Jezioro na granicy z Sakai

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku i Ród Maji. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników.

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Toshiro » 7 mar 2020, o 14:14

- Kintarō Gonpachi -
- Misja D -
19/19

Misja zakończona sukcesem.

Nasłuchiwania nie było końca. Nikt nie chciał, albo po prostu nie wykonywał żadnego ruchu. Każda sekunda była ważna, ponieważ Gonpachi bardzo szybko wypłukiwał się ze swojej chakry. Czy to mądrze? Przecież to mógł być dopiero początek walki. Niemniej jednak podjął decyzję, aby w końcu dezaktywować przemianę w bandziora i zacząć po raz kolejny nasłuchiwać. Trwał tak w bezruchu jeszcze dobrą minutę lub dwie, ale w końcu udało mu się usłyszeć cichy plusk wody uderzającej o brzeg. Skierował się w tamtym kierunku w dość nietypowy sposób. Cichutkie szuranie po piasku zaczęło się rozlegać, a Kintaro powolutku turlał się do brzegu. Gdyby nie ta mgła, to musiało to wyglądać na prawdę komicznie. Następną rzeczą jaką zrobił mężczyzna było wysłanie klona do wody. Ten zaś zrobił to zupełnie bezszelestnie, bo przecież... był niematerialny! Kolejnym krokiem było cofnięcie swojej mgły. Trwało to dokładnie tyle ile jej stworzenie, czyli kilka sekunda. Po tych kilku sekundach okazało się, że przy jeziorze nie ma już nikogo. Oprócz Ryu, który chował się dobre dwadzieścia czy nawet trzydzieści metrów dalej. Po rozejrzeniu się dookoła można było śmiało stwierdzić, że przywódca tej grupy patrolowej... Po prostu uciekł. Ryu wychylił się zza drzewa oglądając pobojowisko.
-Cholera... A gdzie ostatni?-zapytał wyraźnie zdenerwowany. -Teraz to na pewno będziesz musiał zobaczyć moją wioskę i do tego odkręcić to co zrobiłeś! Spierdolił sobie zdrowo i teraz pójdzie powiadomić resztę. Ruszamy natychmiast po odpoczynku, to całkiem niedaleko, jakieś 2 dni drogi z przerwami. On będzie trochę wcześniej, ale nie może też podróżować cały czas. Pustynia, to niebezpieczny teren.- jak powiedział, tak zrobił. Ruszył w kierunku, z którego przyszli trzej mężczyźni. Jeśli Gonpachi chciał spojrzeć na ślady, to rzeczywiście widać było jak mężczyzna powoli się wycofał, a następnie rzucił się biegiem. Wyglądało na to, że na obu mężczyzn czekał odpoczynek przy rybach, a następnie długa podróż. Kintaro mógł z tym czasem zrobić co tylko zechciał.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Osiłek 2
Ryu
Osiłek
Avatar użytkownika

Toshiro
Najlepsza Letnia Scena
 
Posty: 928
Dołączył(a): 25 lis 2018, o 23:42
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Ubiór: https://i.imgur.com/aTEcS3d.jpg
Zbrojka(bez hełmu): https://i.imgur.com/0C5HZor.jpg
Często posiada na głowie zarzucony kaptur z czarnego materiału.
Widoczny ekwipunek: 2 wakizashi przy lewym boku, duża torba na dole pleców, zbroja
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=105025#p105025
GG/Discord: Harikken#4936
Multikonta: Harikken

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Kintarō Gonpachi » 8 mar 2020, o 03:51

Gonpachi był gotowy do akcji, czekał na moment w, aż mgła całkowicie się rozejdzie, a jego plan wejdzie w życie. Jednak gdy do tego doszło czekała go nielada niespodzianka, ostatniego mężczyzny nie było w pobliżu, wyrazie zaskoczony Gonpachi wyszedł z ukrycia i natychmiast odwołał klona – To niemożliwe jak on wydostał się z mgły? Czyżby był shin obi? – Pochłonięty myślami Kintarou nie zwracał większej uwagę na Ryu dopiero po dłuższej chwili spojrzał na niego i zaczął słuchać – Nie ma znaczenia czy kogoś powiadomi, i tak by się wydało – Spojrzał na Ryu, a następnie machnął głową, wskazując na dwa trupy. – Naprawdę sądzisz, że nikt nie powiązałby ich zniknięcia z tobą? Raczej pozostali dobrze wiedzieli gdzie i po co te zbiry się wybierają. W sumie nawet lepiej, że ten trzeci uciekł, cała złość skupi się na mnie, gdyby zginęli wszyscy to pewnie Ty byłbyś pierwszym celem – Usiadł przy brzegu jeziora i zaczął przyglądać się swojemu odbiciu – Muszę odpocząć, zużyłem zbyt dużo chakry, jeżeli mam pomóc w rozwiązaniu problemu w wiosce, to muszę być w dobrej kondycji, dlatego teraz się prześpię, obudź mnie za kilka godzin, – Gonpachi rozłożył się przy przegu rzeki i bardzo szybko zasnął, spał tak przez jakiś czas, po czym samoistnie się obudził, przetarł oczy, rozejrzał się, żeby odszukać Ryu, po czym gdy go dostrzegł powiedział – Zbieraj się! Idziemy, prowadź do tej twojej wioski – Gonpachi ruszły za Ryu, pierwsze 24 godziny podróży spędził, starając się jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę odpoczynku, żeby zregenerować siły. Gdy byli około Dzień drogi od celu, jego uwagę przykuła wędka Ryu, żyłka zamieszczona na niej przypomniała mu o pewnej technice, o której opowiadał mu jego nie żyjący już przyjaciel, mistrz, czy może bardziej podwładny, ciężko stwierdzić. Gonpachi chwycił za wędkę, i burknął tylko – Pożyczam – Ściągnął żyłkę, a następnie przy kolejnym postój odszukał odpowiednie miejsce i wziął się za trening.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Podszedł do Ryu spojrzał na niego znacząco po czym zapytał – Mogę zachować tę żyłkę? – Następnie zabrał swoje rzeczy i ruszył wraz z Ryu w dalszą podróż. Aż do momentu dotarcia do celu, Gonpachi przemieszczał się w całkowitym milczeniu, a każdą chwilę przerwy wykorzystywał na sen.
Avatar użytkownika

Kintarō Gonpachi
Gracz nieobecny
 
Posty: 35
Dołączył(a): 1 lut 2020, o 23:19
Wiek postaci: 26
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Ma długie czarne-siwe włosy związane w kok oraz długą brodę i wąsy w tych samych kolorach. Ubiór jest bardzo skromny, na nadgarstkach nosi dwa brązowe ochraniacze z metalowymi ozdobami oraz długie spodnie w tym samym kolorze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=7998

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Toshiro » 12 mar 2020, o 20:04

- Kintarō Gonpachi -
- Misja D -
1/15


Niestety Gonpachi na tę chwilę nie był w stanie ustalić w jaki sposób mężczyzna wydostał się z mgły, jednak wyglądało na to, że po prostu szedł powoli do tyłu aż w końcu z niej nie wyszedł i dał w długą. Tak na prawdę nic specjalnego. Ryu zaś wyglądał cały czas na niepocieszonego z tego co się wydarzyło. I pokręcił głową gdy mężczyzna mówił o powiązaniu ich śmierci z nim samym.
-Coś Ty. Za dobrze mnie znają, poza tym doskonale wiedzieli, że nie mam nic przy sobie co pozwoliłoby mi się obronić. Gdyby udało Ci się dopaść tamtego skurwysyna to nie byłoby praktycznie żadnego problemu.- powiedział lekko zrezygnowany. -Nie skupi się na Tobie, bo doskonale wie, że ja z Tobą byłem! Co oni Ci mogą zrobić? Tak na prawdę nic, a ja tam mam rodzinę na utrzymaniu. To nie takie proste jak Ci się wydaje.- oznajmił już nieco bardziej ożywionym i pretensjonalnym tonem. Ryu wyglądał już teraz na naprawdę zdenerwowanego, a może nawet bardziej zdesperowanego. Z każdą chwilą wydawało się, że cała ta sprawa bardzo na nim ciążyła i zdecydowanie nie mógł przestać o tym myśleć. Na szczęście zachował też w miarę zdrowy rozsądek i nie nakazał wymarszu nocą. Nie zareagował nawet na to gdy Kintaro pożyczył od niego wędkę podczas jednego z postojów, a zaraz po tym ściągnął z niej żyłkę. Patrzył jedynie przed siebie wyglądając na bardzo zamyślonego. Po chwili jednak nieco się ocknął i przyglądał się temu co robi brodacz.
-Pewnie, jak chcesz mam jej pod dostatkiem, ale nie wiem czy akurat ta Cię usatysfakcjonuje. Mam lepszą, na większe sztuki, stalową. Masz. Jak na razie mi się nie przyda, a i tak wracamy do wioski, więc to żaden problem.- powiedział nieco znużonym tonem i wręczył Kintaro 10m stalowej żyłki.


z.t do tego tematu -> viewtopic.php?f=70&t=28&p=134538#p134538

Ryu
Avatar użytkownika

Toshiro
Najlepsza Letnia Scena
 
Posty: 928
Dołączył(a): 25 lis 2018, o 23:42
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Ubiór: https://i.imgur.com/aTEcS3d.jpg
Zbrojka(bez hełmu): https://i.imgur.com/0C5HZor.jpg
Często posiada na głowie zarzucony kaptur z czarnego materiału.
Widoczny ekwipunek: 2 wakizashi przy lewym boku, duża torba na dole pleców, zbroja
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=105025#p105025
GG/Discord: Harikken#4936
Multikonta: Harikken

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Youmu Nanatsuki » 18 maja 2020, o 00:57

Ileż to dni minęło od turnieju? Nie, ile to było tygodni? A może miesięcy? Ciężko było zachować rachubę, a szczególnie, gdy niezbyt dbało się o datę. Dla Youmu był to po prostu kolejny dzień, ale nie taki zwyczajny, gdyż poprzedniej doby ukończyła swój wymarzony strój. Jej opus magnum było gotowe, a ona z nieskrywanym entuzjazmem wyczekiwała momentu, w którym będzie mogła w niego wskoczyć i gdzieś się wybrać. I nie, nie chodziło jej o zachwycanie innych własną kreacją, a o prostą satysfakcję, że nosi się coś nie tylko pięknego, ale także stworzonego od podstaw samotnie. Panienka Nanatsuki była w tym momencie nieco jak nastolatka - z drobnym uśmieszkiem leżała w łóżku, nie mogąc zasnąć z powodu ekscytacji. Była z siebie dumna i uważała, że Ayako byłaby tym bardziej. Powoli zaczęła się przyzwyczajać, że zawsze będzie myśleć o krawczyni z Ryuzaku, jako o swojej mentorce. Drażniąca myśl, ale przedstawiała prawdę, przed którą Youmu nie mogła uciec, nie mogła jej zaprzeczyć tak, jak tamta czerwonowłosa zaprzeczała szpetocie blizny. Okłamywanie siebie należało do skrajnie głupich. Jak można było oszukać samego siebie? Absurd, którego czarnowłosa pojąć nie mogła. Można było sobie wmawiać, że prawda jest inna, ale koniec końców zawsze się pamiętało, iż to tylko ułuda. Nasze czcze marzenie. Zupełnie nieosiągalne, a więc żałosne, patetyczne.
Nie wiedziała kiedy usnęła, ale zajęło jej to długo. Nie obudziła się z samego rana, jak to miała od niedawna w zwyczaju, jednak do południa było jeszcze daleko. Po porannej toalecie natychmiast wskoczyła w swój nowiutki strój, sprawdzając czy nie musi niczego jeszcze poprawić albo lepiej dopasować. Kreacja była dopieszczana przez prawie tydzień, ale zawodowy perfekcjonizm czarnowłosej nie pozwalał jej tak po prostu uznać, że wszystko jest już idealnie. Musiała się przekonać przynajmniej kilkanaście razy, nim przyjęła to do wiadomości. Zabrała swój płaszcz, ekwipunek i ruszyła w stronę Promyka, czyli swojego standardowego miejsca, w którym jadła śniadanie. Właściwie to stołowała się tam wyjątkowo często, wszak samemu niczego nie gotowała. Był to pewien sekret, ale Youmu nie potrafiła przyrządzić posiłku. Prawda, pamiętała jak się smażyło ryby czy nawet robi rybą zupę - wszak w Ryuzaku część swego życia spędziła w tej nieszczęsnej knajpie, w której podawano wyłącznie nie co innego, a ryby. Ten smród miała w pamięci i cieszyła się, że pustynia była z dala od ryb. Tutaj się ich nie jadło. I bardzo dobrze.
Po śniadaniu nie pozostało dziewczynie nic innego, jak znalezienie sobie jakiegoś zajęcia. Żyła trybem tak różnym od przeciętnych ninja - trenowała tylko wtedy, gdy musiała, a misje wykonywała... bardzo sporadycznie. Jej całe dnie mijały na hedonistycznych aktywnościach i tego dnia miało być nie inaczej. Zabrała z Promyka całą butelkę wina, a do tego drewniany kubek, który musiał służyć za podróżną lampkę. Gdzie zmierzała? Nad wodę, tam gdzie w cieniu alkohol smakował najlepiej. Tym razem padło na bardzo odległy kierunek - jezioro na granicy z prowincją Sakai. Youmu lubiła je za sam fakt, że granica przebiegała przez środek zbiornika co było zwyczajnie ciekawe.
Kto by się spodziewał, że chłodne wino stanie się nieznośnie ciepłe przy długiej podróży przez środek pustyni? Z pewnością nie rozczarowana panienka Nanatsuki, która musiała włożyć butelkę do przyjemnie chłodnej wody, aby obniżyć temperaturę trunku. W gruncie rzeczy nie przepadała za alkoholem, ale sączenie wina w estetycznie satysfakcjonującym miejscu miało swój urok, który Youmu lubiła. Czuła się wtedy wolna od wszelakich zmartwień, była jedynie obserwatorką, która przyglądała się światu i oceniała go, ale nie wtrącała się. Taka pozycja należała do całkiem przyjemnych, a tym bardziej, że kojarzyła się dziewczynie z byciem bóstwem. Wszak, o ile w ogóle istnieli, to co robili bogowie? Czy nie przyglądali się światu, nie ingerując w niego? Czy nie odcinali się od problemów ludzkości, pozwalając sobie jedynie patrzeć, badając czy te żałosne istotki będą w stanie pokonać kolejny napotkany problem? Było to intrygujące, jednak ta bierność nie pasowała do Youmu. Gdyby ona była boginią, to taką nad wyraz aktywną. Jej błogosławieństwa byłyby wielkie, ale tylko dla nielicznych, aczkolwiek kary... kary byłyby dla wszystkich, a ich surowość na tyle znaczna, by nikt nie ośmielił się bluźnić przeciwko niej.
Z taką przyjemną wizją siebie-bogini, młoda Maji zasiadła pod jednym z drzew, uprzednio zdejmując z siebie swój ulubiony płaszczyk. Został on zawieszony na wbitym w drzewo kunaiu. O ten sam pień oparty był Fuma shuriken i Youmu, która z odchyloną do tyłu głową i zmrużonymi oczyma wpatrywała się w taflę wody. Myślami była zupełnie gdzie indziej, nie zważając na otoczenie, ani na zagrożenia jakie mogły na nią czyhać. Ilu wrogów narobiła sobie przez swoje życie? Otwartych, może jednego, dwóch, ale takich skrytych? Setki lub tysiące. Ktoś mógł chcieć jej śmierci i, niestety, miałby ku temu wiele powodów. Panienka Nanatsuki miała sporo przewinień na swoim koncie. Biedactwo ją nienawidziło, bandyci bali się jej brutalności, a bogacze nie znosili jej arogancji, więc potencjalnych wrogów miała od groma. A jednak nie dbała o nich, nie myślała o zagrożeniu. Nie uważała, że uczyniła cokolwiek złego, bo zawsze kierowała się swoim systemem wartości. On jasno wyznaczał co było dobre, a co złe i definicja była banalna. W grę nie wchodziła moralność, ani jakiekolwiek uczucia, a czysta, chłodna kalkulacja zysków i strat. Dobre było to, co wzbogacało, a złe było przeciwieństwem dobrego. Czyż świat nie był prosty? Według Youmu wystarczyło mieć odpowiednio dużo oleju w głowie, a wszystko stawało się tak oczywiste, że aż absurdalne. Absurdem byłoby też zaatakowanie jej, a więc samej Youmu Nanatsuki, istoty o największym potencjale. Z tego powodu nie uważała, że jakikolwiek jej wróg był rzeczywistym zagrożeniem. Lekceważyła wszystkich jak jednego, beztrosko patrząc w wodę i przeskakując myślami od tematu do tematu, w oczekiwaniu na schłodzenie wina.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 20:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Tohaku » 18 maja 2020, o 18:01

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[1/30]





To interesujące, jak niekonsekwentne bywają wspomnienia, osoby, które kryjemy gdzieś tam w zakamarkach swoich umysłów z tego czy innego powodu. No bo spójrzmy na taką panienkę Youmu. Oto skrajnie (i nie przesadzam używając tego słowa!) narcystyczna brunetka, przesiąknięta do szpiku uwielbieniem dla siebie i jadem dla niemalże wszystkich pozostałych. No bo jak tu sobie zyskać szacunek ów dziewuchy? Sama lubi sobie wmawiać, że uznaje ludzi, którzy przejawiają jakąś wartość, ale ta wartość sama w sobie jest bardzo subiektywna, no bo nie ma przecież cenniejszego człowieka niż ten, którego godność zaczyna się na "Y", a kończy na "oumu Nanatsuki", nie? A mimo to pamiętała ona i — choć zapytana pewnie czym prędzej by zaprzeczyła tudzież uraczyła pytającego jednym ze swoich ciężkich westchnięć — afirmowała swoją mentorkę? Czy to odpowiednie słowo? To wie tylko sama czarnowłosa, o ile gdzieś tam zachował się choć jeden kręg kręgosłupa moralnego. No, ale fakt, że pamiętała swoją mistrzynię, kobietę, która niezależnie od perspektywy poniekąd ukształtowała dwudziestolatkę, jest jeszcze do przełknięcia, nawet biorąc pod uwagę jej trudny charakterek. Co innego to, że choć przelotnie rozmyślała o tej nic nieznaczącej Hibanie, którą przed kilkoma miesiącami poznała na turnieju. Toż to się nie godzi, bo i dlaczego oszpecona czerwonowłosa miałaby marnować tak cenne miejsce w doskonałej główce? No a jednak, niestety nasze organizmy nie zawsze były tak wybredne jak my sami, nasze dusze i jestestwo. Z jakiegoś powodu "skrajnie głupia", "okłamująca siebie" dziewczyna została cokolwiek zapamiętana przez Youmu i dobrze, że sama nie doszła do podobnych wniosków, co pieprzący trzy po trzy narrator, bo jeszcze nabawiłaby się kolejnego załamania poznawczego tak jak wtedy, na trybunach. Co prawda pewnie i w tym wypadku gimnastyka umysłowa wyciągnęłaby ją z tarapatów, ale po co ryzykować, no nie?
Lepiej się cieszyć. Samą sobą, swoim sukcesem. Sukcesem, który tego dnia (jednego z kilku, które przetoczą się w tej zawoalowanej opowieści) objawił się — obok zapewne wielu innych aspektów, wszak panienka Nanatsuki była istotą doskonałą — opus magnum w postaci nowiutkiego stroju. No, piękny, szarańcza nie siada czy jakoś tak, bo kto by tam wiedział, jakie to robactwo nękało ludzi pustyni? Nieważne. Ważne za to, że oto brunetka osiągnęła perfekcję po raz kolejny, a na pewno perfekcję w swoich oczach, bo kto wie, czy profesjonalny krawiec nie skrytykowałby jej dzieła? W sumie to bez znaczenia, bo po takim występku pewnie zostałby albo pokonany dosłownie, spacyfikowany żelaznym piachem, albo pokonany retorycznie, ciętym językiem niepozornego podlotka. Choć jednak coś rzeczywiście musiało być w tym ubraniu, bo kierując się w stronę "Promyka" dwudziestojednolatka mogła poczuć na sobie jeszcze więcej spragnionych spojrzeń niż zwykle, a amanci — ci już spławieni tudzież nieszczęśnicy, którym jeszcze nie dane było ujrzeć ów wspaniałości — zdawali się jeszcze bardziej onieśmieleni. Zupełnie tak, jakby była boginią kroczącą wśród śmiertelnego ludu. Ach, piękna wizja.
Piękniejsza niż nuda, którą Youmu skrzętnie wypełniała hedonizmem i dekadencją. Zimna, gliniana, droga butelka w dłoń i witaj przygodo! Co prawda do dziś pozostaje zagadką jakim sposobem ten niedościgniony umysł nie wpadł na to, że po zaledwie kilkunastu minutach w gorącym słońcu trunek stanie się nieprzyjemnie ciepły, ale już się tak nie czepiajmy, bo jeszcze wyleczymy ją z narcyzmu i co będzie? No ale trudno się nie czepiać, szczególnie że i sama podróż do upragnionego miejsca była dłuższa niż prawdopodobnie się spodziewała. Cały dzień, cała noc, pewnie spędzona w którejś z nielicznych oaz, a potem jeszcze pół dnia, nim młoda Maji wreszcie dotarła do celu. Czy było warto? Nawet jeśli nie, to nie ma sensu stawiać takich pytań, przecież nasza ulubiona bohaterka nigdy by nie podważyła jakiejś swojej decyzji, a nawet jeśli, to szybko znalazłaby uzasadnienie, że nie, pomyłka, jednak była słuszna. Skupmy się wreszcie na tym co było, a nie na tym, co mogłoby być.
Popadłszy w zadumę, czarnowłosa mogła poczuć się jak w raju. Oto bogini, wygodnie rozłożona pod drzewem, z przyjemnym wiaterkiem muskającym spieczoną przez relatywnie długą podróż skórę, patrząca z góry na wszystko i wszystkich. O tak, granica z Sakai była znacznie przyjemniejsza od terenów bliżej centrum Atsui. Nie sposób zaprzeczyć, że pustynia miała swój urok, ale nawet dla rdzennych mieszkańców czasem było to jednak trochę za dużo. A tu? Zbliżający się wieczór sprawiał, że temperatura była wręcz idealna. Bezchmurne niebo, chlupot jeziora, gdy co rusz harcowała w nim jakaś ryba, no i przede wszystkim ten upragniony spokój. Aż chciałoby się po prostu lenić, odpłynąć w krainę po brzegi wypchaną endorfinami. No i już, już prawie tak się miało stać, gdy czyjś głos brutalnie przebił ciszę, jakkolwiek nie zważając na odpoczywającą panienkę.
Youmu Nanatsuki. — Głosiły pierwsze słowa, które wypowiedziane były tonem jeszcze nudniejszym niż ich kolor. Beznamiętność to zdecydowanie zbyt mało powiedziane, a jakby tego było mało to mężczyzna (bo choć tyle dało się wyłapać) dodał: — Wiadomość od Kirino. — Tylko tyle. Normalnie enigmatyczność pewnie dodawała uroku, ale jeśli posłaniec zasłużył na spojrzenie adresatki, to już nie było czego ratować. Cała jego aparycja przywodziła na myśl kogoś, kto kiedyś się bardzo starał, ale ostatecznie został nikim i wybierano go do najgorszej roboty, na przykład takiej jak przeszkadzanie chodzącemu ideałowi. Mysie włosy, twarz bez żadnych elementów charakterystycznych elementów, nijakie ciało. Jedynym wyróżniającym się elementem tego osobnika było trzymane przez niego zawiniątko, zapewne ze wspomnianym przed chwilą listem. Mężczyzna był po prostu nikim i aż dziw, że ośmielił się w ogóle zaistnieć w otoczeniu takiej bogini. Może chciałoby się spytać chociażby o to, jak ją namierzył, ale czy naprawdę warto się z kimś takim wdawać w dialog? Czy nikt rzeczywiście mógłby skrywać jakieś tajemnice? To dopiero miało się okazać lub też nie, zależnie od wyniku audiencji. Aż sam się irytuję na myśl o tych szarych, beznamiętnych oczach, wpatrujących się we mnie, a co na to Youmu?
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 18:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Youmu Nanatsuki » 19 maja 2020, o 01:38

Któż mógłby się spodziewać, że czarnowłosa jest zdolna do błędów? Może narrator i narratorka tej opowieści, ale z pewnością nie główna bohaterka - Youmu. Nie pierwszy raz była przy jeziorze znajdującym się na granicy z Sakai i znała długość trasy. Wiedziała, że wybiera się na wycieczkę kilkudniową, ale czy miało to jakieś znaczenie? Nigdzie jej się nie śpieszyło, nikt za nią nie tęsknił, ani nikt na nią nie czekał. Miała tyle czasu, ile postanowiła sobie poświęcić. Czy było warto? Kwestia sporna i niezmiernie subiektywna. Gdyby zapytać jednych, to warto było założyć rodzinę i spłodzić potomstwo, gdyby innych - zabić się. Kto tutaj miał rację? Ten, który wierzył, że to właściwe posunięcie. Dlatego też panienka Nanatsuki wierzyła, że warto jest wybrać się przez całą szerokość Atsui, by spędzić jeden dzień w zdecydowanie przyjemniejszej temperaturze, racząc się winem. Odnośnie tego wina... było obrzydliwie ciepłe i była to sprawa równie obrzydliwie oczywista, a jednak czarnowłosej nawet przez myśl nie przemknęło, że może wystąpić taki problem. Czemu? Gdyby zapytać Youmu, to odpowiedziałaby, że jej umysł jest skupiony na wznioślejszych i cenniejszych rzeczach, niż temperatura jej trunku. Gdyby to przetłumaczyć z narcystycznego na ludzki, wyciągając z tego esencję prawdy, to okazałoby się, że zwyczajnie zapomniała, nie pomyślała o tak błahej rzeczy. Jakkolwiek starałaby się, to wciąż była jedynie człowiekiem, a więc istotą zdolną do błędów, wręcz stworzoną do nich. Młodej Maji wydawało się często, że to stworzenie ludzi było największym błędem. Jakakolwiek była to siła, cokolwiek do tego doprowadziło, to popełniło gigantyczny błąd. A przynajmniej tak się wydawało, do narodzin Youmu, samozwańczej wybawicielki. Od czego wybawiała? Od uznania wszystkich ludzi, całe społeczeństwo, które budowali i miasta jakie zakładali, wszystkie ich osiągnięcia i dokonania, za, zwyczajnie, nic nie warte. To ona miała osiągnąć rzeczy, które dla innych były jedynie nieśmiało wyszeptywanym marzeniem, o którym nigdy nie pomyśleli poważnie. Nie dało się ich winić za porzucanie ich, nim spróbowali - mowa była tutaj o celach naprawdę legendarnych, których osiągnięcie zmieniało bieg historii. Do tak absurdalnych marzeń, należało mieć absurdalną pewność siebie, której Youmu nie brakowało. Czarnowłosa w końcu była niezwykle dziwaczną osobą, gdyż to ten skrajny narcyzm napędzał ją do działań, przesadna wiara w siebie zmuszała do podejmowania kroków, które ją przerastały, wiecznie przesuwając granicę komfortu dalej i dalej, przystosowując dziewczynę do nowych sytuacji. Ryzykowała wiele, ale i zyskiwała wiele. Ten parszywy charakter doskonale motywował ją, do osiągnięcia swoich celów, które nie należały do najszczytniejszych. W innym wypadku byłoby to nawet godne podziwu. Okropny charakter nie zmieniał jednak faktu, że panienka Nanatsuki była kobietą niezwykle zdecydowaną, pewną siebie, dążącą do celów i niepotrafiącą się załamać. Mogła być wzorem dla nastolatek, mogła być autorytetem dla wielu innych, ale nie dało się przymknąć oka na powody swej wspaniałości. I wtedy stawała się przykładem, jaką osobą nie być, co w pewnym stopniu również czyniło z niej pokrętny autorytet. Wystarczyło się nie wzorować na czarnowłosej, a już się było lepszym członkiem społeczeństwa. Jednak czy na pewno? Może jednak miała rację w swoich bezdusznych refleksjach? Może uczucia tylko ograniczały ludzi, zaślepiając ich, nie pozwalając im poznać prawdziwej wartości? Może.
I wtem pojawił się głos. Jego barwa kojarzyła się Youmu z wymiocinami. Normalnie byłaby zaskoczona, że ktoś się znalazł tak blisko niej, ale teraz? Teraz zachowała spokój, jakby spodziewała się, iż ktoś do niej coś powie, a przecież była pochłonięta rozmyślaniami. Jej oczy przestały być zamglone, skupiły się na tafli jeziora, a beznamiętna mina utrwaliła się na buźce dziewczyny, która bez słowa wystawiła rękę w stronę mężczyzny, aby ten podał jej zwój. Nie musiała na niego patrzeć, aby wiedzieć, że takowy dla niej posiada, bo w taki sposób zawsze były przekazywane informacje. Nie ustnie, to było nieprofesjonalne i tylko wzmagało zagrożenie wykradnięcia informacji. Albo ich sprzedania. Tak czy inaczej, wiadomość i to bezpośrednio od Kirino oznaczała, że ma zadanie, w którym czarnowłosa mogła się doskonale sprawdzić. Nie wierzyła, że liderka mogłaby ją wezwać tylko na jakieś pogaduchy i to akurat teraz, gdy po tylu tygodniach zalegania w osadzie postanowiła wybrać się gdzieś dalej. Młoda Maji była niemalże pewna, że czeka na nią misja i była z tego powodu całkiem zadowolona. Może niekoniecznie uśmiechało się jej pracować, gdy już zaplanowała sobie relaks, ale zlecenie prosto od Kirino było po dwakroć cenniejsze. Nie tylko była to kolejna zasługa dla szczepu, nie tylko na tym dobrze zarabiała, bo zadanie było finansowane przez władze, ale także zdobywała uznanie Shirei-kan, na czym zależało jej z pragmatycznego punktu widzenia. Im bardziej doceniała ją liderka, tym łatwiej było się wspinać po szczeblach kariery. A to znów było niezbędne, by Youmu mogła osiągnąć swoje marzenia.
Leniwie przeniosła wzrok na posłańca, wyraźnie oczekując wręczenia wiadomości. Nie chciała go odsyłać od razu, bo możliwe, że miała jakąś odpowiedź dla Kirino. Panienka Nanatsuki miała ten luksus, że Shirei-kan brała pod uwagę jej niezwykle problematyczny charakterek i zdawała sobie sprawę, że z czarnowłosą nie zawsze jest tak, jak można było się spodziewać. Nieprzewidywalna? Nie, to oznaczałoby, że nie kierowała się logiką. Każdy tok myślenia był do przewidzenia, ale wymagał odpowiednich informacji. Youmu doskonale zdawała sobie z tego sprawę, dlatego też wolała być enigmatyczna. Nie zdradzać informacji, aby nikt nie pojął tego, do czego zmierza. I tym razem, chociaż Kirino najpewniej była święcie przekonana, że czarnowłosa przyjmie potencjalne zlecenie, bo było nijako rozkazem, to mogło okazać się inaczej. Wtedy to ten przeklęty kurier zostałby wysłany z prostą informacją dla liderki - "nie zgadzam się". Ale nie należało tak bardzo wybiegać w przyszłość, gdyż młoda Maji nie miała zielonego pojęcia jaka jest treść przekazywanej jej wiadomości. Zatem czekała, wpatrzona swym rubinowym spojrzeniem w mężczyznę, a dokładniej w jego szare oczy, które najprawdopodobniej doskonale definiowały jakim jest człowiekiem - nudnym, smutnym, pozbawionym polotu i finezji. Niestety, nie zasługiwał nawet na ten moment refleksji nad nim, Youmu traktowała go jak... nic. Po prostu trybik w maszynie, który pełnił taką, a nie inną funkcję. Jego zadaniem było dostarczanie wiadomości i na tym jego jestestwo się kończyło. Był tylko tym i aż tym, oceniając go pokrótce. Nie odczuwała żadnego obrzydzenia spowodowanego jego beznamiętnym spojrzeniem. Ludzie patrzyli, tak już mieli w naturze, ale mało kto widział. Ich wzrok nic nie znaczył, był bezmyślnym przyglądaniem się, z którego nie wyciągali wniosków. Nie zdobywali nawet informacji. Ot patrzyli, rejestrując wydarzenia i przekazując je dalej. Na nią, akurat, często patrzyli. Niektórzy z pogardą, inni z nienawiścią, strachem lub nawet pożądaniem, a jeszcze inni z... obojętnością. Niech się przyglądają, niech patrzą tak długo, aż zrozumieją kim jest. Tak myślała, ale wiedziała, że to niewykonalne. Zwykły śmieć nie był w stanie pojąć jej wspaniałości. Trzeba było być kimś, aby zrozumieć ogrom perfekcji Youmu. To było tak, jak z krawiectwem - wydawało się, że to zszywanie powycinanych płatów materiału. Zadanie banalne, bo kto w tym świecie nie potrafił posługiwać się igłą i nicią? Każdy cerował sobie ubrania. Kreacja czarnowłosej dla niewprawnego oka była po prostu ładnie pozszywanymi kawałami tkanin w określony, pomysłowy sposób, ale dla innego krawca lub szwaczki sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Okazywało się, że strój był tak niezwykle skomplikowany, w jego stworzenie zostało włożone tak wiele pomyślunku i czasu, że prosty umysł niezaznajomiony z tym fachem nie mógł nawet sobie wyobrazić ogromu pracy oraz wspaniałości stroju. I tak było też z ocenianiem ludzi. Tylko ci, którzy sami byli wartościowi, mogli zrozumieć wartość innych. A ci najwspanialsi... ci rozumieli jak bardzo żałośni mogą być inni.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 20:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Tohaku » 20 maja 2020, o 16:34

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[3/30]





Tak to już jest, że postacie trudne i oryginalne zapadają w pamięci na znacznie dłużej. No bo można panience Youmu zarzucić naprawdę wiele, ale tylko głupiec powiedziałby, że jest ona codzienna. Zaryzykowałbym raczej stwierdzenie, że usadowiła się dokładnie po drugiej stronie spektrum i nie zamierza opuszczać swojego miejsca, no bo przecież jest tak doskonała i nieomylna. To cudowny moment, gdy nawet osoba postronna, inny narrator tudzież czytelnik, jest w stanie dostrzec to skomplikowanie w naszych kreacjach. Prawie tak jak z krawiectwem, nie? No bo dla niektórych czarnowłosa będzie po prostu zimną suką, a dla innych osobą skłaniającą do refleksji. Mimo że skrajny pragmatyzm i hedonizm do tej pory nigdy nikomu nie wyszły na dobre, to dwudziestojednolatka radziła sobie świetnie. Czy przełamała czwartą ścianę i usłyszała moje zarzuty, czy też nie — nieważne. Tak czy siak doszła do słusznych, według siebie oczywiście, wniosków. Długawa podróż tylko po to, by wylegiwać się nad jeziorem? To ja rządzę swoim czasem i zdecydowałam, że właśnie na to go przeznaczę. Wino, które stało się obrzydliwie ciepłe po zaledwie kilkunastu minutach wędrówki? Phi, nie zaprzątam swojej perfekcyjnej głowy tak błahymi sprawami, ba, myślę o rzeczach znacznie wznioślejszych. Zaiste wkurwiające i urzekające jednocześnie, ale działa? Działa. Każde działanie uzasadnione, egzystencja niezachwiana, Youmu szczęśliwie dotarła do celu.
No może poza tym, że szczęście to okazało się bardzo płonne, bo już po kilku chwilach została wyrwana z relaksu nudnym, pozbawionym jakiejkolwiek wyróżniającej cechy głosem. Chociaż kto wie, może cieszyła się z tego, że zgodnie ze słowami mężczyzny miała dostać jakieś zadanie od Kirino? Podpowiem. Wiedziała to tylko sama czarnowłosa i wie to moja koleżanka po fachu, która pociąga za sznurki podczepione do doskonałego jestestwa swojej kreacji. Tymczasem wyciągnięta ręka została odebrana jednoznacznie i nikt bez słowa podał zwój, by dziewczyna mogła się z nim zapoznać. Nawet jeśli był kimś więcej niż się wydawał — w tym momencie nie było to istotne. Obecnie po prostu istniał i tyle, nijaki do bólu i niemalże przezroczysty, podczas gdy Youmu miała czas zapoznać się z wiadomością od swojej ukochanej szanowanej przez pragmatyzm liderki.
Do Nanatsuki Youmu,

Historia kołem się toczy.
Ktoś nawalił i Tobie przypadło posprzątać. W wiosce Kimogawa znajdującej się niedaleko granicy z Sakai zalęgła się zaraza w postaci kultystów-fanatyków. Dōkō — wysłany, by uporać się z problemem — zaginął bez wieści. Minęły już prawie trzy tygodnie odkąd zostało mu przydzielone to zadania. Brzmi prawie znajomo?
Dokończ to, co zostało rozpoczęte. Masz wolną rękę... w granicach rozsądku.

Podpisano,
Kirino

Krótko i treściwie, wraz z prowizoryczną mapką wskazującą przybliżoną lokalizację wspomnianej wioski. Zero osobistych wzmianek, ba, brakowało nawet gratulacji po wygranym turnieju. Czyżby była to uszczypliwość od liderki czy może zwyczajne niedopatrzenie? Wnioski pozwolę wyciągnąć bohaterce samodzielnie, zobaczymy, co też wymyśli ta jej nieskazitelna główka. Niewątpliwie dostała zadanie do wykonania, ale nie oznaczało to, że musiała się zgodzić. To znaczy teoretycznie musiała, co potwierdziłby pewnie każdy przeciętny zjadacz ryżu, ale bogowie już tak mają, że sami decydują o swoim losie.
Tymczasem posłaniec tak jak stanął po wręczeniu listu, tak cały czas trwał w bezruchu, czekając na odprawę tudzież odpowiedź do przekazania. Zostało tylko to, no i... no i co? Chyba ruszenie w drogę, nie? O ile oczywiście Youmu nie sprzeciwi się rozkazowi.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 18:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Youmu Nanatsuki » 21 maja 2020, o 04:31

Kirino miała w serduszku Youmu specjalne miejsce - gdzieś pomiędzy rzędem, w którym samotnie zasiadała Ayako i zwał się on "ławą wartościowych ludzi", a wypełnionym po brzegi placem, mogącym równie dobrze nosić nazwę "plac straceńców". Upraszczając, chociaż czarnowłosa szanowała swoją liderkę, to w gruncie rzeczy planowała ją kiedyś zabić. Ciężko było w takim przypadku mówić o jakimkolwiek uczuciu, a nawet panienka Nanatsuki nie życzyłaby sobie, aby ktokolwiek posądzał ją o takie idiotyzmy. Jakkolwiek była oderwana od rzeczywistości, a była znacząco oderwana, tak widziała siebie jako osobę twardo stąpającą po ziemi. Odcinała się od jakichkolwiek uczuć, chociaż tak naprawdę nie musiała. Nie musiała, bo nic nie odczuwała. Mowa tutaj o konkretnych relacjach międzyludzkich, gdyż w innym wypadku - czuła bardzo wiele. Tak ogromne zażenowanie, gdy przyglądała się innym, tak wielką irytację, gdy słuchała innych i tak gargantuiczne obrzydzenie, gdy podchodzili bliżej.
Nijaki jegomość zrozumiał sugestię czarnowłosej, wręczając jej natychmiast zwój. Przy okazji oszczędził Youmu wysłuchiwania jego niezmiernie nudnego głosu. Był idealnym posłańcem - bez cech charakterystycznych, bez ambicji i bez zbędnych słów. Grzecznie wykonywał polecenia, nie mając nic do dodania. A przynajmniej na takiego wypadał w tej krótkiej chwili, która naturalnie wystarczyła panience Nanatsuki, aby określić wartość nieznajomego. I nie była ona wysoka, ale wciąż wyższa, niż każdego przeciętnego człowieka z Kinkotsu. Może szarooki kurier nie był nikim specjalnym, jednak wykonywał powierzone mu zadanie nienagannie, a to się ceniło. Czarnowłosa potrafiła docenić ludzi, którzy nie byli kimś, byli szarymi, mało wartościowymi jednostkami, ale jednak poświęconymi celowi, który został im nadany. Posłuszeństwo było cenne i Youmu mogłaby, uwaga, nawet pochwalić taką osobę. Oczywiście, gdyby tylko pracowała na jej rzecz, a nie Kirino czy kogokolwiek innego.
Cała wiadomość od liderki była dla panienki Nanatsuki dosyć zabawna. Nie tylko Shirei-kan była śmiertelnie przekonana, że kunoichi podejmie zadanie, ale także ubrała to w nieprzypadkowe słowa, a dodatkowo cała sprawa brzmiała identycznie, jak ta w Sanibare. Czy pustynia była naprawdę taką wylęgarnią fanatyków? Jeżeli tak, to doskonale, bo oto nadchodzi prawdziwa perfekcja, wstępująca w poczet bóstw. Jednak sam cel zadania był jasny, bez żadnych zagwozdek. "Posprzątać", czyli wybić co do nogi albo zapobiec dalszemu rozwojowi - sami wymrą. Banalna sprawa. Bardziej zastanawiające było to, jak Kirino odnosiła się do Youmu. Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko, wyobrażając sobie, że siedzi teraz w gabinecie liderki, a ta do niej mówi dokładnie to, co zostało zapisane w zwoju. Niby nic, jednak młoda Maji nagle zrozumiała, że ta forma wcale nie ma być dla niej uszczypliwa, a wręcz przeciwnie - jest lekka i nieformalna, jakby ich relacja była nieco ponad rangowe podziały. Nieco, bo wciąż otrzymywała zadanie, które było poniekąd rozkazem. Nie zamierzała się w żadnym wypadku sprzeciwiać. Może wyglądała jak zbuntowana nastolatka, ale z całą pewnością nią nie była. Nie stawała okoniem tylko po to, aby to zrobić. Jej umiłowanie wartości nie pozwalało na takie zachowanie, bo... co z tego by miała? Masę problemów, a zyskałaby odrobinę satysfakcji. Czy byłoby warto? Skądże.
Przyglądnęła się nieco dłużej mapce, mając w myślach jedne z ostatnich słów zapisanych w zwoju. Miała wolną rękę. Tak, jakby kiedykolwiek jej nie miała. To był punkt, w którym Youmu mogłaby się zbuntować. Cel nie był tak istotny, ale metody? To już inna sprawa. W tym momencie role były odwrócone i to liderka była zdana na panienkę Nanatsuki, a dokładniej na jej sposób rozwiązania sprawy. Ostatecznie nikt nie mógł zagwarantować, że zirytowana młoda Maji zwyczajnie nie zrówna całej wioski z ziemią albo, przykładowo, że nie dokona pacyfikacji. Nie ma człowieka, nie ma problemu. To było tak proste. Tak czy inaczej - ciężko było teraz opracować jakąkolwiek taktykę. Kirino była bardzo lakoniczna w swej wiadomości, aż za bardzo. Nie podała wielu informacji, które mogłyby ułatwić Youmu zadanie, takich jak, chociażby, wygląd tego Dōkō, jego imię czy umiejętności. Wiedza na temat tego kultu też byłaby w cenie - czy to również wyznawcy Amaterasu, a może czegoś innego? Niestety liderka albo nie pomyślała o tym, by się podzielić takimi informacjami, albo ich po prostu nie posiadała. Ewentualnie specjalnie nie dodawała ich, bo wierzyła, że czarnowłosa i tak sobie poradzi. Nawet jeżeli ostatnia opcja była prawdziwa, to Youmu musi poprowadzić Kirino wykład o tematyce pragmatyzmu. Co z tego, że panna Nanatsuki pokona każdy problem, skoro mogłaby go rozwiązać szybciej lub z zachowaniem większej ilości energii? To tak, jakby wszystko szyć największą igłą - oczywiście, da się, ale czy nie łatwiej byłoby małą? Po co tak utrudniać?
Zwinęła zwój i westchnęła ciężko. Oto kończył się moment, w którym odpoczywała. Kilkudniowa podróż do jeziora miała zakończyć się kilkuminutowym przesiadywaniem pod drzewem, nim jeszcze wino zdążyło się schłodzić, aby celebrować chwilę relaksu. Właściwie Kirino nie pisała nic o terminie czy pośpiechu, ale Youmu nie lubiła mieć obowiązków na głowie. Zajmowały jej niepotrzebnie myśli, a wcale nie były bliższe wykonaniu, więc wolała je załatwić natychmiast, by później móc spokojnie wrócić do prostego, hedonistycznego życia. Dlatego też nie zamierzała czekać, podniosła się, chowając do torby zwój z informacją i rzuciła okiem na nieznajomego, który stał jak wryty, widocznie oczekując na coś. Najpewniej chciał uzyskać pozwolenie, że może iść, ale czarnowłosa nie odezwała się do niego, a jedynie podeszła pod wodę, w której znajdowała się butelka z winem. Trunek, chociaż do najwykwintniejszych nie należał, to wciąż był wysokiej jakości, jaką oferował jeden z najbardziej luksusowych lokali w Kinkotsu. Szkoda byłoby, gdyby się zmarnował, a Youmu z całą pewnością nie należała do tych, którzy piją w pracy. Ona, tak naprawdę, nawet nie piła. Dla niej wino było jak smaczny napój i nic więcej. Prawdę mówiąc, wolałaby, aby nie był to alkohol, a sok. Stan upojenia należał do problematycznych, a rozluźnienie, jakie oferowały różnorakie trunki, zazwyczaj było zdradliwe albo niezwykle ulotne. Niemniej, wyciągnęła z wody zakorkowaną, ceramiczną butelkę, którą bez słowa rzuciła do posłańca tak, aby ją złapał. Gdyby postanowił tego nie robić, to najpewniej oberwałby w bark naczyniem, brudząc się jedynie naprawdę ciężką do sprania cieczą.
- Zanieś Kirino i przekaż jej, że zajmę się sprzątaniem. - cóż to za niezwykły podarek! Ciepłe wino nie należało do najprzyjemniejszych trunków możliwych do spożycia, ale po co Youmu miała je nosić przy sobie? Zostawić je tutaj było szkoda, zabrać ze sobą bez sensu, więc pozostawała opcja z wręczeniem go kurierowi. Tylko że młoda Maji nie miała najmniejszego interesu w podarku dla tego nieznajomego. Nie ona powinna nagradzać go za posłuszeństwo. Znacznie ciekawszym było zrobienie Kirino drugiego prezentu, tym razem znacznie bardziej symbolicznego, niż ten pierwszy. Właściwie... może był to trzeci prezent? Wszak zwycięstwo na turnieju było nijako prezentem dla liderki, która teraz mogła się chełpić, że ma tak wspaniałą kunoichi w swoich szeregach. Czy tak było? Youmu się nie łudziła. Wiedziała, że Shirei-kan jest, w prostych słowach, konkretną babką, która nie dba o takie pierdoły. Wiedziała to, bo sama nie liczyła się z własną wygraną. Była dla niej praktycznie bez wartości. Ot przyjemne zakończenie nieprzyjemnego wydarzenia. - To tyle, możesz spierdalać. - mruknęła na koniec, odwracając wzrok od nieznajomego. Wiadomość jaką przekazywała Kirino nie miała znaczenia z punktu widzenia liderki - w końcu misja była jak rozkaz i najpewniej liderce nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś będzie się buntował. Jeżeli poznała dobrze Youmu, jeżeli tylko znała się na ludziach chociaż w pewnym stopniu tak, jak czarnowłosa, to wiedziała, że ta nie będzie niesubordynowana. Całym celem tych kilku słów skierowanych do Shirei-kan było podkreślenie sformułowania "sprzątanie". Coś czuła, że następnym razem Kirino lepiej dobierze słowa. Przy okazji miało to ukazać, że "sprzątanie" po kimś wcale nie uwłacza panience Nanatsuki i ta z jednakowym entuzjazmem podchodzi do zlecanych jej zadań. Na pierwszy rzut oka mogło być to szokujące, wszak wszystkich ludzi najbardziej raziła duma Youmu. Prawdą było, że dziewczyna uważała się za nie wiadomo kogo. Ekhem, wiadomo - za chodzący ideał, czystą perfekcję i prawdziwe uosobienie bóstw. Jednak chociaż była to cecha tak wyrazista, to wciąż nie dominująca. Przeklinali ją za tę pychę, skupiali swą uwagę na arogancji czarnowłosej, bo dotykała ona ich bezpośrednio. Panienka Nanatsuki nie poprzestawała na tym, że wiedziała, iż jest najwspanialsza - ona żyła w ten sposób. Zachowywała się, mówiła i działała, jakby była perfekcyjna. A najgorsze dla innych było to, że miała ku temu powody. Wiecznie zwycięska, nie znająca prawdziwego smaku porażki. Otoczenie, prosto rzecz ujmując, było wkurwione tą cechą, uważając ją za taką, która definiuje Youmu, ale byli wtedy w gigantycznym błędzie. Cała ta duma wywodziła się od wartości. Młoda Maji była niżej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać po jej zachowaniu - prawie wszystko miało dla niej cenę. Niekoniecznie zawsze wyrażana była ona w Ryo, ale zawsze w uniwersalnej dla niej wartości - korzyści. Sprawiało to, że posłuszne podejmowanie zadań od Kirino, chociaż było to sprzątanie po kimś, wcale nie ujmowało jej dumy - w końcu zyskiwała więcej, niż inwestowała. Dopóki zyski przekraczały straty, dopóty nic nie stało na przeszkodzie, by zostać pionkiem w rękach liderki. To, co wyróżniało Youmu, to co uważała za swój ogromny atut, to ta świadomość. Oznaczało to, że w każdym momencie mogła się wycofać. Ją nie powstrzymywał respekt wobec Kirino, ani obowiązki wobec szczepu. Jedyne co mogło ją powstrzymać, to ona sama, uznając, że wciąż ta symbioza jest dla niej opłacalna. I na ten moment była.
Nie pozostało nic innego, jak zabrać swoje rzeczy i ruszyć w drogę. Młoda Maji założyła na siebie płaszczyk, który otrzepała z kurzu, poprawiła na sobie, a następnie zapięła, by podczas podróży piasek niesiony wiatrem nie wdzierał się pod ubrania. Podeszła pod wodę, nabrała jej trochę w dłonie, na moment zachwycając się własną urodą odbitą w tafli jeziora, by następnie obmyć twarz oraz kark. Z buźką nie było to tak proste, bo nie chciała zmywać swoich łezek pod oczami, a nie miała ze sobą pędzelka z farbą, więc musiała omijać ten ekstrawagancki makijaż rodem z trupy cyrkowej. Po spłukaniu z siebie pyłu oraz orzeźwieniu się, napełniła bukłaki świeżą wodą, zabrała kunai oraz fuma shuriken, a następnie wyciągnęła zwój, by przyjrzeć się jeszcze raz zamieszczonej mapce. Jak tylko obrała kierunek, to ruszyła przed siebie. Cel? Wioska Kimogawa. Nie miała pojęcia ile zajmie jej czasu podróż w tamto miejsce, jednak była przygotowana, że jak to na pustyni - pewnie kilka dni. Wody nie powinno jej braknąć przy rozsądnym zużyciu, a prowiantu tym bardziej. Jak można było się domyślić - Youmu nie należała do obżarciuchów.
A żeby zaspokoić ciekawość narratora tej opowieści, to należy wspomnieć o uzasadnieniu czarnowłosej na temat braku gratulacji za zwycięstwo. Pomijając sam fakt, że obie nie uznawały tego sukcesu za cokolwiek wartościowego, to trzeba było wziąć pod uwagę, iż wydarzenie to miało miejsce dobre kilkanaście tygodni temu. Gdyby tylko Kirino chciała jej pogratulować, to zrobiłaby to już wcześniej i z pewnością nie przez zwój. Tym bardziej nie przez zwój, który zawierał informacje niezbędne do zlecenia. Youmu ceniła liderkę za pragmatyzm, a nie za wylewność. Inna sprawa, że panienka Nanatsuki nie oczekiwała żadnych pochwał ni owacji za swój tryumf w Watarimono. Właściwie nie było czego jej gratulować. Wszyscy jej oponenci byli marni, a przynajmniej tak powtarzała sobie młoda Maji, chociaż w głębi serca uznawała Yoake za godnego przeciwnika. Był to chłopak młody, z wielkim potencjałem, który już zaczął wychodzić na wierzch. Brakowało mu doświadczenia i wiedzy, ale nie umiejętności. Czarnowłosa z nieskrywanym niesmakiem nieuchronnie dochodziła do wniosku, że mogła z nim przegrać. Był wystarczająco silny, aby ją pokonać, ale zabrakło wielu innych czynników. I z tego powodu, dla odmiany, Youmu była dumna. Tak czy inaczej, wszelkie gratulacje od Kirino raczej wyśmiałaby, niż wzięła do siebie. Ten turniej, jak się okazało dopiero później, był dla czarnowłosej jedynie rozrywką opartą na upokarzaniu ludzi. Czego tutaj gratulować? Czy ktokolwiek bił brawo, bo kot złapał szczura? Nie, bo to było oczywiste, że zwierzę o dziewięciu życiach jest skazane na sukces. To tak, jakby dorosły był chwalony za pokonanie dziecka. Nie było w tym dumy, więc nie było powodu do gratulacji. To proste.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 20:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Jezioro na granicy z Sakai

Postprzez Tohaku » 23 maja 2020, o 19:08

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[5/30]





[z/t -> Wioska Kimogawa]
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 18:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Poprzednia strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości