Niedaleko głównego traktu

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Kurusu » 3 wrz 2017, o 21:07

Brak reakcji. Pewność siebie, głupota czy co? Przez umysł Kurusu przepływały wszystkie możliwe sytuacje, które mogą się wydarzyć. Jednak coś jeszcze rzuciło mu się w oczy... Rękojeść jakieś broni, niestety nie był specem od broni białej. Jednak to rodziło kolejne pytania. Czy wie jak się posługiwać tą bronią? A może po prostu to środek ochrony przed takimi jak On, wszystko jest możliwe. Jednak mile widzianą opcją jest ta druga. Ale do tego ten uśmiech... Z tyłu głowy zapalała się czerwona lampka. Może sugerował, że wie kim Kurusu jest i tylko gra? A może zrobił coś czego się spodziewał? Zbyt wiele pytań a za mało odpowiedzi. Jednak w końcu rozmówca odpowiedział a jego odpowiedzi były... Ciekawe. W przypadku rozmowy z pospolitą personą, odpowiedź ograniczyłaby się do "A co? Książkę piszesz?". A tu proszę... Dyskusja trwa i trwa... I trwa.
- Masz rację. Śmierć to koniec, przekreślenie wszystkich czynów których się dokonało a przy okazji najlepszy moment, by żałować swych decyzji lub być z nich dumny... Jednak jest coś innego, zgoła od innego od "Śmierć to Śmierć". A konkretniej zaprowadzenie jej do innej osoby... Okoliczności jest wiele... Ale czy mimo wszystko, ten który przeciął czyjeś nici życia powinien być z dumny z tego powodu? Dla zarobku? Dla samoobrony? Wiele jest scenariuszy, jednak w każdym towarzyszy wiele uczuć takiemu człowiekowi. Jest to zaprawdę intrygujące. Nie sądzisz? - mówiąc ten wywód ostatecznie się zatrzymał i obrócił się przodem do swego rozmówcy, nie ruszał się a jego płaszcza falował na lekkim wiaterku ukazując oliwkowe spodnie, zasłaniane przez postrzępiony, szary płaszcz...
- Nie wątpię. Nie wątpię. Zadziwiające jest to, że niektórzy potrafią wyrwać się z cyklu życia... Omijają śmierć, a przynajmniej tą naturalną. Kosa Śmierci trzymana przez kogoś innego dalej może ich dosięgnąć. A zwykle osiągali to w samotności, nigdy w grupie. Pytanie, czy kiedyś i ta zasada zostanie ostatecznie oszukana. Jednak nie mi to oceniać. - zaśmiał się, jakby mówił o czymś normalnym. O normalnym temacie, w normalnym gronie w normalnej karczmie.
- Pesymistyczne? Nie. Realistyczne? Tak. Czerń, Srebrny i Czerwień. Czerwień krwi, Srebro broni i Czerń Śmierci. Ciężko mi to nazwać pesymistycznymi, lecz po prostu czymś nieodłącznym, co każdy w końcu będzie widział. Pytanie kiedy i w jakich okolicznościach... - mruknął mówiąc coraz ciszej i ciszej jednak będąc słyszalnym, w tym pustym miejscu.
- Rozmowy o Śmierci są ciekawe, nie sądzisz?
Kurusu
 

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Shijima » 3 wrz 2017, o 22:50

Im dalej to brnęło tym większą przewagę miał jego rozmówca. Przynajmniej tak mu się wydawało. Czuł, że kontrola wymykała mu się z dłoni, wyślizgiwała z palców, zupełnie jakby mężczyzna robił z nim co mu się tylko żywnie podobało, narzucał temat i sprawdzał, jak zagra laleczka, której sznurki zostaną pociągnięte, a on? - podrygiwał, chociaż niby wystarczyło powiedzieć "wiesz stary, ten temat to jest słaby!". Nie był słaby i takich słów chyba nie kierowało się do takich jak... jak ten Wysłannik Cieni stojący tuż przed nim. Chyba. Wszystko można było powiedzieć do wszystkich tak długo jak długo nie widziało się dziury w całym, przecież mogę to tak określić - tą dziurą była suma zysków i strat, których można było się dorobić na swoim koncie, kiedy powie się coś, czego nie tylko rozmówca nie oczekiwał, ale wręcz... nie chciał oczekiwać. Shijima miał za swoimi plecami krawędź - i wiesz, nie chodzi mi o tą krawędź, przed którą fizycznie chroniła go barierka - ta krawędź nie miała żadnej ochrony. I pod nią prowadził go ten wilk, który osaczał go jak owcę. Nie robił tego chyba nawet dlatego, że faktycznie był głodny, raczej dlatego, że zwyczajnie się... bawił. I to bardzo dobrze bawił. Brunet naprawdę nie lubił o Śmierci rozmawiać. O jego Matce Chrzestnej, która na dzień dobry pocałowała jego czoło przekleństwem i zostawiła do odchowania ludzkim dłoniom - heh, świetna pomyłka, dobry żart - cudem było to, że nadal dychał... chociaż jakby na to nie patrzeć to jego ciała nie zdobiła nawet jedna blizna. Gdyby nie to, że nie był aż takim chucherkiem, to naprawdę wyglądał bardziej na artystę niż wojownika. Ha, wojownik! Dobre sobie, doprawdy.
- Fascynujące... - Powtórzył, jakby smakował te słowa w swoich ustach, lekko mrużąc oczy, płynnie pozwalając uśmiechowi zmienić się na ten... hmm, jakby to określić..? Nieco butny. Tak, to chyba dobre określenie. Tylko, wiecie, bez przesady z wyolbrzymianiem tego grymasu - jak każdy kolejny pojawiający się na jego masce tak i ten był dość subtelny. Jak można w ogóle uznawać śmierć za fascynującą? Jeszcze chwila i Shijima dobrze wiedział, że na tym zakończą się jego nerwy do grania w tą gierkę. Jakoś... wcale nie chciał konfrontować się z tym człowiekiem. Tchórz? Tak. Cóż, Mokuren wiedział doskonale, że był zbyt... empatyczny. Ale jakoś wcale mu nie przeszkadzało, kiedy rozmawiał z Seinaru. Wręcz przeciwnie. Nawet wtedy, kiedy pomagał tamtemu mężczyźnie, którego imienia nawet nie poznał, ani rozmawiając z Yoko. To było... dobre. A to, co się działo tutaj było złe i tym złym go przesiąkało sprawiając, że naprawdę zaczynał się czuć jak królik przyparty do ściany. - Zdecydowanie tak nie sądzę. - Odparł krótko i gładko, śląc kolejny ciepły uśmiech i odbijając od barierki. - Dla ciebie jest to realistczne, w moim świecie jednak jest to czysty pesymizm. - Bo jak można żyć tylko tymi trzema barwami? I chociaż Shijima zawsze kochał czerń, to w wydaniu tego człowieka... przy nim, tu i teraz, ta czerń go odstręczała - w tym wydaniu, w którym przynosiła tylko śmierć.
Zdecydowanie musiał powiedzieć pas, zanim znów lód zamknie nad nim swoje szpony.
Już raz się z niego uwolnił z pomocą pewnej osoby - nie zamierzał do niego wracać.
- To chyba nie są do końca tematy dla takich prostych turystów jak ja. - Machnąłeś lekko ręką, niby to bezradnie, bezradnie tez się uśmiechając. Przepraszająco wręcz. - Bywaj, podróżniku... Uważaj na zieleń. O tej porze roku potrafi być naprawdę piękna... i całkiem niegroźna. - Skierowałeś kroki w stronę szlaku.
Gdzie dalej?
Och, na przykład przed siebie.
Albo gdzieś, gdzie było cieplej.
I nie mam tu na myśli klimatu prowincji.
[z/t[
Shijima
 

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Kurusu » 4 wrz 2017, o 13:00

- Żegnaj... - zaśmiał się widząc, że jego rozmówca odchodzi. Czuł podniecenie... Bardzo duże podniecenie... To co przed chwilą zrobił było jak ambrozja. Zamaskowany nawet nie wiedział, że tak uwielbia gdy kogoś otacza czerń. Było to wręcz sadystyczne uwielbienie, jednak mimo wszystko wspaniałe... Lecz jeszcze nie poddał się całkowicie temu uczuciu, nie mordował dla własnej uciechy a dla innej rzeczy... Pieniędzy. To one były jego drogowskazem i dosłownie bogiem. A wszystko co stawało naprzeciw tej prawdzie, prędzej czy później budziło się z ostrzem w gardle.
- Mógłbym tak codziennie. - skomentował zawracając i udając się w kierunku głównego traktu. Szczerze. Wolał Shigashi no Kibu i tam pewnie się uda. Łatwo o robotę przynajmniej.

z/t
Kurusu
 

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 9 maja 2018, o 22:52


Misja rangi D
5/15



Chwila konsternacji, ciszy i wyczekiwania na odpowiedź dziewczyny, która finalnie nie zaskoczyła starszego od niej mężczyzny. Spodziewał się właśnie zgody i chęci dokończenia nierozwiązanych spraw. Może w odmienny sposób, ale oboje byli mocno związani z tamtymi wstrząsającymi wydarzeniami w szpitalu, prze co nie mogli tak po prostu o nich zapomnieć.
- W porządku, ale to może w drodze. I tak nas czeka chwila jazdy - wyjaśnił krótko, gestem dłoni zapraszając ją na wskoczenie na karego rumaka. Jeżeli był to potrzebne, to rzecz jasna pomógł jej wskoczyć na siodło. Potem sam się usadowił tuż za nią, szarpnął lekko za lejce i wydał wierzchowcowi komendę do wyruszenia w drogę. Narzucił w miarę dobre tempo, choć trudno tu było mówić o pędzeniu na złamanie karku i forsowaniu konia do granic możliwości.

- Odnaleźliśmy zwój, o którym mi mówiłaś. Wskazuje on liczbę. Kiedy wpadł w nasze ręce, wynosiła on dziewięćdziesiąt sześć… Można więc domyślać się, co ona oznacza. I z biegiem czasu ta liczba się zmniejszała. Aktualnie wynosi ona osiemdziesiąt dwa, także Menma nie próżnuje i wcale nie zaszył się gdzieś w zaciszu po wybuchu w szpitalu. Zaczęliśmy się więc uważniej przyglądać różnym świeżym incydentom, które wystąpiły w obszarze prowincji, ale trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy są one powiązane z Menmą. Kilku strażników ruszyło pewnymi tropami dokładnie tak samo jak ja. Mam jednak przerzucie, że to ja zmierzam we właściwym kierunku.
Jakiś czas później zielonooka dama mogła dostrzec po drodze coś, co potwierdzało wcześniejsze przypuszczenia Horiuchiego. Minęli bowiem przydrożną gospodę, która została dotknięta pożarem. Budynek był nadpalony, a w wielu miejscach zwęglony. Z ładnej, zachęcającej podróżnych tawerny pozostała jedynie osmolona, pusta ruina, do której strach było wejść z powodu możliwego zawalenia się stropu.
- W jednym lokalu na północ stąd często urzęduje pewien lichwiarz. Istnieje mała szansa, że miał jakiś interes z ojcem Menmy. Sama mówiłaś o długu. Zakładając, że tamten pożar był jego sprawką, to i tak jest drobna szansa, że tam zawita. Szczęście w nieszczęściu, że ten szaleniec nie jest przesadnie ostrożny. Jeżeli więc będzie akurat tam, gdzie zmierzamy, to może uda się go wywabić. I w tym przede wszystkim potrzebuję twojej pomocy - skończył nieco przygaszonym tonem, nie będąc do końca pewnym, jak Rika odbierze swoją rolę. Mało komu mogła podobać się rola przynęty.
- Jeżeli miałby ci wyrządzić krzywdę, to już dawno by to zrobił. Zostawił cię, choć wiedziałaś dużo o jego działaniach. Być może w jakiś sposób cię polubił. Poza tym, jak nikt inny znasz jego wygląd. Być może uda ci się wyłapać jego osobę wśród ludzi. Wiem, że proszę cię o wiele, ale… Po prostu muszę go schwytać. I upewnić się, że nikogo więcej już nie skrzywdzi - oznajmił, a potem zamilknął na kilka kolejnych chwil, pogrążając się w myślach.
- Zbliżamy się - skomentował jakiś czas później. - Wejdziemy do środka i będziemy udawać zwykłych gości. Może rodzeństwo? Tak chyba będzie najlepiej. W miarę swoich możliwości spróbuj się porozglądać z dyskrecją, bez wzbudzania podejrzeń, że faktycznie kogoś szukamy. Niech to będzie po prostu nasz przystanek w podróży. W razie czego, pamiętaj, że będę miał cały czas na ciebie oko i nie pozwolę, by coś ci się stało - zapewnił, starając się dodać jej tyle odwagi na ile mógł. Cały czas miał jednak wątpliwości, czy faktycznie dobrze robi, wciągając w swój plan tak młodą dziewczynę. Fakt faktem przechodziła ona jakieś podstawowe przeszkolenia na shinobi, ale czy to w jakikolwiek sposób go usprawiedliwiało?
Niedługo później dotarli na miejsce. Zatrzymał konia kawałek przed zajazdem, a potem zeskoczył z niego i pomógł jedenastolatce również z niego zejść. Zaprowadził wierzchowca do stajni obok, a później ruszył już do gospody. Przystanął na moment przed wejściem, by spojrzeć na Rikę i upewnić się, że ta jest gotowa. Jeżeli tak było, to kiwnął do niej głową i złapał ją za rękę, by nadać wiarygodności odgrywanych przez nich rolom.
Zajazd co prawda nie pękał w szwach, ale nie można było tu mówić o pustce. Było tu trochę gości. Lokalnych, podróżnych, być może też dogadujących tu jakieś interesy.
- Poprosimy na początek zieloną herbatę. Troszkę nas przewiało podczas drogi - oznajmił długowłosy pierwszej napotkanej osobie z obsługi, a następnie poprowadził za rączkę zielonooką do jednego z wolnego stolików. Wybrał miejsce znajdujące się mniej więcej na środku sali, by mieli dobry widok na całą sytuację w lokalu. A może po to, by oni byli na widoku? Huh, kto wie.
Niedługo później panienka z obsługi przyniosła tradycyjny zestaw do parzenia herbaty.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 10 maja 2018, o 22:24

W swoim krótkim życiu tylko raz miała okazję dosiadać konia. Było to z 3 lata temu, może więcej. Trudno stwierdzić. Wybrakowana pamięć Riki ledwie kojarzyła ten spowity gęstą mgłą okres. Czy chciałaby go pamiętać? Może i tak, dopóki nie wiedziałaby, co się pod nim kryje. Szczęśliwie wyparła niechciany przez umysł czas. Tak było lepiej.
Ale konia pamiętała. Koń przetrwał nagonkę neuronalnych nożyczek, wycinających to, co mogłoby zaszkodzić. Jak to w ogóle możliwe? Wbrew pozorom to całkiem proste. Dziewczynki plus konie – proste równanie. Coś jak kobiety i poród lub mężczyźni i pierwszy gol syna w szkolnym meczu. Nie sposób zapomnieć dumy z powodu zdrowego dziecka w wózku czy talentów swego potomka. Rika nie pamiętała tego dokładnie. Pewnie opowiadała o tym wszystkim dzieciakom z okolicy, a te mogły tylko wydawać ohy i ahy. Ale musieli jej zazdrościć!
Wracając do samego konia, nie był to właściwie koń. Raczej konik… kucyk. Tak, kucyk! Jakiś pan – bo któżby inny – musiał podsunąć jej taki… wskocznik. No co? Jak jesteście tacy cwani, wymyślcie lepszą nazwę. W każdym razie wchodziło się na ten wskocznik, swoiste schodki, z których łatwiej było dosiąść kuca małym dzieciom. Schody do nieba. Tędy droga.
Widząc rumaka, do którego kierował się stróż, od razu wiedziała, że będzie musiała jakoś na niego wejść. Jęła się rozglądać za czymś w rodzaju wsko… schodków. Oczywiście mogła poprosić o pomoc, ale już wcześniej dała się ponieść i pożyczyła płaszcz. Tego było za wiele. Dzisiaj jest w pełni sił i musi sama coś wymyślić. Nie pozwolę się ciągle niańczyć. Owszem, była wygodna i lubiła wysługiwać się innymi, ale to nie to. Co innego być wyręczaną w rzeczach, które sama może zrobić, a co innego być ratowaną. Prośba o pomoc byłaby w tym wypadku przyznaniem się do tego, że sama nie da rady. A właśnie, że dam!
Uniosła głowę i jedno wydawało się oczywiste: tak wysoko nie skoczy. Gdy jednak ujrzała zapraszający gest ręką, szybko przeszła do dzieła. Obeszła rumaka z drugiej strony, przy jej wzroście niemal skrywając się za sylwetką konia. Tam stał niemal przeznaczony do tego zadania kamień. Wystający ponad kolana dziewczynki głaz o względnie płaskiej wierzchniej ściance. Czy ten kamień kiedykolwiek przyda się bardziej, niż teraz?
Rika oceniła dystans do konia i uznała, że mógłby być nieco bliżej. Spróbowała go nawet pchnąć w kierunku rumaka, ale równie dobrze mogłaby przesunąć fundamenty swego domu. Zrezygnowała więc i wzięła rozbieg. Cała procedura, od obejścia konia do tego momentu, trwała raptem kilka chwil. Ruszyła, wykonując w biegu kilka małych kroczków i odbiła się od skały. Rika wiedziała, że jej szanse na idealny skok nie są wielkie. Liczyła, że uda jej się przełożyć nogę za siodło i uderzając w bok rumaka, wdrapać się na siedzenie. Owa skała okazała się jednak trampoliną, bo Rikę wyrzuciło nienaturalnie wysoko. Jak dobrze, że o tej porze nie nosi żadnych pantofli! Wskoczyła na konia niemal tak, jak zrobiłaby to doświadczona osoba. Tylko bez impetu spowodowanego szalonym rozpędem. Ciało dziewczynki wyrzuciło na przeciwną stronę konia, ten gwałtownie zareagował i omal by nie spadła. Podczas gdy ona walczyła o utrzymanie na siodle, próbując jednocześnie uspokoić rumaka, Horiuchi robił… dokładnie to samo. Po blisko 10 sekundach komicznej sceny, pełnej szarpania, głaskania i radosnych okrzyków, Rika ustabilizowała się na miejscu. Doskonale wiedziała, że bez stróża najpewniej spadłaby z wysoka na ziemię. Mimo to nawet nie spojrzała w jego stronę. Pogłaskała grzywę rumaka i wtuliła w nią swoją głowę. Dopiero wtedy „przypomniała” sobie, że nie jest sama. Przekręciła głowę w kierunku stróża, nie odrywając jej od grzywy.
-Jak ma na imię? – wyszczerzyła radośnie zęby.
Gdy opadły emocje (jej emocje) wrócili do spraw, które ich tu sprowadziły. Rika wysłuchała w milczeniu tego, co miał jej do powiedzenia strażnik. Zamarła, słysząc o zwoju i zmieniających się nań liczbach. On naprawdę to robi – pomyślała. Zgodnie z przewidywaniami z dni poprzednich, raczej nie martwiła ją śmierć tych oprychów. Nie to, aby czuła radość. Raczej pustkę. W dalszej części dowiedziała się, dlaczego zmierzają tam, gdzie zmierzają. Musiała przyznać, że wysunięta szczęka, nadająca Horiuchiemu głupawy wyraz twarzy, zupełnie nie oddawała jego cech.
Minęli zgliszcza przydrożnej gospody. Czy tak wygląda teraz w szpitalu? – ta absurdalna myśl, w chwili takiej jak ta, zdawała się bardzo możliwa.
Mam być wabikiem. W tym co mówi jest sporo prawdy, ale co, jeśli drugi raz mnie nie oszczędzi? O czym ja w ogóle mówię. Horiuchi na to nie pozwoli! Poza tym tylko ja mogę mu pomóc. Przygryzła dolną wargę, zbliżali się do celu.
-Możemy być rodzeństwem, ale pamiętaj, że jesteś ten starszy brat. Ten miły.
Ruszyli w kierunku gospody, Rika wczuła się już w rolę i nie było widać po niej strachu. Przecież była tylko z bratem na chwilowym odpoczynku i zaraz wyruszy dalej, tak? Mimo to zaskoczyło ją, gdy Horiuchi złapał ją za rękę. Nie przeszkadzało jej to. Bardziej zdziwiło, że to on na to wpadł.
W środku było trochę ludzi, ale równie wiele wolnych miejsc. Omiotła wzrokiem lokal, jak robią wszyscy ci, którzy znajdują się gdzieś pierwszy raz. Perspektywa gorącej herbaty w tak chłodny dzień była bardzo satysfakcjonująca. Prowadzona przez Horiuchiego dotarła w samo centrum pomieszczenia. Zajęła miejsce i wtedy… coś się stało. Zastygła z głową odchyloną do tyłu. Czyżby pułapka!?
Rika gwałtownie podniosła się na nogi. Musiała wzbudzić tym niemałe zainteresowanie. Rozzłościło ją, że mogła tego nie przypilnować. Koncentrując się na ludziach wokół, straciła uwagę. Nim usiadła jeszcze raz na miejsce, sięgnęła ręką za plecy, chcąc mu tym coś powiedzieć. Po chwili Horiuchi musiał już wiedzieć, co się stało. Przysiadła sobie włosy.
-Teraz na pewno będę dobrze widoczna – ciężko stwierdzić, czy w jej głosie więcej było satysfakcji, czy zażenowania.
Musiała trochę odczekać, zanim odwróciła się od niej uwaga innych. Dopiero wtedy zaczęła się ostrożnie rozglądać, sukcesywnie poszerzając kręgi. Gdy dostarczono im kawę, goście zapomnieli już nietypową scenę. A na pewno większość z nich. Teraz czas na przyjemności.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 11 maja 2018, o 20:44


Misja rangi D
7/15



Mała akrobacja zielonookiej bohaterka mogła imponować. Wywarła nawet wrażenie nawet na kimś takim jak Horiuchi, u którego posępny wyraz twarzy na moment przełamało lekkie uniesienie kącików ust. Jego wcześniejsza uwaga sie potwierdziła - Rika nie była zwykłą jedenastolatką. Odbiegała od średniej nie tylko dojrzałością, ale też i umiejętnościami. Czy jej matka tego chciała, czy też nie, dziewucha miała zadatki na kunoichi.
Jeżeli zaś chodzi o samo pytanie dotyczącego imienia, to tutaj strażnik musiał ją rozczarować. Nie chciał kłamać, więc bez bicia się przyznał, że najzwyczajniej w świecie nie wie. Zabrał wierzchowca z zasobów straży, nie mając za wiele czasu na takie kwestie jak imię, które wydawały mu się mniej istotne. Chcąc się jednak nieco zrehabilitować, oświadczył, że na potrzeby ich małej wyprawy brązowowłosa może nadać koniowi dowolne imię.
***Podejrzane zachowanie małolaty wyraźnie ożywiło przedstawiciela służb porządkowych. Jego źrenice się rozszerzyły, a mięśnie całego jego ciała nagle się spięły. Starał się jednak nie wykonywać gwałtownych ruchów. Możliwie dyskretnie zerkał to na prawo, to na lewo, próbując rozczytać się w niejasnych wskazówkach zielonookiej. Rozpoznała wśród gości Menmę?
Nie... Fałszywy alarm. Dostrzegając, że chodzi jedynie o włosy, westchnął cicho. Odetchnięcie z ulgą, czy jednak oznaka zawodu?
- Nie powinniśmy tu zostawać na długo. Mama będzie zła, jeśli będziemy podróżować po zmroku - oznajmił w miarę ciepłym głosem, choć w wykonaniu długowłosego mężczyzny i tak brzmiało to bardzo spokojnie. Ot, zagaił rozmowę, a raczej imitację rozmowy, odgrywają przybraną rolę. Potem zabrał się za odprawienie małego rytuału, jakim był proces parzenia herbaty. Robił to zgodnie z etykietą, także dziewczyna musiała jeszcze chwilkę przecierpieć w oczekiwani na rozgrzanie wychłodzonego organizmu gorącym naparem.
Rzucił jeszcze kilka zupełnie zwyczajnych, neutralnych tematów. Wspomniał o pogodzie, o samej drodze, wymyślił jakiegoś wujka, którego rozłożyło choróbsko. Wydarzenia toczyły się w ślimaczym tempie, aż prędzej czy później szło uwierzyć w swoją wyimaginowaną rolę i zasnąć z powodu nudnego, pozbawionego wybuchowych akcji życia.
- Wracam za chwileczkę - oznajmił krótko i można było się domyślić, że pewnie zamierzał udać się na stronę.
I wtedy po całej głównej sali rozniósł się trzask.
Młoda pracownika obsługi dosłownie zamarła. Przez parę sekund w bezruchu spoglądała się na rozbitą na podłodze porcelanę. A potem na nowo wstąpiło w nią życie. Zaczęła po naście razy przepraszać klienta obok. Do niej prędko dołączyła druga dziewczyna, która miotełką zaczęła zgarniać mały bałagan.
Podczas tego małego zamieszania ktoś obcy usiadł tuż obok małej bohaterki, czego zielonooka mogła w pierwszej chwili nie zarejestrować. Ten ktoś był zwrócony w przeciwnym kierunku do bohaterki, więc ta musiała mocno przykręcić głowę, by przyjrzeć się tej osobie. Niewiele to jednak dało - postać była szczelnie okryta odzieniem, a na głowie miała kapelusz.
- Lepiej stąd odejdź, Riko Matsubari... - odezwał się, rozwiewając wątpliwości brązowowłosej, jeżeli ta wciąż nie byłą w stu procentach przekonana, z kim ma do czynienia. Usłyszany, który dotarł do jej uszu, był jak najbardziej znajomy. Czyżby ją ostrzegał? Ta wiadomość mogła okazać się dezorientująca, szczególnie jeśli wcześniej spodziewało się ze strony Menmy zagrożenia.
- Dobrze mi idzie - dodał moment później z nieukrywanym entuzjazmem, ukazując tym samym swoją radośniejszą stronę, którą młoda bohaterka miała już okazję poznać. Cieszył się. Zapewne z powodu swoich ostatnich osiągnięć, a może zwyczajnie z powodu kolejnego spotkania się z dobrą koleżanką? Być może dopiero teraz, po raz pierwszy po paru dniach, otworzył skryte pod bandażami usta, bo nie miał do kogo innego się odezwać i z kim podzielić się swoimi radościami?
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 11 maja 2018, o 23:03

Rzeczywiście było to nieco rozczarowujące. Każdy zwierzak zasługuje na imię. A człowiek zasługuje, by zwracać się do niego po imieniu. Imiona zbliżają. Są częścią nas. Projektujemy na nie własne cechy osobowości, a one odbijają owe cechy z powrotem do nas. Ja nie jestem Rika, jestem Riką – mogłaby pomyśleć, gdyby podążała śladem myślowym narracji.
Miała do wyboru tysiące opcji na nazwanie rumaka, tysiące szufladek do otworzenia i zajrzenia w głąb. Mimo to nie poświęciła ani chwili na zasmakowanie ich kształtu, znaczenia i melodii. Właściwe imię przyszło samo z siebie i od razu jej się spodobało. Stanęła przodem do konia.
-Od teraz jesteś Kari – powiedziała i odwróciła się do Horiuchiego – prawda, że ładnie?
Gdyby było ciepło, stróż z pewnością poczułby przenikający ubrania chłód, bijący od dziewczyny, którą poprosił o pomoc. Czyste zło. Po chwili wszystko wróciło do normy. Oh, że też nie mógł zrozumieć, że Rika – a może wcale nie ona? – nie kierowała się chwilowym zauroczeniem do tego imienia! Szkopuł w tym, że ona sama wierzyła, że chodzi właśnie o to.

Po niecodziennej scenie z włosami Riki zaczęli bawić się w dom. Albo raczej w rodzeństwo. Tak czy inaczej wyczuła, że Horiuchi sprawnie łączy fikcję z rzeczywistością. Bo właśnie tak się składało, że jak zostanie za długo, mama zacznie się martwić. Uprzedzałam ją… a przynajmniej napomknęłam półsłówkiem, że to może trochę potrwać. Przyglądała się stróżowi, jak z wprawą godną mistrza zaparza herbatę. Tak może robić to tylko ktoś, komu na tym zależy. Czy zatem oni dostatecznie starają się, by odnaleźć Menmę?
Herbata była przepyszna, niewątpliwie warta swojej ceny. Albo i nie? Nie było przecież wiadomo, ile właściwie kosztuje. Ale była smaczna. Nie odrywali się od opowieści o wyimaginowanych członkach rodziny. Od słowa do słowa, a czas leciał nie wiedzieć kiedy. Stróż przeprosił ją na chwilę i została przy stole sama. Później mogła żałować, że nie odprowadziła go wzrokiem. Chciałaby wiedzieć jak i dokąd się udał.
Gdyby się odwróciła, zorientowałaby się też szybciej w tym całym zamieszaniu, które wybuchło chwilę po odejściu Horiuchiego. Wybuchło. Na szczęście to tylko potłuczone naczynia, które zsunęły się z tacy jednej z pracownic. Przepraszała po wielokroć jednego z klientów, zwracając w ten sposób uwagę gawiedzi. Cała akcja toczyła się wokół stłuczonej porcelany i dwóch pracownic – do pierwszej dołączyła bowiem koleżanka ze zmiotką.
To, co najistotniejsze dzieje się zazwyczaj bez wiedzy ogółu. Tak było i teraz, kiedy to w chwili zamieszania do okupowanego przez długowłosą stolika przysiadło się niebezpieczeństwo. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Serce szybciej zabiło, a oczy w pośpiechu poszukiwały stróża. Bez powodzenia i niestety nie była to wina pośpiechu. Horiuchi jeszcze nie wrócił. Oczywiście domyślała się, kim może być ustawiony do niej plecami człowiek, mimo to bardzo chciała zyskać pewność. Zielone, pełne dobra oczy niczego nie wychwyciły. W przeciwieństwie do uszu. Dostała ostrzeżenie. Sam jego głos byłby już ostrzeżeniem. Teraz jednak wiedziała nieco więcej. Pamiętała spalony budynek, który minęła z Horiuchim podczas przejażdżki na Kari. Kari wiedziałaby, co zrobić…
…Ale jej nie było. Rika szukała ewentualnej drogi ucieczki. Może się niedługo przydać. Okna, drzwi, cokolwiek? Gdzie bliżej, gdzie w stronę stróża, gdzie z dala od Menmy… Ale właśnie. Bardziej z dala od wybuchu, aniżeli od niego. Spotykając się z nim teraz po raz drugi nie wiedziała, co jest właściwe. Jak powinna postąpić? Menma pochwalił się swymi dokonaniami, a jej znowu wysłuchanie tego nie sprawiło trudności. Dokładnie tak, jak przypuszczała dawno temu. Zupełnie, jak gdyby zdążyła zapomnieć zgliszcza po spalonym budynku, jaki widziała tego dnia. To nie może być przypadek, że pojawił się zaraz po tym, jak zniknął Horiuchi. To on spowodował zbicie porcelany, czy po prostu miał szczęście? Nie to teraz istotne! Czy on wie, kim naprawdę jest Horiuchi? Uwierzcie lub nie, ale dziewczynce przeszło nawet przez myśl, że Horiuchi i Menma to… ta sama osoba.
Nie było czasu do stracenia. Choć bardzo chciała, by stracił go nieco jej nowy znajomy.
-Co ty tutaj robisz? – powiedziała stłumionym głosem, nie kryjąc zdziwienia, którego… nie było. – musisz z tym skończyć. To, co zrobiłeś ze szpitalem, pociągnęło za sobą o wiele większe straty, niż to było konieczne. Tak nie można. - przerwała, choć chyba chciała powiedzieć coś więcej.
-Przyjdzie czas, że ci pomogę. – czy tylko mi się wydawało, że ostatnie zdanie wydobył z jej ust odmienny głos?
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 12 maja 2018, o 16:50


Misja rangi D
9/15



Zamieszane spowodowane przez kelnerkę skutecznie ściągnęło uwagę klientów całego lokalu. Stłuczona porcelana i rozlany wrzątek były teraz głównym obiektem zainteresowań. Istotniejsze rzeczy rozgrywały się jednak nieco dalej.
Szczelnie odziana, ukrywająca bandaże na całym ciele postać wciąż siedziała tuż obok zielonookiej bohaterki. Tajemniczy osobnik nie podejmował się żadnych gwałtownych działań. Można było rzecz, że trwa w bezruchu, nie licząc jedynie skrytych pod białym materiałem ust, z których wypływały kolejne słowa.
Czy musiał odpowiadać na jej pierwsze pytanie? Czy wyjaśnienie było zbyt oczywiste? Na tyle, na ile się na nim poznała, mogła mieć pewność, że nic co Menma robił, nie było przypadkowe. Że wszystkim jego poczynaniom przyświeca mroczny cel. Brzmiało to paradoksalnie, ale w gruncie rzeczy było jak najbardziej prawdziwe.
- Dobrze wiesz, Riko Matsubari - odparł krótko, już po raz któryś powtarzając jej imię. Miał bardzo dziwny, charakterystyczny styl wypowiedzi, który można było wychwycić już przy ich pierwszym spotkaniu na polanie.
- Nie mogę teraz tego przerwać. Czternastu... czternastu już za mną, ale jeszcze pozostało osiemdziesięciu dwóch. Co by powiedziała Nana, gdybym to przerwał? Tak nie można, ale tak trzeba, Riko Matsubari. Jeszcze dzisiaj pozostanie już tylko osiemdziesięciu - skończył z drobną ekscytacją w głosie, niespecjalnie kryjąc się z zamiarami. Zresztą, już na samym początku ją ostrzegał i doradzał jej opuszczenie lokalu. Na coś się zanosiło.
Ostatnie słowa młodej bohaterki mogły zaskakiwać. Menma jednak nie został wprawiony w szok. Wręcz przeciwnie. Zachichotał jedynie cichutko.
- W takim razie poczekaj na mnie przy stajniach, Riko Matsubari. Tu zaraz może zrobić się wybuchowo - wyjaśnił, szczerząc się od ucha do ucha, czego nie dało się dostrzec przez liczne bandaże. Czyżby oferta współpracy? Najwyraźniej tak. Nie bez powodu poinstruował brązowowłosą co do miejsca spotkania, a raczej punktu startowego ucieczki.
Gdzie był w tym czasie Horiuchi? Zaginął, przytrzymały go problemy fizjologiczne, czy może zajął się nim Menma? A może ta pojedyncza myśl była słuszna i strażnik o pociągłym podbródku siedział tuż obok niej?
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 12 maja 2018, o 18:16

Czuła się nieswojo za każdym razem, gdy wypowiadał jej pełne imię i nazwisko. Zupełnie tak, jakby posiadał w ten sposób pełną wiedzę na jej temat. Czy było to możliwe? Nie! Ale kto o zdrowych myślach by się teraz u licha nad tym zastanawiał?
Rika oczywiście wiedziała, co się tutaj święci. Wiedziała aż za dobrze. Grała na zwłokę, licząc że Horiuchi zaraz się zjawi. Czy było możliwe, że Menma zdążył się z nim rozprawić? Ile mogło minąć czasu od wyjścia stróża, aż do chwili, gdy Menma usiadł obok niej? Załatwienie kogoś takiego jak Horiuchi i narobienie w okamgnieniu zamieszania wydawało się nieprawdopodobne, ale nie niemożliwe.
Osiemdziesiąt dwa minus osiemdziesiąt równa się dwa. Gdzieś tutaj jest trzech ludzi, którzy zrobili wiele złego. Dwóch z nich może zaraz umrzeć. Trzeci siedzi obok mnie. Przyglądała się wszystkim większym elementom umeblowania. Chcąc nie chcąc widziała też niczego nie podejrzewających ludzi. Którzy z nich wyglądają na złoczyńców? Gdzie ukryte są wybuchowe notki? Trudno będzie poznać odpowiedzi na te pytania, jeśli nie ruszy się z miejsca. Tylko że wtedy Menma może nie zostać obojętny. Musi coś znaleźć. Może teraz wcale nie użył notek?
W lokalu pomału wszystko wracało do normy. Sprzątanie dobiegało końca, klient najwyraźniej nie wszczynał awantury. Nic nie wskazywało na to, by ci z gości, którzy jeszcze przyglądali się zajściu, jeszcze przez dłuższy czas byli tym zajęci.
Horiuchi wciąż nie wracał. Nie było czasu do stracenia, musi działać. Jeśli kiedykolwiek ma się sprawdzić w swojej roli, musi wziąć się na odwagę. Odkąd zaczęła się jej mała przygoda, żadne zadanie jej nie przypasowało. Najwyraźniej nie była to wina zadań, a jej samej. Kurczę, tylko o co chodzi z tym poczekaniem przy stajni. Co on sobie myśli?! Ona niczego nie pamięta i na pewno nigdzie z nim nie pójdzie!
Rice robiło się ciepło. To pewnie od herbaty. Jaka szkoda, że pomimo zachęty, nie może teraz wyjść na świeże powietrze.
-Już raz mnie oszukałeś. Nigdzie z tobą nie pójdę, ani tym bardziej donikąd nie pojadę. Ostatnim razem… wiesz w ogóle, co się tam działo? Jesteś egoistą i myślisz tylko o sobie. Nic złego ci nie zrobiłam, a ty mnie w to wszystko wmieszałeś. – wstała i ruszyła w stronę Menmy. Rzut okiem po sali. Ostatnia szansa, by dostrzec coś niepokojącego – dlatego teraz muszę tu zostać.
Jeśli Menma zacznie składać się do pieczęci, mała spróbuje go powstrzymać swym imponującym taijutsu jedenastolatki. Może da mu po łapach?
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 12 maja 2018, o 19:38


Misja rangi D
11/15



Przyjdzie czas, że ci pomogę.
Cokolwiek znaczyły te słowa, Menma najwyraźniej w nie uwierzył. Trudno było wniknąć w umysł tego szaleńca, ale wyglądało na to, że od samych początków swego przedsięwzięcia widział w zielonookiej dziewczynie sojuszniczkę. Może przypominała mu kogoś bliskiego, a może z jakiejś dziwnej przyczyny ją po prostu nie lubił. Raczej z nikim innym nie dzielił się swoimi planami, być może nawet z nikim innym nie rozmawiał.
Radość, która przed momentem w nim się zrodziła, równie szybko umarła. A to wszystko przez brązowowłosą jedenastolatkę, która nagle zmieniła swoje podejście. Oszukał ją? Nieeee... To ona go teraz zdradziła! I to go wyraźnie zdenerwowało. Rozgoryczony zerwał się na równe nogi, a potem obrócił się w stronę małej, by spojrzeć na nią gniewnym spojrzeniem skrytym za barwionymi szkiełkami.
- Myślałem, że jesteś inna. Skoro chcesz, zostaniesz tu na zawsze, Riko Matsubari - odparł bardzo nieprzyjemnym tonem, unosząc dłonie, szykując się chyba do tego, czego zielonooka się spodziewała. I obawiała.
Miała już rwać się na niego z pięściami, kiedy po sali rozniósł się kolejny trzask. Podobny do poprzedniego, ale jeszcze bardziej hałaśliwy.
To czarnowłosy strażnik, wskakując na jednego z okolicznych stołów, strącił z blatu znajdującą się na nim zastawę.
A zaraz po tym shuriken przeciął powietrze. Świsnął nad paroma głowami klientów, by ułamek sekundy później dopaść swój cel. Nie trafił go jednak bezpośrednio, lecz minął go, a następnie okrążył. Dopiero wtedy Rika mogła zorientować się, że do pocisku doczepiona jest linka, za pomocą której Horiuchi sterował torem lotu metalowej gwiazdki.
Shuriken zrobił kilka szybkich kółek wokół Menmy, skutecznie go pętając i unieruchamiając również ręce, które teraz spoczywały wzdłuż tułowia. Na sam koniec, kiedy jeden z kolców pocisku wbił się w ramię zabandażowanego osobnika, strażnik pociągnął za linkę, by upewnić się, że więzy są wystarczająco mocne i pojmany mu się już nie wywinie.
- To już koniec, Menma - wycedził krótko długowłosy, powoli zbliżając się do oponenta. Jeżeli wtedy młoda bohaterka spojrzała na swojego kompana, to w jego dotąd smętnych oczach mogła wychwycić nową barwę - gniew.
- Zdradziłaś mnie, Riko Matsubari... Chcesz żeby im to uszło na sucho? - warknął cicho Menma, próbując wyszarpać się z pułapki. Nieudolnie.
Choć w tej sytuacji człowiek raczej nie zwracał uwagi na otoczenie, to jednak warto nadmienić, że scenka ta przyciągła uwagę absolutnie każdego obecnego w lokalu. Niektórzy usunęli się na bok, inni po prostu wlepiali swe ślepia w trójkę aktorów tego niespodziewanego spektaklu i obserwowali dalszy bieg wydarzeń.
- Straż Ryuzaku no Taki. Ten człowiek jest niebezpiecznym przestępcą, ale teraz już wam nie grozi - oznajmił strażnik spokojnym, ale donośnym tonem głosu. To zrozumiałe, że chciał, by sytuacja dla wszystkich tu zgromadzonych była klarowna i żeby nikt nie próbował zakłócić mu interwencji.
- Wyjdziemy na zewnątrz. Rika, idź proszę przodem i miej na niego oko - dodał chwilę później, wiążąc stalową linkę. Zaraz po tym chwycił szaleńca za kark i poprowadził go w stronę wyjścia, drugą dłoń opierając na zawieszonym przy pasie ostrzu.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 12 maja 2018, o 22:19

Musiała się tego spodziewać. Mając na uwadze to, co razem przeszli i co zaproponował jej wcześniej – dlaczego z tej wypowiedzi wynikało, że to ja wyszłam z inicjatywą współpracy? – jej słowa mogły przywodzić na myśl nóż w plecy najlepszego kompana. Naturalnie takimi nie były, ale trudno jest podążać za tokiem rozumowania Menmy. No i to on oszukał ją w sprawie Nany. Jak to więc jest, zdrajczyni czy nie? Niech każdy oceni sam.
Ocena Menmy była rzecz jasna negatywna. Rozeźlony zerwał się z krzesła i ich spojrzenia po raz pierwszy się tego dnia spotkały. Nie było to najmilsze doznanie dla Riki.
Myślał, że jestem inna – pomyślała dziewczynka. Jak przystało na osobę w tym wieku, zrobiło jej się przykro, że zawiodła czyjeś oczekiwania. Pamiętajmy przecież, że dla małej kunoichi Menma nie był wcale uosobieniem zła. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nie było nawet czasu, by przetrawić myśl o tym, iż już nigdy nie opuści tego lokalu. Że skończy jak ci wszyscy źli ludzie, na których zdążył już się zemścić. Albo jak on sam. Tak, tak; pamiętajmy, że on też jest tutaj czyjąś ofiarą. Jednak najgorzej, gdyby skończyła jak Nana. Oszpecona, unieruchomiona w szpitalnym łożu. Każdy kolejny dzień kontynuacją bezsensownej męczarni. Nie miałaby nawet nikogo, kto by jej tego ukrócił.
Menma zrobił ruch, który miał być chyba złożeniem pieczęci. Mała zamarła. Chciała coś zrobić, rzucić się na niego i udaremnić, albo chociaż odroczyć wykonanie planu. Na szczęście wreszcie zjawił się ten, na którego tak długo czekała. Wejście smoka, jakim uraczył zebranych miało równie spektakularny akompaniament tłuczonej porcelany, co niedawny przejaw braku koncentracji kelnerki.
Akcja z przymocowaną do shurikena żyłką przypominała kowbojskie zastosowanie lasso. Rika, widząc mijający cel pocisk bała się, że Menma zaraz doprowadzi do wybuchu ukrytego ładunku. Na szczęście Horiuchi miał wszystko pod kontrolą, a efekt końcowy wprowadził długowłosą w zachwyt. Niczego nie obawiała się tak, jak rozlewu krwi. Obecna sytuacja gwarantowała dosyć nieszkodliwe dla wszystkich stron zakończenie zadania. Zwątpiła w to na moment, widząc nowe oblicze stróża. Kolejne sekundy pomogły jednak w odpędzeniu najczarniejszych myśli, że Horiuchi może sam – śladem Menmy – chcieć wymierzyć sprawiedliwość.
Chcesz żeby im to uszło na sucho? – to pytanie będzie później powtarzała sobie wielokrotnie. Oczywiście, że nie chciała. Należała im się kara, ale to nie zawsze jest takie proste.
-Kiedy budowałam dla ciebie totem… chciałam ratować czyjeś życie. Życie Nany. Nie chciałam, by komukolwiek było ono odbierane. – zrobiła przerwę – a na nich przyjdzie jeszcze czas.
Zwykła zbieżność słów. „Przyjdzie czas, że ci pomogę” i „na nich przyjdzie jeszcze czas”, zbieżność równie nieświadoma, jak imię nadane rumakowi, na którym wraz z Horiuchim tu przyjechali. Rika nie wiedziała, jakie znaczenie mają jej słowa. Istnieją pewne szanse, że odkryje coś w nich Menma. Odwróciła od niego głowę. Kolejne chwile z tym człowiekiem przysparzały jej niemałych trudności.
Przyglądała się Horiuchiemu, jak informuje zebranych o zajściu, po czym zrobiła mu miejsce, by zabezpieczył Menmę. Zgodnie z poleceniem ruszyła przodem do wyjścia. Właściwie bardziej bokiem, niż przodem. Musiała przecież mieć na oku Menmę. Była teraz pewna, że imię Ran już dawno odeszło w zapomnienie.
Opuścili lokal, mając na sobie wlepione dziesiątki par oczu. Może nie zostawili pomieszczenia w idealnym stanie, ale gdyby nie oni, niczego by już tutaj nie było. Na zewnątrz było chłodno, ale dobrze jej zrobi ostudzenie gorącej głowy. Przez chwilę pomyślała, że trzeba wrócić po tych dwóch, na których zaczaił się Menma, ale co właściwie mieli zrobić? Wejść do środka i poprosić o wystąpienie tych dwóch, którzy zgwałcili dziewczynę imieniem Nana? Wątpiła, by Menma ich wskazał. W więzieniu byliby bezpieczni. Sama pomyślała w ten absurdalny sposób i choć bardzo się z tym nie zgadzała, wzięła to pod uwagę przy zarzucaniu tego pomysłu.
Nie chciała dłużej przebywać przy Menmie. Unikała jego wzroku. Nie była szczególnie szczęśliwa, choć daleko jej też było do smutku. Wykonała zadanie. Postąpiła dokładnie tak, jak należało. Mimo to czuła, że coś zostało niedokończone. Może miała na myśli życia tych 82 oprychów, a może wyjaśnienie tego, jakie szkody wyrządził wybuch w szpitalu. Prawdopodobnie jedno i drugie. Pozostaje odnaleźć niebezpieczny ładunek i zabrać Menmę do więzienia. Miała do pomówienia z Horiuchim.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 13 maja 2018, o 11:26


Misja rangi D
13/15



Wyszli na zewnątrz, zrzucając z pleców balast w postaci licznych spojrzeń postronnych osób. Teraz pozostało ich już tylko troje, choć na dobrą sprawę jeszcze kilku gapiów zaglądało na zewnątrz przez okna lokalu. Dlatego też długowłosy strażnik poprowadził pojmanego nieco dalej, tuż za stajnię znajdująca się nieopodal. Ta chwila spaceru utrzymana była w nieprzyjemnej ciszy. Menma nie próbował się wyrywać. O ile nie miał jakiegoś niesamowitego asa w rękawie, to jego szansę na ucieczkę były niemalże zerowe. Nie wyglądał, żeby próbował coś kombinować, ale czy z bandaży okrywających całe ciało dało się cokolwiek wyczytać? W jego przypadku jedyną wymowną rzeczą były spojrzenia spode łba na idącą obok Rikę.
- Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś w Ryuzaku - zaczął z wyrzutem strażnik zaraz po tym, jak zatrzymali swój krótki przemarsz.
- Odpowiadasz za śmierć pięciu niewinnych osób i zranienie wielu innych. Zgodnie z prawem zostałeś pojmany i zostaniesz osądzony w Ryuzaku no Taki - wyjaśnił oschle, stając naprzeciw Menmy w odległości jakichś dwóch kroków. Wydawał się być bardzo opanowany, choć wprawny obserwator mógłby dostrzec, że tak naprawdę roznosiło go od środka. Milczał przez kolejną chwilę, tak rozważając pewną decyzję.
A potem oparł lewą dłoń na zawieszonej przy biodrze sayi i ruchem kciuka wysunął z niej ostrze na kilka centymetrów.
- Ale ktoś taki jak ty nie zasługuje na nawet na to. Nie ma miejsca na tym świecie dla takich psychopatów - skończył, unosząc głos, co Rika mogła usłyszeć chyba po raz pierwszy. Nie był dla niej tajemnicą fakt, że sprawa była bardzo osobista dla Horiuchiego.
Zanim jednak sięgnął prawą dłonią po ostrze i wcielił w życie w to, co przed momentem zaplanował, zwrócił się jeszcze do zielonookiej dziewczyny.
- Wróć, proszę, do lokalu. Zaraz do ciebie dołączę i dokończymy swoje obowiązki, dobrze?
Najwyraźniej postanowił oszczędzić jej przykrego widoku.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 13 maja 2018, o 15:17

Coś było nie tak, ale nie miała dość powodów, by jakoś to przerwać. Szli za stodołę. Może po to, żeby poważniej porozmawiać? Nie trzeba być geniuszem by domyśleć się, że przed lokalem nadal byli pod baczną obserwacją gapiów. Być może byli wśród nich ci, dla których dzisiejszy dzień miał być ostatnim. Rika czuła wściekłość Menmy. Nie tylko przez nią nie powiódł się jego plan, ale był teraz schwytany. Czy ktoś mógł przewidzieć, jakie będą jego dalsze losy?
Horiuchi ciągnął standardowe formułki, które mówi się w takich sytuacjach. Wśród nich zawarta była bardzo ważna wiadomość. Pięć osób poniosło śmierć. Zapewne Nana i cztery inne osoby. Kolejnych wielu zostało rannych. Rika miała nadzieję, by „ranni” byli zranieni tylko tak jak starsza kobieta, której pomogła wydostać się z 2. piętra szpitala w Ryuzaku. Nadzieję, że w wyniku pożaru nikt nie przeistoczył się w kolejną Nanę, której chęć do życia wyschła wraz ze spaloną skórą.
Pogrążona w swych myślach nie dostrzegła od razu, że oficjalny ton stróża nijak ma się do jego mowy ciała. Dopiero podniesiony głos Horiuchiego, którego namiastkę poznała już podczas przesłuchania, przywrócił jej uwagę na teraźniejszości. Jej kompan najwyraźniej sam chciał wymierzyć sprawiedliwość Menmie. Czy gdyby zrobił to od razu, zdążyłaby jakkolwiek zareagować? Pewnie nie. Na szczęście nie chciał tego zrobić przy małej Rice.
Jak na ironię, prosił ją dokładnie o to, czego kilkanaście minut wcześniej chciał od niej Menma. Co prawda wtedy miała wyjść z lokalu, a teraz do niego wrócić, niemniej nie sam budynek był tutaj najważniejszy. Rika miała po prostu odejść. Odejść, by ratować siebie i nie zobaczyć więcej, niż musi. Wtedy nie odeszła. Miała przecież zadanie do wykonania. Poza tym po prostu nie mogła tego zrobić. Teraz również nie odejdzie. Dokładnie z tych samych powodów. W głębi serca czuła jednak, że ten drugi jest tutaj dominujący. Kiedy Horiuchi schwytał Menmę cieszyła się, że nie dojdzie do pojedynku i nikt z nich nie ucierpi. Teraz znowu nie mogła być tego pewna.
Są tacy podobni – pomyślała. Wiedziała, że nie może użyć tego argumentu. Tylko dolałaby oliwy do ognia i jeszcze trudniej byłoby jej porozumieć się ze stróżem. Menmie sprzeciwiła się bezpośrednio. Teraz nie powinna powiedzieć zwykłego „nie”. Podeszła bliżej. Przecież Horiuchi nie myśli racjonalnie! Poza tym są świadkowie tego, że wychodził z Menmą z lokalu. Miała już zarysowany plan. Gdyby tylko wiedziała, czy siostra strażnika żyje, czy tylko została ranna… A jeśli ranna, to jak bardzo?
-Horiuchi-san! Pamiętasz jak opowiadałam o Nanie? Menma też miał siostrę. Spotkało ich zło, choć niczemu nie zawinili. Pomagałam mu, bo wierzyłam, że można coś jeszcze zrobić. Ale Menma wybrał zemstę. Teraz Nana nie musi już cierpieć, a kilku z tych, którzy jej to wyrządzili nie czuje już niczego. Wiesz, co jest straszne? Że minęło kilka dni i stoisz przed tym samym wyborem co Menma i tak jak on chcesz wybrać złą drogę. A ja znowu przy tym jestem i na to patrzę… – była już całkiem blisko tej dwójki – nie chcę, żeby znowu się tak skończyło.
-Nie tylko ty martwisz się o jedną z ofiar. Ja też. Myślę o tym, odkąd mi powiedziałeś, że twoja siostra walczy o życie. Nie zebrałam się na odwagę, by pójść do szpitala i odnaleźć blondwłosą pielęgniarkę ani zapytać cię o siostrę. Dlatego, że coś mi mówi, że mówimy o tej samej osobie.
-Naszym obowiązkiem jest zawieźć Menmę żywego do Ryuzaki. – skończyła i nie mogła uwierzyć, że tak jej wyszło. Musiała jednak dodać coś jeszcze. – a potem być przy ofiarach, zamiast powiększać ich ilość.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Ichirou » 13 maja 2018, o 16:31


Misja rangi D
15/15



Tacy podobni, ale jednak inni. Obaj co prawda zamierzali odpowiedzieć odwetem za krzywdy, które dotknęły ich bliskich, ale strażnik w przeciwieństwie do Menmy nie zamierzał wciągać w swoją prywatną zemstę postronnych ludzi. Nie chciał krzywdzić nikogo więcej prócz odpowiedzialnego za szkody wyrządzone w szpitalu. Mimo silnych emocji, które targały jego wnętrze i które próbował stłumić w środku, wciąż pozostawał przy zdrowych myślach. W przypadku zabandażowanego osobnika trudno było to powiedzieć. Nawet jeśli przez te barwione szkiełka utrudniały rozczytanie z oczu czegokolwiek, to i tak całe zachowanie Menmy mogło sugerować obłęd. Obłęd, który czarnowłosy strażnik postanowił powstrzymać.
Nim jednak ostrze ukazało się w pełnej okazałości i zalśniło w blasku przedzierającego się przez drzewa słońca, Rika po raz pierwszy od paru chwil postanowiła zabrać głos. I był to głos dobijający się do rozsądku i serca Horiuchiego. Głos próbujący przerwać samonapędzającą się spiralę zemsty i nienawiści.
Smętne spojrzenie skupiło się na przemawiającej dziewczynie. Zamienił się w słuch, nie reagując na wypowiadane słowa poprzez mimikę lub gesty. Jak zwykle był dość oszczędny w ekspresji, ale kamienne oblicze na jego podłużnej twarzy wcale nie sugerowało, że przemowa zielonookiej obije się od niego jak od ściany. Po prostu słuchał. I rozważał.
Nie tylko Menma zdążył polubić Rikę. Sympatia Horiuchiego może i nie była szczególnie wielka i ciepła, ale z drugiej strony nie była też spaczona szaleństwem, tak jak było to w przypadku Menmy.
- Ona... Ona wciąż jest pod opieką lekarzy. I ślady po tamtym wydarzeniu zostaną już u niej na zawsze - odrzekł ze smutkiem, spuszczając przy tym wzrok na ziemię. Zwolnił lewą dłoń, a ostrze miecza wsunęło się do sayi z powrotem.
Nie chciał dokonywać egzekucji na oczach Riki. Nie chciał zrzucać na jej wątle ramiona kolejnego, bolesnego bagażu doświadczeń, które mogłoby wpłynąć negatywnie na jej psychikę.
Wcale nie był podobny do Menmy.
Potrzebował jeszcze chwili na ochłonięcie, ale w końcu podjął ostateczną decyzję.
- Sprawiedliwość zostanie ci wymierzona w Ryuzaku no Taki. Nie licz się z tym, że będzie łagodna - oświadczył na koniec, spoglądając ze zmrużonymi oczami na zabandażowanego osobnika, który zamilkł, tak jakby zupełnie zapomniał o swoim głosie.
- Musimy jeszcze wrócić do gospody i upewnić się, że jest tam bezpiecznie. Miej na niego oko, dobrze?
Powrót strażnika do lokalu z pewnością zwrócił uwagę wszystkich zebranych, ale też spokojnym głosem już na samym wstępie oświadczył, że sytuacja jest pod kontrolą i musi jedynie zbadać główną salę. Odstawił Menmę gdzieś na bok, upewniając się jeszcze raz co do jego więzów i poprosił dziewczynę i pilnowanie go. Zabandażowany zamachowiec teraz już nawet nie próbował zerkać na zielonooką. Wręcz przeciwnie. Odwracał od niej wzrok, tak nią... gardził? Był wyraźnie dotknięty zdradą chyba jedynej osoby, której zaufał i której powierzał swoje sekrety i plany.
O ile Rika nie postanowiła wykonać niczego nadzwyczajnego, jak na przykład uwolnienie Menmy, to po kilku, kilkunastu minutach przeszukiwań długowłosy odnalazł tajemniczy pakunek z wybuchowymi notkami, który był skryty w wazonie nieopodal pewnego stolika. Czy był to zamach na kilku mężczyzn, którzy aktualnie zasiadali przy tym miejscu? Być może, ale Horiuchi nie badał ten sprawy. W bezpieczny sposób rozładował pieczęci na notkach, eliminując tym samym zagrożenie, a na koniec poinformował jedynie personel, że władze kupieckiego miasta pokryją straty, które zrobił podczas interwencji. Rozbita porcelana lub kilku niezadowolonych klientów to i tak niska cena za złapanie śmiertelnie niebezpiecznego przestępcy.
- Wracajmy - odrzekł do młodej kompanki, wzdychając cicho.
Później zabrał spętanego i udał się do stajni, gdzie czekał na nich Kari. Była ich teraz trójka, wierzchowiec był tylko jeden, więc zmuszeni byli drogę powrotną pokonać w tempie marszu. Teraz jednak czas już tak bardzo nie gonił. Jeżeli Rika nie dotrzymywała tempa, a pewnie tak było, to zawsze mogła wskoczyć lub zostać podsadzona na Kariego.
Podczas drogi powrotnej strażnik nie mówił wiele. Większość jego uwagi była zaabsorbowana pilnowaniem Menmy. Na całe szczęście przemarsz obył się już bez incydentów. Pokonanie drogi zajęło ze trzy albo i cztery razy więcej czasu, więc w chwili dobijania do Ryuzaku towarzystwo słońca zastąpił księżyc. Przy bramach miasta Horiuchi poinformował strażników o przyprowadzonym zamachowcu i kazał posłać po paru przedstawicieli ze służb porządkowych, by odebrali Menmę i umieścili go w areszcie.
Po pozbyciu się zbędnego balastu Horiuchi postanowił odprowadzić zielonooką. Pora była już dość późna, a poza tym możliwa była potrzeba wyjaśnienia rodzicom ostatnich wydarzeń i przeproszenia za narażanie ich córki na niebezpieczeństwo.
- Jeżeli będą źli, to biorę to na siebie - zapewnił głosem, w którym słyszalne już było zmęczenie. Może nie tyle fizyczne, co psychiczne.
- Może potraktujmy to jako twoją pierwszą poważną misję shinobi? A za takie dostaje się wynagrodzenie. Jakby nie było, pomogłaś straży w ujęciu złej osoby. - Wręczył jej zaraz po tym trochę grosza. Może nie olbrzymia kwota, ale dla tak młodego i początkującego shinobi to już był jakiś początek.
Powolutku, chyba po raz pierwszy niespiesznym tempem, zbliżali się do domu małej. Jeżeli była potrzeba, złożył jej matce zwięzłe wyjaśnienia i przeprosimy za trzymanie w nerwach. Na koniec już tylko pożegnał się z Riką w swoim standardowym, dość oszczędnym stylu. Ot, parę słów, lekki ukłon, a potem odejście w swoim kierunku.
Mimo wszystko pod tym smętnym spojrzeniem pojawił się na moment mały uśmiech.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: Niedaleko głównego traktu

Postprzez Rika Kari Matsubari » 13 maja 2018, o 22:20

Chyba przewidywała, że jej wypowiedź mogła odwrócić los wydarzeń. Była bardzo zadowolona z wydźwięku jej słów, które zdawały się same układać w zgrabną całość. Mimo to odetchnęła z ulgą, gdy Horiuchi podjął ostateczną decyzję. Zła nie naprawia się złem, to pewne. Stróż powstrzymując się takiej pokusie dał powody by sądzić, że nigdy nie przejdzie na drugą stronę.
Wieści o bezimiennej przyjaciółce – bo choć Horiuchi tego nie potwierdził, wydawało się jasne, że mówią o tej samej osobie – nie przysporzyły jej takiego smutku, jak długowłosemu strażnikowi. Nie bierze się to jednak ze szczególnej nieczułości na krzywdy innych. Perspektywa. Horiuchi zna swą siostrę od zawsze. Kocha ją. Zna jak nikt inny. Gdzieś głęboko w jego głowie musi istnieć reprezentacja swej siostry, zdrowej i pełnej życia. Rika zaś patrzy inaczej. Owszem, też doświadczyła już sympatii tej kobiety, ale od kilku dni żyła w przeświadczeniu, że doprowadziła do jej śmierci. „Ślady na całe życie” są okropne, ale nic z relacji Horiuchiego nie wskazywało na to, aby było to coś choćby zbliżonego do tego, z czym musiała żyć Nana. Zresztą jakie to było życie… Teraz na pewno jest jej lepiej. Może trafiła do nieba?
Została z Menmą, czekając aż Horiuchi znajdzie ukryty ładunek. Minęło trochę czasu, nim do nich wrócił. Akurat wtedy, gdy Rice zaczęło się już trochę dłużyć. Nie zamieniła z Menmą ani słowa. Sama może i by to zrobiła, ale trudno było nie wyczuć silnej niechęci ze strony obandażowanego zbrodniarza. Cały czas czuła, że to miano do niego nie pasuje… No ale co. Sama też była zmęczona fizycznie i psychicznie. Najzwyczajniej nie wiedziała, jak mogłaby nieszkodliwie nawiązać dialog.
W drodze powrotnej bardzo chciała pojeździć sobie na rumaku. Teraz, kiedy nadała mu jeszcze imię, miała na to tym większą ochotę. Ale wszyscy jechać nie mogli, a ona nie zamierzała robić tego sama. Dzisiaj między tą trójką wydarzyło się coś ważnego i byłaby nie w porządku, gdyby nie przemierzyła drogi powrotnej tak jak oni, na piechotę. Chciała się w ten „być bardziej” z Horiuchim i Menmą. Doprawdy nie wiedziała, z którym bardziej!
Gdy dotarli do bram Ryuzaku nadeszła pora na pożegnanie z Menmą. Mogła w ogóle to zlekceważyć. Odwrócić się w drugą stronę i poczekać aż zniknie, prowadzony przez strażników. Podeszła jednak do niego i wyszeptała:
-Nie chciałam, żeby tak to się skończyło.
Nie otrzymała odpowiedzi. Czyżby skryty za grubym murem żalu Menma zupełnie nie zrozumiał, co powiedziała? A może będzie potrzebował kilku dni, by wszystko sobie poukładać?
Pozostała sam na sam z Horiuchim. Ten postanowił odprowadzić ją do domu i wziąć na siebie gniew matki. W drodze nie wymienili zbyt wielu zdań. Nikt nie chciał wracać do scen, w których stróż stracił nad sobą kontrolę. To również, zupełnie jak w przypadku Menmy, będzie wymagało czasu, aby się zabliźnić. Kilka trywialnych zdań o późnej porze i zmęczeniu wypełniało ciszę. Tylko tyle mogli sobie powiedzieć ci nietypowi partnerzy, których w ostatnich dniach tak pięknie połączyła wspólna tragedia.
Przed wejściem zatrzymał ją jeszcze na moment, aby wynagrodzić jej odwagę i pomoc. Kto wie, czy nie bardziej od pomocy w schwytaniu przestępcy cenił sobie to, że powstrzymała go przed okropnym błędem, którego był przecież tak blisko. Rika nie odpowiedziała nic na niespodziewaną nagrodę. Bardzo się cieszyła. To mówiło wszystko.
Chwilę później ichyliły się drzwi jej mieszkania. Maya stała w progu z założonymi rękoma. Jej mina była bez wyrazu. Zobaczyła obcego mężczyznę, a obok niego własną córkę. Domyśliła się, kim jest ten człowiek. Było już bardzo późno. Rika jak zwykle nie dała jej pełnego ostrzeżenia. I to ma być „trochę później niż zwykle”? – pomyślała, spoglądając w księżyc. Mimo okoliczności nie buzowała w niej złość, bowiem w jakiś nieznany sposób stróż zrobił coś, na czym bardzo jej zależało. Przywrócił uśmiech na twarzy jej córki. Starszyzna kiwnęła sobie głową, eksponując przyjazne uśmiechy. Rika pomachała Horiuchiemu na pożegnanie. Tu również słowa mogły jedynie poruszyć niewidzialną nić porozumienia


z/t -> Domek Matsubari
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości