[Event] Pył wojny

Legendarna pustynna arena.

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Gin » 24 sty 2016, o 15:22

Gin oglądał walkę z zaciekawieniem. Co prawda nie była najwyższego kalibru ale walka na śmierć i życie zawsze go fascynowała, gdy bez żadnych zasad dwóch wojowników stawało naprzeciw siebie i ze wszystkich sił chcieli zadać obrażenia śmiertelne lub na tyle poważne by uniemożliwić drugiem kontynuowanie. Na nieszczęście widowiska oponent Reiji`ego chyba nie był przygotowany w 100% na taką walkę, ale przynajmniej się starał co spowodowało ranienie Jashinisty, ale przy tym przypieczętował swój los. Rzucone przez czarnowłosego kunai chybiły. -Kso.. - Parsknął lekko pod nosem. To dowodzi jak wiele musi jeszcze pod szlifować własne umiejętności, ale rudy szybko zakończył walkę przebijając oko trzydziestolatka. Wyszedł więc z ukrycia obserwując otoczenie czy przypadkiem nie obserwują zajścia jacyś inni niechciani goście. Podszedł do ciała zmierzył go lekko, zanurzył palec w przebitym oczodole i narysował na czole znak Pana. Nie rozczulając się zbytnio usłyszał głos ranionego.- Ta broń była już moja w momencie kiedy ten człowiek dobył jej podczas pojedynku.- Powiedział z przekąsem sięgając po broń i jej pochwę umieszczoną na zwłokach. Schował ostrze i umocował pas wraz z orężem w pasie. Znów rudy się odezwał. - Tak, musimy się przemieścić. Nasze działania zbytnio rzucają się w oczy, a strażnicy prędzej czy później pojawią się by opanować ten chaos.- Skwitował propozycję towarzysza. Poszedł jeszcze po wcześniej rzucone kunai, które nie dosięgły celu. *Nie można marnować tak szczupłego wyposażenia.* Stwierdził przytakując sam sobie. -Dobra jestem gotów.- Zerknął na swojego kamrata. -A dokąd ty idziesz?- Zapytał do oddalającego się Reiji`ego. On sam miał z grubsza inny plan. Chciał udać się na zachód i w miarę możliwości mieć blisko granicę miasta. *Dobra pójdźmy na wschód, ale jak coś mi się nie spodoba to będę działał na własną rękę.* -Proponuję nie przemieszczać się obok siebie, by nie wzbudzać zbędnych podejrzeń.- Powiedział i wskazał kierunek palcem na wschód. - Spotkajmy się trzy uliczki dalej.- Zaproponował po czym użył Henge no Jutsu by zmienić się w nie pozornego mieszkańca osady. -Radzę uważać po drodze. Nie byłoby zbyt dobrze gdyby sługa Jashina zginął zbyt szybko.- Powiedział przypominając sobie jak zwykły mieszczuch prawie odciąłby mu ramię. Wziął głęboki wdech, klepnął w policzki by oczyścić umysł. Musiał się teraz wczuć w zmieszanego zwykłego mieszkańca, który naoglądał się wielu okropieństw i śmierci, a teraz błądzącego po uliczkach wszystkiego się bojąc i jakby stracił rozum. *Yosh, można ruszać.*

Spoiler: pokaż
Poziom Chakry: 100%
Statystyki: Siła 1|11, Szybkość 65|75
Reszta statystyk: 1
Klanowe: D
Kenjutsu: D
Reszta dziedzin: E
Gin
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Yoshimitsu » 24 sty 2016, o 16:07

Biegli w parze, nie wykonywali zbędnych akrobacji, na uwadze mieli jeden cel, by go osiągnąć trzeba było przejść po kilku trupach, a przynajmniej tak mu się mogło zdawać, wyobrażał sobie rozpoczynającą się akcję świdrując swym Sharinganem oponenta stojącego w oddali. Co zauważył? Na pewno pierwsze co rzuciło mu się w oczy to sposób kontrolowania przez niego chakry, nie był byle kim, nie był oponentem który ukazywał swoje umiejętności na pokaz, jednak młody Uchiha nie rozpoznał w nim nikogo znajomego, dlaczego...? Bowiem nigdy nie przywiązał się do swojego klanu na tyle by móc spojrzeć choć raz na swojego lidera, a między jego myślami nawet nie był w stanie doszukać się imienia tego człeka. Stawali krok po kroku, zbliżając się z każdą sekundą do oponenta, mierząc go swoim spojrzeniem Yoshi kątem oka dostrzegł ów człeka, który padł na ziemię przed jego siłą, nie wiedział wcześniej co też mogło wywołać ten efekt, a mimo myśli które krążyły w około Genjutsu, nie wyobrażał sobie oponenta który byłby w stanie do tego stopnia zakłócić przebieg chakry w ciele swojej ofiary... Jego najpotężniejsza iluzja, która równym spojrzeniem powalała niejednego już męża była zabawką w porównaniu do tego co właśnie wymalowało mu się w odbiciu Sharingana.
Echem w uszach odbiły mu się słowa, każde z osobna wymalowało w jego głowie dziwne zjawisko, którego nie byłby w stanie wyjaśnić czy opisać. Wyryte zostały w nim niczym przez człeka, który dzierży w swych dłoniach młot, w drugiej natomiast potężny gwóźdź, przykładając kolejno kawałek po kawałku do ściany wybijając żelazny rytm rzeźbiący kolejne litery, tworzące nieskończoną ich ilość, te natomiast tworzyły równą nieskończoność zdań. Biegli, on stał już gotowy i wpatrywał się w nich, wtem kolejna nazwa, pewnej "rzeczy" została rzucona przez jednookiego. Nowy wyraz został bowiem równie potraktowany co poprzednie, drwiące słowa... Ten jednak został u niego wyryty w inny sposób niż pozostałe. Był masywniejszy, bardziej widoczny i poszarpany...? To było wyznacznikiem strachu, który teraz pojawił się na twarzy Yoshiego. Przeplatana ludzka emocja, ze zdziwieniem połączona nie miała prawa długo gościć w jego postaci. Jak on sam łapiący wszystkich dotychczas spotkanych ludzi w iluzję, poczuł jak to jest stanąć po drugiej stronie, kiedy to jeden z walczących ma przerażającą przewagę nad drugim.
Sharingan, który był doskonale znany Czerwonemu Królowi w tym momencie przybrał nieznanej mu formy, stał się czymś zupełnie innym niż charakterystycznymi łezkami, które kręciły się w szkarłatnych oczach. Teraz przesiąknięty mrocznym spojrzeniem bardziej niż wzrok Yoshiego w połączeniu z pieczęcią Inu... Nie minęła sekunda, nie zdążył nawet mrugnąć mimo tego iż sam posiadał w połowie jak do tej pory myślał... rozwinięty aspekt klanowy i już znajdował się pod wpływem niewyobrażalnej iluzji. Nigdy nie myślał nawet jak bardzo Genjutsu może wpłynąć na ofiarę, jego wyobraźnia zatrzymywała się w miejscu stworzenia świata iluzji, stworzenia czegoś z iluzji, czegoś co znika po wyjściu z niego. Lecz tutaj, w tym momencie ból był jak najbardziej realny.
Brak możliwości poruszania się, skrępowane do maksimum ciało, ostrze które wrzyna się raz za razem w ciało oponenta, tworząc zapętlającą się iluzje ciągłego bólu, niepowtarzalne uczucie, które zostało mu zademonstrowane. W całym swoim krótkim życiu nie był świadom, iż może istnieć między nim, a kimś innym taka przewaga mocy... W tej jednej wytrenowanej do mistrzowskiego stopnia dziedzinie. Nie! Wróć! Został on bowiem zmiażdżony w dwóch! Iluzja wraz z klanowymi umiejętnościami!
Pluł krwią w iluzji czy rzeczywistości? Ostrze przebijało mu organy wewnętrzne w iluzji czy rzeczywistości? Czy umarł, a jednak dalej żyje bowiem technika nie przestaje działać? Czy z Inu wszystko w porządku? Czy ona również przeżywa to samo co i on... Tysiące pytań na które chciałby otrzymać odpowiedź, chciałby je chociaż zadać... Jednak nie mógł, nie otrzymywał nawet takiej możliwości. Aż do momentu kiedy technika ustała...
W jego rzeczywistych ślepiach nie widniał już Sharingan, a jego naturalne czerwone ślepia, które ślepo lustrowały niewiadomy cel. -Ile czasu minęło..-spytał samego siebie, nie oczekując żadnej odpowiedzi. Ciało zachwiało się, poruszone przez jego bezsilność lub delikatne muśnięcie wiatru, które teraz było niczym innym jak potężnym tchnieniem samego boga. Wyglądał jakby opuścił go cały rozum, z psychiki została jedynie wyobraźnia i przemyślenia, brakowało mu kontaktu z otoczeniem. Bezwładny organizm upadł na ziemię, warstwy kurzu które nie były jeszcze przesiąknięte krwią wzbiły się w powietrze, delikatnie przykrywając czerwony łeb młodzieńca. Twarz skierowana była w przeciwnym kierunku do Inu, nie mógł nawet spojrzeć w jej twarz ślepym wzrokiem ostatni raz... Nad dwójką stał już jego rodak, który otrzymując rozkaz po prostu go wykonał... Cień uniósł się nad ich głowami, opadając kilka razy. Nie wiedział co się działo, jednak czuł iż coś znów go boli. Lecz uczucie po iluzji było o wiele silniejsze, tłumiło wszystko... Emocje, chęć życia, realny ból przebitych kończyn, słabnące z każdą chwilą ciało.
Jego wzrok zaczynał wracać, a pierwsze co dostrzegł była chmura, dziwna bo ciemna, najpewniej bliska brązowemu koloru lub może czarnemu. Nie wiedział. Powoli mrużył ślepia, zaraz wzrok wyostrzył się na tyle, by do jego mózgu dotarło skojarzenie. To przecież pierdolony dym... Wzrok stąpał powoli w dół, widział trupy ludzi, widział tych do których niedługo sam dołączy lub może nie. Bowiem on osobiście stanie w piekle naprzeciw samego boga podziemi, a wszystko to za to jak żył przez cały ten czas. No właśnie... Przez umysł, który powoli wracał do siebie zaczynały przelatywać różne dziwne obrazy, najwięcej było tych gdzie Inu trzymała się pierwszego planu. Ostatnie wydarzenia nad jeziorem, te miłe i mniej, te gdzie krwi było więcej niż ciał w około, te proste kiedy patrzył jak ona śpi i te nużące do samego uśpienia.
Kolejne chwile mijały, a on wracał do siebie mimo bólu, który cały czas mu towarzyszył, mówiący mu, że dalej żyje i ma się nieźle. Wreszcie mógł poruszać się choć odrobinę, choć jedynie lewą ręką, bowiem na prawej leżał, a samego ciała nie mógł unieść. Sięgnął do torby, powoli sunąc dłonią po ciele. Wyjmując z niej pigułkę ze skrzepniętą krwią, którą miał zamiar zjeść. Po czym chciał przekręcić się na plecy, zbierając całe siły, których cały czas była garstka, poruszył na tyle mocno ciałem by rzucić go tak jak chciał. Co chciał tym uczynić? Mieć możliwość by spojrzeć na Inu, by dostrzec swoją ukochaną i do wiedzieć się jak się ma. Jak potężnie trzeba być związanym z drugą osobą by wykorzystywać wszystko, do ostatku i jeszcze trochę... Kiedy to jego ślepia dostrzegły Inu, która ciężko dyszy, próbującą wykrzesać z siebie siłę na coś co może uratować im życie, zaczął się śmiać. Ciężkie powieki opadły, zasłaniając wszystko własnym cieniem.
-Hi... sa... to... -wymruczał najgłośniej jak teraz tylko mógł, a nie było to zbyt głośne. Bowiem to imię na moment przerwało dziwny śmiech Uchihy, co zwiastował, czego był początkiem!?

Sharingan dezaktywowany

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA1 (+10 Styl) = 11
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 84 (+10 Styl) = 94
    PERCEPCJA 32 + 20 (shar) = 52
    PSYCHIKA 100
    KONSEKWENCJA1
KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: +10 Siła i Szybkość ze stylu
Yoshimitsu
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Koala » 26 sty 2016, o 01:51

Mapka
Spoiler: pokaż
Obrazek

Biała kropka - grupa główna
Bordowa kropka - Ichirou i Ryuji
Czerwona kropka - Inu i Yoshi
Czarna kropka - Murai
Szara kropka - Gin i Reiji
Limonkowa kropka - Toshio i Shigeru


Grupa Główna

Po odłączeniu się dwóch członków Oni no Mori, z pozostałych na budynku pozostała tylko następna dwójka. Lider i przyboczny. Yuriko, zupełnie ignorując szarżujących na was oponentów, ruszyła spokojnym krokiem w kierunku tejże pary shinobi. Przyboczny, noszący zwykłe łachmany i bandaże, ściągnął z pleców szeroką sasumatę i również zeskoczył na ziemię, aby zamierzyć się na nadchodzącą.
-Jesteś odważna, to ci muszę przyznać, szkarłatna ściero. Ale widać, że nie jesteś zbyt doświadczona w walkach... - mężczyzna nagle doskoczył i wyprowadził silny atak znad głowy, który - gdyby trafił - najprawdopodobniej nie zostawiłby z dziewczyny niczego oprócz czerwonej plamy. - ... a masz nieszczęście, że uwielbiam niszczyć takich nowicjuszy!
Potężne uderzenie spadło w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała dziewczyna. Ha, cios był tak mocny, że wstrząsnął pobliskim podłożem, a piach w którym ugrzęzła sasumata wzbił się w powietrze, tworząc istną zasłonę! Ale jedna rzecz w tym wszystkim nie pasowała. I było w tym coś naprawdę niezrozumiałego. Dziewczyna nawet się nie poruszyła. Wciąż stała w tym samym miejscu, nawet nie zmieniła ani trochę pozycji. A jednak...
Broń była na ziemi, a ona stała bezpośrednio nad nią. Tak, jakby w ułamek sekundy odskoczyła i znów się pojawiła... albo tak jakby obuch po prostu przez nią przeniknął...
-To prawda, jestem najmłodszą i najprawdopodobniej najmniej doświadczoną w walkach członkinią Shiro Ryu - powiedziała zimnym, pełnym satysfakcji tonem. Włosy opadły jej na połowę twarzy, zasłaniając na moment twarz, lecz sądząc z tonu, ledwo się powstrzymywała od chichotu. - Ale to nie oznacza, że jestem słaba. Ha, prawdopodobnie sama dałabym radę powalić całą waszą czwórkę, gdyby tylko...
Tutaj nagle się skuliła i wyprowadziła kilka precyzyjnych ciosów palcami dłoni. Wyglądały one na zupełnie niegroźne... a przynajmniej do czasu, gdy ostatnie uderzenie trafiło w okolice mostka, a przeciwnik padł na pył ziemi jak długi. Ledwo oddychał, stracił przytomność. A Yuriko tylko się wyprostowała i spojrzała na lidera, którego wyraz twarzy zmienił się diametralnie.
Pojedynek między Nikusui a mężczyzną z kusari fundo również zapowiadał się dość intensywnie, nawet pomimo wstępnego oczekiwania aż przeciwnik się zbliży. Gdy zaś to uczynił... dziewczyna sięgnęła po swój bicz i wykonała odpowiednie uderzenie - powróz zawinął się wokół jednej z kul. Niestety, była jeszcze jedna... a bojownik okazał się znacznie szybszy i silniejszy od drobnej Kaminari, gdyż ta zanim zdążyła nawet pomyśleć o porażeniu wroga, już nie miała swojego narzędzia. A druga z kul kusari fundo najprawdopodobniej zmiażdżyłaby jej czaszkę, gdyby ta nie wykorzystała do pomocy Kawarimi no Jutsu. Dziewczyna zamieniła się miejscem z kawałkiem gruzu, który uprzednio leżał 10 metrów dalej, w pobliżu miejsca w którym stał Yoichi.
A co do rudowłosego? Cóż... jego walka była nieco mniej widowiskowa. Jako że ten wykorzystał swoje techniki zanim oponent zdołał cokolwiek zdziałać, pojedynek skończył się po jednym ruchu. Technika jego oponenta zaczęła stopniowo formować gęstą mgłę wszędzie wokół - prawie identyczną jak ta, z którą Yoichi spotkał się na arenie - lecz technika Gokuho zbiła wroga z pantałyku. Zanim Yoichi zdążył doskoczyć, Akira już przytrzymywał oponenta. A potężna kosa Inuzuki praktycznie przecięła wroga na pół. Usłyszał wtedy za sobą pyknięcie, i zamierzył się tam kosą, lecz wystarczająco szybko uświadomił sobie, że kilka metrów od niego stoi Nikusui.




Ichirou i Ryuji

U tejże trójki sytuacja chociaż odrobinkę się uspokoiła. Po tej dość niespodziewanej i utrudniającej życie walce teraz cała trójka unosiła się w powietrzu, lecąc w kierunku sporego budynku na północy osady, będącego przy okazji siedzibą główną szczepu Sabaku. Jou spojrzał na okaleczoną lewą dłoń, na której pozostały tylko kciuk i palec wskazujący, po czym oderwał ze swojego stroju kawałek materiału i zawinął pozostałości jego ręki. Upewnił się też, że krwawienie z jego ran nie było czymś bardzo niebezpiecznym dla zdrowia, po czym spojrzał na pozostałą dwójkę. Ichirou, pomimo braku doświadczenia medycznego, zdołał wyciągnąć z ciała Ryujiego wszystkie strzały, zadając mu tylko tyle bólu, ile to było konieczne, po czym zawinął jego obrażenia w strzępy stroju młodzika.
-Będziemy pewnie potrzebowali jakiejś pomocy medycznej... i w sumie mógłbym ostrzec Ayatsuri, że na teoretycznie ich terytoriach szerzy się burdel. Do pałacu już niedaleko, niedługo dostaniemy się na miejsce.
W końcu dotarli oni na plac przed pałacem. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, była to bardzo imponująca budowla na bazie kwadratu, przypominająca nieco swego rodzaju ziggurat, tylko otoczony murami i z wieloma zdobieniami z roślin. Na budowli zaś dało się dojrzeć krzątających się shinobi z gurdami na plecach, wytaczających olbrzymie drewniane machiny oblężnicze, z których najpewniej chcieli skorzystać do obrony siedziby. Bo i w sumie było przed czym bronić - na placu panowała kolejna walka między Kaguya i Sabaku, a dodatkowo w oddali można było zauważyć jeszcze kilka walk - między innymi Koseki i Yamanaka, oraz niewielką grupę Senju (postaci Isoshiego praktycznie nie dało się nie rozpoznać) zmierzającą gdzieś w kierunku północnej bramy, pilnując przy tym sporej grupy zwykłych cywili.
-Zasłona!
Ichirou i Ryuji instynktownie postawili piaskowe ściany, blokując przy tym zmierzające w ich kierunku pociski z łuków żołnierzy z dołu. Tym razem obyło się bez kolców.
-Dobra, utrzymajmy postawę defensywną, może uda nam się za chwilę dotrzeć do górnych części. Dalibyście radę wydłużyć platformę i uformować coś w rodzaju rury? Kończy mi się chakra, muszę się trochę pooszczędzać.




Inu i Yoshi

Atak Hisato był naprawdę dewastujacy, jakkolwiek by na to nie spojrzeć. Dwójka demonicznych wojowników, jeszcze przed chwilą tak dumnych, zachwyconych rzezią, teraz leżała na ubitym piasku targowiska w kałużach własnej krwi, będąc przepełnionymi praktycznie wyłącznie bólem. Pomocnik jednookiego lidera Uchiha zakończył w końcu swoje działania i kiwnął głową na znak, że skończył okaleczanie pozostawionych przy życiu. Hisato pokiwał lekko głową i gestem zarządził wymarsz w głębsze sektory miasta. Pozostawiając tych dwoje na prawie pewną śmierć ze strony jakiegoś szabrownika, który ich dobije i zabierze co cenniejsze z ich zwłok.
Lecz los jednak chciał inaczej.
Inoue odczekała chwilę, aż oddział uderzeniowy się oddali, po czym wytworzyła coś w stylu igły z jej własnego ciała. Wytwór ten powoli wbił się w ciało leżącego obok martwego cywila. Rozpoczęła proces wysysania chakry z truchła... po chwili też spożywając samego trupa. Pozostały po nim tylko leżące luźno na piasku ubrudzone krwią ubrania, a dziewczyna wstała, w pełni zdrowa. Jednak technika tego "Mangekyou Sharingana" okazała się być bardziej niebezpieczna niż początkowo dało się sądzić - pomimo świadomości, że jest w pełni zdrowa, wciąż miała wrażenie że czuje ból, który jej sprawiły ostrza wytworzone przez genjutsu. Może z czasem przejdzie, ale póki co... trauma pozostała.
Osiemnastolatka od razu przypadła do mamroczącego coś w malignie Yoshiego, i zaczęła zasklepiać jego rany korzystając na zmianę z Naosute no Jutsu i kolejnej ze swoich technik klanowych. Rany stopniowo się zasklepiały, lecz ten dalej nie mógł wrócić do przytomności, na dodatek zaczął odczuwać silny ból w okolicy czoła i oczu. Wtedy też Inoue wzmocniła wykorzystanie Seji wa Naoru i wpompowała w ciało Yoshiego więcej swojej chakry. Sprawiło to, że z wyglądu zmieniła się w czternastolatkę, lecz po chwili Uchiha otworzył oczy, powoli wracając do świata żywych.
A na ten widok dziewczyna zdębiała.
Sharingan Yoshimitsu automatycznie się uruchomił, gdy ten wciąż czuł ból po technice i był półżywy. A wokół źrenicy znajdowały się nie dwie, a trzy łezki.




Murai

Przeciwnik najwidoczniej doskonale się bawił, widząc jak Murai ucieka przed jego tajemniczym, gazowym wytworem. Dodatkowo chmura wystrzeliwanych przez niego ognistych pocisków dość solidnie utrudniała przedstawicielowi szczepu Kakuzu dokładne podejście albo próbę załatwienia tego wszystkiego w sposób pokojowy. A mężczyzna najwidoczniej wcale nie zamierzał przestawać w korzystaniu z tychże umiejętności, które posiadał.
-No, co jest? Gdzie się podziały te twoje gadki? - zapytał buńczucznie, wysyłając kolejny grad pocisków. Lecz tym razem wicemistrz Areny Sachu nie pozwolił sobie w kaszę dmuchać. A zwłaszcza, że ten gość z bliska okazał się mieć nie więcej, niż szesnaście lat. Chłopak najwidoczniej nie rozpoznał człowieka walczącego na tym jakże widowiskowym i wymagającym niezwykłego talentu turnieju... i najprawdopodobniej tą niewiedzą, połączoną z butą, spisał się na straty.
Z dłoni Muraia wystrzeliły dziesiątki nici, które dość szybko uformowały się na dwie pięści. Pociski co prawda zdołały mocno nagrzać nici, które stały się celem istnej kanonady, lecz same wytwory nie stanęły w ogniu... a tylko śmignęły w kierunku oponenta, chwytając go. Młodzieniec krzyknął rozdzierająco, a z jego przedramion, za które chwyciły nici, wydobył się niewielki obłok. Do tego trzeba też dodać swąd palonej skóry. Najwidoczniej nie spodziewał się, że ktoś będzie w stanie obrócić jego żywioł chakry przeciwko niemu samemu. A żeby tego wszystkiego było mało, Murai wytworzył swego klona, który podczas szarży Terumiego posłał po ziemi swoje nici, blokując mu nogi. Teraz młodzieniec od kwasowej mgły był zupełnie unieruchomiony.
-Co do...? Puść mnie, chory popierdoleńcu!

Reiji i Gin

A Jashinistom, jak to Jashinistom, ta ilość śmierci do której doprowadzili już teraz najwidoczniej była zdecydowanie za mała. Postanowili więc przenieść się gdzie indziej, uprzednio przygotowując się odpowiednio na konieczność obrony własnej. Gin postanowił nie uszczuplać swojego ekwipunku ponad to, co będzie absolutnie konieczne, po czym odpiął od ciała poległego pochwę na tenże gladius/miecz tai chi i przytroczył ją do własnego pasa, umieszczając też na swoim miejscu miecz. Reiji zaś postanowił zabezpieczyć miejsce, w które otrzymał ranę za pomocą pasa materiału wyciętego ze stroju agresora.
Po chwili też obydwaj, mniej lub bardziej chętnie, postanowili wyruszyć w kierunku wąskich uliczek na wschodniej, nieco głębszej dzielnicy osady Sachu. I w sumie ta decyzja miała zarówno plusy, jak i minusy - o ile tam mogło być trochę bezpieczniej i obydwaj byliby w stanie w miarę spokojnie mordować, nie będąc przy tym wykrytymi, o tyle najwidoczniej nie był do końca przemyślany drugi aspekt - w trakcie takich bitew miejskich, ludzie raczej nie próbowali ukryć się GŁĘBIEJ w mieście, a raczej udawać się w kierunku bram, żeby się wydostać, czyż nie? Na dodatek niełatwo byłoby się później ewentualnie wydostać, gdyby miał się rozpętać jeszcze większy chaos...
No, ale ja jestem tylko narratorem, nie ma co się mną przejmować. Czasem lubię pomarudzić.
Udali się więc nieco głębiej do osady, jeden używając Henge no Jutsu i próbując udawać przerażonego przechodnia, drugi zaś - kompletnie otwarcie, z dość głęboką raną, krwią na ubraniu i uśmiechem na twarzy. W sumie, to gdyby się nie przyglądać blisko, to mogli wyglądać jak myśliwy i zwierzyna... bo i w sumie polowanie faktycznie dotyczyło zwykłych ludzi, lecz ci tutaj obaj byli łowcami.
Nagle jednak Gina otoczyło czterech mężczyzn z szarymi chustami zasłaniającymi twarze, każdy z szerokim nożem, a dodatkowo jeden dzierżył coś w rodzaju siekierki. Tym razem to Reiji stał nieco oddalony, lecz był on w stanie zobaczyć jakiegoś mężczyznę, mierzącego do niego z kuszy na pobliskim dachu.
-Proszę proszę... kogo my tu mamy? - zapytał retorycznie ten z siekierką, patrząc zimno na przemienionego Gina. - Niby tylko przechodzień, a jednak mieczyk ma... Może się nim podzielisz, hm? Pieniędzmi też nie pogardzimy.




Shigeru i Toshio

Akirai pokiwał lekko głową, najwidoczniej niezadowolony z faktu, że przedstawicielka jego szczepu postanowiła wyruszyć razem z przedstawicielem rodu Uchiha, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku zachodniego wyjścia, tego w pobliżu targowiska. Widać było, że bardzo mu się spieszyło, bo po chwili jego ciało pokryło się dziwacznymi znaczkami w kształcie liści paproci, a on sam przyspieszył tak mocno, że po kilku sekundach zniknął już dwójce Senju z oczu. A tym nie pozostało nic więcej, jak tylko wyruszyć w poszukiwania Isoshiego.
Uprzednio jednak Shigeru wytworzył swoją idealną kopię, która odczekała kilka sekund, zanim ruszyła za biegnącymi. Ci zdążyli już przez ten czas przebyć dość spory kawałek drogi, dobiegając do jakiegoś zagłębienia w ziemi, które pewnie kiedyś mogło być fosą wypełnioną wodą, a teraz... cóż, było tylko czymś w rodzaju przeszkadzajki dla ludzi, którzy chcieli przebić się na drugą stronę w inny sposób niż przez most. Senju jednak postanowili zaryzykować, i opłaciło im się to. Wbiegli na jeden z budynków, który stał w pobliżu fosy, i otrzymali w ten sposób możliwość rozejrzenia się.
A ich oczom ukazał się widok placu przed wielkim, podobnym do zigguratu pałacem, na którym toczył się kolejny z bojów między Kaguya i Sabaku. Obie strony walczyły wyjątkowo zajadle, a kawałki kości i chluśnięcia krwi roznosiły się na wszelkie strony. Byli też w stanie zobaczyć jakieś dziwne, wielkie drewniane obiekty przypominające łuki, które żołnierze Sabaku rozstawiali na murach tegoż prowizorycznego zamku. Nad całym rozgardiaszem zaś widział unoszące się obłoki z piasku, na których zauważył jakiegoś chłopaka w ciemnym stroju, mężczyznę o długich rudych włosach, oraz młodzieńca, którego miał okazję zobaczyć uprzednio na trybunach - był to Ichirou, znajomy Reiki. Zanim jednak ta informacja zostałą w pełni przetrawiona...
-Dobra, ruszać się! Do bramy już niedaleko, później pomyślimy co dalej!
Isoshi Senju, Kazuo, grupa dziesięciu Senju i kilkanaście osób, wyglądających na zwykłych przechodniów. Wszyscy w dobrym stanie, jakieś dziesięć metrów od podróżujących wspólnie kuzynów.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 885
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Shigeru » 26 sty 2016, o 14:01

Przywódca Szczepu Juugo po otrzymaniu informacji ode mnie, skinął mi delikatnie głową po czym ruszył w kierunku targu, najwyraźniej dostrzegając potrzebę jak najszybszego dotarcia w tamto miejsce. Wzoru jakie w trakcie jego ruchu mogliśmy dostrzec, świadczyły przede wszystkim o tym, że z całą powagą podchodził do przekazanych informacji. Gdy Shūsuke Akirai oddalił się od nas już na znaczącą odległość, ruszyliśmy dalej w międzyczasie poświęcając chwilę na stworzenie klona, który miał nas ochraniać. W tym czasie też padło ze strony Toshio pytanie na które poczułem się zobowiązany odpowiedzieć. - Obawiam się, że sam nie będzie w stanie powstrzymać całego klanu - odparłem, zastanawiając się czy mężczyzna ruszył faktycznie otworzyć oczy swojej współplemienniczce, a może tylko upewnić się czy wszystko z nią w porządku? Pewności co do żadnej z tych odpowiedzi nie miałem i po prawdzie mówiąc zgłębiać się w to teraz nie było sensu. Nie była to moja sprawa, swoją powinność uczyniłem, teraz najważniejsze było dotrzeć do przywódcy Rodu Senju.
Nie minęła jednak nawet dłuższa chwila, a ze strony Toshio padło pytanie, dużo już trudniejsze w swojej prostocie ponieważ odpowiedź nie mogła się zamknąć w jednym zdaniu. Z uzyskanych również dotychczas informacji wychodziło na to, że to co się działo w okół nas nie było przypadkiem, a bardziej wyglądało to na zaplanowaną akcję. - Dziwne, że wszystko rozpoczęła się w loży najważniejszych gości tego turnieju. Oznacza to, że od początku celem było nie tyle skłocenie zwaśnionych stron co doprowadzenie do ich wzajemnej eksterminacji. Nie wiem jakim cudem udało się temu komuś to zrobić, ale obawiam się, że za dużo krwi się już przelało, aby udało się to uspokoić - odpowiedziałem młodszemu kuzynowi, odruchowo sięgając do wybrzuszenia torby w której znajdował się zwój otrzymany od strażniczki. Informacje w nim zapisane świadczyły o tym, że najważniejsi tego świata spodziewali się problemów, a pomimo tego podjęli się zagrożenia i zorganizowali turniej. Co więcej, ich rozkaz brzmiał tez jasno, aby wstrzymali się z działaniami do czasu rozwinięcia sytuacji. To było dla mnie niezrozumiałem, bo skoro mieli pilnować porządku, winni być od razu gotowi do zareagowania. Pokręciłem sam przed sobą głową, bo ni w ząb nie rozumiałem takich poczynań, najwyraźniej będąc za młody wiekiem i doświadczeniem aby zrozumieć meandry strategii bądź ścieżek, którymi kierowali się mędrcy tych ziem.
Zbliżając się do fosy, której nazwa już dawno utraciła na znaczeniu, przez chwilę mieliśmy wątpliwości co do drogi jaką powinniśmy ją przebyć. Skierowanie się jednak do głównego mostu i wkroczenie na niego wiązało się jednak z dużo większym zagrożeniem, niż przebiegnięciu przez kanał, który fakt faktem mógł obfitować w pułapki. Wraz z Toshio jednak nie dostrzegliśmy przeciwników w pobliżu, dlatego zaryzykowaliśmy i... opłaciło się nam to. Po przekroczeniu fosy i ulokowani się na jednym z bliższych i wyższych budynków, mieliśmy doskonały ogląd na najbliższe otoczenie, które przedstawiało się po tej stronie miasta równie straszliwe jak przed przebyciem kanału. Na głównym plenerze toczyła się krwawa bitwa pomiędzy Szczepem Sabaku, a Rodem Kaguya w której cięzko było orzec kto miał przewagę. Rozczłonkowane i zmiażdzone ciała, wszechobecna jucha plamiła te tereny, co skwitowałem jedynie mocniejszym zaciśnięciem ust. Całym szczęściem wśród ciał ofiar nie dostrzegłem nikogo ze znanych mi osób. Dopiero w niedalekiej odległości zauważyłem mężczyznę, którego kojarzyłem i o ile się nie myliłem, był to znajomy mojej siostry, którego przegraną Reika mocno przeżyła. Nim jednak zdążyłem zareagować w jakiś na to sposób, moich uszu dobiegły znajome głosy, a krótkie spojrzenie w kierunku z którego nadeszły dźwięki, przyniosły prawdziwą ulgę dla mojego serca. - Są tam - wskazałem ręką kuzynowi kierunek, gdzie dostrzegłem Lidera Rodu Senju wraz z moim ojcem, a także licznymi przybocznymi, którzy nie tylko chronili swojego przywódcę, ale również zajmowali się eskortowaniem cywili.
Nie tracąc ani chwili czasu, pociągnąłem kuzyna za sobą i biegiem ruszyliśmy w kierunku Senju, aby dołączyć do ich kordonu. - Ojczee - krzyknąłem, chcąc zasygnalizować naszą obecność chwilę wcześniej, tak aby wśród strażników nie wywołać jakichś agresywnych prewencyjnych działań przed naszym dołączeniem. Gdy tylko pozwolili mi dołączyć do grona, skinąłem na powitanie wszystkim, a następnie przystąpiłem do Isoshi Senju, wyciągając z torby zwój, który uzyskałem od Yuriko. - Uzyskałem to od Yuriko, szkarłatnej strażniczki zakonu Shiro Ryu, udała się z małą grupką do Południowej Wieży, aby wyjaśnić czemu straż nie może reagować - wyrzuciłem z siebie duszkiem potok informacji, nie zapominając jednak o tej jednej z najważniejszych, która jeszcze miała nadejść. - Po drodze spotkaliśmy również przywódcę Szczepu Jugo, Shūsuke Akirai chciał, abym Cię ostrzegł Shirei - dono o tym, że do miasta przybyli licznie Uchiha. Natknął się na nich w chwili gdy walczymi z Rodem Akimichi... - dodałem, niezależnie od tego czy mieliśmy chwilę aby przystać i w spokoju opowiedzieć o wszystkim, czy też musiałem to wszystko mówić w biegu. Miałem tylko nadzieję, że Toshio da radę nadążyć za nami wszystkimi, ale skoro eksportowaliśmy cywili to chłopiec powinien bez problemu nadążyć. Korzystając z tego, że mój ojciec był też tuż obok, nie omieszkałem napomknąc o równie ważnej dla nas informacji, jakim była sytuacja siostry - Reike widziałem w towarzystwie znacznej obstawy w tym również Yukich, nic jej nie było, ale straciłem ją w tłumie, jaki potem wyległ na ulice... W całym mieście jest to samo, ludzie jakby postradali zmysły - zakomunikowałem ojcu, nie zapominając jednak o czymś takim jak bezpieczeństwo. Z tego wiec względu w dalszym ciągu uważnie spoglądałem na dachy oraz na pobliskie zaułki, mając nadzieję na to, że aż do bram osady nie natkniemy się na żadne poważne problemy.


ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 60
WYTRZYMAŁOŚĆ 70
SZYBKOŚĆ 100 | 110
PERCEPCJA 50 | 60
PSYCHIKA 40
KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY:
B
POKŁADY CHAKRY: 80%
MNOŻNIKI: Gōken (+10 Szybkości, +10 Percepcji)

W dalszym ciągu mam przygotowane Moku Kawariami no Jutsu. Klon w dalszym ciągu również nas asekuruje, trzymając się od nas w bezpiecznej odległości i przede wszystkim kryjąc się na tyle, aby osoby postronne nie były w stanie go zauważyć. Tak jak ostatnio tak i teraz w zależności od formy zagrożenia pojawiam się albo obok Toshio, albo obok przeciwnika, jeżeli znajduje się w zasięgu działania techniki (Moku Kawariami no Jutsu). W przypadku posłania w naszą stronę broni z doczepionymi notkami wybuchowymi (bądź w razie gdybyśmy nie mogli zidentyfikować rodzaju notki) odskakuje dalej na bezpieczną odległość, zamykając oczy. Toshio wie, że powinien zachować się w podobny sposób (chakre za podmianę odliczę w momencie aktywowania podmiany).

Uhide głównie skopiowany bo nie zmieniły się żądne warunki zewnętrzne z naszego punktu widzenia
Shigeru
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Nikusui » 26 sty 2016, o 18:28

Każdy z nich miał się z kimś zmierzyć. Mimo pozoru dobrego rozkładu preferencji bojowych i podziału ich, nie okazało się być tak łatwo, jakby się mogło wydawać. Przeciwnik okazał się od niej szybszy, ale też i silniejszy, przez co owinięty wokół jednej z kul jej bicz po prostu został wyrwany z jej ręki. Na całe szczęście miała też plan awaryjny, w razie gdyby nie powiodły się jej działania i została zaatakowana. A to się stało. Druga kula kierowała się wprost na jej głowę, ale użycie kawarimi powiodło się i nie ucierpiała w żaden sposób. Przynajmniej tymczasowo. Teraz bardziej żałowała swojej broni, za którą wybuliła naprawdę sporo yenów, a której umiejętności nie wykształciła jeszcze na tyle, by w pełni się nią nacieszyć. Miała cichą nadzieje, że szybko ją odzyska przy nadarzającej się okazji.
W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą była, pojawił się głaz, a ona zmieniła swoje umiejscowienie. Znalazła się nawet niedaleko Yoichiego, co zarejestrowała kątem oka, ale nie chciała się w tej chwili zbytnio rozpraszać. Biorąc pod uwagę fakt, że jej przeciwnik był szybszy i silniejszy, musiała wykorzystać każdą sekundę. Każdą chwilę, w której jest prowizorycznie bezpieczna, a którą może wykorzystać do ataku. To jasne, że nie była jedną z najsilniejszych kunoichi na świecie, ale nie chciała stąd zwiewać. Chciała walczyć, nawet jeśli mogłaby dać od siebie niewiele. I nawet jeśli trafiła na silniejszego przeciwnika. Taka już była.
Musiała się upewnić, że nie zrobi swoim towarzysza krzywdy, ale za to może uszkodzi nie tylko faceta, z którym walczyła, ale może przy okazji innych, którzy z nim przybyli. W momencie, kiedy zamieniła się miejscami z głazem, a zdążyła się upewnić, że znajduje się w odpowiedniej odległości. Trzeba było być pewnym, że jutsu będzie w zasięgu, więc skoncentrowała swoją chakrę, chcąc podejść kolejny raz do wytworzenia elementu burzy, tym razem jednak na wyższym poziomie, niż poprzednio. Nie musiała tracić czasu na pieczęci, więc liczyła na duże szanse powodzenia. W kogo celowała? Rzecz jasna w swojego przeciwnika, nawet jeśli będzie musiała nieco zmniejszyć między nimi odległość, to po prostu to robi. Wiedziała, że może się skupić tymczasowo na jednej osobie, ale gdyby się z nim udało, to popędziłaby odzyskać swój bicz, a nawet przy okazji mogłaby zaatakować tym samym jutsu kogoś, kto jeszcze stwarza dla nich zagrożenie. Cały czas miała na względzie to, że był to Yoichi, Akira i Yuriko, żeby przypadkiem i ich nie porazić.
Cały czas była gotowa do ewentualnego uniku, gdyby ktokolwiek zaskoczył ją atakiem. Na tak gwałtowną chwilę, preferowała wykorzystanie przelania chakry w swoje stopy, dzięki czemu mogła efektywnie odskoczyć i doczepić się jakiegokolwiek podłoża, które tylko by się na to nadawało. Nawet jeśli byłaby to ściana. Rzecz jasna, w teorii.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
Gracz nieobecny
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Ichirou » 26 sty 2016, o 22:47

Brązowowłosy wybawca szczepu Sabaku sunął na piaskowej platformie, zapewniając ratunek rannemu krewniakowi oraz nieocenione wsparcie przywódcy. Na jego barkach spoczywały przyszłe losy całego rodu, a przynajmniej w jego mocno stronniczym mniemaniu. O ile przeżyje trwającą obecnie zawieruchę, z pewnością będzie właśnie opisywał ją w ten sposób, zaznaczając przede wszystkim swoją główną rolę w, miejmy nadzieję, sukcesie Sabaku. Do tego była jeszcze daleka droga i rozmyślanie już o ewentualnej chwale byłoby absolutnie zgubne.
- Podziękowania w tej chwili za wiele nie zrobią, blondasku. Skup się lepiej na chronieniu naszych tyłków - odpowiedział w dość luźnym tonie, zupełnie niepasującym do otaczającej ich scenerii. Ale takie zachowanie było typowe dla młodzieńca o bursztynowych oczach, który nawet w makabrycznych sytuacjach robił dobrą minę do złej gry. Poza tym, należał do szczepu charakteryzującego się wypruciem z jakichkolwiek emocji i wbrew stwarzanym pozorom nie odbiegał tak bardzo tego archetypu. Paskudne, obfite w krew widoki budziły w nim odrazę bardziej z faktu kłócenia się z jego poczuciem estetyki, aniżeli z samym faktem znacznej liczby poległych. Ofiary były mu przecież obce i obojętne, trudno więc doszukiwać się tutaj jakiegoś większego współczucia. Co więcej, skala zniszczeń była już tak duża, że jeden trup więc nie robił już absolutnie żadnego znaczenia. To była już po prostu statystyka.
Cel ich krótkiej, ale bardzo dynamicznej podróży był coraz bliżej, aż wreszcie przed nimi wyłoniła się okazała siedziba władców piasku. Wyglądała ona zgoła inaczej od tego, co ostatnim razem zapamiętał Asahi, ale to przez wzgląd na wszędobylskie pobojowisko i walki toczące się na przedpolu. Ścierało się tu wielu krewnych z pieprzonymi Kaguya i choć dołączenie do tejże potyczki mogłoby wydawać się naturalnym posunięciem, to jednak było z pewnością mało roztropne i prowadziło do rychłej zguby. Ichirou nie zamierzał wbiegać w centrum pierdolnika, bo po prostu nie byłby w stanie ogarnąć natarcia nadchodzącego zewsząd. I tak miał przecież swoje zadanie, którego realizacja mogła przynieść wiele więcej korzyści aniżeli bezmyślne dołączenie do wymiany ciosów.
Na komendę lidera instynktownie powołał do ruchu piach i błyskawicznie utworzył za jego pomocą zaporę, która zatrzymała w sobie liczne kościane pociski. Nie tracił jednak czasu i parł dalej na pustynnej platformie, mając tuż obok Ryujiego. Nawet próbując omijać zagrożenie, przedarcie się przez plac i dostanie się na mur wiązało się ze sporym ryzykiem. W tej kwestii Jou wydał stosowne polecenie, jednak sam nie mógł uczestniczyć w jego aktywnej realizacji z racji kończących się zapasów sił.
- No dobra, to lecimy. Pomóż mi, blondasku - oznajmił Ichirou zbierając pobliskie zasoby piasku w celu utworzenia zaproponowanego przez lidera kanału, poprzez wydłużenie piaskowej platformy i otoczenie wyznaczonej trasy ścianami. Oczywiście starał się wyznaczyć możliwie najbezpieczniejszą drogę, najlepiej unikając sektorów, w których panowała gorąca atmosfera walki. Całe to przedsięwzięcie nie było już tak banalnym zagraniem, ale brązowowłosy poświęcił się temu całkowicie, starając się zapewnić jak największą solidność i wytrzymałość konstrukcji. Utworzone ściany nie tylko powinny zatrzymać nadchodzące niebezpieczeństwa, ale też i ukryć trójkę Sabaku przed wrogiem, co znacznie zmniejszy jego możliwości ataku. Asahi liczył, że jego młodszy kuzyn również da z siebie wszystko i dołoży coś od siebie, pomagając chociażby przy tworzeniu i umacnianiu tunelu.
Jeżeli jednak coś poszłoby nie tak, brązowowłosy skupi się na obronie własnej osoby, lidera oraz kuzyna, w mniej więcej takiej właśnie kolejności. Za pomocą latających dysków (jeden dla siebie i Ryujiego, drugi dla Jou) zapewni całej drużynie mobilność i będzie kontynuował próbę przetransportowania całej trójki na mury twierdzy szczepu. W razie potrzeby, jeżeli unik na platformie nie wystarczy, wytworzy piaskowe tarcze, tak jak dotychczas.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3301
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG/Discord: Ichi#9163

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Kaori » 26 sty 2016, o 23:00

Po ostatnich wydarzeniach Reiji zachowywał znacznie większą czujność. W końcu dość mocne oberwanie od zwykłego wieśniaka było ujmą dla jego honoru, dlatego teraz biegnąc rozglądał się uważnie, gotów by uniknąć jakiegokolwiek ciosu. Skupiał się bardziej na tym, żeby zabić kogoś nie narażając się, a nie tak jak wcześniej, żeby po prostu mordować, nie zważając na konsekwencje. Poskutkowało to tym, że dotarł na upatrzone przez obu jashinistów miejsce bez szwanku, nikt nie zdołał go zaskoczyć i ewentualnie zranić lub zabić. Żył i miał się dobrze (no, może nie do końca patrząc na ranę w ramieniu), czego niestety nie mógł powiedzieć o Ginie. Jego technika może i zadziałała jak należy, ba, nawet spełniłaby swoją funkcję, gdyby zaatakował go jeden mężczyzna, a nie czterech. Wyznawca już miał się rzucić na pomoc bratu, ale poprzednie wydarzenia nauczyły go, żeby wszystko kalkulować na spokojnie, bez względu na okoliczności. Wiedziony tą myślą rozglądnął się przed biegiem i zobaczył to.
Ślepia śmierci w postaci kuszy wpatrzone w niego bezlitośnie, gotowe posłać odbierający życie bełt. Umysł Reiji'ego potrzebował chwili, by ogarnąć co się właściwie działo. Nie zwracał zbyt dużej uwagi na to kto do niego mierzył, ale raczej na to, czym do niego mierzył. W starciu z kuszą był zdecydowanie na przegranej pozycji. I wtedy do niego dotarło, że musiał uciekać albo się bronić. Jeżeli ma jeszcze wystarczająco czasu składa jak najszybciej kilka pieczęci i za pomocą Kawarimi no Jutsu podmienia się z jakimś pobliskim kawałkiem gruzu, których to pewnie znajdowało się tam dość sporo przez wszechobecne wybuchy i zamieszanie. No i najlepiej gdyby po wykonaniu techniki był poza zasięgiem kusznika. Jeśli jednak by się okazało, że nie ma czasu, to próbuje jakkolwiek uniknąć lecącego bełta, czy to przez odskok w bok, bieg za jakąś ścianę lub zwyczajne padnięcie na ziemię. Trzecią i ostateczną opcją było przyjęcie uderzenia na prawą rękę, skoro i tak była już ona osłabiona. W końcu lepiej dostać w nią niż w serce lub głowę, prawda?
W wypadku powodzenia którejś z dwóch pierwszych opcji jashinista w pierwszej kolejności chowa się poza zasięg broni, jeżeli Kawarimi albo unik nie zrobią wystarczającej roboty. Następnie składa kilka pieczęci i tworzy jednego klona za pomocą Bunshin no Jutsu, który wręcz szarżuje na przeciwnika, by skupić na sobie jego uwagę. Brak cienia i wydawanych dźwięków mógł być zamaskowany przez dochodzące zewsząd huki i ogólne zamieszanie. Podczas gdy iluzja będzie "atakować", Reiji będzie próbował jakkolwiek obiec wroga tak, by nie zostać zauważonym i móc zaatakować go od tyłu poprzez zwyczajne wbicie mu kunai w serce lub szyję. Jeżeli jednak będzie zmuszony do wybrania opcji trzeciej, to na tyle szybko, na ile pozwoli mu ból pobiegnie z powrotem na zachód i będzie szukał jakiejś uliczki, alejki lub budynku, gdzie mógłby się schronić i opatrzyć. W takich wypadkach nie liczyło się nawet to, że jego pobratymiec był zagrożony.
Niezależnie od tego, jak sobie poradzi z tą sytuacją, ciągle będzie czujny i uważny, zarówno podczas obiegania przeciwnika, jak i uciekania. W końcu mogło być ich więcej albo po prostu jakiś losowy człowiek mógłby próbować zaatakować go od boku. Dlatego w pierwszej kolejności wykona prosty unik w bok lub na ukos, a w ostateczności spróbuje zablokować cios zdrową ręką lub kunai, jeżeli będzie miał wystarczającą ilość czasu.


Spoiler: pokaż
Siła: 10|20
Wytrzymałość: 20
Szybkość: 20
Percepcja: 10|20
Psychika: 5
Konsekwencja: 5

Mnożniki:
- Kusarijutsu (Chēn) - +10 siła; +10 percepcja.



Kontrola chakry: E
Chakra:
- w przypadku powodzenia pierwszej opcji: 80,5%;
- w przypadku powodzenia drugiej opcji: 85,5%;
- w przypadku powodzenia trzeciej opcji: 88%.
Użyte jutsu:
- w przypadku powodzenia pierwszej opcji: Kawarimi no Jutsu, Bunshin no Jutsu;
- w przypadku powodzenia drugiej opcji: Bunshin no Jutsu;
- w przypadku powodzenia trzeciej opcji: brak.

Priorytet ma opcja pierwsza, potem druga, a na końcu trzecia.


Nazwa
Bunshin no Jutsu

Pieczęci
Baran → Wąż → Tygrys

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 5% | D: 4% | C: 3% | B: 2% | A: 1% | S: 1% | S+: 1% (za 2 iluzje)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Prosta technika Ninjutsu, która polega na stworzeniu iluzji nas samych. Przy jej pomocy – w zależności od kontroli chakry – jesteśmy w stanie stworzyć od jednej do kilkunastu iluzji, które wyglądają jak my i robią to co zasugerujemy. Oczywiście iluzje nie są materialne, więc każde uderzenie w nie kończy się ich rozwianiem. Warto również zauważyć, że iluzje nie wydają żadnych dźwięków, dodatkowo nie rzuca swym "niematerialnym" ciałem cienia, a także nie potrafią poruszać żadnych przedmiotów.



Nazwa
Kawarimi no Jutsu

Pieczęci
Tygrys → Świnia → Wół → Pies → Wąż

Zasięg Max.
30 metrów

Koszt
E: 5% | D: 4% | C: 3% | B: 2% | A: 1% | S: 1% | S+: 1%

Dodatkowe
W pobliżu musi się znajdować przedmiot możliwy do podmienienia

Opis Kolejna pomocna technika, która niejednokrotnie może uratować życie. Otóż jest to technika podmiany która pozwala w momencie ataku podmienić nasze ciało z zawczasu przygotowaną podmianą z beczką, kłodą bądź innym przedmiotem który znajduje się luźno na powierzchni oraz rozmiarami jak i wagą nie przekracza ½ naszego ciała. Kolejnym ograniczeniem techniki jest świadomość nadchodzącego ciosu. Użytkownik może podmienić się tylko w momencie gdy widzi nadchodzący atak. Wtedy tuż przed zadaniem ciosu następuje podmiana i nasze ciało zajmuje przedmiot wcześniej przez nas wybrany do podmiany.
Kaori
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Inoue » 26 sty 2016, o 23:37

Walczyła dzielnie niczym lwica o swoje potomstwo chcąc wykaraskać się spod kosy królowej śmierci, desperacko próbowała złapać się ostatniej nici nadziei. Usłyszała za sobą cichy gardłowy śmiech, wiedziała że należał on do jej ukochanego. Była jednak zbyt otumaniona by zrozumieć jego intencje, w głębi umysłu dziwiła się jego zachowaniu. Głównym jej zadaniem był ratunek, skupiła się na tym by nie marnować ani chwili, na placu wojny każda sekunda była na wagę złota. W kącikach jej oczów pojawiły się łzy przysłaniając obraz jej niezłomnemu spojrzeniu.
Wykorzystała swoją technikę, znalazła ciało blisko siebie, długi kolec wysunął się z jej zmienionego ciała i został wbity w świeże zwłoki. Rozpoczęło się wysysanie, każda cząstka jej ofiary była zamieniana czystą w energię, która leczyło jej zmarniały organizm. Czuła jaj ciepło rozchodzi się po jej wnętrzu, jak siła wraca do jej kończyn, jak jej umysł był oczyszczany z zasłony dezorientacji. Całość nie trwała długo, zwłoki znikły, w ich miejscu zostały same ubrania. Ruda westchnęła czując ulgę, podniosła się ciężko na rękach klnąc na wszystkie genjutsu świata. Jej obolałe ciało nadal odczuwało skutki ataku Uchihy, nie potrafiła się tego pozbyć żadnymi sposobami. Uniosła się jedynie do klęczek, zbliżyła się do Yoshiego, który rozpoczął nawiedzony atak śmiechu. - Ciiiii...- Szepnęła uspokajająco jak do przerażonego niemowlaka. Przyłożyła swoje dłonie do zranionych punktów aby zostawić w tych miejscach kawałki leczniczego materiału by zasklepił obszerne rany. Wspomogła się również najsilniejszym leczniczym jutsu, ustawiła dłonie nad ciałem Yoshiego i zaczęła go leczyć. Powoli szło to do przodu lecz Czerwonemu towarzyszył ból w okolicy oczów. Skupiła się najmocniej jak tylko mogła chcąc przekazać jak najwięcej swojej życiodajnej energii. Po chwili rany zostały zaleczone, obydwie techniki zrobiły swoje. Ruda odsapnęła, rozluźniła się lecz z trwogą spoglądała na ukochanego. - Ej no, już chyba jest dobrze? - Czekała na jego reakcję, chciała by już się podniósł w pełni zdrowia.
Pisnęła i cofnęła tułów kiedy w oczach Yoshiego rozbłysł sharingan, a w nich pojawiła się trzecia mroczna łezka spychając dwie poprzednie na swoje miejsca. Przełknęła ślinę i nachyliła się nad chłopakiem spoglądając z przestrachem w oczy. - Co to jest? Co on ci zrobił? - Szepnęła piskliwie dotykając policzka chłopaka swoją małą dłonią. Dopiero wtedy zauważyła, że zrobił się mniejsza. Kątem oka zmierzyła swoje ciało, które było znacznie drobniejsze niż zwykle, zaś ubrania wisiały na niej jak na wieszaku ledwo zasłaniając jej mniejsze piersi. Wyciągnęła chude ramię w bok by ponownie skorzystać z Karada ni Kyūshū aby odbudować swoje ciało, które zostało znacznie nadwyrężone. Wzrokiem poszukała najbliższego trupa chcąc się wyleczyć, równocześnie niecierpliwie czekała na to, aż Yoshi w końcu da znak, że wszystko jest już w porządku. Równocześnie była przygotowana do użycia Karada Shīrudo aby obronić dwójkę przed nagłym atakiem.


Spoiler: pokaż
Staty:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 40 + 45
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50 + 55
    SZYBKOŚĆ 100 (+10 ze stylu) = 110
    PERCEPCJA 10 (+10 ze stylu) = 20
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
    KONTROLA CHAKRY B

    Chakra: 100% + 50% - 32 = 118

Techniki:


Poziom
Przemiana

Opis Drugi poziom przemiany, w którym ciało użytkownika całkowicie zostaje całkowicie pokryte przez czarne wzory. Na tym etapie następuje znaczący wzrost siły oraz wytrzymałości użytkownika kosztem znaczącej kontroli nad swoim zachowaniem. To czy użytkownik rozróżni przeciwników od sojuszników zależy jedynie od jego kontroli chakry. Członek szczepu Jūgo ponadto potrafi w znacznie większym stopniu manipulować tkankami swojego ciała.

Wymagania
Dziedzina klanowa na randze B

Bonusy
Bonus Siły
+45

Bonus Wytrzymałości
+55

Bonus Chakry
+50%

Inne Gwałtowny przyrost agresji. W przypadku kontroli chakry niższej niż ranga B, użytkownik atakuje zarówno sojuszników jak i przeciwników.



Nazwa
Karada ni Kyūshū

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
10 metrów

Koszt
E: 55% | D: 45% | C: 35% | B: 25% | A: 17% | S: 15% | S+: 5%

Dodatkowe
Wymaga dziedziny klanowej rangi A

Opis Tajemnicza technika suplementarna, możliwa dla użytkowników trzeciej transformacji. Shinobi korzystający z transformacji mędrca może wytworzyć ze swojego ciała i chakry natury długą, grubą igłę o długości około 20 cm. Igłę tę wbija się w ciało innego człowieka, niezależnie czy jest on żywy, czy pożegnał się już z tym światem (w tym drugim wypadku byłoby jednak dobrze, gdyby był trupem jeszcze względnie świeżym). Następnie za pomocą tego narzędzia pochłaniamy chakrę celu. Razem z ciałem i narządami. Ogólnie z celu nie zostaje nic, a członek klanu Jūgo wraca do pełni sił i dyspozycji, lecząc wszystkie rany i uzupełniając całkowicie swoją chakrę. Jeżeli wcześniej wykorzystał Sēji wa Naoru, wraca również do formy sprzed skorzystania z jutsu.



Nazwa
Karada Shīrudo

Pieczęci
Brak

Zasięg
Przedramię użytkownika

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4%

Dodatkowe
Wymaga dziedziny klanowej na randze B

Opis Tym razem rozpatrujemy technikę stricte defensywną, wymagającą nieco lepszej kontroli swojego Kekkei Genkai - transformacji poziomu drugiego. Po aktywacji chakry natury w ciele użytkownika, całe ciało zmienia kolor na szary, zaś na czole i policzkach pojawiają się zgrubienia, mające tę samą właściwość co hełm. Techniką właściwą jednak jest co innego - otóż na ramieniu członka tajemniczego klanu Jūgo pojawia się szeroka, prostokątna tarcza, którą można się posłużyć do zablokowania nadchodzącego uderzenia. Jest ona bardzo wytrzymała i tylko naprawdę solidny cios jest w stanie ją uszkodzić lub przebić. Ze względu na swoje rozmiary nie można jej użyć w ofensywie - a nawet jeśli by się próbowało, to i tak nie miałoby to sensu, bo siła ciosu byłaby znacząco zmniejszona.
Inoue
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Yoichi » 27 sty 2016, o 00:12

Duet zajął się swoim przeciwnikiem nie zwracając uwagi na Yuriko, która ruszyła na pozostałą dwójkę. Jedynie to wstrząśnięcie ziemią sprawiło, że na ułamek sekundy Yoichi rzucił okiem co się wydarzyło, lecz podniesiony pył zasłonił wszystko. Usłyszał po tym głos Szkarłatnej, czyli nic jej nie było, chociaż sobie z niej szydzili. Widocznie przeliczyli się, Akira zawsze powtarzał, że trzeba mierzyć siły na zamiary, chociaż rudowłosy zawsze olewał te wskazówki, to pamiętał o nich. Były one z pewnością użyteczne dla kogoś rozsądniejszego niż młodzieniec. Dla niego nawykiem było lekceważenie przeciwnika. Był zbyt pewien siebie, ale miał w sobie tą myśl, która raczej nie kazała mu folgować wrogom, a zwyczajnie pokonać ich szybko i sprawnie, by sobie uświadomili jak długa droga przed nimi zanim mu dorównają. Oczywiście żaden wielki wojownik z niego, ale lubił się na takiego kreować.
Wybór jako pierwszego oponenta człowieka wiążącego pieczęci był idealny. Jeżeli on był papierem, to młody Inuzuka nożycami - naturalnym przeciwnikiem, gdyż gdy tylko dopadł się do walki w zwarciu, to mało kto wychodził z tego cało, a tak się składało, że wróg wydawał się być typem dystansowca. To postrzeganie nieco zmieniło się kiedy ujrzał, że zaczyna podnosić się mgła identyczna jak ta, którą wytworzył Natsume. W niej idealnie można ze wszystkich stron atakować niespodziewanie z taijutsu lub przy pomocy broni, chociaż techniki zasięgowe również sprawdzały się dobrze czego dowodem był lodowy kolec przeszywający nogę rudzielca. Na samą myśl go znów zabolało. Starcia we mgle z pewnością byłyby problematyczne dla reszty drużyny, która raczej nie posiadała tak wyczulonego węchu jak Akira i Yoichi, więc należało się szybko pozbyć osoby tworzącej tą zasłonę. Niewidoczny podmuch wiatru odpowiednio zatrzymał mężczyznę, którego przytrzymał Akira zatapiając swoje kły w łydce nieszczęśnika. Młodzieniec nawet nie chciał sobie wyobrażać jakim bólem musi być takie ugryzienie ostrzejszych niż brzytwa zębisk w paszczy silniejszej niż imadło. Jednym kłapnięciem mógł mu odgryźć cały mięsień, ale teraz wystarczyło, że zatrzymał go na tyle, by Yoichi mógł wykonać swój atak kosą. Szerokie cięcie niemal przepołowiło oponenta raczej pozbawiając go życia. Chłopak sekundę przyglądnął się czy to nie żaden trik pokroju techniki Kawarimi, lecz nie zapowiadało się na to. Pokonał swojego wroga szybko i sprawnie - tak jak lubił, chociaż niekoniecznie rozkoszował się widokiem rozprutego ciała. Poczuł jednak pewną satysfakcję, gdyż ponownie wrócił do gry, pokonał kogoś, a nie został pokonany.
Rudowłosy jednak nie miał zamiaru pokonać swojego przeciwnika, a drugiego zostawić tamtej dziewczynie. Liczył, że jedynie ona zajmie go na tak długo, by ten mógł rozprawić się z tym, by nie namieszał technikami, a później w spokoju wykończyć tamtego z kulami. Tak to już miał ten młody Inuzuka, że zwyczajnie jakoś mało wierzył w zdolności kunoichi. Nie, że je dyskryminował, skądże! Jednak coś w nim podważało ich umiejętności. Usłyszał za sobą nagle pyknięcie, instynktowny odruch omal nie sprawił, że ciął na odlew Zetsumei, lecz całe szczęście zatrzymał się zdając sobie sprawę, iż to jedynie ta białowłosa. Zgodnie z założeniami przytrzymała mężczyznę na tyle długo, że rudzielec mógł się nim zająć. Mimo wszystko zdawała się w dalszym ciągu kombinować coś o czym młodzieniec zupełnie nie miał pojęcia. Nie wiedział czy jej przeszkadzać, czy nie, dlatego postanowił wraz z Akirą obiec przeciwnika zachodząc go z dwóch stron. Biegli po przeciwnych stronach - Yoichi po prawej, Ninken po lewej. Byli gotowi do uników, nie mieli określonego większego celu, więc mogli odskakiwać i zmieniać nawet trasę, ale chcieli zajść przeciwnika w taki sposób, że jeżeli wyznaczałby on środek tarczy zegara, to Akira byłby na godzinie dwudziestej drugiej, a Yoichi drugiej. W ten sposób, by mieć kogokolwiek w zasięgu wzroku musiałby odwracać głowę na bok. Pociąganie nosem przez obu członków duetu miało im zapewnić wystarczającą informację czy nikt się nie zbliża do nich lub ewentualnie czy nikt nie pojawił się niedaleko z dodatkowych osób. Chcieli znaleźć się w zasięgu jakichś ośmiu metrów od przeciwnika, wciąż gotowi na uniki. Moment dobiegnięcia w ustalone miejsca miał dać dziewczynie wystarczająco czasu na działanie. Niezależnie czy coś zrobiła, czy nie, to duet zaczął swój plan. Co nim było? Nic wielce skomplikowanego, bo młodzieńcowi nie uśmiechało się tracić chakrę w pojedynku trzech na jednego. Akira miał być dywersantem - odwrócić uwagę poprzez próbę podbiegnięcia do przeciwnika. Celem była jedynie próba, która miała być usilna, ale nastawiona raczej na zachowanie całej skóry. Ninken ryzykowne ruchy odsuwał na bok, ale nie przestawał próbować zbliżyć się. Zwyczajnie odskakiwał na boki, gdy ciężkie żelastwo w niego leciało. Był psem, czworonożną istotą niższą niż człowiek i chciał wykorzystać każdy aspekt jaki dawała mu jego odmienność. Jakby udało mu się zbliżyć - rzuca się na ramię, które operowało bronią, by je odgryźć albo zwyczajnie uszkodzić wystarczająco mocno, by utrudnić walkę. W tym momencie Yoichi czekał, aż przeciwnik albo zostanie ranny nie dając się zwieść dywersji, albo odwróci uwagę skupiając ją na Akirze. Gdyby jedna z tych opcji powiodła się, to zwyczajnie rusza na przeciwnika i wykonuje niskie, szybkie cięcie kosą wykierowane w nogi oponenta jednocześnie uważając, by nie zranić swojego towarzysza. Oczywiście również nie ryzykował - stawiał na swoją szybkość i zręczność w unikach, a gdyby wymagała tego sytuacja, to blokował kosą.

Chakra Yoichiego: 90%

AKCJA I UŻYTE/PRZYGOTOWANE JUTSU:
Spoiler: pokaż
Wyjaśnienie:
1. Atak kosą, to Yosakugiri.
2. Akira stawia na uniki, robi je nawet jeżeli ma przerwać plan, aby nie otrzymać obrażeń.
3. W razie jakiegoś ataku niemożliwego do zablokowania/uniknięcia - chłopak używa techniki Fūton: Enshō No Kaze jeżeli ma ona jakiekolwiek szansę na uchronienie go przed obrażeniami/śmiercią lub jego kompana.
4. Pasywnie działa podstyl Mokuzaia - Ogama, który sprawia, że Yoichi jest znacznie lepszy w posługiwaniu się kosami.
5. Nos wciąż sprawny - zarówno on jak i Akira starają się wyczuć cokolwiek co może im pomóc w przeżyciu/ataku.
6. Mimo wszystko, gdyby wyczuli, że Nikusui zaczęła swój plan i robi jakąś technikę czy coś innego, to wolą chwilę poczekać, aby przypadkiem nie oberwać.


Nazwa
Yosakugiri

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni, na długość broni

Koszt
Brak

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Yosakugiri jest silnym uderzeniem wyprowadzanym za pomocą dowolnej broni drzewcowej. Użytkownik wykonuje krótki zamach swym narzędziem mordu, po czym wyprowadza szybki i silny cios na niższe sektory ciała przeciwnika - najlepszym celem są nogi. Jeżeli broń użytkownika ma ostrze, może ono uniemożliwić przeciwnikowi jakiekolwiek uniki później. Jeśli nie ma ostrza, nie szkodzi - jest ona w stanie bez problemu obalić wroga na ziemię.



Nazwa
Ōgama

Zasięg
Zależny od długości broni

Specjalizacja
Kosy

Opis Odmiana Mokuzai'a, polegająca na walce kosą. Ōgama idealnie komponuje się z KusariJutsu, dlatego większość użytkowników tego stylu walki rozwija tą drugą dziedzinę, dla możliwości lepszej kontroli łańcuchów/lin/żyłek w kosie.

Właściwości Użytkownicy szkoły Ōgama potrafią sprawniej korzystać z kos, zaś używanie takowej broni daje u nich lepsze skutki niż u osób bez wyuczonych umiejętności.



Nazwa
Fūton: Enshō No Kaze

Pieczęci
Połowa pieczęci Barana

Zasięg Max.
25 metrów

Koszt
E: 12% | D: 10% | C: 6% | B: 3% | A: 2% | S: 2% | S+: 2%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jutsu defensywno-ofensywne, najbardziej podstawowa technika Uwolnienia Wiatru. Shinobi składa połowę pieczęci Barana, a następnie wyzwala z swojego ciała silny podmuch wiatru, rozchodzący się na wszystkie jego strony. Uderzenie wiatru jest na tyle silne, że jest w stanie zdmuchnąć lżejszych oponentów, a tych którzy stracili równowagę - po prostu obalić. Dodatkowo w pełni chroni przed wszystkimi pociskami (strzały, bełty) i bronią miotaną.


STATY I EQ:
Spoiler: pokaż
YOICHI - Zasięg węchu: 1200m

KEKKEI GENKAI: Inushiro
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI: Mokuzai (KiJutsu)
UMIEJĘTNOŚCI: Brak
PAKT: Brak
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50
    WYTRZYMAŁOŚĆ 33
    SZYBKOŚĆ 50 | 60
    PERCEPCJA 45 | 55
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Mokuzai (+10 Szybkość, +10 Percepcja)
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU E
    FUUTON C
    KIJUTSU D
    KLANOWE B

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Wielka, czarna kosa - Zetsumei (na plecach)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Lewa kieszeń - 2x Kunai, 8x Shuriken, 2x Bomba Dymna, 1x Notka Świetlna
Prawa kieszeń - 2x Kunai, 7x Shuriken, 1x Bomba Dymna, 1x Kunai z przyklejoną Notką Świetlną

AKIRA - Zasięg węchu: 1600m
Wzrost Akiry (do najwyższego punktu grzbietu): 105cm
Waga Akiry: 66kg

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 75 | 94
    WYTRZYMAŁOŚĆ 75
    SZYBKOŚĆ 65
    PERCEPCJA 65
    KONSEKWENCJA 45
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Hardość (+25% siła)
Yoichi
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Ryūji » 27 sty 2016, o 00:47

Blondyn uważnie obserwował otoczenie lecąc na platformie swojego kuzyna. Wybuch wojny tak nagły jak strzały które przebiły jego skórę jeszcze kilka chwil temu na pewno odciśnie na nim swoje piętno. Chowany od urodzenia bez uczuć i ze śmiercią jako czymś normalnym, z żelazną zasadą zabij lub giń, cała ten pogrom wokół nie był dla niego czymś wielkim ale przemoc i brutalność ludzi, to co wychodziło z nich kiedy warunki się zmieniały to było coś czego się nie spodziewał. Maski jakie ludzie nosili by kryć swoje prawdziwe ja, dopiero teraz swobodnie opadały. Strach, podniecenie, adrenalina, różne skrajne emocje i sytuacje w których byli stawiani teraz zwykli ludzie powodowały całkowite przemiany. Shinobi i żołnierze, którzy byli szkoleni na takie sytuacje a w szczególności tacy z doświadczeniem chyba jako jedyni zostawali w swojej skórze. Ryuji mimowolnie obserwował ludzi biegających po ulicach, chodź z każdą chwilą był ich coraz mniej aż w pewnym momencie zostali tylko ci którzy toczyli pojedynki, ci którzy brali czynny udział w wojnie. Cała trójka Sabaku coraz bardziej zbliżała się do siedziby szczepu, miejsca gdzie względnie powinni być bezpieczni ale jak się okazało to jednak jeszcze daleka droga. Lider krzykną by podnieść zasłonę akurat w momencie gdy niebieskooki poprawiał prowizoryczny opatrunek, na szczęście tym razem zdążył wytworzyć ścianę piasku, który unosił się wokół niego w ostatnim momencie przed nadejściem uderzenia. Znów zostali zaatakowani a intensywność walk w rejonie z minuty na minute była coraz większa, ich jedyną opcją było przedrzeć się do twierdzy i tam się przegrupować oraz przygotować do kontrataku, przynajmniej tak zrobił by Ryuji. Kolejne pociski świstały w powietrzu a lider szczepu tym razem postawił na mlodzików, kończące się zasoby chakry zmusiły go do oddania pola młodszej krwi, jego plan polegał na postawieniu tunelu z piasku, który miał służyć jako droga i osłona wprost do budynku władców piasku. Ichirou nie tracąc czasu poprosił blondyna o pomoc w formowaniu piaskowego tworu, jakby nie patrzeć to była ich jedyna rozsądna opcja, bohater nie zastanawiając się za wiele momentalnie zaczął pomagać kuzynowi jednocześnie zostawiając wokół siebie wystarczającą ilość piasku by zasłonić się przed atakiem skierowanym w jego stronę, jeśli oczywiście zauważy, że jego krewniakom zagraża jakieś niebezpieczeństwo i ma taką możliwość to stara się także i ich chronić piaskowymi zasłonami. Chłopak starał się brać przykład ze starszego kuzyna i umacniał tunel tak aby jak najciężej było przebić jego ściany a osobą znajdującym się w środku groziło jak najmniejsze niebezpieczeństwo.

Spoiler: pokaż
SIŁA 14|14
WYTRZYMAŁOŚĆ 1|1
SZYBKOŚĆ 20|30
PERCEPCJA 20|30
PSYCHIKA 14|14
KONSEKWENCJA 1|1

Chakra: 73%
Suna Kanri (Teichi): Reberu Di: -5%
Ryūji
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Murai » 27 sty 2016, o 00:53

Jego nici cały czas go zaskakiwały zarówno swoimi właściwościami, jak i mnogościami sposobów na użycie. Prawie nieprzewodzące prądu, cholernie szybkie i wytrzymałe, łatwo się je modeluje. Jednoczesna ofensywa i defensywa, możliwości w zasadzkach i nawet walce kilku na jednego. Wolał zdecydowanie je, chociaż inne poznane dzisiaj możliwości również były nader interesujące. Jednak nie pozwalały na to, co zaraz będzie miało miejsce. Przeciwnik złapał jego przynętę, zaczął za nim gonić. Niczym dzik szarżujący bezmyślnie na myśliwego, który tylko nakierowuje go na ukryte na ziemi wnyki. Jednak ogniste shurikeny okazały się zaskakująco mało skuteczne w starciu z jego ogromnymi rękoma z nici. Opracowanie tej techniki było bardzo dobrym posunięciem, patrząc na to z obecnej perspektywy. Oponent był zdziwiony. Wpadło mu przez chwilę do głowy, że przecież udało Muraiowi się dotrzeć aż do finału, więc młodzieniec nie powinien go lekceważyć czymś tak słabym. Jego ręce pochwyciły go w miażdżącym uścisku, bez możliwości ucieczki czy aktywacji jakiejś techniki. Był teraz zdany na jego łasce.

- Gdzie się podziały twoje gadki? - spytał się spokojnym tonem swojego dość rozczarowującego przeciwnika. Nawet w takim momencie w którym ważyły się życia walczących, był ciekaw jak wyjdzie mu kąśliwa odpowiedź nawiązująca do jakiegoś poprzedniego elementu. Nie było źle, ale chyba powinien popracować nad odpowiednim tonem głosu. Uścisk nie słabł ani na chwilę, klon zdołał pochwycić nićmi jego nogi. Nic nie mógł zrobić, a Murai mógł zrobić wszystko. Tak też zrobił. Pierwszy taki akt odkąd przypomniał sobie taką możliwość. Wspomnienie ponownie wróciło. Wspomnienie, w którym ubrany całkowicie na biało człowiek tłumaczył mu, jak działa jego niesamowita moc. Moc zdolna odbierać innym ich moc i przejmując ją na własność. Siła pozwalająca pojmować nowe rzeczy, opanowywać nowe obszary technik Ninja, które normalnie wymagałyby mnóstwa czasu, a nawet byłyby niemożliwe do osiągnięcia. Ale dla niego były. Pierwszy etap - wydobycie. Jego nici oplatające ciało oponenta wbiły się w jego ciało, masakrując je od środka. Żebra, płuca, żołądek - wszystko jednocześnie było rozszarpywane przez nici wchodzące do jego ciała - Shinto Numei no Jutsu. Szybko i bez mrugnięcia okiem odbierał mu szansę na przeżycie chociaż jednego dnia więcej. Nici pomknęły do serca, oplatając je szczelnie i ostatecznie odcinając od pozostałych organów. Nici rozwarły jego ciało, tworząc dziurę w ciele oponenta, którego skazał na śmierć. Serce opuściło jego ciało, nici błyskawicznie pomknęły ku niemu, wystawiając serce tuż pod jego twarz. Nie przypatrywał się długo, chciał to skończyć jak najszybciej. Jego ciało się otworzyło, a następnie nici wsunęły nowo zdobyty organ do wewnątrz. Jego wnętrzności natychmiast go oplotły i umieściły w odpowiednim miejscu. Obok jego właściwego, wieńcząc technikę Kyushu Hato. Więc to tak czuje się człowiek z dwoma sercami wewnątrz? Chociaż czy mógł teraz nazywać się człowiekiem? Nici wróciły do jego ciała, klon został zdezaktywowany. Chakra do niego wróciła, a martwe pokiereszowane ciało padło na ziemię. Najwyraźniej już nie wróci do swoich współziomków...

Spoiler: pokaż

Nazwa
Shinto Numei no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
35 metrów

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4% (5% za utrzymanie)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Bardzo niebezpieczna dla przeciwników technika, która powoduje spenetrowanie ich ciała przez nici użytkownika. W momencie gdy te dostaną się do ciała oponenta w sposób gwałtowny, a także bolesny mogą zgnieść jego kości, zniszczyć narządy wewnętrzne, a także pozbawić go życia. Przy pomocy tej techniki jesteśmy także w stanie wyrwać przeciwnikowi jego własne serce.




Nazwa
Kyushu Hato

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
E: 55% | D: 45% | C: 35% | B: 25% | A: 17% | S: 15% | S+: 5% (wchłonięcie i zmiana w maskę)

Dodatkowe
Należy uprzednio wyrwać komuś serce

Opis Dosyć niezwykła technika przy pomocy której jesteśmy w stanie wchłonąć wcześniej zdobyte serce. Technika wykorzystuje naszą zdolność do manipulacji nićmi, a także złączeń między poszczególnymi fragmentami naszego ciała. Z tego względu, że możemy w dowolnym momencie otwierać, a także zamykać swoje ciało, możemy wprowadzić nowe serce do specjalnych komór. W wyniku tego zyskujemy dodatkowe życie, które skończy się w momencie utraty danego serca. Ponadto wraz z uzyskaniem nowego serca, zdobywamy także naturę chakry na tym samym poziomie, którym władał jego poprzednik.
Zasady
  • Serce można uzyskać jedynie od gracza.
  • Serce zawiera jedynie jedną naturę chakry [tą, z którą urodziła się dana postać], nawet jeżeli osobnik ów posiadał ich wiecej.
  • Żywioł z serca nie nadaje się do rozwinięcia na wyższy poziom.
  • Użytkownik z nowym sercem nie zyskuje jego technik, jednak może opanować wszystkie istniejące w kanonie.
  • Serca nie można przechowywać w pojemniku z formaliną. Narząd ten wymaga stałego połączenia z krwiobiegiem, inaczej przestaje bić. Szacuje się, że po około pięciu minutach od wyjęcia z organizmu, narząd obumiera.


CHAKRA:
Oryginał: 64%-35%-20%+17% (powrót klona)=26%
Murai
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Gin » 27 sty 2016, o 01:58

Zmieniony w niepozornego mieszkańca o około 40 lat przy pomocy jednej z podstawowych technik ninjutsu przemierzał uliczki osady podskakując na każdy szmer czy hałas dobiegający do jego uszu. *Mendokse... Jakbym miał zostać w tej roli do końca życia to chyba sam podciąłbym sobie żyły.* - Ehhh. - Westchnął pod nosem na znak znużenia. Niby dookoła toczyły się poważne pojedynki, wybuchy i co rusz ginęli ludzie, to w ich rejonie nie było zbyt wielu rozrywek, którymi cieszyłby się każdy szanujący wyznawca jego Pana. No nic na to nie poradzi przecież stara się jak może by tylko wypatrzyć jakąś ofiarę i podejść ją z zaskoczenia przebijając swoim nowym ekwipunkiem. W końcu dotarli do wyznaczonego punktu bez przeszkód. Znacie powiedzenie by uważać na to czego sobie życzymy? No właśnie, chwila nie minęła, a czarnowłosego otoczyło czterech napastników. Wszyscy mieli przewiązane twarze szarymi chustami jak w jakimś pieprzonym gangu. Nie wychodząc z roli pokrzywdzonego przez los udawał zaskoczonego do granic możliwości, bardziej niż był na prawdę. Zmierzył każdego z przeciwników, nie wyglądali na dobrze wyszkolonych wojowników a na najzwyczajniejszych bandytów, którzy postanowili skorzystać z wszechobecnego chaosu i trochę się dorobić. Nagle jeden, który wyglądał jak szef grupy skierował swój parszywy pysk w stronę przebierańca. Skurczybyk zrobił sobie chrapkę na nową zabawkę Gina, ale nie wiedział, że ten starszy Pan to Shinobii w dodatku w służbie Jashina. Postanowiłem więc trochę się jeszcze pobawić w grę aktorską, w końcu tak dobrze mi szło, że ściągnąłem do siebie aż czterech napastników. Nie byli też specjalnie uzbrojeni co dawało mu przewagę na bliskim dystansie. - Y..y. t..ttak, tak proszę tylko nie róbcie mi krzywdy. B..błagam weźcie t..t..to i darujcie mi.- Powiedział najbardziej drżącym i żałosnym głosem jaki tylko potrafił z siebie dobyć. Jednocześnie wyciągnął miecz z pochwy, ułożył na otwartych dłoniach i lekko wyciągnął przed siebie oraz zbliżył nieznacznie do gościa z siekierką aby troszkę skrócić dystans. - M..M..mam też trochę pieniędzy, s.sschowanych, tu niedaleko. - Powiedział mając nadzieję, że ich chciwość spowoduje, że nie pomyślą od razu by go zaatakować, a wręcz nabiorą pewności siebie i będą patrzyć jeszcze z większą wyższością na osaczonego. To byłby idealny scenariusz, gdyż jak wiadomo takie osoby jest najłatwiej zaskoczyć. Dookoła rozbrzmiewały wszelakie odgłosy wybuchów, krzyków i zderzającej się ze sobą stali oręża. Czekając na ruch przeciwnika obmyśliłem sobie przebiegły plan. Najpierw poczekam, aż którykolwiek z napastników podejdzie by odebrać mu ostrze, w ostatniej chwili, gdy będzie miał pewność, że rabuś nie zdoła się wymknąć, łapie za rękojeść i wykonuje szybkie pchnięcie z zamiarem przebicia na wylot. Następnie sięga do kabury na kunai i wyciąga dwie sztuki z natychmiastowym wysłaniem ich w udo kolejnego bandyty. Zaraz po tym ruchu błyskawicznie odskakuje tak by widzieć wszystkich przed sobą. Cała akcja ma trwać zaledwie chwilę by zaskoczenie po nieprzewidzianym scenariuszu, które z pewnością powinno ogarnąć całą czwórkę, odegrało najważniejszą rolę w planie Gina. Gdy już znajdzie się naprzeciw wrogów dezaktywuje swoją technikę przemiany by ukazać prawdziwego siebie, drżącego tym razem z ekscytacji, a nie strachu, z nadal wymalowanym znakiem Jashina na klatce piersiowej. Następny etap polega na stworzeniu czterech bunshinów <Bunshin no Jutsu>, które mają oczywiście za zadanie zdezorientować wroga, a że są tą poniekąd zwyczajni ludzie to nie powinni być w stanie odgadnąć, który jest prawdziwy. Tak więc szarżuje mieszając co chwilę się z klonami jak w jakiejś przeplatance, wypuszczając dwa shurikeny w pierwszego atakowanego. Pierwsze ciała, które zaatakują na bliskim dystansie będą klonami, zapewne agresorzy będą się chcieli zasłonić przed ich atakami, a wtedy nadarzy się okazja na szybki atak oryginału w odsłonięte punkty. Tworząc taki nagły mętlik na polu walki stara się wyeliminować najpierw w pełni zdrowych bandytów. W razie nie przewidzianych i zagrażających młodemu wyznawcy poczynań bandytów robi Kawarimi no Jutsu. Tak czy inaczej Jashin chce widzieć tych pyszałków u swych stóp po drugiej stronie, więc gdyby poszło coś nie tak to wykorzystuje podobną taktykę jak wyżej gdzie bunshiny odgrywają pierwsze skrzypce. Gdyby wszyscy zdążyli już paść bez możliwości ataku czy sensownej obrony czarnowłosy zaczyna się bawić z niedobitkami torturując ich z obrzydliwym uśmiechem.


Spoiler: pokaż
Poziom Chakry: 95%
Statystyki: Siła 1|11, Szybkość 65|75
Reszta statystyk: 1
Klanowe: D
Kenjutsu: D
Reszta dziedzin: E
Gin
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Yoshimitsu » 27 sty 2016, o 11:39

Śmiech roznosił się cichym echem po okolicy, wydobywał się z gardła młodego Uchihy, który najwidoczniej stracił resztki rozumu. Rechot był przesiąknięty niewiadomym smakiem, ni to szczęście, ni to pogodzenie się z losem, lecz raczej... Coś mające związek z Hisato. Coś co sprawiło, iż mimo takiego "wyniszczenia" ciała i umysłu daje mu siłę do takiego zachowania. -Mangekyou Sharingana...-rzucił między myśli. Te zaczęły powielać tą nazwę, stając się coraz głośniejszym i głośniejszym. Wtem Inu już leczyła Czerwonego Króla przeplatanym wachlarzem technik, który dawał niesamowity efekt, wręcz niewiarygodny, bowiem ból wywołany przez przebite kończyny prawie zniknął, lecz pozostały dwa emanujące motywy. Jeden był efektem Genjutsu, drugi zaś pojawił się w głowie. Zaczęły boleć go oczy, piekły ale to nie zmieniało jego niezachwianej nienormalnej postawy gdzie rechot dalej wydobywał się z jego ust.
Leżący na krzyż Yoshi nagle otworzył ślepia, dostrzegając świat w delikatnie innym świetle niż wcześniej. Sharingan widniał w jego oczach odmienny niż wcześniej, a z jego ust nie było słychać już dzikiego śmiechu, lecz usta zamarły w bezruchu, tenże spojrzał na młodszą wersję Inu i powiedział.
-Mangekyou Sharingana... -usta rozszerzyły się, ukazując tym samym uśmiech, a on dokończył. -Tak potężne oczy mogę mieć... -zarzucił na swoją głowę dłoń, ta poruszyła odstającymi na wszystkie boki kłakami. W tym czasie Sharingan zniknął po raz kolejny. Chłopak dalej potężne wymęczenie psychiczne, nie poczuł się ani odrobinę lepiej, choć i tak było z nim już o wiele lepiej, a nie zrobiło tego wyleczenie ran czy też nowa siła w jego oczach. Lecz sama obecność Inu, która najwidoczniej jest cała i zdrowa. Stała nieopodal niego, a on na nią patrzył. Była o wiele mniejsza i młodsza niż normalnie, teraz zrozumiał jakiej techniki użyła, przypomniał ją sobie. Postarał się usiąść, zbierając siły, co było dalej ciężkie... Jakoś usiadł, po raz kolejny przeniósł wzrok na dziewczynę. I wystawił w jej stronę dłoń, ta zaraz zamieniła się pięść i walnęła ją w głowę. -Martw się o siebie, pieprzony dzieciaku...-zaraz zrobił znów to samo, czyli znów walnął ją w czubek łba. -Głupia! Ile razy Ci powtarzałem! Twoja umiejętność wychodzi ze wszystkich iluzji! -przeniósł wzrok za nią, wpatrując się w ciała poległych ludzi. -Mogłaś spokojnie dezaktywować ją i uciec! Boże, jak można być tak głupim babskiem ehh... -na pierwszy rzut oka, wyglądało to tak jakby nie martwił się o nią zbytnio, mówił tak jakby miał do niej pretensje, jednak ona spokojnie wiedziała co ma na myśli. Mogła spokojnie przejrzeć jego zamiary i czytać lepiej jego myśli niż on sam. -Ogarnij się szybko i idziemy... Spróbuj aktywować pieczęć, może efekty Genjutsu miną, jak przy każdym inny kiedy tylko to aktywujesz... Teraz nie mam zamiaru przegrać z nikim kto znajduje się w tym nudnym świecie.-znów zebrał siły, po czym uniósł ciężkie ciało z ziemi. W jego ślepiach kręciły się znów trzy czarne łezki, a on czekając na Inu, po prostu zapalił sobie papierosa. Nie... Nie było z nim okej, było z nim wręcz chujowo, ale kto chciałby pokazywać swoje słabości przy największej miłości. Kiedy tylko będą gotowi ruszają. Za cel obrali sobie dołączenie do grupy głównej, mniej więcej wiedzieli gdzie mogli się udać, bo przecież kobieta oznajmiła wszystkich wcześniej gdzie znajduje się całą ta straż...

Standardowo w razie problemów postara się sparować tantem, uniknąć ataku itp. Nawet może użyć kunaia wraz z notką by wybuch zniszczył ewentualny atak na nich. Dodatkowo jeśli będzie w stanie to może użyć Kawarimi, a w ocenieniu mu sytuacji pomoże jak zwykle Sharingan.

Sharingan aktywowany


Nazwa
Sharingan: San Tomoe

Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już bardzo nieliczni. Na tej randze Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rośnie jego możliwość kopiowania jutsu. Nie tylko może on kopiować praktycznie wszystkie jutsu i wykonywać je jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Miażdżąco rośnie jego percepcja, a talent w kontrolowaniu Bijuu staje się już zadowalający.

Możliwości
  • Widzenie chakry przeciwnika
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Odróżnianie klonów od oryginału - Klony rangi B w dół
  • Wejście do umysłu Jinchuuriki - Shinobi zyskuje możliwość uspokojenia Demona, a także zdarcia trzech pierwszych ogonów z Jinchuuriki. Koszt: 6% chakry.
  • Bonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 40 punktów
  • Kopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu, rzecz jasna) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik. Koszt: 4% od techniki.

Wymagania
Dziedzina klanowa na B, misja rangi A z zagrożeniem życia.

Koszt
2% za turę


ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA1 (+10 Styl) = 11
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 84 (+10 Styl) = 94
    PERCEPCJA 32 + 40 (shar) = 72
    PSYCHIKA 100
    KONSEKWENCJA1
KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: +10 Siła i Szybkość ze stylu
Yoshimitsu
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Senju Toshio » 27 sty 2016, o 13:10

Panika, kąsająca co i rusz swoimi ostrymi kłami umysły niewinnych na szczęście trzymała się z dala od dwójki Senju. Małe ciało i młody umysł trzynastolatka tym samym wystrzegał się nieprzyjemnych konsekwencji, unikając znaczących akcji. Los sprzyjał, z czego mogli być zadowoleni. Nie wątpił jednak, że może się to rychło odwrócić i nie należało spuszczać z oczu najmniejszego skrawka terenu. Powoli przywykał do widoku zniszczenia, trwających rozruchów i nie mniejszego zwiastuna śmierci, czyhającego nad głowami. Umiejętność szybkiego przystosowywania rozwijała się poprzez przeprawę, którą kierował najlepiej jak potrafił Shigeru. Nie zawodził ani na moment, toteż Toshio nie zamierzał marnować oddechu na marudzenie o trudności i zbyt szybkim biegu. Starał się radzić i wytężać nogi, jak tylko potrafił. Robił użytek z własnej chakry, aby wspomóc się w tej, ciężkich chwili, zatem nie powinien za bardzo odstawać. Wczepianie się w podłoże było czymś ważnym, aby nie dać się za szybko zaskoczyć. Wbieganie na budynki i pokonywanie wszelkich przeszkód traktował coraz przyjemniej, bo to dość niecodzienna czynność, która pozwalała na ćwiczenie aspektów fizycznych. Mimo wszystko zmagał się z cięższym oddechem, ale zdołał odblokować własne myśli i zadać garstkę pytań. Wyrzucenie z siebie słów przyszło samo, z braku większych możliwości. Zastąpiło to częściowo spoglądanie w tył, skąd mogło nadejść zagrożenie. Klon Shigeru na pewno sprawi się w tym względzie, jako najlepsza ochrona. Jeśli nie ostrzeże, to miał nadzieję, że wyniknie na tyle dużo, aby chłopak wiedział, jak zareagować.
Odejście od zatrważającego obrazu dziejącego się w osadzie Toshi potraktował odpowiedź Shigeru na oba pytania, jako zagwozdkę historyczną. Tym samym można było łatwo manipulować faktami i poczuć się bezpieczniej. Racją było, że jeden człowiek nie sprosta dużej grupie wyszkolonych shinobi. Nie ważne, jak nie byłby silny. Niemniej przywódca szczepu Juugo pokazał się na koniec z dobrej strony i ukazał garstkę potężnej mocy, o niebo przekraczając jakiekolwiek prawa pojmowania. Cieszyło to młodego Senju, bo nic tak nie było jego słabością, jak ekscytacją z powodu pokaźnych zdolności ninja.
Na dalszą drogę zdawał się tak samo na Shigeru, jak zwykle. Powtarzał po nim jego ruchy, co wydawało się najlepszym posunięciem. Podąży tak za nim wszędzie, choćby miało się walić i palić - co już się dzieje. Musiał oprzeć się swoim słabością. Gdy przebrnęli przez wyschnięte koryto rzeki, mający czas na odsapnięcie chłopiec rozejrzał się w idealnym kierunku, aby dostrzec znajomą postać.
- Ichirou... - wyszeptał do siebie i uśmiechnął się, że nadal nic się nie stało. Będzie mógł podać Reice parę nowinek między innymi na temat Yoichiego czy właśnie Ichiro. To jemu w końcu ochoczo kibicowali z Reiką, co nie udało się zbytnio. Powody mogły być inne, ale to równie dobrze mogło być z winy Toshiego, któremu wyrwało się niepotrzebne skandowanie. Wnet potem usłyszał kuzyna i dał się pociągnąć, niczym z nurtem wody. Wreszcie z oddali widać było przyjazny odcień kolorów. Spora grupa Senjiu, która zdawała się być odpowiedniej nazywana oddziałem. W końcu znajdowali się niejako na polu walki. Od początku trwania turnieju i przez większość czasu Toshio był przyodziany w ochraniacz. Wyglądał w nim raczej naturalnie, ale nadzwyczaj sprawnie dodawał swojej części odwagi i pewności. Okruszki kumulowały się tak, co sprawiło, że mógł teraz stać bez obawy o trzęsące się nogi. Przynajmniej nie tak, aby cokolwiek nim zachwiało. Mowa ciała sugerowała jednak poprzez spięte barki, że starał się wytrwać. Do czasu pierwszego niebezpieczeństwa i w trakcie będzie musiał ponownie przywyknąć i nauczyć się czegoś nowego. Do tego czasu nie odstępował Shigeru i przypatrywał się głównemu wątkowi rozmowy. Co jakiś czas patrzył na resztę pobratymców i czy nikt mu się nie przyglądał za nadto. Opuścił ręce wzdłuż ciała, aby odpoczęły od przeprawy i ciągłego unoszenia, gdy trzeba było trzymać kunai w pogotowiu. W zależności od tego czy przystanęli na nas konwersacji albo ruszyli rusza w ślad za Shigeru i wiernie papuguje jego ruchy, niby cień.

Spoiler: pokaż
Chakra: 100%

Chłopiec nadal wyczekuje wszelkiego niepokoju ze strony starszego kuzyna, który będzie jego podporą w odpowiedniej reakcji na niebezpieczeństwo. Tym samym w pogotowiu trzymał nie do końca wiadome mu w działaniu Mizukawarimi, którego aktywacji był trochę wątpliwy (gdzie zbiornik wody nie miał swojej oczywistej lokalizacji). Wiadomym było jednak to, że mógł odskoczyć i odbiec na bezpieczną odległość.

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
Siła 10
Wytrzymałość 10
Szybkość 20
Percepcja 21
Psychika 5
Konsekwencja 5
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Percepcja: 21 | 41
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
BUKIJUTSU
Shurikenjutsu D
ELEMENTARNE
Suiton D
Senju Toshio
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Koala » 28 sty 2016, o 18:34

Mapka
Spoiler: pokaż
Obrazek

Biała kropka - grupa główna
Bordowa kropka - Ichirou i Ryuji
Czerwona kropka - Inu i Yoshi
Czarna kropka - Murai
Szara kropka - Gin i Reiji
Limonkowa kropka - Toshio i Shigeru


Grupa Główna
plus Inu i Yoshi


Lider Oni no Mori, widząc ekspresową porażkę dwójki z jego kompanów, wyglądał jakby za chwilę miał go jasny szlag trafić. Wyszczerzył w kierunku blondwłosej shinobi swoje imponującej wielkości kły - które w sumie trochę mu nawet nadawały wygląd demona - i zaczął składać pieczęci. Szybko. Cholernie szybko, nawet chciałoby się powiedzieć. Dziewczyna najwidoczniej nie bardzo się tym przejmowała, jako że wyglądała tak jakby doskonale widziała każdy ruch oponenta. Uśmiech na twarzy Yuriko nawet nieco się poszerzył.
-Jak śmiesz wystawiać nasz zakon na śmieszność, dziwko! - ryknął z wściekłością, po czym w końcu złożył ostatnią pieczęć, którą okazał się być Tygrys. Ziemia zadrżała, po chwili formując coś w rodzaju ziemnego węża. - Shiro Ryu to tylko relikt przeszłości, obiekt z niepamiętnych czasów, kiedy próbowali oni cokolwiek zrobić dla świata! Teraz... jesteście niepotrzebni! A my, Oni no Mori, zastąpimy was we wszystkim, by w końcu was wyeliminować... zaczynając od ciebie! ZDYCHAAAAAAAAJ! DOTON: DORYUUHA!!
Olbrzymi wytwór zaszarżował w kierunku dziewczyny, która skuliła się lekko, przyjmując postawę na ugiętych kolanach i z otwartymi dłońmi skierowanymi w stronę kamiennego węża. Nastąpiło uderzenie... lecz dziewczyna nagle zaczęła się obracać z niesamowitą prędkością wokół własnej osi, a jej złote włosy zawirowały wokół niczym parasol. Z całego ciała kunoichi wystrzeliła fala chakry, która uformowała coś w stylu kopuły wokół niej...
-Hakkeshou: Kaiten!
Kamienne cielsko uderzyło w tajemniczą kopułę wytworzoną przez dziewczynę. Wokół uniósł się olbrzymi obłok pyłu, zasłaniający większość widoku. Jednak pośród dymu dało się zobaczyć stojącą prosto kobiecą sylwetkę, a także można było dosłyszeć cichy, serdeczny śmiech Yuriko.
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć co do walk. Niedocenianie oponenta może się okazać...
Powietrze wokół niej zawirowało, a ona sama... zniknęła. Pojawiła się ułamek sekundy później tuż za plecami lidera, wymierzając mu cios otwartą dłonią w punkt, gdzie powinno się znajdować serce.
-... zgubne!
Trafiony mężczyzna skrzywił się i kaszlnął krwią. I tylko tyle zdążył zrobić. Gdy chwilę później wylądował na ziemi, był już martwy. Dziewczyna jednak przystanęła na moment, dysząc ciężko i trzymając się lewą dłonią za twarz, tak jakby mimo obrony otrzymała jakieś obrażenia.
A co do pojedynku z ostatnim pozostałym przy życiu członkiem ugrupowania Oni no Mori? Tutaj akcja wystąpiła bardzo szybko i sprawnie - Nikusui praktycznie od razu postanowiła wykorzystać swoją umiejętność klanową, jaką było wytwarzanie komórek burzowych. Za ten czas, gdy dziewczyna wytworzyła elektryczny obłok zmierzający w kierunku oponenta, ten zaczął spokojnym marszem iść w jej stronę. Dopiero po chwili jednak zorientował się, że pozostała dwójka - Akira i Yoichi - postanowili go okrążyć i ustawić się w odpowiednim miejscu.
Po chwili zaś potoczyło się już sprawnie.
Pies doskoczył jako pierwszy, mając wykonać odpowiednią dywersję, lecz... nie zdążył. Kula na łańcuchu uderzyła go potężnie w bok, posyłając kilka metrów do tyłu. Jednak ten moment nieuwagi, gdy przeciwnik skupił się na skontrowaniu ataku Akiry, otrzymał potężny ładunek elektryczny prosto między łopatki. Wyprostował się gwałtownie, zatrzymany w miejscu... i dokładnie ten moment wykorzystał Yoichi, wykonując kolejne cięcie kosą, tym razem mierząc w nogi przeciwnika. Uderzenie zwaliło go z nóg i przecięło ścięgna... a jedno cięcie później, zadane kosą w sam czubek głowy, odesłało go z tego ziemskiego łez padołu.
Yuriko stała na dachu pobliskiego budynku, wciąż ciężko oddychając i trzymając się za twarz. Akira zaś leżał niedaleko, na szczęście tylko poobijany, bez żadnych poważniejszych obrażeń.
Tymczasem zaś Yoshi i Inu, w końcu doprowadziwszy się ponownie do stanu użyteczności (Inu znów jest taka jak wcześniej, wszamała kolejnego truposza), obydwoje ruszyli sprintem w kierunku wieży południowej, uprzednio znów mijając budynek Areny. Po drodze jednak zauważyli jakiś wielki, kamienny kolec wyrastający spod ziemi i szarżujący na kogoś. Gdy wybiegli zza winkla, zauważyli Yuriko, zasłaniającą się jakąś wirującą tarczą. Po chwili jednak sama dziewczyna zniknęła (Yoshi dzięki Sharinganowi zobaczył jakieś dziwaczne zawirowanie chakry wokół niej) i jednym ciosem zabiła jakiegoś mężczyznę. W oddali zaś dojrzeli Nikusui i Yoichiego, dobijających jakiegoś mężczyznę z łańcuchem.





Ichirou i Ryuji

Po wydaniu kolejnego polecenia od Jou, obydwaj Sabaku dość szybko wzięli się za wykonywanie rozkazu. Ichirou skupiał się na formowaniu samej platformy i podbudowy ścian, a to wszystko wspomagał Ryuji, umacniając wytwory bardziej doświadczonego kuzyna. Dzięki temu dość szybko udało im się uformować w miarę sensowną, zabezpieczoną kładkę, po której ruszył spokojnym krokiem Jou. Pozostali Sabaku również ruszyli w kierunku swojego lidera, aby mu towarzyszyć podczas wejścia na mury zamku, należącego do ich szczepu.
Wtedy nagle podłoże zaczęło być przecinane wielkimi, kościanymi kolcami. Doprawdy, czy Kaguya nie potrafią wymyślić czegoś bardziej twórczego?
Na szczęście nie były one w stanie skrzywdzić nikogo, znajdującego się na platformie. Zaczęły one wyrastać idealnie między wami a kroczącym Jou. Gdy ten zauważył zagrożenie, zaczął biec w kierunku pałacu, gromadząc wokół siebie kolejne obłoki piasku. Po krótkim sprincie udało mu się dostać na mur, wtedy zaś spojrzał na Ryujiego i Ichirou i krzyknął:
-W porządku! Pójdę zawiadomić Ayatsuri o tym całym burdelu, a wy zbierajcie swoje tyłki i obstawiajcie balisty!
Po tych słowach odwrócił się i ruszył bardzo szybkim marszem w stronę wejścia do zamku. Widać że szedł trochę chwiejnie, ale to raczej nie powinno dziwić, zważając na to jak dużo krwi stracił przez te walki, w których był zmuszony wziąć udział. A walka bezpośrednia z ludźmi Kaguya dla shinobi przystosowanego do walki na dystans jest bardzo wymagające, jeśli nie powiedzieć, że zahaczało o samobójstwo.
Kolce w końcu się wysunęły z przejścia, odsłaniając wam drogę na mury. Mogliście spróbować znaleźć inny sposób na oszukanie oponentów... albo zaszarżować przez ten tunel. W końcu przeciwnicy teraz wezmą na cel inne pozostałe elementy tego wytworu...




Murai

Najwidoczniej cała duma, jaką posiadał ten mężczyzna w momencie, gdy szarżował na Muraia, z momentem pochwycenia prawie całkowicie z niego umknęła. Zaczął się szarpać jak oszalały, próbując w jakiś sposób uwolnić się z potężnego splotu nici z ciała Muraia. Niestety, bezskutecznie. Na twarzy młodzieńca pojawiły się oznaki desperacji, a on sam zaczął krzyczeć.
-Odpierdol się! Powiedziałem, zostaw mnie w spokoju! Sanjin cię znajdą! Znajdą i rozszarpią, ty skur...
Słowotok został w tym momencie przerwany przez nici wpełzające do ciała ognistego młodzieńca w błękitnej szacie. Jakiekolwiek dźwięki, jakie chciał w tym momencie z siebie wydać, ugrzęzły mu w gardle. Po chwili zaś na jego twarzy odzwierciedliło się potworne cierpienie, jakiemu został poddany. Wytwory przedstawiciela rodu Kakuzu po prostu rozszarpywały go od środka, zadając przy tym niewyobrażalne katusze. Takiego cierpienia najprawdopodobniej żaden człowiek nigdy nie chciałby uświadczyć... Lecz na tym przedstawiciel Kakuzu nie zakończył swojego przedstawienia. Nici po chwili wyniszczania przeciwnika w końcu dotarły do serca i oplotły je. Przeciwnik to poczuł i spróbował ostatkiem sił wykorzystać swoją technikę żrącej mgły. Z jego ust powoli zaczął się wydobywać niewielki obłok...
Niestety, nie zdążył.
Nici w ułamki sekund wyrwały z jego ciała serce, rozlewając przy tym na wszystkie strony wielkie plamy krwi. Przeciwnik nie zdołał nawet jęknąć, po czym zawisł bezsilnie na niciach. Z których zresztą bardzo szybko został przez Muraia uwolniony. Ten zaś za pomocą swojej techniki rodowej wkomponował drugie serce do swojego organizmu.
No dobra, i co teraz?
Zyskałeś serce z Katonem B.




Reiji i Gin

Akcje w wykonaniu Jashinistów okazały się być nieco bardziej przemyślane niż uprzednio, gdy próbowali dopiero w jakiś sposób przyzwyczaić się do tempa walk I dźwięków eksplozji w pobliżu. I najprawdopodobniej właśnie ten fakt, że starali się odpowiednio dobrze myśleć na polu walki, uratował w tym momencie ich życia. W końcu bezmyślne szarżowanie na miecze wroga nigdy się nie może skończyć dobrze, a świat shinobi oznaczał świat podstępów i wyszukiwania takich sposobów na walkę, aby jak najdłużej przeciągnąć swój żywot – i możliwie najbardziej skrócić żywot oponentów.
Pierwszym, który był zmuszony zareagować na nadchodzące w jego stronę ataki, był Reiji. Dzięki temu, że teraz podchodził do całej sprawy znacznie ostrożniej niż poprzednio, zdołał na czas zauważyć mierzącego w jego stronę kusznika. Chłopak nie zdążył jednak odpowiednio szybko złożyć pieczęci, aby zdołać umknąć za pomocą Kawarimi no Jutsu. Na szczęście nie został zmuszony do przyjęcia pocisku – co zresztą mogłoby być tragiczne w skutkach, w końcu kusze potrafią przebić stalowe zbroje, a co dopiero ludzkie ciało od ramienia do serca – a zdążył w jakiś sposób po prostu paść plackiem na pył ziemi. Stalowy bełt przeleciał ze złowrogim świstem tuż nad nim. Teraz młody Jashinista miał kilka sekund na reakcję, zanim mężczyzna na dachu zdąży nakręcić narzędzie mordu i nałożyć nań kolejny bełt. Skorzystał odpowiednio – wykonał jednego klona za pomocą Bunshin no Jutsu, po czym razem z nim zaszarżował w kierunku budynku, na którym stał wróg. Gdy ten przygotował się na oddanie kolejnego strzału, Reiji zdołał dotrzeć pod ścianę tejże budowli. Młodzieniec spróbował wspiąć się na budynek, lecz w ostatniej chwili zorientował się, że to nie jest najlepszy pomysł – przeciwnik mógł mieć przewagę. Dlatego ruszył wzdłuż ściany, aby spróbować zajść wroga od tyłu…
Tyle, że wróg się wychylił.
Bełt przeszył na wylot prawą nogę młodzieńca. Poczuł silny ból, a sama rana trochę utrudni poruszanie się. Młodzieniec wylądował na ziemi, a wróg, wciąż wychylony poza dach, zaczął ponownie nakręcać kuszę.
A co do Gina… cóż, ten postanowił oszukać oponentów przez udawanie przestraszonego mieszkańca. Widząc, że ten się poddaje i wyciąga w ich kierunku miecz, a także wspomina coś o ukrytych nieopodal pieniądzach, tylko się uśmiechnęli, tak jakby czekali na jakieś przyjemności z tym związane. Lider jednak dość szybko ostudził ich zapał.
-Kuro, idź poszukać tych pieniędzy. Aka, zabierz mu ten miecz. I tak pewnie nawet nie wie, za którą stronę powinno się go trzymać.
Mężczyźni usłużnie wykonali polecenie. Jeden z oponentów, dzierżący solidną kolekcję shurikenów wszelkiego rodzaju, ruszył w kierunku wspomnianym przez Gina, a inny – noszący przy sobie coś w rodzaju kastetów – podszedł do „wieśniaka”, sięgając dłonią po trzymany przez niego miecz. I wtedy właśnie został przeszyty na wylot, a młodzieniec pokazał swoje prawdziwe oblicze. Posłane po chwili kunaie zadrapały nogę pozostałego przy nich mężczyzny, dzierżącego tenże wcześniej wymieniony topór. Ba, jeden nawet trafił.
Gin odskoczył i zaczął swój taniec z klonami, chcąc zmylić pozostałych przy życiu oponentów. I nawet całkiem mu się to udawało – ten stojący dalej i topornik wyglądali na ogłupiałych… lecz lider nagle po prostu doskoczył i ciął na odlew, robiąc Jashiniście nieładnie wyglądającą ranę na klatce piersiowej, przecinając przy tym symbol.
-Myślisz, że nie znam tej techniki? Niegdyś szkoliłem się na shinobi, nie jestem tak głupi!




Shigeru i Toshio
Na dźwięk krzyku ze strony Shigeru, Isoshi Senju I reszta grupy ewakuacyjnej zatrzymała się natychmiast, zaś shinobi stanęli niemal od razu w pozycji bojowej, gotując się do walki na śmierć i życie. Po chwili jednak najwidoczniej dotarło do nich, że był to głos jakby znajomy, na dodatek stojący w pobliżu Kazuo trącił lidera w ramię i pokazał miejsce, z którego nadszedł krzyk. Najwidoczniej rozpoznał oboje młodych Senju, i oznajmił to Shirei-kanowi. Pozostając w pozycji bojowej, pozwolili dwójce do nich dołączyć. Po wejściu do zabezpieczanego przez pozostałych kręgu, Shigeru od razu postanowił złożyć raport z tego, co udało mu się dowiedzieć. Isoshi pokiwał lekko głową na słowa młodzieńca, po czym sięgnął dłonią po zwój i zaczął go czytać.
-Dairyu zakonu... czyli najwidoczniej ten koleś też powinien być gdzieś tutaj. W sumie, to sam też z chęcią bym się dowiedział, co sprawia że szkarłatni tak nagle zupełnie się wycofali… – mruknął pod nosem, oddając Shigeru dokument. Gdy zaś usłyszał, że w mieście pojawili się Uchiha, skrzywił się mocno.
-Szlag by to trafił… domyślałem się, że Hisato nie odpuści pojawienia się na tak dużym wydarzeniu. A skoro teraz jeszcze zaatakowali Akimichich… czyżby próbował znaleźć również nas?
-Nie powinniśmy wykluczać takiej możliwości – powiedział Kazuo, po czym spojrzał na Shigeru i poklepał ręką po ramieniu obu młodzieńców. – Dobra robota, Shig. Ty też, jak widzę, dajesz radę, Toshio. Nie martwcie się o Reikę. Jeżeli jest w towarzystwie Yukich, to najpewniej albo jest już poza miastem, albo niedługo będzie. Ten Ród nie dałby się wpakować w żadną wojnę, choćby od tego bezpieczeństwo świata zależało.
Po chwili zaś na jednej z uliczek zauważyli zbliżającą się jakąś grupę mężczyzn, odzianych w czarne mundury. Najwidoczniej Uchiha zdążyli się już zbliżyć.
-Shigeru, Toshio, posłuchajcie, bo to bardzo ważne – natychmiast dostańcie się do wieży południowej i postarajcie się dowiedzieć, co odwala Rada, a następnie wróćcie do mnie. Uznajcie to za misję rangi A dla waszego Rodu.
W stronę grupy Senju śmignęły ogniste pociski, natychmiast powstrzymane przez drewniane ściany. Isoshi warknął tylko:
-O nas się nie martwcie! Skorzystajcie z tuneli pod miastem, znaleźliśmy je wcześniej, wejście jest po północnej części pałacowych murów. JAZDA!
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 885
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sachū no Senjō

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości