Kodokunayama 孤独な山

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbrojne utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Koala » 13 lip 2016, o 00:37

Spoiler: pokaż
Mapa, plik jest za duży by wstawić w [img].

Gwoli wytłumaczenia:
  • Czerwone kółka oznaczają jednostki Uchiha, niebieskie - Akimichi, a zielone - Senju
  • Typ jednostki powinniście rozpoznać po wyglądzie (piechota, kawaleria, strzelcy).
  • Bohaterowie (kunie z flagą) to dowódcy
  • Czarodzieje to oddziały shinobi
  • Każdy żeton przedstawia oddział, składający się ze 50 żołnierzy.


Bitwa pod Górą Czaszki

Strona Uchiha

Sekundy przemieniały się w minuty. Minuty, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Właśnie ten element bitwy był znienawidzony przez większość żołnierzy i ludzi, którzy po prostu zostali zaciągnięci siłą lub przez przypadek. Gdy już dojdzie do walk, wszystko zdaje się w końcu ruszać do przodu. Miecze idą w ruch, pieśni zagrzewające do boju mieszają się z krzykami bólu i ogólnymi odgłosami wojennymi. Ale te dziesiątki minut, które trzeba odczekać zanim rzeź zacznie się na dobre, potrafiły doprowadzić do szewskiej pasji nawet najspokojniejszych wojowników. Jedni po prostu chcieli mieć to wszystko z głowy, w ten czy inny sposób. Inni marzyli, żeby w końcu rzucić się w wir mordowania. Każdy reagował inaczej, i było to najzupełniej normalne. Co jednak nie ujmowało faktowi, że żołnierze powoli stawali się zniecierpliwieni.
Hisato również nie wyglądał na przesadnie pocieszonego, ale był on w pełni świadom, że było to zło konieczne. Obecnie to oni byli w posiadaniu broni, która przechylała szalę na ich stronę. I póki wrogowie nie zbliżą się na odległość miecza, atakowanie przez las byłoby taktyką zupełnie bezużyteczną, przynoszącą tylko straty. Szkarłatnooki klan pozostał więc w oczekiwaniu. Lider po chwili spojrzał na Kazuyoshiego, który przyglądał się lasowi z zaintrygowaniem.
-Nieważne ile będziesz patrzeć, nic to nie zmieni, przyjacielu. Musimy poczekać, aż się chociaż trochę zbliżą.
-Wiem - odparł Kazuyoshi, przymrużając oczy w celu wyostrzenia obrazu. W jego oczach również widniał wzorek inny niż standardowe u Uchiha trzy tomoe. - Po prostu tego oczekuję. Domyślam się, że Senju nie rzucą się do walki bez przemyślenia. Trzeba będzie przygotować się na wszystko.
Wtedy do Hisato podbiegł jeden z członków jego gwardii, zajmujący pozycję sensora. Mimo, że nie był on rodowitym Uchihą, jego niezwykłe talenty sensoryczne zaintrygowały obecnego Lidera Uchiha, czego efektem była teraz pozycja młodego shinobi. Spojrzał na mężczyznę z pewnością w oczach.
-Hisato-sama, ktoś próbuje zgasić płomienie we wschodniej części lasu.
Hisato uśmiechnął się lekko.
-Płomienie ich nie odstraszyły... cóż, w takim razie trzeba będzie zastosować inną metodę. Wymierzyć w płonące pola.
Działo ponownie wydało z siebie upiorny dźwięk zawodzenia, i po chwili ładowania wystrzeliło kolejny promień, tym razem znacznie bardziej na lewo w stosunku do poprzednich. Trafiło w płonącą część, fala uderzeniowa zaczęła rozrzucać na wszystkie strony płonące drzewa. Szansa, by ktoś to przeżył, była dość niewielka, chyba że pocisk był wystarczająco daleko. Co jednak było wątpliwe.
-Hisato-sama! Senju rozprzestrzeniają las w pobliżu góry! I wystawiają łuczników!
W rzeczy samej, nieopodal góry, na spalonej pierwszym pociskiem ziemi, nagle zaczęły wyrastać dziesiątki bujnych drzew. Pomiędzy gałęziami zaś dało się zobaczyć usadowionych łuczników, mierzących w kierunku oddziałów pilnujących działa.
-Szlag. Strzelcy, przygotować się! Kto tylko da radę, postawić osłony, tarcze, blokady, cokolwiek! Shinobi specjalizujący się w defensywie, jazda, do roboty! Cała reszta - walić czym macie! Nie mam zamiaru widzieć tych łuczników!




Strona Senju

Wisiało to w powietrzu. Kontakt z przeciwnikiem był nieunikniony. Armie Senju i najemników powoli parły do przodu, zmierzając nieuchronnie w kierunku krawędzi lasu. Gdy tylko tam dotrą, cel stanie się jasny - zaszarżować i jak najszybciej dotrzeć w pobliże wieży, by wyjść spod celownika i zmusić wroga do walki wręcz. Nie było to proste zadanie. Cholera, przetrwanie takiej misji zapowiadało się na misję niemal samobójczą! Ale jednak parli do przodu, nieustępliwie i z gotowością do akcji. Bo słowa Kazuo wciąż brzmiały w ich głowach. Ich sercach. Jeśli teraz nie powstrzymają szalonego lidera Uchiha, to równie dobrze mogą skazać najbliższe prowincje na zagładę. Dla dobra swojego, swoich najbliższych i wszystkich mieszkańców pobliskich krain - musieli zwyciężyć, i byli pewni swego.
Isoshi rozejrzał się po swoich żołnierzach, po czym spoczął spojrzeniem na Reice i Toshio. Słysząc pytania obu pobratymców, westchnął tylko ciężko i postawił kolejny, niepewny krok. Widać było, że drewniane kończyny, którymi zasklepiono jego braki, wciąż albo wymagały dopracowania, albo on sam potrzebował czasu na opanowanie posługiwania się nimi. Wojownicy pod jego dowództwem maszerowali do przodu, jednak widać było że byli przerażeni.
"Ustaw swoich żołnierzy na pozycjach, z których nie będą mieli wyjścia, a wybiorą śmierć niż ucieczkę."
-Bezpośrednia walka to nie jest coś, czego damy radę uniknąć, podporuczniku - powiedział spokojnie, przymrużając oczy w celu podkreślenia uśmiechu. Uśmiechu, który miał być przedstawieniem pewności swego, ale niestety w tej kwestii zawodził. - Zdecydowana większość naszych oddziałów nie jest przystosowana do walki na dystans, więc musimy się zbliżyć. Zadaniem nas, shinobi, będzie doprowadzenie do kontaktu jak największej ilości żywych żołnierzy - dodał, po czym spojrzał na Reikę.
-Podkop... tak, to może mieć jakąś szansę. Niestety jednak, będzie on musiał być na tyle duży i szeroki, by umożliwić armii przemarsz. A wytworzenie takiego będzie wymagało chwili czasu. Będziemy potrzebowali dywersji, czy coś w tym stylu...
Do Isoshiego podbiegł wtedy jakiś młody mężczyzna o nikczemnej budowie ciała. Posłaniec od Kazuo.
-Zbliżamy się do krawędzi lasu, lecz przemieszczanie się w pobliżu pożaru jest dość trudne. Jeśli chcemy rozpocząć atak, najlepiej zrobić to teraz.
Wtedy wszyscy usłyszeli zawodzący dźwięk, a na ziemię zaczęły padać nieco dłuższe cienie.
-Szlag. Przygotować się! Jeśli strzeli w nas, zablokować!
Wtedy zrobił minę, jakby coś mu przyszło do głowy. I był z tego zadowolony. Grymas ten jednak przerwał wystrzał z działa. Tym razem jednak nie kierował się w nich, a raczej w stronę płonącego lasu... Tam, gdzie były siły ciężkiej piechoty dowodzone przez Kazuo i grupa zwiadowcza Shigeru.
-Do diabła. Nie mamy czasu! Dotonowcy, zacznijcie tworzyć tunel! Postaramy się dotrzeć w pobliże wieży i zrobić coś z tym cholerstwem! Senju, odtwórzcie część lasu na spalonej ziemi, niech Uchiha mają więcej niż jeden cel do ostrzału! Łucznicy, ustawić się w pobliżu tworzonych drzew! Najemni dystansowi, Ayatsuri, Kouseki, do diabła, Terumi też, ruszcie się umocnić strzelców, gdy tunel będzie prawie gotowy, wejdziecie bocznymi tunelikami które dla was zrobimy po drodze! JAZDA, DO ROBOTY!
A tymczasem w grupie zwiadowczej...
Korzystając z chwili, w której zwiadowcy wciąż podleczali swoje rany, Shigeru i Nikusui zaczęli za pomocą technik Suitonu gasić panujące nieopodal płomienie. Miało to na celu otworzenie przejścia dla reszty żołnierzy i wykorzystanie elementu zaskoczenia, lecz niestety efekty nie były przesadnie zadowalające - gaszone płomienie wydzielały z siebie tylko intensywny, jasny dym, lecący wysoko w górę. Sierżant Hashikame podszedł powoli do dwójki shinobi, po czym westchnąwszy ciężko, spojrzał na efekty.
-Mam wrażenie, że nie daje to widocznych efektów. Moi ludzie postarają się wypatrzeć w pobliżu alternatywnych punktów, gdzie płomienie będą słabsze i będzie możliwe ich chociaż częściowe ugaszenie.
Wydał polecenie gestem, na co łucznicy rozeszli się na kilka kierunków. Po chwili sam miał zacząć odchodzić, gdy nagle za nimi pojawiły się oddziały ciężkiej piechoty, dowodzone przez Senju Kazuo. Mężczyzna podszedł do Shigeru i klepnął go po ramieniu.
-Zaczekaj, pomożemy. W takim tempie nie zdążymy wyjść poza tereny...
I wtedy nastąpił pobliski wybuch.
Głównie przez głośny trzask płomieni i jasne światło przez nie bijące, grupa zwiadowcza nie była w stanie zauważyć nadchodzącego strzału z wyrzutni.
Na szczęście okrutnie spudłowali.
Do żołnierzy dotarła fala uderzeniowa, drastycznie silniejsza niż którakolwiek poprzednia, posyłając ich też na ziemię i powodując chwilowe ogłuszenie. Jednak nie to było najgorsze. Najgorsze były odłamki płonących drzew, które po chwili śmignęły w ich stronę. Shigeru aktywował jedną ze swoich technik defensywnych, tworząc drewnianą głowę smoka, lecz zanim ta się uformowała, kilka odłamków zdążyło przelecieć i uderzyć w stojącą za osłoną grupę.
Shigeru oberwał kilkoma kawałkami drewna w tors, zadając mu silny ból. Na szczęście w większości obyło się bez ran (pomógł w tym pancerz), nie licząc kawałka gałęzi w barku, między płytami. Wystarczyło zaleczyć, ale mimo wszystko. Do tego doszła dezorientacja wywołana wcześniejszym ogłuszeniem falą.
Nikusui otrzymała obrażenia od kilku mniejszych odłamków, które dość głęboko pocięły jej skórę na przedramionach (odruchowo się zasłoniła), bokach i udach. Dodatkowo, powalona falą uderzeniową, upadła na korzeń, przez co czuła nieprzyjemny ból w plecach. Na szczęście obyło się tylko z tym, a obtłuczenie niedługo przejdzie.
Nibui został dość mocno pocięty odłamkami, do tego fala uderzeniowa posłała go kilka metrów do tyłu, prosto na jedno z nielicznych pozostałych przy życiu drzew. Na szczęście, dzięki przyzwyczajeniom ze szkoły Kame był on w stanie dość szybko otrząsnąć się z ogłuszenia, lecz ból pozostał. Jeden kawałek gałęzi utknął w jego przedramieniu, lecz na szczęście ominął wszelkie tętnice, więc wystarczyło podleczyć i można walczyć dalej.
Najlepiej to wszystko zniósł Murai, głównie dlatego, że... prawie niczego nie poczuł. Fala uderzeniowa miotnęła nim o drzewo, podobnie jak Nibuiem, lecz dzięki pomocy Jiongu wszelkie rany i rozcięcia na skórze będzie się dało po prostu zaszyć, a serca i mózg pozostały nienaruszone.
Również pocięty odłamkami, lecz ochroniony ciężkim pancerzem, Kazuo podszedł do leżących i podniósł ich do pozycji pionowej. Nie mogli sobie teraz pozwolić na odpoczynek, tym bardziej że byli na celowniku.
-Nic wam nie jest? Jak poważne są obrażenia? - powiedział z lekką trwogą w głosie, lecz widząc że obyło się bez przesadnych strat, odetchnął lekko. - Cholerni Uchiha musieli przewidzieć, że będziemy tu zmierzać. Straciliśmy połowę zwiadowców, w tym sierżanta Hashikame. Wiem, że jesteście ranni, ale musimy się pospieszyć. Nasze oddziały wyjdą z lasu i ściągną na siebie uwagę. Wy przez ten czas się podleczcie i albo dołączcie do nas, albo szukajcie oddziałów Isoshiego, bliżej góry! Szybko, za chwilę dojdzie do kontaktu!
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 804
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Murai » 13 lip 2016, o 03:52

Teoretycznie miało to sens. Ugaszenie płomieni i tym samym zajście przeciwników ze strony, od której się nie spodziewali. W końcu strzelili raz, mając w interesie odstraszenie potencjalnego zagrożenia z niewygodnej dla nich strony. Z tego co zrozumiał, kiedy Uchiha będą walczyć z armią Akimichi, oddziały do których należeli Senju wraz z innymi klanami i szczepami, zaatakują z drugiej strony, obierając za cel wyłącznie wieże. Co mógł w tej sytuacji zrobić Murai? Niewiele, jako wybitna jednostka zdecydowanie nie był przystosowany do tego typu walki. Preferował zasięg średni, gdzie bezpieczny od zagrożenia wynikającego z walki kontaktowej, mógł dyktować przebieg walki. Jego nici i ich zasięg nadawały się do tego idealnie. Wolał, kiedy przeciwnik musi się dostosować do niego, a nie na odwrót. Teraz jednak nie był w stanie zmienić oblicza tej potyczki, a na pewno nie w obecnym położeniu. Brakowało mu bardziej śmiercionośnych technik o dużym polu rażenia. Dlatego dołączył do tego oddziału, Murai miał nadzieję na walkę z jednostkami wroga. Tych jednak nie było, czaiły się w okolicach wieży wysyłającej śmiercionośne pociski zmieniające krajobraz. To był zły wybór.
Teraz jednak musiał stawić czoła obecnej sytuacji, błyskawicznie ją analizując. Pierwszy strzał został wysłany w kierunku lasu przed nimi, by utrudnić im działanie. Bez względu na to, czy wiedzieli o ich istnieniu czy nie, był to ruch dobry z punktu widzenia taktycznego. Z ich strony sytuacja nie prezentowała się ciekawie. Zmarnowali dużo czasu na pomoc poszkodowanym po oberwaniu falą uderzeniową, czas ten mogliby przeznaczyć na kontratak. Gdyby nie płonący las, w którym Shigeru i Pani Kapral starali się stworzyć przejście dla oddziałów. Definitywnie dobry pomysł, ale czy efekty tego nie będą widoczne z wieży? Trzeba było założyć, że nie. Dowódca miał poszukać miejsc, przez które wędrówka będzie szybsza i bezpieczniejsza. Nie zdążył.
Działo ponownie wystrzeliło. Panujące wokoło warunki, trawiąca las pożoga, zagłuszyły wystrzał. Nikt nie mógł się tego spodziewać. Murai mógł, gdyby tylko na czas przeanalizował sytuację. Teraz było za późno na myślenie, trzeba było zadbać by obrażenia były minimalne. To nie był bezpośredni strzał, działo najwidoczniej nie dawało się obsługiwać tak łatwo. I dobrze, w przeciwnym razie cały oddział byłby całkowicie spalony, bądź rozniesiony na małe strzępki przez eksplozję. Fala uderzeniowa uderzyła oddział z ogromną siłą. Niektórzy po prostu przelecieli kawałek, inni ledwo co zmienili pozycję. Ale w obecnych warunkach, parcia przez trawiony ogniem las, mogło się to skończyć tragicznie. Murai nie miał nawet jak zareagować, po prostu poczuł ogromną siłę odpychającą go prosto w las. Płonące drewna rozsypujące się na kawałki tworzyły groźną przeszkodę, a każda gałąź była niczym włócznia czekająca na lecące ciało. Murai zorientował się w swoim położeniu kilka sekund po fakcie. Nie odczuł tego aż tak bardzo, głównie za sprawą przytłumionego odczuwania bólu. Mógł racjonalnie myśleć, łączył fakty. Był przytomny, a niewielkie rany na jego ciele nie były powodem do chociażby chwilowych odwiedzin w szpitalnym łożu. Sytuacja dla niego była dobra i stabilna. Jak było z innymi? Na pewno gorzej od niego, Mimo tworzonej przez Majora tarczy oddział oberwał, tarcza była tworzona zdecydowanie za wolno. Ich stan podsumował dowódca. Liczba wojowników spadła o połowę. Strzałem nie do końca wymierzonym. Więc albo zostać tutaj albo dołączyć do oddziału głównego? Jakie było prawdopodobieństwo uderzenia działa w każdą grupę? Musiał przemyśleć, podliczyć. Łączyć wątki w logiczną i spójną całość. Działo nie strzelało cały czas, wymagało przeładowania. Od jednego strzału do drugiego trzeba było poczekać? Bo jaki inny byłby sens tak sporadycznego ataku? Murai powiedział to, co przyszło mu na myśl. Było to skierowane bardziej do niego, myślenie na głos pozwalało lepiej poukładać myśli i mnogość dostępnych opcji. Podczas walki nie było to możliwe, ale w takich warunkach było.
- Poczekać na kolejny strzał, a dopiero po nim wyjść z ukrycia i zaatakować? Strzał prawdopodobnie przyjmą główne siły, ale z racji niewielkiej celności działa nie powinny zostać rozbite w proch. Wtedy my moglibyśmy wyjść z kontrofensywą, działo nie może strzelić drugi raz chwilę po pierwszym, potrzebuje czasu na przeładowanie. A jeśli równocześnie wyjść z lasu? Spodziewając się strzału można stworzyć osłonę na czas i zminimalizować straty, bezpiecznie podejść pod wieżę? Równie dobrze można by zwrócić ich uwagę czymś rzucającym się w oczy i zmusić do strzału tutaj, przyjmując kolejny pocisk i dając czas siłom bliżej góry i unikając strat tam. Albo podkop... - szukał rozwiązania obecnej sytuacji, sam dla siebie. Dla Muraia była dość nieciekawa z racji braku możliwości wpłynięcia na los bitwy w jakikolwiek sposób. Jego umiejętności nie były aż tak potężne, nie miały aż takiego wpływu na pole bitwy. Był kimś szkolonym na zabójcę, mordercą górującym nad przeciwnikiem w walce twarzą w twarz bądź z ukrycia. Nie taktykiem czy niszczycielem armii za pomocą technik elementarnych. Ale może być to możliwe w przyszłości. Pod warunkiem pozostania przy życiu. Mógłby przyjąć jeszcze dużą ilość takich fal uderzeniowych, ale musi minimalizować straty do minimum. Teoretycznie siły bliżej góry będą celem następnego ataku, więc lepiej pozostać w tym oddziale. Tak, to zdecydowanie dobre wyjście z impasu, przed jakim był postawiony Murai.


SIŁA 10 (1 poziom)
WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)/NICI: D: 19,5|C: 32,5|B: 45,5|A: 58,5
SZYBKOŚĆ 170 (180) (5 poziom)/NICI: D: 72|C: 90|B: 108|A: 144
PERCEPCJA 78 (88) (3 poziom)
PSYCHIKA 1 (1 poziom)
KONSEKWENCJA 5 (1 poziom)
Murai
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Reika » 13 lip 2016, o 18:41

Reika spojrzała na Toshio, gdy ten wyraził swoje zdanie na temat bezpośredniej walki, po czym przeniosła wzrok na Isoshiego. Miło było w takiej sytuacji zobaczyć uśmiech na twarzy byłego Lidera Senju, zwłaszcza, że był to mężczyzna jeszcze w miarę młody, a tak mocno doświadczony przez los. To co ostatnio cudem przeżył i z czym się teraz mierzył, to Reika nie miałaby siły, ani samozaparcia, żeby po takim kalectwie wrócić do sprawnego życia. Zapewne załamałaby się. Słowa Isoshiego na temat bezpośredniej walki, której nie da się uniknąć, przyjęła ze spokojem na twarzy, ale w duchu trochę się martwiła o Toshio. Będzie musiała go mieć na oku. Skinęła głową, gdy były Lider przystał na jej propozycję stworzenia podziemnego tunelu, aby podejść do wrogiej armii, nie narażając się na ataki. W głębi serca była dumna z tego, że chociaż w kwestii strategii mogła być pomocna, przynajmniej na razie. Im dalej dojdą, tym będzie trudniej.
- Mogę pomóc z tunelem. - Zaproponowała. - Moglibyśmy pokierować go po skosie w stronę góry i wyjść u jej podnóża, kryjąc się w cieniu jej skał, będąc w miarę blisko wroga. Przypuszczam, że Uchiha nie odważyliby się odpalić wtedy na nas działa, bo mogłoby to zagrozić także im. Na pewno nie chcieliby spuścić sobie na głowy lawiny skał, a odrzut kamieni mógłby nawet uszkodzić im to cholerne działo. Nie wiem jednak co siedzi w głowie szalonego Hisato...
Więcej nie zdążyła powiedzieć, ponieważ pojawił się posłaniec od ojca, który przekazał swoje wieści, ale nim Isoshi zdołał jakoś na to zareagować, rozległ się dźwięk, który zmroził Reice krew w żyłach. Spojrzała w kierunku działa i przygotowała się do stworzenia kamiennej ściany, aby w razie czego zablokować pocisk, jednak działo nie wystrzeliło w ich stronę, a w stronę płonącego lasu, gdzie powinien być teraz ojciec ze swoimi oddziałami i chyba oddział zwiadowczy.
- Drogie duchy, oby nic im się nie stało. - Szepnęła przerażona, po czym wyprostowała się, gdy były Lider zaczął wydawać polecenia. - Rozkaz, Isoshi-sama.
Odwróciła się w stronę lasu i wybrała odpowiednie miejsce, po czym skupiła odpowiednio chakrę Dotonu i stworzyła wlot do tunelu, który zaraz inni Dotonowcy zaczęli poszerzać i powiększać. Reika zaś, po otrzymaniu instrukcji od Isoshiego, w którą stronę się kierować, zaczęła robić podkop, idąc na czele i pozwalając tym za sobą bardziej powiększać jej pierwotny podkop. Szybko parła do przodu, kopiąc na głębokości kilku metrów i cały czas kierując się prosto w określonym kierunku, aby tylko z niego nie zboczyć, inaczej wyjdą nie tam, gdzie trzeba i jeszcze się narażą. Jeśli ten plan się powiedzie i zdołają zaskoczyć przeciwnika, to zyska jeszcze większe uznanie.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 2002
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta:

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Shigeru » 13 lip 2016, o 20:56

Perspektywa przedostania się przez gorejący las i zaatakowania oponentów od niestrzeżonej strony, wydała się na tyle kusząca, że postanowiłem przejść niemal natychmiast do działania, prosząc o pomoc również Nikusui. Zdawałem sobie sprawę z jej umiejętności i wiedziałem, że może mnie w tym wspomóc. Niestety o ile sam plan przedostania się na drugą stronę i zaskoczenia przeciwników było śmiałym przedsięwzięciem dającym wymierne korzyści, to z wykonaniem planu było już znacznie trudniej. Nie doceniając wystarczająco żywiołu ognia, który trawił las, wraz z Nikusui podjęliśmy żmudne działania, które wraz z upływem cennych sekund nie przynosiło znaczących efektów. Wytrwale jednak kontynuowaliśmy, mając nadzieję, że nasze próby przyniosą w końcu zamierzony efekt. Wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak głośno jest wśród trzeszczących od płonących i syczących od wody gaszonych gałęzi drzew...
Sierżant widząc, że nasze próby nie przynoszą znacznych efektów, zdecydował o wysłaniu w pobliskie tereny zwiadowców, aby odkryć potencjalne ścieżki mogące posłużyć nam za bezpieczne przejścia. Nim jednak Hashikame zdążył dalej odejść, pojawił się z oddziałem cięzkiej piechoty, sam Shinrei-kan. Na widok całego i zdrowego ojca, poczułem znaczną ulgę. Kazuo zaproponował, że nas wspomogą, aby szybciej "wyrąbać" w ogniu drogę, nim jednak zdązyłem odpowiedzieć, bądź w jakikolwiek inny sposób zareagować na taką propozycję, usłyszeliśmy znany, złowieszczy dźwięk, który oznaczał tylko jedno.
Błyskawicznie zareagowałem, mając w głowie przygotowany plan awaryjny właśnie na taką sytuację, gdyby przeciwnik jednak odkrył, co planujemy zrobić. Niestety jednak, nie zdążyłem. Przynajmniej nie do końca. Wytworzona bariera tylko w nieznacznym stopniu zdążyła ochronić nas przed odłamkami płonących drzew, i samej fali uderzeniowej. Dużej jednak częsci osób nie byłem w stanie pomóc. Zwłaszcza po decyzji sierżanta odnośnie wysłania nie co dalej czujek. Zbroja, którą miałem na sobie zdołała zaabsorbować części drewnianych odrzutów, ale nawet pomimo tego, a także szczątkowej bariery ochronnej, odłamki zdołały odnaleść ujście między płytami zbroi, raniąc ostrą gałęzią głęboko ciało. Inni również nie mieli szczęścia.
Nikusui, która stała blisko ucierpiała równie mocno, jak nie bardziej, a pozostali którzy znajdowali się dalej od bariery, siłą fali uderzeniowej uderzyli w pobliskie ocalałe drzewa, obijając potęznie swoje ciała. Pomimo szoku w jakim byłem, docierało do mnie, że żyjemy, co również oznaczało nie dostaliśmy bezpośrednio pociskiem.

Pierwszy doszedł do siebie Kazuo, który szybko pojawił się przy nas sprawdzając w jakim jesteśmy stanie. Dochodząc dopiero teraz do siebie, musiałem przyznać, że mieliśmy niewiarygodne szczęscie. Wciąz rozmyty obraz powoli powoli nabierał ostrości, dostarczając umysłowi krajobraz, który niewyobrażalnie uległ przemianie w trakcie zaledwie kilku sekund. - Nie... opuścimy stanowisk - oznajmiłem ojcu, lustrując z wolna stan oddziału, który uległ znacznemu przerzedzeniu. Ponieśliśmy ogromne straty i jeżeli mielibyśmy teraz zrezygnować, to wszystkie te straty byłyby na marne. - Musimy głównym siłom dać więcej czasu, odwrócić uwagę, wspomożemy Was - dodałem, szybkim gestem dłoni wyrywając z ciała gałąź. Krew oczywiście wypłynęła z rany, ale chakra która zaczęła pulsować z mojej dłoni szybko zasklepiła taką ranę. Na tym jednak nie zamierzałem poprzestać. Jeżeli mieliśmy w tej walce uczynić różnicę, musieliśmy być w pełni zdolni. - Ten pocisk, dał nam nieco czasu. Uchiha nie będą się nas stąd spodziewać. Doprowadzę oddział do użyteczności i ruszamy - zapowiedziałem, podchodząc do Nikusui, pytając szybko podchodząc do Nikusui i żołnierzy, którzy byli przy niej, podobnie też do Nibuia i Muraia oraz towarzyszących mu ludzi. Gdy ten drugi zapytał co dalej uczynimy, a ja poczułem ubytki chakry wydanej na leczenie, postanowiłem zarówno przedsiewziąc pewne środki jak i podzielić się wnioskami.
- Jesteśmy oddziałem zwiadowczym, zostaliśmy wysłani do oczyszczenia, zabezpieczenia, a także sprawdzenia trasy naszych sił. Nie możemy Murai - san ryzykować życia głównych sił, bo to na nich spocznie główny ciężar walk. Musimy wytrzymać i odciążyć Isoshiego na tyle, na ile to możliwe. Nie mamy środków ani czasu do stworzenia takiego tunelu. A ta eksplozja którą przeżyliśmy, właśnie dała nam możliwość uzyskania elementu zaskoczenia. Przeciwnik nie będzie się nas spodziewał - odpowiedziałem, nabierając głęboko tchu w momencie gdy zasklepiłem kolejną poważniejszą ranę u potrzebującego. - Nie traćmy czasu, zabierzcie poległym inwentarz, a także medykamenty, im się już nie przydadzą a nam mogą uratować życie. Jeżeli znajdziecie jakąś z tych większych piguł regenerujących - dajcie mi, muszę odzyskać więcej chakry - zakomunikowałem, wszystkim obecnym, mając nadzieję, że zarówno ludzie służacy bezpośrednio pode mną jak i Ci opłakujący śmierć swojego sierżanta, mimo wszystko staną na wysokości zadania.
Całe te przygotowania nie mogły trwać długo z tego względu, że wciąż chcieliśmy mieć po swojej stronie efekt zaskoczenia, a tego nie można było uzyskać gdy opadną wszelkie kłęby dymów i co bystrzejszy obserwatorzy dostrzegą pozostałości niedużej armii na spalonym polu - pozostałości po fali uderzeniowej, która zmiotła również trawiący las pożar. Stąd też gdy wylizaliśmy się jako tako z otrzymanych obrażeń, a silniejsi ciałem zaczęli wzmacniać ducha tych słabszych, dostrzegając również zarówno potrzebę jak i możliwości wymarszu - i ja podobnie uczyniłem, krzycząc do zebranych, gotujących się właśnie do szturmu na pozycję wroga - Za Lordem Dowódcą! Za pamięć Hashikamiego! Okupmy krew naszych braci! - w ruch za słowami przyszły również czyny i już po chwili ruszyliśmy w stronę wroga, prowadzeni przez Kazuo-dono, Lorda Rodu Senju


Spoiler: pokaż
Chakra: 100% - 5% (Suiton: Mizurappa) - 17% (Mokuton: Hōbi no Jutsu) = 78% - 5% (Naosute no Jutsu) = 73%
  • Czy znaleziono przy zmarłych pigułki (które wcześniej niektórzy spożywali)? Jeśli tak to taką zażywam - ile mogę sobie wpisać chakry?
  • W dalszym etapie stosuje się do rozkazów ojca. Jeżeli podczas szarży wystąpią przeciwko nam siły wroga, wtedy wydaje rozkaz, aby pozostali przy życiu łucznicy - rozpoczęli ostrzał.
  • Trwa to do momentu, aż nasze oddziały (Uchiha i Senju) się zetkną i nie będzie możliwy ostrzał bez zranienia swoich
  • Chwile zanim to nastąpi wykorzystuje Jutsu Mokuton: Jukai Umi Kōtan, aby pobudzić podłoże do wystrzelenia drzew, gałęzi, pnączy, które będą mogły pochwycić naszych przeciwników i ich zmiażdzyć
  • Z racji tego, że w ostatniej turze wykorzystałem najpotęzniejszą możliwą defensywę to w tej turze, jeżeli zaistnieje potrzeba ochrony przed falą uderzeniową, a nikt z SENJU (są tacy oprócz Kazuo?) nie stworzy ów bariery - wykonuje Mokuton: Mokujōheki do ochrony najbliżej znajdujących się przy mnie ludzi, mając nadzieję i modlitwę kappa że do wystarczy.


Nazwa
Mokuton: Jukai Umi Kōtan

Pieczęci
Wąż

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 55% | D: 45% |C: 35% | B: 25% | A: 17% | S: 15% | S+: 5%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Słabsza wersja techniki Mokuton Hijutsu: Jukai Kōtan wykorzystana przez Yamato do stworzenia lasu na niedużej przestrzeni. Wyrastające drzewa reagują instynktownie i chwytają w swoje pnącza wszystkie żyjące istoty. To od użytkownika zależy co się z nimi stanie w późniejszym etapie. Warto tutaj zauważyć, że techniki ciężko uniknąć, gdyż pnącza oraz bale drewna wyrastają z każdego miejsca - także z innych drzew.



Nazwa
Mokuton: Mokujōheki

Pieczęci
Szczur → Pies → Tygrys

Zasięg
Kilka metrów przed używającym

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Uniwersalna technika mokutonu, która tworzy drewnianą kopułę chroniącą przed atakami zdolną pomieścić nawet kilkanaście osób. Kopułę również można wykorzystać do zamknięcia w niej przeciwnika i tym samym uniemożliwić mu ucieczkę. Siła techniki zależna jest od zdolności użytkownika. Przykładowo Hashirama był w stanie przy pomocy tej techniki uchronić się przed Bijudamą Dziewiecioogoniastego.
Shigeru
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Yuusha » 13 lip 2016, o 22:31

Oczekiwanie na atak wroga przeciągało się w nieskończoność, a z tego wszystkiego aż go dłonie rozbolały od zaciskania palców na rękojeści kunaia i shurikenów, mimo że nosił rękawiczki. Musiał poluzować nieco nerwy, choć było to niemożliwe. Denerwował się, a wydłużające się czekanie na wroga nie pomagało. Chciał by to wszystko już się zaczęła, a raczej skończyło. Twarze innych wojaków mówiły to samo - chcieli już działać. Jedni, by mieć to za sobą, inni po prostu chcieli już zatopić oręż w swoim wrogu, by polała się krew. Mimo wszystko Yuusha bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z ich położenia i że oni nie mogą pierwsi atakować. Mieli lepszą pozycję, mieli działo. Wystarczyło się bronić i patrzeć jak Senju giną od promienia śmierci. Czyż nie? Tak też się właśnie stało. Kolejny świst i uderzenie. Ktoś musiał zginąć, nie było bata.
- Zajmę się tym. - wyrwał się niczym z letargu, słysząc rozkaz Hisato. Łucznicy już do nich mierzyli. Świetnie się składało, w końcu coś do roboty, a przecież nie ma lepszej osoby do defensywy jak członek klanu Koseki. Otori natychmiast schował kunai i shurikeny do sakw, po czym skumulował chakrę i wyszedł nieco przed szereg, po czym uderzył obiema dłońmi o ziemię. Zaś z tej po chwili powinien dosłownie wyrosnąć, może nie potężny, ale całkiem solidny, kryształowy mur, który miał osłonić znaczną część wojsk rozstawionych w obronie. Twór rozpościerał się na mniej więcej długości 10 metrów i sięgał 10 metrów wzwyż, zakrzywiając się do wewnątrz u szczytu, by mógł osłonić jak najwięcej ludzi przed opadającymi strzałami. Oczywiście nie zapomniał o wąskiej szczelinie, szerokiej na jakieś 5 centymetrów na wysokości oczu, by Ci co stali najbliżej wciąż mogli obserwować teren przed murem.
I to by właściwie było na tyle jeśli chodzi o jego udział w tej akcji. Miał zrobić dobrą defensywę i właśnie taką też zrobił. Reszta zależała od tego jak się akcja potoczy i co rozkaże Głównodowodzący. On się nie miał zamiaru pchać do ataku dystansowego, bo nie był w nim najlepszy. Rzecz jasna był cały czas gotów, by na następny rozkaz Uchihy zwyczajnie roztrzaskać kryształ i zmienić go w nic nieznaczący pył, który już nie będzie wadził w rażeniu nadchodzącego wroga atakami.
W między czasie wpadł mu pewien pomysł. Właściwie to ta myśl chodziła mu po głowie od początku, kiedy tu przybył. Chciał coś wypróbować, pewną technikę, której się nauczył jakiś czas temu. Nie był pewien, czy dobrze się nią posłuży, ale to nie szkodzi. Po prostu chciał spróbować. A jak nie wyjdzie - to trudno, przynajmniej będzie wiedział co źle zrobił i następnym razem się poprawi.
- Zróbcie miejsce! - krzyknął do żołdaków wokół niego. - No ruszcie się! - poprawił, gdyby pierwsza 'prośba' nie poskutkowała. Następnie złożył pieczęci Woła, Konia i Barana, i wyciągnął dłoń przed siebie na wolne pole, krystalizując z ziemi i wilgoci w powietrzu wielkiego, nefrytowego smoka. Wielka bestia miała powstać pod osłoną muru, który stworzył kilka chwil temu, tak więc powstały smok leżał na ziemi, rozciągnięty na całej swej długości. Jednak jeśli jego wielkość nie będzie przeszkadzała, po chwili Yuusha rozkaże mu by ten zwinął się niczym wąż, wyczekujący momentu do ataku. Właśnie tak, miał zamiar wyczekać dobrego momentu, by na rozkaz ten wystrzelił do przodu niczym na sprężynie i na pełnej szybkości zaatakował zaskoczonych Senju. Czarnowłosy był cholernie ciekaw jak jego twór się sprawdzi.
- Hisato-sama! - krzyknął po chwili do Lidera, starając się skupić na nim swoją uwagę. Mierzył go kilka chwil wzrokiem, dając mu do myślenia, że on, zwykły najemnik będzie miał zamiar walczyć z całych sił i do końca. Chciał również pokazać, że zapracuje na swoją wypłatę.
- Proszę wydać rozkaz, a pozbędę się ich. - gdy tak się stanie, on z kolei wyda polecenie smokowi, a ten ruszy na pełnej szybkości do przodu, jednak Yuusha nie miał zamiaru ryzykować, tak więc wtedy też 'dezaktywuje' mur, by jego zwierzak mógł spokojnie naprzeć do przodu i wbić się na pełnej prędkości w szarżujących Senju. To powinno ich nieźle przetrzebić, o ile nie użyją czegoś, co zablokuje, bądź zniszczy jego twór.


Eq:
Spoiler: pokaż
Na sobie: Strój Shinsengumi + czarny płaszcz.

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Sakwa na prawym pośladzie (pod płaszczem):

26 kunaiów z kryształu [reberu C]

Sakwa na lewym pośladzie (pod płaszczem):

40 shurikenów z kryształu [reberu C]

Kieszenie płaszcza:

1 bojowa pigułka żywnościowa;
1 pigułka ze skrzepniętą krwią;


Zdolności:
Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Shōton no Jutsu [kolor czerwony].
NATURA CHAKRY: Fūton [główny]; Doton.
STYLE WALKI: Kenjutsu.
UMIEJĘTNOŚCI:

Wrodzona ---
Nabyta ---

PAKT: ---
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 31/41.
WYTRZYMAŁOŚĆ 3.
SZYBKOŚĆ 40/50.
PERCEPCJA 41.
PSYCHIKA 1.
KONSEKWENCJA 1.

KONTROLA CHAKRY D.
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Kenjutsu [+10 Siła; +10 Szybkość]
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

NINJUTSU E.
GENJUTSU E.
TAIJUTSU E.
BUKIJUTSU E.
KYUJUTSU E.
KENJUTSU E.
SHURIKENJUTSU E.
KUSARIJUTSU E.
KIJUTSU E.
IRYōJUTSU E.
FūINJUTSU E.
ELEMENTARNE
KATON E.
SUITON E.
FUUTON C.
DOTON D.
RAITON E.
KLANOWE B.


Użyte techniki:
Spoiler: pokaż
Nazwa
Shōton no Jutsu: Reberu Di
Najniższa ranga kontroli Uwolnienia Kryształu. Daje ona umiejętności podstawowe, dostępne większości shinobi z rodu Kōseki. Poprzez przesłanie chakry do otoczenia, shinobi może z Shōtonu wytworzyć podstawowe przedmioty, jak chociażby sztylety, miecze lub inne tego typu narzędzia mordu, ale też np. miski i talerze. Poziom ten jest dość łatwy do opanowania, lecz ma dwie duże wady - mały zasięg i ślamazarne tempo powstawania kryształu. Niewątpliwym plusem jest za to wytrzymałość, która już tutaj jest imponująca.
Wytrzymałość
Mierna
Szybkość
Bardzo słaba
Zasięg

Brak Skupienia
15 metrów

Pełne Skupienie
60 metrów


Wielkość Max.

Szerokość
3 metrów

Wysokość
10 metrów

Długość
10 metrów


Koszt Chakry KC E - 10%, KC D - 8%, KC C - 5%, KC B - 2%, KC A - 1% , KC S - 1%, KC S+ - niezauważalne koszty (na turę)


Nazwa
Shōton: Hashō Kōryū
Pieczęci
Wół → Koń → Baran
Zasięg
Dowolny
Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4% (od smoka)
Dodatkowe
Szybkość ruchu smoka - 105
Opis Użytkownik wytwarza sporego, nefrytowego smoka, który wykonuje każde polecenie swojego stwórcy. Jest on dosyć szybki, oraz - co ważniejsze - bardzo wytrzymały, przez co zniszczenie go jest bardzo trudne, a dla niektórych prawie niemożliwe. Za jego pomocą można się też dosyć sprawnie poruszać po polu bitwy, nie jest to jednak latanie, a raczej "lewitowanie" tuż nad powierzchnią, choć może też wybić się do ataku w przestworzach. Potem rzecz jasna spada ku ziemi. Wadą tego stworzenia jest brak kończyn, więc jego główną ofensywą jest masa, ostre kawałki podłużnego ciała i paszcza, co razem i tak tworzy zabójczą kombinację.

Info: nie ogarniam jak to wygląda z jego rozmiarami, więc... zdaje się na Ciebie. Jak trzeba dokładne, to podam, tylko powiedz.

Chakra: 100% - 38% = 62%
Yuusha
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Nikusui » 13 lip 2016, o 22:36

Próbowała pomóc Shigeru, nawet jeśli byłaby to niewielka pomoc z jej strony. Na ich nieszczęście ogień był na tyle duży, że we dwójkę nie dali rady go ugasić, a jedynie wytwarzali większą ilość szarego dymu. Widok nie cieszył, ale słowa przywódcy były słuszne. Miała jednak wątpliwości co do tego, czy to aby na pewno dobry pomysł, by się rozdzielić, chociażby na chwilę. Nie chodziło tu nawet o nich, ale o tych, którzy chociaż znali te tereny, bo już je przeczesywali, to i tak w takiej sytuacji byliby bardziej narażeni na poniesienie śmierci. Była jednak jakaś iskierka nadziei w tym wszystkim, kiedy pojawił się ojciec Shigeru, Kazuo wraz ze swoimi ludźmi. Nim jednak zdążyli coś zrobić, doszło do kolejnego wybuchu. Tym razem o wiele poważniejszego w skutkach dla nich. Zdezorientowana białowłosa nawet nie miała w swoim arsenale nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób ich uchronić przed taką mocą. Zdążyła dość dobrze oberwać. Ucierpiały jej ramiona, którymi odruchowo się zasłoniła, jej biodra i uda. Żeby tego było mało, siła wybuchu była tak potężna, że zmiotła jej ciałem, a to z kolei upadło na konar, który raczej nie polubił się z jej plecami. Przeklęła, sycząc pod nosem, bo coś ostatnio nie miała szczęścia do tej części ciała. I chociaż ból jej towarzyszył, nie było to coś na tyle nieznośnego, by nie mogła funkcjonować.
Kiedy tylko udało jej się podnieść do względnego pionu, oceniła swój stan, marszcząc z niezadowolenia brwi. Jej oddech był ciężki, ale płytki. Spojrzenie żółto-zielonych oczu powędrowało od razu w stronę Shigeru, który już starał się o siebie zadbać. Szczęście, że miał tę zbroję i potrafił zaleczyć sobie takie rany, bo one po prostu mogły być upierdliwe na dłuższą metę.
Jej spojrzenie momentalnie przerzuciło się na Muraia i Nibuia. Ten pierwszy wyglądał tak, jakby ten cały wybuch wcale się nie wydarzył. Nie miał grymasu na twarzy, więc najwidoczniej wszystko było z nim ok. Z samurajem nie było już tak dobrze, bo zauważyła odłamek gałęzi w jego ramieniu, ale niestety, nie mogła tu pomóc, bo żadnych technik leczniczych nie znała, więc pozostawiła to w rękach Shigeru.
Te całe wydarzenia musiały wypompować z Shigeru energię, więc jeśli nikt nie zaoferuje się przed nią, to białowłosa bez wahania sięgnie do torby, by wyciągnąć dla bruneta pigułkę żywnościową. Musiał być sprawny, bo był im potrzebny. Ona sama była za tym, by jednak ruszyć wcześniej obraną drogą, zwłaszcza, że mieli trochę czasu w zapasie przed kolejnym wybuchem i wprost musieli to wykorzystać. Mało tego, ich strzały sprawiały wrażenie, jakby były na chybił trafił, więc mieli szansę uniknąć kolejnego ataku. Może małe, ale jednak. Rzecz jasna z polecenia Shigeru zamierzała pozbierać rzeczy, które mogły im się przydać, a niekoniecznie tym, którzy niesprawni byli już do walki. Przeczulona, poruszyła barkami, jakby chciała się rozciągnąć, po czym zamierzała ruszyć za Shigeru, dołączając się oczywiście do grupy Kazuo. Nie wyobrażała sobie tego, by mieli się teraz wycofać, skoro jednak mogli jeszcze cokolwiek od siebie dać.
Z racji tego, że nie byłą typem jakiegoś mówcy, dyplomaty czy czegokolwiek innego, to się nie odzywała. O swoim stanie dawała znać kiwnięciem głową, bądź cichym potwierdzeniem, że nic wielkiego jej nie jest. Podczas takich sytuacji przypominała bardziej jakiegoś pionka, który ma zrobić to, co do niego należy. W razie co, gdyby ktoś pojawił się na ich drodze, była gotowa szybko zareagować, a miała do tego predyspozycje.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1016
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Senju Toshio » 14 lip 2016, o 06:50

Dokuroyama, spaczona przez upływ, niesławna góra pojawiała się i znikała pośród przesmyków między drzewami. Młody chłopiec, gdy tylko podnosił głowę ku górze, żeby wypatrzeć kolejnych oznak rozpoczynania śmiercionośnej symfonii z broni Uchiha doszukać mógł się jedynie zwyczajnego nieba i skrawków najwyższych wierzchołków pnących się ku górze po grani. Toshio obok siebie nadal miał dobrze znanych mu towarzyszy, których nie zamierzał opuścić czy zawieść. Tłumy rozchodzące się dookoła centralnego punktu, jaki stanowił Isoshi-sama, dumnie paradowali i z niejakim utęsknieniem wyczekiwali pełnego działania. Oddania się sprawie i poczucia wiecznej chwały. Młodzikowi na zmianę podziwiał i negował własne myśli, aby nie dać zmanipulować się przez niepewność i złe omeny. W całym tym zamieszaniu stał się zwykłym żołnierzem i jak to bywało z chłopem, który dostał do ręki broń. Rozum podpowiadał, żeby machać. Z tym wyjątkiem, że na podstawie sytuacji wyciągało się jedynie inne wnioski. Zadane wcześniej pytanie odbiło się niemal czkawką, kiedy zdał sobie sprawę z banału, który palnął. Po części tego wyczekiwał, lecz z drugiej strony należało uważać, jak nigdy. Porywiste fale powietrza roznosiły się szybciej niż klaśnięcie dłońmi. Dawało to mało czasu na reakcję i właściwą obronę. Jednak gdy tylu Senju było dookoła, to nie martwił się o niemożliwe. Dokonają tego za wszelką cenę, albo polegną z kretesem. Walka Senju z Uchiha ostatecznie może napotkać zwyczajny impas, w którym to powstanie patowa sytuacja. Nie będzie ani zwycięzcy ani przegranego. Starcie tego pokroju niosło za sobą jedynie poświęcenie, na które każda ze stron zgodziła się jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji. Nie było jednak wspomniane jaką część będą musieli poświęcić dla dobra przyszłych czasów. Obawy przeplatały się u czternastolatka z nikłymi próbami strategicznego myślenia. Prawdzie powiedziawszy nie wiedział, za co konkretnie powinien się zabrać. Wysłuchiwanie prostych poleceń - stać, marsz, biegiem - nie należała do skomplikowanych. Schody zaczynały się wtedy, gdy dochodziło do przytłaczającej presji pośród niepewnych terenów, w które lada moment może uderzyć coś nie do odbicia. Właśnie teraz Toshio zapragnął poświęcić więcej czasu na przestudiowanie pewnych tajników dowodzenia czy zapoznania się z szeregiem głębszych, wojskowych zagadnień. Jakby wpadł w wir zupełnie niezwiązanej z rzeczywistością sytuacji. Akcji, której tylko wyobraźnia we śnie potrafiła imaginować. Postanowił jednak wziąć się w garść i zacząć być w pełni sobą. Nie tracić zbędnej energii na przemyślenia, a skupić całą przestrzeń umysłową na kontynuowaniu spoglądania własnymi oczami, jak zawsze to robił.
- Zróbmy to, do dzieła! - z zapałem przyjął słowa dowódcy, Isoshiego. Popatrzył za Reiką, która niezwłocznie zaangażowała się, jako pomysłodawca i parła na czele. Podkop rozpoczął się z werwą potrzebną działaniom polowym. W jednej chwili tam, gdzie stała piękna połać ziemi, teraz gromadzili się shinobi. Jeden za drugim zaczęli znikać z oczu Toshio, a w ich miejsce pojawiał się wyłom potrzebny do zejścia pod ziemię. Chłopak uświadomił sobie, że nie powinien marnować chakry i przydać się w inny sposób. Mowa była o zapewnieniu bocznej drogi dla strzelców z pozostałych klanów oraz grupy najemników. Początkujący adept powinien poradzić sobie z czymś takim. Według jego mniemania tunele doprowadzające do głównego, podziemnego traktu powinny być przestępne. Wpadł na pomysł, aby nie tracić za dużo czasu na bieg, który był męczący. Zwłaszcza, jeśli chodziło o odwrót energia przyda się na inną okazję.
- Słuchajcie, mam pomysł, co do bocznych zejść. Zróbmy zjazdy, aby łucznicy i reszta mogli dołączyć do głównej grupy. Coś w rodzaju zjeżdżalni. Na pewno ułatwi to ucieczkę, gdy zrobi się groźnie pod linią drzew. - zakomunikował do najbliższych sobie ludzi. Reszta była już kwestią dogadania się i rozlokowania bocznych zejść wedle rozstawienia się łuczników i dystansowych ninja. Każdy miał w tym swój udział, dlatego jednostki naziemne byłyby w gotowości przy każdym ze zjazdów i wspierały te osoby, które wybrały dogodne położenie pośród drzew. Cały oddział dystansowy byłby gotowy i wraz z wydaną komendą mogliby rozpocząć odwrót do Tunelu. Bardzo w to wierzył, bo przecież pomysł wypróbowania takiej ślizgawki brzmiał o niebo lepiej niż jakieś staromodne tworzenie głębokiego zejścia krok po kroku.

Spoiler: pokaż
Chakra: 90% - 10% (technika Doton) = 80%

Do planu, który Toshio chciał wcielić w życie posłużyć ma mu standardowa technika elementu Ziemi, Doton no Jutsu. Wykopanie mniejszego tuneliku nie było nigdy prostsze, a trwało wręcz błyskawicznie. Mógł go wykonać każdy z pozostałych i niezaangażowanych w rozbudowę głównego Tunelu. W końcu ktoś musiał być też odpowiedzialny za pilnowanie strzelców. Wojownicy asekurujący pracę dystansowych żołnierzy. W każdym razie Toshio pisał się na taki zamiar rozdysponowania obowiązków. Czuł się częścią czegoś większego i nie był ledwie małym chłopcem idącym za resztą ku przykładu. Czy był w ten sposób bardziej narażony? Tego nikt nie mógł być pewny. Nie leżało to w mierze żadnej ze stron konfliktu. Tu czy pod ziemią, wolał już mieć świeży pogląd na sytuację. Bycie podporucznikiem zobowiązywało niejako, aby dbać o zostawiony gdzieś oddział. Podział obowiązków wyższych stopniem była planem samym w sobie na sprawne działanie całego wojska.

Aktywne: Mokuton, Kawarimi no Jutsu (10% chakry).

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
Siła 10
Wytrzymałość 10
Szybkość 25
Percepcja 31
Psychika 5
Konsekwencja 5

KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Percepcja: 31 | 51

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
BUKIJUTSU
Shurikenjutsu D
ELEMENTARNE
Suiton C
Doton D
KLANOWE D
Senju Toshio
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Masaru » 14 lip 2016, o 10:06

Masaru dostał rozkaz. Nareszcie pomyślał, szkoda tylko że nie bardzo ma jak go wykonać. Kilkoma susami udał się na pozycję. Staram zupełnie się nie wyróżniać wśród sojuszników. Wkońcu nie chciał być obrany za cal prawda ? Zajął pozycję starając się by jak najbardziej ukryty za osłonami. Bal się troszkę że umrze, ale wkońcu i tak kiedyś zginie więc lepiej to zrobić w walce. Oczywiście niemam na to ochoty dodał pod nosem. Na spokojnie przemyślał plan, miał wspomócic łuczników, a potem uciec tunelem i przeprowadzić atak z zaskoczenia. O ile 2 część planu bardzo mu leżała to pierwsza nie koniecznie. Jeżeli przeciwnik był w zasięgu celnego rzutu to wyjął kunaia i próbował kogoś trafić. Nie musiał zabijać odrazu, mógł porostu go zranić i zmusić jego i jego towarzysza do wycofania się i oparzenia mego ran. Za to jeżeli przeciwnik był za daleko na celny rzut albo się krył to lalkarz miał plan żeby swoją techniką Sōshūjin połączyć się z pojedynczym kunaiem i poprowadzić jego lot tak żeby trafił z za osłony lub.żeby poleciał dalej. Jednak swoje bezpieczeństwo Masaru traktował priorytetowo, to była tylko dywersja. Niema ma sensu w niej ginąć, na całość pójdzie gdy dostanie się do centrum walki tunelem. W tedy pokaże swoją siłę i inteligencję.

ZDOLNOŚCI

KEKKEI GENKAI: Ayatsuri
NATURA CHAKRY: FUUTON
STYLE WALKI: Kugutsu no Jutsu:
PAKT: -------------
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30
    WYTRZYMAŁOŚĆ 1
    SZYBKOŚĆ 17|27
    PERCEPCJA 33|43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI:
Kugutsu no Jutsu: +10 szybkość +10 percepcja
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    TAIJUTSU
    BUKIJUTSU
      KYUJUTSU
      KENJUTSU
      SHURIKENJUTSU D
      KUSARIJUTSU
      KIJUTSU
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON D
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE
Ayatsuri C
JUTSU:
KLANOWE:
-[D]Kugutsu no Jutsu
-[D]Chakura no Ito
-[D]Kugutsu Kawarimi no Jutsu
-[D]Sōshūjin
SHURIKENJUTSU:
-[D]Kage Shuriken no Jutsu
FUUTON:
-[D] Fūton: Enshō No Kaze
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): 2 duże shurikeny na plecach , torba u pasa, lalka z drewna(wygląd viewtopic.php?f=43&t=2435&#41; która ogonem trzyma się jak damska torebka (tylko że jest na plecach na shurikenach)
[uhide]PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE): 10 kunai, 5 shurikenów, 1 porcja Makibishi, i 2 Fūma Shurikeny w torbie,10 kunai w magazynku w lalce
Masaru
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Kyoushi » 14 lip 2016, o 15:45

Nie ważne było nic wcześniej, ani nic później. Teraz było w tutaj. Przy wzgórzu Czaszki, które stało się wielkiej bitwy klanów. Uchiha kontra Senju. Kto zwycięży? Dla białowłosego najważniejsze było nie tyle zwyciężenie co przetrwanie tej bitwy i wyjście z niej w jednym kawałku. Dlatego robił wszystko, co kazał mu lider szkarłatnookich. Miał prawdopodobnie największe doświadczenie w bojach, więc wiedział co robić – a to ważne dla młokosa, który dopiero uczył się wykorzystywać swoje umiejętności. Zniecierpliwiony, oczekiwał natarcia ze strony przeciwników. A może sam by zaatakował? Jednak teraz nie było sensu, musiał wyczekać wszystko co się działo pod groźbą tego, że będzie ostro. Szykowała się istna jatka, a on zacierał ręce. W końcu dawno nie walczył. Adrenalina przyspieszała i to był efekt spowolnienia czasu, przynajmniej w oczach białowłosego. W oczekiwaniu, oddział dowiedziawszy się, że dzieje się coś zaiste ciekawego.. Kyu spoglądnął na Hisato, który zdecydował się znów zaatakować Senju, który próbowali ugasić płomienie w lesie. Kolejne rozkazy dotyczyły defensywy i ataków dystansowych. Krucho. Młody szermierz w takich atakach się zbytnio nie specjalizował, więc nie miał żadnej karty atutowej. Pomyślał jednak co mógłby zrobić. Rozwiązania były banalne, aczkolwiek mogły zaskoczyć. Pierw musiał schować się za oddziały, by móc przygotować swoją pomyślaną zabawkę. Jeśli był na tyle bezpieczny to zaczął wykonywać swoją zasadzkę. Do tego potrzebował shurikenów oraz kunai.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Posiadając swoją broń, wyrzuca je w kierunku Senju, jednak po torze lotu, który nie przypomina raczej ataku bezpośredniego, a lot po łuku – opadający. Tam, może kogoś trafi, może zdekoncentruje przy strzale, a tylko o to mu chodzi. W końcu, taki dystans może być za duży, by trafić kogoś bezpośrednio, a każdy z Senju na pewno jest dobrze opancerzony - jak żywy czołg. Chociaż kto go tam wie..
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Słyszał później co mówi do niego wysoki brunet, jednak, sam białowłosy w najbliższym pobliżu nie planował być. Jak już mówiłem, musiał usunąć się na tyły, by przygotować to i owo. W razie niebezpieczeństwa, musi chwycić za miecz, w końcu jest Kenuserem, a połączenie z nim duszy, da mu większą kontrolę nad walką w zwarciu, do której powoli się zanosiło..

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Niespodzianka Lata
 
Posty: 1000
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Jiro » 14 lip 2016, o 15:57

"Czekać na wroga", tak brzmiał rozkaz, oczywiście nie było nic prostszego, a zarazem nic bardziej denerwującego i budującego napięcie, niż czekanie na przeciwników, którzy ociągają się z atakiem, oddziały klanu Uchihe czekały więc, niczym Krzyżacy, czekający na atak sił Polsko-Litewskich, niedaleko Grunwaldu. Mieli jednak o tyle szczęścia, iż nie było aż tak gorąco, jak (podobno) podczas tejże historycznej bitwy, więc nie musieli się zbytnio przejmować o wygrzanie się na Słońcu. Fakt ten jednak, nie zmieniał nastawienia, jakie mieli żołnierze broniący wieży, ponieważ to oczywiste iż wszyscy mogli się stresować i niecierpliwić, a nawet zwyczajnie się nudzić. Co do Jiro, nie stresował się, w końcu nie znał pojęcia strachu, albo raczej nie bał się niczego, jedynie "obliczał" szansę na pokonanie przeciwnika, jego siłę etc, dopiero gdyby zobaczył że nie ma żadnych szans, uciekał gdzie pieprz rośnie, a jeżeli były szanse, nieco większe niż 1-10%, to obmyślał plan, jak te szanse wykorzystać i uderzyć w czuły punkt wroga, oczywiście, w swych obliczeniach nie był nieomylny, w końcu był człowiekiem, a ludzie mają prawo do błędów. Co do czekania, był cierpliwy, wiedział iż nie mogą pierwsi zaatakować, bo skończyłoby się to porażką, pozostawało więc czekać, czekać i wypatrywać wrogów, oraz przewidzieć ich taktykę na tą bitwę, chociaż ta, zdawała się dla każdego jasna, ich celem było w końcu działo, które to dawało dużą przewagę na polu bitwy, jednak trzeba było w porę zorientować się, jak do tego działa chcą się dostać, bo sposobów było wiele, naprawdę wiele, w końcu "Chakra nie ma instrukcji obsługi" i w odpowiednich rękach, może służyć nawet do ożywiania zmarłych.
Do zniecierpliwionego przywódcy i jego stratega, którzy to mieli tak intrygujące i skrywające potężną moc, sharingany, podbiegł jeden z sensorów, który powiedział o próbach ugaszenia ognia, przez jednostki Senju, wtedy też padł rozkaz wystrzelenia z piekielnego działa. Kula ponownie zaczęła się ładować i błyskać energią, a po chwili, tak jak ostatnio wiązka świecącego promienie, przecięła niebo, robiąc wielki huk i niszcząc kolejne obszary, tym razem podpalonej części lasu, Jiro zdążył tym razem zamknąć oczy, przytkać uszy i otworzyć nieco usta, co miało na celu zminimalizować efekt ogłuszenia, ponownie zobaczył wielki słup ognia, pnący się aż pod same chmury. Hisato znowu został poinformowany o ruchach wroga przez wspomnianego wcześniej sensora, znów padł rozkaz z jego ust, tym razem jednak był skierowany do oddziałów pod wieżą, a mianowicie chodziło tu o zasłonięcie się przed wrogimi łucznikami i unicestwienie ich. Jako jeden z pierwszych, podjął się tego poznany niedawno najemnik, Yuusha wytworzył duży na 10 metrów mur, z kryształu, co zrobiło wrażenie na szesnastolatku, który to niestety nie specjalizował się w defensywie. Nigdy nie widział umiejętności klanu, który posiada kekkei genkai kryształu, jednak odnotował sobie tenże spektakularny wyczyn i informacje o ludziach władających kryształem, w pamięci. Co do łuczników, nie wiedział czy w ogóle tam dorzuci, co było jedną z przyczyn, przez które nie marnował amunicji, wolał ją wykorzystać, gdy wrogowie podejdą bliżej.
Liczył zresztą na to że zostaną oni zestrzeleni z działa, w końcu już kilka razy było demonstrowane, to co potrafi zrobić. Odsunął się, gdy tylko Yuusha wykrzyknął komendę, a następnie ujrzał ten potężny twór z kryształu, co tylko upewniło go, co do losu łuczników.


Spoiler: pokaż
SIŁA 7 I 17
WYTRZYMAŁOŚĆ 13 I 0
SZYBKOŚĆ 10 I 20
PERCEPCJA 14 I 0
PSYCHIKA 18 I 0
KONSEKWENCJA 8 I 0
Jiro
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Nibui » 14 lip 2016, o 23:31

    Shinobi mieli naprawdę kilka ciekawych asów w rękawie. Kto by pomyślał, że zaledwie dwójka z nich może w taki sposób próbować ugasić ogień. Nibui musiałby zapitalać z dwoma wiaderkami w jedną i w drugą stronę, a i tak by nic to nie dało. Tymczasem inny człowiek może przyjść, złożyć parę dziwnych gestów i bum! Mała rzeka wydostaje się z jego ust. Białowłosy często był pod wrażeniem tego, jak ludzie mogą wykorzystywać chakrę. Szkoda tylko, że nie zawsze robili to w dobrym celu, a zazwyczaj miała ona posłużyć do wywołania lub wygrania wojny. Tak samo było też w tym przypadku. Jednak mimo ich starań, las nadal płonął, a jakichś większych efektów na próżno było szukać. Całą sprawę komplikował również fakt, że dym powstały przez dogorywający ogień mógł sygnalizować Uchiha ich pozycję. Nibui już miał się ruszyć i być może nawet zwrócić na to uwagę, kiedy w ciągu jednej chwili wydarzyło się znacznie więcej, niż mógłby się spodziewać.
    Ból był niczym. Samuraj odruchowo zasłonił swoją twarz rękoma tylko po to, żeby nie stracić wzroku czy nie zostać pozbawionym życia jakimś zabłąkanym kawałkiem drewna, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. A opatrzność akurat mu sprzyjała, bo nie dość, że wybuch przeżył, to jeszcze nie było z nim tak źle. Pewnie, że krwawił, pewnie, że czuł drewno wbite w jego przedramię, ale przecież mógł jeszcze chodzić czy wymachiwać kataną. Nie było wobec tego tak źle, nie? Białowłosy spojrzał jednak dookoła, szukając wzrokiem ocalałych członków jego oddziału. Większość z ważniejszych osób była cała, o ile można to tak ująć. Byli pokiereszowani, ale zdolni do dalszej walki. Jeden nawet nie wyglądał na zbytnio zdziwionego całą sytuacją. Jeśli zaś chodzi o samego samuraja, to zaczął sam się opatrywać, a raczej próbował. Drewno zostało wyciągnięte z jego ręki za pomocą pewnego, mocnego ruchu, który wywołał na twarzy Kaizakiego jedynie lekkie przymknięcie oka. Z ust nie wydobył się jednak nawet jeden jęk czy nuta niezadowolenia. Nibui nie zdążył jednak podrzeć swojej szaty po to, by zrobić prowizoryczny opatrunek, bowiem podszedł do niego Shigeru, który za pomocą chakry zaczął leczyć jego obrażenia.
    - Dziękuję. Wystarczy jedynie ręka i głębsze zacięcia, Majorze. Nie ma sensu tracić siły na rany, które nie przeszkodzą mi w walce, a jedynie zostawią po sobie ślad. - zwrócił się do niego z lekkim podziwem w głosie. W końcu jeśli za pomocą chakry można działać takie cuda, to szacunek jest wskazany. Po raz kolejny samuraj żałował, że w jego ojczyźnie nie potrafi korzystać się chociaż z takiej techniki. Jej potencjał na polu bitwy jest niezwykły. Leczenie ran, które normalnie przeszkadzałyby w walce wydawało się niezwykłe. I to jeszcze w jakim tempie! Najlepsze maści i bandaże są przy tym bezużyteczne. Teraz jednak samuraj przejrzał ekwipunek poległych z nadzieją, że znajdzie w nim coś, co wspomoże drużynę. Nie znał się na tych wszystkich medykamentach shinobi, ale wiedział jak wygląda ta dziwna kulka, która dodała im siły. Jeśli coś takiego znajdzie, to zaoferuje ją natychmiast Shigeru albo Nikusui. W końcu to ta dwójka pompowała z siebie litry wody, więc to zapewne oni będą najbardziej zmęczeni. Nibui nie rozumiał na jakiej zasadzie działa ta cała chakra, ale wyobrażał sobie, że jest to zwykła energia. Jeśli się jej używa, to zapewne też się kończy, a te pigułki mają ją uzupełniać. Proste rozumowanie bywało czasem najskuteczniejsze.
    - Statystycznie rzecz biorąc lepiej, żeby działo zajmowało się naszym skromnym oddziałem, niż głównymi siłami. Jesteśmy rozproszeni, siedzimy w ukryciu. Wybuch zmiecie większość naszej armii pozostawionej na szczerym polu. - powiedział, przyznając tym samym rację Shigeru. Co prawda, Nibui nie miał tutaj żadnego prawa głosu, ale i tak chciał się wypowiedzieć. Być może jego słowa trafią do osób, które do tej pory wątpiły w racjonalność tego samobójczego planu. To była jednak wojna i ofiary również były potrzebne. Jeśli ceną ich zdrowia główne siły zdołają rozbić impas, który powstał, a następnie udadzą się pod wieżę, to wszystko będzie załatwione. Tak przynajmniej widział to on, więc bez większego namysłu położył dłoń na rękojeści swojej katany i udał się w pośpiechu za Shigeru. Otwarta walka? To mu pasowało. Wreszcie będzie mógł zaprezentować swoje skromne umiejętności. O ile nie trafi go zbłąkana strzała albo kula ognia. Raz się żyje!

    Spoiler: pokaż
    ATRYBUTY PODSTAWOWE:

    SIŁA 20
    WYTRZYMAŁOŚĆ 29 | 32
    SZYBKOŚĆ 36 | 41
    PERCEPCJA 36 | 41
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

    KONTROLA CHAKRY E
    MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
    MNOŻNIKI: 15% szybkość, 15% percepcja - Battodo, 10% wytrzymałość - szkoła Kame
    POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    TAIJUTSU - D
    BUKIJUTSU
    KENJUTSU - D

    JUTSU:

    Kenjutsu:
    Ranga D: Yōdō, Fūma Ninken
    Taijutsu:
    Ranga D: Aian Kurōī, Dainamikku Entorī, Dainamikku Akushyon
Nibui
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Koala » 15 lip 2016, o 13:04

Spoiler: pokaż
Mapa, plik jest za duży by wstawić w [img].

Gwoli wytłumaczenia:
  • Czerwone kółka oznaczają jednostki Uchiha, niebieskie - Akimichi, zielone - Senju, brązowe - Kaminari
  • Typ jednostki powinniście rozpoznać po wyglądzie (piechota, kawaleria, strzelcy).
  • Bohaterowie (kunie z flagą) to dowódcy
  • Czarodzieje to oddziały shinobi, giganci - Akimichi w Baika
  • Każdy żeton przedstawia oddział, składający się ze 50 żołnierzy.


Bitwa pod Górą Czaszki

Strona Uchiha

Wyglądało na to, że bitwa w końcu miała zacząć się na dobre. Pomiędzy wytworzonymi przez Senju drzewami pojawiła się spora grupa łuczników (a do tego też grupa shinobi mających ich zapewne osłaniać), która prawie natychmiast wystrzeliła pierwszą serię pocisków. Na szczęście, na miejscu była grupa defensywna, która zasłoniła grupy najpierw tarczami, a później umożliwiła Yuushy zasłonienie ich kryształową ścianą. Pomysł prosty i w zupełności na obecną sytuację wystarczający. Następne fale pocisków z łuku zaczęły leniwie odbijać się od kryształu, dając mu czas na wytworzenie następnej ze swoich technik. Złożył kilka pieczęci, a na ziemi w pobliżu zaczął się formować dość spory, kryształowy smok. Stworzenie wzbudzało respekt samym swoim wyglądem - długie stworzenie, pokryte ostrymi łuskami z tegoż materiału co ściana. I wijący się na ziemi, gotów do ataku. Otori ostrzegł Hisato o gotowości.
W tym samym czasie Kyoushi wykorzystał podstawowe umiejętności shinobi i rzucił w kierunku łuczników kilkoma pociskami z notkami wybuchowymi. Ciężko było określić, czy detonacja zadała jakieś większe szkody, ale przypuszczalnie trochę wytrąciła przeciwników z rytmu, jako że fale strzał przestały być równomierne.
Hisato spojrzał wokół i ocenił sytuację.
-Zostaw oddziały łucznicze, poślij tego koleżkę na pozostałości lasu, niech się upewni że nic nie zostało. Działo! Aktywować i odpalić trochę głębiej na południe!
Wyrzutnia zawyła, a z kryształu wypalił potężny promień. Tym razem eksplozja na pewno przyniosła jakiś efekt - dało się usłyszeć dziesiątki krzyków bólu i agonii. Z lasu nie zostało nic, łuczników pozostała ledwie garstka, odsłoniło to też większy oddział, również dość mocno przerzedzony.
-Dobra... na północy również zaczęli walki, ci tutaj nie będą już aż tak problematyczni... Zaraz, co?
Spomiędzy płonących drzew wyskoczyły nagle oddziały ciężkiej piechoty Senju, wspomagane przez grupę łuczników i shinobi. Hisato pokręcił głową i wskazał Yuushy, by wypalił smoka w ich kierunku.
I wtedy wszyscy usłyszeli grzmot.
Na północnym wschodzie uformowała się wielka chmura burzowa, zasnuwając dużą część równiny ciemnością i deszczem. Nic nie zapowiadało, że ta ma się wydarzyć...
Wtedy nagle spod osłony wystrzeliło coś, przypominającego spory pocisk z błyskawic. Ruszył on bezpośrednio na Hisato z prędkością trudną do porównania z czymkolwiek innym. Dopiero gdy ten się zbliżył, dało się zauważyć że był to człowiek pokryty chakrą Raitonu. Wykonał potężny prosty, który bez problemu zabiłby lidera Uchiha, gdyby ten... nie użył swojego niezwykłego Sharingana. Szkarłatne oczy błysnęły, a pięść oponenta przeniknęła przez jego głowę, nie robiąc mu żadnej krzywdy. Sam odpowiedział silnym kopniakiem kolanem w podbrzusze i pchnięciem odsunął od siebie nagłego agresora.
Kaminari Ukyo.
-Do jasnej cholery, Ukyo, to nie jest Twoja bitwa. Bądź łaskaw wypierdalać.
-Ale może być - odparł Kaminari, patrząc na Hisato z nienawiścią. - Twój syn zabił moją córkę, Twoi ludzie zaatakowali moich nowych sojuszników i spodziewasz się, że nie zareaguję? Mylisz się, i to grubo. KAMINARI, DO BOJU!
Spod chmur wyskoczyły nagle spore oddziały rodu Kaminari, szarżując na wojska pod wieżą.
-Kurwa mać! Przeładować to jebane działo! Atakować! Atakować i Senju, i Kaminari, do kurwy nędzy! Utrzymać działo do przybycia posiłków!




Strona Senju

Póki co, bitwa nie zapowiadała się zbyt różowo. Wszystkie oddziały były pod ciągłym ostrzałem, Akimichi utknęli w walce z Uchiha na północnej części góry, a nic nie zapowiadało by cokolwiek z tego miało się poprawić. Ale nie było co marudzić, albo zwyciężą, albo cała prowincja Shinrin będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie. To było motorem napędowym dużej części wojsk Senju, dlatego gdy tylko otrzymali polecenia, nie wahali się ruszyć. Po wykorzystaniu Mokutonu i odtworzeniu części lasu, łucznicy od razu zajęli tamtejsze pozycje i rozpoczęli ostrzał. Co jednak nie było zbyt dobrą informacją, obrońcy wieży bez problemu się przed tym uchronili - najpierw tarczami, a później ścianą z czerwonego kryształu. Wystaczyło kilka serii pocisków, by łuki znów stały się bezużyteczne, a nie wyglądało na to by którykolwiek żołnierz Uchiha oberwał pociskiem.
-Cholera, mają Kousekich w oddziałach. No nic, wycofajcie się, podkop tworzy się dostatecznie szybko, by dało się coś z tym ugrać. Jazda! Pomogę wam z tym.
Faktycznie, tunel powstawał w dość dobrym tempie, zważając na ilość użytkowników Dotonu. W tym czasie łucznicy i ich wsparcie (między innymi Masaru) powrócili do grupy głównej i czekała na dalsze rozkazy. Isoshi rozejrzał się, patrząc czy między drzewami zauważy coś niezwykłego, lecz póki co Uchiha chyba nic nie kombinowali. Dało się tylko słyszeć krzyki bólu z oddali. Najwidoczniej Akimichi i Uchiha w końcu zaczęli bitwę o Dokuroyamę.
-Pospieszcie się, i próbujcie nie zbliżać się przesadnie do góry. Za chwilę...
Bolesne zawodzenie.
Błysk.
Potworny huk i eksplozja.
Pocisk z działa trafił idealnie w tylne oddziały Senju, zmiatając setki żołnierzy z powierzchni ziemi. W powietrze uniósł się tylko rozpaczliwy ryk agonii, po czym... nic. Na dodatek ogień rozprzestrzenił się w zastraszającym tempie, a fala uderzeniowa rąbnęła pozostałych żołnierzy, wielu ogłuszając lub raniąc. Nie było wojownika, który nie leżał obecnie na ziemi, zakrwawiony i/lub okaleczony.
Masaru, jako że stał niedaleko łuczników, oberwał prawdopodobnie najmocniej. Leżał, cały zakrwawiony i pokryty szczątkami płonących drzew wymieszanymi z pozostałościami innych żołnierzy. Czuł też potworny chłód tam, gdzie powinien mieć rękę... tylko no właśnie... nie miał jej. Prawe ramię młodzieńca zostało wyrwane ze stawu i leżało teraz nie wiadomo gdzie. Siły również uchodziły z niego dość szybko, więc trzeba będzie jak najszybciej to zasklepić. I przemyśleć, czy ryzykować jeszcze udział w walce...
Reika, Toshio i wielu innych również wyczuli bardzo boleśnie celny atak z wyrzutni. Ogłuszający huk rozległ się w uszach każdego shinobi, na dodatek przez tunel przeleciała spora chmura wytworzonego w wystrzale ognia. A później... fala uderzeniowa i wstrząs.
I to właśnie ten wstrząs miał największy potencjał morderczy. Tunel wytwarzany przez Senju po prostu się zawalił. Głazy zgniotły i pozabijały dobre 50 shinobich, Toshio miał zgniecione pół ciała, tak, że mógł oddychać, ale dość płytko. Lewa ręka i noga były jednak przytrzaśnięte, będzie to wymagało bardzo rychłego leczenia. Nie mówiąc już o tym, że jeśli ktoś go szybko nie uwolni, może się udusić...
Reika zaś leżała między głazami, ze złamaną w okolicach bicepsa lewą ręką (i to tak, że wystawała kość), a do tego między opadłymi głazami utknęła jej prawa noga. Nie wyglądało to przyjemnie, i wymagało szybkiego leczenia. A przynajmniej ręka, nogę trzeba będzie uwolnić i może tyle wystarczy... z powtórzeniem "może".
Przez dziurę w suficie do środka, tuż obok tej dwójki, wpadł Isoshi. To, co miał jako protezę ręki, znów zniknęło, a z jego kikuta ściekała krew. Do tego eksplozja urwała mu jedną ze stóp. Przynajmniej tyle, że nie czuł bólu. Strach pomyśleć, co by było gdyby stał bliżej eksplozji...
-No kurwa mać, znowu... - charknął, patrząc na rękę, po czym zasklepił ranę kallusem i powoli się podniósł do pozycji siędzącej. - Na dodatek teraz, gdy zobaczyłem eksplozję z bliska, w końcu zrozumiałem skąd kojarzę ten rodzaj ataku. To działo strzela zmasowaną Misairuchakurą, techniką rodu Juugo. Tylko jak oni to opracowali...
A tymczasem grupa na wschodzie, natchniona przez pomoc Kazuo i Shigeru, ruszyła do przodu, wychodząc spomiędzy drzew. Pierwszym, co ich przywitało, był kolejny wystrzał z działa, tym razem jednak nie w ich kierunku. Pocisk śmignął w stronę sił Isoshiego, lecz co było najgorsze - sądząc z dźwięku, trafił. Kazuo skrzywił się, na jego twarz wypłynęło coś pomiędzy rozpaczą a niczym niezablokowaną furią.
-HIIIIISAAAAATOOOOOOOO!!!!!!! - ryknął tak, że bez problemu przekrzyczał huk pola bitwy, po czym ruszył szarżą do przodu. Widząc to, cała reszta oddziału również ruszyła do ataku, nie zważając na przeciwności. A tych było sporo.
Między innymi spory smok z czerwonego kryształu, który rzucił się na ugrupowanie. Shinobi będą musieli się postarać, żeby go zablokować... tym bardziej, że zbliżał się z wcale nie najgorszą szybkością. A za nim leciał mały oddział Uchiha, sprowokowany do ataku.
Przez wojska Kaminari, które przybyły znikąd. I rozproszyły oddziały przy wieży jeszcze bardziej.
-Ukyo jednak nie kłamał - powiedział Kazuo, po czym sam rzucił się w wir walki, wymachując wokół sporym mieczem. I przy każdym trafieniu wymieniał imiona ludzi, którzy polegli przy poprzednim pocisku, i tych którzy mogli zginąć teraz.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 804
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Senju Toshio » 16 lip 2016, o 00:28

-

Zagubiony gdzieś pośród setek żołnierzy chłopiec, niczym dziecko w tłumie pilnie potrzebujące punktu zaczepienia. Toshio musiał przyswajać nową wiedzę i sądził, że wychodziło mu to na miarę, ani źle ani dobrze. W końcu czego się spodziewać, kiedy wiodło się raczej lekkie życie. Niespecjalnie trudne i stawiające na nim ciężkie brzemię. Co innego bycie synem kogoś sławnego, ważnego w osadzie. Mimo wszystko młodzik lubił znajdować się nawet w tych okropnych sytuacjach. Druga pod względem przeżyć akcja, a w zasadzie wojna, gdy tylko ją przeżyje, zapewne przerośnie oczekiwania każdego. Tym bardziej czternastolatka, który marzył o staniu się kimś wielkim. Do tego naprawdę potrzeba wielu lat nauki. Ryzykował z każdym kolejnym krokiem, brnąć wraz z towarzyszami i usiłując przedostać się przez niebezpieczny teren. Wyraźnie widzieli może na kilkadziesiąt metrów, a resztę przesłaniała tajemnicza mgła wojny, nie pozwalająca na przewidzenia ruchów wroga. Toshio bez odpowiedniej informacji nie mógł stwierdzić, czy Senju dysponują odpowiednim przepływem danych. Czy ktoś ostrzega przed ruchami z oddali. Krzyki dookoła niczego konkretnego mu nie mówiły. Dawał jednak radę wierzyć i niezłomnie podtrzymywać własną chęć walki. Zmusić się do stanięcia naprzeciwko wrogiej jednostki i nie szczędzić mocy, żeby wygrać.
Nim jednak mogło do tego dojść, należało przedrzeć się przez spory teren. Chłopiec na pewno zdążył złapać zadyszkę i nie wiedzieć, gdzie się obecnie znajduje. Na pewno został bardziej z tyłu, w rozpraszającej się grupie zaczynającej podkop. W międzyczasie łucznicy i dystansowi ninja po obu stronach wymieniali się ogniem. Trwała zawierucha nim spostrzegł, że coś dzieje się wbrew jego woli. Oszołomienie po trafieniu przyszło szybciej, niż mógł się w ogóle spodziewać. Zastraszająca siła ponownie ugodziła i tym razem zebrała żniwo w postaci ryku mnóstwa ludzi. Oczy Toshio, gdyby ktokolwiek zdołał je w tamtym momencie zobaczyć zwęziły się. Strach przejął kontrolę, lecz cząstka jego jaźni nie wiedziała, co tak naprawdę zaszło. Poczuł ból, którego efektem było przygniecione w połowie ciało. Unieruchomione lewe partie ciała, jakimi chciał ruszył doprowadziły go do szczątkowego zrozumienia fatalnego położenia. Jeśli tylko mógł ruszyć głową, to na pewno zaczął się wiercić. Lęk doprowadził do krwiobiegu więcej adrenaliny. I wcale nie działało to na jego korzyść. Potrzebował oddechu, a ten był bardzo utrudniony. Chciał się zatem uspokoić i nie wiedział, jak do tego doprowadzić. Łapał tchu na tyle, na ile mógł. Kaszlnął ze dwa, czy trzy razy, żeby wykrzesać z siebie jakiekolwiek wołanie.
- P-pomocy... utknąłem... - powiedział dość cichym głosem. Instynkt podpowiadał mu, żeby zacząć się oswabadzać. Zrobić coś z tym dyskomfortem. Prawa ręka niemal po omacku wędrowała po kondygnacji przygniatającego go materiału. A nuż znajdzie słabszy punkt, który się osunie lub w cudowny sposób odpuści. Nic nie mogło wskazać na jaką ze stron przechyli się szala. Szczęściem było to, że nadal żył. Ból ocucił go i sprawił, że może się teraz martwić o przetrwanie. Jakby wcześniejsze kilka chwil nie miało znaczenia i liczyła się teraz ów sytuacja. Na twarzy czuł ziemię i pot, a zaraz potem pojawiły się oczywiste w tej kwestii łzy. Wszystko to sprawiło, że na twarzy wytworzył się ogólny i zmieszany bród. Przetarł okolice oczu rękawem i nadal ronił słone łzy, które na swój sposób oczyszczały pole widzenia. Następnie, kiedy wszelkie metody i próby własnoręcznego wygrzebania się zawiodły, to zaczął rozglądać się za swoją pozycją. Co znajdowało się dookoła i czy nie ma kogoś, kto para się z chęcią ratunku.
- Jest tu... ktoś?! Reika?! - krzykiem chciał przedrzeć się przez wszelkie bariery, jakim była fizyka niepozwalająca dźwiękowi nieść się, a odbijała go na przekór od każdej powierzchni. Skutki takiej, jednorazowej akcji poczuł dość wyraźnie, kiedy już od początku miał problemy z oddychaniem. Skupił się na powolnym łapaniu kropelek powietrza, jakby były bąbelkami w przestronnym morzu. Oczekiwał kogokolwiek, byle nie być przygwożdżonym do ziemi. Potem zrozumiał, że miał przy sobie jakiś sprzęt. Gdy tylko sytuacja na to pozwalała, chciał wyjąć cokolwiek. Najlepiej kunai, którym mógłby zacząć przebijać się przez ziemię. Dziobać skrawek po skrawku i spulchniać ziemię, ewentualnie rozbijać skałę. Potrzebował drugiej ręki do złożenia pieczęci, aby zmieszać chakrę. Innego rozwiązania nie miał w zanadrzu. W końcu shinobi mieli dar do używania technik. Żaden żywioł nie stanowił dla nich zagrożenia. Bycie Avatarem, legendarnym mnichem, władającym pięcioma elementami to coś na miarę wyobrażeń Toshio. Podniosło go to trochę na duchu i pozwoliło na działanie. Nie podda się przez coś takiego, jak zawał ziemny.


Spoiler: pokaż
Chakra: 80% - 10% (technika) = 70%

Pierwszą z opcji działania stanowiło sprawdzenie, czy może dostać się do broni, którą oswobodzi drugą kończynę. Naostrzone kunai albo gwiazdka doprowadzi go, co prawda do żmudnego działania, ale lepsze takie czekanie na pomoc niż żadne. W dodatku nie było pewności, czy ktokolwiek zdoła do niego dotrzeć na czas. Rozglądanie się powinno pomóc w zlokalizowaniu jego położenia i zwróceniu na siebie uwagi wołaniem.
Drugi etap polegał na użyciu chakry do zmiecenia z siebie połaci ziemi, czy skały. Doton no Jutsu (D) sprawiało, co prawda, że w ziemi powstawała wyrwa, lecz liczył, że takie zastosowanie również może zostać opłacalnie przeprowadzone. Wydostanie się i zachowanie funkcji życiowych było teraz priorytetem.
Potem, jako Podporucznik zajmie się organizowaniem ratunku dla innych. Jako ktoś z rangą musiał odpowiadać za jakąś z funkcji w szeregach. Może nie wyglądało to za specjalnie poważnie, ale każdy zmuszał się kiedyś do robienia rzeczy na poważnie. Do tego na pewno przyda mu się opinia innych i ich rozeznanie. Zlokalizowanie, gdzie i jak dużo osób utknęło. Wyprowadzenie ich i dalsza walka. Nie było ustępstw, jeśli chodziło o wojnę. Bitwa wciąż trwała i każdy zdolny do marszu musiał wspomóc resztę oddziałów. Liczyło się dobro całego przedsięwzięcia, chociaż wątłe barki i umysł chłopca powoli odczuwały zbyt wielką presję.

Aktywne: Mokuton, Kawarimi no Jutsu (10% chakry).

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
Siła 10
Wytrzymałość 10
Szybkość 25
Percepcja 31
Psychika 5
Konsekwencja 5

KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Percepcja: 31 | 51

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
BUKIJUTSU
Shurikenjutsu D
ELEMENTARNE
Suiton C
Doton D
KLANOWE
Mokuton D
Senju Toshio
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Shigeru » 16 lip 2016, o 11:52

Każdy na swój sposób odczuł siłę fali uderzenia jak i odłamków drzew, które uderzyły w nasz oddział, choć trzeba zauważyć, że siła tego uderzenia dla każdego była inna. Niektórzy przywdziani w zbroje, mieli ten komfort, że mogli czuć się bezpieczniejsi. Ale i tu nie obyło się bez szkód - czego przykładem mogłem być choćby ja gdzie zbroja płytowa nie była gwarantem ochrony absolutnej. Siła uderzenia skonfundowała w znacznej mierze większośc oddziału, ale konsekwencja niektórych jednostek, a ponadto świadomość koniecznego działania, były tymi czynnikami, które szybko potrafiły otrzeźwić i przywołać do porządku.
Szybko przeszedłem do czynności medycznych, chcąc doprowadzić swój oddział do stanu użyteczności. Straciliśmy w wyniku ostatnich wydarzeń zdecydowanie zbyt dużo ludzi do odległości jaką przeszliśmy, tak na prawdę nie osiągając zbytnio żadnych efektów. Na dodatek, chcąc uzupełnić swoje zapasy chakry, tylko Pani kapral zdołała mi w tym zakresie pomóc, bo w jej posiadaniu znalazły się bojowe pigułki żywnościowe. - Dziękuje - krótko odrzekłem, przecierając czoło, które zrosiło się potem po oddanym wysiłku. Zażycie pigułki zbiegło się równocześnie w czasie z opinią Nibuia co do słuszności przedstawionego przeze mnie planu, za co w głębi ducha byłem wdzięczny, bo pozwalało zostawić ten temat bez kolejnych prób przedstawiania. Równie zadziwiająca była siła tego medykamentu, która błyskawicznie odnowiła moje siły, powodując, że czułem się tak, jakbyśmy dopiero co rozpoczynali swoją misję. Po tych wszystkich czynnościach, gotowi byliśmy do wyruszenia, co też uczyniliśmy.
Nasza szarża była podyktowana przede wszystkim żelazną konsekwencją, któa wynikała z jasnego przeświadczenia co się stanie z Shinrin i innymi krainami, jeżeli tylko Uchiha wygrają tą wojnę. Świadomość, że będą mogli skutecznie dyktować warunki innym Rodom i krainom przy wykorzystaniu swojej śmiercionośnej broni, była również motywatorem dla innych Rodów i Szczepów, które zdecydowały się nas wspomóc. Szybko jednak okazało się, że i po przeciwnej stronie znalazło się wsparcie dla Uchiha z innych klanów, czego potwierdzeniem był kryształowy twór, który pędził w naszą stronę. W tym też samym momencie usłyszeliśmy wystrzał kolejnego śmiercionośnego pocisku z wieży czerwonokich. Byłem już przekonany o tym, że dowództwo postanowiło nas unicestwić, ale to nie w nas uderzył wybuch. Nastąpiło to po naszej lewej stronie, co nie oznaczało że odniosłem ulgę. Pocisk trafił w nasze główne siły, czego potwierdzeniem były wrzaski agonalne naszych ludzi.
- Proszę... nie.. - groza zagościła zarówno w moim sercu, jak i wymalowała się na twarzy, bo miałem świadomość tego, że Reika, Toshio i Isoshi najprawdopodobniej znajdowały się w tamtym oddziale. Nie mogłem jednak tego w tym momencie rozpamiętywać, bo kryształowy twór był co raz bliżej naszych oddziałów i należało go powstrzymać. Tym bardziej, że Kazuo równie mocno przeżył to co się własnie wydarzyło i obawiałem się, że może poczynić jakieś nierozważne kroki. - Zajmę się tym. Pozostali osłaniają Shinrei-kana - krzyknąłem do pozostałych, wybiegając na przód naszego oddziału gdzie też natychmiast uformowałem kilka pieczęci, a następnie uderzyłem dłonią w podłoże, powodując, że te gwałtownie zadrżało, by chwilę później z ziemi wystrzeliły drewniane łapy uwieńczone szponami, a chwilę później smoczy łeb, z którego paszczy wydobył się przeraźliwie złowieszczy ryk...


Obrazek

Spoiler: pokaż
Chakra: 100% (po zażyciu bojowej pigułki) - 30% (Mokuton: Mokuryū no Jutsu) = 70%

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 70
WYTRZYMAŁOŚĆ 70
SZYBKOŚĆ 110 | 120
PERCEPCJA 50 | 60
PSYCHIKA 40
KONSEKWENCJA 50

Wskakuje na grzbiet, chwytając się mocniej i wraz ze swoim tworem blokuje drogę kryształowemu smokowi (jeśli trzeba zagradzając nawet samym ogonem drogę, co powinno być wystarczające do zatrzymania jego pochodu). Nie tracę dużo czasu na to - łapami i paszczą próbuje chwycić kryształowy twór, zwyczajnie go zgniatając swoim ciężarem. Cel jest jedny - zwyczajne rozkruszenie tego, co nie powinno napotkać trudności o ile tylko się uda to pochwycić.

Gdy to się uda, ruszam na czoło spotkaniu armii Uchiha, zamierzając miażdzyć ciałem, łapami, ogonem wszystko co jest wrogie i stoi na drodzę. W przypadku gdyby wieża zamierzała wystrzelić w nasz oddział, to drewniany smok, blokuje pocisk własnym ciałem - wcześniej nas połyka, a pocisk blokuje pozostałą częścią ciała (od strony ogona poczynając). Tak samo w przypadku gdyby pocisk zamierzał znowy wystrzelić w stronę oddziału Isoshiego, a byłaby możliwość zablokowania tego.


Nazwa
Mokuton: Mokuryū no Jutsu

Pieczęci
Wąż → Baran → Królik → Pies → Wąż

Zasięg
Dowolny

Koszt
C: 50% | B: 40% | A: 30% | S: 20% | S+: 10%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika pozwala stworzyć wielkiego, drewnianego smoka, który rozmiarami dorównuje Ogoniastym Bestiom. Dzięki swoim rozmiarom smok może z łatwością owinąć się wokół Bijuu, a następnie dzięki elementowi drewna jest w stanie wyssać chakrę z demona co czyni go idealną bronią wobec takich stworzeń.
Shigeru
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Masaru » 16 lip 2016, o 18:42

Ku zaskoczeniu naszego lalkarza atak łuczników nie przyniósł żadnych efektów. Uznał on jednak że nic straconego i następnym ich trafią. Niestety znowu nie wyszło. Wkońcu chłopak wycofał się do głównych sił, i nagle usłyszał dziwny dźwięk. Spojrzał na niebo i ujrzał lecącą w jego kierunku śmierć w postaci kuli ognia. Na jego nieszczęście był blisko centrum uderzenia. Gdy otworzył oczy szybko przeprowadził analizę co się stało i w jakim jest stanie. Na spokojnie zorientował się że leży pod palcami się szczątkamk drewna i jego kompanów. Na spokojnie usunął je, wycofał się do miejsca względnie bezpiecznego. Jak zauważył z przerażeniem stracił rękę. Zaklął pod nosem, a z jego oczy popłynęły łzy. Nie smutku, wściekłości. Stracił rękę i nie mógł brać czynnego udziału w walce, nie wiedział nawet czy to przeżyje. Ale wtedy przypomniał sobie po co tu jest. A jest tu dla pieniędzy i dla sprawdzenia swoich umiejętności. Nie zamierzał ani tu umierać ani się wycofywać. Skoro miał płaszcz to na szczęście jego bluzka na placach była w miarę nie zaplamiona krwią. Wyjął kunaia rozciął bluzkę z tyłu na kształt kwadratu i wyciął 2 paski jeden krótki i jeden dłuszy. Lewa ręką nałożył kwadrat na kikuta, krótkim obwiązał go wokół tworzac cos przezco prowizorycznie nie oowinno sie wdać zakażenie. Krotkim pasmem obcisnał kikuta tak żeby zatamować krwawienie. ( nałżył go na kwadratowy zeby nie odpadł). Długim obwiązał się wokoło, pod lewą pachą i przyciskając jeszcze z innej strony jego prowizoryczny bandaż. Całą czynność strał się wykonywać jak najszybciej ale na pierwszym miejscu była dokładność. Potem kwestia jego innych ran. Jeżeli miał jakieś bardziej poważne obficie krwawiące to rowien wycinał kawał ubrania i go zaciskał na zranieniu. Następnie rozejrzał się po najbliższej okolicy w poszukiwaniu jakiegoś innego osobnika o ranach na tyle poważnych że nie mógł walczyć teraz, ale takich że po oparzeniu dadzą radę coś zdziałać. Jednak on był priorytetem i jeżeli miał jakieś wątpliwości lub nie mógł tego stwierdzić na oko to z bólem serca go zostawiał. Jeżeli taka osoba by była w okolicy to w miarę możliwości chciał jej pomóc dotrzeć do obozu. Jednak gdyby zawadzał albo porostu było by trudno się dostać do celu lub narażałby zbyt mocno zdrowie Masaru to musiał go tu zostawić i obiecać że po niego wróci. Zamierzał jak najprostszą drogą wrócić do obozu żeby opatrzono go porządnie i zamierzał wrócić na pole bitwy chociażby jako osoba do rzucania kunaiami. Gdyby kogoś spotkał po drodze kto może go opatrzyć go nie pogardzi. Po drodze nawet nie myślał o staracie ręki, jego celem była dalszą walka. Ponieważ taka była jego droga shinobi, nie pozwolić skrzywdzić nie winnych istnień i przyrody. Czerwono ocy zabili wielu ludzi nie honorowo i rozwalili las. Zapłacą za to.

ZDOLNOŚCI

KEKKEI GENKAI: Ayatsuri
NATURA CHAKRY: FUUTON
STYLE WALKI: Kugutsu no Jutsu:
PAKT: -------------
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30
    WYTRZYMAŁOŚĆ 1
    SZYBKOŚĆ 17|27
    PERCEPCJA 33|43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI:
Kugutsu no Jutsu: +10 szybkość +10 percepcja
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    TAIJUTSU
    BUKIJUTSU
      KYUJUTSU
      KENJUTSU
      SHURIKENJUTSU D
      KUSARIJUTSU
      KIJUTSU
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON D
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE
Ayatsuri C
JUTSU:
KLANOWE:
-[D]Kugutsu no Jutsu
-[D]Chakura no Ito
-[D]Kugutsu Kawarimi no Jutsu
-[D]Sōshūjin
SHURIKENJUTSU:
-[D]Kage Shuriken no Jutsu
FUUTON:
-[D] Fūton: Enshō No Kaze
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): 2 duże shurikeny na plecach , torba u pasa, lalka z drewna(wygląd viewtopic.php?f=43&t=2435&#41; która ogonem trzyma się jak damska torebka (tylko że jest na plecach na shurikenach)
[uhide]PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE): 10 kunai, 5 shurikenów, 1 porcja Makibishi, i 2 Fūma Shurikeny w torbie,10 kunai w magazynku w lalce
Masaru
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości