Dzielnica portowa

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Sora » 23 lip 2018, o 13:03

13/15
Misja D


Logika jest rzeczą przeznaczoną dla tych, którzy mają czas ją wykorzystać, tylko czy jej brakiem było pospieszanie kogoś w obecnej sytuacji? No, to już zależy kto co uważa za logiczne, skoro trzeba było działać to upiększanie wydarzeń nadmiernymi słowami było stratą najcenniejszego surowca. Złapanie mężczyzny nie było niczym trudnym, węże odwaliły całą robotę, pozostało tylko oddać go straży, no ale Chiaki z racji na swój wiek zapewne miał zamiar walnąć jakąś umoralniającą przemowę, albo po prostu pastwić się nad biednym złodziejem. Orzeł stał zaparkowany przed wejściem do zaułka, blokując wejście, właściwie mógł zrobić co chciał, nie było świadków, z resztą czy ktoś by się przejął. -Puść mnie! Mam pieniądze!- Krzyczał zdesperowany, sądząc po głosie dość młody chłopak. Właściwie czy to aż taka zła propozycja? Moralnie może tak, ale w końcu mógł zarobić na boku, ratując człowieka przed wyrokiem. Jeśli postąpi moralnie zapewne dalej niektórzy będą na niego patrzeć podejrzliwie, może nawet nic nie dostanie za właściwie to ryzykowaniem życia. Czy nie zasłużył na coś więcej, niż nieufność? W końcu za wykonaną pracę należy się nagroda, a Chiaki uratował już dzisiaj jedno życie.
Sora
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Saburō Hokusai » 23 lip 2018, o 15:11

Nie rozumiał jej... była bardzo zmęczona, po tym pojedynku wypluła z siebie na pewno multum chakry. W końcu ledwo stała na nogach. Dlaczego nie chciała odpocząć? Wolała iść do osady i ryzykować zemdleniem niż chwilkę posiedzieć do uzupełnienia jakiejś części zapasów. Rozumiał, że musiała zakupić nowe ubrania, bo te się do niczego nie nadawały, ale było na tyle czasu, że parę godzin na pewno by ich nie zbawiło. Wyznawca poprawił swój kaptur, który zsunął mu się lekko z głowy podczas pojedynku, aby przysłonić włosy. Jak chciała tak zrobił. Obydwoje udali się wolnym krokiem w stronę osady, po nowe ubrania. Podróż pieszo minęła im spokojnie. Po drodze nic się nie wydarzyło, były to raczej bezpieczne tereny ze względu na fakt, że niedaleko leżała wioska słynnego klanu o czerwonych oczach. Jednego udało mu się już spotkać i trzeba było przyznać, że te oczy wyglądają naprawdę niesamowicie. Ciekawy był natomiast na co te oczy pozwalają i jakimi technikami można się posługiwać dzięki nim. Może w przyszłości by sobie takie załatwił? Nim się obejrzał byli już w wiosce. Pierwsza myśl jaka go napadła to że w porcie mogą znaleźć potrzebne rzeczy. W końcu to tam kupcy z różnych stron świata rozkładają najróżniejsze towary i nimi handlują. Na znalezienie jakiegoś ubrania dla Sory będzie to idealne miejsce.
- W porcie znajdziemy ciekawe rzeczy.
Po tych słowach ruszyli aż przed ich oczami nie pojawiło się morze, zapełniony port i miliony kupieckich stanowisk. Jak to mówią, do wyboru do koloru. Teraz już czekał na decyzję Sory gdzie się udadzą. Jego płaszcz może był strasznie zniszczony, ale nadawał się jeszcze do użytku. Będzie musiał sprawić sobie nowy, ale jeszcze nie teraz. Na razie muszą zadbać o jakieś wdzianko dla dziewczyny.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Sora » 23 lip 2018, o 15:23

Fabuła
Sora szła z trudem, raz po raz potykając się o bardziej i mniej istniejące przeszkody. Nie lubiła tego uczucia, nadużyła darów Amaterasu, a teraz pokutowała za to wyczerpaniem. Co jakiś czas przechodziło jej przez myśl by przystanąć i odpocząć, jednak odganiała ją od siebie. Wizja spędzenia czasu w cieple i wygodzie była zbyt kusząca. Do osady dotarli bez problemu, na miejscu jednak niebieskooka czuła się nieswojo. Nie chciała być rozpoznawalna w tłumie ludzi, jednak
nie miała wyboru, mocno zniszczona koszulka nie była w stanie zapewnić jej nawet szczątków anonimowości, musiała pogodzić się z faktem, że wielu pozna jej twarz. Tylko czy było to rzeczywiście coś tak złego jak sądziła do tej pory? W końcu jeśli ludzie będą kojarzyć ją jako dobrą osobę, dużo prościej będzie udawać jej kogoś kto nie zrobił niczego. Z jej wieczną młodością, udawanie niczemu niewinnego dziecka nie stanowiło najmniejszego problemu. -To chyba najlepszy pomysł.- Odpowiedziała dość krótko, marnowanie sił na niepotrzebne słowa nie byłoby mądre.
W końcu dwójka dotarła do pełnej ludzi dzielnicy portowej, znajdowało się tam wielu kupców, klientów, ale i żebrzących nędzarzy, w obecnym stroju najpewniej przechodzący obok ludzie brali ją za członkinię tej trzeciej grupy. Dwójka morderców kroczyła między nieświadomym niczego tłumie, aż Sora nie postanowiła zatrzymać się przy jednym ze stoisk, gdzie pewna kobieta przed sobą rozłożone miała różnokolorowe kimona. Niebieskooka wybrała białe w fioletowe kwiaty i tyle... No prawie, tyle. Gdy kobieta podała cenę zaczęły się problemy. Dziewczyna wyjęła swoją sakiewkę i zaczęła przyglądać się monetą, kilka razy próbowała zapłacić, jednak kobieta wciąż mówiła, że za mało... No cóż, nie każdy potrafi liczyć...
Sora
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Saburō Hokusai » 23 lip 2018, o 15:43

Szli przez port mijając kolejnych przechodniów jak i kolejne stoiska. Chyba żadne nie pasowało dziewczynie, a on nie wiedział czego szukać, bo nie powiedziała mu co chcę kupić. Pojęcie ubrania było bardzo ogólne. Westchnął drapiąc się po głowie. Jego oczy przystanęły dopiero na jednym stanowisku gdy dziewczyna zaczęła oglądać kimona. Czyli to tego szukała? Popatrzył co wybiera podchodząc razem z nią do pewnej kobiety. Spodobało jej się jedno. Białe kimono w fioletowe kwiaty... był jednak ciekawy czemu akurat ten typ ciuchów chce kupić.
- Czemu akurat kimono?
Dziewczyna już była gotowa do zapłaty gdy okazało się, że baba jej nie sprzedała. Sora dawała za mało monet, przez co kobieta nie chciała jej stamtąd wypuścić. Gdyby nie było tutaj tak tłoczno to chłopak wziąłby sobie to po prostu nie płacąc, ale w chwili obecnej byłoby to nierozsądne posunięcie. Wyjął on swój mieszek z kieszeni i rzucił kobiecie odpowiednią kwotę, po czym mogli odejść z przedmiotem ze stanowiska.
- Teraz przydałoby się gdzieś zatrzymać i odpocząć, jakiś pomysł?
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Sora » 23 lip 2018, o 15:58

Fabuła

Wybory bywały proste i trudne, a czasem nie było ich wcale. Dlaczego akurat kimono? To nie było dobre pytanie, odpowiednim byłoby raczej dlaczego nie kimono? Sora sama nie miała pojęcia dlaczego wybrała taki strój, nigdy go nie miała, nie wiedziała nawet czy to wygodne, ani dokładnie jak się zakłada. Z jednej strony było ładne, ale niebieskooka jakoś nie przywiązywała do tego większej wagi. -Nie wiem- Odpowiedziała krótko. Czasem nie ma odpowiedzi na dane pytanie, a nawet jeśli jest to nie da się jej dociec. Płacenie trwało chwilę, jednak zbyt długą by Saburo wytrzymał to nerwowo. Sora nie przywykła do płacenia czy zakupów, wiedziała jak to działa, ale nie potrafiła liczyć. Dużo, mało, te pojęcia rozumiała, ale kiedy ktoś podawał jakąś konkretną liczbę, zwłaszcza większą od dziesięciu, nie miała pojęcia o co chodzi. Jashinista zapłacił za nią i gotowi byli, by ruszyć dalej. -Z Kazuo czasem nocowaliśmy w jednej tawernie, jest niedaleko.- Powiedziała łapiąc Saburo za rękę i prowadząc do pobliskiej Tawerny. No, prowadząc to dużo powiedziane, z kimonem pod pachą, Saburo w jednej dłoni i parasolem, na którym się podpierała w drugiej nie było to takie proste...


z/t x2
Sora
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Chiaki Manano » 25 lip 2018, o 07:44

Tak, to był ten facet który uciekał z miejsca zbrodni. Był unieruchomiony przez moje węże zagłady. Podszedłem do niego, powiedziałem co powiedziałem, a ten zaczał krzyczeć. Chciałem mnie przekupić. Przełknąłem ślinę. Trochę mnie tym kupił, nie dosłownie oczywiście. Dobrze mi się nie powodziło. Z czasem moja popularność na moje dzieła spadła, jak już mówiłem wpadłem w monotonność, to i to co tworzyłem było takie byle jakie. Jako Shinobi też miałem jedną nadzieje, że uda mi się odbić od dołka biedy. A teraz kiedy mam szanse zarobić stoje nad dylematem. Zarobić, ale dać zbiec facetowi i spuścić biede, nędzę na poszkodowanych? Czy może zabrać go, posadzić, by on był biedny, pokrzywdzony i takie tam. Opuściłem głowę i przeżyłem wewnętrzną konwersację. Trwała tak parę chwil aż podniosłem głowę z błyskiem w oku.
-Zostaniesz postawiony przed sprawiedliwością. Jestem Shinobi. Moim celem jest dbanie o porządek.- te ostatnie słowa przeszły mi przez gardło jakby były tam szpilki, a to "shinobi". Nie czułem się nim. Czułem się jak ja, ale który ożył. Nie wiedziałem co o tym myślec, no o sobie.
Złapałem faceta i zacząłem ciągnąć do mojego orła. Jak go przyciągnąłem. Wskoczyłem na mojego wierzchowca, rozkazałem mu złapać w szpony mojego więźnia. Tak by nie wypadł podczas lotu i nic mu się nie stało. Wzniosłem się do góry, poleciałem w miejsce w którym była straż z którą wczesniej gadałem i zostawiłem im poszkodowanych. Dużo nie minęło, więc powinni tam być. Wylądowałem tam, mój orzeł powinien puścic faceta, ale moje węże jeszcze nie, zeby nie uciekł.
-Złapałem podejrzanego. Ma pewnie przy sobie pieniądze poszkodowanych.- i zasalutowałem. Nie wiedziałem dlaczego tak zrobiłem, ale zrobiłem to pod wpływem chwili.
Jak mi nie ufają to zapracuje sobie na ich zaufanie.


Spoiler: pokaż
Używany:

Nazwa
Orzeł

Rozmiary
Duży

Ranga B
Szybkość
120
Siła
100

Ranga S
Szybkość
150
Siła
120

Opis Całkiem przydatny w walce. Ogromne skrzydła mogą wznieść tumany kurzu na polu bitwy, a złapanie przeciwnika i uniesienie go wysoko ponad ziemię to dobry sposób na ograniczenie jego możliwości. Bardziej praktyczny w formie środka transportu, pozwalając na przemierzanie przestworzy bez opóźnień wynikających z terenu (traktowany jako koń). Orła nie zniszczy zwykłe uderzenie, posiada odporność na słabsze techniki (ranga D).



Nazwa
Chōjū Giga

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
50m

Miniatura
E: 7% | D: 6% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% | S+: 1 (za 12)

Mały
E: 16% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (za 6)

Średni
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (za 3)

Duży
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (za 1)

Monstrualny
D: 45% | C: 35% | B: 25% | A: 15% | S: 10% | S+: 5% (za 1)

Opis Technika, która polega na urzeczywistnieniu wcześniej namalowanych na płótnie zwierząt. Użytkownik za pomocą atramentu i pędzelka maluje określoną ilość i rodzaj bestii, co trwa dosłownie moment (szybkość procesu zależy zarówno od naszych statystyk jak dziedziny klanowej), po czym składa pieczęć Tygrysa skupiając się na malunku. Rezultatem jest wyskoczenie ze zwoju pełnoprawnych, twójwymiarowych replik narysowanych zwierząt. Posiadają szczątkową inteligencję, która pozwala im na wykonywanie prostych poleceń. Przykładowo zaatakowania kogoś, przemieszczenia się i powrotu bądź też pogoni za kimś. Dzięki temu zwierzęta zyskują funkcje zarówno ofensywną, jak i wspomagającą, mogąc przykładowo przeprowadzić zwiad czy przeszkadzać przeciwnikowi. Oprócz tego możemy kontrolować je samodzielnie za pomocą własnej woli, zyskując większą precyzję podczas wykonywania przez nie zadań. Wadą zwierząt jest zerowa wartość defensywna (poza nielicznymi wyjątkami), twory rozpadają się pod wpływem każdego ciosu wymierzonego w nich bądź po zranieniu bronią, wystarczy nawet kunai (ale nie senbon).


KEKKEI GENKAI: Chōjūjutsu - Gazo: B
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 65% -10% za kruki = 55
Chiaki Manano
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Sora » 25 lip 2018, o 14:20

15/15
Misja D


No cóż, oddać pieniądze prawowitym właścicielom i samemu nie mieć z tego nic, poza zmarnowanym czasem i energią czy puścić wolno doszłego, albo i nie mordercę w zamian za oszczędności tamtego mężczyzny? Moralność czy pieniądz, co może być ważniejsze dla podupadłego ekonomicznie artysty, który nie czuje się shinobim? Odpowiedź jest prosta pieniądze dobro nieznajomych, rzecz jasna. Chiaki przedstawił to jednoznacznie, nawet jeśli nie czuł się bohaterem to chyba właśnie nim zostawał, przynajmniej dla tych dwóch osób, których przyszłość zależała od niego. -Ratujesz ich za darmo?!- Krzyknął chłopak, licząc że może tymi słowami uświadomi, niestety zdecydowanemu już mężczyźnie nie w głowie było dorabianie na boku. Zatargał chłopaka do ptaka, zamiast rozkazać mu pochwycić związanego i poleciał w stronę zachodzącego słońca. No może nie zachodziło, ale kierunek się zgadzał, a tam czekała na niego straż próbująca dość skutecznie połatać mężczyznę. Radości nie było końca... No może było, strażnicy odebrali podejrzanego, kobieta odzyskała sakiewkę, a nasz Chiaki pozostał bez nagrody, tak minął kolejny zwykły dzień w Sogen.

-------------------------------
Koniec misji
Sora
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Chiaki Manano » 26 lip 2018, o 18:22

-Tak, ratuje ich za darmo, takim jestem debilem.- no dokładnie nim byłem, ale co zrobić, wolałem pokazać się z lepszej strony dla moich Uchiha, którym zawdzięczam bezpieczeństwo od małego do teraz oraz trening na Shinobi, którym nie czuje że jestem, ale okej.
Odstawiłem wszystkich. Straż odebrała więznia, kobieta zabrała sakiewkę i sobie poszli. Zabolało to. Bez żadnego dziękuje, uściśnięcia dłoni, uśmiechu, ani pocałuj mnie w dupe. Poczułem się jakbym nic tutaj nie zrobił, jakbym po prostu podszedł, zobaczył co się stało i odszedł. No ale na co mogłem liczyć? Na oklaski? No trochę. Przez ten moment naszła mnie myśl, że mogłem zabrać pieniądze. Westchnąłem ciężko, wsiadłem na mojego ptaka i odleciałem. A przy okazji pisałem kolejne haiku, które ukazywało mnie.


Chciałem być ostatecznym sprawiedliwym
Łapówki nie wziąłem
Nikt mi nie podziękował niech się pocałują w dupe.


z/t
Chiaki Manano
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Shikarui » 2 wrz 2018, o 17:08

Misja D
Hoist the colours high.
Obrazek
1


Sogen zasypiało głęboką nocą i budziło się do życia wczesnym rankiem. W szumie morza, przy słodkim dotyku słońca na twarzy i z płucami zalanymi zdrowym jodem, który pozwalał oddychać piersią. Bitwy morskie, walki klanowe - wszystko to toczyło się z daleka. Mieszkańców nie dosięgał rozprysk krwi i łamanych domów, które przewracały się jak domki z kart ustawiane przez dzieci i dorosłych w karczmach, kiedy mogli odpocząć od pracy i szukali zajęcia. Plamy krwi nie barwiły ulic, a ogień nie rysował łuny nad dachami. Nie musiałaś być obeznana w polityce, nie musiałaś zagadywać każdego i czytać porannych wiadomości, nawet nie musiałaś dobrze rozglądać się po tablicach ogłoszeniowych - to, co działo się w Kami no Hikage i to, co aktualnie działo się na pustyni i pomiędzy Hyuga oraz Yamanaka było wiedzą powszechną. Szeptem i krzykiem krążyło po ustach, jedni komentowali dramatycznie, inni łapali się za brzuchu i śmiali - bo jakie głupie, jakże wielce głupie to pokolenie shinobi, że tak szybko szukają zwady... To nie były tereny dla ciebie. To nie były misje, których mogłaś się podjąć i wiedziałaś o tym aż za dobrze. Gdzieś tam, poza granicami bezpiecznego Sogen, toczyły się walki o ludzkie życia. Nikt tam nie pytał, czy nie jesteś spragniona i nikt nie oferował nawet skrawka pomocnej dłoni. Tam rozrywali się, szarpali, gryźli. Krzyczeli. A ludzki krzyk, jak okrzyk banshee - ściągał jeszcze więcej krwiożerczych potworów. Najgorsze w nich było to, że każdy z nich przybrał się w skórę ludzką.
Bezkarnie cytrynowe popołudnie gwarantowało to, co tylko najlepsze z cytryn - świeży sok, dopiero co wyciśnięty twoimi dłońmi. Dni mijały błyskawicznie i równie szybko przemijało twoje życie, a ty? Zatrzymana w miejscu, nie czująca na języku kwasoty cytryn, cieszyłaś się jego słodyczą. Nie było ręki, twardej i groźnej, która wsuwałaby się w twoje włosy, zaciskała na nich i ciągnęła w tył. Nie czaiło się zło w twoim cieniu, które nawiedzałoby cię w snach. I nie było też żadnego Sogeńczyka, który by cię wypraszał. Byłaś w porządku dla nich, więc i oni byli dla ciebie. Pracowałaś, więc ci płacili. Nie węszyłaś - więc nie oskarżali. Lecz oceniali - to na pewno. Przy porcie, przy którym zabłądziłaś, zebrało się sporo ludzi. Ciemny żagiel statku wznosił się nad portem ponurym cieniem, wspinając do błękitnego nieba, jak krucze skrzydła, które chciały przysłonić rzeczywistość. Blakło słońce, słodkie cytryny stawały się bezosobowe. Jałowe. Podziurawione żagle, lekko opalony maszt i flaga, potargana, która powiewała na szczycie. Flaga czarna, bez oznaczeń rodowych czy prowincjonalnych. Człowiek ściskał się do człowieka, wszyscy stawali na palcach, niektórzy próbowali przecisnąć się do przodu, żeby sprawdzić, co się dzieje. Ściana ludzi - o wiele gorsza niż ta kamienna. Po tej kamiennej przynajmniej można było przejść.

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1305
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Asaka » 2 wrz 2018, o 18:39

Dość często przychodziła do dzielnicy portowej. To były widoki, których nie miała w Daishi – tam to tylko góry i las, i góry i las. Kochała góry i las, tam był jej dom i serce, wśród dzikiej zwierzyny i jeszcze dzikszych potokach i gęstwinach. Nawet, jeśli życie ją nie rozpieszczało już od najmłodszych lat; nawet jeśli musiała o swoje walczyć pięścią i kopniakiem od małego. Po trochę tęskniła do domu i wiedziała, że z radością tam wróci, choćby tylko na chwilę – ale jeszcze nie teraz. Może nawet zwłaszcza nie teraz. Nawet gdyby chciała, to nie miała możliwości się tam dostać. Daishi było odcięte przez wojnę między Yamanaka i Hyuga, a ona nie była głupią gąską, żeby przechodzić przez zamknięte granice. No i nie miała takiej potrzeby. Gdyby musiała – to śpiewałaby inaczej. I na pewno by coś wymyśliła, bo gdy bardzo czegoś chciała, to nie szczędziła na środkach. Wspominałam już, że miała naprawdę głupie pomysły? No to miała. Problem polegał na tym, że trudno było przewidzieć moment, w którym taki przyjdzie jej do głowy. Na razie, na całe szczęście, była rozważną kunoichi. Wierzyła też, że z każdej sytuacji da się wywinąć. A złapane mocną dłonią włosy – uciąć.
Przychodziła więc tutaj, żeby nacieszyć oczy tym, czego nie miała w domu. Wielkie statki, pod różnymi banderami, przybijały do portu, ludzie różnej maści wysypywali się na ląd, mieszali, słychać było różne akcenty, czasami nawet tak dziwne, że dla białowłosej niezrozumiałe. Gwar, śmiechy – ogólnie: hałas. Przychodziła tutaj, żeby wryć sobie w głowę obraz czegoś, za czym tęsknić nie będzie. No i z ciekawości. Mori była wyjątkowo ciekawskim dziewczęciem. Nie wszędzie wściubiała swój prosty nosek, ale po prostu lubiła wiedzieć. Lubiła wiedzieć, gdzie można się zakręcić, tutaj komuś pomóc, zarobić. A że była dość… rzucająca się w oczy, to często ją zaczepiano.
Ludzi była chmara; nagle okazywało się, że nie ona jedna była ciekawską dziewuszką. Stawanie na palcach nic nie pomagało, bo stali przed nią wyżsi (o co, serio, nie było trudno). Na szczęście jeszcze nie ucięto jej rączek i miała łokcie, a już od najmłodszych lat wiedziała jak ich używać. Zaczęła się więc rozpychać, taranując ludzi swoim małym ciałkiem i wspomnianymi łokciami. Celowo deptała też ich po stopach, rzucając w eter puste „przepraszam!” – wcale nie było jej przykro. Chciała bardziej przyjrzeć się temu, co miało miejsce i podziurawionym flagom, złowieszczo łopoczącym na wietrze.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 769
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Shikarui » 2 wrz 2018, o 19:56

Misja D
Hoist the colours high.
Obrazek
3


Nikt by teraz na ciebie nie spoglądał. Może prócz tego chłopaczka, który w tłumie widział równie wiele, co ty, a nawet mniej, bo jego wzrok zatrzymywał się na nogach i biodrach cisnących się ludzi, kiedy tak kurczowo trzymał się tuniki swojego wujka, taty, dziadka - kimkolwiek akurat był ten opierający się o ramiona przechodniów mężczyzna. Nic nie znaczące elementy krajobrazu zlewające się w jedno, elementy układanki pozornie kompletnie błahe. Maleńki puzzel rzeczywistości, bez którego obraz nigdy nie miał szansy stać się całością.
Mewy skrzeczały nad twoją głową. Twoją i głowami wszystkich, którzy się tutaj zebrali. Słońce prześlizgnęło się po twoich ramionach i przygładziło twoje włosy, kiedy rozgarnęłaś pierwszą dwójkę ludzi ramionami, próbując się dostać bliżej źródła,k które jako jedyne było w stanie pomóc ci pozbyć się pragnienia, które się w tobie narodziło. Niekontrolowana pokusa, której można było się pozbyć tylko wtedy, kiedy się jej uległo. Więc uległaś.
- Hej! - Kurwa, daruj sobie! - Kurwa, co za... - Komentarz gonił komentarz, ale te nie goniły już twoich uszu przysłoniętych zebranych w warkocz włosami. Przedzierałaś się do przodu, przeciskałaś, szukałaś luk, gdzie wielcy ich by nie dostrzegli. Minusem było to, że jak to taka zbieranina ludzi - capiło potem. Przynajmniej ta część portu nie była zawalona rybami, więc dramatyczna mieszanka nie podsadzała żółci do twojego gardła, która czyniłaby z twoim żołądkiem wielkie salta w tył. W przód zapewne też.
Wysunęłaś się naprzód, niemal wypadłaś do przodu, kiedy w końcu powietrze dotarło na powrót do twoich płuc i kiedy nie było już gdzie szukać oparcia. W tym i oporu obcych ciał. Wiatr porwał pojedyncze włosy, które zdążyły się wysunąć z warkocza, uderzył przyjemną bryzą w twoje policzki i poprowadził wzrok tam, gdzie Los już zaplótł na grzywie swego rumaka cudną kokardę - prosto do strażników, którzy odgradzali zdewastowany statek o czarnych żaglach, który rzucał cień na tuszę. Tuż obok niego cumował podniszczony statek sogeński. Ten pięknił się tutejszymi barwami i kuł smutkiem przez sczerniałe fragmenty i podarty materiał, który zwisał smętnie z tego, co kiedyś miało być głównym żaglem. Nie było wzniosłej chwili wygranej, wiwatów, szczęścia zwycięstwa i poskromienia pounrego statku. Byli zmęczeni marynarze, którzy smętnie siedzieli na ziemi, medycy, którzy zajmowali się tymi, co leżą i naprawdę spory oddział strażników, z których część zajmowała się oddzielaniem cywilów, ale ta największa oddzielaniem statku od... czego w sumie? Może oni nie oddzielali tłumu od statku.
Może to statek miał był oddzielony od tłumu.
- Złapali piratów? - (...) wiem, co dzisiaj na obiad... - (...) czuję, może być ciekawie. - Komentarz gonił komentarz. I te już mogły gonić i twoje uszy. Wczepiały się w nie jak kolekcja kolczyków zbierana latami, czekająca na pokazanie ich światu, by się upiększyć. A wiedza była wyjątkowo wspaniałym klejnotem.

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1305
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Asaka » 2 wrz 2018, o 20:56

Jeżeli Asaka miałaby powiedzieć czego nauczyła się o życiu przez te dwadzieścia dwa lata, które chodziła po ziemi, to tego, że trzeba walczyć o swoje. Chcesz czegoś? Walczysz. Nie chcesz? Też walczysz. Dzisiaj walczyła o dobry widok w zbiegowisku, o informacje dlaczego tu nagle tyle ludzi. Nie wyrosła? Trudno, trzeba zrobić tak, żeby cię zauważyli, albo tak, żeby móc zobaczyć. Torowała sobie drogę pośród tłumu niemalże tak profesjonalnie jak zbierała ziemniaki, i jak rozdeptywała stonki, i jak ratowała chłopca spod niedźwiedzich łap. Krótko mówiąc: wkładała w to całe swoje serce, cały arsenał umiejętności. Łokci i nóg używała nad wyraz dobrze. Zresztą… Przepchnęła się na sam początek tego tłumu, czyż nie? Reszta stała sobie na tyłach, podskakiwała, stawała na palcach, na skrzynkach, na beczkach, a ona? – Miejsce w pierwszym rzędzie. Komentarze? Obelgi? Przepływały poza nią, kompletnie się tym nie przejmowała. W swoim krótkim życiu już się tego nasłuchała. Mało było rzeczy, które robiły na nią wrażenie.
Była jedna rzecz, tak bardzo żywa w jej umyśle, że na samą myśl kręciło jej się w żołądku tak, że chciałaby go z siebie wyciągnąć. Ale nie było tego tutaj, to nie pot niemytych ludzi tak na nią działał i nie smród ryb. Ale to opowieść na inny czas.
Asaka musiała odgarnąć niesforne kosmyki białych włosów, które postanowiły wydostać się z ciasnego splotu warkocza, nim w ogóle dobrze przyjrzała się temu, co miała przed oczami. Statek… Dwa – był to dowód, że potrafi liczyć co najmniej do dwóch – właściwie; jeden o czarnych jak noc żaglach, a drugi pod sogeńską banderą. Oba zniszczone. Oba o poszarpanych flagach, sczerniałych kadłubach, tak różniących się od koloru nieco wilgotnego drewna, z którego zostały zbudowane. Wnioski nasuwały się same – tym bardziej, że czarne barwy również kojarzyły się z jednym. Piraci. Walka. Historia zataczała koło, bo… chcesz coś osiągnąć? Walcz!
Dopiero, gdy już napatrzyła się na statki, skierowała spojrzenie na ludzi kotłujących się przy molo. Strażnicy, medycy, marynarze… Nie widziała stąd co dokładnie się tam działo, ale też przyszła tu już w momencie, gdy chyba było po wszystkim. A przecież tam nie podejdzie, nie będzie bawić się w mijanki ze strażnikami.
– Przepraszam, co tu się właściwie stało? – odwróciła głowę za siebie, zwracając się do ludzi stojących najbliżej nich. Jej miękki akcent od razu zdradzał, że nie jest stąd – zresztą tak samo jak nietutejsza uroda. A skoro nietutejsza – to jaka?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 769
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Shikarui » 3 wrz 2018, o 07:52

Misja D
Hoist the colours high.
Obrazek
5


Pod skrzydłami tych żagli walka już opadła. Pozostał kurz, krew i usypanie kurhanów na pamiątkę tych, którzy odeszli. Przynajmniej tak by to wyglądało w stronach Asaki, a tutaj? Trzy, może cztery ciała wynoszone właśnie ze statków. Dołączyły do paru innych, nakrytych ciemnym materiałem, który miał ich chronić przed widokiem postronnych, ale nie tą trójkę, jeszcze nie. Blondwłosa kobieta zbliżyła się do nich i dotknęła ich szyi po kolei, sprawdzając zapewne puls. Czy raczej - chcąc potwierdzić to, że ich serce przestało bić i żadna magia nie zdoła zbudzić ich do życia. Podniosła się, otarła rękawem czoło. Nie było na jej twarzy chęci do walki, jedynie przegrana. Wygasłe chęci do walki już zakończonej, która choć zwycięska nie rozchodziła się trąbami walkirii w powietrzu. Anielskie istoty zabierały mężów do raju i nagle był to problem wszystkich wokół - tylko nie ich samych.
Pytanie, które zadałaś, zatonęło we wrzasku mew i ludzkich głosów. Rozpłynęło się, jakbyś nigdy nie otworzyła ust, nigdy tutaj nie zaistniała. Ty, mała, nic nie znacząca w obliczu tłumu. Ty - jedna jedyna, która wydawała się tutaj posiadać umysł i który to świat kręcił się właśnie wokół ciebie. To miała być twoja historia - jedna z wielu. Maleńki urywek, który miał składać się na twoje doświadczenia i przeżycia, które wyniesiesz z tego miasta. Wydawać by się mogło, że zupełnie nikt nie zwrócił uwagi na ciebie, twoje pytanie i chęć zgaszenia ciekawości. Tylko twarze, zupełnie obce, chociaż niby tak barwne, zwrócone do siebie, albo na centrum wydarzenia, jedna para oczu, która tylko się po tobie przesunęła, ale uznała, że to chyba jednak nie ty się odezwałaś. Albo i ta twarz niczego nie chciała uznawać.
- Flota sogeńska poskromiła Czarnego Kła. - Odezwał się kobiecy głos w twoim kierunku. Starsza kobieta, może koło czterdziestki, o suchej skórze, niesamowicie chuda, ale nie wychudzona do niezdrowego stopnia - ot, taka jej uroda, nachyliła się nieznacznie w twoim kierunku, żeby nie musieć krzyczeć, kiedy do ciebie mówiła. Była od ciebie wyższa prawie o półtorej głowy. Pokazała ręką na statek w porcie, choć... to było dość oczywiste, który to ze statków. - Część piratów pojmano, pewnie będą ich wypytywać, gdzie mieli swój port. - Niewiasta nie była przytłoczona ciężarem zapłaty, jaki flota musiała dać w zamian za to zwycięstwo. Była zadowolona i podekscytowana, jej oczy lśniły w promieniach słońca. Jak taka kokoszka, która czeka tylko na najdrobniejszy moment do ploteczek i czuwa nad wszystkimi nowinkami. A może po prostu była dumna z tego zwycięstwa, nawet pomimo ceny? Tak, dumna. Ta kobieta wydawała się dumna.
Grupa strażników odprowadzała właśnie na bok... więźniów? Piratów? Nic nie było widać przez ich lśniące zbroje.
- Shinobi, kunoichi? - Jeden ze strażników przechodził szybkim krokiem od twojej prawej - czyli z tej, gdzie własnie stała grupa strażników otaczając piratów. - Jeden-dwóch ninja potrzebny do przypilnowania więźniów!

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1305
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Asaka » 3 wrz 2018, o 09:21

Patrzenie na śmierć innych nigdy nie powinno być łatwym widokiem. Asaka nie znała tych ludzi, prawdę mówiąc nawet ją nie obchodzili – po prostu stała tutaj i patrzyła na to, jak różne kulturowo jest Sogen od jej rodzinnych stron. Uczyła się? Pośrednio. Martwe ciała nie robiły na niej żadnego większego wrażenia. Już się na takie w życiu napatrzyła. Za swoją matkę, na babkę – zaropiałe i wymęczone chorobą. Im nie usypano kurhanu. Wszystko trzeba było spalić. Pytanie co zamierzali tutaj…? Nie widziała nigdzie żadnych cmentarzy, więc może robią to samo – palą…? Nie wiedziała. I prawdę mówiąc nagle nie chciała się dowiedzieć.
Już myślała, że nie doczeka się żadnej odpowiedzi. Że pytanie, które zadała, rozpłynęło się w eterze, niesione wiatrem gdzieś daleko, wraz z ciągłym skrzekiem mew. Albo, że została przez te mewy zakrzyczana, bo ptaszyska krążyły im nad głowami i darły dzioby niemiłosiernie. Za tym też nie będzie tęsknić. Nie lubiła być ignorowana – mało brakowało (no dobrze, kłamię, brakowało całkiem sporo), a sama by się nastroszyła jak te głupie mewy, bo nie dostała żadnej odpowiedzi. Nikt nie lubił być przecież ignorowany, ani niedosłyszany. I gdyby okoliczności były troszeczkę inne, to Asaka wzięłaby to bardzo do siebie. Gdy brała – żarty się kończyły. Bo akurat z dumą rozumiała się bardzo dobrze. Swój na swego w końcu trafi – może to właśnie dlatego taka, a nie inna, osoba w końcu odpowiedziała na jej pytanie, przynajmniej częściowo gasząc ciekawość. Białowłosa odwróciła głowę do źródła głosu, by móc spojrzeć na jedną, jedyną osobę, która postanowiła jej nie ignorować. Starsza kobieta nachylała się do niej; nie było widać w niej smutku czy przerażenia, tylko jakąś niezdrową fascynację tym, co działo się kawałek dalej.
Podążyła wzrokiem w kierunku, który wskazała jej kobieta – było to zbędne, już się napatrzyła na dwa okręty. Kiwnęła, na potwierdzenie, że rozumie i w ramach podziękowania za wyjaśnienia. To nieco rozjaśniało sytuację i tylko potwierdzało to, czego sama po części się domyśliła. Ale domysły, a rzeczywistość… Dwie różne sprawy, które kunoichi bardzo wyraźnie rozróżniała.
Powróciła do oglądania tego, co się działo. A choć nie działo się jakoś wiele, to ludzi i tak ciągle tutaj stali i wydawało się, że tylko ich przybywało niż ubywało – ot, fortunę można oddać za to, by oderwać się na chwilę od codzienności i pracy, by poddać się oglądaniu spektaklu, choćby najnudniejszemu. Sensacja goni sensację i ciekawe ile historii już wymyślono w tym tłumie?
Shinobi, kunoichi – te słowa wyrwały ją z zamyślenia, w które wpadła i żółte oczy skoncentrowały się na strażnikach, którzy prowadzili jakichś ludzi. Cóż, łatwo można było założyć, że w zbiegowisku znajdowało się więcej użytkowników chakry, niż tylko ona. Ale to ona stała z przodu i nie musiała się już przeciskać przez tłum – a ci stojący trochę dalej pewnie nawet nie usłyszeli wołania mężczyzny. Asaka westchnęła. Nie powinna się w to mieszać, to nie była jej sprawa, nawet nie była stąd, ale cholerne poczucie obowiązku nie dawało jej spokoju. Zresztą jak zawsze. I znowu było jak zawsze. Zamiast udać, że to nie do niej, zrobiła coś kompletnie odwrotnego; krok do przodu. Jej rodzina odwaliła kawał dobrej roboty, bo po raz kolejny wychodziło to, że nie mogła tak po prostu zignorować swojej pracy, skoro wyraźnie o to proszono.
Nie wyglądała jak typowy, szary obywatel. Kabura na broń na udzie była sama w sobie pierwszą wskazówką.
– Zgłaszam się na ochotnika – nie była zachwycona tą wizją. Ale… ach, raz kozie śmierć. To chyba powinno być jej nindo, bo wszystko robiła właśnie z takim przekonaniem.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 769
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Shikarui » 3 wrz 2018, o 22:18

Misja D
Hoist the colours high.
Obrazek
7


A jak nie śmierć kozie to na pewno stomce.
Krok strażnika był żywy, pewny. Bardzo szybko odłączył się od strażników i zaczął kroczyć przed tłumem, jakby był generałem, który właśnie sprawdza morale swoich wojsk i ich gotowość do walki. Zero znudzenia, ospałości jednostek, które często włóczyły się po mieście, albo stały na warcie udając, że coś robią, bo poza udawaniem nie robili w rzeczywistości czegokolwiek. Może ten mężczyzna miał za sobą parę wojen? Wyglądał na takiego. Ludzie, którzy widzieli zbyt dużo śmierci mieli po prostu inne oczy. Dokładnie takie, jakie miał ten Kapitan - oczy kogoś, dla kogo nagła śmierć nie byłaby żadnym zaskoczeniem. Zatrzymał się przed tobą, może ze dwa kroki, kiedy ty wyszłaś do przodu ten jeden i zatrzymał na tobie swoje ciężkie spojrzenie. Przez zbroję nie było widać jego mięśni, ale nie było żadnych wątpliwości, że mięśnie miał ze stali. Jego duża dłoń opierała się na rękojeści miecza przy boku - solidnego, dumnego i nie obnażającego jak na razie swego ostrza. Zlustrował cię spojrzeniem od góry do dołu i machnął na ciebie głową, dając znać, żebyś przestąpiła magiczną linię, której cywile przestępować nie mogli - no i żeby strażnicy, którzy tutaj czatowali, cię nie zatrzymali. Dwóch z nich, stojących najbliżej, zerknęło na ciebie i obczaiło cię dosadniej niż kapitan, który najwyraźniej ostatnie o czym myślał to twoja egzotyczna uroda.
- Shinobi, kunoichi! - Nawołał znów - przez tłum przecisnął się do przodu młody chłopak,miał może szesnaście wiosen - czarne włosy i czarne oczy, jak dwa węgielki, w których wysepka źrenic była rozróżnialna tylko wtedy, kiedy wystarczająco jasno świeciło słońce.
- Ren Uchiha na rozkaz! - Zameldował się, jeszcze tylko by brakowało jakiegoś salutu, ale chłopak nawet darował sobie stawanie na baczność. Nawet jeśli strażnicy byli przedstawicielami prawa, to najzwyklejszy Doko zawsze budził respekt. Tych, co potrafią władać chakrą, nie było tak wielu, żeby nie zachwycać się ich zdolnościami. Nawet jeśli ludzie już zdążyli się dawno temu do nich przyzwyczaić. Kapitan i na niego machnął głową i już nie szukał dalej - zawrócił i skierował się do grupy strażników, którzy otaczali więźniów - teraz już łatwo było to wywnioskować. Gestem dał znać, żebyście podążyli za nim.
Więźniów było sześciu. stali w rządku, skuci w kajdany, jeden z nich miał przepaskę na oczach i całkowicie zablokowane ręce - ten był jeszcze bardziej oddzielony od reszty, a strażnicy przy nim stojący byli wyraźnie spięci. Chociaż tak na dobrą sprawę wszyscy tutaj wydawali się spięci. Czymkolwiek był Czarny Pazur musiał być statkiem, który mocno wdał się tutejszym we znaki, bo szum wydawał się mocno niecodzienny. Z drugiej strony czy znałaś na tyle dobrze Sogen, żeby to oceniać?
- Z jakiego jesteś klanu? - Odezwał się kapitan, kierując swoje słowa w twoim kierunku. Odrobina ostrożności nigdy nie zaszkodzi. - Imię i nazwisko. - Machnął ręką na mężczyznę, który cholera wie, czy do gwardii należał - chodził z notatniczkiem i właśnie nawiązał kontakt wzrokowy z kapitanem, zareagował więc na jego przywołanie. - Zanotuj tę kunoichi. - Rozkazał krótko.

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1305
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron