Droga główna na uboczu.

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 14 gru 2017, o 20:19

Może należało zaniechać prób zapanowania nad rozpędzonym wozem? A niech zapierdziela, niech rozwala wszystko na swej drodze, niech potrąca napotkanych ludzi. Niech świat płonie. Nad chaosem nie dało się zapanować, nie było na to żadnej metody. Entropia zawsze rosła. Świat dążył do coraz większego nieuporządkowania. Zamiast więc starać się ogarnąć nasilający się bezład, może powinien przyzwyczaić się do niego, nauczyć się z nim żyć?
Nie żeby coś, ale on sobie dalej żył, a dziewczyna już nie za bardzo. Czego miał się od niej uczyć? Fatalnego gustu? Optymizmu? Ha, dobre sobie. Gdzie był ten cholerny optymizm? W tandetnych ozdobach? W wymuszonym uśmiechu, skierowanym do klientów Promyka Słońca? W drobnych, białych kryształkach?
Och, nie róbmy z niego aż takiego ponuraka. Miał po prostu kaca, wstał lewą nogą, stracił swój naszyjnik i miał na głowie parę drażniących spraw. Może i był podkurwiony, może i grymasił, ale nie użalał się nad sobą. Działał, bez entuzjazmu co prawda, ale najważniejsze, że działał.
Owe działanie przywiodło go pod progi kolejnego mieszkania, w których wkrótce pojawiła się kobieta. Wyglądała niezbyt zachęcająco, ale za to wyzywająco. Nie było tak źle, żeby Asahi uciekał spojrzeniem bursztynowych oczu gdzieś na bok. Zrobić coś z tą fatalną fryzurą, ubrać w coś ładnego, przyozdobić twarz odpowiednim makijażem i efekt powinien być naprawdę dobry lub przynajmniej przyzwoity. Ale mniejsza o to, bo Ichirou nie zapukał do drzwi w celu zaoferowania porad wizerunkowych. Lepiej było nawiązać jakiś dialog niż odmawiać odpowiedzi lub zachowywać milczenie.
Dorabiała po godzinach. No, no, ładnie. Może zbyt często myśli pod kopułą przykrytą brązowymi włosami sprowadzały się do jednego tematu, ale hej - jak mogła dorabiać sobie atrakcyjna, młoda dziewczyna? Nie było wieszać psów na jego domyślaniu się, ponieważ jego przypuszczenia moment później zostały potwierdzone kolejnymi słowami nader bezpośredniej kobiety.
- Jakieś błyskotki - odparł zdawkowo, żeby chociaż po części zaspokoić ciekawość rozmówczyni. Tutaj jednak nie były potrzebne wybitne zdolności agitatora, by wydobyć potrzebne informacje od panny o specyficznej fryzurze. Sentoki dowiedział się wszystkiego, dostając na tacy informacje w całkiem dosadnym wydaniu. Może to i lepiej, bo przynajmniej od razu było wiadomo, o co chodzi.
No. I to był już sensowny trop, który zgadzał się z podejrzeniami błyskotliwego detektywa. Nasza słodką Kimiko dzisiejszego ranka odwiedził miły pan i to w prawdopodobnie innym celu niż było to w przypadku innych miłych panów zazwyczaj odwiedzających jasnowłosą kelnerkę. Wlał jej do ust truciznę? Wyperswadował jej wypicie nieznanej substancji?
A może po spotkaniu dziewczyna popełniła samobójstwo?

Cóż, przynajmniej wiedział kogo teraz szukać. Tylko jak, do cholery, znaleźć tego typa z czerwoną opaską?
- Dzięki, słoneczko - rzucił na koniec i sprezentował jej blady uśmiech. A potem obrócił się i ruszył w stronę głównej ulicy. Tak, tej na uboczu.
Później postanowił ruszyć do szefa straży Kinkotsu, zwierzchnika służb porządkowych, czy jak tam można było nazwać kogoś, kto stał nad ludźmi, którzy pilnowali porządku w osadzie. W pierwszej kolejności zamierzał po prostu poinformować śmierci dziewczyny. Wypadało zająć się ciałem, poinformować bliskich i ogarnąć inne pierdoły, którymi Ichirou nie miał ochoty zawracać sobie dupy. Ponadto zamierzał wypytać o tego osobnika, który nie tak dawno opuścił domostwo zmarłej dziewczyny. Shinobi stacjonujący w osadzie powinni być w jakiś sposób rejestrowani, czy coś. Błądzenie na ślepo po wiosce i szukanie lub wypytywanie o gościa z czerwoną opaską zostawi sobie na koniec.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 14 gru 2017, o 20:45

-> Iczir z/t. Dalsza część tutaj.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 5 sty 2018, o 11:13

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
71/∞

Alchemik automatycznie położył po sobie uszy - w przenośny znaczeniu, rzecz jasna. Jego uszy nadal były na swoim miejscu, ot - on sam skulił się nieco, jakby chciał wycofać, tylko wycofywać się nie było już dokąd. Czekał. Jako czujne zwierze, które zostało postawione tutaj najniżej w hierarchii, czekał na to, co zamierzałeś z nim dalej zrobić, ciskając mu spojrzenie, które na miejscu powinno wgniatać w ścianę, rozsmarowywać go na niej jak pędraka. Nie było tak? Ach, rzeczywiście - nie było. Przynajmniej nie w tym fizycznym wymiarze, bo cała reszta się zgadzała.
Chłopak kiwnął głową z namysłem, przyjmując do wiadomości następne z twoich poleceń. No proszę bardzo, wszystko zostało jak na razie tak dobrze rozegrane, że nie potrzebowałeś żadnego alibi. Zbierane dowody nie miały jak zostać powiązane z twoją osobą, były zbyt oczywiste, prowadzące do tamtego zabójcy, który na końcu tej opowieści zamienił się w samobójcę.
Na końcu jego własnej opowieści. Dlatego twój ogon nie musiał być twoim ogonem, a mógł wykonywać twoje rozkazy bez zmrużenia okiem, żeby ci się przysłużyć. Odebrał księgę z twoich ramion i złapał ją pod pachę, podchodząc do alchemika,
by pokazać mu zachęcająco kierunek drzwi. Tak gdyby sam nie wiedział. W tym geście było wystarczająco wiele sugestywności, by mężczyzna domyślił się, że na nich pora. I że to on ma iść przodem do siedziby straży, czy mu się to podobało, czy nie.
- Oskarżać takie dobre kobiety o trucicielstwo... - Burknął tylko Michio pod nosem, kiedy mijał cię wraz z młodszym strażnikiem. Wyszliście na zewnątrz i z łaski pańskiej facet nawet dostał pozwolenie na zamknięcie swojego sklepu. Mimo wszystko złodziei nie brakowało, a raczej ciężko byłoby ich zidentyfikować, gdyby wynieśli pół, albo i cały sklep. Nie żeby komukolwiek, prócz samego właściciela, na tym zależało. Pewnie i tak biedaczyna spędzi chwilę w pierdlu.
- Tak jest, przekaże wszystko! - Przyobiecał młodzik i przez moment odprowadzał cię spojrzeniem. - No już,
komu w drogę temu czas!
- Usłyszałeś jeszcze za plecami, nim wasze drogi rozeszły się w innych kierunkach.
Posiadłość Sachiko nic się nie zmieniła. Tak jak była - tak i jest. Jednak tym razem strażnicy przy wejściu do jej rezydencji zatrzymali cię, z lekkim wahaniem, ale zatrzymali, krzyżując ze sobą włócznię, by odgrodzić cię od drzwi wejściowych.
Było w nich widać niepewność - wszystko przez emocje, którymi niemal buzowały twoje oczy, zimną determinację, która tak charakteryzowała Diabła Świtu. Wiedzieli, kim jesteś, oczywiście, że wiedzieli. Tym nie mniej płacono im za pilnowanie spokoju tej posiadłości i jego właścicielki.
- Przepraszam, ale... ale musimy zapytać o powód wizyty i zgłosić ją pani Sachiko. - Że niby mieli jaja? No mieli.
Chociaż gdyby mieli większe to nie wyglądaliby na tak zbitych z pantałyku. Żaden z nich nie chciał się z tobą bić.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 5 sty 2018, o 17:18

Dobra kobiety? Hahaha, takie własnie były najgorsze i najniebezpieczniejsze. Pod tą całą otoczką kurtuazji mogła się kryć cwana bestia, diablica lub pajęcza królowa, która misternie uplata intrygę niczym sieć. Oczywiście nie było co do tego stuprocentowej pewności. Brak było twardych dowodów, jednoznacznie wskazujących winę Sachiko, toteż brązowowłosy wolał się wstrzymać ze zbyt śmiałymi deklaracjami. Za wcześnie było, by wskazywać go jako tę, którą trzeba pojmać, przesłuchać i ukarać. Asahi zdecydował się więc zadziałać na własną rękę. Już i tak długo unikał wpływowej pani polityk i tym razem chciał się z nią skonfrontować. Nie był jednak pewien, czego powinien się spodziewać. Raczej nie tego, że Sachiko przytaknie i przyzna się do winy. Domyślał się, że ta pewnie wyprze się wszelkich zarzutów, ale władca piasku i tak chciał ujrzeć to na własne oczy. Zobaczyć tę wyćwiczoną twarz, potrafiącą odegrać różne emocje lub zachować kamienny wyraz nawet skrajnej sytuacji.
Jacyś śmieszni strażnicy nie byli w stanie go powstrzymać. Gdyby chciał, mógłby ich złożyć machnięciem jednej niewielkiej fali piachu. Ba, wystarczyłoby uwolnić płynący w nim chakrę, a ci prawdopodobnie posikaliby się ze strachu. Złotooki był zdeterminowany. Chyba zbyt zdeterminowany, bo podwładni tej cholernej suki dostrzegli w nim raczej mało przyjazne zamiary. Cóż, był to dobry sygnał, żeby wziąć nieco na wstrzymanie. Mimo wszystko Asahi nie chciał sprawiać wrażenia, że chce doskoczyć do gardła Sachiko zaraz po tym jak ją dostrzeże. Nie miał przecież aż tak szalonych zamiarów, co nie?
- Przyszedłem złożyć pani Sachiko osobiste przeprosiny - odrzekł bez emocji w głosie. - I nie musicie się trudzić, bo i tak jestem spóźniony, a o mojej wizycie wie już od Hikariego. No, nie każcie pani Sachiko dłużej na mnie czekać, bo i tak ma wystarczająco dużo powodów do fochów na moją osobę - dodał moment później, starając się jakoś zbyć strażników. Jeżeli ci jednak będą dalej nalegać, to trudno. Niech, kuźwa, powiadomią swoją pracodawczyni o nadejściu młodego panicza. Przecież nie będzie robił tutaj rozpierdolu o taką błahostkę. O nie. On, Asahi Ichirou, był zajebiście wyluzowany, panował nad swymi emocjami i miał wszystko pod kontrolą. Był jebanym władcą swego gniewu, a krew w jego żyłach była zimniejsza od wód Hyuo.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 5 sty 2018, o 19:29

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
73/∞

Właściwie wystarczyłoby pewnie, żebyś mocniej tupnął nogą, a już by się posrali. Nie trzeba było uwalniać chakry,
a już na pewno nie trzeba było sięgać po demona z piasku, który tak pewnie baraszkował sobie po sklepie alchemika, kiedy go przesłuchiwałeś. Przesłuchanie na pół bidy, wyciągnąłeś z niego mimo to i tak wszystko. Byłeś równie przekonujący, co tu i teraz, przy tych biednych strażnikach, którzy nie wiedzieli, czy nie stracą zaraz tych rączek, które trzymały niepewnie dzidy mające cię odgrodzić od rezydencji. Tak, zdecydowanie ich miny, ich zachowanie, jakimś sygnałem były. I to nie byle jakim. Zapewne to samo widział w twojej twarzy tamten alchemik, różnica była taka, że tamten typek był winny - sam się do tej winy przyznał. Wszystko dzięki twojemu sprytowi, bo tak, skoro nie miał składników na miejscu do produkcji trucizny, żadnych notatek w swoim magicznym zeszyciku, to najpewniej ciężko byłoby cokolwiek od niego wydusić. Chyba że pękłby pod twoją siłą i zaczął gderać. Gdyby, gdyby... Tak czy siak - udało ci się i to błyskotliwie. Teraz zaś czekałeś na to, czy ta dwójka obszczymurów będzie na tyle mila, żeby jednak swoje wykałaczki wycofać. I byli tak mili. Czy raczej - nie chcieli narażać się tobie i samej Sachiko. Nikt ich nie powiadomił, że masz przyjść, ale też nikt nie wpadłby tu na to, że przychodzisz w złych zamiarach, ty, Diabeł Świtu, Kochanek! Dlatego bronie zostały cofnięte, a ty spokojnie mogłeś wejść do ocenionego korytarza, w którym panował przyjemny chłód - przynajmniej jeśli porównujemy do temperatury na zewnątrz, od której pot po dupie spływał. Najprzyjemniej to było w grajdołku medyka, który rozkrawał ciała.
Jeden ze strażników poszedł za tobą w zupełnej ciszy.
Żadna ze służących was nie zaczepiała, zresztą prawie żadnej na korytarzu nie było - tylko jedna mignęła z boku i zaraz zniknęła w jednym z pokoi.
- Tędy. - Zaprosił strażnik, wskazując gestem jeden z korytarzy. Zostałeś poprowadzony do tego samego pokoju,
w którym spotkałeś się z Sachiko, kiedy zdawałeś jej Kaori. Jak się potem okazało - klona. - Proszę... chwilę...
- Zaczekać. Słowo niewypowiedziane nigdy, a mimo to było słyszalne w uszach. W tej ciszy między wami, którą przerywały gromy twoje gniew... twojego idealnego spokoju i harmonii. Strażnik przez chwilę spoglądał na ciebie skonsternowany,
po czym westchnął, wyraźnie nie wiedząc, jak się za te twoje odwiedziny i wcześniej wypowiedziane słowa zabrać. W końcu domruczal tylko - proszę. - I otworzył przed tobą drzwi do pokoju.
Sachiko siedziała w salonie i czytała książkę, znad której uniosła spojrzenie, kiedy drzwi się otworzyły. Uniosła lekko brwi w minimalnym zdziwieniu. Rezydencja się nie zmieniła - sama Sachiko już tak. Lewa strona jej twarzy ozdobiona była dość brzydkimi bliznami, jakby po oparzeniu, ciągnąc się od samej skroni do linii szczęki. Nie wyglądało to ładnie, nawet jeśli było już uzdrowione.
- Proszę, któż to w moich progach. - Zaczęła cierpko, odkładając książkę na stół.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 6 sty 2018, o 10:26

Zajebiście wyluzowany do granic możliwości władca piasku był jakoś w stanie przecierpieć tymczasowe towarzystwo strażnika. Jego wyraz twarzy jednak zdradzał w pewnym stopniu, że nie jest najrozsądniejszą opcją teraz go denerwować. W milczeniu przedarli się więc przez kolejne korytarze rezydencji pani polityk, a Ichirou zdobył się na chwilę cierpliwości i poczekał, aż jego wizyta zostanie ogłoszona królowej tego pałacyku.
Machnął dłonią do strażnika, żeby se już poszedł, po czym wmaszerował do salonu z pochmurnym spojrzeniem bursztynowych oczu, którymi omiótł zaczytaną w książce Sachiko.
Zwrócił szczególną uwagę na jej twarz, która nie była już taka piękniutka jak kiedyś. Pamiątka po Kaori, huh. Cóż, jaka wielka, kurwa, szkoda. Pffft, dobrze jej tak.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - odparł oschle, kierując się do fotela znajdującego się nieopodal pani gospodarz. Postawił gurdę obok i chwili zajmowania miejsca wyciągnął fiolkę z kryształowymi drobinkami. Tą, którą zabrał pokonanemu szakalowi i którą dał medykom na chwilę na przebadanie. Miał w sumie dwa takie pojemniczki, przy czym drugi z nich był już pusty. Detektyw Ichirou rotował między nimi i wykorzystywał jeden z nich w zależności od sytuacji.
- Domyślam się, że pewnie niechętnie mnie przyjmujesz, ale postanowiłem zrehabilitować się chociaż w małym stopniu. Z racji, że Furasshu jest obecnie niedysponowany, odebrałem za niego twoje ostatnie zamówienie - oznajmił bardzo spokojnie jak na jebanego władcę swojego gniewu. Na koniec wypowiedzi postawił przed sobą na stole lub stoliku właśnie wspominane zamówienie, a więc fiolkę z cyjankiem.
Natychmiast przeniósł swoje przenikliwe spojrzenie bursztynowych oczu na Sachiko. Mistrz analizy chciał dobrze przypatrzyć się jej reakcji. Jej, udawanemu - jak przypuszczał - zdziwieniu. Chciał zobaczyć, jak żmija wykręca się przed prawdą.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 6 sty 2018, o 15:36

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
75/∞

Sachiko nie miała najlepszego humoru i było to po niej widać. Cóż za zbieg okoliczności - zupełnie jak ty! Nie wyglądała też jednocześnie na osobę, która właśnie drżałaby, albo była w pełni gotowości, bo ukradła twój naszyjnik i zleciła całe stado morderstw. Tym nie mniej właśnie się tego spodziewałeś, prawda? Że będzie grała, że jej aktorstwo osiągnie zenit! Gdybyś tylko dostał w darze moc, by emocje budzić... By przestać czytać z ksiąg - i zacząć z ludzi. Gdybyś..! Gdyby tak wznieść się ponad ułomne ludzkie oko i mieć możliwość, by sięgać do głębin, przebierając dłońmi w skarbach ułożonych na dnie jeziora. Gdyby świat cały obrósł w niebieskie migdały, dostałbyś to, czego pragnąłeś? Albo może - znalazłbyś w końcu coś, na czym mogłoby ci zależeć? Już to miałeś. Sławę, pieniądze, kobiety, szacunek, dobrą wolę lidera. Miałeś to wszystko i kawałek więcej, będąc w stanie zrobić krok w przód, którego większość mieszkańców Atsui nie mogła. Sachiko była taka sama. Wasze zderzanie się ambicji było trzaskaniem broni. Iskry sypały się na boki i nie było odważnego, który by podszedł i was rozdzielił - przynajmniej nie w waszej okolicy.
- Przeszkadzasz. - Odparła wprost, lakonicznie, poprawiając się na fotelu, by nie siedzieć tak luźno rozłożona, jak siedziała. Przestała na ciebie spoglądać. Jej wzrok spoczął na owocach wyłożonych na plecionym, wiklinowym koszu i na dzbanuszku z chłodną, mrożoną herbatą, obok której postawiono miseczkę z miodem, cytryną i limonką oraz z sokiem malinowym. Nie przewidziano jednak szklanki dla gości. - Skoro jednak już przeszkodziłeś, słucham, czym mogę służyć.
- Nic dziwnego, że humoru nie miała. Coś straciła - coś o wiele droższego niż ty. To nie była biżuteria. To była ta młodość,
która miała odzwierciedlać piękno. To piękno, które miała nosić jeszcze przez długie lata. Dopiero kiedy wyciągnąłeś fiolkę,
kiedy zacząłeś czegoś szukać, zwróciła na ciebie ponownie swoją uwagę, słuchając twoich słów.
- Furasshu? - Zapytała. Na jej twarzy nie było zdziwienia, pojawiło się za to zainteresowanie. Tak samo jak fiolką,
którą wyciągnąłeś i po którą ona sięgnęła dłonią, przyglądając się jej zawartości. - O co ci chodzi? Nie mam ochoty na twoje gierki, a to już jest chyba kpiną. - Poturlała fiolką po blacie w twoim kierunku, tracąc nią zainteresowanie.
- Jeśli nie wystarczająco pogrążyła cię jedna dziewczyna zwykłym klonem, to nie pogrążaj samego siebie dalej, przychodząc do mnie z imionami słów na ustach, których nie znam i cukrem w fiolce.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 6 sty 2018, o 16:51

Ścieranie się ich wielkich ambicji tworzyło iskry, które wkrótce mogły stać się zalążkiem pożaru. Jeżeli Ichirou w swoich przeczuciach i przekonaniach miał rację, to nie było tutaj miejsca na jakiekolwiek ugodowe rozwiązanie. Szkoda, że to wszystko tak musiało się skończyć, ale nie było innego wyjścia. Nie było miejsca w Atsui dla knujących Sabaku, którzy wbijali nóż w plecy swym pobratymcom. Nie byli cholernymi Kaguya, u których przewroty władzy był na porządku dziennym. Chcąc osiągnąć coś więcej, sięgnąć swoimi możliwościami znacznie dalej, cały ród musiał być jednomyślny. Zresztą, tu nawet nie chodziło wyłącznie o porządek w klanie, ale też o spokój ducha samego brązowowłosego. Kinkotsu miało być przecież jego schronieniem, jedynym miejscem na kontynencie, w którym mógł naprawdę poczuć się bezpiecznie i swobodnie. Musiał więc pozbyć się wszystkich, którzy byli przeciwko niemu.
Jakoś się tym nie przejął. Minimalnie wzruszył ramionami i kontynuował swoje. Wzmiankę o przeszkadzaniu podjął jedynie z minimalnej grzeczności, jaką postanowił zachować. Resztę kurtuazji, miłe słówka, oficjalne pierdzielenie można było sobie zostawić na potem. Zresztą, chyba oboje nie mieli nastroju do zbędnego patyczkowania się.
Spodziewał się mniej więcej takiej reakcji. Całkowitego wyparcia wszelkich faktów. No dobra, nie może jeszcze nie faktów, tylko zarzutów. Czy słowa alchemika były wystarczające, by uznać Sachiko za winną i ją pogrążyć? Może wystawił ją któryś z przesłuchiwanych psów, a raczej szakali?
W milczeniu chwycił za odrzuconą w jego stronę fiolkę i schował ją do kiszeni. Zacisnął zęby w złości na komentarz dotyczący Kaori i z trudem powstrzymał się przed komentarzem.
Wkrótce ty się pogrążysz, suko.
- O żadnym Hikarim też pewnie nigdy nie słyszałaś? - westchnął cicho, mając już dość jej kręcenia. Założył nogę na nogę, oparł splecione dłonie na kolanie.
- Twój chłopiec właśnie został pojmany i pewnie śpiewa jak trzeba. Skoro jednak o niczym nie wiesz i w niczym nie brałaś udziału, to możesz być spokojna. - Uśmiechnął się blado, bardzo sztucznie. - Tylko nie wiem, dlaczego twoje imię zostało wskazane. Chyba nie masz żadnych wrogów we wiosce, prawda? - Nie chciał mówić zbyt wiele, bo chyba nierozsądnym było zdradzać wszystkie zebrane informacje w śledztwie głównej podejrzanej. Suka była cwana, mogła wykorzystać tę wiedzę i wymyślić bardziej wiarygodną bajeczkę.
- Przypuszczam, że niebawem otrzymasz wezwanie na pogadankę, więc tam się wszystkiego dowiesz. Postanowiłem jednak być na tyle miły i jako pierwszy ci o tym powiedzieć. Chyba lepiej być zawczasu uprzedzonym przez zaufaną osobę, prawda? - Huh, najwyraźniej dalej sobie z nią pogrywał mimo jej wcześniejszej uwagi. Nie był pewien,czego się może po niej teraz spodziewać. Jeżeli faktycznie odpowiadała za całą intrygę, mogła teraz zdecydować się na psoty. Dlatego też mimo dość luźnej posty, Ichirou czujnie ją obserwował. I co najważniejsze, miał gurdę z piachem na podorędziu, bo tą postawił obok fotela.
Gdzieś w środku tak naprawdę liczył, że ta w końcu straci opanowanie. Że zgubi tę nieco oszpeconą twarz, tak dobrze wyćwiczoną w grze. Że da mu powód do działania i wyręczenia wymiaru sprawiedliwości. Z chęcią stanąłby naprzeciw niej jako Diabeł Świtu i pokazał, kto z ich dwójki jest lepszym Sentokim. W prawdziwym starciu, a nie jakiejś szopce i kryciu się za podwładnymi, których on nigdy nie potrzebował.
- Ach, tak przy okazji... Nie widziałaś gdzieś może mojego naszyjnika? - mruknął z przekąsem,
rysując wisząca w powietrzu stopą małe, niewidzialne kółeczka. Poddenerwowanie, czy podniecenie możliwą konfrontacją?
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 6 sty 2018, o 17:34

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
77/∞

Gra. Wszystko to było grą. Szachami albo czymś bardziej skomplikowanym, w czym brało udział tylko dwóch graczy,
tak ci się przynajmniej wydawało - cała reszta była pionkami, których przesuwaliście. Twoje rzuty, twoje karty, twój ruch.
Pchniesz zwykłe piony na rzeź czy może wysuniesz królową, by dumnie broniła granic twojego terytorium? Tak długo przesuwaliście wszystkie figurki, że w końcu dotarliście na sam kraniec planszy i spotkaliście się twarzą w twarz po długim,
zbytecznym przecież błądzeniu, ale koniecznym do tej rozmowy. Mogłeś odpuścić. Ona mogła odpuścić. Przeczucie, intuicja,
która cię tutaj sprowadziła - uznać, że się mylisz? Jesteś tu po to, by nabrać pewności, czy to ona? Moim skromnym zdaniem jesteś tu, bo już wydałeś na nią wyrok. Winna! I nie było niewinnego, który pierwszy rzuciłby kamieniem... oh wait.
Przecież twoje dłonie właśnie ten kamyk podniosły i pozwoliły, żeby pierwszy rzut przejechał ostrą krawędzią po jej policzku, pozostawiając na nim bruzdę. Bardzo celny strzał, to trzeba było ci przyznać. Miałeś w kieszeni jeszcze kilka pocisków, które też na pewno trafią i ją zabolą, zranią coś więcej, niż tylko jej ciało, przedrą się przez naskórek, który miał chronić wraz z mięsem delikatne, wrażliwe wnętrzności. Wszystko to dzięki twojej błyskotliwości! Dzięki całej tej pracy włożonej w śledztwo! Taak, dlatego nie mogłeś się mylić. Dlatego to musiała być ona. Tylko właściwie... dlaczego? Tamte wszystkie trupy, jedne z wielu, ta kradzież, jedna z wielu, tamten zabójca... jeden z niewielu, bo i niewiele było osób na tyle zdolnych. Na tyle znaczy... na ile? Nie zdążyłeś w sumie nawet dobrze poznać jego możliwości, ale to chyba nawet lepiej.
Tak samo jak nie znałeś możliwości Sachiko.
Dłoń kobiety uniosła się i wylądowała na twoim policzku. Albo raczej - miała wylądować. Siarczysty, nieprzyjemny policzek za zniewagę i oszczerstwa, których się tutaj dopuszczałeś. Och, jej oczy wręcz płonęły, kiedy stała nad stolikiem, ciskając w ciebie gromy swoim spojrzeniem. Jej sympatii raczej sobie nie zaskarbiłeś, ale przecież nie o to chodzi, tak? Ma się przyznać.
Winna!
Ten bez winy pierwszy rzucił kamieniem.
- Straż! Proszę wyprowadzić pana Asashi. Skończyliśmy rozmawiać. - Wysunęła się zza fotela i stanęła obok niego,
prostując się. Przyjmując zimny, kamienny wyraz twarzy, gdy splotła ze sobą palce dłoni, układając je w przysłowiową łódeczkę. Nie spoglądała na ciebie. Jej spojrzenie skierowane było w bok. Najwyraźniej nie miała najmniejszej ochoty na ciebie patrzeć.
Dwóch strażników wsunęło się do pomieszczenia - ci byli już nieco bardziej ogarnięci od chłopaków spod bramy. Chyba właśnie miałeś zostać dosłownie wyproszony z posiadłości kobiety.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 6 sty 2018, o 18:12

Wypraszam sobie bardzo, ale nikt tu wyroków nie wydał! Ichirou przyszedł tutaj w dobrej wierze, chciał dociec prawdy, odnaleźć winnych, zaprowadzić należyty porządek w wiosce. Och, straszna mi rzecz, że nie poprosił wcześniej wspaniałej pani o audiencję. Była takim samym Sentokim jak on, do jasnej cholery. Srała wyżej niż dupę miała. I tak, mówi to osobnik wpatrzony w siebie o niemałym ego, więc tutaj już musi być coś na rzeczy. Miał kłaniać jej się w pas? Może jeszcze zamieść całe śledztwo pod dywan, bo przecież jak można było śmiać podejrzewać świętą panią o podstępne czyny. Co z tego, że za wszystkie te brudy były odpowiedzialne jej psy, kojoty, szakale, czy chuj wie co. Co z tego, że wskazano ją osobę powiązaną z Furasshu? Przecież Asahi był delikatny na tyle, ile to było możliwe. Nie obwieścił całej wiosce swoich podejrzeń, po cichu je omówił ze swoim liderem i kontynuował śledztwo incognito. Ba, nawet podczas wizyty u niej nie rzucił oskarżeń, choć miał do tego absolutne podstawy. Przekonania przekonaniami, przeczucia przeczuciami, ale, do cholery, nie zachowywał się, jakby ta była już jednoznacznie winna za wysnucie całej intrygi. Poinformował ją o zamieszaniu w sprawę, to prawda, ale czy tak nie było?
A ta pizda miała czelność wyrzucić go z rezydencji. Trochę z nim zakotłowało, fakt, ale nie na tyle, by całe pomieszczenie zawrzało od jego chakry. I na pewno nie na tyle, by piasek piach jego gurdy został wprawiony w ruch. Może gdzieś tam w środku pragnął konfrontacji, jednak nie zamierzał jako pierwszy sięgać po broń. Mógł stworzyć chaos, zatrząść całą rezydencją, przyszpilić sukę, być może i wydać samodzielny wyrok. Tylko czy to było właściwe rozwiązanie?
Samosąd w tak poważnej sprawie, w samym centrum wioski i na tak wysoko postawionej osobie nie był w żadnym wypadku rozsądny. Zresztą, czy nie oznaczałby on utraty panowania nad sytuacją? Wciąż mógł dopiąć swego i to po bożemu, znaczy się - po rudemu, czyli tak, jak lider nakazuje.
Przez jego twarz przemknął krzywy uśmiech, choć odwrócona Sachiko nie mogła tego dostrzec. Mimo wszystko czuł się wygranym. Kobieta odmówiła dalszej gry, uciekła spojrzeniem. Schowała się. Ten mały tryumf na ten moment wystarczał Ichiemu.
- Szkoda - odparł z przekąsem, a potem leniwie podniósł się z miejsca. Założył później gurde na plecy i ruszył w kierunku wyjścia.
- Znam drogę do wyjścia - odrzekł dosadnie do strażników, mierząc ich nieprzyjemnym wzrokiem.
Jeżeli jakiś stanął mu na drodze, tracił go barkiem, może nawet pozwolił mu odczuć jego chakrę, by dać do zrozumienia, żeby lepiej mu nie wchodzić w drogę.

Opuścił rezydencję, ale nie chciał się od niej bardzo oddalać. Kręcił się w okolicy, licząc, że wkrótce zjawią się tu ludzie posłani przez lidera lub przynajmniej Arata, którego przecież wcześniej poinformował, dokąd zmierza. Był ciekaw, czy postawiona pod murem Sachiko podejmie się jakichś panicznych działań, czy jednak wciąż z uporem maniaka będzie udawać ślepą, głuchą i głupią.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 7 sty 2018, o 00:54

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
79/∞

Ludzie byli różni. Czasami spotykałeś na swojej drodze najzwyczajniejszych na świecie skurwieli, na których gęby nie dało się patrzeć, a czasem piękne kobiety, które w oczach były gołębicami - i tylko w oczach. Gołębice o sercach żmii. Nigdy nie dało się przewidzieć, na jakich ludzi się natrafi i ile spokoju uda się przy nich zaznać. Czy będą pachnieć orchideą?
Czy oczy będą tak błękitne jak jeziora Hyuo? Czy może będą mieli twarz tego strażnika, który cię tutaj zaprowadził i który też miał swoją historię. Każdy z nich miał - po prostu nie było czytelnika, które by te opowieści zainteresowały, więc shhh...
Zostawimy je na inny raz. Kto wie, może któryś z nich kiedyś awansuje do roli postaci drugoplanowej..? Zawsze po tobie,
mój słodki bohatyrze, zaraz za twoimi plecami, na które uważałeś - tak było bezpieczniej.
Nikt nie targał cię do wyjścia na siłę, ale strażnicy i tak cię odprowadzili. Wieczorem pod domem Sachiko pojawił się sam Jou.
Zwolnił cię z podziękowaniem z roli swojego stróża i poprosił, żebyś zaczerpnął oddechu, korzystając z uroków nocy. Innymi słowy - odpuść, żołnierzu. W tej chwili, na ten czas, po prostu odpuść. Zachowaj tą godność i oszczędź resztki tej, które miały zostać odebrane tej kobiecie - czyli to wszystko, na co czekałeś. Zobaczyć człowieka na kolanach, u schyłku swojego życia i trwania, czy to nie było satysfakcjonujące? Sachiko została wyprowadzona do straży przez Jou oraz jego strażników późnym wieczorem, kiedy ulice już były puste. Nie była skuta, związana, towarzyszyła swojemu liderowi jakby nigdy nic. Gdyby tylko nie była tak blada i gdyby tylko jej oczy zachowały swój dawny blask...
Alchemik został przesłuchany. Jego księgi przerobione. Rzeczywiście Sachiko nie zamawiała żadnych trucizn, za to mężczyzna imieniem Furasshu to co innego. Zamawiał ponoć trucizny przeróżnych rodzajów, nie zawsze te śmiertelnie groźne. Cała służba zeznała, że nigdy nie widzieli, żeby pani Sachiko posługiwała się jakimiś groźnymi substancjami, ale okazało się coś zgoła innego. Furasshu rzeczywiście zbierał zamówienia dla Sachiko i dostarczał jej medykamenty, bo byli znajomymi od lat.
Był jej przyjacielem - tylko że nigdy nie znała go pod imieniem Furasshu. Na imię mu było Saduro. Współpracował z Hikarim i razem podtruwali Kaori, bo chcieli z niej wyciągnąć wiedzę dotyczącą starego Amuletu Słońca. Mistycznego amuletu naładowanego mocą słońca. Szukali informacji po ludziach, których śmierć była zapisana w aktach, aż w końcu dotarli do opowiastki, jakoby ród Kauya posiadł wiedzę na jego temat. Ayatsuri, którzy go stworzyli, zostali zabici przez Kaguya i ponoć to oni mieli ukraść część ocalonych dokumentów dotycząca broni, która miała dawać moc słońca. Hikari połączył twój amulet z tą bronią przypadkiem. Bo i wasze spotkanie było całkowicie przypadkowe. Czemu cię jednak nie zabili, a zdecydowali na kradzież? Och - mieli zabić. Słodka Kimiko miała flaszeczkę z cyjankiem, który miała dosypać do twojej herbaty, ale nie miała odwagi. Ukradła tylko amulet i... i najwyraźniej mężczyzna imieniem Saduro, a poznany pod pseudonimem Furasshu, postanowił, że stała się błędna. Robota miała zostać naprawiona - Furasshu jednak zginął. Wszystko stało się bardziej skomplikowane, niż powinno było być.
Przeszukano dom Hikariego i został on aresztowany. Niestety zanim zdążyli go zaaresztować zniszczona została większa część domu - w tym ta, gdzie stało laboratorium. Znaleziono tylko marne resztki, które z niego zostały. Hikari próbował pogrzebać wszystko i wszystkich żywcem - nie zdążył. Ku chwale twojej szybkiej reakcji - nie miał na tyle czasu. A Szakale?
Właściwie to jakie Szakale?
Opaska zniknęła z ciała trupa. Pozostał jedynie tatuaż w kształcie szakala na plecach Hikariego. Jego przesłuchiwania dotyczące tej domniemanej grupy przestępczej nadal trwały, chociaż na razie wychodziło na to, że były to dwie osoby,
które żerowały na dobroci Sachiko, która pomogła im za młodu, przygarnęła pod skrzydła i nadała sens życiu. Hikari już nigdy nie ujrzy światła dziennego. Swoją drogą jak się okazało - posiadał geny Sabaku. Jedną z ocalonych rzeczy z jego domu był twój amulet, który odzyskałeś na następny dzień. Wrócił na twoją szyję i... wszystko było takie jak dawniej.
Sachiko nie została zaaresztowana. Nie było co do tego żadnych podstaw. Nie pojawiły się żadne dowody, ba! - Hikari upierał się, że Sachiko nie miała z tym nic wspólnego. Tak jak i jej służba. Obojętnie jak ambitna by nie była - okazała się być kobietą, która po prostu... dawała kawałek swojej dobroci nieodpowiednim osobom. Jak mogła skończyć teraz? Widziałeś sam, będąc obecnym przy śledztwie, jak płakała, siedząc w jednym z pokoi. Nie miałeś wątpliwości co do tego, czy się podniesie - musiała. Była zbyt silną kobietą, by to potknięcie miało zatrzymać ją w jej dążeniach do celu.
Skąd więc w końcu Hikari wziął plany na postawienie części mającej naładować amulet? Stwierdził, że nie wie. Że to Furasshu wszystkie dostarczył, on tylko budował. Plany zostały spalone. Osoby zajmujące się tym projektem zginęły w wybuchu.
Arata miał się dobrze. Czuł, że z twoją pomocą spełnił swoją powinność wobec mistrza i zaczął jeszcze uczynniej pracować w straży, obiecując, że możesz na niego liczyć w każdej chwili.
Kimiko okazało się, że potrzebowała pieniędzy, dlatego przyjęła związane z tobą zlecenie. Jej matka była bardzo chora i wymagała drogiego leczenia, na które nie było ją stać. Tak duże sumy pieniędzy zaś nie sypały się z nieba. Jak już wiedziałeś -
nie widziała tych pieniędzy ani sama Kimiko, ani jej matka. Tak jak mówił tamten medyk - jej matka zmarła przed proma dniami. Przynajmniej nie zostaną pochowane osobno.
Saburo został pochowany ze wszystkimi należytymi honorami. Zasłużony człowiek straży, dobry mąż i ojciec. Szkoda, że to było tak mizerne pocieszenie dla jego dzieci i żony.
Jou zamknął sprawę.
Wyglądało na to, że każdy odnalazł swoją twarz.
W końcu Kaori nigdy nie powiedziała, że Sachiko to suka.
Ty? Ty zamknąłeś kolejny rozdział swojej historii tak, jak Jou zamknął sprawę. Nie wydarzyło się w nim nic nadzwyczajnego,
nie było fajerwek, ale były podziękowania Jou, że pomogłeś aresztować i unicestwić dwóch niebezpiecznych ludzi, zapobiegając dalszym tragediom. Lider przy okazji zasugerował, że dla rozluźnienia mógłbyś się wybrać na Wyspy. I całkowicie dla rozluźnienia reprezentować Sabaku na koronacji Cesarza. Czysto dla rozluźnienia, oczywiście.
Akemi dostała stałą posadę w Promyku i nadal lubiła pogawędki z tobą przy ciepłej herbacie.
Kaori? Nie było po niej śladu ni słychu. Ponoć wróciła do ojca. Kwestia ślubu została jak na razie odroczona, a sama Sachiko podobno zaczęła dużo korespondować z ojcem dziewczyny, przepraszając ich obu za to, co działo się z nią pod rządami Hikariego. Nie miała o niczym pojęcia. Tylko czy Ty potrafiłeś w to uwierzyć, skoro wiedziałeś, jaka doskonała z niej była kłamczyni?
Cisza gościła w domu, do którego wróciłeś.
Chyba wszystko już pachniało orchideą.


Wyprawa zakończona! ♥
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 7 sty 2018, o 09:28

Odpuść, żołnierzu. Chyba raczej detektywie. Tak czy inaczej, trudno było odpuścić będąc tak mocno zaangażowanym w sprawę od samego początku. Ale rozkaz to rozkaz, nieprawdaż? I tak już swoją robotę wykonał. Opuścił rezydencję czcigodnej Sachiko, która niestety nie miała ochoty na dalsza pogawędkę. Pozostało już więc tylko przekazać śledztwo właściwym osobom i pozwolić na dokończenie śledztwa. Odsunął się zatem na bok, chociaż ciężko mu było wrócić do domu. Kręcił się gdzieś po okolicy, spacerował uliczkami. Być może nawet dostrzegł gdzieś z oddali Sachiko prowadzoną na przesłuchanie.
Choć stał się już jedynie biernym obserwatorem rozwoju badanej sprawy, to i tak wciąż nią żył i to głównie jej poświęcał uwagę przez kilka następnych dni. Kolejne fakty zostały odkrywane, kolejne kawałki dołączały do układanki, której finalny wygląd jednak nie był taki, jakiego spodziewał się Asahi. Z początku trudno było mu uwierzyć w niewinność Sachiko, ale wraz z ujawnianiem prawdy miał coraz większe wątpliwości co do swoich początkowych przeczuć. Winnymi za całą intrygę okazali się Furasshu i Hikari, a ich zwierzchniczka, a raczej przyjaciółka, była jedynie ofiarą ich planów. Taką samą ofiarą jak sam Ichirou. Dotąd mało prawdopodobna wersja wydarzeń się potwierdziła - cała gra toczyła się nie o zemstę, władzę, tylko o tą cholerną, mityczną broń, którą był... słoneczny amulet? Tak, ten rodzinny amulet, który wrócił na szyję brązowowłosego i którego moc wciąż była niezrozumiana. Skoro jednak plany jego chwilowych właścicieli zostały pokrzyżowane, a wszelkie informacje z nim związane zaginęły, to nie został on naładowany, cokolwiek to miało znaczyć. To był tylko i aż rodowy wisiorek młodego panicza, o którego ludzie potrafili się zabijać z wciąż niejasnych powodów.
Teraz już jedynie obserwował. Spokojniejszy i barrdziej zdystansowany, przyglądał się jak cała sprawa zostaje domykana. Jak śledztwo dobiega końca. Jak winny otrzymuje zasłużoną karę. Jak Sachiko zostaje złamana. Jak z silnej kobiety zmienia się w zdradzoną, skrzywdzoną przez bliskich istotę. Gdzieś w głębi duszy mogło mu się nawet zrobić trochę jej żal. Po przemyśleniu spraw na chłodno, dotychczasowy gniew wymierzony w jej kierunku po prostu się rozpłynął i wsiąknął w piaski pustyni, nie pozostawiając po sobie nawet śladu.
Pogratulował Aracie dobrej roboty, zjawił się na ceremonii pogrzebowej Saburo, a z Akemi wypił niejedną herbatę.
Wszystko się uspokoiło, chociaż było nieco dziwnie. Być może władca piasku spodziewał się innego zakończenia. Być może po prostu potrzebował czasu na oswojenie się z obecnym stanem rzeczy.
Może potrzebował przerwy, małego odpoczynku od Atsui, co zresztą zasugerował sam Jou. Och, było jasne, że nie chodziło tu tylko o urlop. Lider nie wysłałby go na skuty lodem koniec świata tylko po to, by ten się rozluźnił. Koronacja cesarza, huh?Pomysł wycieczki na tyle zainteresował złotookiego, że ten wkrótce postanowił faktycznie wybrać się w rejony, których do tej pory nie odwiedził. Całe te przedsięwzięcie wiązało się z pewnym ryzykiem, fakt, ale czy ryzyko nie było ulubioną używką Asahiego?


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 15 kwi 2018, o 13:58

Wizytę na osnutym chłodnymi wiatrami krańcu świata można było potraktować jako drobne wakacje, ale trudno mówić o jakimś większym odpoczynku, skoro i tak większość czasu był w podróży. Nie znaczy to jednak, że wracał niechętnie. Wręcz przeciwnie, czuł się lepiej zjawiając się znowu w skąpanej w słońcu krainie. Nie był starym drzewem, które mocno zapuściło korzenie, ale to jednak na piaskach pustyni był najpewniejszy siebie. To było jego naturalne środowisko, to był jego dom. Tutaj miał swoją prowincję, swoją wioskę, swój ród. Tutaj miał swoje sprawy, ale też i problemy.
Problemy, które zamierzał naprostować.
Od zamknięcia jego ostatniego śledztwa minęło już nieco czasu, ale z pewnością nie odeszło ono w zapomnienie. Winni zostali złapani i ukarani, ale pozostał pewien niesmak, który był wynikiem wcześniejszych podejrzeń. Pozycja mocno udzielającej się politycznie Sachiko mogła zostać mniej lub bardziej zachwiana. Choć okazała się niewinna, to jednak gdzieś tam nad nią i całą sprawą mogły krążyć szare chmury.
Ich ostatnie spotkanie nie należało do najmilszych. Już i tak ich relacja pogorszyła się przez niedopilnowanie przez Ichiego jej przyszłej lub niedoszłej pasierbicy, ale prawdziwa burza powstała, gdy ten postawił jej bardzo śmiałe zarzuty. I to w jej własnej rezydencji.
Dziewczyna swoje wycierpiała. Choć została potraktowana przez władze z dużym szacunkiem, to jednak sam fakt przesłuchiwania i postawienia w roli podejrzanej mógł zaboleć. Do tego zdradza przyjaciela oraz podwładnego. To wszystko razem stało się mocnym ciosem, wobec którego nawet tak silna kobieta jak Sachiko nie mogła przejść obojętnie.
Czy Asahi miał z tego powodu wyrzuty sumienia? Oczywiście, że nie. Wykonywał jedynie swoją pracę. Dociekał prawdy, chcąc dopaść tych, którzy prawie dopadli jego. A że ta prawda była dość wstrząsająca, to już inna kwestia.
Mając zamiar stawać się coraz bardziej wpływowym Sabaku, lepiej nie było psuć kontaktu z innymi obiecującymi klanowiczami, z którymi zapewne za jakiś czas będzie dane decydować o losach rodu. Jeżeli Atsui miało być jego domem i bezpieczną przystanią, to chciał móc bez stresu zamknąć oczy w swojej sypialni. Jak miałby mierzyć się z wrogami znajdującymi się na zewnatrz, skoro ludzie z wewnątrz chcieliby mu wbić nóż w plecy? Jasne, trudno było mówić o Sachiko w kontekście nieprzyjaciela, ale ostatnie sprawy mogły nieco popsuć kontakt. Brązowowłosy postanowił to naprawić, mając świadomość, że bez zjednoczenia całego klanu jego przyszłość może być wątpliwa. Świetnym przykładem byli Kaguya, których podczas bitwy o Atsui pogrążył wewnętrzny konflikt.
Może to dojrzałość, może umiejętność spoglądania bardziej wprzód, a może zwyczajny pragmatyzm. Tak czy inaczej, zjawił się przed jej rezydencją, na co młodzieńcza duma by mu kiedyś nie pozwoliła. Cóż, nie był już smarkaczem, który ledwo po otrzymaniu statusu akolity wyruszył w świat, by się po prostu bawić, tylko dojrzałym i zasłużonym shinobi, którego aspiracje niekoniecznie musiały się kończyć na randze Kogō.
Nie, żeby zamierzał się tłumaczyć lub przepraszać. Podczas śledztwa kierował się jedynie dowodami, które jasno wskazywały na jej ludzie. To ona więc powinna przepraszać, że nie potrafiła dopilnować swojego otoczenia. Ale mniejsza już o to, bo Asahiemu chodziło o coś zupełnie innego. Złotooki zamierzał naprawić Sachiko buźkę, na której pojawiła się parszywa blizna po ostatnim incydencie z jej niedoszłą pasierbicą. Ach, w sumie nie tyle co naprawić, co załatwić naprawę u przyjaciółki z Shinrin, co już miał w sumie dogadane.
Wszystko zależało rzecz jasna od chęci wysoko postawionej Sentoki. Asahi stanął przed drzwiami jej bogatego domostwa i zapukał kilka razy, licząc, że zastanie panią gospodarz.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Kuroi Kuma » 20 sty 2019, o 12:27

-Pustynia nikogo nie rozpieszcza, chyba że skorpiony, te małe paskudy są wszędzie - mruknął Kuroi wspominając ile razy to zdarzyło mu się spotkać to irytujące stworzenie. Było ich pełno, a przypadkowe natknięcie się na jedno z nich mogło bardzo szybko zakończyć się śmiercią. Można by w sumie rzec, że ich dom, ich wywalczony potem i krwią dom chciał ich zabić - zabójcze stworzenia, temperatury, a do tego bitki toczące się o ziemię i prawo do władania zarówno nią i swoimi ludźmi. Może to właśnie ta zabójcza atmosfera propagowała w ludziach chęć to kierowania, do bycia coraz lepszym i silniejszym, to przeciwstawiania się trudnościom i życia. Nic więcej, tylko godnego życia.
-Coś w tym jest - mruknął, bo zielona fryzura faktycznie wyróżniała się na tle monotonnej zabudowy niegdysiejszej wioski, z której obecnie większość to gruzy. Czyli za wiele się nie zmieniło. Kuma przez cały ten czas siedział cicho, niczym kamienny posąg z niewzruszoną twarzą obserwował krzyk młodej dziewczyny. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się co było powodem tego dramatu. Gdy Ocir wskazał mu ciało o czuprynie równie zielonej co dziewczyny dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że ta młodziutka osóbka pożegnała kogoś bliskiego. Widział tego chłopaczka już wtedy, w tym barze, który był miejscem spotkania wszystkich najemników. Wyróżniał się z tłumu, obydwoje byli jak jasna plama na szarym, monotonnym tle.
-Mhm - rzucił tylko na jej prośbę, sam miał jeszcze trochę w zapasie, nie musiał jej oszczędzać. Piasek wylał się z jego gurdy i ruszył w stronę nieruchomego ciała. Przykrył zastygłego chłopaka niczym kołdrą, przygotował go do odejścia, do wiecznego spoczynku. Kolejna ofiara niepotrzebnej rzezi. Zaraz uformowała się w chmurkę i trzymała tuż za nimi. Teraz musieli tylko dotrzeć do domu, to spokojnego miejsca, w którym będzie można zapomnieć o wszystkim co się wydarzyło. Dohito mieli czas na świętowanie, Kuma też początkowo był w takim nastroju w końcu "wygrali". Tragedia nie dotyczyła jego samego, czemu więc miał się nią przejąć? Nie dlatego, że to rodzina Diaboła, nie dlatego że także należała do Sabaku. Dlatego, że nigdy nie jest odpowiedni czas, by tak młoda osoba odeszła z tego świata. Dlatego, że ta tragedia nie powinna się wydarzyć. Ruszyli do domu, do Atsui, gdzie w końcu mogli zaznać spokoju.
W trakcie drogi wyjął fajkę, by zająć ręce, zająć głowę, przestać myśleć. Wszystkie resztki, jakie mu pozostały właśnie się skończyły. Odpalił ją od zapalniczki z grawerem, potem przymknął oczy i znowu gryzący dym przelał się przez jego gardło. Nie potrafił się rozluźnić całkowicie, ale przynajmniej miał co robić, a raczej nikt tutaj nie będzie zbyt rozmowny, gdy trzecia chmurka ciągnie się za nimi w ciszy. Kierował ich główną drogą, zatrzymał kawałek przed wioską i dopiero tam odezwał się po raz pierwszy. Zerknął na dziewczynę, końcówką drewnianej fajki wskazał na chmurkę i spytał
-Znasz jakieś godne miejsce, gdzie moglibyśmy go pochować? - dodał spokojnie, lecz ciężko przeszło mu to przez gardło. Słowa jakoś nie chciały się skleić, nie wiedział nawet jak to powiedzieć lepiej, chyba nie istniał na to dobry sposób. Sam chciałby, by piaski pustyni okryły niegdyś jego ciało i zagrzebały gdzieś głęboko pod ziemią. Bez żadnych zbędnych dodatków. Całe życie przemierzał sam z piaskiem na plecach, traktował go jako najlepszego przyjaciela - i do bitki i do szklanki. Nie znał jednak młodziaka, nie wiedział kim jest, czy ma dom, rodziców którzy ciągle czekają. A najgorszym by brak wiedzy, nadzieja że jednak ten ktoś powróci. Nadzieja, która nigdy nie miała się ziścić.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 475
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 20 sty 2019, o 15:20

Wracał jako zwycięzca i bohater rebelii, ale brakowało w nim entuzjazmu. Widok zrozpaczonej kuzynki w żałobie skutecznie zdejmował każdy uśmiech tryumfu z twarzy. Ichirou czuł się bezradny. Znacznie bardziej bezradny, niż kiedy w jego umyśle pojawiło się zwątpienie wobec olbrzymiej siły, jaką pokazał Naohiro. Potrafił ożywić całą pustynię, ale nie potrafił ożywić pogody ducha w jednej osobie. Milczał przez znaczną większość podróży, bo nie wiedział w ogóle w jaki sposób powinien odezwać się do zielonowłosej. Nie znał za dobrze Arashiego, ale zdawał sobie sprawę, jak ważną osobą jest dal Suzu. Obserwował ją więc podczas powrotnej drogi, starając się rozgryźć jej reakcję i to, jak wpływ miała na nią bardzo świeża tragedia.
Jednego był pewien - dziewczyna tego dnia w pełni doświadczyła, czym jest dorosłość. Jej pozytywny pogląd na świat został brutalnie zweryfikowany. Złotooki Sabaku miał tylko nadzieję, że nie podetnie jej to za bardzo skrzydeł.
Było to trochę egoistyczne, ale w całym tym dramacie pokrzepiała go myśl, że jego krewnej na szczęście nie stało się nic poważnego.
- Zabiłem Naohiro. Dohito i Haretsu będą chcieli się dogadać pod naszym patronatem. Pustynię czeka lepsze jutro - odezwał się w pewnym momencie, próbując przedstawić Suzu pozytywne strony skończonej batalii. Nie odniósł się do śmierci marionetkarza, bo nie miał w głowie jakichkolwiek słów, które uleczyłyby rany kuzynki zamiast je rozdrapywać. Zdobył się jednak na gest, którym było oparcie dłoni na jej ramieniu. Drobny manifest, że jest tuż obok.
W końcu zbliżyli się do swej osady. Kiedy wszystko Tsurai stanęło do góry nogami, Atsui pozostało dokładnie takie same.
- W Sabishi, on stamtąd pochodzi - oznajmił oschle na pytanie Kuroia. - Przekażesz ciało ludziom z placówki medycznej, by przygotowali je do pochówku - oznajmił chwilę później. Nie podkreślał tego w żaden dosadny sposób, ale był to rozkaz. Ichirou - w swoim mniemaniu rzecz jasna - miał ważniejsze sprawy na głowie. Życia Arashiemu i tak nie dało się już przywrócić, ale na losy Sabaku jak i całej pustyni dało się wpłynąć.
- Muszę pogadać z Jou. Im szybciej podejmiemy działania ku nawiązaniu nowego porozumienia, tym lepiej - odrzekł do pozostałej dwójki Sabaku, a potem przeniósł zmęczone spojrzenie bursztynowych oczu na młodą Hideki.
- Jak się trzymasz? - zapytał, nie chcąc po prostu wyjść na nieczułego. Mimo wszystko nie podjął do tej pory tematu straty Suzu, a teraz miał zamiar zostawić ją samą na jakiś czas. Owszem, takie pytanie mogło przynieść więcej złego niż dobrego, ale ostatecznie uznał, że lepiej tak niż odejść bez słowa.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2470
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość