Gdzieś w mieście

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 17 lip 2019, o 01:25

Wyprawa B
103/^^^



Nie było łatwo, ale i nie były to najgorsze warunki w jakich zdarzyło mu się być.. Choć i tak były bliskie nazwania je piekielnymi. Osoba z mniejszą wytrzymałością mogłaby czegoś takiego po prostu nie wytrzymać, zemdleć, udusić się albo spłonąć żywcem.. Ale Hikari był doświadczonym shinobim, nie dałby się tak pokonać. Wydawało się jednak, że to, co najgorsze jest już za nim - ile kłód pod nogi może mu rzucać los, ile razy będzie musiał walczyć i stawiać na szali swoje życie dla tej jednej błyskotki? Aż dziwne było, że do tej pory i nie zatrzymał się i nie powiedział sam do siebie - dość, starczy już, ileż można to znosić, to nie jest tego warte! Był jednak na to za dumny i za uparty.
Gdy wyczuł wisiorek musiał być szczególnie ostrożny - raz ze względu na możliwość spotkania przeciwnika, dwa z powodu działania swojego wisiorka, który wgniatał go w ziemię. Poruszając się w dół nie odczuwał z tego powodu ulgi, że porusza się zgodnie z przyciąganiem, te wydawało się coraz bardziej wzmagać. Koniec końców postanowił wynurzyć się powoli, najpierw rozejrzeć - było to rozsądne także z tego powodu, że wyskakiwanie mogło być skrajnie nieporadne przy takiej grawitacji.
Pierwsze na co trafił jego wzrok to był sam wisiorek wiszący w gablotce jak poprzednio, wyglądał delikatnie i niepozornie, ot, kamyk w srebrnej oprawie, jakich wiele można było kupić u jubilera, jego moc była jednak odczuwalna. W końcu był tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki..
A na przeszkodzie - on. Zrzucił kaptur z głowy, pokazując twarz i łysą głowę naznaczoną czarnymi szwami poruszającymi się lekko jak grube, czarne robaki, a z tak bliska jego oczy nie były po prostu czarne - miały czarne białka, zaś źrenice były koloru błota. Zauważył też inną różnicę - na jego ramieniu była teraz dziwna maska, ze srebrnymi znakami. I to właśnie zdążył zauważyć zanim z maski zaczęły wydobywać się pierwsze wiązki elektryczności, które zaczęły kierować się w jego stronę, a przeciwnik zaczął składać pieczęcie, pewnie do kolejnej techniki.



Spoiler: pokaż
Obrazek

Spoiler: pokaż
Obrazek

Spoiler: pokaż

Nazwa
Raiton: Gian

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
30 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Bardzo dobra technika, mająca w sobie prawie wszystko czego oczekuje użytkownik Raitonu. Jutsu to bowiem nie wymaga pieczęci, co za tym idzie jest szybkie w swym tworzeniu. Przelanie chakry w odpowiednie miejsce, skutkujące wystrzeleniem z ust pioruna. Sama wiązka nie jest już tak szybka jak wykonanie, lecz niejeden nie potrafiłby uniknąć tej techniki. Otrzymanie tego uderzenia na ciało skutkować może poparzeniami, paraliżem, u słabszych przeciwników nawet śmiercią. Wiązkę można w delikatny sposób kontrolować, lecz nie sprawi to by technika odwróciła swój tor o 90 stopni. Wszystko dlatego że jest trudna do kontroli, lecz nawet najmniejsze odchylenie może mieć jakieś znaczenie.
Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Hikari » 17 lip 2019, o 11:00

Wrócić z pustymi rękoma? Pewnie wiele osób by było, które życzą tego właśnie teraz Hikariemu, możliwe, że nawet modlą w kącie o jego śmierć. Czy obecnie zmierzył się z wystarczającą ilością problemów aby odpuścić? W żadnym wypadku. Bywał wiele razy w takim gównie, o dziwo jakoś lubiło się ono do niego przylepiać. Podczas zdobycia amuletu w Ryuzaku no Taki walczył z samurajem, który rozciął mu nogę, wszystko stało w płomieniach, ale wcale się nie poddawał. Podczas przejęcia stolicy Atsui nie przestraszył się ani na chwilę, a w przypadku wojny Hyuga kontra Yamanaka sam starł się z jednym patrolem, a do tego oddziałem kradnącym zapasy z wiosek. Właściwie to prawie zawsze miał w jakiś sposób pod górkę, a przez to stawał się coraz bardziej uparty, a także pewny siebie. Nienawidził się poddawać, odpuszczać w połowie drogi. Przypomina mu to sytuację, kiedy zanim poszedł na mur nie potrafił pokonać jednej kobiety posługującej się cieniem. Tylko w porównaniu do jego obecnych przygód było to jak pryszcz. Nienawidził swojej słabości tamtego dnia, dlatego stawał się silniejszy aby być w stanie pokonać każdą przeciwność napotkaną przez los. Czy to był przypadek, że akurat jego zaprosili na ten turniej jako posiadacza wisiorka ognistego, o czym nie wiedział kompletnie nikt? W to akurat wątpił, widział to za pewny rodzaj przeznaczenia. Kiedyś się z pewnością na tym przeliczy, możliwe, że umrze niezapamiętany. To jest jednak jego droga, pokonać każdą przeciwność jaką mu rzucą pod nogi. Jego celem jest zjednoczenie szczepu, a także sprawienie aby świat był bezpiecznym miejscem. Jeżeli teraz by się poddał to równie dobrze mógłby porzucić swoje ambicje, bo na to zawsze będzie zbyt słaby. Człowiek zawsze najlepiej rozwija się podczas sytuacji, kiedy dla uniknięcia śmierci musiał przekroczyć swoje granice, a on jest w tym już doświadczony.
Oczywiście cała ta sytuacja działała Terumiemu na nerwach. Jego uczennica zniknęła, a w zamian przyszedł klon. Nie wiedział co jej zrobili, ale sam głos był słaby. Przynajmniej w taki sposób może się zemścić, dając popalić jak najbardziej tutaj wszystkim. Resztę zostawił w rękach Koichiego, któremu zaufał. Musiał jednak uważać, bo jego pokłady chakry nie były nieskończone, a pigułki już użył. Po wyjęciu głowy z ziemi natychmiast zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, wpierw dojrzał amulet który był źródłem anomalii z grawitacją, a potem dopiero przeciwnika. Ten zdawało się również go dojrzał, tak więc Yogańczyk wyszedł w pełni z ziemi stojąc na suficie za pomocą podstawowego ninjutsu rangi E. Wróg zrzucił kaptur pokazując swoje czarne szwy na łysej głowie, które się poruszały. Do tego posiadał dziwną maską na ramieniu. Widział już to wcześniej u kolejnego z krwawego pokolenia, niejakiego Murai'a u którego boku walczył. W takim przypadku zdecydowanie nie będzie łatwo, a jakby na potwierdzenie tego wróg zaczął go natychmiast atakować. Gdy tylko Hikari zobaczył jak maska zaczyna mieć w sobie wiązki elektryczności jednocześnie zaczął wykonywać dwie rzeczy. Zarówno wypluł w niego za pomocą swojego reberu gumową wersję lawy do ochrony, a także zaczął składać kilka pieczęci do techniki podmiany z gablotą mającą w sobie wisiorek. Może w ten sposób pozbędzie się tej jebanej grawitacji. Po tym tylko czekał aż oberwie wydając się pewny swojej obrony, a także zaskoczony przy jej przełamaniu. Gdy tylko technika zadziałała, a on pojawił się jakieś cztery metry od przeciwnika szybko złożył pieczęć tygrysa, aby wystrzelić w niego trzy miniaturowe smoki na jednym oddechu. Jeden był skierowany w ramię z maską, drugi brzuch, a trzeci w głowę.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
Mister Lata
 
Posty: 2364
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 18:56
Wiek postaci: 26
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Prawe oko mocna zieleń, lewe intensywnej czerwieni. Długie kruczoczarne włosy sięgające do połowy ud. Ogólnie mówiąc dobrze zbudowany mężczyzna mierzący 182cm.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 17 lip 2019, o 21:08

Wyprawa B
106/$$$


Hikari musiał reagować szybko - wysunął się cały z ziemi i utworzył tarczę z gumy, który miał powstrzymać atak przeciwnika. Wypluł ją i zaczął składać pieczęcie do techniki podmiany - wykonanie tej techniki było jednym z przezorniejszych jego ruchów, ale jak się szybko okazało, potrzebnym i trafnym. Gumowa bariera po napotkaniu techniki raitonu najpierw się wybrzuszyła po czym pękła z trzaskiem, zaś promień elektryczności poleciał prosto na niego. Gdyby nie podmiana, mogłoby być z nim kiepsko. Wylądował więc na miejscu gablotki, ta zaś spadła spod sufitu na ziemię, roztrzaskując się w drobny bak, a gdzieś między połamanymi deskami leżał wisiorek, niewidoczny teraz dla niego. Przeciwnik, nie przestając składać pieczęci, odskoczył od niego, po czym wypluł po kolei najpierw dwa, a potem jeszcze cztery kamyki. Wydawały się niewielkie, ale w miarę zbliżania się do Hikariego gwałtownie się powiększały. Yogańczyk jednak nie próżnował, wytwarzając ogniste głowy smoka. Temperatura wokół nich była ogromna, na tyle, że wzrosła także nieco w pomieszczeniu.. Chociaż nadal niewiele w porównaniu do tego co czuł poprzednio.
Jedna z kul ognia zderzyła się z kamieniem, roztrzaskując go kompletnie, nieco przesłaniając widok Hikariego na przeciwnika i jego reakcji na dwie smocze głowy, sam jednak miał teraz większy problem - 5 kamieni, które błyskawicznie rosły i w chwili obecnej miały niemal pół metra przekroju. I wciąż rosły, w zastraszającym tempie. Jak tak dalej pójdzie to zwyczajnie go przygniotą i stworzą mu piękny nagrobek, a co gorsza zasłaniały widok.


Spoiler: pokaż
https://i.imgur.com/yth0ixH.jpg


Nazwa
Doton: Iwadeppō

Pieczęci
Szczur → Wąż → Tygrys → Świnia → Małpa

Zasięg
20 m, kamień osiąga pełną wielkość po 5 metrach.

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% za 2 kamienie

Uwaga
Poprzez podtrzymanie pieczęci Małpy, gracz może wysłać do 6 kamieni.

Opis Technika pozwala na wyplucie niewielkiego kamienia, który w trakcie lotu bardzo szybko wzrasta do rozmiarów kuli o średnicy jednego metra.
Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Hikari » 18 lip 2019, o 12:49

Przeciwnik okazuje się wrzodem na tyłku, Hikari wiedział, że jego obrona z gumy nie wystarczy. Ona miała jedynie dać mu czas na złożenie pieczęci, ewentualnie ochronić go przed pierwszą techniką. Nawet tego nie wytrzymała i musiał natychmiast się zamienić miejscami z gablotą w której był wisiorek. Spadła ona się rozwalając, co nie było dziwne patrząc na wysokość. Mimo takiej sytuacji na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ten przeciwnik, który potrafi używać techniki po technice zdecydowanie potrafił dostarczyć trochę więcej dreszczyku emocji niżeli jakakolwiek walka do tej pory. Każdy ruch jak do tej pory Terumi posiadał dość przemyślany, jedynie moment z notką mógłby nazwać lekko ekscytującym. Gdyby nie jego szybkość, dzięki której poradził sobie bez problemu. W tym momencie zaczynał jednak działać instynkt przetrwania, chęć udowodnienia sobie jak wysoko może on zajść. Jeżeli ma spełnić swoją misję jaką jest zjednoczenie szczepu nie może iść na żadne kompromisy w tym zakresie, musi stać się na tyle potężnym aby być w stanie pokonać obecnego lidera, a potem chronić tych mieszkańców. Pozbawiając ich tarczy bez zastąpienia jej byłoby zwykłym brakiem odpowiedzialności. Poza tym lubił swoją wioskę oraz pola ryżowe którymi była wszelako otoczona.
Mając uśmiech na twarzy Yogańczyk po podmianie składał jedną pieczęć tygrysa do wystrzelenia ognistych głów smoka, a potem wypuścił trzy kule. Temperatura w pomieszczeniu nagle urosła, jednak jako wykonawca techniki nie odczuwał tego tak mocno przynajmniej początkowo. Przeciwnik jednak był przerażająco szybki, a także posiadał wiele percepcji. Zdążył w międzyczasie zorientować się w sytuacji, odskoczyć, dokończyć swoje pieczęci i wypuścić najpierw dwa kamienie, które szybko rosły, a potem kolejne cztery. Jeden został zniszczony przez poprzednie jutsu, ale orientując się w sytuacji nie można było zwlekać. Trzeba uciekać, ale przy obecnej grawitacji będzie dość ciężko. Hikari był zachłanny, ale na to przyjdzie jeszcze chwila. Odskoczył w przeciwną stronę od wisiorka, aby coraz łatwiej się poruszać i wykorzystując pieczęć tygrysa ponownie skorzystał z swojej techniki ognistej głowy smoka, tylko tym razem większego brata mającego przebić się przez kamienie którymi by oberwał i trafić wroga. Jakby tego było mało po wypuszczeniu tego jutsu zaczął składać kolejne pieczęci za pomocą swoich szybkich, gibkich i doświadczonych w tym palców do techniki mającej wykończyć wroga nabierając jednocześnie powietrze w płuca. Po skończeniu kombinacji przy wydechu zebrał duże ilości chakry zmieniając powietrze na wielki ognisty pocisk dosłownie spalający wszystko na swojej drodze. Niestety pewnie też wywołał trochę dymu tym wszystkim. Zatrzymałby wykonywanie techniki tylko gdyby wcześniejsze głowy smoka już wykonały robotę. Jeżeli udało mu się wykończyć wroga za pomocą swoich dwóch kart atutowych pewnie ciężko jest czym oddychać, zasłonił usta oraz nos płaszczem robiąc z tego delikatny filtr i zaczął z całych swoich sił zbliżać się do rozwalonej gablotki unikając płomieni, zanim one tam dotrą. Jeszcze w zależności od sytuacji rozważał użycie Suitonu, ale to by sprawiło iż pozostałby z samą resztką chakry. Gdyby jednak przeciwnik przeżył wciąż Terumi musiał się skupiać na nim w pełni, a w przypadku jakichś technik starać się tego uniknąć odskokiem oraz próbować bronić się gumowym reberu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
Mister Lata
 
Posty: 2364
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 18:56
Wiek postaci: 26
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Prawe oko mocna zieleń, lewe intensywnej czerwieni. Długie kruczoczarne włosy sięgające do połowy ud. Ogólnie mówiąc dobrze zbudowany mężczyzna mierzący 182cm.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 20 lip 2019, o 01:20

Wyprawa B
109/&&&


Hikari miał interesujący sposób rozwiązywania problemów - gdzie ogień słabo działa, trzeba użyć po prostu więcej ognia! I tak leciały jedna za drugą wysokopoziomowe techniki katonowe, podnosząc temperaturę otoczenia, wzmocnione przez brata leżącego na ziemi wisiorka z zielonym oczkiem, który tak bardzo przeszkadzał im teraz w poruszaniu się. Obaj mieli zwolnione ruchy, jakby poruszali się po kostki w gęstej smole, ale im dalej od wisiorka tym było łatwiej i z tego postanowił skorzystać młodzieniec z klanu Terumi. Odskoczył, co łatwe nie było i wylądował półtora metra dalej. Już samo to mogło go uchronić przed spora częścią kamieni, ale dmuchał na zimne.. Choć tutaj raczej na gorące. Kolejna głowa smoka pomknęła z jego ust, tym razem za cel przyjmując same głazy. Ogień sprawił, że te zaczęły błyskawicznie pękać i kruszyć się jeszcze po drodze, odłamki strzelały po całej sali, a jeden z nich przemknął tuż obok jego twarzy, centymetry dalej i byłaby tragedia, a tak zostało tylko minimalne rozcięcie na policzku, którego w sumie nawet nie poczuł. W ostateczności stał się w znakomitej większości gruzem i pyłem rozrzuconym po pokoju. Ten ostatni był nieco przeszkadzający, zasłaniał nieco mu widok i drapał w gardło, ale niewielka to była cena za brak przygniecenia przez nie, prawda?
Kolejna technika wymagała już większej ilości pieczęci, a to dawało możliwości przeciwnikowi, którego zarysy mógł dostrzec w pyle. Nie wydawał się mocno ranny na pierwszy rzut oka, choć rzeczywistość oczywiście mogła być inna - nie mógł być tego pewien. W pewnym momencie padł on na ziemię, zbiegło to się mniej więcej w czasie z wypuszczeniem przez niego kuli ognia, mógł więc ją wycelować dokładnie. Może zauważył opuszczający jego usta promień? Jego atak był bardzo szybki, to była wysoko poziomowa technika, ale i przeciwnik nie zasypywał gruszek w popiele. Nagle zauważył coś tuż przy przy swoich nogach - szybko wysuwające się kolce, koło pięciu, tuż przy swoich stopach. W powietrzu śmierdziało czymś, jak przypalone mięso, ale w sumie nic dziwnego po takiej ilości katonu...



Spoiler: pokaż
Obrazek
Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Hikari » 20 lip 2019, o 02:37

Pojedynek dział się w szaleńczym tempie, Hikari odskoczył na ledwie półtora metra wypuszczając jednocześnie z siebie wielką ognistą głowę smoka. Wybierał ten żywioł, ponieważ był jego najlepszym. Nie miał czasu na tracenie czasu, dodatkowo błąd mający kosztować go w tym momencie życie. Jest tak blisko swojego celu. Suiton mimo wszystko był słabym żywiołem na ziemię, tego drugiego znał tylko dwie techniki, a lawy pokazał swoje maksymalne zdolności. Chciał wyeliminować przeciwnika jak najszybciej, a ciągle właściwie jest zmuszony do obrony od kiedy tylko wystawił tutaj głowę. Sytuacja robiła się coraz mniej ciekawa wraz z zużyciem coraz mniejszymi pokładami chakry, ale wracając do sytuacji jego jutsu zdołało ochronić go przed głazami jednocześnie tworząc wszędzie pełno pyłu w powietrzu. Odłamki większe i mniejsze wystrzeliły na wszystkie strony, jeden nawet zarysował mu twarz czego nie poczuł przy adrenalinie wciąż się uśmiechając i składając swoje pieczęci starając się wypatrzeć rywala. Udało mu się to, jego rany nie wydawały się zbyt wielkie tak więc kontynuował ruch swoimi dłońmi. Przy złożeniu ostatniej pieczęci widział jego upadek więc wystrzelił w to miejsce ognisty pocisk pędzący z dużą prędkością. Nie był w stanie przerwać swojej techniki, a warto się upewnić o śmierci. Nie zmniejszało to jego czujności, bo w każdej chwili może zdarzyć się dosłownie wszystko mając w myśli aby wycofać się do tyłu. Obecnie jego widok jest kompletnie zasłonięty.
Nagle zauważył oraz usłyszał ziemne kolce wyrastające z ziemi przy jego stopach. Był od nich szybszy mimo dziwnej grawitacji panującej tutaj tak więc postanowił się wycofać na jakieś pięć metrów od pyłu biegnąc i unikając tych kolców, a także przebiegając po nich używając najniżej rangi ninjutsu do utrzymania bezproblemowej równowagi niczym jakiś bohater różnych bajek. Cały czas starał się wypatrzeć jakiegokolwiek ruchu dookoła niego. Spojrzał również w kierunku schodów czy nikt tutaj się nie zbliżał jeszcze w wolnym czasie na sekundę. Czuł smród spalonego ciała, więc spodziewał się śmierci oponenta. Po zorientowaniu się w sytuacji i braku zagrożenia odetchnął głębiej. Cała ta wyprawa dała mu już teraz mocno popalić, a wciąż nie odzyskał nawet ryo za swoje okno przecież. Czy to było wszystko? To pytanie nie dawało mu spokoju, ale postanowił nie tracić więcej czasu tylko ruszyć w kierunku amuletu czym prędzej. Nie mógł się poddać pokonując to wszystko prawda? Wypatrywał jakichś anomali, będąc ciągle gotowy do wykonania uniku oraz gumowej wersji reberu do ochrony w razie potrzeby.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
Mister Lata
 
Posty: 2364
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 18:56
Wiek postaci: 26
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Prawe oko mocna zieleń, lewe intensywnej czerwieni. Długie kruczoczarne włosy sięgające do połowy ud. Ogólnie mówiąc dobrze zbudowany mężczyzna mierzący 182cm.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 21 lip 2019, o 11:24

Wyprawa B
112/###


Wycofanie się i ominięcie kolców było z pewnością dobrym pomysłem. Zyskiwał przestrzeń i większe pole do obserwacji zadymionej, zapylonej przestrzeni, zyskiwał ułamki sekund potrzebne na zauważenie czegoś groźnego, zmierzającego w jego stronę. Jednak drugi pomysł, by w razie potrzeby stawać na kolcach, nawet wspomagając się z techniką podstawowego ninjutsu.. To był definitywny błąd, co odkrył już przy pierwszej próbie zrobienia czegoś takiego. Poczuł jak kolec mimo pomocy przebija się przez but i rani go w stopę, dość poważnie, co z pewnością było było bolesne i mogło go spowolnić. Wyszło niemal na wylot, na szczęście nie uszkadzając żadnych kości, na chwilę obecną jednak chłopak był unieruchomiony. Zapewne nie zatrzyma go na długo, jednak za głupie pomysły trzeba czasem płacić.
Zachował jednak czujność mimo okoliczności mogących wskazywać na śmierć jego oponenta i to się chwali. I słusznie podejrzewał, ponieważ już po chwili zauważył jakiś błysk przebijający się przez zasłonę.. Która błyskawicznie nabrała konkretnych kształtów kilku szybkich, pojedynczych wiązek elektryczności, poruszających się w jego stronę. Zauważył też sylwetkę przeciwnika, była jednak.. Dziwna. Jakby dookoła niego poruszało się mnóstwo drobnych, szybkich nitek, które także wystrzeliły w jego stronę, jak czarna, obrzydliwa fala. Zdaje się, że po ostatnich atakach Hikariego teraz postawił wszystko na jedną kartę, chcąc go zgnieść zmasowanym atakiem i mieć w końcu spokój z nim. Zauważył też, że jego techniki nie poszły na marne - maska wraz z częścią nici i dymiącym kawałkiem mięsa leżały niedaleko jego stóp, a sam przeciwnik także był przydymiony i skulony.




Spoiler: pokaż
Obrazek
Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Hikari » 21 lip 2019, o 15:04

Życie mało kiedy idzie idealnie po naszej myśli, tak samo było w przypadku Hikariego który przychodząc do Shigashi wymarzył sobie coś zupełnie innego. Prosił się tylko o normalne wygranie turnieju, a potem założenie mu medalionu na szyję kiedy jego uczennica nigdzie nie wychodząc grzecznie by na niego czekała. Co poszło nie tak, że zamiast tego obecnie wylądował z stopą przebitą przez ziemny kolec? Chyba wzięcie blondynki, która w pierwszej sekundzie nie będąc obserwowana złamie jego rozkaz i wszystko spierdoli. Druga część to stanięcie na szpikulcu, w który nawet dużo ciężej byłoby wycelować zamiast stawać na płaskiej powierzchni. Ruch, który wykonałby może człowiek dopiero uczący się sztuki shinobi z ekscytacji i próby pochwalenia się znajomym, a nie 24 letni Akoraito. Ostatecznie przebiło to stopę na wylot, co dawało cholerny ból mimo braku uszkodzeń kości. Przygryzł sobie wargę, ale oczywiście nie do krwi wpierw wypatrując czy nigdzie nie ma oponenta. W międzyczasie to złapał obiema rękoma nogę i próbował ją wyciągnąć jednym szybkim szarpnięciem.
W trakcie operacji wyswobodzenia się Terumi wypatrzył jakiś błysk przebijający się przez zasłonę, który nabrał kształtów kilku szybkich pojedynczych wiązek elektryczności. Do tego przeciwnika, który wyglądem przypominał pasożyta złożonego z czarnych nitek. Dziwne, że aż tylu udało mu się uratować po oberwaniu przynajmniej jedną techniką takiej siły to powinien palić się niczym choinka. O obrażeniach świadczyła o tym leżąca maska, a także samo przydymienie wroga. Widocznie był niesamowicie wytrzymały, albo miał jakieś swoje sposoby. Na domiar złego niczym wcześniej widziany Murai postanowił dodatkowo wystrzelić w szale swoje czarne macki. W międzyczasie Yogańczyk powinien uwolnić się z pułapki wykorzystując impet aby upaść na ziemię i przeturlać się jak najdalej unikając raitonowych wiązek lecących na wysokości jego pasa oraz wystających kolców. Na jego twarzy widać było grymas bólu oraz zaciśnięte zęby, jednak musiał wytrzymać i wciąż skupić się na pokonaniu tego na swój sposób potwora. Wciąż od momentu uwolnienia natychmiast również zaczął składać kilka pieczęci, które miały zakończyć pojedynek. Ostatecznie zatrzymał się na plecach i przy złożeniu ostatniej pieczęci poczekał aż nici przeciwnika się do niego zbliżą, a gdy tylko znalazły się w zasięgu uwolnił z płuc powietrze które zamieniło się zaraz w ogień. Macki te miały służyć za jego przedłużenie zamiast tradycyjnej linki, nadawały się idealnie jako naprowadzenie do serca, a on po wykonaniu zadania w celu uniknięcia pozostałych szybko zrobił jeszcze dwa obroty, a następnie spróbował wstać przynajmniej na jedno kolano i obserwować efekt swojej techniki będąc gotowy do wykorzystania swojej lawy na wszystkie pozostałe zbliżające się macki.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
Mister Lata
 
Posty: 2364
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 18:56
Wiek postaci: 26
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Prawe oko mocna zieleń, lewe intensywnej czerwieni. Długie kruczoczarne włosy sięgające do połowy ud. Ogólnie mówiąc dobrze zbudowany mężczyzna mierzący 182cm.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 23 lip 2019, o 02:46

Wyprawa B
115/***



Uh, to musiało zaboleć. Szarpnięcie za nogę i oswobodzenie jej z pewnością do przyjemnych nie należało, tak samo jak próba stanięcia na tej stopie. Dlatego lepszym wyjściem był upadek na ziemię i przeturlanie się, nawet jeśli wyglądało niezgrabnie i mało widowiskowo. Ale nie jest już w sumie na arenie by się tym przejmować, prawda? Tutaj był tylko on i przeciwnik i raczej w środku walki nie miał czasu na myślenie "ale lamus, przeturlał się zamiast zrobić potrójne salto w tył z telemarkiem". Uchylając się od błyskawic miał prawdziwe szczęście, że widoczność była ograniczona, a dodatkowo na tak niskim pułapie osłaniały go kolce, nawet skręcenie piorunów w jego stronę nie pomogło, chybiły go.
Następny krok w planie Terumiego był chyba najbardziej ryzykownym posunięciem w całej walce. Aby puścić katon wybraną przez niego techniką, musiał dopuścić nici do siebie naprawdę blisko, a wtedy rozpoczęła się walka z czasem, kto kogo zabije. Ale zaczynając od początku, fala nici rozłączyła się na trzy części, atakującą chłopaka z różnych stron w postaci grubych biczy. Jedna z nich w momencie gdy już miała przebić Hikariego gdy ten użył swojej techniki by podpalić nici. Ognista kula poszła jak diabli, szybko paląc kolejne nici, ale w tym samym czasie nici Kakuzu uderzyły w niego, przecinajac skórę. Gdyby nie uniki chłopaka, to mogło być nawet i śmiertelne. Nie mógł jednak dobrze wycelować, uderzał na oślep, co jednak nie oznaczało, że było mniej bolesne. Wytworzona w pośpiechu bariera z lawy wystarczyła na moment, przytrzymała dosłownie sekundy.. Nie potrzebował wiele więcej - to wszystko nie trwało jednak długo, tyle ile katon mógłby się przemieszczać po tak niewielkiej odległości. Gdyby był choć trochę dalej, pewnie by miał możliwość jakoś się przed nią ochronić, jednak tutaj, nim zdążył zareagować, skoncentrowany promień uderzył prosto w klatkę piersiową. Stracił za wiele nici aby wytworzyć skuteczną ochronę dla swojego serca, którego nie mógł przemieścić.
Poharatany Hikari, z ranami na plecach jak ubiczowany (co w sumie było prawdą) i przebitą stopą, w końcu mógł powiedzieć, że wygrał. Nie były to obrażenia, które by go jednak powstrzymały przed osiągnięciem celu.
Wisiorek był już tak blisko.. Kilka metrów, a jakże ciężkie do pokonania, a dalej? Pozostało chyba opuścić ten płonący budynek, nie miał chyba możliwości zrobić więcej, dla Inoshi lub innych zawodników. Musiał ratować siebie.. Zwłaszcza, że domem jakąś dziwnie tąpnęło.
Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Hikari » 23 lip 2019, o 17:51

Wyciągnięcie w ten sposób nogi owszem bolało, ale jako shinobi Hikari jest przyzwyczajony znosić ból. Starać się go ignorować i kontynuować walkę, szczególnie kiedy takowa jest na śmierć i życie. W takim momencie poświęcenie się narzekaniom może zakończyć się tragicznie, w tym przypadku to pół biedy ponieważ nie pociągnąłby za sobą nikogo. Można powiedzieć, że jego część zadania została odhaczona. Teraz kontynuuje walkę dla swoich własnych celów, tak samo jak postanowił przeturlać się po ziemi unikając lecącego na wysokości pasa żywiołu błyskawicy. To samo w tej sytuacji powtórzyłby na arenie, bo nikt nie zapamiętuje przegranych dłużej niżeli tydzień. Do historii przechodzą tylko zwycięzcy. Od podłoża poczuł chłód kiedy składał pieczęci, oddech był płytszy, ale zarazem przyśpieszony, natomiast puls przyśpieszony mimo małego krwawienia z stopy. Zużycie chakry mimo wsparcia pigułką dawało powoli mu się w znaki, ciało było trochę bardziej zmęczone. W takich momentach Terumiemu przychodziły myśli o ile łatwiej byłoby się poddać niżeli wiecznie iść pod górkę tocząc swój głaz. Ciężaru temu kamykowi dodawało porzucenie go przez rodziców w młodym wieku, nienawiść jaką darzono go w wiosce, konieczność wiecznej walki o cokolwiek, śmierć niewinnych osób na jego koncie, a także parę innych grzeszków. Co gdyby pozwolił sobie odpocząć tak chociaż na sekundę? Poczuć się wolny? Parę lat temu nawet mógłby rozważyć taką propozycję, ale teraz posiadał osobę mogącą uśmierzyć ten ból, chociaż zazwyczaj dodaje kolejnego, a mianowicie głowy. Miał nadzieję, że jego uczennica wyjdzie z tego i się spotkają.
Z tego też powodu nie zawahał się widząc opcję na wykończenie przeciwnika nawet jeżeli był to bardzo ryzykowny plan. Yogańczyk po złożeniu pieczęci czekał aż wrogie nici się do niego zbliżą, na jego nieszczęście nie złączyły się one w całość, ale na trzy grube macki. Pot powoli spływał mu z twarzy, kapał również na podłogę, a sekundy wydawały się dłużyć niczym całe lata. Ostatecznie pierwsza zbliżyła się wystarczająco aby puścić po niej kulę ognia, co udało się w ostatniej chwili nim ta przebiła jego ciało. Niestety nim zdążył uciec pozostałe dwa bicze trafiły go natychmiast przecinając nie tylko płaszcz i t-shirt, ale również jego kamizelkę mającą chronić ciało oraz skórę tworząc czerwone ślady z krwi w miejscu. Musiały być nie tylko cholernie wytrzymałe, ale również ostre. Sama ochrona podarowana mu przez uczennicę była dość skuteczna, ale nie w tym przypadku. Czekając na efekty ognistej techniki dalej mógł tylko strzelić lawą w atakujące go macki, co dało parę sekund, ale nie wystarczyło aby przeciwnik umarł. W szale atakował na oślep co mimo uników poraniło jeszcze bardziej jego plecy niszcząc w kolejnych miejscach również kamizelkę. Ostatecznie jednak Katon wykonał swoją robotę.
Hikari był już poharatany, miał przebitą stopę, mało chakry, ale wciąż nie mógł powiedzieć iż wygrał. Stwierdzenie, że to jest ostatni przeciwnik albo nie napotka dalszych kłopotów musiałoby być dla niego jakąś informacją z góry. Obecnie wciąż znajdował się na posesji mafii, a dodatkowo wciąż nie zdobył drugiego wisiorka do kolekcji. Co gorsza cały budynek przez sekundę się dziwnie zachowywał. Wpierw spróbował ocenić swoje możliwości ruchowe i rozejrzał się czy los nie planuje dla niego jeszcze jednego zagrożenia. W przypadku braku takowego zaczął od sprawdzenia pleców, jak bardzo ograniczają ewentualny ruch, potem podniesienie się w pełni i wykonanie pierwszego kroku w kierunku rozwalonej gabloty z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Starał się to ignorować, obecnie nie może liczyć na żadną pomoc, a zresztą takowa to jemu by się przydała. Początkowo szedł do zielonego amuletu nieustępliwie, jeżeli nie był w stanie wykonać kroku mógł się zbliżać nawet na czworakach, albo czołgając. Nie przeszkadzało mu również szukanie zdobyczy z kawałkach szkła czy drewna jeżeli była taka potrzeba, po wypatrzeniu jej natychmiast złapał go za łańcuszek i założył na szyję chowając pod to co pozostało z jego ubrań, a następnie zaczął rozmiękczać pod sobą podłoże aby uciekać stąd jak najdalej w pizdu. Miał zamiar zrobić to pod powierzchnią ziemi, najlepiej to oddalić się przynajmniej na kilometr zanim by wyszedł na powierzchnię aby dowiedzieć się gdzie się znajduje. Cel? W ten sposób uciec za mury miejskie, obecnie na zewnątrz dla niego byłoby zbyt niebezpiecznie.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
Mister Lata
 
Posty: 2364
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 18:56
Wiek postaci: 26
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Prawe oko mocna zieleń, lewe intensywnej czerwieni. Długie kruczoczarne włosy sięgające do połowy ud. Ogólnie mówiąc dobrze zbudowany mężczyzna mierzący 182cm.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Chise » 25 lip 2019, o 20:07

Chise
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Tamaki Hyūga » 28 lis 2019, o 20:05

Widząc już cel mojej podróży oraz stojącego przed wejściem osiłka, przygotowałam się aby realistycznie odgrywać moją rolę. Kiedy wielki mężczyzna do mnie podszedł i mnie złapał żeby przerzucić mnie przez ramię niczym worek kartofli to nie stawiałam oporu a jedynie pisnęłam spłoszona.
Kiedy zostałam odstawiona na podłogę, już wewnątrz budynku to kontrolnie pomacałam podłogę. Kiedy starsza kobieta się odezwała to podskoczyłam lekko udając zaskoczenie po czym skierowałam twarz mniej więcej w jej stronę.
- M-Mama Kono? - zapytałam się łamiącym głosem - J-ja przepraszam, to było bardzo głupie z mojej strony! T-to już się nigdy więcej nie powtórzy. J-ja nie wiem, szłam sobie spokojnie ulicą po czym nagle widziałam bardzo, bardzo jasny błysk i... i potem już była tylko ciemność... - powiedziałam, siląc się na załamany głos. - Myślałam że po chwili przejdzie a-ale cały czas jest bez zmian... Czy... Czy to kara?
Obrazek
Avatar użytkownika

Tamaki Hyūga
 
Posty: 756
Dołączył(a): 18 maja 2019, o 03:00
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Niska, szczupła, długie, ciemnoniebieskie włosy, białe oczy klanu Hyuuga
Widoczny ekwipunek: - Kabura na prawym udzie
- Kabura na lewym udzie
- Torba przy pasie z tyłu po lewej stronie
- Manierka przy pasie
- Sztylet przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5229
GG/Discord: MxPl#7094
Multikonta: Toshiki Oden

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Harruchi » 29 lis 2019, o 14:45

Tamaki Hyuga Misja D
19/?


Mówiąc do kobiety, dla podkreślenia autentyczności twojego kalectwa, skierowałaś swoją twarz parę centymetrów na lewo od Mamy Kono. Widziałaś jednak dokładnie, jak podejrzliwie patrzy na ciebie swoim przenikliwym wzrokiem. Gdy skończyłaś mówić, Mama Kono wciąż stała nieruchomo dłuższą chwilę, aż w końcu powoli zaczęła mówić:
- Błysk światła i ciemność? Brzmi jak coś, w co cholernie trudno uwierzyć. Z drugiej jednak strony... Jak byś miała dostrzec więcej szczegółów, skoro ktoś ewidentnie cię oślepił. Zastanawia mnie jednak, kto mógł to zrobić. Klienci nigdy się nie skarżyli na twoje usługi. Nie przypominam też sobie, abyś miała jakiekolwiek życie poza moim domem. Ach, to jednak nie ważne. Jakkolwiek mnóstwo klientów lubi dziwactwa, to nie znajdę nikogo, kto skusiłby się na ślepą dziewczynę z paskudnymi oczami, która nie będzie w stanie samodzielnie chwycić chłopa za męskość. Wynoś się więc stąd. Darmozjada nie będę utrzymywać, a bez oczu nie masz jak zapracować na swój byt.
Harruchi
 

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Tamaki Hyūga » 5 gru 2019, o 01:57

Słuchając słów Mamy Kono moja twarz przechodziła przez całą gamę emocji. Od zakłopotania a na rozpaczy i smutku kończąc.
- A-ale co ja mam teraz ze sobą zrobić? Jak ja mam sobie poradzić? Całe życie tutaj spędziłam i nie mam bladego pojęcia jak sobie poradzić "na zewnątrz"! - mówiłam zrozpaczonym tonem, jednak w duchu cieszyłam się na taki obrót sprawy. Przynajmniej uratuję jedną duszyczkę od takiego życia. Będzie wolna i będzie mogła robić co tylko zechce. Czułam przyjemne, ciepłe uczucie jakie się rozlewało w mojej klatce piersiowej kiedy tylko myślałam o tym ile możliwości się własnie otwierało przed Teną, nie mogłam już się doczekać aż zobaczę jej minę jak usłyszy że już jest wolna, jednak teraz miałam jeszcze inne zmartwienia na głowie i nie mogłam wychodzić z roli.
Osunęłam się na kolana a moja twarz zastygła w grymasie bezradności i zrezygnowania, spuściłam głowę i oparłam dłonie na podłodze.
- To... To ja już pójdę... Dziękuję za wszystko Mamo Kono... I przepraszam... - powiedziałam słabym głosem po czym podniosłam się chwiejnie z podłogi i szybko oparłam o ścianę nie chcąc stracić równowagi po czym skierowałam się w stronę drzwi prowadzących na ulicę. Kiedy już wyszłam to dalej udając ślepotę ruszyłam w stronę ryokanu gdzie czekała na mnie Tena. Kiedy tylko osiłek stojący przed przybytkiem Mamy Kono przestał być w zasięgu wzroku to porzuciłam moją rolę ślepej dziewczynki i czym prędzej udałam się z powrotem do mojego pokoju w ryokanie, chcąc przekazać Tenie wspaniałe wieści.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tamaki Hyūga
 
Posty: 756
Dołączył(a): 18 maja 2019, o 03:00
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Niska, szczupła, długie, ciemnoniebieskie włosy, białe oczy klanu Hyuuga
Widoczny ekwipunek: - Kabura na prawym udzie
- Kabura na lewym udzie
- Torba przy pasie z tyłu po lewej stronie
- Manierka przy pasie
- Sztylet przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5229
GG/Discord: MxPl#7094
Multikonta: Toshiki Oden

Re: Gdzieś w mieście

Postprzez Harruchi » 6 gru 2019, o 13:52

Tamaki Hyuga Misja D
21/?
Mama Kono zignorowała twoje słowa, więc wyszłaś z budynku niezatrzymywana przez nikogo. Ulicą również szłaś opierając się o ściany budynków, cały czas udając ślepą. Nikt nie zwracał na ciebie specjalnej uwagi, jakkolwiek dostrzegłaś grupę podejrzanych mężczyzn, którzy przyglądali się wszystkim młodym kobietom na ulicy. Ciebie jednak zignorowali. Po paru przecznicach uznałaś, że nikt z burdelu już cię nie widzi, więc ruszyłaś żwawym krokiem do ryokanu. Tam, w twoim pokoju wciąż czekała na ciebie Tena, która gdy tylko otworzyłaś drzwi, szybko podeszła do ciebie i nerwowo zaczęła mówić:
- Wróciłaś! Już się bałam, że coś ci się stało. Czy wszystko jest w porządku? Czy Mama Kono jest bardzo zła? Czy nic jej nie jest? Nie chciałabym, żeby stała jej się krzywda. Zawsze była dla mnie dobra.


pisz tutaj
Harruchi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości