Shiki ♥

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Shiki ♥

Postprzez Shikarui » 6 lut 2018, o 17:26

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
He's not a hunting dog.
He's a wolf.
How dangerous...
I am sure i won't be able to tame him.


IMIĘ: Shikarui (死 - śmierć, 類 - łagodny)
NAZWISKO: Sanada
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

WIEK [DATA URODZENIA]: 26.10.366r | 18 wiosen
PŁEĆ: shinobi
WZROST | WAGA: 179cm | 70kg
RANGA: Doko

Obrazek
Obrazek
Obrazek
A man might befriend a wolf, even break a wolf,
But no man could truly tame a wolf.


WYGLĄD: Jeśli już pytacie, to sama nie jestem pewna, jak wyglądał. Jak wczesny sen? Ten dobry, wiecie, który wspomina się z uśmiechem po przebudzeniu, pozostawiający ciepło na policzku. Był taki jeden gościu, miał na imię Shi. Marnie skończył. O delikatniejszej urodzie, miły i subtelny. Jak Śmierć na rozdrożu? Ta, której oddech rozpływa się na ludzkim karku, przyprawia o dreszcze i chociaż jej nie widzimy, dobrze wiemy, że jest - i czeka na swoją kolej. Był taki jeden gościu, miał na imię Shijima. Marnie skończył. Smukły, chłodny, spokojny samotny bożek. Koniec końców sądzę, że ten jeden gościu, ten bardzo konkretny, którego największą tragedią było to, że jeszcze nie umarł, najbardziej podobny był do tygrysa. Widziałeś kiedyś którekolwiek z tych dumnych zwierząt? Natura jest po prostu niesamowita.
Nawet z najbardziej okrutnego mordercy potrafi stworzyć dzieło sztuki. Chyba dlatego, koniec końców, nie był podobny do nikogo z tej dwójki.
Miał w sobie twardość marmuru. Rzeźba wykuta z kamienia, pozostawiona przez szalonego twórcę - ach, wszyscy wiemy, jak twardy był marmur. Wszyscy jednak też wiedzieliśmy, że wystarczy drobne uderzenie w dłuto i rzeźba rozpadała się w pył. Tłukła kawałkiem o kawałkiem, rujnując, sunąc w dół prawem grawitacji. Jeśli Bóg da - zostanie po niej chociaż wspomnienie. Matka Natura wyrzeźbiła go ostrym dłutem, może miała gorszy dzień. Nawet nie dało się powiedzieć, że jego twarz miała ten szlachetny rys szpadla, w żadnym wypadku! Była zbyt pociągła. Nieznacznie wypukłe czoło, ostro zarysowana, stosunkowo cienka linia ciemnych brwi, która bardzo często marszczyła się i tworzyła marsowe pole pomiędzy sobą, zjeżdżając na nisko osadzony, wąski mostek nosa, a pod nimi? Jasne, tak klarowne oczy, które przypominały szklane szkiełka niezmącone burzami świata i jego tragediami. Choć przecież każdy wie, jak czyste powietrze jest po burzy. Może to właśnie dlatego te jego takie czyste były..? Lekko wyciągnięte ku górze zewnętrznymi kącikami chłonęły świat, jakby właściciel tych szkiełek akceptował go takim, jakim był, nie mając już żadnych pytań. Wiedział, że nic nie wiedział. Reszta przychodziła sama. Ich przejrzyste wody okalające wysepki czarnych źrenic zwane tęczówkami miały barwę lawendowego pola... albo raczej jeziora, które tak bardzo to lawendowe pole przypominało, gubiąc gdzieś zieleń i wspomnienie stabilnej ziemi..? Nieznacznie zadarty, płaski nos i wąskie usta, które nigdy nie wyginały się w uśmiechu, o przechylonych miast tego zbyt często kącikach w dół. Miał równe, lekko wystające kości policzkowe, które opływowym kształtem spływały niżej, do drobnego podbródka - mimo to miał wystarczająco mocny rys szczęki, by nie można było pomylić go z kobietą. Nie promieniował kobiecą delikatnością i niepewnością. Da Vinci pewnie by się nie mógł zachwycić. Mimo wszystko był zbyt drobny, niewielki. Nie prezentował sobą tego idealnego ciała mężczyzny, tych idealnych proporcji, ale podobno nie istnieją twory idealne. Podobno też w tym świecie cudów nie ma rzeczy niemożliwych. Miał smukłą szyję i dość wyraźnie zarysowane jabłko Adama. Łączyła się gładko z nienapiętymi barkami i wyrysowanymi ramionami, ale te oczywistości gdzieś się rozpływały przy rzucającym się w oczy obojczyku, wyraźnie wyrysowanym na lekko muśniętej słońcem skórze. Jego ciało zostało wypracowane treningiem sprawnościowym, więc niestety nie - nie będzie sześciopaku al'a Justin Bieber. Nie oznaczało to, że nie rysowały się na nim mięśnie. Jego dłonie zostały stworzone do dzierżenia miecza. Nie to, żeby były przesadnie wielkie, nie. Po prostu trzymał tą broń tak pewnie.
Jeśli już pytacie to myślę, że naprawdę przypominał tygrysa.
Czarnego tygrysa, który czekał na swoją kolej.
UBIÓR: Cóż, widziałam go parę razy i po tych paru razach sama nie jestem pewna, co o nim sądzić. Albo raczej - o tym, jak się ubiera. Zazwyczaj nosił wypłowiałą czarną, zwykłą, gładką koszulę, podobną do tych, które każdy chłop nosi, kiedy wraca do domu i ubiera na rodzinne wyjście do świątyni... ale mam cichą nadzieję, że on osobiście nie wybierał się na oranie ziemniaków. I do świątyni też nie. Jej szerokie rękawy niknęły w karwaszach z czarnego materiału, splecionego ciemno-szarym sznurem, by porządnie trzymały to, co miały trzymać. Na nią nałożone miał coś, co przypominałoby kimono o ciemnej, szaro-niebieskiej barwie, której jaśniejsze pasy przy wykończeniach ładnie komponowały się z całością, gdyby nie fakt, że stanowiło bezrękawnik. Opadało w dół i kończyło się w połowie łydek, rozcięte na bokach zamiast z przodu. Tak samo jak przy kimonie wiązane było pasem, tylko że ten nijak nie przypominał pasa obi - był po prostu cienkim kawałkiem czarnego materiału, który miał "spinać" całość. Nie wyglądało to ani trochę wystawnie. Nie miało. Stonowanie barw w jego garderobie było całkowicie naturalne i zdecydowanie trzymał się barw ciemnych, chociaż nie koniecznie ubierał się w samą czerń. Głęboka czerń... po prostu zawsze wydawała się bardziej przyciągać spojrzenia. Często ubranie to było zakurzone, wierzchnie odzienie lekko potargane u dołu, ale był człowiekiem podróży. Nie było w tym więc nic dziwnego. Lubił ozdoby na materiale. Drobne symbole bądź subtelne szycia. Bardziej jednak od wyglądu cenił sobie wygodę garderoby i jej sprawdzanie się w walce i przy różnych zadaniach.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Blizny w postaci obręczy na nadgarstkach i szyi.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

He was like frozen sky
In October night
Darkest cloud, endless storm
Raining from his heart
Coldest snow, deepest blue
Tearing down his will
October and April


CHARAKTER:
"Przy Shika robienie kukiełek z ludzi to jak lepienie bałwanów ze śniegu."
~ Rindou Arashi 384

"Swoim charakterem przypominał jego kuzynów i braci (Uchiha), ludzi którzy potrafili powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz ekscytację na myśl o zbliżającej się podróży."
~ Aka 384

Nie słyszałam o nim wiele. Nie był popularny, nie mieszał się w cudze sprawy bez potrzeby, nie przejmował nikim i niczym. Jedno jednak wiedziałam o nim na pewno: Jego filozofią życiową było to, że mógł umrzeć w każdej chwili. To, że jeszcze nie umarł, było dla niego tragedią. Niektórzy mają takie oczy, które widziały więcej - i takie oczy miał ten chłopak. Więcej. Był zimny i chłodny jak grudniowa noc. Wydawał się całkowicie wyzuty z emocji, wyprany z nich, obdarty z każdej po kolei. I rzeczywiście tak było - niewiele czuł. Każda emocja była spłaszczona, obserwowana jakby z boku, a nie bezpośrednio, oddzielona od niego murem doświadczeń wyższym niż Mur Sogeński. Przecież nie było najmniejszej potrzeby, by po nie sięgać. Tam była jego ostoja. Cóż, oddał swojemu mieczowi więcej niż niejednej z kobiet. Nic lepszego nie mogło z niego powstać. Myśli truły, a blizny pozostawały, znacząc ludzką niedoskonałość - ci, którzy się temu poddawali, skazani byli na śmierć. Na porażkę w historii pisanej krwią i atramentem. Był ponad to. Ponad wojny, krzyki, wrzaski i agonię, która była jak muzyka brzmiąca gdzieś obok - gdzieś na tej drodze oznaczonej piórami naszych skrzydeł, z których nic już nie pozostawało. Wolnym można być tylko po śmierci, a skoro jesteśmy skazani na kajdany - wystarczyło je pokochać. Taaak, był naprawdę zblazowany. Spaczony. Gruba płachta czystego, białego śniegu okryła jego "ja" i zamknęła w milczeniu. Bo milczał niemal zawsze. "Niemal zawsze" na szczęście nie oznaczało "zawsze". To czyniło z niego idealnego słuchacza, ale bardzo koślawego rozmówcę. Czasami przypominał w takich chwilach ułomne dziecko, które zadawało banalne pytanie i stwierdzało oczywistości. Potrafił być również nieprzyjemny, chociaż raczej unikał kontaktu z ludźmi. Pozostawał cieniem nie wkraczającym w ludzką codzienność tak długo, jak długo jemu nikt codzienności nie przeciął. Gdy tak się działo - często ustępował. Nie uciekał, nie krył się - bo i po co? Przynajmniej dopóki ktoś nie wydał się wystarczająco silnym, żeby wycofanie się było jedyną szansą na przetrwanie. Potrafił jedynie uszanować czyjąś siłę. Doskonale znał swoje ciało i własne możliwości i doskonale też wiedział, że jest wielu, którzy są w stanie ściąć jego łeb szybciej niż zdąży mrugnąć. Potrafił bez walki oddać teren, pokłonić się głęboko, ale na ile to oddanie szacunku było szczere? Chyba na sto procent. Przecież te zimne, znudzone, obojętne oczy wyrażały dokładnie tyle, co nic. Wszystko przez tą wojnę, na której wszystko jest jednorazowe, ludzie też. Tacy jednorazowi przyjaciele. Nie przywiązuje się do nikogo i do niczego. No, chyba że do swoich broni. Był minimalnie ciekaw świata i dlatego chciał go poznawać, jednocześnie podchodząc doń nieufnie. Doprawdy - ten dzikus nie znał niczego innego prócz wojny i służenia. I mimo tygrysiej natury instynktownie szuka swojego Pana. Komuś, komu będzie mógł godnie służyć. Dla kogoś, kto był dla niego dobry, przywiązywał się jak pies. Samodzielność bardzo mocno u niego kulała. Nie miał własnych celów, pragnień, dążeń. Egzystował, a nie żył. Ooch, gdyby jeszcze nie to, że jego pojęcie moralności, dobra i zła nie istniało, pewnie byłby naprawdę dobrym sługą... Jaka szkoda, że człowiek nigdy nie był w stanie oswoić tygrysa. W końcu Tygrys chowa kły w uśmiechu, gdy kłania się królom sawann.
Nauka, by nie gryźć ręki, która jeść daje, nigdy nie została przyswojona.
NAWYKI: ✝️Śpi bardzo lekko i budzi go najmniejszy fałszywy szmer.
✝️Atakuje każdego, kto zajdzie go od tyłu niepostrzeżenie.
✝️Na niespodziewany dotyk również odpowiada atakiem.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

NINDO: To nic osobistego.
HISTORIA:
Czym pisał swoje życie? Jak opisywał swoje czyny? Mrokiem, tajemnicą i wodą falującą we mgle? Zdradliwą jak urok królowej, bo łaska pańska na pstrym koniu jeździ?
~ z miłości do Hayami i jej cudownych cytatów ♥

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Prolog - Kansho-in była ślepa. Nie pochodziła z rodu Jugo, była zwykłą kunoichi, która błyszczała swoimi technikami kinjutsu, wyjątkowa wojowniczka, która swoją umiejętnością posługiwania się broniami potrafiła zawstydzić niejednego. Masayuki uwielbiał swoją żonę. Zresztą i ona odwzajemniała jego uczucia. Byli szczęśliwym małżeństwem z paroma większymi i mniejszymi problemami, ale podobno nie ma rodzin idealnych. Zaczynając od tego, że Sanada nie akceptowali początkowo ślepej branki, która nagle wżeniła się do bogatego, wysoko postawionego rodu, przez co Masayuki niemal wypadł z łask. Innym problemem było to, że bywał nerwowy i zdarzały im się sprzeczki, które przechodziły do rękoczynów. Rodzina, służba i znajomi ignorowali ten fakt, w pewnych kręgach ludzie potrafili być idealnie ślepi, kiedy tego chcieli. Byli bardzo religijni, zwłaszcza Masayuki i rzecz jasna pro-rodzinni. Dziadkowie, wujkowie - w czasie świąt dom był pełen rodziny i nie było takich zakamarków, w których zapanowałaby cisza. Rodzina Sanada nigdy nie traktowała Kansho-in na równi z nimi, arystokratami co się zowią, ale kobieta potrafiła zatrzeć między nimi większość niesnasek. Przekonała do siebie członków szczepu Jugo. Gdy Kansho-in zaszła w ciążę cały ród się radował. Z niecierpliwością oczekiwano narodzin potomka. Niestety żona Masayukiego zaczęła podupadać na zdrowiu. Stało się niepewne, czy da radę urodzić zdrowe dziecko.
1. Narodziny 366 rok - był pierwszym synem w rodzinie Sanada ze szczepu Jugo, z pierwszej żony Masayukiego, Kansho-in. To wcale nie sprawiło, że był wyjątkowy w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Miejscowa znachorka odbierała ten poród. Była znaną, szanowaną kapłanką, a jej iryojutsu nie miało sobie równych. Słynęła jednak bardziej z czegoś jeszcze - mówiono, że potrafi przepowiadać przyszłość. I rzeczywiście - przepowiedziała. Przepowiednia mówiła, że dziecko ma w przyszłości stać się mordercą bez serca, że urodzi się jako pozbawiony duszy i zniszczy tę rodzinę. Kiedy tylko dziecko otworzyło swoje oczy - uwierzono w to. Nie dlatego, że były tak lodowato jasne, a dlatego, że aktywujący się gen Jugo zalał je czerwienią. Masayuki dopilnował, by nikt o tych narodzinach nie mówił i aby nikt więcej się nie dowiedział. Jego religijność nie pozwalała zwątpić w słowa kapłanki, nawet kiedy Kansho-in próbowała go błagać. Był przerażony myślą, że jego syn jest potworem bez duszy. Przerażony tym, że jego własny syn mógłby go zabić. Formalnie więc wyglądało na to, że jego syn nigdy nie istniał - bo urodził się martwy. Kansho-in podupadła na zdrowiu jeszcze bardziej. Wykończył ją poród i rozpacz. Nie potrafiła poradzić sobie z myślą, że urodziła to coś i oskarżycielskim spojrzeniem męża. Wraz z synem zostali zamknięci w oddzielonej części rezydencji, gdzie tylko parę służących miało dostęp. Tych, które były przy porodzie, a którym zabroniono zamieniać słowa z Kansho-in - jego żona pod pozorem tego, że jest bardzo słaba i chora - opuszczała zamknięty pokój bardzo rzadko. Rzeczywiście - była. Jednak zamknięcie w czterech ścianach sprawiło, że pogrążała się coraz bardziej w swojej rozpaczy, a przez to była coraz bardziej słaba i chora.
2. Wczesne dzieciństwo - Masayuki nie przyznawał się do syna, więc ten pozostawał zamknięty razem z matką. Kiedy zasypiała i dom cichł jedna ze służących zostawiała mu uchylone drzwi i pomagała mu się wydostać - to były krótkie, epizodyczne wyprawy, najczęściej pod okiem służki - ciężko o samodzielność u tak małego dziecka. Świat widziany poza czterema ścianami przyciągał Shikaruiego jak ćmę do płomienia. Z nikim nie wchodził w kontakt. Służące wciąż miały zakaz rozmawiania z nim i Kansho-in. Nie rozumiał, dlaczego, więc pytał - tak jak pytają dzieci. Jego matka nie lubiła jednak nadmiaru zainteresowania ze strony syna. W 369 roku na świat przyszedł brat Shikiego jednak już z drugiej wżenionej w rodzinę kobiety, którą Shiki widział tylko raz na jednym ze swoich wymknięć. Chciał poznać swojego braciszka. Chciał się nim zaopiekować i o niego zadbać. Kansho-in zawsze tak samo gwałtownie uciszała syna. Zazwyczaj kolejnymi uderzeniami za jego bezczelność i brak manier. Masayuki w tym okresie zabronił Kansho-in kształcenia Shikarui'ego w sztukach shinobi- bał się klątwy i tego, że syn go zabije. Wpadł w paranoję. Jednej z zimowych nocy przyszedł do pokoju z kunaiem w ręku, z zamiarem zakończenia tego koszmaru. Obwiniał dziecko za wszystko - za utratę ukochanej, która coraz bardziej się go bała i nienawidziła, za nieszczęścia, które zaczęły spadać na rodzinę, za swoje niepowodzenia. Nie potrafił jednak zabić Shikaruiego. Nie da się zapomnieć pełnych furii oczu własnego ojca zawieszonych nad tobą, w których płonęła tylko żądza mordu. Nie da się zapomnieć zimnego blasku stali wakizashi zawieszonego nad twoją głową. Nie potrafił zadać ostatniego ciosu pomimo szarpaniny, jaka wtedy miała miejsce. Masayuki nie był dla Shikiego ojcem - był jego Panem, właścicielem. Hierarchia była bardzo jasna i Shikarui znajdował się na jej dnie. Kansho-in nie usłuchała zakazu nauki syna. Wymuszała na synu naukę walki do nieprzytomności, pomimo jego młodego wieku, i naciskała na jego rozwój, ciągle powtarzając mu, że jest jej prywatną zemstą. Sącząc do uszu jad, który z wolna zatruwał jego umysł. Zabijał ciekawość świata i prowadził do milczenia. Kobieta była bardzo schorowana i cały świat zaślepiało jej pragnienie zemszczenia się na mężu za zamknięcie jej, gdy już otrząsnęła się z rozpaczy. Sama prawie nie była w stanie ruszać się z łóżka. Masayuki często przychodził do opuszczonego syna i żony, kiedy był pijany - upuszczał na nich cały swój stres. Sama Kansho-in również często wyżywała się na synu - mimo to głupi, naiwny chłopak, wciąż widział w niej matkę, chociaż ta nie okazywała żadnej czułości ani miłości. Traktowała go tylko jak narzędzie do wypełnienia swojej zemsty. I tak był kuty - palącymi uderzeniami i ostrzem słów, które doprowadzały klingę do perfekcji.
3. Dzieciństwo - rozwój chłopaka daleko miał do "ograniczonego" pomimo zakazów ojca, wszystko dzięki ambicji Kansho-in.Rzecz jasna ten rozwój ograniczał się wciąż jedynie do fizycznego. Nie uczono go niczego innego poza sztukami shinobi. Nie potrafił pisać ani czytać, nie wiedział niczego o "życiu". Masayuki w 374 roku dowiedział się o szkoleniu Sanady za jego plecami i nie można powiedzieć, by był z tego powodu bardzo zadowolony. Wpadł w szał - i chociaż pobicia względem nieuznawanego przez niego syna nie były czymś nowym tym razem były dość poważne w skutkach, zagrażające jego życiu. Shikarui bał się Masayukiego. Był przez niego zaszczuty. To nie powstrzymywało go, by zastawiać sobą drogę ojcu, kiedy ten przychodził do Kansho-in. Miało to różne skutki, ale zawsze pozostawiało po sobie zapach krwi, alkoholu. Czasem seksu. Matka nie troszczyła się o zdrowie syna czy jego samopoczucie, choć miewała swoje przebłyski. Potrafiła na czarnowłosego chuchać i dmuchać. Chłopak praktycznie nie mówił. Po 374 roku zamilknął kompletnie. W tym samym okresie awantur odsunięta od opieki nad Shikaruim i Kansho-in została służąca, która starała się wpleść odrobinę normalności w pojonego jadem matki i nienawiści ojca chłopaka. W tym domu brak było jakiegokolwiek uczucia - rządziła tylko chora ambicja przeżerająca wszystkie ściany wokół. 
4. Późniejsze dzieciństwo - w 376 roku zmarła Kansho-in na raka płuc - nikt tego nie zauważył, nikt nie przyjął na siebie żałoby - odeszła tak, jak żyła - cicho i samotnie. Masayuki mocno to przeżył pomimo wszystkiego, co jej zrobił - Kansho-in była w końcu jego pierwszą miłością. Jego jedyną miłością. Wina została zrzucona na barki Shikaruiego. Gdyby się nie urodził, Kansho-in nic by się nie stało, nigdy by nie zachorowała, nigdy nie tkwiłaby w tym pokoju sama, zamknięta. Uważał samego siebie za człowieka bez winy, więc pierwszy rzucił kamieniem. Wyrzucił Shikarui'ego z domu i zamknął go w odseparowanej szopie, bez światła, normalnego dostępu do wody, bez ciepłego posłania - cztery ciasne ściany, w których było tylko jedno okno, przez które można było obserwować kawałek nieba. Prowadzony swoim szaleństwem doszedł do wniosku, że zrobi z tego "Potwora" to, czego tak Kansho-in pragnęła - idealną maszynę do zabijania w jedyną prawidłową modłę: zabij albo zostaniesz zabity. W 377 r. pokazał go "światu", twierdząc, że znalazł go, jak żebrał o jedzenie, że to przybłęda - traktując syna jak dzikie zwierze, tresując metodą kija i kagańca. Zainteresował sporą ilość gawiedzi, prezentując im jego nienaturalne oczy. Wystawiał go jak psa, skutego, ciągnąc go za łańcuch, zmuszając do tego, by zabawiał Jugo lawendą, którą pochłania demoniczna czerwień. Shikarui bał się tych tłumów. Zbyt długo był odseparowany od ludzi - przerażali go. Ani łzy, ani panika syna nie wzruszały Masayukiego, który lubił mówić, że jego syn jest Shikigami, a jego zdolności walki pochodzą nie z tych światów. Historyjki prześcigały historyjki. Zamierzał na synu zarabiać, więc zaczął go sprzedawać. Mówi się, że za odpowiednią cenę można wszystko. Cóż, Masayuki swojego syna nie cenił.
5. Crescendo - Kansho-in dopięła swego z zaświatów. Jej marzenie o zamordowaniu męża, jego nowej żony i Kenta spełniło się. Jugo byli poskramiani jeden po drugim w kolejnych wojnach, aż doszło do 381 roku. Sanada przestali być światłym rodem od dłuższego czasu i teraz ratowali się ucieczką przed Uchiha. Jedna ze służących, której żal było zdziczałego chłopaka - ta sama, która kiedyś próbowała go nauczyć, co to znaczy "żyć", zostawiła nocą otworzoną klatkę, w której był przetrzymywany i uwolniła go z kajdan. Nie podejrzewała jednak, że doprowadzi to do rzezi. Szkolony od samych narodzin zabójca wymordował każdego w domu - nie było to problemem, większość domowników była odurzona alkoholem po świętowaniu kolejnych urodzin Kenta. Nikogo nie pozostawił przy życiu. Nikogo oprócz tej jednej kobiety, która go uwolniła. Zapomniany ród zginął zapomnianą śmiercią i dezercją, potępiony ucieczką przed stawaniem się i walką z opresorem.
Świat pachniał wolnością.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Amongst the monsters, I am well hidden; who looks for a leaf in a forest?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Obrazek
Obrazek
Obrazek
Crying for the cruel fate he thought he couldn’t change.
You were once wild. Don’t let them tame you.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Obrazek
Obrazek
Obrazek
There are nights when the wolves are silent and only the moon howls.


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 20 strzał, torba na tyłku, czarny płaszcz, duży i średni zwój, manierka

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Obrazek
Obrazek
Obrazek
Idź swoją drogą.
Ja pójdę przodem i zaczekam na Ciebie.


PIENIĄDZE: xXx
PH: xXx
MISJE:
    D 2
    C 4
    B -
    A - 1
    S -

PREZENT OD ADMINISTRACJI: 50PH do wydania w najwyżej rozwinięte ninpou, 20% zniżki na zakupy do wydania na ryo razem z zaproszoną osobą
5 kunai’ów z czaszką na rękojeści, w nocy fosforyzują zieloną łuną.
Wybuchowa notka z zielonego papieru wybuchająca zielonym ogniem.
Składane lusterko w kościanym pudełeczku w którym nie widać właściciela.
Ostatnio edytowano 10 lis 2018, o 23:48 przez Shikarui, łącznie edytowano 27 razy
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 826
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shiki ♥

Postprzez Shikarui » 6 lut 2018, o 20:25

Klep (:
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 826
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shiki ♥

Postprzez Exodia » 7 lut 2018, o 01:38

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla uczestników tematu
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1662
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Shiki ♥

Postprzez Shikarui » 7 lut 2018, o 01:56

Klep
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 826
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shiki ♥

Postprzez Exodia » 7 lut 2018, o 02:37

Akcept.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla uczestników tematu
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1662
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości