Osada Portowa Funemi

Prowincja znajduje się na południu Prastarego Lasu i tak jak sąsiadujące z nią obszary regionu, porośnięta jest gęstym lasem. Kaigan zamieszkiwany jest przez Ród Aburame, który to odnalazł tutaj wspaniałe warunki do rozwoju. Prowincja graniczy z morzem jak i też z krajem kupieckim co pozwala rozwijać handel oraz żeglugę. Znacznym problem w prowincji jest sąsiedztwo na zachodniej granicy z Tajemniczym Lasemi co zaowocować może tworzeniem się szajek przemytniczych. Zwłaszcza, że porośnięte tereny nadają się na idealną kryjówkę.

Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 12 cze 2016, o 23:29

Obrazek
Spoiler: pokaż
Obrazek


Jedna z większych osad w prowincji, ulokowana na wybrzeżu w taki sposób, by stworzyć możliwie najkrótszy szlak morski do prowincji zamorskich - Kantai i Hyuo. Miasto jest więc głównym oknem na tamtejsze obszary morskie. Początkowo mała osada rybacka przez lata rozrastała się i zmieniała w centrum handlu zamorskiego. Osada składa się z dwóch dzielnic - handlowej i mieszkalnej, które oddzielone są niewielkim kamiennym murem, taki sam otacza również całe miasto. Funemi jest miejscem pełnym zarówno obrotnych kupców i rzemieślników, jak i ludzi prostych i niewykształconych, wykonujących proste prace portowe. Tutaj nie ma miejsca dla obiboków, a wszelki element przestępczy jest natychmiast niszczony dzięki sprawnej straży i uczciwym mieszkańcom. Każdy spełnia tutaj jakąś rolę, mniej lub bardziej potrzebną. Sam port jest najbardziej okazałą częścią Funemi, wraz z imponującymi okrętami handlowymi po brzeg wypełnionymi rozmaitymi towarami. Przyportowe tawerny słyną z doskonałego jadła i urodziwych niewiast do towarzystwa, zwłaszcza dla tych którzy nie szczędzą grosza, a magazyny przechowują duże ilości towarów różnego pochodzenia. Mimo dużych obrotów miasto odstaje mocno w stosunku do dwóch największych osad kupieckich - Ryuzaku i Shigashi.
>> Okręty bojowe <<
Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 13 cze 2016, o 00:30

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
15/x


Natsume i Yuri wyruszyli w bardzo niebezpieczną podróż do sąsiedniej prowincji, a dokładniej portu jednej z nadmorskich osad. Nienazwanej i której miejsca dokładnie Natsume nie znał. Najwidoczniej samo dojście do prowincji wystarczyło. Mimo lekkich niesmaków na początku podróży, dwójka w spokoju parła przed siebie. Fakt, nie było miłym wyśmianie młodzieńca za jego brak umiejętności jazdy konno, ale z drugiej strony Yuri też się nie popisała swoim lękiem przed wysokościami. Mimo wszystko nigdy podczas podróży nie wspominała o tym i vice versa. Z uwagi na bliskość Kaigan, podróż faktycznie nie trwała długo. Nawet nie było potrzeby zatrzymywania się by uzupełnić zapasy. Jakiś czas po rozpoczęciu podróży Natsume zaproponował swojej towarzyszce łyk alkoholu. Ta uśmiechnęła się i poczęstowała się. Jeden mały łyk, drugi, trzeci. Oderwała usta od butelki z nieukrywanym zachwytem na twarzy.
- Ale dobre~ Dawno nie piłam tak przyjemnego alkoholu. Dzięki wielkie, Natsume-san.
Dotarcie do innej prowincji widać było zmianą środowiska. W miarę zróżnicowane widoki powoli przekształcały się w jednolite, gęste lasy. Jakby nie patrzeć prowincja ta leżała na obszarze zwanym Pradawnym Lasem, powiązanie było dość oczywiste. No i wszędobylskie robaki jednoznacznie wskazywały na to, jaki ród sprawuje tutaj władzę. Yuri wydawała się niewzruszona widokiem insektów, co doskonale wyprowadzało ją z grona strachliwych damulek piszczących na widok wszystkiego, co było małe i miało dużą ilość odnóży, z dodatkowym bonusem jeśli latało bądź skakało.
- Chyba poczekam na twój powrót, Natsume-san. A jeśli będzie odwlekał się zbyt długo, to wrócę do szefa. Wolałabym, by nie doszło do takiej sytuacji. A osadę mam zaznaczoną na mapie. - powiedziała, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni kimona złożoną kartkę, podając ją Natsume. Była ręcznie rysowana i widocznie przez specjalistę w tej dziedzinie. Była na niej zaznaczona jasną kropką jedna lokacja, która była tym właśnie miastem. Okazało się, że było to na drugim końcu prowincji. Niefajnie, niefajnie. Szykowała się więc jeszcze dłuższa podróż. Po nieokreślonym czasie udało wam się zobaczyć na horyzoncie coś oprócz drzew i chmar robali. Kamienne mury. Dalsze przybliżanie się ujawniło trochę więcej z każdym krokiem - strażników, przerwę w murze w roli bramy, zasłaniające wejście żelazne kraty. A także drewniany drogowskaz z tabliczką " Funemi". Oto nazwa osady, do której za jakiś czas trafi Natsume. I stamtąd odpłynie prosto ku nieznanemu.

Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 15 cze 2016, o 21:18

Chociaż tyle, że ta podróż schodziła zaskakująco sprawnie, nawet jeśli sama okolica do najprzyjemniejszych nie należała. Albo nie, inaczej. Byłoby całkiem przyjemnie, gdyby nie to wszędobylskie robactwo. Wędrówki po lasach były dla Natsumego chlebem powszednim, jako że spora część Hyuo była pokryta starymi, zaśnieżonymi borami, ale jednak różnica temperatur uniemożliwiała tam na rozwój tego typu żyjątek. A tutaj... szlag, nie dość że było dla niego za gorąco, to jeszcze wszędzie wokół znajdowały się jakieś cholerne robaki! Teraz tylko żałował, że nie może zdjąć z siebie górnej części stroju, żeby chociaż w ten sposób ulżyć swojej wrażliwej na ciepło skórze.
Natsu pokiwał lekko głową, widząc że dziewczynie posmakował niesiony przez niego alkohol. Bo i w sumie sam też bardzo w nim zasmakował - tworzony z mleka, nieprzesadnie mocny. Idealny dla ludzi chcących skorzystać z tej używki jako forma odświeżenia, zamiast jako sposób na kompletne zbetonienie. Pokazał gestem, że może zachować butelkę, jeśli chce. Miał jeszcze drugą, nie robiło mu to różnicy, tak by być szczerym.
Ruchem łopatki poprawił wiszącą na jego plecach kolekcję wyposażenia, po czym skupił się na podanej mu przez dziewczynę mapie. Faktycznie, kawałek drogi, ale w końcu nie dziwota. Była to osada nadmorska, do tego najwidoczniej mająca prostszy szlak transportowy na Kantai i Hyuo, więc to położenie było najbardziej optymalne. Westchnął lekko, milcząc przez resztę trasy. W takich momentach żałował, że rzucił palenie fajki. Nauczył się tego w niewoli, i jakoś tak mu zostało, że gdy nie miał nic do roboty, drażnił go brak fajki. Chociaż, w sumie gdy mu się nudziło, to sporo rzeczy go drażniło.
Dotarłszy do Funemi, młodzieniec spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się lekko.
-Cóż... w takim razie ruszam poszukiwać załogi. Dziękuję za towarzystwo w podróży. Gdzie ją odnajdę, jak się nazywa statek?
Po uzyskaniu odpowiednich informacji, Natsume żegna się z dziewczyną uprzejmym ukłonem i pocałowaniem dłoni, po czym rusza w stronę portu, poszukując załogi mającej zabrać go na misję. Niedługo chyba będzie musiał się przestawić na swój drugi tryb - "po trupach do celu".
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 17 cze 2016, o 18:11

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
17/x


Podróż minęła szybko. Wszystko mija szybciej w dobrym towarzystwie bądź pod wpływem stresu, ale można uznać obecność Yuri właśnie za dobre towarzystwo. Może i była cicha i niewiele rozmawiała, ale przynajmniej polubiła alkohol, jakim raczył ją poczęstować Natsume. Niby nic, ale całkiem miło. Miasto jawiło się na horyzoncie i było całkiem imponujące. W końcu nadszedł czas pożegnania z uroczą pomagierką. Dokładnie przed bramą osady.
- Nie ma za co. To była czysta przyjemność podróżować z tobą, Natsume-san. A statek nazywa się chyba "Królowa Fal". Albo "Księżniczka Fal"... jakoś tak. - powiedziała zamyślona. Cóż, dwie opcje zawsze lepsze od pięciu czy piętnastu. Może lepszą osoba byłaby taka, która nie musiałby cały czas się zastanawiać? Mimo tego trzeba było zaakceptować taki stan rzeczy i po prostu zapamiętać obydwie, niezbyt skomplikowane nazwy. Natsume na koniec ukłonił się i ucałował w rękę dziewczynę, co było gestem niezwykle szarmanckim, ale i skutecznym. Dziewczyna zarumieniła się obficie, najwyraźniej nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Uśmiechnęła się skromnie i lekko dygnęła przed Natsume.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Do zobaczenia, Natsume-san. - po tych słowach obróciła się z nieukrywanym entuzjazmem i odeszła w podskokach. Nie było to pewnie spowodowane samym odejściem, a wcześniejszym pocałunkiem. Może i nieświadomie, ale najwidoczniej młodzieniec zdobył jej serce. Albo mały jego kawałek. Dalszą drogę będzie trzeba odbyć samotnie, a przynajmniej do czasu znalezienia statku wraz z jego załogą. Natsume przeszedł więc przez otwartą na oścież bramą. Pod czujnym okiem dwójki strażników pilnujących wejścia. Dumnie prężyli się, w dłoniach trzymając halabardy. Dość pokazowa broń, ale nie można było odmówić jej skuteczności.

Miasto nie było do końca żywe, a na pewno nie ta dzielnica. Pełno tu było drewnianych domostw wyglądających na niezbyt stabilne, a także całkowite ich przeciwieństwa w postaci okazałych chat na wiele rodzin. Pośrodku dzielnicy wytyczona była główna droga wyłożona wygładzonymi, idealnie dopasowanymi kamieniami. I to właśnie nią podążył Natsume, widząc drogowskaz pokazujący, że gdzieś tam znajduje się Dzielnica portowa. Wystarczyło przejść przez jeszcze jedną bramę i sytuacja zmieniła się całkowicie. Panowała tutaj inna atmosfera. Ogromna ilość ludzi przechadzała się ścieżkami pomiędzy budynkami. Ludzie różnego stanu i różnej pojemności kieszeni. Co chwila słychać było krzyki radości a także jęki smutku. A nie był to nawet początek, do statków było daleko. Im dalej Natsume wchodził w dzielnicę, tym bardziej ta stawała się tłoczna i głośniejsza. W pewnej chwili członek klanu Yuki przeszedł obok sporego placu, gdzie mógł zauważyć dużą ilość rozmaitych straganów i stoisk, nie prowadziła ona jednak do portu w związku z tym nie była obiektem większego zainteresowania. Po około dziesięciu minutach Natsume dotarł do portu i w jego nos uderzył intensywny zapach ryb i tytoniu. Statki dumnie stały zadokowane, czekając tylko na wypłynięcie na szerokie wody. Było ich całkiem sporo, ale celem był tylko jeden. Poszukiwania czas zacząć! Przechadzając się wzdłuż portu Natsume wyszukiwał odpowiednio nazwany statek. Jedne były mniejsze, jedne większe. Fregaty, barki, brygi... istny raj dla znawcy tematu. W końcu protagoniście udało się dostrzec dwa słowa, błyszczące srebrem, widoczne idealnie przez odbijające sie od nich słońce. "Księżniczka Fal". Zdecydowanie zasługiwała na to miano, niewielka karawela. Z czółnem z wyrzeźbioną nań syreną trzymającą się za muszelki zakrywające jej piersi. Nawet jeśli był to przedmiot ucharakteryzowany na kobietę, widać było znajomość tematu. Na tymże czółnie leżał mężczyzna, najwidoczniej uprawiając drzemanie na czas. Szeroki kapelusz ozdobiony dużą ilością kolorowych piór i rozmaite srebrne ozdoby świadczyły o jego wysokiej randze na statku. Może nawet był to sam kapitan?

Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 18 cze 2016, o 16:35

Natsume przez chwilę spoglądał na odchodzącą Yuri, po czym wzruszył tylko lekko ramionami i odwrócił się w kierunku miasta. Czy się jeszcze kiedyś spotkają? Śmiał twierdzić, że było to dość wątpliwe. Zazwyczaj, gdy Natsu wyruszał na misję, pozostawiał wszystkie swoje znajomości i emocje za sobą. Cała jego uwaga lądowała na celu misji i sposobie jej wykonania, wszystko inne schodziło na drugi plan. Poza tym, nawet jeśli wykona tę misję, po prostu uda się do Ryuzaku na własną rękę, by złożyć raport, po czym odejdzie w inne miejsca, oddalając się od wszystkiego związanego z zadaniem. Tak to już zazwyczaj bywało. Tak wyglądał żywot wędrownego shinobi. Szło się przyzwyczaić, tak nawiasem.
Pierwsze wrażenie z miasta było niezbyt pozytywne. Cóż, budynki były dość brzydkie, zupełnie niepasujące stylem architektonicznym do wszystkiego, do czego był przyzwyczajony. Do tego wyglądały one na dość prowizoryczne, co wcale nie dodawało miejscu uroku. Sporo się jednak zmieniło, gdy dotarł wreszcie do dzielnicy portowej. Mnóstwo ludzi wokół, gwar, huk, głośne rozmowy, śpiewy i wszędobylski swąd tytoniu wymieszanego z owocami morza. Powinien być do tego przyzwyczajony, jako że Hyuo też opierało się głównie na handlu morskim, ale tam mróz doskonale zatrzymywał zarówno odór, jak i samych ludzi (w budynkach, znaczy się). Tutaj było inaczej, i przez całą trasę trzymał w dłoni jeden ze swoich karambitów, by móc od razu ciąć jakiegoś odważnego kieszonkowca. Z doświadczenia wiedział, że w takich miejscach aż się od nich roi, a nie miał na tyle pieniędzy by jeszcze się nimi dzielić z innymi.
Po dotarciu do samego portu, Yuki rozejrzał się w poszukiwaniu okrętu mającego go dostarczyć na nieznane wody, tam gdzie będzie musiał sprawdzić powód znikania innych okrętów Taki. Westchnął, widząc dużą ilość różnego rozmiaru kryp, czując że ten dzień będzie nadzwyczaj długi. Po jakimś czasie jednak udało mu się odnaleźć odpowiedni okręt. Sądząc z budowy masztów i kształtu rufy, była to karawela. Szybka, nieprzesadnie wielka, wytrzymała na problemy pogodowe. Nada się doskonale. W niewielkim czółnie obok leżał jakiś mężczyzna z różnymi zdobieniami, mogącymi oznaczać wyższą rangę na okręcie. W takim razie będzie warto z nim pogadać. Podszedł na trap i zwrócił się bezpośrednio do mężczyzny, trzymając w dłoni kartkę z zarządzeniami od właściciela:
-Szukam kapitana tego statku. Przesyła mnie pan Taka.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 18 cze 2016, o 18:47

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
19/x


Dzielnica tętniła życiem, w przeciwieństwie to tej całkowicie opustoszałem. Powodów tego mogło być kilka. Jako że była to osada skupiona na handlu, to logicznym było skupienie większości życia społecznego właśnie w miejscu gdzie ten handel się odbywa. Ale z drugiej strony w tamtej dzielnicy mieszkać mogą ci biedniejsi obywatele, którzy parają się niedochodowymi pracami i tym samym nie stać ich na osiedlenie się w porcie. Mechanizmy społeczne i sytuacja warstw społecznych nie była wiedzą niezbędną do zadania, które czekało przed Natsume. Funemi było tylko przystankiem w dalszej podróży. Obowiązkowym, ale w gruncie rzeczy mało znaczącym. Pokaż papier, wejdź na statek, popłyń ku nieznanemu i tym samym możliwej śmierci. Podczas przechodzenia przez tłum, młodzieniec trzymał w pogotowiu ostrze. Gotowe na ucięcie ręki potencjalnemu złodziejowi czy dźgnięcia pomiędzy żebra bardziej bezpośredniego rzezimieszka. Szczęśliwie nie było to potrzebne, nikt też nie zauważył wyciągniętego ostrza, co byłoby dla tłumu oczywistym sygnałem, że ten człowiek jest niebezpieczny. Mogliby wziąć Natsume za mordercę, psychopatę albo jakiegoś skrytobójcę próbującego niepostrzeżenie zakraść się w tłumie do ofiary. Mogło skończyć się groźnie, szczęśliwie nic się nie stało. I całe szczęście, bycie przechwyconym przez straże opóźniłoby znacznie wyprawę. Tłumaczenia się, stres, bezsensowna robota dla urzędasów i strażników - nikomu się nie opłaca. Przyszły podróżnik dotarł do portu i zlokalizował statek. Osoba go pilnująca nie wyglądała na zajętą swoimi obowiązkami, z czego Natsume skorzystał wchodząc na trap i wołając do niego. Nieznajomy leniwie odwrócił głowę w kierunku gościa na statku, po czym zszedł powoli z czółna, wychodząc naprzeciwko Natsume. Można było teraz zobaczyć znacznie więcej szczegółów aparycji członka załogi. Czarny, skórzany płaszcz z srebrnymi guzikami, który pewnie doskonale robił za kołdrę. Pod spodem również odziany był w czarną skórę, cieńszą i w roli kurty. A pod nią biała, jedwabna koszula z kołnierzem. Spodnie też skórzane, też czarne. Bogactwo skurw... Ale kto mu zabroni? Lubi skórę, ma hajs, tyle w temacie. Oczy lekko przymrużone, wręcz podejrzanie patrzące na rozmówcę. I okazały czarny wąs z zapuszczoną imponującą brodą. Nie wisiała luzem, była krótka i sztywna, zakrywająca szyję. Postura solidna, w żadnym wypadku nie można go było nazwać cherlakiem. Kiedy tylko Natsume podał powód swojego przybycia, mężczyzna wziął kopertę, rozpruł ją palcami i wczytał się w zawartość. Po kilku chwilach i wsadzenia listu do kieszeni płaszcza, postanowił się odezwać.
- W takim razie witam na moim okręcie, młodzieńcze. Uramaru Hisashi, kapitan. - powiedział nawet miłym głosem, ale niezbyt entuzjastycznie nastawionym. Ogólnie sprawiał wrażenie trochę zgorzkniałego, jak gdyby ogromna drzazga wbiła mu się w strategiczne miejsce i nie miał jak jej wyciągnąć. Wyciągnął rękę mając nadzieję na powitalny uścisk dłoni. Ręce solidne, należące do człowieka zahartowanego w pracy fizycznej. Kiedy powitanie dobiegło końca, mężczyzna odwrócił się i powędrował w stronę wejścia pod pokład, czyli solidnej kraty w pokładzie - Wyjaśnijmy sobie coś. Ty masz swoją robotę, ja mam swoją. Dopóki jesteś na tym pokładzie masz się stosować do moich poleceń, inaczej wyrwę jaja i powieszę zamiast bandery. Wiele razy widziałem jak kilku kretynów i ich samowolka doprowadziły do śmierci kamratów czy niemalże zatopienia statku. Więc radzę współpracować w miarę możliwości. Jasne? - po słowach tych wszedł pod pokład schodząc po drewnianych schodkach. Skrzypiały straszliwie, ale dzielnie się trzymały. Następnie Hisashi wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot i przyłożył do ust. Dmuchnął z całej siły, tworząc piskliwy, głośny dźwięk który najpewniej dotarł do każdego miejsca na pokładzie. Piszczałka. Sprytne urządzenie, sprytne zastosowanie. Teraz pozostawało tylko czekać.
- To ten... co potrafisz ciekawego? Byle kogo to by Taka-san nie przysłał, mam rację czy nie?


Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 19 cze 2016, o 00:50

Czy Natsume się przejmował tym, że mógł zostać odebrany za mordercę? Tak by być szczerym, nawet nie. Z odchyłem do "ani trochę". Pomimo młodego wieku, dwudziestolatek miał już dziesiątki, ba, setki ludzi na koncie. Zacząwszy od wybicia kilku załóg pirackich owego feralnego dnia, gdy zmuszono go do zabicia swojego przyjaciela (i którego to dnia uciekł z niewoli), przechodząc przez dziesiątki misji i innych wydarzeń, kończąc nawet na chwili obecnej. Przy czym trzeba było zauważyć, że ci ludzie byli na jego koncie. Nie na sumieniu. Z własnej woli zabił tylko piratów i kilkoro innych osób, przy czym prawie zawsze w samoobronie. Ci, których zabił przy wykonywaniu zleceń, lądowali na sumieniach zleceniodawców. W końcu to przez nich ci ludzie stracili życie, a Natsume był tylko narzędziem w ich rękach. Akceptował takie podejście do siebie. Było znacznie prostsze. I wygodne.
Przed rozmową z kapitanem, Natsume zamknął oczy i skupił się. Gdy je ponownie otworzył, były matowe, niczym... martwe. Teraz już nie obchodziło go nic oprócz wykonania misji. Po trupach. Bez emocji, bez zbędnego gadania. Po prostu zrobić co trzeba.
Po zobaczeniu i ocenieniu kapitana, Yuki poczuł się trochę rozczarowany. Mężczyzna był odziany w bogate stroje (czarna skóra była towarem dość luksusowym) i kwapił się swymi odznaczeniami, a z jego tonu i mowy ciała dało się wywnioskować, że nie bardzo mu się podobało podlegać poleceniom, nawet od Taki. Ba, aby wymusić na nim posłuszeństwo, spróbował nawet starego żeglarskiego triku - groźby - który może działał na zwykłych ludzi z lądu, ale na wyspiarzu, który spędził jakiś ułamek swego życia na okrętach, nie robił żadnego wrażenia. Gdy mężczyzna skończył, Natsume tylko wzruszył ramionami.
-Yuki Natsume, Kenshi, Sentoki rodu Yuki, - przedstawił się beznamiętnym tonem, po czym kontynuował: - Groźby i wyjaśnienia są zupełnie zbędne, bo, jak sam pan wspomniał, mamy swoją robotę. Wiem, że Twoje polecenia są ważne i mam współpracować, bo od tego zależy szansa przetrwania tej żeglugi. Tu nie mam zastrzeżeń. Ale również pragnąłbym coś wyjaśnić. Jeśli którekolwiek z Twych poleceń będzie mogło skutkować moją śmiercią, a nie będzie ono konieczne do wykonania mojej misji, nie wykonam go. A jeśli Twoi ludzie spróbują mnie zaatakować, czy to w nocy, czy na rozkaz - będę się bronić. Poleje się krew, i mogę powiedzieć, że większość nie będzie należeć do mnie. - po czym znów wzruszył ramionami, a na jego twarz wypłynął lekki uśmiech. Standardowe wśród żeglarzy wymienianie pogróżek zaliczone, można teraz gadać normalnie. - Oprócz tego - jasne.
Znów się uśmiechnął, widząc zagranie kapitana. Piszczałka była faktycznie dobrym sposobem operowania statkiem. Głośna, słyszalna wszędzie, zwracała uwagę. Można było też zastosować jakiś kod sygnałów, by ułatwić żeglugę i określić polecenia dla załogi. Pokiwał głową z uznaniem.
Gdy Hisashi zwrócił się do niego na temat umiejętności, chłopak tylko wzruszył ramionami. Znowu, zresztą. Mogło to już zacząć irytować siedzącą na jego ramieniu sowę, ale co mu tam. Najwyżej Fukuro mu nagada wieczorem.
-Taka wynajął mnie głównie dlatego, że wygrałem turniej w Sachu no Senjo i otrzymałem tytuł Kenshiego. Szermierz, duże pokłady chakry, kontrola wody, wiatru i lodu. Odpowiednio dopasowany do większości ewentualności.
Nonszalancja. A co mu tam. Przecież nie skłamał. A to, że nie powiedział dokładnie, co potrafi zrobić - no hej, nie może wystawić wszystkich kart od razu, czyż nie?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 20 cze 2016, o 21:21

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
21/x


Konfrontacja doświadczonego wilka morskiego z wyspiarzem będącym członkiem klanu Yuki z pewnością byłaby ciekawym doświadczeniem. Mimo że kapitan raczej nie posiadał możliwości zamrażania wszystkiego w zasięgu wzroku, to miał swoją załogę i najpewniej doświadczenie w walce na morzu. Ano na morzu, ale czy na stałym gruncie też? Mimo wszystko byłoby to bardzo ciekawe widowisko. Krwawy, brutalny spektakl. Natsume niespecjalnie przejął się groźbami o powieszeniu jego jajec. Ale chyba tradycją jest, że żeglarze lubią sobie trochę pogrozić, a w szczególności kapitanowie. Gorzej jeśli jest to autentyczna groźba z pełnym uzasadnieniem strachu przed nią. Nieobeznani z profesją ludzie najpewniej różnicy by nie dostrzegli. Ale Natsume przedstawił się, wyjaśnił wszystko na spokojnie i dołożył do stawki swoją porcję ostrzeżeń i pogróżek. Mniej soczystych, ale z pewnością dających do myślenia. I przy okazji uświadomił kapitanowi, że nie jest byle płotką, którą ot tak można posłać na śmierć bez żadnych uwag z jej strony. Hisashi odwrócony był w inną stronę, Natsume nie był więc w stanie zobaczyć jego reakcji na odpowiedź młodzieńca. Nie zatrzymał się jednak ani na chwilę.
- Jeśli ludzie ginęli na moim okręcie, to albo przez własne decyzje, albo zignorowanie rozkazów. Podczas trzydziestu lat spędzonych na żegludze ani razu nie kazałem komuś zdechnąć. - powiedział, całkowicie olewając część o krwi załogi która może się rozlać po pokładzie. Chyba faktycznie to była normalna, ale nieco brutalna forma zaczepki. Po daniu wyraźnego znaku za pomocą piszczałki, mężczyzna postanowił znowu wrócić na górny pokład, by tam dopiero móc poczekać na resztę załogi. Usłyszawszy o specjalnych umiejętnościach Natsume, aż gwizdnął. Z zachwytu? Możliwe, zwłaszcza jeśli połączyć to z jego odpowiedzią na usłyszane nowiny.
- No nieźle. Na pewno się przydasz na statku. A już na pewno jakby nas ograbić chcieli. Kilka razy już widziałem takich, co zamrażali morze i wrogie statki tym na dno posyłali. Dobrze, że na żadnym z nich nie byłem. - po tych słowach słychać było tupanie butów pod pokładem. Jednej osoby, dwóch, trzech... całkiem spora gromadka. Po chwili zaczęli oni wychodzić na pokład i ustawiać się rzędem przed kapitanem. Solidne dorosłe chłopy, zahartowane wieloma rejsami. Ponadprzeciętna muskulatura, niektórzy mieli tatuaże różnych rozmiarów i w różnych miejscach. Każdy miał jednak identyczne odzienie. Błękitne spodnie i białe kamizelki nałożone na koszule tego samego koloru. Może biały kolor lepiej wyróżniał się w nocy albo podczas sztormów? Bardzo możliwe. Ogólnie było ich około pięćdziesięciu. Załoga optymalna do sterowania takim statkiem.
- SŁUCHAĆ ZAŁOGA! Przybył nasz tymczasowy towarzysz, Yuki Natsume! W związku z tym załoga jest już kompletna i możemy ruszać! Za 10 minut kotwica w górę! Jak kto zostanie na lądzie do tego czasu, ten tam zostaje. Jasne? To do roboty!
- TAK JEST KAPITANIE! - odkrzyknęła załoga. Po wyjątkowo krótkich poleceniach każdy rozbiegł się na swoją pozycję. Jedni doglądali olinowania, inni wchodzili na górę masztu, niektórzy pobiegli pod pokład. Każdy miał tutaj określone zadanie więc byli idealnie przeszkoleni do szybkiego i sprawnego odbijania od brzegu. Tutaj nie było miejsca na błędy, najwidoczniej już wcześniej otrzymali instrukcje dotyczące kierunku. Co w takim razie? Pozostawało czekać?
- A co to był za turniej, który wygrałeś, co? Sachu no Senjo to chyba gdzieś na pustyniach. O właśnie, przygotowaliśmy dla ciebie kajutę. Ostatnia po prawej na drugim poziomie, tuż obok mojej.
Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 22 cze 2016, o 17:07

Słysząc odpowiedź kapitana, Natsume tylko się uśmiechnął i pokiwał głową. Jeżeli słowa mężczyzny były prawdziwe, oznaczały tylko że był on człowiekiem szorstkim, ale roztropnym. Nie sztuką jest wydać rozkaz, który może albo się opłacić, albo przynieść zgubę wszystkim członkom swojego oddziału. Prawdziwą sztuką jest odnalezienie takiego wyjścia, by osiągnąć jak największe powodzenie, nie ryzykując przy tym istnień cudzych i swojego. A nawet jeśli nie uda się czegoś osiągnąć od razu, przynajmniej ma się swoich ludzi, którzy będą chętni służyć roztropnemu przywódcy i gotowi walczyć kolejny raz. Głupiec, który posłałby wszystkich na śmierć, nie mógłby się tym pochwalić. Dlatego ze słów kapitana i zachowania jego załogi młodzieniec mógł wnioskować, że duże doświadczenie mężczyzny nie było kłamstwem. A dobry i nieugięty przywódca to na okręcie podwyższona szansa przetrwania.
-Cieszę się w takim razie, że będę płynąć na okręcie doświadczonego kapitana - powiedział spokojnie, zastępując tradycyjny ukłon głębszym skinieniem głowy. Następnie skierował swoje kroki za kapitanem, poprawiając przy tym miecze przyczepione do jego pasa. Fukuro rozejrzał się podejrzliwie. Pomimo tego, że ptak pochodziła z wyspy Teiz, najwidoczniej perspektywa żeglugi i konieczności polowania na ryby niezbyt mu się podobała. Co w sumie było niedziwne. Natsume spojrzał na sowę pytająco, a ta tylko pokręciła głową. Najwidoczniej nie chciał zdradzać swojej umiejętności mówienia, ale widocznie spojrzeniem zalecał ostrożność. Yuki tylko kiwnął głową na znak, że rozumie.
Gdy kapitan potwierdził, że umiejętności Natsumego mogą się okazać bardzo przydatne, chłopak tylko kiwnął lekko głową. Co prawda osobiście twierdził, że ma jeszcze dużo do nadrobienia i musi jeszcze popracować, ale przy kapitanie wolał wyjść na pewnego swoich możliwości.
-Zamrożenie morza i posyłanie statków na dno... czasochłonne, ale możliwe. W razie czego mogę też wygenerować mgłę, gdybyśmy chcieli się ukryć albo udawać okręt-widmo. Aczkolwiek fakt, Yuki nie są najprzyjemniejszym oponentem na jakiego można trafić na morzu. Mam jednak nadzieję, że żegluga odbędzie się bez nieprzyjemnych przerywników.
No tak, bo jesteś leniwą bułą o pacyfistycznych zapędach. Co nie zmieniało jednak faktu, że w obecnej sytuacji nie wahałby się wyrżnąć połowy załogi, gdyby ta się sprzeciwiła ruszeniu w kierunku wskazanym przez Takę. Tak to już jest w tym zawodzie.
Natsume został pokrótce przedstawiony załodze. Tak jak można się było spodziewać, każdy z nich był chłopem na schwał, z którym zadzierać mogliby tylko shinobi, bo zwykli ludzie mogliby nie przeżyć jednego ciosu. Co prawda nie do końca rozumiał zasady noszenia biało-błękitnych strojów - armia Yukich nosiła zazwyczaj biało-niebieskie stroje i pancerze dla ułatwienia maskowania w śnieżnych krainach, ale czy na morzu coś to zmieniało? Cóż, przynajmniej jego płaszcz Kenshiego idealnie się wkomponowywał.
-Tak, Piaskowe Filary w Sabishi, na Samotnych Wydmach. Paskudne klimatycznie, gorąc taki że się żyć nie da. Rada Dwudziestu zorganizowała turniej, sprawdzający umiejętności pomniejszych przedstawicieli różnych Rodów. Ósemka wojowników, jeden silniejszy od drugiego. Po drodze walczyłem z Kaguyą i Inuzuką, w finale zaś spotkałem się z Kakuzu, Muraiem. Gdyby nie mgła, którą wygenerowałem, mógłbym być w naprawdę nieprzyjemnej sytuacji, ale ostatecznie się udało. Co prawda później turniej przekształcił się w bitwę i rzeź cywili, która skończyła się rozwaleniem całej osady przez demona, ale skończyło się jak się skończyło.
Po tym podsumowaniu młodzieniec tylko spytał, czy kapitanowi nie będzie przeszkadzało, jeśli uda się do kajuty.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 23 cze 2016, o 18:24

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
23/x


Zamrożenie morza dla zwykłego zjadacza chleba z pewnością było czymś. Mowa w końcu o ogromnej masie wody, która wzburzona potrafiła zabijać całe załogi, topić okręty. Kałuża czy jeziorko to nie jest, ale możliwość taka istniała. Kapitan co prawda miał styczność z takimi sytuacjami, ale taki fenomen również dla niego był bardzo interesujący. Kolejna podrzucona przez Natsume propozycja była również warta rozpatrzenia. Mgła upodabniająca statek do jakiegoś nawiedzonego wraku mogła z pewnością przestraszyć bardziej przesądnych żeglarzy, także tych parających się abordażami na innych żeglarzach. Wojownicy z takimi umiejętnościami są warci naprawdę dużych pieniędzy. Kapitan z uznaniem pokiwał głową, słysząc o możliwościach wykorzystania umiejętności typowo bojowych w warunkach morskich podróży. Doświadczony wilk morski mógł z łatwością dostrzec potencjał kryjący się w Natsume, ale szanse wstąpienia na stałe do jakiejś załogi bądź praca w roli strażnika statków prze dłuższy czas, są praktycznie żadne. Załoga faktycznie wyglądała dziwnie w jednolitych uniformach, ale z pewnością za tymi nietypowymi barwami kryje się coś więcej niż tylko walory estetyczne. Może lepiej ich widać w nocy, przez co Kapitanowi łatwiej połapać się logistycznie i lepiej dysponować ludźmi? To ma jakiś sens, ale z drugiej strony podczas nocnego ataku piraci lepiej widzą swoje ofiary. Coś w tym musi być. Kiedy załoga ruszyła wykonywać polecenia Kapitana i przydzielone zadania, Pan i Władca statku chciał dowiedzieć się czegoś więcej o turnieju. Po otrzymaniu odpowiednich informacji był z lekka zaskoczony. Turniej przeradzający się w rzeź cywili i praktycznie rozsadzenie wioski? Niesłychane...
- No nieźle sobie poczynaliście tam. Dlatego wolę bezkresne morze od stałego lądu. Morze jest brutalne, ale sprawiedliwe. Jeśli Kapitan poniesie klęskę, to tylko z winy swojej, odpowiedniego nieprzygotowania na atak, niedobrania zaufanych ludzi do załogi. No i nie ma demonów, ale bardzo rzadko można spotkać morskie bestie. Chociaż kontynent też ma swoje zalety. Głównie te płci przeciwnej, hehe~ - pośmieszkował sobie Kapitan, uśmiechając sie pod nosem. Podboje miłosne starego kapitana może i były imponujące i pewnie byłoby się czym chwalić, ale zależy w jakim sensie była to przechwałka. Czy chodziło o podbój przyportowych domów publicznych, a może podbijanie kobiecych serc metodami tradycyjnymi, niezwiązanymi z pieniędzmi czy środkami odurzającymi podstawionymi pod twarz. Co facet to sposób.
- Jasne, damy radę bez ciebie. Jak tylko pojawi się coś niepokojącego, to kogoś przyślę. My swoje, ty twoje. - powiedział Kapitan lekko niezrozumiale. Najpewniej chodziło o to, że oni będą wykonywać swoją część pracy, a jak przyjdzie kolej na wywiązanie się z obowiązków Natsume, to ktoś da mu o tym znać. Młodzieniec postanowił udać się do kabiny, gdzie zastał go całkiem niezły pokój, a na pewno jak na warunki morskich podróży najsurowszej kategorii, czyli załogi. Pojedyncza prycza, solidnie zbudowana, z nawet grubym materacem. Szok i niedowierzanie. Obok niej leżała niewielka skrzynia, która była całkowicie pusta. Cóż, może była na bagaż pasażerów? Pod drugą ścianą stało niewielkie stanowisko do pisania, jakoby biurko. Przytwierdzone do ściany, a mały stolik - do podłogi. Metalowymi połączeniami, jakby bano się ich zwinięcia przez jakiegoś kleptomana. Może wcześniej była to siedziba jakiegoś kartografa albo nawigatora? Nie było okien, drzwi były zamykane na prosty zatrzask. Światła też praktycznie nie było, wpadało jedynie spomiędzy szczelin w deskach. Świeczka na pokładzie mogła przecież wywołać pożar całej jednostki, a to byłaby istna tragedia. Ale lepiej się przyzwyczajać, zapowiada się na długą podróż. I równie nudną.
Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 27 cze 2016, o 13:23

Na pozwolenie kapitana, Natsume kiwnął lekko głową, pokazując w ten sposób podziękowanie za możliwość odejścia, po czym ruszył spokojnym krokiem w kierunku swojej kajuty. Był świadom, że próbując pomagać na okręcie w czym innym niż stricte obronie, mógłby po prostu przeszkadzać, jako że załoga zdawała się być dobrze wyszkolona do swoich zadań. W takim razie pozostaje tylko odpoczywać, trenować lub spędzać czas w równie twórcze sposoby. W takich chwilach żałował, że nie miał przy sobie żadnego instrumentu. Uwielbiał słuchać i tworzyć muzykę, a takie chwile jak ta - czyli po prostu marnowanie czasu - były idealne, by sobie na to pozwolić. Ech.
Okazało się, że jego osobista kajuta była znacznie przyjemniejszym miejscem, niż sobie wyobrażał. Miała pełne potrzebne wyposażenie: prycza, i to z materacem, skrzynia na wyposażenie, biurko i stolik. Wszystko przytwierdzone do ścian i podłóg, co było zrozumiałe - w końcu są na morzu, więc trochę irytującym by było gdyby na falach wszystko latało w jedną i w drugą. Mało światła, ale szło się do tego przyzwyczaić. Zamknął za sobą drzwi i zablokował za pomocą zatrzasku, po czym zsunął część wyposażenia (wszystko z pleców - wielki kunai i wachlarz), po czym odłożywszy miecze na bok, lecz tak by były pod ręką, położył się na pryczy i zaczął się przyglądać sufitowi.
Fukuro wylądował na stoliku i spojrzał na chłopaka.
-Nie podoba mi się to, Natsu.
Yuki zwrócił głowę w jego kierunku.
-Masz na myśli konieczność polowania na ryby czy wyprawę?
Sowa żachnęła się, słysząc słaby żart w wykonaniu młodzieńca.
-Nawet nie wiemy, na co się piszemy. A dodatkowo... ta załoga wydaje się być podejrzana. Nie zdziwię się, jeśli spróbują ci wieczorem zrobić chrzest.
No tak. Żeglarski chrzest, czyli poobijanie, wyśmianie i zmuszenie do robienia głupich zadań dla uciechy gawiedzi. Natsu skrzywił się na samą myśl.
-Przed snem przymrożę zawiasy. Jeśli spróbują wejść, będzie to wystarczająco donośny skrzek, by mnie obudzić... i pożałują, jeśli spróbują.
Hakuhyo pod ręką i karambit pod poduszką powinny wystarczyć.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 29 cze 2016, o 14:39

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie? O RANY!
Wyprawa dla Natsume
25/x


Natsume rozgościł się w wygodnej kajucie, z odrobiną prywatności dzięki zasuwie w drzwiach i miękkim materacem. Miękkim jak na standardy morskiej żeglugi. Yuki mógł się nudzić podczas całej podróży, w końcu z pewnością krótka ona nie będzie. Na szczęście mając u boku swoją wierną gadającą sowę, mógł przynajmniej z kimś porozmawiać celem zabicia czasu spędzonego w kajucie. Podczas, gdy załoga będzie w pocie czoła kierować statek na właściwe tory. Brzmi trochę nieuczciwie względem ich, do czasu aż jakiś zostanie uratowany przed mackami ogromnej kałamarnicy czy innej załogi czyhającej na potencjalne kosztowności i towary w ładowni. Pozostaje jeszcze kwestia chrztu, wspomnianego przez Natsume. Faktycznie istniała możliwość, że takowy będzie miał miejsce. Ale czy w takim razie robią to każdemu gościowi na pokładzie? Ciężko powiedzieć, sam przebieg chrztu również owiany jest całunem niepewności. Pod warunkiem, że takowy będzie miał miejsce. Czas mijał, a po pewnym czasie można było poczuć ruch statku i słyszeć dzwonienie jakiegoś blaszanego przedmiotu. Karawela odpływała na pełne morze, wypływając z portu. Manewr z pewnością nie był imponujący, ale to dopiero początek! Statek nabierał prędkości, nieśpiesznie i pewnie. Teraz pozostawało tylko poczekać na to, aż dopłyną na miejsce bądź znajdą jakieś dziwne zjawisko, wymagające sprawdzenia przez eksperta Natsume i jego sowy. Ile mogło to zająć? Podróże morskie zazwyczaj nie są tak błyskawiczne jak jazda konno po lądzie, wymagana jest więc duża doza cierpliwości, by nie chodzić po statku zniecierpliwionym i nie wkurzać załogi, i brak klaustrofobii, by nie zwariować w takich warunkach. Ale przynajmniej na morzu nie ma robactwa, niezaprzeczalny pozytyw środowiska wodnego morskiego.
Godziny mijały, dłużyły się w nieskończoność. Skoro nie było potrzeby wzywać Natsume, to po co miałby tam być? Niestety taki już urok podróży statkiem, trzeba było przygotować się na brak rozrywek. Kurtyzan raczej na statku nie było, a może weszły na pokład kiedy Natsume siedział w swojej kajucie? Kapitan chcąc zadbać o morale swojej załogi powinien wziąć pod uwagę możliwość zabrania jednej czy dwóch... O ile to taki typ kapitana. Mógł być sztywny jak kij od miotły i rządzić żelazną dyscypliną i karać głodówką. Ale pojawiała się inna kwestia. Nadchodziła pora obiadowa, co zdecydowanie powinno skłonić kuka do czynienia swoich powinności. Głodna załoga to wkurwiona załoga, takie podstawy znał nawet laik w dziedzinie morskich eskapad. Do drzwi Natsume zapukał ktoś kilkukrotnie. Nie otworzył drzwi, tylko pukał. Nawet znają poczucie prywatności, jednak nie takie złe te chłopy.
- Chce się gość do posiłku dołączyć? - zapytał mężczyzna całkiem uprzejmie i czekał na reakcję. Dobrze że przynajmniej zapytał, pewnie z polecenia Kapitana, ale zawsze coś. Co mogło być posiłkiem na morzu? Zupa z rybich głów? Może lepiej nie pytać, tylko zamknąć oczy i jeść? Ostatecznie można wywinąć się postem służącym hartowi ducha i ciała, ale może lepiej napełnić czymś żołądek? Mężczyzna za drzwiami wyczekiwał na jakąkolwiek reakcję Natsume, zgodę bądź odmowę.

Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 30 cze 2016, o 09:05

Wielogodzinna podróż w rzeczy samej mogła być swego rodzaju przeszkadzajką dla większości zwykłych shinobi, fakt. Ale dla ludzi z wysp w dużej mierze był to chleb powszedni, jako że często musieli korzystać z okrętów by dostać się czy to na inne wyspy, czy to na kontynent. I Natsume nie był wyjątkiem, chociaż musiał przyznać - potrafił sobie wyobrazić znacząco więcej środków transportu, którymi preferowałby się obecnie poruszać. Ba, już nawet jego wachlarz byłby dla niego przyjemniejszym sposobem podróżowania... trochę męczącym, ale znacznie bardziej satysfakcjonującym. Ale jednak ma tylko okręt, i jakoś będzie musiał zdzierżyć niezbyt interesującą podróż. Westchnąwszy, obrócił się na drugi bok i pozwolił sobie na chwilę drzemki. Fukuro i tak go obudzi, gdyby miało wydarzyć się coś niechcianego.
Obudził się kilka godzin później, słysząc pukanie do drzwi i pytanie po drugiej stronie. Podniósł się do pozycji półleżącej i spojrzał najpierw na szczeliny w deskach, by zobaczyć jak jasno jest na zewnątrz, po czym ostatecznie usiadł na łóżku. Sowa, widząc że chłopak się obudził, podleciała do niego i usiadła na ramieniu. Yuki zastanawiał się, czy ten uprzejmy głos jest taki szczerze, czy tylko miał go zwieść. Tak, paranoja w jego wykonaniu. To się chyba akurat nigdy nie zmieni. Ale co poradzić, skoro najprawdopodobniej to właśnie dzięki niej przetrwał na wyspach tak długo...
-Za chwilę dołączę - powiedział w kierunku osoby za drzwiami, po czym podniósł się z pryczy i zebrał cały swój ekwipunek. Dwa miecze, wielki kunai, wachlarz i torby z uzbrojeniem trafiły na swoje miejsce, chłopak podwinął również rękawy. Upewnił się, że karambit ukryty w jego rękawie będzie się dało wyciągnąć w ułamku sekundy, sprawdził też ruchami nadgarstka, czy owinięta wokół jego nadgarstka bransoleta z żyłki (na potrzeby Suienzou) nie utrudnia mu mobilności. Gdy już to wszystko było gotowe, Natsume podszedł i otworzył drzwi, będąc gotowym na natychmiastową reakcję w razie agresywnych ruchów po drugiej stronie. Cięcie karambitem albo odskok. Ale to tylko w razie agresji. Jeżeli nikogo nie ma lub człowiek faktycznie okaże się uprzejmy, zachowuje tylko ostrożność, ale nie okazuje żadnych oznak gotowości do pojedynku.
Nie ufaj nikomu, chyba że na to zasłużą. Stara dewiza samotników, ludzi ostrożnych i zazwyczaj dzięki temu żywych.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Ocir » 2 lip 2016, o 01:58

Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3148
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 23:33
Wiek postaci: 0
GG: 401110
Multikonta: Ichirou

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 15 wrz 2016, o 22:40

    Tutaj nie ma miejsca dla obiboków? Ha! Dobre sobie. Te słowa nie znajdowały potwierdzenia w rzeczywistości, bowiem właśnie jeden z leniuchów przekraczał mur oddzielający miasto od świata. Tak, tak. Nibui przyszedł do Funemi, które wydawało mu się dziwnie znajome pomimo tego, że nigdy wcześniej jego noga tutaj nie postała. Białowłosy szybko przekonał się co było przyczyną takiego wrażenia - ryby. Najwyraźniej wioska, do której zawędrował była rybacką ostoją i rybim sercem prowincji, co go nawet ucieszyło. Przez moment zatęsknił przez to za domem! Tam też często pomagał sąsiadom w połowach, kiedy jego ojciec nie miał czasu, żeby z nim potrenować. Mniejsze ryby, rekiny, a nawet i wieloryby - na wszystkie znał pewne sposoby i ze wszystkimi się już zmierzył. Doprawdy nie ma niczego bardziej emocjonującego niż widok wielkiego ssaka morskiego, który cielskiem może przewrócić wszystkie łódki dookoła, wyskakującego z wody i starającego się uciec przez myśliwymi. Być może i jest to obrazek brutalny, ale nikt nie powie Nibuiowi, że takie polowanie nie jest ekscytujące. Aż uśmiechnął się na samą myśl o nim, a co dopiero byłoby gdyby dostał do ręki harpun! Zresztą takie zmierzenie się z naturą jest z pewnością o wiele mniej efektywne niż zwyczajne porażenie bydlaka prądem, przebicie go wiatrem czy inne czary mary shinobich, ale dzięki temu nadal tkwi w nim pewna doza mistycyzmu towarzyszącego naturalnym zjawiskom przyrody. Mężczyzna sam przeciw naturze. Czy to nie właśnie takie starcie stawało się wielokrotnie motywem przewodnim wielu opowieści i ksiąg? Kaizaki nie był wcale takie inny, jakby się to mogło wydawać. Nie lubił mierzyć się z ludźmi, ale wystawienie swojego ciała na próbę w obliczu niszczących sił przyrody było za to czymś, co sprawiało, że krew w jego żyłach zaczynała krążyć szybciej, a na twarzy pojawiał się uśmiech rzezimieszka.

    Dzisiaj jednak nie był taki dzień. Nie było w nim miejsca na zawadiackie potyczki, pot spływający po ciele i krew cieknącą strużkami z otwartych ran, wpływającą do ust i barwiąca zęby pokazane w uśmiechu na czerwono. Zamiast tak niezwykle przejmującego obrazka, ktoś spoglądający na Nibuia mógł ujrzeć zupełnie inną scenę. Samuraj postanowił bowiem, że dzisiejszy dzień spędzi na leniuchowaniu, którego ostatnio trochę mało w jego życiu. Dodatkowo znalazł do tego doskonałe miejsce. Jakie? Ha! Niedaleko rybackiej budki znajdował się sporych rozmiarów głaz, który dodatkowo był do połowy skąpany w cieniu, jaki rzucała na niego ludzka budowla. To jednak nie koniec! Jeden z jego brzegów znajdował się nad wodą, więc jeśli ktoś chciał, to z powodzeniem mógł sobie na nim usiąść i dać odpocząć zmęczonym stopom w zimnej cieczy. Gdyby jednak właśnie taką pozycję przyjął Kaizaki, to byłoby to do niego niesamowicie niepodobne. Zamiast usadowić się jak człowiek, on wolał przybrać bardziej kocią pozycję. Położył się oczywiście na plecach, żeby na brzuchu usadowić swoją katanę. Nie leżał jednak prosto, oj nie. W miejscu, w którym zaczynał się krzyż, jego ciało opadało swobodnie z krawędzi tylko po to, aby samuraj mógł końcami palców dotykać lodowatej wody i kreślić na niej przeróżne kształty. Trzeba tu jednak nadmienić, że było to trochę trudne i to z kilku powodów. Przede wszystkim, widział świat do góry nogami, czyli tak, jak to uwielbiał najbardziej. Naprawdę dziwił się, że ludzie nigdy tego nie próbowali. Przecież te łodzie sunące po wodzie wyglądają wtedy tak zabawnie! Wracając jednak do tematu, drugim problemem były niesforne, długie włosy. Z początku Nibui nawet wyławiał co poniektóre końcówki z wody, ale że przypominało to walkę z wiatrakami, a jemu samemu było daleko do Sancho Pansy, to koniec końców zwyczajnie pozwolił im dryfować po tafli wody. Podsumowując, miejsce na odpoczynek było po prostu idealne. Jeśli przekręci głowę w lewo, to widzi tętniące życiem centrum, jeśli spojrzy prosto, może zapatrzyć się na rybackie łodzie, jeśli spojrzy do góry, to oślepi go słońce... Dobra. To ostatnie wcale takie przyjemne nie jest, ale Kaizaki nie należy też do najwybredniejszych osób, więc jest całkiem dobrze.
Nibui
 

Następna strona

Powrót do Kaigan

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość