Szpital

Re: Szpital

Postprzez Uchiha Matsu » 14 lip 2017, o 12:46

ARC 2
Więcej niż więzy przyjaźni...


Młody Uchiha ucieszył się na wieść, że będzie mógł posparować się ze swoim przyjacielem. Dreszcze już wędrowały po jego ciele przyjemnie smyrając go w ekscytacji. Po wysłuchaniu tego co miał do powiedzenia Oroshi, Matsu obrócił się napięcie i podszedł do drzwi.
- Chodź, wydaje mi się, że mam pomysł na idealne miejsce na nasz sparing.- Wychylił się i spojrzał na prawo i lewo, niczym sprawdzając czy nikogo nie ma. Na horyzoncie było czysto, a więc można było bez problemu się wydostać. W sumie i tak już tu ich nikt nie będzie trzymał, bo służba zdrowia nie przędzie tak dobrze, jak się wydawało...

Ruszył korytarzem i szukał schodów na górę. Chciał jak najszybciej znaleźć się na dachu, które wybrał jako idealne miejsce sparingowe. Gdy wreszcie zlokalizował wejście na dach upewnił się, że Hebi podąża za nim i ruszył na świeże powietrze. Gdy otworzył drzwi, które odsłoniły piękny dzień mógł zobaczyć całą oadę. Szpital sam w sobie był dość wysoki, do teo był umieszczony na wzniesieniu, więc panorama miasta idealnie rzucała się przed oczy obu shinobi.

Dach miał wymiary 20x50 i był w kształcie prostokąta. Dobudówka, której drzwi prowadziły na dach była jedynym wystającym zabudowaniem. Kamienne podłoże powoli nagrzewało się od słońca, które krążyło już dość wysoko po nieboskłonie. Matsu po raz kolejny odezwał się:
- Walczymy do pierwszej krwi, zgadzasz się?- powiedział Uchiha poważnym tonem. Można było wyczuć w jego głosie, że był zaznajomiony z manierami pojedynku. Przyjął pozycję i czekał na odpowiedź kolegi.
Uchiha Matsu
 

Re: Szpital

Postprzez Hebi Oroshi » 14 lip 2017, o 21:55

Hebi spokojnie ruszył za swym towarzyszem, który wydawał się pewien miejsca gdzie miał się odbyć ich sparing. Zdziwił się jedynie że chciał tego dokonać tak szybko, ledwo po tym jak obaj o mało co nie stracili życia w tym przeklętym lesie.
Wąż który do tej pory spoczywał na łóżku, powoli wpełzł po jego ramieniu, zaraz znikając pod wierzchnim okryciem. Hebi czuł jak owija się wokół klatki piersiowej, jednak w żadnym stopniu nie utrudniało to jego ruchów. Więc już po chwili zdobył się na ostatni głęboki wdech, po czym ruszył przez okno po metalowej drabinie, domyślał się jak ma wyglądać miejsce w którym sprawdzą swe umiejętności… Matsu wybrał trasę inną, jednak Hebi tak bardzo tęsknił za słońcem, że wolał odrobinę zaryzykować niż dodatkowo tracić czas na spacerki po tym przykrym miejscu…
Po kilkunastu minutach obaj oddychali już pełną piersią, a ciepłe promienie słońca ogrzewały ich z góry przywodząc przyjemne uczucie przed nadchodzącym wysiłkiem.
Oroshi stanął jakieś dziesięć metrów od przyjaciela, po czym wysłuchał jego słów wciągając z torby jeden z ostatnich Kunai jakie mu zostały… Niestety nie miał czasu na zakupy, a tym bardziej ewentualne doskonalenie własnych umiejętności.
Musiał radzić sobie z tym co miał…
Biały boa ześlizgnął się z jego ciała, po czym zniknął gdzieś u wylotu klapy którą przybył tu Matsu… Zapewne będzie obserwował jak radzi sobie jego wybawiciel, nie szczędząc przy tym od własnej satysfakcji.
- Już nie mogę się doczekać
przemówił spokojnie młodzieniec, po czym oblizał usta z zachwytem… To będzie ciekawe spotkanie.
Hebi Oroshi
 

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 16 lip 2017, o 21:30

Walka
Matsu Uchiha vs Oroshi Hebi
1/x
Sędzia


Wiosenne słoneczko pustyni padało na całą osadę Kinkotsu, także tam gdzie poszła pewna dwójka doko, czyli na dachu szpitala. Na szczęście nie było ono jeszcze obciążające w żaden sposób dla walczących, bo w trakcie jego pełni można zdecydowanie szybciej się zmęczyć niż w normalnych warunkach. Nawet w tej porze roku temperatura robi swoje. Młodzieńcy rozeszli się naprzeciwko siebie i czekali na pierwszy czyjś ruch, a kto będzie tym co zacznie? Wiaterek delikatnie powiewał, a osada w okolicy była dość spokojna, jednak wydawało się, że wysokość zgłuszy większość dźwięków. Przynajmniej takie ma się wrażenie na pierwszy rzut oka...


Mapka poglądowa w 4K: http://i.imgur.com/PCywfvN.png
Odpisujcie kolejnością jak chcecie, potem ja ją wskazuję.
Proszę dodawać w uhide=Hikari KP i użyte techniki, ich brak będzie niepowodzeniem użycia.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1982
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Hebi Oroshi » 18 lip 2017, o 13:58

Hebi ruszył jako pierwszy nie czekając na reakcję swego kompana.
Chciał wyprowadzić cios zdając sobie sprawę z niektórych możliwości przyjaciela, które ujawnił w czasie ich walki wśród wysokich drzew lasu porastającego bezpańskie tereny.
Oroshi nie posiadał w swym zakresie zbyt wielu technik mogących momentalnie rozwiązać wynik meczu, jednak nie zamierzał też ruszać z pełną siłą by zachować chakre na dalszy rozwój wypadków.
Korzystając jedynie ze zręczności i szybkości ruszył na wroga, reagując jednocześnie na wszelkie zasadzki zaplanowane przez Uchihe.
Gdy był jakieś sześć metrów od niego cisnął kunai w stronę celu, po czym wyszarpał następnego szykując się do walki bezpośredniej.
Wymierzył kopniak z półobrotu w potylicę Matsu, po czym wyciągnął prawą dłoń by dosięgnąć sztyletem jego piersi… Nie miał zamiaru robić mu krzywdy, ale zasada pierwszej krwi to jednak pierwsza krew.


DANE PERSONALNE


IMIĘ: Oroshi
NAZWISKO: Hebi
KLAN: Sabaku

WIEK [DATA URODZENIA]: 16
PŁEĆ: Mężczyzna
WZROST | WAGA: 176/65
RANGA: Doko


APARYCJA


WYGLĄD:

Okiem przypadkowego obserwatora, w pierwszej kolejności obserwujemy jego niecodzienny odcień skóry. Mimo życia na pustyni, ciągłego uderzenia słońca, wciąż pozostaje blada... Może to zwykła anomalia panującą w jego rodzinie, może też celowy etap ewolucji.
Zaczynając jednak od góry, zauważymy burzę niebieskich włosów układających się w każdą możliwą stronę. Złote bystre oczy, niewielki nos, szeroki uśmiech.
Oroshi nie był wysoki, raczej niknął w tłumie. Nie przykładał wielkiej wagi do treningów własnego ciała, więc i trudno nazwać go umięśnionym czy dobrze zbudowanym. Nie posiada dodatkowych cech wyróżniających go z tłumu, jedynie drobne blizny na rękach których nabawił się w czasie samotnych zabaw na pustyni... Ot cały Hebi...

UBIÓR:Niebiesko-Białe kimono sięgające do połowy ud, szeroki brązowy pas z kilkoma kieszeniami. Ciemne spodnie z szerokim krokiem które w najmniejszym stopniu nie krępowały ruchów, granatowe sandały z zakrytymi piętami.Dodatkowym elementem jego ubioru, są bandaże związane przy kostkach. Pod swym kimonem zazwyczaj nosi czarną koszulkę z wcięciem na klatce piersiowej. Podczas wypraw przez pustynię, często nakłada kremowy płaszcz z szerokim kapturem. Hebi uwielbia ukrywać dłonie w długich rękawach kimona, ukrywając w ten sposób częste zaciskanie pięści gdy coś go zdenerwuje.
ZNAKI SZCZEGÓLNE:


OSOBOWOŚĆ


CHARAKTER:

Z pewnością można tu mówić jedynie o początkach budowy własnego ja... Chłopak w wieku szesnastu lat poznał już wartości którymi winien się kierować, spokojny, pomocny, nieco arogancki gdy coś mocno go zdenerwuje... Zawsze chciał być postrzegany w oczach bliskich jako osoba wartościowa, silny i pełny prawości którą może przekazywać dalej. Często kryjąc się w swoim świecie, wyobraża sobie siebie jako wspaniałego wojownika pełnego cech którym brakowało innym z jego rodu... Może czas go jeszcze zmieni, jednak czy na lepsze czy na gorsze, to wszystko miało się jeszcze okazać...Gdy wreszcie zdecydował się na powrót do miejsca swego pochodzenia, stał się małomówny, ciągle myśląc tylko o rozwikłaniu zniknięcia swych rodziców, nie potrafił odnaleźć szczęścia w rzeczach które dawniej sprawiały że chciało mu się wstawać z łóżka. Od kiedy tylko pamiętał posiadał tendencje do pakowania się w kłopoty, życie wśród Sabaku nie spowoduje zapewne poprawy losu...

NAWYKI: Często w chwili zamyślenia bawi się opadającymi kosmykami włosów, oblizuje usta gdy coś mocno go zainteresuje.
NINDO: Wiatr daje poczucie wolności
HISTORIA:

Oroshi Hebi pamiętał dokładnie dzień w którym jego rodzina z racji nieufności wobec własnego klanu wybrała samotność. Gdzieś na rozległych płaszczyznach rozciągających się niczym ocean przed wilkiem morskim, gdzieś gdzie nie było wpływów rodu Sabaku, który w znacznym stopniu różnił się od innych klanów. Ich aspirscją zawsze było posiadanie pełnej kontroli nad Kekkei Genkai, koszta jakie ponosili, waśnie jakie wywoływali, wszystko przestawało się liczyć w momencie gdy strach gościł na twarzach oponentów którzy zdali sobie sprawę z czym przyszło im się mierzyć... Co więc skłoniło niewielką rodzinę Hebiego do ucieczki, może to właśnie oni jako pierwsi pragnęli sprawdzić czy wszyscy jednakowo spisani byli na straty, czy jak leming za lemingiem musieli ginąć za przekonania, w których trudno szukać rozsądku.
Hebi nie tęsknił za klanem, bo i czemu skoro codziennie budził się ze świadomością że śmiało może nazwać się wolnym człowiekiem... Niewielki dom zbudowany z piasku i kamieni, gdzieś daleko poza wpływami wielkich tego świata. Samotność, w której jedynymi kompanami były mu pustynne rodziny myszy i poczucie bezpieczeństwa.
Jego ojciec, postawny mężczyzna o bladej karnacji, często opowiadał synowi o powierności wobec bliskich, o honorze który raz splamiony jest nie do uratowania... Pewnego dnia, gdy młody Gen'ei wrócił do domu przechodząc między szerokimi, szarymi skałami oddzielającymi pustynne równiny od niewielkiej kotliny gdzie matka chłopca starała się przekształcić nieprzyjazny teren w miejsce możliwe do spędzenia reszty życia, coś się zmieniło...
Brakowało tam zwyczajnego zapachu dochodzącego z kuchni, brakowało mocnego głosu ojca który po raz kolejny narzekał na fatalne warunki do siewu... Mimo że ogień płonął, a wszystko wyglądało tak jak zawsze, budynek był pusty... Bez śladów walk, bez jakichkolwiek informacji, Hebi był sam.
Co miał zrobić jeśli chciał rozwiązać tajemnicę, jedyne osoby mogące mu pomóc zostały daleko w tyle... Musiał wrócić do korzeni swego istnienia... Jeśli chciał odszukać swych bliskich nie miał innego wyjścia, musiał ponownie zmierzyć się z klanem i zyskać siłę by samemu poradzić sobie z nadchodzącymi mrocznymi czasami... Jego wędrówka dopiero się rozpoczęła.



WIEDZA


INFORMACJE:
KLANY, RODZINY SHINOBI, WIĘZY KRWI:
POSTACIE:



ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Suna Kanri - Kogane
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI: Gouken
PAKT: --
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 31
    WYTRZYMAŁOŚĆ 27
    SZYBKOŚĆ 41
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 3
    KONSEKWENCJA 3
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 120
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU D
    GENJUTSU
    STYLE WALKI E(dziedzina E)
    • ---
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON D
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE D
JUTSU:
Techniki
Ninjutsu [E]
-Henge no Jutsu
-Kai
-Kawarimi no Jutsu
-Bunshin no Jutsu
-Kinobori no Waza
-Nawanuke no Jutsu
-Suimen Hoko no Waza

Futton [D]
-Fūton: Enshō No Kaze

Klanowe [D]
-Suna Kanri: Reberu Di
-Sabaku Fuyū
-Daisan no Me
-Sabaku Kawarimi



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Kremowy płaszcz z szerokim kapturem, gurda na plecach.

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-5x Shuriken [ukryte w torbie biodrowej przy prawym boku]
-5x Kunai [ukryte w torbie biodrowej przy prawym boku]



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE:650 Linkacz
PH: Linkacz
MISJE:
    D - 4
    C -
    B -
    A -
    S -

PREZENT OD ADMINISTRACJI:
Hebi Oroshi
 

Re: Szpital

Postprzez Uchiha Matsu » 18 lip 2017, o 16:47

Słońce już dawno zajmowało środek nieboskłonu podczas gdy dwójka shinobi szykowała się do pojedynku. Uchiha Matsu stał dumnie plecami odwrócony do drzwi prowadzących na dach. Chciał by przynajmniej jedna flanka zawsze była chroniona i zamierzał trzymać się tego planu. Nie walczył z wieloma przeciwnikami, lecz nie był pewny umiejętności Oroshiego. Nie widział praktycznie żadnego z jego wachlarza jutsu, czy umiejętności walki wręcz. Mógł być pewien tylko jednej rzeczy. Na pewno jest silniejszy od niego i dlatego tak bardzo zależało mu na tej walce. Postanowił się sprawdzić, gdyż nigdy wcześniej nie dano mu sparować się z członkami klanu.

Spojrzał na Oroshiego. Nie widział u niego żadnego wahania się czy drugich myśli. Sam Matsu długo rozmyślał czy to dobry pomysł tak wyzywać od razu kogoś do walki, ale jego nowy druh był zachwycony tym pomysłem. Miał nadzieje, że odnajdzie w nim bratnią duszę. Chciał by nie skończyło się to zbyt szybko. Ale najpierw trzeba przetestować, czy nawet w takim duecie uda im się przeżyć w zwariowanym świecie wojen i konfliktów. Wyjął kunaia i stanął rozmyślał o kolejnych posunięciach.
- Zatem pierwszy ruch należy do Hebiego- pomyślał sam do siebie i przyjął pozycję bojową zakładając jedną rękę z tyłu, w razie gdyby musiał coś wyciągnąć i jedną z przodu, by móc odbić nadlatujące ataki. Kunai w jego ręku aż drżał, tak niecierpliwy był na tę walkę.

Pierwszy ruch należał zatem do Oroshiego. Ruszył na przeciw młodemu Uchiha zupełnie frontalnie, jak gdyby walczył z byle kim. Matsu nie zamierzał próżnować i gdy tylko Hebi zrobił pierwszy krok w jego stronę sięgnął jedną ręką do plecaka. Wyciągnął całą zawartość zostawiając jedynie jeden granat dymny, a następnie spróbował cisnąć dwa z nich niemalże cztery metry przed swoje nogi. W ten sposób chciał ograniczyć widoczność Oroshiego, który pędził na niego prosto. Teraz już nie mógł mieć takiej pewności, bo dym zasłoniłby cały obszar. Matsu postanowił działać od razu, bez przerwy by ewentualnie spowolnić przeciwnika i złapać go z zaskoczenia.


W momencie, w którym granatom uda się wybuchnąć młody Uchiha wykonuje unik w prawą stronę w ten sposób, by znaleźć się po prawej stronie od dobudówki. Następnie po wykonanym uniku otwiera pudełko z makibishi i próbuje rozsypać wszystkie 300 z nich na dachu w ten sposób, by ułożył się w literę U, przed samym Matsu.(Patrz rysunek na dole) Chciał by młody Hebi nastąpił na któregoś z nich, albo na kilka na raz jakby się udało. W ten sposób jego szybkość zostanie zniwelowana i Matsu będzie mógł skupić się na pokonaniu go na własnych warunkach. Czekał na rozwój wydarzeń z kunaiem cały czas w lewej dłoni. Obserwował uważnie dym z lewej prawej i z góry, tak by nic go nie zaskoczyło.

    SIŁA 33
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 25
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 41
    KONSEKWENCJA 21
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 98
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%

Granaty I Unik

Obrazek

Makibishi

Obrazek

Disclaimer: Obrazki wstawione dla lepszego zwizualizowania moich działań. W żaden sposób nie przewidują one przyszłości czy następnych ruchów naszych postaci oraz nie rozstrzygają nic za sędziego. Z góry dzięki za docenienie i pozdrawiam.
Uchiha Matsu
 

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 18 lip 2017, o 19:29

Walka
Matsu Uchiha vs Oroshi Hebi
4/x
Sędzia


Walkę rozpoczął białowłosy nastolatek zmierzający na swojego dotychczas niepewnego przeciwnika. Dotychczas, bo gdy tylko musiał zacząć podejmować działanie natychmiast się nim zajął, niemalże automatycznie jak każdy szkolony shinobi. Rozrzucił przed siebie dwa granaty, które po przebyciu czterech metrów wybuchły zasłaniając widoczność poprzez dym. Pewnie w okolicy co bystrzejsze oko było w stanie to dostrzec. W momencie braku kontaktu wzrokowego Oroshi nie wyrzucił na oślep kunai'a ani nie był w stanie kontynuować swojego planu walki wręcz, za to posiadał z sekund pięć dla siebie. Dało się usłyszeć z dołu jakiś delikatnie wzmożony hałas, ale nic poza tym. Po tej chwili wiatr zrobił robotę pozbywając się zasłony, a oczom Hebiego ukazał się rywal stojący po prawej stronie dobudówki. Kamienne podłoże przed nim dziwnie błyszczało jakby było "ułożone w literę U". Teraz dystans dzielący dwójkę doko wynosił w okolicy 15 metrów, którzy niczym praktycznie nie zmęczeni wracali do punktu wyjścia. Tak przynajmniej na ten moment by wyglądało, tylko czy na pewno?


Dodatkowe info w spojlerze
Spoiler: pokaż
Mapka poglądowa: http://i.imgur.com/PCywfvN.png
Chakra podsumowana po moim poście z werdyktem w uhide tak samo jak i wszystkie użyte bronie. W uhide potrzebuję tylko stat, dziedzin, jutsu i ukrytego EQ. Najlepiej z spoilerem, bo przejeżdżania potem będzie sporo :-)
Ostatnim razem poradziłem sobie nieaktywnym kontem Kana (po to mi był przez chwilę potrzebny tylko sobie poradziłem), ale proszę od teraz to dodać. :P




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1982
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Uchiha Matsu » 21 lip 2017, o 22:04

Pogoda dzisiaj nie stała po stronie reprezentanta krainy sogen i dumnego klanu z tamtych regionów. Pierwszy plan Matsu się nie udał. Był kompletną porażką i wolałby szybko o niej zapomnieć. Dym powstały od granatów został zwiany przez wiatr szalejący dzisiaj w osadzie. Uchiha Matsu stał wryty, kiedy zobaczył, że jego plan spalił na panewce.

Ruszył zatem do kolejnego przemyślanego zagrania. Zaplanował sobie wszystko w głowie. Wyciagnął kunaia i rzucił prosto w pierś przeciwnika. Chciał by to on poczuł smak porażki w tym meczu. Czuł, że zbliża się chwila zwycięstwa i adrenalinę, która szła na równi z tym uczuciem. Jego serce biło szybciej, a pojedynek miał się za chwilę zakończyć.

Patrzył na nowego druha, gdy stali teraz oko w oko. Kunai matsu leciał prosto w jego klatkę piersiową. Lot był wymierzony i czysty. Przynajmniej tak myślał Matsu wyrzucając sztylet.
Uchiha Matsu
 

Re: Szpital

Postprzez Hikari » 22 lip 2017, o 09:44

Walka
Matsu Uchiha vs Oroshi Hebi
6/x
Sędzia


Na dachu budynku, który nie jest niczym zasłonięty, bo posiada tylko drewniane barierki dookoła aby nikt nie wypadł, nie ciężko o wiatr. Dało się go czuć cały czas, a czasami nawet się delikatnie wzmacniał. W tym momencie pojedynek lekko zwolnił tempa, głównie przez brak reakcji u Hebiego. Wyglądało na to jakby przez moment zamienił się w słup soli. Może te granaty dymne były jakieś przeterminowane i miały w sobie coś dziwnego co to spowodowały? Cóż tak czy inaczej Matsu prawdopodobnie nie wiedząc nawet, że przeciwnik wcale nie ma zamiaru ruszyć się z miejsca rzucił w niego kunai'em dość precyzyjnie w klatkę piersiową. Przecież pojedynek dalej trwał, żaden z jego warunków nie został jeszcze w najmniejszym stopniu wykonany, a miał on być do pierwszej krwi, która wreszcie się polała. Broń po przemierzeniu piętnastu metrów wbiła się w ciało młodego Doko niczym w masło. Uchiha przez cały czas lekko podniecony czekał jaki to będzie miał plan rywal, a brakiem jakiegokolwiek mógł sprawić spore rozczarowanie. Podczas całego tego czekania, z każdą sekundą coraz szybciej bijącego serca coś się zaczęło u niego zmieniać. Chociaż nawet tego nie zauważył, to oczy zaczęły się powoli kręcić w kółko, aby w momencie zadania obrażeń, wygrania pojedynku już posiadały czerwony kolor z jedną czarną łezką. Pojawiły się w momencie mieszania uczuć, eksplozji ekscytacji i czekania na to co wykona oponent i późniejszego zawodu, że tak prosto zakończył się pojedynek.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1982
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Uchiha Matsu » 22 lip 2017, o 14:12

Matsu stał przez dobrą minutę próbując ogarnąć co się dzieje. Machał głową na lewo i prawo myśląc, że wariuje. Kolory wokół niego zrobiły się szkarłatne, a zamiast kolorów ubrań i otoczenia był w stanie zobaczyć nitki chakry i jej pulsujące kolory. Wszystko zdawało się dwa razy wyraźniejsze. Każdy kontur, zarys twarzy, przedmiot nagle został wyostrzony. Patrzył swoimi nowymi oczami na obolałego Oroshiego. Młody Uchiha nie wiedział, że ta walka będzie aż taką porażką, ze strony młodego przedstawiciela krainy Atsui.

Czerwonooki po odblokowaniu swojego klanowego doujutsu, będzie musiał powrócić do swojej krainy, gdzie będzie mógł lepiej podszlifować umiejętności. Nie ma czasu do stracenia. Trzeba się pożegnać i ruszać w drogę powrotną.
- Żegnaj Oroshi, miło było i do zobaczenia. Ja, niestety, ale muszę wracać.- nie powiedział mu w twarz, że jego paraliż w walce tak na prawdę spowodował to rozstanie. Jako Uchiha nie może się zadawać z kimś, kto nie bierze walk na poważnie, bo długo nie przeżyje...
z/t
Uchiha Matsu
 

Re: Szpital

Postprzez Defrevin » 22 lip 2017, o 18:30

Cóż, wygrana przez brak odpisu przeciwnika. Zwycięstwo Matsu w walce sparingowej.
Matsu - 33 PH (potwierdzam aktywowanie Sharingana)
Oroshi - 3 PH
Dla Hikaru za chęci - 10 PH
Jeśli masz ważną sprawę, pytanie lub potrzebujesz pomocy związanej z funkcjonowaniem forum, proszę wyślij do mnie prywatną wiadomość. Z chęcią zapoznam się ze sprawą i rozwieje wszelkie wątpliwości.
Avatar użytkownika

Defrevin
Założyciel Forum
 
Posty: 2118
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 22:31
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 28 gru 2017, o 00:00

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
53/∞

Śmielej? Cała Sachiko była śmiała. To jedna z tych kobiet, które sięgały po to, czego pragnęły. Których serce biło dla spełnienia, szukając kolejnych zachcianek. Namiętności, dla których słowo nie było słowem jedyne pro forma. Słyszałeś je, a ono i tak nie zmieniało biegu rzeczy. Miała pecha - ty też nie lubiłeś, kiedy pluli ci na twoje własne podwórko. Na twoją rodzinę - tą anonimową. Cóż, tutaj populacja zawsze była stabilna, polucja już niekoniecznie. Jak dobrze, że to ostatnie miałeś już za sobą. Szkoda tylko, że zdawała się przekładać na stabilność społeczeństwa i hormonami grać na podejmowanych decyzjach, choć ponoć wiek dojrzewania przeminął już parę lat temu. Podobno. Jej zagrywka była śmiała, zakładając, że to rzeczywiście ona stała za tym wszystkim, a twoja? Raczej całkiem normalna. Wplątany w miraż wydarzeń detektyw za dychę, kto to widział... Jak dotąd - nikt. Zaś teraz? Ty sam i Jou, któremu nawet wargi nie drgnęły w serdecznym uśmiechu. Ostatnią rzeczą, na którą lider miał teraz ochotę do uśmiechy od ucha do ucha.
- Tego oczekuję. - Żadnych niesprawiedliwych osądów - tylko jasne, klarowne dowody, które wskazywały czyjąś winę.
Nie zawsze były one osiągalne - i dlatego niestety nie zawsze wszyscy przestępcy byli karani. - Arata powinien stacjonować aktualnie w siedzibie straży. Uważaj, prawie cała podlega Sachiko. - Nie znaczyło to, że Jou nie ma nad nimi władzy - znaczyło to dla ciebie tyle, że właściwie budynek straży jest budynkiem twojego wroga w związku z tym lepiej ostrożnie się tam poruszać. Tym lepiej będzie tam mieć jakiegoś bardziej "swojego" człowieka, któremu będzie można zaufać. - Zgłoś się do niego. - Jou naskrobał jeszcze coś na szybko na pergaminie i wyciągnął też w twoim kierunku. - To polecenie dla niego. - Żebyś nie szedł z pustymi rękoma, głupio by było. Istniały pewne niedogodności z warunków posiadania własnego ogona, ale jak mus to mus. - To prawda. Chwilowo zezwalam na działanie incognito, ale w najbliższych dniach będę musiał porozmawiać z Sachiko. O ile sama do mnie nie przyjdzie. Jeśli się czegoś dowiem, od razu poślę do ciebie informację. - Wyglądało na to, że chwilowo... nie ma czasu do stracenia, choć podobno miałeś mieć go tyle, ile sam sobie dasz. To było dawno i nieprawda! Tak jak wiele rzeczy w przeciągu tych paru dni, które aktualne były tylko przez moment. - Powodzenia. - Nic tutaj więcej nie było do dopowiedzenia. Co miało zostać powiedziane - powiedziane zostało. I czy to cokolwiek wniosło do śledztwa? Nie. Dało ci plecy, sprawiło, że stałeś na bardziej stabilnym gruncie - oczywiście! Tym nie mniej nie pozyskałeś w sumie żadnych nowych informacji. Jou skinął głową i odprowadził cię spojrzeniem za drzwi. Strażnicy pokłonili ci się w pas i doładowany świeżą wodą pozostało ci tylko jedno - iść przed siebie.
Skierowałeś się w pierwszej kolejności do szpitala, albo raczej do tej części, przez którą przechodziły świeże trupy, nim odsyłano je na cmentarz. Lepiej jak najszybciej zareagować, była szansa, że jeszcze nie wywieźli truposzy, skoro toczyło się wokół nich śledztwo. O ile toczyło i nie zostało natychmiastowo zatuszowane. Nie było tutaj żadnych strażników zainteresowanych sprawą. Dwóch medyków zajmujących się ciałami odebrało od ciebie polecenie, jeden z nich przeczytał je uważnie, a ten drugi op prostu poszedł robić swoje, mając najwyraźniej w dupie całą sprawę. Ach, wierny Atsui mieszkaniec, skłonny do współpracy! Najwyraźniej nie zamierzał robić po godzinach.
- Dobrze, nie ma problemu... przeprowadzę sekcję. To nie powinno potrwać długo, mamy ciała na miejscu. Przygotować panu raport, czy będzie pan obecny przy sekcji? - Mężczyzna poprawił okularki na nosie, zginając w pół kartkę i chowając ją za pazuchę. Jego dowód na to, że sekcję przeprowadzać musiał. Rozkaz lidera był ostateczny.
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 28 gru 2017, o 17:24

Powodzenia. No, nie ma co ukrywać, że by się przydało. Trudno bowiem mówić o jakimkolwiek szczęściu w ostatnich dniach. A może to po prostu złe spojrzenie, zła perspektywa? Na dobrą sprawę, jego truchło mogłoby teraz leżeć w zaułku nieopodal ciała Saburo. A to wszystko przez kwestię kilku mrugnięć oka - ułamek sekundy droższy od złota. Nie sposób jednak było zachować optymizm grzebiąc w takim bagnie. Układanka drobnych, niepasujących do siebie kawałeczków wciąż kaleczyła dłonie i nie chciała przyjąć jakiejkolwiek sensownej formy.
Niby przez te kilka godzin spędzonych w siedzibie władzy zebrał trochę informacji, ale wciąż wiedział niewiele więcej niż nic. No ale czego można było oczekiwać? Że Sachiko lub inny sprawca tych wszystkich zbrodni wychyli się z tłumu, podniesie rękę, sam się zgłosi i odda w ręce sprawiedliwości? Zresztą, o jaką sprawiedliwość chodziło? Ichirou nie był stróżem prawa. Chciał po prostu odzyskać, co swoje i odpłacić się tym, którzy odpowiadali za ten cały bajzel.
Udał się do szpitala spokojnym krokiem, a tam już pokierował się do odpowiedniego obszaru medycznej placówki, w której trafiali ci, którym pomóc się już nie dało. Wolał zachować dyskrecję, nie deklarował od razu celu swojej wizyty, tylko dotarł wpierw do odpowiednich osób i zaznajomił ich z rozkazem lidera.
- Mhm, zostanę. Choć na piśmie też chcę raport - stwierdził, cicho wzdychając. Skoro zbadanie ciał nie miało trwać długo, to już wolał poczekać i otrzymać informacje od razu.
- Oczywiście wszystko póki co pozostanie między nami. Oficjalnie nie znalazłeś niczego istotnego - dodał chwilę później, splatając ręce na klatce piersiowej. Cholera wie, czy ludzie Sachiko nie zaczną węszyć, wiec lepiej było zawczasu podkreślić medykowi o konieczności dyskrecji.
- Ach, jeszcze jedno. - Sięgnął po fiolkę z białymi kryształkami. - Będziesz w stanie bliżej określić, co to za substancja? - Jeżeli miał powęszyć wśród alchemików, to dobrze by było wiedzieć, czego tak naprawdę szuka w ich asortymencie.
Potem zamilknął, o ile nie było już niczego do omówienia. Wolał nie przeszkadzać okularnikowi. Niech ten lepiej skupi się na swojej robocie. Brązowowłosy jedynie przyglądał się jego poczynaniom. W ostatnim czasie więcej było działania jako Detektyw Iczir a nie Diabeł Świtu, więc warto było podpatrzyć fachowca w pracy i podszkolić się trochę w profesji lekarza patologa.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 29 gru 2017, o 00:15

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
55/∞

Mężczyzna spojrzał na swojego znajomego po fachu, witając cię w fartuchu, który kiedyś był biały, teraz plamiły go nigdy niedoprane plamy nakładające się na siebie, których nie sposób było zmyć, ale nikt się tym zbytnio nie przejmował, bo i czym? W końcu zmarłym wszystko było już i tak obojętne, pomimo całego szacunku, z jakim potrafiono ich żegnać i chować, odwiedzając zimne, puste tabliczki ich nagrobków dla wspomnień. Zupełnie jakby przodkowie byli w stanie to zobaczyć i usłyszeć. I może coś w tym było, może rzeczywiście czuwali. Może przy twoim ramieniu właśnie czuwała matka, po lewej stronie, po prawej ojciec, spoglądając na twoje czyny? Jeśli tak to czy byli dumni? Byliby zadowoleni spoglądając na syna, którego nie interesował żadna sprawiedliwość? Byłeś wyzuty i pusty w środku. Przyziemne uciechy nie były tak silne, by wypełnić tą pustkę - jedyne, co pobudzało cię do życia, to wojenna wrzawa i płomień w sercu, który pulsował krew do twoich żył prosto z serca, wybudzając z długiego snu. Właśnie - wojna. Wojna nie błąkanie się po uliczkach tego miasta, goniąc za widmami i cieniami. Szukając zagubionej biżuterii, która w przeciwieństwie do zmrożonych nagrobków ocieplona była ciepłem twojego ciała i muśnięciami słońca, kiedy opadała na twoją koszulkę. Przynajmniej ta koszulka nie miała tylu plam co robocze ubranie konesera trupów i prezentowałeś się godniej w tej podziemnej trupiarni. Było tu chłodno. Zimno wręcz, jeśli porównywało się tutejszą temperaturę z tą na powierzchni. Tym bardziej z tą na zewnątrz. Dreszcz przeszył twój kark,
dość nieprzyjemny, ale będący niczym w porównaniu do dyskomfortu, który odczuwałeś po imprezie w Promyku.
- Proszę się rozgościć i niczego nie dotykać. - Mężczyzna oddalił się i podszedł do wyżłobienia w ścianie, gdzie leżały nakryte materiałami ciała. Przynajmniej na ciała wyglądały. Odsłonił kilka, najwyraźniej szukając odpowiedniej facjaty.
- Które z ciał życzyłby sobie pan najpierw? - Dopytał, oglądając się na ciebie. - Yoji! Sprawdź mi tą ampułkę. -
Zawołany mężczyzna stawił się na baczność, wychylając z drugiego pomieszczenia i spojrzał znów to na ciebie, to na truciznę, którą trzymał w dłoniach ten współpracujący z tobą. Kiwnął głową i zniknął w swoim miejscu pracy. Robił swoje za ścianą. Od czasu do czasu było tylko słychać szczęk odkładanych... narzędzi pracy. Zgodnie z twoim życzeniem zaczął ich badać po kolei. Oglądał ich bardzo dokładnie, nagusieńkich jak ich matka stworzyła.
- Dziewczyna broniła się, ma pod paznokciami naskórek. Musiała kogoś zadrapać. Sama nie ma śladów siniaków, więc raczej nie walczyła do upadłego. - To wszytko nie pachniało zbyt ładnie. Mimo temperatury panującej tutaj ciało nie było świeże, a też nie dało się tego pomieszczenia porównać do współczesnej autorom lodówki. Niestety! Przeprowadził na niej sekcję, sprawdzając zawartość jej bebechów. Wyjątkowo nikogo nie interesowały chęci czy niechęci rodziny. Najwyraźniej rozkaz lidera był na tyle absolutny, że okularnikowi nie przyszło do łba mu się przeciwstawiać. - Śmierć nastąpiła natychmiastowo. Piła dużo alkoholu, pewnie dlatego nie miała sił walczyć. - Wziął drugie z ciał i wyciągnął je na wolny stół. To samo zrobił z trzecim. Komendant i oprawca pana komendanta - zupełnie anonimowy. - W przypadku komendanta śmierć jest oczywista. Rozcięty prawie w pół. - Przejechał palcem nad cięciem. Teraz wyglądało to dobrze - zszyte,
naprawione. Wtedy, jak wylewały się z niego bebechy, to nie było tak miły widok. Na swoje szczęście widywałeś gorsze.
Ten mężczyzna pewnie też. Wziął się więc za oprawcę. - Ma zadrapanie na przedramieniu. - Pokazał ci ślad - ewidentnie po paznokciach. - Być może walczył z naszą ślicznotką. Dłonie wojownika. Od najmłodszych lat musiał władać mieczem. - Rozkroił mu brzuch, kiedy już zbadał powierzchowne rzeczy. - Przyczyna zgonu taka sama jak w przypadku Kimiko. Miał trutkę w zębie. Przegryzł ją i trucizna wypaliła mu wnętrzności błyskawicznie. - Dość popularne u ninja.
Wybrać śmierć ponad bycia złapanym i przesłuchanym. Wierność. Bezcenna cecha. - Swoją drogą ostatni członek rodziny Kimiko, jej matka, zmarła dzisiejszego ranka. Długo już chorowała i zabrakło funduszy na leki. Przynajmniej dziewczyna nie zostanie pochowana sama. - Całe dłonie miał ubabrane we krwi, ale nic mu to nie przeszkadzało, by gawędzić z tobą jak przy popołudniowej herbatce. - Nasz miecznik od dawna musi przebywać już na Samotnych Wydmach. Jego naturalna karnacja jest bardzo blada, a jednak jest opalony. - Przekręcił jedną z dłoni wierzchem do dołu, żeby pokazać różnicę między spodnią stroną skóry, która nie była wystawiona na promienie słoneczne, a resztą ciała.
- Cyjanek. - Yoji pojawił się niemal jak duch. Wyrósł znikąd, ciągle mają poker face ubrany na facjacie. Ten, co z tobą tutaj paradował, przynajmniej się uśmiechał i posiadał mimikę. Yojiemu chyba obce było pojęcie ekspresji. Całkowicie obce.
- Tak podejrzewałem. - Mężczyzna podszedł do wody w misie i zaczął myć ręce bardzo dokładnie, zanim wytarł je w ręcznik. Yoji cierpliwie czekał, aż ten odbierze od niego ampułkę i zajął się wtedy wymienianiem wody. Zniknął w korytarzu,
niosąc misę.
- Powoduje natychmiastowy zgon przy przyjęciu pokarmowym. Jego zdobycie wymaga najwyższego kunsztu alchemii. Od lat nie widziałem, żeby był przyczyną śmierci kogokolwiek. - Usiadł przy swoim biurku i wyciągnął pergamin, by zacząć to wszystko teraz spisywać.
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 29 gru 2017, o 19:04

Jaaaasne, wyzuty, pusty w środku, pewnie jeszcze wypruty z emocji, zepsuty do szpiku kości i odpowiedzialny za całe zło świata. Antykreator się przy nim chował, no normalnie niósł śmierć i zniszczenie. Pewnie tak naprawdę to sam wymordował swoich krewnych, wplątał w to wszystko Sachiko, a to tylko po to, by samemu wkrótce zasiąść na tronie i zostać tyranem pustyni, kąpiącym się w krwi wrogów i sojuszników, która mieni się w słonecznym blasku.
Najbardziej czarny charakter tego świata prychnął cicho w reakcji na słowa medyka.
- No prawie czuję się jak u siebie w domu - odparł rozbawionym dziwnym podejściem do pracy,
które może jednak miało w sobie jakiś sens. W końcu człowiek by zwariował, traktując swoją fuchę ze śmiertelną powagą.

Swoją drogą, czy tutejsza sala nie przypominała właśnie domu Ichiego, w którym ten się komfortowo czuł? Nie, nie mowa o bogato wystrojonej, stonowanej rezydencji, lecz zalanej szkarłatem pustyni, usłanej licznymi trupami. Jedynie panujący tu przenikliwy chłód wydawał się zupełnie obcy.
Zajął jakieś siedzące miejsce, narzucił pracownikowi szpitala kolejność ofiar do zbadania, nie sugerując się przy tym żadnymi istotnymi pobudkami. A potem pozwolił specjaliście pracować, nie przeszkadzając mu w zbieraniu kolejnych informacji.
- Ta, to zgadzałoby się z moimi dotychczasowymi obserwacjami - skomentował wypowiedź dotyczącej ostatnich poczynań dziewczyny. Brak siniaków, upojenie alkoholem - żadna z tych rzeczy nie rzucała nowego światła na sprawę. Ichirou utwierdzał się jedynie w swoich domysłach.
Zgonu strażnika nie było co omawiać, bo to był temat dość oczywisty i pozbawiony zagadek. Co do miecznika, pojawiło się kolejne potwierdzenie. Sam się zabił za pomocą trucizny, by uniknąć przesłuchania. Cóż za poświęcenie. Asahi nie rozumiał takich wariatów aż tak oddanych sprawie, że chodzili cały czas z trutką w pysku. Prawie tak szalone jak seppuku wykonane przez samuraja z powodu splamienia honoru.
Cyjanek, huh? Świadomość istnienia takich substancji nie była zbyt pocieszająca. Jak teraz człowiek ma spokojnie zjeść jakikolwiek obiad, skoro może okazać się on tym ostatnim z powodu paru malutkich kryształków dorzuconych przez niesympatyczną osobę. Czy zwykły parobek, czy potężny shinobi - trucizna nie widziała różnicy.
- Przynajmniej... - powtórzył medyka, spoglądając błędnym wzrokiem w bliżej nieopisaną dal. - No prawdziwa szczęściara, nie ma co - dodał moment później z ironią w głosie. Gość tak drwił z życia czy po prostu doszukiwał się pozytywów nawet w takiej rzeczy, że blondynie nie będzie samotnie w grobowcu.
Westchnął, potem przeczesał dłonią włosy i otrząsnął z się z tego grobowego humoru.
- A zatem mamy w wiosce jakiegoś nowego truciciela. Rozumiem, że tym czymś nie można handlować? I że jest zakaz produkcji? Hmpff, w takim razie któryś z alchemików dorabia sobie na boku. Ewentualnie jakiś handlarz - skomentował ni to do siebie, ni do medyka. Później podniósł się z miejsca i odebrał raport, kiedy tylko ten został skończony.
- W takim razie to wszystko. O wymaganej poufności chyba nie muszę przypominać? - rzucił na koniec, a potem skinął głową do mężczyzny i pokierował się w stronę wyjścia. Ach, no i jeszcze zabrał z powrotem fiolkę z białym proszkiem. Mogła mu się przydać.
Zanim jednak opuścił salę, obrócił się na pięcie i zrobił jeszcze jedną rzecz - poprosił medyka o możliwość lepszemu przyjrzeniu się ciału poległemu miecznikowi. Rzucił też okiem na jego szaty i resztę rzeczy, co następnie połączył z obrazem z pamięci tego tajemniczego osobnika. Po co chęć tak mocnego wrycia w pamięć wizerunku? Cóż, to był mały pomysł Detektywa Icziru.
W końcu opuścił placówkę i ruszył na spotkanie z Aratą.
Pierdzielony cyjanek. To była teraz jego główna poszlaka w śledztwie.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 29 gru 2017, o 21:27

-> Zapraszam tutaj
Shijima
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość