[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 15 maja 2018, o 21:04

Wyszło tak, że musieli się jednak pokazać, więc parę osób mogło ich zauważyć. Albo i nawet rozpoznać. W przypadku Muraia to akurat dziwne nie było, większość spojrzeń skupiło się właśnie na nim. Ona zaś, trzymając jedną ręką na biodrach, przy okazji odsunęła połać płaszcza, odkrywając skryty, zwinięty bicz. Przy okazji między białowłosą, Muraiem, a Shigemim, padła jeszcze krótka wymiana zdań, co podsumowała raczej skinięciami głowy, bądź potwierdzającymi stwierdzeniami. Nie było czasu na rozgadywanie się, gdyż gdy tylko się pojawili, niemalże od razu zwróciła się do nich pewna kobieta. Oczy Ryukaty nieco się zmrużyły, bo ewidentnie skądś kojarzyła tę twarz. Coś jej jednak nie grało, coś było inaczej. Słowa Yuriko jednak rozjaśniły sytuację. Przez myśl Nikusui przeleciały obrazy z Pustynnego Pogromu i widok tej kobiety, która wtedy robiła na niej niewyobrażalne wrażenie. Od tego czasu białowłosa zrobiła spore postępy, ale dalej czuła respekt wobec Yuriko i jej umiejętności.
Jej oko. To stwierdzenie padło w jej myślach, kiedy zorientowała się, co jest inaczej, niż te kilka lat temu. Pamiętała, że jedno oko Yuriko to był sharingan. I to dość niespotykany. Nie wymazała z pamięci również tego, że krwawiła właśnie z tamtego oka. Czyżby to niosło za sobą jakieś większe konsekwencje?
- Ostatnio los często płata mi takie figle. - mruknęła z zadziornym uśmiechem, nie spuszczając wzroku z Yuriko. - Nieco się jednak zdążyło pozmieniać. - dodała, nawiązując nie tylko do kobiety pozbawionej już sharingana, ale również do tego, że sama prezentowała już nieco inni poziom, niż wtedy. Nie mówiła tego kąśliwie, bardziej z ekscytacją.
W międzyczasie jeszcze trochę się działo. Jakiś ochotnik, medyczny ninja, postanowił pomóc Liderowi Hyuuga, ale rana okazywała się być zbyt głęboka i konieczne było dostanie się do szpitala. Jednak co mógł zrobić, to zrobił, więc nadszedł czas na rozplanowanie akcji. I ponowny podział. Nie już tak rozległy, jak jeszcze przed chwilą, gdy znajdowała się tu masa ludzi, ale nie będą biegli w jednym, zwartym i ścisłym szyku. Wraz z Shigemim została przydzielona do poruszania się po dachach, co dawało im wgląd w to, co działo się dalej. I szybszą reakcję. Nie było to złe rozwiązanie.
- Nie może być inaczej. - odparła do Muraia, po czym popatrzyła na Shigemiego i skinęła mu głową na znak, że czas zająć swoją pozycję. Wskoczyła więc na dach budynku, by zgodnie z zaleceniami Yuriko, wraz ze swoim pobratymcem z klanu, poruszać się nieco wyżej, niż reszta.
- Nigdy nie mów nigdy, Shigemi-kun. - odpowiedziała mężczyźnie, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że los potrafił zaskoczyć i wystawiać nas na coraz gorsze próby. - Aczkolwiek na pewno będzie to niezapomniane doznanie. - dodała z tajemniczym uśmiechem, dalej poruszając się po dachu, zgodnie z zaleceniem Yuriko. Obserwowała otoczenie, chcąc wyłapać jakieś szczegóły, które mogły mieć znaczenie. Albo kogoś, kto może im zatorować drogę do celu. Była gotowa, by reagować najszybciej, jak się tylko dało. I oczywiście starała się trzymać takie tempo, jak pozostali.
Ogólnie grupa nie wydawała się być zła. Nikt się nie darł, nie wykrzykiwał jakiś dziwnych haseł, nie panikował, tylko działał. I to się białowłosej podobało. Oczywiście wszystko się jeszcze okaże, kiedy rzeczywiście napotkają przeciwników. Jedyna osoba, którą jeszcze znała, podążyła za inną grupą. Kisho czuł, że bardziej potrzebny będzie gdzie indziej, ale kto wie, może po tym wszystkim uda im się jeszcze zobaczyć? Bo nie myślała o tym, że może nie wyjść z tego cało, że może tego nie przeżyć. I nie chodziło o to, że w ogóle nie brała takiej opcji pod uwagę. Po prostu myślenie o tym byłoby nie na miejscu w tym czasie i nie pasowałoby do niej w ogóle.
- Umiem parę suitonowych jutsu, ale to rzeczy wychodzące trochę ponad podstawę. Poza tym, jeśli masz dobrze rozwinięty raiton i ranton, to możesz wzmocnić wykonywanie mojej techniki, wykonując tę samą, jeśli będziesz ją znał. Zwłaszcza, gdy przeciwników będzie więcej. Zwiększy to nasz obszar działania. - rzuciła jeszcze do Shigemiego, chociaż były to dość oczywiste rzeczy. Chciała jednak by wiedział od niej, że śmiało może dołączyć, jeśli tylko nadarzy się okazja. Wszystko mówiła tak, żeby słyszał ją sam zainteresowany. Nie chciała się drzeć, żeby nagle całe zgromadzenie miało słyszeć, co potrafi, a co nie. Ta informacja na ten moment mogła się jedynie przydać jej towarzyszowi.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 902
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 15 maja 2018, o 21:54

Efektywność Numy, zaraz co takiego jaka efektywność... - Kur... ja pier... co ja zrobiłem... To tragedia wysadziłem notkę wybuchową za którą kupił bym jedzenia na trzy tygodnie i nie udało mi się tym nic zrobić... Do tego to błoto. Wyrzuciłem chakrę w błoto... Notkę też... Niby pomogłem ale jak ? To się liczy bardziej ją wkopałem...- Lamentował w myślach Numa nad tym jak słabo wyszła mu odsiecz. Kolejną sprawą było to że dosłownie zaczynało brakować przeciwników z którymi mógł mieć szanse. Pozostawały jedynie pierdzielone demony w ludzkiej skórze. Sprawiło to że Numa jakoś średnio miał ochotę angażować się w walkę którą prawdopodobnie przegra. - Ten z sceny który trzyma tego dotonowca to pieprzone nemezis... Może zjeść pod ziemię jak i posiada Raiton. Potrafi wykryć kogoś pod ziemią... Przesrane. Do tego ten Dio bo tak się chyba nazywa ten porwany właśnie chce do nich dołączyć... Ciekawi mnie czy tylko tak udaje czy naprawdę chce do kogoś takiego dołączyć. Ale z drugiej strony zajmuje czas jednemu z nich. Ten drugi z kolei jest niewiadomą. Czy powinienem się stąd wycofać. Zwykli żołdacy zostali raczej pokonani. A ci którzy pozostali ich trzeba by załatwić najlepiej wymęczając, pozbawiając chakry i sił fizycznych przez długą walkę bezpośrednie starcie wydawało się cholernie ryzykowne. Jednak jak niby mamy ich wymęczyć ? W trzech ? - Rozmyślał Numa pod ziemią. Wtem Numa dostrzegł coś dziwnego przeciwnik dopiero schodząc z sceny zaczął rozmawiać. To było zdecydowanie interesujące ale i zarazem niebezpieczne. - To szycha. A gdybym tak teraz zaczął powoli robić taktyczny odwrót ? Zaraz nie nie mogę uciec. Nie powinienem prawda ? Co jeśli oni na mnie liczą ? Tylko co ja mogę zrobić ? - Myślał słuchając i obserwując sytuację jaka działa się nad nim. Był w dość specyficznym miejscu słysząc wszystko dokoła. Będąc rozlokowanym niczym stacjonarne działo widzące i słyszące co się dzieje. Choć jego słyszenie mogło być nieco ograniczone. Słyszał jednak kluczowe słowa a jego ograniczona wiedza wyostrzała domysły jak i improwizację. Wtem usłyszał rozmowę pomiędzy jednym z nich a jednym z sojuszniczych katonowców. Zrozumiał coś o tym że on groził mu śmiercią dziewczyny... -O kurwaaa - Sprawiło to że Numa przeczuwał prawdopodobny kolejny ruch tego psychopaty. Tak inaczej nie można było go nazwać. Co jednak mógł zrobić w tej sytuacji, mało tego co było najrozsądniejsze. - Jeśli nie postawię się razem z nimi i ucieknę jedynie przeciągnę swój czas życia. A potem prawdopodobnie dopadną i mnie. Choć miał bym szanse uciec. Z drugiej strony uciec nawet nie próbując... Musimy chociaż spróbować coś zrobić. Co ja mogę zrobić w tym momencie ? To raczej nie zaszkodzi. Chyba że mi... - Jak to wyglądało z Zewnątrz ? Zapewne niezbyt widowiskowo.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 16 maja 2018, o 22:31 przez Numa, łącznie edytowano 2 razy
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] -   - [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 249
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 15
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 16 maja 2018, o 15:38

Soundtrack do posta


Jaka szkoda, że Shiga miał zbyt zajętę łapy i ogień, żeby móc podejść do liderów i resztek, do istnych niedobitków Shiro Ryu. Nie, nie zrobiłby tak jak inni. Bo widzicie, inni to podchodzą do Shiro Ryu wchodząc pod spódniczkę tamtejszych liderek czy zakonniczek...zakonnic? i chcą uciekać, wiać ile sił w nogach z placu, udając, że to po to by ratować ludzi w mieście. Gówno prawda. Oni nie chcą nikogo ratować. Oni chcą za wszelką cenę przeżyć, bo boją się śmierci. BOJĄ SIĘ JEJ. TAK, NASZA PRZYJACIÓŁKA ICH PRZERAŻA. POŁOWA Z NICH NIE UMIAŁABY DOBRZE PRZYGOTOWAĆ PREZENTU DLA SHINIGAMA-SAN, A DRUGA POŁOWA, GDYBY CHODZIŁO O ICH WŁASNE ŻYCIE, OSRALIBY SIĘ NA RÓŻOWOBEŻOWO. Masz rację, Strzygo, są słabi. Widząc wroga powinni walczyć, powinni zrobić cokolwiek, kiedy zginęła rada ci ludzie jeszcze byli pod ich zwierzchnictwem, powinni walczyć i zabijać wrogów, wszystkich powinni atakować. A MIMO TO... A mimo to uciekają. Nie, to nie jest tak, że oni nie chcą stanąć w obronie rady, czy że śmierć dwudziestu jest im obojętna. Bo tak było także z Shigą, Jashinista miał głęboko gdzieś radę, a ich śmierć go ucieszyła. Uważał ich zawsze za niepotrzebną, opresyjną strukturę która tłamsiła wolną wolę i wolno-stanowienie wszystkich. Tak, Rada uciskała potencjał ludzi, potencjał rodów i klanów - nie wszyscy rodzą się z darem który jest potężny, ale ci którzy mieli ten przywilej powinni formować świat.
TAK, TYLKO CI POTĘŻNI POWINNI WPŁYWAĆ NA LOSY ŚWIATA. Dokładnie. Ale tu nie ma potężnych, nie w radzie. To byli żałośni garandou z umysłem, jedyne co ich różniło od zabijanych Shiro Ryu to to, że tamci na dodatek jeszcze gadali głupoty, a Shiro Ryu na szczęście wszystkich byli zupełnie cicho. Więc o ile Shiga rozumiał niechęć do ginięcia za nich, to nie rozumiał dlaczego wszyscy uciekali. Dlaczego? DLACZEGO? Bali się. BALI SIĘ. Strach kazał im biec pod protekcję liderów! POD PROTEKCJĘ SHIRO RYU! Myślą, że w kupie będzie im raźniej. A KUPA TYLKO BARDZIEJ ŚMIERDZI. Śmierdzi od nich tchórzem. A FE, A FE. Obrzydliwi są, nie zatrzymali się by nam pomóc, by walczyć ramie w ramię. OWCE, UCIEKAJĄ ZA PASTERZAMI, SZUKAJĄC AZYLU. Gorzej, chcą zostać bohaterami. CAŁKOWICIE BEZ PLANU, CAŁKOWICIE BEZ ROZSĄDKU. Bo liczą, że potrzymają za rączke liderów gdy tamci będą odwalać za nich robotę, a potem razem zgarną chwałę. Razem będą stać w blasku i spijać śmietankę, mówiąc jacy to nie byli wspaniali. ZAPOMNĄ O NAS. Jeśli zginiemy, to zapomną o bohaterach, którzy urzeczywistnili ich słabe plany, nadając im sens. Problem z nimi jest taki, że gdyby nas nie było, to oni by byli skazani na porażkę. Wyruszają w drużynach złożonych z obcych sobie ludzi którzy nie mają odwagi żyć ani odwagi by umrzeć, ludzie którzy w sytuacji zagrożenia będą myśleli tylko o sowich własnych zadach. SZARZY, BEZ WARTOŚCI. Oni się odwracają plecami do zagrożenia. Wyruszają, a za sobą chcieli mieć dwóch głównych złych, towarzyszy Suzumury, oraz kilkunastu, kilkudziesięciu wrogich Shiro Ryu. Pchali się w najgłupszą śmierć, jaka jest możliwa. Daliby się osaczyć i by zginęli przy pierwszym starciu. GDYBY NIE MY. BEZ NAS ICH PLAN NIE MIAŁBY SENSU. A jednak nie pomagają, nie zostawili nikogo z nami, przyjęli naszą bezzasadną ofiarę jakby się im należała. NIC IM SIĘ NIE NALEŻY. Był tam nawet Murai, ten z krwawego pokolenia, chodząca legenda, pies wojny. Także nas opuścił, choć pewnie jako jedyny z tej hałastry miałby szansę z tymi wspierającymi Suzumurę. PRZEREKLAMOWANY. KRWAWE POKOLENIE PEWNIE DLATEGO, ŻE TO TAKIE CIPKI I MAJĄ OKRES ZE STRACHU. Haha! To nawet dobre. Powiem mu pewnie jak go spotkamy. TAK ZRÓB. W ogóle, skąd u nas taka dobra komitywa, strzygo? POSTANOWIŁEM Z TOBĄ WSPÓŁPRACOWAĆ, TO MOŻE BYĆ NASZA OSTATNIA ROZMOWA KONIEC KOŃCÓW. Czyli na koniec chcesz się pogodzić? Zabawne, jesteś jak stara baba. STUL PYSK BO ZNÓW BĘDE NIEMIŁY. No dobrze, dobrze, już, nie bądź taki delikutaśny od razu. Ale wiesz, że nas zapomną, prawda? JEŚLI ZGINIEMY. TAK JAK WTEDY PRZY TEJ KOBIECIE W LESIE, GDYBYŚMY WTEDY JEJ NIE UGŁASKALI JUŻ BY NAS NIE BYŁO. NIKT BY NIE POZNAŁ NASZEJ HISTORII. NASZA ŚWIĄTYNIA ROZBITA, NASZE CIAŁO MARTWE. PUSTA SKORUPA DLA ROBAKÓW I STWORZEŃ TEGO ŚWIATA. KONIEC HISTORII NIM SIĘ ZACZĘŁA.
Hej, strzygo, boisz się umrzeć? NIE. A TY? Trochę. Nie chciałbym zostawić Chise samej. STRACH PRZYNOSI ŚMIERĆ.
Co masz na myśli? JEŚLI CHCESZ ŻYĆ, MUSISZ NIE BAĆ SIĘ UMRZEĆ. ODDASZ MI SIĘ CAŁY?
Waham się. Czy Chise będzie bezpieczna? TAK. OBIECUJĘ.
Dobrze, nasze ciało jest twoje.
ŚPIJ.


W ten prosty sposób mnich Shiga poszedł na sen zasłużonego. Wystarczająco długo już był na wolności, wystarczająco długo musiał się wszystkim przejmować. Za wiele na głowie jednego, małego skrzywdzonego dziecka. Bo takim dzieckiem był Shiga. Shiga nie jest Jashinistą, tylko skrzywdzoną ofiarą zła na świecie. To ja, strzyga, stanowię w nim wolę Jashina.
A teraz, od czego by tu zacząć, chyba ta jego kobieta coś do nas mówiła... Odpowiadać jej? W sumie to nie muszę. Nic mi nie każe jej odpowiadać. Jednak, obiecałem mu, że Chise będzie bezpieczna. Oddał mi wolę właśnie dla niej. Jakie to jest przerażająco głupie, że taki ognisty wojownik, z ogniem potrafiącym objąć cały świat, który nie wahał się w ogień wejść tylko po to by wygrać i jej zaimponować, teraz boi się, że się zawaha w kluczowej chwili i zginie. Albo, że ona zginie przez niego. Jak dobrze, że ja nie odczuwam strachu przed śmiercią. Ja się nie boję zgonu, śmierć to tylko zjawisko, a każde zjawisko można opanować. Nie ma rzeczy, której Panem nie można się stać. Czas, ludzie, kataklizmy, tornada. Wszystko tylko prosi, by stać się właścicielem do tego, zdobyć prawa by móc zarządzać meandrami nieskończoności. Ale, chyba za długo mnie nie było na wolności, bo zaczynam bleblać. Tak czy siak, śmierć to rzecz, kostucha to piękna kobieta. Ale wiecie, ja nie mam ochoty na seksy, dlatego nie mam ochoty się z nią spotykać! Ani na chwilkę, ani ciutek.
Ale jedno muszę Shigiemu przyznać. Bardzo ładnie zabijaliśmy Shiro Ryu. Jego ogień który wywołuje u niego ta dziewczynka to bardzo fajna sprawa. Przed chwilą ośmiu spłonęło w kręgu spalonej ziemi, teraz też padają... Miał też racje, że są puści. Bezwartościowi. Dla nich nie przychodzi śmierć, tylko pustka. A ta jest o wiele, wiele gorszą suką, niż śmierć mogłaby kiedykolwiek być. Walczy tymi swoimi siedmioma wykałaczkami... Nawet jakby wszystkie siedem wbiła mi w brzuch to nie przejąłbym się. Najchętniej złapać za kłaki, przyłożyć dłoń piekielnika do twarzy, przepalić ryj na wylot... Oszczędziłbym nam problemów. Bo to jest pewne, że ona nie będzie z Shigą. Uwodzi go tylko, bo jest jej przydatny. Bo jest jej mnichem, który ją prowadzi, kupuje rzeczy, wspiera, broni. Ona go wykorzystuje obrzydliwie, a sama pewnie przez te kilka miesięcy puściła się z całym Sogen. W sumie to z Chise jest tarka zabawa, że dzięki temu, że to ślepak, to można ją ruchać grupowo, a ona dalej będzie myślała, że jest wierna temu jedynemu! Komedia roku jak teraz sobie o tym pomyślałem! Taka gra w słoneczko z jednym zestawem dziur, bueheheh.
Kiedy zaczęła coś bleblać, spojrzałem na nią niechętnie, z pogardą. Jakbym patrzył na kupę na swoim własnym bucie. Obiecałem, że przeżyje, nie obiecałem w jakim stanie, ani że będę ją szanował. To zwykła cipa, puknąć i zapomniec, głowy sobie nie zawracać. Shiga ją chyba kocha, a raczej na pewno myśli, że ją kocha, ale nic z tych rzeczy, tak naprawdę to tylko ruchać mu się już chce trochę. Każda co by mu trochę atencji i cycka pokazała to by zaraz była wielka dozgonna miłość i poświęcenie. Dlatego teraz tylko i wyłącznie ja o wszystkim decyduje. Ale coś krzyczała teraz definitywnie, w przerwach od wbijania swoich szpilek w te poduszki.
-Dobrze kochanie! Nie wiem kochanie! - Krzyknąłem głośno tak, by usłyszała. - Może to twój stary strzela z druta, ty ślepa szmaciuro co kuca na butlę od sake. - Dodałem pod nosem, wiedząc, że i tak tego nie usłyszy, ale jakoś strasznie mnie to rozbawiło. Nie mogłem opanować chichotu. Nawet sobie wyobrażam, jak próbuje kucnąć na butlę, ale nie trafia bo jest ślepa. Ślepi ludzie to jest dopiero show, a jaki tani w utrzymaniu. Kabaret z niekończącym się potencjałem.
I dalej poszła, mordować. Ślepa rura, jakby jej podsunąć kogokolwiek to też by łeb cięła, na oślep wymachuje tymi tępymi igłami, tępe jak ona sama. Ale powiem szczerze, między prawdą, a Jashinem, że ma w sobie coś co przyciąga wzrok.
Mogłaby nam na mieczu takie akrobacje porobić, ale nim Shiga ją puknie to mi zdąży już nie stawać. Z jego sposobem zabierania się do niej jak pies do jeża, to na pewno, ech, dlaczego muszę przebywać w ciele największego mięczaka wojennego po tej stronie Ryuzaku no taki? Gdybym nie załatwił nam zlecenia na nas na łeb w bingo booku to pewnie by wrócił do świątyni i tam czyścił pięty arcykapłanowi, licząc, że za to awansuje na kapłańskiego lachochapa. Żałosny typek, naprawdę bez ambicji, za grosz. On chce robić własny zakon, ha! To dopiero komedia. Chyba jak zbierze takich samych nieudaczników co nie umieją zabijać i boją się śmierci jak on, to może się coś z tego uklepie. Grupę mięsa armatniego dla takich jak Ja. Potężnych jak Ja. Takich jak Suzumura Hanji, ten to dopiero miał gadane. Jego nam potrzeba. Kogoś, kto rzuci świat na kolana i ciśnie go tym, którzy zasługują by go kształtować. To była droga, to co powiedział Hanji, którą mógłbym podążać. Podoba mi się ta ścieżka. Jeśli będzie możliwość z nimi współpracować, to będe bardzo chętny...
Sogenijka bardzo skutecznie rozbiła swoich przeciwników w perzyny, zabawne, bo o ile jej dalej nie lubie, to jest nawet skuteczna. Poradziła sobie z tymi, z którymi miała sobie poradzić. Jako tako mogę na upartego przyznać, że nie zawiodła na całej linii jak przewidywałem. Ale dalej nie zasługuje na szacunek większy niż taki, który pozwoli mi pozostawic ją przy życiu gdy nadejdzie ku temu okazja. W sumie to w każdej chwili jest okazja ją zabić, nie spodziewa się ataku ze stron swojego shigusia. Na jej nieszczęście nie powiedział jej ani ciutek o mnie, więc mam taktyczną przewagę nad nią. Nawet by nie wiedziała, że zginęła z ręki strzygi. A potem bym powiedział shigiemu, że no cóż, słuchaj, nie poradziła sobie, zabili ją. Ale ech, wpadłby w taką depresję po jej stracie, że nasze wspólne ciało stałoby się bezużyteczne. Nie chciałby zabijać, straciłbym dar, nici z szerzenia śmierci przy użyciu ciała które tylko leży i płacze, a tak pewnie Shiga by skończył gdyby Chise wzięła i wyzionęła ducha. Kiedy upadła walnęta tarczą, myślałem, że już po niej. Ucieszyłem się trochę, ale zaraz znów pomyślałem, że przecież depresja Shigi to będzie katastrofa..
Chciałem ruszyć w jej kierunku, dobić przeciwnika który ją powalił, ale miałem własnych. Ta kusza, to bardzo fajny wynalazek, to muszę przyznać Shigusiowi. To mu wyszło. Kiedy nacisnąłem spust, bełt poleciał jak strzała, ha ha ha, a potem pieczęc i eksplodowali. W większości. Jeden się rozleciał na kawałki! Ciekawe, czy był smaczny. Ogólnie ludzkie mięso smakuje trochę jak drób, ale ciekawe czy takie mięso Shiro ryu nadal jest dobre czy ma PUSTY SMAK! hahaha. O kurwa, nie radzę sobie ze sobą dziś. Ale gdy będzie chwila, chętnie spróbuje ich mięsa. Dobra, jeden oberwał i z dech, drugi jakiś taki zjarany jak psie jaja w piekarniku. Coś mnie przycięło... cięcie? szrapnel? Nie wiem, przyjemne. Chciałbym poczuć trochę więcej. Trzeba będzie dać się trafić tak dla niepoznaki któremuś z nich, może będę udawał, że coś mi dolega? O jej, o jej, jak boli, o jej. Niee, nie nadaje się do tego ani ciutka. To Shiga jest pierdolonym aktorem, niech on pajacuje. Ja muszę być tą prawdziwą stroną. Nie będę dudawał, że rana sprawia mi ból kiedy tak naprawdę to pała mi zaraz wyskoczy z bandaży i będę walczył dodatkowym mieczem od tego co tutaj się dzieje. Od tej śmierci, od tego, że w każdej chwili może trafić nas coś potężnego i pokroić na kawałki. Byłoby to niewątpliwie radosne przeżycie... Złożyłem pieczęci. Posłałem wypluwając ją fale ognia na pozostałą trójkę. Dwóch spalonych, jeden dalej uparcie kroczy. Ale jest upalony mocno, jego ciało nie porusza się już tak szybko. Jest ranny, będzie się dało przewidzieć świetnie jego ruchy. Ale wtedy coś się zmieniło. To znaczy nie do końca, bo ten pachoł mnie ciął lekko, rozcinając nogę. Ale taka rana to w mgnieniu oka się zasklepia, żadnej zabawy z tym nie ma. Ja chce więcej, JA CHCE WIĘCEJ. A na czym skończyłem? A właśnie, prócz tych żałosnych przydupów, pojawił mi się przed oczami - w lekkim oddaleniu ale zawsze, ktoś jeszcze... Ach, no tak. To jeden z tych co przyszli jako wsparcie Suzumury Hanjiego, twórcy nowego porządku światowego, kreatora nowego świata. Kurwa, poprawiłbym kimono, fryzurę, otrzepał się, ale nie ma na to czasu. A nie będę przecież dyskutował z kimś takiej rangi jak On, gdy tu jego pachołek będzie mnie ciął. Wiem, co zrobie.
Wykorzystałem to, że ciął mnie w nogę, by swoją prędkością złapać ostrze. Ale ja mam taki zajebisty plan, świetny. Bo ja jestem taki sniki sniki łorrior, nie złapię jego ostrza rękami by mu wyrwać, to byłoby nudne, sztampowe i beznadziejnie głupie. Tak to mógł każdy, a ja nie jestem każdy. JA STRZYGA jestem wyjątkowy i tylko ja zasługuję, z całej tej chałastry co tu przybyła na festiwal, by zmieniać świat który pod nogi cisnął nam Suzumura Hanji, Kreator.
Złapałem więc ostrze Shiro ryu, nakierowując je dłońmi które mi bardzo przyjemnie rozciął, swoim brzuchem. Tak, złapałem ostrze brzuchem. Niech mnie przebije nawet na wylot, ważne, że utkwi w mięsie, a to sprawi, że nie będzie nim wymachiwał jak ten debil raz na prawo raz na lewo i psuł całą zabawę. Wtedy bez zawahania ująłem twarz Shiro Ryu chcąc mu podziękować za taką piękną dziurę w brzuchu i wpiłem mu się w usta. Mój ognisty oddech prawdopodobnie bardzo przyjemnie połahocze jego wątpia, coby mu było miło i cieplutko. W końcu ci mili ludzie z Suzumurą Hanjim na czele podarowali nam taką fajną zabawę, kukiełki do mordowania. Trzeba podziękować i im i kukiełkom. Więc taki całus, gdy on jest we mnie, ten jego ShiroRyuowski oręż, to najmarniejsze co mogę zrobić, ale chociaż na to zasługują. Tutaj czas do dyskusji się kończy, nie ma co się specjalnie też rozwlekać, w końcu nie to jak drogi jest prezent, tylko sam gest się liczy. I tym uroczym gestem jest podarunek ognia który powinien rozgrzać mojego przyjaciela. Najlepiej z orężem sterczącym jeszcze z brzucha, jeśli mi się uda, zwrócę się do rozmówcy, który zaczął do mnie coś mówić.
-Te pierwsze słowa krzyczałem do tych beznadziejnych bojących się śmierci tchórzy, którzy stanęli przeciwko wam. Paskudne świnie z nich. - Powiedziałem bardzo ciepłym, spokojnym, nieco rozbawionym tonem do mojego rozmówcy. Muszę mu okazywać szacunek to może weźmie mnie do swojej paczki. A wtedy Chise byłaby bezpieczna, więc stosunkowo wywiązałbym się z obietnicy jaką złożyłem Shigiemu... Prawda, prawda? No jasne, że prawda.
Mój nowy przyjaciel szedł stopa za stopą i wyglądał na mocno chorego. Ale zza jego śmiertelnie chorego ciała wyzierała pewność i była to pewność, że jest ponad nami. Nie wiem, może i tak jest, na pewno jest PONAD NIMI, tymi uciekającymi psami... Bo oni to się swoją ucieczką którą próbują zamaskować jako pomoc innym to zredukowali się do poziomu dna, zera i wielkiej śmierdzącej, parującej kupy gnoju.
-A to co dalej krzyczałem do twoich zabawek to przekleństwa. Naleciałość którą nabyłem siedemdziesiąt lat temu, że klnę w starojapońskim gdy się ekscytuje. A muszę powiedzieć, że zabijanie tych Shiro Ryu, chociaż, z tego co mówisz, to nie jest śmierć, bo już są martwi, było bardzo przyjemne, za co dziękuje. Wolałbym jednak to zrobić na świadomych. Krzyki bólu i rozpaczy to jednak świetna sprawa, gdy pochodzą od palonych wrogów. Jedyne co mnie martwi, to właśnie to to, że byli puści. Nie sądzisz, że gdyby nie byli zmuszeni do tego, a po prostu CHCIELI zabijać to byliby o wiele skuteczniejsi? Znalazłbyś wielu chętnych do pomocy w takiej rzezi. Na przykład mnie. - Kiedy powiedział mi, że chyba nie boję się śmierci, chciałem wybuchnąć śmiechem. Zachichotać, tak jak on, choć pewnie nawet ja bym tak nie zaharczał ładnie. Miał image, skurczybyk, podobał mi się. Taki powinien być lider Jashinistów. A nie ten co jest teraz, arcyfiut.
-Aż tak było widać? Ojej, nie chciałem się popisywać, ale tak. Nie czuję bólu. - Spojrzałem mu prosto w oczy, z dumą, nie bojąc się go. Szanowałem go nieco, bo był przyjacielem Suzumury Hanjiego-dono, ale nie bałem się go, mimo jego wyglądu i jego zachowania. Spytał mnie o coś, po raz kolejny, czy boje się śmierci.
-Nie boje się śmierci. - Odpowiedziałem całkowicie spontanicznie, odruchowo. W moim głosie nie było kłamstwa, bo nie kłamałem. Shiga by się bał trochę, Ja ani trochę. To ja jestem śmiercią dla wielu. Kiedy jednak wycelował palec w Chise, a ja przypomniałem sobie, jak tamten jeden tak wyciągnął palec i ziomeczka przebił, zdębiałem. Nie może jej zabić, to zepsuje moją obietnicę dla Shiga i będziemy zredukowani do płaczącej kupy gówna! Jeśli to ostrze dalej tkwi w moim brzuchu to na nie wskaże, by przyjaciel Hanjiego znów na mnie spojrzał. Niech nie odrywa odemnie wzroku. To ja tutaj jestem warty uwagi. Nikt inny.
-Nie boję się swojej śmierci, ale obiecałem przyjacielowi, że ta dziewczyna przeżyje. Dlatego gdybyś mógł celowac jednak we mnie tym palcem, jeśli w ogóle jest to konieczne, to byłoby dobrze. Oferuje siebie, ale posłuchaj. Nie boję się śmierci, bo nie umrę. Moją śmierć zabrał i zabił lord Jashin. Ale musiałem odejść od zakonu. Pobłądzili strasznie, nie chcą już zmieniać świata, tylko jak tamci tchórze co uciekli kisić się we własnym sosie. Mówisz, że to ty stworzyłeś tych Shiro Ryu. Nie chciałbyś może na mnie poeksperymentować? Chętnie stałbym się narzędziem do zmieniania świata, zwłaszcza, ze takich jak Ja już prawie nie ma. Zakon Jashina oślepł i wyrwane mu zostały kły, dobrze, że jego dar pozostaje silny! Moglibyśmy też porozmawiać, mam parę przemyśleń co do twoich kukieł... - Powiedziałem całkowicie szczerze i zgodnie z prawdą. Miałem szczerą nadzieje, że nie postanowi zabić Chise. To by bardzo wiele skomplikowało. I nawet... to powiem, że nawet szczerze to nie chce by dziewczyna ginęła. Od tak, nie chcę, bo nie. I już, nie mam ku temu głębszych powodów. Postąpiłem więc pare kroków do mężczyzny, by nie musiał do mnie się dalej wlec, skoro widocznie ma z tym ciężko. Z poruszaniem się, w sensie. Jeśli Chise będzie coś bleblać, to ją uciszę, by się nie wpierdalała do rozmowy dorosłych.
Co będzie dalej? Zobaczymy. Wiem jedno. Ja się śmierci nie boje i jeśli on też nie, to możemy się zaprzyjaźnić! Może nawet wymienimy się adresami i będziemy wysyłać serca zabitych na święta owinięte w ładny papier! Ciekawe na co zwróci uwagę. Na ranę w brzuchu? Na rozciętą nogę, którą się nie przejmuje? Na rozcięte ramie które się już zaleczyło i to widać przez dziure w kimonie? A może na moje piękne stalowe zęby, którymi tak ładnie się do niego uśmiecham dosłownie od ucha do ucha?!



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1809
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 16 maja 2018, o 20:01

Zanim zostałem przydzielony do grupy dachowej skinieniem głowy i szybkim:
-Kaminari no Shigemi... - przedstawiłem się, a następnie słuchałem tego co ma do powiedzenia nasz dowódca. Westchnąłem cicho, sprawa nie miała się zbyt różowo, zwłaszcza dlatego, że nas było niezbyt wielu, ewentualnych gwardzistów i straży było o wiele więcej, a przecież jeszcze musieliśmy brać pod uwagę potyczkę ze zdrajcami oraz Jeźdźcami, chociaż tego ostatniego wolałbym uniknąć prawie że za wszelką cenę. Rozglądanie się i bycie czujnym nie opuszczało mnie chociażby na sekundę. Przeczuwałem jak wielkie konsekwencje dla organizmu może mieć takie zaangażowanie, ale musiałem tak robić inaczej mogłem to przypłacić śmiercią i to co gorsze nie tylko własną. Informacje nie były zbyt optymistyczne, w porcie będziemy musieli się okopać z całą ludnością miejską, która będzie wyrażała chęci i będzie zdolna od ewakuacji i będziemy musieli modlić się o to, że Sau odzyska siły. Nie podobał mi się ten plan, skoro pałac był zaminowany, dlaczego port nie miałby być, skoro to było kluczowe miejsce. Zostałem wysłany na dach co nie do końca mi pasowało, ale musiałem się podporządkować. Użyłem prostej techniki i po ścianie najbliższego budynku wbiegłem, aby znaleźć się koło Nikusui. Spojrzałem we wszystkie kierunki, aby mieć pojęcie o przestrzeni mnie otaczającej i przykucnąłem:

-Mój Ranton jest całkiem silny, myślę że tym najbardziej będę wspierać, uważaj na siebie jesteśmy trochę wystawieni jak mięso armatnie na tym dachu... - ostatnie zdanie zakończyłem wymownym, dezaprobatycznym milczeniem, jednak nie było co się rozwodzić, tzymając pewnie Kunai w prawej dłoni ruszyłem za Nikusui, bieg w szeregu nie miał sensu, bylibyśmy prostym celem, więc postanowiłem dać kompance dwa-trzy metry, aby biegła pierwsza, dodatkowo ustawiłem się po skosie od niej, będąc po wewnętrznej krawędzi dachu, tak aby być bliżej podążających poniżej nas towarzyszy. Poruszałem się tempem narzuconym przez Nikusui, miałem nadzieję, że będę w stanie je utrzymać bez zbędnej zadyszki, jeśli nie to oczywiście zwalniam, nie miałem zamiaru stracić sił zanim walka się rozpocznie. W trakcie poruszania się starałem się być lekko pochylonym, aby było łatwiej uniknąć ewentualnego ataku, rozglądałem się w okół, aby dostrzec ewentualne zagrożenie, starałem się być wyczulony jak najbardziej się da i być gotowym do uniku lub kontrataku. Jeśli Nikusui spojrzała w moją stronę, to posyłam jej pełne determinacji spojrzenie połączone z krótkim skinieniem głowy. Chciałem tym dać jej znać, że mimo iż nie przepada za naszą rodziną jako ogółem, to na mnie jako jednostkę może liczyć.


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 109
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 16 maja 2018, o 21:45

No dobra, to co my tu mamy? Jeden odłamek muru, który niefartownie wbił się pod żebra shirei-kana klanu Hyuuga. Gdy ten usiadł na ziemi podpierany przez Muiri, Akarui klęknął przy nim i wyciągnął z torby biodrowej bandaż,. Uciął metr i złożył parę razy. Podał taki opatrunek Reiko, mówiąc: - Postaram się to zrobić jak najszybciej i najmniej boleśnie. Potem zwrócił się do Muiri: - Proszę przyłożyć tą gazę pod odłamek. Gdy będę wyciągał, proszę przyłożyć i mocno trzymać, a ja zajmę się resztą, dobrze? Gdy wszystko było gotowe, Akarui przeszedł do tej "operacji".

Szkolenie dało o sobie znać. Tozawie nie przeszkadzał wiatr, wybuchy dochodzące z placu, przyjęta pozycja na kolanach czy siedzący pacjent bez znieczulenia. Właśnie na takich warunkach zdobywał doświadczenie. Ważny był tylko pacjent i każda czynność, która poprawi jego stan. Obie dłonie obrosły zielonkawą chakrą. Jedna tworzyła coś na kształt daszku nad wystającym z ciała obcym elementem, a druga za niego chwyciła. Medyk już nie raz miał styczność z takimi obrażeniami. Ważnym było, by droga wyjścia tego odłamka była jak najbardziej podobna do jego wejścia. Wcześniej badając całość nie wyczuł żadnych większych zadziorów. Była więc duża szansa, że całość wyjdzie na raz i nie zostanie zbyt dużo niepożądanych pozostałości.

Akarui spojrzał kątem oka na swojego pacjenta. Mężczyzna zdawał się być w dość dobrym stanie, mimo tak sporej rany. Starał się pokazać, że jest opanowany i spokojny, choć na jego czole wystąpiły już krople potu. Jego skupienie dodało medykowi odwagi. Mężczyzna nie musiał się uciekać do żadnych sztuczek, odwracania uwagi. Rozumiał też, że nie ma co proponować włożenia sobie czegoś między zęby. Miał do czynienia z twardym facetem, który sobie poradzi z tym bólem. Powiedział więc tylko krótko: - Uwaga, wyciągam... Już! Chwycił mocno za odłamek, przekręcił go lekko w odpowiednią stronę i wydobył ciało obce z ciała dopiero co poznanego. Wtedy też aura chakry wokół rąk jeszcze bardziej się rozrosła, odpowiadając na nagły krwotok. Muiri również zareagowała szybko, przykładając zwinięty bandaż do otwartej rany, pomagając w zatamowaniu krwi. Chakra powoli nikła, razem z krwawieniem, a gdy Akarui uznał to za stosowne, przerwał technikę. Odwiązał za to z pasa bukłak z czystą wodą, oderwał kolejny kawałek bandaża, chlusnął cieczą na ranę w celu obmycia jej z kurzu i brudu, po czym przyłożył świeży opatrunek w miejsce trzymanego przez Muiri, który już dawno przesiąkł krwią.

- Dobra, na ten moment to wszystko, co mogłem zrobić. Proszę naciskać na okład. Nie będę przewiązywał całego torsu, lepiej, bym miał dostęp do rany. Nie powinno się nic dziać, ale proszę nie stosować gwałtownych ruchów. Po tych słowach wstał na równe nogi i rozejrzał się po ekipie. Większość już się rozbiegła. Teraz dopiero Akarui zobaczył, kto został w jego grupie. Nikt inny jak sam Kūkyo! Znał tą postać z opowieści i zdawało mu się, że leczył jednego z jego przeciwników z turnieju Piaskowych Filarów. Medyk poczęstował stojących wokół swoim firmowym uśmiechem i powiedział: - To jak, ruszamy?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
Bohater
 
Posty: 761
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 17 maja 2018, o 00:53



Take a swing, I can take a hit
If we die it's fine, we live for this
It's all for this

We're gonna stand on top with our hands in the sky
Gonna raise our cup to the stadium lights
For the glory!




Czy to było naprawdę wszystko?
Te kilka marnych marionetek, które nawet nie potrafiło wykorzystać nawet sprzyjającej sytuacji do ataku? Kiedy upadła myślała, że już po niej. Zabiła przeciwnika, lecz drugi miał ją jak na widelcu. Już lepszej sytuacji mógł nie dostać, jak przeciwnik na ziemi. Jednak zdążyła się podnieść, a zaraz po tym.. Nastąpił wybuch. Nie mógł jej wykończyć, przez brak równowagi był łatwym kąskiem i szybko go wykończyła.
Ale nie słyszała rzutu notką przez Jashinistę. A przynajmniej nie w jej stronę. Bo fakt, eksplozje były dwie, jedna blisko miejsca, z którego słyszała Shigę, więc to prawdopodobnie On użył jednej notki, ale kto użył drugiej? Nie było nikogo kto mógł to zrobić.. Zrozumiała więc, że jest tu jeszcze ktoś, poza.. Dio? Chyba tak, poza Dio, Shigą i nią. Czwarty gracz, po ich stronie prawdopodobnie. Ukrywający się, chowający, pomagający.. To cholerne błoto także było było pewnie jego sprawką. Na razie jednak nie było czasu go szukać czy tym bardziej namawiać do wyjścia.
Ten drugi koleś niezbyt ją obchodził, ale starała się słuchać obu konwersacji. Czy oni obaj oszaleli? Jeden chce dołączyć, drugi odpierdala jakieś gadki szmatki. Chise była nieco zdezorientowana, ale aż napięły się jej mięśnie kiedy Shiga powiedział, że ten w nią celuje.
Czy bała się śmierci?
Nie. Nie bała. Śmierć.. Przecież po prostu była. Czekała każdego, prędzej czy później. A jeśli nie czekała..
Były rzeczy gorsze od śmierci. Potrafiła je sobie wyobrazić. Bycie do końca swoich dni czyjąś marionetką, zabawką, zamkniętą w klatce własnego umysłu lub na wieki unieruchomiona. Sama głowa wrzuca gdzieś w Głębokie Odnogi.
Ciekawe czy ten, który tak beznamiętnie deklarował, że nie boi się śmierci myślał o takim losie?
Lub życie, kiedy nienawidzisz samego siebie, świata i ludzi, bez celu i możliwości, jak góra lodu.. Bez nikogo, dla nikogo, nawet nie dla samego siebie, nie mogąc odejść.. Soginijka wolałaby już chyba śmierć niż to.
A pomijają już nawet to..
- Co za głupie pytanie - stwierdziła dość obojętnie - Gdybyśmy się bali, to by nas tu nie było, tylko tam, z resztą szczurów. Albo już gdzieś w porcie - szarpnęła głową, pokazując miasto. Stała cały czas w jednym miejscu, trzymając swoje miecze, parę razy jedynie prychając słysząc co głupsze fragmenty przemowy Shigi. Co innego miała robić... Słyszała jego ton. Słyszała jego słowa. I mimo ich kilkumiesięcznej znajomości, człowiek który rozmawiał z napastnikiem był dla niej całkowicie obcy. Inne słowa, inny ton, inna maniera. Jak gdyby był tam na miejscu inny mnich Jashina imieniem Shiga. Miał tą przewagę, że widział wroga i widział, co on robi, w kogo mierzy, ale nawet w jego głosie wyczuła zdenerwowanie. Shiga naprawdę musiał sądzić, że grozi jej niebezpieczeństwo śmiertelne, skoro tak łatwo rzuca się w łapy wroga, oferując Siebie wzamian za jej bezpieczeństwo. Chise przypomniała sobie co mówił jej chwilę po tym, jak pojawili się ci ludzie. Jeden z tych ważnych został wskazany palcem i jego pierś została przebita. Tak powiedział jej mnich. Czy ją czekał taki sam los? Czy była teraz całkowicie zdana na łaskę wroga i chęci poświęcenia się dla niej bądź co bądź nadal obcego mnicha? Ta myśl była dla niej bardzo nieprzyjemna.
Myśli te jednak przechodziły przez nią dość obojętnie. Nie potrafiła się denerwować tym niejasnym, dziwnym zagrożeniem, tak samo jak wcześniej nie myślała za wiele o tym, że rzucanie się na Shiro Ryu było samobójstwem. Ale nie potrafiła przejść nad tym, że mnich chciał się za nią poświęcać. Co prawda wiedziała, że jest prawie nieśmiertelny i bardziej odporny od niej, bo wszystko... Prawie wszystko się na nim zaleczy.. Z drugiej jednak ona najdokładniej wiedziała, że są i na niego sposoby, a nawet jakie, by go zabić. I bała się, że on też może je znać. Dlatego ofiarowanie się na jakieś eksperymenty było maksymalnie głupie. Jednak w tym momencie nie mogli rozdwajać swoich stanowisk ani nie mogła sabotować jego działań, bo to mogło by się skończyć jeszcze gorzej.

- Najlepiej to wcale nikogo nie pokazywać palcem. To niegrzeczne. - wyrwało się jej. Lekko sarkastyczny, a trochę żartobliwy ton też był efektem stresu, czy też może bardziej adrenaliny w żyłach. Teraz bic nie czuła- ani bólu ani przerażenia, i chyba tylko dlatego się na to odważyła.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.





Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 596
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Natsu » 18 maja 2018, o 09:44

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice
Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Akarui, Murai
  • Niebieska - Nikusui, Shigemi
  • Szara - Shiga
  • Pomarańczowa - Chise
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - Numa (pod ziemią)



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Ostateczne decyzje zostały podjęte, i przejmująca względne dowodzenie Yuriko od razu wydała odpowiednie polecenia i przejrzała się okolicy, by mieć lepsze spojrzenie na całą sytuację. Sądząc po jej twarzy, wydarzenia w mieście nie pisały się zbyt różowo, a możliwości przedostawania się z jednej części miasta na drugą były bardzo ograniczone. Gdy jednak w końcu dezaktywowała swoją umiejętność klanową, niepokój z jej twarzy zniknął, zastąpiony opanowaniem i determinacją. Była gotowa zrobić wszystko, co tylko było konieczne.
Przez ten czas Akarui zajął się opatrywaniem ran Reiko. Mężczyzna przyjął odpowiednio przygotowany opatrunek z kiwnięciem głowy i słabym uśmiechem, starając się trzymać dobrą minę do złej gry. Zgodnie z zaleceniami medyka, przygotował się mentalnie do następnego szarpnięcia bólu, i ustawił rękę tak by móc jak najszybciej zasłonić ranę za pomocą bandaża. Stojąca obok Muiri, słysząc prośbę, również przyjęła fragment opatrunku i przystanęła tuż obok, tak by nie przeszkadzać medykowi w pracy i mieć przy tym dostęp do boku Hyuugi. W końcu ktoś musiał upewnić się, że po wyciągnięciu szrapnela krew nie będzie tryskać na wszystkie strony. Co i tak było wątpliwe, zważając na to że tętnica nie była nawet draśnięta, ale cóż - wiedza o ciele nie u wszystkich była największa.
-Nie ma obaw. Ból to tylko kwestia siły woli. Wiatr chwiejący drzewem - powiedział Reiko z ledwo wyczuwalną nutką filozoficznej melancholii w głosie, po czym nachylił się i mocniej oparł nogami i wolną ręką o ziemię.
Akarui szarpnął za odłamek drewna, wyciągając go z ciała lidera. Hyuuga warknął lekko, jak gdyby w ten sposób próbował stłumić u siebie nagłe uczucie bólu, po czym pomógł Muiri w przytrzymywaniu opatrunków przy odsłoniętej szramie na jego boku. W tym czasie Tozawa stopniowo zaleczył największy krwotok i przysłonił ranę na tyle, by nie była krytycznie niebezpieczna. Gdy tylko otrzymał pozwolenie, Reiko powoli podniósł się na równe nogi i postawił jeden krok do przodu.
-Dziękuję. Jakoś dam radę. Do szpitala jest na szczęście dość niedaleko.
Dostosowując się do polecenia Yuriko, Muiri złożyła dłonie w pieczęć. Jej ciało nagle zaczęło się rozpadać na setki kartek papieru - nogi kobiety praktycznie zniknęły, w zamian za to składające się na nie arkusze pomknęły w kierunku pleców kobiety, przyjmując kształt potężnych skrzydeł. Kurohiko wzruszyła ramionami, sprawdzając jak dobrze jej się operuje rękami i czy skrzydła nie zmniejszają jej mobilności, po czym kilkoma silnymi machnięciami wytworami uniosła się wysoko w kierunku nieba, dając jej olbrzymią przewagę wysokości.
Akarui i Reiko powoli zbliżyli się do Yuriko i Muraia, którzy zaczęli iść w dół ścieżki. Tuż nad nimi, po dachach budynków, ruszyli Shigemi i Nikusui, obserwując okolicę.
Nie minęło kilka minut, gdy nagle Murai usłyszał gwałtowny świst. W jego barku utknął bełt z lekkiej kuszy, wpijając się mniej więcej na głębokość siedmiu centymetrów. Nie stanowiło to dla niego najmniejszego zagrożenia, ale było odrobinkę irytujące.
-Szlag, mają kuszników! Widzicie skąd mogą strzelać?
Nikusui zauważyła, że w budynku nieopodal, w jednym z okien, dało się zauważyć sylwetkę jakiegoś mężczyzny odzianego w lekki pancerz i kuszę. Oraz to, że nie był sam - w innych oknach również dało się zauważyć kilku strzelców, liczba sześć. Czterej mierzyli w idących ulicą Muraia i Yuriko, dwaj zaś próbowali wymierzyć broń w kierunku idących górą przedstawicieli klanu Kaminari. Dzielił ich dystans trzydziestu metrów, więc trzeba było zareagować dość szybko - skoro byli w stanie ustrzelić odleglejszą przecież sylwetkę Pustego, dwójka młodych shinobi nie byłaby dla nich większym problemem... Dodatkowo, na dachach jednego budynku dalej mogła zauważyć jeszcze dwóch shinobi, żywo gestykulujących i pokazujących w kierunku ulicy.
Shigemi zaś skupił się na drodze - i co najgorsze, zauważył że wszystkie ścieżki prowadzące w stronę miasta były zablokowane przewróconymi lektykami i powozami, z których wcześniej można było kupić różne lokalne specjały. Tak ustawione barykady również były zastawione grupą przeciwników - było ich co najmniej dziesięciu, z czego trzech przygotowało broń dystansową, łuki i kusze. A także to, że inna, mniejsza grupa pięciu wojowników, starała się przekraść między budynkami by zaatakować grupę od boku.
Co zresztą zauważyli też Murai i Yuriko, gdy trzech napastników zaatakowała od boku. Jeden stanął naprzeciwko Yuriko odziany w pełen pancerz i kusarigamę, dwóch zaś ruszyło w kierunku Muraia - jeden kręcił w dłoniach hakomieczami, drugi zaś mierzył naginatą w kierunku jego piersi. Od kontaktu dzieliło ich może pięć metrów.


Sytuacja na placu również zaczęła się zaogniać. A przynajmniej pod względem Yujiego, który został postawiony naprzeciw jednego z Jeźdźców Suzumury - szaleńca, który wcześniej bez najmniejszego problemu potrafił przejąć kontrolę nad ruchami dwudziestu osób i nawet się nie zadyszeć. Mężczyzna stał naprzeciwko NESa, który przez ten czas śmiał się jak wariat i ładował coś, co wyglądało na jakąś naprawdę solidną technikę Raitonu. W końcu obaj postanowili wykonać swoje ruchy - zaczął NES, który rozpoczął trucht w kierunku Sagi i stopniowo nabierał prędkości.
-No! Pokaż mi siłę Twojego Świata, Dio!
W trakcie biegu poczuł jednak, że zaczyna mu znikać grunt pod nogami. Początkowo na jego twarzy pojawiły się oznaki lekkiego zaskoczenia, ale dość szybko odzyskał animusz. Poczekał, aż grunt zacznie się sypać jeszcze bardziej, po czym zwyczajnie ugiął nogi i wybił się od odłamka gruntu, kończąc na następnym. I następnym. I jeszcze następnym. Kicał niczym królik, nie czując jakiejkolwiek przeszkody ze strony techniki Yujiego. Jednak stracił przy tym nieco koncentracji, przez co nie zdołał uniknąć tego, co nastąpiło - pocisków z błota. Oberwał dwoma prosto w twarz, przez co stracił impet skoku i opadł na jeszcze inny kawałek gruzu. Wyłączył technikę na prawej ręce i otarł twarz, okazując lekkie rozbawienie na twarzy.
-Ej, tylko nie na twarz! Chujowe zagranie, stary!
Nagle ruszył z olbrzymią prędkością w kierunku przedstawiciela klanu Haretsu, który wymierzył w jego kierunku dłoń i aktywował swoją technikę klanową. Łupnęło, wszyscy na placu usłyszeli wybuch, a NES...
Był tylko lekko oparzony. Nic więcej. I stał teraz przed Yujim, biorąc potężny zamach.
-DENDO HANDO OVERDRIVE!
Potężny błysk. Huk. Wokół uniósł się obłok kurzu, podniesiony z płyty wokół dwójki. Yuji był bardzo bliski śmierci...
Ale jej nie otrzymał. NES zatrzymał rękę tuż przed jego twarzą, śmiejąc się.
-He. Dygłeś.
Dał Yujiemu pstryczka w nos, po czym popchnął go otwartą dłonią w pierś. Saga poczuł, że tak prosty ruch wybija mu powietrze z płuc i posyła na dobre dwa metry do tyłu, gdzie wylądował na tej części swego ciała, w której plecy tracą swą szlachetną nazwę.
-No dobra, Dio. Podoba mi się to, co widziałem. Powiedzmy, że przyjmę Twoją pomoc, a po tym wydarzeniu pomyślimy co dalej. Pasuje? Doskonale!
... Znowu nie poczekał na odpowiedź, co?...
W tym czasie zaś Shiga pozwolił sobie na dość nietypowy wyskok. Kiedy oberwał po nodze mieczem ostatniego z Shiro Ryu, zamiast się odsunąć, złapał oręż i nakierował go na własny brzuch, pozwalając się przebić na wylot. Następnie, korzystając z faktu że mężczyzna nie mógł się uwolnić, złapał go za głowę i połączył swoje usta z jego. Niby początkowo wyglądało to zaskakująco niewinnie (jeśli pominąć wątek yaoi), lecz chwilę później z ust żołnierza zaczął się unosić dym, dało się też poczuć wątpliwie przyjemny zapach smażonego mięsa. Mężczyzna odsunął się, pokazując lekkie ślady ognia unoszące się z jego układu oddechowego, zarzęził kilka razy, po czym upadł na ziemię, tracąc możliwość oddychania.
Akuryo uśmiechnął się delikatnie, o ile ten grymas na jego półnadgniłej twarzy dało się nazwać uśmiechem.
-Och, ależ my oczekiwaliśmy że tak to się skończy. Nie potrzebujemy ich zrozumienia. Potrzebowaliśmy lekkiego odwrócenia uwagi - powiedział ze słyszalnym rozbawieniem w głosie, jak gdyby powiedział coś wyjątkowo śmiesznego. - A ci Shiro Ryu nie są... em, byli... martwi. Po prostu są przerobieni. Tak, by słuchali, nie robiąc nic innego. Kilka specyfików i ich dusza została całkowicie zaplombowana w ich ścierwach. Służą, nie wiedząc że służą.
Zaśmiał się rzęźliwie.
-A to, że to były stare przekleństwa, wiem doskonale. Sam mam już dobrze ponad setkę, jeśli chodzi o wiek.
Westchnął ciężko, po czym sięgnął do barku swojej "martwej" połowy ciała. Ruszył lekko ręką, i spod powłok skóry wychynęła idealnie zaostrzona kość, przypominająca miecz. Skierował oręż w stronę własnej brody.
-Czyli nie boisz się śmierci, nie możesz i nie chcesz umrzeć... no proszę. Czyli jest pewna różnica między nami.
Ruszył ręką, a ostrze broni wbiło się po samą rękojeść w jego brodę. Ostrze na pewno dosięgnęło jego mózgu i przebiło go na wylot. A mimo to stał tak jak wcześniej. I uśmiechał się gorzko.
-Sam również nie boję się śmierci, lecz nie dlatego że wiem że będę żyć. Nie boję się dlatego, że aktywnie szukam sposobu by móc w końcu umrzeć. Tylko, ironio losu, nie jestem w stanie tego zrobić. Broń. Techniki. Umiejętności samobójcze. Operacje na własnym ciele, wraz z pozbawianiem się organów. Nic nie pomaga. Moje ciało obumiera, zmienia mnie w chodzącą mumię, a mimo tego i tak nie mogę umrzeć. Wiesz, co to za uczucie, być chodzącymi zwłokami?
Wysunął broń. Z jego głowy wyciekła odrobina jakiejś ciemnej cieczy.
-Dlatego poszukuję ludzi, którzy nie boją się śmierci i byliby gotowi na wszystko. Potrzebuję ich pomocy w znalezieniu sposobu na moją śmierć. Obiecał mi to Han, lecz niestety - póki co jeszcze nic nie zadziałało.
Parsknął śmiechem (znowu brzmiąc jak osełka) słysząc komentarz ślepej wojowniczki i wzruszył ramionami, wypuszczając pocisk w kierunku Chise. Pocisk ten był jednak czymś do tej pory dla nich niespotykanym - był to jego własny paliczek, który oddzielił się od jego ciała i pomknął w kierunku dziewczyny. Kość jednak została zablokowana - w nagłym zrywie błoto wokół dziewczyny uniosło się, nastawiając między nią i Akuryo ścianę wzmocnioną tarczami Shiro Ryu. Pocisk utknął w drewnie, osłaniając dziewczynę przed obrażeniami.
Akuryo westchnął cicho, robiąc kilka kroków w kierunku środka placu. Następnie podniósł nogę i gwałtownie ją opuścił. Ziemia wokół niego rozpadła się na kawałki, rozbita niezwykłą siłą która wydobyła się z jego zwiędłego ciała. A pomiędzy odłamkami dało się zobaczyć sylwetkę Numy.
-Nie pomagasz w rozmowach, chłopcze. Chcesz zostać i również nam pomóc, czy jednak wolisz uciekać? Nie lubię, gdy mi ktoś przeszkadza.
Następnie zwrócił swoją uwagę ponownie na Shigę.
-Dobrze więc. Nie zabiję jej. A przynajmniej nie ja.
Chise nagle usłyszała jakieś dziwaczne dźwięki, dobywające się z otaczającego ją błota. I nagle cała czwórka Shiro Ryu, z którymi wcześniej walczyła, podnieśli się powoli i wymierzyli w jej kierunku broń. Ich oczy były zupełnie puste, pokryta ziemią skóra przybrała barwę porównywalną z popiołem. Z ich ran dalej ciekła krew, w głowie jednego z nich dalej znajdowała się strzała wystrzelona przez tajemniczego łucznika. I cała czwórka od razu wzięła kolejne zamachy mieczami, tym razem wszyscy naraz. Stali może dwa metry od dziewczyny. Miała bardzo mało czasu na reakcję - lecz na jej szczęście, oponenci byli widocznie wolniejsi niż poprzednio...
-Uznajmy to za eksperyment. Ci tutaj są aktualnie chodzącymi zwłokami. Nie zabijesz tego, co nie żyje. Powiedz mi więc, moja droga - skoro nie boisz się śmierci, to czy również podchodzisz do sytuacji tak jak Twój... kompan, to czy zostając tutaj również liczyłaś na nawiązanie z nami kontaktu, czy po prostu postanowiłaś walczyć dla samej walki?


Czas do 22:45, 19 maja. Yuji zgłosił spóźnienie przez Pyrkon, więc to uwzględniam.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 18 maja 2018, o 22:30

W przypadku Nikusui poruszanie się dachem nie miało większego znaczenia. Owszem, dzięki temu byli w stanie dostrzec nieco dalsze zagrożenie, bądź to, które również postanowiło przemieszczać się górą. Jednakże, mogło być tak, że nie zauważą tego, co atakuje ich z dołu. Wszystko miało swojego plusy i minusy. Każdy z nich odpowiadał za jakąś część obserwacji, miał swoje zadanie i mimo, iż byli dla siebie praktycznie obcymi ludźmi, chcieli współpracować. Podświadomie każdy z nich czuł, którą stronę wybrać. Nikomu rozsądnemu nie spodobałoby się przecież posługiwanie ludźmi jak marionetkami, tylko po to, by rozpocząć rzeź. Rzeź, którą nazwano nowym porządek. Może i ubrane w ładniejsze słowa, ale dalej efekty były te same. Krew, rozpacz, masowego groby. Podupadłe morale, wojska, a na końcu brak chęci do życia. To w dalszym ciągu według Nikusui było uzależnienie się od tych, którzy chcieli tym sposobem owy pokój i wolność uzyskać. To nie była droga.
- Hah. - mruknęła pod nosem na komentarz Shigemiego. Owszem, byli nieco wystawieni, ale nie tylko oni w sumie. Zagrożenie mogło nadejść z każdej strony. - Może trochę. Ale to daje nam szansę do ataku jako pierwszych. Nienawidzę, gdy ktoś mnie wyręcza. - dodała, spoglądając na towarzysza z klanu, wciąż z delikatnym, tajemniczym uśmiechem. Owszem, były sytuacje, że ktoś tam uratował jej tyłek, więc było to w pewnym sensie "wyręczenie", ale to jedynie w sytuacji awaryjnej. A do tej nie chciała dopuszczać.
Nie rozpraszając się, obserwowała teren, dzieląc się oczywiście obowiązkami z Shigemim. Nie była jednak w stanie w porę dostrzec niebezpieczeństwa. Murai oberwał. Gdy tylko zerknęła w tył, by ocenić starty, zobaczył tkwiący bełt w jego barku. Nie wyglądało to groźnie, a przynajmniej z jej perspektywy. Nie mogli jednak dopuścić do kolejnej takiej sytuacji, dlatego musiała namierzyć tego, który ich zaatakował.
- Sześciu strzelców w oknach budynków przed nami. Czwórka ma was na celowniku! - krzyknęła, chcąc przekazać najistotniejsze informacje w jak najszybszym czasie. Nie było czasu się rozgadywać, tylko trzeba było działać. Musieli mieć dobrego cela, skoro potrafili kogokolwiek trafić, kiedy byli w ruchu. Chyba, że był to niesamowity fart. Lepiej jednak nie opierać się na takim przypuszczeniu, bo może to zgubić. - I dwóch shinobich, nie atakują, ale są czymś zaaferowani. Przynajmniej teraz. - dodała równie głośno, szybko układając plan działania. Chciała zająć się jak największą ilością przeciwników, a przynajmniej tych, którzy celowani w nią i Shigemiego. Ciężko byłoby ogarnąć sześciu jednocześnie. Chociaż...
- Spróbuję zdjąć strzelców! - zakomunikowała, by nikt przypadkiem nie wszedł jej w paradę. A przynajmniej do momentu, kiedy będzie próbowała urzeczywistnić swój plan. Nie mogła być pewna, czy uda się w stu procentach. W sumie połowa też ją będzie satysfakcjonować, bo przynajmniej nie zmarnowałaby chakry. Poza tym, ta informacja jasno dawała do zrozumienia, że przez tę chwilę nie będzie miała na oku dwójki gagatków, więc miło byłoby, gdyby ktoś miał na nich oko. O ile nie mają większych problemów, niż Ryukata.
Białowłosa zaczęła składać pieczęci, pozwalając na zmieszanie swojej chakry, by prawidłowa wykonać jutsu. Z tej odległości powinno to zadziałać. Nikusui zamierzała wystrzelić ze swojego ciała wiązki. Tyle, ilu było przeciwników w oknach. No, podwójnie, by zwiększyć szanse na trafienie. Z jej barków i ramion dwanaście wiązek miało polecieć nieco po skosie w górę, jedna przy drugiej, co mogłoby, aczkolwiek nie musiałoby zdezorientować przeciwników, bądź też pozwolić na nie zauważenie ataku w porę, by go uniknąć. Dzięki sporej kontroli nad rantonem na tym poziomie, zamierzała nagle je rozdzielić, by każda z nich pognała w kierunku strzelców znajdujących się w oknach. Wystarczyło jedno trafienie, ale musiała być skupiona nad ich kontrolą. Rzecz jasna była uważna, by samej nie oderwać i jeśli to konieczne, robi unik w bok, albo obniża swoją pozycję, by przylgnąć jak najbliżej dachu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 902
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 18 maja 2018, o 22:55

Walka nadal trwała, ostatni słabych z napastników umarł w dość widowiskowy sposób. Nie dość że katonowiec dał się dotkliwie trafić to i jeszcze całując przeciwnika. W romantyczny sposób, jakby samemu umierając. Numa jednak widział że nici z tej śmierci. Jego KG pozwalało wyczuwać energię życiową. Mimo tego było to dla niego cholernie dziwne i niezrozumiałe- Czy on go zacałował na śmierć ? Ciekawa technika... Ale taka nieco nie rozsądna przecież gdyby. Chyba raczej nie chodzi w niej ani o skuteczność ani o logikę. W końcu to nie ma sensu, zabijać całując, musiał by być jakimś seryjnym mordercą kobiet albo kimś takim aby tworzyć taką technikę. Chyba że nie chodzi ani o zabicie ani o romantyzm ? Dziwne naprawdę dziwne. - Negocjacje toczyły się jednak dalej. Dwóch nieśmiertelny rozmawiało sobie o śmierci... A Numę delikatnie trafiał szlak. -Co ta mordująca innych kreatura pragnąca zginąć może wiedzieć o życiu ? Skoro pragnie je jedynie utracić ? Czyżby ból doprowadził go do tego stanu a może nienaturalnie długie życie ? Nie rozumiem go. Przecież dużo bardziej ciekawe jest życie. - Wtem przeciwnik zaatakował kobietę tak po prostu strzelając palcem.-Lecii !!! - Numa skupił się na postawieniu tarczy. Która zablokowała jego pocisk prawdopodobnie ratując tą kobietę. - Zaraz czy to był jego palec ? Ale on jest cały czyżby on jakoś tworzył kości ? Albo jakoś nimi manipulował ? - Tsūjitegan pozwalał mu się dokładniej przyjrzeć pociskowi. Pojawił się jednak problem przeciwnik wiedział że tu gdzieś jest. Przeciwnik przyśpieszył, podszedł i tupnął wybijając sporą wyrwę w okolicznej ziemi krusząc ją. W dole była jakaś ciemna postać z czarnym kapturem na głowie. Numa nie zdąrzył nawet sensownie zareagować. Jedno było pewne z kryjówki nici. Numa odruchowo odskoczył do tyłu nadal z aktywnymi oczami. Poruszając błotem aby zasłonić się przed potencjalnym dobiciem z jego strony. Nadal jednak był na swój sposób wkurwiony na agresora. Co sprawiło że Numa zrobił coś nietypowego z powodu silnych emocji. Uniósł ton i naprawdę sporo wyrzucił w kierunku przeciwnika. - Uciekać ? Przed kimś kto pragnie śmierci ? Jeśli mnie to nie interesuje to pewnie tak, normalnie wolał bym nie mieszać się... jednak... Uciekać przed osobą która pragnie śmierci i nie może umrzeć ? Nie ma takiej opcji. Zdajesz sobie sprawę jak dziwaczna jest to sytuacja ? Nieważne od tego czy mnie zabijesz czy nie na swój sposób wygram. Jeśli umrę to prawdopodobnie nie zginiesz, przegrasz nie osiągając swojego celu. Będziesz ponownie pokładał nadzieje śmierci w kimś innym. -Nastąpiła krótsza przerwa. - To naprawdę zrządzenie losu bo wydaje mi się że kiedyś mógł bym to spełnić, choć nie wiem czy teraz zwyczajnie starczy mi sił. Rozumiem jednak że egzystencja cię boli. - To akurat Numa rozumiał doskonale jako bezdomny bez perspektyw czy bez przyjaciół. - Pomogę ci zginąć jeśli tego pragniesz. Co nie zmienia faktu że jesteś w moich oczach hipokrytą, prawdopodobnie kryjesz w sobie sekret o którym wielu by marzyło. I chcesz spełnić swoje pragnienie nie pozwalając na to innym kryjąc to przed innymi, mordując tych którzy pragnęli żyć, sprawiając że ich pragnienie się nie spełniło. I jak na ironię. W pewien sposób nie dając im szansy cię zabić... Gdybyś go zdradził w jaki sposób stałeś się nieśmiertelny łatwiej było by cię zabić. Prawdopodobnie dając innym czas zwiększył byś szansę że ktoś sam by cię odnalazł i skrócił twoje męki. - Numa nie znał się na Religii nieśmiertelnych i innych takich cudach. Bezdomny jednak podczas tego odskoku skupiał się też na czymś konkretnym. Starał się wykryć życie w przeciwniku. Dostrzec skąd płynie ta energia życiowa która utrzymywała go w tym stanie. W końcu jeśli mówił prawdę to coś było z nim nie tak. Numa nie wierzył w absolutną nieśmiertelność. Wiedział że każdego da się zabić. Chyba że się myli. Nie zmieniało to faktu że wizja śmierci dla tego typa nie wygląda zapewne na pokojową. Dlatego szkarłatnymi oczami starał się obserwować jego ruchy aby w razie realnego zagrożenia odskoczyć. Błoto nie było raczej czymś co raczej zasłoni go przed tym gościem. Od tak udało mu się dokopać na odległość 2 metrów wgłąb. Mimo tego ta technika była teraz najlepszym co miał aby pomóc. Numa zdawał sobie sprawę że z tej grupy był zwyczajnie najsłabszy. Dlatego błotem starał się unieruchomić przeciwników dziewczyny aby w ten sposób jej pomóc w walce. Nieśmiertelność sprawiała że byli oni bardzo niebezpieczni dla niej. Mogli zrobić coś na co ciężko było odpowiedzieć mieczem dlatego bezdomny czuł że tam musi pomóc. Numa w sumie również na nich zerknął starając się zrozumieć czy żyją czy nie żyją. Jego oczy widziały energię życia "chakrę" jak i układ chakry. Może i nie był sensorem jednak widział zdecydowanie więcej. A szczególnie jeśli chodzi o życie i śmierć, w czym specjalizował się jego klan. Możliwe w końcu że istniał jakiś punkt który umożliwiał łatwiejsze zabicie takich nieumarłych. Czy Numa bał się śmierci, zapewne jednak to nie zmieniało faktu że on już dawno ją widział. Zdążył przywyknąć do niej.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] -   - [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 249
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 15
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 19 maja 2018, o 10:09

Soundtrack do posta



Poczułem niesamowicie przyjemną rzecz. Czubek ze stali, metalowe ostrze. Poczułem jak przebija mój brzuch, jak rozdziera skórę, jak robi mi krzywdę. To było naprawdę wspaniałe. Naprawdę, przyznaje się wam wszem i wobec, bardzo mi tego brakowało. Bardzo długo już nie czułem czegoś... tak doskonałego. To zadrapanie ciosem miecza skierowanym na noge, czy srapnel którzy uderzył mnie w ramię... To było tak naprawdę nic. Dopiero teraz mogłem poczuć, że żyje. Tak naprawdę dopiero teraz poczułem się wolny. I tak samo jak ja poczułem się wolny, tak samo uwolniłem tego Shiro Ryu. Ogień wypełnił jego ciało, usmażył jelita, wnętrzności, pozbawił szans na przetrwanie - bo nawet zombie nie powalczy jeśli wszystko w jego wnętrznościach się totalnie wzięło i zbekoniło. Odepchnąłem ten zeskwarkowany zewłok, żeby mi nie śmierdział i nie brudził kimona... zresztą, Shiga, biel? Serio, kurwa, biel? Nie ma mniej pedalskich kolorów? Trzeba było sobie chociaż czarnobiałe kimono sprawić, tak jak Chise ci wybrała, to musiałeś bucu walcząc z tym pasterzem owcojebcą w ogień się wpierdzielić i go zepsuć. Żenada. Widząc uśmiech Akurto postanowiłem go odwzajemnić. Akuryo uśmiecha się do mnie gnijącą mordą, a ja pięknymi stalowymi kłami, gdzie jeden ząb jest ciemniejszy od innych. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, ten kakuzu wiedział co robi. Dobra robota, mistero kakuzoid.
-Czyli celem nie jest wybicie cywili? Bo trochę mi to nie pasuje. Jeśli chcieliście odepchnąć cywili z daleka od pałacu, to się udało. Wszyscy uciekli, bezwartościowi tchórze. Nawet liderzy... I ktoś taki został głową czegokolwiek. - Westchnąłem nieco niezadowolony z takiego obrotu spraw, mimo, że tak właśnie niestety było. Nawet ci którzy mieli być najsilniejsi uciekali z podkulonym ogonem.
-A jeśli chcieliście zaprowadzić śmierć nie musząc robić wszystkiego sami, to wystarczyło pojawić się w Ryuzaku no Taki, a dokładniej pod Ryuzaku no taki. Jest tam taka jaskinia, mógłbym cię poprowadzić, gdzie żyje cały zakon takich jak Ja. Ale przez "takich jak Ja" mam na myśli... - Wyciągnąłem miecz z brzucha, by pokazać jak moja rana w mgnieniu oka się zasklepia i regeneruje. - I nic więcej. Bo boją się śmierci, dlatego się chowają zamiast podbijać świat. Ale możnaby im pogrzebać pod czaszkami. Nasz arcykapłan jest także zupełnie nieśmiertelny, a nawet on nie chce robić bezpośrednich starć z przeważającym wrogiem. Bo jest coś gorszego od takiego nie-życia jak nasze. Widzisz, ty żyjesz i chcesz umrzeć, ale możesz podróżować, robić coś, być częścią większej całości. Zawsze mogło być gorzej. Wyobraź sobie, że ranią cię tak, że chociaż przez chwilę nie możesz się ruszać. Albo jakieś łańcuchy, jutsu pieczętujące, no... i wrzucają cię na dno oceanu. I jesteś skazany tam zostać dopóki nie zgasną gwiazdy. Są gorsze rzeczy od takiego życia jak nasze. - Zaśmiałem się, uświadamiając Akuryo swoją wizję na nie-życie. - No to opowieści między nami, staruszkami, ha ha. - Zaśmiałem się radośnie, czułem narastającą więź przyjaźni z Akuryo. Podszedłem jeszcze bliżej do niego. Był mi już teraz jak przyjaciel którego spotkałem po latach. Nieumarły w tej samej niedoli co ja. Obserwowałem cały spektakl z wyciąganiem sobie miecza z ręki i ciachaniem się w głowę. Westchnąłem przeciągle i nieco teatralnie, gdy całkowicie nic mu to nie zrobiło. Twardy skurwiel, tak jak myślałem. Nie do zajebania tak łatwo, jakby to się mogło wydawać, patrząc na jego zwiędniętą połowę ciała. Wyglądał jak żywy trup, ale był naprawdę niezniszczalnym żywym trupem. To nieco komplikuje możliwości na przeciwstawienie się mu czy pokłócenie z nim, bo to będzie paskudny wróg.
-Jeśli chcesz mogę użyć na tobie swojej techniki atutowej. Technika typowo wykańczająca, mały zasięg i obszar, ale wojowie w pancerzach grubych jak palec po prostu znikali gdzieś zwęgleni w środku. Chociaż, patrząc na to co właśnie zrobiłeś, to wygląda na to, że nie ma to najmniejszego sensu. Ale bardzo chętnie pomogę ci w twojej podróży po odnalezienie śmierci. Jest to także mój cel, gdybym poznał sposób na zabicie nieśmiertelnego to ty uzyskasz swoje pragnienie, a ja będę mógł zabić tchórza kryjącego się w jaskini, arcykapłana zakonu Jashina! Przyjemne z pożytecznym. I uwierz mi, wiem jak... niesympatyczna może być nie-śmierć. Długi czas temu zostałem pozbawiony kończyn atakiem z zaskoczenia. Wiele godzin byłem kadłubem w samym sercu tajemniczego lasu, podgryzanym przez okoliczną florę, aż trafiłem na kończyny i przytwierdziłem je. Zabawne, choć troche niegodne patrzeć jak podgryza cię sarna. - Wybuchnąłem srogim śmiechem, próbując rozbawić Akuryo, żeby się jemu udzielił dobry humor. Radosny wróg to... radosny przyjaciel.
-Han, antykreator. Podobno jest wszechmocny. Nie znalazł nic co by ci pomogło? Niedobrze. Ale sądze, że relacja ze mną to strzał w dziesiątke, mało kto cię tak zrozumie jak Ja. A Arcykapłan może się przydać przed śmiercią. Może zna jakąś technikę, posiada artefakt z legend albo inne jutsu pieczetujące które nawet kogoś takiego jak Ty potrafi zabić. A jak nie, to też nam będzie mógł pomóc w naszym celu. - A wtedy Akuryo wystrzelił palcem w Chise, na co skrzywiłem się nieco, lecz trwało to sekundę po której znów pojawił się uśmiech. Błoto i tarcze zasłoniły Chise. Dobrze.
-Mogłaby tego uniknąć prawdopodobnie. Zresztą, nie wiedziałeś, że ten chłopiec tu jest? Błoto nie mogło wziąć się znikąd, a ani Ja, ani Chise nie posiadamy tej natury czakry. - Zachichotałem patrząc na chłopaczka który zaczął coś gadać. A może by tak go zabić? Chłopak wypatrywał mnie, nas, swoimi szkarłatnymi oczami, pięknymi jak rubiny.
-Pewien kakuzu i jego towarzyszka nauczyli mnie, że takie śliczne oczy powinno się wyjmować właścicielowi z czaszki i wykorzystywać w lepszym celu. - Zwróciłem się w stronę Akuryo. - [color=#FF0000][i]Myślisz, że do twarzy byłoby mi z takimi oczami jak ma tamten chłopiec? - Znów sie skierowałem na Numę... Który dużo mówił. Bardzo dużo mówił. W oczach płonęła mi złość.
-Może z odrobiną szacunku do kogoś, kto mógłby cię zabić skinieniem palca, chłopcze? I mówię o obojgu z nas. Jeśli nie przeżyłeś dziesięcioleci patrząc jak wszystko co tworzyłeś rozpada się ze starości, wszyscy których znałeś przemijają, a twoje ciało z oręża staje się ostateczną klatką, to nie masz prawa wiedzieć co czuje mój przyjaciel tutaj. Dlatego prosiłbym, byś się odnosił z szacunkiem... I więcej zrozumienia, bo coś ci się może stać. - Warczałem już niemal na niego ze złością, denerwował mnie ten czerwonooki z nikąd.
-Tak wiele możliwości. Robiłeś na sobie operację, przyjacielu? W ogóle, na imie mi Shiga. Albo Strzyga, jak wolisz. Jesteś pewny, że ktoś ci nie może pomóc, może jeśli nie Han, to może tamten? - Wskazałem wzrokiem NESa - ... albo ktoś inny z tej czwórki którą się pojawiliście przy Hanie? - Tak, Suzumura HANji. Proszę was bardzo, to musiał być Han. Skoro był tutaj on, który mówił, że miał mu pomóc Han, to tamten jegomośc musiał być Hanem. Prosta, kurwa, dedukcja. Tylko po co ta cała maskarada w takim razie? - Nie ma może posady w waszej grupie na kogoś, kto włada ogniem? Sądzę, że jedna moja technika przydałaby się bardziej niż kilkudziesięciu Shiro Ryu. A uwierz mi, mam dar przekonywania. Razem ze mną, przyjdą dziesiątki wyznawców. Planuje w najbliższyzm czasie przejąć władzę w sekcie dnia sądu. Niemi, grzeczni, fanatycznie oddani. Jak Shiro Ryu, ale rozumni i używający technik, ha ha! - Zaśmiałem się. Miałem nadzieję, że wszystko co mówię i robie jest kolejnymi kartami przetargowymi które przekonają Akuryo do stania sie moim przyjacielem. Spojrzałem przelotnie na Chise.
Ciesze się, że jej nie zabijesz. Dzięki, za uszanowanie moich słów. Widzę, że bardzo porządny z ciebie wojownik. - Dodałem, pochwalając jego zachowanie mimo, że podniósł Shiro mających pokonać Chise. Coś mi jednak mówiło, że nie mają z nią szans, więc postanowiłem nie reagować. Jednak Akuryo to zupełnie inna liga. Nie stoję więc bezczynnie tylko staje u boku Akuryo, jeśli by jednak zdecydował się znów zaatakować Chise, odepchnę mu rękę bardziej w stronę Numy. On może iść na marnacje, Chise nie.





Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1809
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 19 maja 2018, o 19:13

Gadanie.
Gadanie.
Gaaadaaanieeeeee.
Serio? To zamierzali teraz robić? Urządzać sobie pogawędki, rozmowy przy kominku i płonących truchłach z kolesiem, który właśnie zamordował Radę i nasłał na cywili bezmózgich żołnierzy? Taka była ich linia działania?
W tej sytuacji, Yuji i Shiga stawiali się na pozycji nawet gorszych od uciekinierów i tchórzy, którzy uciekli w stronę miasta.
Stawali się sami takimi samymi zdrajcami i koloborantami.
Można było nimi gardzić nawet bardziej niż resztą szczurów.
Stała z dumnie podniesioną głową, gdy przeciwnik w nią strzelił. Była gotowa do uniku, ale nim zdążyła drgnąć, usłyszała przed sobą zamieszanie. Pocisk uderzył w zasłonę przed nią, która pojawiła się znikąd, a przynajmniej tak się wydawało. Jednak kryjówka chłopaka była spalona - trup ją odkrył jednym celnym ciosem. Chise zasyczała ze złością, która w niej narastała. Ten młodzieniec, którego nie znała, ochronił ją i pomagał w walce.
Myślenie przyspieszyło, jak i bicie serca. Zastanawiały ją słowa Shigi. Jakiemu przyjacielowi co obiecał? W pierwszej chwili uznała to za zwykłe bleblanie by ją chronić. Teraz jednak przyszła refleksja. Jakiego mogli mieć wspólnego przyjaciela? Komu mogło zależeć na jej bezpieczeństwie?
Shinji.
Imie pojawiło się szybko, ale je odrzuciła. Nie miało to przecież sensu! Ale może.. Czy to nie dziwne, że Shinji zniknął bez słowa? Nie próbował jej nawet szukać? W głowie jej pulsowało.
Czy to wszystko była gra? Ukartowana ucieczka by mogła zasmakować niezależności, a w rzeczywistości tylko ugadana maskarada, cały czas pod kontrolą? Jakże się cieszyła, że maska zasłania jej twarz i nie widać jej miny.
Usłyszała poruszenie. Ludzie obok niej, których przed chwilą posiekała, wstawali. Przerażające, przeciwnicy z takimi ranami.. Po prostu od tak, wstawali jakby tylko spali lub udawali. Ale to nie było nic takiego. Nie spali ani nie udawali. Oni naprawdę nie żyli, a teraz podnosili na nią oręż.
Nie miała czasu rozmyślać. Otaczali ją, musiała robić co umie najlepiej. Walczyć.
Skończyła w kierunku jednego wroga, który akurat miał korzystną pozycję, najlepszy będzie taki, który atakował od góry. Miała prosty pomysł, chciała zanurkować pod jego ramieniem, tnąc w pachę i kolano maksymalnie mocno, by je stosunkowo nieruchomić, po czym wyskoczyć za jego plecy i odskoczyć kilka kroków. Przełożyła miecze, by mieć dłonie wolne z przodu - wymagało to niemal odwrotnego ułożenia wszystkich mieczy, a może i upuszczenia niektórych. Nieważne. Złożyła pieczęcie, cztery. Po czym wokół niej zaczęło rozwijać się tornado, które miało spopielić tych nieżywych niemartwych. Nie mogła ich zabić, tak? Ale może mogła ch powstrzymać.
- Nie schlebiaj sobie - powiedziała z odcieniem pogardy w głosie - Nawet o was nie myślałam. A teraz, jak myślę... - kontynuowała, obserwując przeciwników i utrzymując dystans, by nie musieć parować ciosów i utrzymywać techniki jednocześnie - ...to jesteście tylko bandą zwyczajnych morderców, nikim więcej. Przyszłam tu, bo uważam, że nasyłanie wojska na cywilów to straszne chujstwo. I robienie widowiska z zabójstwa by się pokazać, czy po co to zrobiliście, to też skurwysyństwo - mówiła równym, pewnym głosem, skupiona maksymalnie na otoczeniu -...a skoro już obiecałeś, że mnie nie zabijesz, to dodam coś jeszcze. Mam nadzieje, że ktoś Cię powstrzyma. A potem wrzuci do najgłębszej dziury w Głębokich Odnogach, gdzie zostaniesz do końca tego świata, który MOŻE Cię unicestwi.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.



Proszę wybaczyć ew. literówki i błędy - post z telefonu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 596
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 19 maja 2018, o 19:39

Ruszyliśmy we wskazanym kierunku, wybuchy i inne cuda powoli ustawały, jednak to zapewne była cisza przed burzą, nie zdążyłem jednak dostrzec zagrożenia i tylko zobaczyłem bełt w klatce piersiowej Muraia, zatkało mnie w dołku, jednak nie mogłem pozostać w tym szoku, skoro poszedł jeden musi być ich więcej, Nikusui szybko ich zlokalizowała, czterech w nas celuje. Krzyknąłem krótkie:
-Osłaniam Cię! - krótka sekwencja pieczęci i czekałem obserwując kuszników oraz dwóch typków, którzy byli na dachu, szukałem jeszcze jakichś poszlak, które mogłyby mnie ostrzec przed atakiem skierowanym we mnie lub Nikusui-chan. Przełknąłem ślinę, utrzymywałem pieczęć i czekałem, skoro czterech miało nas na celowniku to cztery wiązki powinny dać radę, aby je zneutralizować i uchronić mnie lub Nikusui od ataku zwłaszcza bełtów, jeśli jakiekolwiek zauważę wysyłam wiązki w ich kierunku, aby zneutralizować je. Martwili mnie także Ci gestykulujący kolesie na dachu, przerzucałem wzork to z jednych na drugich, musiałem ich pilnować, aby Niku mogła ich się pozbyć przy okazji bez strat. Zabarykadowane, zauważyłem, także że zachodzą od boku naszych towarzyszy, więc musiałem im krzyknąć, aby nie dali się zaskoczyć:
-PIĘCIU Z BOKU, DYCHA Z PRZODU, TRZECH KUSZE! - wrzasnąłem, szybka informacja musiała dotrzeć do naszych towarzyszy. Analizowałem sytuację, jeśli jednak nasi przeciwnicy z dachu oraz kusznicy z okien nie podejmą się ataku do momentu, gdy Niku skończy używać techniki to staram się użyć tej samej techniki, która miała bronić nas, miała zostać wystrzelona w trzech zabarykadowanych, za pomocą trzech wiązek, jeśli byli w zasięgu. Oczywiście cały czas starałem się być nisko na nogach oraz trochę odsuwam się od krawędzi dachu, aby nie oberwać z ataku ani od tych z dachu, ani od tych z okien, ani od tych z barykady. Cholera, tyle ich do pilnowania... - mózg mi się lasował od pilnowania tych wszystkich ludzi, a to był dopiero początek całego starcia. Wszystkie moje ruchy miały być przemyślane, najważniejszym była obrona siebie i Nikusui, później ewentualny atak na kusznikołuczników z dołu, jednak jeśli kąt ataku dawał im większe szanse na trafienie mnie niż ja ich to odsuwam się jeszcze dalej od krawędzi i rezygnuję z ataku. Najważniejszym było przeżyć i nie dopuścić do powstania ran.


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 109
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 19 maja 2018, o 21:44

Ból to tylko kwestia siły woli.
To krótkie zdanie utkwiło w głowie Akarui'ego. Było w nim tyle prawdy... Wola człowieka miała wiele do powiedzenia, jeśli chodzi o jego stan fizyczny. O ducha trzeba dbać i go pielęgnować jak o ciało, a czasem nawet i bardziej. Jak jednak widać, jego pacjent miał silną wolę. Wytrzymał bez żadnego znieczulenia wyjęcie porządnego kawałka drewna z ciała. Można powiedzieć, że Tozawa był pod wrażeniem Reiko-samy. Pomógł wstać swojemu kuracjuszowi i na podziękowania odpowiedział krótkim schyleniem głowy i uśmiechem. Przy reszcie wypowiedzi musiał jednak zaprotestować: - Reiko-sama, proszę się na to nie nastawiać. Przy takim oblężeniu napastnik zawsze atakuje najważniejsze punkty jako pierwsze. Są to drogi wyjścia i wejścia, budynki rządowe, budynki i miejsca skupiające dużą ilość ludzi i właśnie szpitale. Zaatakowano budynek władzy i miejsce, gdzie zaczynał się festiwal. Drogi mogą być już odcięte. Wątpię, byśmy szli w bezpieczne miejsce... Akarui nie chciał tego mówić, na głos, ale miał wrażenie, że ze szpitala do tej pory mógł już nie zostać kamień na kamieniu, będą zmuszeni do zebrania ludzi po drodze i ominięcia punktu medycznego szerokim łukiem, szykując się do poważnej batalii przy porcie. W najlepszym przypadku jeśli w środku była jakaś ochrona, mogą trwać w oblężeniu...

Na razie jednak nie chciał się nad tym skupiać. Gdy Muiri w niesamowity wręcz sposób zmieniła nogi w papier, a papier utworzył skrzydła, po czym wzleciała w niebo (a Akarui w końcu zamknął usta, przejaw zaskoczenia), Medyk pozwolił zrobić z siebie oparcie. Stanął po chorej stronie pacjenta i założył na swoje barki jego ramię, by miał się o co oprzeć. Nie było to niewygodne rozwiązanie, biorąc pod uwagę, że Hyuuga-sama było od niego praktycznie głowę wyższy. Trzymali się blisko idących środkiem Murai'a i Yuriko, czekając na informacje od tych, którzy poszli górą.

Wiatr chwiejący drzewem, co?
Trzeba przyznać, że trochę nimi zachwiało. Mimo, iż mieli wśród swoich szeregów dwóch skautów na dachach i jednostkę latającą, to nagle rozszedł się świst bełtu, który przebił się przez ramię idącego przed Akarui'em Murai'a. Reakcja medyka była natychmiastowa, wyuczona. Myśl nie zdążyła przejść przez głowę, a ciało już się ruszało. Krok, półobrót i już stał nie z boku Reiko, a przed nim, przodem do niego. Kolejny krok, półobrót i pociągnięcie za ramię pacjenta i już kierował go pod najbliższą ścianę i do najbliższej alejki, by kryć choć jedną flankę i pilnować swojego obecnego podopiecznego. Problem w tym, że uliczka była zasłonięta leżącym wozem. Trzeba ich ostrzec! - Uliczki zablokowane! Pułapka! Kończąc ostatnie słowa już miał w ręku swój wierny kastet i razem z Reiko stał przy rogu budynku. Na ulicy też pojawili się przeciwnicy, kierujący się jednak na Pustego i naszego Shiro Ryu. Mimo, że medyk i jego pacjent nie byli w tej chwili atakowani, Akarui musiał być skupiony i obserwować otoczenie. Atak mógł nadejść z każdej strony!

Medyk nie wiedział przez chwilę, co dalej powinien zrobić. Z jednej strony napastnicy z przodu z kuszami. Dziewczyna z dachu poinformowała wcześniej o sześciu kusznikach z przodu i dwóch shinobich dalej na dachach. Z drugiej strony chłopak z góry krzyknął o nadchodzących pięciu shinobich z boku. Ale przecież boki są dwa! - Kurrrwww... Którego boku? Nic jeszcze nie widzę... Tak, był to cichy pomruk, sam do siebie. Pomruk niepewności, a tej nie powinno być podczas bitwy! Niestety, co powiedział, tego już nie "od-powie", a Reiko na pewno to słyszał. Trzeba było więc rozwinąć wypowiedź: - Gdybym znał kierunek, może udałoby mi się po cichcu ściągnąć kogoś, oskrzydlić... Ale w ciemno nie mam co biec, prawda? Wszystko, co mógł teraz zrobić, to obserwować odbywająca się walkę, pilnować dupy własnej i Reiko i czekać na rozwój wydarzeń. Ruszy do akcji, gdy będzie tego naprawdę wymagała sytuacja.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
Bohater
 
Posty: 761
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Natsu » 20 maja 2018, o 14:45

// brak postów Musa i Yujiego usprawiedliwiony Pyrkonem.
/// Shiga, nie widziałeś oczu Numy. Jest zakapturzony i nie patrzył bezpośrednio na was. A przynajmniej tak mi napisał na PW. ¯\_(ツ)_/¯

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice
Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Akarui, Murai
  • Niebieska - Nikusui, Shigemi
  • Szara - Shiga
  • Pomarańczowa - Chise
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - Numa

Mapka bez zmian, bo mało kto w sumie się poruszył w tej turze. W grupie pierwszej barykady blokują przejścia, a oponenci stoją na skrzyżowaniu tuż przed wami.



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Na wypowiedź Akaruia, Reiko tylko uśmiechnął się lekko. Pozwolił się podeprzeć przez oliwkowoskórego młodzieńca i szedł najszybciej jak tylko potrafił w aktualnym stanie - nie było to tempo kosmiczne, ale przynajmniej nie spowalniało grupy w znaczący sposób. Czasem tylko na jego twarzy pojawiał się lekki grymas bólu, a z jego ust wydobywało się lekkie warknięcie, ale poza tym starał się utrzymywać dobrą minę do złej gry. Pokręcił głową, gdy Tozawa stwierdził że szpital może już nie istnieć.
-Być może. Ale wcale tak być nie musi. Jeżeli nie będziemy wierzyć w lepsze rozwiązanie, to jaki jest sens w ogóle wypatrywać pozytywnego zakończenia tej sytuacji? Lepiej mieć nadzieję, że punkt docelowy jeszcze się trzyma, czy położyć się na ziemi i czekać na śmierć, bo podążanie tam nie ma sensu?
Wtedy rozkręciła się poważniejsza akcja - w tym samym momencie, gdy bełt dosięgnął ramienia Muraia. Na odpowiedź na polecenia Yuriko, Nikusui i Shigemi szybko przedstawili sytuację na dachach i wykonali swoje ruchy, starając się ominąć zagrożenie ze strony agresorów. Kolejne cztery bełty pomknęły w kierunku stojących na drodze, lecz tym razem stojący tam Yuriko i Murai byli na taką ewentualność przygotowani. Kobieta nagle wykonała gwałtowny obrót, a z jej ciała wydobyła się duża fala chakry, która również zaczęła wirować wokół niej niczym półprzezroczysta bariera. Bełty odbiły się od powłoki, pozostawiając Yuriko we względnym bezpieczeństwie.
A przynajmniej do czasu, gdy wokół jej rąk zakręcił się łańcuch kusarigamy trzymanej przez oponenta.
W tym samym momencie Murai przygotował własne ruchy. Jeden z napastników spróbował wykonać pchnięcie w kierunku jego piersi za pomocą naginaty, a drugi wziął zamach połączonymi za pomocą haków mieczami (na zasadzie bata). Kakuzu jednak nie miał najmniejszego problemu z uniknięciem uderzenia - odskoczył, przy okazji odrzucając irytujący go bełt gdzieś na bok, po czym stanął w lekkim wykroku, odsłaniając pierś. Z jego pleców zaczęły się wydobywać macki z czarnych nici, a na samych piersiach mężczyzny dało się zobaczyć dziwaczną maskę. Chwilę później maska ta otworzyła usta i wystrzeliła w kierunku obu oponentów olbrzymią falę ognia, która przemknęła przez nich i praktycznie natychmiastowo spopieliła.
Yuriko uśmiechnęła się, widząc przelatujące płomienie, i nagle sama wykonała nietypowy ruch - skoczyła w kierunku oponenta z kusarigamą, przemknęła za jego plecy i wykonała dwa silne kopniaki. Pierwszy wytrącił oręż z ręki oponenta, uwalniając ją, a drugi popchnął go do tyłu.
Prosto w kulę ognia Muraia.
Yuriko kiwnęła głową w kierunku Pustego, zadowolona. Chwilę później jednak usłyszała głos Reiko:
-Yuriko, ślepy punkt!
Dziewczyna natychmiast się szarpnęła, uchylając się. W miejscu gdzie była jej głowa, przemknął nagle lecący nóż kunai.
-Są w uliczkach między budynkami! Na wasze lewo!
W tym samym momencie Nikusui zdołała wystrzelić dwanaście wiązek elektryczności w kierunku kuszników w oknach budynku po drugiej stronie. Mężczyźni próbowali uniknąć uderzenia, lecz pociski były po prostu za szybkie - cała szóstka oberwała i upadła na ziemię, porażona i oparzona. W tym samym momencie Shigemi zdołał jakoś uchylić się przed ostatnim bełtem wystrzelonych przez zabitych przez Ryukatę oponentów, i wystrzelić własne wiązki w kierunku trzech kuszników na barykadach. Ostatkiem zasięgu zdołały ich dosięgnąć i posłać na podłogę, żywych, lecz ogłuszonych.
Pozostała siódemka zaś stanęła na zabarykadowanym skrzyżowaniu, zamierzając zaatakować stojących na dole.
... Tyyyylko był jeden drobny problem.
... w postaci olbrzymiej, chodzącej zbroi, idącej wolnym krokiem od strony blokad.
Walczyć? Uciekać? Co zadecydują?




Akuryo pokręcił powoli głową, słysząc komentarz ze strony Shigi na temat całego kultu podobnych jemu nieśmiertelnych mnichów. Najwidoczniej był świadom ich istnienia, i nie uznał ich za jakkolwiek pomocnych. Westchnął w końcu przeciągle.
-Jashiniści nie są dla mnie użyteczni w jakimkolwiek stopniu. Moja nieśmiertelność pochodzi z niewiadomego źródła, ale na pewno nie jest ona z wiary w jakiegoś bożka. Twoje techniki również nie zadziałają, obawiam się. Oparzenia, chemikalia, eksplozje nie zadziałały, więc spalenie od środka tym bardziej nie dałoby rady.
W końcu, gdy rozbił ziemię i zwrócił swoją uwagę na Numę, mężczyzna zaczął powoli kroczyć w kierunku krawędzi otworu, który utworzył własnym kopnięciem. Nachylił się lekko, by móc spojrzeć dokładniej na siedzącego w jamie i zakapturzonego chłopca. W jego kierunku pomknęły liczne obelgi wyrzucone przez czternastoletniego przybysza, lecz sam Jeździec zdawał się być niezbyt poruszony tym wszystkim, co od Numy usłyszał. A nawet wręcz przeciwnie, w pewnym momencie wybuchnął śmiechem. Co tak samo jak poprzednio, brzmiało jak charkot starej osełki. Używanej w głębokiej jaskini.
-A więc twierdzisz, że byłbyś w stanie pomóc mi umrzeć? W aktualnym stanie? Poza tym, czy mogę zdradzić dlaczego jestem nieumarły? Gdybym wiedział, to już dawno by mnie tu nie było! Moje wspomnienia zostały mi wydarte prawie sto lat temu! Nie pamiętam kim jestem i dlaczego jestem nieśmiertelny, oraz dlaczego tak właściwie wciąż chodzę po świecie!
Usiadł na krawędzi jamy i uśmiechnął się upiornie. Chociaż w tym uśmiechu dało się wyczuć ślady... smutku?
-Jestem hipokrytą bo pragnę umrzeć, hm? A czy gdybyś ty był na moim miejscu, to nie pragnąłbyś tego? Gdy jedyne Twoje ruchy ciałem to włóczenie kończyny za kończyną, bo Twoje mięśnie są praktycznie obumarłe? Co byś czuł, gdybyś musiał codziennie przyjmować dziwaczne specyfiki, żeby w ogóle jakoś przechować i odnowić to, co z Ciebie zostało? Gdy nie czujesz węchu, bólu, smaku, zapachu?
Podniósł się i spojrzał na Chise, która walczyła z czterema zombiakami przywołanymi do życia przez dziwaczną technikę zastosowaną przez Akuryo. Na szczęście ich ograniczone zgonem ruchy były w jej odczuciu strasznie ślamazarne. Bez najmniejszego problemu przemknęła pod jednym z uderzeń, przy okazji samej tnąc strażnika po kolanie i pasze, po czym stanęła prosto i wzięła głęboki wdech, składając pieczęcie. Wokół jej ciała pojawiło się duże ogniste tornado, które rozeszło się wokół niej i dosięgło wszystkich ożywieńców, pozostawiając ich niezdolnych do dalszej walki. Następnie wykrzyknęła własną opinię o tym, co się tu wydarzyło.
Nim Akuryo zdołał odpowiedzieć, z ruin pałacu dało się usłyszeć inny głos.
-Dlaczego marnujecie tu czas, Akuryo, NES?
Hanji.
Mężczyzna wyszedł na plac, zupełnie ignorując płonącą budowlę za jego plecami, i uśmiechnął się krzywo.
-Wydawało mi się, że kazałem wam odwracać uwagę od pałacu, a nie bawić się z czwórką dzieci w kotka i myszkę.
-Siemasz sz3fie - powiedział NES, robiąc głupawą minę i machając ręką w kierunku Suzumury. - Prowadzimy rekrutację do pomocy w tymże odwracaniu uwagi.
Hanji parsknął śmiechem.
-Właśnie słyszałem. Ktoś tu ma nienajlepsze zdanie o tym, co robimy.
Tu spojrzał wymownie najpierw na Akuryo, później na Chise.
-Opinia jak dupa, każdy ma swoją - stwierdził Akuryo, wzruszając ramionami. - Zresztą, zaraz będziemy mieli mniej problemów.
-Oczywiście że będziemy mieli mniej problemów - stwierdził z rozbawieniem Hanji, podnosząc wymownie jakiś przedmiot, przypominający khakkarę. - Mamy kolejny fragment układanki. Teraz możemy na spokojnie opuścić wyspę. Co się z nią stanie, to już nie nasza sprawa. Co najwyżej jeszcze wzbudźcie trochę paniki i sprawcie, żeby klany rzuciły się na siebie nawzajem. Im więcej niezgody wśród shinobi, tym mniejsza szansa że historia się powtórzy.
Następnie spojrzał najpierw na Chise, później na Shigę, Numę i Yujiego, a ostatecznie - na NESa i Akuryo.
-Wynoście się. Sam się tym zajmę.
Akuryo spojrzał w kierunku Shigi, po czym podał mu jakiś przedmiot, przypominający monetę.
-To jest jedyna rzecz, która jest wskazówką mojej przeszłości. Jeżeli znajdziesz wskazówki, pomyślę nad skontaktowaniem się z Tobą. Pamiętaj jednak, że musisz dokonać wyboru. Albo prawda z przeszłości, albo... ignorancja, jak u tej ślepej. A co do chłopca... jeśli przeżyje, sprawdź czy jest gotowy na pozbawienie kogoś życia. Jeśli nie... zrób z nim co uznasz za stosowne.
NES zaś stanął obok wciąż siedzącego Yujiego, i poklepał go po ramieniu.
-No, to ruszaj w miasto! Może przerażeni ludzie będą bardziej skłonni uwierzyć w "boga" w Twojej postaci, Dio. Po imprezie cię znajdę, i pogadamy.
Z tymi słowami obaj Jeźdźcy zniknęli.
Pozostawiając samego Hanjiego, patrzącego na całą czwórkę. Mężczyzna uśmiechał się wesoło, jak gdyby doskonale się bawił.
-Więc? Czekam na dalsze opinie. Przed chwilą słyszałem coś o "skurwysyństwie"?
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 20 maja 2018, o 21:10

Powiem wam że na początku, kiedy widziałem efekty moich ruchów, to aż wzrosłem na ego. Mój egzaminator skakał jak tylko mu zagrałem. Czułem się Panem. Jakbym to ja wygrywał, a wcześniejsze jego zagrania to po prostu dobre wyczucie czasu, zaskoczenie ofiar i szczęście. Te trzy czynniki wydawały mi się jego przepisem na sukces. Ale się przeliczyłem. Jakbym przejechał sankami po odchodach psa.
Zniszczona ziemia, spoko, skakał, tak jak chciałem, mniejsza mobilność w pewnym sensie i nie biegnie prosto na mnie. Naplułem mu na twarz. Też fajnie. Ale po tym było coś czego się nie spodziewałem. W mgnieniu oka pojawił się przede mna, a ja ruszyłem moją dłonią w jego stronę i wywołałem wybuch. Był to odruch. Niby planowałem takie zagranie, ale nie spodziewałem się po tym, jak tańczył jak mu zagrałem, że jednak on się bawił ze mną. Dym się pojawił. Uśmiechnąłem się lekko, podniosłem wyżej głowę w geście wyższości nad moim nowym przyjacielem, egzaminatorem czy też pracodawcą. I nagle zobaczyłem, że ten skurwysyn był tylko oparzony moim potężnym wybuchem, który rozsadzał kończyny ludzi! To był znak, że to nie byle kto, to nie byle człowiek, nie jakiś robak, on ruszył w stronę ewolucji, jest ponad ludźmi. Dobra, poza pochwalaniem jego całej osoby. Robił zamach. A ja byłem w szoku, jakbym nakrył moją mamę na seksie w dziecięcym wieku. A wierzcie mi, że to było niemożliwe. Zakochana była po uszach w moim ojcu, który nawet nie wie, że istnieje.
Wykonał zamach, ja oczywiście poruszyłem się do tyłu minimalnie, ale nie dałem rady dalej. Poczułem się martwy przez chwilę. Moje dni były już policzone. Żegnaj świecie. Wasz Bóg odchodzi w niebiosa i będzie na was spoglądał z góry!
Tylko chwila. Żyłem. Jego ręką była przed moją twarzą. Miałem wstrzymany oddech, spojrzałem na jego twarz, a on śmiejąc się, powiedział, że „dygnąłem”. No a co miałem zrobić? Pochylić się do przodu, by dostać pięścią w czoło i liczyć gwiazdy? No nic, niby nie dostałem pięścią, ale paluszkiem! Niech mi ktoś powie, że pstryczek nie jest śmiertelny, to go palnę kaktusem. Po tym „ataku” od strony NESa, poczułem jak powietrze z moich płuc wyszło na spacer, po prostu siup! Nie ma powietrza w domu! A do tego poleciałem do tyłu z jakieś dwa metry. Żeby taki ruch miała taką moc, nigdy bym się nie spodziewał. Świat mnie ciągle zaskakuje oraz coraz bardziej mnie ciekawi. Chce poznać więcej takich rzeczy, a przy tych ludziach mogę to widzieć ciągle. Chyba już wiem na sto procent po czyjej stoję już stronie.
-T-tak.- odpowiedziałem na jego formę dokonaną dość niemrawie. Byłem zszokowany, a moje płuca ponownie się napełniały powietrzem.
Tutaj postanowiłem odpocząć po mojej niedoszłej śmierci. No, a dokładniej nie wiedziałem co zrobić, byłem w szoku po tym wszystkim. Dochodziłem do siebie, dość szybko, ale parę rzeczy się już zaczęło dziać na naszym kochanym placu. Było parę osób. Jeden jeździec. Jakaś ślepa kobieta, facet w szatach, który sam siebie nabija na miecze, całuje zombie i nadal żyje. I tutaj traciłem na to na co polowałem od początku mojego marzenia by zawładnąć całym światem, jak bóg. Wiecie, że bóg jest nieśmiertelny, czyż nie? Ja szukam tej nieśmiertelności, a wychodzi, że dwójka osób na placu nie może umrzeć! Kolejna wskazówka do mojej całkowitej boskości! Dowiedziałem się, że jeździec nie wie skad ma nieśmiertelność. A nasz „jashiniści” są nieśmiertelni przez jakąś siła, ale nie jakiegoś bożka. Czyli co? Kim oni są? Jak to działa? Proszę o szersze wyjaśnienie! A jak nie to sam znajdę informację na ten temat.
Rozmowa dalej się rozwinęła. Każdy miał swoje zdanie, a ja słuchałem, analizowałem wszystko co mogłem usłyszeć i zobaczyć. Wreszcie nie byłem zajęty przeżyciem, wiec mogłem ogarnąć dokładnie co się dzieje. I no ciekawie było. Kocham takie wydarzenia. Nie jest to taki nudny świat, gdzie każdy jest szczęśliwy, a nędzne robaki się rozmnażają.
Nagle pojawiła się kolejna osoba. Od razu spojrzałem w stronę z której dochodzi głos. Był to długowłosy, który był wcześniej na balkonie. Jest jednym z tych co robią tutaj chaos. Już go lubię i widać, że jest tutaj szefem. Więc do niego chyba musze też dać moje CV.
Słuchałem dalej. I ciekawych rzeczy się na słuchałem. Wszystko co się tutaj działało to miało być przykrywka, by ten główny zabrał coś z pałacu, coś co jest im potrzebne do zmiany tego świata. Ta cała przeklęta rada trzymała u siebie jakiś potężny artefakt jak widać. Dowiedziałem się paru rzeczy, tamten inny jeździec sobie z tym innym kolesiem się polubili, jak ja z NESem. Widać, że chyba będę miał innych kolegów na okresie próbnym.
-Hmpf! Ja jestem Bogiem! A te nędzne robaki po prostu nie mogą zobaczyć mojej boskości, musze im pokazać prawdziwą drogę.- rzuciłem obrażonym tonem do Goryla, który mnie poklepał po ramieniu. Ale kiedy znikał to pomachałem mu. No wypadałoby się pożegnać, czyż nie? Polubiłem go nawet i może on też mnie polubił. Kiedy reszta zniknęła to tylko ich szef został, który wyczekiwał na nasze dalsze opinie. Ja oczywiście spróbowałem wstać oraz otrzepać się. A kiedy byłem już gotowy, rozłożyłem ramiona na boki, obróciłem się wokół siebie i stanąłem prosto do długowłosego Hanjiego.
-To co tutaj zrobiliście? To jest to na co świat czekał! On potrzebuje zmian. Pokój który niedawno trwał, był fałszywy i blokował potencjał tego świata. Ludzie zrobili się słabi, żałośni, nędzne robaki. Nic nie warte życia. Teraz to się zmieni! Będziemy wolni, będziemy żyć tak, by podążać po trupach do celu. By osiągnąć perfekcje, by być wyższymi formami życia.- wziąłem głęboki wdech, podniosłem wysoko podbródek, jakbym patrzył w niebo. Ustawiłem się tak, by wyglądało to bardziej dramatycznie.
-Chce przejść na waszą stronę. Chce wam pomóc w waszym planie, w waszej zmianie świata!- spojrzałem po reszcie zebranych.
-Żałośni są ci, którzy podczas chodzenia uważają by nawet nie zdeptać jednej mrówki. Tak to nic się prawie nie ruszacie, stoicie prawie w miejscu. Nic produktywnego nie zrobicie, a jeżeli coś się stanie nawet porządnie nie zadziałacie, bo musicie uważać na marnego robaka. Trzeba poświęcić wiele istnień, by świat wreszcie szedł drogą którą powinien.-
Ukłoniłem się z gracją do Hanjiego. Uśmiechając się przy tym szeroko. Moje intencje były szczere. Wierzyłem w każde moje słowo, bo to była moja filozofia którą żyje.
-Tak jak NES mówił. Przechodziłem przed chwilą „rekrutację”. Jeżeli nie macie nic przeciwko, to zrobię to co chcecie. Wymorduje trochę mieszkańców, posieje panikę w tym mieście i może uda się nawet skłócić te nędzne rody. To by był wspaniały Chaos. Wiec, ruszam, dobrze?- i tutaj musiałem wyczekać na co powie ten długowłosy. Miałem nadzieje, że mi pozwoli odejść by zrobić to o czym mówiłem. Chce dołączyć do wygranej drużyny, chce porozmawiać znowu z NESem, chce dowiedzieć się więcej o niewyobrażalnej sile, chce ja, jak nieśmiertelność. Ich filozofia podchodzi pod moją, ale też pragnę wielu rzeczy od nich.
Oczywiście musiałem być przygotowany na atak z każdej strony. Od tego co przybył, albo tych tutaj co siedzą ze mną na tym placu. Tej ślepej babie może się nie spodobać to co mówię, więc będzie trzeba być przygotowanym na to, że może mi dać klapsa w tyłek za to wszystko.
Kiedy tylko mogłem postanowiłem ruszyć w stronę miasta. Ale idę szerokim łukiem od tych innych przybyszów. A dokładniej idę od strony tego nieśmiertelnego faceta, który dostał monetę od kolejnego nieśmiertelnego. Wyciągając przy tym bojowa pigułkę żywnościowa, by ją zjeść i uzupełnić pewne braki w moim organizmie.
-Miło was poznać. Jestem Yuji Saga. Może się jeszcze kiedyś spotkamy, pogadamy o mojej boskości, napijemy się czegoś mocnego i opowiecie mi o swojej nieśmiertelności, dobrze?- skierowałem moje słowa w stronę Shigi, machając przyjaźnie dłonią.
Jak już wcześniej wspominałem, byłem przygotowany na atak z ich strony. Trzeba być przygotowany, reszta raczej nie jest moimi sojusznikami jak Goryl, który nadał mi imię DIO. W razie takiego przypadku, jak zostanę zaatakowany to wykonuję ziemną technikę obronną i będzie trzeba jakoś się wycofać.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 166
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4628&p=69454#p69454
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości