Świątynia Kagutsuchi

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników. Prowincja jest zamieszkała również przez współpracujący z Sabaku Szczep Maji.

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 23 lip 2018, o 22:20

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
47



Kobiety nie było widać przy krańcu skarpy, nad którą nachylałeś się ty i twoje przydupasy - idealne kopie ciebie samego, psychofanki powinny już zdzierać z siebie koszulki i piszczeć z zachwytu, więc jak to dobrze, że żadnej tutaj nie było. Jeden z klonów oświetlił brzegi osmolonego wybuchem miejsca. Robale nadal latały jak potłuczone, gdyby tylko bogowie dali im kolejną szansę to może odrodziłyby się jako świetliki, które zachwycałyby marzycieli. Może oświetliłyby drogę twojej chłodne kalkulującej głowie i oddały ci chociaż odrobinę swojego ciepła. Pozostało więc zlecieć w dół i sprawdzić, co dalej kryją tutejsze korytarze. Złapanie ocalałych pochodni i odpalenie ich, powysyłanie w różne strony swoich klonów nie stanowiło żadnego problemu. Pierwszą znalezioną ofiarą była kobieta. Wyglądało na to, że robaki próbowały ją ratować, albo to ona próbowała się ratować nimi - nie sposób stwierdzić. Martwe robaki pod nią i wokół niej, rozsypane i zmiażdżone. Jak skruszona została ona. Jej ręce i nogi powyginane w dziwny sposób, wykręcona nienaturalnie, z rozbitą czaszką, z której wypływał... cóż, wszystko z niej wypływało. Wysokość, z której spadła, odrzut wybuchu, płomienie, które ją smagnęły - była wspomnieniem człowieka. O ile kiedykolwiek człowiekiem była. Kierując się wzdłuż rzeki znalazłeś resztę wszystkich osób, które tylko mogły się tutaj znaleźć. Pościągani w dół, wzdłuż ściany, jeden na drugim, trzeci w połowie już porwany przez nurt rzeki, a każdy z nich w mniejszej czy większej części pożarty przez robale. Niektórzy byli tylko lekko nadgryzieni. Kierując się dalej w końcu dotarłeś do krańca. Mijałeś malowidła naścienne, kapliczki, ławy, porozbijane dzbany i wyżłobione w ścianie coś na wzór pokoi, w których pozostałości po meblach nadkruszył czas do tego stopnia, że ruszenie ich zakończyłoby się zapewne ich śmiercią. Kompletną śmiercią. Na łóżkach leżały wdzięcznie kościotrupy, jakby ludzie tutaj mieszkający gotowi byli do tego, by odejść z tego świata bez żalu i bez problemu. Część kości porozsypywana była po pieczarach, jakby te stanowiły leże lwa, który ruszył teraz na polowanie. Ostatnia z komnat była jednak zamieszkała - na to wychodziło. Szmaty, jakieś ubrania, usłane łóżko, zebrane trofea różnego rodzaju - od ususzonych skorpionów po przyrządy codziennego użytku. Na łóżku leżała nieprzytomna Akemi. Chyba nieprzytomna. Wystarczyło podejść bliżej, by się przekonać, że nadal oddychała, chociaż była mocno poobijana i poharatana. Albo to ta kunoichi, albo jej robale miały ją uratować przed upadkiem - strach pytać po co. W tym pomieszczeniu dało się wyczuć świeże powietrze, które przemykało po kostkach i uderzało w twarz. Świeże jak świeże - na pewno pustynne. Tylko skąd ten przewiew?
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 24 lip 2018, o 17:19

Odnalazł to, czego tak bardzo szukał, ale i tak na jego twarzy pojawił się grymas. Nie był to jednak grymas niezadowolenia, bo przecież napotkał poległego wroga, co było jak najbardziej dobrą nowiną. Po prostu skrzywił się na makabryczny widok, który pojawił się przed jego oczami. Poobgryzane truchło, karykaturalnie wygięte kończyny, rozbita czaszka, ślady krwi i cholera wie, czego jeszcze. Do tego rzecz jasna robactwo, paskudne robactwo, któremu raczej obce było pojęcie wdzięczności, skoro postanowiło pożywić się swoją panią.
Na szczęście obyło się bez odruchów wymiotnych. Wieloletnie doświadczenie robiło swoje. Mimo wszystko, Ichirou i tak postanowił oszczędzić sobie tego okropnego obrazu. Rzucił odrobinę piachu z gurdy, by przykryły zwłoki i znajdujące się na nich insekty, które wciąż mogły stanowić drobne problemy.
Potem mógł zająć się poszukiwaniami we względnym spokoju. W końcu ubicie matrony robaków nie było celem samym w sobie, a jedynie przeszkodą do osiągnięcia celu. Miał zamiar odnaleźć zaginionych, a przy tym sprawdzić to miejsce.
Nie minęło długo, kiedy napotkał to, czego szukał. Niestety, znowu grymas na twarzy, gdyż odkrycie trudno było nazwać do pozytywnych.
Zmrużył bursztynowe oczy i zaczął w rozświetlonym przez pochodnie mroku doszukiwać się znajomej postaci. Jego spojrzenie dość szybko przeskakiwało z jednego ciała na kolejne, ale nie napotkało na swej drodze choćby małego odcienia różu. Nie, żeby jakoś w tym momencie wartościował ludzkie życie, ale jednak ze wszystkich tu zebranych to własnie Akemi była mu znajoma. Można nawet wysunąć śmiałą tezę, że była mu bliska. Przecież była jego ulubioną kelnereczką, z którą lubił pić pyszną herbatkę i rozmawiać o rzeczach innych, niż konflikty, światowa polityka i misje shinobi. Była jego zabaweczką, którą ktoś niespodziewanie wyrwał mu z kuferka.
Mimo tego, że nie odnalazł ciała dziewczyny, to i tak pomyślał o najgorszym. Wszystko na to wskazywało. Nawet ktoś taki jak on - zdaniem wielu nieludzki - był w stanie poczuć się źle po utracie znajomej mu osoby. Lubił ją, naprawdę ją lubił.
Naprawdę, Akemi, musiałaś zanosić im te jebane jedzenie?
Westchnął ciężko, rozmasowując skronie palcami jednej dłoni. Śmierć robotników go tak bardzo nie przejęła, ale utrata panienki o różowych włosach już tak. Był jednocześnie trochę przybity, jak i rozdrażniony. Nawet nie miał na co skierować swojej złości, bo ta suka już nie żyła. Zresztą, nie miał już w sobie tyle gniewu co kiedyś.
Przez kolejna chwilę zbierał się w sobie, ale ostatecznie ruszył dalej. Wędrówka przyprowadziła go do miejsca, które chyba było użytkowane przez osoby, które pracowały lub odwiedzały świątynię. Jak dawno to musiało być, że te miejsce kultu zostało zapomniane?
Jakoś nie czuł świętej aury, która raczej powinna otaczać to miejsce. Było tu staro, brzydko i niezbyt świeżo - drobinki kurzu wciąż nieprzyjemnie wirowały mu w nosie. Z drugiej strony, to Asahi w obecnym momencie nie miał nastroju na wyczuwanie jakichkolwiek aur. Towarzyszyła mu gorycz zmieszana z frustracją.
Spośród pustych komnat znalazł jedną, którą zamieszkiwała władczyni robaków. Kiedy wszedł do środka, jego uwagi nie zwróciło jednak wyposażenie pomieszczenia, lecz kształt na łóżku. Gestem dłoni wydał niemy rozkaz klonowi z pochodnią, by zbliżył się do tej postaci, sam zaś przygotował się do ewentualnych reakcji.
Nie była to jednak pułapka, ani nikt obcy, a tym bardziej nikt wrogi. Pochodnia trzymana przez piaskową kopię rozświetliła tak dobrze znaną postać. Tych włosów nie dało się pomylić z jakimikolwiek innymi.
Ichirou natychmiast podszedł do... na szczęście tylko śpiącej dziewczyny. Oddychała, a pobieżne oględziny nie stwierdziły żadnych większych obrażeń.
- Akemi... - odrzekł krótko, potrząsając ją lekko, by ją wybudzić. Nie rozumiał w tym wszystkim, jakim cudem udało się jej przeżyć, ale wolał w to nie wnikać. Najważniejsze, że nie podzieliła tragicznego losu pozostałych.
Jeżeli była potrzeba, spróbował poruszyć nią mocniej i odezwać się głośniej. Aż do skutku rzecz jasna. Co do klonów - jestem stał przy nim i dawał światło, natomiast drugi zabezpieczał tyły, stojąc w progu wejścia do komnaty.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2777
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 28 lip 2018, o 18:36

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
49



Dziewczyna rzeczywiście nie miała na sobie żadnych poważnych, widocznych obrażeń. Obdrapana, poobijana, zakurzona i osłonięta brudem tego miejsca jak woalem pogrzebowym, ale nie ranna. Twoje kroki, ani kroki twoich klonów, nie sprawiły, że się obudziła. Jak Śpiąca Królewna, której obiecano, że zbudzi ją tylko pocałunek prawdziwej miłości. Więc śniła. Czekała i śniła, zamieniona w kamień, pozostawiona przez złą królową, która dała jej w prezencie zatrute wrzeciono, żeby żaden z rumorów nie wyrwał jej z tego przyjemnego, kojącego snu. Wyrywał od zmartwień dnia, pozwalał zapomnień o codzienności, gorącym słońcu. Tylko nicość i ona sama, bez palców gotowych ją wyśmiać, jeśli tylko się niechcący potknie. Nie musiała trzymać głowy wysoko uniesionej - ta twoja ulubiona zabaweczka wyrwana z kuferka, w którym trzymałeś swoje skarby. Tak jak ty wcale nie musiałeś aż tak się starać, żeby wymusić na niej ocknięcie się. Pewnie łatwiej byłoby ją przenieść, gdyby nie te szczupłe zasoby chakry, co? O wiele łatwiej, gdyby twoje mięśnie nie były już ociężałe i gdybyś nie musiał wytężać wszystkich zmysłów w obawie, że ciemność przyniesie ci w niespodziance coś jeszcze. Ile czasu tutaj spędziłeś? Miesięcy, lat? Ile czasu spała Królewna i jakim sposobem jej lico nie pomarszczyło się, kiedy śniła o tym, który zabierze ją daleko stąd, uwalniając od zimnych ścian.
Pomieszczenie było spore, pełne szafek i szafeczek, w których walały się pierdoły różnego rodzaju. Lepiej ich nie dotykać, nie wiadomo, jakiego choróbska można się było nabawić. Klony pilnowały otoczenia, żeby czasem nie dopuścić żadnego nowego drapieżnika do dopiero co wywalczonego terenu. Niektórzy już bili się z armią zombie, cholera wie, co w tym przeklętym miejscu mogło się jeszcze stać... a nie, przepraszam. Przecież o niektóre rzeczy lepiej było nie pytać. Twoje długie palce spoczęły na drobnym ciele i zaczęły nim potrząsać - do skutku, jak to zostało ujęte. Dopóki się nie ocknie i nie będzie w stanie z tobą porozmawiać. Tylko czy to wszystko miało jakikolwiek sens? To, że tamten dzieciak był z nią, widział to? Czyżby ona pierwsza spadła i na pomoc perełki ruszyli tamci ludzie? Potem wystarczyło tylko zamknąć za nimi drzwi i nie było żadnego problemu. Jeden z niewielu przypadków, w którym problemy magicznie znikały i przestawały istnieć, skoro mogłeś je po prostu zeżreć. Skoro tamta wiedźma mogła je zeżreć.
- Mmm... - Dziewczyna uniosła lekko rękę, złapała cię za przedramię i ściągnęła brwi, zaciskając mocniej powieki.
Blask pochodni rozjaśniał jej twarz - i rozjaśnił jej oczy, kiedy już je rozchyliła, mrużąc je mocno i mrugając, próbując doprowadzić swoje zmysły do porządku, skoro już zaczęły opornie wracać na swoje miejsce. Tak jak opornie wracała jej świadomość. Kroczek po kroczku, westchnienie po głębszym oddechu. - Panie... Asahi... - Wyszeptała. Magiczne zaklęcie. Nie potrzeba było żadnego pocałunku. Oczęta dziewczyny rozszerzyły się mocniej i zerwała się do góry. - Co pan tu robi? Co się stało?
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 29 lip 2018, o 16:34

Pierwsza pozytywna rzecz w tym całym bajzlu - Akemi żyła. I miała się całkiem dobrze, przynajmniej pod względem fizycznym, bo przecież stanu wnętrza uroczej główni nie dało się ocenić. Przynajmniej z tego powodu można było odetchnąć z ulgą. Trud nie poszedł na marne, chociaż nie można było mówić o wielkiej radości biorąc pod uwagę tych, którym nie poszczęściło się przy przepaści.
To, jak widział jej przebudzenie w jego towarzystwie znacznie różniło się od aktualnej sytuacji. Liczył, że zdarzy się to w zupełnie innym miejscu, zupełnie innych okolicznościach i zupełnie innej atmosferze. No cóż, nie była pora na rozmyślania w tym kierunku.
Stał przy śniącej królewnie i uważnie przyglądał się jej bursztynowymi oczyma, oczekując, aż ta w pełni wróci świadomością do rzeczywistości. No złapanie jego ramienia zareagował nijak - ot, po prostu potraktował to jako zwyczajny odruch. Dziewczyna chyba nie do końca wiedziała, co się dzieje i nie zdawała sobie sprawy z ostatnich wydarzeń. Może od samego początku była nieprzytomna?
- Ile mam powtarzać, żebyś zwracała się do mnie po imieniu? - odparł z irytacją, na momenwt pozwalając oderwać się od spraw ważnych i przejść do bardzo przyziemnych.
Moment później pasowało jednak podjąć istotne kwestie i udzielić wyjaśnień na zadane pytania. Nie było to jednak takie łatwe - nie wiedział, od którego momentu zaczynać.
- Jesteśmy w podziemnej świątyni. Pamiętasz, jak się tu dostałaś? Powiedziano mi, że poszłaś zanieść jedzenie robotnikom i gdy byłaś na miejscu prac, ziemia się pod tobą zawaliła. Utknęłaś, ale ktoś cię tu przeniósł. Chyba z tym kimś już się spotkałem, tyle że zostałem zaatakowany. No, nieważne. Ważne, że raczej nic ci się nie stało i mogę cię wyciągnąć na powierzchnię. Jeśli potrzebujesz, daj sobie chwilę. Ja chciałbym jeszcze coś tutaj sprawdzić -
Odszedł od niej na krok i zostawił jej trochę przestrzeni, a samemu teraz bardziej skupił się na otoczeniu. Nie zapomniał tego, co wyczuł na samym początku przy wejściu do tego pomieszczenia. Był tutaj ruch powietrzna, który nie mógł brać się z znikąd. Postarał się zatem zbadać to zjawisko i znaleźć jego źródło. Wziął pochodnię od klona i obszedł całe pomieszczenie po obwodzie, przybliżając źródło światła do ziemi i dopatrując się ewentualnych szczelin właśnie przy powierzchni. Jeżeli było tu podobne przejście podobne do głównego wejścia do świątyni, to właśnie przy podłożu należało szukać nieszczelności. Jeśli było trzeba coś odsunąć, to posłużył się w tym klonem. W przypadku, gdy niczego nie znajdzie w ten sposób, zmieni pułap swych poszukiwań i zacznie przyglądać się krawędziom, które były złączeniem ścian i sufitu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2777
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 29 lip 2018, o 19:06

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
51



Wielkie oczy otworzyły się szerzej, szklące i przerażone, kiedy odezwałeś się twardszym tonem. Zdekoncentrowana, wystraszona, czująca na swoim ciele resztki koszmaru,który zepchnął ją z krawędzi i popchnął prosto w przepaść. W świat koszmarów. Brzmi znajomo? To prawie jak przechylona rzeczywistość, która nigdy nie zamierzała wrócić do poziomu, w którym ją zostawiałeś. Zawsze zapadała się w dół. Czasem aż o sześć stóp w dół.
Akemi rozluźniła mięśnie i złapała głębszy wdech, opuszczając swoją głowę. Przesunęła palcami po twojej ręce i puściła ją. Słusznie zrugana - w końcu ileż razy mogłeś ją uczyć jednego i tego samego? Może była głupsza, niż początkowo wyglądała, a może szok przeważał nad rozsądkiem i jej rzeczywistości, w której grunt osiadł o parę centymetrów. Może i nawet parę metrów.
- Pamiętam... Taichi namówił mnie, żebyśmy poszli do robotników i zanieśli im jedzenie. Weszłam do komnaty, w której stał wielki posąg. Drzwi się za nami zamknęły,oddzieliły mnie od Tachiego i wtedy zaatakowała nas chmara owadów. Rozległ się straszny rumor, poczułam, jak ziemia zaczyna się osuwać. Przewróciłam się i... - Mówiła bardzo powoli, widać było, że próbuje się skupić na słowach, jakby przypominanie sobie tego sprawiało fizyczny ból. I rzeczywiście mogło tak być. Mogła doświadczyć urazu głowy, który nie był widoczny, ale nie byłeś medykiem, żeby to oceniać. - I obudziłam się tutaj. - Rozejrzała się wokół, po czym przeniosła spojrzenie na ciebie. To "tutaj" znaczyło właściwie gdzie? - Nic... nic ci nie jest? - Wyciągnęła znów drobne dłonie, jakby chciała upewnić się, że jesteś w jednym kawałku, że nie rozsypiesz się w senne marzenie, kiedy tylko zblednie jej uwaga i przestanie poświęcać ci tyle uwagi, ile pragnęła. Tyle straconych godzin, tyle minut, a przesiąkało nas uczucie, jakbyś stracili całe lata, Przyjacielu. Chwila nie była równa chwili, minuta nie była nigdy tą samą minutą. Dotyk nie był równy dotykowi. W tym upiornym miejscu nawet Akemi nie była tak doskonała, jak była zazwyczaj. Wyglądała kuriozalnie, siedząc na tych śmierdzących szmatach, które nadawały się jedynie do kosza. Skinęła głową twierdząco. - Już mi lepiej, naprawdę. - Przekręciła się na łóżku i opuściła nogi w dół, badając nawierzchnię i upewniając się, że nie kręci się jej w głowie na tyle, żeby nie móc utrzymać równowagi. - Czy... jest już bezpiecznie? - Może było to i głupie pytanie, ale Akemi nie była kunoichi. Była zwykłą dziewczyną, której przyszło zetrzeć się z czymś bardzo niezwykłym. Z czymś, w co ani ona, ani tamci robotnicy, nie powinni być wplątani. Ach ta przewrotność historii...
Zawsze zastawiała jakieś pułapki, kiedy wydawało się, że to już koniec.
Przecież to nie był nawet początek końca.
Coś było czuć za jedną z szaf. Nie tyle przy ziemi, co po bokach. Delikatny przesmyk powietrza, który najsilniej nadawał od góry. Zaparłeś się - czy ty, czy też jeden z twoich klonów i voila - droga była wolna. Korytarz przysłonięty kolejną szmatą, na którego krańcu widać było światło dnia, który rozkręcił się już z całą pewnością w swoich podwojach. Ciężko było ci powiedzieć, ile czasu tutaj spędziłeś. Droga prowadziła ostro w górę i na pewno nie należała do tych najlżejszych. Widoczny punkt był jasnym, oddalonym świetlikiem - blaskiem nadziei, który wabił do siebie odmienną barwą od tej, którą dawała pochodnia.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 29 lip 2018, o 20:41

Uważnie wysłuchał relacji, która potwierdzała dotychczasowe domysły władcy piasku. Tak jak on, tak i robotnicy z różowowłosą mieli do czynienia z matką owadów. Zastanawiające było to, co ona tu do tej pory robiła. Świątynia Kagutsuchiego była po prostu jej legowiskiem, czy jednak znajdowało się tutaj coś znacznie cenniejszego? No, na dobrą sprawę to znajdowało - podziemna rzeka na pustyni była cenniejsza od złota.
Prychnął cicho, trochę rozbawiony pytaniem dziewczyny, bo to przecież on ruszył na ratunek, zajął się przeciwnikiem i ostatecznie zbudził śpiącą królewnę. Chociaż, gdyby się zastanowić, to faktycznie coś mogło mu dolegać. Musiał upaść na głowę, skoro zachowywał się teraz jak jakiś bezinteresowny rycerz.
- Prócz tego, że trochę pogryzły mnie robaki, to w sumie nic - odrzekł spokojnie, zajmując już się właściwymi poszukiwaniami.
Ach, szkoda, że samozwańczy detektyw nie miał przy sobie teraz małego kompana o czarnej jak noc sierści. Szperanie po zakamarkach komnaty byłoby wtedy z pewnością sprawniejsze, no ale Asahi postanowił, że obędzie się bez tego. Wierzył w swoje mistrzowskie umiejętności analizy, a poza tym nie chciał mieszać dziewczynie w głowie gadającym kotem, ponieważ ta i tak już była teraz nieco zdezorientowana.
Jak trwoga to do Kuro, ale na szczęście trwogi nie była, więc obyło się bez pociesznego kompana. Klony złotookiego przestawił kilka mebli, szukając źródła ruchu powietrza, aż w końcu przesunął właściwą szafę, za którą kryło się coś.
Tym czymś był korytarz, który dość dużym stopniami prowadził na górę. Jego destynacja pozostawał nieznana, jednak na jego końcu zwracało uwagę źródło światła. Pytanie, czy były to pazury samej Amaterasu, która próbowała wedrzeć się swymi jasnymi promieniami w ziemię, czy jakieś inne, sztuczne źródło światła?
Asahi był na tyle ostrożny, albo po prostu rozsądny, że nie zamierzał osobiście pchać się w nieznane. Nie po to miał klony, by w taki sposób się narażać. Wysłużył się więc jedną ze swych piaskowych kopii i posłał ją odkrytym przed chwilą korytarzem. Zanim jednak replikacja ruszyła przodem, ten właściwy Ichirou wykonał jedną z bardziej elementarnych technik klanu, która polegała na wytworzeniu piaskowego oka. Oko te miało ruszyć razem z oświetlającym drogę klonem i na bieżąco rejestrować obraz.
- Mam nadzieję, że to wyjście na powierzchnię - mruknął do Akemi, zakrywając dłonią lewe oko i nastawiając się na odbieranie tego, co będzie widziało oko zmierzające wraz z klonem ku górze.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Daisan no Me

Pieczęci
Przyłożenie dwóch palców do oka

Zasięg
Wytworzenie
W dłoni
Kontrola
Opanowanego Reberu

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy gurdy lub piasku z otoczenia.

Opis Bardzo przydatna technika, która idealnie nadaje się rekonesansu. Użytkownik zasłania dłonią jedno z oczu, by następnie w drugiej dłoni utworzyć jego kopię. Piaskowe oko może się unosić na maksymalną wysokość równą 50m oraz swobodnie się poruszać. Należy jednak stale zasłaniać jedno z oczu. W przypadku zaprzestania takowej akcji nasz twór po prostu się rozlatuje. Szybkość tworu wynosi 60. Na randze klanowej A wzrasta do 80. (dla złotego piasku wartości te są niższe o 10)
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2777
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 30 lip 2018, o 10:19

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
53



Biorąc pod uwagę, jak prędko przyszło ci zebrać się i popędzić na ratunek to rzeczywiście - upadłeś na głowę. Z dugiej strony co miałbyś robić? Lecieć do lidera i powiadomić o sytuacji? Zgłosić to strażnikom? Tutaj nie tylko Akemi spadła w ciemną toń, tylko jakoś ciężko było uwierzyć, że rzeczywiście postanowiłeś się bawić w bezinteresownego bohatera, który rzuca się na ratunek potrzebującym. W tym zawsze musiał istnieć jakiś jakiś powód. Ukaranie zła, które zabrało ci zabawkę czy charytatywna działalność na rzecz swojej osady, swojego rodu? Nie skreślasz niepotrzebnego, bo próbujesz łączyć przyjemne z pożytecznym. Los rzadko bywał na tyle prostoduszny, żeby podstawić ci wykreślankę pod oczy i wręczyć do dłoni długopis, proponują wybrać to, co bardziej ci się podoba. Raz korzystasz na dwa fronty, innym razem stracisz na trzech. Wszystko było kwestią dobrych decyzji i odrobiny szczęścia, które samo nie zwykło przychodzić do wszystkich wokół. Trzeba mu było odrobinkę pomóc. Popchnąć do czynu. Akcja wywoływała reakcję.
Akemi spróbowała się uśmiechnąć, drżąc jak osika. Ledwo utrzymywała głos na takim poziomie, żeby się jej nie łamał, żeby nie brzmiała na przerażoną - czyli tak, jak w rzeczywistości się czuła. Krótkie oględziny pokoju w jej wykonaniu zakończyły się na tym, że wpatrywała się w podłogę pod swoimi nogami, darując sobie nawet śledzenie twoich klonów w próbach nadążenia, który klon jest klonem, a który jest jednak tobą. Zamieszała zła wiedźma w garncu jej Losu i mieszał się świat, który został zakręcony w jej oczach. Podłoże było stabilne, nie chwiało się, nie wirowało, a blask pochodni pozwalał nie zniknąć w przerażających ciemnościach. Najmniejszy trzask i skrzypnięcie powodował, że napinała mięśnie i kurczyła się. Odgłos przesuwanej szafy spowodował, że podskoczyła i gwałtownie uniosła głowę. Miała oczy wielkie jak spodki. Spłoszony szczeniak gotów do ucieczki w każdej chwili. Cokolwiek działo się w jej umyśle - nie dzieliła się tym. Pozostawało więc poza twoim polem widzenia. Poza zasięgiem twoich rąk, które zwykły łapać mocno to, czego serce zapragnęło. Bardzo mocno. Aż do utraty tchu.
Dotarcie do szczytu korytarza zajęło oku dłuższą chwilę i musiałeś przemieścić się wraz z nim, ale im blizej byłeś, tym mocniej wyczuwalne było gorące powietrze i oczywistym stawało się, że to największa z gwiazd - nie ta sztucznie wytworzona przez człowieka a ta, z której spływały ogniste włosy Amaterasu. Mogłeś wynurzyć się na zewnątrz. Prosto do pięknej, tchnącej życiem oazy, do której promienie przenikały częściowo. Kamienne, wysokie, potężne ściany tworzyły nad tym miejscem kopułę na wzór parasola i pozostawiały tylko nierówny okrąg u szczytu, który promienie Sol przepuszczał. stały tutaj pozarastane szczątki kamiennych ław, posągów, mis i waz. Resztki cywilizacji, która wymarła w tym miejscu. Pojedyncze kości rozłożone pod palmami i skryte między trawami, niektóre pochłonięte już przez piasek. Woda była krystalicznie czysta - przynajmniej taka się wydawała dla oka. Chłodna. To tutaj musiała wybijać podziemna rzeka - dna jeziora w jego środku zresztą próżno było wzrokiem szukać.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 30 lip 2018, o 17:45

Ach, chyba już zdążył się stęsknić za objęciami Amaterasu, która szeroko rozpościerała rączki, by obdarzyć całą pustynię swym palącym blaskiem. Czekała, czekała i się doczekała. W końcu wyszedł on, rycerz. Już ten prawdziwy, a nie piaskowy, który jedynie na samym początku przecierał szlaki. Tu jestem - mógł krzyknąć, unosząc głowę i spoglądając w przejrzyste niebo zmrużonymi, przyzwyczajonymi do ciemności, oczyma.
Pozostało mieć nadzieję, że bogini nie pogniewa się za zniszczenie podobizny jej ognistego kolegi. A jeżeli się pogniewa, to cóż, skargi proszę składać listownie. I tak ich pewnie nie przeczyta, bo skrzynkę ma zapchaną listami od Suzu.
Teraz jednak nie był czas na mowę o zielonym, lecz o różowym kolorze. Towarzyszyła mu przecież Akemi, która chyba wciąż dochodziła do siebie i próbowała zrozumieć sytuację. No tak, choć długo się znali, to po raz pierwszy mogła poznać skrawek jego świata. Świata, w którym nie zawsze było miejsce na pięknie wystrojony lokal i aromatyczną herbatkę. W tym świecie głównym wystrojem pól walk były pył i krew, a sielankową atmosferę skutecznie przytłaczała aura konfliktu i śmierci.
Różowowłosa co prawda się obudziła, ale nie w tym świecie, co trzeba. Na szczęście obok był on, by sprowadzić ją do właściwego miejsca. I był już temu bardzo bliski - w końcu wydostali się z zapomnianej przez bogów świątyni i znów znaleźli się na skwarze, na który nie mogli teraz narzekać.
- Dobre miejsce na piknik - skomentował już nieco bardziej rozluźniony, doceniając uroki okolicy. Miała ona bowiem potencjał. Fakt, była zaniedbana, ale zawierała coś, co radowało oczy każdego mieszkańca pustyni - krystalicznie czysta wodę. Brakowało tylko koca i jedzenia, które Akemi miała przynieść robotnikom. Tej kwestii Ichirou wolał jednak nie podejmować na głos - dziewczyna była dopiero na etapie łączenia faktów, a on nie zamierzał udzielać niewygodnych odpowiedzi na pytania, które jeszcze nie zostały zadane. Był w stuprocentowej pewności, że kelnerka po wielokroć mocniej przeżyje śmierć robotników w podziemiach.
- Wystarczy ci na dzisiaj przygód, królewno. Wracajmy - odrzekł, wzdychając cicho, a potem tylko pstryknął palcami i dwie jego wierne kopie rozsypały się na kupkę piachu. Później uniósł lekko lewą dłoń, a znajdujący się przed nim piasek z taką samą lekkością oderwał od podłoża i zaczął formować kształt dysku.
- No to siup - rzucił szybko, obejmując prawą ręką dziewczynę w pasie, by ułamek sekundy później wskoczyć razem z nią na lewitującą platformę. Nooo dobra, mógł postąpić grzeczniej, wyciągnąć do Akemi rączkę, utworzyć schodki i zaprosić do wejścia, ale postawił na odrobinę spontaniczności. Tak, nie był tak bardzo stary i wciąż znał to pojęcie. Poza tym, trochę w ten sposób chciał podroczyć się ze znajomą, jakby testując jej reakcje na różne zachowania.
A potem śmignął jak strzała przez skąpane w słońcu piaski. Zamierzał rzecz jasna dotrzeć do Kinkotsu.
- Odstawię cię do domu, a potem sam zajmę się resztą, dobra? - podzielił się swoimi planami i mimo pytania wcale nie oczekiwał na jej zgodę. Raczej nie było niczego dziwnego w tym, że zamierzał zrobić tak, jak chce.
Jeżeli podróż trwała trochę dłużej, to oczywiście nie zamilknął. Nie w towarzystwie Akemi, którą naprawdę lubił Starał się jednak unikać wrażliwych tematów i sprowadzał rozmowę do bardziej prozaicznych spraw.
Gdy dotrą w okolice jej domostwa, Asahi wyląduje na chwilę, by różowowłosa mogła wrócić do jej świata.
- Zastanów się lepiej, jak mi się odwdzięczysz - rzucił żartobliwie na koniec i jeżeli była taka sposobność, objął ją na pożegnanie i musnął wargami jej policzek. No i co, że na środku ulicy? Nie pierwszy i nie ostatni raz łamał pustynne konwenanse.
Później już nie pozostanie nic innego jak udać się do siedziby władzy. Spotkanie z samym Jou może nie było konieczne, ale wypadało porozmawiać z kimś uprawnionym i kompetentnym do przejęcia reszty sprawy. Ludzie zginęli, fakt, ale przyczynili się do odnalezienia wielkich źródeł, które powinny okazać się niesamowicie cenne dla całej osady.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2777
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 31 lip 2018, o 15:54

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
55



Jestem i Ja, moje Dziecko. Wystarczyło unieść głowę, by pocałunek płomieni sięgnął do rzęs. Nie palił, nie parzył - błogosławił każdym muśnięciem. Tak samo, jak błogosławiła czuła kochanka, która obmywała rany wojny. Droga Matka Pustyni, która osuszała powoli ciuchy, stapiała z ciebie woń wilgoci i znów napełniała ubrania zapachem piasku i słońca, cofając myśli parę kartek w tył, do czasów, gdy byliśmy młodzi i kryliśmy się za wiszącym na sznurach praniem, uciekając przed wzrokiem dorosłych i kryjąc się przed tymi najmłodszymi. Wtedy przecież byliśmy prawdziwi goście, nie bawiliśmy się z podrostkami, co ledwo odrosły od ziemi i nie potrafiły za nami nadążyć. Tak samo było tutaj. I jak ta Dobra Matka mogłaby mieć coś przeciwko zamordowania podobizny Kagutsuchiego? Zamknięty w ciemnościach, w których nie powinien trwać, zapomniany, osadzony nad rwącą rzeką. Nie tak powinno wyglądać jego istnienie. Więc może, koniec końców, dobrze się stało?
Sol uśmiechała się pięknie w twoim kierunku.
W Waszym kierunku.
Akemi szła za tobą, choć początkowo nie była pewna, czy ma się ruszyć z miejsca, czy nie. Twój gest powiedział jasno - chodź. Więc poszła. Jak małe kaczątko za dużym tatą kaczkiem. Czy tam: kaczką. Nie przeszkadzała ci, nie odzywała się ani słowem - pozwalała się prowadzić w zupełnej ciszy, w której słychać było tylko odgłos waszych kroków - twoich, jej i twoich klonów, które ciągle nad wami czuwały, gdyby miało się wydarzyć coś niespodziewanego. Oko rozpadło się w piach i nie musiałeś już przysłaniać tego swojego. Teren był czysty, sprawdzony - nie było tutaj nikogo, kto mógłby stanowić zagrożenie. A może był, tylko bardzo dobrze się krył? Piękna okolica powinna bardziej zachwycić różowe serce. Powinna otulić ją miękkim atłasem, przesunąć się czule po ramionach, sprawić przyjemność w uniesieniu i podziwie dla dzieła Natury, która nawet na tym Morzu Śmierci była obecna. Tak samo jak bardziej powinna była docenić słodycz twoich słów. Zaśmiała się - bardzo cicho i bardzo krótko, ta chwila wesołości zgasła tak szybko, jak się pojawiła. Przetarła przedramieniem twarz, przysłaniając oczy przed blaskiem słońca. To już..? Koniec tego wszystkiego..? Nawet nie wiedziała tak na dobrą sprawę, jak wiele się skończyło. Wszystko dzięki tobie. Jej osnuty dziwami umysł nie bardzo był w stanie funkcjonować w świetle dnia. Jeszcze nie. Więc rzucanie dodatkowego światła na sprawy, których oczy nie widziały, a których sercu było żal, nie przysłużyłoby się niczemu dobremu.
Dziewczę podskoczyło niemal, kiedy klony się rozpadły i przypatrywała, jak rozchodzą się na boki, by utworzyć piaskowe chmury. A kiedy złapałeś ją w pasie to niemalże pisnęła, łapiąc się ciebie mocniej, napinając mięśnie i szeroko otwierając oczy. Gula podeszła jej aż do gardła, ale lot, który wydawał się tym zrywem, wcale nie doprowadził do niczego gwałtownego. Ledwo zdążyła rozejrzeć się na boki i przyzwyczaić do tego, co się dzieje - już zdążyłeś wystartować. Przymknęła na moment oczyska, zacisnęła je z całych sił, przylegając do ciebie mocno, ale zaraz je zaczęła powolutku rozchylać. Pokiwała głową na znak zgody - chyba nawet nie pomyślała o tym, że tej zgody nie oczekujesz.
Podróż nie była bardzo długa, nie była też jednak krótka. Na początku ciężko było wciągnąć dziewczynę w rozmowę, ale w końcu się rozluźniła i zaczęła udzielać. Mimo tego, że pustynia była monotonna w swoim krajobrazie to potrafiła zachwycić. Zwłaszcza, że słońce powoli chyliło się ku zachodowi.
Dym na horyzoncie dostrzegliście z daleka.
Dochodził z wioski.
Przytułek dla dzieci, w którym mieszkała i pracowała Akemi był ruiną. Wciąż ciepłe elementy tego, co pozostało ze sporej posiadłości, nosiły na sobie znamiona żaru. Pożar został już ugaszony, a mimo to ludzie nadal nosili wodę, tą bezcenną, która była tutaj tak ważna, żeby dogasić resztki żaru, które w tych temperaturach mogły w każdej chwili buchnąć na nowo płomieniami. Ci, którzy nie pomagali, otaczali plac w bezpiecznej odległości. Strażnicy nie zwracali na nich większej uwagi tak długo, jak długo nie zbliżali się za bardzo do magicznej granicy, której nie wolno im było przekraczać.
Na ziemi, przed wejściem do przytułku, który teraz był ledwo marnym obrysem ciężkiej ramy, pysznił się wypalony łeb kojota.

-> Zapraszam tutaj
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Kyasupa Nagai » 20 wrz 2018, o 17:26

Świątynia Kagutsuchi. Dawno jej nie widziałem. Ostatnio chyba rok temu, gdy wraz z ojcem podążaliśmy tropem naszego zaginionego kota. Dzisiaj jestem tutaj sam. Świątynny cień kusi, okropnie, jednakże każdy wie, iż nie można się do niej zbliżać. Z drugiej jednak strony na szczęście dzisiaj nie jest aż tak ciepło. W sumie jest już stosunkowo późno... No nic. Wyszedłem z domu. Nikogo w nim nie ma: ojciec siedzi w szpitalu, a matka poszła do koleżanki na plotki. Oboje wrócą późno. Jak zwykle... Nienawidzę być samemu w naszym piętrowym domku. Jest duży. Za duży jak na jedną, jedyną w nim osobę. Nie to, że się boję! Po prostu tak to jest. Wolę wyjść. Na zewnątrz zawsze może wydarzyć się coś ciekawego co nie? Wiem, że jeden z przyjaciół wraca mniej więcej o tej godzinie z treningu. On w ogóle jest świetny - potrafi kontrolować piasek! Co prawda tutaj wiele osób to potrafi, jednakże nigdy ta umiejętność nie przestanie mnie szokować. Podziwiam Harukiego. Naprawdę. A może nawet i zazdroszczę mu tych umiejętności... Z drugiej strony jest dobrym przeciwnikiem. Niby przyjaciel, a niby przeciwnik... Bardzo dużo myślałem o tym w przeszłości i ostatnio udało mi się dojść do wniosku, że oboje jesteśmy "przyjaciółmi do rywalizacji". Chcę być lepszy od niego, a on chce dominować nade mną. Fajnie. Oboje mobilizujemy się do bycia lepszymi wojownikami.

Ostatecznie usiadłem w bezpiecznej odległości od budowli. Strażnicy, jeżeli takowi gdzieś byli, doskonale mnie widzieli. Wiedzieli, że niewiele robię. Że położyłem się na piasku i, z zamkniętymi oczami, czekam. Na jednej z wydm. Nie mam złych zamiarów. Po prostu czekam na kogoś. No chyba tego mi nie zabronią, co nie?! W każdym razie nie będę tu zbyt długo siedział. Dwadzieścia minut. Tyle daję przyjacielowi. Jeżeli do tej pory się nie zjawi, wracam do domu.
Kyasupa Nagai
 

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Yasuo » 22 wrz 2018, o 00:36

Kyasupa Nagai
Misja rangi D
1/15


Młody Kyasupa czekał na swojego przyjaciela, jednak ten się nie zjawiał. Póki co oczywiście, bo kto wie? Może wkrótce się zjawi? W końcu nie minęły nawet dwie minuty, a co dopiero 20? Tamten miał jeszcze dużo czasu. Podobnie dużo czasu miał Kyasupa. Ale czy to było błogosławieństwo czy może przekleństwo? W końcu fajnie było mieć czas wolny i móc sobie coś poradzić, jednak będąc uziemionym niemalże w jednym miejscu... no po prostu mogło się nudzić, a nuda potrafiła być straszliwym przeciwnikiem, z którym niejeden dzielny mąż zwyczajnie przegrał, żeby nie mówić, że odniósł druzgocącą klęskę. Czy tak też miało być w tym przypadku? Czy Nagai miał przegrać z nudą? Nie było to jednak istotne. 20 minut i można było uciec od tej nudy, poddać tą walkę i udać się tam gdzie nudno nie będzie. To zawsze była jakaś opcja, prawda?
Kyasupa mógł poczuć się tutaj niemalże jak w domu. I nie mówię tutaj oo tym, że w domu jest super i każdy chętnie doń wraca. Po prostu tutaj też nie było zbyt dużo ludzi. Chłopak mógł zobaczyć pojedynczych strażników, którzy patrolowali teren ten niezwykłej i zagadkowej świątyni. Nie zwracali oni na chłopaka uwagi, a przynajmniej do czasu aż ten nie zwrócił ich uwagi, znajdując się w miejscu, w którym nie powinien się nigdy znaleźć. Jednak tak było dobrze, nieprawdaż? Był poza granicą zainteresowania. Dla strażników nie istniał,dopóki nie robił niczego złego i zabronionego, a póki co wszystko było w porządku. Jednak ta nuda (a może Nagai się jednak nie nudził i udało mu się tą nudę pokonać?) i ten brak towarzystwa. Zupełnie jak w domu. W domu, do którego nie chce się wracać...


Sorka, że tak późno. Póki co to tyle. Szczerze mówiąc, średnio jeszcze mam pomysł na tą misję, a to dlatego, że nie znam opisu lokacji, więc trudno mi coś tutaj fajnego wykminić. Ale podpytam pewne osoby i powinno być ok. Jak możesz, to napisz mi na PW też o co chodziło z tym przyjacielem. Czy to jakiś gracz czy NPC?
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 925
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Kyasupa Nagai » 22 wrz 2018, o 20:41

Moment w którym, tak naprawdę, nie mam co robić, to bardzo irytujący moment. Na trening za późno, chłopaki mają swoje obowiązki, rodzice w pracy albo u przyjaciół. Dobrze, że chociaż Haruki powinien mieć dzisiaj trochę więcej czasu. Powinien... a może mi się tylko wydawało? Ale kojarzę przecież, że wspomniał coś wczoraj o tym, że znajdzie chwilę na to, by ze mną pogadać. Na żaden konkretny temat. Po prostu chyba lubimy ze sobą rozmawiać. Niekiedy wydaje mi się, że przerażająco mocno mnie zna i rozumie. A niekiedy chciałbym roztrzaskać ten jego piaskowy ryj o kamienie.

Ziewnąłem. Dałbym uciąć sobie rękę, że minęło już chyba ze trzydzieści minut. Jednakże jestem stuprocentowo pewien, iż tak naprawdę nie minęło nawet pięć minut. Ziewnąłem raz jeszcze. Może powinienem wrócić do domu i po prostu zasnąć w oczekiwaniu na kolejny, najpewniej ciekawszy dzień? A może powinienem wymyślić coś, cokolwiek na jeszcze nieskończoną przecież dobę? Mogłem pomóc w pobliskim domu starców. Albo skoczyć do ojca do szpitala - widziałem, że zapomniał on dzisiaj śniadania do pracy. Cholera wie. Piasek. Wszędzie, dookoła, piasek. Piasek jest złocisty. Niesmaczny. Bezwonny. I najpewniej mało przydatny do czegokolwiek. Na pewno, gdybym tylko mieszkał gdzieś w wioskach zlokalizowanych w lasach, wszystko byłoby ciekawsze, no nie? Przecież inne krainy muszą być tysiąc razy bardziej interesujące niż ta wielka, cholerna pustynia. Nawet nie ma tu co robić... Haruki, dziadu. Gdzie ty jesteś? Powinieneś być szybciej niż powinieneś. Przynajmniej o te piętnaście minut które najpewniej zostały do swoistego odliczania.
Kyasupa Nagai
 

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Yasuo » 23 wrz 2018, o 16:27

Kyasupa Nagai
Misja rangi D
3/15


Nagai rozmyślał o swoim życiu i o swoim przyjacielu. Z pewnością ich relacja była ciekawa. Z jednej bowiem strony, chyba się lubili. Z drugiej strony jeden chciał nakopać drugiemu do tyłka i być może było też odwrotnie, ten drugi także chciał nakopać temu pierwszemu. W każdym bądź razie, nie będzie raczej nam dane się o tym przekonać, bowiem Haruki się tutaj nie zjawił i nic nie wskazywało na to, że się zjawi. Czyli co? Kyasupa powinien iść do domu i znaleźć sobie jeszcze jakiejś zajęcie, które byłoby bardziej produktywne niż tylko narzekanie jaka ta pustynia jest głupia i jaki to piasek nie jest beznadziejny i bezużyteczny. Chociaż na dobrą sprawę - i Kyasupa powinien o tym wiedzieć - piasek mógł być śmiertelną bronią, ale no nic... zostawmy to i skupmy się na rzeczach bardziej praktycznych, ważnych i ciekawych.
Jeden ze strażników - a przynajmniej tak mogłoby się wydawać - zaczął zbliżać się w kierunku Kyasupy. Pewnie był strażnikiem, chociaż na takiego za cholerę nie wyglądał. Był to mężczyzna o zielonych włosach i czekoladowym kolorze skóry. Można by rzec, że wyglądał bardziej jak najemnik, niż jak strażnik. Chociaż być może to jedno nie wykluczało drugiego. Być może najemnicy byli wynajmowani właśnie do pilnowania tego miejsca i pomocy regularnym jednostkom straży. A może ci wszyscy strażnicy to byli zwyczajni najemnicy? Cholera to wie. W każdym bądź razie, ten gość kierował się w stronę chłopaka i naprawdę ciężko było cokolwiek powiedzieć o jego zamiarach, o umiejętnościach nie wspominając.
- Czego tutaj szukasz? - zapytał, gdy już dotarł w odpowiednie w swoim mniemaniu miejsce. Stał jakiś metr od młodego Nagaia. - Wiesz, że nie jest to miejsce dla dzieci, prawda? No już. Zmykaj stąd.
Tak jak jego skóra była czekoladowa, tak jego twarz była kamienna. Niczym posągowa. Nie zdradzała żadnych emocji. Podobnie jego głos nie wykazywał ani ekscytacji, ani zdenerwowania, ani radości. Nie wykazywał niczego. Był suchy niczym piasek i prawdopodobnie tak samo beznadziejny i nudny.. A może to tylko wyszkolenie?
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 925
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Kyasupa Nagai » 23 wrz 2018, o 17:08

Czas minął. 20 minut siedziałem tutaj i nudziłem się jeszcze mocniej w pełnym słońcu. Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej. No prostu nie ma szans! Haruki albo mnie oszukał umyślnie, albo po prostu wydarzyło się coś na tyle niespodziewanego w jego życiu, że teraz robi coś zupełnie innego. A może... może umówił się z jakąś dziewczyną? Aż zacisnąłem pięści. Nawet chyba szczęka mocno się zamknęła. On nie będzie pierwszy kurdę. To JA z naszego towarzystwa mam poderwać pierwszy dziewczynę. I nie obchodzi mnie to, iż on jest piaskowy. Przez rodzinę nie jest lepszy ode mnie. I nigdy nie będzie!

Wstałem. Rozejrzałem się dookoła. Dostrzegłem, że jakiś zielonowłosy idzie w moją stronę. Pewnie strażnik świątyni. W sumie tak naprawdę nikt z moich bliskich nie wie co tam się dzieje i dlaczego ta budowla jest otoczona żołnierzami. Może kiedyś moja bezczelność i, co ważniejsze, umiejętności, pozwolą dowiedzieć się co tam jest u licha. Podejrzewam, że znaleźć tam można nie tylko śmierć... Ale w końcu to tylko zwykłe przypuszczenia nastolatka, który tak się nudzi, że aż zaczął planować wejście do miejsca szczelnie strzeżonego. Pierdoły. Nie ma co o tym myśleć. Jeszcze nie.

Mężczyzna odezwał się do mnie. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się niczego innego, niż tego co właśnie wypłynęło z jego ust. Najemnik, co można było zauważyć po ubiorze. Może trochę po głosie. Może trochę po stylu bycia. Po tych śmiesznych włosach... Po wielu aspektach. A może to tylko niepotrzebne, nic nie mające z prawdą, przypuszczenia. Nieważne... Za dużo myślę o rzeczach, które są naprawdę nieistotne.
- Czekam na kumpla. Ale chyba wraca do domu inną drogą. Nie potrzebujecie jakiejś niewielkiej pomocy? Nudzę się na tyle, że mógłbym tutaj umrzeć, a i tak to byłoby o niebo ciekawsze. Jak nie, to wrócę do siebie i nie będę już przeszkadzał strażnikom - czekam tylko na odpowiedź. Jeżeli będzie ona świadczyła o tym, że rzeczywiście nie mam tu co robić, to wrócę w stronę domu. Bo co innego mam do roboty?
Kyasupa Nagai
 

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Yasuo » 23 wrz 2018, o 20:50

Kyasupa Nagai
Misja rangi D
5/15


Mężczyzna zamyślił, słysząc taką odpowiedź. Oczywiście, że młodzi spotykali się ze sobą i umawiali w różnych miejscach, ale co ich podkusiło, żeby umówić się w pobliżu takiej pilnie strzeżonej świątyni? No i czemu ta świątynia była tak pilnie strzeżona? Tego Kyasupa nie wiedział. Jednak wiedział, że chciałby zrobić coś bardziej konkretnego niż po prostu siedzenie i zbijanie bąków na piasku. To było nudne i do niczego nie prowadziło.
- W zasadzie to mógłbyś pomóc, ale nie wiem czy podołasz - powiedział ten dziwny strażnik, dając nadzieję na zabicie nudy. Chociaż czy "niewielka pomoc" i "nudna robota" to przypadkiem nie były synonimy? Nikt chyba nie oczekiwał, że tamten wyśle zaraz Kyasupę na polowanie na bardzo potężnego i groźnego przestępcę lub coś w tym stylu, prawda? A może jednak?

Mężczyzna wskazał na świątynię. To o nią chodziło. To tam miał pomóc. Jednak o co mogło chodzić konkretnie? Może o mycie podłóg albo przygotowywanie świątyni do jakichś obrzędów? A może miał patrolować teren razem z innymi strażnikami? Wszystkie te czynności były z pewnością nudne, ale jak się okazało, żadna z nich nie była tą, o którą nasz czarnoskóry przyjaciel chciał poprosić.
- Widzisz tą świątynię? Mamy tam bardzo ważny i cenny ładunek, który ma zostać dostarczony do Kinkotsu. Podejmiesz się tego zadania?
A więc tak to było. Kyasupa miał zostać po prostu tragarzem. A być może nawet ochroniarzem. Czy to było ciekawe zajęcie? I co to był za bardzo ważny i cenny ładunek? Tego dopiero trzeba było się dowiedzieć.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 925
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości