Górski kanion.

Re: Górski kanion.

Postprzez Ginjiro » 4 wrz 2018, o 16:23

Pojedynek dwóch na jednego przeciwko zdezorientowanej bestii dopiero się rozpoczął, młodzieniec i jego wierne odwzorowania rozpełzły się w trzy kierunki świata. Z początku nie było to aż tak widoczne, jednak gdy tylko doszło do dłuższego biegu, nie dało się oprzeć wrażeniu, że klony nie wydają żadnych dźwięków, nawet nie rzucają swojego cienia. Dopiero w momencie fizycznego ataku w jedno z odzwierciedleń Ginjiro, kopia błyskawicznie przeobraziła się w obłok dymu. To musiał być olbrzymi szok dla instynktownie myślącego zwierzęcia, tymczasem uformowany z błota wilk nie miał innej opcji jak wbicie się z impetem w futrzanego nieszczęśnika. Rekinozębny na widok całej tej sytuacji skrzywił usta w wyraźnym uśmiechu, można wręcz powiedzieć, że parsknął pod nosem wydając z siebie bezdyskusyjną satysfakcje. Przyjemności niestety na tym się zakończyły, widząc już lekko krwawiącego niedźwiedzia oraz zbliżającego w jego kierunku przywołańca był pewien sukcesu, aż w ostatnim momencie do jego uszu dobiegł odgłos nadchodzący zza jego pleców. Twór sklejonego z błota ssaka gnał w jego kierunku bezprecedensowo, zdając sobie sprawę, że zabraknie mu czasu na uformowanie defensywnej pieczęci, wykonał najszybszy zamach wielkim kunaiem, jaki kiedykolwiek było mu dane wyprowadzić.

Na terenie kanionu rozległ się rozdzierający świst spowodowany przecięciem wzdłuż bestii napędzanej chakrą. Adrenalina w jego ciele dosłownie poderwała go w takim stopniu, iż pod wpływem siły o mało nie wypuścił ostrza z dłoni. Widok przeobrażającego się z powrotem w błoto cielska potwora, momentalnie pobudził go do dalszego działania. Nerwowo analizując całe to zamieszanie, stwierdził, że trzymanie się jak najdalej od ziemi będzie najrozsądniejszym pomysłem. Tylko co zrobić w przypadku, gdy dookoła są tylko i wyłącznie przeklęte skały? Młodzik ścisnął rękojeść ostrza, po czym wykonał kilka odskoków, aby zwiększyć dystans pomiędzy nim, a niejaką Masako.
- Popierdoliło Cie?! W co ty pogrywasz?! - krzyknął w kierunku kłopotliwej partnerki, jednocześnie rzucając kątem oka na sytuację pomiędzy ostatnim wilkiem oraz poszukiwaną bestii. Z kolei ostatnia iluzja, która pozostała na polu walki, powolnie kroczyła w stronę użytkowniczki Dotonu.
Ginjiro
 

Re: Górski kanion.

Postprzez Takuna Kaba » 5 wrz 2018, o 06:49

Obrazek
Człowiek dziczy [ D ]
17 / x
Ginjiro Hoozuki


Wilk odbił się od ziemi, gdy znajdował się zaledwie metr od chłopaka. Ten dopiero był w fazie obrotu, przez co nie zdążył obronić się w odpowiednim momencie, a uformowane z błota łapy zwierzęcia mono uderzyły to w ramiona, odpychajac na dwa metry do tyłu. Nie był to najmocniejszy atak jakie stworzenie mogło wykonać, lecz wystarczyło, aby sprawić Ginjiro niemały ból w rękach jeszcze na kolejne kilka minut. Co z blotnidtym stworzeniem? Wielki kunai wbił się od spodu w jego środek rozrywajac go na pół wzdłuż brzucha, przez co ten przeleciał się i ponownie informował kałużę błota, lecz przynajmniej nie stwarzał obecnie żadnego zagrożenia.

Drugi z wilków, po krótkiej walce z niedźwiedziem, został zniszczony, lecz dezorientacje wielkiej bestii wykorzystała Masako wbijając od dołu tanto w pysk bestii. Ostrze przeszło dolną szczękę, jedynie w niewielkim stopniu uszkadzając górną część z powodu niewielkich rozmiarów broni i rozwartego pyska niedźwiedzia, chcącego przed chwilą zaatakować kobietę. Masako widząc, że obecnie nie ma co dalej walczyć ze zwierzęciem w bliskim dystansie, odskoczyła na kilka metrów do tyłu, znajdując się obecnie w odległości około 3 metrów od niedźwiedzia i 5 od Ginjiro, sterującego oddalić się od swojej partnerki na jak największy dystans. Klon był już praktycznie przy samej kobiecie. Ta postanowiła nie zwracać na niego większej uwagi, bo nie sądziłam, aby podstawowy bunshim był w stanie wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę.

Wybacz, za bardzo Cię to zszkowalo, Ginjiro-kun? – W głosie kobiety na pewno nie dało się usłyszeć żadnej skruchy, a tym bardziej tego, aby w ogóle przejmowała się tym, czy chłopakowi została wyrządzoną jakąkolwiek krzywda. Brak zdziwienia tym, że jej własny stwór zaatakował jej kompa na, wskazywał na to, że była to zamierzona akcja. – Powinieneś być zawsze czujny, szczególnie przy osobie, którą dopiero co poznałeś w karczmie. Każdej szumowinie się tam znajdującej byś tak łatwo zaufał? Życie niestety nie jest takie łatwe, a na misji nie wiadomo kogo spotkasz. – Wykład dany przez Masako był może i prawdziwy, jednak czy na pewno potrzebny? Kobieta chyba już zaczęła powoli przesadzać ze swoimi lekcjami polegajacymi na ciągłej czujności i nieufności do otoczenia. Czy byla to jedyna rzecz o jakiej kobieta myślała w wolnej chwili? Niemniej trzeba było wrócić do walki i zakończyć ją bez większego rozlewu krwi niż było to w tym momencie, gdzie cały pysk, jak i przednie łapy, którymi zwierzak próbował wyciągnąć broń, były teraz koloru bordowego. Na znak tego, że kobieta nie zamierza już nic więcej wyprawia, podniosła do góry ręce i skinela głowa w kierunku niedźwiedzia, dając znak do działania Ginjiro i zakończenia tego.

Za błędy przepraszam bo auto korekta. Pisanie postów na telefonie nie jest prawie takie złe...
Takuna Kaba
 

Re: Górski kanion.

Postprzez Ginjiro » 6 wrz 2018, o 22:59

Gdy tylko pazury złączyły się z ramieniem młodzieńca, przez jego ciało przepłynął przeszywający ból oraz dreszcz zalewającego twarz potu. Irytacja spóźnionym atakiem uderzyła w jego głowę dopiero po unieszkodliwieniu bestii. Bialowłosy po utworzeniu kilku metrów separacji między nim a Masako, klęknął na jedno kolano i skierował dłoń na ramię z intencją uciskania miejsca zranienia. Otrzęsienie się z całej upierdliwej akcji zajęło mu trochę czasu, doskonale obnażył swój brak doświadczenia w przypadku starć z wrogo nastawionymi osobami. O ile Masako była świadoma o incydencie sprzed kilku tygodni, w którym Ginjiro dostał solidne baty od kilku żarliwych hazardzistów, to teraz doskonale mogła sobie wyobrazić jak całe spięcie wyglądało. Biorąc pod uwagę przewagę liczebną oprawców, wyglądało to bardziej jak wyrok, niż uczciwy pojedynek. Gdy tylko kunoichi wstępnie uporała się z niedźwiedziem, Hoozuki stanął na obie nogi i przyjął postawę gotowości do potencjalnej walki.

- Kpisz sobie? - chwycił ostrożnie za manierkę z wodą, po czym upił łyka. - Nie wiem jaki w rzeczywistości masz cel, ale spotkałem się już z takimi jak ty. Drugi raz nie dam się tak zaskoczyć, poszczęściło Ci się, a szczęście ma wielu przyjaciół. Następnym razem uśmiechnie się do mnie. - na jego twarzy wymalował się półuśmiech. Nie czekając na jej odpowiedź, skierował krok w kierunku ledwo zipiącego niedźwiedzia. Zarzucając miecz z powrotem na pasek za plecami, postanowił złapać za kunai i delikatnie oraz z odrobiną wątpliwości podciąć gardło zwierzęcia. Młodzieniec zerknął kątem oka na kunoichi, nie miał pojęcia jak się skóruje bestie, więc pozostało zawlec ciało do wioski albo pozwolić przejść do działania Masako. Cokolwiek postanowi, Ginjiro bacznie rzucał co kilka sekund spojrzenie kobiecie, dając znak, że nie zamierza ponownie spuścić jej z oczu.
Ginjiro
 

Re: Górski kanion.

Postprzez Takuna Kaba » 12 wrz 2018, o 14:42

Obrazek
Człowiek dziczy [ D ]
19 / 19
Ginjiro Hoozuki


Nie musisz się aż tak awanturować – odrzekła spokojnie Masako, kiedy zwierz, wycieńczony walką i ranami, których doświadczył w czasie pojedynku, padł na ziemię w kałużę krwi, która z każdą sekundą się powiększała. Kobieta wyciągnąwszy kawałek bandaża z kabury, sprawnym ruchem kunaia, odcięła kilkanaście jego centymetrów, a uformowawszy z niego kulkę, wsadziła ją w okolicach gardła zwierzęcia, skąd wciąż wylewała się krew. Nikt nie lubił mieć zbyt brudnej skóry niedźwiedzia, ale właściwie jej zleceniodawca nic nie mówił o tym, że Masako ma oddać swój cel w jak najlepszym stanie. – Dobry ruch. – Komplement połączony z dosyć ciepłym głosem kobiety mógł zadziwić chłopaka. Czy ona znowu próbuje go zmylić i zaraz spróbować wbić nóż w plecy jak przy ostatnich dwóch razach?

Zbyt negatywnie to do siebie odbierasz, ale przynajmniej nie bagatelizujesz tego, co się dzieje na polu walki. – Po złożeniu jednej z pieczęci, obok Masako pojawiły się jej niemalże dwie idealne kopie, które w międzyczasie zaczęły zajmować się przetransportowywaniem niedźwiedzia. – Jeszcze wiele treningów przed tobą, ale ojciec byłby z Ciebie dumny, jak mniemam. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy, bo mamy sobie wiele do opowiedzenia, Ginjiro-kun. Póki co jednak muszę iść oddać zdobycz i wziąć zapłatę za misję. Za darmo nikt nie pracuje. – Kobieta chwyciła niewielki worek przypięty do pasa przy lewym boku i rzuciła go przed stopy młodzieńca. Sądząc po cichym brzęczeniu, można było sądzić, że znajduje się tam dość duży stosik monet. Masako złożyła ręce na wysokości klatki piersiowej i delikatnie skłoniła się w kierunku chłopaka. Chociaż przez większość czasu nie dało się jej do końca zaufać, to koniec końców nie była to osoba, której nie zależało na Ginjiro i która potrafiła okazać mu nieco szacunku. Po pożegnaniu odwróciła się na pięcie i wraz z klonami ruszyła w kierunku osady.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Iwa Bunshin no Jutsu

Pieczęci
Baran

Zasięg
Klon pojawia się obok nas; Klon nie może się oddalić na więcej niż 50m

Koszt E: 18% | D: 13% | C: 9% | B: 5% | A: 3% | S: 2% | S+: 1% za klona + to, co przekażemy

Dodatkowe Siła równa twórcy; Szybkość -> 1/2 postaci; Reszta równa użytkownikowi za wyjątkiem wytrzymałości.

Opis Przydatna technika polegająca na stworzeniu skalnej kopii swojej osoby. Ich głównymi atutami są wytrzymałość (stworzone są z twardych skał) i możliwość korzystania z technik Doton znanych pierwowzorowi. Zwyczajne wbicie kunai nic nie da - trzeba całkowicie je rozkruszyć, by się ich pozbyć. Klony mają własną wolę, nie ma więc potrzeby stałego kontrolowania ich poczynań. Kopia potrafi nawet mówić, czym można łatwo wprowadzić przeciwnika w błąd. Jutsu ma jednak kilka wad, a jedną z nich jest koszt. Oprócz kosztu stworzenia techniki trzeba przeznaczyć dodatkową ilość na zasoby klona. W przypadku jego zniszczenia chakra nie jest odzyskiwana. Dodatkowo kopiowany jest podstawowy ekwipunek, gdzie wszelkie nietypowe oręża w postaci notek czy bombek nie będą kopiowane.
Takuna Kaba
 

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 14 wrz 2018, o 21:18

Czarnowłosy mężczyzna, od pewnego czasu próbował znaleźć jakieś ciche i spokojne miejsce na trening. Jakiś czas temu usłyszał on o tym kanionie, była to jedna z lepszych opcji, dlatego też postanowił wybrać akurat to miejsce. Dużym atutem skalnego otoczenia był nie tylko fakt możliwości znalezienie przeróżnej wielkości kamieni, to również aspekty bezpieczeństwa, gdyż nic raczej tutaj przy odrobinie nieszczęścia się nie podpali, nie widać, też żeby można było spotkać większych rozmiarów zwierzęta. No cóż, Khusara podszedł do jednego z wielkich kamulców kładąc na nich swoje bambusowe nakrycie głowy. Trening czas zacząć.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Khusara zadowolony z dość szybkich efektów schował broń do torby, a następnie podszedł, do głazu gdzie zostawił sugegasę, położył się na nim patrząc na niebo, i postanowił uciąć sobie chwilową drzemkę, przed kolejnym wysiłkiem.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 15 wrz 2018, o 16:05

No cóż, dość tego leniwienia się, czas na kolejny trening, trzeba się wzmacniać i ulepszać. Czarnowłosy wstał z kamienia pokracznie rozprostowując nogi ręce, o dziwo było w miarę wygodnie, tylko jakiś lekki skurcz złapał go w łokciu. Wystarczyło kilka rozruchów i wszystko wróciło do normy. No więc dobrze, będzie trzeba teraz bardziej pobawić się jakoś tymi kamulcami i kłodami, w końcu na czymś trzeba wypróbować tą technikę.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Skończywszy wszystko Czarnowłosy posprzątał sprzęt i usiadł, na swym ogromnym kamulcu rozmyślając, nad rzeczami mniej i bardziej istotnymi.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 09:36

Misja D

And the smile upon my lips will stay forever, but inside it's always gone
Obrazek
1


Witaj, Podróżniku.
Myślę, że jeszcze się nie znamy, dlatego ślę anonimowy list z nadzieją, że nie nasiąknie kroplami wody i nie potarga go wiatr. Może też czujesz się tak jak ja. Stajesz na krawędzi i pochylasz się - bo może uda ci się spaść..? Spoglądasz w niebo i zamiast czekać nadejścia bogów, czekasz na nadejście demonów. Ja już przestałam czekać. Teraz czekam tylko na deszcz. I chociaż się nie znamy jestem przekonana, że góry takie jak te ściągają tylko dwa typy ludzi - tych bardzo nieszczęśliwych i tych bardzo szczęśliwych. Widziałeś ich może kiedyś? Pary objęte ramionami, będące skradzionym promieniem słońca z nieba, idylliczne, niemożliwe do tknięcia stwory. Tylko wiatr, na własność, przejął prawo otulania ich własnymi dłońmi. I chociaż wydawali się tacy jaśni, dobrzy, anielscy w swojej istocie to kiedy tylko podszedłeś, by poprosić o pomoc, spoglądały na ciebie nieprzyjemne twarze i nieprzyjazne oczy. Czar pryskał, bo właśnie tak to jest z zaklęciami.
Żadne z nich nie było jeszcze trwałe.
Prosiłam bogów tylko o to, by to moje było trwałe. Albo nie..? Może zapomniałam prosić, bo zapomniałam, że istnieję. Chwile tak szybko mijały, że życie było jak kalejdoskop wypełniony spleśniałymi i zepsutymi owocami. Nie chciało wręczyć mi cytryn, a ja uparcie próbowałam zrobić lemoniadę. Ach, pewnie dlatego się zatrułam. I wiesz, miałam sobie poradzić. Przecież jestem ładną, inteligentną dziewczyną. "Zapomnij o nim!" - mówili przyjaciele. Ja nadal pamiętam. Minął rok, a u mnie wcale nie jest lepiej. Mówię ci to, ponieważ jeśli nadal to czytasz to sądzę, że nie jestem ci całkowicie obojętna. Mówię ci to, czego nie byłam w stanie powiedzieć przyjaciołom w twarz. W porządku?
Teraz już prawie mogę o tobie powiedzieć, że jesteś moją rodziną.
I nawet gdybyś tej jesieni przyniósł mi bukiet pełen pięknych stokrotek to żaden z nich nie będzie kwitł tak samo pięknie jak kwitł tamtej wiosny. Mimo to proszę - przyniesiesz mi jeden? Dla mnie - Rzeki - szumiącej w ciszy tych gór, szemrzącej opowieści, których nikt już nie opowie, bo ludzie o niej pamiętający umrą i wspomnienia przepadną. Tak samo jak przepadnie ten list, jeśli do wody wpadnie.
Bo pochylam się - i zapewne już spadłam.

Cicho szemrząca woda spływając poprzez góry pieściła twoje zmysły. Chłód powietrza, woń lasów, cisza i bezruch, w których zaklęty byłeś tylko ty. Jednak jak każde zaklęcie - i to musi się kiedyś skończyć.
Pergamin, który niósł wiatr mający wyłączność na otulanie cię swoimi ramionami, widziałeś już z daleka. Sunął ponad powierzchnią wody, zniosło go nad kamienisto-trawiasty brzeg jak motyla, który nie jest w stanie oprzeć się sile żywiołu, więc woli poddać się jego widzimisię. Sunął prosto w twoim kierunku. Wciąż świeży, na którym nadal czuć było zapach atramentu, którym go zapisano i kobiecych, lekkich perfum, które pieściły zmysły. Nie zniszczony i nie podarty.
List do anonimowego odbiory.
List do ciebie.

Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 17 wrz 2018, o 13:40

Mężczyzna spokojnie obserwując niebo spoglądał na chmury tworzące różne kształty. Obłoki te sunące się w oddali co i rusz zamieniały się w znane twarze, przedmioty czy zdarzenia. Jakby to chciały coś przekazać, nie mogły mówić, jednakże nie powstrzymało to je by dotrzeć do jego wnętrza. Przeszłość przelatywała przed fiołkowymi oczami mężczyzny, a on sam uświadamiał sobie ile błędów dokonał w przeszłości, ile złych wyborów podjął nie wiedząc o rzeczach tak oczywistych. Kontemplował w skupieniu póki nie szelest. A cóż to było ? Liść ? Skrawek materiału dawno porzuconego przez podróżnika ? Nic z tych rzeczy, był to pergamin, okazale szybował on nad strumieniem tańcząc na wichrze grającym swą szumną melodię. Następnie pod koniec wędrówki zasiadł na brzegu strumienia, suche połacie trawy i ziemi, jakby specjalnie uszykowane, nie ośmieliło się naruszyć idealnego stanu pergaminu. Mężczyzna widząc to odchodząc od swych przemyśleń udał się w stronę, tajemniczej kartki. Jakby ktoś zdołał przewidzieć iż akurat on znajdzie się w tym miejscu i w porę wypuścić swą wiadomość w wietrze wierząc iż posłaniec ten, zaniesie go prosto do celu. Khusara podniósł zgrabnie kartkę pergaminu, a następnie rozwijając ją powoli wsiąkną w zawartą tam treść.
Skrajnie nieszczęśliwy, a może wręcz przeciwnie ? Czy to jest to co przywiodło tu tego czarnowłosego mężczyznę ? Wyobraźmy sobie ścieżkę usłaną ostrymi kamieniami, i idącego na niej mężczyznę. Z każdym krokiem jest on raniony, a ból narasta z każdą sekundą. Ludzie przechodzący obok, widząc go wyrażają swą zwykle zawistną opinię. Spojrzenia, czasem szydercze, a czasem ukazujące politowanie rysują się na twarzach osób trzecich. Z perspektywy obserwatora, uważasz, że jest to kompletnie bez sensowne i głupie. Mimo tego on to robi, idzie przed siebie spoglądając na słońce skrycie wysuwające się zza chmur. Co on czuję ? Radość, gdyż wie, że drogą tą dojdzie on do rzeki, ta natomiast zaprowadzi go do morza. A gdy tam dotrze, znajdzie się na pięknej malowniczej plaży, gdzie piasek swobodnie i lekko oplata nogi, a jego ciepło daje ukojenie, gdzie błękitna woda pozwoli mu zaczerpnąć świeżości. Docenia on wszystkie napotkane trudy, bo wie, że tylko dzięki nim może znaleźć się w takim miejscu, tylko dzięki cierpieniu może poznać czym jest szczęście. To go czyni szczęśliwym człowiekiem, to sprawia, że żyje, i za pewne to też go tutaj przywiodło.
Mężczyzna skończywszy czytanie listu, rozejrzał się wokół siebie, a następnie podszedł on do dużego głazu. Spakował na końcu wszystkie rzeczy, i wyruszył powolnym lekkim krokiem w stronę skąd przywędrował pergamin. A nuż dowie się czegoś, pozna kogoś kto pozwoli mu się rozwinąć, kogoś kto ujawni swoje prawdziwe wnętrze, i spowoduję iż znów zmieni on perspektywę jaką patrzy teraz na świat.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 14:54

Misja D

And the smile upon my lips will stay forever, but inside it's always gone
Obrazek
3


Ostre kamienie zwieńczały ostrą rzeczywistość. Ciężka droga pod nogami, ale nie ciężkie powietrze - te odświeżało, zapewniało, że jeśli tylko złapiesz kolejny oddech to ból minie. Chociaż na parę chwil - ale minie. Zmieciony pod dywan łagodnością doznania, ugłaskany z włosem jak dziki zwierz, który domaga się atencji. Zamiast odpychać to, co wdrażało cierpienie, przepychając je przez żyły, sięgając każdej komórki ciała i każdego neuronu skrytego pod czaszką, wybór padł na akceptację. Nagle niebo przestawało być tak zachmurzone, a wrogie spojrzenia przestawały śledzić i wypalać znaki w karku, znacząc je trwałymi stygmatami. Śmieszne, pomyślałby kto. Ostry kamień bolał mniej niż bolały ludzkie gesty. Rany na stopach zagoją się, zostaną po nich blizny, nie wszystkie znikną, ale zagoją się i pozwolą o sobie pamiętać jako o doznaniu, które uczyniło cię silniejszego. Człowiek łamał człowieka twardością kija i łamiąc kości, które nie miały takiej zdolności regeneracji. Kto był winny? My? Twoje decyzje, które sprawiły, że powędrowałeś tą drogą? Oni? Wszyscy, którzy tacy niewinni - pierwsi unieśli kamienie! Ta droga? Los przecież była tą panną, z którą trzeba było tańczyć bardziej odważnie. Kiedy docierałeś do punktu, w których winnych nie szukałeś, okazywało się, że świat to naprawdę jasne miejsce. Być może rzeczywiście wypełniony burzowymi chmurami i trudami, nad nie wszystkimi dało się tak po prostu przeskoczyć, ale Khusara wiedział coś, co przydałoby się zrozumieć całemu społeczeństwu. Wiedział prawdę objawioną przez Los - że czas zabija i niszczy wszystkich po równo. Tych ładnych, brzydkich, mądrych i bogatych. Jeśli nie byłeś jednym z nich - i po ciebie przyjdzie, tylko nie będzie się szczególnie śpieszyć. Łamał ludzi. Ci, których rany się zrosły, twardnieli w złamanych miejscach. Wiedziały o tym góry, wiedział o tym las i wiedziała o tym ta pani, która uśmiechała się łagodnie, opierając ręce na barkach wojownika, który przyszedł w te tereny szukając chwili pomyślunku, medytacji, gotów zbroić się do kolejnego z ciosów, który mógł zostać wymierzony w jego pierś.
Zamiast ciosu pojawiła się kartka. Zamiast drogi o ostrych kolcach, których ciernie wbijałyby się w twoje stopy - nieprzebyte ścieżki porośnięte mchem, trawą i wolno sypiącymi się liśćmi z drzew, które zwiastowały nadejście jesieni. Dni nadal były długie i ciepłe, jesienne słońce ogrzewało tak jak nie ogrzewało żadne. Cztery pory roku i kręcący się kalejdoskop zamykający kolejne zdarzenia i historie w puszkach pandory. W końcu sama Los je układała.
Mógłbyś przysiąc, że czułeś w powietrzu zapach perfum. Że ten posłaniec, który przysłał ci list, szepcząc do ucha słowa niezrozumiałe, pieszczące bębenki, wyznaczał ci nicią Ariadny drogę do celu. Złapałeś za końcówkę i zwijałeś coraz większy i większy problem... tylko gdzie tu problem, kiedy to ciekawość zapraszała do tego, żeby podjąć wędrówkę donikąd? W poszukiwaniu odbiorcy nieznanego? Problem, problem... problemy nie były twoje. Twoja była nić. To kłębkowi się pomyliło, że ty go zwijałeś, a nie rozwijałeś.
Kobieta siedząca na klifie niewielkiego wodospadu rzeki, w górę której się skierowałeś, miała jasne, lniane włosy i błękitne, oszałamiająco jasne oczy. Stała nad krawędzią, spoglądając w dół - tam, gdzie kończyła się twoja prosta (nie)droga i zaczynała ta o ostrych kamieniach. Pochylała się lekko. Wiatr targał jej długimi, lekko falowanymi włosami, a sukienka na ramiączkach, lekka i zwiewna, czyniła z niej ducha tych lasów. Śmiertelnie blada, o delikatnym uśmiechu na wąskich wargach, laleczka z saskiej porcelany. Pochylała się w dół.
Pochylała - bo przecież modliła się o to, że zaraz spadnie.

Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 17 wrz 2018, o 17:45

Dokładnie tak można było to sformułować. Trudy spotykają każdego, nie ważne ile masz pieniędzy, nie ważne za jak wielkiego się uważasz, jakbyś nie czuł się pewnie, w końcu nadejdzie cios, po nim nadejdzie kolejny i kolejny. Wielu z nas ulega gradowi tychże bolesnych uderzeń, często to wymierzonych w słabe punkty. Co jak co, jakbyś silny nie był, jakbyś przehartowany się nie stał ,nikt i nic nie potrafi uderzyć tak mocno jak życie. Nie sposób jest się przed tym bronić. Postaw gardę, los ją przełamie, zbuduj mur, on go zburzy. Możesz przygotować się na każdą możliwą sytuację jaka może się stać, zasłonić się fasadami i barykadami. Los w jednym momencie wszystko zrówna z ziemią, a ty pozostajesz sam, samiutki jak palec między zgliszczami i prochem. I to właśnie w tym momencie, gdy ludzie są pozostawieni sami sobie, kiedy to nie zostaje im nic, wtedy właśnie rozumieją, że nie tędy droga. Trzeba zaakceptować ból, zamiast uciekać od porażek i błędów, trzeba nauczyć się wyciągać z nich lekcję i iść dalej.
Do nas należy ten wybór, czy będziemy uciekać, czy postanowimy przyjąć życie takim jakie jest, i mimo wielu ostrych kamieni i czarnych chmur, dostrzec na nieboskłonie przedostające się jasne promienie słońca, wskazujące nam drogę.
Czarnowłosy szedł przed siebie kierując się intuicją. I jeśli dobrze ją odczytywał pokazywała mu iście dokładnie właściwą ścieżkę. Przenikające chłodnawe uczucie powiewu zapoczątkowało delikatny nieznany zapach. Woń ta narastała, a z każdą chwilą w głowie mężczyzny zza mgły myśli ukazywała się dziewczyna. Drobna figura i lniane włosy niczym malowniczy obraz stawały się coraz bardziej szczegółowe i barwne. Nie minęła chwila jak wyobrażenie te stało się jawą, a różnica między nimi była tak nie wielka, iż pomyśleć można, że ta drobna kobieta weszła mu w jakiś sposób do głowy, za nim w ogóle ją ujrzał.
Drobna figura pochylała się lekko nad przepaścią. Widać było, iż coś jej mówi by poleciała przed siebie, kończąc wszystkie problemy, by puściła się rzeczywistości porzucając to co zostawiła. Lecz jaki miała cel w pisaniu tego listu ? Może nie miała ona nikogo bliskiego, może życie uderzyło ją tak mocno, że postanowiła odpuścić. Jedno było pewne, dziewczę te nie chciało robić kroku, nie chciało tak szybko kończyć jeszcze tej powieści, która mogła przerodzić się w różnej maści gatunki. Powieści, która mogła stać się romansem, ale jednocześnie przygodą z domieszką akcji i zafascynowania. Powód tego był prosty, wahała się. Toczyła walkę, gdzie po jednej stronie stało zewnętrzne ego, zatracone w smutku i rozpaczy, a po drugiej, głos pochodzący z głębi, z najskrytszych pragnień i nadziei, mówiący ''daj sobie szansę''. Między te dwa przeciwne sobie brzmienia, zaraz miał się wtrącić głos rozsądku, pochodzący nie od niej samej, a przybysza.
-Dostałem twój list-Powiedział Czarnowłosy pokazując kobiecie pergamin.
-Wiem, że nie zwierzałaś się nikomu, nosisz ogromne brzemię, możesz zwierzyć się mnie. Choć podejdź, wyżal się ze wszystkiego co jest ci ciężarem, pozwól mi ci pomóc ponieść twój krzyż-przekonywał spokojnym głosem dziewczynę pełną zwątpienia i cierpienia. Pragnął jej pomóc, jednakże wszystko zależało od tego, czy ona chcę pomóc sobie. Nawet jeżeli miał to być ostatni płomyk nadziei, zamierzał go rozpalić.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 18:16

Misja D

And the smile upon my lips will stay forever, but inside it's always gone
Obrazek
5


Serce nie uderzało tu jak bęben. Twoje biło spokojnie, a jej? Jej nie biło wcale. Duch, zjawa, mara twoich snów. Wysunięta na kraniec rzeczywistości dama upadłych, która wzniesieniem ramion pozdrowi wszystkich upadłych, którzy chodzili po tych ziemiach. Gdzie miała sznureczki, które spinałyby całą jej sylwetkę, złączając z drewnianym mechanizmem potrafiącym ją kontrolować? Lalka porzucona przez swego lalkarza - przecież właśnie o tym był ten list, który przyturlał się prosto pod twoje nogi. O porzuceniu. Nie mógłbyś jej dotknąć, bo rozpłynęłaby się we mgle. Jak płatek śniegu, któremu próbujesz się przyjrzeć z bliska, więc wyciągasz po niego dłoń i obserwujesz, jak opadając z wolna z jasnych chmur trafia w końcu na twoją skórę. Zamienia się w jedną łzę, która wieńczyła jedyną pamięć o tych, którzy przeminęli i po których nie została nawet ta kropla. Natura pochłaniała wiernie to, co stworzyła, nie było w niej miejsca na błąd i pustkę. To, co jedni nazywali losem, inni nazywali po prostu ludzkimi decyzjami. Tymi, które nosiła w sercu ona - czyli zupełnie przeciwnymi do spokoju, który przynosiłeś pod nogi tej zjawy ty sam. Z sercem na srebrnej tacy, ale, ale! - zapomniałeś, że potwory powstające w same południe, te południce zebrane ze złocistych pól, które teraz były zbierane przez chłopów, boją się srebra? Ucieknie, ucieknie!
Wtedy okazałoby się, że wcale nie chciała dać sobie pomóc.
Kobieta, nieco zdziwiona, obróciła się powoli w twoim kierunku. Zachwiała się. Nad tą przepaścią zachwiała się i niemal spadła w dół, lecz to prawie na szczęście nie definiowało pewności. Złapała równowagę i stanęła, lekko pochylona, na skale, całkowicie boso. Zupełnie jak w twoim wyobrażeniu o samotnym wędrowniku, który przemierzał cały świat z uśmiechem na ustach. Pantofelki leżały tuż obok niej. Choć było ciepło, to balowanie w tym terenie w takim ubraniu było srogim przegięciem, może dlatego wyglądała na trupiobladą - przemarzła? Nie drżała, a jej ciało nie nosiło żadnych śladów odmrożenia. Jej błękitne oczy zjechały z twojej twarzy na pergamin, który trzymałeś w rękach i zdziwienie przeszło w zrozumienie. Co tu robisz, skąd jesteś. Więc, Podróżniku? Jak masz na imię?
Kobieta uśmiechnęła się ciepło, lecz samotnie, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Czy raczej - obejmując się nimi? Jakby temperatura spadła o kilkanaście stopni.
- Aach... sądziłam, że mój list trafi do Rzeki. - Tej samej, która kłębiła się w dole pod jej stopami i sunęła obok niej, rozpryskując na boki lodowate krople. Kamień, na którym stała, był cały wilgotny. I na pewno śliski. - Jesteś jednym z tych niepoprawnych bohaterów? Pomóc, żeby poczuć się lepiej? Czy jednym z tych, którzy próbują zbawić świat, przynosząc stokrotki tym chorym na zapalenie płuc? - Miała aksamitny głos. Zlewał się z szumem wody, czy był tym szmerem? Słyszałeś ją jednak bardzo dokładnie. - Bo wiesz, sądzę, że mam zapalenie płuc. A ty nie przyniosłeś stokrotek.

Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 17 wrz 2018, o 19:06

Smukłe dziewczę, stało tak nad przepaścią, chwiejnie i burzliwie jej ciało dygotało z myślą o urwisku. Blada jak śnieżynka, wydawała się nie być człowiekiem, lecz prawdziwym duchem. Tylko czy duchy można nazwać potworami ? Przecież to również cząstka człowiek, jakże skryta, schowana i zapomniana, ale jednak. Czarnowłosy jednak, nie widział nigdy zjawy, i przekonany o tym, iż mimo pozorów stojąca przed nim dziewczyna jest żywa, chciał jej pomóc zejść z drogi, w którą przez przypadek wkroczyła, a teraz z każdą chwilą coraz bardziej pogrąża się w mroku, a jej myśli obejmujące tylko jedną myśl, starają się podjąć decyzje, wywołaną emocjami i natarczywymi iluzjami nacierającymi zewsząd. Jednak czy na prawdę to jest tym czego pragnie dokonać? Czy na prawdę pozwoli wchłonąć się pustce pozostawiając to co skryte za czarnymi obłokami burzy ? Możliwe, może nie posłucha mężczyzny i skoczy, a może wyjdzie z zatracenia by stworzyć szansę na lepsze dni.
Kobieta słysząc spokojny głos czarnowłosego odwróciła się powoli, chwiejąc na boki. Słysząc jej pierwsze słowa mężczyzna przedstawił się tajemniczej damie.
-Mów mi Khusara-czarnowłosy wpatrywał się w kobietę, wyglądała na zmarzniętą, zmęczoną, ale mimo to jej głos jakby idealny i delikatny, ani trochę nie zmieniał tonu, utrzymywał się tak pewnie i cicho, ale zarazem tak doniośle, że ciężko było uwierzyć, iż dziewczynie cokolwiek dolega. Mówiąc dalej przyznała, że nie liczyła na odbiorcę, czyżby chciała przekazać tą wiadomość światu ? By wtopiła się ona w dno potoku i wchłonęła przez ziemię zacierając swe ślady na zawsze ? Mimo to, Khusara został odbiorcą, przeznaczenie ? Przypadek ? Mimo, że mężczyzna nie wierzył w przeznaczenie, ciężko było mu uwierzyć w to drugie.
-Wiem czym jest ból oraz cierpienie, znam gorycz życia i wiem jak to jest nie mieć nic, ani nikogo. Dlatego pomagam, by nauczać innych jak sobie z tym radzić i pokazywać, że nie są sami. Nie nazywaj mnie bohaterem, jestem po prostu człowiekiem, jak ty-Odpowiedział on na pytanie dziewczyny, mówiąc szczerą prawdę. Nie wiedział, czy uda mu się jej pomóc, jednak jeżeli miał szansę, by skierować ją na właściwą drogę, czemu miałby tego nie robić ?
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 20:31

Misja D

And the smile upon my lips will stay forever, but inside it's always gone
Obrazek
7


Teraz, kiedy stała tuż przed tobą, ta laleczka z sogeńskiej porcelany, nie wyglądało na to, żeby się trzęsła, żeby jakiekolwiek dreszcze przesuwały się po jej ciele. Byłeś wystarczająco blisko, żeby dojrzeć gęsią skórkę na jej przedramionach i na tyle blisko, by czuć chłód tego miejsca, jakby powietrze tutaj spadło o parę stopni tylko dlatego, że ona dotykała ziemi w tym jednym, konkretnym miejscu. Nie zbliżyła się do ciebie pomimo twojej prośby, tak jak ty nie przekraczałeś niewidocznej granicy, którą nakreśliła. Pudełeczko Pandory, w której zamknęła się ona, jej myśli i natura wokół niej, a do którego chciałeś zdobyć klucz, by uchylić jej wieko, choć wiedziałeś, że bajka o Pandorze nie skończyła się za dobrze. Przynajmniej będziesz w stanie stanąć przed lustrem i powiedzieć: próbowałem. Czyste sumienie było filarem czystości myśli.
- Nanami. Nazywam się Nanami. - Mój Anonimowy Odbiorco. Już nie byłeś anonimowy. Posiadałeś twarz, imię i wiedzę, której nie posiadał nikt przed tobą. Być może posiądzie ktoś po tobie.
- Po prostu człowiek, co..? - Kobieta poszerzyła swój enigmatyczny uśmiech na blado-różowych wargach. Powietrze zrobiło się jeszcze chłodniejsze, twoje ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz na skórze. Wilgotna ziemia zaczęła pokrywać się szronem w błyskawicznym tempie. Lód ten zmierzał prosto w twoim kierunku. - Więc ja mogę zostać... po prostu złym człowiekiem? - Jeden z kącików jej warg wyciągnął się na moment mocniej w górę. Uniosła podbródek, nie była wcale taka niska, mierzyła koło 180 centymetrów. Smukła i dumna. Pani Śmierci.
Czy to może była po prostu Los, która postanowiła stanąć tuż przed tobą?
Nie ważne, jak długo przyglądałbyś się jej oczom, nie dostrzegałeś tam zła. To były oczy kogoś, kogo życie złamało - i nie stwardniała już w złamanym miejscu. Widziałeś takie nie jedno u tych, którzy witali Śmierć tak, jakby była ich starą przyjaciółką. Bez strachu. Ciepienie, ból, gorycz życia... wszystko przekształcone w jedną wielką chandrę, która stworzyła zamknięte azylum - jak zamknięta była Puszka Pandory. Klucza chyba nie było. Wyrzucono go do wody i pozwolono popłynąć z nurtem.
- Zrób to dla mnie - i ponieś mój krzyż. - Wyciągnęła w twoim kierunku ręce tak, jak matka wyciąga je do swoich dzieci, chcąc, by wpadły w jej ramiona i się przytuliły. Zamiast tego z ziemi zaczęły wystrzeliwać lodowe kolce - i mknęły one w twoim kierunku.

Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Górski kanion.

Postprzez Khusara Hatakame » 17 wrz 2018, o 21:27

Nagle coś się zmieniło. Dziwne, iż otoczenie nie wyglądało już tak jak na początku. Czarnowłosy czuł dość nagły spadek temperatury. Poczuł on chłód intensywnie dochodzący z pewnego miejsca, co dziwniejsze tym miejscem była ona. Przed chwilą jakże drobna i krucha dziewczyna teraz nagle przybrała na wzroście, zaczęła się uśmiechać. I to nie w taki sposób jaki by Khusara sobie tego życzył, wręcz przeciwnie. Jej uśmiech pokazywał szyderstwo, złośliwość i zawiść. Kim ona była ? Dlaczego tu stała, czy na prawdę zdawała sobie sprawę, że zastanie jakiegoś przybysza ? Jak tarantula, która rozwija swą sieć ,tak ona niepozornie rozwinęła swoją, czekając na ludzi pomocnych, a przez to często też nazbyt naiwnych. Takim człowiekiem stał się teraz on. Zdał sobie sprawę, że wpadł w sidła, jak bezwiedny jeleń. Dziwno to było uczucie, gdy z początku widzisz osobę smutną, która stoi na przepaści, lecz nagle i znikąd przybiera ona kompletnie inną osobowość, jej twarz zmienia się o 180 stopni. Zmieniała maski, ubierając je jak skarpetki, jednym słowem grała po mistrzowsku. Mimo wszystko nadal nie pojętym było kim albo czym ona tak na prawdę jest. A co jeśli ona nie istnieje ? A co jeśli dał się złapać w jakąś chorą iluzję ? Problem w tym, że jeśli faktycznie, to genjutsu, to wyjdzie z niego wykorzystując tylko kai. Ale jeśli okaże się to nie być iluzją to dostanie kolcami. Nie, to jest takie realne. Dobra, Czarnowłosy wiedział już co zrobi, jakie wykona ruchy. Mimo opanowania na jego twarzy widniało wielkie zdziwienie, nie spodziewał się ataku, a już na pewno nie ze strony..jej. Cóż plan był taki, by spróbować tych kolców uniknąć. Nie wiedział on czy ta zjawa, a może psycholka ma jakieś inne zabójcze umiejętności. Zastanawiał on się czy kobieta ta patrząca się na niego z podniesioną wargą, może używać ich nie przerwanie wtedy musiałby nieźle się nagimnastykować. lub znaleźć lepsze wyjście. Cóż za popołudnie, kiedy to człowiek czuję się na siłach by pomóc biednej zagubione dziewczynie, która próbuje popełnić samobójstwo, a tu nagle niewiasta zamienia się w żądną krwi morderczyni dodatkową posługującą się kekkei genkai. No trudno, kto mówił, że życie shinobi będzie proste ?
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 309
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Górski kanion.

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 21:52

Misja D

And the smile upon my lips will stay forever, but inside it's always gone
Obrazek
9


Ile razy te kolce były szybsze od ciebie? Dwa? Trzy? O wiele za dużo. Pojawiały się znikąd, wystrzeliwały z nieokreślonych kierunków, a twoje nogi... nogi, które miałeś niemal przymrożone do ziemi, czując prawie piekący dotyk lodu, zostały wyzwolone. Lód nie złapał ich na tyle mocno i nie usztywnił tak, żebyś nie mógł się poruszyć. A mimo to widziałeś śmierć swoimi oczami. Tymi pięknym, fijołkowymi tęczówkami, w których świat obijał się pięknem barw, gdzie świetliki i gwiazdy stanowiły jedność, bo między ziemią a niebem nie było żadnej przestrzeni. W tych oczach można się było zakochać. Opowieść, którą snuły i wszystkie historie, które widziały, dojrzewały jak jabłko na Drzewie Poznania, czekając na dłonie, które zachwycą się jego pięknem. Samotność nie była przecież stworzona dla takich jak ty.
Kobieta nie wzrosła nagle pod względem fizycznym. Nadal pozostawała tak samo drobna i niewielka przy tobie, nawet jeśli z bliska okazywała się nie być wcale taka maleńka. To nie chodziło o to, jaka była fizycznie. Chodziło o to, jak zatrważająca się wydawała. Góry kładły się do jej stóp i drzewa klękały - to tak? Na niebie zbierały się pojedyncze chmury, coraz więcej i więcej, ale ciepłe słońce nadal pomiędzy nimi prześwitywało dość swobodnie. Jaka szkoda, że to zdawało się tu nie docierać. Unikało przeklętego kawałka Ziemi, które zostało powitane przez Muerte.
Kolec tuż przy tobie wyrósł jakby wolniej. Albo to ty odkryłeś, że tak naprawdę nie poruszały się tak chaotcznie i miały swoją wspólną, ułożoną trajektorię. Wyrwałeś się szponom lodu i uskoczyłeś w bok, unosząc ręce, by złożyć odpowiednie pieczęci i...
- Nie! - Warknęła kobieta i gwałtownie opuściła ręce w dół. Lodowa ściana wyrosła wokół was, odcinając od reszty świata. Pozostawało tylko iść do przodu. I modlić się o to, żeby spaść w przepaść. Za tobą lód, przed tobą Otchłań - wybieraj. Życie shinobi nie było łatwe głównie przez to, ze obfitowało w trudne wybory. Innymi słowy - nie miałeś z czym się podmienić.
Twoja Pani, której przybyłeś na ratunek, odetchnęła ciężko. Opuściła nieznacznie powieki, ciemna linia rzęs rzuciła cienie na jej policzki - wyglądała, jakby się zmęczyła. Jakby postawienie tej lodowej fortecy, która zamknie was tu razem, wykończyło ją bardziej, niż chciałaby przyznać. Kolana lekko się pod nią ugięły, ale utrzymała się na nogach i ponownie wyprostowała, unosząc jedną rękę. Sygnał do tego, że zaraz znowu będziesz musiał zacząć tańczyć na lodzie.

Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nami-shin (Osada Rodu Hōzuki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość