Brama miasta i okolice

Brama miasta i okolice

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 kwi 2018, o 15:39


- Brama miasta i okolice -

Okazała brama Saimin na której powiewały sztandary dumnego rodu Yamanaka codziennie witała powracających do wioski, po wykonanych zadaniach shinobi jak i żegnała wyruszających w świat podróżników. Wielu z osadników żyjących w tych regionach, poza murami miejskimi, również zapuszczało się w rejony miejskie by sprzedać swoje najświeższe wyroby jak i zakupić potrzebne im przedmioty.

Wydawałoby się, że brama nie przyciąga ku sobie oczu innych niż ludzie, jednak od czasu do czasu okoliczne ptactwo wydaje się upodobać sobie najwyższy punkt bramy pokazując nawet i na krańcach wioski, że mamy do czynienia z wioską z dostępem do morskich toni Mury miejskie, tradycyjnie miały zapewnić osadzie a zarazem wszystkim mieszkającym w środku ludziom spokój i bezpieczeństwo od zagrożeń z zewnątrz, mury rozciągały się niemalże tylko z jednej strony. Pozostały fragment wioski chroniła bariera wodna w postaci morza oraz portu, zapewniał on pełen dostęp do morskiego dobrobytu. Sama brama, w trakcie dnia pilnowana przez zdeterminowanych do ochrony domu strażników. Mury również goszczą kilkunastu wojowników którzy spacerują po nich jakby nie mieli nic innego do roboty, gdy w rzeczywistości wypełniają bardzo ważną i pełną dumy służbę klanowi jak i całej wiosce. Wzdłuż muru rozciąga się połacie niskiej zielonej trawy.



Prowadzone misje:
[C] - Ostatnia wieczerza - Numa
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2638
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Hikari » 26 kwi 2018, o 15:42

~ Sprawdzian ~
Misja rangi D 9/15+
Yamanaka Inoshi





Odpowiedzi na pytania zostały w większości pozostawione bez słowa odpowiedzi, zreszta nawet nie wysłuchane do końca. Zaczęły nudzić nasza młoda Yamanakę, która wolała zająć się patrzeniem na horyzont. Wydawalo sie, ze to bedzie trwac wiecznie, dziewczyna patrzy na widoczne w oddali wzniesienia i odpływa gdzieś daleko duchem. Na góry padają promienie słoneczne budząc wszystko do życia co jeszcze próbuje zasnąć w objęciach morfeusza. Natura w większości przypadków była szybsza, nie daje pospać za wiele irytując dłuższy czas na inne sposoby niżeli tylko świecenie przez dziury w dachu po oczach. Przykładem mogą być śpiewy ptaków dostające się przez otwarte okna do środka domów. To bywa wyjątkowo irytujące, przecież nikt nie lubi jak chce zaznać drzemki jeszcze kilka minut, czy godzin, a tutaj taki kruk go obudzi swoim krakaniem. Cholera jasna dosłownie człowieka strzela. I nie wiedzieć kiedy nawet wraz z ukończeniem opowieści nauczyciel rozpoczął bieg powoli się rozpędzając. Wyglądał na zupełnie obojętnego opóźnieniom Inoshi czy jej braku jakiejkolwiek chęci do działania. Czy z jego postawy mozna bylo uznac, ze jest dumny? Zadowolony z poleconego mu zadania i jego wykonywania? Wydawalo sie, ze raczej w żadnym wypadku, a jego działania obecne były z przymusu. Jakby byl zmeczonym zyciem doroslym mezczyzna, nawet kolor włosów to sugerował. Jedyne co to upewniał się co jakiś czas, czy dziewczyna nadąża, a to nie było zbyt łatwe z dystansem jaki mają do pokonania. Wszystko jednak może być widziane inaczej okiem dziecka, a każdy ma prawo do własnej interpretacji czyichś zachowań.
- Jezeli to bedzie dla Ciebie motywacja to po okrążeniach dookoła skoczymy wpierw coś zjeść zanim przejdziemy do drugiego etapu na polu treningowym. Masz na cos ochote czy jest tobie to obojętne?
Po przyjęciu do wiadomości odpowiedzi dalo sie zauwazyc kierunek jaki on obiera, do najbliższego wyjścia z osady. Wygląda to na konieczność biegania za murami, a przecież one się ciągnęły i ciągnęły… Przecież za nimi znajdowały się mieszkania calej ludnosci, spichlerze, magazyny czy też budynki przemysłowe produkujące ich wyroby takie jak drewno czy stroje bojowe. Jednym słowem wyglądało to na długą drogę do pokonania, a sensei nie zwalniał kiedy nie musiał. Co kolko dał jedynie pięć minut odpoczynku, przez co calosc zajela z dwie, może cztery godziny. Ciezko powiedziec bez zegarka, ale słońce zdecydowanie urosło nam na niebie w międzyczasie. Kondycja Inoshi nie pozwalała już pierwszego dokończyć z tą szybkością, musiala troche zwolnic do czego sie bez problemu przewodnik dostosowywal. W pewnym sensie był zarówno surowy jak i wyrozumiały.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1752
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 kwi 2018, o 16:20

- Rok 384 - Jesień -


" Początek biegu. Meta wciąż daleko! "
Obrazek

Shotaro raczej na pewno musiał się liczyć z tym, że wykonuje zlecone mu zadania, jako shinobi oddany sprawie raczej musiał mieć to na uwadze, mimo tego, że lubił, bądź też nie typy misji które otrzymywał. Zastanawiającym jest jego wcześniejszy śmiech, czy to oznacza, że udawał, a może, że teraz przybrał aktorską pozę tak jak zrobiła to wcześniej Inoshi i “jest zmęczony”. - Cały czas sprawdza czy dalej za nim jestem… Nici ze zniknięcia i dołączenia później - Pomyślała sobie dalej za nim biegnąc, w końcu nie miała wyjścia, jasnym dla niej było to, że droga którą biegną zabierze ich za osadę. W końcu bieg wewnątrz niej spotkałby się z ciągłymi zakrętami, nadrabianiem drogi no i możliwością wpadnięcia na tłum w chwili gdyby zeszło im zbyt długo. Słysząc jego propozycje czuła się obojętnie, jakby to nie miało już żadnego znaczenia, robiła złą minę do tej gry. Faktycznie, nieco przytłoczona myślami o tylu okrążeniach w koło wioski nie pozostawiało jej w dobrym nastroju. - So so, teraz wprowadzamy do obiegu nową walutę, miska śniadania za trzy wykańczające okrążenia po których pewnie nawet nie będę w stanie nic przełknąć... - Westchnęła z wyraźną dozą niepokoju. - Co za różnica jak i tak nic pewnie nie przełknę… - Skrzywiła się nieznacznie kontynuując bieg za nauczycielem, miała jednak na myśli już pewną konkretną potrawę którą chciałaby zjeść. Omlet był tym na co miała ochotę, jednak z każdym metrem jaki przebiegali ta ochota stawała się coraz mniejsza zastępowana przez swojego rodzaju żołądkowy wir który nie jest zdecydowany czy jest głodny czy nie, niby by coś zjadł, ale wszelkie jedzenie brzydnie tak o nagle. Widząc stałe tempo które utrzymuje Shotaro zirytowała się tym bo gdy ona już dyszała wyraźnie wyczerpując swoją energię po nim nie było jeszcze tego widać.

Może to i była chwilowa zazdrość jednak ostatecznie głównym uczuciem które się wysuwało na wierzch był pewien zawód, może i nawet coś na kształt smutku wymieszanego z powiększającym się zmęczeniem. Po pierwszym okrążeniu które, wydawałoby się trwało wieki dostała chwilę odpoczynku, padła na trawę biorąc głębokie oddechy i przymykając lekko oczy przed oślepiającym światłem górującym na niebie. Nim zdążyła dobrze dojść do siebie czas odpoczynku minął o czym została równie szybko poinformowana. Z jej perspektywy olbrzym ruszył dalej podczas gdy ta została lekko w tyle. Można by nawet rzec, że jej twarz zaczeła przybierać kolor czerwony, ciężko stwierdzić czy ze zdenerwowania czy może jest to efekt zmęczenia które zaczęło się nawarstwiać od samego początku biegu.

Ruszyła dalej, nie nadążając już za nim tak jak wcześniej. Dostrzegła jednak, że i on zwolnił - Dlaczego zwolnił? Czyżby chciał mi coś powiedzieć bo nie spełniam znowu czyichś oczekiwań? - Drugie okrążenie nie było łatwe, mimo to w pewnej chwili trafiła ją jak piorunem myśl by faktycznie się do tego przyłożyć, trochę przy tym posmutniała jednak jej nastawienie nieco się zmieniło, nie mogła szybciej jednak próbowała. Wyraźnie przyśpieszyła próbując dogonić mężczyznę wiedziała, że może przesadzić jednak w tej chwili postarała się, a przynajmniej próbowała zignorować wszelkie, obecne niemożności. Mimo bolących już nóg i wyraźnego niekontrolowanego dyszenia które uniemożliwiało odpowiednie wykonywanie oddechów biegła dalej chcąc ukończyć drugie okrążenie. W końcu dobiegła za prowadzącym ją senseiem. Gdy była już na mecie nie zwolniła, po prostu padła na ziemię nawet nie zmieniając pozycji starając się złapać jak najwięcej płytkich oddechów bo rozpaczliwie potrzebowała powietrza i chwili wytchnienia. Z jakiegoś powodu w tej chwili nawet ręce ją bolały, a to dopiero miał być początek.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Ostatnia wieczerza - Numa
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2638
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Hikari » 26 kwi 2018, o 16:22

~ Sprawdzian ~
Misja rangi D 11/15+
Yamanaka Inoshi





Biegnięcie takiej odległości okazało się większym niż wysłany przez Arisu sensei mógł się spodziewać. Wcale nie tak, że chciał się nad nią znęcać, po prostu miał swoje prawdopodobnie sprawdzone w jakiś sposób rozwiązania. Trening miał prawdopodobnie prowadzić do rozwoju danej osoby, a także teście. W sumie nie byłoby to nic dziwnego, przecież nie robił on z tego tajemnicy najmniejszej. Po pierwszym okrążeniu odpiął z zbroi zawieszony na niej bukłak i kucając na kolano podał go Inoshi.
- Polej twarz i wypłucz usta, będzie Tobie trochę lepiej. Jak chcesz to wypij, ale nie za wiele, bo będzie przeszkadzać w biegu zamiast pomagać.
Po ukończeniu dziesięciu minut przerwy zawołał korzystającą z chwili przerwy do ostatniej możliwej sekundy do wznowienia maratonu śmierci. Nie czekał po swoich słowach nawet na reakcję, tylko ruszył do przodu spoglądając się za siebie. Po parunastu metrach pokonanych zwolnił tempo, do którego Inoshi z wielkim wysiłkiem była w stanie się dostosować. Ponownie przerwa, odsapnięcie z zimną wodą i ruszenie do przodu.
- Wstawaj i biegniemy dalej. W ramach nagrody za dawanie z siebie wszystkiego w poprzedniej rundzie teraz ty nadajesz tempo, tylko nie mów, że to wszystko co miałaś i już wolisz się przejść.
Patrząc na niego nie widać było nawet grama zmęczenia. Wyglądał dokładnie tak samo jak przyszedł do domu Inoshi. Ciekawe czy rodzice wiedzieli jak to będzie przebiegać kiedy uśmiechali się przed wyjściem. Ostatecznie to ostatnie kółko nadawała tempa Inoshi, ale przy zwalnianiu zbytnim słyszała słowa zmuszające do zwiększenia swoich wysiłków. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku, też się dostosowywał w pewnym sensie i nie zmuszał ani przez chwilę prędkości porównywalnej w drugim okrążeniu. Kiedy wyzwanie się zakończyło można było spokojnie paść po raz trzeci na ziemię i poleżeć. Odpoczynek jest konieczny do dalszego kontynuowania w takich przypadkach i dobrze to rozumiał sensei.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1752
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 kwi 2018, o 16:25

- Rok 384 - Jesień -


" Nieskończona siła Shotaro. Zryw energii młodej Shinobi! "
Obrazek

Nim rozpoczęła ostatnie okrążenie, leżąc rozłożona na ziemi spojrzała w bok widząc Shotaro który nie wykazywał jeszcze ani grama zmęczenia... Skorzystała z tej wody co jeszcze została w bukłaku który jej przekazał, nie było tego wiele ale w tej chwili ciepło wywołane zmęczeniem emanowało z niej jakby wyszła z pieca, przepłukała wodą twarz, wydawałoby się, że mogłaby wylać na siebie cały ocean i by nie starczyło. W tej chwili cała twarz, włosy, wszystko było wyraźnie przemoknięte i przyjemnie chłodne, takie jakie powinno. To jednak nie dodawało nic a nic sił, może jedynie poprawiało samopoczucie.
- Masaka... Co to za gość, nawet się nie zmęczył - Dyszała, leżąc tak na ziemi próbując wykorzystać każdą udostępnioną jej chwilę odpoczynku. - Minna… Jeśli naprawdę… To - Z obłoków myśli wyrwał ją nauczyciel instruujący ją o tym, że teraz ona nadaje tempa, czekał aż ona ruszy co nie napełniło jej ogromnym optymizmem, właściwie to ją zdołowało. Wstała dosyć powoli i z powodu zmęczenia ociężale nieco chwiejąc się jeszcze na nogach, wpierw szła, nie jakoś długo, co chwila oglądała się nieznacznie za siebie wiedząc, że musi zacząć faktycznie biec. Tak też się stało, zacisnęła zęby i zmrużyła najpierw oczy by zaraz je zacisnąć, biegła przed siebie, chciała jak najszybciej zakończyć te ostatnie okrążenie.


Pamiętała mniej więcej pod jakim kątem ma skręcać nawet na oślep jednak pamięć bywa zwodnicza a jej w obecnym stanie brakowało równowagi, mimo, że próbowała nie otwierać zmęczonych oczu to musiała to zrobić w końcu inaczej wpadła by pewnie na jakąś ścianę lub drzewo, sama sobie nie ufała - Zabijcie mnie… Mam dość - Myślała gdy siły dosłownie się jej wyczerpały. Przez chwilę szła ciągnąc nogi za sobą jakby były czymś co można od tak odłączyć i ciągnąć niczym jakiś dywan. Głos popędzającego ją Shotaro pogarszał tylko sprawę bo, nie mając wielkiego wyboru przyśpieszała - Urusai! Urusai! - Powtarzała sobie w głowie na każdego jego pośpieszanie, ostatecznie wykrzesała z siebie, sama nie wiedziała skąd cząstkę siły by wprawić się w ruch. Wiedziała jednak, że jak teraz wolni lub zacznie o tym myśleć to odpadnie. Byli już jakoś w połowie okrążenia gdzie zdecydowała się odpłynąć myślami gdzie indziej, wspominając spokój jaki miała przez ostatnie tygodnie. Przyrównała nawet dzisiejszy dzień do sytuacji z przed paru miesięcy w lesie, nie mogła się zdecydować co gorsze. Tempo oddechów miała strasznie nieregularne brała to mniejsze, to większe oddechy, nawet robiąc przerwy w myślach by to zrobić. Za żadne skarby nie chciała wrócić do rzeczywistości w której zaraz by się zatrzymała. Gdy dostrzegła metę oczy zaświeciły się jej pełnią nadziei, że to nareszcie koniec. Nie pamiętała o kolejnych punktach treningu które zaplanował i właściwie przez chwilę nie interesowało ją to co stanie się dalej. Ona i meta, tylko to się liczyło.

Przyśpieszyła jeszcze bardziej wchodząc na kres swoich możliwości, zmęczenie było przeogromne a ona niemal nie potknęła się o własne nogi próbując z całych sił biec szybciej i szybciej… Gdy pokonała ten ostatni, rozstrzygający ten maraton punkt nie miała sił się zatrzymać. Po prostu, jak biegła tak padła na twarz, nie stało się jej nic, chociaż faktycznie leżała na brzuchu dysząc. Czuła wtedy niemiłosierny gorąc na czole oraz oczach. Dochodziła do tego suchość w ustach której z jakiegoś powodu nie chciała się pozbywać, lub też nie miała siły. Leżała tak z przymrużonymi oczami licząc, że Shotaro odpuści. W końcu niemal trzy godzinny bieg to niemal wysokiej klasy maraton który kończą nieliczni, może i jest kunoichi, jednak nie na takim poziomie by radzić sobie z tym bez problemu. W chwili gdy tak leżała z twarzą połowicznie na ziemi, starała się uspokoić swój organizm, mimowolnie jednak zaczynała wątpić, że Shotaro jest zwykłym shinobi. W końcu nie można nazwać zwykłym osobnika który kończy taki bieg i nie czuje nawet zmęczenia.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Ostatnia wieczerza - Numa
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2638
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy za ramiona, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://i.imgur.com/zaBOeOp.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Hikari » 26 kwi 2018, o 16:27

~ Sprawdzian ~
Misja rangi D 13/15+
Yamanaka Inoshi





Zmęczenie dziewczyny przekraczało wszelakie myśli jakie posiadał Shotaro i w pewnym momencie pozwolił jakiś fragment przejść, aby odzyskać parę oddechów, a potem wymagał dalszego biegu. Wiedział, że jest ona w stanie z siebie dać jeszcze trochę, a może zgadywał? Ostatecznie i tak miał rację, bo to niewielkie ciało wytrzymało obciążenie trzech okrążeń. Pozwolił tutaj na większy wypoczynek, położył się na plecach niedaleko i wpatrywał się w chmury milcząc. Po przynajmniej pięciu, a może dziesięciu minutach się odezwał.
- W takim wypadku zabiorę ciebie do mojej ulubionej karczmy, siedem kotów. Słyszałaś kiedyś?
Daleko nie było, dziesięć minut na piechotę. Na miejscu był zwyczajny szyld z kotem i nazwą lokalu. Wyglądała szaro, buro i ponuro. No dobra trochę przesadzam, drewniana budowla wyglądała na zadbaną z zewnątrz, wchodziło się przez podwójne drzwi. W środku wyglądała bardzo prosto. Przy wejściu schody do pokoi na górę, stoliki w dziurach pod nimi z miejscami w większości zarezerwowanymi. Kuchnia w której gotowali potrawy była dobrze widoczna, a w środku znalazł się jeden starszy szary kot siedzący w wnęce prowadzącej na zewnątrz. Tłumów nie było, więc można było spokojnie się rozsiąść. Gdy zasiedliście do stolików zamówiliście swoje jedzenie siedząc przy jednym, do tego woda na popicie. Shotaro dostał talerz z usmażona ryba, ryżem i warzywami. Nie było to nic specjalnego, a dawka nie wyglądała na wcale tak olbrzymia co sugerowałby wzrost. Inoshi miała możliwość wybrania omleta, nawet paru jego rodzajów jeżeli tylko by chciała i to by dostała. ale po takim wysiłku chęci mogą się zmienić prawda?
- I jak najedzona?
Padło pytanie przy pustym talerzu czy to misce, a wraz z odpowiedzią twierdzącą można było wyruszyć na pole treningowe. Negatywna to dokładną, ale wtedy życze powodzenia z ruszaniem się przy dalszych ćwiczeniach. Do tej pory nauczyciel spełniał swoje słowa w stu procentach, dlaczego miałby przestać i zmienić zdanie co do pozostałych zadań? A to tylko kara, przecież musi przejść jeszcze do sprawdzenia jej umiejętności i podjęcia jakichś treningów. Zdecydowanie to będzie wymagać jeszcze sporo wysiłku od Inoshi, która jest do tego nie przyzwyczajona. Jak dzisiaj mięśnie bolą to co będzie dopiero jutro. Mozna juz zaczynac jej współczuć kiedy zaczną wychodzić z budynku.


Z/T ---> Karczma Siedem Kotów.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1752
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Shikatsu » 28 lip 2018, o 20:58

Wraz z Inoyu napełniły wreszcie puste brzuchy i przeszły razem parę przecznic, szukając stosownego miejsca, by zacząć szukać jakiejś tymczasowej fuchy, która zapewniłaby im szybki zastrzyk gotówki. Spacer, oczywiście, był świetnym sposobem na pozwolenie żołądkowi strawić trochę tego, co przed chwilą w siebie wpakowała, a dzienne widoczki w Saimin były niezaprzeczalnie bardzo atrakcyjne - ród Yamanaków słynął z dobrego gustu, nic więc dziwnego, że tutejsza architektura imponowała nawet tak niezainteresowanej zbędnym skupieniem na bezsensownej estetyce Narze. Parę razy wręcz zatrzymała się w pół kroku, nie informując oczywiście o tym swojej kompanki, by przyjrzeć się w całej okazałości jakiemuś bardziej spektakularnemu budynkowi z lekko rozdziawioną gębą. Swojego uznania jednak nie wokalizowała, nie dając Inoyu tej satysfakcji. Nie będzie jej pozwalała jeszcze bardziej obrastać w piórka.
Przechadzka jednak szybko zaczęła ją nużyć – nie uznawała zbędnego łażenia jako formy przyjemnego spędzania czasu, chodzenie było dla niej jedynie przemieszczaniem się z punktu A do punktu B w jak najbardziej ekonomiczny sposób. Gdy dotarły w końcu do bramy, którą dzień wcześniej przekroczyła, przybywając do Saimin, zaczęła coraz bardziej powłóczyć nogami, tym niemym buntem sugerując Inoyu, że nie zamierza iść już nigdzie dalej. W końcu, widząc, że Yamanaka dalej dzielnie maszeruje przed siebie, najwyraźniej planując kontynuować tę krajoznawczą wycieczkę, położyła ostrożnie dłoń na jej ramieniu, stając w miejscu i tym sposobem przytrzymując ją w pół kroku.
- Inoyu – obróciła ją dość stanowczo w swoją stronę, nadal uparcie stercząc na środku dość ruchliwego deptaczka, by kiwnąć głową w stronę bramy. To tutaj pałętali się wszyscy kupcy i to tutaj wwożone i wywożone zostawały pieniądze. Doskonałe miejsce, by zacząć nagabywać ludzi o to, by dali im trochę dorobić – Tu chyba będzie okej. Idź gdzieś usiądź i coś nam załatwię.
Po odprawieniu Inoyu poprawiła swoją podniszczoną kurtkę z godnością, otrzepując ją odrobinę z kurzu i kociej sierści, którą jakimś cudem udało jej się całej oblepić podczas wizyty w ryokanie. Wyprostowała wymięte ciuchy pod spodem, poprawiła kitkę, w którą związała wcześniej swoje kudły, otarła twarz z pyłu i potu. W sumie, to wyglądała równocześnie i na kogoś, kto potrzebuje kasy, a przy tym nie na jakiegoś włóczęgę - całkiem odpowiednio, jeśli przychodzi ci łazić i żebrać o jakąś prostą robotę. Inoyu, z drugiej strony, w całej swojej dziwacznej, świetlistej i dość charakterystycznej aparycji, mogła jej w sumie trochę to utrudnić.
Wzięła głęboki wdech i ruszyła między ludzi, co i rusz zaczepiając z zapytaniem o pracę tych, którzy wyglądali na takich, co mieli przy sobie trochę więcej grosza – głównie kupców lub tych trochę lepiej ubranych przechodni. Ceni swój czas dziewczyna.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 229
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Inoyū » 30 lip 2018, o 19:14

Nie miała pojęcia, dokąd właściwie teraz idą.
Sunęła tuż obok Shikatsu w stanie lekkiego zamroczenia; specyficznej półświadomości, która sprawiała, że pomimo pozornego omiatania okolicznego terenu wzrokiem, tak naprawdę nie widziała zupełnie nic. Przez dłuższą chwilę zajęła się - z dość podejrzanym zaangażowaniem – trącaniem czubkiem buta niewielkiego kamienia, który akurat znalazł się pod jej nogami. Liczyła na to, że koleżankę Narę coś natchnie i to właśnie ona przejmie inicjatywę, jeśli chodzi o bezpardonowe zaczepianie przechodniów. W żaden sposób nie była w stanie wyobrazić sobie siebie przemykającą żwawo między radosnym tłumkiem i napastującą losowych kupców. Skrzywiła się. Cholera, dawno nie była tak zestresowana jak teraz. Nie pamiętała, kiedy ostatnio widziała tak dużo ludzi w ciągu jednego dnia. No ale poza tym pokonanie drogi prowadzącej do bram było nad wyraz przyjemne!

Nie szły zbyt długo – minęło zaledwie pół godziny, odkąd postawiły nogę poza karczmianą posadzką. Nie była jednak w stanie podziwiać – niewątpliwie przepięknej oraz zapierającej dech – architektury Saimin do tego stopnia, co Shikatsu z jednej, bardzo banalnej przyczyny – nie miała porównania. Nie znała niczego innego. Nie było jej dane jeszcze opuścić granic Soso; ba, niezwykle rzadko wychodziła poza granice komfortu swojego lasu. Możliwe więc, że mogła mieć dość ograniczone horyzonty w tej kwestii.
- C-Co znowu-… - wzdrygnęła się delikatnie, gdy poczuła ciężar dłoni gdzieś w okolicach swojego barku. Nie zdążyła nic więcej dopowiedzieć; brunetka uznała najwyraźniej, że komunikacja werbalna jej nie wystarcza i zmusiła nadal nie do końca rozeznaną w sytuacji Inoyū jednym, silnym pociągnięciem, by ta obróciła się w jej stronę. Otrzepała nieistniejący pyłek z miejsca, na którym jeszcze przed chwilą była ulokowana ręka Shi, po czym uniosła nieznacznie głowę ku górze, posyłając jej przepełnione pretensją spojrzenie.
- Nie wierzę, jesteś już zmęczona? Zrób coś ze swoją kondycją, bo nie wróżę ci zbyt wielkiej kariery. – co z tego, że sama zwykle musiała przysiadać dosłownie co trzy kroki. Co z tego. To Nara w tym momencie pokazała się z tej słabszej strony, więc nic nie powstrzyma Inoyū, by jej to wypomnieć. I powtarzać aż do znudzenia przy każdej nadarzającej się okazji.
Postanowiła jednak łaskawie, że już dosyć zołzowania jak na ten moment. Co by nie mówić, to dziewczyna zrobiła jej teraz niezłą przysługę, sama bohatersko rzucając się między ludzi i oszczędzając znerwicowaną Inoyū.

- …Tylko nie łaź w jakieś dziwne miejsca. Nie znajdę cię, jest za dużo ludzi. – rzuciła, odprowadzając ją wzrokiem aż do całkowitego rozmycia się jej sylwetki gdzieś pośród tłumu. Prawdą jest, że wystawianie jej do tego zadania byłoby co najmniej durne – raczej nie wzbudzałaby zaufania u prostego człowieka. A ktoś taki właśnie był ich aktualnym targetem.
Nie mając jeszcze nic lepszego do roboty, przysiadła na losowym murku, z pewnym zaintrygowaniem łypiąc na wartownika o najbardziej marsowej minie, jaką kiedykolwiek widziała. Czy oni w ogóle są ludźmi? Z ledwością opanowała ten prymitywny, ludzki odruch, nakazujący niegroźne, acz niezaprzeczalnie upierdliwe, poprzeszkadzanie straży.
Ostatnio edytowano 1 sie 2018, o 21:10 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 242
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Ichirou » 31 lip 2018, o 17:52

Misja rangi D
1/22


Wiosna. Wszystko powinno budzić się do życia. Zresztą, w stolicy tempo życia nigdy nie powinno słabnąć.
A mimo to słabło. Jakoś tak dzień ciągnął się wolno, nader spokojnie, usypiająco wręcz. Sprawy w wiosce toczyły się swoim rytmem, tak jakby za nic w świecie nie chciały wypaść z zapętlającej się rutyny. Ludzie wydawali się być jacyś przymuleni. Może to kwestia złego dnia i niekorzystnego ciśnienia, może niesprzyjającej aury. Nawet słońce chyba przestało przesuwać się po nieboskłonie, a powszechny w tych rejonach wiatr tak jakby zanikł lub zatrzymał się w miejscu.
Wyglądało na to, że całe Saimin pogrążone było w marazmie, który mógł przerwać chyba tylko deszcz meteorów.
Żaden meteor nie spadł, ale spadła bomba. Mała, biała, ptasia bomba, która wylądowała na ramieniu jakiegoś mężczyzny, obok którego własnie przechodziła Shikatsu. Gdy tylko ten zorientował się na temat przykrej niespodzianki, natychmiast wyklął pod nosem wszystkie siły powietrzne Soso.
O, ironio. Z duetu młodych pań to akurat ta z klanu Nara wykazała się inicjatywą i chęcią do pracy. Jak się okazało, znalezienie fuchy ot tak, na ulicy, nie było wcale takie proste.
- Dziewczyno, ja tu rosłego chłopa potrzebuję, a nie... - zbył ją jeden z pierwszych napotkanych przedsiębiorców, który faktycznie szukał kogoś do chwilowej roboty, ale niekoniecznie kogoś z jej wykształceniem.
Żaden meteor nie spadł, ale spadł pocisk. Mały, wodny pocisk, wystrzelony z ust strażnika w kierunku podłoża. Osobnik o groźnej minie wykonał ten symboliczny gest spoglądając na Inoyū, która jego zdaniem chyba zbyt długo już wlepiała w niego swe czerwonawe ślepia. Yamanaka na swój sposób osiągnęła swój cel, rozdrażniając stojącego przy bramie strażnika. Ciekawe, czy jakaś kobieta w życiu go źle potraktowała, że tak zareagował na niegroźne działanie białowłosej? A może to po prostu z tych przedziwnych oczu źle patrzyło?
Żaden meteor nie spadł, ale spadła dziewczyna. Nie taka mała - bo już raczej dorosła - kobieta spadła jakby z nieba i trzasnęła o utwardzona ziemię. No, w gruncie rzeczy nie zwaliła się z nieba, a z zaledwie dachu pobliskiego budynku, ale i tak była to rzecz zupełnie niespodziewana niczym trzask pioruna.
Pioruna, który niemalże uderzył Shikatsu, bo nieznajoma osóbka gruchnęła frontem o glebę dosłownie tuż obok niej.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2498
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Shikatsu » 1 sie 2018, o 17:13

Rosłego chłopa! Też mi coś! Wyprostowała się sztywno oburzona reakcją mężczyzny, by już otworzyć usta, szykując pyskówkę o dyskryminacji, równouprawnieniu płci i na pewno nadchodzącej już wielkimi krokami rewolucji seksualnej. Przedsiębiorca wydawał się jednak niekoniecznie zainteresowany jakimiś próbami światopoglądowych dyskusji, a jej samej chyba również brakowało na to cennej energii. Odwróciła się więc na pięcie, sfrustrowana zajściem. Wyraźnie zniechęcona rozejrzała się dookoła, wyglądając Inoyu – straciła ją z oczu w momencie, gdy się rozdzieliły. Zauważyła wreszcie osobliwą sylwetkę albinoski na jakimś murku, gdzie zajmowała się - z tego, co była w ogóle w stanie wywnioskować z takiej odległości - napastowaniem jakiegoś biednego strażnika. W sumie to w tym momencie misja szukania pracy zakończona była niepowodzeniem – Narze dość szybko znudziło się próbowanie wynalezienia sobie płatnego zajęcia. Dla formalności więc rozejrzała się jeszcze raz dookoła, potwierdzając tym samym swoją genialną dedukcję, że tu kasy się nie zarobi i trzeba wracać do domu, by tam odpocząć, podumać, co dalej, a potem znowu odpocząć. Plan idealny. Liczyła tylko na to, że Inoyu w końcu nie przegnie pały podczas drażnienia się z uzbrojonym mężczyzną i nie będzie trzeba stąd uciekać w podskokach.
Całkiem zadowolona z siebie wsunęła dłonie w kieszenie kurtki, decydując, że to już najwyższa pora wracać do bazy, gdy, o zgrozo, coś całkiem sporego z głuchym łoskotem runęło z nieba, wznosząc tumany ulicznego pyłu. Odskoczyła w bok niezgrabnie na wszelki wypadek, by podnieść dłoń nad ślepia i najpierw, zanim w ogóle zainteresowała się tym, co przed chwilą grzmotnęło ciężko o podłoże, nieprzytomnie spojrzeć na pobliski dach, mrużąc ślepia. Jak ktoś miał zaraz na nią cisnąć kolejnym ludzkim pociskiem, to przynajmniej byłaby przygotowana – kto wie, cholera, może ma tu jakichś wrogów?
W końcu, jeśli nikt jednak nie zdecydował się ją zamordować, zainteresowała się ciałem, które leżało bezwładnie u jej stóp. Zmierzyła zezwłok z góry uważnie – brew jej drgnęła nieznacznie, gdy w sylwetce rozpoznała kobietę. Ręce jednak znów wcisnęła w kieszenie, decydując się na razie jej nie próbować dotykać. Zobaczmy najpierw, w jakim w ogóle jest stanie. Kątem oka zerknęła przez ramię, czy Inoyu w ogóle dostrzegła zajście.
- Hej..! – zagaiła wreszcie ofiarę tego osobliwego wypadku, wypuszczając uprzednio powietrze przez zęby z cieniem zmęczenia. Tylko tego jej brakowało, by teraz musiała komuś udzielać pierwszej pomocy. Miała cichą nadzieję, że kobiecina o własnych siłach wstanie i pójdzie gdzieś w cholerę, a ona będzie mogła kontynuować swój nudny dzionek – Jak się nazywasz? Będziesz żyć?
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 229
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Inoyū » 1 sie 2018, o 18:48

Co prawda żaden meteor nie spadł, ale strużka śliny, która rozbryzgała się w chwili zderzenia z ziemią, wywołała wcale nie mniejsze zaskoczenie u kuszącej los Yamanaki. Chyba nawet wolałaby, żeby to jednak był meteor.
Jeszcze kilka chwil wcześniej byłaby całkowicie pewna, że wytarcie karczmianego stolika rękawem własnej kurtki przez swoją zupełnie niewzruszoną kompankę ulokowałoby się w ścisłej czołówce tych najobleśniejszych rzeczy, które ujrzały jej jakże wrażliwe na takie widoki oczęta. Zmieniła zdanie.

W pierwszym momencie była przekonana, że ten spektakularny wyraz pogardy w żaden sposób nie mógłby dotyczyć jej - będącej niezaprzeczalnie synonimem perfekcji - osoby. Nie uznawała tego nawet za opcję. Przekrzywiła lekko głowę na bok i - nadal tkwiąc w tej słodkiej nieświadomości - zmrużyła lekko oczy, jakby dzięki temu jej wzrok nagle miałby magicznie się wyostrzyć. Dopiero teraz zerknęła chyłkiem na boki, zauważając nieprzyjemny brak kogokolwiek, na kim miałby spocząć ciężki wzrok zniecierpliwionego strażnika. Oprzytomniała błyskawicznie. Dłoń wciśnięta głęboko w kieszeń zwinęła się mimowolnie w pieść, a zęby boleśnie zacisnęły.
- Tsk. Też coś - wylało się niepostrzeżenie z jej lekko rozchylonych z niedowierzania ust. Zacisnęła ciasno wargi jak gdyby jeszcze coś przypadkiem miało jej się ulać z tego potoku niecenzuralnych słów, które momentalnie pojawiły się w jej głowie. Walczyła ze sobą przez krótką chwilę, by nie odpowiedzieć temu gnojkowi równie obrzydliwym splunięciem w jego kierunku, jednak – kierowana resztkami zdrowego rozsądku – powstrzymała się w ostatnim momencie. Wiedziała już, za czyim szczęściem nie będzie się wstawiać. To będzie wystarczająco dotkliwa kara.
Można rzec, że osiągnęła swój cel, którym było przekonanie się, czy wartownik jednak jest pochodzenia ludzkiego. Owszem, był. Tylko człowiek mógłby tak bardzo śpieszyć się z tym, by ukazać swoją najgorszą stronę. Nie to, żeby go do tego prowokowała. Czy coś.

Być może nadal bezlitośnie taksowałaby mężczyznę spojrzeniem, w którym – jakimś cudem – udało jej się zawrzeć całą swoją nienawiść do rasy ludzkiej (nawet siebie nie posądzałaby o aż tak negatywne emocje!), aczkolwiek w rywalizacji o jej uwagę wygrała Shikatsu oraz jej wesołe przygody. Dziewczyna z jakiegoś powodu zaczęła przyciągać je do siebie z powodzeniem porównywalnym do uniwersalnego protagonisty, który – prowadząc dotychczas beznadziejnie nudne życie – pewnego dnia wstaje z łóżka, a na jego głowę nagle zaczyna osypywać się seria nieprawdopodobnych zdarzeń.
...I właśnie to pomyślała sobie Yamanaka o młodej Narze, widząc, jak ta nachyla się nad nieprzytomnym ciałem. Ktoś zemdlał? Ktoś umarł? Cholera, tego jeszcze brakowało, by ktoś posądził ją o zabójstwo!
Zmarszczyła brwi, starając się odgonić paniczny natłok myśli coraz bardziej przyćmiewający ostatki racjonalności. Co zrobić, jeśli ktoś dowie się, że Shi przesiadywała u niej ostatniej nocy? Oskarżą ją o współuczestnictwo w zbrodni? Wywalą na zbity pysk zarówno samą Inoyū, jak i jej rodzinę z prowincji? Zabiją? Może powinna wykonać strategiczny odwrót i zostawić Narę samą ze zwłokami?

Przeklęła cicho pod nosem, bynajmniej nie mając zamiaru zbliżać się do niej, dopóki ta wyraźnie nie potwierdzi ich jakiegokolwiek powiązania i zacznie wrzeszczeć, by do niej podeszła. Usunęła się zręcznie w cień, nie spuszczając wzroku z miejsca zdarzenia.
Jakoś to wytłumaczy tatusiowi.
Ostatnio edytowano 5 sie 2018, o 11:33 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 242
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Ichirou » 1 sie 2018, o 22:24

Misja rangi D
4/22


Może był to meteor oderwany od planety Wenus, może anioł, któremu podcięto skrzydła, a może po prostu samobójca, który uznał, że ten ładny, choć absolutnie zwykły i nudny, dzionek jest idealnym do odebrania sobie życia. Zresztą, który dzień się na to nie nadawał?
Tak czy inaczej, dziewczyna grzmotnęła o ziemię dość solidnie. Rozsądek podpowiadał, że musiała spaść z budynku, przy którym nastąpił niespodziewany incydent. Obiekt ten był chyba jakimś magazynem, jego wysokość była porównywalna do domostwa z parterem i piętrem, a więc upadek nastąpił z wcale nie niziutkiego pułapu.
Oczywiście, Shikatsu nie była jedynym świadkiem tego zdarzenia. W okolicy znajdowało się jeszcze kilka innych osób, których reakcje były dosyć różne. Jakaś baba, idąca tuż obok z koszem warzyw, nagle pisnęła i wypuściła z ręki wiklinowy koszyk, z którego wyturlały się dorodne patisony. Dwójka kupców – pierwszy obsrany przez ptaka i drugi szukający rosłego chłopa – zareagowała podobnie co reprezentantka klanu Nara, najzwyczajniej cofając się o krok i próbując ogarnąć zaistniałą sytuację. Kobieta z dzieckiem, będąca kilka kroków dalej, chwyciła młodego chłopca za kołnierz i zrobiła taktyczny tył w zwrot, nie chcąc się mieszać w jakiekolwiek problemy. Tu i ówdzie znaleźli się też inni obserwatorzy, którzy zgodnie z powszechną logiką tłumu zachowali absolutną bierność.
Inoyu, wciąż siedząc spokojniutko na murku, przeniosła uwagę z rozdrażnionego strażnika na scenkę, w której brała udział jej znajoma. Z racji na dystans mogła mieć mały problem z dokładnym rejestrowaniem przebiegu sytuacji, szczególnie że dwie lub trzy osoby częściowo przysłaniały jej widok, ale z drugiej strony miała nieco szerszy obraz na całe zbiegowisko. No i bardzo bezpieczną pozycję rzecz jasna.
O, ironio po raz kolejny. Znowu czarnowłosa dziewczyna wyszła jako pierwsza z inicjatywą, decydując się na nawiązanie kontaktu ze spadającą gwiazdą. Po tych pierwszych dezorientujących sekundach, teraz mogła nieco bardziej na spokojnie przyjrzeć się leżącej przed nią dziewczynie. Tak się z wydawało z początku – była młoda, pewnie niedawno przekroczyła wiek dorosłości lub niewiele do tego wieku jej brakowało. Miała ciemnokasztanowe, długie włosy, była raczej drobnej budowy, a jej strój nie wyróżniał się niczym szczególnym. Najważniejsze, że żyła, bo wykonywała jakieś tam drobne ruchy, ale z drugiej strony nie była w zbyt dobrym stanie. Nie było potrzeba być wyszkolonym medykiem, by zauważyć choćby skręconą lewą kostkę, czy paskudnie wygięte przedramię, które z całą pewnością zostało złamane.
Powoli, powolutku próbowała się zebrać, ale nie było to proste. Wsparła się na zdrowszej, prawej ręce, a potem z trudem przeszła do pozycji na wpół leżącej, na wpół siedzącej. Uniosła do góry głowę, ukazując ubrudzoną od ziemi twarz, przekrzywiony, drobny nosek, z którego puściła się mała stróżka krwi, oraz zalane łzami bólu, brązowe oczęta.
- Hi… Hisako - wyjęknęła oblała dziewczyna, a potem skinęła nieznacznie głową na drugie z pytań reprezentantki rodu Nara. Na te pierwsze raczej nie musiała odpowiadać, widok mówił sam przez się.
Inoyu tymczasem obserwowała z dystansu całą zbieraninę, w której też wszyscy inni ograniczali się do oglądania. No, oprócz jakiejś blondwłosej dziewczyny po drugiej stronie. Ta bowiem, po krótkiej chwili przyglądania się z ubocza, obróciła się i pospiesznym krokiem ruszyła w boczną uliczkę. Uliczkę, która biegła tuż obok budynku, przed którym trwało aktualnie

Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2498
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Shikatsu » 2 sie 2018, o 12:14

Shikatsu w sumie nie była typem empatycznego bohatera, który rzuca się heroicznie na ratunek pierwszej lepszej skrzywdzonej niewieście. Aktualnie Nara była głównie zirytowana – żałowała, że otworzyła w ogóle usta. Psychologia tłumu zadziałała, a z momentem, kiedy w ogóle zainteresowała się stanem zdrowia dziewczyny, odciążyła wszystkich tu obecnych i wzięła na siebie odpowiedzialność za to, co będzie się z nią działo dalej. Podrapała się po skroni, taksując ją wzrokiem uważnie i wykrzywiając się lekko w chwili, gdy spojrzenie Nary napotkało dość obleśnie powyginane kończyny nieznajomej. Gwiazda dzisiejszego poranka chyba już nigdzie sama nie pójdzie. Na tym etapie już chyba nie wypada obrócić się na pięcie i wrócić do domu, prawda?
- Hej, hej, hej. Nie maż się – westchnęła dość ostentacyjnie, chcąc wyraźnie dać do zrozumienia wszystkim zgromadzonym, a szczególnie samej pokrzywdzonej, jak bardzo nie chce tutaj teraz być. Kucnęła przy połamanej dziewczynie, pocierając dłonie ukradkowo z cieniem zestresowania. Nie miała pojęcia jak ją spróbować dźwignąć, by przy okazji bardziej nie uszkodzić – Zaraz cię weźmiemy do szpitala, tam cię jakoś poskładają.
Cholerna Inoyu! Ona sobie gdzieś teraz przesiaduje i miło spędza czas, a biedna Shi oczywiście musi sprzątać cały ten burdel. Jak na razie cały ten wyjazd to było jakieś jedno pasmo porażek - nie po to przecież przyjechała do cholernego Saimin, by użerać się z jakimiś niedoszłymi samobójczyniami. Nadal kucając nad ofiarą wypadku posłała Inoyu dość natarczywe spojrzenie pełne wyrzutu, usiłując ściągnąć ją z tego pieprzonego murku siłą woli.
- Inoyu! Ej, Inoyu! Pozwól tu na momencik! – wydarła się wreszcie, gdy dotarło do niej, że sama siła woli aktualnie nic tu nie zdziała i trzeba sięgnąć po bardziej doraźne środki. Liczyła na to, że albinoska jej łaskawie nie zignoruje – wywołanej imiennie powinno być już w sumie głupio zignorować wezwanie swojej Najlepszej Przyjaciółki Shikatsu. W sumie sama skrzywiła się na dźwięk wydobywający się ze swoich ust – nawet nie przypominała sobie, kiedy w ogóle ostatni raz podniosła głos.
Gdy Yamanaka w końcu skończyła te romansowanie ze strażnikiem i z łaski swojej przywlekła swoje zgrabne cztery litery bliżej, Shi przez moment nie odezwała się ani słowem, bombardując ją z dołu rozeźlonym spojrzeniem. Co z tego, że na ziemi zalegała jakaś poturbowana dziewczyna? Aktualnie była zainteresowana bardziej pokazaniem swojej kompance, jak bardzo się na niej zawiodła. Nadal wymownie milcząc przeszła wreszcie do skomplikowanej operacji wsparcia potłuczonej nieznajomej tak, by jej przy okazji bardziej nie poturbować – zabrała się za to od strony jej zdrowego ramienia, podpierając ją własnym ramieniem i gestem zachęcając do stanięcia na nieuszkodzonej nodze. Miała cichą nadzieję, że laska nie wysmaruje w trakcie tej operacji jej ulubionej kurtki ziemią, krwią i gilami. Reszta ją w sumie niewiele interesowała.
- Hideko właśnie zleciała z dachu na zbity pysk – zaczęła w końcu, gdy była już pewna, że Inoyu na pewno odebrała odpowiedni niewerbalny komunikat. Nie pomyliła godności dziewczyny celowo – po prostu niekoniecznie była nim zainteresowana na tym etapie na tyle, by włożyć informację o jej imieniu do odpowiedniej szufladki w mózgu – Stamtąd.
Leniwie wskazała Yamanace paluchem miejsce, z którego parę minut wcześniej zwaliło się bezwładnie ciało obcej. No cóż, dużo to nie dało, ale przynajmniej podzieliła się z Inoyu swoim aktualnym problemem – razem raźniej, co nie?
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 229
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Inoyū » 4 sie 2018, o 20:24

No i masz babo placek.
Nie mogła już dłużej udawać, że jej tu nie ma. Wszystko zostało już wykrzyczane, a uwaga biernych obserwatorów została bezpowrotnie ściągnięta również na, próbującą ukradkiem zbiec z miejsca zbrodni, albinoskę. Och, jak ona im tej bierności zazdrościła! Sama została tego przywileju brutalnie pozbawiona. Tylko po co? Co takiego da Shikatsu sama obecność dość nieczułej na tego typu sytuacje Yamanaki?
Właściwie od zawsze miała spory problem z wykrzesaniem z siebie chociaż odrobiny empatii, gdy już była zmuszona opiekować się kimś, z kim nie była w jakiś bliższy sposób związana. Sama Inoyū była całkowicie świadoma swoich braków; usprawiedliwiała to mieszkaniem w lesie, gdzie zazwyczaj jej kontakty z ludźmi ograniczały się wyłącznie do rodziców. Prawdą jest, że oporządzanie świątyni pozwalało jej – od czasu do czasu - na interakcje z nieznajomymi. Co z tego jednak, gdy podczas tych interakcji była jedynie rekwizytem dopełniającym cały wizerunek chramu? Częścią rytuału? W żadnym razie jej to nie przeszkadzało.
Nie zmienia to jednak faktu, że te dość pokaźne braki w umiejętnościach interpersonalnych rzutowały praktycznie na każdy aspekt życia kapłanki, dlatego też – może z nieco innych powodów – chęci Yamanaki do zajmowania się poturbowaną dziewczyną były równie nikłe, co chęci, które wykazywała aktualnie Shikatsu. Czyli żadne. Zerowe. Nieistniejące.

Zebrawszy w końcu swoje cielsko z wysiedzianego miejsca, zaczęła kierować swoje kroki w stronę rozwrzeszczanej Nary. W gruncie rzeczy to trochę żałosne, że tak szybko się ugięła. Do ostatniej chwili liczyła na to, że brunetka po prostu przestanie bawić się w bohatera, jak najszybciej oddali się od tej obcej dziewczyny i wreszcie będą mogły rozpocząć właściwą część dnia, pomagając jakiemuś kupcowi załadować swój towar. Czy cokolwiek, naprawdę cokolwiek innego, co pozwoliłoby na szybki zastrzyk gotówki. Przez moment nawet pomyślała, że – być może - Shikatsu umyślnie sabotuje jej plany. To wszystko z każdym momentem stawało się coraz mniej prawdopodobne.
Kątem oka zauważyła blondynkę, której najwyraźniej bardzo się dokądś spieszyło. Nie przejęła się tym jakoś szczególnie. Bo niby dlaczego miałaby? Przecież nie będzie inwigilować każdego przechodnia, prawda?

Kiedy dotarła w końcu do tej nieszczęsnej dwójki, omiotła lekko zdezorientowanym spojrzeniem dość konkretnie poobijaną nieznajomą, zatrzymując się na dłuższą chwilę na jej umorusanej facjacie. W pierwszym odruchu miała zamiar jej podać chusteczkę, ale szybko zaniechała tego pomysłu, widząc, że jej wolną ręką jest tylko ta złamana. No co zrobić, w takim razie będzie sobie stała z krwawiącym nosem i brudną twarzą – przecież nie będzie jej teraz wycierać.
- Hideko? - powtórzyła tuż za Narą, jakby sprawdzając, w jaki sposób imię poszkodowanej wybrzmiałoby z jej ust - To jakaś twoja znajoma?
Niezbyt przejęła się tym jakże gniewnym spojrzeniem ze strony Shikatsu. Tak naprawdę, to nawet na nią nie spojrzała, więc nie miałaby jak tego zauważyć. Zadarła machinalnie głowę ku górze, zatrzymując wzrok na miejscu, które wskazała jej – najwyraźniej bardzo wzburzona - towarzyszka. Uniosła lekko brew, rejestrując wreszcie, że nieszczęsne dziewczę w jakiś sposób musiało zsunąć się z dachu pobliskiego budynku.

- Czekaj, a-ale jak to zleciała? Tak sama? Po prostu zleciała z dachu? – wyrzucała z siebie gorączkowe pytania z szybkością karabinu maszynowego, przystawiając dłoń do podbródka w uniwersalnym geście zastanawiania się z zamiarem rozwiązania tej zagadkowej sytuacji, która niewątpliwie pozostawiała sporo niewiadomych. Cóż, zabójstwa w Saimin bywają niezwykle łatwe do wykonania. Nie trzeba sobie nawet brudzić raczek; ot, wystarczy wykonanie jednej, bardzo przydatnej techniki. Po co kogoś zabijać, skoro można zmusić go do samobójstwa? Niebezpieczna broń, która dzierżyli przedstawiciele klanu Yamanaka, pozwalała na zadanie okrutnej śmierci.
- Nie wiem, co z nią teraz zrobimy? Chcesz jej jakoś pomóc? – rzuciła chłodno, przenosząc spojrzenie na Shikatsu, która wydawała się podejrzanie zaangażowana. W przeciwieństwie do niej, Inoyū chciała po prostu szybko to wszystko pozałatwiać i wrócić do wykonywania swoich małych sprawuneczków. - Możemy ją zatargać do szpitala. Możemy też zapakować ją na jakiś wóz i spytać, czy ktoś jej tam nie zawiezie – wzruszyła lekko ramionami, usiłując przypomnieć sobie, gdzie w ogóle w Saimin znajduje się jakiś szpital. Jeśli musiałaby, to pewnie dałaby radę popilotować je do najbliższej placówki medycznej. – Zgadzasz się na to, Hideko? – wreszcie zwróciła się do niej osobiście - co z tego, że właściwie tylko i wyłącznie dla formalności. Odmawianie leczenia w przypadku niesprawnej niemal całej lewej strony byłoby skrajną głupotą, Inoyū założyła więc, że ma do czynienia z w miarę myślącą jednostką ludzką.
- Dobrze, w takim razie zróbmy to szybko, nie mamy całego dnia – burknęła. Naturalnie niskie pokłady cierpliwości cholerycznej Yamanaki powoli zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do końca swoich zasobów.
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 242
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Brama miasta i okolice

Postprzez Ichirou » 6 sie 2018, o 21:05

Misja rangi D
7/22


Jak wspaniale, że Shikatsu podjęła się heroicznego czynu, wykazując się zainteresowaniem poszkodowaną dziewczyną. Nagle, z sumień wszystkich ludzi dookoła pospadały ewentualne balasty. Nikt już nie miał nawet najmniejszego dylematu, czy dziewczyna nie potrzebuje czasem pomocy, bo przecież tę pomoc właśnie otrzymała. Można było ze spokojnym duchem przyglądać się dalej lub po prostu odejść, co spora część widowni postanowiła lub miała postanowić w najbliższej przyszłości. Po prostu zrobiło się nudno, dramaturgia leciała na łeb na szyję, więc nie było czego oglądać dalej.
Najwyraźnie te cholerne meteory były potrzebne.
Powiedzieć w takiej sytuacji, by się nie mazać, to jak poprosić osobę w szale o uspokojenie się. O dziwno jednak na ziemię nie spłynęła fala łez. Dziewucha wcale nie ryczała, choć miała do tego absolutne prawo. Owszem, same oczy były zalane łzami, ale wynikały one bardziej z bólu niż z ogólnej histerii. Spojrzała to na stojącą nad nią dziewczynę, to na swoją złamaną rękę, a jej wyraz twarzy sugerował w tym czasie załamanie. Głos utknął w jej gardle i przez dobrą chwilę nie była w stanie niczego powiedzieć.
Mimo wszystko dobrze, że ktoś przejął się jej wypadkiem, bo przy obecnym stanie zarówno psychicznym jak i fizycznym sama za wiele zdziałać nie mogła. Była w kawałeczkach, zarówno dosłownie jak i w przenośni.
Przeniosła spojrzenie zaszklonych, brązowych oczu na nadchodzącą postać, na którą Shikatsu postanowiła przerzucić część swojej przykrej odpowiedzialności.
- Hisako... - poprawiła cicho na wpół złamanym głosem, chyba bez pewności, czy ma to w obecnym momencie jakikolwiek sens. Pociągnęła zasmarkanym nosem, a potem zmarszczone, przybrudzone ziemią czoło w momencie, gdy Inoyū podzieliła się wątpliwościami.
- J-ja... Ja nie wiem... Weszłam na dach, podeszłam do krawędzi i... i... - głos jej się łamał, aż w pewnym momencie znów utknął w gardle. Potrzebowała paru sekund na kolejne pociągnięcie nosem i przeanalizowanie wstrząsającej dla niej sytuacji.
- ...a-ale ja nie chciałam! Nie chciałam tam wchodzić! B-byłam jak we śnie - wyjaśniła przejęta, spoglądając na obie panie wielkimi, brązowymi oczyma, które miały szczerą nadzieję na to, że relacja ostatnich wydarzeń nie zostanie wyśmiana.
Na wzmiankę o pomocy nie odpowiedziała. Nie to, że nie chciała iść do szpitala, tylko w tym momencie jej obita głowa była zmącona zupełnie innymi myślami. Hideko dźwignęła się do wciąż siedzącej, ale bardziej wyprostowanej pozycji i przetarła tą sprawniejszą rączką mokre oczęta.
- Ale jak... Jak to mogło się stać? Co j-ja teraz zrobię? T-taka połamana, a wesele za miesiąc. Bgowie... - skomentowała zrozpaczona do siebie, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem, jakby chcąc zaprzeczyć rzeczywistości. Zamknęła mocno oczy, próbując powstrzymać nową falę łez, która miała napłynąć do jej oczu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2498
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości