Główna ulica

Re: Główna ulica

Postprzez Shijima » 29 gru 2017, o 14:05

Hyuo różniło się od innych miejsc na ziemi. Nie kwitły tutaj kwiaty wiosną, a mimo to wyraźnie czułeś jej zapach. Białe płatki śniegu zastąpiły te blado różowe kwiatów wiśni, które ścieliły aksamitną pościelą chodniku w Ryuzaku no Taki i innych prowincjach. Chyba wszystkich poza Samotnymi Wydmami, które ponoć całe pochłonięte były piaskiem. Wszędzie tu tylko biel, biel i biel... i szare kamienie domów, i brąz drzwi wejściowych, i wypłowiałe materiały dachy straganów rozciągniętych na ulicach. Przejrzyste szyby sklepowych wystaw i sylwetki ludzi mijanych na ulicach, jak i tych, od których oddzielało cię szkło. Bardzo niewiele rzeczy miało znaczenie w takim świecie, tak mi się przynajmniej wydaje. Nawet jeśli chodziło o czyjeś życie, o większe dobro, wygrane czy przegrane bitwy - to nie świat się zmieniał. To ludzie się zmieniali. Ich wydumane zasady i walka o prawa do bytu, w których każdy chciał być pierwszy. Równość? Och tak, tyle tylko, że byli jeszcze równiejsi.
- Z przyjemnością. - Wcale nie. Kiedy to się stało, że zacząłeś kłamać jak z nut? Kiedy straciłeś ostatnią, białą plamę na liście grzechów? Ach tak... to było przecież wraz ze śmiercią tej kobiety. Najlepsze było to, że oszukiwałeś samego siebie, że to było tylko jedno, jedyne kłamstwo. Większej ilości nie będzie. Przychodziło ci to tak samo naturalnie, jak przychodziło oddychanie. Bez wkładania w rzecz niezbędnej energii. Przekroczyłeś próg domostwa i zamknąłeś za wami drzwi, przesuwając oczyma po korytarzu i mijanych pomieszczeniach. Chyba każdy to robił. Interesował się miejscem, do którego właśnie przybył, zwłaszcza kiedy jest to miejsce nowe. Zainteresowanie rzecz ludzka. Ciekawość już przymiotem Diabła.
- Twoja babcia powiedziała, że poszukuje pierścienia i zobowiązała się do wypłaty konkretnej sumy za odzyskanie go. Mam go zanieść do handlarza ryb w porcie. Liczyłem na to, że przybliżysz mi bardziej tą sprawę. Została tylko mętnie nakreślona. - Tak, że pierścień ma ten stary dureń. Kimkolwiek ten stary dureń miał być. I gdziekolwiek miał być.
Shijima zachowywał pełną czujność, jego mięśnie były lekko napięte, ale wątpliwe, by dziewczyna dostrzegła to pod zwiewnym kimonem. Chwilowo nie spoglądał na nią, rozglądając się po salonie, lecz ciągle dbał, by mieć ją w kąciku oka. By śledzić jej ruchy, jednak nie w ten całkowicie oczywisty sposób.
Shijima
 

Re: Główna ulica

Postprzez Hayami Akodo » 30 gru 2017, o 15:11

TRYB MG - Misja rangi C dla Shijimy ♥ (próbna)
"Paradise of Light and Shadow"
17/30



Obrazek


Opowiadałam Ci bajkę o rudym lisie?
Tym, który tak szczycił się swoją wypielęgnowaną kitą, dbał o nią, jak tylko mógł, za każde środki - nawet te zarobione w nieuczciwy sposób - a potem i tak poniósł karę za swoje czyny? Pewnie tak, ale Ty ją pominąłeś, woląc wierzyć, że ten świat jest jednak w miarę dobry, normalny, że wszyscy żyją, jak chcą, nawet ta iluzoryczna gorycz w ustach Cię do tego przekonuje. Lodowaty niczym natura Yukich wiatr chlasta twarze tych, których mijałeś na zewnątrz, śnieg zasypuje wszelkie ślady, a rudowłosa, piękna kobieta przez chwilę Ci się przygląda zaciekawionymi, nieco zdziwionymi oczami w kolorze morza. Zupełnie tu nie pasuje, ona i jej płomienna grzywa włosów odpowiadają Hyuo mniej więcej tak, jak kwiatek kożuchowi - zwłaszcza, że jest ubrana w wielobarwną, bogatą suknię z motywem rajskich ptaków, a w jej włosach widać bardzo drogą spinkę, zdecydowanie droższą niż jakikolwiek damski fatałaszek. Jest piękna, to pewne, ale czy to jej naturalna uroda? A może jest tylko lalką? Idealną zabawką w rękach silniejszych od siebie? Sztucznym eksponatem mającym odwracać uwagę od rzeczywistych celów jej babci? O ile rzeczywiście starsza pani jest jej babcią - nie masz przecież takiej pewności.
Dziewczyna kręci głową, wzdychając. Znowu to samo...
-Znowu ukradł jej ten pierścień? Co za łajdak! - mówi niezadowolona. Krzywi się. -To stary pijaczyna, były marynarz...Przechlał połowę życia, doprawdy nie wiem, dlaczego obaa-san jeszcze mu pomaga...
Czując, że musi udzielić jeszcze dokładniejszych wyjaśnień, podchodzi do drogocennej biblioteczki, bierze z niej książkę i przez chwilę trzyma ją w dłoniach. Tak, jakby musiała czymś zająć ręce.
-W naszej rodzinie od pokoleń przechowuje się stary pierścień-wyjaśnia.-Jest to pamiątka po praprababci, którą babcia starannie przechowywała. Mój mąż to straszliwe skąpiradło i nie pozwala mi utrzymywać staruszki, bo uważa ją za...za śmiecia, więc biedna babcia od śmierci mamy i taty musi radzić sobie sama...No i babcia zastawiła za ryby u handlarza ten właśnie pierścień, choć jedni bogowie wiedzą, jak ciężko jej to przyszło. Gdybym sama miała jakieś możliwości, pomogłabym jej, ale...
Kobieta zagryza wargę. Po jej policzkach spływają dwie łzy.
-Ostatnio, kiedy przekazałam jej pieniądze, straciłam to.
To mówiąc, otwiera usta, aby pokazać Ci brak kilku górnych jedynek. Możesz się tylko domyślać, jakie emocje towarzyszyły twórcy tych skądinąd uroczych szczerb, kiedy uderzył przerażoną, pobladłą żonę w twarz i dorzucił kilka inwektyw...Drży lekko. Wreszcie przełyka ślinę. Ostatecznie, co ma do stracenia?
-Ten stary menel nazywa się Takanori-informuje z nieskrywaną pogardą w głosie. -Wysoki, chudy, wiecznie z butelką w ręku, cały w bliznach i w obdartych szmatach. Jestem pewna, że jeszcze go ma, o ile jeszcze nie przepił wszystkiego...
Nie kończy, gdyż do środka wchodzi jakiś wysoki, szarowłosy mężczyzna, zapewne jej mąż. W odróżnieniu od żony jest ubrany w czarne, proste kimono, czarne kosode, czarne sandały, a długie włosy - takie jak Twoje, tylko...wypłowiałe? - związał w ciasny kucyk. Posyła Ci lodowate spojrzenie, po czym zwraca się do żony, kompletnie Cię ignorując.
-Znowu sprowadziłaś sobie kochanka, Hikari?
-Yomi, proszę cię, nie zaczynaj... - w głosie kobiety słychać prośbę. Błaganie. Cień nadziei. Jednak Yomi jest nieubłagany.
-Nie sądziłem, że ostatnio gustujesz w brunetach-cedzi z sarkazmem. Po krótkiej chwili dorzuca władczo: -Każ przygotować mi obiad. Jestem głodny, dopiero wróciłem z misji. To tak się wita męża w domu?
Hikari kuli się w sobie, niczym mała dziewczynka. Upuszcza książkę na ziemię, po czym kiwa głową aż zbyt energicznie.
-Już, już się tym zajmuję, już...!
Wychodzi szybko, aż zbyt szybko, jakby bała się gniewu Yomiego. Ten nawet nie podnosi książki z ziemi, wzrusza ramionami. Siada wygodnie na sofie, wręcz się na niej rozwala - jak leniwy kot. W kominku płonie radośnie ogień. Jasne światło pada prosto na jego zmęczoną, złą twarz.
Książka, która upadła, ma czerwoną, gładką oprawę. Nie jest zbyt wielka i rozmiarami przypomina raczej jakieś tanie czytadło za pinć ryo, niż poważną literaturę godną lektury. Czarne litery tytułu głoszą: "Przygody Yoshiego Czarnej Ręki".

Czy gdzieś już nie pojawił się ten motyw?...



___________________________________________________________________________
No to ten, przejmuję tą misję, mam nadzieję, że da się to czytać o/
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Główna ulica

Postprzez Shijima » 30 gru 2017, o 16:20

Jak lot ognistej komety, za którą ciągnęły się płomienie liżąc nieboskłon stworzenia, tak za kobietą ciągnęły się jej ogniste, czerwone włosy. Żaden nie miał na tyle odwagi, by uciekać z projektu, w które zostały wetknięte. Stójcie tu, leżcie tak a tak, opadajcie na jej plecy i nie wirujcie przy kroku Jej Wysokości. Ten warkocz tylko delikatnie podrygiwał na jej wąskich, drobnych plecach, które na pewno rozkosznie wyginałyby się pod dotykiem męskich ramion, gdyby tylko pozwoliła się komuś objąć. Pozwalała? Lisy w końcu mają zazwyczaj własne plany na życie - zwłaszcza te, które tak pieczołowicie dbają o swój ogon ognistej komety. Wyczuwał zapach jej perfum równie dokładnie, co dokładnie widział jej jasne włosy na tle nieba usłanych niebiańskimi ptakami. Jeśli była otulona tym niebem to czy była też tym niebiańskim ptakiem? Stąpała tak lekko - mogła lecieć, jestem o tym przekonany, jak biała gołębica, uderzając skrzydłami miarowo, bez najmniejszego strachu. Nie posiadała gniazda, w gnieździe nie było piskląt, którym musiałaby dostarczyć jedzenie - taki więc był tor jej lotu. Niepoznany. I czy to znaczyło, że uważał ten świat za dobry? Świat był skurwiały do granic możliwości. Brudny, obleśny - nie było w nim ani ślicznych komet, które przecinały błękit nieba ani lisków o pięknych kiach. Tym bardziej brakowało wolnych gołębic, których nóżki nie były oznakowane pocztą, z której akurat wylatywały. Komety niszczyły ziemię, wypalały ją do cna - widziałaś kiedyś pożar lasów? Uciekały motyle, chowały się zające, a sarny panicznie biegły przez zawalone konary drzew, nie bacząc na to, czy połamią sobie przy tym swoje szczupłe nóżki. Oddawały kolejne susy w panicznym pędzie, umykając przed żarłocznymi jęzorami. Tymi, które ludzie tak mocno podziwiali jeszcze parę chwil temu, które podobały się jak szkarłatne szmaragdy, przyciągając wzrok. Mamiąc, mamiąc. Tak mamił lis. Szczupłością sylwetki, szlachetnym rysem brzucha i karku, miękkimi poduszkami łap i jeszcze bardziej miękką kitą, za którą sprzedał najbliższych. Co z tego, że został sam? Przecież był teraz najpiękniejszy. Wyciągniesz do niego dłoń, a on ugryzie, że zaraziłeś się wścieklizną? Oh jej, mamusia nie ostrzegała, ze do drapieżników nie wyciąga się rączek? Trzymaj je blisko siebie. Jeśli nawet nie użre cię ten cholerny lis, to sparzy cię ogień. Przykro? Oh well. Życie było przykre. Zwłaszcza, kiedy ta śliczna gołębica nasrała ci na ramię, na twoje świeżo wyprane i wyprasowane kimono. Już? Wystarczy cholery życia? Shijima nigdy nie wierzył w ludzi, w świat, w zjawiska przedstawione ani w Los. Wszystko składało się na jeden wytwór, który osaczał go szyderstwem klątw i niepowodzeń, nie ważne, czy się starał czy może kładł się plecami na rzece życia i pozwalał, by to miotało nim w swoim nurcie. Zupełnie obojętny na to, co mogło się stać. Jego przekleństwem w tym momencie nie był jednak ten brak wiary - było nim to, że przed rokiem chociaż chciał żyć i walczył o to życie, uważnie obserwując mijające go wydarzenia, a teraz? Teraz było mu to obojętne. Sens trwania nie tylko się rozpłynął - zmienił się gwałtem na bezsens i zupełną niechęć. Było chyba trochę prawdy w tym, co myślał Cesarz - niepotrzebnie uważał się za powód pojawiania się całego zła w tym świecie.
- Stary pijaczyna? Twoja babcia twierdziła, że jest bogaty. - Skąd ten gorący wybuch emocji? Minimalnie wytrąciło to bruneta z równowagi. Oczywiście - minimalnie. Sądził, że już trafił na tą Czarną Rękę. Że ten pierścień był kluczem do dostania się do nich - i wbrew pozorom to nie było wcale proste. Wymagało ciągłego lawirowania między informacjami i obracanie nimi. Czy to w ogóle trzymało się kupy? Więc o co chodziło z tym przemytem ryo w rybach, które babcia wnuczce przekazała? Już gubił się w tej układance. Nie pozwalał sobie na bycie przytłoczonym. Skoro na razie nie było nic wiadome, należało wyciągnąć więcej z otoczenia - i ze swojej rozmówczyni. Czy pięknej? W głowie Shijimy nie jawiła się z dopiskiem "piękna". Ostatecznie nie było nikogo wystarczająco pięknego, kiedy w głowie tlił się tylko obraz zielonych łąk.
Oto i został świadkiem historii, której smutne biegi powinny go wzruszyć. Tak jak wzruszyć powinny go jej łzy. Jej brak zębów. Musiał boleć. Musiało ją boleć i musiał ją przerażać widok czerwonej krwi lejącej się z jej własnych warg.
- Właściwie przyszedłem tu w poszukiwaniu Czarnej Ręki. - Wyłożył karty na stół, decydując się na zagranie otwarte. Wszystko albo nic. Zagadał do mężczyzny dopiero, kiedy kobieta uciekła z pomieszczenia. Nie zareagował na tą rozmowę, nie odezwał się, nie wstawił się za nią. I nie krytykował. Być może jednak udało mu się złapać srokę za ogon, albo raczej - uda. - Słyszałem, że kontaktując się z panem mogę dotrzeć do organizacji. - Poszedł o krok dalej, bo czemu by nie? Najwyżej facet stwierdzi, że nie wie, o czym pieprzy. I tyle. Trzeba będzie szukać dalej.
Shijima
 

Re: Główna ulica

Postprzez Hayami Akodo » 30 gru 2017, o 16:52

TRYB MG - Misja rangi C dla Shijimy ♥ (próbna)
"Paradise of Light and Shadow"
19/30



Obrazek


Yomi wpatruje się w Ciebie z takim zdziwieniem, jakbyś zapytał go nagle: dlaczego niebo jest niebieskie? lub o jakiś inny banał. Przez chwilę mruga powiekami, próbując znaleźć jakąś sensowną odpowiedź na to pytanie. No bo hej, dlaczego to niebo, do cholery, jest stale niebieskie?
Może kiedyś powinno się przefarbować, zmienić swój kolor tak, jak ludzie zmieniają sobie kimona...?
Lepiej jednak, by tego nie robiło - przecież coś w tym świecie musi być pewne. Coś musi być stałe. Niezmienne. Jak słowo samuraja, raz wyrzeczone i nie odlatujące bystrym ptakiem z warg dzieciaka, idealisty. Spotkałeś już takiego jednego, prawda? To było rok temu, w ciepły jeszcze, jesienny dzień - a może to był jeszcze letni upał? Nie jesteś pewien. W każdym razie to było kiedyś. Teraz żyjesz teraźniejszością i swoim zleceniem.
-Że czego, kurwa?
Chyba jednak pomyliłeś adres.
Mruży wrogo oczy. Nie jest zadowolony z twojej obecności, ale skoro już o coś zapytałeś, to powinien Ci odpowiedzieć tym swoim zachrypłym, wrogim, nieprzyjemnym głosem podobnym do zgrzytania kunaiem o metal. Więc odpowiada:
-E, taki on tam bogaty...Dla tej starej zdziry to każdy jest bogaty. A on ma to i owo odłożone, więc wiesz, ma co przechlać-parska z pogardą.-A że obie, ona i Hikari, są na tyle durne, by wszystkim pomagać jak jakiś cholerny Rikudou Sennin, to już nie moja wina. Jedyna Czarna Ręka to to gówno, które leży tam, na ziemi. Możesz je sobie zabrać, nikt tego nie czyta. Dawno powinienem to spalić.
Odwraca od Ciebie obojętnie twarz, jak rozkapryszony bóg, jak Susanoo, któremu zdawało się, że zasłużył w tym życiu na wszystko - na nieustającą uwagę wszystkich wokół, pochwały, darmowe jedzenie, cenne ubrania, dobrą broń, słowem: na to wszystko, co dano ludziom, by uczynili sobie ziemię poddaną.
Kiedy podnosisz książkę, z pozoru nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny sztuczny romans o piratach, którzy uwodzą kobiety i czynią je swoimi towarzyszkami życia, o tym, jak to pirat potrafi być czułym kochankiem składającym przed swoją kobietą wszystkie zdobyte na statkach wrogów skarby...Ale gdy patrzysz na ostatnią stronę, znajdujesz wiadomość.

Wszystko jest w porcie. Jastrząb z północy pilnuje towaru. Szukaj "Gwiazdy Morza".


Nie ma tu ani nadawcy, ani adresu. Pismo jest chwiejne, niewyrobione, proste, wręcz ordynarne - zapewne notatkę tą sporządzono w dzikim pośpiechu, na kolanie, byle jak, żeby tylko zdążyć.

Przed czym...?


__________________________________________________________
Możesz zabrać książkę i zostawić autograf kappa
Zapraszam tutaj: Kliknij mnie tuu! *^*
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 22 maja 2018, o 11:33

Misja D
1/15

Nawet jeśli Rika była przygotowana na zimę, to nikt z kontynentu nie mógł być przygotowany na zimę w Hyuo.
Już z daleka olśniewała bielą, czystą i raniącą w oczy jak szkło. Białe odłamki lodu odbijały światło słońca, które świeciło z bezchmurnego nieba, ale to wcale nie sprawiało, że było ciepłej. Wręcz przeciwnie - w takie właśnie dni temperatura była zazwyczaj jeszcze niższa niż zazwyczaj. Już w porcie przywitał ją nietypowy widok - grupa ludzi nieustannie rozbijała lód w porcie, by statki mogły swobodnie się w nim poruszać. Wykonywali swoją pracę równomiernie, ze spokojem i dokładnością, wymieniając się co jakiś czas by inna grupa mogła odpocząć i ogrzać się. Sama Rika czuła zimny uścisk mrozu, choć ubrana była ciepło - a jednak ciepło jak na standardy kontynentu. Nie było czasu by stać i przymarzać do ziemi, odnalezienie domu senseia stawało się nie tylko koniecznością, ale i przykrą, palącą potrzebą.
Zgodnie z narysowaną mapką, dziewczynka przesuwała się ulicami Fuyuhany, które mimo tak drakońskich warunków tętniły życiem. Tutejsi byli już do tego przyzwyczajeni, a jeść przecież coś było trzeba. Mała figurka wzbudzała nieco zaskoczenia i spojrzeń, jednak nie nieprzyjaznych. Jedna kobieta na ulicy nawet ją zaczepiła i zaoferowała jej swój szal, kawał grubego, ciepłego, choć nieco gryzącego materiału. Poza tym jednak nikt nie narzucał się panience w drodze, która zresztą dość szybko dobiegła końca.
Wkrótce stała na ulicy, do której prowadziła mapka. Okolica wydawała się znajoma, ale w tym pokrytym śniegiem krajobrazem wszystko wydawało się do siebie podobne dla niewprawnego oka. Teraz wystarczyło znaleźć odpowiedni dom.. I już mogła przed nim stanąć.
Niewielki, zbudowany z kamienia domek musiał mieć niedawno odśnieżony dach - spod bieli wystawała czerwień drewnianych dachówek, nietypowych dla tej okolicy. Z komina wydobywał się szary dym, oznajmiający jasno o dbałości gospodarza. Do drzwi prowadziła jedna ścieżka, z której ktoś właśnie usuwał nadmiar białego puchu.
Kobieta, niska i puszysta niewiasta o okrągłej twarzy uniosła głowę słysząc kroki i uśmiechnęła się przyjaźnie. Zatrzymała się i oparła o łopatę, patrząc na przybyszkę.
- Szukasz czegoś, dziecinko? - zapytała miło. Sprawiała ciepłe, babcine wręcz wrażenie, potęgowane przez zmarszczki na twarzy, nakładające się jedna na drugą. Był tylko jeden problem.
Z tego co wiedziała Rika, sensei nie mieszkał z żadną kobietą. Możnaby nawet powiedzieć, że on nich stronił. Ale dom był ewidentnie ten. Tak wskazywała mapka i same, bardzo mgliste wspomnienia dziewczynki również tu pasowały.
Trzeba było rozwiązać tą zagadkę, zanim czerwony nosek stanie się siny.
Chise
 

Re: Główna ulica

Postprzez Rika Kari Matsubari » 22 maja 2018, o 14:59

Kiedy pierwszy raz, latem poprzedniego roku stanęła na ziemi w Hyuo, nie było tak źle. Owszem, było zimno, jednak warunki te znała doskonale z zimowych okresów w Ryuzaku. Szczególną osobliwością pozostawał fakt, iż tutaj panowało wówczas lato. Połączenie tak chłodnych temperatur z długimi dniami dla osób niezaznajomionych z klimatem wyspy musi być mocno dezorientujące i dla niej również było takim przez pierwsze dwa, trzy dni.
Gdy zagląda szufladka po szufladce do wspomnień z tamtej wyprawy, nigdzie nie znajduje zimna. Być może dlatego, że ciepło płynące z miłości otaczających ją rodziców było silniejsze niż tak przyziemne sprawy jak fizyka czy chemia? A może dlatego, że w ogóle o tym nie myślała. Sensei, ich gospodarz nie tylko darzył ją uczuciem, ale poświęcał jej ogrom czasu. Nie rzucał jej zbywalczo lalki, by w czasie „świętego spokoju” porozmawiać z dorosłymi o poważnych rzeczach. Miast tego namawiał Hayato i Mayę do zwiedzania, do zakupów i innych rzeczy, jakie robią zakochani ludzie. Zgadnijcie po co. Aby zostać z Riką i rozmawiać. O poważnych rzeczach.
Właśnie o tym teraz myślała, stojąc na wprost głównej drogi tej lodowej wyspy. To są poważne rzeczy – na przypomnienie głosu senseia jeden z kącików drżących z zimna ust uniósł się nieznacznie na niezrozumiały nikomu znak sympatii do gospodarza. Należy powiedzieć otwarcie, był już starcem. Wskazywały na to choćby przypominające o jego wieku zmarszczki na twarzy.
Rika doskonale wie co jej wolno, a czego nie. Jak mało kto wypracowuje sobie pozycję słowami czy gestem i właśnie dlatego nigdy nie mówiła o nim w ten sposób. Starzec, staruszek? Nie wypada! Tyle tylko, że o senseiu nigdy nawet w tych kategoriach nie pomyślała. Przez tę krótką znajomość wytworzyli więź przebijającą się przez blisko siedemdziesięcioletnią zaporę doświadczeń i trosk.
Do tej zapory dodajcie jeszcze zimę. Zielonooka kunoichi była stworzona do życia w Ryuzaku. Życia w klimacie charakteryzującym się harmonią i ładem, gdzie przez pół roku mogła biegać boso po okolicznych terenach, upiększać swe drobne ciało kwiatami i beztrosko zaczepiać śpiewem ptaki, które darzyła szczególnymi względami. Tutaj wszystko to było wykluczone. Przyglądała się robotnikom skuwającym osadzony w porcie lód, dopóki ci nie zmienili się z kolejną grupą. Po raz ostatni rzuciła okiem na prowizoryczną mapkę i ruszyła przed siebie.
Jej oczy przyzwyczajały się do oślepiającego blasku odbijających się od śniegu promieni słonecznych. Dopiero wtedy zrozumiała, że ciepły płaszcz i rękawiczki to za mało. Z każdym oddechem czuła, jak coś w jej wnętrzu zamarza. Zmuszona warunkami założyła na głowę kaptur, choć ukrywanie przed światem swoich włosów było ostatnim, czego chciała. Mała trzymała ręce blisko tułowia i przesuwała się naprzód. Wyspa ciskała w nią wszystkim, co miała. Czy Rika mogła mieć jej to za złe? Przecież w Hyuo jest taki zawsze. Porywisty wiatr szarpał filigranową dziewczynkę we wszystkie strony. Ta odwracała się bokiem do wyznaczonego kierunku, chroniąc swą twarz przed surowym żywiołem. Jej płaszcz pokryła cienka warstwa śniegu. Spośród wszystkiego, co natura miała jej dziś do zaoferowania, śnieg był akurat tym, co kochała. Za kształt tych lodowych kryształków i efekt, jaki daje ich większa ilość. Były po prostu ładne.
-Skóra biała jak śnieg, włosy ciemne jak mahoń – wymamrotała bezgłośnie. To właśnie tak mówiła o niej babka Akane. Rika była z tego dumna i uwielbiała tę frazę.
Gdyby wyjęła lusterko, zobaczyłaby, jak zaróżowiają jej się policzki. Jasny sygnał o tym, iż znajdujące się tuż pod warstwą skóry cieniutkie naczynka krwionośne poszerzają się, wypowiadając wojnę mrozowi. Nie bez powodu mawia się, że to zdrowo.
Być może zmiany na cerze małej zauważyła też starsza kobieta, która wyszła z bezkształtnej masy tłumu obcych ludzi, by ofiarować jej swój szal. Rika nie chciała go przyjąć. Choć po Menmie pozostał tylko ślad i mała nie obawiała się obcych, teraz była dodatkowo na nieznanym gruncie. Trochę dziwne, że ta starsza kobieta oferuje jej coś, co zwłaszcza w tych warunkach może się przydać. Na pewno jednak lepiej znosi zimne temperatury. Rika zaaklimatyzuje się pewnie dopiero po pewnym czasie. Zostaję tu na dłużej. Odnajdę ją i oddam podarek. W istocie, rozterki małej krążyły głównie wokół koloru szala. Jego szara barwa niezbyt pasowała do jej stylu. Chłód jednak przemówił jej do rozumu.
-Jak się nazywasz? Postaram się go na dniach zwrócić. Dziękuję.
Po tej miłej niespodziance poszła dalej, a wszystko coraz bardziej jej się nie zgadzało. Mapka swoje, a jej pamięć swoje. Szła zgodnie z ojcowskimi wytycznymi, jednak nie poznawała żadnego z budynków. Musiałam przecież tędy przechodzić…
Minęło jednak mniej czasu, niż się spodziewała, gdy nie tylko odnalazła orientację, ale również poszukiwany dom. Skierowała się ku ścieżce, marzącym spojrzeniem śledząc unoszące się nad kominem strugi dymu. Była już bardzo blisko, gdy ujrzała kobietę. To mocno skomplikowało plany. Czyżby się pomyliła? Nie, to niemożliwe.
-Szukam senseia. – zrobiła pauzę, chciała powiedzieć, że przybywa z daleka, ale to nie czas na szczególną wylewność. Rozejrzała się dookoła, ze szczególną uwagą wyglądając kogoś w oknie mieszkania. – wydaje mi się, że tutaj mieszkał.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 23 maja 2018, o 09:04

Misja D
2/15

Kobieta, która oferowała jej płaszcz nosiła proste, przyjemne imię Mei. I nawet powiedziała dziewczynce gdzie ją znaleźć, skoro widać było, że zależy jej na tym by oddać podarek. Bywała często w okolicy herbaciarni "Pod wielorybim harpunem", więc mogła tam próbować szczęścia i na nią trafić.
Było nieco cieplej, ale nadal najlepiej byłoby gdyby skryła się pod dachem, przy gorącym palenisku i z czakrą rozgrzewającej herbaty. Musiała jednak nieco na to zaczekać. Najlepiej musiała się rozmówić z kobietą przed drzwiami, nieznaną jej. A choć sprawiała wrażenie bardzo sympatyczne, to nawet najmilsza osoba na świecie nie będzie dostatecznie dobra, skoro nie ma mistrza. Wyprostowała oparte na łopacie ręce z zastanowieniem.
- Senseia? - zapytała nieco zdziwiona - Ettoo.. Masz na myśli Kihara-san? Starszego pana, siwe włosy? - upewniała się, przechylając głowę w bok. Opis był dość ogólny, ale mógł dotyczyć senseia. Najważniejsze było to czy nazwisko pasowało! Jak na razie to jednak nic nie wyjaśniało. Kobiecina złapała za łopatę i energicznym ruchem wbiła ją w większą górę śniegu, że utrzymywała się pionowo sama, a ona otrzepała pokryte śniegiem rękawiczki.
- Zresztą, nie ma co dyskutować na mrozie - powiedziała, widząc zmarzniecie dziewczynki - Trafiłaś pod dobry adres - dodała, po czym zrobiła w jej kierunku zachęcający gest i sama skierowała się w stronę domu. Po przejściu przed próg, trafiły do przedpokoju, który już wyraźnie migał w jej wspomnieniach. Szafka na buty wydawała się co prawda mniejsza, ale nadal stały na niej stare sandały mistrza, których jednak nigdy nie używał oraz kilka par kapci dla gości, by nie musieli chodzić boso po kamiennych posadzkach. Zaczęła zdejmować z siebie wierzchnie odzienie, odstawiać butki na szafkę, zakładała kapcie. Przeszukała szafkę, jednak nie znalazła chyba tego, czego szukała, więc westchnęła.
- Nie mam kapci na twój rozmiar, będziesz więc musiała chodzić w tych - dała małej normalne, w których jej małe nóżki tonęły. Było tu jednak zdecydowanie cieplej, choć przedpokój nie był najlepiej ogrzewanym pomieszczeniem w domostwie. Dlatego zaraz skierowali się do kuchni. Pod paleniskiem płoną wesoły ogień, a kobiecina zaraz nastawiła na niego kociołek, by się ogrzewał i usiadła przy niskim stoliczku. Poklepała miejsce obok.
- Usiądź, dziecko. Pan Kihara powinien niedługo wrócić, a nie miałabym serca trzymać cię na dworze. Jak się nazywasz? - zapytała ciepło.
Chise
 

Re: Główna ulica

Postprzez Rika Kari Matsubari » 23 maja 2018, o 21:35

„Pod wielorybim harpunem”, może powinna była zapisać sobie tę nazwę? Niee, trzeba się śpieszyć. Nawet jak nie zapamiętam, to pewnie skojarzę nazwę, gdy zapytam o herbaciarnię. Wyobraziła sobie wystrój tego miejsca i tłumy, jakie napierają na drzwi każdego dnia. Choć jej ojciec pracował na statku, zwiedziła raptem 3 krainy. Mimo to nie miała wątpliwości, że nigdzie gorąca herbata nie jest warta tyle, co tutaj.

Kobietę, nieoczekiwaną postać przy domu jej gospodarza, zdziwiło to, w jaki sposób Rika mówiła o starym Kiharze. Sensei? Dziś pewnie mało kto go tak nazywa. Kto wie? Może była nawet jedyna. Cóż to jednak zmienia. Dla niej był senseiem i nie uważała tego za gafę. Mała ucieszyła się. Oczywiście, że chodzi o Kiharę-sana. Tak przecież mówił jej ojciec, stojąc nachylony nad narysowaną przed siebie mapą: „jeśli jednak zboczysz z trasy, pytaj o Kiharę-sana”. Pamiętała to.
Gdy stojąca przed nią kobieta opisywała wygląd Kihary – czy można było zrobić to gorzej? – mała radośnie potakiwała, unosząc głowę. Zupełnie tak, jakby właśnie znajdowały między sobą jakąś nić porozumienia. W rzeczywistości jednak równie dobrze można było powiedzieć, że ma dwie ręce i nogi.
Jakaż była radość, gdy wreszcie skryła się w ciepłym pomieszczeniu! Potrzeba będzie czasu, nim jej wychłodzone ciało na powrót odzyska swą temperaturę. Wnętrze mieszkania było znajome. Poszczególne elementy przywodziły na myśl wspomnienia. Teraz jednak nie pozwalała im się rozwinąć, całą swą uwagę koncentrując na kobiecie, która zawzięcie szukała czegoś w szafce na buty. Trwało to dłuższą chwilę, po czym kobieta ponawiała sukcesywne poszukiwania od lewej strony. Wreszcie zrezygnowała. Co to znaczy dla Riki? Że od teraz będzie się poruszać w kapciach dla dorosłych. Takich prawie dwa razy za dużych. Lepsze to, niż nic...
Mała zdjęła resztę wierzchniego ubrania. Pozostał jej biały sweter, nie przylegający nazbyt do ciała. Swoiste „kajaki”, jakie założyła na stopy mocno upośledzały jej poruszanie się. Albo raczej czyniły go zabawnym. Mała podnosiła wysoko nogi, pilnując, by laczki nie zsunęły jej się ze stóp. Wygięte w górę palce tworzyły hak, który miał pomóc w utrzymaniu laczków i pewniejszym stawianiu kroków. Podążyła za gospodynią do kuchni. Na szczęście nie musiała się śpieszyć, gdyż ta szła wolno.
Tańczący pod paleniskiem ogień może i nie piekł w twarz, ale był symbolem ciepełka, które niezauważalnie rozchodziło się po kuchni. Obserwowała zręczne ruchy gospodyni, a gdy ta skończyła, przystała na jej zaproszenie i zajęła miejsce. Słowa tej obcej kobiety idealnie pasowały do roli dobrej gospodyni. Czy nie za dobrze?
-Ja jestem Rika – odpowiadając, przestała się rozglądać i skupiła zielone oczy na siedzącej obok kobiecie – a pani? Kiedy ostatni raz tu byłam, sensei mieszkał sam.jak zgrabnie zapytać, co ona tu wyprawia?czy jego zdrowie podupadło? – zapytała, ani trochę nie wierząc, by było to możliwe.
Przez myśl przeszło ją coś niepokojącego. Skoro sensei mnie oczekiwał, dlaczego nie ma go w domu? A może jak to on, znowu coś kombinuje?!
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 24 maja 2018, o 18:51

Misja D
5/15
(Poprzednie to było oczywiście 3/15, pomyliło mi się XD)

Czoło starszej pani zmarszczyło się kiedy usłyszała imię małej, zupełnie jakby chciała sobie je przypomnieć, wywołać z odmętów myśli, ale widocznie nie szło jej najlepiej. Powtórzyła sobie jej imię jeszcze kilka razy, ale nic nie przychodziło jej na myśl, więc tylko westchnęła, wzruszając ramionami.
- Pan Kihara najwidoczniej mi o tobie nie wspominał. Szkoda, gdybym wiedziała, że będzie miał gości przygotowałabym coś dobrego do zjedzenia - uśmiechnęła się przepraszająco, choć była w tym nutka irytacji. Może tym, że jstarszy pan jej o niczym nie powiedział? Jednak wbrew jej słowom, po kuchni roznosił się apetyczny zapach potrawy w kociołku, która powoli się podgrzewała. W powietrzu czuć było aromat warzyw i przypraw, pewnie do tego jest tam jakieś mięso.. Można było zgłodnieć od samego wąchania. Kobiecina wstała zgrabnie i otworzyła pokrywkę, z której buchnęła para i zamieszała zawartość, w pierwszym momencie nie odpowiadając na pytanie dziewczynki. W końcu jednak musiała wrócić do rozmowy, odwróciła się więc w stronę młodego gościa.
- Nazywam się Asuka, Asuka Naito - przedstawiła się spokojnie - Pan Kihara na szczęście nie jest chory, odpukać - i rzeczywiście, zastukała w niepomalowaną część szafki obok, spełniając swoje słowa - Jedynie udał się w podróż. Udał się wraz z dostawcami jadła do świątyni - rzuciła to lekko, ale jakby nagle domyślając się, że dziewczynka może nie wiedzieć o co chodzi szybko dodała wytłumaczenie - Świątynia Okami no kami, w górach. Ma tam paru znajomych wśród mnichów, no i jest tam dość znane wśród samurajów dojo do którego też lubi zaglądać... To dość długa droga, dlatego Pan Kihara udał się większą grupą. Właściwie, to miał wrócić już wczoraj, ale pogoda nie sprzyja podróżującym. Pewnie muszą poruszać się powoli - dodała jeszcze w gwoli wyjaśnienia i uspokojenia. Choć wyglądało na to, że uspokojenia to bardziej potrzebuje ona niż Rika, bo wydawała się nerwowa gdy o tym wspominała. Zerknęła przez okno, jakby spodziewała się zobaczyć żwawego staruszka już na ścieżce do domu, ale tam się nie stało i tylko jej usta się zacisnęły, stosownie do niepojących myśli przelatujących jej przez głowę.
Jakby nie patrzeć, to nie była łatwa droga. Oprócz tego, że konwój z jedzeniem mógł być łakomym kąskiem w tak niekorzystnej porze roku, to droga sama w sobie była trudna i łatwo było o urazy i upadki. Oczywiście, pozostawała opcja jakby po prostu się zasiedział na miejscu i wyruszył później, ale skoro spodziewał się gości.. Spojrzenie kobiety trafiło na dziewczynkę, mierząc ją lekko wzrokiem. Nie było to nieprzyjemne, ale i nie było w tym za wiele sympatii. Więcej zatroskania.
- Oh, nie powiedziałam ci czemu tu jestem! - ocknęła się nagle, przypominając sobie - Nie mieszkam tu, jedynie zajmuje się domem pod nieobecność Pana Kihary! Głównie odśnieżam i palę w środku, by się nie wychłodził i go nie zawiało - powiedziała, ale w jej głosie była nuta czegoś.. A raczej braku czegoś. Brakowało radości.
Na pewno nie była zadowolona z takiego stanu rzeczy.
Pokrywka zaczęła lekko podskakiwać, więc Asuka szybko podeszła do paleniska i z lekkim trudem zdjęła z niego kociołek.
- Pewnie jesteś głodna? Mam coś na obiad, zawsze warto zjeść coś na ciepło - zaoferowała Rice przyjaźnie. Następnie nałożyła na dwa talerze przygotowane przed nią danie, w towarzystwie podpłomyków. Był to rodzaj gulaszu, czy może mięsa i warzyw w gęstym sosie. Obficie doprawione, już po kilku kęsach rozchodziło się po żołądku przyjemnym ciepłem, choć było przy tym lekko pikantne, co tylko jednak wspomagało ten efekt. Chleb zaś był mocno zbity i posypany z wierzchu jakimś ciemnymi, drobnymi ziarenkami o specyficznym, lekko gorzkawym smaku.
Chise
 

Re: Główna ulica

Postprzez Rika Kari Matsubari » 24 maja 2018, o 21:57

Już samo pytanie o imię było dla Riki jasnym sygnałem, że ta kobieta nic nie wiedziała o jej przybyciu. Jednak gdy zostało jej to wyłożone czarno na białym, poczuła niepokój. Pokojówka, opiekunka, kimkolwiek jest… dlaczego nic jej nie powiedział? Nie dość, że go nie ma, to jeszcze zachował dla siebie wieść o jej odwiedzinach. Coś tutaj ewidentnie się nie zgadzało.
Zła mogła być nie tylko o to. Jak się okazuje, gdyby tylko jej wizyta nie była tajemnicą, czekałoby teraz na nią coś smakowitego do jedzenia. Ale chwila… co tu tak pachnie? Mała próbowała zidentyfikować woń, nie wąchając zbyt zachłannie. Cokolwiek to było, musiało być „czymś dobrym”. Do rozpoznania smakołyku nie trzeba przecież szczególnie wyczulonych zmysłów. Jej zainteresowanie wzmogło się dodatkowo, gdy kobieta odwróciła się do niej bokiem i zdjęła pokrywę. Wydobywająca się z kotła para tylko wzbudzała wyobraźnię. Rika nie zdążyła się jeszcze wygrzać i każde źródło ciepła było nader atrakcyjne. Nie ma co ukrywać. Rika liczyła, że z kociołka zostanie wydzielona i porcja dla niej. Najlepiej duża.
Myśl o jedzeniu szybko zeszła na dalszy plan, gdy Asuka, bo tak się przedstawiła, zaczęła tłumaczyć, co tu się właściwie dzieje. Naturalnie w to, że senseiowi coś się stało nie byłaby w stanie uwierzyć. Dlatego też wieść o tym, że u niego wszystko w porządku, bynajmniej zaskakująca nie była. Jeśli ktoś jest na świecie nieśmiertelny, to pewnie on. Wyjazd z dostawcami jadła do świątyni brzmiał… dobrze. Z jakiegoś powodu pomyślała, że pewnie odbywa się tam jakaś impreza. Na tyle, na ile go poznała, to nie jego styl. Ale kto to tam wie…
Rzeczywistość okazała się bardziej przyziemna. Kihara najzwyczajniej zabrał się z dostawcami, by na miejscu odwiedzić starych znajomych. Uderzyła ją zazdrość. Myślała, że swym przyjazdem sprawi mu wielką radość. Że sensei czeka na nią od kilku dni, a gdy tylko zapuka do drzwi, będzie ją traktował jak ostatnim razem. Że nauczy się czegoś nowego i przeżyje fajne przygody. A tutaj co? Wyjechał do znajomych. Tak po prostu.
Nawet wieść o tym, iż powinien wrócić już wczoraj niewiele zmieniła. Nie to, by uwagi Asuki nie były rozsądne. Rika jeszcze niedawno sama przebijała się przez śnieżną zamieć i wiedziała, jak trudne to zadanie. Kiharze nie można było odebrać werwy, ale lata musiały robić swoje. Jeszcze się taki nie znalazł, co by oszukał metrykę. Za miastem, dokąd zapewne udawał się sensei, warunki pogodowe musiały być jeszcze gorsze. A co, jeśli naprawdę zaatakowano ich konwój? Sensei zna warunki panujące na wyspie. Nie spóźniałby się bez powodu…
W tym wszystkim, było coś jeszcze. Coś gorszego, niż dramatyczne wizje, jakie zawisły wysoko nad kuchnią. Obawa, jaką jej gospodyni z trudem próbowała ukryć. Namacalna emocja, przybliżająca ich do uwierzenia, że stało się coś strasznego. Gdy Asuka wyjrzała przez okno w beznadziejnej wierze, Rika również próbowała dostrzec cokolwiek za szybą. Wielkie płaty śniegu nie napawały optymizmem.
Trudno powiedzieć, czy gospodyni zależało na rozładowaniu napięcia, czy najzwyczajniej przypomniało jej się, że musi powiedzieć coś jeszcze. Tak czy inaczej nowe informacje komplikowały trochę sytuację, w której znalazła się Rika. Do tej pory nie była zbyt ufna. Próbując uczyć się na błędach pozostawiała margines na to, że za miłymi słowami mogło kryć się coś złego. Teraz margines był minimalny. Była niemal pewna, że gospodyni – bo chyba można tak ją nazwać – bardzo zależało na senseiu. Bo po co byłyby te poświęcenia? Po co przygotowywać duży posiłek dla kogoś, kto tak samo może wrócić dziś, jak i za 5 dni? Coś jest na rzeczy.
Na rzeczy było nie tylko między Asuką a Kiharą, ale również w kuchni. Obiad był gotowy i zgodnie z życzeniami Riki, została ona zaproszona do stołu. Nigdy nie jadła tego, co właśnie znalazło się jej na talerzu. Mała nie miała jednak problemu z nowymi doświadczeniami. Pierw poczekała jednak na pierwszy kęs gospodyni. Tak ją nauczono, by jedzenie zawsze zaczynali najstarsi. Zazwyczaj sygnał do wyżerki dawała babka Akane, gdyż poza jej odwiedzinami, rodzice zawsze zaczynali wspólnie.
Szybko rozsmakowała się w nowej potrawie. Rika nie lubiła co prawda ostrych dań. Lubiła raczej łagodne smaki i nie spożywała zbyt wiele mięsa. Teraz jednak z każdym kęsem po jej ciele rozchodziła się nie tylko specyficzna ostrość przypraw, ale i ciepło. Powracały siły, które wcześniej ratowały ją przed wychłodzeniem.
Jedzenie nie było najlepszym momentem na ciągnięcie rozmowy. I dobrze, bo o czym miałyby rozmawiać? Znalazły się w nad wyraz niezdefiniowanej sytuacji, w której nie wiadomo kto, co i dlaczego. W tym wszystkim było jednak pytanie – jej zdaniem – nie cierpiące zwłoki.
-Co jeśli sensei dziś nie wróci? – podniosła głowę spod znajdujących się na talerzu resztek jedzenia.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 26 maja 2018, o 09:45

Misja D
7/15


Aż miło się patrzy kiedy ktoś ze smakiem zjada to, co się ugotowało. Jakieś ciepło w sercu, opiekuńcze instynkty wręcz krzyczą o tym jak dobrą wykonało się robotę! Asuka znad swojego talerza patrzyła na znikającą w szybkim tempie porcję Riki i uśmiechała się łagodnie. Oczy błyszczały jej jednak zadowoleniem tak wyraźnie, że mogła nawet nie mówić o tym wprost. To było oczywiste. Poprawiła się delikatnie na krześle, słysząc pytanie dziewczynki, zaciskając usta.
Sama się nad tym zastanawiała.
- Chcesz może dokładki? - zapytała najpierw sięgając do kociołka. Niezależnie jednak od odpowiedzi małej, ten wykret nie mógł jej zyskać wiele czasu. Sama łyżką grzebała w resztach swojej potrawy, choć zapewne wiedziała, że to niezbyt grzeczny nawyk.
- Na pewno nie ma sensu byś gdzieś ganiała po mieście w poszukiwaniu karczmy - stwierdziła w końcu, po chwili ciszy - Jesteś gościem pana Kihary i na pewno by tego nie chciał. Przygotujemy ci więc pokój i nagrzejemy wodę do kąpieli, bo pewnie przemarzłaś - skupiała się narazie na sprawach przyziemnych i prostszych, które nie wymagały odpowiedzi na drugie pytanie zawarte w tym pierwszym.
Co jeśli senseiowi coś się stało?
Odstawiła swój talerz na bok, opierając podbródek na dłoniach, a łokcie na stole.
- Następnego dnia pójdziemy najpierw na targ. Kupcy często wiedzą o wszystkim pierwsi. Jeśli to nic nie da, będziemy musiały udać się do siedziby władzy. Natsume-dono pewnie nie ma, ale z pewnością ktoś przyjmie nasze zgłoszenie i wyślę shinobiego na poszukiwania. A wtedy pozostanie nam czekać i modlić się do Okamiego - zakończyła z westchnieniem, patrząc na dziewczynkę nieco smutno. Zapewne nawet nie sądziła, że malutka przed nią sama odbyła już podstawowy trening ninja i nawet ma za sobą pierwsze misje! Zmierzyła się już z niebezpieczeństwem twarzą w twarz, patrząc w oczy szalonego Menmy. Jednak.. Czy nie byłoby lepiej gdyby zajął się tym ktoś silniejszy? Bardziej doświadczony?
Starszy?
Zaraz po tym kobieta wzięła się za zmywanie i czyszczenie naczyń i misce z wodą ku temu przeznaczoną, szorując je czymś śmiesznym i miękkim, z wieloma dziurkami i tunelikami.
Co innego jej pozostało?
Asuce zapewne tylko to. Ale nie Rice! Jakby nie patrzeć, młoda kunoichi wcale nie musi się zgadzać a żaden punkt planu. Może wziąść los we własne, zdolne do składania pieczęci łapki! Może też zaoferować, zaproponować zmiany.. Co tylko sobie wymyśli!
Chise
 

Re: Główna ulica

Postprzez Rika Kari Matsubari » 26 maja 2018, o 12:51

Jak każdy, Rika nie lubiła czekać. Teraz jednak chodziło o kluczową decyzję, która ważyć będzie na losy dziewczynki przez kolejne kilka godzin. Takie postanowienia wymagają czasu i to normalne, że Asuka zwlekała. Gdy zaś już się odezwała, odpowiedziała pytaniem. Rikę zupełnie zbiło to z pantałyku. Spojrzała na swój niemal pusty talerz. I tak zjadłam już dużo, ale…
-Może jeszcze troszkę. – odparła nieśmiało na pytanie o dokładkę. Jeśli Kihara nie wróci, to i tak nie będzie komu tego zjeść. Dlaczego miałoby się zmarnować?
Z uciechą przysunęła sobie dodatkową porcję, która była tylko odrobinę mniejsza od tego, co pierwotnie miała na talerzu. Ot, babciny odruch, który w kwestii jedzenia nie pozwala na stosowanie zwyczajowych miar wielkości. Wróciła więc do jedzenia, zamieniając się w słuch. Nie przerwała ani na chwilę. Po części dlatego, że miała pełne usta, a częściowo dlatego że wszystko co mówiła Asuka wydawało jej się bardzo ważne. Ze wszystkiego najbardziej uczepiła się pomysłu z kupcami.
Kupcy zawsze wszystko wiedzą. A sensei wyruszył z kilkoma z nich. Jeśli ktoś coś wie, to tylko oni. Władza również jest pomocna. Rika orientowała się nawet, jak oni pracują. Tyle tylko, że ich działania potrwają kilka dni. Za długo. Jeśli rzeczywiście coś się stało, trzeba działać natychmiast. Naturalnie wieść o tym, że może tu zostać pod nieobecność Kihary również była istotna, ale z perspektywy metra dwadzieścia nieporównywalnie mniej, niż w świecie dorosłych.
Jedynie Okami był dla niej niezrozumiały. Oczywiście domyśliła się, iż chodzi o jakiegoś bożka, ale nic poza tym. Gdy będzie na to czas, muszę się o niego zapytać – postanowiła.
Mała już raz brała udział w poszukiwaniach. Wraz ze strażnikiem Horiuchim byli wtedy na tropie Menmy – zbrodniarza, który zdetonował ładunek w szpitalu w Ryuzaku no Taki. Wtedy udało się go schwytać, mimo że sprawa prezentowała się o wiele poważniej, niż teraz. Rika miała jednak świadomość, że ich wspólna wyprawa z Horiuchim była poprzedzona żmudnym researchem stróża.
Rika dokończyła obiad, zamykając rytuał spożywania posiłku. Nastała cisza, jakby obie czekały, aż Kihara stanie przed drzwiami i radośnie oznajmi, że zatrzymało go coś pilnego. Mała wciąż siedziała na tym samym miejscu, podczas gdy gospodyni odeszła od stołu i wzięła się za zmywanie. Odchylona na krześle dziewczynka o zielonych oczach długo myślała o gorącej kąpieli, o której wspominała gospodyni. Nad wyraz kusząca wizja miała pewien mankament. Jeśli teraz wskoczę do wanny, nie wyschnę przed zmrokiem. Podciągnęła kolana po samą szyję i oparła na nich głowę. Wlepiła wzrok w okno. Chyba miała pomysł, ale musiała to jeszcze przez chwilę przemyśleć. Potem podniosła się z krzesła i podeszła do kończącej zmywanie pani. Chwyciła ją za kawałek rękawa, aby zwrócić na siebie uwagę.
-Wiesz, gdzie mieszka któryś z kupców? Może dowiedziałybyśmy się czegoś już dzisiaj.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 27 maja 2018, o 13:06

Misja D
9/15

Prośba została spełniona z zadowoleniem. Asuka nie żałowała jej niczego - obok miski zaraz wylądował parujący kubek z jakimś czerwonym, korzennie pachnącym napojem. Od samego zapachu robiło się cieplej.
Zapadła chwilowa cisza, przerywana odgłosami skrobania naczyń i pluskania wody. Kobieta była zamyślona, pocierała już czyste naczynia kilka razy nim odłożyła je na bok i zatrzymywała się w połowie ruchu. Rika jednak nie traciła czasu na zamartwianie się, a zamiast tego myślała w przód. Mimo iż odpoczynek ją kusił i chciała odpocząć, wygrzać się w kąpieli, zapewne starannie przygotowanej przez starszą panią, to dziecku ciężko było znieść bezczynność.
Asuka zerknęła na małą przez ramię, zaskoczona, kiedy ta pociągnęła ją za rękaw, wyrywając z zamyślenia. Zamrugała i zmarszczyła brwi, wracając na ziemię i całą swoją uwagę przykładając do słów jakie wypowiadała dziewczynka.
- Noo.. - zawahała się w pierwszym momencie - mają swój budynek ze stoiskami, gdzie handlują w czasie zimy, gdy jest za zimno na stanie na placu. Jest tam parę znaczniejszych kupców.. Zaczekaj sekundę - przerwała sama sobie i wytarła dłonie w fartuch, po czym ruszyła gdzieś w głąb domu. Rika słyszała przenoszenie rzeczy i przesuwanie czegoś ciężkiego po podłodze - może skrzyni? - a po momencie wróciła zasapana Asuka, trzymając w dłoni mieszek z pieniędzmi.
- Pytające dziecko bez pieniędzy będzie wzbudzać podejrzenia. Mogą cię wziąć za kieszonkowa. Trzymaj, to dla ciebie - podała małej jej przykrywkę, w której przyjemne brzęczała spora ilość monet. Kobieta ożywiła się znacznie, oczy zaczęły jej błyszczeć.
- Najbogatszymi kupcami tam są jubiler i kowal. Oboje jednak mają sporo klientów i nie lubią gadać po próżnicy. Kobiety przy stoiskach z jedzeniem mówią dużo, ale rzadko z sensem. Zielarz jest mrukiem, ale wie sporo jeśli się uda go podejść - strzelała informacjami jak z procy.
Uściskała dziewczynkę nagle. Na odwrocie kartki od ojca narysowała drugą mapkę, znacznie mniejszą. Droga nie była daleka, po ubraniu się i kilkunastu minutach spaceru można było zobaczyć imponujący, kamienny gmach, w którym było widać spory ruch. Ludzie wchodzili bez zakupów i wychodzili obładowani, nie było więc mowy po pomyłce.
Chise
 

Re: Główna ulica

Postprzez Rika Kari Matsubari » 27 maja 2018, o 16:27

Budynek handlowy na okres srogiej zimy jawił się jako cudowny pomysł. Szczególnie, gdy Rika przypominała sobie chłód panujący na zewnątrz. Wiedziała już, że zaraz znowu tam wyjdzie, ale perspektywa skrycia się przed żywiołem w innym pomieszczeniu napawała entuzjazmem. Asuka przerywała wypowiedzi, by skupiać uwagę na myciu naczyń, A Rika zaczynała się do tego przyzwyczajać. Naczynia rzecz święta, ale może gospodyni świadoma celu, jaki przed nimi stał, chciała skupić się na jednym lub drugim w stu procentach. Albo po prostu brakowało jej podzielności uwagi.
Czym innym jednak dwusekundowa przerwa na dokończenie czynności, a czym innym wyjście z kuchni. Niby Asuka poprosiła o momencik, ale Rikę i tak to zirytowało. Chciała już usłyszeć, co ma jej do powiedzenia starsza kobieta, a tymczasem znowu musi się uzbroić w cierpliwość. Dopiero dobiegające jej uszu odgłosy – swoiste usprawiedliwienie – przekonały ją, że gospodyni nie próżnuje. Gdy wróciła, wręczyła dziewczynce zawiniątko pełne brzęczących monet. Rika nie do końca wiedziała, o co chodzi i sięgnęła po podarek ze sporą dozą niepewności. Wyjaśnienie okazało się jednak bardzo rozsądne. Z tym w dłoni nikt mnie nie zlekceważy.
W dalszym ciągu słuchała instrukcji. Asuka zdecydowanie wiedziała co mówi i wczuła się w rolę eksperta. Ciekawe, czy odnalazłaby się wśród wspomnianych przez nią kobiet na targu. Tak czy inaczej o ludziach wiedziała dużo i Rika była przekonana, że nie tylko na temat kupców, ale mieszkańców w ogóle. Przez świadomość przebiegła jej kobieta, która ofiarowała szary szal. Gdy tylko skończyła mówić, uściskała małą koleżankę. Rika nie była na to gotowa, ale przyjęła gest tak, jak trzeba. Poczuła, że Asuka na nią liczy. Po chwili miała już narysowaną mapkę prowadzącą do handlowego budynku. Nie była zbyt skomplikowana i jeśli udało jej się dotrzeć do domu Kihary, to teraz trafi i tam. Dopiła korzenny napój i poszła się ubierać. Sakiewkę z pieniędzmi schowała do torby. Wyjmę ją na miejscu dla lepszego efektu. Założyła na głowę kaptur i okryła szalem od obcej pani. Po samą szyję. A jeszcze nie wyszła z domu.
-Będziesz tutaj, jak wrócę? – skierowała się do żegnającej ją kobiety. Słysząc własny głos czuła, jak dziwacznie to brzmi.
Wyszła na mróz i nie czekając na nic udała się szybkim krokiem do celu. Nie zerkała jeszcze na mapkę, gdyż doskonale wiedziała, którędy iść. Problemu mogą rozpocząć się dalej. Póki co wyznawała zasadę, by jak najmniej się zatrzymywać i trzymać niedawno odzyskane ciepło. Poznawała niektóre budynki, które mijała przed kilkoma godzinami i poczuła się pewniej. Zaczęła rozmyślać nad tym, co powiedziała jej Asuka.
Poukładajmy to sobie. Najbardziej wpływowy jest jubiler z kowalem, potem zielarz i na końcu kobiety z jedzeniem. Jubiler, kowal i zielarz wiedzą dużo więcej od kobiet. Jeśli chodzi o ich dostępność, to najłatwiej podejść do jedzonka. Dalej do zielarza i tamtej dwójki. Tylko nie wiadomo nawet, czy warto się do nich przepychać. Moim celem musi być zielarz. Jeśli go udobrucham, ale nie będzie nic wiedział, nie ma sensu podchodzić do kobiet. Ale gdyby jubiler miał jakieś fajne błyskotki…
Nim się obejrzała, była na miejscu. Kilkadziesiąt metrów od imponującego budynku, który nie mógł być niczym innym, niż centrum handlu. Zwolniła kroku. Zdjęła szal, który pomimo niewątpliwego ciepła wciąż nie wkupywał się do jej łask. Przed samymi drzwiami zdjęła kaptur i poprawiła włosy. Otworzyła drzwi. W środku było zdecydowanie więcej ludzi, niż się spodziewała. Co gorsza, nie przejmowali się sobą nawzajem, chodząc „jak chcą”. Riką nie przejmowali się tym bardziej. Ta znalazła sobie jakieś ustronne miejsce, by przywyknąć do cieplejszej temperatury i zamieszania panującego wewnątrz. Gdy to się stało, przechadzała się z wolna, oglądając się na lewo i prawo. Widziała kowala i dużo, dużo jedzonka. Przy nim stały kobiety dokładnie takie, jakie sobie wyobrażała. Nie mogła za to znaleźć zielarza ani jubilera. To drugie szczególnie ją dziwiło. Inne stragany właściwie ją nie interesowały i nie poświęcała im za wiele uwagi.
Gdy znalazła w końcu stanowisko zielarza, podeszła do niego od razu. Rozmawiał z jedną tylko klientką, więc było jasne, że niedługo zwróci na nią uwagę. Tak będzie lepiej, jeśli to nie ona rozpocznie rozmowę. W tym czasie z udawanym zainteresowaniem oglądała to, co było wystawione na sprzedaż. Wyciągnęła z torebki rekwizyt od Asuki i potrząsała nim nieznacznie w dłoniach. Starała się sprawiać wrażenie smutnej, co w obecnej sytuacji nie było szczególnie trudne. Wystarczyło dodać trochę od siebie. Po odejściu jedynej stojącej przed nią klientki zamierza dać chwilę kupcowi na odezwanie się. Niezależnie od tego, czy to zrobi czy nie, jej słowa będą bardzo podobne:
-Przyjechałam dziś do pana Kihary, ale nie ma go w domu. Pomyślałam, że coś mu kupię i jak się pojawi… niepokoję się. Powinien wrócić z jakiejś wyprawy już wczoraj, ale go nie ma. Zna go pan, wie może, co lubi? – pokazała na różne nic jej nie mówiące zioła.
W głowie siedziały jej słowa Asuki: „sporo wie, jeśli uda się go podejść”. To co robi bynajmniej na żadne podchody nie wyglądało. Ale hej, kto powiedział, że mała nie ma planu?
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Główna ulica

Postprzez Chise » 30 maja 2018, o 20:26

Misja D
11/15


Asuka nigdzie się nie wybierała, przynajmniej na razie. Miała zamiar dokończyć wszystkie zaplanowane zadania, na wypadek gdyby pan Kihara wrócił. Rika zaś miała inny pomysł i misję, można by nawet powiedzieć, że lekko szpiegowskie. Chociaż informacje których szukała nie były tajne lub szczególnie ukrywane, to ludzie nie zawsze byli chętni do bezinteresownej pomocy, nawet jeśli nie kosztowała ich więcej niż chwilę czasu. Jednak z odpowiednim planem..
Z informacji przekazanych przez znajomą dziewczynka mogła wybrać sobie pierwszą osobę do przepytywania. Padło na zielarza. Zawód, do którego ludzie często chodzą z drobnymi problemami zdrowotnymi, do którego zaglądają medycy i lekarze kiedy nie mają czasu by samemu wybrać się na ich poszukiwania lub wyhodować w żmudnym procesie.
Nie było go jednak łatwo znaleźć. Nie dość, że am budynek był przestronny i wypełniony sklepami, to kręciła się w nim duża ilość klientów, którzy nie ułatwiali widoczności, zwłaszcza z perspektywy metra dwudziestu. Na dodatek sam sklep był dość niewielki i słabo oznaczony - można było dwa razy go minąć i nie zauważyć skromnego wejścia i niewielkiego szyldu. Jedynie zapach był charakterystyczny. Mocno ziołowy, przenikliwy, ale nie nieprzyjemny, choć na dłuższą chwilę uciążliwy, nie dało się go pomylić z niczym - nos był tutaj najlepszym drogowskazem.
Nie był bardzo oblegany. Wypełniony był słoikami, pudełkami i woreczkami, a także wiszącymi na sznurkach pękami nieznanych jej roślin. Sam właściciel był w środku rozmowy. Musiało to być dość duże zamówienie, bo notował wszystko w notesie, padały dziwaczne nazwy i ich ilości, ale nawet nie było wspominane o cenie. Po zakończeniu mężczyźni ukłonili się sobie lekko i ten drugi wyszedł energicznym krokiem, zapewne dalej coś załatwiać.
Aptekarz zaś spojrzał w końcu na młodą klientkę. Początkowo niechętnie, tak, że wydawało się że wyrzuci dziewczynkę, później jednak zauważył pieniądze i nieco złagodniał. Poprawił biały, lekko poplamiony czymś zielonym na rękawach fartuch i poszedł do niej, zaplatając dłonie z przodu, na niewielkim brzuszku.
- Czym mogę służyć? - zapytał lekko szorstkim, suchym głosem, patrząc surowo błękitnymi oczami. Był już lekko podsiwiały, ale zachował jeszcze wiele naturalnie czarnych włosów. Wiek bardziej widać w pomarszczonej twarzy, z głębokimi zmarszczkami przy ustach, które nadawały jego twarzy nieco smutnego wyrazu.
- Nie robię notatek o swoich klientach, panienko. Nie pamiętam co tu każdy kupuje. Jeśli ma to być prezent, to proponuje raczej rzeczy z tych półek - wskazał na miejsce bliżej lady i tak podszedł, zaczynając pokazywać - to są mieszanki ziół, które można dorzucić do grzanego wina lub piwa, świetnie rozgrzewają i wzmacniając odporność. To są zioła do zaparzania w razie przeziębienia, a te są poranne, dodają energii. Te zaś.. - zatrzymał się, spojrzał na dziewczynkę krótko - Raczej nie nadają się na prezent od ciebie. To co, masz jakiś pomysł? - złożył dłonie razem przed sobą, skupiony na wyszukiwaniu podarku o którym wspomniała mała klientka. Traktował ją z pełną powagą, jak osobę dorosłą, nie pobłażliwie, jak mieli inni w zwyczaju.
Chise
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Fuyuhana (Osada Rodu Yuki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość