Wioska Shōhei

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Chise » 9 lip 2018, o 14:33

Misja D

7/15

Oświadczenie Sory wprowadziło nieco zamieszania na ich twarze.. No mówiąc dokładniej, to obaj wyglądali na kompletnie zbaraniałych. Jeden z nich nieco otworzył usta, a drugi zamrugał szybko, jakby dochodził do siebie. Wtedy dziewczyna dodała drugą część wypowiedzi i wydawało się, że to go otrzeźwiło. Zmarszczył brwi, po szybkim ruchem zdjął z siebie kaptur, pokazując wygoloną głowę i to samo zrobił koledze, tyle, że on miał króciutkie, jasne włosy, jak szczecina. Złapał chłopa, przybliżając się do dziewczyny. 
- Jak my wyglądamy? - zapytał niespodziwanie. Jego kolega zdawał się coraz bardziej gubić wątek i tylko strzelał oczami od jednej do drugiej osoby, starając się usilnie pojąć co tu się dzieje. Po minie można było wnioskować, że nie szło mu najlepiej, a kolejne jego słowa tylko jeszcze bardziej wszystko zagmatwały.
- Czy mamy cycki, skąpe ubranie, makijaż? - dopytywał się nieco głośniej, w tym momencie już niemal nad nią wisząc. Zdawał się tracić cierpliwość.
- CZY MY WYGLĄDAMY JAK DZIWKI? - wrzasnął w końcu, aż jego kolega się wzdrygnął. Nie czekał nawet na jej odpowiedź, bo ta była dość oczywista, a pytanie retoryczne. Każdy z nich był tak daleko od wizerunku prostytutki jak to tylko było możliwe. 
- Przecież widać, że nie - odpowiedział sam sobie nieco ciszej, po czym nabrał powietrza - W TAKIM RAZIE CZEMU PRÓBUJESZ NAS WYRUCHAĆ JAK DZIWKE? - znów krzyknął. Widocznie poprzednie wyciszenie to było tylko oszczędzanie gardła albo jak preludium. Jeden koleś nadal nad nią wisi, drugi chyba właśnie zaczął pojmować cały zabieg szefa, sądząc po wyrazie nagłego olśnienia na twarzy. Pokiwał gwałtownie głową, zgadzając się z widocznie mądrzejszą połową tego duetu. 
Chise
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Sora » 9 lip 2018, o 15:14

Mężczyzną najwyraźniej nie spodziewali się tego co może się stać. Nic zresztą dziwnego, w końcu kto mógł przypuszczać, że niebieskooka zaproponuje dwójce podejrzanych typów spacer po lesie, z dołączoną w gratisie zabawą, co prawda bliższą wisielcowi, niż ich wyobrażeniom, ale każdy popełnia błędy, nie można ich przecież winić, za to że nie spodziewają się przyjścia nastolatki chcącej pociąć ich w lesie. Mężczyzna zsunął kaptur i zbliżył się do Sory, to nie zwiastowało niczego dobrego, a pierwsze wypowiedziane przez niego słowa tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. -Jeśli zacznie krzyczeć, zaraz ściągnie tu tłum gapiów, nici z zabawy i pieniędzy.- Pomyślała, krótko, zmuszając nici do przesunięcia znajdujących się w jej ciele noży. Dwa z nich znalazły się w przedramionach, tak że sztych ostrza znajdował się na wysokości nadgarstka, kolejne przeniosło się do ramienia, a czwarte znalazło się w boku, oczywiście od strony w po której stał ten bardziej oddalony mężczyzna, piąte znalazło się na wysokości obojczyka, tego stojącego bliżej. Sora wiedziała, że jeśli będzie musiała zabić ich teraz, to poszukiwania następnej ofiary zajmą nieco czasu. No, ale lepsze to, niż stanięcie się bardziej rozpoznawalną, przez nakrycie na tym niezbyt owocnym spotkaniu. Właściwie w tej chwili mężczyźni mieli jeszcze szansę na ucieczkę, jednak jej nie wykorzystali...
Każdy popełnia błędy, niektóre kosztują więcej, a inne mniej, w obecnej sytuacji na szali stały dwa życia, tylko czy ktoś przejmie się zniknięciem tych typów? Po drodze przecież nie było żadnej straży, więc co złego może się stać. Nawet jeśli ktoś wbiegłby do zaułka, gdy byłoby już po wszystkim, raczej nie uwierzyłby w to, że Sora była w stanie pozbyć się owej dwójki, w końcu była od nich o wiele mniejsza i uzbrojona jedynie w parasol. Mężczyzna postanowił podnieść głos i to wystarczyło, wiedziała że gdy ludzie dają się ponieść emocją dość szybko głośniejsza mowa, może przerodzić się w krzyk, a tego nie chciała. Mężczyzna stał wystarczająco blisko, by niebieskooka nie musiała przejmować się tym, że wykona unik, miała tylko jeden strzał i zamierzała go wykorzystać. Kunaie z nadgarstka, oraz obojczyka znajdujące się na końcu splecionych w macki czarnych nici wystrzeliły w jego stronę, ten pierwszy przebić miał płuco, a drugi gardło, najlepiej na wylot, tylko czy szybkość splecionych nici była wystarczając, by plątanina czarnych nici, zakończona stalowych ostrzem dała radę zakończyć życie wytatuowanego gościa w ciągu sekund? Nie miała czasu się zastanawiać, w tym samym czasie pozostałe trzy kunaie, napędzane tą samą mocą pomknęły w kierunku klatki piersiowej, a konkretniej płuc drugiego zbira. Lubiła jak krzyczą z bólu, tylko że to nie była odpowiednia pora, przebicie płuc skutecznie powinno ich uciszyć.


Spoiler: pokaż
Kc D
Chakra 100%-36%=64%

Nazwa
Jiongu: Reberu Ei

Przedostatni poziom Jiongu. Wprowadza on szereg różnych zmian. Udoskonala zdolności nici, co jest oczywiste, lecz warto o tym wspomnieć. Idąc dalej, pozostają już tylko dwa narządy wewnętrzne: serce i mózg. Dochodzi również bardzo ważna dla Kakuzu rzecz. Zostaje wprowadzona możliwość aplikacji nowych serc. Aktualnie ich limit to trzy, lecz z czasem da się to zmieniać. Schemat zdobywania serc opisany jest poniżej.

Wytrzymałość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Szybkość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Zasięg
25 metrów

Dodatkowe
Wymagana kontrola chakry na D

Koszt Chakry
D: 36% | C: 28% | B: 20% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (na turę)

Szybkość ponadprzeciętna, wytrzymałość przeciętna
5x Kunai, ukryte wewnątrz ciała, na wysokości brzucha
Sora
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Chise » 10 lip 2018, o 21:59

Misja D
9/15


Zlecenie na jakieś drobne zadanko czy też chęć metaforycznego lub dosłownego wyruchania potencjalnych pracodawców? To było w głowie tej dwójki, kiedy patrzyli na niepozorną dziewczynę o błękitnych oczach. Nie mogli.. Nie mieli nawet możliwości by myśleć o tym, co planowała im zgotować. Aparycja Sory działała niewątpliwie na jej korzyść, nie wzbudzając nim podejrzeń co do swojej prawdziwej, krwiożerczej natury. Młodziutka dziewczyna przygotowała się do ataku i gdy mężczyzna zaczął podnosić głos w sposób mogący ich zdradzić, zaatakowała bez najmniejszych wątpliwości czy wyrzutów sumienia.
Czarne, gruby nici przebiły się z wnętrza ciała dziewczyny, wyciągając ze sobą śmiercionośne narzędzia shinobich. Rozsądniejszy z tej dwójki stał niestety bliżej Kakuzu.. Tak blisko, że uniknięcie ataku z zaskoczenia z tej odległości było niemal niemożliwością. Kto wie, może i był shinobim, ale na pewno nie żadnym wyższych lotów. Strzał był bezbłędny, nie miał możliwości pudła, więc kunai przeszył gardło i klatkę piersiową mężczyzny. Wydał z siebie dziwny, bulgoczący dźwięk, jaki wydaje krew zalewająca płuca, jucha buchnęła na dziewczynę okrywając jej ubranie, twarz i włosy lepką czerwienią. Miała jednak pecha - jej nici, choć nieprzeciętnie wytrzymałe oraz pioruńsko szybkie, nie niosły z sobą wielkiej siły. I kiedy cisnęła kunaiami w drugiego przeciwnika, napotkała przeszkodę. Metaliczny brzdęk i wszystko stawało się jasne - pod ciemnym płaszczem musiał mieć na sobie zbroję! Nabrał głęboko oddechu...
- RATUUUUNKUUUUUU! MORDUJĄĄĄĄ! - wrzasnął, odwracając się i uskuteczniając taktyczny odwrót w obliczu przeważającej siły wroga. Przynajmniej w tym jednym okazał rozsądek.
Chise
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Sora » 10 lip 2018, o 22:20

Macki przeszyły stojącego bliżej mężczyznę na wylot, ciepła krew powoli spływała po czarnych niciach, cicha i szybka śmierć, niemal bezbolesna, właściwie to Sora nie była pewna czy to boli, pamiętała jak to ona była w jego sytuacji, jak miecz przebił jej korpus... Tylko, że ona już wtedy przestała czuć coś takiego jak ból, mogła co najwyżej wyobrazić sobie co czuje niezdolny do wydania z siebie jakiegokolwiek dźwięku mężczyzna. Lekko uniosła kąciki ust, układając je w drobny uśmiech. Drugi miał skończyć podobnie, zginąć szybko i niemal bezboleśnie, tylko że nie chciał. Sora przystanęła na chwilę wgapiając się w gasnące oczy bandyty, nie taką śmierć dla niego planowała, szkoda że nie miała czasu na zabawę, ale czasem tak było, nie każdy chciał dostarczyć jej przyjemności. Ten drugi się przeraził, zaczął krzyczeć, zaraz po tym jak splecione w macki czarne nici odbiły się od skrywanego pod płaszczem pancerza. -Mogłeś umrzeć w ciszy.- Powiedziała pod nosem zmuszając wszystkie pięć macek do ataku. Wiedziała, że krzyk mężczyzny prawdopodobnie ściągnie jej na głowę jakichś domorosłych bohaterów, czy ludzi oddelegowanych do ratowania tych, którzy byli zbyt słabi poradzić sobie samemu. Dwójka w płaszczach, oni nie przydali się nawet w roli zabawek, więc czemu mieliby dalej marnować powietrze? W końcu nawet potwory musiały oddychać, brak płuc wcale nie sprawiał, że nie musiały oddychać. Wszystkie macki miały uderzyć, tylko że nie bezpośrednio, miały wykonać koło wokół mężczyzny, może i niebieskooka była za słaba żeby utrzymać go na miejscu, ale wystarczyła ta krótka sekunda, aby jednocześnie z różnych stron spadły na głowę oraz szyję wytatuowanego typka. Zaraz potem jeśli trafiły miały wrócić na miejsce brudząc całą bluzę juchą.-I tak nikt by nie uwierzył.- Dodała szeptem.


Spoiler: pokaż
Kc D
Chakra 64%-36%=28%

Nazwa
Jiongu: Reberu Ei

Przedostatni poziom Jiongu. Wprowadza on szereg różnych zmian. Udoskonala zdolności nici, co jest oczywiste, lecz warto o tym wspomnieć. Idąc dalej, pozostają już tylko dwa narządy wewnętrzne: serce i mózg. Dochodzi również bardzo ważna dla Kakuzu rzecz. Zostaje wprowadzona możliwość aplikacji nowych serc. Aktualnie ich limit to trzy, lecz z czasem da się to zmieniać. Schemat zdobywania serc opisany jest poniżej.

Wytrzymałość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Szybkość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Zasięg
25 metrów

Dodatkowe
Wymagana kontrola chakry na D

Koszt Chakry
D: 36% | C: 28% | B: 20% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (na turę)

Szybkość ponadprzeciętna, wytrzymałość przeciętna
5x Kunai, ukryte wewnątrz ciała, na wysokości brzucha
Sora
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Chise » 11 lip 2018, o 22:32

Misja D
11/15


Patrząc na obecną sytuacje, to na pewno Sora ma wiele cech wspaniałego shinobiego. Zimną krew, bezwzględność, upór, odporność na okrucieństwo.. Te cechy były wręcz niezbędne w tak krwawym zawodzie. Właśnie dzięki tym przymiotom jej postępowanie było właśnie takie, a nie inne - wiedząc, że mężczyzna zaczyna uciekać zaatakowała. Jej nici były bardzo szybkie, za szybkie dla przeciwnika i choć nie miały dużej siły przebicia, to nie miały przecież go zatrzymać. Miały jedyne na moment przytrzymać, by mogły zaatakować kunaiami część ciała, która nie była osłonięta zbroją i równocześnie była wrażliwa - czyli głowę. Szybkie cięcia wywołały potworny krzyk, niemal ryk - ucięty nagle gdy jedna z broni poderżnęła mu gardło. Znajomy już odgłos bulgoczącego gardła towarzyszył wycofującym się mackom. Przy upadającym ciele mężczyzny mogła zobaczyć zarówno kaburę, jak i sakiewkę. Zapewne naprawdę mieli plan jej zapłacić..
Odwracając się, zobaczyła na ulicy stoją dwójkę osób. Przerażona kobieta z małym dzieckiem, może półtorarocznym na rękach, patrzyła się na nią, zasłaniając twarz dłonią. Zaraz zaczęły pojawiać się kolejne osoby i rozpoczęło zamieszanie. Krzyki, wołanie straży, ludzie pokazywali dziewczynę palcami, ale nikt nie wykrzykiwał oskarżeń.. Na razie. W tym zamieszaniu jedyny prawdziwy świadek wydarzeń zaczął się gdzieś gubić.
Chise
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Sora » 11 lip 2018, o 22:59

Jeden trup leżał już u jej stóp, nie było tu mowy o powolnym wykrwawianiu, czy innej sytuacji w której dane byłoby mu zaszczyć świat ostatnimi słowami, może to i lepiej, nie trzeba było męczyć się wysłuchując jakichś dziwnych opowieści. Drugi mężczyzna próbował uciekać, a może się bronić, nie była pewna, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Sora nie musiała się nawet irytować, inna sprawa, że nie leżało to w jej naturze, po prostu narobiła nieco zamieszania wokół niego i uderzyła, gdy najmniej się tego spodziewał... No, może i tak to miało wyglądać, ale po prawdzie wystarczyła sama szybkość jej tymczasowo uwolnionych wnętrzności. Niestety, nawet umrzeć nie chciał po cichu. Shinobi idealny, okrutny, bezwzględny czy tym właśnie była? No, nie do końca, nie była narzędziem, nie służyła nikomu, bo i nie miała komu służyć. Mężczyzna upadł, wykrwawiając się, przy nim leżały sakiewka i kabura. Niebieskooka odwróciła się, niestety nieopatrznie u wyjścia zaułku pojawiła się kobieta z dzieckiem. Zakrwawione macki już zdążyły wsunąć się na miejsce, jednak nie zmieniało to faktu, że ta dwójka widziała co tutaj zaszło. W pierwszej chwili dziewczyna chciała po prostu pozbyć się dwójki, czuła jednak jak jej skóra porusza się pobierając tlen, którego nadwyżki zużyła przy poprzednim starciu. Może i była nieśmiertelna, ale nie niezniszczalna. Odwróciła się i rzuciła do biegu, cel był prosty, zbiec do lasu, po drodze wolną ręką zgarniając kaburę i przy okazji nie zgubić parasola.
Sora
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Chise » 12 lip 2018, o 00:00

Misja D
13/15


Sora może i miała wiele, wiele cech pożądanych przez shinobich.. Ale niestety nie należał do nich spryt. Dziewczyna mogła przecież wyłgać się z tej sytuacji straży i ludziom. Ba, biorąc pod uwagę, że ta dwójka wyglądała na typy spod ciemnej gwiazdy to mogła nawet dostać pochwałę lub jakąś nagrodę? Jej aspołeczność jednak działała na jej niekorzyść. Zamiast zmierzyć się z konsekwencjami w sposób zmyślny, wybrała.. Zwykłą ucieczkę. Jedne co zrobiła przed wzięciem nóg za pas to zgarnięcie kabury, którą wcześniej zauważyła u przeciwnika - po czym zaczęła wiać. Ciekawe czy zdawała sobie sprawy, że w tym przypadku ucieczka to niczym przyznanie się do winy? Ofiara raczej nie ucieka z miejsca wypadku, więc w tym wypadku jednoznacznie stawiała się na pozycji oprawcy.
Wybiegając z uliczki, z daleka widziała już kolejnych gapiów biegnących w tą stronę, jednak na szczęście nie było wśród nich straży. Musiała jednak wybrać drogę, a z obu stron nadchodzili ludzie, którzy z pewnością zwrócą uwagę na zakrwawioną dziewczynę. Musiała mieć jakiś plan, nie mogła przecież mordować każdego na drodze, by uniknąć świadków. Nie pozwalały jej na to możliwości fizyczne, a na dodatek z każdą chwilą gdy się zatrzymywała, z pewnością zwiększała się szansa na pojawienie się jakieś straży czy nawet przypadkowego shinobiego.
Chise
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Sora » 12 lip 2018, o 00:20

Plan był dobry, można by tak to ująć gdyby Sora chciała się okłamywać. Spodziewała się, że ludzie niedługo się zbiegną, ba mógł być to nawet cały tłum niepotrzebnych świadków. Stres? Nie, to nie to, zjawienie się straży nigdy nie było niczym przyjemnym, ale to nie strach przed nimi ją napędzał. Tym razem górę wziął instynkt, walcz albo uciekaj, ale nie czekaj. Nie miała zamiaru dać się złapać, nawet jeśli miała w głowie kilka przygotowanych na takie sytuację historii. Tylko, że nie chciała z nich korzystać, nawet jeśli były to męty, te męty mogły mieć przyjaciół, a zwrócenie większej uwagi, niż potrzeba byłoby głupotą. W biegu nasunęła na głowę głęboki kaptur, kto mógł poznać jej twarz? Ta jedna kobieta? Dla innych będzie po prostu drobną osobą w zakrwawionym stroju, a strój zawsze można zmienić. Jedynym co było charakterystyczne to parasol, ale taki sam miało wiele osób, w końcu deszcz mógł nadejść w każdej chwili. Niebieskooka biegła licząc, że dojrzy linię lasu, a za nią czekać będzie bezpieczeństwo. No, może nie do końca, ale tam będzie czuła się pewniej, będzie mogła się obronić. A jeśli nie ucieknie? Jeśli ją złapią? Wystarczy zrzucić winę za ucieczkę na strach, kradzież kabury na głód, a śmierć mężczyzn na ich próby skrzywdzenia jej. Miała dwie możliwości i wybrała obie. -Z każdej strony.- Pomyślała zdyszana dziewczyna... Nie miała dużego wyboru, jeśli nie mogła uciekać ulicą, wciąż pozostawały jej ściany i dachy, w końcu Kazuo nauczył ją wielu sztuczek shinobi. Ruszyła przed siebie, ganiąc się w myślach za to, że nie zaplanowała drogi ucieczki. Biegnąc przesłała chakrę do ziemi, nie potrafiła wtopić się w nią od tak, ale zawsze mogła stworzyć sobie drogę ucieczki, w pewnym momencie najzwyczajniej w świecie zniknęła pod nią i ruszyła dalej, licząc że uda jej się wyjść za ścianą drzew.


Spoiler: pokaż
Kc D
Chakra 28%-12%=16%


Nazwa
Doton no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedna z prostych technik Dotonu. Polega ona na wytworzeniu dziury w ziemi, do której szybko wskakujemy, a następnie przemieszczamy się pod ziemią. W ten sposób można uniknąć ataku i zarazem zaatakować niespodziewanie przeciwnika. Dzięki temu można zadać ostateczny cios, albo oszałamiający na tyle, że dalsza walka będzie problemem dla ofiary.
Sora
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Chise » 12 lip 2018, o 01:27

Misja D
15/15 - kiedy Sora zapomina o istnieniu Henge



Tak, z całą pewnością do wielu zalet Sory nie zaliczała się lotność umysłu.
Dziewczyna była być może zmęczona z powodu utraty czakry lub sytuacja ją speszyła, ale zignorowała najprostszą możliwość zniknięcia w tłumie, jaki posiadał w swoim arsenale niemal każdy Shinobi - czyli Henge no jutsu. Zamiast tego nasunęła kaptur na głowę. To oczywiście dawało jej jakąś anonimowość, ale na pewno nie zapewniało zmniejszenia zainteresowania jej osobą przez gapie - a wręcz przeciwnie. Każdy mijający człowiek zerkał w jej stronę z ciekawością, obawą, zaniepokojeniem.. Dlatego nie było niczym dziwnym, że koniec końców, gdy już niemal dotarła na kraniec miasteczka usłyszała za sobą krzyki.
- STÓJ! -męskie, zdecydowane głosy za nią z pewnością nie były niczym dobrym. Z pewnością także nie chcieli jej pogłaskać po główce za to co zrobiła. Ucieczka z miejsca zbrodni bez wyjaśnienia także nie była przecież mile widziana, bo bez niej, czyli głównego w najlepszym wypadku świadka, zaś w najgorszym sprawcy masakry, nie mogli rozwiązać sprawy.
Kto nie miał w głowie, ten musiał tracić czakrę. Dziewczyna widząc zagrożenie użyła techniki Dotonu, znikając pod ziemią i tam podążając w stronę lasu, który był jej wybawieniem. Strażnicy z przekleństwami zatrzymali się przed wąskim tunelem, w którym zmieściła się drobna dziewczyna, ale do którego rośli faceci w zbrojach nie mogli mieć wstępu. Poszukiwania musiały zostać zastopowane.. A to wystarczyło Kakuzu. Wynurzyła się z tunelu w lesie i przepadła między drzewami, a strażnicy mogli najwyżej szukać..
Wiatru w zaroślach.


// Dziękuje za misje, poszło.. Zaskakująco sprawnie, przynajmniej w mojej ocenie. Polecam się na przyszłość i miłej dalszej gry <3 Jako wynagrodzenie jest ekwipunek znaleziony w kaburze - 50 sebon. Sama kabura jest uszkodzona i nie nadaje się do dalszego użytkowania. //

Sora oczywiście zt, do lasu :3
Chise
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 15 maja 2020, o 14:02

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
15


Wielu nazwałoby to malkontenctwem. Powiedziałabym... większość? Hmph, zapomnij. Przecież ten świat jest taki szary... Czasem wydaje się nam, że jego jedynym przebiciem jest krew. Na bieli, nawet tej brudnej, to nie czerń wyglądała najbardziej wyraziście. To krew. Świeża, wylana własnie z tętnicy - tej zdradzonej, czy nie zdradzonej, przyjaznej czy wrogiej. Każda krew miała ten sam kolor. Tych, co twierdzili, że mają ją błękitną i tych, którzy mieli ją mieć brunatną - zanieczyszczoną opiłkami ziemi, którą uprawiali, niszcząc własne dłonie, by robić na takich jak Ty. Albo jak ten, który siedział tutaj i którego los wydawał ci się jedną z najgorszych przyszłości, jaką mogłeś zobaczyć. Takie to straszne? Czuwać. Doświadczać swojego błogostanu po wszystkim, co się już wydarzyło, bez wstydu i bez żalu, że skończyło się tak a nie inaczej. Ten mężczyzna o przeoranej bliznami twarzy i (nie miej złudzeń ni wątpliwości) zapewne całym ciele, nie wydawał się zmęczony tym, że tu tkwi. Wydawał się odprężony. Jak na wakacjach, które obiecywali od zawsze, ale telegram od władz jakoś nigdy nie dotarł do twoich dłoni, że to w końcu moment na zaznanie spoczynku. W swojej głowie tworzysz klin między wyobrażeniem a rzeczywistością, wciskając się negatywem - tuż na sam środek. To spokojne i swobodne wakacje - a to ta druga strona, w której uciekłeś bez słowa, nie chciałeś powrócić i delektowałeś się dotykiem morza na twarzy, nawet nie zanurzając stóp w zimnych falach. Wielkie mury zawsze działały na wyobraźnię człowieka. Na twoją zadziałał dokładnie tak, jak powinien. Jak zareagował by każdy, ze zdumieniem odkrywając, że tu życie toczy się jak wszędzie indziej i nikt nie martwi się tym, że jest zamkniętym w klatce ptakiem, który nie będzie mógł odlecieć. To miejsce więc... przycina skrzydła? Jak na razie przycięło tylko krańce twoich włosów, żeby o wiele wygodniej się je nosiło. żeby lepiej wyglądały przed tym ostatnim spotkaniem. Lecz ty od dawna byłeś negatywem swojego własnego świata, w którym żaden kwiat nie był już tak samo kolorowy i nie był tak samo wonny. Tragedią twoich rodziców i własnej spuścizny, która jak lepki syrop ściekała z twoich palców i skapywała na buty. Pragnieniem, żeby ktokolwiek zamknął cię w uścisku, nawet gdybyś przez to sam miał być naiwny i zgodzić się na moment egzystencji. Wykluczając, że to właśnie w tym naiwnym momencie będziesz żył najmocniej, najgłębiej, że to wtedy zaczerpniesz więcej powietrza do płuc niż przez ostatnie cztery lata. Zduszenie nie rodziło się, jak ludzie uważali, z budynków. Pragnienie roztrzaskania swojej głowy nie było szeptem tego muru, kiedy przykazano przy nim trwać. Niedowierzanie w to, że tak dało się żyć, nie było winą zimnego kamienia. Jeśli zapomniałeś, jakiego koloru były czerwone maki, nie będziesz też pamiętał, jakiego rodzaju kwiat zdradza te paranoje w umyśle człowieka. Sieje je jak dobra pastereczka, w której skrycie podkochują się chłopaki od najmłodszych lat życia, ale żaden nie ma wystarczająco odwagi żeby podejść i zapytać, czy będzie jego jedyną. Nawet jeśli przedtem ścinają włosy, żeby dobrze wyglądać, bo przecież to właśnie może być ostatnim spotkaniem. I chcesz zrozumieć, i chcesz mieć odwagę, i trudzisz się i stękasz, aż w końcu robisz krok w tył, bo stanie w miejscu nie jest zupełną bezczynnością. Dopiero stając tutaj, widząc znoje, mogłeś sobie powiedzieć, że chyba w końcu zrobiłeś krok w przód. Zdaje się, że taki, który był ci pisany od zawsze. W tym przeznaczeniu, w które nie wierzyłeś.
Mężczyzna skinął głową i uniósł rękę, tak jakby chciał machnąć na muchę, by już spadała. W drugim momencie rozumiało się, że to było pozdrowienie. Jakieś dawno zapomniane, może tak bardzo niechlujne, może kiedyś tak właśnie stare plemiona pozdrawiały wojowników, którzy mieli wyruszyć na misję. I nie wiadomo, czy bogowie pisali im, że z niej jeszcze powrócą. W tym geście zapisało się coś pierwotnego i choć wydawało się tak niechlujne - dobrego. Ten całkowicie zrelaksowany ninja, zapamiętały w swoich własnych, prywatnych wakacjach, w których mógł moczyć nogi i drzewać, oparty o kamień, nie uniósł jej na początku i nie wydawał się chętny do tego, żeby na cokolwiek się zdobyć - coś więcej, by pomóc. Kwestia historii, którą przedstawiłeś? Cokolwiek to było - dobrze mu z oczu teraz patrzyło. Takie miałeś właśnie wrażenie - jakby swój żegnał swego, bez podziału na obowiązki, role czy rangi.
- Powodzenia, chłopaku.
Brama otworzyła się i wyszedłeś na zewnątrz. Nieskończona przestrzeń zarysowana drzewami lasów, droga - i ty, sam jeden. Znów w trasie.
Szczury to bardzo obrzydliwe, chore stworzenia - tak uważali mieszkańcy miast. Szczury niszczą, są szkodnikami - tak mówili mieszkańcy wiosek. Szczury to inteligentne zwierzęta, sprytne i przebiegłe - a to... kto to powiedział? Jesteś szczurem. Stworzeniem, które mogło przedostać się pomiędzy kolcami. Stworzeniem, które mogło zniszczyć krzak róży. Stworzeniem, które mogło podejść dzikiego wilka sposobem - bo swoją inteligencją. Nikt się ze Szczurami nie liczył. To jak marny Doko - owszem, jest zalążkiem, pączkiem, który może w przyszłości coś urodzić, ale lepiej takiemu dać szczotę w łapę i niech zasuwa na kolanach i sprząta koszary. Na pewno ta podłoga, którą dzisiaj rano sprzątano, po dwóch godzinach jest brudna znowu. Wieczorem? Powtórz - bo przecież żołnierze, prawdziwi w mordę jeża, przechodzili tędy ze dwadzieścia razy! A nie, przepraszam, dziś było pusto. Dlatego powtórz, bo kurz mógł się nazbierać. Szczur też mógł się dostać do Kapturka i ostrzec go, że Wilk się zbliża. To zaledwie początek wielkiej drogi. Jak ten pierwszy krok, który robisz po ponownym przekroczeniu Muru. Powinien wzbudzać jakieś uczucie, że naprawdę ewoluujesz... ale czy wzbudzał to akurat w tobie? Coś się zapadło w twoim sercu, Przyjacielu. Czegoś w nim zabrakło. Coś z niego wyrwano. To biedne, kiedyś pełne wiary serce...
Wędrówka minęła szybko. W miarę szybko. Pierwszego dnia skończyłeś ledwo przed zmrokiem w karczmie, pytając karczmarza, czy widział tu takiego a takiego. Tak, tak - widział. Nic dziwnego, blondynek odcinał się zdecydowanie na tle tych bladych, zazwyczaj czarnowłosych twarzy. Zwłaszcza z pięknie zapakowaną klingą, którą ponoć miał oglądać w rogu karczmy roziskrzonymi oczyma. Więc pozostało ruszyć dalej, skoro tu go widzieli. Nic podejrzanego się nie działo, chłopaczek grzecznie zapłacił, zjadł swoje, poszedł spać i z samego rana, po śniadaniu, wyruszył dalej. Tak, tak, w tamtym kierunku. Czyli - chyba z trasy nie zboczył. Drugiego dnia dotarłeś w końcu do kuźni, w niedalekiej odległości od wioski Shohei. No - może i dość dalekiej, bo i pół dnia można tam było iść, ale wystarczająco niedalekiej, żeby trzymać ją jako wyznacznik swojej drogi. Prosto jak w mordę strzelił - no mieli rację. Prosto.
Kuźnia była doskonale wyposażona, a budynki, składające się na niewielki kompleks, były zadbane. Właściciel nie przelewał za kołnierz - wyraźnie dbał o to, żeby miejsce jego zamieszkania i pracy jednocześnie robiło pozytywne wrażenie. Takie samo wrażenie robił on sam. Kompleks otoczony był kamiennym murem z elegancko wypaloną dachówką. Brama była szeorko otworzona i mogłeś dojrzeć składnie tego całego miejsca. Ogromny plac na środku ze studnią, po lewej stronie stajnię, w której rżały konie i jakiś chłopak, młodszy od ciebie, widłami wiosłował właśnie siano do otworzonego boksu. Po prawej stronie znajdowała się docelowa kuźnia, dym, siwy, buchał z rozpalonego pieca, słychać było uderzanie młota o kowadło. Naprzeciwko znajdował się dom mieszkalny. Sporej wielkości. Przed nim siedziała starsza kobieta, dziergając na drutach, a dwójka dzieci biegała wokół wielkiego kasztanowca, na którego gałęzi zawieszono huśtawkę. Krzyczały do siebie, ale nic konkretnego - ot, okrzyk wojenny, niewinny śmiech dziecięcy. Sam mężczyzna robiący przy kuźni miał zadbaną, przystrzyżoną brodę i splecione włosy w krótki kuc. Głowę obwiązał bandamą, spod której spływał pot od pracy przy gorącym piecu i żelazie. Był bardzo umięśniony i chociaż starość wyżłobiła w jego twarzy zmarszczki i zebrała żniwo w postaci siwizny, to nie wydawał się w swoich ruchach ociężały czy osłabiony. Wyglądało na to, że świetnie sobie radził. W pełni skupiony na pracy nawet nie zauważył, gdy wchodziłeś. Pies, kundel leżący u stóp starszej kobiety, uniósł łeb i spojrzał na ciebie czujnie.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1776
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 18 maja 2020, o 13:10

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.

Dlaczego bycie malkontentem jest uważane za coś negatywnego? Świat powinien dążyć do perfekcji, nawet jeżeli jest ona nieosiągalną utopią. Słyszałem kiedyś takie powiedzenie: nieważny jest cel, tylko droga. Co prawda było to przy okazji pytania "po co pijesz każdego dnia?", ale to bez większego znaczenia - idealnie wkomponowuje się to w mój krótki wywód na temat pesymizmu. Bo czymże jest pesymizm, jeżeli nie realizmem przyprawionym nutką goryczy? Im szybciej ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, jak wiele wad jest w nich samych, tym szybciej uda się zbudować idealne społeczeństwo. Powiedz mi - któż nie chciałby żyć w świecie pozbawionym wojen, gdzie Shinobi nie są potrzebni? Chyba tylko właśnie Shinobi, którzy nie mają co robić ze nadmiarem energii i coś ich w sercu kłuje, gdy przez tydzień nie mogą komuś rozkwasić mordy. Truizmem byłoby powiedzenie, że Shinobi to mniejszość, ale tak własnie jest. I mimo, że to mniejszość, to nie oszukujmy się - znacząca większość kłopotów tego świata tworzy się właśnie przez nich. Bo ktoś uważa, że jego klan jest lepszy od drugiego klanu i dlatego trzeba wymordować każdego, kto przypadkiem ma inne Kekkei Genkai. Tak było z Juugo, wiesz o tym, prawda? Gdy Uchiha ich wykorzystywali, traktowali jak amunicję do swej maszyny śmierci. Tak było z Douhito i Haretsu, gdy ich wybuchowe temperamenty doprowadziły do śmierci setek. Tak jest i teraz, gdy Nara i Aburame biją się... chyba nikt już nie wie dlaczego. Może nie było powodu - po prostu chcieli zobaczyć, jak rzeki mienią się czerwienią, gdy wrzucają do nich zakrwawione ciała swych wrogów. Ale powiem Ci jedną rzecz - gdy sprawdzisz ich wszystkich krew, to wierz mi, nie odróżnisz jednej od drugiej. Wszyscy są ludźmi, a walczą ze sobą, mordują się. W imię czego? W imię ideałów, które jakiś stary pierdziel wmawia im codziennie rano na spotkaniu klanowym? Czy naprawdę jesteśmy tak zaślepieni tym co jest, że nie widzimy tego, co będzie, jeżeli się nie ogarniemy? Czy to jeszcze nacjonalizm, klasizm, czy już faszyzm?
Wziął głęboki oddech, ponownie wychodząc w tereny Sogen. Mroźne powietrze uderzało w jego nozdrza, a dreszcze przechodziły po karku przy co mocniejszym podmuchu. Zbliżała się zima - było to czuć bardzo wyraźnie. I choć Aka byl przyzwyczajony do takich temperatur, to jednak zima nie była jego faworytem w konkursie o miano najlepszej pory roku. Trudno, żeby Katonowiec cieszył się ze śniegu, nieprawdaż? Teraz na szczęście było szaro, buro i ponuro. Zaskakujące, że pomimo takiego klimatu, tutejsi mieszkańcy dożywali całkiem sędziwego wieku, nie skarżąc się zbytnio na bolące korzonki i inne dolegliwości starcze. Wakacje w Sogen, hah. Ile taki Aka dałby za umiejętność nieprzejmowania się otaczającym go światem. Ile dałby, żeby rozwalić się gdzieś w chatce pośrodku niczego i zapomnieć, że stolica jego kraju leży obok krainy, z której mało kto wraca żywy. Młody Uchiha naprawdę chciałby umieć mieć wysrane na wszystko i wszystkich, ale smutna prawda była taka, że nie potrafił. Choćby usilnie się starał, to dobroć i ufność do ludzi zawsze w nim zwyciężała. To była jego słabość - wierzył, że ludzi można zmienić. Wierzył, że każdy zasługuje na drugą szansę i był idiotą, bo dawał i trzecią. I czwartą. I piątą. I mimo że powtarzał sobie każdego dnia, że ludzie się nie zmieniają, a co najwyżej starzeją, to wciąż popełniają te same błędy i niczego się nie uczą. Był takim miłosiernym bogiem-pasterzem, który spogląda na swe owieczki, zapominając, że to wilki w innej skórze. Ile ciosów przyjmiesz, zanim zacznie boleć? Ile razy trzeba Cię pchnąć w brzuch byś zrozumiał, jak bardzo mylisz się, pokładając nadzieję w ludziach, których przy pierwszym spotkaniu powinieneś kopnąć w dupę? Aka nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Aka był miałki i zdawał sobie z tego sprawę. Nigdy nie miał się za kogoś. I prawdę mówiąc - chyba nie chciał. Chciał się do czegoś przydać w życiu (w końcu po to wstąpił na Mur), ale laury, zaszczyty... to nie dla niego.
Nikt nie musiał podcinać mu skrzydeł. Nigdy nie pragnął latać.
Co więc powinieneś zrobić ze swoim życiem, Uchiha Aka? Zadawał sobie te pytanie codziennie, każdego dnia, gdy wstawał i z zniesmaczeniem spoglądał w lustro, w okno, w świat. Męczyło go to, a jednocześnie był jedną z tych osób, dla których samobójstwo było tchórzostwem. Zwłaszcza w jego przypadku - gdy wielu wyśmiałoby go, gdyby powiedział im o swoich problemach. To jest straszne w ludziach - bagatelizowanie problemów innych ludzi. Coś co dla jednego może być niewinnym żarcikiem, innego może pustoszyć w środku. Ludzka psychika nie jest prosta jak budowa cepa, składa się na nią wiele czynników, genetycznych, społecznych, behawioralnych. Zagłębiając się w jej zakamarki można odkryć rzeczy, o których lepiej nie wiedzieć. I nawet taki Szczur jak Aka, gdzieś tam głęboko w główce wiedział, że igranie z psychiką potrafi przynieść wiele korzyści. Że przecież może podejść Wilka sposobem, inteligencją. Ale czy tak było naprawdę? Czy szczury były takie mądre, czy po prostu natura obdarzyła ich czymś strasznym? Te przebrzydłe stworzenia przecież przenosiły najstraszniejsze choroby na świecie, były żywym inkubatorami wszelkich wirusów i zarazek - to przecież przez szczury zginęło najwięcej ludzi na świecie. Trochę jak z Uchiha i ich Sharinganem, ich przekleństwem. Sam klan Uchiha nie posiadał wielu umiejętności, to ich oczy czyniły ich tak zabójczo skutecznymi - prezent od natury. Choroba, którą przenosili z człowieka na człowieka, gdy rozmnażali się i skazywali innych na cierpienie w tym zasranym świecie. Ilu zginęło przez Uchiha? Ilu zginęło dla Uchiha...?
Szedł i rozglądał się po poboczu, szukając sensu życia. Może ktoś zaciągnął go w krzaki i zostawił jakieś ślady? Zaraz, przecież miał znaleźć chłopaka... Tora, zdaje się? Tak miał na imię? Nie pamiętał już dokładnie, chyba tak. Znajdzie go (żywego lub martwego!) i ktoś go doceni, powie dziękuję i choć na chwilę zapcha czymś tę dziurę w sercu. Sprawi, że poczuje się ważny, że znów będzie mógł dumnie wyprostować się, jak to przystało na Uchiha, i cieszyć się zwycięstwem. A potem znowu przeżywać to samo, raz za razem, dzień za dniem, znowu. Czy ta służba na Murze na pewno była ewolucją? Tego nie wiedział. Na pewno nie była rewolucją, taką, jaką miał nadzieję, że będzie. Podobno wszystko musi przyjść z czasem, podobno trzeba trochę cierpliwości i można zrobić wszystko!
Pieprzenie.
Gdy rak zżera Cię od środka, komórkę po komórce, gdy z dnia na dzień jesteś coraz słabszy - jak możesz mieć czas? Jak głupim trzeba być by wierzyć, że wystarczy poczekać a minie? Zmianę trzeba wyciąć i dopilnować, by nie rozeszła się dalej, to jedyna nadzieja na przetrwanie. Tyle, że są takie miejsca, których nikt nie podejmie się operować.
Tego dnia nie znalazł ani chłopaka, ani tym bardziej sensu życia. Nie, żeby się spodziewał. W końcu zwłoki leżące na drodze raczej szybko zwróciłyby uwagę choćby kupców, czy jakichś podróżników zmierzających z/na mur. Pewną nadzieję dawał fakt, że ludzie widzieli tutaj blondyna z klingą - raczej mało tu takich. A więc dotarł chociaż tutaj - cały i zdrów. Aka nie spędził w karczmie zbyt dużo czasu. Zjadł, zapłacił i po wypytaniu kilku osób ruszył w dalszą drogę - do kuźni, jak się zdaje. Tora nie zboczył z trasy. Skoro dotarł do karczmy, to dalej powinno być z górki, prawda? W końcu był coraz bliżej tzw. cywilizacji.
A sama kuźnia? Aka nie znał się zbytnio na tej gałęzi rzemiosła - dla niego miecz miał być ostry i się nie giąć, a gdzie go zrobią - to mało go obchodziło. Mimo wszystko posiadłość (bo to przecież kilka budynków!) robiła wrażenie. Była zadbana i naprawdę elegancka - nie spodziewał się tego. To musiał być jakiś naprawdę dobry warsztat. Oczekiwał raczej jakiejś chałupy zabitej dechami, gdzie stary kowal z żoną prowadzą mały warsztacik. Oczywiście, że powinien myśleć inaczej - wszak klinga była warta parę tysięcy - nie powierza się takiej roboty byle komu.

Bawiące się dzieci, staruszka szydełkująca skarpety dla wnuczków, rżące gdzieś po stajniach kuce. W sumie te miejsce można było już nazwać niewielką osadą, nieprawdaż? Z fachowego punktu widzenia to chyba była kolonia, ale Aka nigdy specjalnie nie interesował się nazwami jednostek osadniczych. Zresztą - nie miało to większego znaczenia.
Aka wszedł na teren kuźni, uprzednio kłaniając się kobiecie siedzącej na fotelu i delikatnie skinąwszy w kierunku stajennego. Nie zaczepiał ich jednak - wszak rozmawiać miał zamiar z gospodarzem, bo przecież to on zapewne wie najwięcej.

- Dzień dobry? - oczywiście, że nie był dobry. Jakby był dobry, to byłby na grzybach. - Mam na imię Aka, jestem z Shinsengumi... - przedstawił się, gdy w końcu mężczyzna na niego spojrzał (albo i nie), celowo unikając podawania nazwiska. Niektórzy ludzie mieli rzeczywisty uraz do jego rodziny. Ostatnie czego potrzebował, to poszczucie go psem, do którego uśmiechnął się słodko. Kochał zwierzęta i z pewnością szanował je bardziej od ludzi. - Szukam młodego chłopaka, blondyna... Tora miał na imię. Podobno miał u Pana zostawić miecz do zrobienia? - zapytał, spoglądając na kowala. Nie znał się na tego typu sprawach - w końcu ile może zająć takie "zlepienie" ze sobą elementów konstrukcyjnych katany? Miał nadzieję, że mężczyzna, którego imienia jeszcze nie znał, rzuci jakieś nowe światło na całą sprawę. Może jednak chłopak siedzi gdzieś za rogiem i czeka na odbiór zamówienia, bo miał dużo do roboty?
Hah. Nadzieja matką głupich.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 136
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 22
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 20 maja 2020, o 15:56

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
17


Po przekroczeniu otworzonej bramy można było w pełni chłonąć wielkość tego miejsca. Sama kuźnia robiła wrażenie, co dopiero reszta! Stajenny zwrócił na ciebie ciekawskie spojrzenie, ale nie przerwał nawet pracy - uśmiechnął się na skinienie w niemym pozdrowieniu. Nikt tutaj nie wyglądał na takich, dla których wizyta ninja była czymś niesłychanym. To miejsce musiało odwiedzać wiele stóp i wiele kopyt - podwórze było rozdeptane śladami, które utrzymały się w twardej, wysuszonej glebie, zamierając w niej jak pamiątki wszystkich, którzy się tutaj pojawili. Po tobie śladów nie będzie - gleba nie namiękła wystarczająco mocno. Duch, który pojawił się, niosąc w swoim sercu przekleństwo, na dłoniach dobrą wolę, a w umyśle misję, która została mu powierzona.
Po zbliżeniu się do kuźni można było zobaczyć kilka pergaminów przypiętych do ściany pod zadaszeniem. Były już na tyle stare, że większości nie dało się odczytać, a każdy z nich nosił pieczęcie na sobie - dwie od Uchiha, jedno od Akimichi... rozpoznawalne z daleka, jarzyły się niemal swoją czerwienia. Najnowszy z nich jeszcze był możliwy do rozczytania - ..."w uznaniu za usługi dla klanu..." - głosił tekst, gdy tylko wzrok prześlizgiwał się po czymś z jednej strony cennym, z drugim na tyle prozaicznym, żeby nawet nie troszczyć się o zachowanie go w doskonałym stanie. Z drugiej strony - były powodem do domu, więc umieszczenie ich w taki widocznym miejscu od razu krzyczało, że lepiej nie bawić się w przypadkowego bandziora, któremu wpadło do głowy obrabowanie tego miejsca. W przybudówce obok dało się słyszeć rumor i widać było w ciemnym przejściu jakiś ruch, po nim głośne przeklęcie.
- Co ty tam robisz! - Zakrzyknął rosły mężczyzna, na moment przerywając rytmiczne uderzanie miecza.
- Nic, nic! - Dobiegł wrzask z magazynu.
- Co za... - Mężczyzna pokręcił głową, sam do siebie i swoich myśli, nie kończąc już tej, którą burknął pod nosem. Wsadził miecz do wody i sięgnął po szmatę, ocierając pot z czoła. Twoja obecność była oczywistą, zwłaszcza po tym, kiedy zadałeś swoje, hm... nieśmiałe (?) pytanie o to, czy dzień jest dobry, czy jednak nie. - Dobry, dobry, młody człowieku. - Mężczyzna strzepnął szmateczkę i odłożył ją na bok, wychodząc ci na spotkanie spod zadaszenia. Nie trudno było zauważyć, że panował tu porządek, nawet pomimo tego, że ewidentnie kuźnia aż wrzała od pracy.
- Kolejny? Jednego już przysłali. - Najwyraźniej przygotowywał się na robienie interesów, tymczasem okazuje się, że to kolejny klient w tym samym interesie. Przynajmniej tak założył. - Zostawił. Ale że przyszedł później, niż się spodziewałem, to i moja praca się przesunęła. Tora został zaproszony przez moją żonę na herbatę, mój uczeń miał wypolerować miecz, ale wybrał ROBIENIE BAŁAGANU. - Nacisnął na dwa ostatnie słowa, wypowiadając je dostatecznie głośno, żeby dotarły do przybudówki, oglądając się na nią. Zaraz jego wzrok wrócił do twojej osoby. - Zaraz powinno być wszystko gotowe do odebrania. Może pan iść po swojego kolegę.
Zaraz, zaraz, czy to na pewno było współmierne? Znalezienie chłopaka (heh) i sensu życia - miało na sobie znak równości? Jeśli ten chłopak niósł miecz, narzędzie piękne, a jednak narzędzie mordu, a głównym celem był właśnie miecz... to co to oznacza? Czy koło nie zamyka się, bo z punktu wyjścia, w którym ninja był tylko bronią, wracamy przez sens życia do tego samego? Do podążania za zgubą? Skoro więc dotarliśmy do punktu, w którym już znalazłeś, po co przyszedłeś, to czy czasem twoje brwi nie zmarszczą się, nie powiesz sobie "zaraz... co?". Bo przecież to za piękne, żeby cel znaleźć tak po prostu. Świat tak nie działał, Los nie układał gwiazdozbioru tak, żeby przyświecały ci tylko te najjaśniejsze z gwiazd. Nie, one zawsze były złudnie jasne. Mamiły swoim błyskaniem i zwodziły w najgłębsze bagno, jak te świetliki na moczarach. Ufanie dobremu zrządzeniu było jak strzał w kolano... tak? Czy nie? Czy rzeczywiście czasem nawet Tobie może się przytrafić coś dobrego i akcja może być naprawdę prosta, jak krowie na rowie, bez żadnego podwójnego dna? Wszystko tutaj wydawało się spokojne, na swoim miejscu. Nie było paniki, nie było strachu. Posłaniec dotarł tam, gdzie miał, tylko zaznał jakiegoś opóźnienia na trakcie. Zdarza się. Może postanowił pooglądać chmurki. Może się jednak zgubił. Ta niewielka "kolonia" nie tkwiła w końcu przy samej głównej drodze - ta biegła prosto do wioski Shohei. Więc jeśli na moment się akurat zamyślił, minął znak... ale mogło się zdarzyć przecież wszystko. Pytanie więc - co?


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1776
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 24 maja 2020, o 12:44

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.

Aka był w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem, że w Sogen widok Shinobiego czy Kunoichi na nikim nie robi już wrażenia. W końcu prowincja ta słynęła z miłości do militariów oraz podróży morskich - do obu potrzebni byli Ninja - i to najlepiej tacy dobrze wyszkoleni (coby nie skończyć jak Yamanaka, zdradzeni przez Shiraiela). Mało kto wyściubiał nosa z Kotei bez obstawy, a ci, którzy szli z muru z reguły byli tak samo niebezpieczni, jak Ci, na których czasem polowali. Wszak Wietrzne Równiny noszą swą dumną nazwę nie bez powodu - rozległe, otwarte tereny czyniły z bezbronnych cywili idealny cel. Bo dokąd uciekną, jeżeli nie ma gdzie się schować?
Jaka była jego misja? Szukał chłopaka (heh), czy może ostrza, które biedaczek miał za zadanie nieść? W końcu może Akimichi, który zlecił mu te zadanie, bardziej dbał o swój tyłek, niż o zdrowie Tory? W smie nie byłoby nic w tym dziwnego - przecież tak działa świat. Przede wszystkim dbaj o siebie i o swoje interesy. Nie chciałbyś chyba dostać nagany od Sokoła, nieprawdaż? Choć takie postępowanie było przesiąknięte egoizmem, to w końcu na nim wychodziło się najlepiej. Czyż nie jest jest tak?
Ah, młody człowieku. Ile to już lat? Musiał się chwilę zastanowić nad tym, ile to wiosen już musi użerać się z tym cholernym życiem, a co gorsza, po chwili zdać sobie sprawę, że nie jest już nastolatkiem. Piękna młodość, ah, cóż to były za czasy! W przypadku Uchihy - takie same jak te. Pełne beznadziei i zmęczenia. Pełne użalania się nad sobą i nie robienia nic w kierunku poprawy swojego bytu. Chociaż... może właśnie teraz się to zmieniało? Może w końcu... dorastał?

Wyrwał się z zamyślenia, gdy usłyszał podniesione głosy i jakieś krzyki z zaplecza. Zapaliła mu się czerwona lampka i przez myśl przeszły durne scenariusze. Czyżby go porwał i więził na zapleczu? Po chwili jednak zdał sobie sprawę, że Tora naprawdę musiałby być Shinobi specjalnej troski, żeby nie dać sobie rady ze stajennym, trzęsącą się babuszką i jednym, prostym chłopem. Nie żeby ich w jakiś sposób dyskredytował, bardzo szanował każdego człowieka, jednak oczywistym było, że szkolenie, które mimowolnie odbywają Shinobi czyni z nich lepszych wojowników, od dziadka z widłami.
Trochę mimochodem, trochę wnerwiony, ale jednak Mistrzu przywitał się z Akim. Aka oczywiście ukłonił się, choć było widac w jego oczach lekkie zdziwienie, gdy tylko usłyszał słowa kowala. Zerknął przez jego ramię, nie do końca mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Spodziewał się znaleźć chłopaka martwego, gdzieś w krzakach, a ten mały gnojek przez cały ten czas tutaj był?!
- Zaraz... co? - oh tak. Jego brwi się zmarszczyły, a sam Chłopiec z Blizną był w niemałym szoku. No tak - przecież to za piękne, żeby znaleźć cel, tak po prostu. Ale jak to tak? Bez krwi, intryg, szantażu i manipulacji? Halo, Aka, czy ty przypadkiem nie leżysz jeszcze w karczmie, a to wszystko to tylko wytwór twojej wyobraźni? To po prostu kowal miał troszkę za dużo zleceń i trzeba było po prostu poczekać? Aż by się chciało uszczypnąć, albo przegryźć wargę, bo może to jakieś Genjutsu. A jednak wszystko wydawało się tak realne! Bogowie, Aka, przestań być paranoikiem. Przecież raz w życiu może Ci się poszczęścić!

- Oh, nawet Pan nie wie, jaki kamień z serca nam spadł. Już się baliśmy, że coś złego się stało... - pokręcił głową i westchnął głęboko, rzeczywiście chyba zrzucając jakiś ciężar ze swoich pleców. Jakież było prawdopodobieństwo nie wpieprzenia się po drodze w jakieś bagno? Raczej niskie. Chociaż patrząc po Torze, to może rzeczywiście wybrał jakiś "skrót", że tak długo mu zeszło. - Dziękuję Panu. Znajdę więc kolegę i za chwilkę wrócimy! - uśmiechnął się i zapytał jeszcze tylko, w którą stronę ma iść, a potem udał się w tamtym kierunku. Żona kowala postanowiła uraczyć młodzieńca herbatką, więc zapewne teraz był u niej w domu/na tarasie, ale musiał się upewnić, który to dokładnie budynek, żeby przypadkiem nie wejść do kogoś innego.
- Tora...? - zapytał cicho, gdy w końcu udało mu się odnaleźć chłopaka. Oczywiście wcześniej kłaniając się żonie gospodarza. Jego głos był spokojny, można by wręcz rzec, że lekko opiekuńczy, jak gdyby starzy brat szukał swojego młodego braciszka, który podczas spaceru zgubił się gdzieś w lesie. - Jestem Aka. Keichiro się o Ciebie martwił. Strasznie długo nie wracałeś. Coś się stało?
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 136
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 22
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 26 maja 2020, o 20:47

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
19


Jeśli w Sogen, państwie, które tak kochało podbije i politykę zewnętrzną, z czego ani to pierwsze ani ostatnie nie szło zbyt dobrze na przestrzeni ostatnich lat, reagowano na ninja tak jak reagowano, to gdzie trzeba było pójść i parać się tym okrutnym zawodem, żeby ktoś w końcu powiedział "wow, shinobi"! Co trzeba zrobić, żeby ktoś reagował na ciebie jak na kogoś więcej niż zwykłego, kolejnego żołnierza, któremu przyjdzie żyć, trwać i umierać za ojczyznę? Bo tak głosiło przeznaczenie, ale skoro w nie nie wierzysz, to jaki jest w tym sens? Gdzie ten szacunek - obiecywali przecież jakiś. Gdzie prestiż - mówiono, że naprawdę warto dla ojczyzny żyć;. Gdzie cały smak pieniędzy, kobiet? Przyćmiony przez dym, kurz i rdzę.
Zaraz... co? Kowal zmarszczył krzaczaste brwi i spojrzał na młodzieńca, który przed nim stał, jakby się własnie zastanawiał, czy on głupi czy tylko udaje. Czy głuchy, czy tylko udaje. Nie doszedł chyba do żadnego wniosku i postanowił to co najwyżej zrzucić na karby "zamyślenia", skoro zadane zostało takie pytanie. A może sam był na tyle lotny, żeby domyślić się, że niektórzy się niepokoili, kiedy obsuwka w zadaniach się zdarzała. W końcu "ich robota jest najważniejsza i weź rzuć wszystko inne". Ludzki egocentryzm niby znał granice, ale czasami można było to poddać wątpliwościom.
- Chłopak się spóźnił, więc musiałem dokończyć najpierw inne zlecenie. Kuźnia nie piekarnia, a miecze nie drożdże, nie mogą sobie postać dłużej, żeby bardziej wyrosły. - Wytłumaczył, ale lekko podirytowany. Ciężko powiedzieć, czy tym, że właściwie tłumaczyć musiał, czy jednak tym, że jego współpracownik vel uczeń odwalał jakąś szopkę, która mu nie pozwala skupić się na powierzonym zadaniu. - Dzień opóźnienia i wszystko po majtach robią! Klapnij se młodzieńcze i daj staremu pracować, a dzisiaj dostaniecie miecz do rąk własnych. - Energicznie machnął ręką, jakby chciał już wyrwać dokończoną broń z pochwy. Albo jakby cię wyganiał, żebyś dał mu robić swoje, skoro nie masz żadnego interesu, a tylko zamierzasz go poganiać. Wybierz jedno. Lub oba.
Skierowałeś się do budynku. Leniwy pies został uspokojony gestem ręki babci, która spojrzała na ciebie i uśmiechnęła przelotnie. Na pewno słyszała całą tą wymianę zdań. Zaprosiła cię do środka, powiedziała, żebyś się nie krępował, że tego, którego szukasz, znajdziesz w kuchni. I rzeczywiście znalazłeś. Siedział ze starszą już kobietą, która właśnie gotowała ryż, kroiła warzywa, obrabiała wołowiną, z kubkiem w ręku. Cisza, jaka dobiegała z pomieszczenia, tylko czasem przecinana była głosami. "Jesteś głodny? Może zostaniesz na obiad?" - "Nie, nie, czekam na miecz i muszę wracać". Nic specjalnego, nawet gdybyś zatrzymał się na dłużej, żeby posłuchać.
Tora był... chłopakiem? Wyglądał na dojrzałego gościa. Miał konkretne rysy twarzy, był dość wysoki, rzeczywiście - ciemny blondyn. O ciemno niebieskich oczach. Mocno opalony, trzeba przy tym dodać - jego karnacja bardzo odbiegała od standardów tych ziem. Jego ciemna skóra nawet nie była zwykłą opalenizną, docelowo musiał być po prostu ciemny. Skierował na ciebie swoje oczy, dość ciekawskie. Ubrany był jak ninja - kabura na broń, rzucany duży shuriken na plecach na pewno nie pierwszej jakości, widać, że był już używany nie raz i nie dwa.
- Cześć Aka! - Przywitał się luźno. - Niee... trochę zabłądziłem, potem opóźnienia w robocie. Standardzik. - Uśmiechnął się przepraszająco. - Nie trzeba się było fatygować. Możesz wracać i powiedzieć, że najpóźniej jutro będę z powrotem. Albo pojutrze. żeby się nie martwili.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1776
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 29 maja 2020, o 14:45

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Oh, jakże Aka cieszył się, że od razu po wejściu do pokoju otworzył mordę i zaczął gadać - udało mu się tym samym ukryć zaskoczenie. W końcu jak kłapiesz mordą, to trudno rozpoznać twoją mimikę twarzy, a głos Akiego z natury był miły. To, że czasami darł się wniebogłosy, gdy coś go irytowało, to już zupełnie inna sprawa. Bo to w końcu dobry chłopak, czyż nie? Tak samo Tora - Akimichi coś o tym wspominał. Całe szczęście, że Akiemu udało się dotrzeć do Shōhei i odzyskać miecz. Hej, w końcu zdarzyło się coś dobrego, prawda?
Nie wszystko w życiu się udaje. Raz podobijasz kontynent, a innym razem ktoś podbija Ci ciśnienie, albo co gorsza - zęby. Czy Aka cierpiał więc, bo jego klan ostatnimi czasy nie odnosił zbyt wielu sukcesów? Prawdę mówiąc odrobinę było mu smutne, ale z roku na rok czuł coraz mniejszą miłość do swojej rodziny. To nie była bezwarunkowa, platoniczna miłość - była taka do bólu... zwykła. Kiedyś w niej coś zobaczył i zakochał się, ale z czasem zaczął dostrzegać jej wady, widzieć jak negatywnie wpływa na otoczenie, jak on sam próbuje zmienić rzeczy, że "zaczyna od siebie", ale nikt inny nie oczekuje zmian. Może tacy po prostu byli Uchiha - lubili się babrać w swoim bagnie, a ktoś kto czymś się wyróżniał musiał po prostu prędzej, czy później, odejść od nich. Ale czy Chłopiec z Blizną na Szyi na pewno od nich odszedł? Przecież Mur to praktycznie Sogen. I choć tutaj nie było pięknych kobiet (czy raczej mężczyzn, wszak mowa o Akim!), to Aka nie oczekiwał ani pieniędzy, ani związku, ani jakichkolwiek przywilejów. Ani od Uchiha, ani od Shinsengumi, ani od nikogo innego. Czego więc chciał? Czego oczekiwał? Chyba niczego. Ważna była droga, nie cel.
Chłopak był zaskoczony reakcją kowala - nie, Aka nie był ani głuchy, ani tym bardziej głupi. Przynajmniej w jego mniemaniu. Po prostu chciał jakoś odpowiedzieć, podtrzymać rozmowę, żeby nie wyjść na gbura. No bo co miał odpowiedzieć? "Aha"? No rzeczywiście, mógł tak zrobić i nic by to nie zmieniło, ale akurat ten posiadacz Sharingana był raczej wygadaną osobą, toteż takie zlewcze odpowiadanie nie leżało w jego naturze. Nie oczekiwał tłumaczenie się, bo samemu się nie tłumaczył. To była po prostu rozmowa.
Aka nie skomentował jego słów. Uśmiechnął się jedynie i lekko skłonił, gdy mężczyzna wyganiał go z warsztatu.
Ruszył do budynku, który wcześniej już minął. Babuszka uspokoiła psiaka i wskazała mu, gdzie ma udać się, aby odnaleźć swoje przeznaczenie! Czy coś. No po prostu cel zadania, wielkie mi halo. Misja jak misja, nieprawdaż? Wiele razy robił za chłopca do posyłek. To całkiem fajna fucha, jeżeli robisz za kuriera w bezpiecznym miejscu. A takie przecież było Sogen. Tora mógł potwierdzić, wystarczyło go tylko zapytać - wszak stał tutaj, cały i zdrowy!

- O-ho-ho, widzę, że dobry obiad się szykuje, hah! - rzekł, biorąc głęboki wdech, rozkoszując się zapachami z kuchni. Mniejsza z tym, że tylko ryż się gotował. - Dobrze Cię widzieć. - uśmiechnął się w kierunku chłopaka, a potem skierował wzrok na żonę kowala. - Aaa, właśnie, mąż mówił i prosił, że potrzebowałby Pani, bo coś tam uczeń narobił bałaganu przy polerowaniu miecza. - rzucił, niby od niechcenia do kobiety. W sumie nie do końca wiedział, w jaki sposób można zrobić syf przy zwykłym machaniu ścierką, ale no cóż, może coś mu się wylało, czy też wysypało? Hah, no najważniejsze, żeby kobieta poszła pomóc swojemu ukochanemu mężowi, żywicielowi rodziny. W końcu czemu miałaby tego nie zrobić, he? Mięso nie było jeszcze gotowe, więc nie było obawy o przypalenie, a sam młodzieniec, który jej towarzyszył, nie był zbyt rozmowny, a i obiadku nie chciał. to nieładnie odmawiać obiadku, gdy ktoś Ci proponuje, nie wiedziałeś o tym, Tora? A Tora, no cóż - ninja jak ninja, chciałoby się powiedzieć, choć nie do końca było to prawdą.
- No tak, haha. Zdarza się. - zaśmiał się. - Nie no, bez przesady, nie fatygowałem się akurat po Ciebie. Aż tak mi nie zależało. - machnął ręką, niby olewająco. - Akurat miałem iść do Kotei omawiać z Uchihami dostawę mięsa - bo ja z to z zaopatrzeniowej jestem - i mnie zagadnął Keichiro, żebym zerknął po drodze, czy wszystko w porządku. Myśleliśmy, że kowal będzie chciał więcej kasy za robociznę. - uśmiechnął się w stronę rosłego mężczyzny. - No ale jak wszystko w porządku to ja będę leciał. Ostatnie czego nam potrzeba, to kolejne opóźnienie, hehe. Aaa, masz tu pieniążki od Keichiro. Oddaj mu, tylko nie podbieraj, bo ta sknera umie liczyć. - uśmiechnął się i sięgnął do mieszka, odpinając go od paska i podchodząc w stronę mężczyzny.
Tora był blady. Tora miał zielone oczy. Tora był słodkim, naiwnym chłopczykiem, który popełnił to głupstwo, że nie mógł powstrzymać swej ciekawskiej natury i musiał odpakować klingę w karczmie, by poprzyglądać się jej z bliska. Tora miał pecha, że najprawdopodobniej zobaczyli to niewłaściwi ludzie. Aka był pewien, że mężczyzna, którego właśnie obezwładniał nie był chłopakiem, którego szukał. Zbyt wiele faktów się tutaj nie zgadzało - Akimichi, jego zleceniodawca - podał mu dokładny opis celu: budowę, kolor włosów, kolor oczu i wiek. Z tej czwórki tylko jedno się zgadzało: kolor włosów, a i tak nie do końca. Mówiąc "blond" masz z reguły na myśli jasne włosy. Ten tutaj był ciemny, kolorem zarówno włosów jak i skóry. Szukając Tory pytał o jednego, konkretnego chłopaka. Zarówno strażnika przy bramie, jak i losowych ludzi w karczmie. Pytał o jeden, konkretny typ urody.
To nie był ten typ.
Błękit zamienił się w czerwień.
Upuścił mieszek z lewej ręki, a prawą - silniejszą - z całej siły przypieprzył mężczyźnie w żuchwę, wyprowadzając cios od spodu, by jak najbardziej go oszołomić. Mężczyzna siedział, być może myśląc, że właśnie wygrał los na loterii. Jeżeli nie spodziewał się ataku - a na to liczył Aka - to bardzo trudno byłoby mu obronić się przed taką bombą, w tak newralgiczny punkt. Aka nie tracił jednak czasu. Po ciosie - celnym lub nie - kopnął z całej siły w jedną z tylnych nóg krzesła, chcąc przewrócić je wraz z mężczyzną siedzącym na nim. Do przodu, tak żeby upadł gębą na podłogę. Jednocześnie starał się chwycić mężczyznę za prawą rękę i założyć mu chwyt - obezwładnić go skutecznie. Chciał wykorzystać w tym celu jego własny, duży shuriken. Gdyby próbował się wyrwać z uścisku Akiego, poharatałby sobie ręce. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, Aka wyciągnąłby sztylet cholewy z buta i przyłożył facetowi do gardła.
- Gadaj co się stało z chłopakiem, to może Cię nie zabiję.



Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Statystyki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 136
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 22
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości