Wioska na granicy Ryuzaku

Kraj kupiecki położony na wschód od Prastarego Lasu. Graniczy z prowincjami Midori, Sogen i Kaigan. Ryuzaku no Taki jest znane ze swojego bogactwa i szeroko zakreślonych wpływów - związane jest to z dobrym położeniem i łatwym dostępem do morza, czym nie może się pochwalić Shigashi no Kibu. Kraj ten ma bardzo żyzne gleby i przyjazny klimat, co korzystnie wpływa na jego stan. Na terytoriach tej prowincji, wśród nielicznych pagórków, można też znaleźć główną świątynię Wyznawców Jashina.

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Keion » 29 paź 2018, o 17:26

-Wiedziałem że nie powinienem się brać za tą robotę.-Pomyślałem zagryzając z bólu wargi, gdy kunai wbił się w moje ramię. -Szlak, co teraz robić?-Zadałem sobie pytanie na które w mej głowie szybko pojawiło się parę różnych odpowiedzi, lecz nie byłem do końca pewien, którą wybrać. Nie chciałem jeszcze porzucać misji tym bardziej że staruszek mógł się już mi przyjrzeć i tak czy siak uciekając mógłbym stać się poszukiwany, ale z drugiej strony było ciemno, a z tego co widziałem on miał tylko jedno oko. -Właśnie on ma tylko jedno oko, a to znaczy że na pewno ma ciężej cokolwiek dostrzec niż ja i zdaje się też że ma tylko jedną rękę, czyli może udać mi się go obezwładnić.-Wyciągnąłem dwa szybkie wnioski, które wydały mi się bardzo znaczące i od razu pozbyłem się kuli światła. Byłem świadom że nie wiele będę sam widział, jednakże dużo więcej w porównaniu do kogoś kto miał tylko jedno oko i patrzył się na mnie oraz na kulę światła którą trzymałem. Dlatego też sądząc że mam oczywistą przewagę postanowiłem zaryzykować i przede wszystkim dać spokój z owijaniem sobie głowy bandażem, które i tak już by nic nie zmieniło. Zdrową ręką szybko wyciągnąłem z kieszeni żyłkę i następnie skierowałem dwa palce w kierunku dziadka, bądź w kierunku gdzie ostatni raz go widziałem. Była to jedna z najprostszych technik jakie znałem, ale w tej chwili wydała mi się niezwykle użyteczna, gdyż żyłkę było stosunkowo ciężko dostrzec w ciągu dnia, a co dopiero w ciągu nocy, gdy nie było żadnego światła. Oczywiście zdawałem sobie sprawę że żyłka może nie zdążyć opleść dziadka dostatecznie mocno żeby go zatrzymać bo jednak był bardzo blisko, dlatego też drugą dłoń uniosłem do góry i byłem gotowy do aktywowania mojej techniki. To znaczy zamierzałem gdy tylko żyłka dojdzie celu przepuścić po niej wiązkę czakry raiton, może żadna z tych technik nie była idealna, ale w połączeniu stawały się naprawdę skuteczne i zapewne nie wiele osób byłoby w stanie oprzeć się przed skrępowaniem będąc w tej samej chwili rażonym prądem elektrycznym. Jednakże gdyby mój przeciwnik okazał się na tyle odporny to próbuję zrobić unik zwiększając przy tym dystans o ile będzie możliwe nie wypuszczając żyłki i powtarzam kombinacje, a gdybym widział że zaczyna ulegać to staram się go okrążać przyspieszając cały proces i w ostateczności powalając na podłogę.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 238
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Ame » 29 paź 2018, o 22:00

Obrazek

Misja rangi C dla Keion'a
27/30


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Za robotę można brać się zawsze. Kwestia przemyślenie sposobu w jaki zamierza się osiągnąć założony cel. A na tym polu Keion na tę chwilę przegrywał. Nie dość, że już został rozpoznany, to jeszcze skończył z kunai wbitym w ramię. Rana nie była bardzo poważna. Powodowała ból i lekkie krwawienie, które z czasem będą co raz bardziej problematyczne. Niestety chłopak musiałby stać się czarodziejem żeby zdobyć choć kilka chwil by zająć się tym. Znaczy mógłby to zrobić, ale prawie na pewno przypłaciłby to życiem. Na przykład siekiera w głowie nie ułatwiłaby mu dalszej walki. Z drugiej strony rozwiązałaby wszystkie jego problemy na zawsze. Srebrnowłosy dokonał trafnej obserwacji na temat inwalidztwa swojego przeciwnika. Wyglądał na weterana, który w swojej rodzinnej wiosce chciał spędzić swoje ostatnie chwile, poświęcając się jakiemuś bardziej pokojowemu zajęciu - nauce.
Na szczęście młodzieniec nie pozostawał bierny. Zaczął mądrze od pozbycia się źródła światła, które stawiało go tak na przekór wszystkiemu w gorszym świetle. Jego zdrowa ręka powędrowała do torby w poszukiwaniu żyłki, która ułamki sekundy później pofrunęła w kierunku napastnika, ciasno otaczając jego osobę, uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch rękami. Zatrzymała go dosłownie dwa kroki od spełnienia się najgorszego scenariusza jakim jest prymitywny żart o kilofie. Tylko, że w tym wypadku siekierka mogłaby nie wystawać z jednej i drugiej strony czaszki, a zostać wewnątrz. Dziadek odskoczył w momencie gdy poczuł, że nie jest w stanie się zamachnąć. Od razu odskoczył do tyłu tworząc zdrowy dystans czterech metrów. W tym czasie Keion otoczył swoje ciało czakrą raitonu. Wesołe iskierki zaczęły trzaskać przeskakując szybko w losowe miejsca. Poza tym jednym, na które chciał skierować je Keion. Zastosowanej technice nie można odmówić walorów ofensywnych w defensywie, ale w samoistnej ofensywie po prostu nie działała.
Napastnik widocznie też już spotkał się z tym ninjutsu, gdyż szybko wyswobodził się z pułapki <za pomocą znanej każdemu shinobi podstawowej techniki>, co chłopak poznał po tym, że znów uniósł rękę, bowiem w ciemności chłopak widział głównie jego sylwetkę, dzięki elektryczności wytworzonej przez swoją technikę. Za to napastnik mimo posiadania jednego oka widział go bardzo dobrze z tego samego powodu.
Srebrnowłosy z braku innych opcji zaczął okrążać dziadka, co ten zauważył dzięki znikającemu Hiraishinowi. Dziadek również po raz kolejny odskoczył w tył, korzystając ze swojej lepszej pozycji, która dawała mu możliwość cofnięcia się w głąb pokoju, zwiększając dzielący ich dystans do sześciu metrów. Keion miał wrażenie, że nagle włosy przeciwnika jakby się nastroszyły i skierowały ku niemu. To na pewno nie był dla niego dobry znak.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 545
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Keion » 30 paź 2018, o 13:55

Spodziewałem się że przeciwnik zdoła się oswobodzić z żyłki, ale tego że żelazo nie przewodzi prądu w życiu bym się nie spodziewał i cały misterny plan poszedł... - No cóż chyba powoli nadchodzi czas pożegnać się z życiem, choć szczerze miałem nadzieję że zdołam więcej osiągnąć za życia. -Pomyślałem czując że moje serce bije jak szalone, a po rannej ręce powoli spływa cienką stróżką ciepła ciecz.
-Nim ktoś z nas zginie, a pewnie będę to ja, zechciej mi powiedzieć o co tak naprawdę walczymy. -Powiedziałem widząc jak włosy mojego przeciwnika się nastroszyły i przewidując że oznacza to dla mnie kłopoty. W głowie zaś kłębiły mi się myśli o tym że tak naprawdę zostałem okłamany i wykorzystany. Sądziłem że w tym zwoju może być coś cenniejszego niżeli tylko opisy jakichś roślin bo za jakieś tam roślinki nie warto by ginąć, ani zabijać.
W międzyczasie o ile tylko miałem jakiś czas sięgnąłem do torby, początkowo chcąc z niej wyciągnąć kastety, ale z jedną ranną ręką uznałem że lepiej będzie sięgnąć po coś zupełnie innego i bardziej przewrotnego, a konkretnie miałem na myśli bombkę dymną. Wyrzucając ją miałem pewność że będę przynajmniej przez chwilę nie do zauważenia przez dziadka i wydawało mi się że w takim wypadku będzie spodziewał się że będę chciał uciec przez okno. Dlatego też zaraz po rzuceni bombki szybko ruszyłem w lewo do najbliższej ściany w tym samym czasie lewą ręką złożyłem pieczęć barana, po czym przyłożyłem ją do ust. Chciałem spróbować oszukać zmysł słuchu emitując dźwięk człowieka uciekającego ku oknu i próbującego się przez nie wymknąć, samemu w tym czasie chcąc po komodzie jak i szafie oraz przy pomocy chakry dostać się do sufitu. Licząc że gdy tylko dym opadnie akurat tam mnie nie będzie szukał tylko za na zewnątrz budynku. No chyba że dziadek po moich słowach zaniecha prób ataku na mnie wtedy ja także nie wychodzę z żadną konkretną inicjatywa i próbując zachować spokój, staram się nawiązać rozmowę.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 238
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Ame » 30 paź 2018, o 17:43

Obrazek

Misja rangi C dla Keion'a
29/30


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Nie każda sytuacja, która wydaje się być beznadziejna, jest nią w rzeczywistości. Jak to mówią, gdy zamykają się drzwi to otwierają się okna. Chociaż to drugie zdanie brzmi różnie zależnie od kontekstu w jakim się je umieści. Koniec końców chodzi o to, że położenie Keiona nie jest beznadziejne. O wszystkim zadecydują najbliższe momenty. Rana nie była krytyczna, ale im dłużej pozostawała bez opieki tym bardziej grała na niekorzyść chłopaka. Mądrą decyzją było zostawienie noża na miejscu. W ferworze walki nie ma czasu na zatamowanie krwawienia. Wyglądało na to, że zostanie tam jeszcze trochę, chyba że uda mu się stworzyć sobie taką możliwość.
Srebrnowłosy widząc nastroszoną fryzurę napastnika szybko pojął, że dla niego nie oznacza to niczego dobrego. Po wszystkich jego akcjach można wnioskować, że jest on zadeklarowanym pacyfistą. Zachował się zgodnie ze swoim charakterem, poglądami i duszą. Podjął próbę rozpoczęcia dialogu, chciał znaleźć rozwiązanie dyplomatyczne. Niestety w trakcie walki niewiele osób jest skłonna słuchać oponenta. Każdy wietrzy jakiś podstęp. Zwłaszcza, że to Keion był tutaj intruzem. Senbony stworzone z włosów przeciwnika poleciały prosto do miejsca, z którego dziadek usłyszał głos. Nie potrzebował nawet zmysłu wzroku, który był odrobinę osłabiony ze względu na brak jednego oka i panującą ciemność. Mimo wszystko młodzieńcowi starczyło zimnej krwi żeby do końca nie ufać potędze dyplomacji i zawczasu przygotował bombkę dymną, która prawie równocześnie z jego odskokiem w lewo uderzyła w ziemie. Niestety nie był dość szybki, aby jednocześnie próbować pertraktować, rzucać bombki i odskakiwać. Kilkanaście senbonów wbiło się w jego ciało, jednakże miał na tyle szczęścia, że przez utrudnione warunki, igły leciały dość chaotycznie. W obecnym stanie w jego lewym udzie znajdowały się dwie, w prawym trzy. W ramieniu, w którym już tkwił kunai pojawiły się dwie kolejne rany, zaś dłoń przebiła jedna, która została w środku, ograniczając tym samym jej chwytność. Ramie, które powędrowało w poszukiwaniu bombki nie było odsłonięte i dzięki temu pozostało bez żadnych obrażeń. Przeznaczone dla niej igły wbiły się w okolice klatki piersiowej i brzucha i utkwiły w mięśniach, jednak nie uszkodziły żadnych organów. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Wydawałoby się, że Keion po otrzymaniu licznych ran będzie zbity z tropu, ale mimo wszystko zachował zimną krew i kontynuował to co założył sobie w myślach. Gdy minął pierwszy szok, usłyszał że dziadek zakrztusił się dymem. Narzędzie shinobi wzięło go z zaskoczenia. Powstała niewielka luka czasowa, którą chłopak wykorzystał do sfingowania swojej ucieczki przez okno za pomocą podstawowej techniki ninjutsu. Można było wyczuć dezorientacje i wahanie przeciwnika. Po chwili coś przecięło powietrze, zaś obok okna o ścianę uderzył jakiś przedmiot i wbił się w nią. W tym czasie Keion prawie, że swobodnie wszedł na sufit i przyczaił się niczym pewien super bohater z komiksów. Liczne, aczkolwiek nie krytyczne rany nie działały na jego korzyść, z minuty na minutę zmniejszając jego szanse na wyjście z tego domu o własnych siłach. W tym samym czasie dziadek miotał się po pokoju od czasu do czasu krztusząc się pod wpływem dymu. Z racji zamieszania i braku widoczności chłopak również miał okrojone możliwości namierzenia napastnika.
- Jeżeli jeszcze tu jesteś to możesz uciec. Nie będę Cie ścigał. Pieniądze od Hayamaty są warte Twojego życia? - usłyszał srebrnowłosy gdzieś z okolicy okna, jednak dalej nie był w stanie dokładnie określić jego położenia. Od czasu do czasu słyszał tylko pojedyncze, chaotyczne kroki oraz tłumiony kaszel, tak jakby ktoś powstrzymując go kasłał w rękaw. Ciężko stwierdzić czyim sojusznikiem ostatecznie stanie się dym. Wszystko rozwiąże się, gdy ten opadnie.


Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 545
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Keion » 1 lis 2018, o 10:08

Tak jak przypuszczałem dziadek nie miał ochoty że mną rozmawiać i od razu przeszedł do ataku. Nie wiedziałem jak działa jego technika, ale przekonałem się że jest strasznie bolesna, gdy zaczęła ranić moje ciało i wbijać się w nie. Udało mi się jednak wyrzucić bombkę dymną i już nic nie było widać. Upozorowałem nawet moją ucieczkę przez okno i schowałem się. Jednakże miałem nadzieję że oponent będzie chciał skończyć to co zaczął, a fakt że nie zamierzał tego robić stawiał mnie w niekorzystnej sytuacji. Dopiero słysząc jego głos wiedziałem że jedynym wyborem, który mi pozostał było ulotnić się z budynku. Okno jednak było spalone i nie miałem nawet co próbować się do niego dostać bo mógłbym się sam pod ostrze napatoczyć. Przypomniałem jednak sobie o drugim oknie do którego podstawiałem drabinę i postanowiłem kierować się w jego stronę by to właśnie nim się ulotnić. Używając czakry nie odklejałem się od sufitu i starałem się opuścić pomieszczenie szukając drugiego wyjścia z pomieszczenia. Może nie był to najszybszy sposób, ale w miarę bezpieczny bo ciężko było mówić o przypadkowym wpadnięciu na przeciwnika.
-Skąd wiesz że to Hayamata mnie najął, czyżbyście prowadzili między sobą jakąś mini wojnę? Nie lepiej się dogadać? -Próbując się wycofać cały czas moją techniką chciałem go zwodzić emitując głos z za okna. Po wydostaniu się z budynku zamierzałem się nieco opatrzeć i podleczyć. Byłem bardzo zły na Pana Hayamate za to że nie powiedział mi o właścicielu zwoju i o tym że może być groźny. Właśnie przez to zawaliłem misję, gdyby mi o tym powiedział to inaczej bym się przygotował, a tak ponosił odpowiedzialność równą co ja, ale tylko ja na tym cierpiałem.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 238
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Ame » 2 lis 2018, o 13:48

Obrazek

Misja rangi C dla Keion'a
31/30


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




To nie była kwestia braku ochoty. Po prostu w trakcie walki po wcześniejszym włamaniu niewielu przestępców decyduje się na dialog. No chyba, że tacy, którzy definitywnie przegrywają w konfrontacji z czujnym właścicielem. Każdy normalny człowiek na jego miejscu podejrzewałby włamywacza o jakiś finezyjny fortel. O czym zresztą przekonał się Keion gdy jego ciało dosięgnęło kilkanaście senbonów jeszcze bardziej pogarszając jego sytuację. Jedno jest pewne. Opiekuńczy los, który do tej pory wydawał się sprzyjać młodzieńcowi być może zdecyduję się na odwrót taktyczny, zaś samemu młodzieńcowi, gdyby żył w realiach bardziej europejskich zostanie najwyżej modlitwa do św. Rity.
Szarowłosy zauważył w jak bardzo podbramkowej sytuacji się znalazł. Zdecydował się na próbę ucieczki, podejrzewając jednak starego człowieka o podstęp, nie ulotnił się gdy ten dawał mu szansę. Dobrze upozorował swoją ucieczkę, dzięki czemu udało mu się zostać w pomieszczeniu, podczas gdy oponent zakładał, że chłopak z jego wspaniałomyślnej propozycji skorzystał, gdyż to zasugerowały mu wszechobecne kroki w pokoju. Niestety tutaj definitywnie rozstał się z obraną ścieżką zdrowego rozsądku.
Próbując cały czas tej samej sztuczki próbował podtrzymać iluzje swojej obecności za oknem. Zapomniał, że każda technika ma swoje ograniczenia, szczególnie tyczy się to tych prostszych. Głos Keiona nie dobiegał wbrew jego oczekiwaniom zza okna. Do uszu dziadka doleciał wszechobecny głos, niczym w pewnej scenie biblijnej. Wszystko wskazywało na to, iż nie jest on niczyim synem upodobanym i nikt tam obecny nie miał w nim upodobania.
- Oooo Ty oszuście! - Dziadek szybko zrozumiał, że pada właśnie ofiarą jakieś sztuczki. Keion mógł usłyszeć szybkie kroki w kierunku okna. Widocznie mieszkańcowi nie przeszkadzał dym, gdyż znał swoje mieszkanie na pamięć. Moment później usłyszał krótki dźwięk siekiery wyrwanej z drewna. Mógł wysnuć wniosek, że to właśnie tą bronią, przeciwnik rzucił wcześniej w kierunku okna.
Imitacja kroków pozwoliła wcześniej oszukać zmysły oponenta, lecz teraz próbował skoczyć za wysoko. Zwłaszcza, że jego pamieć co do wysokości zdawała się szwankować, gdyż okno, do którego chciał się dostać znajdowało się na pierwszym piętrze, zaś zasadność podstawiania pod nie drabiny była już porównywana do akcji pijanego sąsiada. Chłopak kierując się po suficie dostrzegł drabinę, której nie zauważył przy wejściu do domu ze względu na to, że zasłaniała ją szafa. Dym powoli przerzedzał się i dlatego był w stanie rozpoznać owe zejście.
Liczne rany co raz bardziej dawały się mu we znaki. Ze względu na to, iż Keion nie wydostał się z budynku, ani nie sprecyzował w jaki konkretnie sposób zamierza zająć się ranami, nie zrobił dokładnie nic. Mógłby równie dobrze zadzwonić do lekarza pierwszego kontaktu, lecz ten nie odbierał. Głowa do góry, urwisie. Przecież to dlatego, że chłopak nie miał telefonu.
Dziadek wyrwawszy siekierkę z ściany ruszył w kierunku, drabiny i biurka, gdyż właśnie o bycie w tym miejscu logicznie podejrzewał szarowłosego złodzieja. Szedł rozważnie, próbując swym jednym okiem dostrzec ruch w coraz mniej gęstym dymie. Był wściekły i teraz nie zamierzał stosować żadnej taryfy ulgowej. Najzabawniejsze jest to, że zwój cały czas leżał sobie tam gdzie był na początku.




Notka dla transparentności działań Mg.
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 545
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Keion » 2 lis 2018, o 20:31

Chciałem rozmawiać, a zamiast tego wpakowałem się w większe tarapaty i zamiast tak po prostu wyjść musiałem teraz kombinować żeby w ogóle nie zostać zabitym. Dziadek się wkurzył nie na żarty, a ja teraz miałem pewność że już nie odpuści i będzie mnie ścigał do skutku. Dodatkowo okazało się ze teraz zmierza w moim kierunku, albo w kierunku zejścia na niższe piętro, które właśnie udało mi się wypatrzeć. Nie byłem tego całkiem pewien, wiedziałem jedynie że idzie mniej więcej w moim kierunku z toporem i bardziej rozeźlony niżeli wcześniej, a ja coraz bardziej opadałem z sił przez otrzymane rany. Jednak widziałem, a przynajmniej tak mi się wydawało że zwój wciąż był na swoim miejscu. Trochę dziwne bo ja coś tak cennego w takim wypadku bym przełożył gdzieś indziej, albo w ogóle schował żeby nie było tak łatwo dostępne. -A może wciąż mogę jeszcze coś zrobić?-Zadałem sobie pytanie i zacząłem się zastanawiać, czy mogę wyjść z tej sytuacji w jakiś sposób żywy, albo nawet lepiej żywy z zwojem w ręku. -I tak już bardzo wiele ryzykuje, więc czemu by nie zaryzykować jeszcze bardziej. W przypadku niepowodzenia i tak w obu przypadkach czeka mnie taki sam koniec.-Podsumowałem swoje położenie i postanowiłem jeszcze raz zaryzykować bo na więcej prób nie mogłem liczyć. Z ciężko bijącym sercem kontynuowałem zwodzenie przeciwnika głosem bo wydawało mi się że wiem dokąd zmierza i mogłem spróbować utrzymać go w przekonaniu że się nie myli. Stworzyłem więc swojego iluzjonistycznego bunshina, który szybko ruszył w kierunku drabiny, a wyglądało to tak jakby wcześniej ukrywał się gdzieś za szafą. Ja zaś po raz enty złożyłem pieczęć barana i imitowałem kroki wydawane przez bunshina, aż po imitację człowieka schodzącego po drabinie zakończone upadkiem z drabiny oraz skowytem bólu. Czekałem tylko aż dziadek mnie minie, a gdy tak się stanie odczepić górną część swojego ciała tak by z rozpędem zawisnąć na samych stopach (coś jak naruto gdy pierwszy raz się nauczył) i wykorzystać ten rozpęd popychając dziadka ku dziurze w podłodze. Liczyłem że uda mi się go popchnąć tak że zleci na dół z jedną ręką w której trzymał toporek jego szanse na zamortyzowanie upadku lub złapanie się czegoś znacznie malały, ale dla pewności w to popchnięcie/uderzenie włożyłem dodatkowo swoją czakrę raitonu. Zaraz po tym zdarzeniu chciałem zabrać swój i uciekać oknem którym wszedłem, ale w razie gdyby coś poszło nie tak szukałem czegoś dzięki czemu mógłbym skorzystać z techniki podmiany i uchylić się przed ewentualnym atakiem.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 238
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Ame » 3 lis 2018, o 18:01

Obrazek

Misja rangi C dla Keion'a
33/30


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Czy można starego psa nauczyć nowych sztuczek? Na przykładzie tego co rozgrywało się na drugim piętrze można stwierdzić, że szybciej uczy się stary pies niż ten młody. Podczas gdy dziadek z uwagą obserwował swym jednym okiem otoczenie, młodzieniec cały czas próbował tych samych, nieskutecznych zagrań. Gdy młody zdobywał cały czas nowe blizny, stary który miał już swój limit prawie wyczerpany, korzystał z bogatego doświadczenia. Unikał prawie wszystkich nieczystych zagrywek. W tym momencie definitywnie wygrywał na punkty. Problem jest taki, że w tej grze chodziło o knock-out.
Keion wymyślił najlepszy plan na jaki wpadł podczas całej tej akcji i miał pełne prawo liczyć na jego powodzenie, gdyby nie jeden, drobny detal. Efekt bomby dymnej zaczynał się rozwiewać zupełnie jak szanse chłopaka na wyjście z nagrodą. Ludzkie oko, wrażliwe na ruch, widziało kontur zbliżającego się dziadka. Trudno zrozumieć, dlaczego srebrnowłosy założył, że w odwrotną stronę to nie działa. Teraz, na tle rzadkiego dymu był widoczny, ciężko też przypuszczać, że przeciwnik dla jego wygodny nigdy nie spojrzy w górę. Już dostatecznie długo był głupi. Widząc ruch przy składaniu pieczęci nie dał się nabrać na bunshina, którego zresztą widział w taki sam sposób jak młodzieńca schowanego pod sufitem. Staruszek nie zwrócił uwagi na wszechobecne głosy tupania i upadek z wysokości. Keion uzyskał efekt na kształt upadku postaci animowanej z Looney Tunes. Za mało żeby nabrać starego weterana. Nie wspominając już o ranach, przez które składanie pieczęci [senbon wbity w jednej z dłoni] było bardzo trudne - bolesne i powolne. Ogólnie stan jego zdrowia nie prezentował się najlepiej i gdyby jakiś rolnik zdecydował się go sprzedać na targu jak tucznika to miałby nie lada problem.
W czasie gdy Keion ponownie próbował używać tych samych, niesprawdzających się sztuczek, dziadek wbiegł na ścianę dzierżąc siekierkę w dłoni. Wszyscy słyszeli o walkach w parterze, a to najwidoczniej będzie jej odwrotność - nie dość, że na piętrze to jeszcze do góry nogami i to stojąc! Rany stały się dokuczliwe i na pewno nie będą czynnikiem sprzyjającym mu w nadchodzącej konfrontacji. Zanim chłopak zorientował się w sytuacji na tyle, aby wybrać obiekt do podmiany, w momencie gdy zaczynał powoli składać pieczęcie stan jego rąk pogorszył się jeszcze bardziej. Na etapie pieczęci woła jego dłonie zostały brutalnie rozdzielone przez ostrze toporka. Następne cięcia ze strony przeciwnika nie były konieczne. Keion stracił resztki koncentracji i runął z sufitu na podłogę. Wyglądało na to, że sięgnął kresu swojej wytrzymałości i był kompletnie zdany na łaskę przeciwnika.
- Jestem za miękki. - to było ostatnie co młodzieniec usłyszał.
Tego co stało się później nie mógł już widzieć, ale najwidoczniej ktoś miał w serduszku na tyle dobroci, żeby nie dać mu wyzionąć ducha pod płotem.




Misja zakończona niepowodzeniem.
Keion żyje, ale ledwo. Konieczne 24h spędzone w szpitalu. >> Zapraszam do opisania pobytu
Niesprawna prawa dłoń przez okres 3 miesięcy czasu rzeczywistego [koniec 11.02.2019]. Utrudnione składanie pieczęci, niemożliwe używanie broni. Potrzebny medyk z Iryo co najmniej B by przyspieszyć regeneracje.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 545
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Seinaru » 19 paź 2019, o 13:09

Po części można było przewidzieć, że znalezienie malutkiej wioski ukrytej gdzieś na skraju ogromnych lasów porastających Kaigan będzie niełatwe. Okazało się jednak, że największa trudność była naprawdę prozaiczna - znalezienie właściwego rozwidlenia drogi. Opis podany przez karczmarza był chyba najbardziej dokładny jaki można było sformułować. Problem w tym, że za każdym razem gdy Kei stawał na jakimś rozdrożu, wydawało mu się że to już tutaj. Tam gdzieś w oddali majaczyła może jakaś góra, tam z kolei była kładka nad strumieniem ale czy woda w nim była aż tak czysta, a kładkę można było uznać za mostek? I tak za każdym razem, mijając takie skrzyżowania Seinaru jeszcze przez kilkanaście minut prześladowały wyrzuty sumienia, że prawdopodobnie to było tam, a on nie skręcił i teraz przegapił poszukiwanego felczera całkowicie. Pytał, główkował i porównywał opis poznanego mężczyzny z tym co widział na szlaku, aż w końcu zdecydował się zboczyć z głównego traktu na rzecz mniejszej drogi, która istotnie prowadziła przez mostek nad nawet czystym strumieniem, a na horyzoncie można było dostrzec zarys jakiegoś szczytu. Raz kozie śmierć.
I widocznie był to strzał w dziesiątkę. Po wielu przebytych kilometrach, o godzinie najpewniej popołudniowej, samurajowi udało się dotrzeć do wioski, której i tak wciąż nie był pewien. Znaczy to mniej więcej tyle, że osada wciąż nie wyróżniała się niczym szczególnym, a między domami nie przechadzali się jednoocy dowódcy straży szlacheckiego rodu. Kei po raz kolejny musiał pochodzić i popytać, lecz tym razem poszukiwania karczmy tudzież gospody połączył z poszukiwaniami noclegu. O felczera miał zamiar popytać gdy uda mu się odnaleźć pomiędzy tymi kilkoma domkami.
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1696
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Kakita Asagi » 19 paź 2019, o 20:34

Misja rangi B dla Seinaru
"Rzecz o honorze"
Post 25/?

Post theme

Wioska...



Słońce coraz bardziej chyliło się nad nieboskłonem, a nasz samuraj przekroczył rogatki wioski położonej na gracy trzech krain. Opinia tej osady jako miejsca zapomnianego przez świat i będącego ostoją biedy w bogatym Ryuuzaku zdecydowanie miała potwierdzenie w tym, co widział nasz bohater, ale ciekawsze było to, co widzieli w nim mieszkańcy - pełny rynsztunek, potężna kosa i błysk w oku... Tak, mieszkańcy wioski mocno zlękli się pojawienie się wojownika, jednakże nikt otwarcie nic nie mówił, chociaż parę drzwi i zasłon w oknach zamknęło się nieco szybciej, parę osób zmieniło kierunek w którym szli i zniknęli w jednym z nielicznych zaułków, generalnie nikt nie zamierzał wychodzić mu na spotkanie.
Nie był to jednak dla Seinaru problem, sam bowiem zdecydował się wziąć sprawy we własne ręce i zwyczajnie poszukać jakiejś karczmy w której znów mógłby zasięgnąć języka oraz poszukać noclegu. Jak się szybko okazało, w niewielkiej mieścinie była tylko jedna karczma, a jako, że pogoda była już późniejsza, nie była tak opustoszono jak ta, w której szukał informacji na początku tej przygody. Tym razem przekroczywszy drzwi gospody, zauważył, że było w niej całkiem sporo mężczyzn ich liczbę ocenił na blisko dwudziestu, w różnym wieku, ale większość miało około 20 kilku lat - siedzieli przy stolikach po trzech i popijając alkohol narzekali na swój los i trudności związane z życiem w tym zapomnianym przez bogów i ludzi miejscu. W koncie gospody grupka pięciu facetów grało w kości, co jakiś czas komentując kolejne wyniki - jedni się cieszyli ze zgarniętej sumy, inni natomiast liczyli straty, ale gotowi byli się odegrać. Sama karczma składała się z dużego pomieszczenia na 5 długich stołów, w oddali była lada zza której władca tego miejsca mógł obserwować swoje włości. Za ladą i nieco z tyłu znajdowały się schody prowadzące na piętro. Poza mężczyznami były tutaj jeszcze dwie kobiety - pracownice które uwijały się z trunkami i zamówieniami gości, uśmiechając się i śmiejąc z ich żartów (nie trudno się domyśleć, że był to element ich pracy).
Tak czy inaczej, pojawienie się Seinaru nie obeszło się bez ogólnego zainteresowania. Wszyscy posłali spojrzenia w stronę nowoprzybyłego, licząc najpewniej swoje szanse na utratę głowy - jedne spojrzenia były mniej ukradkowe inne przeciwnie, jedni nerwowo spojrzeli w stronę swoich sakiewek, pozostali sięgnęli gdzieś pomiędzy poła swojego stroju, najpewniej sprawdzając czy wierny nóż jest pod ręką - generalnie jednak jeśli nasz bohater niczego podejrzanego nie robił ani nie rzucił się w wir zabijania, to po kilku chwilach wszystko wróciło do normy, chociaż nadal co jakiś czas rzucali spojrzenia w jego stronę.
Krok za krokiem, należało w końcu trafić do lady przy baru, a tam postawny karczmarz czyścił szkło - facet był wysoki na prawie dwa metry mężczyzna, z siwymi włosami i mimo, że na oko miał już koło 40 lat, to jednak jego zaprawione w pracy mięśnie zaowocowały postawną muskulatura - to on był tutaj panem na włościach. Widząc zbliżającego się Seinaru, podniósł swoje spojrzenie i zmierzywszy samuraja, uśmiechnął się lekko, na chwilkę wsuwając prawa dłoń pod ladę - nie był to przypadek, zdecydowanie zrobił ten ruch wyraźnie i tak, by samuraj go zauważył.
- Witam szanownego pana, co podać? - zapytał tubalnym głosem i czekał na to, co mu Seinaru odpowie, albo co zrobi...
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Seinaru » 20 paź 2019, o 22:10

To chyba było już regułą, że w wioskach i miastach które nie widują zbyt często gości - a już na pewno nie takich - Seinaru wzbudzał spore poruszenie. Nie odczuł tego tak wyraźnie jeszcze będąc na uliczkach małej wioseczki, ale po wejściu do gospody poczuł na sobie wzrok zebranych. Był nowy, nieważne nawet czy nieznany czy też popularny. Nowa twarz w hermetycznym środowisku zawsze była potencjalnym intruzem. I choć oczywiście nikt go nie zaczepił, to przez chwilę każdy w swojej głowie kalkulował swoje szanse i starał się sprawiać wrażenie groźniejszego niż był w rzeczywistości. Kei rzucił okiem na salę - szukał oczywiście znajomej twarzy Watanabe i jednookiej jakiejkolwiek facjaty, która mogła należeć do Serizawy. Nic takiego jednak nie rzuciło mu się w oczy, toteż nie zostało nic innego jak zasięgnąć języka.
Karczmarz zrobił na nim bardzo duże wrażenie. Jego mięśnie nie pasowały nawet do rolnika, nie wspominając o stereotypie karczmarza, który Kei utrwalił sobie w głowie i którego jednak najczęściej zastawał za ladą. Póki co jednak nie zamierzał sprawdzać czy te bicepsy to tylko napompowane baloniki. Chciał po prostu zorientować się w sytuacji i zacząć od rzeczy najbardziej podstawowych.
- Witam, witam. Najlepiej to by było jakąś strawę i nocleg. Można się tu u Pana zatrzymać na noc? - Kei odpowiedział na powitanie i potem na pytanie. Faktem było, że po kulkach ryżowych na drugie śniadanie nie miał w ustach jedzenia od kilkunastu kilometrów. I kiszki o tym nie zapomniały, bo właśnie grały w jego brzuchu przypominającego marsza. Poza tym, noc była już za pasem, a dobrze byłoby móc gdzie się umyć i zlegnąć na noc.
- Nie macie tu pewnie rybki, co? - Kei zagaił jeszcze, gdyby ktoś pytał się go na co konkretnie ma ochotę do jedzenia.
- Jeśli nie, to może być jakaś ciepła zupka. - Dał alternatywę, której mogła podołać chyba każda kuchnia.
- Jak się w ogóle nazywa ta wioska? Jestem tu w sumie pierwszy raz. Seinaru Kei, pasterz z Teiz. - Przedstawił się karczmarzowi bez zbędnego ukrywania się, gdy czekał na swoje jedzenie. Uważał że niekulturalnie byłoby go zasypywać od progu całą masą pytań, zanim ten odpowie na te już zadane, toteż Kei grzecznie czekał przy kontuarze aż jego rozmówca zbierze myśli.
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1696
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Kakita Asagi » 22 paź 2019, o 07:00

Misja rangi B dla Seinaru
"Rzecz o honorze"
Post 27/?


Wioska...



Nie, znajomej żadnej twarzy Seinaru nie dostrzegał, natomiast te, które przed chwilą dość uważnie zmierzyły go wzrokiem powróciły do swoich spraw, ale jak już wspomniano, co jakiś czas ukradkiem na niego zerkały, mniej lub bardziej. Jak słusznie zauważył przybysz Teiz, to pojawienie się każdego obcego w tym zapomnianym przez boga miejscu było sporą sensacją i nie obeszło się bez mamrotania pod nosem. W zasadzie, może by i nasz bohater zdołał coś słuchem wychwycić, gdyby się odpowiednio postarał, ewentualnie do kogoś z jakimś godnym napitkiem przysiadł...
- Z jedzeniem problemu nie będzie, ale pokoje to inna sprawa, spóźnił się szanowny kolega. - odpowiedział spokojnie gospodarz, którego obie dłonie były już na ladzie i aktualnie próbował doczyścić ścierką jedno z naczyń, które złośliwie nie ułatwiało mu zadania.
- A zdziwi się szanowny pan, macie. Pstrągi z tej rzeczki, co to do nas prowadzi nie za duże, ale za to dobre. - odpowiedział ze swoistą dumą w głosie mężczyzna, odrywając się od dotychczasowej czynności (ewentualnie uznając, że generalnie nie ma sensu dłużej z walczyć z tym przeciwnikiem i zwyczajnie będzie lepiej scedować tą pracę na kogoś innego). Tak czy inaczej, karczmarz uznał, że zamówienie zostało w zasadzie złożone i krzyknął polecenie na kuchnie, z którego odpowiedział mu tubalny głos, po czym wrócił do nowego klienta.
- Ha! To już zależy, kogo się zapytać. Ci z Kaigan nazywają ją Tōkumura, z Midori natomiast Bōkyakumura, a nasi aktualnie włodarze z Ryuuzaku Kokkyōmura - generalnie, znaczy to mniej więcej tyle ce "zadupie zapomniane przez bogów" i w zasadzie, coś w tym jest. - odpowiedział ze swoistym przekąsem karczmarz. W zasadzie, z jego wypowiedzi łatwo było wywnioskować, że ma idealnie w nosie, jak mieszkańcy pobliskich prowincji odnoszą się do miejsca w którym żyje, generalnie chyba wszystkie trzy nazwy były w obiegu, a miejscowi używali ich zamiennie w zależności od tego, kto się pod którym zaborem urodził, bowiem miejscowość przechodziła z rąk do rąk w toku kolejnych konfliktów.
Ciekawiej się zrobiło, kiedy nasz bohater zdecydował się w końcu przedstawić swoją osobę. Mocarny mężczyzna przyjrzał mu się uważnie, najpewniej tworząc w głowie obraz pasterza co ubrany w proste szaty i z zielonym badylkiem prowadzi swoje baranki i zestawił z pełni uzbrojonym wojownikiem, którego miał przed sobą i jakoś te obrazy mu do siebie nie pasowały - szczególnie ta kosa. Gdyby jeszcze stwierdził, że jest wędrownym kosynierem i szuka zajęcia, no może to by jakoś przeszło, ale tutaj pewien dysonans poznawczy zagrał, a może chodziło o coś innego?
- Musicie tam na Teiz mieć spore wilki, że taką kose szanowny pan nosi. - odpowiedział spokojnie, chociaż już nieco mniej rezolutnym tonem i... na schodach pojawił się mężczyzna, którego Seinaru dla odmiany znał - nie kto inny jak Watanabe. Trudno rzecz, kto był teraz w większym szoku, ale sługa rodu Otori stał z szeroko otwartymi oczami wgapiony w Seinaru, przy pasie miał wakizashi, w lewej dłoni katana - kimono miał dużo mniej strojne niż w posiadłości rodu, zdecydowanie był to jego strój podróżny. W zasadzie, nikt poza karczmarzem nie zwrócił uwagi na zaistniałą sytuację, ale powietrze zrobiło się ciężkie.
- Byśmy się zrozumieli, jak coś do siebie macie, to załatwiacie to na zewnątrz, jasne? - rzekł dość dosadnie, tak że zarówno Seinaru jak i Watanabe oraz kilka najbliższych osób mogło go usłyszeć. Prawa dłoń karczmarza znów powędrowała wymownie pod ladę, natomiast ci, którzy usłyszeli jego deklarację oderwali się od dotychczasowych spraw, nerwowo spoglądając to na siebie i dwóch wojowników.
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Seinaru » 22 paź 2019, o 20:51

- No to niech będzie po prostu "Zadupie". Po co sobie łamać język, co nie? He he... - Odpowiedział oczywiście żartem, bo humor zdecydowanie poprawiła mu wiadomość o tym, że jednak będzie rybka. Seinaru oczywiście ochoczo zgodził się z zamówieniem karczmarza i teraz tylko czekał umilając sobie czas pogawędką. Mężczyzna zwrócił uwagę na jebitną kosę na jego plecach, lecz Seinaru zbył to tylko machnięciem ręką.
- A to? Tym proszę się nie przejmować, to tylko prezent od kolegi. Jeszcze jej nawet nie używałem. - I w sumie odpowiedź ta była od początku do końca prawdziwa. Nie zdradzał jednak, że gdy tylko nadarzy się okazja nie zawaha się po nią sięgnąć, ale Kei zdecydowanie nie był typem, który sam szuka sobie zaczepki.
- A to skoro nie ma Pan wolnych łóżek, to może zna Pan kogoś... - I samuraj nie dokończył, bo zobaczył innego samuraja, znajomego z Ryuzaku no Taki.
Watanabe zatrzymał się na schodach i nieważne było, czy chciał zwrócić na siebie uwagę czy miał ochotę zawrócić i niezauważonym wbiec z powrotem na górę, aby nie zdradzić swojej obecności. Ich oczy się spotkały, a mężczyzna przez chwilę zamarł. Ostrożności nabrał karczmarz i ci, którzy również wyłapali krótki moment konsternacji.
- A co niby mamy do siebie mieć?? - Powiedział Kei zdziwiony, rozładowując chyba powstałe napięcie.
- To mój kolega, spodziewałem się że tu będzie. - Przecież już w poprzedniej karczmie Kei dowiedział się, że Watanabe również ruszył tropem Serizawy, więc jego widok tutaj nie był dla chłopaka zaskoczeniem. Miał kilkanaście kilometrów na to, żeby przetrawić sobie fakty. Mężczyzna dostał od Otoriego zadanie bycia "łącznikiem" między nim i Seinaru, lecz jego pośpiech, do tego zachowany w tajemnicy, istotnie był zastanawiający.
Kei jednak ostatnim co teraz zamierzał do rzucenie się sobie do gardeł. Wstał tylko na widok Watanabe i czekał, aż ten do niego podejdzie. Bo chyba nie będzie stał w miejscu ani uciekał?
- Chodź, przysiądź się. Ja akurat czekam na rybę, to nie mogę stąd wyjść, sam rozumiesz. Musimy chyba poważnie porozmawiać, co? - Wynalazł jakiś stolik blisko, albo po prostu usiedli przy kontuarze, tak jak Seinaru do tej pory. Jeśli Watanabe był skory do rozmowy, to Kei zadał pierwsze, bardzo ważne pytanie.
- Co ty tu w ogóle robisz? Myślałem że Twoje zadanie to stać tam przy bramie. Ja spokojnie bym sobie poradził z tym całym Serizawą i jego szajką. Naprawdę przyjacielu, nie musisz się martwić. - Zapewnił go Kei i czekał na reakcję, zwłaszcza gdy zdradził nieco z tego, co zamierzał zrobić, gdy już spotka jednookiego zdrajcę.
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1696
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Kakita Asagi » 23 paź 2019, o 18:25

Misja rangi B dla Seinaru
"Rzecz o honorze"
Post 29/?


Wioska...



Powietrze zgęstniało, a gospodarz wydawał się nie być do końca przekonany temu co próbował "wmówić" mu Seinaru, bowiem dla pewności posłał jeszcze badawcze spojrzenie w stronę Watanabe, który chyba nie do końca podchwycić "grę" swojego "kolegi", co kosztowało ich z dwie sekundy, w czasie których na czole strażnika pojawiło się bardzo wiele kropel zimnego potu. Watanabe jednak nie był byle kim, podobnie jak Seinaru zaliczał się do kasty samurajów, tak więc w kolejnym wdechu oczyścił umysł, po czym odzyskawszy nieco kolorów i pewności w spojrzeniu zawołał pogodnie.
-- Seinaru-dono! Nie spodziewałem się, że tak szybko dotrzesz. Już schodzę, schodzę! - zrobił dwa kroki, po czym dodał jeszcze głośniej -- Wszak nie mogę cię zostawić tam samego, karczmarzu, to samo dla mnie i jakieś sake, chyba, że nadal nie pijasz! Sake ma być gorące, innego nie pijam! - niewątpliwie, jeśli ktokolwiek w karczmie jeszcze nie zauważył spotkania dwóch wojowników, to po tym powitaniu nie mógł już mieć wątpliwości, że coś wykraczającego poza schemat codzienności właśnie się wydarzyło. Jednakże, skoro nie polała się krew, ani nic równie ciekawe się nie wydarzyło, to w sumie nie było się czym interesować prawda?
- Jak tam panowie sobie życzą... - odburknął gospodarz przewracając oczami, generalnie, to chyba było nieco skołowany tym co zaszło, z drugiej strony, wymownie jeszcze klepnął w ladę po czym zabrał się za realizację zamówienia.
Watanabe powoli skierował swoje kroki w stronę Seinaru, a zbliżał się pozornie spokojnie, jednakże zaprawione w bojach ciało i umysł pasterza z Teiz jasno zdradzało mu, że strażnik z domu Otori uważnie pada każdy jego gest. Nie robił tego nachalnie, co to, to nie. Był elegancki, a jego spojrzenie chociaż "lepkie" nie było "napastliwym" - zdecydowanie tak, jak powinien spoglądać dobrze wyszkolony szermierz, a przy tym członek szlacheckiej rodziny - zachowując dystans udawać, że się dystansu nie zachowuje. Jednocześnie, jego skupione spojrzenie zdradzało, że nad czymś intensywnie myśli, zdecydowanie niezależnie od tego jak bardzo się starał, oczy stanowiły klucz do wnętrza duszy, toteż poza nie utrzymywaniem kontaktu wzrokowego z Seinaru, nie mógł wiele zrobić by ukryć, że zastała sytuacja nie jest dla niego wygodna, ale trudno orzec, czy się do niej nie przygotowywał, a raczej, czy jej nie przewidywał.
Pokonawszy odległość, Watanabe usiadł koło Seinaru, przy swoim dalszym (względem Seinaru) boku stawiając katana. Było to niewątpliwie zachowanie bardzo taktycznie poprawne - Watanabe usiadł tak, że gdyby musiał dobywać nagle miecza za swoim pasem (a było to krótkie wakizashi), to wystarczył szybki ruch prawą ręką, usiadł bowiem po lewej stronie naszego bohatera, a znaczyło to, że obeznany z iai-do jest.
-- Bez wątpliwości by pan sobie poradził, Seinaru-dono. Generalnie tak, strzeżenie bramy to moja główna powinność, jednakże do załatwienia pewne sprawy w okolicy osady Funemi mam, więc zajrzałem noclegu szukając, widzę, że podobnie jak ty. - odpowiedział w miarę spokojnie, po czym zadał własne pytanie.
-- Co zamierzasz zrobić, gdy już wytropisz Serizawa-san? - zanim jeszcze usłyszał odpowiedź, przed naszymi bohaterami stanęła butelka sake w bardzo gorącej wodzie i dwie czarki, Watanabe sięgnął po sake i ustawiając jedną czarkę przed sobą, a druga przed Seinaru dodał.
-- Po jednym?
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Wioska na granicy Ryuzaku

Postprzez Seinaru » 23 paź 2019, o 20:44

Na szczęście wszystkim udało się opanować emocje, choć tak naprawdę Kei nie wiedział nawet z czego one wynikły. On nie miał żadnych powodów do stresu, nie dorabiał sobie teorii do strzępków informacji, więc Watanabe był dla niego cały czas strażnikiem przy bramie, niepostawionym w żaden stan oskarżenia o cokolwiek. Gdy więc już spokojnie usiedli przy jakimś stoliku i Kei miał szansę dowiedzieć się o co tutaj tak naprawdę chodzi, zawiódł się okropnie. Pal licho to usadzenie się i przygotowanie na nadchodzący atak, ale przecież jak na dłoni widać było, że podstarzały samuraj kłamie jak z nut. Seinaru doskonale wiedział o tym, że Watanabe szuka Serizawy, bo przecież wypytywał o niego w tej samej karczmie do której wcześniej zaszedł Kei. Więc o jakie sprawy w jakiej osadzie Funemi mu chodzi?
Młody samuraj nie lubił tych gierek. Nigdy nie był dyplomatą i na pewno nigdy nie zostanie. Dlatego braki oleju w głowie nadrabiał mięśniami, ale przynajmniej zawsze dążył do tego, żeby mieć jasną sytuację.
- Czyli Serizawa ukrywa się w okolicy osady Funemi? - Zapytał gdy tamten podsuwał mu sake. Odmówił kręcąc tylko głową, bo na usta cisnął mu się dalszy ciąg rozmowy.
- Wiesz... myślałem że ta prawda, którą macie wpisane w bushido, znaczy dla samurajów coś więcej. Los chciał, że w poszukiwaniu informacji wypytywaliśmy tego samego człowieka po opuszczeniu Ryuzaku. Więc wiem, że też go szukasz. - Jak się nazywała ta herbata?
- Dla mnie sencha. - Zrobił krótki przerywnik na zamówienie sobie napoju do ryby. A teraz wracając...
- Pytanie tylko, dlaczego chcesz mnie wyprzedzić i dlaczego nie połączyliśmy sił, żeby zabić zdrajcę? Odpowiedź: bo ty nie chcesz go zabić, tylko uratować. - No po tym kłamstwie było to prawie oczywiste. Seinaru miał podejrzenie graniczące z kobiecą intuicją.
- Wiem, że ten Wasz poprzedni Pan zginął w tajemniczych okolicznościach, a ten nowy Otori nigdy nie świecił przykładem. Myślisz że zależy mi na tych groszach które mi zapłaci? Na razie liczy się Klepsydra i to jak pokaże się światu. A jeśli zrobicie ze mnie głupka i będzie pogrywać, to Hachiman mi świadkiem, że oba łby strącę. Twój, Serizawy, a na koniec tego Otoriego. - Na koniec ściszył nieco głos, aby groźba nie rozeszła się po całym pomieszczeniu.
- Proszę Pana, gdzie ta rybka? - Zakrzyknął w stronę kontuaru. Watanabe na pewno wiedział jak kończą się samurajskie konflikty - na ubitej ziemi w kałuży krwi.
Avatar użytkownika

Seinaru
Maruda
 
Posty: 1696
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ryuzaku no Taki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości