno przestać? Może... Może jednak dalej odczuwała tego kopniaka. - Zabił... On by to zrobił.. Zrobi... Demona? Może właśnie to jest to... To wszystko co się dzieje, może właśnie jestem taką nieudolną wysłanniczką piekieł, nic nie wartą nawet tam, dlaczego w końcu byłabym tutaj? Nawet tam... Nawet tam... - Pociągnęła nosem biorąc parenaście płytkich oddechów. Nie wiedziała czy starczy jej czasu na wzięcie dużego hałstu powietrza, jak zostanie to odebrane, a mogło dwojako. Gwałtowny ruch i co? Co jeśli któryś z nich zdecyduje się coś zrobić? Zaraz po tym jak czarnowłosy Uhicha się odezwał ponownie, tym razem do niej nie do swojego wspólnika, wzdrygnęła się nieco, myślała, że albo to zakończą albo zostawią ją tutaj samą. - Minna... Sumimasen... - Tym razem powiedziała to głośno, niemal krzyknęła rozpaczliwie swoim dziewczęcym głosem. - Znowu... Nie, nie znowu, zawsze... Wszystko to moja wina, zawsze... Zawsze... ZAWSZE, ZAWSZE!? - Tańczące myśli, nie radosne, a biegające w koło, nie mogące się zdecydować które z nich powinny się teraz odezwać, wydostać... Nie pozwoliła żadnej, wszystkie trzymała, trzymała dla siebie, każda z tych myśli to walka, długa i ciężka którą można zakończyć tylko w jeden sposób, jest tylko jedna możliwość by nie wypuścić ich na zewnątrz z tej powłoki, by przejęły to ciało i uwolniły się wypowiadając te słowa, trzeba je zniszczyć, zabić, dziab, stab... Każdą jedną, trzeba się zranić wrzucając je do głębi swojego serca nie pozwalając im odejść...

Nawet to czego się nie dopuściła... Nawet o to była sądzona jak jakaś dzika bestia która uwolniła się z klatki i przypadkowo ktoś dopuścił się morderstwa i co? Kto zostanie o to wtedy posądzony? Ta bestia, ten demon... Czy Inoshi była bestia i demonem w jednym? Sługą zła który powinien wrócić do swojej piekielnej domeny? Domeny w której cierpienie nigdy się nie kończy? Miejsca w którym nie ma spokoju dla złych którzy dopuścili się okrutnych czynów... Jak bardzo okrutnych czynów ona się dopuściła by sobie na to zasłużyć? Jedno jest pewne, myśląc o tym na pewno rzucała sobie sama kłody pod nogi rozpatrując wszystko jako złe, każdą najmniejsze potknięcie -> jej wina. Czyjaś krzywda -> jej wina. Przypadek -> jej wina. Nie ma innego wytłumaczenia, po prostu nie ma. Taka już byłą jej moc, sprowadzenie nieszczęść na innych, w końcu... Kto tutaj był prawdziwą ofiarą? Na pewno nie ona szlochająca teraz na ziemi, najniżej pośród wszystkich, Sanada zasłużył na poklaski, przekonał potwora by ustąpił, a teraz nadszedł czas kary... Był zwyczajnym... Bohaterem, po prostu nim był ratując biednego Akę z objęć demona który przywłaszczył sobie jego ciało od tak. On, biedny, niczemu nie winny stał się ofiarą demonicznej gry i został opętany przez niższego rzędu demona który nawet u siebie, w swojej domenie był wyszydzany inaczej nie otrzymał by takiego zadania, czy jednak " to coś " zasługiwało na cokolwiek? Nie, w żadnym wypadku. Zasługiwało na wszystko co najgorsze za te wszystkie krzywdy które sprowadziła, te wszystkie na które nawet nie miała wpływu...

Gdyby blondynka zasłużyła na cokolwiek świat by coś powiedział, prawda? Uronił by chociaż jedną łzę a to się nie stało, świeciło słońce które tylko oświetlało twarz triumfującego zabójcy i jego uratowanego z potrzasku przyjaciela. Ukradkiem otworzyła oczy zerkając w stronę chłopaka który jeszcze podnosił się z błota, przełykała nerwowo ślinę gdy się zbliżał, oddychała szybko i płytko, nie wyła już jak bóbr, jedynie co i rusz jakieś łzy spływały po jej policzkach, cicho, niezauważone. Nieznacznie się podniosła podpierając jedną ręką ziemię a drugą łapką trzymając się dalej za brzuch. Z wyraźnym grymasem na twarzy zerknęła w stronę Shikaruia, nie poprawiała nawet grzywki która zasłaniała jej w tej chwili połowę jej widoku, spuściła wzrok pozostawiając smutny wyraz twarzy z kącikami ust kierującymi się ku dołowi, można rzec, że jej twarz w tej chwili nie różniła by się dużo wyrazem od twarzy Sanady, była pusta, gdyby nie spływające łzy można by ją posądzić o brak ducha. Skinęła delikatnie głową - Hai - Powiedziała to dosyć cicho po słowach przypominających jej o tym, że Sanada oczekuje na swoje dango.

Powoli podniosła się, przecierając nieco brudnymi od suche ziemi dłońmi twarz, nie chciała chodzić pokazując światu... Czego? Swoich uczuć? Może chciała pokazać, że jednak ma w sobie coś jeszcze, nie była pewna, nie mogła. Przetarła więc zapłakane policzki by zaraz zaciśniętą pięścią lewej dłoni przetrzeć oczy. Przez to wszystko mogła się nawet i ubrudzić ale nie obchodziło to jej. Po ostatnich słowach chłopaka skierowanych w jej stronę nie mogła o nich zapomnieć, dźwięczały w jej głowie odbijając się i brzmiąc ponownie niczym wewnątrz jakiegoś dzwonu - Nie dożyjesz festynu... Nie dożyjesz festynu... Nie dożyjesz festynu - Tylko tyle zrozumiała z jego wypowiedzi, tylko tyle i aż tyle brzmiało w jej głowie bez końca... bez końca. Zerkając na obydwu, ruszyła powoli, nieśmiało do przodu, nie mogła uciekać. Wiedziała, że to się jej nie uda, zapewnienia chłopaka brzmiały przekonująco od samego początku, dlaczego wtedy go nie posłuchała? Ze strachu który teraz nie tylko miał wielkie oczy ale i szybkie nogi, na tyle szybkie by ją dopaść jeśli czegokolwiek spróbuje. Stała się niewolnikiem własnego strachu a może zawsze nim była tylko teraz stało się to nad wyraz oczywiste? W tej chwili wykonała kilka kroków w stronę miasta. Nie szła szybciej niż na tyle by utrzymać się w odległości którą obydwaj mogli ją zobaczyć, wyraźnie. Nie dalej niż dziesięć metrów. Szła obejmując się rękami, zaczynał doskwierać jej chłód, był to jednak mróz nadchodzącej zimy czy może zimno rozpościerające się z serc obydwu chłopaków? Tak silny mróz... Było jej zwyczajnie teraz zimno, mimo słońca które powinno wszystkich, całą ich trójkę ogrzewać zapewniając spokój przez jeszcze trochę czasu. Może naprawdę Shikarui był synem Hadesa, kto inny jak nie on potrafił tworzyć taki chłód samą siłą woli i swoją obecnością?


Droga do miasta dłużyła się jej strasznie, nie wiedziała jak sobie z tym poradzić, było jej po prostu zimno. Trzymała w jednej dłoni zawiniątko ze swoimi onigiri, całkiem o nich zapomniała, nie obchodziły ją, dalej się trzęsła, było to teraz połączenie chłodu i strachu. W pewnej chwili coś w niej pękło, po prostu pękło, mimo starania się skrzętnie utrzymania powagi, chociaż przez chwilę poczuła coś... Coś dziwnego, te ciągłe nerwy, ten narastający strach, było tego zbyt dużo. Padła na ziemię, chciałoby się powiedzieć jak kot na cztery łapy jednak nie, upadła na kolana trzymając się za brzuch, zwymiotowała. Zaczęła wyrzucać z siebie wcześniej zjedzone słodkie dango i wszystko inne co dzisiaj jadła, nie był to miły widok, wszystko wręcz wylewało się najpierw jednym strumieniem, potem drugim, cały czas nie mogła nabrać odpowiednio powietrza, fala płytkich oddechów która w tym czasie nastąpiła nie pozwoliła jej osiągnąć spokoju. Nie przejmowała się w tej chwili co oni zrobią, na pewno widzieli co się stało. Czy coś zrobili? Co za różnica i tak by nie pozwoliła. Gdy już skończyła dalej kierowała się w stronę miasta jak jej polecili, konkretnie w stronę złotego bulwaru. Jej zielone oczy już wtedy wydzielały z siebie niemal pusty chłód. Jej tęczówki odkąd tylko się podniosła cały czas pozostały zwężone, nie rozszerzały się nawet na chwilę.

Idąc przez samo miasto dziewczyna rozglądała się nieporadnie cały czas bojąc się, że stracą ją z oczu w tym tłumie i... I tak ją dopadną, starała się nie zniknąć im w tłumie, strach jej na to nie pozwalał. Tym bardziej, że nie znała miasta a jedynie kojarzyła kilka z jego ulic... Zresztą, czy gdyby podcięli jej gardło ktoś by zauważył? Pewnie nie, Shiki był pewnie wystarczająco szybki, wystarczająco bohaterski by go o to nie posądzić. - Nie mogę się zgubić... Nie mogę... Wtedy... On to na pewno zrobi... - Czy to był tylko strach? Może to też był zalążek nadziei, ale taki który nie pozwalał jej się uśmiechać i śmiać, nie robiła tego i tak, przynajmniej przez większość czasu. Pełne ulice ludzi, nikt nikogo nie obchodzi, nikogo nie interesuje. Po powrocie na stoisko zbliżyła się do lady gdzie też zamówiła najbardziej obfite w smaki, kolory i ilość danie z dango, najdroższe i najlepsze jakie tylko było. Sama by nigdy sobie takiego nie kupiła. Szkoda jej było na to pieniędzy. Tym razem jednak... Było to jej obojętne, nie potrafiła myśleć na to co się stanie dalej, nie była w stanie wyjść poza " on to zrobi " " na nic nie zasługuje ". Po otrzymaniu zamówienia usiadła przy jednym stoliku stawiające całe pudło łakoci przy miejscu oddalonym najbardziej od siebie, przy tym samym stoliku. Zrobiła to całkowicie mechanicznie, jakby nawet o tym nie myślała. Tępo wpatrywała się w stół siedząc jak na szpilkach, ze skrzyżowanymi napiętymi nogami i rękami złączonymi pod stołem. - I-Itadakimasu... - Odparła cicho, niemal nie ruszając przy tym ustami, dalej tępo wpatrywała się właściwie w nic, w pustą część stołu - Zasłużyłam sobie na to, po prostu zasłużyłam... - Ścisnęła mocno splecione pod stołem dłonie.




- Kin ōdōri 金大通り-


z/t 3x Inoshi, Shikarui, Aka
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - " Melancholy were the sounds on a winter's stray " - Namikaze Ren -
[C] - " Znak Honoru " - Maebara Keiichi -
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
[C] - Ekspedycja! Wyprawa do wioski płatków śniegu - Yamanaka Misae, Rakurai Minoru -
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
[D] - Nie wszystko jest za darmo - Sabaku Kirishi -
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1458
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:


Powrót do Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości