Park Kaito 回答公園

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Mitsuyo » 18 gru 2018, o 21:15

Wyglądało na to, że jej słowa zadziałały. Odniosła wrażenie (może mylne?), że Hayami się uspokoił i przestał być taki „zdziczały”. Uśmiechnęła się zachęcająco, przy okazji poprawiając opadający kosmyk włosów. Pokaz umiejętności nieznajomych robił na niej spore wrażenie – od dawna nie widziała technik na tak wysokim poziomie, a zapowiadało się na to, że to dopiero początek. Niestety, czas nieprzerwanie dawał o sobie znać. I nie posiadała go już zbyt wiele. Koniecznie musiała coś przekąsić, a poza tym miała jeszcze inne rzeczy do załatwienia niż stanie na mrozie. Cierpliwość nie należała do jej mocnych stron. Westchnęła. Ile to razy próbowała nad tym popracować? Bezskutecznie. Taka już była i nie zostało jej nic innego jak zaakceptowanie swoich wad.
- Em, Khusara, tak? – zwróciła się do mężczyzny stojącego obok, nie będąc pewna czy w ogóle dobrze zapamiętała jak się nazywał. – Dziękuje wam za pomoc, ale dalej poradzę sobie sama. Mam parę miejsc do obejścia i nie ma sensu zabierać wam czasu. Mogłabym cię tylko poprosić o pokazanie drogi do Ryoukanu? Będę zabowiązana. – poprosiła. Starała się zabrzmieć jak najbardziej uprzejmie. Po odpowiedzi (bądź też nie, wtedy zdecydowała się szukać na własną rękę), pożegnała się ukłonem i powoli opuściła teren parku. Kątem oka spoglądała na pojedynkujących się wojowników. Cóż, nie żałowała jakoś bardzo, że się rozstają. Wbrew pozorom, ta wyspa nie była wcale taka wielka i na pewno kiedyś się jeszcze zobaczą. Miała nadzieję, że w okolicznościach, kiedy będzie miała znacznie więcej wolnego czasu.


z/t
Obrazek
Nie po­siadam rodziców; Nie­biosa i Ziemię czynię za­tem swymi rodzicami.
Nie po­siadam domu; kon­cen­trację czynię za­tem swym do­mem.
Nie po­siadam boskiej mocy; szczerość czynię za­tem swą boską mocą.
Nie po­siadam au­torytetu; uległość czynię za­tem swym au­torytetem.
Nie po­siadam magicz­nych mocy; osobowość czynię za­tem swą magiczną mocą.
Nie po­siadam ani życia ani śmierci; świadomość czynię za­tem swym życiem i śmiercią.

Nie po­siadam ciała; spo­kój czynię za­tem swoim ciałem.
Nie po­siadam oczu; błysk pioruna czynię za­tem swoimi oczami.
Nie po­siadam uszu; wraż­liwość czynię za­tem swoimi uszami.
Nie po­siadam koń­czyn; żądzę czynię za­tem swoimi koń­czynami.
Nie po­siadam żad­nych praw; samoobronę czynię za­tem swoim prawem.

Nie mam strategii; prawo do za­bijania i przy­wracania życia jest moją strategią.
Nie mam mistrza; nadarzająca się okazja jest moim mistrzem.
Nie mam cudów; sprawiedliwość jest moim cudem.
Nie mam za­sad; przy­stosowanie do wszel­kich warun­ków jest moją za­sadą.
Nie mam tak­tyki; Pustka i Peł­nia jest moją taktyką.

Nie mam talentu; sprawne myśli czynię za­tem swym talen­tem.
Nie mam przyjaciół; własny umysł czynię za­tem swym przyjacielem.
Nie mam wrogów; brak ostroż­no­ści czynię za­tem swym wrogiem.
Nie mam zbroi; życz­liwość czynię za­tem swą zbroją.
Nie mam zamku; nie­złom­ność czynię za­tem swym zam­kiem.
Nie mam miecza; bez­celowość czynię za­tem swym mieczem.
Avatar użytkownika

Mitsuyo
 
Posty: 113
Dołączył(a): 19 lip 2018, o 12:08
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Wysoka, różowowłosa dziewczyna o zielonych oczach i wiecznym uśmiechu na twarzy. Ubrana w kolorowe kimono wypełnione wzorami kwiatów.
Widoczny ekwipunek: Duża torba na pośladkach, pokrowiec na miecz przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5969&p=91673#p91673
GG: 66049429
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Natsume » 13 sty 2019, o 21:26

Natsume uśmiechnął się krzywo, słysząc odpowiedź Hayamiego. W imię swojej rodziny, co? Niestety, w tej kwestii Yuki nie potrafił zrozumieć podejścia Akodo - głównie dlatego, że on sam nigdy nie miał niczego, co mógłby nazwać swoją rodziną. Matkę utracił gdy miał może rok życia, i jedyną pamiątką jaką po niej miał był Biały Mnich, wiszący u jego pasa. Ojciec zniknął tuż po jej śmierci i zniszczeniu ich rodzinnego domu. Siostrę porwali (i ostatnio znowu zniknęła). Pozostał tylko wujek, który ostatnio posunął się w latach i zupełnie z Natsumem nie utrzymywał kontaktu. Cóż, może to i lepiej.
Przynajmniej Yuki nie musiał się zamartwiać, że więzi rodzinne mogą się obrócić przeciwko niemu. Podejście zimne, ale niestety prawdziwe.
-"Plugawy zdrajca" to, jak wnioskuję, metafora lub określenie jakiejś osoby - powiedział, wciąż uśmiechając się krzywo. Nawet teraz próbował w tym samym czasie wytrącić Akodo z równowagi, jak i wypunktować mu nieścisłości w logice. - A to z "zabiciem drugiego siebie"? Miałeś bliźniaka, czy po prostu majaki?
Wiedział, że pozwalał sobie na dużo. Może nawet na zbyt dużo. Ale to właśnie o to chodziło - chciał zobaczyć tę całą "ciemność", co w nim siedzi. I później wytłuc mu ją z głowy tępą stroną miecza. Dopóki nie będzie miał otwartego umysłu gotowego na chłonięcie wiedzy, to jakiekolwiek na to szanse były zerowe. Jego głowa była aktualnie zapchana zbędnym gównem, które zapychało mu potrzebną w mózgu przestrzeń i odbierało akustykę. Będzie trzeba po prostu zrobić to "w tradycyjny sposób". Wojownik musi umieć się skupić i całkowicie odciąć od jakichkolwiek emocji, żeby móc nauczyć się więcej. Jeżeli chce się być skutecznym - nie można marnować skupienia na takie bzdury, jak gniew, niechęć, nienawiść, strach.
Wiedział to każdy doświadczony wojownik.
Przymknął na moment oczy, nasłuchując jak Hayami podnosi yari. Czas mu pokazać, jaki powinien być wojownik gdy staje się poważny.
Gdy otworzył powieki, jego oczy były puste i matowe, niczym u człowieka całkowicie odciętego od świata. Albo... może nawet martwego?
Shiranui.
Przez chwilę stał prosto, bez żadnej pozy bojowej, trzymając drewnianą katanę w dłoni. I patrzył tylko na Akodo, który przyjął inną postawę bojową. Tym razem nie szarżował już na ślepo, sam również stał i się przyglądał. Szukał lepszej sposobności do ataku, bloku i kontry. Dobrze. W końcu zaczynał rozumieć, że samą ślepą żądzą krwi nie będzie w stanie zrobić absolutnie nic. W głębi duszy poczuł zadowolenie z tego, że chociaż w tym stopniu przebił się do łba Hayamiego. Ale wciąż potrzebował drastyczniejszego przykładu.
-Długo zamierzasz tak się czaić? - powiedział tonem tak chłodnym, że u Akodo, jeśli cokolwiek do niego docierało, mogłyby wywołać zimne ciarki. Zupełnie nie wyrażał żadnych emocji. Był niczym robot. Powłoka bez ducha. - Stojąc w miejscu, nie uzyskasz żadnej siły. Chodź, pokażę ci do czego powinieneś dążyć.
Poczekał, aż Hayami do niego dobiegnie i wykona atak. Najpierw nadszedł cios ostrzem, który został natychmiastowo skontrowany cięciem w bok. I tu Akodo wykonał dodatkowy atak - natychmiast cofnął ostrze yari, i wykonał atak z zaskoczenia za pomocą drzewca. I znowu - dobry tok myślenia. Bardzo dobre myślenie. Ale to w normalnej walce nie wystarczy. Yuki natychmiastowo wykonał technikę Mikazukigiri, aby złapać drzewiec włóczni na ostrze bokkena i przekierować je w kierunku ziemi. I gdy to zrobił, od razu stanął na tępej stronie yari, by zablokować Hayamiemu możliwość ucieczki.
-Poznaj to, czego chcesz się nauczyć.
I w tym momencie lekko się uchylił, trzymając miecz w lewej dłoni - tak jak gdyby był schowany w pochwie. I nagle Akodo poczuł pierwszy cios. Nawet mimo tego, że Natsume wyglądał tak, jakby tylko trzymał miecz za rękojeść i nic innego, Hayami mógł poczuć silny cios kataną w żebra. Atak był tak kosmicznie szybki, że samuraj nie był w stanie go nawet zarejestrować.
Ułamek sekundy później nadszedł kolejny cios.
I następny.
Na Hayamiego spadł istny grad niewidocznych ciosów, które zostawiały na nim kolejne ślady w postaci sińców i nacięć skóry, oraz wywoływały coraz to następne impulsy bólu przesyłane przez całe jego ciało. Gdyby Yuki używał prawdziwego miecza, z Akodo nie byłoby czego zbierać. Po wykonaniu ostatniego ciosu z serii (było ich około 12), Natsume wyprowadził trzy cięcia, już widoczne, lecz znacznie silniejsze: jeden w lewy bok, drugi w prawy, i trzeci, znad głowy, w bark samuraja. Taka seria powinna wystarczyć, żeby posłać go na ziemię. I żeby sprawić mu problemy ze wstaniem.
Przez całą tę sekwencję Yuki miał twarz niczym kamień, skupioną. I nawet teraz, gdy ją zakończył, nie odprężył się.
-To jest właśnie Sendo - powiedział tonem bez emocji. - Styl walki polegający na precyzji, szybkości i skupieniu. Będąc cały czas zapowietrzonym jak świński pęcherz do gry w piłkę, nie będziesz w stanie tego opanować. Jeżeli emocje targają tobą tak mocno, jak widzę teraz, to będziesz mógł se mieczem pomachać jak szpicrutą, a nie opanować tę sztukę.
Natsume odgarnął włosy do tyłu, i oparł miecz o ziemię. Gdy znów spojrzał na Hayamiego, ponownie był spokojny, jego oczy - żywe, a na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
-... iiii w ten sposób minęły dwie minuty.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1258
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Hayami Akodo » 16 sty 2019, o 15:14

The mind plays tricks
You are confused
The man you seek is long gone
Dead and cold
A story told...



Obrazek


Zimny głos Natsume sprawił, że chłopak gwałtownie zadrżał - z zimna, z niepokoju, z obawy. Z bólu i ze strachu zarazem - tylko co tak właściwie tutaj raniło, ostrze, słowa, głos, władza...? Być może wszystko razem, jednak Hayami nie chciał akurat teraz się zatrzymywać, nie chciał się poddawać. Szlachetne nauki Seinaru zestawione ze stylem Natsume-sama dźwięczały mu ostro w głowie; zapomniane słowa starego przyjaciela niemal kładły mu dłoń na ramieniu, przypominając "jestem tutaj". Powinien napisać do niego list, dać mu znać, jak miewa się Itachi, może się martwi o psiaka - pytanie, czy Kei mówił, dokąd idzie? Nie mógł sobie tego teraz przypomnieć, zresztą...Jakiś gwałtowny przebłysk, migotanie instyktu i beznamiętne pytania samego władcy sprawiły, że z jednej strony poczuł gniew i wściekłość, a z drugiej zażenowanie. Sposób, w jaki Yuki do tego podchodził, wykazywał wyraźnie, że ta...wizja, ten chaos w jego głowie, ta krew i martwe oczy to tak naprawdę rekwizyt na scenie, najmniej warty ze wszystkiego uwagi.
Nieistotny, pusty element...
Może właśnie tak powinien podchodzić do sprawy? Że twarze ludzi, których zabił, są niegodne pamiętania, wymazywać swoje ofiary z pamięci i tak po prostu, lekkim krokiem, iść dalej... z drugiej strony pokojowa filozofia Seinaru nie zakładała walki jako takiej. Jego przyjaciela, gdyby Hayami studiował księgi i filozofów, nazwałby Battouseiem, tym, który nie zabija - a jednak budzi grozę (choć jego sława zapewne nieco już przybladła w związku z upływem czasu od turnieju koronacyjnego).

- Powiedzmy, że takowego spotkałem - rzucił, starając się powstrzymać narastającą burzę uczuć. Jeszcze za wcześnie, Przyjacielu, jeszcze moment... - A ten padalec to mój...wuj, Seiji Reigen.

W jego oczach zapłonęła czysta nienawiść, okrucieństwo, gniew. Dobrze, że Mitsuyo już ich opuściła, że pożegnał ją chociażby uśmiechem, bo gdyby ujrzała tą furię, tą drzemiącą w lwich trzewiach dumę, ten brak elementarnej dla młodych litości...
...pewnie by się zastanowiła poważnie: czy ten chłopak jest wart jej zainteresowania i czasu? Czy warto mu zaufać? Podejść do niego? Raczej nie: nie rzucasz się w paszczę lwa, gdy ten szykuje się do skoku. Z drugiej strony obawy Hayamiego były nie bez podstaw: Natsume właśnie w tym momencie posłał na niego gniew bogów. Liczne, gwałtowne, szybkie ciosy wyprowadzane były z beznamiętną precyzją, trafiając tam, gdzie powinny, a Hayami nie nadążał za ich tempem i nie zdołał powstrzymać krzyku wściekłości. Mimo to podejmował się jakichś prób obrony - ale wyglądało to raczej marnie. Z kimś tak silnym i doświadczonym, jak Yuki, młody Akodo nie miał szans. Zmiana twarzy, głosu oponenta...
Wszystko, czego się nie spodziewamy, może wbrew pozorom nauczyć więcej niż przewidywane rzeczy - no cóż, taki jest świat. Ta walka z góry skazana była na przegraną, a ani zwycięzca, ani jego przeciwnik nie zamierzali do niej dążyć.
Nie teraz.


- Dziękuję, Natsume-sama. - skłonił się uprzejmie, gdy już grad uderzeń ustał. Walka nie walka, ale jakieś maniery musiały być, przynajmniej szczątkowe.
Prawda?
W tym wszystkim omal nie zapomniał o dobrych manierach. Samurajów uczono nie tylko giętkości ramienia w walce, dumy i prawideł bushido; samurajowie musieli wiedzieć, przed kim warto było zgiąć dumne karki w niskim ukłonie, a kogo zignorować pogardliwym milczeniem. Komu służyć w splamionej krwią, honorowej ciszy, a kogo potraktować metalicznym brzękiem katany - tak ostrej i jasnej, jak wzrok sokołów wzbijających się w niebo.
To samo smutne, ciemne niebo, z którego czasem opadały lotki ptaków - tych samych ptaków, które poszybowały zbyt wysoko. Lub, jak Khusara, Seinaru, jak Mitsuyo - słodka, różowa Mitsuyo - trzymały się wyłącznie swego ustalonego, wolnego toru, nie zamierzając przekraczać granic.
Może dlatego Akodo byli przeklętym rodem? Zbyt skupionym na lwim ryku, na purpurze i złocie, na dumie? Zbyt szeroko otwierającym paszczę, by pożreć ofiary, nie dostrzegającym swojego miejsca w łańcuchu pokarmowym świata?
Być może.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 885
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Natsume » 17 sty 2019, o 22:10

Natsume uniósł lekko brew, gdy po otrzymaniu tej - powiedzmy sobie szczerze, bardzo dużej - chmary ciosów i otrzymaniu informacji że nie udało mu się zmieścić w określonym zakresie czasu, Hayami zamiast się wściekać lub próbować mimo wszystko namawiać żeby Yuki dał mu jeszcze trochę czasu - po prostu pozbierał się i podziękował mu za trening. Huh. Czyżby był masochistą lub czymś w tym rodzaju? Nie spodziewał się, że ktokolwiek byłby wdzięczny za otrzymanie bardzo wielu razów, niezależnie czy fizycznych, czy słownych. Bo w tym całym rozdaniu Yuki rozdawał oba rodzaje.
Westchnął lekko, po czym pozwolił sobie na lekki uśmiech. Przy okazji zebrał resztę ekwipunku w postaci obu drewnianych mieczy, i zapieczętował je z powrotem w zwoju, który następnie umieścił w jednej z toreb.
-Cóż, jak zapewne się domyślasz, w całym tym teście nie zależało mi na tym, żebyś mnie trafił. Ba, nawet się nie spodziewałem, że dasz radę. Bardziej chciałem po prostu przyjrzeć się, w jaki sposób reagujesz na warunki bojowe, jak reagujesz. Co tobą prowadzi w trakcie pojedynków.
Tu przymrużył lekko oczy, przyglądając się Akodo z lekką dezaprobatą.
-I niestety, to co zobaczyłem nie jest zbyt zachęcające. Na początku reagowałeś tylko na bazie instynktu i żądzy krwi. Zupełnie nie myślałeś o tym, w jaki sposób zaatakować. Po prostu napierałeś do przodu. Bez taktyki. Bez pomyślunku. Bez precyzji i skupienia. Takie podejście jest najgorszym możliwym dla wojownika - ludzie bazujący na czymś takim nie są niczym innym, niż awanturnikami którzy jak gdyby chodzili i krzyczeli "zabijcie mnie". Uwierz mi - ktoś w końcu by się znalazł, żeby to życzenie spełnić.
Spokojnie wyciągnął z torby jeden ze zwojów, który niedawno zakosił z pałacu, i w którym zapisywał podstawy swojej własnej teorii szermierczej. Spędzał nad tym sporo czasu, i to tutaj dosyć dobrze obejmowało podstawy jego ideologii - spokój, zbalansowanie, cisza, precyzja. Cztery filary. Do tego generalna filozofia życiowa, aby szanować życie, i nie zabijać nigdy nikogo, kto na śmierć nie zasłużył. A jeśli wymaga tego misja - to wtedy aby pamiętać, że w trakcie jej wykonywania jest się tylko narzędziem w ręku zleceniodawcy, i wszelka przelana krew jest na sumieniu tego człowieka. Nie na tego, kto walczył.
-... Cóż. Wydaje mi się, że to tutaj może ci na początku pomóc. A jak sam odnajdziesz swój spokój i skupienie... wtedy wróć. Nauczę cię więcej.
I z tymi słowami podał zwój w kierunku Hayamiego. W ostatniej chwili jednak uniósł go w górę, zanim Akodo położył na nim dłoń.
-Lecz mam jeden warunek.
Uśmiechnął się.
-Jak już opanujesz ten styl i tę ideologię na odpowiednim poziomie, przekażesz je dalej. Moje życie, jako shinobi, może się skończyć w każdej chwili. A nie chciałbym, żeby to wszystko czego się nauczyłem przez wszystkie lata mojego życia poszło wniwecz. Im więcej ludzi opanuje tą sztukę z nauk kogoś innego, tym mniej będzie musiało to wszystko opanować z własnego doświadczenia - najbrutalniejszego nauczyciela. Nie chcę, by ludzie musieli przeżyć tak wiele w samotności.
No tak. W końcu razem z ideologią napisał też własne przemyślenia filozoficzne na bazie własnej historii.
Spojrzał na niebo, które zaczynało zaciemniać się coraz bardziej.
-No, obawiam się że czas na mnie. Miło było znów się spotkać, Hayami-kun. Oraz miło było cię poznać, Hatakame-san. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie okazja się spotkać.
Z tymi słowami zaczął iść w kierunku wyjścia z parku. Przy okazji od niechcenia rzucając za siebie zwój z zapiskami. Co ciekawe, trafiając idealnie w ręce Akodo.

z/t

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 19 sty 2019, o 20:11 przez Natsume, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1258
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Khusara Hatakame » 18 sty 2019, o 19:46

Kiedy to dwoje wojowników mierzyło się z podniesionymi wzrokami, Natsume postanowił przyspieszyć tok wydarzeń. A jego słowa, gdyby się nad tym zastanowić niby proste, a głębokie. Stojąc w miejscu nie tylko nie uzyskasz żadnej siły, ale również będziesz stawał się słabszy, oczywiście twoja siła nie zmniejszy się, to inni będą iść dalej i się rozwijać, a ty nie ruszając na przód z każdą chwilą będziesz zostawał coraz bardziej i bardziej w tyle. Kiedy to Akami zaatakował, shimakage niezwykle szybko zablokował ciosy i stanął na włóczni utrzymując równowagę, było to zdecydowanie godne podziwu. Chwile potem grad ciosu spadł niemiłosiernie na młodego samuraja z prędkością pioruna. Jedno za drugim uderzało tak niesamowicie szybko iż nawet przy dokładnej obserwacji w totalnym bezruchu i koncentracji czarnowłosy minimalnie dostrzegał ich tor lotu. A co tu mówić o jakimkolwiek uniknięciu ich czy blokowaniu. Kasztanowłosy znalazł się w od początku przegranej dla niego sytuacji, nie mógł już nic zrobić, prócz nastawienia karku i przeczekania nadlatujących ciosów.

Kiedy to w końcu po dobrym momencie Natsume dał sobie na spokój zostawiając dość obitego samuraja zdarzyła się rzecz niesłychana. Akami po prostu wstał i podziękował mu za wszystko. Dla wielu mogło to wydawać się pozbawione sensu, ale dla tych co rozumieją jasne jest, że cierpienie i porażka, to najlepszy nauczyciel, a za każdą lekcję trzeba dziękować i iść z głową do góry na przód.
Jak się dość szybko okazało, 2 minuty upłyneły, a Akami nie zdodał niestety ani razu nawet musnąć Natsume. Oczywiście było to do przewidzenia, tak na prawdę mało kto byłby to wstanie realnie zrobić. A ci, którzy próbowali, albo zostali zrównani z ziemią, albo dostali lekcję, jaką dostał dzisiaj młody samuraj. Cel treningu był głębszy, i niestety nie udało się go osiągnąć młodemu wojownikowi, przynajmniej nie tak jakby sobie to wyobrażał. Słowa wypowiedziane przez Shimakage na koniec były dość trafne i bolesne, ale za to prawdziwe, a jaka wiadomo, tylko takie mają jakąś realną wartość.

Z jednej strony Akami nie został uczniem Natsume, ale dostając ten zwój i obietnice przyszłego spotkania, w tej chwili posiadał nakierowanie, na drogę, którą ma podążać by stać się silniejszym, jego dobrze sprecyzowany cel. Wielu pragnęło by być na jego miejscu, gdyż wielu owej drogi szuka.
-Żegnaj Natsume, ciebie również miło było poznać--pożegnał Shimakage bez zbędnych formalności. Kiedy ten odchodził spojrzał się on na kasztanowłosego podchodząc bliżej, po czym poklepał go przyjacielsko po ramieniu.

-Dzielnie walczyłeś, mimo, że popełniłeś błędy, ale kto z nas ich nie popełnia ?- Uśmiechnął się szczerze, a następnie sięgnął po kartkę z zapisanym zamówieniem, cofnął się nieco i wziął do ręki sakiewkę z niepewnością. Zaczął nią potrząsać. Na kartce zapisana była cena, wcześniej nie zawracał sobie tym faktem sprawy, w końcu, miał kilka miesięcy na zarobienie odpowiedniej sumy pieniędzy. Mimo wszystko lekko coś się nie zgadzało. Kiedy to przeliczał zauważył, że mu zabraknie, a przecież nie długo miał odpływać do Sogen.

-Bardzo głupio mi o to ciebie pytać, szczególnie po udanym spędzonym razem czasie. Ale masz przy sobie 100 Ryo ? Czasu na zarobienie ich zostało bardzo nie wiele, a przecież moim głównym celem było kupno tego oręża. Przy naszym następnym spotkaniu nie tylko oddam ci całą sumę, a i przyniosę coś specjalnego-Nienawidził pytać o pożyczkę, ale w tej sytuacji wyglądało na to, że nie miał wyboru, z drugiej strony jak sobie tak myślał, podczas swoich kolejnych podróż poszuka on jakiegoś podarunku, i odda w raz z sumą pieniędzy, a Akami nie będzie miał wymówki, żeby odmówić. Nie wiedział on też, czy samuraj w ogóle się zgodzi, lecz czekał cierpliwie.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 255
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie i tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Hayami Akodo » 18 sty 2019, o 22:47

A story told
By those he trusted
Those he loved
And those who then...
Moved on.



Obrazek


Czasami trzeba było iść dalej. Ruszyć w przód, zmienić wszystko, przeinaczyć swoją drogę wojownika. Trzeba było zostawić wszystko, pójść za ciosem. Nauki przyjaciela, uśmiechy zawieszone na starym akwarelowym obrazku (i znowu: co się z nim stało...?), wszystko to trzeba było przechować w sercu - i dołączyć do tego szorstką, wyspiarską dumę Natsume, rozkaz, który mu zlecił, a zarazem powierzył. Komu Hayami miałby powierzyć jego nauki? Komu miałby oddać jego historię, to, jakim był władcą, człowiekiem? Wiara w Bishamontena, pana wojny i wiernej sprawiedliwości, nie wykluczała przecież poznawania nowych dróg: musha shugyo wciąż trwało i zapewne zakończy się wraz z jego śmiercią; z odejściem kolejnego lwa, którego ryk zginie w echach historii. Jeden z wielu, jak ci przed nim i po nim...
Hayami Akodo urodził się, by służyć - a teraz powiedziano mu, że ma przekazywać. Że jest tylko posłańcem, który ma przekazać wiadomość wykraczającą poza jego zrozumienie. Więc Hayami, zdławiwszy głos w piersi, z bijącym jak młot sercem i z ogniem (tym samym, który zapłonął w jego sercu, gdy spotkał po raz pierwszy ród Sabaku, gdy ujrzał bitwę i śmierć - pochylił się, tak po prostu, w niskim ukłonie. Tak, Natsume-sama, zajmę się tym.
Słowa nie były potrzebne.
No tak, któż z nich nie popełnia błędów, prawda? Wszyscy jesteśmy tacy sami: marni, ulepieni z prochu i pyłu, czasem z ognia i z fal. Ale tylko niektórzy są warci tego, by być czymś więcej niż ogień i pył.
Yuki Natsume nie przyjął go na oficjalną naukę...jeszcze nie. Ale podzielił się z nim swoją mądrością, a Hayami Akodo - jedyny człowiek w historii rodziny, jedyny może samuraj, który poznał ten szlachetny styl - nie mógł zawieść lidera tej rodziny. Nawet, jeśli w teorii powinien służyć innemu liderowi...
...prawda?
Wyprostował się dość szybko, złapał zwój. Gdy tylko cesarz się oddalił, drżącymi dłońmi rozwinął zwój. Nie bacząc na Khusarę, na otaczający go świat, spojrzał na jego zawartość - i aż wstrzymał dech w piersiach, a zbyt szybko, zbyt boleśnie bijące serce zakłuło go ostrym, promieniującym, krótkim bólem upokorzenia. Tak, był głęboko wdzięczny Natsume za wszystko - i za walkę, i za naukę, i za surowość słów - ale tego się nie spodziewał. I nie był pewien, czy jest godzien.
A potem znów przypomniał sobie, że jest ledwie posłańcem - i ukrył zwój, by odpowiedzieć towarzyszowi. Hatakame jeszcze nie odszedł, cierpliwie czekał. A teraz prosił go o pomoc. O pożyczkę.

- Co? - zdziwił się, jakby wracał z innego świata i nie do końca zrozumiał. Potrząsnął głową, opanował się. Schował starannie zwój do kieszeni płaszcza, drżąc na całym ciele. Powinien sobie sprawdzić ekwipunek, zrobić zakupy przed wyjazdem. Może wyrzucić niepotrzebne rzeczy. Jak Khusara ma go znaleźć? Kiedy będzie gotowy, by wrócić przed oblicze władcy? Czy w ogóle będzie gotowy? Czy jest wart tego, by uczyć się dalej...? Szybko pogmerał po kieszeniach, wydobył z otchłani mroku sakiewkę z ryou. Przeliczył: zebrało się tego całkiem sporo. Zatem, jeśli miałby czegoś potrzebować...Hm. Chyba znalazłoby się parę miejsc, gdzie mógłby to wszystko ukryć.
- Tak. Weź od razu 200, przyda ci się jeszcze na podróż. Umówmy się tak: 200 bierzesz ode mnie na podróże ewentualne plus na zakupy. Ja wrócę tu wczesnym latem albo późną jesienią, do tego samego ryoukanu, co ostatnio. Jeśli się miniemy albo mnie nie zastaniesz, jedź na Lazurowe Wybrzeża na wyspę Yinzin. Odnajdź tam Risę Akodo, moją matkę, i oddaj jej te pieniądze. Powiedz jej, że oddajesz dług wobec mnie, i nie krępuj się nocować. Czekaj...

Zastanowił się, po czym przyciszonym głosem i po rozejrzeniu się - w sumie nie wiedzieć, po co - opisał Khusarze dokładnie, jak trafić do jego domu, jak wygląda jego matka oraz w jaki sposób może się dostać na Yinzin. Dokonawszy tej czynności, odliczył starannie 200 ryou i wręczył pieniądze czarnowłosemu mężczyźnie.
Dokonało się.
Transakcja się sfinalizowała, cud, że żaden z nich nie zażądał pokwitowania...!

- Cóż, to wszystko. Muszę już jechać - powiedział z lekkim uśmiechem. - Zamierzam odwiedzić moją...przyjaciółkę w Sogen, potem zmierzam na pustynię i pewnie z pustyni przyjadę prosto tutaj. Zobaczymy, co Sabaku mają mi do zaoferowania, mimo wszystko...

Nie dokończył. Uśmiechnął się.

- Przytul ode mnie MItsuyo, gdybym jej już nie spotkał. Do zobaczenia.

Uścisnął dłoń Khusary, po czym odwrócił się i odszedł - w ciszę, noc i zapomniany śnieg.

Tamtej nocy pojąłem, że jestem tylko posłańcem, którego wieść wykracza poza jego zrozumienie.

ZT do ryoukanu! Dziękuję Khusarze i Mitsuyo za przecudowną fabułę, a Natsume-sama za owocny trening. <3
___________________________________________________________________________________________________________
Otrzymuję od Natsume:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Przekazuję Khusarze Hatakame 200 ryou na zakup ekwipunku + ewentualne podróże +
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
; Khusara zobowiązuje się spłacić to w 100 ryou + czymś specjalnym (ustalone z graczem na gg.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 885
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości