Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Heiji » 3 sie 2016, o 21:14

Kiedy to nasza młoda kunoichi rysowała znak na glebie mężczyzna zaczął dziwnie charkać, po chwili jego szyja znów była zasklepiona. Gdy kunoichi na niego spojrzała to mężczyzna zaczął coś mówić do niej. Po prostu ją pouczał... Poniekąd wogóle tego typu zachowanie jej się nie podobało, no ale cóż poradzić. Prawda? Kiedy tylko przeczołgał się w odpowiednie miejsce Heiji mogła dopełnić swej pracy. Po prostu wykonała wolę nieznajomego odcinając mu głowę. No sztyletem to trochę było trudne, no ale musiała jakoś spróbować. W każdym bądź razie zastawiała się jakoś, aby krew jej nie zalała. W sumie to gdyby ją ktoś w takim stanie zobaczył na mieście to była by niezła beka... Tak czy inaczej Heiji po wykonaniu tegoż ciężkiego zadania postanowiła, że pozostawi ciało mężczyzny nienaruszone. Co miała na myśli? Po zabraniu mu gotówki o ile taką będzie posiadał po prostu odejdzie zostawiając go tutaj. W sumie to zrobiła dla niego jedynie przysługę, więc powinna jej się za to należeć zapłata. Prawda? W dzisiejszych czasach niczego nie znajdzie się za darmo... No chyba że ma się dobrych przyjaciół, ale i tacy potrafią zawieść kiedy potrzebna jest ich pomoc. Kiedy już wszystko wykona to po prostu odejdzie. Tym razem nieco szybciej, ale wciąż zachowując ostrożność. Dziewczyna nie obawiała się że zwłoki zostaną tutaj przez długi czas i ktoś niepowołany je znajdzie, w końcu skoro znajdowały się w lesie wilki to powinny wywęszyć padlinę i po prostu ją zjeść. Być może było to nie humanitarne, ale przecież nie będzie kopać jeszcze dołu. No bo w sumie to czym miała by to robić. Co? No właśnie, jak to mówią natura wszystko załatwi czy jakoś tak... Jeżeli wszystko będzie okej to dziewczyna po prostu się ulotni odchodząc stąd...

Z/t? po poście misjodawcy
Heiji
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Kin'yu » 3 sie 2016, o 21:32

Zew - Post #15

Obrazek


Wraz z przyłożeniem ostrza do szyi mężczyzny starzec przestał mamrotać. Dziewczyna musiała użyć całej swojej siły, aby pozbawić go głowy. Czerep, który zdawał się być żywy przez kilkanaście sekund, w końcu przestał dawać oznaki życia. Mężczyzna mi zamknięte oczy, a jego ciała wreszcie się rozluźniło. Mięśnie, wcześniej maksymalnie spięte, teraz rozszerzyły się i zwiększyły swoją objętość. Prorok Jashina skonał. Jego agonia była niema, jednak nie bezwstydna. Padł na ołtarzu swego boga. Może Jashin wynagrodzi mu ostatni gest. Kto to wie.
Heiji nie dała jednak mu spocząć w tym stanie. Przeszukała ciało, zabrała mu sakiewkę i odeszła. Dziewczyna nie chciała najwidoczniej pozostać w tym miejscu. Było to oczywiście niebezpieczne. Zamordowanie kogoś na terenie Ryuzaku no Taki było karane. W najlepszym wypadku więzienie, w najgorszym śmierć. Wyznawczyni Jashina nie powinna się jednak martwić. Okolica była pozbawiona obserwatorów. Jedyny świadek jej zabójstwa właśnie zginął. Zamordowany na własne polecenie, aby mógł pojednać się z bogiem.
Dziewczyna mogła odejść. Skierowała się w stronę miasta i powoli ruszyła. Tym razem nie czuła się zaniepokojona, albo niepewna. Drogę znała, a pewność towarzyszyła jej, nie do końca wiadomo skąd. Mimo wszystko udało jej się wydostać z zagajnika bez problemów. Haszcze i zwierzęta nie stanęły na jej drodze. Teraz Heiji mogła wrócić do swojego domu. O ile oczywiście chciała. Jako żywa czuła z pewnością wiele pokus. Nie doceniła jednak czegoś o wiele ważniejszego niż potrzeby ciała.
Docenił ją sam Jashin. Zrobił z niej kata, naprostował do własnej woli i umożliwił najpiękniejszy czyn. Zabicie kogoś. Pomóc bratu w potrzebie należy, jednak krwawy bóg z pewnością nie zapomni o łasce, jaką okazała Heiji nieznajomego. Martwy już dziad leżał na trójkącie z krwi, a Jashin mógł pochwycić jego duszę.
Mrok, ciemność. Niewiasta była już wolna. Bez obaw opuściła te tereny, nie oglądając się za siebie. Zdawało jej się tylko, że ponownie słyszy wezwanie od swojego martwego brata...

Koniec misji rangi D. Dziękuję i życzę powodzenia w następnych.
Kin'yu
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Kamui » 27 lis 2017, o 14:39

Chłopak licząc na odpowiedź strażników mocno się przeliczył w sumie nie w ich obowiązku leży dbanie o dobro osób przebywających w mieście. Później trzeba będzie poszukać jakiejś księgi skarg i zażaleń w koszarach straży, może to jakoś podziała po poprawę reputacji straży miejskiej, a tym samym poprawie warunków tutaj panujących. Zresztą kto by się przejął zdaniem bezdomnego, chłopak w tym momencie miał ochotę nakopać do dupy strażnikom, ale po co mu dodatkowe kłopoty, ma ich już wystarczająco i to bez tej dwójki reprezentującej służby miejskie. Wędrówka na obrzeża miasta nie trwała zbyt długo w sumie główną drogą powinno się dostać zawsze do nich bez znaczenia w jaką stronę by się poszło, chyba. Jednak jeden z celów jakie chciał zlokalizować młodzieniec właśnie znajdował się przed nim, zielarnia o dość chwytliwej nazwie mówiącej wszystko o tym co można znaleźć w pomieszczeniu, ale przecież każdy zielarz posiada wiedzę na temat wszystkich roślinek, nawet tych, które nie są zielone! Rudowłosy uważnie przyjrzał się budynkowi i wszystkim jego szczegółom, ale na szczęście nigdzie nie było tabliczki ani napisu "Zwierzętom wstęp wzbroniony".
-Chociaż tyle dobrego mój przyjacielu. - powiedział z lekkim uśmiechem chłopak i załamaniem w głosie, sam nie wierzył do czego to doszło, lepiej byłoby zostać już w domu i nigdzie się nie ruszać, ale tam na razie nie ma powrotu i raczej nie będzie mieć. Chwilę później chłopak spokojnie zapukał w drzwi i spróbował wejść do środka budynku o ile drzwi były otwarte.
- Witam, potrzebuje paru informacji na temat tej rośliny - powiedział chłopak, zwięźle i na temat, pokazując pudełko z ziołami właścicielowi budynku, bądź sprzedawcy. Miał nadzieje, że chociaż zdobędzie wiedzę na temat co to za roślinka, skąd pochodzi i gdzie można kupić jej najwięcej w tym miasteczku.
Kamui
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Tensa » 27 lis 2017, o 15:07

13/30
Misja C dla Kamui


Kamui ewidentnie miał coś do dwójki strażników której nie chciało się pomóc mu w odnalezieniu tego czego szukał, lecz jego pomysł ze składaniem skarg zostawmy na inny dzień. Zdanie bezdomnego przybłędy z podejrzanymi znajomościami zaprawdę musiało ono wiele znaczyć. Chłopak wraz z Shogunem na obrzeżach miasta odnaleźli sklepik, szukał on jakiejś tabliczki z zakazem wejścia jednak nic nie odnalazł. Wkroczyli dzielnie do niewielkiej drewnianej chatki. Mieszanka mocnych ziołowych zapachów wywołała u nich zawroty głowy. Zioła leżały wszędzie, na półkach podwieszone pod sufitem. Za ladą siedziała staruszka, i gdyby nie skrzekliwy głos który mu odpowiedział mógłby uznać, że to zombie odbiera od niego pudełeczko.
-Już patrzymy, a czegoś na potencje dla męża nie chciałaby pani. - powiedziała przyglądając się chłopakowi, długie włosy mogły zmylić. Gdy tylko kobieta otworzyła skrzyneczką zakaszlała ostro... by po chwili ją zamknąć.
-Pani to szczęście ma w nieszczęściu, toż to diabelskie ziele, straż za nie nawet powiesi, ale drogie ono, oj drogie, a jak w głowie zawróci. - powiedziała staruszka oddając mu pudełko.
-A właśnie, była taka para u mnie nie dawno, co mówili, że jak przyjdzie z psem to powiedzieć: "Jak już wie co to, to niech do zaułka dostarczy". Co łaska pani poratuje staruszkę? - zapytała wyciągając do niego dłonie.
Tensa
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Kamui » 27 lis 2017, o 20:58

Chłopak spokojnie wszedł do zielarni, a sam zapach ziół prawie go powalił, przyprawiając o silne zawroty głowy. Cóż niezbyt to przyjemne, ale musi przeżyć, ale obecnie żałował, że na zewnątrz nie było znaku o zakazie wpuszczania zwierząt, chociaż psu oszczędziłby tych zapachów. Stara gnijąca paniusia najwidoczniej za dużo nawdychała się tego wszystkiego jej głos był niepokojąco wysoki, wręcz piskliwy, a sam chłopak cały czas wstrzymywał oddech żeby nie zaciągnąć się tymi wszystkimi ziółkami. Jedynie przytakiwał kobiecie na wszystko co ona mu powie. Nawet ignorując fakt, że babunia wzięła go za kobietę, każdemu od takiego smrodu może pomieszać się w głowie. Jak właścicielka przypadku skończyła gadać, młodzieniec szybko wybiegł z jej sklepu, łapiąc oddech świeżym powietrzem, tak samo postąpił jego pies, co zapewne wyglądało dość zabawnie dla osób trzecich.
- No przyjacielu wracały do zaułka. - stwierdził chłopak, tracąc wiarę, że całe te podchody się skończą i wszedł w najbliższą uliczkę i oparł się o ścianę budynku oczekując na swoich "przyjaciół", który powoli miał serdecznie dosyć, oraz liczył na drobne wyjaśnienia, zwłaszcza że znalezienie takiego zapachu w śmierdzących mieście jest bardzo ciężkie, ale chociaż wie jak już pachnie. Więc jak pojawi się w okolicy jego węchu będzie mógł bez problemu go rozpoznać, a jak jego zmysł nie wystarczy to zawsze pies może wyczuć to świństwo, a obecnie mogli zwyczajnie czekać jak przyjaciele przybędą i wyjaśnią co nie co.
Kamui
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Tensa » 30 lis 2017, o 18:50

15/30
Misja C dla Kamui


Kamui niezadowolony z tego wszystkiego nie miał zamiaru dawać staruszce jakichkolwiek pieniędzy, no cóż widocznie nie miał on litości dla biednych staruszek, próbujących coś zarobić, aby w jakikolwiek sposób utrzymać się na tym łez padole. Postanowił za to wrócić wrócić do zaułka, aby porozmawiać z dodającymi bez jego wiedzy nowe aneksy do umowy osobnikami w płaszczach... no cóż, widocznie nie miał nic lepszego do roboty niż latać tam i z powrotem. Tak więc wraz z Shogunem weszli do ciemnego zaułka...
Po zaledwie kilku sekundach doszedł do niego zapach spoconego ciała.
-Co tu robisz? - głos strażnika wypełniony był agresją... w tym samym czasie Shogun poczuł zapach diabelskiego ziela ciagnącego na główną ulicę.



Z/t
Tensa
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Shikarui » 26 kwi 2018, o 19:56

Po wszystkich ranach nie został ślad. Nie było blizn i nie było niechcianych siniaków. Wszystko zagoiło się gładko. Bezproblemowo. Bo i z czym niby miałby być problem? Nie doznał żadnych poważnych ran. Nikt mu nie rozorał brzucha i nie wbił miecza w udo. Mały wypadek z koniem i wozem ciężko zaliczyć do batalii - a jednak wcale nie brakowało wiele, by pożegnał się z życiem. Gdyby tylko trochę inaczej się wygiął... ba - gdyby nie przygotował się na upadek - kto wie, jakby to się skończyło. Być może teraz nie siedziałby tutaj a gnił już sześć stóp pod ziemią, zakopany bogowie jedni wiedzą gdzie i przez kogo. Anonimowy nagrobek nie głosiłby nawet, że "tu leży taki a taki", bo nie byłoby o czym głosić. Pewnie nikt by się nie kłopotał stawianiem nagrobka.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

[/zt]
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Kaiso » 6 lip 2018, o 22:01

Kolejny dzień, kolejne wyzwania, dzień jego podróży zbliżał się wielkimi krokami, przeczuwał, że już niebawem jego sensei może dać mu zielone światło do wybycia, nie wiedział tylko w jaki sposób go do tego ostatecznie przekonać. Oby odpowiednio intensywny trening wystarczył. Pomyślał sobie chłopak idąc w stronę zachodnich obrzeży Ryuzaku, dzisiaj to właśnie tam oczekuje go staruszek Ka.
Chłopak szedł na miejsce w pośpiechu, nie chciał skończyć tak jak wczoraj, nie miał zamiaru skatować się bieganiem kolejny dzień z rzędu, chciał zacząć od razu, od konkretów.
Pojawił się w umówionym miejscu, o dziwo był pierwszy. Uśmiechnął się, bardzo rzadko zdarzało mu się wyprzedzać Ka, zawsze wydawało mu się, że sensei jak na złość już nocuje na miejscu.
W oczekiwaniu przysiadł na pierwszym lepszym kamieniu i zamknął oczy, pogrążył się w myślach dotyczących jego wyprawy, wyobrażenia były takie piękne i łatwe. Z tego stanu wyciągnęły go odgłosy zbliżającego się człowieka. Szybko wstał i spojrzał kto idzie, był to Ka.
Ukłonił się i powitał mistrza.
-Witaj chłopcze, wybacz me spóźnienie. Tutaj mężczyzna przerwał i spojrzał smutnym wzrokiem na chłopaka. -Dzisiaj jeszcze przejdziemy normalny trening. Nauczę cię dzisiaj techniki, która pozwoli ci na walkę w zwarciu. Doskonale zdaję sobie sprawę z twoich żenujących wyników w kwestiach walki na krótkim dystansie dlatego nie będę sobie odpuszczał. Musisz przypomnieć sobie te wszystkie ruchy, których już kiedyś cię nauczyłem. Ka zakończył swoją krótka przemowę i rozpoczął "pokaz" techniki. Schylił się, przyłożył jedną dłoń do ziemi i nagle w jego ręce zaczęła pojawiać się włócznia, a może bardziej kij.
-Ta broń jest wyjątkowo wytrzymała jak na technikę, która wymaga bardzo niewiele wysiłku. Spróbuj teraz ją stworzyć i stoczymy pojedynek.
-Tak jest! Odpowiedział żwawo Kaiso. Takiej właśnie techniki potrzebował, mogła mu ona kiedyś uratować skórę.
Wykonał wszystko tak jak jego mistrz i po chwili dzierżył w dłoni solidnie wyglądającą ziemną broń. Teraz przyszedł czas na trudniejszy etap treningu, walkę z doświadczonym ninją.
=Przegrany stawia obiad. Powiedział z uśmiechem Ka i przyjął pozycję defensywną.
Kaiso rzucił się na niego, nie było w tym wiele gracji, ot potężny zamach bronią, który miał zaskoczyć staruszka. Na nieszczęście chłopaka jego mistrz przygotował pozycję i zablokował uderzenie swoją bronią. Jednak to nie było najgorsze. Broń Kaiso nie wytrzymała i się rozpadła. Zszokowany krzyknął. -JAK!? Utworzył ją znowu, tym razem bardziej skupiając się na skondensowaniu chakry w taki sposób aby wspomagała ona naturalną wytrzymałość skał. Po raz drugi w jego dłoni pojawiła się ta laska i od razu Ka na niego ruszył. Jego uderzenia były szybkie, celne i bardzo trudne do zablokowania dla takiego żółtodzioba jak Kaiso. Chłopak potrzebował chwili aby złapać rytm.
Po dłuższej wymianie ciosów Ka znowu musiał się bronić przed potężnym atakiem Kaiso. Tym razem jednak żadna broń nie pękła. Kaiso wycofał się i rzucił swoją bronią w przeciwnika, a zaraz potem wytworzył nową i ruszył na niego. Chciał to zakończyć. Ka oczywiście poradził sobie z jego próbami i po krótkiej chwili powiedział.
-Wystarczy. Spisałeś się. Dzisiaj ja stawiam. Chodźmy stąd chłopcze bo zaraz zemdlejesz.
W tym momencie do Kaiso dotarło jak bardzo był wyczerpany. Jego chakra praktycznie się wyczerpała, mięśnie bolały, zaczynał też odczuwać wszystkie zadrapania i obicia jakie pojawiły się na jego skórze. Ale mimo tych wszystkich obrażeń był szczęśliwy.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Gansetsukon

Pieczęci
Brak

Zasięg
Przyłożenie ręki do ziemi

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika polegająca na wytworzeniu laski, kija z ziemi. Jest on odporny na wiele ataków, z racji tego, że nie da się go złamać przy pomocy małej siły. Jednak mocniejsze ciosy są w stanie zniszczyć go. Co to za problem, skoro można go odnowić od razu, ze szczątek? Wystarczy ponownie wykorzystać chakrę i gotowe, włócznia powraca!


-Dobrze mistrzu, chodźmy. Rzucił do swojego senseia i ruszyli w stronę domu.
z/t
Kaiso
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Sora » 13 sie 2018, o 14:19

25/45
Misja C


No tak czego można było spodziewać się po dwójce Uchiha? No Uchiha i pracującym dla niego najemnikiem. Kobieta dostała w wątrobę, prawie straciła życie, a na jej prośby skonkretyzowania pytań jeszcze jej grozili. To całe Sogen musi być strasznym miejscem dla kelnerek, albo ogólnie kobiet. No, ale przynajmniej wiedziała co jej się stanie jeśli postanowi komuś donieść. Dwójka wojowników jakby nigdy nic wyszła z zaplecza i ruszyła w stronę miejsca zbiórki. Nikt ich nie zatrzymał, kobieta została jeszcze przez jakiś czas w tamtym pomieszczeniu.
Po dwudziestu minutach niezbyt przyjemnej podróży w pełnym słońcu i smrodzie spoconych ciał dotarliście na miejsce. Co prawda wciąż znajdowaliście się w granicach miasta jednak zabudowania tu były o wiele rzadsze, a ulica nieco szersza, prowadziła ona do otwartej bramy miejskiej. Mimo południa było pustawo, na miejscu stał zaledwie jeden jeszcze nie zaprzężony wóz, wyładowany czymś przykrytym płachtami materiału, na koźle siedział grubawy starszy mężczyzna o siwych rzadkich włosach i kilkudniowym zaroście. Przy bramie stało trzech narzekających między sobą na upał strażników.
Sora
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Shikarui » 13 sie 2018, o 20:08

Shikarui przeszedł przez karczmę jakby był u siebie, nie oglądając się na nikogo z obecnych, jak i nikt z obecnych wydawał się nie zwrócić szczególnej uwagi na nich. Choć może po prostu coś przeoczyli, w tym momencie nie sposób było stwierdzić - i pewnie nigdy się tego nie stwierdzi, tajemnica zostanie pogrzebana, chociaż obu chłopakom Los podarowała naprawdę niesamowite oczy. Otworzył pchnięciem ręki drzwi i przytrzymał je przez chwilę dla Akiego. Światło dnia znów oblało ich ciepłem. Palące, ale przyjemne przy morskiej bryzie, chłodnej bryzie, która rozwiewała włosy i otulała twarz. Łatwo można było sobie wyobrazić wszystkie te rodziny, które właśnie rozkładały swoje kocyki na plaży.
- Wiedziała coś? - Skąd niby Aka miał to wiedzieć, prawda? - Jak uważasz? - Dokończył pytanie, dopiero na zewnątrz prześlizgując się po sylwetkach ludzi, kiedy szli w kierunku umówionego miejsca spotkania. Interesowało go to w minimalny sposób, bo naprawdę się zastanawiał, czy kobieta była idiotką, czy po prostu dobrze idiotkę grała. Przemielił posmak sake na języku. Nie przepadał za nim, nie przepadał za tym zapachem, jaki unosił się wokół tych, którzy sake pili, a jednak... miał wrażenie, że dobrze by mu było siedząc codziennie przy małej butelce. I tego też nie lubił. W sobie.
- W zleceniu było napisane, dokąd jest kurs? Może warto pomyśleć o zapasie wody i żarcia. - Nie przypominał sobie, żeby zleceniodawca mówił dokąd ruszają, ale może nie słuchał, albo pamięć go zawodziła. Może wszystko po trochę.
Z racjami czy też bez - dotarli w końcu na, cóż - miejsce zbiórki. Pozostało czekać na odjazd, pełne zapakowanie się, przygotowanie - cokolwiek ich pracodawca wyczyniał i cokolwiek zamierzał wyczyniać. Nie był to za bardzo jego biznes, on miał tutaj tylko chronić ich dupska. I wyjątkowo zamierzał to zrobić - bo inaczej byłoby napaćkane w papierach, a przecież o wiele lepiej uchodzić za dzielnego bohatera! Nie żeby Shikarui kiedykolwiek planował. Sława była mu jakoś... chyba... w sumie to czemu nie? Życie wydawało się coraz bardziej normalne - o ile można mówić o normalności, kiedy zadawało się z Aką. Ten chłopak był kwintesencją pokręcenia i chaosu.
Przystanął w cieniu, spoglądając na strażników, na bramę miejską, przesuwając wzrokiem po wszystkich miejscach, które nadawałyby się na stanowisko snajpera - i wcale nie myślał o sobie. Raczej o wszystkich innych, którzy te stanowiska ewentualnie mogli zająć. Wyjątkowo mało danych było o zleceniu... albo nie, to chyba po prostu on nie potrafił czytać i nie dopytywał zleceniodawcy, bo w sumie podali im jak krowie na rowie każdy szczegół. Jemu wystarczyło wiedzieć jedno - kogo trzeba chronić.
No Akiego oczywiście, bo kogo innego.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Aka » 18 sie 2018, o 18:43

Kobiet było pięknym miejscem dla kobiet. Kobiet, nie idiotek. W tym drugim przypadku rzeczywiście Uchiha z całą dezaprobatą wyrażali swoją pogardę dla głupoty, no ale co poradzisz. Z debilami się nie dyskutuje, bo najpierw sprowadzą Cię do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem.
Aka westchnął ciężko i jak gdyby nigdy nic wyszedł z domu hazardowego. Na szczęście nikt ich nie śledził (albo przynajmniej tak im się wydawało), co przełożyło się na dość luźną atmosferę. Po pewnym czasie udało im się dotrzeć na miejsce, w którym znajdował się punkt startowy karawany. Na miejscu jednak nie było jeszcze całej tej zawieruchy i ludzi pakujących tobołki. W sumie to Aka nawet nie wiedział, czy rzeczywiście tak będzie. Może będą po prostu ochraniać jeden wóz z kilkoma świnkami, a cała droga będzie przebiegała w ciszy i spokoju.
- Nic nie wiedziała. - odpowiedział młody Uchiha na pytanie, czy kobieta o czymś wiedziała. - Albo nie chciała powiedzieć. A łamanie jej palców, żeby cokolwiek wyśpiewała mogłoby się dla nas źle skończyć, gdyby ktoś nas zatrzymał. Wiesz, w końcu lepiej się nie spóźnić - wątpię aby ktoś na nas poczekał. - wzruszył ramionami, spoglądając na Shikaruia obojętnym spojrzeniem. - Nie. Nie było nic o tym napisane. Pewnie będziemy musieli zapytać kupców których mamy strzec. Ale woda zawsze się przyda. - skinął głową, potwierdzając tym samym propozycję Wyrzutka.
Aka klapnął sobie obok Shikaruia, wyciągając butelkę z wodą, którą uprzednio kupił w pierwszym lepszym sklepie.
- Ah, słońce! - spojrzał się w górę po czym jakgdyby schował się bardziej w cieniu. Uchiha lubił ładną pogodę, jednak lato nie było jego ulubioną porą roku. Było zdecydowanie za gorąco, a wątpliwa przyjemność pocenia się bardziej działała mu na nerwy, niżeli sprawiała przyjemność. On, w przeciwieństwie do Shikaruia, nie myślał o tych wszystkich ludziach leżących na plaży i wystawiających swą skórę na szkodliwe promienie słoneczne. W jego stronach modna była bladość - jak zresztą w każdym szanującym się domu szlacheckim. Opalenizna była dla chłopów pracujących w polu, a nie pana na włościach. Poza tym nienawidził tego przeklętego uczucia, gdy skóra odchodziła od ciała z powodu zbyt długiego wylegiwania się w promieniach słońca, a Aka miał niestety tendencję do takiego rodzaju opalania. Spojrzał się jedynie na Shikaruia i uśmiechnął się ciepło, smyrając go po łapce. Nie rozpraszał go jednak ponadto - przecież byli na misji, co nie? Pozostało im więc porozmawiać ze strażnikami, albo po prostu czekać spokojnie aż pojawią się ludzie, do których mogliby zagadać i oznajmić gotowość do wyruszenia w drogę.
Aka
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Ichirou » 25 sie 2018, o 10:02

ObrazekMisja rangi C
28/45


Chłopcy działający pod szyldem klanu Uchiha niezbyt kwapili się do bardziej zdecydowanych działań. Ograniczali się na ten moment do spokojnej obserwacji, a ich zadanie posuwało się tak samo ślimaczym tempem, jak od samiuśkiego początku. Dotychczasowa zabawa w detektywów pozostawała wciąż zabawą, bo trudno było na poważnie brać ich mierne starania, które nie przyniosły żadnych wymiernych skutków. Od momentu rozmowy ze zleceniodawcą stan wiedzy praktycznie się nie zmienił.
W końcu się coś jednak ruszyło. Dokładniej rzecz biorąc, to ruszył się wóz, który dwójka leniwych obserwatorów mogła mieć już na oku. Gruby osobnik popędził biednego, samotnego koziołka, który musiał pociągnąć nieduży wóz. Trochę się przy tym namęczył, ale wreszcie drewniane dwa koła drgnęły, a pojazd nabrał malutkiego pędu. Teraz było już nieco łatwiej, ale i tak nie było potrzeba fachowej wiedzy, by stwierdzić, że otyły mężczyzna zamęczy nieszczęsnego koziołka.
Tak czy inaczej, wóz im odjechał.
Nawet jeżeli duet znakomitych, przepełnionych energią śledczych postanowił w ogóle ruszyć swe cztery litery i podążyć za uciekinierem, to zanim przeszli przez bramę na miejscu pojawił się nowy wóz. Ten już trochę większy, bo dwuosiowy, do którego zaprzęgnięte były dwa gniade konie. Miał nawet prosty daszek, wykonany z czterech drewnianych słupków i rozciągnięto na nich materiału. Jechał dość szybko, ale woźnica umiejętnie zatrzymał koniec zanim te stratowały znudzonych strażników. Blondwłosy osobnik sprawnie zeskoczył z wozu, rozejrzał się dookoła, podrapał się po koziej bródce, a potem podszedł do mężczyzn pilnujących bramę.
- Ej, Hanshiro, byli tu jacyś shinobi? Mam mieć kurs z nimi - odezwał się do jednego ze strażników, który najwyraźniej był mu znajomy.
Ten westchnął cicho i wzruszył ramionami.
- A bo ja wiem - odparł znudzonym tonem, chyba niezbyt chętny do udzielenia jakiekolwiek pomocy.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2523
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Shikarui » 25 sie 2018, o 18:18

Wzrok Shikiego spoczął na jednym z wozów, który ciągnięty był przez kozła. Gdyby miał w sobie trochę więcej empatii i współczucia, pewnie pomyślałby: co za biedne zwierze, jakie biedne... Zamiast tego była pustka i czarne pudełko, które wyzierało swoim brakiem refleksji. Nad pogodą, nad tamtą kobietą, nad całym tym... tego chyba nawet nie można było nazwać śledztwem. Czekał na zleceniodawcę, z którym spotkali się na straganie i który przestrzegł ich przed tamtą kobietą i jej... braćmi, którzy okazali się nie być jej braćmi. Taka sytuacja. Niektórych wydarzeń nie da się uniknąć i niektórym nie da się zapobiegnąć, a kiedy czas był w cenie lepiej, jak to słusznie Aka ujął, być na czas. Shikaruiemu wyjątkowo zależało. Nie dlatego, że nagle zrobił się obrońcą ludzkości, nawet nie dlatego, że był tutaj z Aką - przecież był teraz dumnym przedstawicielem najbardziej zrąbanego rodu w historii dziejów, musiał się więc pokazać z jak najlepszej strony i, na przykład, nie wyrzucać zleceniodawcy przez okno.
I nie sprzedawać go bandytom, jak zamierzał to zrobić.
Spojrzał na moment na Akiego, kiedy ten dotknął jego dłoni i ułożył dwa palce na jego skroni, żeby go lekko od siebie odepchnąć. Jak szczeniaczka, który zaczepia ogon basiora w nieodpowiednim momencie. Czas leciał leniwie i w milczeniu - w odprowadzaniu leniwego wozu i w kryciu się przed słońcem, które lało się z błękitnego nieba. W końcu pojawił się on - ich zleceniodawca... ten sam? Może to jakiś inny? Może to nie ich sprawa? Shikarui przez moment mu się przyglądał, oceniając, zanim ruszył do przodu.
- Woźnica od Hirukiego? - Zapytał, zatrzymując się parę kroków przed mężczyzną. - Zlecenie jest nasze. - Dopowiedział, kiedy okazało się, że to istotnie jest ktoś pracujący dla Hirukiego. O ile się tak okazało. - Znajdzie się dla nas miejsce na wozie? - Załączył tryb oszczędzania energii. Szkoda było marnować ją za szybko.
Jeśli ruszyli do przodu, Sanada co jakiś czas skanował okolicę swoimi ślepiami.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Aka » 28 sie 2018, o 20:28

Aka zdecydowanie nie należał do osób, które zbytnio przejmowały się czymś takim jak powaga, zachowanie czujności, czy też wyczucie odpowiedniej chwili. W przeciwieństwie oczywiście do Shikaruia, który był wyjątkowo skupiony na zadaniu, jakby to co najmniej on był odpowiedzialny za ten transport. Bo przecież był, prawda? Gdyby tylko Aka potrafił czytać w jego myślach, to zapewne by wszystko to obśmiał w charakterystyczny dla siebie ironiczny sposób. Miał uwierzyć że teraz, zupełnie nagle, Shikaruiowi zaczęło zależeć na czymś tak paskudnym, obrzydliwym i plugawym jak ród Uchiha? Dobre sobie. To z pewnością musiała być jakaś bardzo sprytna zagrywka. No chyba, że za mocno uderzył się w głowę gdy napieprzał potylicą o kamienną posadzkę w siedzibie Shiro Ryu.
Nie zareagował, gdy poczuł jak ciemnowłosy go odpycha. Miał przecież prawo do tego, w końcu nie było sobie nic winni.
- Heh... westchnął jedynie cichutko, gdy spojrzał na swojego towarzysza. No tak - był tylko małym szczeniaczkiem próbującym przypodobać się tygrysowi, nie miał więc nic do gadania. - Szkoda. - przeszło mu przez myśl. Wyprzedził więc przyjaciela, ale tak naprawdę nie miało to większego znaczenia, bowiem Wyrzutek załatwił wszystko za niego wyjaśniając całą sytuację. Czy tak naprawdę pozostało im coś innego do roboty, aniżeli ochrona tej całej karawany? Pozostało mieć tylko szczera nadzieję, że nic złego nie spotka ich po drodze i zgarną pieniądze "za nic". W końcu po to tutaj przybyli, nieprawdaż? Po pieniądze. Tylko one się liczyły na tym świecie, zwłaszcza jeżeli można było policzyć złote monety...
Rzeczywiście, Sanada był całkiem sprytny sugerując, ażeby zabrali się na wozie. W końcu nie wiedzieli jak długo zejdzie im trasa, a ostatnie czego im było potrzeba to odciski na palcach. Aka oczywiście miał zamiar skorzystać z takiej możliwości, jeżeli zaistniała, ale nie zamierzał również protestować, gdyby musieli zasuwać na piechotę. W końcu byli na misji, a nie na wakacjach.
Aka
 

Re: Zachodnie obrzeża Ryuzaku

Postprzez Ichirou » 29 sie 2018, o 22:52

ObrazekMisja rangi C
31/45


Mężczyzna o blond włosach co prawda nie otrzymał pomocy od strażnika, ale dostał za to wsparcie od losu. Shinobi, na których czekał, znajdowali się już na miejscu i usłyszeli króciutką wymianę zdań. Sprawa nie utknęła więc w miejscu, ponieważ ekipa już tak właściwie zebrała się w komplecie.
Osobnik spojrzał na Shikaruia i mruknął do niego potwierdzająco, dodając do tego nieznaczne skinięcie głowy. Przyjrzał się uważniej chłopakowi, a kilka sekund później uczynił to samo z jego kompanem. Po niedługiej chwili zawieszenia ze strony blondyna pojawiło się ożywienie. Mężczyzna klasnął w dłonie.
- Dobra, to nie ma co zwlekać. Jestem Tamotsu, a miejsce się jakieś znajdzie. Parę skrzynek sobie przesuniecie i zrobicie z nich siedziska, czy coś. Tylko ostrożnie, bo są tam jakieś wymyślne fatałaszki z zachodu. Cekiny i inne cuda. No, to wskakiwać, bo zaraz odjeżdżamy - odrzekł i machnął ręką w kierunku wozu.
Faktycznie, na pokładzie znajdowały się jakieś skrzynki, kosze, czy inne pojemniki na ubrania, a w nich odzież, tkaniny i tym podobne rzeczy. Z jednego koszyka wystawał kawałek stroju ozdobionego setkami malutkich, okrągłych blaszek, które mieniły się na wszystkie możliwe kolory świata.
Na duet bohaterów nie czekały wielkie luksusy, ale poszczególne elementy załadunku można było poprzestawiać tak, by każdy miał dla siebie odrobinę przestrzeni gwarantującej akceptowalne warunki do spędzenia podróży.
W międzyczasie Tamotsu obejrzał wóz, sprawdził konie i zrobił kilka innych, zupełnie rutynowych rzeczy. Jeżeli wszyscy byli gotowi, to nie pozostało nic innego wyruszyć w drogę. Blondyn zajął miejsce na stanowisku woźnicy, chwycił za lejce i wydał rozkaz swym koniom.
- Zmierzamy w kierunku Midori, trochę jazdy nas czeka. Jak coś, to tam w małym kuferku są zapasy prowiantu i wody. Nie wzbraniajcie się, specjalnie zabrałem więcej.
Droga jak droga, trochę obijała tyłek, ale szło się przyzwyczaić. Chociaż tyle, że na głowę nie kapało, bo pogoda była dobra. Zresztą, wóz miał swój daszek, który również skutecznie chronił przed słońcem, a to też był plus w okresie letnim.
Na czas nieokreślony jedynym urozmaiceniem ich przygody były tak naprawdę drobne zmiany krajobrazu, napotkani ludzie na trakcie, czy luźne tematy zarzucane przez woźnicę.
Zagrożenia nie było i zaczynały pojawiać się wątpliwości, że w ogóle nadejdzie.
Sielanka przerwała się w momencie, kiedy przenikające oczy dostrzegły postać kryjąca się kilkadziesiąt metrów dalej, za grupą gęstych krzewów. Przykucnięty osobnik czaił się na nadjeżdżający wóz, a przynajmniej tak się wydawało w pierwszej chwili, ponieważ Shikarui dość szybko mógł złapać się na tym, że tamta osoba po prostu siedziała w krzakach za potrzebą.
Minęło już trochę czasu, a przejażdżka na wozie przez trakt handlowy póki co obyła się bez większych ekscesów. Dwaj bohaterowie, zamiast o wyparowanych dostawach mogli co nieco opowiedzieć o bolących dupskach, plecach, ewentualnym głodzie i praktycznie pewnym pragnieniu. Przynajmniej tyle, że woźnica pomyślał i przygotował odpowiednie zapasy na podróż.
Byli mniej więcej w połowie drogi do celu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2523
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości