Szpital

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 7 maja 2018, o 15:48

Misja rangi C
Yes, two can keep a secret if one of us is dead.
Obrazek
7


Wystarczyło oddalić się od tablicy i od razu zrobiło się spokojniej. Ciszej? Ogłoszenia przyciągały wszelkich shinobich, kunoichi, tych, którzy chcieli ich obu naśladować, ale nigdy nie mieli do tego talentu i tych, którzy pluli, smarkali i po dupach się drapali, przysłowiowych Kowalskich, którzy próbowali żerować na skarbie państwa i kombinowali jak tu robić żeby się nie narobić. Rzecz jasna ci bardziej prawi obywatele też od czasu do czasu na tablicę zaglądali. Ludzie szukali zarobku i szukali pomocy. Szukali sposobu na komunikację, a ten działał szybciej aniżeli głosowy - choć z tym też różnie bywa.
Dom, słodki dom! O ile domem można było nazwać szpital. W każdym razie - nie ma to jak na pustyni! Wszędzie dobrze - ale na niej najlepiej! Może poza momentami, w których na twój kark dyba zły i niedobry lider, który każe robić rzeczy i jeszcze opierdziela za zbyt długą nieobecność. Teraz przynajmniej nie trzeba było się przed jego szponami kryć, pojechał w piździet i... niech Amaterasu da, żeby wrócił?
Szpital Atsui nie wyróżniał się niczym specjalnym. Wysoki, piaskowy budynek, toporny, jak większość budynków w okolicy, bo nikt się nie troszczył o szczegóły i szczególiki. Grube mury zapewniały chłód wnętrza i ciepło nocą, stała temperatura regulowana mniej czy bardziej przewiewami powietrza krążącego od okna do okna. Po ulicy przechodzili ludzie - zupełnie przypadkowi i ci, którzy zupełnie przypadkowo mogli stać się zleceniodawcami. Przypadek, jak wiecie, był jak ziarenko piasku - niby łatwo je złapać między paluszki, ale wystarczył mniejszy podmuch wiatru i już pustynia zabierała to, co ofiarowała. Gołąbeczki mi jednak zaćwierkały, że tutaj nie miało być żadnego przypadku. Pod murem ktoś od łaski nawet ustawił ławeczki, na których siedziało paru chorych. Ewentualnie odwiedzających. Jeden starszy mężczyzna podpierał się ciężko o lasce, siedział oparty o mur z zamkniętymi oczami, jego noga ozdobiona była opatrunkiem. Much krążyły wokół niego - nic dziwnego, nie mył się chyba w ostatnim czasie. Wróć - NA PEWNO nie zażywał żadnej kąpieli. Drzwi do szpitala były otworzone na oścież. W środku siedziało parę osób, kręciła się pielęgniarka, która właśnie rozmawiała z jednym z pacjentów, tłumacząc mu, dlaczego powinien zażywać codzienne drzemki popołudniowe i nie wychodzić w największy upał na zewnątrz. Dziadek, do którego przemawiała, chyba miał problemy ze słuchem, bo ciągle prosił o powtarzanie i biedna dziewczyna musiała się przy tym drzeć w niebogłosy. Przy czym drzeć się nie mogła, bo w szpitalu obowiązywało zachowanie minimum kultury.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1270
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Kuroi Kuma » 7 maja 2018, o 18:28

Bohater? Taki z niego bohater jak z koziej dupy trąba. Teiz miało naprawdę niskie standardy, skoro samuraj chcący zostać pasterzem jest tam bohaterem. Może coś mu umknęło, może skarb rybackiej wioski coś ukrywał i wolał pozostać incognito. Tylko po jaką cholerę by się przedstawiał? Zagadka pozostawała nierozwikłana, Kuroi po prostu przytaknął lekko zdziwiony, może zaskoczonym tym faktem? W jego stronach raczej nie było takich przypadków, ewentualnie nie miał o nich bladego pojęcia i żył w słodkiej niewiedzy.
Ruszyli więc przed siebie do szpitala niczym Bonny i Clyde, Starsky i Hutch czy kto tam jeszcze inny. Kierowani tylko malutką karteczką przemierzali sobie ścieżki przeogromnej kuwety, którą to rządził zły i niedobry lider, który lepiej niech nie wraca niech nastanie anarchia i ciasteczka dla wszystkich! Gdyby Kuroi kandydował na lidera - a daleko mu do tego - to pewnie miałby takie hasło wyborcze, a kuweta przekształciłaby się w największą w okolicy bimbrownie i wytwórnie ciasteczek. Plan na biznes był, teraz tylko fundusze zebrać z takich oto zleceń i voila!
-Nie wiem kto to budował, ale szczerze powiedziawszy nie chciałbym tutaj leżeć zbyt długo... dobrze że nie miałem jeszcze okazji - rzucił, gdy tylko znaleźli się tuż przy budynku odstraszającego nie tylko wyglądem, ale i upiornością otoczki, jaką dało się tutaj wyczuć. Po plecach przeszły mu ciarki, skóra zjeżyła się niczym u kota. Przerażające miejsce, a ludzie pod nim stłoczeni tym bardziej nie zachęcali do wejścia. Westchnął głęboko i wzrokiem szukał domu. Ależ owszem czemu nie! Celem ich podróży był bowiem dom przy szpitalu, a nie sam szpital i śmierdzący dziadek i jego problemy z alergią na wodę czy niemyciem. Jak zwał tak zwał. Ten widok tym bardziej utwierdził go w przekonaniu, że woli łatwy zarobek i sławę, niżeli opiekę nad stetryczałymi dziadkami z niedźwiedziem w nazwisku. W końcu wskazał ręką na budynek zaraz przy wspomnianym wcześniej kolosie.
-To chyba tam, w sumie ciekawe kto normalny osiedla się obok największej umiera... to znaczy szpitala. A to Ci ciekawostka, prawda? - rzucił niedbale, spoglądając kątem oka na chłopcodziewczynę czy przypadkiem nie wymsknęło mu się za dużo. Powiedzmy sobie szczerze - w miejscu, gdzie woda jest towarem deficytowym, a skorpionów jest od groma raczej trudno o wysoką średnią wieku.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 471
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 7 maja 2018, o 19:57

Drogado szpitala rzeczywiście nie trwała długo, nie mniej szare oczy dziewczęcia miałby wielki problem samodzielnie odnaleźć drogę i wyłonić spośród budynków właśnie ten do którego dążyli. W kraju pełnym piasku budynki wyglądało tak samo obco choć i znajomo topornie surowo. Wbrew pozorom Atari nie miała aż tak wielkiego kłopotu odnaleźć się w tym nowo poznanym świecie. Rządziły nim inne żywioły, jednak odnajdowała wiele podobieństw z jej rodzimym Teiz. Sam szpital nie wywołał dobrych wspomnień u podróżniczki. Słowa podstarzałego Niedźwiedzia niemalże zapiekły jej zabliźnione już rany. Ręka odruchowo powędrowała nad brzuch gdzie pod fałdami odzienia znajdowała się blizna skrzętnie ściskana przez bandaż. Pamiątka po turnieju i walce z samurajem. Wzdrygnęła się, bambusowy kapelusz obrócił się w stronę Kumy, a z cienia rondla padło na mężczyznę badawcze spojrzenie. Nie chciała, aby to ujrzał, sama nie wiedząc do końca czemu i opuściła dłoń nagle jakby nie chciała zwracać na siebie więcej uwagi. - Wygląda lepiej niż dom "szeptuchy" nieopodal osady poławiaczy wielorybów. - Odpowiedziała wzruszając ramionami i oczekując, że jej towarzysz rozumie termin "szeptucha", chociaż nie mogło tak być. W końcu nie pochodził z Teiz i zapewne nigdy nie wybrał się do jednej z osad poławiaczy, a już na pewno nie miał wątpliwej przyjemności korzystać z usług starej kobiety, która pełniła funkcję czegoś w rodzaju znachora. Każdy nawet najsurowiej wyglądający szpital stawał się bowiem pierwszorzędnym pałacem.
Kiedy dotarli do samych wrót szpitalnych przed oczami dwójki rozgrywała się scenka raczej normalna dla takiego miejsca. Kobieta niosąca pomóc i szczęśliwie starcy, którą ową pomoc potrzebowali. Szpital to nieprzyjemne miejsce, lecz lepiej widzieć w nim starców niżeli dzieci i młodych. Miejsce i jakoby szacunek do niego zmusił Atari do ściągnięcia kapelusza z głowy i zsunięciu go na plecy, aby sznurek mógł podtrzymywać na szyi bezwładne nakrycie głowy. Ukazała wtedy całą swoją twarz w pełnym świetle i nie zmieniło to zbyt wiele. Dalej wyglądała jak nieco zniewieściały mężczyzna o nieoprószonej zarostem twarzy. Jej ciemne włosy związane były w praktyczny koński ogon, który korzystając z okazji poprawiła. - Być może. - Przyznała z uprzejmości choć nie widziała w tym nic ciekawego, dla niej był to raczej dobry znak. Nikt bowiem nie osiedlałby się obok cmentarzyska, a to mówiło całkiem dobrze o opiece jaką udzielają tamtejsi rezydenci. Szare spojrzenie przywarło do dziadka opartego o laskę, ale po chwili odwrócił się w stronę Kumy. - Da się więcej wyczytać ze znaków? Czy jest jedynie szpital? - Spytała i lekko zawstydziła się karcąc w głowie za sformowania zdania tak a nie inaczej. Mimo wszystko przydałoby się im więcej wskazówek co do rzekomej pracy i samej pracodawcy. Ciężko wykonać pracę nie znając jej celu szczególnie, że wrażliwe serce Atari nie chciała długo patrzeć na niedole w starości, choć z drugiej strony Ci starcy nie pozostali sami i jest ktoś, kto choć w drobnym stopniu pragnie im pomóc. Gdyby na świecie było więcej takich miejsc, może wtedy jesień życia nie byłaby taka przerażająca.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 10 maja 2018, o 06:06

Misja rangi C
Yes, two can keep a secret if one of us is dead.
Obrazek
10


Przy samym szpitalu nie było żadnego budynku. Przed nim ułożono niewielkie placyk, drogi wokół niego były na tyle szerokie, że żadnego nie można było wskazać palcem, by powiedzieć: to tam! I nikt tego palca nie unosił. Nie było krzyków, nie było pędu - był wolny spacer w promieniach słońca, które muskało wasze ciała swoim błogosławieństwem. Kuroi był do niego przyzwyczajony, a ty, Sanada? Mimo różnicy temperatur, która raziła wręcz w porównaniu z Hanamurą i Teiz, potrafiłaś się przystosować. W końcu byłaś shinobi a nie pierwszą lepszą lalunią, która na wielką pustynię wybrała się jedynie w poszukiwaniu nowych materiałów do swoich przyszłych sukni, które zostaną zlecone do uszycia krawcowi. To chyba dlatego, że pogoda was mimo wszystko oszczędzała. Nie osiadała na waszych ramionach palącym latem, a prócz tego? Prócz tego wszystko dało się tutaj wytrzymać. Kurz i piasek unosił się nad ulicami, powietrze falowało swoim gorącem, sprawiając, że ludzie szukali ucieczki do cienia, mimo wszystko niechętni do pozostawania w pełnym słońcu. Zwłaszcza ci, którzy gorzej się czuli. Leniwość życia wydawała się tu kwitnąć i więdnąć zarazem. Pewnie przez to, że przybierała barwy złota, szkarłatu i pomarańczy, zupełnie jak liście jesienią - potrafiła cieszyć oko i sprawiać, że człowiek czekał na nią co roku, ale przecież, koniec końców, wszystko to i tak obumierało. Opadało na ziemię i łączyło z nią w jedną całość. Nie było tutaj miejsca a margines błędu. Tak toczyła się jesień życia. Spokojnie niespokojna, kiedy przygody przestawały wzywać i jedyne, co pozostało, to mieć nadzieję, że nie złapie cię żadna kolejna choroba, która całkowicie wstrzymałaby zegar życia.
Osadzone głęboko w ziemi domostwa rzeczywiście wyglądały do siebie podobnie - przynajmniej dla mieszkańca tych stron. Większości ludzi zależało bardziej na tym, żeby mieć dom nad głową niż na tym, jak będzie on wyglądał. Nie oznaczało to, że monotonia architektury przytłaczała to miejsce, skądże znowu! Zwłaszcza dla nowej osoby było na czym zawiesić oko i czym się cieszyć. Reprezentacyjnym budynkiem administracyjnym, wieżą strażniczą, pojedynczymi willami i kolorowym targiem oraz paroma innymi, ciekawymi miejscami, których nie można było minąć bokiem, a trzeba było specjalnie do nich się udać. Jako że aktualnie nie braliśmy jednak udziału w wycieczce krajoznawczej pozostawało nam specjalnie się udać do jednego z domów, które od szpitala oddzielała ulica. Najbliżej z nich był zdaje się dom za samym szpitalem. Piętrowy, z balkonem, w którego cieniu piękniły się zieloności różnego rodzaju, z tego punktu niemożliwe do rozpoznania. Po prawej i lewej domy niższe, kwadratowe, a naprzeciwko, oddzielony od szpitala placem, kolejny piętrowiec ze sklepem na dole oferującym ziółka i ziółeczka najróżniejszego rodzaju. Nikt nie zwracał na was większej uwagi. Ciemnoskórzy obywatele nie byli jedynymi na tym placu, różnorodność karnacji rzucała się tak w oczy chyba tylko na pustyni. Może to dlatego, że czarny wyjątkowo dobrze wyróżniał się na tle jasnego piasku. Byle zaraz nie wyszło, że jestem rasistką.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1270
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Kuroi Kuma » 13 maja 2018, o 09:41

-Dom Sze-co? - rzucił zdziwiony na rybaczkę z Teiz pierwszy raz w ogóle słysząc o czymś takim. Kompletnie nic mu to nie mówiło, a w połączeniu z osadą poławiaczy wielorybów to już całkiem. Nic dziwnego, w końcu nie miał pojęcia o jej istnieniu. Raczej nic w tym dziwnego, że nie zrozumiał z tego ani słowa. Jeżeli jednak tamto wyglądało gorzej, to wolał nie zobaczyć tego miejsca na własne oczy.
Potem coś w jego głowie pojawiła się dziwna myśl. "Wyczytać ze znaków"? Rozumiał że Teiz to była dziwna wioska, pełna rybaków, samurajów i Szeptuch czymkolwiek to było, ale to brzmiało co najmniej jakby nasz chłopiec nie potrafił czytać. Przecież oglądał ogłoszenia, pokazał mu je przed wyborem. Spojrzał w kierunku Atari, która zdjęła już kapelusz i odkryła nieco więcej ze swojej twarzy. Wyglądała niecodziennie, teraz po raz pierwszy przyjrzał się jej dokładniej. Stanowczo odróżniała się od ludzi pustyni i to nie tylko karnacją - Kuroi przecież też był idealnym okazem człowieka wybielonego. Co mógł o niej powiedzieć? Że chłopaki z Teiz powinni zacząć zadbać o siebie trochę, bo przy takiej budowie nawet prostytutce będzie dziwnie ich obsłużyć, bo przypominali bardziej kobiety. Zastanawiał się czy poruszyć ten temat, jednak ciekawość zawsze wygrywała, zawsze wciągała go w kłopoty.
-Ze znaków? W sensie ogłoszenia? Czy wy macie jakieś inne... "znaki"? - postawił akcent na ostatnie słowo, mrużąc przy tym oczy. Nie oceniał jej, w żadnym wypadku. Dziwiło go to tylko, bo w jego stronach pisanie i czytanie to była rzecz normalna jak sposoby zdobywania wody w trudno dostępnych miejscach. Może dowie się czegoś więcej na ten temat? Może tam nikt tego nie potrzebował, nikomu do szczęścia nie były potrzebne jakieś literki, tylko uczyli młodych jak upolować tego wieloryba, czy szeptuchy.
Kuroi nie mając dużego wyjścia szukał budynku, który byłby najbliżej szpitala. Skoro na ogłoszeniu było to jako jakiś znak rozpoznawczy, to musiało w tym być coś na rzeczy. Piętrowy budynek wyglądał na taki, więc wskazał go palcem
-Może tam? - co pytaniem raczej nie było, bo zaraz skierował tam swoje kroki mając nadzieję, że Atari ruszy za nim. Bładzili jak dzieci po placu musząc szukać adresu, bo jakiś gołowąs nie pomyślał o zapisaniu go na karteczce - czy tylko jemu to nie pasowało?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 471
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 14 maja 2018, o 20:24

Ciepłebarwy zachodzącego nieba odbijały się w szarych, pełnych życia oczach młodej podróżniczki. Ślepia łypały na niemalże wszystko co mogły i kontemplowały widoki z nieukrywaną radością. Szczególnie wtedy, gdy pośród wszechobecnego piasku dało odnaleźć się nutki zieleni o różnych obcych zapachach tłumionych przez suche, zastałe powietrze. - Szeptucha, to taki. Hmm. - Zastanowiła się przez chwile szukając w głowię najlepszego porównania, ale myśli krążyły wokół wiedźm i innych podobnych terminów, które również nie rzucały na sprawę więcej światła zrozumienia. - To taki jakby medyk. - Spłycone wyjaśnienie nie oddawało sedna sprawy, ale wystarczyć musiało. W końcu jakie to miało znaczenie, szeptucha to taki medyk z tym, że nieco innego rodzaju i z zupełnie innym zapleczem naukowym. Wnosząc po warunkach w jakich oddawała się praktyką lekarskim - znacznie gorszego sortu medyk.
Światpełen niezbadanych ziem, ludów i obyczajów niósł za sobą wiele różnic i choć mapy cywilizacji nie sięgały wszelkiego co dane zostało dane przez matkę naturę to i tak teren był na tyle ogromny, że nie sposób było mimo posiadania takich samych ciał nie różnić się diametralnie. Pytanie o nieszczęsne "znaki" nie było łatwe, bowiem nawet jeśli od piasków pustyni po morskie przestworza mówiono tym samym językiem to odnaleźć by się dało czynniki absolutnie obce. Bo czy pustynny koczownik znał rodzaje wielorybów oraz sprzętu niezbędnego do połowu? Czy potrafił opisać słowa poprawnie za pomocą wspólnych znaków? Dla Atari mimo iż język był wspólny to odnajdywała spore różnice w jego zastosowaniu, formowaniu czy choćby zapisywaniu. Twardy i surowy samuraj będzie miał kłopot rozczytać iście chytre i cwane słowa zamożnego kupca z kontynentu. Interpretacja podlegała wielu czynnikom, których nawet wyraźnie zbliżona kultura nie była wstanie zniwelować. Młoda rybaczka przemierzała świat i obserwowała, być może stąd dostrzegała te różnice. - Tak chodzi o pismo. - Poprawiła samą siebie dalej czując się niezręcznie. Głupiec przed obliczem mądrego winien wstydzić się swej głupoty, nawet jeśli ów mądry nie ganią ją za nią. - Hmm, to trudne pytanie. - Dziewczyna pogrążyła się w zadumie i po chwili intensywnego marszczenia brwi podniosła szare spojrzenie na mężczyznę. - N-nie. Nie wydaje mi się. Co prawda są słowa których nie znałam. Jak na przykład "Wielbłąd". U nas na okaleczone konie po prostu mówi się okaleczone konie. - Wyjaśniła nie będąc świadoma tego, że owe okaleczone konie były oddzielnym, pełnoprawnym gatunkiem. - Pismo więc jest to samo, ale skoro potrafimy zrozumieć wypadające z ust słowa, to dziwne byłoby, gdyby zapisane były nam obce. - Kończąc ostatnie słowo podróżniczka wyłowiła wzrokiem podłużny cień zawdzięczany budynkowi z balkonem po czym żwawo podskoczyła do niego pozwalając aby jedna połowa jej ciała skąpała się w chłodzie i odnalazła odpoczynek od piekącego słońca. Jej dłonie uniosły się wyżej, a szare oczy opadły na otwarte dłonie. Jedna z nich w cieniu, druga zaś w słońcu zacisnęły się kilkukrotnie, a w spojrzeniu zatlił się blask przepełniony ciekawością świata. - Powiedz Kuroi-senpai, czy u Was często pada deszcz? - Spytała idąc dalej i nie odrywając oczu od swoich dłoni. - Albo śnieg? - Głowa nagle obróciła się, a młode oczy wbiły swoje spojrzenie w najwyraźniej wiecznie znudzoną twarz mężczyzny. Dziewczyna idąc zgodnie z kierującym ich Kuroiem zapomniała w ogóle o celu swojej podróży, pochłonięta całkowicie przez wizje otulonej bielą pustyni czy piaskowych domów.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 16 maja 2018, o 09:02

Misja rangi C
Yes, two can keep a secret if one of us is dead.
Obrazek
13


Pochłonięci rozmową skierowaliście się do najbliższego domu, najbliższego szpitalowi. Albo raczej Kuroi się skierował, Atari była tak pochłonięta opowieściami i wyobraźnią, która wybuchała pod kopułą jej umysłu bielą płatków śniegu, że jakoś przyjęcie zlecenia całkowicie mijało ją bokiem. Muskało głucho jej policzki, bo nie dawała się wciągnąć w snute opowieści przez wiatr. O wiele lepiej było posłuchać męskiego głosu tuż obok niej, który miał najwyraźniej wiele do opowiedzenia. W końcu miałeś już swoje lata na karku, co, Niedźwiedziu? To i można dać pogładzić się z włosem i powymieniać wrażeniami z tak odległych krain.
Wejście do domostwa osłonięte było zadaszeniem z materiału. Małym skrawkiem, bo małym, ale lepszy rydz niż nic jak to mówią. Inna sprawa, że i tak niczego nie dawało i niczego nie zmieniało, bo słońce padało z takiej perspektywy, że świeciło prosto na wrota prowadzące do tej prywatnej ostoi. Stuku-puku. Chyba że Kuroi nie pukał i wjeżdżał z buta, zgodnie ze starymi, Słowiańskimi zasadami grzeczności i pozdrowień domowników, jakich się nawiedzało, to wtedy przepraszam. Przez moment nie było żadnej odpowiedzi. Dłuższy moment. Podejrzenia o tym, czy nikogo nie było w domu, zostały jednak w końcu przerwane bez wyjątkowego nadwyrężania waszej cierpliwości. Albo tylko cierpliwości Kumiego? W końcu to on tutaj dowodził i jakkolwiek powadził tą dwuosobową drużynę do przodu. Przynajmniej jak na razie. Słychać było z drugiej strony otwierane zawiasy i w drzwiach pojawił się mężczyzna. Pomarszczony już, chociaż wcale nie wyglądał na aż tak starego, jak sugerowała to jego nadwyrężona słońcem i czasem skóra. Spojrzał na was dość nieufanie, nieco podejrzliwie, lustrując od góry do dołu spojrzeniem iście oceniającym. Jakby wyceniał was niczym rasowe konie, które zaraz zostaną wystawione do wyścigu trzeba się przekonać, czy w ogóle warto na was stawiać.
- O, to państwo ze zlecenia? - Zreflektował się, dostrzegając gurdę na plecach Kuroia i katanę przy pasie Sanady. No i przede wszystkim - Kuroi ciągle miał kartkę ze zleceniem zerwaną z tablicy. - Zapraszam, zapraszaaam..! - Otworzył szeroko drzwi, choć nie można było powiedzieć, by wiedza o tym, że może zostać waszym zleceniodawcą, czyniło z niego bardziej ciepłego, otwartego i miłego człowieka. Wciąż na was zerkał. Bał się? Czy sam coś knuł? Czy po prostu było to dość typowe zachowanie dla mieszkańców tych terenów - nieufnych, bo zagiętych walką o przetrwanie i ciągłymi wojnami z Kaguya. Wpuścił was do środka i zamknął za wami drzwi, by zaprowadzić was do salonu. Starszy mężczyzna nieźle się tutaj urządził, trzeba przyznać. Niejeden by zazdrościł. - Proszę, proszę usiąść... coś do picia? - Miał nieco zachrypły głos, a jednocześnie nieprzyjemnie wysoki. Brzmiał, jakby piał. Albo śpiewał. Zwłaszcza, kiedy wyciągał w ten specyficzny sposób końcówki zdań. - Wyprawa nie powinna być długa, dostałem informację o niezwykle cennym wykopalisku, którym jeszcze nikt się nie zajął, odsłoniętym przez pustynne burze. - Przyniósł dzbanek z wodą i trzy kubki gliniane, które postawił na stoliku, siadając naprzeciwko was. - Oferuję 500 ryo na głowę. Łatwa robota, a jak uda się odkryć skamieliny przeszłości, slawa będzie na wyciągnięcie ręki! - Oczka aż mu lśniły, kiedy o tym opowiadał.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1270
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Kuroi Kuma » 20 maja 2018, o 16:30

-Brzmi bardziej jak ktoś, komu nie chcesz powierzać swojego zdrowia... Dziwne macie tam zwyczaje - rzucił marszcząc brwi, bo nazwa była co najmniej niezachęcająca. Zupełnie tak jakby zaraz ów Szeptuch miał Ci wyrwać obie nerki, a przy okazji trochę jelita, bo na kiełbaskę się skończyło i musiał podziałać w sposób nieco bardziej wymyślny niż zazwyczaj. Może i w swoich domysłach miał trochę racji, może jakiś szósty zmysł leniwca podpowiadał mu SPIEPRZAJ póki jeszcze możesz, gdy tylko usłyszał tę nazwę. Z drugiej strony gdyby nie miał wyboru to pewnie by zaszywał ranę kunaiem - przecież to najbardziej podręczne narzędzie do tego typu zabiegów, czyż nie? Shinobi musieli działać niekonwencjonalnie, albo mieć po prostu twardą jak skała dupę.
Okaleczone konie? Wyobraził sobie wielbłąda, który konia przypominał chyba tylko w tym że a - da się na nim jeździć i b - rusza się na 4 nogach i to w sumie koniec z podobieństw jakie widział u tych dwóch zwierząt.
-Przecie to nie je koń, to je całkowicie coś innego - dodał lekko załamany, ale człowiek przecież uczył się całe życie! A ten młody chłopak przecież życia jeszcze za bardzo nie poznał, bo ile mógł mieć lat? Ledwo przestał zasrywać pieluchy, wyszedł świat i musi go dobrze poznać. Swoją drogą senpai? Nikt go tak nie nazywał, ale chociaż lepsze to niż sensei, bo jeszcze poczułby się bardziej staro, niż sam jego wiek na to wskazuje. Słysząc to pytanie podniósł rękę do podbródka i zastanowił się co według Atari znaczy często.
-To w sumie zależy. Śniegu tu na pewno nie uświadczysz, to z pewnością. Lód może, ale to nocą, gdy robi się cholernie zimno. Mimo tego że pustynia to miejsce piekielnego gorąca, tak nocą krajobraz zmienia się nie do poznania. Wielu ludzi po prostu zamarzło, gdy słońce przestało grzać, a piasek natychmiast stał się zimny. Wystarczy trochę wody i bum - mamy trochę lodu. Z deszczem różnie, raz jest, raz go nie ma. Na pewno jest rzadziej, niżeli na wyspach, czy w ogóle przy morzu. - dla niego to wszystko było oczywiste, wychował się z tym, ale nie wszędzie tak było. Mówił więc zupełnie jakby opowiadał komuś historię o nowym, dopiero co odkrytym świecie. Mimo że twarz mężczyzny dalej była znudzona, tak w jego głosie nie dało się tego rozpoznać. Mało mówił, ale gdy już miał coś do powiedzenia, to nie lubił gadać bez sensu.
Byli przy domu, zapukał jak przystało na dobrego obywatela Kuwetostanu, poczekali trochę, aż pojawił się przed nimi pomarszczony facet. Ciekawe czemu typowy starszy facet zawsze był pomarszczony? Miał ochotę mu odpowiedzieć, że nie i że chcą tylko porozmawiać o nowej wierze Leniwizmu, ale problem był jeden - Kuroi nie znał takowej wiary, więc musiałby wszystko wymyślać od nowa, a to nie lada wyzwanie. Chyba że jesteś rybakiem chodzącym po wodzie, to idzie dużo łatwiej. Atari miała więc jakieś szanse.
-Mhm - odpowiedział bardzo twórczo, kiwając przy tym głową i skorzystał z zaproszenia -Nie, dziękuję. W sensie mamy zbierać jakieś kamulce i je przynieść? - zapytał zupełnie tak, jak przystało na ignoranta, bo tym właśnie dla niego były skamieliny. Niczym więcej, niczym mniej, tylko kawałkiem kamienia. Nagroda nie była może zbyt porażająca, ale lepsze to niż nic.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 471
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 23 maja 2018, o 15:09

Rozmowatoczyła się w najlepsze. Błacha wymiana zdań pozwoliła pojąć prostej rybaczce, że wielbłąd - którego jak dotąd nie dane było jej obejrzeć z bliska - to wcale nie okaleczony koń, zaś zupełnie odmienny gatunek! Zaskoczenie było wielkie i z pewnością nie ukrywane przez podróżniczkę. Drugim zaś istotnym faktem, który ugrzązł w myślach dziewczyny było zjawisko deszczu na pustyni. W jej głowie pojawiały się i znikały obrazy przeróżne i w większości całkowicie niezgodne z rzeczywistością. Atari tak bardzo przepadła w swoich własnych rozważaniach, że dopiero głos nieznajomego mężczyzny wyrwał ją z transu.
Staruszek pojawił się dosłownie znikąd! A konkretnej z zza drzwi przy których stała wraz z Kumą. Całe ciało rybaczki poderwało się w lekkim wzdrygnięciu, niczym przestraszonego królika. Wystraszone szare oczy spoczęły na pomarszczonym mężczyźnie, a głos ugrzązł gdzieś w zaskoczonym gardle. Roztrzepanie Atari dawało się jej we znaki i doskonale wiedziała, że będzie musiała z nim walczyć. Młodzieńcza ciekawość świata i wybujała wyobraźnia nie pomagały w życiu doczesnym. Chciała coś odpowiedzieć na pytanie, lecz jej kompan okazał się być znacznie szybszy w całym swym okazałym lenistwie. Przeszli przez próg zagłębiając się w znacznie przyjemniejszym, chłodnawym pomieszczeniu. - Przepraszamy za najście. - Wyszeptała niemrawo pozwalając, aby jej spieczone słońcem ciało doznało niebiańskiej ulgi skrywanej w cieniu domostwa. Szła ostatnia widząc przed sobą szerokie plecy Kumy, który na jej nieszczęście zasłaniał jej absolutnie wszystko. Rozglądanie się było więc tak bardzo ograniczone, że zrezygnowana dziewczyna jęczała coś stawiając każdy coraz to bardziej zrezygnowany krok. W końcu jednak nadeszło zbawienie. Pokój szerszy niż plecy Kumy po którym można było się bezwstydnie rozglądać i zaspokajać ciekawski umysł. Był to pierwszy raz, kiedy dane było jej zajrzeć do domu ludzi pustyni. Było to na pewno ciekawe zjawisko pod względem architektonicznym, ale Atari nie zagłębiała się w to aż tak bardzo. Cieszyła wzrok, nic więcej nie było jej potrzebne. - Oh tak! Poprosiłabym.. - Urwała nagle patrząc szeroko rozwartymi oczami na starszego mężczyznę, który zadając pytanie po prostu wyszedł. Być może był to zbytek kultury, który w tych stronach był wymagany niczym "dzień dobry" i "dobranoc". Dziewczyna nie przejęła się jednak ani trochę, podeszła nonszalancko do jednej pułki na której poustawiane były różne dziwactwa i pochylając się obserwowała je z bliska. - Zobacz Kuma-senpai jakiego ta statuetka ma małego peni.. - Ponownie urwała wskazując jednym palcem na członka wyrzeźbionego w raz z innymi detalami na małej statuetce, widząc w progu ponownie gospodarza z dzbanem wody wraz z trzema kubkami. Na myśl ochłodzenia i zwilżenia suchego gardła na twarzy Atari pojawił się szczery, szeroki uśmiech. Podeszła bliżej do dwóch pozostałych mężczyzn czekając z wilczym zniecierpliwieniem na poczęstunek życiodajnym trunkiem, ale nim postanowiła poprosić o wodę coś odwróciło jej kruchą uwagę. "Wykopaliska", "skamieliny przeszłości", przecież nie mogłoby nić ciekawszego niżeli odkrywanie dawno zapomnianych tajemnic! - Ooooo! Tajemnice przeszłości? - Odezwała się pełna ekscytacji i niebezpiecznej tlącej się iskry w szarych oczach. Dla kogoś takiego jak leniwiec Kuma był najpewniej to najgorszy zwiastun, jeździec apokalipsy niszczący spokój. - To niebywałe! Starożytne artefakty, ucieleśnienia legend, okruchy historii i kto wie co jeszcze. - Dla jednych zadanie polegało na przytarganiu kamulców, a dla drugiego było niezwykłą przygodą i obietnicą odkrycia niezwykłych, zamierzchłych tajemnic ukrytych przez piaski i czas.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 25 maja 2018, o 09:23

Misja rangi C
Yes, two can keep a secret if one of us is dead.
Obrazek
16


Mężczyzna, który wrócił do salonu, stanął w progu, kiedy zobaczył, jak rąsia Atari ucieka od jednej z jego figurek. Było co tu przeglądać. Większość rzecz jasna należała do zbiorów znalezionych na pustyni, ale spokojnie można było zakotwiczyć oko na zdobyczach z innych części świata. Najlepiej jednak zakotwiczyć na tej najmniejszej. Cóż, ludzie zwykli pocieszać się słowami, że niby mały - ale wariat.
- Widzę, że pan ciekaw świata. - Rzucił z przekąsem wasz zleceniodawca. Skrzywił się lekko, kładąc tacę na stół i przyglądając się teraz Atari. Nie było to spojrzenie przyjemne, ale i sam mężczyzna nie grzeszył sympatią, nie tryskał tęczą na boki, więc... nie było się czym przejmować? Teraz chyba po prostu wyrobił sobie o towarzyszce Kuroiego nieprzychylną opinię, a te potrafiły nieźle zaważyć na tym, czy się dostanie pracę, czy też nie.
- Nie! - Niemal wykrzyknął, zwracając natychmiast spojrzenie na Kuroiego. Niemal zerwał się ze swojego siedzenia, dźwigając w górę, napięty jak struna. Wystarczyło tylko wypowiedzieć odpowiednie słowa. Ich magia zawsze zadziwiała. Miała moc kończenia i rozpoczynania wojen. Parę słów. Parę zdań szepniętych na uszko. - To znaczy... - Teraz on się poprawił, nieco zmieszany i osiadł z powrotem na swoim siedzisku, cofając w jego głąb. - Ja idę z wami. Waszym zadaniem jest chronienie mnie. - Doprecyzował, czego wymaga od swoich pracowników. - Jeszcze tego mi brakowało, żeby laicy nosili cenne znaleziska. - Skrzywił się znów, ignorując zupełnie ekscytację Atari, która natychmiast się ożywiła, zaburzając ten zrzędliwy spokój dwójki starców próbujących się porozumieć co do zlecenia. Zgoda, nie zupełnie ignorując. Spoglądał na nią spod byka, tak niby nie wprost, że niby jej nie dostrzegał, ale taką, co ma lepkie łapki lepiej mieć w polu widzenia cały czas.
- Zainteresowani czy nie? Nie mam tutaj całego dnia na posiedzenia!
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1270
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Kuroi Kuma » 28 maja 2018, o 22:29

Najście? Przecież on sam nas wezwał, powinien nas przyjąć z ciasteczkami i czym-tam-jeszcze, a nie odwrotnie - pomyślał sobie Kuroi słysząc jak chłopco-dziewcze ma chyba wyrzuty, że podejmuje się zadania. Co do zasłaniania jej widoku, to nie był aż tak wysoki, a przy okazji często się garbił, więc wydawał się jeszcze mniejszy niż normalnie, więc dużo jej widoku nie mógł zasłonić. Widać było różnice w ich charakterach - młodzieńcza ciekawość widoczna na każdym kroku, zachwyt małym członkiem statuetki i określenie wykopalisk jako tajemnice przeszłości. Czy dało się wskazać ich więcej? Zapewne tak, gdyż były widoczne już na pierwszy rzut oka. Kuma się tym jednak nie przejmował, w sumie przywykł do tych lekko dziwnych jak na chłopaka zmian nastrojów - ot taki charakter.
-Tak... legendy, okruchy, kamulce - dodał starając się brzmieć mądrze, chociaż tutaj to właśnie Atari wiodła prym. Brzmiało to zupełnie jak jakby poza byciem rybaczką zwiedzała jakieś jaskinie w poszukaniu zaginionej arki. Z zadumy wyrwał go krzyk zleceniodawcy - spiął się w sobie odruchowo, lecz pomarszczony staruszek chyba chciał dać mu do zrozumienia, że "przyniesienie" tych kamulców to nie będzie dobry pomysł. Dla niego były to znaleziska o dużej wartości, dla Kuroia sterta kamieni, którą można sobie przenieść, żeby jakiś staruch miał radochę.
-Czyli mamy NIE przenosić kamulców, tylko przy nich stać i czekać aż ktoś je zwinie, czy ochraniać kogoś, kto będzie nosić te no... ucieleśnienia historii? - zapytał nie będąc do końca pewny co takiego ma zrobić, bo staruszek za wiele nie mówił, ale taki był już chyba urok zleceniodawców. Mają sprawę, ktoś jej zagraża, ale powiedzieć kto i w sumie czemu to już nie łaska, bo przecież jestem stary i mam przywileje - z tego ostatniego Kuma korzystał nad wyraz często, aż za.
-W sumie nie mam nic przeciwko
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 471
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 5 cze 2018, o 18:48

Wszechobecny, szczery uśmiech oraz oczy pochłaniającą z żarłoczną ciekawością każdy element wystroju pomieszczenia spotkał się z absolutną pacyfikacją. Twarz młodej podróżniczki utraciła blask i stała się równie beznamiętna co jej towarzysza. Wolne kroki przywiodły zdeprymowane dziewczę do Kumy i tam też pozostała na przemian wlepiając spojrzenie to w zleceniodawce to w partnera w misji. Rozmowa ciągnęła się i ciągnęła, a znużone serce Atari pragnęło akcji! Dłonie splotły się w buntowniczym skrzyżowaniu na piersiach i tak trwały, aż do końca negocjacji, które mądrze, acz bez możliwości wyboru pozostawiła samemu Kumie. - Tak, tak. - Potwierdziła niezwykle drewnianym tonem po czym spojrzeniem łowiła okno. Co prawda na zewnątrz słońce parzyło niemiłosiernie, ale wewnątrz tego chłodnego grobowca nie było już dla niej nic a nic ciekawego, albo choćby radosnego. Podstarzały mężczyzna niczym wampir wysysał pozytywną energię, strach się bać co by się mogło stać z Kuroiem, gdyby wpadł pod jego wsysające moce. Biedaczek najpewniej skończyłby jako leniuchus pospilitus. Absolutnie, niewybaczalnie toksyczne środowisko. - Chodźmy zatem, nim pustynne garby pokryją swe czuby lodowym skrzepem. - Powiedziała w końcu stanowczo i pewnie i piekielnie żałowała, że ten wysysający dziad musi iść z nimi. Może jego moce nie były tak potężne na świeżym powietrzu? W końcu podobno wampiry boją się światła słonecznego. Szare oczy opadły wymownie na Kumę jakby chcąc przekazać mu dawkę niezbędnych informacji, co o tym wszystkim myśli Atari. W większym rozrachunku oczywiście nie miało to absolutnie znaczenia, była ona bowiem małym rozwydrzonym dzieciaczkiem w muzeum, któremu zwrócono uwagę, aby nie dotykać eksponatów. Pod koniec nawet podróżniczka próbowała utopić smutek i przygnębienie w szklance. Szklance zimnej wody, która łagodziła wyschnięte gardło, to pomogło i na wymuszenie znudzonej i pochmurnej twarzy pojawił się promyk uśmiechu. Jeśli oddać się przygodzie to tylko z uśmiechem na twarzy, a to był owego uśmiechu dobry początek.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 6 cze 2018, o 13:13

Misja rangi C
Yes, two can keep a secret if one of us is dead.
Obrazek
19


Gdyby mężczyzna, który was jakże uprzejmie ugościł dzbankiem wody (może zatrutej?), miał zostać przyrównany do jakiejkolwiek istoty - byłby go gnom. Stary, pomarszczony, bo tak jak zleceniodawcy mieli swoje prawo nic-nie-mówienia, tak i starzy ludzie mieli prawo swojego milczenia. Po prostu gnom. Jedyne, co go różniło to to, że wcale nie był taki malutki. Zleceniodawca znaczy, nie gnom. Błyskały mu oczka, jakby już spoglądał na swoje stare kamulce, które w jego myślach musiały być białymi krukami diamentów - bezcennymi w swojej wartości, skoro był w stanie zatrudnić dwójkę shinobi do ich ochrony. Taka praca, mimo opisu, że "łatwa" nigdy taka nie była. Zawsze było jakieś "ale", które wszystko paprało i sprawiało, że oczywistości były spychane gdzieś na margines błędu. Z pewnością tak się rzecz miała w przypadku Kuroiego, który już za długo żył na tym świecie, żeby dać się wrobić bez kozery w jakieś bagienko. Niby. Z drugiej strony - na pustyni ciężko o bagna, a z piaskami, nawet tymi ruchomymi, potrafił sobie poradzić. Praca jak praca. Na chleb trzeba było zarobić. Tym bardziej na kupno nowego sprzętu i opium, które można by spokojnie spożyć do palonej fajki w Promyku Słońca. Tak samo trzeba było zarobić na wyżywienie swojego własnego świata. Zbadać go, posmakować, dotknąć. Wyżywić zmysły, które ukoją niespokojną duszę, co nieustannie poszukiwała przygód. Przecież to takie typowe dla młodych..! Nawet dla waszego zgorzkniałego zleceniodawcy wydawało się to zrozumiałe. Nawet jeśli nie był z tego faktu zadowolony. Nie bił po łapach za tykanie jego rzeczy, a to już zawsze coś, no nie? Pozostawało przedstawić swoją decyzję. Zorientowanie się w zleceniu jeszcze nigdy nie oznaczało przyjęcia go, ale... no właśnie - ALE. Mężczyzna, kompletnie anonimowy, bezimienny, a jednak o wiele bardziej realny i obecny niż jakikolwiek inny człowiek przed samym szpitalem, czuwał nad każdym waszym ruchem i każdą zmarszczką mimiczną. Atari w swojej postawie wydawała się pewna siebie, nieugięta, a Kuma? Kumie wydawało się być to wszystko obojętne tak długo, jak długo było jasne jak słońce, co ma robić w tej drużynce, czym się zajmować, a czego nie tykać. Na przykład nie tykać kamoli. Czy w sumie jednak tykać?
- Nie tykać. Tylko chronić. Kamulce, mnie. I wszystko, co będę chciał chronić. - Wyjaśnił łopatologicznie, chyba bardziej się nie dało. I dalej czuwał. Temperatura tutaj wydawała się aż niższa przez samą obecność tego człowieka, naukowca, badacza... jak zwał, tak zwał. - Wspaniale! - Znów podniósł głos, kiedy ostateczna decyzja zapadła. Zerwał się ze swojego miejsca, uśmiechając pod nosem, ale to wcale nie był miły i ciepły uśmiech. Do uroczego brakowało mu tyle, ile kupie do róży. - Hoshiga Akinobu. - Wyciągnął w kierunku Kuroiego dłoń, by ją uścisnąć, potem to samo zrobił z ręką Attari... Attariego? W oczach Akinobu był chłopakiem. Chłopaczkiem o ślicznych rysach, któremu przyjrzał się jeszcze raz dokładniej, przytrzymując dłużej jego dłoń (o ile została podana), by zlustrować go spojrzeniem. Oceniał. Z jakimś niesmakiem coś oceniał w swojej głowie. Być może nie zawierzał temu, że tak drobny ktoś, taki gładziutki, może rzeczywiście jakkolwiek znać się na takiej robocie.
- Jak coś zchrzanicie to nie będzie wynagrodzenia! - Zaskrzeczał na koniec. - Muszę zebrać sprzęt. Za dwie godziny czekajcie na mnie pod bramami miasta. - Zawyrokował, nie pytając was o zdanie, o to, czy wam pasuje. Nic. Najwyraźniej uznał, że wasza praca rozpoczyna się tu i teraz, nie ma żadnego "be", "sre", czy "z góry dziękuję". Wystawił was za drzwi i poszedł robić swoje Akinobowe rzeczy. Mieliście chwilę na... relaks? Obijanie się? Rozmyślanie nad sensem istnienia i nad tym, czy pingwiny mają kolana, albo czy krowę dałoby się ujeździć? Właściwie to na wszystko.
I oby do tego czasu wydmy nie pokryły się zmarzliną.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1270
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Kuroi Kuma » 18 cze 2018, o 21:32

Atari widać już przysypiała, bo akcja była na poziomie obserwacji wysychającej farby i zapewne było to trochę wina Kumy. Głównie z tego powodu, że nigdy się z niczym nie spieszył, ale to miało się zmienić! Czas powrócić w chwale i z pieśnią Glorii na ustach, by w końcu spełnić się jako poszukiwać przygód! Tak jest proszę państwa, przechodzimy więc do... akcji!
-Mhm, racja - dodał już z lekkim znudzeniem w głosie, bo w sumie rozumiał o co chodzi, tylko że jakoś nie czuł tych całych wykopalisk. Czuł na sobie jej wzrok, lekko skinął jej głową na coś w stylu "Spokojnie chłopczyku, już idziemy". Kuma w swojej postawie przejawiał jedno - słabość, żałość i w sumie ciężko stwierdzić co jeszcze. Lekko przygarbiony, nieprzygotowany jak każdy szynobi na walkę, gdy tylko usłyszy najmniejszy szmer liścia targanego przez wiatr. Nie zachowywał czujności w takich sytuacjach, bo po prostu by zwariował prędzej niż zorientuje się że Atari nie jest jednak chłopczykiem. Ochrona kamulców i cały ten temat tym bardziej sprawił, że Kuma poczuł znudzenie. Co robić jak nie ma wyjścia? Skoro zaszli już tak daleko, to nie mieli wyjścia, musieli się z nim rozprawić.
-Kuroi Kuma - odpowiedział i uścisnął dłoń zleceniodawcy, którego imię było co najmniej dziwaczne - przynajmniej takie było wrażenie niedźwiadka.
-To się rozumie samo przez się - kiwnął głową będąc przygotowany na brak wynagrodzenia - chyba że zamordują staruszka na pustyni, zabiorą należną sobie zapłatę i zakopią go pod piaskiem, a to trudne nie będzie, bo ktoś tutaj kontroluje wielką kuwetę no jutsu. Ale to szczegóły, prawda? W każdym razie trzeba było czekać - znowu.
-To my tam poczekamy - rzucił Kuma i skierował się do wyjścia nie przepuszczając Atari w przejściu, bo przecież to chłopiec niech gania mu bo flaszkę, a nie wpycha się do przejścia. Tak też znaleźli się na dworze, we dwójkę, z masą niewykorzystanego czasu, by popędzić pod bramy miasta.
-Masz jakiś pomysł jak spędzić ten czas wolny? Nie sądziłem, że potrwa to aż tyle. Ty chyba też nie, hm? - po czym zaczął szukać po kieszeniach fajki i jej wnętrzności, by zaraz odpalić i oddać się nałogowi tak irytującemu, że aż przyjemnemu.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 471
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 20 cze 2018, o 15:43

Hejprzygoda! Krzyczące wnętrzności młodej podróżniczki już dawno przestały wygrywać znaną melodię. Rwące się serce uspokoiło się i zdawało przysypiać. Szczerze mówiąc Atari nie spodziewała się takiego obrotu spraw, gdy wspólnie z Kumą wybierali zlecenie spośród licznych zgłoszeń. Jakież ciekawe osobistości, wspaniałe przygody i niespotykane miejsca ominęły ich na rzecz posępnego dziada o wielkim zamiłowaniu do antyków. Nie było więc miejsca na przygodę, jedynie szara i smutna rzeczywistość od której tak bardzo młoda Sanada pragnęła uciec. Dla niej życie powinno przeplatać się między opowieściami o smokach i księżniczkach, między odkrywaniem starożytnych ruin pełnych skarbów i poznawaniem legend.
Smukła dłoń dziewczyny uniosła się do żelaznego uścisku, którym uraczyła gospodarza. - Atari Sanada - Z pełnych usteczek wypadły słowa równie suche co piach pustyni, zaś wypchnięcie z chłodnego sennego objęcia domostwa Atari przyjęła z wielką radością. Pierwszy raz w życiu cieszyła się na widok tak palącego słońca i rwącego gorącego powietrza. Właściwie można było śmiało stwierdzić, że młody umysł podróżniczki przysnął na tą chwilę i absolutnie wcale nie zarejestrował odbywającej się rozmowy ze zleceniodawcą - który w niej samej widział zagorzenie potencjalnego złodziejaszka. - Cóż za zrzędzący dziadek - Podsumowała wyciągając się niczym kot po długiej drzemce i wsunęła na swoją głowę bambusowy kapelusz. Szare oczy rozejrzały się po okolicy, która wydawała się mieć tak wiele życia, że w porównaniu dom zleceniodawcy był cmentarzem. Głos mężczyzny skutecznie wyrwał ją z daleko idących obserwacji i skupił na istotnym problemie - gdzie bowiem można spędzić tak wiele czasu. Dłoń dziewczyny przywarła do brody po to, aby palec wskazujący mógł wybijać monotonny rytm na dolnej wardze Atari. Zastanawiała się chwilę, ponieważ opcji było wiele. Był to jej pierwszy raz w pustynnym miasteczku, dla niej samej absolutnie wszystko było nowością i warte zwiedzenia. Od pięknych pustynnych kadrów, aż po egzotyczne - jak dla niej - dania. - Hmmm. Może mógłbyś mnie oprowadzić po Atsui Kuma-senpai? Kierowalibyśmy się w stronę bramy, a po drodze pokazałbyś mi wspaniałe miejsca jakie kryje raczy to palące słońce? - Spytała choć tak naprawdę błysk w jej oczach pełen ekscytacji i chęci poznania nieznanego był bezsporny. Dziewczyna nie czekając postąpiła śpiesznie przed siebie tonąc w uliczkach, szukając pięknych miejsc i obcych jej rzeczy. Godzina była jeszcze młoda, miała więc szanse zwiedzić naprawdę kawał Atsui. Naturalnie ciągnąc za sobą wszędzie wiecznie zmęczonego Kumę. Oj biedny z niego facet. Szukał spokoju, a natrafił na burzę zamkniętej w ciele dziewczyny wyglądającej jak chłopiec.


[z/t oboje]
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości