[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 24 maja 2018, o 21:01

Jak to mówią... za głupotę się płaci prawda? Nie ma to jak popełnić najprostszy błąd jaki jest możliwy. Odwrócenie się plecami do przeciwnika. To była bardzo zła taktyka. Co w ogóle chłopaka podkusiło, aby podjąć taką decyzję? Kto wie. Teraz jednak zamartwianie się tym było najmniejszym problemem. Chłopakowi co prawda udało się zamienić w kamień, lecz nie na długo. Zaraz po tym dostał siekierką w plecy, która poprzebijała mięśnie i wbiła się głęboko w ciało. Ból który poczuł był nie do opisania. Czuł ten metal, który przeszył jego ciało. Z jego ust wydobyło się ciche jęknięcie. Dlaczego podjął tak głupią decyzję? Nie miał teraz czasu się nad tym zastanawiać. Przez własną głupotę mógł teraz stracić życie, a nie chciał do tego dopuścić. Jednak co mógł teraz zrobić? Mężczyzna od razu wyciągnął siekierkę z ciała wyznawcy. Uderzenie kijem chłopak nawet nie poczuł. Ból spowodowany tym ciosem z siekierki był na tyle duży, że chłopak nie był w stanie nawet się utrzymać na nogach, lecz wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu na jakiś unik lub zablokowanie ciosu, dlatego musiał działać. Zacisnął mocno zęby i obejrzał się dookoła w celu sprawdzenia czy nie ma tam jakiś przedmiotów z którymi by się mógł podmienić. Jeśli takowe by były to nie wiele myśląc złożył by odpowiednio pięć pieczęci i użył kawarimi z jednym z nich. Tak, żeby się oddalić od swoich przeciwników. Natomiast jeśli nie udało by mu się znaleźć odpowiednika, to podniósłby on lewą rękę do góry i przelał do niej swoją chakre, którą następnie zamieniłby w raiton, aby przez jego ciało przeszły błyskawice. Natomiast prawą podniósłby kij, jeśli był w zasięgu i uniósł go jedną ręką nad głowę w celu ewentualnego zablokowania ciosu. Plan był taki, że jeśli siekierka będzie chciała go trafić to mężczyzna ją dzierżący najprawdopodobniej zostanie urażony prądem, gdyby jednak z jakiegoś powodu tak się nie stało, to siekiera miała trafić w kij, a nie w głowę chłopaka czy inne miejsce. Oczywiście kij był trzymany dosyć nisko, ponieważ chłopak chciał, aby technika objęła jego całe ciało.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 25 maja 2018, o 07:47

Dziewczyna wydała z siebie okrzyk zaskoczenia, gdy niespodziewanie ściana przy której stała ją zaatakowała. Opadła na ziemię nieopodal i dopiero po kilku sekundach jej mózg zarejestrował skalę jej obrażeń. Ból ogarnął całe jej ciało, z początku wydawał się do zniesienia... ale z każdą chwilą było coraz gorzej i Mokuzu nie potrafiła powstrzymać jęku. Instynkt zmusił ją do zaciśnięcia zębów z taką siłą, że zaczęła ją boleć szczęka. To koniec, przeszło jej przez myśl. Już nie wróci z Kami no Hikage, zostanie jedną z pierwszych ofiar konfliktu.Izanagi jak i przestępcy zostali na chwilę zapomniani, lecz kikaichu w niewielkiej części powróciły do jej ciała zaalarmowane jej stanem. Nie była w stanie ich teraz kontrolować, nie potrafiła się na tym skupić. Nie potrafiła sobie teraz pomóc. Spróbowała się podnieść i obejrzeć swoje obrażenia, lecz wszędzie widziała krew. Czuła jej metaliczny smak nawet w ustach. Na czoło zaś wystąpił jej zimny pot i Mokuzu czuła się, jakby nagle dostała gorączki. Nawet płaszcz, który normalnie zapewniał jej komfort i ochronę przed światem zaczął wydawać jej się zbyt ciasny i naciskać na jej płuca wywołując uczucie paniki. To koniec, powtórzyła i zalała ją silna fala smutku na realizację tego faktu. Niejednokrotnie zastanawiała się skąd brała się jej wola przetrwania, dlaczego ktoś taki jak ona tak usilnie pragnął zostać na tym padole. Dlaczego chciała żyć, wiedząc nawet o śmierci Subaru? Subaru... tylko on mógł jej w tej chwili pomóc, tak jak to zwykł robić przed wyruszeniem na misję. Pomimo swojego stanu Mokuzu nie potrafiła się oprzeć wrażeniu, że to wszystko było na swój sposób romantyczne. Czy nie było lepszej śmierci dla kunoichi niż śmierć na misji? Pośród zapachu kurzu, dymu i własnej krwi, pośród wszech ogarniającego bólu i dezorientacji. Czy po drugiej stronie spotka brata? Jeśli tak to wydawać by się mogło, że miała lepszy powód odejść niż zostać. Myślenie o nim sprawiało, że poczuła się jakby był tu z nią.
- Subaru... - szepnęła, a jej głos przerywany był przez nierównomierne oddychanie. Gdy jeszcze żył, brat był jedyną osobą, która zawracała sobie głowę leczeniem jej niewielkich w gruncie rzeczy obrażeń. Teraz, będąc w stanie głębokiego szoku zaczęło jej się wydawać, że jest obok. Tylko że zamiast ją wyleczyć, zaczął odejmować jej ból i szeptać do ucha, by spała. Była pewna, że czuła jego obecność i dotyk na swoich włosach, choć to ona sama trzymała dłoń na zimnym od potu czole. Uczucie umierania spotęgował fakt, że wszystkie kikaichu zaczęły samoistnie opuszczać jej ciało na co normalnie nigdy by nie pozwoliła. Teraz wydawało jej się to naturalne, lecz tylko potęgowało jej smutek. Ich obecność w jej ciele zapewniała jej spokój i komfort psychiczny, gdyż zawsze wówczas miała przekonanie, że da się coś jeszcze zrobić. Że nie ważne jak źle by nie było to zawsze one wyciągnął ją z kłopotów. Teraz jednak znajdując się poza świadomą kontrolą swojej pani kikaichu wpadły w szał, gdyż ich rozumienie stanu Mokuzu uzależnione było od tego, co ona sama im przekazała. Brakowało im teraz takiego zgrania, po prostu atakowały przeciwników zaciekle przypominając bardziej rój rozwścieczonych os niż kolonię żuków. Teoretycznie istniała niewielka szansa, że zaatakują Izanagiego jeśli ten za bardzo się zbliży i zacznie im mącić, lecz pamiętały dobrze kto jest wrogiem i na tych osobach się całkowicie skupiły. Jako insekty posługiwały się zmysłem węchu i umiały powrócić do swojej wcześniejszej ofiary. W tym czasie Mokuzu była przekonana, że umiera i idzie do nieba.



Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Wysyłam pozostałe 70%


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 25 maja 2018, o 17:42

Agresja, adrenalina, bycie dojrzałym ninja który już wiele widział... Chociaż nie wiele miał okazji by samemu kogoś pozbawić życia, teraz to zrobiłem. Czy coś czułem, w tym momencie nic, teraz liczyła się walka, liczyło się to abyśmy przeżyli, uratowali tych ludzi, można powiedzieć że włączył mi się jakiś tryb przetrwania, może to dzięki moim oczom, nie wiem, nie byłem w stanie teraz nad tym wszystkim zastanowić, przemyśleć. Mimo mojego wzroku nie mogłem uniknąć kunai'a, nie spodziewałem się tego, nie myślałem że takie coś może się stać. Długo nad tym nie myślałem, przerwało mi to ból który poczułem po tym jak kunai dosięgnął mego ciała. Zacisnąłem mocno zęby z bólu, który po czułem przez chwilkę, szybko go wyciągnąłem, nie patrzyłem nawet na tą ranę. Skoncentrowałem bardziej wzrok na kolesiu który we mnie nim rzucił, znowu poczułem złość, zacisnąłem zęby, tak samo z bólu jak i agresji.
- Kusooo!- zdenerwowałem się gdy zobaczyłem jak Mokuzu obrywa, nie znałem jej wcale ale mimo wszystko w tym momencie walczyliśmy ramię w ramię dlatego też automatycznie nie chcę aby działa się jej krzywda. Z minuty na minutę wpadałem w coraz to większą złość, czułem jak rozpiera mnie energia w środku której nie potrafię uwolnić bądź nie wiem jak to zrobić, to nie jest coś co da się odpalić niczym przełącznik, jest to instynkt ninja, instynkt Uchiha. Zacisnąłem dłoń mocniej na katanie, by czuć że jej nie upuszczę. Postanowiłem po raz kolejny zaatakować, niestety w moją stronę poleciał kolejny kunai, starałem się wykonać unik przed nim i tym razem udało mi się to, chociaż przed unikiem zauważyłem iż to nie był zwykły kunai, była do niego doczepiona notka wybuchowa. Ja sam upadłem na plecy na moje szczęście notka została wytrącona. Szybko ocenić musiałem odległość po między mną, a tym kunai z notką, jeżeli jest ona na tyle blisko aby zagrażać mojemu niebezpieczeństwu wtedy staram się wykonać pieczęci by użyć Kawarimi aby podmienić się z jednym z kawałków nie wielkich rozmiarów gruzu czy też dechy, która to leżała wśród tego pobojowiska. Przed ruszeniem z atakiem ujrzałem kątem oka jak moja towarzyszka oberwała, zamartwiałem się o nią co z nią się dzieje czy aby wszystko w porządku, samemu już starając się ocenić zagrożenie ze względu na notkę wybuchową która to była wycelowana we mnie. Jeżeli będzie taka potrzeba to staram się obronić moją kompankę przez ewentualnym kolejnym atakiem, nie chciałbym aby coś jej się stało. Póki co obserwuję sytuację czy to z miejsca w którym leżałem na placach czy też może, miejsca gdzie dostał dom i po którym leżał gruz z którego chciałem skorzystać do uniknięcia notki. O ile Mokuzu tym razem wykona ruch wtedy ja wkraczam do akcji, widziałem wcześniej jak facet się miotał jak opętany nie wiadomo przed czym, liczyłem iż i tym razem uda się jej coś takiego dzięki czemu będę mógł spokojnie zaatakować przeciwnika kataną.







Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 95%-4%=91%-4%(odliczę, w następnym poście, jeśli technika zostanie użyta)
4% koszt
Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 25 maja 2018, o 19:16

Przewodniczka Kaito spisywała się naprawdę nieźle, dzięki czemu w duecie mogli szybciej przetrzebić okolicę w poszukiwaniu ukrywających się cywili. Młody Hozuki doceniał jej starania. Widział przecież, że jej stan nie jest do końca zadowalający, a mimo to trudno byłoby chyba znaleźć kogoś bardziej zaangażowanego niż ona. Idealnie nadawała się go grupy ewakuującej miasto, nawet jeśli nie należała do niej od samego początku. Ich praca układała się nad wyraz dobrze, a grupa ludzi, którą prowadzili cały czas się powiększała. Może nie w zastraszającym tempie, bo część mieszkańców zdecydowała się na własną rękę pójść do portu, ale cóż… to też były dobre wieści. Oczywiście czarnowłosy Kantańczyk wolałby mieć oko na wszystkich, ale i tak wolał, by cywile ruszyli w kierunku porty, nawet samodzielnie, niż żeby siedzieli zamknięci na cztery spusty, czekając na śmierć. Nie można było w końcu przewidzieć, co planowali zbuntowani Shiro Ryu i ich wyjątkowo silny przywódca. Kaito i jego partnerka działali prężnie i chociaż napotykali na swej drodze na coraz to nowsze przeszkody, na twarzy chłopaka pierwszy raz od dawna zagościł szeroki uśmiech. Zaczął po prostu wierzyć w to, że ich akcja ratunkowa przynosi jakieś realne efekty, dawała nadzieję, której teraz wszyscy tak bardzo potrzebowali. W tym momencie naprawdę cieszył się, że trafił właśnie do tej grupy, a i zrozumiał jak wiele znaczyły jego wrodzone zdolności. W okolicznościach, w jakich znalazło się miasto, być może nawet więcej od KG charakterystycznego dla Hozuków.
Sukcesy przemieszały się jednak w tym kotle wraz z pewnymi obawami, a sensoryzm dawał nie tylko radość, ale i sprawił, że po jakimś czasie Kaito poczuł się zmartwiony. Chłopak nie zrezygnował bowiem z kontrolowania terenu wokoło i zdawał sobie sprawę z tego, że inni uczestnicy akcji ewakuacyjnej wcale nie mają lekko. Wyczuwał, że w jednym z domostw toczy się właśnie jakaś walka, w której udział brał przede wszystkim Kenta. Szesnastolatek musiał przyznać, że jego źródło chakry było potężne… Wreszcie Rekin „odnalazł” także Soburo i swojego starszego brata, i tutaj sytuacja zaczęła się już mocno komplikować. O ile wydawało się, że z Ame wszystko było w jak najlepszym porządku, tak przebieg chakry jego towarzysza został zakłócony. Musiało tam dziać się coś złego… Na tyle złego, że młody Hozuki musiał się na chwilę zatrzymać, spoglądając to w kierunku, z którego wyczuwał tę trójką, to na grupę prowadzonych przez niego samego ludzi.
To wtedy wykrył także zakłócony przebieg chakry Mokuzu. Dziewczyna nadal toczyła swój pojedynek ramię w ramię z Izanagim, ale i to starcie nie rysowało się dla sojuszników tak kolorowo. Ich przeciwnicy zdawali się równi, a może nawet i silniejsi… dopiero, gdy Kaito przestał wyczuwać źródło chakry jednego z wrogów nieco się uspokoił. Chociaż „nieco” było tutaj dobrym słowem – nadal pozostawał drugi, a czarnowłosy Wyspiarz miał totalny mętlik w głowie. Powinien pomóc swojemu bratu i jego świcie? Dołączyć do pozostawionych samych sobie kamratów? A może jednak lepiej by było, by nadal był skoncentrowany na swoim zadaniu? W końcu szło mu coraz sprawniej, ewakuował już z domostw wiele istnień, a miał szansę jeszcze podwoić, a może i potroić tę liczbę.
- Yhm… – Mruknął zakłopotany, gdy jego przewodniczka wyrwała go z tego chwilowego zamyślenia. Rzeczywiście pomysł z wyważeniem drzwi nie brzmiał tak dobrze, chociaż… gdyby zaistniała taka konieczność? Kaito miał jednak szczęście, że trafił na tak spójną grupę cywili, która zdecydowała się pomóc mu w realizacji jego wielkiej misji. Mieli trochę racji w całym swoim planie. Byli z pewnością dla swoich sąsiadów z pewnością bardziej wiarygodni i zaufani niż on, co mogło zadziałać na ich korzyść. Ich zaangażowanie sprawiło, że nie potrafił ich tak po prostu zostawić… Postanowił zaufać swojemu bratu, a także i towarzyszom, mając nadzieję, że poradzą sobie z przeciwnikami. Oczywiście cały czas baczył na to jak wygląda ich sytuacja, i to że Ame pojawił się na horyzoncie nie sprawiło, że stał się celem numer jeden. Nie, zajął chlubne drugie miejsce po Soburo i Mokuzu, gdyż to ich źródła chakry wykazywały najwięcej nieprawidłowości. Tak czy inaczej Rekin starał się „mieć oko” na wszystkich, a przy okazji jeszcze pilnował swojej grupy, jak się okazało, wcale nie tak bezbronnych istot, za jakie miał cywili na początku.
- Rozumiem. – Odpowiedział z uśmiechem na wszystkie oferty pomocy, co miało również oznaczać, że zgadza się na taki plan. Plan, który przez jakiś czas funkcjonował nawet nieźle, ale przecież nie mogło być tak pięknie, prawda? W końcu trafili na dom zamknięty na cztery spusty i nawet znajome twarze nie zdołały namówić domowników do zluzowania zamków. Młody Hozuki niechętnie, bo niechętnie, ale jednak wyważył drzwi, praktycznie wyrywając je z zasuw. Spokojnie wszedł do wnętrza, wysilając swe wszystkie zmysły do granic możliwości. Cztery, niewielkie źródła chakry. Prawdopodobnie dzieci. A gdzie ich rodzice? Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu, kiedy nagle jego oczom ukazały się krople krwi barwiące podłogę ostrym szkarłatem. Kaito westchnął ciężko, spodziewając się, że to nie będzie proste zadanie. Wskazał tylko ruchem głowy swej przewodniczce i tym, którzy zechcieliby wejść i pomóc, czerwoną posokę, i przytknął palec do ust, dając im do zrozumienia, by zachowywali się cicho. Przede wszystkim nie chciał spłoszyć dzieciaków, ale przyświecała mu także inna myśl – coś się tutaj wydarzyło, a ktokolwiek przelał tę krew na podłodze nadal mógł się tutaj zaszywać. Co prawda Wyspiarz wyczuwał tylko cztery źródła chakry należące do dzieciaków, ale zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś mógł ukrywać swą chakrę przed jego sensorycznymi zdolnościami.
Ostrożnie i powoli zaczął kierować się na piętro, obserwując pobliskie otoczenie. Czy był gotów na wszystko? Trudno powiedzieć… wolał jednak pozostać czujnym, by w razie czego zdobyć się na szybką reakcję. Nie mógł przecież pozostawić tutaj dzieci. Te były najbardziej niewinne i czyste i utwierdzały go w przekonaniu, że podjął właściwą decyzję, zawierzając swym walczącym niedaleko towarzyszom. W końcu gdyby go tu nie było, to czy ktoś inny przyszedłby im na ratunek?


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyta umiejętność:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 26 maja 2018, o 13:43

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Izanagi i Mokuzu
Śmierć. Piękna Pani o alabastrowej cerze. Tym razem nie dopadała konia, z którego nozdrzy i pustych oczodołów sypały się białe larwy, które rozdeptywał popękanymi, krwawiącymi i ropiejącymi kopytami. Nie widać było żeber tej klaczy i nie straszyło zgniłe mięso jego ciała. Ta klacz była po prostu biała. O czerwonych oczach, o zaczerwienionych nozdrzach. Albinos. Ta, która na nim zasiadała, okolona czarnym woalem, nie była okrutna. Przynosiła chłód i spokój. Widzisz, Mokuzu? Odsłaniała błękit nieba, zmącony przez dym płonących budynków. Łagodnie, gram po gram, odbierała świadomość.
Wszystko dlatego, że nie była prawdziwa.

Kikachu nie mogły jednak o tym wiedzieć. O tym, że ból na tyle przytłumił umysł młodej Aburame, że przestała kontaktować z rzeczywistością i dawała im fałszywe informacje o własnym umieraniu. Wyczuwały jej krew, wyczuwały jej rozmijanie się z tą, którą nazwano Życiem. Romans ze Śmiercią był bardziej ujmujący. Bardziej romantyczny. Wściekłe, pragnące tylko jednego – śmierci wroga, który zagroził ich kolonii i ich nosicielce. Zaatakowały.Zupełnie, jakby jutro nie miało już nigdy nadejść.
Izanagi miał w tym czasie swoje zmartwienia. Nie widział błękitu, który dostrzegała Mokuzu, za to widział całkiem wyraźnie, że jego towarzyszka leży na ziemi i nie wstaje. Że jej płaszcz został podarty i zroszony krwią, która ozdobiła kamienne kolce i swoimi kroplami udekorowała ziemię. I choć powinien bardziej martwić się o siebie – jakoś tak się stało, że w jego umyśle również było miejsce dla jego towarzyszki, która stanęła właśnie naprzeciwko najgorszego przeciwnika z możliwych. Była pochłonięta walką z samą sobą. Walką, którą przegrywała. Walką, którą oddała za bezcen.
Kunai był blisko. Zdecydowanie zbyt blisko, żeby pozwolić sobie na leżenie obok niego. Błąd za błędem, błąd za błędem... Jak sądzisz, ile potrzeba czasu, by spowodować wybuch notki? I ile czasu potrzeba, by złożyć pięć pieczęci? Notka wybuchła, zanim zdążyłeś dokończyć podmianę. Ciałem Izanagiego miotnęło nieco na bok. Nieprzyjemny żar rozlał się na prawej części twojego ciała, poparzenia objęły policzek, dłonie, prawą rękę. Przeturlałeś się kawałek na bok. Szczęście w nieszczęściu, że byłeś w bezpośrednim wybuchu. Bolało. Bolało jak sam skurwysyn i chociaż poparzenia nie zagrażały twojemu życiu to dalsza walka może stanowić lekki problem. Mroczki zatańczyły ci przed oczami. Na szczęście robale Mokuzu zaczęły atakować na tyle zawzięcie przeciwników, że ci chwilowo nie zawracali sobie tobą głowy, zajęli odpędzaniem się od tego ustrojstwa. Tymczasem robaczki wysyłały z nich coraz więcej i więcej chakry.

Ame i Saburo
Użytkownik ninpou, który odskoczył od Amego, zacisnął mocno szczęki. Napiął mięśnie. W jego szeroko otworzonych oczach świat nie był gniewny, przepełniony nienawiścią. Ten wypełniony krwią świat, pełen szczękających broni i umierających towarzyszy, był przerażający. Świat, w którym nie mogłeś trafić przeciwnika, ponieważ każdy z ataków przenikał przez niego, roztapiając w pół przejrzystej wodzie. Przechodził na drugą stronę. Tak było z klocami drewna i tak było z igłami. Z igłami jednak częściowo. O ile Suika chroniła przed większością ataków to nie była w stanie uchronić przed wszystkimi. Ukąszenie trzech igieł nie było jednak zaważające na stanie Hozukiego. Były nieprzyjemne, zabolały, ale nie uszkadzały ciała tak, by przejąć się tym mocniej. Ame odpowiedział tym samym. Mężczyzna nie miał szans. Jego ciało magicznie nie przemieniło się w wodę, nie było mowy o tym, żeby zrobił unik. Przerwał swoją technikę. Spoglądał na ciebie tak samo zdziwiony jak jego towarzysz, który w spazmatycznych drgawkach wylewał na ziemię swoje jelita i ciepłą krew, która parowała w zderzeniu z zimowym powietrzem. Śmierdziało gównem. Gównem, krwią i potem. Mieszanka, od której każdego normalnego wzięłoby na wymioty. Przedziurawiony przez igły, które zalały jego ciało, czynią z niego człowieka-jeża, krzyknął z bólu i cofnął się parę kroków i osiadł na ziemię, spoglądając na swoje obrażenia, próbując drżącymi dłońmi wyrwać z ciała, albo chociaż przetrącić, tkwiące w nim pociski.
Tymczasem Saburo rozglądnął się błyskawicznie w poszukiwaniu czegoś, z czym mógłby się podmienić. Nie musiał szukać długo i wiele się rozglądać. Porozwalane po placu kloce drewna leżały na każdym kruku. Najwięcej ich było pod zadaszeniem – zwykłe klocki, które przeznaczone były na opał. Tak samo przy ścianie stało mnóstwo beczek. Wybór był wielki, ale przecież Saburo było obojętne w tej chwili z CZYM się zamieni. Ważne było, by uciec od ciosu. Dekoncentracja przeciwników spowodowana paroma czynnikami sprawiła, że nawet z tak obolałym ciałem udało mu się złożyć pieczęci i umknąć poza zasięg broni przeciwnika. Po pierwsze – zamiana w kamień. Przeciwnicy odskoczyli na krok od twojej osoby i choć była to drobna chwila to jednak wpatrywali się w ciebie jak cielęta. Druga kwestia – krzyk za ich plecami. Trzecia? Trzecią kwestią były shurikeny Amego. Powirowały w kierunku przeciwników. I każdy z nich trafił, sprawiając, że choć ci już brali zamach, choć podchodzili do kolejnego ataku, zachwiali się i postąpili o krok naprzód. Krzyknęli krótko. Żyli. Tak samo jak ninja klęczący przed Ame. Natomiast Saburo bezpiecznie wylądował kawałek dalej, zostawiając pod nogami swoich przeciwników drewienko.
Drzwi do wnętrza dziedzińca otworzyły się. W waszym kierunku wybiegło parę osób.Kobiet i dzieci. Trzymały to, co udało im się złapać. Kawałek deski, grabie, nóż kuchenny, jedna z nich, na przedzie, trzymała nawet kunai. Opaska na czole i postawa, którą przyjęła, sugerowała, że mogla być kunoichi.

- NIE! – Krzyknął mężczyzna klęczący przed Ame. - Wracajcie do środka! Wracajcie! – Łzy wypłynęły z jego oczu i przesunęły się po zaczerwienionych od zimna policzkach. Dzielny drwal oraz jego towarzysz z kijem, obrócili się w waszym kierunku, zagradzając wam drogę do kobiet. Ta niewiasta, która trzymała w dłoni kunai, ładna dziewczyna o długich, kasztanowych włosach splecionych w kucyk, pokręciła przecząco głową. Na jej twarzy zaklęta została determinacja.
- Nie. Nie zostawimy was. – Każda z tych kobiet, choć przerażona, była zdeterminowana. Jedna z nich, szlochając, podbiegła do dwójki mężczyzn, która zmusiła Saburo do odwrotu i wyrwała z ich pleców kunaie.
Kunoichi zacisnęła mocniej dłoń na swoim kunaiu i wyciągnęła drugi, krzyżując je ze sobą. Dwie bronie zajęły się chakrą, pokrywając piorunami, które zalały plac swoim blaskiem.

Kaito
Na polach walki, które obserwowałeś, działo się coraz mniej ciekawie. Dom, w którym walczył twój brat i Saburo, mieścił w sobie więcej przeciwników. Saburo słabł. I chociaż twojemu bratu nic nie było, to na polu walki pojawili się kolejni przeciwnicy, gotowi stanąć z nim do walki. Kolejna osoba, która była ninja, zdolnym do kontrolowania sztuki ninpou. Natomiast Izanagi i Mokuzu? Ci radzili sobie coraz gorzej. Chociaż z drugiej strony czułeś, że ich przeciwnikom zaczyna brakować chakry z chwili na chwilę. W powietrzu unosiły się napompowane chakrą chmary, których nie potrafiłeś zidentyfikować i porównać do czegokolwiek.
Doszło do wybuchu.
Eksplozja pochodziła z miejsca, w którym walczyła dwójka twoich towarzyszy. Osoby, które zebrałeś, automatycznie się skuliły i spojrzały w tamtym kierunku. Uliczki, którą chwilowo uporczywie omijaliście, chodząc po wszystkich innych, jako że tam ciągle gorała walka. A przecież w budynkach na niej ciągle czekali cywile do odratowania. Sytuacja stawała się coraz bardziej niepokojąca i napięta. Przestałeś już mieć pewność co do tego, kto wygrywa a kto przegrywa. Nic nie było pewne. Pewne było jedynie to, że ktoś musiał umrzeć, by ten drugi mógł żyć. Pojedynek shinobich przerodził się w walkę o życie.
Zdecydowałeś, że nie będziesz dołączał do walczących. Miałeś tutaj swoją rolę do odegrania. Musiałeś wierzyć, że twoi towarzysze sobie poradzą i przetrwają to, co zgotował dla nich Los. Czy to czasem nie była zbyt ślepa wiara? Ta nabardziej wygodna, bo przecież na końcu zawsze będziesz mógł sobie powiedzieć: niczego nie mogłem z tym zrobić! Miałem inne zadanie! Wszystko brzmiało bardzo podobnie do początkowej rozmowy, która rozegrała się między Kisho a dwójką towarzyszy Nary. Wygodnie czy nie wygodnie – przecież trzeba było zająć się cywilami.

Wkroczyłeś do domu, w którm wyczuwałeś cztery źródła chakry.
- Pójdziemy do następnego domu. – Kobieta, która ci pomagała, skinęła głową w twoim kierunku. Skoro tutejsi mieszkańcy nie chcieli wyjść i istniał groźba, że może tutaj dojść do walki - tylko by zawadzali. Zdawali sobie z tego sprawę. A przecież nie widzieli tego, co ty – że były tutaj dzieci. Zostałeś sam. Ślady krwi zaprowadziły cię na piętro. Schodek po schodku, jak najciszej się dało. Wiedziałeś najlepiej, że ktoś mógł tutaj ukrywać swoją chakrę i przez to kryć się przed twoim spojrzeniem. Pułapka? Kropelki karminu prowadziły do zamkniętych drzwi. Tych samych, za którymi kryły się dzieciaczki. W domu panowała całkowita cisza. Zza drzwi dobiegało cię jednak cichutkie szlochanie. Urywane. Dziecięce.



Nieobecność Kisho usprawiedliwiona.

36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 26 maja 2018, o 23:04

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Po cichu liczył na to, ze jego technika przebije jakieś punkty witalne i dzięki temu szybciej pozbędzie się swojego najpotężniejszego przeciwnika. Nie spodziewał się, ze technika, której użył tamten będzie w stanie zadać mu ból. Co prawda dalej nie był w stanie go poważnie uszkodzić, ale tez przypomniał mu to nieprzyjemne uczucie, którego dawno nie doświadczył. Mimo wszystko jego oponent wyszedł gorzej na tej wymianie. Krótkie ukłucie w zamian za zostanie modelowym jeżozwierzem. Jeżeli facet to przeżyje to będzie mógł zrobić karierę w cyrku. Nawet trochę zaczęło pachnieć wybiegiem dla zwierząt. W kolo tylko zapach gówna. Śmierć człowieka, którego ciął wcześniej nie należała do tych pięknych i chwalebnych. Jakoś nie wyobrażał sobie, ze ktoś mógłby napisać o tym wiekopomny utwór literacki. A może każdy tragiczny bohater umierał we własnym gównie, które dzięki pieśni wydawało się owinięte w zloty papierek? Tak czy owak nie licząc zepsucia przecudnego zimowego powietrza, nie stanowił już żadnego zagrożenia. Jeżyk tez wydawał się klęczeć i nie stwarzać problemów. Tylko od czasu do czasu próbował pozbyć się swoich nowo nabytych igiełek. Jeżyku spokojnie! Najgorsze przed tobą. Przynajmniej tak powiedziałby mu Ame, gdyby zamierzał się do niego odezwać. Następnie z satysfakcja mógł stwierdzić, ze shurikeny, które wysłał na misje ratunkowa spełniły swoje zadanie. Co prawda nie zabił pastuchów, tak jak zamierzał, ale absolutne minimum zostało osiągnięte. Definitywnie ci dwaj obok shinobi co najwyżej kiedyś stali przez parę minut. Mala dywersja dala kilka chwil Saburo na złożenie pieczęci. I poof! Ninja zniknął w chmurze dymu. Zaskoczeni wrogowie mogą najwyżej wyżyć się na kawałku drewna. Inna kwestia jest jego użyteczność. Sam nie wiedział co tamten powinien zrobić. Prawdopodobnie nie ma tutaj żadnych dobrych wyjść.
Niebieskowłosy był niepocieszony faktem, ze tym razem nie udało mu się nikogo odesłać do krainy wiecznych łowów. Co nie zmienia faktu, ze na te chwile walka była skończona. Najgroźniejszy przeciwnik klęczał przed nim, zaś tamci dwaj kompletnie stracili inicjatywę. Reszta byłaby formalnością, gdyby nie otworzyły się drzwi, zza których wysypała się dalsza część tej wesołej gromadki. Same kobiety i dzieci. Zdał sobie sprawę z tego, ze wszystkiego jego najgorsze przypuszczenia właśnie znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. No nie do końca. Jest jeszcze jedna, która JESZCZE się nie zrealizowała. Cholera. W chłopaku kotłowały się myśli, ale nie da się wpaść w kilka sekund na rozwiązanie takiego przypadku. Pokonany mężczyzna zaczął łkać i błagać kobiety żeby te wróciły do swojego schronienia. Szlachetne acz bezcelowe. Były uzbrojone, zaś jedna z nich, sądząc po uzbrojeniu i pozie była kunoichi. Ciekawe ile jeszcze tych karaluchów może wypełznąć z tej nory. Rekina nie za bardzo obchodziło to, ze został tu wysłany, aby ratować cywili a nie ukazywać im ich wnętrze, tak jak w przypadku kolesia, który próbował zablokować jego ciecie za pomocą noża. Pośrednio zabił już wielu takich jak ci tutaj, kiedy zostali stratowani przez uciekający w panice tłum. Uciekający we mgle tłum, tak żeby sprecyzować. Bardziej go obchodziło czy nie zostanie za to wpisany do Bingo. Wolał wiec żeby nie było żadnych świadków tego co tutaj zaszło. Z uwaga obserwował poświecenie kobiet, zwłaszcza tej wojowniczki. Zamierzał teraz wykonać kilka pieczęci, w tym celu ugryzł rękojeść swojego miecza i zacisnął na niej zęby. Głupio byłoby go chować tylko po to żeby dobyć go po wykonanej technice. Odrobinka krwi z ostrza zdążyła spłynąć na rękojeść, dając mu poczuć w ustach jej metaliczny posmak. Gdy przymierzał się do pewnego jutsu, spostrzegł, ze kunoichi łączy ze sobą dwa kunai, zaś wokół nich zaczyna pojawiać się elektryczność. Cholera! Wcześniejsze techniki to nic w porównaniu do tego. Nawet słabiutki raiton może mu zrobić kuku. Mial strasznego pecha, ze ktoś niedoświadczony akurat w takiej sytuacji panuje nad tym żywiołem. W związku z tym błyskawicznie <he he> zmienił swoje plany co do wykonywanej techniki i tak szybko jak tylko pozwalała jego zręczność chciał złożyć kilka pieczęci, które być może uratują go od obrażeń.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 467
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 27 maja 2018, o 12:33

Chciałem wykonać unik, jednak nie udało mi się, źle wyliczyłem... po wybuchu poczułem tego konsekwencje jak zaczęło mną turlać wbiłem lewą ręką katanę w ziemię aby się zatrzymać. Podparłem się na niej, klęcząc na jednym kolanie. Ból był nie do zniesienia, takiego bólu w życiu nie czułem, pieczenie a jednocześnie gorąc, parzący me rany. Chciało się krzyczeć ale jednocześnie ból mi na to nie pozwalał, lewe oko z bólu miałem przymknięte a zęby tak mocno zaciśnięte iż jakby między nimi znalazł się język to bym go stracił. Podpierałem się ciągle na mieczu lewą ręką, ledwo stałem, chyba poczułem strach że to koniec, mimo wszystko nie chciałem się za żadne skarby poddać, nie mogłem, nie teraz, nie tutaj.... nie w ten sposób. Jednym okiem dostrzegłem jak robaki Mokuzu świetnie atakują przeciwników przez co daje to nieco dywersji, wiedziałem że mogę coś teraz zrobić, że teraz jest okazja aby ich się pozbyć... mimo takich ran, mimo wielkiego ból postarałem się złożyć pieczęcie.
- Aaaaaa...!!!- starałem się złożyć pieczęcie mimo tak potężnego pieczenia, czułem jakbym miał zaraz z płonąć w miejscach w których otrzymałem obrażenia. Mimo tych poparzeń, widziałem iż jest szansa aby skończyć tą walkę, więc musiałem się poświęcić i wykonać te jutsu...
- Katon: Gōkakyū no Jutsu !!!- to były ostatnie słowa zaraz po złożeniu pieczęci, kula miała trafić w odpędzających robale przeciwników, po czym wyłączył mi się sharingan, a ja padłem na plecy na ziemię... nie zemdlałem ale przez owe rany a także utratę nieco siły, padłem. Leżąc na plecach byłem sam na sam z moimi pulsującymi, płonącymi ranami mogłem nieco zebrać się w sobie i przemyśleć całe życie. Liczyłem na to że może uda się ich zabić lub na tyle obić póki są zdezorientowanie, iż jeżeli będą obić to moja towarzyszka dokończy dzieła zniszczenia i mi pomoże. Ja sam po użyciu tak dużej ilości chakry oraz odniesionych ranach, poczułem jak nogi mi zadrżały przez co upadłem. Przez chwilę nawet przeszły mi okropne myśli na temat śmierci, natychmiast je odrzuciłem, tylko pozytywne myślenie. Mimo wszystko trzeba było wierzyć że wszystko ułoży się do samego końca, no chyba że dojdzie do sytuacji w której nie ma nadziei...





Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 87%-4%-20%(koszt dużej kuli ognia)=63%
4% koszt shara
20% Katon: Gōkakyū no Jutsu - 25 metrów (duża kula)
Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Nazwa
Katon: Gōkakyū no Jutsu

Pieczęci
Wąż → Baran → Małpa → Świnia → Koń → Tygrys

Zasięg Max.
10 metrów (mała kula) / 25 metrów (duża kula)

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (za większą 2x koszt)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedno z najbardziej znanych Jutsu Katonu. Polega ono na wykonaniu pieczęci, a następnie nabraniu powietrza. Potem "wypluwamy" je, a ono przybiera postać ogromnej kuli ognia, która leci do przodu podpalając co znajdzie na swojej drodze. Technika ta jest typowa dla klanu Uchiha i to właśnie im przypisuje się jej stworzenie. Można powiedzieć, że każdy przedstawiciel klanu osiąga poziom dorosłości, gdy się jej nauczy. Jutsu to ma to do siebie, że można mniej więcej samemu określić czy chcemy za więcej chakry stworzyć większą i lepsza kulę, czy nie bawić się w takie rzeczy.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 27 maja 2018, o 18:04

Mokuzu przymknęła oczy czekając na śmierć... która nie nadchodziła. Zamiast bardziej się zatracać, jej ciało jakby przyzwyczajało się do bólu. Szok wywołany atakiem powoli przemijał, w efekcie czego powracała do niej świadomość. Poddała się na chwilę, było jej to obojętne. W jej głowie zaświtała głupia myśl, być albo nie być? Zapewne gdyby miała na to czas, zastanawiałaby się jeszcze przez parę minut. Wszystkie kikaichu opuściły jej ciało, co dodawało surrealizmu tej sytuacji. Nie pamiętała innej takiej okazji. Wtem nagle, ledwie kilka, może kilkanaście metrów od niej nastąpił wybuch. Instynkt zmusił ją do nagłego poderwania się z ziemi, co wzmogło ból w całym jej ciele. Ten jednak zadziałał na nią otrzeźwiająco, budząc z wcześniejszego otępienia. Nie mogła nic na to poradzić, nie potrafiła świadomie wejść do własnego grobu. Zaczęła się czołgać dalej od miejsca wybuchu obserwując z przerażeniem poczynania Izanagiego, który wyglądał tylko trochę lepiej od niej samej. Mokuzu nie znała się zbyt dobrze na medycynie, lecz wiedziała że przy ogromie jej obrażeń groziło jej wykrwawienie. Nie była w stanie samej sobie pomóc, gdyż na pierwszy rzut oka obrażenia były zbyt poważne. Nie miała przy sobie niczego... dopiero teraz zdała sobie sprawę jak słabo się przygotowała na tą misję. Gdyby tylko wzięła ze sobą bandaż! Nie często opuszczała Kaigan, szczególnie sama i zabrakło jej doświadczenia. Teraz widocznie miała za to zapłacić. Spróbowała zatamować krwawienie swoim ubraniem, lecz szybko się poddała. Zapewne będzie potrzebowała pomocy dlatego pierw sama musiała pomóc jemu. Upewniwszy się, że znajduje się spory dystans od ściany założyła dwie pieczęcie i jeszcze raz użyła techniki, dzięki której jej klony (tym razem mocno pokrwawione) znów zaatakowały jednego z przeciwników. Tym razem tylko dwa, lecz na więcej nie miała siły. Izanagi musiał to szybko zakończyć, inaczej oboje będą w sporych tarapatach. W tym momencie Mokuzu przypomniała sobie również o swoich kikaichu. Jeśli zbyt długo pozostaną poza jej ciałem to zginą z powodu braku chakry... odzyskała kontrolę nad nimi i nakazała im dalej atakować i kraść chakrę. Te, które były już zbyt osłabione jej brakiem przyzwała z powrotem do siebie.


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Wysyłam 75% - nadal poza ciałem, ale część może wrócić



Nazwa
Kasumi Jusha no Jutsu

Pieczęci
Pies → Tygrys

Zasięg
Klony nie mogą oddalić się o więcej niż 15m od użytkownika

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (od dwóch klonów)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedna z prostszych technik genjutsu, która polega na wytworzeniu iluzji będących idealnym odzwierciedleniem naszego wyglądu. Ów iluzje wychodzą zza drzew oraz skał, a następnie przepuszczają atak na naszego przeciwnika. Dzięki idealnemu odwzorowaniu naszego wyglądu, przeciwnik nie ma pojęcia, za którą iluzją się chowamy przez co możemy zaskoczyć go prawdziwym atakiem.


Będąc w ukryciu, Mokuzu również używa na sobie Chiyute no Jutsu, aby pozbyć się najbardziej zagrażających jej życiu obrażeń.


Nazwa
Chiyute no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Podstawowa technika, którą posługują się medyczni shinobi. Użytkownik nakłada dłonie bezpośrednio w okolice rany rannego i przesyła swoją chakrę do porów skóry kończyn. Po chwili ta spływa do organizmu rannego, przyspieszając zasklepianie ran i naprawianie uszkodzonych naczyń krwionośnych. Co prawda nie zatamuje to rozcięcia tętnicy, ale może pozwolić na pozbycie się mniejszych obrażeń, ich częściowe zaleczenie może też spowolnić pogarszanie się stanu zdrowia pacjenta. Wszystko zależy od rany i samego użytkownika.


Miałam 62% chakry, zużyłam 10% (KC C, 2 klony) i mam 52%.

Dodatkowo zużyłabym dodatkowe 10% na Chiyute no Jutsu = 42%


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 27 maja 2018, o 18:23

Czyżby się udało? Chłopak na chwilę stracił świadomość. Może było to spowodowane myślą, że może zginąć? Przecież lubił ból. Śmierć towarzyszyła mu przez całe życie, w końcu jest wyznawcą Jashina. A jednak... bał się. Bał się tego, że może zginąć. Czy to nie dziwne, że Jashinista boi się śmierci? Może był tego jakiś inny powód. O tak... Możliwość zginięcia w tak paskudny sposób. Nie chciał tego, dlatego szukał wyjścia. Szybka chwila. Przedmioty leżały wszędzie. Być może to dzięki Ame udało mu się na czas wykonać parę pieczęci. W każdym razie póki co uniknął zagrożenia. Nie mógł sobie jednak wybaczyć tak tragicznego błędu. Przecież gdyby nie to, jakby podjął walkę to prawdopodobnie udałoby mu się wszystkich stamtąd pokonać. Teraz musiał natomiast w jakiś sposób unikać śmierci i bronić się przed atakami. Ame sobie dobrze radził na przeciwników, lecz o Hokusaiu już tego powiedzieć nie można było. Jego kompan widocznie rzucił shurikeny w przeciwników. Doznali jakiś obrażeń, ale niezbyt wielkich. Natomiast najbardziej ucierpiały osoby, z którymi Ame bił się bezpośrednio. Można powiedzieć, że byli w nawet dobrej sytuacji. Chłopak mógł chwilę odsapnąć. Ciekawiło go ile będzie musiał czekać, żeby mógł zacząć się poruszać. Jego regeneracja ciała była lepsza niż pozostałych, ale czy to coś zmieniało? Rozejrzał się też w poszukiwaniu swojego kija. Potrzebował go. Gdy zamieniał się miejscami to przecież nie wziął go ze sobą. Westchnął ciężko. Sytuacja znowu pogorszyła się kiedy z domków wylecieli jacyś ludzie i każdy trzymał to co ma pod ręką. Wtedy wyznawca patrząc na tych ludzi już wiedział po co oni tutaj są. Ta walka była totalnie bez sensu. Tylko czy teraz uda się ją jakoś zatrzymać? Tracenie sił na walkę ze sobą było bezcelowe, a zawsze jakaś dodatkowa pomoc mogła się przydać w walce z bandytami. Najgorsze było to, że jakaś kobieta która chyba była shinobi chciała zaatakować raitonem któregoś z nich. Trzeba było to szybko zakończyć, więc postanowił spróbować...
- Stop! To bez sensu! Dostaliśmy misję ochrony cywili! Myśleliśmy, że jesteście bandytami jednak tak nie jest. Wszyscy jesteśmy tu w tym samym celu. Nie ma sensu, żeby tracić siły i ryzykować życiem w tej walce.
Nie wiedział czy go posłuchają, dlatego w razie w, gdyby dalej się chcieli bić, a kobieta wystrzeliłaby te pociski i leciałyby w niego, to chłopak za bardzo możliwości obrony nie miał. Jednak trzeba było się bronić, dlatego spróbowałby podnieść rękę do góry, a przez całe jego ciało zaczęłyby przechodzić błyskawice, które może jakoś zmniejszyły by chociaż obrażenia od kuli.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 27 maja 2018, o 21:16

„Obserwował” bacznie pojedynki rozgrywające się w okolicy i prawdę mówiąc, ta wiedza wcale go nie uspokajała. Czyżby zaczął żałować, że posiada sensoryczne zdolności? Gdyby ich nie miał, po prostu zawierzyłby ślepo swoim towarzyszom, a tak… przecież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie mają lekko. Ba, w tym momencie nawet trudno było powiedzieć, na którą stronę przechyli się szala zwycięstwa.
Soburo słabł z każdą chwilą, a chociaż Ame trzymał się wspaniale jak na te przeklęte okoliczności, tak Kaito nie mógł przecież nie martwić się o jego los. Prawdę mówiąc nieraz dygotał ze strachu na myśl o tym, że niebieskowłosemu coś się stanie… a wtedy, wtedy musiałby sobie do końca życia wyrzucać, że nie pobiegł do niego i mu nie pomógł. Czy powinien to zrobić? A może jednak lepiej nie bawić się w niańkę skoro najwyraźniej starszy z Hozukich radził sobie lepiej od swojego towarzysza? Tylko że teraz został na polu bitwy sam, a przeciwników chętnych do przekręcenia mu karku nie brakowało. A co by zrobił na jego miejscu Ame? Gdyby tylko wyczuł, że z młodszym z rodzeństwa jest coś nie tak, na pewno biegłby na ratunek ile sił w nogach. Ale gdyby wiedział, że póki co nieźle sobie radzi? Czy zdołałby mu zaufać?
A co z jego najbliższymi towarzyszami? Czy Mokuzu i Izanagi dadzą sobie radę, mimo że zdawali się stać teraz na przegranej pozycji? Zostali nieco przytłoczeni, chociaż przeciwnikom powoli kończyła się chakra, więc pozostało chyba mieć nadzieję, że niewielkie jej pokłady zmuszą ich do odwrotu lub zgładzenia pod naporem kontrataku na pewno silnego też duetu. Niestety pole widzenia Kaito zostało zaburzone przez tajemnicze chmury chakry. Prawdopodobnie jakaś technika. Na odpowiedź Kantańczyk długo czekać nie musiał, bo po chwili dało się słyszeć eksplozję, na skutek której prowadzeni przez niego ludzie aż się skulili. Nie wyglądało to dobrze, jednakże czy on, czy Mokuzu, Izanagi, Ame przynajmniej mogli stawić czoło przeciwnikom. Ci tutaj w obliczu wybuchu, który miał miejsce nieco dalej, skulili się jak bezbronne zwierzęta. Ktoś musiał przecież chronić tę grupę.
Postanowił nie dołączać do walczących, co nie znaczyło, że czuł się z tą decyzją dobrze. Właściwie dotykało go nieziemskie poczucie winy, ale chyba nikt nie miał tutaj pewności czy postępuje słusznie. Każdy potrzebował pomocy, dobrej rady, wsparcia, ale co z tego, skoro liczebność ekipy ratunkowej była taka, a nie inna? Kaito zastanawiał się nad tym czy nie wspomóc kamratów swoim arsenałem technik, ale jak by to miało wyglądać? Miał zostawić tych wszystkich cywili samych sobie? Albo kompletnie zapomnieć o tych czterech dzieciak ukrywających się w domu, być może szlochających za swoimi rodzicami? Musiał uratować chociaż te małe, niewinne istotki, a później… pewnie jeszcze raz wszystko przemyśli i przekalkuluje i podejmie decyzję, której znów nie będzie kompletnie pewien. Czy to tak właśnie wyglądała wojna?
- Idźcie, zaraz dołączę. – Odpowiedział kobiecie głośno. – Ja muszę tu chwilę zostać, w domu ukrywają się dzieci. – Dodał jeszcze po cichu swej przewodniczce, bo stwierdził, że inni nie muszą o tym słyszeć. Być może niektórym załączyłby się wtedy tryb współczującego bohatera, a jednak nie oszukujmy się, faktycznie mogliby zawadzać, jeśli w domu był ktoś jeszcze. Albo co gorsza, zostaliby wymordowani jak na jakiejś rzezi, a wówczas cała praca, jaką Kaito i jego towarzyszka włożyli w ewakuację ludzi z ich domostw spłonęłaby na panewce. Wyspiarz wolał wziąć ryzyko spotkania z przeciwnikiem na siebie. W końcu nawet gdyby nie wrócił, grupa przynajmniej miała szansę się oddalić i pójść w kierunku portu.
Czarnowłosy w końcu został sam i zaczął kierować się schodami na górę, podążając za kolejnymi krwistymi śladami. Czy rzeczywiście ktoś poza dzieciakami mógł znajdować się w domu? A może ktoś pozostawił na jego drodze jakąś pułapkę? Kiedy szesnastolatek dotarł na piętro i dojrzał zamknięte drzwi, zza których słyszał urywane szlochanie pacholątek, zaczął mieć wątpliwości. Rozejrzał się więc dookoła w poszukiwaniu jakiegoś przedmiotu, który w razie konieczności nada się do podmiany. Jeśli coś takiego znalazł, przelał do niego swą chakrę i dopiero otworzył drzwi – cóż, gdyby ktoś rzucił się na niego z mieczem albo w jego stronę poleciało mnóstwo ostrych shurikenów, to przynajmniej miał jakieś zabezpieczenie, prawda? Był gotów do wykorzystania swojego Kawarimi w przypadku, w którym inne rozwiązanie nie dawałoby mu możliwości ucieczki. Miał jednak nadzieję, że nic się nie stanie i że będzie mógł jak najszybciej wyciągnąć dzieciaki z domu i dołączyć do swej grupy cywili, której też przecież nie chciał zostawiać nazbyt długo samej. Oni też mogli zostać przez kogoś zaatakowani, a bez niego chyba nie mieli zbyt wielkich szans na obronę.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 28 maja 2018, o 16:58

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Ame i Saburo
Piątka kobiet i trzech dzieciaków, niewyrostków. Ile mogli mieć? Z piętnaście wiosen? Zbyt młodzi, żeby umierać. Wystarczająco starzy, żeby w końcu złapać za broń. Kobiety. Ich matki? Wystarczająco stare, żeby w końcu umrzeć. Wystarczająco stare, żeby bronić młodych, co łapali za broń. Choć przecież wy nie byliście też wybitnie dojrzali. Wolno wkraczający na drogę ninja. Drogę, która została ochlapana krwią i flakami względnie bezbronnych. Na pewno niewinnych.
Kunoichi skumulowała chakre. Niebezpieczna dla Ame technika miała trafić prosto w niego. Męzczyzna, który przed nim klęczał, rzucił się do przodu i ignorując swoje obrażania objął twoją nogę ramieniem, zaciskając wokół niej ramiona. Mocno i stanowczo. Elektryczna kula poleciała do przodu.

- Cholera. – Pocisk nie sięgnął swojego celu. Uderzył w kawałek drewna i rozprysnął się na niej, pozostawiając osmalony odcisk. Mężczyzna, który przytrzymywał Amego poleciał do przodu, drżąc od bólu, łapał głębsze wdechy. A Ame? Ame bezpiecznie wylądował kawałek dalej, podmieniając z klockiem, którego miał w zasięgu. Bezpieczny i cały.
- Zarżnęliście moich przyjaciół jak świnie. – Syknęła kobieta. Saburo bezpiecznie siedział pod murem. Miał na całą akcję pełen widok. Ame przeniósł się nieopodal niego. Wszyscy zebrani kierowali na was swoje spojrzenia. Drżące dłonie, niepewny uścisk. I gniew, którym promieniowała kunoichi, kiedy Jashinista się odezwał. - Mordercy! – Wrzasnęła.
Zimowe powietrze, które uderzyło w wasze twarze, poniosło te słowa jak osąd. W nienaturalnej ciszy, choć w oddali ciągle grzmiały kolejne wybuchy i krzyczeli ludzie. To nie był jednak czysty gniew mścicielki, która marzyła tylko o tym, by przelać waszą krew. Jej sylwetka, twarz, była napięta, lecz nie jak u drapieżnika, którego jedyną myślą jest zatopienie zębów w waszym gardle. Kobieta powoli przesunęła się w kierunku mężczyzny, który pochylał się na ziemi, próbując wyrwać z ciała kolejne kolce. Za nią kobiety. Jedna z nich zajęła się dwójką okaleczonych przez shurikeny. Kolejna podbiegła do najbardziej rannego, rzucając broń na ziemię. Uniosła nad nim ręce, ale nie wiedziała, jak ma się zabrać za pomoc. Tymczasem czas?Czas działał na niekorzyść Saburo, który tracił coraz więcej krwi. Czuł coraz większą słabość swojego ciała.

Izanagi i Mokuzu
Izanagi zdobył się na wykonanie jutsu pomimo silnych oparzeń swojego ciała. Tak samo jak Mokuzu mimo fatalnej sytuacji zdobyła się na pomoc. Przeciwnicy szaleli z powodu otaczających ich klonów, których nikt poza nimi samymi dostrzec nie mógł. Robaki atakowały zażarcie i wykradały coraz więcej chakry. Część z nich, te osłabione, które oberwały, powróciły do swojej pani zgodnie z jej wolą. Zaś część... cóż, większa część została spopielona na oczach Mokuzu. Ognista kula zajęła część ulicy i poleciała w kierunku waszych przeciwników, zatapiając bruk ciepłym żarem, smrodem palonego mięsa i wrzaskiem, który rozdzierał duszę na pół. Nikt nie chciał skonać w ognistej pożodze. Mężczyźni krzyczeli jeszcze dłuższą chwilę. Kikachu, które zaatakowały ponownie, prawdopodobnie ukróciły po prostu ich męki. Tak czy siak – dychali jeszcze, choć okrutnie poparzeni i zemdleni na ulicy. Pozbawieni chakry przestali być interesujący dla robali, które wróciły do Mokuzu. Zaś wy sami? Siedzący na środku ulicy, mając za sobą płonące budynki. Słyszeliście oddalone odgłosy nawoływania się. Stukot stóp i butów. Zapewne Kaito zbierał ludzi podczas gdy wy tutaj walczyliście. Czasem przemykał wam nawet jego głos koło uszu. Niczego jednak nie dało się dostrzec za smugami dymu tonącej w szarości ulicy.
Dłonie Mokuzu objęte zostały zieloną poświatą. Przyjemne ciepło łagodziło minimalnie ból, ale nie było w stanie wyleczyć okaleczeń żadnego z was. Tutaj potrzebny był bardziej doświadczony medyk. Waszemu życiu na dany moment nie groziło żadne niebezpieczeństwo. Mimo to chłód zmęczenia, wyczerpania, dawał się we znaki. Kolejna walka chyba kosztowałaby was... wszystko.

Kaito
Bez problemu znalazłeś coś, co na podmianę się nadawało. Styojący tutaj kosz, być może na brudną bieliznę albo drewno, doskonale się do tego nadawał. Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Tak i lepiej tobie było się zabezpieczyć. Wyciągnąłeś dłoń do klamki, nacisnąłeś.
Drzwi ustąpiły bez problemu.
Trójka chłopców, nie mogli mieć więcej jak jedynaście, dwanaście wiosen, trzymała martwą kobietę w ramionach. Musiała skonać niedawno. Krew ciągle była ciepła i świeża w chłodzie zimowego dnia, który zaczął kąsać twoje krańce palców, malować się rumieńcami na policzkach. Realnie nierealny dzień w święto Apokalipsy. Chłopcy spoglądali na ciebie tak, jakby zmarli wraz z tą kobietą. Ich oczy wydawały się puste. Wpatrywały się w ciebie jak talary. Jakby nie rozumiały. Jakby nie przyswoili informacji, że kobieta z nożem wbitym głęboko w brzuch jest już martwa i nie powinni jej trzymać na swoich kolanach, leżącą pod oknem sypialni. Na łóżku zaś, nieco dalej, zwinęła się w kłębek dziewczynka. Dziesięcioletnia? Wszyscy wydawali się być w podobnym wieku. O złocistych włosach, twarzach aniołków. Kolejni pokrzywdzeni przez kogoś, kto chciał przekazać swoją ideę starszemu pokoleniu.
Do tej kobiety prowadziły krople krwi, które ciągnęły się od drzwi. Jej ubranie przesiąkło ciepłą cieczą, zabarwiło jej białą, lnianą koszulę. Jej oczy, puste, spogladające w sufit – jak oczy martwej ryby. Bez żadnego połysku. Z pewnością nie skonała spokojnie. Bo kto mógłby skonać spokojnie z kawałkiem stali, który rozorał mu brzuch?
Dziewczynka na twój widok zachłysnęła się własnymi łzami, powietrzem i skoczyła za łóżko, chowając się pod nie.



Nieobecność Kisho usprawiedliwiona.

36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 28 maja 2018, o 23:01

Niebieskowłosy otrzepał się z kurzu po wykonanej technice. Całkiem nieźle poszło. Nie dość, ze uniknął niebezpiecznego ataku, to jeszcze udało mu się rykoszetem zranić i tak już poharatanego Jeżyka. Ignorował oskarżenia kunoichi. Głupio byłoby teraz zaprzeczać. Wyjął rękojeść swojego ostrza z ust i przełożył z powrotem do prawej reki. Lewą rękę przełożył za plecy. Uśmiechnął się do nich krzywo.
Piątka kobiet, trzech wyrostków, dwóch lekko rannych pastuchów i jeden niezdolny do walki. Chłopak szybko policzył wszystkie karaluchy, które opuściły swoja norę. W tym momencie nie obchodził go ich wiek, kto z nich był na tyle stary żeby zabrać się z tego świata, kto chciał walczyć a kto nie. Nie obchodziło go to z prostego powodu. W tych okolicznościach nic to nie znaczyło. Wycieli już kilku nie tak do końca bezbronnych cywili. W oczach rekina zatarła się różnica pomiędzy tragedią a statystyką. Miał wiele powodów żeby kontynuować walkę, zaś nie widział żadnej korzyści w tym żeby teraz przestać. Można powiedzieć, że poczynił tutaj już konkretne inwestycje w postaci zużytych narzędzi. Chciał wyjść z tego przynajmniej na zero i z jak najmniejszymi konsekwencjami. Jednak czy w ogolę jest możliwe, żeby zgromadzeni tutaj po prostu zapomnieli o tym co tu zaszło? Młodzieniec nie dopuszczał takiej możliwości. On na ich miejscu zrobiłby wszystko żeby się zemścić. Z drugiej strony - nikogo nie obchodzi Kami no Hikage... albo przynajmniej wkrótce nikogo nie będzie obchodzić. Prawdopodobnie się wyludni, a to jest zbrodnia jakich zaszły tutaj setki. Kto kiedykolwiek będzie upominał się o te czyny? Ci ludzie nie są pod jurysdykcją żadnego z klanów. Nawet jeżeli gdzieś się osiedla, to nikogo nie będzie interesować ściganie kogoś takiego jak Ame. Pozostaje kwestia tego, ze pieniądze w dalszym ciągu powinny się zgadzać, miał swoje wydatki i nie zamierzał przycinać na żywności przez pomyłkę w trakcie działań wojennych. Ci ludzie nie wyglądali jakby zamierzali kontynuować walkę. Nie byli na nią gotowi, ani fizycznie ani mentalnie. Hozuki wiedział, ze jako człowiek tez ma swoje ograniczenia, jednak wszystkie te skumulowane obawy, chęć zysku i niechęć do ponoszenia strat oraz jego uparty charakter połączonym z dychotomicznym postrzeganiem ludzi mogą doprowadzić tylko do jednego scenariusza. Chyba.
- Dawać hajs frajerzy, bo nie ręczę za siebie! - rzucił jednocześnie wskazując w ich kierunku swoim mieczem. Skoro mleko już się rozlało, to powinien chociaż ograniczyć straty. To byłoby najlepsze wyjście dla wszystkich uczestników tej rozróby. Pozostaje tylko pytanie czy tamci dojdą do podobnego wniosku.
- Wszystko co macie, wyrzucić przed drzwiami budynku i wypierdalać na druga stronę ulicy! - powiedział rozkazującym tonem. Próbował zorientować się czy w okolicy jest jakieś źródło wody, które może posłużyć do stworzenia wodnego klona w przyszłości. Oczywiście nie był na tyle naiwny, żeby wierzyć, iż tamci z zadowoleniem przyjmą jego ultimatum. Lewa ręką grzebał w torbie. Wybuchowa notkę chciał przylepić do rękojeści kunai, którym zamierzał rzucić w nich, gdyby zdecydowali się zaatakować lub odmówili współpracy. Jeżeli dojdzie do konieczności użycia notki, zaraz po tym Ame zdecyduje się na szarże z zamiarem zadania śmiertelnego ciosu kunoichi od elektryczności.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 467
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 29 maja 2018, o 09:30

Chłopak rozglądał się nieco panicznie w każdą możliwą stronę. Trochę tak jakby sam teraz szukał pomocy i wsparcia. Nie miał pojęcia co robić. W jaki sposób zapanować nad tłumem, by wszystkich bezpiecznie wyprowadzić. Jednak znikąd nie otrzymał odpowiedzi ani chociażby porady. Był sam, sam jak palec i jedynie garstka zwracała na niego uwagę. Reszta napierała bez opamiętania czy namysłu. W tym wszystkim zginął kolejny człowiek, niby przypadkiem, ale Kisho odczuł to tak, jakby sam był winien. Miał przecież ich uratować, nie? Wszystkich. Obiecał to. Tymczasem jednak wpatrywał się w nieruchome ciało potraktowane serią końskich kopyt. Widział, jak ten człowiek umiera, jak opuszczają go resztki życia. Szczęście, nie trwało to długo. Odszedł szybko, nie cierpiąc prawie w ogóle. Czy jadnak ten człowiek miał tutaj umrzeć? Wpatrzony w truchło, zadawał sobie pytanie, czy to przez niego, czy to po prostu jakaś większa siła, bóstwo, przepowiedziało tę śmierć? W takich chwilach człowiek najczęściej zastanawia się nad tym, co jest ponad nim, tym co być może rządzi i kieruje światem. Czy coś takiego istnieje? Czy może to po prostu kwestia przypadku, niefortunnego zrządzenia losu i błędów Kisho doprowadziły do tej tragedii? Wszystko to, to pytania bez odpowiedzi. Gdybania, niemające wielkiego znaczenia, ale mimo to, człowiek się nad tym zastanawia.
- Wsiadajcie i czekajcie na mnie... - powtórzył polecenie, nieco przygaszonym tonem, dla grupki, która w ogóle zwróciła na niego uwagę. Miał nadzieję, że gdy wróci, okaże się, że i reszta zebranych mieszkańców okaże się skora do współpracy. Był jednak świadomy tego, że większość z nich może wyruszyć na własną rękę.
Budynek, kolejne miejsce, w którym ktoś potrzebował pomocy, okazał się pułapką. Rodzina, po którą tutaj przybył, czmychnęła bokiem i pozostawiła shinobich wewnątrz. Właśnie shinobich! Cała trójka, Kisho i ci dwaj szubrawcy znali się na jutsu, a to nie wróżyło zbyt dobrze. Gdyby natrafił na zwykłych złodziei, sprawa byłaby prosta. Najpewniej obydwoje w tej chwili grzaliby podłogę tyłkami z uwiązanymi kończynami. Tymczasem sprawa przedstawiała się znacznie gorzej i na niekorzyść Ranmaru.
- Spokojnie - odpowiedział, przybierając łagodniejszy ton, znacznie łagodniejszy i milszy dla ucha niż chwilę temu. Było dwóch na jednego, a za plecami, na zewnątrz sytuacja się pogarszała. Nie miał więc wyjścia i musiał wywinąć się z walki. Raczej nikomu niebyła ona teraz do niczego potrzebna. Ci dwaj okradali innych, co nie było w porządku, ale co jest ważniejsze? Życie czy kilka cennych przedmiocików, dla których nie warto nawet walczyć? Raczej nie trudno zgadnąć. - Nie chcę kłopotów. Próbujemy jedynie zebrać mieszkańców i bezpiecznie ewakuować ich z miasta - poinformował, jednocześnie wycofując się kroczek po kroczku. Liczył, że odpuszczą, że nie będą ryzykować i najnormalniej go zostawią. Kierując się w stronę wyjścia, obserwował ich ruchy. Nie miał pewności co do swoich założeń, a że było dwóch na jednego, to śmiało mogli się pokusić o walkę i ewentualny dodatkowy łup. Dlatego też czerwone ślepia skupione były na ich kończynach, by zarejestrowały jakikolwiek atak z wyprzedzeniem. Jeśli dadzą sobie spokój, zostawi ich samym sobie. Byli shinobi, więc z pewnością dadzą sobie radę, w najgorszym wypadku później im pomoże. O ile ich znajdzie. Jeśli jednak nawiążą walkę, priorytetem dla Kisho będzie skończyć ją jak najszybciej. W grę wchodziła nawet ucieczka. Ogólne założenie było dość proste, szybka obrona kunaiem, bądź unik w bok - gdyby postanowili zaatakować z dystansu i długa w kierunku wyjścia. Dodatkowo, jeśli będą go ścigać - a to, dzięki swym patrzałkom zauważy odrazu - posłuży się dywersją i wyrzuci w ich kierunku notkę świetlną. Nie zatrzyma ich na długo, ale może da wystarczająco dużo czasu, by dobiec na zewnątrz i pognać mieszkańców lub wymyślić lepszy plan.
W idealnym scenariuszu, to znaczy w tedy kiedy obie strony zajmą się swoimi sprawami, najnormalniej odrazu po opuszczeniu budynku zajmie się ludźmi i krzykami - tym razem dość mocnymi, postara się ich uspokoić i pokierować w odpowiednie miejsce.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 454
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 29 maja 2018, o 21:55

Czyżby walka ustała? Kobieta wystrzeliła błyskawice, ale nie trafiły one celu. Jego kompan podmienił się z przedmiotem leżącym nieopodal niego. Choć będąc szczerym to nawet jakby się nie podmienił to nic by mu nie było. Po prostu technika leciała w ogóle gdzieś w bok i tam się też rozpłynęła. Cywile byli przerażeni. Chłopak próbował się jakoś dogadać, ale tu nic nie można było zrobić. Za dużo krwi się tu przelało i padło ofiar, żeby zakopać topór wojenny. Tylko co teraz? Okazało się, że jego towarzysz postanowił dalej to ciągnąć. Może i miał rację. Lepiej chyba było żeby stąd spieprzali, bo i tak w końcu się nie dogadają, a ich sprzęt może się przydać. Trzeba jednak teraz było myśleć o czymś innym. Hokusai zlekceważył swoją ranę i za bardzo oparł się na swojej umiejętności regeneracji. W ten sposób zdążył stracić sporo krwi i czuł się coraz słabszy. Jego towarzysz nie wyglądał jakby miał mu pomóc, więc miał pewien pomysł, który nie wiadomo czy się uda, ale jak nie spróbuję to się w ogóle nie dowie. Chłopak resztką sił próbował zdjąć swój płaszcz. Następnie przerzuciłby go sobie za plecy i złapał rękawy, które przeciągnąłby wzdłuż ciała, nakierował tył na ranę i mocno ścisnął oraz zawiązał na przodzie. Gdyby jednak mu się to nie udało spojrzałby na Amerykańskim i powiedział do niego.
- Pomóż
Nie zwracał uwagi na ból. Na szali było jego życie i chciał tylko przeżyć. Miał nadzieję, że mu to pomoże jakkolwiek, bo byłoby słabo. W dodatku kiedy zdjął płaszcz oczom wszystkich którzy widzieli jego plecy ukazał się symbol wyznawców Jashina. Nie wiedział co zrobią w tej sytuacji, ale jak już mówiłem, nie ważne. Po prostu teraz liczy się uratowanie sobie życia. Miał jeszcze tylko nadzieję, że nie będzie się musiał bić z tamtymi. Czuł jak jego ciało jest coraz słabsze. A to oznaczało, że jest źle.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 29 maja 2018, o 22:05

Znalazł w korytarzu na piętrze jakiś koszt o nieznanej mu zawartości. Bielizna, drewno? W gruncie rzeczy było mu wszystko jedno. Ważne, że cokolwiek tutaj nadawało się do skutecznego przygotowania Kawarimi no Jutsu. Czarnowłosy nadal nie mógł wiedzieć, co go czeka, jednak kiedy poczynił wszystkie niezbędne kroki do ewentualnej podmiany, poczuł się pewniej i wreszcie otworzył drzwi, zza których wcześniej słyszał dziecięce szlochanie. Wydawało mu się, że był gotów na najgorsze, ale jednak ten widok kompletnie go przerósł i jakby… oczy zaczęły wilgotnieć? Kaito potrząsnął jednak głową, starając się dojść do siebie, nie chciał przecież pokazać małolatom, że tak samo jak oni, postanowił się poddać. Nie, to nie był jeszcze ten moment. Trzeba było walczyć do ostatniej kropli krwi, póki mógł stać o własnych siłach.
Przez chwilę tylko przyglądał się młodym chłopcom trzymającym swą zakrwawioną matkę. Ich oczy były puste, jakby nieobecne. Nie dziwił im się, prawdopodobnie czuli się teraz tak, jak gdyby sami umarli. On sam nie mógł sobie wyobrazić, co by zrobił, gdyby to jego matka została zarżnięta jak cielę. Zaczął doceniać wszystko to, co miał od losu, bo kiedy patrzył na tych tutaj, którzy zmuszeni zostali przedwcześnie stać się dorosłymi mężczyznami, było mu najzwyczajniej w świecie przykro. A nie sądził, że będzie jeszcze gorzej… Dojrzał bowiem zaraz jeszcze młodszą chyba od braci dziewczynkę, skuloną na łóżku, o złocistych włosach i twarzy aniołka. Wyglądała jak zranione psiątko. Jeszcze bardziej znienawidził agresorów, spoglądając na jej zakrwawione ubranie. Te niewinne istoty nie powinny w ogóle znaleźć się w podobnej sytuacji. Dziewczynka wystraszyła się go, zachłysnęła własnymi łzami i schowała pod łóżkiem. Nie winił jej, bo przecież skąd mogła wiedzieć o tym, że nie jest kolejnym wrogiem? Już i tak przeżyła zbyt wiele, a jej oczy, podobnie jak u rodzeństwa, świeciły pustką i rozpaczą.
- Nie bójcie się, nie jestem wrogiem. – Mruknął cicho, stojąc na razie w tym miejscu, w którym stał. Oparł się tylko o framugę, ale starał się nie robić żadnych gwałtownych ruchów, bo przecież dla dzieciaków niczym się pewnie nie różnił od oprawcy. Prawdę mówiąc chyba wolałby walczyć gdzieś w okolicy, tak jak Mokuzu, Izanagi, Ame czy Soburo, bo w tym momencie nie miał zielonego pojęcia jak się zachować. Czegokolwiek by nie powiedział, nie mógł ukoić smutku tych szkrabów. Straciły one coś, czego nie dało się już w żaden sposób zastąpić – matczyną miłość. Chociaż… tego nie dało się chyba stracić. Ona nadal żyła w ich sercach, tylko jak wytłumaczyć to takim maleństwom, skoro nawet dorośli ludzie często nie mogli poradzić sobie z utratą kogoś bliskiego?
- Jestem z grupy ratunkowej, ewakuujemy ludzi z miasta. – Dodał nadal spokojnym tonem. Korciło go, by od razu przejść do pytań, ale najpierw musiał się jakoś przedstawić, pokazać że nie stoi po przeciwnej stronie barykady.
- Czy któryś z Was może mi powiedzieć co się tutaj stało? Gdzie jest wasz tata? – W końcu jednak przeszedł do tego małego „przesłuchania”, którego w istocie wolałby uniknąć. Zwrócił się przy tym do chłopców, mając świadomość tego, że najmłodsza dziewczynka najgorzej znosiła trudy tej sytuacji i była też najbardziej płochliwa. Problem tkwił jednak w tym, że jej bracia nie byli wcale w lepszym stanie… Jak ich przekonać do tego, by zaczęli z nim współpracować? Przecież nie mógł zostawić ich tutaj, zamkniętych w czterech ścianach, z martwą rodzicielką na kolanach.
- Bardzo proszę. Jak masz na imię? – Spróbował raz jeszcze, tym razem obierając sobie za cel jednego z chłopaków. Takiego, który wydawał mu się najsilniejszy, o ile w ogóle można było mówić tutaj o jakiejkolwiek sile, zważywszy na to, że przecież wszystkie te pacholęta oczy miały puste i martwe, a ich serca najpewniej rozsypały się na milion kawałków.
- Nie musisz mi nawet ufać. Ale proszę, zrób to dla swojej siostry. – Zagadnął jeszcze do młodego ciszej, wskazując ruchem głowy na wystraszoną złotowłosą. Miał nadzieję, że myśl o niej sprawi, że ten czy inny z jej braci zdecyduje się skorzystać z oferowanej przez niego pomocy. W tak trudnych chwilach chyba tylko miłość i troska o drugiego, słabszego człowieka mogła ich wszystkich uratować.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości