Szpital

Re: Szpital

Postprzez Yasuo » 3 lut 2018, o 01:17

Szpital był miejscem, do którego zapewne trafiała większość wojowników po walce w turnieju. Prawdopodobnie nie trafiali tam tylko ci potężni, którzy pokonali swojego przeciwnika, nie dając się trafić żadnym atakiem. Bardzo trudne zadanie, ale wykonalne przy niesamowitej przewadze zdolności. Tych zdolności jednak mi brakowało, więc i ja trafiłem do szpitala. Wkrótce też powinni przynieść tutaj nieprzytomną Megumi.
Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, od razu wszyscy się zorientowali o co chodzi. "Wszyscy" to znaczy personel szpitalny. Od razu rozpoznali we mnie uczestnika turnieju. Zwłaszcza, że strasznie mnie bolało i ciężko mi było chodzić. Adrenalina zeszła i czułem potworny ból w klatce piersiowej. Dobrze, że zostawiłem Megumi. Nie byłbym bowiem w stanie nawet jej tutaj przynieść. Z pewnością nie była ciężka, ale jednak ten ból... A tak nawiasem mówiąc, dziewczyna uważała się za grubą - ja o tym oczywiście nie wiedziałem - jednak w moim oczach wyglądała naprawdę atrakcyjnie i wcale taka nie była.
- Co Ci dolega? Jesteś uczestnikiem turnieju? - padło pytanie. Jestem... Nie... Już nie...
- Byłem. Przegrałem. Boli mnie klatka piersiowa.
- Rozumiem. Przykro mi. Zaraz się zajmiemy Twoim bólem.

Zaprowadzili mnie gdzieś do jakiejś sali i kazali zdjąć płaszcz i koszulę i położyć się na łóżku. Zrobiłem to. Moja klata wyglądała... strasznie. Zaczerwieniona i sina jednocześnie. Jak coś może być sine i czerwone jednocześnie? Hej! Nie byłem kobietą. Nie znałem się na kolorach, więc mogłem coś pomylić! No, ale wyglądało to paskudnie. Po chwili przyszedł lekarz i zaczął badanie. Dotykał mnie w tamtym miejscu i powodował ból. Ciekawa metoda badawcza. Nie ma co. No, ale wytrzymałem. Po pewnym czasie przedstawił diagnozę (nie wiem jaką, bo MG mi nie powiedział) i zabrał się za leczenie. Najpierw środki przeciwbólowe. Potem użył jakiejś medycznej techniki. Po pewnym czasie ból zelżał, no, ale ja musiałem jeszcze zostać w szpitalu. Tak mi powiedzieli. Niby na obserwację, żeby mieć pewność, że mój stan się nie pogorszy...

Czas leczenia: 4h
Link do zdarzenia: viewtopic.php?p=72750#p72750
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 933
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Szpital

Postprzez Megumi Ishida » 3 lut 2018, o 16:36

Dziewczyna otworzyła oczy w szpitalu, obróciła głowę na miękkiej poduszce i od razu zorientowała się że ramie które tak ja bolało było obandażowane. Dobrze że nie straciła ręki, bo to dopiero by była strata. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Niewielkie, była w nim sama, koło łóżka stała szafka, a o nią oparty ekwipunek. Jej ekwipunek jak zorientowała się patrząc na pochwę miecza. Wyjątkowy miecz który powinien zapewnić jej zwycięstwo. Miała nauczkę, następnym razem, po prostu po ludzku potnie przeciwnika tak żeby skomlał z bólu. A nie jakaś zabawa w pacyfistkę. Otarła pot z czoła, przerzuciła nogi na ziemię i pokierowała spojrzenie na szafkę nocną na której stał talerz z zimną płytą i chlebem. Zaburczało jej w brzuchu i rzuciła się na jedzenie jak by ją zagłodzili. Co prawda miała mało pojemny brzuch, i po połowie posiłku już była najedzona, ale na pewno i tak wszyscy będą myśleć że zeżarła jak prosiak ze 2 porcję i przy 3 wymiękła. Przeczesała ręką włosy i sięgnęła do złożonych ubrań. Ktoś je wyprał, i zaszył! Ucieszyła się niezmiernie, już się bała że będzie musiała sama szyć, a tego nie umiała. Po chwili wkroczyła do sali młoda na oko 30 letnia kobieta, z uśmiechem na ustach ją powitała wyrażając swoją radość że już wstała. Ile mnie nie było?zapytała z ciekawością w głosie. Tak z 3 godzinki, szybko odzyskałaś przytomność, została ostatnia rzecz. Muszę odwinąć ranę i ją opatrzyć.Jak powiedziała tak zrobiła, nałożyła jej na ranę zieloną papkę, dała lekarstwo w kieliszku do wypicia i właściwie pozwoliła jej iść do domu. Dziewczyna jeszcze chwilę posiedziała, a następnie ubrała się i wyszła.
Czas leczenia: 6h
Link do zdarzenia: viewtopic.php?p=72750#p72750[/quote][/quote]
z/t
Megumi Ishida
 

Re: Szpital

Postprzez Ame » 8 lut 2018, o 01:40

Ame już bez żadnych przeszkód w postaci lokalnych patologów trafił do szpitala. Cały czas mocno trzymał jeszcze lekko zabrudzoną lalkę pod pachą. Nie było takiej możliwości, że drugi raz da ją sobie wyrwać, zresztą kto by do tego teraz dążył, tutaj każdy ma swoje problemy. Jak znaleźć tutaj ośmioletnią, nieuleczalnie chorą dziewczynkę? Po korytarzu przewijało się sporo ludzi, ciężko będzie odszukać odpowiednią salę. Żadna z pielęgniarek nie chciała się zatrzymać, były zbyt zajęte swoimi obowiązkami, aby zwrócić uwagę na zagubionego chłopaka. Niebieskowłosy po dłuższej chwili zauważył coś na kształt recepcji. Postanowił, że próba pozyskania informacji w tym miejscu ma największy sens. Po krótkiej rozmowie z pracownikami dowiedział się między innymi, że na pierwszym piętrze na pewno jej nie znajdzie, gdyż są to sale operacyjne. Nie byli mu w stanie dać żadnej konkretnej wskazówki ze względu na chaos w papierologii. Jak zawsze pod górkę. Wiedział tylko tyle, że musi szukać na drugim piętrze. Przechadzając się przez białe, szpitalne korytarze z przytulanką w rękach zwracał na siebie uwagę. Zaczepiła go jedna z pielęgniarek, którą zainteresowała lalka. Z troską dopytywała o pacjetnkę, której chłopak szuka. Po krótkiej wymianie opisów samotnej pacjentki i poszukiwanej dziewczynki udało im się znaleźć pewne zbieżności. Już wiedział gdzie ma iść.
- Cześć! - rzucił wchodząc do pokoju.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 530
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 8 lut 2018, o 18:02

Pustka. Cisza. Spokój. Czy to mogło być realne? Czy cokolwiek w ogóle takie było? W końcu umysł podrzucał jej już tak wiele obrazów, że nie sposób było poznać, które z wizji przed jej oczyma były prawdziwe, a które tylko wymysłem, fikcją. Teraz jednak nie widziała właściwie nic, po prostu trwała. Myśli odbijały się echem dookoła, ale nie słyszała ani słów, ani nie potrafiła znaleźć w tym sensu. Czy jednak tak bardzo chciała go poznać? Nie. Teraz wolała dryfować w tej przyjemnej pustce, zamknięta w bezpiecznej bańce, przez którą nic nie mogło się przebić.
Co ty tu robisz? Nie powinno cię tu być - usłyszała nagle głos, orientując się, że leży na polanie, wpatrując się w błękit nieba. Letniego nieba. Nad sobą zaś miała zamazaną postać, z ust której wydobył się ów głos. - Spójrz na siebie. I ty niby jesteś Uchiha Sagisa? Patrz, do jakiego stanu się doprowadziłaś.
Zmrużyła oczy, próbując wyostrzyć obraz. Głos wydawał jej się dziwnie znajomy, choć nie potrafiła określić, do kogo należał. Dostosowała się jednak do polecenia i usiadła, przyglądając się samej sobie. Na rękach i ubraniu miała krew. Poderwała się z krzykiem, zaraz jednak została przyhamowana przez silne dłonie na własnych ramionach, które usadziły ją z powrotem na trawie.
To kolejna imaginacja, której dajesz się kontrolować. Dlaczego? Bo pozwoliłaś, by dyrygowała tobą przeszłość. Pozwoliłaś zdominować się bezpodstawnym lękom. Rozejrzyj się. W takim świecie chcesz żyć, Saga?
Ogień trawił zieleń dookoła, zmieniając ją w sczerniały popiół zalany szkarłatem. Słyszała własny krzyk, widziała siebie czołgającą się po ziemi z shurikenem wbitym w udo, za nią zaś podążał on - Kazuo. To było wspomnienie z tamtego dnia, wspomnienie koszmaru. Chciała się odsunąć, uciec, uścisk na ramionach jednak nie dawał jej tej możliwości.
To już było, skończyło się. Wiesz, co stało się potem i jakie były tego konsekwencje. Dlaczego więc uciekasz? Nie zmienisz przeszłości, pogódź się z nią. Nie pozwalaj jej dyrygować swoją przyszłością, bo zginiesz. Zginiesz i pociągniesz za sobą tych, których kochasz.
Obraz zniknął, a w zamian pojawił się kolejny - siostra niosąca ją na rękach przez całą osadę. Zaraz potem mignęły następne wizje. Tuląca ją po nocnych koszmarach Tensa, jej podkrążone oczy, zmęczenie i ból odmalowujące się na jej twarzy. Kłótnie rodziców, których głównym powodem była ona, ich krzyki, wyzwiska. Ostrze wakizashi przecinające powietrze, zbolała twarz ojca wytrącającego je z rąk oszalałej córki. Dwułezkowy sharingan siostry krzyczącej "Nie jestem Kazuo!", gdy zaatakowała ją na statku. Niepokój na obliczu Hayamiego, gdy wpadł do sali szpitalnej podczas jej porodu. Kolejny zbolały wzrok krótko obciętej jasnowłosej, która przyrównywała się do tropiciela. "Jestem jak on. Jestem nim."
Zacisnęła powieki, pod którymi wezbrały łzy. To wszystko stało się przez nią. To ona raniła swych najbliższych na każdym kroku. Poczuła szarpnięcie za ramię i została obrócona w miejscu. Teraz przed oczami miała własne oblicze, poznała wyraźnie długie włosy barwy krwi, rysy twarzy, spojrzenie stalowych tęczówek, w których teraz błysnął sharingan.
To nie czas na łzy, idiotko! Przestań w końcu robić z siebie ofiarę i żyj! Nie pozwól, by twój własny umysł cię zdominował! Odbierz mu władzę, jaką dały mu twoje lęki! Jesteś przecież Uchiha Sagisa! Jesteś Saga!
Słowa padały z jej własnych ust wypowiadane jej własnym głosem. Miała zdominować własny umysł? Jak niby miała to zrobić? Te myśli, wspomnienia... one ciągle wracały. Chciała spuścić wzrok, ale przeszkodził jej uchwyt na podbródku. Jej twarz została obrócona na bok, by w otaczającej ją pustce dostrzec postać bruneta. Mimo że miał zamknięte oczy, poznała go od razu, momentalnie napinając mięśnie.
On nie żyje. Od dawna. To tylko cień przeszłości, któremu dajesz pożywkę w postaci własnych lęków. Sama go takim stworzyłaś. Sama wykreowałaś tego potwora. Nie uważasz, że już czas, by odszedł wraz z tym niepotrzebnym strachem? To wytwór twojego zlęknionego umysłu. Pozwolisz, by TO dyrygowało twoim życiem?
- Nie... - szept mimo wszystko był słyszalny. - Mam dość ciągłego strachu...
Więc zabij ten lęk i zacznij w końcu żyć - odpowiedział jej własny głos, obracając ją ku sobie. - Nie jesteś już tą naiwną dziewczynką z Sogen. Przeżyłaś koszmar, ale masz w sobie siłę, by to przetrwać, by iść dalej. Bo musisz iść dalej. Pozwolisz, by twój syn stał się cieniem TEGO?
Podążyła wzrokiem za palcem wskazującym tropiciela. Mężczyznę, który wpatrywał się w nią swymi krwistymi ślepiami z tym cynicznym uśmiechem na ustach. Nie, Ryujin nie będzie jak on. Ona na to nie pozwoli. Pamiętała jeszcze słowa siostry o małym. "To właśnie ty możesz sprawić, że będzie kimś innym niż jego ojciec."
- Ryujin jest moim synem, nie jego - powiedziała pewnie, skupiając wzrok na brunecie, który przestał się uśmiechać. - Nikomu nie pozwolę zrobić z niego potwora takiego jak Kazuo.
Wstała powoli, acz pewnie, spojrzenie nadal mając utkwione w tropicielu, nie było w nim jednak lęku a determinacja. Kazuo również przez dłuższą chwilę jej się przyglądał, a potem uśmiechnął się pod nosem. Zwyczajnie, bez tej prześmiewczej nuty, do której zdążyła przywyknąć, którą sama wykreowała. A potem przymknął powieki, wsuwając dłonie w kieszenie ciemnych spodni, i... rozpłynął się w eterze. A ona poczuła dłoń własnego cienia na ramieniu.
Na ciebie też już przyszła pora. Nie możesz spędzić tu wieczności. Ktoś cię potrzebuje, prawda? Otwórz oczy, Sagisa. Otwórz oczy...

Otworzyła oczy, zamrugała. Z początku nie poznała miejsca, w którym się znajdowała. Rozpoznała jednak skomlenie, a to było najważniejsze. Uniosła się na łokciu, rozglądając po sali szpitalnej w poszukiwaniu swego maleństwa. Nie trudno było je znaleźć. Wstała powoli z łóżka, stawiając uważnie kolejne kroki w stronę kojca. Chłopczyk rozkopywał właśnie kocyk, którym został przykryty, domagając się innego źródła ciepła. Płomiennowłosa patrzyła na niego z lekkim uśmiechem na ustach, ostrożnie po niego sięgając. Pierwszy raz samodzielnie brała go na ręce i najzwyczajniej w świecie bała się, że zrobi mu przypadkiem krzywdę.
- No już, maleńki, jesteś przy mamie - szepnęła łagodnie, układając go we własnych ramionach. Wpatrywała się w jego różnokolorowe ślepka bez lęku, bardziej z miłością, a i on cały czas patrzył na nią. Dopiero gdy poczuła się nieco pewniej w chwycie, odeszła znad kojca, wracając na łóżko i usadawiając się na nim wygodnie. Wtuliła w siebie malucha, po chwili również go nakarmiła, nie spuszczając z niego wzroku ani na moment.
Jakiś czas później zajrzała do niej pielęgniarka, pytając, czy czegoś jej nie trzeba. Przyniosła jej lekki posiłek, który Saga wręcz pochłonęła, nie dała sobie jednak zabrać synka z rąk. Z pomocą kobiety po raz pierwszy zmieniła mu pieluszkę, pierwszy raz umyła, właściwie wszystko robiła pierwszy raz. Nikt jednak jej nie popędzał w kolejnych czynnościach, skupiając się bardziej na radach i konkretnych sugestiach. To było jej dziecko, więc naturalnym było, że sama będzie musiała się nim zająć, a nie miała przecież żadnego doświadczenia. Z wdzięcznością przyjmowała zatem każdy rodzaj pomocy, dziękując za wsparcie i życzliwość.
Wkrótce znów została sama ze swym maleństwem, układając je przy własnym boku. Właściwie dopiero w tej chwili zauważyła notatnik leżący na stoliku obok. Ryujin zdążył już zasnąć, więc sięgnęła po notesik, otwierając go następnie na przypadkowej stronie. Od razu rozpoznała pismo.
- Nee-san... - wyrwało jej się cicho, a moment później przypomniała sobie, co takiego mówiła jasnowłosa, gdy ją ostatni raz widziała. Przeszłość spisana na kartach tego notatnika, który chciała spalić, ale ostatecznie wręczyła jej. Dobrze pamiętała, jak często sięgała po tę małą książeczkę, zapisując w niej różne rzeczy, pomysły, spostrzeżenia. Dla niej notes był niczym mały pamiętnik. Kiedyś obiecała sobie, że odkryje, co skrywają te kartki pełne odręcznego pisma siostry, nie sądziła jednak, że stanie się to w takich okolicznościach. Tensa zostawiła w jej rękach swoją przeszłość, dając jasno do zrozumienia, że odchodzi. Jak więc miała czytać jej zapiski bez łez w oczach?
Zamknęła notes z cichym trzaskiem, odkładając go na powrót na stolik przy łóżku. Przetarła wilgotne powieki wierzchem dłoni i odetchnęła głębiej. Nie była na to gotowa, jeszcze nie. Sama musiała poukładać sobie w głowie własną przeszłość, dopiero wtedy może brać się za cudzą. Ułożyła się wygodniej na poduszce, całą uwagę poświęcając śpiącemu synkowi. Teraz on był ważny, on był jej światłem, jej małym aniołkiem. W tej chwili nic innego nie powinno się dla niej liczyć. Nic poza Ryujinem.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Kaito » 8 lut 2018, o 20:26

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
11/15



Na szczęście nikt już lalki z rąk Ame nie chciał wyrywać, a chłopak po wejściu do szpitala mógł się skupić wyłącznie na poszukiwaniach wnuczki Kimiko. Jak się jednak okazało, nie było to wcale takie proste zadanie – budynek szpitalny był przecież przeogromny i chodzenie po korytarzach na ślepo było praktycznie jak szukanie igły w stogu siana. Kantańczyk starał się uzyskać informację od którejś z przechodzących pielęgniarek, ale niestety bez rezultatu. To prawda, że były one zajęte, ale niektóre nawet na sekundę się zatrzymały. Odchodziły szybko, bo skoro i tak nie miały pojęcia o kim mowa (najpewniej nie były one przydzielone akurat do tej pacjentki), to szkoda był im marnować czas, który mogły poświęcić innym chorym osobom.
Wreszcie młody Hozuki dostrzegł recepcję i to tam postanowił się udać. Początkowo pani za ladą pytała go, kim jest dla Aoi Himury, czy jest on jej rodziną, ale sama się zreflektowała, przypominając sobie po chwili o liście od Kimiko. Kazała Ame poczekać, aby jeszcze potwierdzić swoje przypuszczenia. W końcu znalazła wiadomość, w której rzeczywiście pani Himura informowała szpital, że w najbliższych dniach, przez wzgląd na jej zły stan zdrowa oraz nieobecność ojca dziewczynki w Hanamurze, przyśle do wnuczki kogoś spoza rodziny. Kobieta z recepcji dopytała jeszcze niebieskowłosego chłopaka czy to właśnie on jest wspomnianą osobą z ogłoszenia, i chociaż nie miała na to jakiegoś niezbitego dowodu, postanowiła zaufać swej intuicji. Na tyle na ile była w stanie, udzieliła mu pewnych wskazówek. Na tyle na ile mogła, bo bałagan w dokumentacji faktycznie nie pozwalał jej odszukać odpowiedniej karty. Niby zapewniła Ame, że jeśli tylko ten poczeka, to na pewno uda jej się ją odnaleźć. Nie potrafiła jednak przy tym powiedzieć jak wiele czasu jej to zajmie, dlatego najwyraźniej Kantańczyk zdecydował się samodzielnie poszukać Aoi. Wiedział już, że powinien zacząć od drugiego piętra, a to na pewno był już niezły punkt zaczepienia.
Gdy osiemnastoletni Hozuki znalazł się już na właściwej kondygnacji, pomiędzy nim a jedną z pielęgniarek wywiązała się zupełnie przypadkowa rozmowa. Okazało się, że wiedziała ona o kim mowa, więc pokierowała chłopaka do sali na końcu korytarza. Ame od razu wszedł i przywitał się z leżącą tam dziewczynką. Wyglądała ona dokładnie tak jak opisywała to pani Himura, nadto wyglądała naprawdę uroczo – niczym aniołek opatulony w białą, szpitalną kołdrę. Można było jednak dojrzeć już po jej twarzy, że jest bardzo słaba. Jej skóra nie wyglądała zdrowo, a oczy były posinione i podkrążone.
- Cześć. Kim jesteś? – Mała od razu przywitała się ze swoim gościem, choć nic dziwnego, że nie miała pojęcia z kim ma do czynienia. Widziała Hozukiego po raz pierwszy w życiu, a bardzo prawdopodobne, że przy takim chaosie w szpitalnej papierkologii nikt nie poinformował jej o możliwości przybycia kogoś spoza rodziny. Nagle jednak oczka dziewczęcia się zaświeciły.
- To lalka od babci? – Zapytała z nadzieję w głosie, a na jej twarzyczce pojawił się nawet ledwie widoczny uśmiech. Najwyraźniej nie była to nowa zabawka, a taka, którą Aoi kojarzyła już ze swojego domu rodzinnego. Poza lalką ośmiolatka zauważyła także brzeg torby Ame i najpewniej rękawiczki z blaszkami.
- Wow, też jesteś shinobim? – Tym razem mruknęła ni to zachwycona, ni to wystraszona. Prawdopodobnie tata zdążył już jej wyjaśnić na czym polega bycie ninja, ale jakie dziewczynka miała poglądy na ich temat (o ile w ogóle można było mówić o poglądach ośmioletniego dziecka?) trudno było już stwierdzić.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Ame » 8 lut 2018, o 22:07

Naciskając na klamkę nie wiedział czego ma się spodziewać. Pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu odwiedzał nieznajome dziecko w szpitalu. Zanim wszedł, trochę poprawił swój wygląd, otrzepał się z kurzu i pyłu, którego trochę na nim osiadło podczas szarży na dwóch wyrostków. Tłumaczył to tym, że nie chciał przestraszyć dziewczynki. Tak na prawdę odczuwał sporą tremę związaną z tą wizytą. Kompletnie nie wierzył w swoje możliwości na tym polu. Bał się, że strzeli jakąś gafę. No nic, nie jest kotem i nie może się wiecznie doprowadzać do porządku. Po wejściu do sali nawiązał kontakt wzrokowy z pacjentką. Nie ma mowy o pomyłce. Ośmiolatka o blond włosach była zawinięta w białą kołdrę. Wyglądała jak malutka gąsieniczka w kokonie. Nawet urocze, jednak uroku definitywnie odejmowała jej choroba. Podkrążone i sine oczy oraz blada skóra świadczyły o tym, że od dawna nie wstała ze szpitalnego łóżka. Nieśmiało się z nią przywitał po czym podszedł trochę bliżej. Dziewczynka nie przestraszyła się go ani trochę, co było dobrym znakiem. Poznała swoją lalkę.
- Tak, twoja babcia mnie przysłała. Nazywam się Ame, miło cię poznać, Aoi! - powiedział wręczając jej przytulankę. Dziewczynka przytuliła się do swojej zabawki. Młodzieniec miał wrażenie, że zrobił coś dobrego i nawet na chwile zapomniał, że tak na prawdę zapłacą mu za przebywanie w tym miejscu. To przykre, że coś takiego przytrafia się takiemu aniołkowi a nie debilom z czarnego dystryktu... albo bandziorom napadającym dzieciaki po parkach. Mimo zmęczenia pacjentka zauważyła, kilka charakterystycznych przedmiotów u niebieskowłosego.
- Tak, jestem shinobi. Zupełnie jak twój tata. - potwierdził jej obserwacje. Uśmiechnął się do niej ciepło po czym potargał jej włosy, które i tak były już w lekkim nieładzie.
- Może mi o nim opowiesz? - próbował zacząć obiecaną rozmowę i przy okazji czegoś się dowiedzieć. - Może potem pokaże ci jakąś technikę albo dwie! - obiecał.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 530
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Kaito » 8 lut 2018, o 23:55

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
13/15



Ponownie można by było wrócić do tego samego tematu – zaniesienie lalki do szpitala, niby takie proste zadanie, prawda? A jednak tylu już zrezygnowało, a nawet Ame, który zdecydował się starszej kobiecinie pomóc, nagle przed wejściem do sali szpitalnej poczuł się niepewnie. Nie było w tym jednak pewnie nic dziwnego. Pani Himura dość szczątkowo wspomniała o chorobie wnuczki, więc młody Hozuki nie miał pojęcia, jakiego widoku może się spodziewać.
Na szczęście nie było tak źle. Ośmioletnia dziewczynka wcale nie była przerażona, a nawet pomimo widocznych skutków choroby i osłabienia i tak wyglądała uroczo.
- Ame… Ładne imię. – Mruknęła ni to do siebie, ni to do niebieskowłosego chłopaka. Zaraz po tym na chwilę zamilkła, przytulając się do swojej lalki, którą także dokładnie obejrzała. Dziewczynka nie była ślepa i widziała, że zabawka jest ubłocona, ale wcale tego Hozukiemu nie wyrzucała. Była po prostu wdzięczna, że wreszcie ktoś ją odwiedził i przyniósł jej przy okazji taki prezent. Szkoda, że dwaj gówniarze z Czarnego Dystryktu nie mogli tego zobaczyć, bo być może taki widok cokolwiek poprzestawiałby w ich głowach. Niestety, życie było niesprawiedliwe. Taki aniołek jak Aoi musiał cierpieć, a te dwa wymoczki biegały po ulicach, zatruwając życie innym. Na niektóre zrządzenia losu nie miało się jednak żadnego wpływu.
- Oh. – Kiedy mała usłyszała o tacie na chwilę posmutniała, ale starała się tego za bardzo po sobie nie pokazywać.
- Babcia ci o nim opowiadała? Pewnie jest na jakiejś ważnej misji, prawda? Dlatego nie przyszedł? – Dodała po chwili, chcąc się upewnić, że ojciec o niej nie zapomniał. Miała z nim naprawdę dobry kontakt i mimo że nikt jej niczego nie mówił, domyślała się, że musi być gdzieś poza granicami Hanamury. Gdyby był na miejscu, z pewnością siedziałby razem z nią w szpitalu. Mimo wszystko Aoi chciała się upewnić, usłyszeć od kogoś, że tak jest w rzeczywistości.
- Tata jest kochany! Jak tylko jest w wiosce, to zabiera mnie na ramen. Rzucałam z nim raz nawet shurikenami! – Mała Himura ponownie się rozbudziła, ciesząc się, że może komuś poopowiadać o swoim ojcu. Była podekscytowana także tym, że Ame zaproponował, iż pokaże jej później jakieś techniki. Dziewczynce tego rodzaju sztuczki demonstrował nieraz jej ojciec, dlatego miło jej się taki sposób spędzania czasu kojarzy. Pewnie gdyby nie stan zdrowia, Aoi poszłaby w ślady Goro, a tak… Musiała jakoś pogodzić się ze swoim losem, dostrzec małe plusiki w obecności młodego Hozukiego w sali. I tak właśnie było, bo mała nieźle się rozgadała. Opowiadała chłopakowi o przeróżnych spotkaniach, zabawnych perypetiach z tatą.
- I wtedy… – Chciała zacząć kolejną historię i pokazać Ame jakiś konkretną sytuację. W tym celu wstała z łóżka, ale kiedy tylko postawiła stopę na posadzce, padła na ziemię jak długa. Straciła przytomność.

Szczęście w nieszczęściu, że do sali akurat weszła pielęgniarka, z którą niebieskowłosy Kantańczyk wcześniej rozmawiał.
- Niech pan poczeka na korytarzu. – Zarządziła tylko, bo jedyne co Ame mógł tutaj zrobić, to przeszkadzać. Nie znał się przecież w ogóle na medycynie. Pielęgniarka wezwała pomoc, a także starała się przywrócić funkcje życiowe. Kiedy to się wstępnie udało, wraz z innymi medykami przenieśli Aoi do innej sali, najwyraźniej na oddział przeznaczony dla cięższych przypadków.
Hozuki dość długo musiał na korytarzu czekać, jednak wreszcie wyszła do niego znajoma pielęgniarka.
- Dzisiaj już pan z Aoi nie porozmawia. To spotkanie chyba za bardzo ją wymęczyło. Proszę jednak przekazać pani Himurze, że opanowaliśmy sytuację i jej stan jest stabilny. – Poinformowała chłopaka, choć jej mina wcale nie przejawiała zbyt dużego optymizmu. Cóż, każdy wiedział, że Aoi jest nieuleczalnie chora i kiedyś nastąpi ten dzień, kiedy będzie się trzeba z nią pożegnać. Mimo wszystko na razie udało się jednak ustabilizować jej stan i z takich małych sukcesów też należało się cieszyć.
- I dziękuję, że pan przyszedł. Mimo wszystko, potrzebowała tutaj jakichś odwiedzin. – Dodała jeszcze zgodnie ze swoimi przekonaniami. Być może spotkanie nie do końca pozytywnie wpłynęło na stan zdrowia pacjentki, ale ta przynajmniej mogła spędzić przyjemnie parę chwil. A nie oszukujmy się, że przy jej chorobie takie chwile były na wagę złota.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Ame » 9 lut 2018, o 02:55

Dziewczynka była na prawdę sympatyczna. Wydawało się, że nawet odwiedziny kogoś nieznajomego ją uszczęśliwiają.
- Dziękuję! - odpowiedział na komplement dotyczący jego imienia, chociaż jemu samemu nie wydawało się jakoś nadzwyczajne. Dziewczynka posmutniała na wzmiankę o swoim ojcu, ech chyba kiepsko zaczął. Trzeba to jakoś wyprostować.
- Tak, jest na misji, dlatego dzisiaj go tutaj zastępuję. - Wyjaśnił. - To wspaniale! Też z chęcią zabrałbym cię na ramen, na pewno wyjdzie taniej niż z moim bratem! - od tej pory już się nie wtrącał w rozmowę, dawał się jej wygadać za wszelkie czasy. Aoi wyglądała na bardzo podekscytowaną, z zapałem opowiadała o swoim ojcu, o rzucaniu shurikenami, o wspomnieniach z nim związanymi. Ani razu nie wspomniała o swojej matce. Musiała umrzeć niedługo po jej narodzinach, gdyż ani pani Himura ani jej wnuczka nie powiedziały o niej ani słowa. Ame od czasu do czasu uśmiechał się życzliwie i przytakiwał, zaś dziewczynka nadawała jak katarynka. Do tej pory nie rozumiał dlaczego wszyscy miejscowi nie podjęli się tego zadania, nie licząc oczywiście tego, że większość to zwyczajne patusy. Wszystko szło dobrze, dopóki pacjentka nie próbowała wstać i nie padła przy tym na podłogę. Potem sprawa potoczyła się szybko. Zaaferowana pielęgniarka, która akurat wpadła do sali rzuciła się jej na pomoc, Hozuki nie miał za bardzo pojęcia o medycynie, więc zdecydował się wyjść, żeby chociaż nie zawadzać. Wiedział o tym zanim w ogóle go wyprosili. Czekając na korytarzu zobaczył jak przenoszą Aoi gdzie indziej. Kiedy personel opanował sytuację, podeszła do niego znajoma pielęgniarka, która poinformowała go o stanie ośmiolatki oraz podziękowała za odwiedziny. Niebieskowłosy rzucił przy tym tylko kilka grzecznościowych, nic nie wartych zwrotów. Pożegnał się i ruszył w kierunku wyjścia, teraz musi zameldować o wszystkim swojej zleceniodawczyni.

Gdy wrócił do domu pani Himury po prostu wszedł jak do siebie - w końcu staruszka i tak oczekiwała jego powrotu i miała czekać z herbatką, na którą Ame szczerze liczył. Wygodnie rozsiadł się w fotelu i poinformował ją o przebiegu wizyty.
- Pani wnuczka to przemiłe dziecko, ucieszyła się z lalki, bardzo dużo opowiadała o swoim ojcu. - wyliczał opowieści Aoi, żeby staruszka miała pewność, że wykonał zlecenie, a nie pozbył się lalki i pokręcił się przez godzinę po mieście. Popijał herbatkę licząc na to, że Kimiko sama będzie pamiętała o tym, że nie zrobił tego za darmo i nie będzie musiał zachować się nie taktownie i jej o tym przypominać... chociaż dopuszczał do siebie taką możliwość. Dodał tylko, że stan dziewczynki jest stabilny. Pominął to co wydarzyło się na sam koniec wizyty. Nie ma sensu dodatkowo martwić starszej pani.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 530
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Kaito » 9 lut 2018, o 14:26

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
15/15



Nie należało się dziwić, że Aoi była szczęśliwa. W końcu zwykle przesiadywała w szpitalnej sali sama. Niekiedy przychodziła do niej jakaś pielęgniarka, porozmawiały nawet chwilę, ale nie oszukujmy się, jak długo można było oglądać same osoby w białych kitlach? Obecność kogoś z zewnątrz, kogoś takiego jak Ame, przynajmniej przez jakiś czas pozwoliło dziewczynce zapomnieć o swojej chorobie.
Kantańczyk zauważył, że mała pacjentka mówiła tylko o swoim ojcu. Domyślił się, że mama musiała umrzeć niedługo po jej narodzinach, i rzeczywiście tak było. Chłopak nie miał jednak okazji potwierdzić tej informacji, bo przecież nie wypadało wypytywać o tak smutne rzeczy. Zresztą… czy było to konieczne? Niektórych rzeczy nie trzeba było wiedzieć, wystarczyły takie właśnie przypuszczenia.
Tak czy siak spotkanie z Aoi dobiegło końca. I chociaż nie wszystko ułożyło się tak dobrze, to jednak szybka reakcja pielęgniarek i medyków pozwoliła uniknąć tragicznych wydarzeń. Natomiast trzeba było powiedzieć, że wizyta Ame z pewnością podbudowała dziecko na duchu, a każdy przecież potrzebował nieraz towarzystwa, chciał się najzwyczajniej w świecie wygadać.

Kiedy młody Hozuki został poinformowany o stabilnym stanie zdrowia pacjentki, a także oddelegowany ze szpitala, od razu podążył do mieszkania pani Himury, żeby zdać relację ze szpitalnych odwiedzin. Kobieta była naprawdę ciekawa jak wszystko się potoczyło, ale zanim wypytała o to chłopaka, rzeczywiście przyrządziła obiecaną mu wcześniej herbatę. Poczęstowała go gorącym napojem, a także pozwoliła się rozsiąść w tym samym, wygodnym fotelu.
- Oh, tak… Aoi i jej ojciec są naprawdę zgranym duetem. Mam nadzieję, że Goro niedługo wróci. – Staruszka powiedziała z delikatnym uśmiechem, gdy Ame wspomniał o wszystkich historiach, które dziewczynka opowiedziała mu w szpitalu. Kimiko nie ujęła tego w swej wypowiedzi, ale w gruncie rzeczy liczyła na to, że Goro zdąży powrócić do Hanamury nim stan jego córki ulegnie znacznemu pogorszeniu. A niestety, była to wyłącznie kwestia czasu.
- Cieszę się, że się zgłosiłeś i że ją odwiedziłeś. – Dodała jeszcze wyraźnie zamyślona, po czym nalała do kubków herbaty. Upiła łyczka i wyciągnęła z torebki sakiewkę. Odłożyła 250 ryo na stół, pokazując Ame, żeby je przyjął.
- To dla Ciebie, naprawdę sobie na to zasłużyłeś i nie wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczna. Jak tylko będziesz miał ochotę, zapraszam na kubeczek herbaty. – Po tych słowach Hozuki mógł zauważyć, że Kimiko jest już trochę zmęczona. Cóż, miała dzisiaj mnóstwo wrażeń, nawet jeśli to nie ona osobiście postawiła nogę w budynku szpitala. Chłopak otrzymał swoje wynagrodzenie, więc mógł tylko dopić herbatkę i z poczuciem satysfakcji powrócić do domu… czy gdziekolwiek indziej zamierzał.

zt.

Misja zakończona sukcesem:
+ 1D
+ 20 PH
+ 250 Ryo
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yōsuke » 9 lut 2018, o 16:33

Opowiedzieć o staruszku? Co ja mam mu powiedzieć? Że uczył mnie walczyć, trenować i w ogóle, i w ogóle? Jejku. Jestem zmęczony, a on jeszcze wymaga tyle ode mnie. Masaaaaakra. Ale dobrze. Opowiem mu co nieco. W końcu go to zaciekawiło. Nie zrobię mu tej przykrości, bo wyjdę na złego kuzyna, co zaczyna o czymś mówić, a potem nagle przestaje, bo mu się nie chce.

- Wiesz. Nie pamiętam do końca drogi tam. Nie pamiętam nawet, czy mnie znalazł, czy sam do niego jakimś cudem trafiłem, czy może ktoś mnie do niego zaniósł. Co, jak co, ale drogi nie pamiętam.. Ogólnie nie pamiętam tamtych dni, kiedy się pałętałem. Uciekłem z domu, wiesz. Młody i głupi. Ale nie żałuję tego. W końcu gdyby nie to.. Nie byłbym sobą, nie? Pewnego dnia obudziłem się u niego w domu, byłem wystraszony… Ale on czekał na mnie z jedzeniem i zapytał się “Hej, może jesteś głodny?”, no a co ja mogłem zrobić? Byłem strasznie głodny, nie mogłem odmówić. Nie jadłem wtedy wiele dni. A jak już coś piłem to wodę z kałuży co najwyżej. No nieważne. Z początku się go bałem. Stary dziad, sobie mówiłem w głowie, pewnie coś mi zrobi.. - cholernie się myliłem. Ten człowiek to ktoś bez kogo zapewne nie poradziłbym sobie wtedy - Ale co się okazało? Że chciał mi pomóc. Wiedział, że nic nie pamiętam. Wypytywał się mnie o wszystko, chciał znaleźć rodziców, żeby im powiedzieć, że nadal żyję, że nic mi nie jest i, że przy pierwszej lepszej okazji mnie odstawi. Ale nic się nie udawało. Próbował, ile się dało. Parę tygodni, ale nadal nic. W końcu poddał się z tym pomysłem. Pozwolił mi zostać u siebie, no i trenować. Znaczy on mnie trenował. Generalnie z tego, co mi opowiadał to był jakimś tam kozakiem. Nie pamiętam, kim tam był, ale teraz pracuje w straży! Jest jakimś tam.. Kimś tam. No ważny jest. Ale kontynuując. Nauczył mnie walczyć, wiesz. Muszę to ćwiczyć, ale znam podstawy, więc i bronić się potrafię i uderzyć umiem, czy przeciąć. Ale do samurajów to mi daleko. Chociaż wiesz, staram się nadrobić. Staruszek wyczaił, że jest we mnie coś innego. Że ogarniam trochę bardziej te wszystkie jutsu od tych zwykłych shinobi. Wiesz, niby łapię wszystko szybko, ale przede mną długa droga.. Potem Ci pokażę, co umiem. Jak będzie czas. Naprawdę. Szczena Ci nie opadnie. Ot ogień z gęby, takie głupoty. Nie jestem jakimś specjalnie uzdolniony, wielkich umiejętności nie mam. Takie podstawy, które pozwolą mi przeżyć. To wszystko. - zakończyłem długie opowiadanie blisko budynku szpitala. Kiedyś opowiem mu to wszystko nieco bardziej szczegółowo. Teraz nie było na to czasu, ani sił.

Pozwoliłem Hayamiemu prowadzić mnie po korytarzach. W końcu to on znał drogę. Zapytał się pewnie albo coś. Nie wiem.
- Wiesz. Jak coś to ja się nie odzywam, bo nie mam siły. Łeb mnie boli - uprzedziłem w razie czego, gdyby jego wybranka nie podpasowała mi w jakikolwiek sposób. Ale wydaję mi się, że skoro on ją kocha to z pewnością nie będzie taka zła, nie?
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 9 lut 2018, o 19:38

Szli dość szybko, kierując się do szpitala, chcąc znaleźć Sagisę i jej syna. W tym wszystkim, w tym chaosie wydarzeń, a w drodze Yosuke opowiadał o swojej przeszłości. Więc chłopak był...inny. Lepszy od Hayamiego, Takashiego, Hajime? Może dlatego ojciec go wybrał, zauważył? Nie, nie chodziło tu o to, przecież każdy rodzi się inny - i ty o tym wiesz, Hayami, widziałeś przecież tak wiele odmienności w ludziach, niezależnie od tego, czy byli shinobi, czy rodzili się w samurajskich, szlachetnych rodach. W końcu taka Chise, niewidoma od urodzenia, ociemniała, walczyła kilkoma mieczami, tym swoim tanecznym stylem, przypominającym płynny, romantyczny taniec, subtelne opadanie płatków wiśni z drzew. To przypominało rozkwit wiosny, powstającej z ukrycia, delikatnej, królowej nowego życia i nowej rzeczywistości.

Czy to było...przebudzenie?
Może.

Za ladą recepcji znajdowała się senna, młoda i całkiem ładna kobieta. Wyglądała na bardzo zmęczoną. Jeszcze tylko chwila, jeszcze moment i będzie mogła wrócić do domu...Ale chociaż będzie mogła spławić tych ludzi. Jeden z nich miał długie, kasztanowe, w odpowiednim świetle czerwonawe, drugi zaś przypominał lwa. Bardzo, bardzo sennego lwa.
W obu tych mężczyznach - czy raczej młodzieńcach - było coś, co kazało recepcjonistce wyciągnąć zmęczone usta w usłużnym, dość sztucznym zresztą
uśmiechu.
-Taak, czym mogę panom służyć?-spytała, usilnie usiłując stłumić przeraźliwie szerokie ziewnięcie. Hayami uśmiechnął się delikatnie, słysząc i ton kobiety, i marudną wymówkę Yosuke.

Swój ciągnie do swego, co, kuzynie?

-Szukam Sagisy Uchiha. Jestem ojcem jej syna-powiedział spokojnie. Recepcjonistka zrobiła wielkie oczy i już miała coś powiedzieć, ale ubiegła ją druga kobieta, pielęgniarka w białym kitlu, szczupła brunetka, mówiąc chłodno:

-Tędy proszę, Akodo-san. Przy okazji, pan doktor chciał później z panem porozmawiać.

Hayami skinął głową, po czym obaj ruszyli za pielęgniarką aż do sali. Kiedy kobieta odeszła, pchnął drzwi, a następnie wszedł do środka, pozwalając, by Yosuke zamknął za sobą drzwi i siadł na krześle. Sam stanął przy łóżku ukochanej.

-Przepraszam, że zeszło mi tyle czasu-westchnął przepraszająco.-Najpierw walczyłem z Sanadą Atari z Teiz, potem spotkałem po drodze dawno niewidzianego kuzyna, no i tak zeszło...Och, właśnie, powinienem was sobie przedstawić. Moja...ukochana, Sagisa, mój kuzyn, Yosuke. Yosuke jest shinobi, jak widzisz, a jesteśmy ze sobą spokrewnieni przez naszych ojców. Ojciec Yosuke i mój ojciec byli bardzo bliskimi krewnymi, a kuzynek spędził nawet dwa lata w naszym domu. Nie spotkałaś go, bo...cóż, na wakacje wracał do swojego opiekuna w Sogen, a potem nasze rodziny bardzo ostro się ze sobą pożarły i w efekcie rodzice zerwali ze sobą kontakty, a ja już potem nie widziałem Yosuke aż do teraz...

Pokiwał głową, przypominając sobie tamten czas, tamtą historię opowiadaną przy przybladłym świetle lampionów, gniewne głosy, awanturę, przewróconą w ferworze kłótni świecę i przerażenie matki, kiedy stare meble prawie zajęły się ogniem. Tak samo spłonęły mosty. Rodzice Yosuke - ich nazwisko, jeśli w ogóle ktokolwiek je znał - zginęło w niepamięci. Matka raczej nie znała tych ludzi, wówczas, w dzieciństwie, zbyt zajmowała się domem i ukrywaniem sekretów, a ojciec...Po pierwsze, martwi dobrze strzegą swoich sekretów. Po drugie, mimo wszystko był samurajem. I wolał nie przyznawać się do pokrewieństwa z rodem shinobi, jakikolwiek on by nie był. Ot, ludzka pycha; jedni przyznawali się do swoich utalentowanych krewnych i byli z nich dumni, inni ich odrzucali, wymazywali ich twarze z rodzinnych portretów. Tak przecież było prościej: udawać, zapominać, pozwalać im odlatywać. Jak jaskółkom.

-Tak, czy inaczej, zabiorę cię teraz do ryokanu. Tam na ciebie czeka wygodny futon, ja prześpię się na podłodze, a Yosuke weźmie drugi. To będzie najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza, że cię tak cholernie łeb boli-uśmiechnął się do czerwonowłosego, sprzedając mu z uśmiechem sójkę w bok.-Masz tak cholerne migreny, kuzynku, że przyda ci się pospać na czymś tradycyjnym. I taaak, wieeeem, spałeś na podłodze, nie muszę się fatygować i tym podobne, ale doskonale wiesz, że jesteś tu gościem. A goście i urocze mamy mają tu większe prawa. Pokój opłacony na dwa tygodnie, zobaczymy, ile tu jeszcze zostaniemy. Może wezmę na szybko przed wyjazdem jakieś zlecenie.
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 9 lut 2018, o 21:02

Czas powoli mijał, dzień upływał, a ona czekała. Wiedziała, że siostra nie wróci, w końcu zostawiła w jej rękach swoją przeszłość, chcąc zacząć od nowa. Nadal uważała, że jest przyczyną pogarszającego się stanu psychicznego płomiennowłosej, że zamiast być jej aniołem zmieniła się w demona. Saga nic nie mogła na to poradzić, więc nie robiła nic. Notatnik dalej leżał na stoliku obok, ona jednak nie miała odwagi zaznajomić się z jego treścią. Siedziała zatem z dzieckiem w ramionach i obserwowała ptaki na pobliskim drzewie, gdzie też uwiły sobie gniazdko.
Zmierzch zdążył już zapaść, a ona nadal patrzyła gdzieś za okno, jakby właściwie zapomniała, co chciała tam zobaczyć. Poza liśćmi poruszanymi przez wiatr nie było tam nic ciekawego już od dłuższego czasu. Poczuła niespokojny ruch we własnych ramionach i przeniosła spojrzenie na Ryujina, który właśnie skończył posiłek i ją o tym poinformował. Okryła zatem własną pierś i poprawiła maleństwo w ramionach, patrząc na nie z miłością i troską. Wtedy też ktoś otworzył drzwi.
Poznała Hayamiego od progu, nie znała jednak jego czerwonowłosego towarzysza. Spojrzała pytająco na samuraja, który zaraz zaczął się tłumaczyć ze spóźnienia. No tak, turniej. Podobnie jak Tensa był jednym z uczestników, podobnie jak ona obiecał wygrać go dla niej. Cóż jednak warte były teraz te wszystkie obietnice? Nawet te wypowiadane przez nią samą nie miały pokrycia w rzeczywistości. Zwykłe słowa puszczone na wiatr...
- Miło mi poznać, Yosuke-kun - skinęła głową w jego stronę, gdy zostali sobie przedstawieni, gdy jednak Akodo zaczął jej opowiadać o powiązaniach rodzinnych z kuzynem, tylko westchnęła. - Hayami, za dużo gadasz...
W jej głosie słychać było zmęczenie, a może raczej znużenie? Sama już nie wiedziała, co dominuje. Rozumiała, że obaj młodzieńcy dawno się nie widzieli i szatyn w znany jej sposób przeżywał ponowne spotkanie. Znała go, wiedziała, jaki jest, jaki może być. Nie widziała jednak sensu w tym monologu, po prostu. Zawsze wolała poznawać ludzi sama, bez tych wszystkich przypisanych przez ludzi nalepek w stylu "urodził się tu i tu", "jest taki i taki". Jeśli Yosuke będzie chciał, sam o sobie opowie, ona nie musiała znać jego życiorysu. To nie było jej do niczego potrzebne.
Hayami kontynuował przedstawienie najbliższych planów, a te były dość proste i oczywiste - powrót do ryokanu. Oczywiście musiał brać pod uwagę, że wynajęty przez nich pokój przeznaczony był dla dwóch, nie trzech osób, a już się zobowiązał przygarnąć kuzyna na noc. Właściwie to nawet nie spytał jej o zdanie, jakby było ono warte tyle co nic. Nie miała ani sił, ani ochoty na sprzeczki, więc nie poruszyła tego tematu. Jakoś przeboleje nocleg z zupełnie obcym mężczyzną gdzieś w pobliżu.
- Równie dobrze możemy poprosić obsługę o dodatkowy futon - wtrąciła w zamian, wstając powoli z łóżka. - Raczej nie powinno być z tym problemu. Chociaż nie wiem, czy płaczące po nocach dziecko będzie dobrym lekarstwem na te bóle głowy. Może po prostu przeniosę się do osobnego pokoju, o ile będzie taka możliwość...
Przeszła z małym kilka kroków w stronę kojca, gdzie go ułożyła mimo protestów, przykrywając delikatnie kocykiem. Po chwili wróciła i sięgnęła do szafki przy łóżku, gdzie starannie ułożone były jej ubrania oraz kabura z bronią. Wyciągnęła spodnie, koszulę z długim rękawem, a także bieliznę, resztę zostawiając na razie na miejscu, i wyprostowała się.
- Panowie wybaczą na moment, ale jeśli mamy gdzieś iść, to muszę się przebrać - stwierdziła po prostu, w końcu było to rzeczą oczywistą, że nie wyjdzie w szpitalnej koszuli, którą miała na sobie. - Hayami, przypilnuj przez chwilę małego, dobrze? - poprosiła jeszcze, po czym skierowała się do łazienki.
Doprowadzenie się do stanu używalności nie zajęło jej wiele czasu. W miarę szybko się ogarnęła i ubrała, wychodząc po niecałych dwóch, może trzech minutach. Od razu przeszła w stronę łóżka, pakując ostatnie rzeczy. Trochę dziwnie się czuła przypinając do pasa kaburę, nie miała jednak zamiaru jej tu zostawiać. Zgarnęła jeszcze notes z szafki, chowając go do kieszeni, po czym podeszła do kojca, wyjmując z niego syna i opatulając go kocykiem.
- Jestem gotowa - poinformowała resztę krótko. - Co z wypisem? - to pytanie skierowała już bezpośrednio do Hayamiego.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Yōsuke » 9 lut 2018, o 22:24

Wsłuchiwałem się w skrót mojego całego życia w wykonaniu Hayamiego. Nie powiem, udało mu się. W życiu nie słyszałem takiego pomieszanego z poplątanym, ale w sumie były tam najważniejsze sytuacje, jeśli chodzi o to, jak to się wszystko rozpadło. Nasi ojcowie za sobą nie przepadali. Nienawidzili wręcz. Ojciec Hayamiego był źle nastawiony do shinobi.. No chyba, że poza jednym młodym adeptem ninjyzmu w postaci mnie. A oczywistym było to, że raczej pójdę śladami ojca… Chociaż jestem o wiele bardziej honorowy od tego śmiecia. Gdybym go spotkał… To uciąłbym mu ten tępy łeb. Niech zdycha. Zapluty śmieć.
Widać było, że Hayami był strasznie podekscytowany naszym spotkaniem. Nie dziwię się. Zawsze taki był. Energiczny, szczęśliwy… Pozytywnie nastawiony. Dlatego nieco rozbawiła mnie reakcja Sagisy, kiedy kazała mu się zamknąć, bo za dużo gada. Uśmiechnąłem się nawet. Chyba jedyna osoba, która potrafi mu to powiedzieć tak, że to nie zaboli, a zadziała.
- Witaj, Sagisa, miło mi poznać - odpowiedziałem jej skinięciem. Nie wydawała się taka.. Zła. W sensie nie znam jej, więc nie ocenię jej charakteru, a sam kuzynek mój kochany, który tak dużo gada, nie powiedział mi nic. Pewnie w końcu się dowiem… W sensie wiem, że Hayami tak naprawdę nie jest ojcem i w ogóle, ale nic poza tym. No chyba, że to ja czegoś nie słuchałem… W sumie to nie wiem. Zamyśliłem się pewnie i nie dosłyszałem. Chociaż sam nie wiem.. Może się mylę. No trudno. Nieważne.

Przytaknąłem gestem kiwnięcia głową w odpowiedzi na to, co mówił Hayami. Ach.. W końcu się wyśpię. Nareszcie. Cholera.
- Nie bój nic, śpię jak zamordowany.. Pewnie, jakby mnie ktoś mordował to bym nawet nie poczuł. Jak się wyśpię to wtedy wstanę. Nie bójcie się -powiedziałem ze śmiechem w głosie. Sagisa niepotrzebnie obawiała się o takie drobnostki. To nic takiego. Rozumiem, że ma małe dziecko, nie będzie mi to przeszkadzać. Chociaż pewnie większe to zakłopotanie dla niej niż dla mnie problem. - Poza tym, Sagisa ma rację, Hayami. Musimy po prostu zapytać, czy tego nie zrobią. Najwyżej dopłacę za siebie. Nie przejmuj się, kuzynie. Poza tym, ja wolę podłogę. Naprawdę. Nie lubię tych waszych łóżek. U mnie w domu to śpię po kątach. Mam jakieś tam łóżko. Nawet wygodnie, ale bolą mnie od niego plecy po czasie. - wytłumaczyłem mu, żeby on także nie musiał się tym stresować. To się dobrali. Dbają bardziej o prawie nieznaną im osobę, niż o siebie. I po co? Nie wymagam tego od nich. To ja się tutaj nawieruszyłem i przeszkadzam.
- A właśnie. - pstryknąłem palcami, ale na tyle cicho, żeby nie przestraszyć małego. Uroczy. - Musicie kiedyś do mnie wpaść. Chałupę mam na tyle wielką, że ze dwie rodziny by się tam pomieściły wielodzietne, a ja sam tam jestem. Połowa pokoi pustych stoi niestety, ale to nic. Jak mnie odwiedzicie z rodzinką to na pewno miejsca nam nie zabraknie - podzieliłem się pomysłem. W sumie to chciałbym, aby do mnie wpadli. Byłoby to całkiem spoko.

Gdy Sagisa poszła się przebrać, Hayami zajął się małym. Oj kuzynie.. Tak młody, a już tyle zobowiązań i rzeczy na twoich barkach. Ktoś Ci w ogóle w tym pomoże, czy tylko dołoży, żeby Cię w końcu przeciążyć i połamać? Ja zawsze Ci pomogę, ale oczywistym jest, że w końcu nasze drogi się rozdzielą. Ale jeśli będziesz tego potrzebował to przybędę, jak najszybciej będzie do możliwe i razem się jakoś z tym uporamy. Będzie dobrze. Musi być.

- To co? Wychodzimy..?
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Kenji » 10 lut 2018, o 01:33

Kenji postanowił skorzystać z rady sędziego i przybył do miejscowego szpitala aby opatrzyć swoje rany. Raczej nie miał wyboru biorąc pod uwagę fakt kolejnych walk w turnieju oraz utrudniających trochę życie ran kłutych. Miał szczęście, że do tej pory udawało mu się unikać takich miejsc. Końskie zdrowie i szczęście się do tego przyczyniły. Zdrowie zostało ale szczęście go opuściło i musiał udać się na konsultacje do medyka. Przechodząc przez próg od razu udało mu się dostrzec recepcje, do której szybkim krokiem podszedł ignorując każdego wokół. Tam czekała na niego jedna z pań pielęgniarek, której to młody Aburame miał zamiar wyjaśnić co jak i gdzie. Jak tylko zwrócił na siebie uwagę ów kobiety rozpoczął rozmowę:
Dzień dobry, nazywam się Aburame Kenji jestem jednym z uczestników turnieju. Podczas walki miałem małego pecha i niestety odniosłem małe obrażenia. Sędzia poradził wizytę tutaj, byłaby pani na tyle uprzejma i powiedziała mi co mam zrobić?? To moja pierwsza wizyta w szpitalu i nie za bardzo wiem co i jak. Swoją wypowiedź zakończył szczerym uśmiechem. Niestety pani siostra nie była już tak taktowna i uprzejma jak nasz zamaskowany chłopak. Zmierzyła go wzrokiem, wypowiedziała jego imię i gdzieś tam zapisała. Kiwnęła głową w prawą przy okazji mówiąc:
Tam jest ławka usiądź na niej i poczekaj na swoja kolej.
Kenji widząc możliwą trudność w dalszej konwersacji od razu usiadł na wyznaczonej ławce i czekał. Całe szczęście nie trwało to długo. Po paru minutach usłyszał swoje imię i wszedł do gabinetu lekarskiego. Tam wyjaśnił dlaczego tutaj się zjawił i pokazał co mu się stało. Lekarz dość szybko uporał się z jego ranami i pozwolił mu opuścić gabinet. Dodał jedynie żeby przez 2h nie opuszczał szpitala w razie czego szybciej mu pomogą. Chłopak dostosował się do zaleceń doktora i przez dwie godziny nudzenia się oraz zbijania bąków w końcu opuścił szpital będąc w pełni zdrowia.

Czas leczenia: 2h
Link do zdarzenia: http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=73318#p73318

z/t
Kenji
 

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 10 lut 2018, o 13:29

Uśmiechnął się delikatnie, słysząc "śpię jak zamordowany". No właśnie, tak zawsze było, Yosuke spał zawsze niczym stary niedźwiedź z dziecięcej rymowanki, oddawał się w pełni istocie snu, magii wędrowania po nieznanych krainach podświadomości. Hayami, za dużo gadasz...
Tak, Sagisa miała rację, zbyt wiele powiedział, nie musiał zdradzać jej całej przeszłości kuzyna tak od razu. To było jak odarcie prezentu z pięknego opakowania, rozerwanie w drobne strzępy kolorowego papieru na czymś, czym należało się delektować, bo przecież niecierpliwość była ważniejsza od słodkiego uczucia bycia obdarzonym...
Cała ta sytuacja, beztroskie stwierdzenie Yosuke, że nie lubi tradycyjnych futonów, przypominała mu niezbicie chłopaka z przeszłości, tego samego Yosuke, który właśnie przez swoją odmienność od ułożonych, grzecznych, idealnych synów przypadł Risie do gustu. Hayami i Takashi próbowali być silni, dążyli za wszelką cenę do celu po ustalonych przez przodków ścieżkach, ceniąc sobie tradycje; Yosuke - syn shinobich, wychowanych w tradycji ninja - mistrzów władania chakrą, podstępów i sprytu - nie potrafił nimi iść, choć doceniał stare wartości, którymi się kierowali. I może dlatego jego matka tak często przytulała tego odstępcę od zasad? Może dlatego ojciec otwierał przed nim stare tajemnice rodu Akodo, rodu lwów, przeczuwając w nim coś więcej niż czarne lwiątko rodziny? W tym życiu wszystko było możliwe...
Och. No tak. Przecież nie mogli opuścić szpitala bez wypisu dla Sagisy.
Mieliby wpaść do niego...? Brzmi dobrze. Może kiedyś, jeśli Sagisa będzie zdrowa i silna, a dziecko na tyle duże, by mogło podróżować z matką i ojcem...

-Ja na pewno tam wpadnę-zapewnił z uśmiechem.-I zabiorę chłopaków i mamę. Sagisę i małego też, jeśli oczywiście będą chcieli, ale na pewno nie wcześniej jak jesienią lub latem u ciebie nie będę. Zimą się i tak spotkamy na gempukku chłopaków. Potem, jeśli bogowie pozwolą, możemy gdzieś podróżować...

Na pytanie o wypis uśmiechnął się lekko. Te spojrzenia lekarza, pielęgniarek, oschła informacja pan doktor chciałby się z panem widzieć... Cóż, zawsze mogło być gorzej. Ale musieli to załatwić, miał nadzieję, że to znowu nie namąciła Tensa albo jakiś wariat w stylu Kazuo (oh wait, Kazuo przecież nie żyje), bo będzie musiał urwać komuś głowę i stanowczo nie będzie to jego ukochana. Że dbali bardziej o gościa, niż o siebie? Ach, urocze prawa gościnności, sprawiedliwość wpojona razem z kodeksem, nakazująca, by gościa traktować iście po królewsku...

-Za chwilę wyjdziemy. Weź jej rzeczy, skoczę do lekarza po wypis i będziemy mogli szybko wrócić do ryoukanu.

Wyszedł więc, zostawiając Sagisę i Yosuke z dzieckiem, a następnie udał się spiesznie do gabinetu lekarza. Starszy mężczyzna siedział za biurkiem i, delikatnie mówiąc, nie wyglądał na zachwyconego. Co się mogło stać...?

-Wzywał mnie pan, panie doktorze. O co chodzi?-spytał z westchnieniem, siadając na wskazanym mu krześle. Zacisnął na chwilę palce, a potem je rozprostował. Spokojnie...
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości