Karczma "Klejnot Pustyni"

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Akashi » 19 sie 2019, o 13:03

Rozmowa dobiegała powoli końca. Wszystko się rozwijało, a dziewczyna na sam koniec była nawet miła nie używając żadnych kolejnych niemiłych słów. Jednak napomniała o kolejnym spotkaniu, jeżeli miało by ono miejsce warto byłoby mieć cel.
- Zamierzam wyruszyć wieczorem do Sogen. - powiedział, wskazując tym samym swój najbliższy cel, oraz zapewne miejsce jego przebywania w najbliższym czasie. Fakt ten wybór nie był przypadkowy, chciał odwiedzić miejsce, w którym był parę lat temu by zobaczyć jak to wszystko się zmieniło. Teraz jednak powoli nadchodził czas pożegnania z dziewczyną, która opuszczała pokój żegnając się, zapewne samemu udając się do swojego domu. Warto byłoby mieć takie miejsce do, którego dałoby się wrócić w razie potrzeby i nieco odpocząć. Tylko doczekać się obecnie wieczoru, ostatnie godziny przed wyruszeniem w drogę chłopak spędził na myśleniu nad sensem własnego istnienia i tego co powinien zrobić. Lecz teraz powoli w jego głowie rysował się plan odnośnie rzeczy, które kiedyś słyszał i plotek dotyczących muru i werbunku do pracy w jego obrębie, był to dobry cel, gdzie można by coś osiągnąć i stać się odrobione lepszym.


z/t
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 21 kwi 2020, o 20:07

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
1/30


Podczas gdy na całym świecie trwała złota jesień, a ludzie północnych ziem uwijali się z gromadzeniem zapasów, i niepokoili się nadchodzącą zimą, na pustyni bez zmian.
Życie płynęło normalnie, jakby pory roku nie dotykały wyjałowionych pustyń. Tu zawsze było lato. Słońce zawsze świeciło jasno, a chmury nie pojawiały się zbyt często. Zawsze było gorąco za dnia i zimno w nocy. Nie było złotych liści, bo drzewa rosły, tak samo zielone, przez cały rok. Nikt nie myślał o nadchodzącej zimie.
A ludzie w karczmie to już w szczególności, nie myśleli o niczym.
Wino, jedzenie i kobiety. Czasem komuś mordę obić albo obstawić jakiś zakład. Co nas obchodzi świat zewnętrzny? Jałowa pustynia za oknem i zimne lasy za horyzontem. Tu, teraz, dzisiaj, w tej gospodzie.
Pierwsze okno od drzwi wychodziło na szeroką, piaszczystą drogę prowadzącą na rozległą pustynie. Czy tam ruszą następnego ranka? Brodaci najemnicy i majętni kupcy. Wszyscy w rozkoszujący się ostatnim dniem w bezpiecznym mieście. Dokąd pójdą wraz ze świtem? Czy kiedykolwiek jeszcze wrócą? A może znajdą szczęście gdzieś w północnych krainach, gdzie wody nigdy nie brak, albo też przepadną na pustkowiu, gdzie pożrą ich sępy i dzikie psy?
Doprawdy, wielu ludzi wyprawiało się w ostatnich dniach na pustynie. Niektórzy znali powód, a niektórzy tylko się domyślali. Wielu wśród wychodzących, sami nie znali powodu. Jakby coś ich ciągnęło, chociaż sami nie znali celu.
Czy dzisiaj w karczmie był ktoś, kto potrafił wyjaśnić fenomen ostatnich dni? Może...

Ostatni dzień beztroski zaczynał się powoli kończyć, chociaż gości nie ubywało. Jedli pili, bawili się, jakby jutro mieli zginąć. Paru chłopa w kącie sali śmiało się wyjątkowo głośno, jednak ten, który stał przy oknie zagłuszył ich wszystkich.
-Patrzcie!
Wskazywał palcem na malutki punkt na horyzoncie. Początkowo ciężko było powiedzieć co to takiego, ale, w miarę jak ludzie schodzili się do okna, przybliżył się już dostatecznie, by dało się poznać kontury zwierzęcia. Szło bardzo wolno, powłócząc nogami. Nawet z tej odległości można było zrozumieć, że było wycieńczone, a balast, który ciągnęło po piesku nie ułatwiał mu życia. Wielkie, dumne zwierze. Król pustyni...
-Czy to wielbłąd?
Pierwszy dokonał obserwacji, a pozostali szybko potwierdzili. Wielbłąd.
Szedł wolno drogą i z każdym krokiem zbliżał się do miasta. Droga szła mu opornie, szczególnie przez balast, który szorował za nim po piachu, jednak w końcu dotarł na wysokość karczmy. Mimo tego, szedł dalej. Dokąd się kierował? Do stajni lub studni z wodą.
Co jednak było ważniejsze, gdy podszedł wystarczająco blisko, ludzie w karczmie mogli się dobrze przyjrzeć ciągniętemu przez zwierze tobołowi. I tutaj zaczyna się kryminał: to była nie rzecz, a człowiek.
Jedną nogę miał zaplątaną w strzemię siodła. Głowa swobodnie podskakiwał na drodze, jednak – przez warstwy grubych ubrań – nie można było zobaczyć twarzy. Prawdopodobnie był nieprzytomny, a może nawet martwy.
Wszyscy to widzieli, ale nikt nawet nie drgnął by zatrzymać wielbłąda i sprawdzić w jakim stanie jest nieszczęśnik.
Co teraz?
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Atari Sanada » 22 kwi 2020, o 13:03

Bambusowy kalepusz, o szerokim rondlu okalał głowę ciemne, lekko przepocone włosy podróżniczki. Odziana w nieco za duże ubranie, skrzętnie ukrywała swoją płeć, a dwa miecze, boken i katana wskazywały na to, że ów przechodzień należy do potrafiącej się bić grupy. Po ostatniej porażce, jaką zaznała postanowiła jeszcze nieco powęszyć po Kinkotsu i okolicach. Białowłosy tajemniczy mężczyzna, który zrujnował posąg boga słońca mógł nadal przebywać w okolicy, a dodatkowy zmysł Atari mógł pomóc jej odszukać jego sygnaturę chakry. Krążyła więc po różnych miejscach, lecz nie znajdowała nic. Dziś był ostatni dzień. Dla jednych czas ruszenia w dalszą drogę, dla innych koniec sezonu kupieckiego, dla Atari realny punkt w którym musiała poddać się i uznać, że białowłosy po prostu opuścił ten region, albo wykracza poza jej zdolności.
Kroczyła w stronę Klejnotu Pustyni, obleganej tawerny utworzonej z piaskowca. Co jakiś czas skupiała się na swoim dodatkowym zmyślę skanując sygnatury ją otaczające licząc już teraz na zwykły przypadek. Dotarła niemalże do samego budynku, kiedy to usłyszała lekko podniesione głosy mężczyzn. Mimowolnie szare oczy kobiety powiodły na wskazywane przez sękaty palec kupca miejsce. W oddali majaczył obraz zwierzęcia wlekącego się przez morze rozgrzanego piasku. Był to ten specyficzny dla tych regionów garbaty koń, którego tutaj nazywano wielbłądem. Podróżniczka zerknęła na szpaler gapiów, którzy po prostu zwilżając swoje gardła chowali się w cieniu. Najwyraźniej nikt nie zamierzał pomóc zwierzęciu, które wyraźnie człapało ostatkiem sił. Atari poprawiła swój kapelusz i pobiegła czym sił w stronę zwierzęcia i parę metrów później ze zgrozą dojrzała ciągnącego przez zwierze człowieka. Przyśpieszyła tak, żeby jak najszybciej dostać się do wielbłąda i jego balastu. Słońce tutaj jest zabójcze, a brak wody absolutnie śmiertelny, być może o życiu tego człowieka i zwierzęta ważyły teraz nadchodzące sekundy. Choć Atari nie mogła być pewna tego, że człowiek w ogóle żyje, nie zamierzała dopuścić tej myśli do siebie. Tak długo jak nie jest to pewne, tak długo należy walczyć i zakładać, że da się uratować nieznajomą osobą i biednego garbatego konia.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 24 kwi 2020, o 15:58

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
3/30


Cichy, chłodny wieczór w jednym z nielicznych, zamieszkanych skrawków pustyni.
Ulicami miasta kroczyła dziwna postać o męskiej posturze. Był obcy, to było widać. Nie pasował do opalonych mężów pustyni. Człowiek w kimonie, z mieczem u boku. Co samurai z zimnej północy robi na gorącej pustyni? Czyżby zabłądził?
Tutejsi ludzie nigdy nie byli zbyt życzliwi dla obcych. Surowi, hardzi, zamknięci w sobie. Czego taki wątły samurai szukał wśród nich?
Gdyby Atari weszła do gospody, zapewne usłyszałaby podobne słowa od bawiących się w niej mężczyzn. Drwiny i obelgi, przekonanie o własnej doskonałości i sile. Czy coś by zmieniło gdyby wiedzieli, że obrażany samurai jest kobietą? Raczej tylko dodałoby im to nowych argumentów. Pogarda dla słabych, z pogardą dla obcych oraz pogardą dla kobiet. Lekko by nie było, może nawet skończyłoby się bijatyką...
Jednak, kiedy wielbłąd zjawił się na horyzoncie, a nawet gdy było już jasne, że wlecze za sobą człowieka, nikt z tych wyrywnych i głośnych mężczyzn nawet nie kiwnął palcem.
Atari, przeciwnie, postanowiła nie czekać na rozwój wydarzeń. Nawet kiedy jeszcze nie widziała człowieka, wybiegła na drogę, by pomóc choćby samemu zwierzęciu. Kwestia samurajskiego honoru, czy zwykłej ludzkiej empatii? Raczej nie można powiedzieć, żeby działała dla zysku. Dziewczyna wybiegła na pustyni by ratować zwierze, a później – by pomóc całkowicie obcemu człowiekowi. Tymczasem drzwi gospody pozostawały zamknięte.
Kiedy zbliżyła się dostatecznie do wielbłąda, pierwszym co rzuciło się jej w oczy była okropnie zniszczona uprząż. Zarówno siodło, jak i przywiązane do niego tobołki były całkowicie pocięte. Samo zwierze również nie wyglądało najlepiej, długie, wąskie rany pokrywały jego grzbiet i szyję, a nogi ledwo utrzymywały pion. Podobnie zresztą jeździec, mężczyzna – jak już Atari zdążyła się zorientować – był poważnie ranny, ale – u tutaj ważna informacja – żywy.
Wyglądał na bardzo osłabionego i mocno odwodnionego. Usta miał suche, a oczy zapadnięte. Mimo tego, chyba jeszcze nie stracił całkiem ducha walki. Kiedy Atari do niego podeszła, poruszył się niespokojnie, jakby próbował coś powiedzieć. Niestety, był zbyt słaby by wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.
W międzyczasie, gdy kobieta zajmował się mężczyzną i jego wierzchowcem, drzwi gospody otworzyły się po raz pierwszy, a ze środka wybiegł w ich stronę młody chłopak. Dopiero teraz się namyślił? Może nie chciał by jakiś obcy wtrącał się w ich sprawy? Ale cóż, lepiej późno niż wcale.
Wybiegł na drogę i podszedł do Atari, zaproponował jej pomoc oraz schronienie rannego w gospodzie. Tylko, czy kobieta przyjmie wyciągniętą rękę? No i, jak uratować ledwie żywego człowieka, nie będąc lekarzem?
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Atari Sanada » 25 kwi 2020, o 19:48

Gorące piaski pustyni były niezwykle zwodnicze i śmiercionośne. Tutaj nawet najdrobniejsze wypadki mogły kończyć się tragicznie. Każda więc wyprawa musiała być przemyślana i najlepiej nie wykonywana w pojedynkę. Podróżniczka, która z wyglądu przypominała bardziej cherlawego mężczyznę, między wydmami znajdowała się już kilka lat, przez co zdawała sobie sprawę z panujących tu zasad, a przynajmniej tych podstawowych.
Rozgrzane drobinki rozsypały się na różne strony, gdy pędząca Atari zatrzymała się nieco przed wielbłądek do którego podeszła nieco wolniej z wyciągniętymi rękoma. - Whoou, koniku. Spokojnie. Spokojnie. - wydała z siebie najsympatyczniejszy i spokojny głos jaki potrafiła próbując położyć dłoń na głowie wielbłąda, po czym bezpośrednio widząc wszystkie paskudne rady wyciągnęła kunai, którym przecięła rzemienie ciągnące umęczonego mężczyznę za zwierzęciem. Schowała ostrze i równie spokojnie wyciągając ręce w geście pokoju podeszła do nieznajomego. Sięgnęła po bukłak z wodą, który powinno pilnować się, aby pozostawał pełny. Przeklęła się w myśli, że nie napełniła swojego kiedy miała jeszcze okazję. Woda chlapała wewnątrz skórzanego woreczka z korkiem na rzemyku. Było jej tam co najmniej połowa. Podróżniczka uklęknęła przy mężczyźnie i pomagając mu unieść nieco głowę przechyliła rozkodowywany bukłak do suchych popękanych ust. - Już dobrze. - Najpierw polała kilka kropel, później nieco więcej, ale nie więcej niż garść wody. Trzeba było pamiętać, że skrajnie spragnionej osobie nie należy wlewać wiader lodowatej wody prosto do gardła. Wtedy w pobliżu pojawił się młody chłopak, szare oczy podróżniczki od razu padły na przybyłego śmiałka. Dalej był jedynym, który postanowił pokwapić się do strudzonej i zapewne konającej osoby. Uśmiechnęła się blado i wróciła wzrokiem do samego tajemniczego mężczyzny. - Myślę, że jemu bardziej przydał by się porządny cyrulik, niż gorzała. - Zauważyła starając się nie brzmieć zgryźliwie. Mężczyzna mógł być poważnie raniony. Jego wierzchowiec z pewnością był, w karczmie raczej nie znajdzie się rozwiązania na obecną sytuację, a tą trzeba było zażegnać szybko. Bo czas płynął, a Atari nie wiedziała ile go pozostało. Dziewczyna podtrzymując głowę ofiary przesunęła się polanami po piachu, tak by wsunąć je pod głowę i kark. Sama nachyliła się skrzywdzonym słońcem osobnikiem i znów polała nieco wody w jego spragnione usta. - Jeśli możesz to zawołaj straże tak szybko jak tylko możesz. Przydałby się nam nowy garbaty koń, a najlepiej wóz. - Powiedziała prędko i zaczęła oglądać ciało mężczyzny do którego uśmiechnęła się starając jak najbardziej uspokoić jego najpewniej przestraszoną duszę. - Nazywam się Atari. Spokojnie, wszystko będzie dobrze - Dłonią starła trochę szorstkiego piachu z twarzy nieznajomego mając głęboką nadzieje, że chłopak zrobi to o co prosi.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 26 kwi 2020, o 21:35

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
5/30


Atari nie od dziś przemierzała samotnie gorące piaski pustyni i nie jedno już widziała. Znała ten kraj, te ziemie, tych ludzi. Czy to czyniło ją bardziej odporną, na upał, na drwiny, na niebezpieczeństwa?
W każdym razie, kobieta, która chodzi w męskich ubraniach i samotnie wędruje po świecie, nie może być słaba. Teraz, miała szansę to udowodnić. Nie bała się ośmieszenia, widziała istotę w potrzebie, więc działała. Nie bała się obcego zwierzęcia, ani krwi. Nie bała się, że ten obcy mógłby ją skrzywdzić, albo chociaż przegonić. Chciała pomóc, tak zwyczajnie, po ludzku. Nie martwiąc się o konsekwencje.
Wielbłąd był bardzo przestraszony, i początkowo niezbyt chętnie odnosił się do obcego, ale był również bardzo zmęczony, a przez to i bardziej ufny. Zatrzymał się posłusznie i obwąchał dłoń kobiety. W końcu zdobył się na zaufanie i usiadł, tak, jak to robią wielbłądy. Wtedy Atari mogła się zająć rannym człowiekiem. Sprawnie odcięła go od siodła, co z pewnością nieco zmniejszyło jego ból. Następnie dała mu wody, słusznie pilnując, by nie pił zbyt dużo. Mężczyzna zareagował na wilgoć w ustach i ponownie spróbował wydobyć z siebie głos. Niestety, nie słychać było niczego poza cichymi jękami.
-W gospodzie są łóżka, można by go tam położyć – powiedział chłopak, udając, że nie poczuł się urażony odpowiedzią kobiety. Równocześnie przyznał jej racje z medykiem, którego teraz najbardziej było potrzeba.
Chłopak zajął się wielbłądem, a Atari położyła nieprzytomnego mężczyznę na kolanach. Teraz mogła z bliska zobaczyć jego rany. Wyglądało to na dzieło wielu ostrzy. Może też wielu ludzi? Jedno było pewne, nie wyglądało to na wypadek.
Chłopak z gospody posłuchał kobiety i pobiegł wezwać pomoc, a Atari została sama z nieznajomym.
-...ła...ka – usłyszała nagle cichy bełkot. Głos wydobywał się ze słabych ust mężczyzny. Cały czas nieznacznie nimi drgał, a po chwili do wysiłku dołączyły też oczy. Powieki trzęsły się i próbowały otworzyć, aż w końcu osiągnęły cel.
Teraz mężczyzna patrzył na nią, szarymi, słabymi oczami. Zdawał się świadomy. W dużym wysiłkiem, ale udało mu się podnieść jedną rękę.
-P-puł... łapka... - chociaż brakowało mu sił, mówił jakby od tego miało zależeć jego życie. A może jej? - N-nie... ma... nic... puł... łapka... nic... - zemdlał.
Co próbował przekazać? Chociaż był słaby, włożył wiele wysiłku by przekazać wiadomość. Niestety, chyba była niezbyt oczywista.
Tymczasem, wrócił chłopak z gospody, prowadząc za sobą paru strażników. Ci natychmiast przeszli do działania. Jeden z nich był medykiem, więc przejął od Atari opiekę nad ranny, niestety, drugi raz się nie obudził.
-Wóz też zaraz tu będzie – powiedział chłopak do kobiety, klękając przy niej. - Nie martw się, strażnicy się nim zajmą – chwile przyglądał się akcji ratunkowej, a potem ponownie podszedł do Atari. - Jak myślisz, co go spotkało?
To pytanie zawisło w powietrzu. Atari mogła mieć jakieś przypuszczenia, ale pewnie nie była ich zbyt pewna. Za mało danych.
Strażnicy, jak należało się spodziewać, sprawnie zajęli się rannym i jego wierzchowcem, a niedługo po tym przyjechał też wóz.
Powoli zmierzchało i robiło się coraz zimniej, więc chłopak zaproponował by chociaż ona weszła do środka. Jemu i tak, więcej nie mogli pomóc.
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Atari Sanada » 27 kwi 2020, o 00:24

Blada dłoń, choć znacznie bardziej opalona niż skryte skrawki skóry pod zwałami ubrania, delikatnie przesunęła się wzdłuż szyi rannego mężczyzny. Dwa palce delikatnie odchyliły wierzchnie odzienie po to, aby umożliwić szarym oczom dokładne przyjrzenie się paskudnym ranom. Całkowicie pochłonięta swoim zadaniem zignorowała słowa młodego chłopaka, który postanowił pomóc. Na jej twarzy skrytej w cieniu bambusowego kapelusza malował się smutek, który starała się ukryć jak najbardziej mogła. Nie chciała, aby poturbowany nieznajomy tracił wolę do walki o swoje życie. Miał wiele ran, sączących się krwią, która po części zaschła i zalepiła się piachem. Nie wyglądało to dobrze i z pewnością było to dzieło innego człowieka, bądź nawet całej bandy. Bandyci zamieszkiwali wszelkie ziemię. Swoim okrucieństwem i bezmyślną podłością byli bliźniaczy. Podróżniczka równie delikatnie ułożyła materiał tam gdzie się uprzednio znajdował i pochyliła głębiej nad lezącym na jej kolach mężczyzną. Jak się okazało młody chłopak ruszył po pomoc, a w tym czasie mężczyzna począł odzyskiwać zmysły.
Słowa jakie padały ze zmęczonych, spieczonych ust początkowo nie były do rozszyfrowania. Był słaby i także takie forsowanie się było dla niego ryzykiem, powinien w pełni skupić się na przeżyciu. Pogładziła go po policzku, niczym matka swoje pogrążone w gorączce dziecko. Uśmiechnęła się blado i cicho zapewniała, że już jest dobrze, że wszystko będzie dobrze. Mężczyzna jednak napierał i wydawało się to nawet przywracać nieco blasku w jego pogrążonych w mroku oczach, być może dlatego mu nie przerwała. Nie kazała odpoczywać, a może po prostu chciała uszanować jego wolę nawet jeśli miałaby być jego ostatnią. Atari była gotowa stać się powierniczką i tak jak matka skrzywdzonego dziecka, zażądać sprawiedliwości od świata. Został wciągnięty w pułapkę, być może oszukany i wykorzystany. Zło tego świata było przebiegłe i obrzydliwe. Żerowało na tych z którymi szło im najprościej. Atari nawet nie spostrzegła, jak to zło zarysowało jej niewinne serce, a brwi zmarszczyły się w nieznanym dotąd gniewie. Jej dłonie umazane w gorącym piasku i lepiej krwi, umysł zaś w niemym wrzasku i szale. Zajęło jej chwilę stłumienie kipiących emocji, które już od dawna piętrzyły się, a z całkowitego rozdarcia wyciągnął ją głos chłopaka, który pobiegł po pomoc. Chłopaka, którego widok pomógł również Atari. Stał tutaj. Młody, niezwiązany z tą krzywdą i chcącym po prostu zrobić to co słuszne, uczyć coś dobrego. - Dziękuję - Powiedziała cicho i przekazała mężczyznę strażnikom. Sama wstała i spojrzała na swoje ręce, które wytarła z wahaniem w swoje spodnie.
Z początku Atari podeszła do wielbłąda, którego starała się również napoić resztą wody z bukłaka, ale chwile później oddała całą sprawę w ręce straży nie do końca wiedząc co powinna teraz zrobić. - Myślę, że napotkał pustynnych maruderów - Opowiedziała krótko poprawiając swoje ubranie i kapelusz, jej szare oczy wlepiły się w młodego chłopaka, a na twarzy malował się szczery uśmiech. - Jesteś odważną osobą. Jak Cię zwą? - Spytała po czym dalej wpatrywała się w chłopca, który z pewnością wyrośnie na prawego mężczyznę. Jasną gwiazdę za którą będzie można podążać. Przyglądali się całej akcji jeszcze chwilę, nim pierwsze chłody nie uderzyły ostrym wiatrem. Spojrzała na pierwsze jasne punkciki na zmieniającym się nieboskłonie, po czym przyjęła ofertę chłopaka. - Masz rację. Zasłużyliśmy na ciepłą strawę. Ja stawiam.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 27 kwi 2020, o 22:10

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
7/30


Wysłuchać ostatniej woli umierającego człowieka, jedna z niewielu cnót życia.
Samurajowi nie przystawało odmówić. Nie mogła go zignorować, kazać mu milczeć. To mogły być jego ostatnie słowa. Ostatnia wola i ostatnie świadectwo jego istnienia. Czy rzeczywiście nimi były? Medyk z osady przesyłał coraz większe dawki chakry do ran mężczyzny. On, i jego towarzysze, uparcie walczyli o życie nieznajomego.
Mogli być zamknięci w sobie i niechętni do obcych, ale niepisane prawo pustyni każe pomagać potrzebującym.
Czy Atari i ten chłopak byli w takim wypadku jeszcze potrzebni? Postali chwile, aż dotarł i wóz, aż zdali sobie sprawę, że więcej nie zdziałają, a życie człowieka należy zostawić w rekach bardziej kompetentnych.
-Rikuo – przedstawił się chłopak, gdy chłód zmusił ich do schronienia się w karczmie. - A Ty?
W gospodzie spadł na nich grad pytań, głównie o tożsamość przywleczonego przez zwierze człowieka. Kiedy jednak zorientowano się, że nic nie wiedzą, gości odpuścili Atari i jej towarzyszowi, oraz wrócili do swoich wcześniejszych zadań: picia i zabawy.
Było dość głośno i tłoczno, jednak Rikuo zdołał, w miarę sprawnie, przeprowadzić kobietę przez sale. Przedzierali się pomiędzy wodospadami piwa, potłuczonymi butelkami oraz umięśnionymi ramionami, przy okazji usiłując uniknąć trafienia przez zagubioną rzutkę. Czy to jeszcze była gospoda, czy już podrzędna melina z podziemia? Gospodarz smutno wzdychał za ladą, beznamiętnie przecierając talerze, podczas gdy gospodyni niemal płakała nad szczątkami zastawy. Wszystko wskazywało na to, że nie byli przyzwyczajeni do takiego typu gości.
-Hej, młody! Gdzie się podziewałeś? - Zawołał z rogu sali mężczyzna o wyglądzie bezbożnego barbarzyńcy.
Rikuo odpowiedział na jego wezwanie i poprowadził ze sobą nieświadomą Atari. Doprowadził ją do małego, okrągłego stolika, przy którym – oprócz wielkiego mężczyzny – siedziała jeszcze jedna osoba. Początkowo można było jej nie zauważyć. Mała, chuda, i niewyróżniająca się niczym osóbka, całkowicie schowana pod cienkim, połyskującym płaszczem.
-Kto to? - Zapytał wielkolud wskazując na Atari. - Czy aby nie konkurencja? - Zaśmiał się dobrotliwie.
Po mimo strasznego wyglądu, mężczyzna zdawał się mieć łagodne usposobienie. Cierpliwie wysłuchał tłumaczeń Rikuo, a nawet pogratulował kobiecie postawy.
-I co z tym facetem? Przeżyje? Cho...lera... Tyle teraz niebezpieczeństw czeka na człowieka na szlaku. Sam bym poszedł wam pomóc, ale nie mogłem zostawić panienki. Nie, panienko?
Ostatnie słowa zwrócił oczywiście do drobnej postaci w płaszczu, która jednak nie raczyła mu odpowiedzieć.
-No... ale poważnie – nachylił się do Atari, opierając się całym ciężarem na słabym stole. - Też się wybierasz do doliny?
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Atari Sanada » 27 kwi 2020, o 23:15

Drewniany wóz ruszył rozsypując pod sobą masy piasku, pozostawiając dwójkę między wydmami, gdzie chłodny wiatr zaczął uderzać w przyzwyczajoną do upału skórę. - Zwą mnie Atari - Przedstawiła się łapiąc w dwa palce bambusowy kapeluszem tuż przed swoim czołem i skinęła, po czym dwójka ruszyła w stronę karczmy.
W gospodzie roiło się ot patronów, których ciężko było sobie cenić. Wyglądało to jakby bandycka banda sama rozbiła swój obóz w przybytku, który teraz okrzyknęli swoim własnym. Wchodząc do środka Atari trzymała się pleców chłopaka, a gdy zostali napadnięci serią pytań ta poprawiła swój kapelusz tak, aby cień skrywał jeszcze więcej twarzy. Nie odzywała się i czekała w spokoju, aż jej młody towarzysz zaspokoi ciekawość awanturniczej grupy. Roiło się tutaj od krzepkich i zdolnych przetrącić komuś nos mężczyzn, a to nigdy nie było dobre. Zbyt duże stężenie takich napinających się zwałów mięśni często kończyło się mordobiciem, a to mogło prowadzić do tragedii. Kładąc kolejne kroki na drewnianej, lepkiej od wylanych trunków podłogi dziewczyna przystanęła na chwilę, gdy jej szare oczy napotkały karczmarza i jego żonę. Przez chwile analizowała ich stan, tak jakby chciała mieć pewność, że nie dzieje im się krzywda. Ruszyła dalej, starając się nikogo nie potrącić ani sprowokować, aż w końcu usłyszała głęboki głos. Młody chłopak obrócił się i zaprowadził dwójkę głębiej w stronę wielkiego nieznajomego o aparycji kogoś, kto czaszki łupię na śniadanie. Dziewczyna westchnęła niezauważalnie, ale postanowiła przeć dalej. Tym bardziej, że jeśli młodzieniec wplątał się w tak nieciekawe towarzystwo, to należało go wyplątać.
Atari stanęła obok okrągłego stolika nieco rozluźniając swoje mięśnie. Jej dłoń po raz kolejny dotknęła bambusowego kapelusza, tym razem jednak podniosła go ku górze, tak by jej twarz była bardziej widoczna. Na samej twarzy malował się spokój, a usta wygięte były w skromny uśmiech. - Atari - Powiedziała krótko, kiedy jej szare oczy przeskakiwały z mężczyzny na zakapturzoną personę, tak jakby spodziewała się usłyszeć imiona nieznajomych. Wtedy usłyszała szczery, dobrotliwy śmiech. Podróżniczka z natury naiwna, poczuła ulgę. Być może młody Rikuo wcale nie wpakował się w złe towarzystwo, a jej ocena była niezwykle pochopna, nie mniej na zadane pytanie nie odpowiedziała słowami. Zmarszczyła swoje brwi nie wiedząc o jaką konkurencję może chodzić. - Oczywiście. Każdy miał, swoje powody. - Tym razem jej słowa były oschłe i wypadły jej z ust niemalże natychmiastowo słysząc wymówkę rosłego mężczyzny. Spojrzała wymownie na chłopaka, tak jakby sugerowała, że znów powinien przekazać swoja wersję wydarzeń. Zaraz potem padły słowa, które rozjaśniły dziewczynie wiele. Tak jakby coś przeskoczyło na właściwie miejsce, gdzieś głęboko w jej umyślę. Teraz mogła wiedzieć o czym mówił poszkodowany. - Jakichkolwiek obietnic nie skrywałaby ta dolina. Nie radzę Wam tam ruszać. - Powiedziała po czym zaczęła zastanawiać się nad tym czy faktycznie uda się jej zrekompensować młodzieńcowi gorącym posiłkiem. Biesiadująca banda zapewne wyżarła i wyżłopała ostatnie zapasy w tawernowej piwniczce. - A już na pewno nie małą grupą. - Dodała rozglądając się po przybytku. Większość z tutejszych zawadiaków była rosła i potężna, ale pewnie żaden z nich nie mógłby stawić czoła początkującemu shinobiemu. - Wasza dolina jest najpewniej zwyczajną pułapką. - Skończyła opierając swój nadgarstek o rękojeść bokena, który zwisał jej u pasa razem z kataną. Fałszywa plotka o bogactwach ukrytych pośród piasków. Poszukiwacze skarbów i przygód. Raz sama znalazła się w takiej sytuacji, ale ona pochodzi z Teiz i umie poradzić sobie lepiej niż niejeden mąż, miała wtedy również ze sobą jednego z shinobich, który okazał się kluczowy. Cała ta sprawa śmierdziała na kilometr, a przeczucie Atari po prostu zakotwiczyło się na ponurych myślach. Najpewniej żaden z tych mężczyzn nie wróci żywy z wyprawy do doliny. - Kiedy ruszacie? - Zapytała starając się zrobić to najmniej podejrzanie jak tylko mogła. W chwili obecnej w jej głowie klarował się tylko jeden pomysł. Musiała udać się do doliny przed całą tą zgrają i sprawdzić, czy jej przeczucia się potwierdzają. Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia o jakieś dolinie mówił rosły nieznajomy.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 28 kwi 2020, o 22:20

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
9/30


Mimo, że słońce już dawno zaszło i zbliżała się północ, żywe nastroje w karczmie nie słabły.
Rośli mężczyźni śmiali się i śpiewali, jakby jutro miało nie nadejść. Alkohol, jedzenie, zabawa i – nie wiadomo skąd – nieskromne kobiety. Gospodarze zdawali się niepocieszeni, ale zdawali się zaciskać zęby. Uznanie, że „to tylko jeden wieczór”, że „zapłacą”, że „nigdy nie mieli tylu gości”, pozwalało biednej obsłudze przetrwać w tym zgiełku.
-Miło nam – powitał Atari mężczyzna przy stole. - Mi mów Aoba, a panienka... cóż... panienka chyba i tak zaraz pójdzie się położyć – uśmiechnął się, a Rikuo zachichotał, jakby za wypowiedzią mężczyzny krył się jakiś żart, w którego Atari nie została wtajemniczona. Panienka jednak, wciąż milczała, odpowiadając jedynie cichym czknięciem.
Dalsza rozmowa przebiegała dosyć zwyczajnie. Atari została zaproszona by się przysiąść, a wkrótce przyniesiono też posiłek wraz jakimś napitkiem. Dziewczyna wcześniej proponowała, że za wszystko zapłaci, ale chłopak nie zamierzał jej tego wypominać. Szczególnie, że – mogło się zdawać – na brak funduszy narzekać nie mogli. Człowiek zwany Aoba dość swobodnie szastał pieniędzmi, niczym „król życia”. Rikuo też sobie dogadzał i bez skrępowania zamówił najdroższy zestaw z oferty karczmy. Wszystko wskazywało na to, że są bardzo bogaci, lub spodziewają się, że niedługo będą. Patrząc na ich twarze i ubrania, ta druga wersja była bardziej prawdopodobna.
-Dlaczego nie? - Zapytał zaskoczony Rikuo, gdy Atari odradziła im pójście do doliny.
Drugi mężczyzna również spoważniał i spojrzał na kobietę pełen wątpliwości. Czyżby zamierzała ich zniechęcić, by zabrać wszystko dla siebie? A więc jednak, to konkurencja!
„Nie małą grupą”? Chce się do nas przyłączyć? O to jej chodziło, żeby zaoferować swoje usługi! Aoba zaczynał się denerwować, ale wciąż był w stanie się kontrolować, zaciskając coraz mocniej pięść. Rikuo również zaczynał się zastanawiać. Ale przecież uratowała tego człowieka. Nie mogła być złą osobą, prawda? Wyglądała na samuraja. Może chciała tylko zaoferować ochronę?
Mężczyzna otwierał usta, by – jeszcze w miarę spokojnie – zapytać, ile chce, jednak Atari była szybsza.
-Pułapka?! - Krzyknął, aż obejrzało się pół karczmy, zaraz jednak wybuchnął śmiechem. - Dobre! Próbujesz podbić cenę, tak? Nieźle panienko, ale to nie zadziała... Wiesz jakie nazwiska poświadczyły odkrycie tego grobowca? To nie może być pomyłka, ani tym bardziej pułapka.
Nie słyszeli słów rannego mężczyzny, byli zbyt zaślepieni wizją bogactwa, by połączyć fakty, tak, jak to zrobiła Atari. Czy uwierzyliby gdyby powiedziała im co usłyszała od tamtego człowieka? Marne szanse. Cóż znaczą słowa jednego, półprzytomnego obcego, w obliczu dziesiątek innych informacji? Mieliby zrezygnować z powodu urojeń jakiejś nieznajomej kobiety?
Na szczęście, lub nie, Aoba nie znał myśli Atari, i wciąż wierzył, że dziewczyna chciała go tylko podpuścić.
-Ta banda – powiedział ściszonym głosem, brodą wskazując bawiących się mężczyzn. - Jeszcze w południe będzie pijana. Jednak, jeśli chcemy ich ubiec musimy wyruszyć jak najwcześniej – spojrzał na panienkę, która teraz zdawała się cicho chrapać. - Ruszamy o świcie.
Odchylił się na krześle i jednym haustem pochłonął resztkę piwa, jakby dawał znać, że czas kończyć posiedzenie.
-Siostrzyczko – zwrócił się do Atari Rikuo. - Czy to znaczy, że chcesz się do nas przyłączyć?
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Atari Sanada » 29 kwi 2020, o 19:46

Spokój i opanowanie jakim starała się teraz emanować Atari nie miał aż takiego odzwierciedlenia w jej umyśle. Dramatyczne scenariusze przyszywały jej głowę niczym podmywające nadbrzeżne falę. Pełna izba ludzi żyjących ponad stan, mając nadzieje na sowite wynagrodzenie w miejscu o nierealnie dobrze brzmiącej historii. Ofiara pułapki, która z pewnością czekała na śmiałków, gdyby na nagłość sytuacji młoda Podróżniczka odnalazła by źródło tych plotek. Pierwszego "szczęściarza", który wylewnie opowiadał o mlekiem i miodem płynącym. Bo właśnie ta persona najpewniej była ściśle zamieszana w proceder. W chwili obecnej jednak nie miała takiej możliwości. Poszukiwacze przygód w najmniejszym razie utracą swój dobytek przeżerając i przepijając wszystko dzisiejszej nocy. W najgorszym zostaną zabici bądź zniewoleni.
Kobieta usiadła przy okrągłym stole kładąc ręce na blacie. Szare oczy spoglądały na dużego mężczyznę, który najwyraźniej myślał, że jest ona jakiegoś rodzaju najemnikiem. Początkowo myślała nad wyprowadzeniem z błędu, jednak to mogłoby tylko zniweczyć cały jej plan. Nie uwierzyliby jej, gdyby powiedziała, że chce ruszyć sama. Sprawdzić miejsce i potwierdzić swoje przypuszczenia. Zaprzeczanie profesji również wzbudziłoby wiele podejrzeń. Nie zamierzała kłamać, ale nie zaprzeczała również śmiałym założeniom wielkoluda. Wtedy to przyszło do wyboru posiłku, który zamierzała postawić młodzieńcowi. Oczywiście jak można było się spodziewać i ten szastał sumami, którymi nie powinien. Sama wybrała chudą kolację i mocno rozwodnione piwo. Nie zamierzała, ani się objadać, ani tym bardziej upijać.
Twarz dziewczyny zdawała się być cały czas pochmurna. Uśmiech zniknął całkowicie, a szare ślepia przepełniał pewien rodzaj smutku. - To dobrze. - Odpowiedziała rozglądając się popijającej bandzie. Mając szczerą nadzieje, że większość z nich nie zbudzi się do późnego popołudnia, to zapewniałoby wiele czasu. Atari nie miała pojęcia czego mogła się spodziewać, ale doskonale znała swoje granice. Obawiała się, że nie będzie w stanie rozwiązać całej tej sprawy w czas. Nie mogła rozegrać tego na spokojnie, odnaleźć dowodów i przekazać służbą wioskowym. Ogromny ciężar spadł na jej barki, a te przecież nie należały do szerokich. - Tak. Z zapłatą za moje usługi porozmawiamy w trakcie wędrówki. - Potwierdziła krótko starając się odegrać najemnika jak tylko umiała. Potrzebowała przewodnika w stronę doliny. Na miejscu zaś upora się już z całą drużyną, a przynajmniej taką miała nadzieję. - Proponuje udać się już na spoczynek i dostawić trunek. - Mówiąc to spojrzała ciężko na chłopaka, który pił swoją dolę. Zamierzała finalnie ich wyrolować, ale pół przytomni wcale nie będą pomagać. Podniosła się powolnie ze stołka łapiąc za swój pusty bukłak. - Będę czekać o świcie przed karczmą. - Oddaliła się w stronę właścicieli prosząc o napełnienie skórzanego naczynia świeżą wodą, po czym zapytała o nocleg nawet jeśli ten miałby dziać się w kuchni przy piecu. Musiała zmrużyć trochę oczy. Planowała wstać znacznie przed świtem nie do końca zawierzając potężnemu mężczyźnie. Wolała nie zostać w tyle, ponieważ śledzenie pośród wydm było niemalże niemożliwe.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Hibana » 30 kwi 2020, o 18:21

Obrazek
"Fatamorgana"
Dla: Atari Sanada
Misja rangi C
11/30


Chociaż ogólna atmosfera karczmy nie straciła na sile, ich mała grupa zaczynała się z wolna wyciszać i uspokajać. Rikuo i jego towarzysze pospiesznie kończyli posiłki, jedną nogą wstając od stołu. Typowe znaki końca dnia i nadchodzącej pory spania.
-Rozumiem, wyglądasz mi na uczciwą osobę, więc sądzę, że się jakoś dogadamy – powiedział Aoba ściskając dłoń dziewczyny. - O świcie przed wejściem, nie spóźnij się, bo nie będziemy czekać – mrugnął i się zaśmiał.
-Cudownie, że idziesz z nami, siostrzyczko – powiedział Rikuo, trzymając w ramionach drobną panienkę, jakby nie była w stanie sama wstać od stołu. - Dobranoc.
Następnie, całą trójką, odeszli od stołu, zostawiając na nim pieniądze i udali się na górę. Sprawiali wrażenie poważnych i odpowiedzialnych ludzi. Atari mogła sobie pomyśleć, że ma szczęście, że spośród tych wszystkich opojów trafiła właśnie na tych paru godnych – mogło się zdawać – zaufania. Może tylko ta panienka... była jakaś dziwna. Nie odezwała się nawet słowem, a nawet do pokoju trzeba było ją prowadzić. Ale, czy Atari powinna się tym przejmować?
Teraz kobieta miała ważniejsze sprawy na głowie, chociażby: gdzie spędzi noc? Dobrotliwie wyglądająca stara gospodyni, z uśmiechem babci napełniła bukłak na wodę. Wyglądało na to, że spotkanie grzecznego gościa było dla niej miłą odmianą, bo odnosiła się do Atari z dużą serdecznością. Kiedy nalała jej wody, zaczepiła swoje męża by zapytać go o miejsce dla miłej młodej damy. Niestety – co było do przewidzenia - pijana hałastra pozajmowała wszystkie pokoje, ale gospodyni znalazła wolne łóżko na zapleczu dla pracowników. Było nawet lepsze miejsce, ponieważ nie docierały do niego odgłosy z jadalni. Atari mogła w spokoju spędzić noc. Oby następny dzień był równie spokojny.
*
Następnego ranka, gdy słońce wstawało, troje ludzi w długich płaszczach stało pewnie przed wejściem do karczmy o dumnej nazwie „Klejnot Pustyni". Mieli ubrania podróżne i spakowane tobołki. Byli gotowi do długiej drogi przez pustynie.
Była z nimi – o ile wstała – jeszcze jedna osoba, młoda samuraj z dalekiej północy. Pozostała trójka powitała ją z uśmiechem. Był Rikuo, chłopak, który pomógł jej przy rannym. Aoba, duży mężczyzna, który zaproponował jej współpracę. Oraz...
-He-eeej! - Zawołał cienki, dziewczęcy głosik, a chuda ręka pomachała na przywitanie. - Ty jesteś Atari? Miło cię poznać!
Dziewczyna, około piętnastoletnia. Niska i drobna, zdecydowanie nie nadająca się na pustynie. Miała bladą cerę i zdecydowanie przyjacielskie usposobienie. Wyglądała jakby ruszała do szkoły, a nie na spotkanie z niebezpieczeństwem.
Atari początkowo mogła jej nie rozpoznać, ale miała szanse skojarzyć jej płaszcz. Czyżby to była panienka z wczorajszego wieczoru?
Po krótkim przywitaniu, byli gotowi ruszać w drogę.

z/t -> Pustynia
ObrazekLokalizacja Hibany: Yinzin
Prowadzone misje: "Męska sprawa"-D;
Towarzysz: Onna
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 721
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 18:36
Wiek postaci: 24
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG/Discord: 66265515

Poprzednia strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości