[Event] Podziemia Iglicy

Kolejna prowincja przynależąca do Prastarego Lasu o znacznej powierzchni. Midori zamieszkiwane jest przez Ród Nara i tak jak Shinrin oraz Kaigan, w głównej mierze pokryty jest gęstą puszczą, która słabo przepuszcza promienie słoneczne. Prowincja od wschodu graniczy z Ryuzaku no Taki, od południa z Kaigan, od zachodu z Shinrin oraz od północy z regionem Wietrznych Równin, co pozwala na rozwój handlu oraz żeglugi morskiej.

[Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Natsu » 31 lip 2019, o 19:27



Podziemne piekło
Podziemia Iglicy


Po krótkim ogłoszeniu wstępnych planów, wszyscy najemnicy zostali przydzieleni do dwóch grup - jedna prowadząca wokół góry w celach zwiadu i odnalezienia innych ewentualnych wejść do podziemnej groty, druga - krocząca prosto w gardziel góry, w poszukiwaniu nieznanego. Przy każdej grupie stanęła dwójka dowodzących. W przypadku grupy schodzącej do podziemi, był to dość młody mężczyzna o ciemnych włosach i w lekkim pancerzu zwiadowcy, aktualnie patrzący z lekko nieobecnym wzrokiem w kierunku Iglicy. Był to, rzecz jasna, Nara Shikari - ten, który jako pierwszy zobaczył zagrożenie na pograniczu, i przypłacił to zdrowiem dwójki swoich towarzyszy. Obok niego stał drugi ze zwiadowców, mnich imieniem Kai, który przyglądał się unoszącym się nad drzewami obłokom dymu z zaniepokojeniem na twarzy.
Niewiele później dołączyła do nich Nara Shikami, głównodowodząca całą akcją. Chociaż była odziana w sposób odpowiedni dla shinobi wyruszającego na misję, wyglądało na to że ona sama miała pozostać w obozie i nadzorować całą resztę akcji. Spojrzała na Shikariego i Kaia, kiwając lekko głową, jak gdyby w celu podniesienia duetu na duchu.
-Dziękuję że zgodziliście się na przyjęcie tego zadania - powiedziała uprzejmie, pozwalając sobie na pocieszający uśmiech. - Wiem, że powrót w to miejsce jest ostatnią rzeczą, o której marzyliście.
Shikari pokręcił głową.
-Jeżeli nie my, to kto inny? Dowództwo zirytowało się, że dostarczyliśmy tylko ogólniki, więc musimy dokończyć misję, czy to nam się podoba czy nie.
Kai pokręcił głową, widocznie niezadowolony z podejścia swojego dowódcy, lecz nie komentował. Shikami jednak wyglądała tak, jakby w pełni rozumiała logikę przywódcy oddziału zwiadowczego, więc tylko skinęła z aprobatą i obejrzała się na chwilę na zbierającą się grupę drugą.
-Dobra. Macie wytyczne. Za kilka minut wyruszycie w stronę wejścia do podziemi, zachowując szczególną ostrożność. Pamiętajcie, warunki panujące pod górą są dla nas niewiadomą, a sądząc z otoczenia - może tam być tylko goręcej niż tutaj. Wspominaliście też o gejzerach, więc na to też będziecie musieli zwracać uwagę. Notujcie wszystkie odnalezione informacje. - W tym momencie wyciągnęła w kierunku Shikariego rękę, podając mu jakiś plik dokumentów. Mężczyzna przejrzał je, pobieżnie, acz uważnie. - Grupa druga, jak tylko zakończy zwiad i odnajdzie jakieś boczne wejścia, wejdzie za wami i spotkacie się pod ziemią. Tam się przegrupujecie i zaplanujecie następne kroki.
Shikari kiwnął głową, a głównodowodząca skłoniła głowę na pożegnanie i ruszyła w kierunku dowódców oddziału zwiadu wokół Iglicy.
-Nie podoba mi się to - mruknął z niezadowoleniem Kai, ocierając czoło swej ogolonej na łyso głowy z nielicznych kropel potu, które nań wystąpiły. - Ostatnio straciliśmy czujność tylko na kilka sekund, i prawie straciliśmy Keiko i Hotaru. Do teraz leżą z ciężkimi oparzeniami. Przy tej gardzieli ziemi temperatura była prawie nieznośna. Powietrze pali w płuca. To miejsce jest przeklęte, a my tak po prostu mamy tam zejść?
Shikari westchnął.
-Obawiam się, że tak. Musimy się upewnić, że to miejsce jest bezpieczne. Równie dobrze może się okazać, że siedzimy na bombie, tylko o tym jeszcze nie wiemy.
Kai mruknął coś pod nosem, ale nie komentował już na głos.
-No no, uroczo - mruknęła z lekkim rozbawieniem kobieta z bliznami na twarzy i kolczykami z piór.
Shikari podniósł się do pozycji stojącej i spojrzał na grupę najemników.
-Dobrze, nie ma na co czekać. Im szybciej spojrzymy Yomi w paszczę, tym szybciej będziemy mogli stamtąd uciec i liczyć na spokojną emeryturę. - Odchrząknął. - Jestem Nara Shikari, dowódca grupy zwiadowczej Rodu Nara. Obok mnie jest Kai, mnich-wojownik i mój podwładny, ekspert walki wręcz i nakładania pieczęci.
Kai skinął głową.
-Przedstawcie się, i powiedzcie w czym się specjalizujecie. Wiedząc jakie mamy umiejętności do dyspozycji, będzie nam łatwiej upewnić się że wszyscy wrócą stamtąd żywi.

W tym czasie, mężczyzna na psie wzdrygnął się lekko, gdy usłyszał że podeszła do niego odziana na czarno kobieta. Jego pies zwrócił się w jej kierunku, patrząc na nią bardzo przenikliwym spojrzeniem złotych oczu. I po chwili - ku zaskoczeniu niektórych, którzy stali najbliżej - pies przemówił ludzkim, warkliwym głosem.
-Poznaję ten zapach, lecz nie czułem go już od dłuższego czasu. - Przymknął na moment ślepia. - Ach... kilka lat.
Pies uniósł lekko głowę, by spojrzeć na siedzącego na nim mężczyznę. Ten zaś westchnął lekko i sięgnął dłonią do kaptura, zsuwając go - i tym samym ukazując swoją twarz. Był to mężczyzna pod trzydziestkę, z długimi, rudymi włosami związanymi w niechlujną kitę zaciśniętą pod kołnierz płaszcza. Na jego brodzie widniał lekki zarost, dało się też zobaczyć kilka pomniejszych śladów blizn lub drobnych oparzeń. Jednak najbardziej nietypowym elementem głowy mężczyzny była opaska, zasłaniająca jego prawe oko - lewe, szmaragdowe, spoglądało teraz na kobietę. Na jego twarzy jednak nie było widać uśmiechu.
-... nie spodziewałem się, że Cię tu spotkam. Myślałem, że nie będziesz się zbliżać do takich zagrożeń jak to tutaj.
Ruszył lekko ramieniem, by poprawić wiszącą nań czarną kosę. Zacisnął też lekko wargi.
-Zdrowy? Być może. Cały? Nie. - Pokręcił głową. - Na razie nie jest to nic ważnego. Teraz grozi nam coś większego.
Pogłaskał psa, Akirę, po szyi, a ten podszedł powoli do Shikariego.
-Wilk z Wietrznych Równin. Zwiadowca. Razem z moimi towarzyszami mamy bardzo czułe nosy, więc będziemy mogli ostrzec przed zagrożeniami. Walczymy na bliski dystans.
Na chwilę zwrócił oko w kierunku odzianej na czarno kobiety, po czym nastawił się dalej na słuchanie.


Dobrze więc, ci którzy zgłosili się do grupy pierwszej, od teraz będą pisać tutaj. Zasady przedstawiają się następująco:

  • Na odpis macie czas 36 godzin od mojego odpisu. W przypadku nieuzasadnionego i nieusprawiedliwionego (przez PW lub Discord) spóźnienia (NAWET O MINUTĘ), za pierwszym razem otrzymujecie sporą karę. Za drugim razem idziecie powiedzieć cześć Tanatosowi. Uzasadnione spóźnienia będę w stanie przyjąć, i wtedy będę też skłonny poczekać. Swoje odpisy postaram się stworzyć również w przeciągu ~24 godzin od zakończenia waszego czasu (o ewentualnych poślizgach będę mówić na chatboxie).
  • Wszystkie używane techniki, statystyki i wykorzystana chakra mają być w uhide, który ma być w spoilerze. Za brak czegokolwiek - nie będzie to uwzględnione w mojej ocenie. A o spoiler proszę ze względu na to, że scrollowanie przez długie hajdy boli.
  • Wszyscy obecni macie uzupełnić sobie ekwipunek - jak coś komuś oddaliście, zapieczętowaliście, kupiliście, ukradliście, whatever, wszystkie te zmiany mają być zaznaczone i WIDOCZNE w KP. W tym pod postem też. I jeśli wykorzystacie jakikolwiek przedmiot w trakcie eventu, zapiszcie parafkę że to zrobiliście, i usuńcie go z ekwipunku.
  • Przypominam - wasze statystyki będą miały wpływ na to, jak wam będzie iść. Im niżej, tym gorzej - z karami statystyk, zmęczeniem, albo i gorzej. Jeśli nagle stracicie przytomność i nikt się wami nie zaopiekuje - cóż, ostrzegałem już w zapowiedzi eventu, że będzie bolało, więc nie moja wina. Zawsze będziecie mogli się wycofać, ale wiadomo co to oznacza.

Good luck, i mam nadzieję że have fun. Zabawę czas zacząć >:V

Członkowie tej grupy:
Akarui, Chise, Harumi, Hiroki, Juranu, Kyoushi, Masachi, Murai, Reika, Shiga, Yura.


Czas odpisu do: 8:29, 2 sierpnia.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2276
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Murai » 31 lip 2019, o 22:47

Kolejna osoba zwróciła się do Muraia. Pofatygowała się na tyle, żeby do niego podejść i się przywitać. Chise. Szermierz walczący kilkoma mieczami jednocześnie, to był zdecydowanie widok ciężki do zapomnienia. Sama jego rozmowa na trybunach była nieco niezręczna, to było jednak kilka lat temu. Kiedy Kakuzu nie był jeszcze aż tak obeznany z tajnikami życia w społeczeństwie i w interakcjach międzyludzkich. Teraz byłby w stanie przeprowadzić rozmowę znacznie bardziej płynnie, swobodnie i bez większych problemów. Teoretycznie, miał mało okazji na ćwiczenie swojego kunsztu. Zazwyczaj przyjmował postawę najbardziej mu odpowiadającą - stanowczą, zwięzłą i mało wylewną. Ograniczał się ze słowami, z informacjami które mógłby przekazać. Taka była najbardziej efektywna i, zgodnie z ideologią Muraia, słuszna.
-Dwa albo trzy lata, jeśli dobrze pamiętam. Szybko minęło, aż nie zauważyłem. - odpowiedział, posyłając w stronę dziewczyny lekki uśmiech. Właściwie to lekkie drgnięcie kącików ust, subtelne i ledwo zauważalne. Nie przyjął jednak swojej neutralnej postawy, nici w jego twarzy wyrażały podczas tej konwersacji jakieś emocje.
- Musimy znaleźć jakieś inne okoliczności na spotkanie. Ciężko skupić się na rozwijaniu relacji i swobodnej rozmowie kiedy wszystko wokoło albo chce cię zabić, albo obserwuje jak ktoś prawie się zabija. - odpowiedział. Bardzo chętnie dowiedziałby się czegoś więcej o tym stylu, Nanaken no Mai mógłby pozwolić mu na znacznie lepsze zrozumienie działania mechanik rządzących szermierką. Mógłby dać mu możliwość spróbowania jego technik bliskokntaktowych poprzez sparing. Do tej pory nie miał okazji sprawdzić się w konfrontacji z prawdziwym szermierzem, z kimś biegle posługującym się ostrzem. A jak inaczej miał rozwinąć swoje możliwości skontrowania kogoś takiego, jak nie ćwicząc z dokładnie tym samym typem wojownika? Przy okazji rozmowy z Chise zobaczył jeszcze jednego znajomego. Akarui.
Walczyli z Kabuto, ale poza tym - nic konkretnego. Skinął głową w jego kierunku w odpowiedzi na jego gest. Dosłyszał jeszcze, że Kochanek mówił coś na jego temat. Był dość wyczulony jeśli chodziło o wspominanie o nim podczas rozmów w jego obecności.

W końcu zostali wywołani, stanęli przed wyborem. Kakuzu wybrał wejście wgłąb góry. Dlaczego ta opcja? Dlaczego nie zwiad wokół Iglicy? Było kilka powodów i kilka czynników decydujących o takim wyborze. Przede wszystkim jego naturalna odporność na warunki otoczenia. Jako Kakuzu nie posiadał standardowej budowy organizmu. Siłą rzeczy chłód czy gorąc które w normalnych warunkach sprawiałyby sporo problemu działają także inaczej niż na zwykłego człowieka. Drugi to jego dostosowanie do topografii terenu. Wolał wykorzystać swoje obszarowe techniki w tunelach które ograniczały ruchy potencjalnego przeciwnika. Lasy były problematyczne w połączeniu z ogniem. Sam styl walki Muraia skupiał się bardziej na konfrontacjach z ograniczeniami możliwości przeciwnika niż na otwartych terenach, gdzie wróg miałby większe pole manewru. Dziesiątki mniejszych i większych zmiennych doprowadziły ostatecznie do takiego wyboru.
Zostali posegregowani i poinstruowani. Murai miał możliwość zapamiętania swojego dowództwa, a także szczegółów odnośnie misji. Powietrze palące w płuca. Byłoby źle, gdyby Kakuzu miał płuca. Konkretne postacie. Kai, mnich walczący w zwarciu i specjalista od pieczętowania. Tego jegomościa warto było zapamiętać. Nara Shikari. Manipulacja cieniem i pewnie odpowiadała za logistykę podczas przeprowadzania operacji. W końcu padła decyzja o ujawnieniu swoich umiejętności. Murai, mimo że bardzo sceptyczny odnośnie ujawniania swoich umiejętności szerokiej publice, zdecydował się pójść jako jeden z pierwszych.
- Murai. Pusty. Kūkyo. Może być dowolne z tych. Specjalizuję się w walce na średni dystans. Techniki elementarne, bronie miotane i inne sztuczki w zależności od sytuacji. I walka bezpośrednia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zabijanie i niszczenie wychodzi mi najlepiej. Znam też kilka metod na wyciąganie informacji, wszystkie oparte na torturach i sprawianiu bólu. - powiedział, dając do zrozumienia drużynie czego mogą od niego oczekiwać. Starał się mówić ogólnikami, nie dając informacji o niektórych elementach jego umiejętności. Techniki elementarne mogły znaczyć w zasadzie wszystko i nic. Jeden żywioł albo kilka. Inne sztuczki tak samo, bardzo ogólnikowe. Bronie miotane, to było całkiem precyzyjne. Walka bezpośrednia, dawało wystarczająco informacji żeby wysunąć wniosek o jego sprawności na pierwszej linii. Destrukcja i śmierć. Tak można było podsumować ogól umiejętności Muraia, jeśli pominąć te kilka elementów celowo ukrytych.
Tortury. Wyrywanie paznokci, wpuszczanie nici do organizmu celem powolnego rozdzierania skóry. Miał wiele pomysłów i metod na kaleczenie wrogów i był w stanie uskutecznić każdą z nich. Nie miał też obowiązku mówić o wszystkim. Powinni wiedzieć tyle, ile musieli. Nic więcej. Po swojej autoprezentacji odsunął się na bok i obserwował pozostałych. Powinien spamiętać jak najwięcej z nich. I nie tylko dla przyszłej współpracy. To samo powinno się tyczyć Shikari, ona też powinna ujawnić nieco swoich umiejętności w celu lepszej współpracy.
Murai
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Kyoushi » 1 sie 2019, o 07:51

    Więc wszystko miało się rozpocząć. Poznawszy swojego lidera Nara Shikariego, mógł jedynie zlustrować go wzrokiem w celu oceny jego i jego zdolności. Wyglądał normalnie, bez jakichś cudów, czy też budzenia respektu. Standardowy członek klanu Nara, manipulatorów cienia – ta umiejętność była niezwykle ciekawa według białowłosego, który tego nie okazywał. Kolejnym przewodnikiem grupy był niejaki mnich imieniem Kai, ekspert walki wręcz oraz pieczętowania. Fuuinjutsu na pewno okaże się pomocne przy takiej misji. W tym momencie białowłosy zaczął zastanawiać się jak wiele może wnieść do takiej eskapady? Nie był w końcu Iryoninem, którzy mogliby okazać się tutaj bezcenni. Głównodowodząca Nara Shikami miała zostać w obozie, opracowując dalszą taktykę po pierwszym i kolejnych raportach. Mając okazję podglądnąć co kombinuje kierownictwo całej eskapady, zastanawiał się w międzyczasie nad swoim aktualnym ubiorem, który zdeponował. Jak widać, nie mógł sobie pozwolić na ciężki pancerz, który wcale dla niego nie był ciężki. Jednocześnie na pewno gromadziłby ciepło, a tego mógłby do końca nie wytrzymać. Zdecydował się pozostać w dłuższych spodniach, które były na tyle wygodne i przewiewne z racji tego, że były stworzone z lnu, wełny i elastanu, że w niczym innym nie będzie tak dobrze odczuwał temperatury. Buty o twardej podeszwie, materiałowe, które nie pozwolą na przegrzanie stopy i uszkodzenie ich od temperatury. Oprócz zdeponowanego ciężkiego pancerza, w obozie pozostawił też swój kruczoczarny płaszcz, który na tę temperaturę na nic się nie przyda. Zostawił również swoją oficjalną marynarkę z wysoką stójką, również się nie przyda, pozostając w białej, taliowanej koszuli z lnu i wełny. Rozpięte trzy guziki już przed wejściem miały symbolizować dostąpienie do tego piekła. Poprawił swój czarny pasek przy spodniach, a także wszystkie kabury i torbę oraz miecze. Był gotowy na wejście w tę piekielną otchłań. Jego jedyną i unikalną sztuczką, która mogła pomóc była… Chakra Ogoniastej Bestii. Gdyby tylko ją wykorzystał miałby przewagę nad tym ciepłem. Jednak nie mógł z tego korzystać w tak nieodpowiedzialny i lekkomyślny sposób. To może być jednak ostateczność. Cóż, trzeba było przejść dalej.
    Zdając sobie sprawę po wygłoszonej mowie przez liderkę Shikami, nie miał pojęcia na co się pisze, jednocześnie w środku czuł niezwykłą ekscytację. To pierwsza wyprawa od czasów… Prawie dwóch lat, od kiedy brał udział w wypadzie poza Mur. Mając świadomość o występujących niekorzystnych warunkach oraz konieczności notowania, był wcześniej przygotowany w parę ołówków, potrzebował tylko papieru. Po chwili przemówił lider podróży do wnętrza ziemi, Shikari. Celem lidera było poznanie umiejętności najemników, które ma do dyspozycji. Było to całkiem rozsądne i świadome posunięcie, dzięki czemu sam czerwonooki wiedział, że ten człowiek wie co robi. Można było mu w jakimś stopniu zaufać, jednocześnie zachowując własną świadomość i chęć samozachowawczą. Pierwszy przedstawił się niejaki Pusty – Murai. Jego znajomy jeszcze z Antai, który po takim czasie nie mógł go po prostu poznać. Shiroyasha nie zapominał ludzi, którzy trafili już do jego pamięci. Jak widać, dziwny osobnik był jednym z nich. Białowłosy jednak nie zamierzał się przypominać, nie było na to czasu i sposobności. Może przy lepszej okazji? A może i wcale… Co prawda przed nim przedstawił się jakiś rudzielec na psim-wilku, do którego podeszła zamaskowana Rida, ale on nie budził w nim jakichkolwiek emocji. Ten pies… Matatabi mógł się jedynie wzlęknąć i nastroszyć, jednak tego nie zrobił. Otwarte ślepia w ciemności spoglądały na białowłosego, a uśmiech złożony z potężnych, ostrych zębisk świadczył o tym, że Bijuu czuje świetną zabawę, która będzie miała miejsce. Nibi był wrednym kocurem. Skoro dwójka się przedstawiła, należało dopełnić obowiązku. Białowłosy szermierz w końcu podszedł nieco bliżej zebranych osób, wyłaniając się z samego końca. Był dość wysoki, wiec łatwo był go zauważyć, a dwójka mieczy również świetnie widoczna. Podwinięte rękawy białej koszuli odsłaniały także zabandażowane w całości dłonie, które mogły równie dobrze chronić przed gorącem.
    - Shiroyasha Kyu z rodu Uchiha. Najlepiej czuje się w walce w zwarciu i na średni dystans. Potrafię również tropić, jednak nie równam się z członkiem klanu Inuzuka. - spojrzał wtem z delikatnym uśmiechem na rudowłosego na wilko-psie i mówił dalej - Szermierz… - w trakcie wypowiadania tego słowa, położył jedną z dłoni na katanie ‘Mugen’, którą miał od lewej strony przy pasie, kontynuując – Elementalista, jednak nie korzystam z elementu wody, dla ścisłości. – zakończył swoją krótką i treściwą wypowiedź. Nie znał się na doskonałym tropieniu jak Inuzuka, który już tu był. Mimo, że znał podstawy i często brał udział w takich misjach, nie mógł się równać z nosem Inuzuki. Chyba, że temperatura, para lub cokolwiek nie powoli mu na korzystanie z tych umiejętności, wtedy może się przydać. Skrytobójca, który aktualnie przeistoczył się nieco bardziej w wojownika na otwartej przestrzeni, jednak to nie jego wybór… A płomiennej bestii, która nie lubiła się afiszować i wykorzystywać sytuacje jak niegdyś młody Uchiha.

Spoiler: pokaż
Ubiór na czas eventu:
  • Biała, lniano-wełniana koszula, rozpięta na trzy guziki, wsadzona w spodnie,
  • Spodnie typu chinos, lniano-wełniane, ze skórzanym paskiem, przy którym są kabury oraz torba z tyłu, także miecz,
  • Materiałowe buty do kostki, z grubszą podeszwą,
  • Katana 'Mugen' przy pasie,
  • Miecz obosieczny przy pasie z tyłu,
  • Wakizashi przylegle do lewego uda.
Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 753
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Chise » 1 sie 2019, o 13:07

Pokiwała głową potakująco na słowa Muraia. Rzeczywiście, minęło już parę lat, ale pewnych osób i wydarzeń się nie zapomniało - były zbyt ważne i zbyt mocno wyrysowały się w ich psychikę. A przynajmniej w jej psychikę, ponieważ ciężko jej było zapomnieć kiedy przy każdych większych emocjach czuła znajome mrowienie barku, jak pieczęć sama ją namawiała do wypuszczenia i załatwienia sprawy łatwiej, bez myślenia. Jak do tej pory jednak doskonale nad tym panowała, dała się ponieść tylko raz i to w okolicznościach, które każdego mogły doprowadzić do wybuchu gniewu.
- Taka specyfika naszego zawodu, prawda? - rzuciła banałem, ale ciężko było inaczej wytłumaczyć okoliczności, w jakich regularnie się spotykali - Choć z pewnością miło się będzie spotkać bez wizji jakieś walki lub katastrofy nad głową - dodała, właściwie to zgadzając się na jego propozycję. Gorzej z pewnością byłoby z realizacją takiego pomysłu, ale.. Skoro udało się spotkać z Shikaruim ponownie, z Asagim.. To czemu nie z nim? Już wcześniej zauważyła, że Pusty miał skłonność do dokładnej obserwacji wszystkiego i jeśli byłby skłonny do podzielenia się wnioskami to na pewno byłoby to pouczające.
Potem podeszła do nich kolejna znajoma osoba. Na dodatek taka, której to dziewczyna zawdzięczała naprawdę wiele, nawet swoje życie. Akarui, wraz Shigą i Hanzo, była trójką ludzi dzięki którym przeżyła utworzenie pieczęci przez Hana. Odwróciła się w jego stronę i ukłoniła głęboko.
- Akarui-dono! Dobrze wiedzieć, że ruszasz z nami. Tak, my też ruszamy pod ziemię - powiedziała dość entuzjastycznie. Na jego słowa uśmiechnęła się szeroko, po czym sięgnęła dłonią do maski. Nachyliła się lekko do chłopaka, tak by to co zamierzała zrobić było widoczne najlepiej tylko dla niego.
- Pacjentka żyje i ma się dobrze - odchyliła maskę w bok, tak mniej więcej do połowy twarzy, by mruknąć do medyka jednym, niebieskim okiem i zaraz znów je zasłonić. Właściwie nawet nie zdążyła nawet dokładnie się przyjrzeć chłopakowi, oczy nieprzyzwyczajone do światła nie były zdolne rejestrować dobrze obrazu. I dobrze, bo to nie one miały grać główną rolę i nie taki był zamiar w tym geście.
Nie przysłuchiwała się bardzo początkowej fazie rozmowy między Nara, uwagę na nich zwróciła dopiero kiedy zwrócili się do całej grupy. Gorąca temperatura i gejzery, cudownie wręcz. Wyprawa zapowiadała się uroczo, na szczęście z jej słuchem ciężko będzie ją zaskoczyć - przynajmniej taką miała nadzieję. W sumie najbardziej zgadzała się z tą dziewczyną i jej komentarzu. Wyraziła dokładnie odczucia dziewczyny, która mruknęła potakująco. No naprawdę słodko. A zaraz po tym mieli się przedstawić i swoje umiejętności. Pierwszy odpowiedział mężczyzna siedzący na psie, którego zapach nawet skąd czuła. Nie przepadała za ogromnymi zwierzętami, bo kojarzyły się jej z rzeczami zza Muru - a kto wie skąd pochodzą te bestie? Fakt, że miał dobry nos nie musiał oznaczać, że ostrzeże ich przed na przykład gejzerem, ale zawsze coś. Potem przedstawił się Murai, jego umiejętności mniej więcej znała, a następnie jakiś chłopak. Głowa dziewczyny poruszyła się gwałtownie kiedy usłyszała słowo klucz - Uchiha. Starała sobie przypomnieć czy imię albo nazwisko nieznajomego odbiło się jej od uszu, jednak nic nie mogła sobie przypomnieć, nawet z jakiś rozmów z matką, choć zdawało się jej, że wspomniała choć raz każdego Uchihę zbliżonego do niej wiekiem. Zapadła krótka cisza, w czasie której postanowiła się wypowiedzieć.
- Uchiha Chise - przedstawiła się - Walczę w zwarciu za pomocą siedmiu mieczy, posługuję się też średnio rozwinięty katon oraz ninjutsu - odwróciła się w stronę dowódcy - Nie widzę, ale mam bardzo czuły słuch, w podziemiach może okazać się to przydatne - tam gdzie inni wymagać będą pochodni i źródeł światła ona będzie się poruszać swobodnie jak oni w środku dnia.
Chise
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 1 sie 2019, o 13:14

I remember when
I remember, I remember when I lost my mind
There was something so pleasant about that place
Even your emotions have an echo in so much space
And when you're out there, without care
Yeah I was out of touch
But it wasn't because I didn't know enough
I just knew too much


Oczywiście, że Shiga, Hiroki i Chise byli pierwszymi, którzy pognali do grupy numer jeden. Paliło im się, że tak się wyraże - a raczej paliło się mnichowi i choćby oni nie chcieli to by ich chyba na rękach przeniósł. Założył po prostu, że w grupie która schodzi pod ziemię będzie dużo więcej do roboty, dużo więcej ciekawych rzeczy... i wiele więcej do zobaczenia. No i widział kto idzie do grupy drugiej - na dobrą sprawę albo jakieś lamusy albo Asaka i Shikarui, którzy chyba coś do nich mieli do Chise i Shigi, bo nie wiedzieć czemu nawet nie przyszli się powitać, a przecież na weselu było tak miło. Mnich nie był zbyt blisko z Muraiem, a mimo to się z nim przywitał. A oni? Jeszcze się okaże, że sami stworzyli problem i teraz będą coś od Shigi chcieli. Cóż, najwyżej zginą. Shigutki z zasady nie jest owdawiaczem, to zabije oboje jak się okaże, że są jakieś wąty - może w swojej podróży poślubnej odkryli jego list gończy? Z drugiej strony - nigdy nie ukrywał jego istnienia. Po prostu pierwszą rzeczą nie jest mówienie o tym - to tak, jakbyś wchodząc do kogoś do domu mówił, że masz sraczkę. To cenna informacja, by gospodarz położył więcej papieru, ale jednak może nie od razu, co? Nie na dzień dobry?

Zanim jednak mogli nacieszyć się obecnością nowych twarzy, musiał odpowiedzieć jeszcze na parę pytań chłopca. Czemu nie, na razie mu nie zachodził za skórę.
-A co ci mam powiedzieć? Opisać ci całą operację? W dużym skrócie... - Przysunął się bliżej Hirokiego, by tylko ten i ewentualnie Chise go słyszęli. - Ratując karawanę w Daishi spotkałem bandytę z bardzo ładnymi oczami. Zagroził mi, cywilom... Mogłem zabić, a tylko usunąłem mu oczy. A potem, w formalinie przechowując, dotarłem do Sogen i operacyjnie przeszczepiłem je Chise, używając potem technik do aktywacji oczu by działały jak jej własne. W dużym skrócie. Iryojutsu najwyższych rang. I podręczniki. Nie było trudne. Usuwam też blizny, zwracam czucie w sparaliżowanych kończynach i umiem oddać nogi komuś, kto w wyniku urazy stracił w nich władzę. Coś jeszcze, młody? - Zapytał z uśmiechem na ustach, dając mu prawdopodobnie więcej informacji niż chciał i niż marzył, że dostanie. Zabawny chłopiec. Może chciał oddać swoje oczka Chise? Nah, chłopak był pod jurysdykcją Uchiha, Katsumi by go skopała za to. - I mylisz impulsywność z podekscytowaniem, młody. - Dodał na sam koniec.

Widząc, że większość osobników których nie chce poznawać zmierza do tamtej grupy, a im się trafią raczej mordki niegroźne, zdjął swoją maskę odsłaniając twarz. Nie będzie się przed swoimi krył, albo go już znają za dobrze, albo wydają mu się całkowicie obojętni, by się przed nimi kryć. A jeśli któreś wypali "to ty jesteś tym słynnym Shigą! JASHINISTĄ!" to przytaknie. To w końcu, czy tego chce czy nie, jest faktem. Jest znany na całym świecie, jest znany z zabijania i ma list gończy. Nie wszyscy wiedzą o jego dobrej stronie, a i on sam nie bardzo miał ochotę się przed każdym tłumaczyć więc najwyżej się będzie na bieżąco rozstrzygało ludzi.

Zostało obserwować następnych ochotników dołączających do ich grupy. Na pierwszy ogień poszedł dziwny chłopaczek, ani z ubioru ani z fizys nie zdradzający w czym się specjalizuje. Czyli można go na tą chwile odhaczyć z parafką by zainteresować się potem. Shiroyasha Kyu. Pomachał mu tylko ręką delikatnie na powitanie. Na następny ogień poszedł jakiś osobnik który przyszedł do nich na rękach - Shiga od razu skreślił go jako debila od taijutsu i uznał, że nie ma sensu poświęcać mu więcej uwagi. Koleś pewnie będzie wpierdalał napotkany po drodze mech i grzyby dla białeczka - a z imienia mu było Jin. Skręciło go, na samą myśl, że dzieli skrót imienia z imieniem tego osobnika. Kolejny - Murai. Dobrze, Pusty może i był równie często potężnym działem żywiołowym co i kulą u nogi ze względu na krytyczny brak umiejętności współpracy i to, że nawet w walce drużynowej był strasznym samotnym wilkiem - okazało się koniec końców, że trzech indywidualistów wystarczyło by zgrać się na tyle, by to zgranie zaowocowało śmiercią jeźdzca. Dobry nabytek do grupy.
Następna podbiła jakaś kobieta, krok miała bardzo pewny Siebie, a przedstawiła się nie imieniem, tylko profesją. Zabawne. Drugi medyk w ich drużynie więc na tą chwilę. Z nią także postanowił się przywitać.

I pojawił się ktoś nowy, Shiga, widząc, że nie jest to ani dziwak, ani kobieta - wyciągnał do niego rękę na powitanie. Nieśiały osobnik, ciężko ocenić jego możliwości. Ach, trzeba będzie o wszystko wypytać. Do nich podeszła też jakaś dzieweczka, która ni stanęła z nimi, ni obok. Chyba zaimponował jej małpiatek na rękakch. Shiga przechylil głowę w jej stronę, nieco krzywiąc się.
-Dobrze robi, ręce mu się zmęczą jak nam nogi po marszu, wtedy stanie normalnie i będzie jak nowonarodzony. - I światły komentarz zaliczony. Oczywiście byl lekkim przytykiem co do głupoty zajmowanej pozycji, aleee... I jest! Nareszcie, komplet znajomych twarzy zaliczony, gdyż o to cały na biało pojawił się Akarui. Shiga, gdy chłopak tylko się do nich zbliżył, podszedl do niego prężnym krokiem i z zaskoczenia lecz bez pardonu - objął chłopaka mocnym, męskim, stuprocentowo hetero uściskiem. Aż napięły się muskuły i jemu i tamtemu i wszystkim dookoła podniosły się zapewne poziomy testosteronu.
-Ano, dołem. Wydaje się, że tam będzie zabawniej. I dobrze cię widzieć. Grupa pierwsza nie ma szans nie odnieść spektakularnego sukcesu, skoro właśnie wielka trójka jest w komplecie. Jak poradziliśmy sobie, Ty, Ja i Murai-sama z jeżdzcem, to i tutaj na zadupiu nic strasznego nas nie czeka. - O tak, obecność Akaruiego poprawiła jego humor jeszcze bardziej.

Podchodząc znów do Chise i Hirokiego dostrzegł, że oboje są skrajnie nieprzygotowani do eskapady.
-Jeśli nasi dowódcy tutaj mówią prawdę, a na dole będzie jeszcze goręcej, to dobrze byście się nie odwodnili... - Mruknął mnich. Sięgnął do swojej torby. Wymacał zwój z odpowiednią cyferką, wyciągnął go i rozwinął lekko, odpieczętowując z niego dwie pełne pitnej, zimnej wody manierki. Podał jedną Chise i Hirokiemu. - Jakby ktoś chciał pić to mam jeszcze siedem manierek... I zwój pełen wody. - Dodał po przekazaniu manierek półgębkiem do reszty towarzyszy. Był przygotowany za kilka osób - bo chociaż za trzy osoby chciał być odpowiedzialny i pewny, że przezyją. Za Siebie, Chise i Hirokiego.

Kiedy dowódcy postanowili przedstawić się pierwsi, Shiga przywitał się z nimi uprzejmie, jednak gdy doszło do osobnika o specyficznym wyglądzie z imienia Kai, zwrócił na Siebie jego uwagę, jeśli się udało.
-A mógłbym wiedzieć mnichem kogo? Także jestem mnichem, Hi-No-Ishi i Boga Kagutsuchi, bardzo podnosi moje morale widzieć brata w wierze. - Dodał Shiga w dość szybki sposób, ciesząc się z obecności osoby uduchowionej innej niż On. No to mamy dwóch mnichów i trzech medyków, jeśli kobieta nie przeceniła swoich umiejętności - doskonale!
No i nadszedł też czas na ogólne przedstawianie się. Pierwszy Murai, któego umiejętności już znał. Potem ten białowłosy, którego miał wypytać - wyręczył Shige, sam przedstawiając swoje umiejętności. Jeszcze lepiej... Uchiha? Co? Nie spotkał go wcześniej, ani nie słyszał o nim. Hmm... Dobrze będzie się z nim bliżej zapoznać. A potem Chise, której umiejętności też znał doskonale - i kiedy powiedziała, że "nie widzi" zaraz po tym jak pokazała Akaruiemu zdrowe oko - odkaszlnął głośno. Po trójce przed szereg w przedstawianiu się przyszła pora na samego Shigę.
-Hitsukejin Shiga, może być Jin. Najemnik Pani Katsumi Uchiha. Sprawdzam się na każdym dystansie. Na krótkim mam katanę i własne ręce, posiadam dwa style walki i wzmacniam swoje ciało medycznymi jutsu. Na długim dystansie władam wysokopoziomowym katonem i kilkoma technikami które sam opracowałem. Trochę pieczętuję, ale chyba najcenniejsze okażą się moje umiejętności Iryojutsu. Wolałbym, by nie było takiej konieczności, ale gdyby tak się stało - jestem przygotowany na przeprowadzenie nawet skomplikowanej operacji, gdyż posiadam wiedzę przerastającą tą w podręcznikach oraz zestaw medyczny i kilka specyfików w zwojach... - Nie mówił za długo, a w sumie powiedział o Sobie wszystko. Mógł teraz zamilknąć na kolejne chwile. Z drugiej strony "wiedza przerastająca tą w zwojach" brzmi dużo, dużo lepiej niż - umiem robić przeszczepy bo nauczył mnie tego anioł śmierci z rodu Kakuzu i jakbyście umarli to pobiorę wasze geny i kekkei genkai by ukraść wasze dary. A o przeszczepach w zwojach nie ma, może to i lepiej?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Ostatnio edytowano 1 sie 2019, o 14:42 przez Hitsukejin Shiga, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Masachi » 1 sie 2019, o 14:05

Masachi maszerując z tyłu swojej grupki patrzył w niebo. Tak właściwie to całkiem na poważnie zaczynał się zastanawiać czy bardzo mocno właśnie nie przyczynił się do swojej zguby. Jeżeli by tak obiektywnie na to spojrzeć to dalej był po części kaleką, i w obecnym stanie bardzo daleko mu do jego dawnych lat świetności. Teraz raczej jego poziom nie prezentował się wyżej niż jakiś mocno przeciętnych wojowników, teoretycznie uznawał że to co podnosi mocno jego zdolności to bystry i doświadczony umysł, ale tak naprawdę to nie są rzeczy które można sprawdzić. Ba, obecnie gdy tak sobie maszerował i właśnie powoli sobie zdawał sprawę jak bardzo dał dupy w kwestii przygotowania do wyprawy, wręcz nachodziły go myśli że byle świeżak lepiej przygotowuje się do niskopoziomowych misji, niż on na taką wielką wyprawę. Jego wyposażenie mówiło wręcz samo, jego przekaz był rąbać! rąbać co chodzi! i tyle. Przecież tutaj ludzie potrafią być opatuleni jakimiś strojami jak jakieś jednostki do zadań specjalnych, zapewne mają kieszenie i torby wypchane potrzebnymi rzeczami, kiedy on jak stał tak podreptał na miejsce zbiórki chcąc dostać kasę i przeżyć przygodę. To troszkę niedojrzałe z jego strony musiał przyznać sam przed sobą, jak by to ująć, to wręcz ukręcenie sobie sznura na własną siłę. Westchnął, dobra nie czas na takie rozważania. Dotarli do miejsca gdzie jego grupa miała odprawę. Na szybko jeszcze raz ocenił współtowarzyszy. Kilka kobiet, jacyś ludzie wyglądający na rąbniętych, gadające psy, no norma. Zaraz gadający pies? A gdzie tutaj haczyk? Może to iluzja, albo efekt jakiegoś strasznego eksperymentu? Ale skoro reszta reagowała na to normalnie to może ona sam był jakiś taki niedorobiony i po prostu nie wiedział czegoś co wiedzieć powinien? Zaufanie za to wzbudzała głównodowodząca i sam dowódca oddziału pierwszego. Z nieufnością za to spoglądał na osobę z kosą i gadającym zwierzakiem oraz tego mnicha. To taki typowy duet psychopatów którymi straszy się dzieci. Fikuśna kosa, dzikie zwierzęta, i łysy psychol który zabija gołymi rękami. Masachi ustawił się potulnie starając się nikomu nie podpaść w kąciku grupki i zaczął słuchać co mówią ci przed nim. Matko, ten Murai, gościu nie dosyć że wygląda nienormalnie, to jeszcze gada nienormalnie. Typowy morderca, i plugawe dziedzictwo ziemi po której stąpamy. Pewnie matkę mu kocur chędożył dlatego wygląda jak wygląda. A może to jakiś wypadek? Chociaż z drugiej strony wypadek może oszpecić na ciele, a nie zrobić z kogoś jakiegoś popaprańca który na wyprawie do jaskini, musi wspomnieć że umie mordować i torturować. Zrobił minimalny krok w bok, by na pewno jeszcze powiększyć dystans od Muraia. Z tym to nie chcę nawet próbować się zaprzyjaźnić. Ale dobra posłuchajmy kto jeszcze się przedstawia. No kobieta, szermierka, walczy kilkoma mieczami, no no nawet dobry materiał na jakieś bliższe spotkanie ..... Czekaj co? Niewidoma? Suuuuper, ta wyprawa zaczyna robi się coraz bardziej zabawna. Przed nią był chyba jak na razie jedyny normalny członek wyprawy, jakiś szermierz od Uchiha. Ta, fajnie by było jak by nikt się nie zorientował że Masachi mu wymordował troszkę krewnych. Przecież swego czasu walczył po stronie Sejnu przeciw jego klanowi. Tam też został bardzo poważnie rannych co przerodziło się w znaczne osłabienie jego umiejętności co pokutuje do teraz. Nie odzyskał ich nawet w trzech czwartych. Czwarty mówiący to jakiś Shiga, dobra ten to może być akceptowalny jako towarzysz który nie wbije ci noża w brzuch. Jeszcze do tego medyk. Gdyby nie to że już miał swoje własne towarzystwo to spróbowałby do niego zagadać i się zakumplować. Troszkę bolało go to że nie zna nikogo, ale trudno. Teraz przyszła kolej na niego. Co tak właściwie im powiedzieć żeby go nie wykopali od razu, albo nie uznali za najbardziej bezużyteczne ogniwo? Mógł skłamać, ale wolał tego unikać. Pozostało tylko chyba powiedzenie prawdy, a przynajmniej jej części. Odchrząknął ,,Masachi Ayatsuri, błękitny lis. Jestem szermierzem, i posiadam troszkę pary w rękach. Nie za dużo nie za mało. Jestem też dosyć wytrzymały fizycznie. Mogę nieść poszkodowanych, bądź spróbować schodzić do miejsc w których nie do końca poradziłyby sobie bardziej delikatne osoby. Po przedstawieniu się odstąpił krok do tyłu. Teraz pozostało czekać na informacje czym interesuje się reszta, i jakie posiada zdolności które zapewnią powodzenie misji.
Masachi
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Reika » 1 sie 2019, o 18:16

Reika uważnie przyjrzała się dowódcy, jak i towarzyszącemu mu mnichowi, który okazał się być specem od walki wręcz i pieczętowania. Spojrzała też na Liderkę Nara, która na chwilę podeszła do nich i nawiązała krótką rozmowę, by po chwili się wycofać i pozostawić ich grupę samą. Zgłosiło się całkiem sporo osób i poza Kyu i Muraiem, nie kojarzyła nikogo innego. Ichirou zdecydował się na drugą grupę, która miała przeprowadzić zwiad wkoło Iglicy i poszukać drugiego wejścia. Gdyby nie to, że niespodziewanie trafiła na Yoichiego i Akirę, to czułaby się tu naprawdę samotnie i obco.
A skoro już mowa o Yoichim i Akirze, to gdy wielkie psisko przemówiło ludzkim głosem, Reice o mało oczy nie wyszły z orbit, a szczęka na poszła w zawiasach. Tak, jej zdumienie było naprawdę ogromne, jednak gdy pierwszy szok minął, rozpromieniła się. Teraz mogła spokojnie porozmawiać z wilczurem i nie potrzebowała do tego tłumaczenia, ze strony Inuzuki.
- Ale mnie zaskoczyłeś swoją mową. - Powiedziała z rozbawieniem i ściszyła głos. - Tak, minęło kilka lat, odkąd ostatni raz wędrowaliśmy razem po Głębokich Odnogach. Brakowało mi Cię.
Spojrzała następnie na rudego Inuzukę, który ściągnął kaptur z głowy, ukazując twarz. Widać było wyraźnie, że te ponad trzy lata postarzyły go i nadały jeszcze bardziej wyrazistego charakteru, co wcale nie było złe. Jego słowa sprawiły, że mimowolnie się uśmiechnęła przez maskę na ustach. Czy on naprawdę myślał, że będzie siedzieć pod kloszem, nie narażając się wcale na niebezpieczeństwo? Doskonale wiedział, że gdy ostatni raz się widzieli, była gotowa iść z nim, nie przejmując się niebezpieczeństwem i nawet po tym, jak ją opuścił, nie zamierzała być bierna.
- Zostałam tutaj oddelegowana. - Przyznała. - Nie mogłam sprzeciwić się rozkazom. Wiesz jednak najlepiej, że nie jestem słaba i powinnam jakoś dać sobie radę. A jeśli nie, to cóż...
Czy bała się śmierci? Nie była pewna. Z jednej strony chciała dalej żyć i cieszyć się życiem, jednak od pewnego czasu jej życie było jakieś takie...mało wartościowe. Nie posunęła się ani kroku naprzód, a lata przecież leciały. Czy miała szansę na to, żeby przekonać się, jak wyglądają dalsze etapy w życiu? Okaże się, a jeśli nie, to odejdzie w ciemność, godząc się jakoś z tym losem. Takie było życie shinobi. Rzadko kiedy dożywało się starości.
Sądząc z powagi wypowiedzi Inuzuki, rzeczywiście nie były to przelewki, ale czy rzeź w Sabishi i pod Górą Czaszki też nie była taką samą sytuacją? Za każdym razem narażała swoje życie i jakoś wychodziła cało. Fizycznie było z nią całkiem nieźle, więc może nie będzie tak źle. W razie czego, miała ze sobą dwie manierki wody i suchy prowiant. Zmarszczyła jednak brwi, gdy Yoichi przedstawił się dowódcy i użył sformułowania ''razem z z moimi towarzyszami''. Czy to znaczyło, że Ayu też tutaj była? A więc nic jej nie było? Całe szczęście.
- Sayaka Rida. - Przedstawiła się. - Ninjutsu, Iryojutsu, Doton, Raiton i Taijutsu, wszystko na zaawansowanym poziomie. Jestem dobra zarówno w walce wręcz, jak i na dystans. Biegle posługuję się medyczną czakrą, szybko lecząc rany.
Jak wszyscy, to wszyscy. Jej umiejętności jednak były na tyle uniwersalne, że mógł je posiadać każdy shinobi, więc niczym szczególnym się nie wyróżniała. Dobra, wyróżniała się Cienistymi Klonami, ale ich nie miała zamiaru używać. Spojrzała natomiast uważnie na Kyu, który okazał się być z Rodu Uchiha. Nie mógł jednak być rodowitym Uchihą, bo oni mieli czarne włosy i czarne oczy, a jego czerwone ślepia nie nosiły śladów Sharingana.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1958
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 27
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Yura » 1 sie 2019, o 20:18

Jureczek nie wiedział jakim cudem można było od tak sobie, cichutko przyłączyć się do tego wydarzenia. W końcu nie było to byle co. Znajdowali się w miejscu, które było niezwykłe. Prawie zero piasków, zero skorpionów, żadnych jadowitych węży, wielbłądów i innych cudactw, które jakimś cudem przeżywają w palącym słońcu pustyni. Tymczasem nawet i tutaj znajdowali się ludzie, którzy nad takim stanem rzeczy przechodzili do porządku dziennego. Wyglądało to zupełnie tak, jakby po prostu mieli to na co dzień. A czy to było naprawdę możliwe? Jureczek szczerze w to wątpił! W końcu trochę świata już zwiedził (raptem pięć prowincji) i nie wszędzie było tak samo. Chłopak jednak po prostu całą sytuację zgonił na stres. Pewnie inni po prostu przeżywają całe wydarzenie, a on jedyny jest jak zwykle dziwnie spokojny i hiperaktywny. W każdym razie, skoro o dziwności mowa, to właśnie przyciągnęła ona pierwszą osobę. Jin spojrzał w stronę, z której dobiegł głos, zadarł głowę do góry najbardziej jak potrafił i co? I dojrzał jedynie uda. Niestety jego obecna pozycja nie pozwalała mu na spojrzenie przybyszce prosto w twarz, ale tym się w ogóle nie przejmował.
- Hym? Ale że co? Nie no. Cały czas do wnętrza ziemi nie zamierzam się udawać. Pewnie kiedyś ta podróż się skończy, chociaż sam nie wiem. Nigdy tam nie byłem. - odpowiedział beztrosko, zupełnie nie rozumiejąc Harumi. Dziewczyna popełniła jeden błąd rozpoczynając rozmowę z Jureczkiem. Mianowicie zakładała, że chłopak potrafi wyczytywać znaczenie pytania z kontekstu. Otóż... nie. Pomyślał, że odnosiła się do jego ostatniego zdania, kiedy tak naprawdę miała na myśli jego nietypowe zachowanie. Problem polegał jednak na tym, że dla niego było ono akurat normalne.
- Też się tam udajesz? W takim razie miło mi poznać! Mów mi Yura. - powiedział radośnie i przez moment wyraz jego twarzy zdradzał, że chłopak nad czymś intensywnie myślał. Koniec końców nawet coś wymyślił. Nastolatek stanął bowiem na jednej ręce, a drugą dłoń wyciągnął w stronę Harumi. Dzięki zmianie pozycji. mógł teraz nawet zbadać przez moment jej twarz. Delikatna cera, białe włosy. Takiej to na pustyni na pewno nie widział! - O! - wymsknęło mu się z ust, bowiem zdał sobie sprawę, że zrobił coś nieodpowiedniego. Ręka wyciągnięta w stronę dziewczyny została cofnięta, nim ta w ogóle mogła zechcieć za nią złapać. Kochany Jureczek zdecydował się bowiem najpierw zwyczajnie przetrzeć ją o swoje czarne spodnie, żeby jakikolwiek kurz został tam, a nie na rękach kunoichi.
- Wybacz! Mistrz zawsze mi mówił, że powinienem szanować kobiety. Nie chciałem Cię pobrudzić. - wyjaśnił, uśmiechając się od ucha do ucha i jeszcze raz wyciągnął w stronę kobiety swoją rękę. Tym razem czystą. Dżentelmen jakich mało! Wtedy też do rozmowy wtrącił się jeden z mężczyzn, który tak jak sam Jureczek, udaje się pod ziemię. Czarnowłosy spojrzał w jego stronę i uśmiechnął się przyjacielsko.
- Oooooo! O tym nie pomyślałem! W sumie racja. Też stańcie na rękach, to Wam się nogi nie zmęcza. W ten sposób będzie nam później o wiele łatwiej. - rzucił, będąc święcie przekonany o genialności swojego planu, który w zasadzie nawet nie był jego, a Shigi. W każdym razie, jeśli zdanie mnicha miało być jakimś przekąsem czy docinaniem, to kompletnie mu nie wyszło, Żeby ruszyć Mori Jina trzeba było w niego rzucić głazem, a nie próbować subtelności. Chociaz nawet i wtedy nikt nie może zagwarantować, że taiuser w ogóle się tym przejmie. Jego głupota i naiwne spojrzenie na świat często pozwalały na rozwiązywanie konfliktów zanim w ogóle się pojawiały.
A skoro mowa o problemach, to trzeba było się zebrać razem z resztą grupy i wreszcie wyruszyć wgłąb ziemi. Nim to się jednak stało, każdy zaczął się przedstawiać. Jureczek wiedział, że większości imion i tak nie zapamięta, a z kolei umiejętności po prostu nie zrozumie. Nic nie mówiły mu określenia takie jak elementalista czy iryojutsu. Był prostym chłopakiem, który rozumiał podstawowe rzeczy, a reszta po prostu przelatywała mu obok głowy. Wiedział jednak jedno - czego nie lubi. I tak podpadł mu Murai, którego krótkie przedstawienie się nie przypadło mu do gustu. Mori Jin stanął teraz na głowie, trzymając ręce skrzyżowane na klatce piersiowej, a prawą dłoń dostawił do swojej brody.
- Hmmm, nie lubię go. Z jego słów wynika, że jest złym człowiekiem. Trzeba na niego uważać. - tyle słów, a tak krótko myślał! Pewnie dlatego, że tym razem jego słowa pochodziły bardziej z głębi duszy, aniżeli z jego wyćwiczonego mózgu. W każdym razie słowa te mogła usłyszeć raczej tylko Harumi, a nawet jeśli dotarły do większości uszu, to Jin jakoś szczególnie się tym nie przejmował. Tak samo nie przeszkadzało mu zupełnie to, że wszyscy mają jakimś cudem szeroki wachlarz technik, stylów walki i możliwości. On tymczasem posiadał swoje ciało, które było trochę wytrzymałe. Niektórzy mogli jednak tego nie wiedzieć, więc postanowił rozjaśnić ich wątpliwości.
- Jeszcze raz... Mori Jin! Znam tylko taijutsu i tylko je lubię. Pomieszkiwałem na pustyni, więc jak znajdziemy w środku jakieś skorpiony, robaki czy węże, to mogę zająć się ich obrobieniem, żeby były zdatne do spożycia. Uwaga, nie wiem czy wiecie, ale jad niektórych zwierząt może prawie zabić. Serio! Sam nie wierzyłem, aż nie musieli mnie ratować. - podzielił się swoimi doświadczeniami, które skwitował radosnym śmiechem na samym końcu. Nie było w nim ani grama wstydu czy zakłopotania, choć jego twarz powoli stawała się czerwona. Efekt długiego stania na rękach. W każdym razie chłopaczek spojrzał teraz na Harumi, dając jej do zrozumienia, że chyba teraz jej kolej.


Zapomniałem dorzucić </3
STATY:
Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: -
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Rankanken
UMIEJĘTNOŚCI:

Wrodzona - Żelazne Ciało
Nabyta -

PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 55
WYTRZYMAŁOŚĆ 108| 130
SZYBKOŚĆ 53
PERCEPCJA 74
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 312
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 113%
MNOŻNIKI: +20% wytrzymałości
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

NINJUTSU E
STYLE WALKI 1 (dziedzina D)
Rankanken S
---
---
ELEMENTARNE
RAITON

JUTSU:
Spoiler: pokaż
UTSU:

Ninjutsu:
Ranga E: Suimen Hoko no Waza, Kinobori no Waza, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Kai, Nawanuke no Jutsu, Bunshin no Jutsu
Fuuinjutsu:
Ranga E: Fūin no Jutsu
Taijutsu:
Ranga C: Gangeki, Shōgekishō, Hōshō, Geki — Kongōriki Senpū, Kage Buyō, Hayabusu Otoshi
Ranga B: Raigyaku Suihei, Girochin Doroppu
Ranga A: Raigyaku Suihei Choppu, Raigā Bomu
Hachimon Tonkou
Kaimon
Kyumon
Seimon

EQ:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
5 kunai schowanych w wewnętrznej stronie haori, za pasem
Ostatnio edytowano 2 sie 2019, o 12:36 przez Yura, łącznie edytowano 1 raz
Yura
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Akarui » 1 sie 2019, o 21:00

Gorące powitanie od gorącego Mnicha!

Jak nikt się nie spodziewa inwkizycji, tak też medyk nie spodziewał się tak ciepłego przywitania ze strony Shigi. Po chwili zaskoczenia nastała jednak czysta radość i odwzajemnienie przytulaska, połączone z paroma lekkimi uderzeniami w plecy znajomego. Gdy w końcu Akarui uwolnił się od klaty znajomego (w końcu mnich był prawie głowę wyższy), mógł spojrzeć za maskę Chise... Czy ta dziewczyna nie była czasem niewidoma? Czy nie powiedziała, że "nie widzi"? I czy czasem nie spojrzała własnie prosto w oczy Akarui'ego dość trzeźwym wzrokiem? Tozawa spojrzał na Nią, potem z lekkim zdziwieniem na Shigę i znów na jej twarz, już ponownie ukrytą pod maską. Wtedy też w końcu się odezwał: - Spektakularne to będzie, jeśli przeżyję tą eskapadę, hehe. Jeszcze tam nie weszliśmy, a mimo wychowania na Samotnych Wydmach już się ze mnie leje i ciężko oddycha. Potem już trochę ciszej do samego Shigi: - Shiga-senpai, gdybyś zechciał po wszystkim spotkać się na herbatce czy czymś mocniejszym, na pewno znajdę parę tematów do rozmów. Już w tej chwili Akarui postanowił trzymać się dość blisko właśnie tej dwójki znajomych.

Zaczęła się zbiórka, przedstawiono wszystkim dowódców brygady i jej cel. Ludzie zaczęli się przedstawiać, by się lepiej poznać. Akarui jeszcze nie zdążył się przedstawić, a w ekipie już było dwóch medyków. Jednym z nich był Shiga, który przedstawił się co najmniej interesująco. Do tej pory Tozawa miał przed swoimi oczami obraz mnicha, który pali wszystko na swojej drodze i kopie tyłki, a przy okazji para się medycyną. A tu na odwrót. Właśnie Iryoujutsu zostało zaprezentowane jako karta atutowa. Czyżby kolejna szansa na naukę? Drugą osobą była kobieta w masce, niejaka Sayaka Rida. Warto wiedzieć na kogo można liczyć w potrzebie. Poza nimi był oczywiście Murai i Chise, znani już Akarui'emu i reszta osób chwaląca się swoją siłą i wytrzymałością jak Masachi (nomen-omen z klanu lakarzy) czy też umiejętnościami tropiącymi, jak członek klanu Uchiha bądź zaawansowanym taijutsu w postaci Mori Jina.

Nadeszła więc pora na naszego bohatera: - Tozawa Akarui, medyk, kłaniam się. Wolę trzymać się z tyłu, choć daję radę w walce wręcz. Znam też trochę sztuki Kugutsu. Tyle chyba wystarczyło, prawda? Nie czuł się wyjątkowo silny, wytrzymały czy szybki wśród tych wszystkich Shinobi'ch i Kunoichi, więc jego jedynym atutem była medycyna polowa. A kto ma wiedzieć o jego umiejętnościach klanowych ten wie, widział go w akcji. Karty przy orderach, nikt nie musi wiedzieć o jego tajemnicach. As z rękawa nie wyleci, póki nie będzie potrzeby. A patrząc na skład tej ekipy i mając w pamięci przygodę na Kami no Hikage, medyk czuł się w miarę bezpiecznie. Gdyby jeszcze tak powietrze było trochę lżejsze i nie lał się tak z niego pot... Na szczęście miał przy sobie trochę wody jak i wcześniej zdjął jedną warstwę ciuchów. Czerwona bluza pod tą lekką kurteczką nie była potrzebna. Tak samo długie spodnie, zamienione na szorty. Medyk nie ryzykował jednak zamiany mocnych, wysokich butów na lekkie sandały, nie wiadomo po jakim terenie będą się poruszać. Sprawdził swoje dwie manierki z wodą, czy płyn nie zdążył z nich czasem wyparować i był gotowy do drogi.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1335
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Hiroki » 1 sie 2019, o 22:24

Jeszcze zanim kobieta, która zdawało się była odpowiedzialna za zgromadzenie ich wszystkich tutaj zaczęła swoją przemowę, Shiga zdążył odpowiedzieć na jego pytanie odnośnie wzroku Chise. Chłopak słuchał go bardzo uważnie, analizując każde wypowiedziane słowo by w końcu, finalnie ułożyć wszystko w jedną, spójną całość. W skrócie, wyglądało na to, że Jin nie naprawił jej oczu, a po prostu je wymienił, na lepszy - działający model. Było to zaprawdę ciekawe i Hiroki chętnie dowiedziałby się więcej o możliwościach medycznych Mnicha, jednak nie miał na to czasu... Przytaknął na koniec głową, a na pytanie odnośnie kolejnych pytań pokręcił przecząco głową. Teraz gdy mniej więcej wiedział z kim uda się w grupie, przyszła pora na przedstawienie im szczegółów, oraz poznanie pokrótce swoich towarzyszy.

Wyglądało na to, że ich grupa nie jest zbyt liczna, łącznie wraz z Hirokim liczyła zaledwie czternaście osób, o ile dobrze ich wszystkich zliczył. Biorąc pod uwagę, że ogromny pies potrafił gadać, było ich piętnastu. Fakt, że z Chise i Shigą jako pierwsi zgłosili się do ekipy "remontowej" odpowiedzialnej za bezpośrednie wtargnięcie w tereny wroga świadczył tylko o tym, że byli pewni swoich możliwości. Byli - bowiem mowa tutaj o jego towarzyszach, sam Uchiha za nic w świecie nie poszedłby z tą grupą - wiedział, że jego zdolności są małe, bardzo małe, a do tego wszystkiego nie może ich wykorzystywać w stu procentach. Chise wyraźnie zabroniła mu aktywować oczu, aż do momentu, w którym będzie to niezbędne. Zresztą, sam nie wiedział do końca, jakie zdolności dają mu niedawno zdobyte umiejętności. Był jednak pewien, że przez brak swojego doświadczenia, będzie myślał dwa razy, zanim zrobi coś głupiego. No i być może to, co powiedział o impulsywności swoim towarzyszom było właśnie pierwszą głupią rzeczą? Z drugiej strony, jeśli nie poradzi sobie z trudnymi warunkami tutaj, w jaki sposób wraz z Chise zwiedzi horyzont za murem? Musiał się rozwijać, a wrzucenie go w paszczę lwa było, nie tylko jego zdaniem - najlepsza metodą.

Zanim jeszcze całe przedstawienie rodem z jakiejś szkoły się zaczęło i każdy zaczął się przedstawiać i zdradzać swoje mocne strony, miejsce miała przemowa i krótka wymiana zdań pomiędzy liderami grupy. Co z tego wynikło? W sumie niewiele - dowiedział się jedynie, że głównodowodzący to członek klanu Nara. Dobre posunięcie. Uśmiech pojawił się na jeszcze kilka chwil temu zmartwionej twarzy. Ze strategicznego punktu widzenia, była to bardzo dobra decyzja. Jego prawą ręką był mnich - kompletnie łysy. Specjalista od pieczętowania oraz Taijutsu. Szeroki wachlarz umiejętności, trzeba przyznać. Ciekawość chłopaka na temat zdolności Pustego oraz reszty miała zostać zaspokojona lada moment.

Pierwszy do Shikariego podszedł człowiek, o rudych włosach, siedzący na ogromnym psie. Co dziwne, ten sam pies chwilę temu gadał z jedną z uczestniczek tego samobójczego rajdu. Zdziwienie chłopaka było zaprawdę ogromne, jednak nie wydał z siebie nawet słowa. Był skupiony, bardzo skupiony. Chciał chłonąć wiedzę, dowiedzieć się wszystkiego co może okazać się przydatne. Wiedział, że jedyna dziedzina w której może się tutaj przydać, to pomoc głównodowodzącemu w ogólnie pojętej strategi, albo chociaż podrzucaniem mu pomysłów. Chwilę później mężczyzna przedstawił się jako Wilk. Jego zdolnością był wyczulony zmysł węchu - co mogło się przydać, zwłaszcza w miejscu takim jak to, do tego walka w zwarciu. Cóż. Hiroki mógł jedynie wyobrazić sobie, jak świetnie musi wyglądać walka tego duetu.

Następnym okazał się człowiek, na którego długo czekał nasz młody adept sztuk ninja, sam Pusty. Znany niemalże wszędzie jako członek krwawego pokolenia. Odziwo - znajomy Chise. Wcześniej, gdy do nich podszedł, Uchihe niemal sparaliżowało. Aura, którą emanował ten "człowiek" była, wręcz przerażająca. Niemniej okazał się bardziej ludzki niż mogło się wydawać. Potwór w ludzkim ciele - bo tak można było go nazwać, spoglądając w tę paskudną, pozbawioną emocji twarz. Gdy wreszcie przedstawił się, na plecach chłopaka pojawiły się ciarki. "Zabijanie i niszczenie.", "Tortury i sprawianie bólu." - rozbrzmiało w jego głowie. Zdecydowanie mieli jedną cechę wspólną z ślepą. Byli bardzo konkretni. Oczywiście młodzieniec nie zapomniał o jego zdolnościach bojowych, starał się je dobrze zapamiętać - by w razie czego wykorzystać tę wiedzę później.

Wszystko działo się dosyć szybko, a następnym gościem, który postanowił się przedstawić był białowłosy chłopak. Ubrany raczej luźno, do tego wszystkiego posiadający krwiście czerwone oczy. Shiroyasha Kyu z rodu Uchiha. Moment, z rodu Uchiha? Hirokiego zamurowało. Jego wzrok był teraz niemalże wlepiony w gały chłopaka. Czerwone oczy. Uchiha. Czerwone oczy. Uchiha. Czy ten człowiek postradał zmysły? Nie spostrzegł ile łez znajduje się na jego tęczówkach, odwrócił wzrok, spojrzał na to, jak zareaguje Chise. Reakcja była raczej obojętna. Jego zdolności również nie były zbyt oryginalne, ot - elementalista. Szermierz, jak niemal połowa ich grupy. Walka w zwarciu lub na średni dystans. Nic szczególnego.

Cóż, Hiroki wiedział już o zdolnościach swojej sensei, a to ona następna pozwoliła sobie zabrać głos. Po za tym, dzięki niej dowiedział się, jak nazywa się jegomość, który przyszedł się przywitać. Cóż, został pominięty, więc nie zamierzał się tym zbytnio przejmować. To było oczywiste, że zarówno Shiga jak i jego nauczycielka posiadają znajomych na całym świecie - a przedstawianie żółtodzioba każdemu wydawało się być niezbyt praktycznym rozwiązaniem. Na wieść o tym, że dziewczyna jest ślepa, młody Uchiha jedynie się uśmiechnął. Cóż, był jednym z niewielu, którzy znali prawdę, czyż nie? Shiga również się przedstawił, wcześniej wręczając im manierki z wodą, naprawdę miły gest. Głęboki ukłon w geście podziękowań ze strony chłopaka, a następnie kolejny towarzysz.

Cóż. Kolejni nie byli tak ciekawi, jak Ci na początku. Szermierz, który zaoferował się wynosić rannych do obozu, kobieta, która wyglądała jak co najmniej dobrze wyszkolony assasyn, a w rzeczywistości okazała się zwykłą medyczną o niezbyt ciekawych zdolnościach. Zresztą, zadawało się, że jest weteranką bowiem znała gościa, siedzącego na ogromnym psie, jednak nie wydawało się to być zbyt istotne. Ciekawym za to było władanie Raitonem - co w gruncie rzeczy mogło się przydać w tych okolicznościach, jednak to były tylko przemyślenia chłopaka.

No i wreszcie, ktoś nader ciekawy. Chłopak chodzący na rękach. Widać było, że ma krzepę i to nie małą. Dobrze przygotowany fizycznie i jak sam twierdził, tylko fizycznie. To trochę zmniejszało ekscytację Hirokiego, jednak trzeba było przyznać, że jego tężyzna robiła wrażenie, kto wie czy to nie on właśnie okaże się najbardziej przydatny? Zwiększona wydolność organizmu, do tego siła mięśni w tych warunkach mogła okazać się o wiele lepsza od samej chakry czy posiadanych Kekkei Genkai. Zaprawdę mogła to być zarówno czarna owieczka w stadzie, ale również osobnik, który mógł uratować nie jedno życie w tej zgrai dziwolągów.

Akarui był kolejnym z osób w kolejce, cóż. Dużo nie powiedział, niemniej Hiroki zakodował sobie dokładnie - trójka medyków. Dziwaczka w stroju asasyna, Shiga-dono i ten mężczyzna. To właśnie oni będą w główniej mierze odpowiedzialni za to, czy wrócą stamtąd żywi. Nie było na co czekać, czas na to, by sam czarnowłosy powiedział coś o sobie, czyż nie?
Rozejrzał się dookoła, zatrzymując swój wzrok na Kyu, chwilę później przenosząc go na kolejne osoby. Cóż, wydawało się, że nikt nie ma zamiaru teraz się wtrącić czy zacząć mówić, więc nie pozostało nic innego, jak zacząć samemu. Wziął głęboki wdech, a następnie spokojnie wypuścił powietrze ustami.

- Hiroki. - powiedział krótko i w sumie tutaj mógłby zakończyć swój wywód. Nie miał żadnych specjalnych zdolności, nie potrafił leczyć czy walczyć. Nie miał doświadczenia bojowego. A jego zdolności kontroli chakry wołały o pomstę do nieba. Przerwa w wypowiedzi była długa i chyba każdy ze zgromadzonych mógł wyczuć, że pewność siebie chłopaka spada z każdą sekundą. Na jego szczęście w porę przypomniał sobie po co tak naprawdę tutaj przyszedł. - Uchiha Hiroki. Posługuje się głównie Katonem. Walczę na średni dystans. Mam świetny wzrok, zdarza mi się dostrzec to, czego inni nie są w stanie. Postaram się wspomóc naszego dowódcę w analizie naszej sytuacji poszukując najlepszych rozwiązań. Nie mam zamiaru ukrywać, że moje zdolności bojowe są dużo słabsze od większości osób w naszej grupie, toteż mam nadzieję, że przydam się przynajmniej podczas opracowywania korzystnego i skutecznego planu, oczywiście za pańskim przyzwoleniem.

Ostatnie słowa kierował bezpośrednio do dowódcy - miał nadzieję, że spotka się chociaż z małym "za" z jego strony. Po tym, jak już się przedstawił, bez słowa odmaszerował od Chise, podchodząc powoli do Kyoushiego. Wystawił w jego kierunku dłoń, uśmiechając się.

- Hiroki, ale to raczej już wiesz. - powiedział cicho, uśmiechając się w jego stronę. - Dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy z Chise jedynymi Uchiha w tym cholernym lesie. Może się do nas przyłączysz? Przynajmniej na początku lepiej będzie trzymać się razem, a jak na razie nie zauważyłem, byś miał kogoś do ewentualnej pomocy. Fakt, jako grupa będziemy współpracować, ale gdy tylko pojawi się pierwsze zagrożenie, lepiej mieć kogoś obok siebie - kogoś, komu można zaufać rzecz jasna. - rzekł pełen entuzjazmu, a chwilę później wskazał na oczy chłopaka. - To nie sharingan, zgadza się? Na początku myślałem, że postradałeś zmysły. Wiesz, że w tym lesie, nie jesteśmy zbyt mile widziani, co nie?

Zapytał go, oczywiście obserwując dokładnie każdy jego ruch, nie tylko jego zresztą. Obserwował otoczenie, by nic go, oraz jego towarzyszy nie zaskoczyło. Nie chciałby, by komuś coś się stało, a już na pewno nie jemu, czy któremuś z jego towarzyszy. Czekał również na resztę grupy, był ciekaw kogo jeszcze mają w ekipie. Interesowała go pozostała dwójka.

Ekwipunek:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Kabura na prawym udzie
  • Kabura na lewym udzie
  • Plecak
  • Torba na biodrze
  • Biały płaszcz
  • Rękawiczki
  • Materiałowy komin

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
    Karwasz schowany pod płaszczem.
    Kabura na prawym udzie:
  • 4x Kunai
    Kabura ne lewym udzie:
  • 4x Kunai
    Torba na biodro:
  • 16x Shuriken
  • Bojowa pigułka żywnościowa
    Plecak:
  • 20 metrów bandaży
  • 60 metrów stalowej żyłki
  • Manierka z wodą
  • Kilka racji pieczywa zabranych przed wyjściem z Muru

Statystyki:
Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Sharingan
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI:
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT: BRAK
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 10
    WYTRZYMAŁOŚĆ 45
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 41
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 126
KONTROLA CHAKRY: D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 104%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU E
    GENJUTSU E
    STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
    • ---
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU E
    FūINJUTSU E
    ELEMENTARNE
      KATON C
      SUITON E
      FUUTON E
      DOTON E
      RAITON E
    KLANOWE D
JUTSU:
Ninjutsu:
[E] Bunshin no Jutsu
[E] Henge no Jutsu
[E] Kai
[E] Kawarimi no Jutsu
[E] Kinobori no Waza
[E] Suimen Hoko no Waza
[E] Nawanuke no Jutsu
Fūinjutsu:
[E]Fūin no Jutsu
Sharingan:
Sharingan: Ichi Tomoe
Katon:
[D] Katon: Katongagure no jutsu
[D] Katon: Hōsenka no Jutsu
[C] Katon: Ryūka no Jutsu
[C] Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
[C] Katon: Kaen Senpū
[C] Katon: Gōkakyū no Jutsu
[C] Katon: Endan
Hiroki
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Ayatsuri Juranu » 2 sie 2019, o 02:05

Co to jest za drużyna, co w głębie schodzi tam? Liderzy prezentowali się dumnie, wydając się dość uzdolnionymi ludźmi, ale nie budząc przy tym grozy, jak niektórzy członkowie grupy. Szczególnie drugi mnich, który przedstawiał się jako Shiga, a także ten Pusty, który mówił o torturach. Brrr. Chwalenie się na podziemnej ekspedycji, prawdopodobnie związanej z jakąś katastrofą naturalną, że znęca się nad ludźmi? Takich nie powinno się tu wpuszczać, bo jest ryzykiem dla całej grupy, ale z drugiej strony, wszyscy byli najemnikami. A złoto sprowadza różne osobistości. Nawet Juranu ma już wiele pomysłów, jak może wykorzystać nagrodę, której jeszcze nie dostał, a i bardzo prawdopodobne, że nawet nie dożyje dowiedzenia się, jaka będzie to stawka. Rozgryziona warga i ciepło płynącej krwi nadawała mu odczuć i pozwalała na skupienie się. Posmakował swojej krwi. Posysał rankę, czekając aż się zagoi. Była niewielka, nie przeszkadzała mu, ale zawsze coś.

Wszyscy się przedstawiali i opowiadali o sobie. Każdy coś prezentował. Walkę wręcz, zdolności medyczne, posługiwanie się żywiołami chakry. I co było zaskakujące, wśród kilkunastu osób znalazł się Ayatsuri! Masachi. Ale on się podał jako szermierz. Nie wyniósł z domu szlachetnych zdolności kuglarskich? Straszna szkoda. Chociaż z drugiej strony Juranu tak się skupiał na tych zdolności, że zaniedbał wszystkie inne dziedziny, a jego marionetki prawdopodobnie się tu nie przydadzą w żaden sposób. Mógł swoje konstruować, ale co z tego, gdy tutaj rośliny się roztapiają, a dalej może zajść to samo z drewnem, czy nawet ludzkim ciałem. Nie był jednak zupełnie nieprzygotowany. Napił się jeszcze wody, skoro nawet zaawansowani medycy mówią o uważaniu na odwodnienie. Po wypiciu sporej zawartości manierki, zawiesił ją przy pasie i zabrał się do czegoś, co musiał w końcu zrobić. "Chyba jestem tu najsłabszy" - przeszła myśl przez umysł chłopaka. Pewnie była to prawda, ale on się jeszcze nie poddał. Jego ręce sięgnęły ku masce i zaciągnęły ją na głowę, poprawiając wszystkie paski i zapewniając szczelność. Zaciągnął się powietrzem. Odsączone z większości wilgoci, przez wkład umieszczony w dziobie. Nie czuł tego rozpierania w płucach, co przed chwilą, gdy oddychał bezpośrednio nosem. Gdy tylko maska była na miejscu, zaciągnął kaptur i zaczął go przypinać do maski specjalnie do tego zaprojektowanymi zaczepami. Wszyscy tu obecni zobaczyli już jego twarz, a teraz tylko przygotowywał się na tutejsze warunki środowiskowe.

Miał nadzieję, że pomysł odprowadzania ciepła z okolic ciała, które stworzył na warunki pustynne, przyda się też tutaj. Tam było prawie tak samo gorąco za dnia, jednakże nie było tak wilgotno. To wilgoć tutaj była najgroźniejszym przeciwnikiem. Tak jak oaza nagrzewa się w ciągu dnia, by oddać swoje ciepło w nocy. Na bezkresnych piaskach czasem bywało, że mimo upału w dzień, w nocy woda w misach potrafiła częściowo zamarznąć. Zaś w okolicach ujęć, stawów, jezior. Tam było inaczej, a im więcej było zbawiennej cieczy, tym stabilniejsza była tam temperatura. Teraz także bał się tego, że gdy zacznie oddychać mokrym powietrzem, to drobinki wilgoci w jego płucach będą je rozgrzewały, powodując nieprzyjemne palenie. Wiatraczki zamontowane w ubiorze chłopaka na pewno były słyszalne przez tych z co bardziej wyczulonym słuchem, ale miały spełniać bardzo ważne zadanie. Odprowadzić ciepłe powietrze od skóry chłopaka poza wszechobecne opakowanie.

Przyszła kolej, żeby i on się przedstawił. Nie chciał wchodzić w słowo innym, żeby nie przeszkadzać, więc cierpliwie zaczaił się na okazję, gdy nikt za szybko nie zabierze głosu po poprzedniku. Wszyscy tutaj przygotowani byli na wojnę. Na zabijanie wszystkiego, co w jakiś sposób znajdzie się w korytarzach jaskiń. Każdy przedstawiał swoją siłę przez pryzmat możliwości zabicia innego człowieka. Czy może zwierzęcych bestii? Ciekawe, czy coś żyje w takim biomie. Juranu nie podzielał chęci i gotowości do mordu, którą wyrażali inni. Przyszedł tutaj dostrzec problem i rozwiązać go w mało inwazyjny sposób. W kopalniach Ashre co prawda musiał zabić pijawki, ale nie chciał skończyć jako kolejna przekąska. A teraz co? Nic nie powinno tutaj żyć, nie w tych warunkach. Ale jeśli z jakiegoś znajdzie się tu coś, co żyje i nie jest grupą badawczą, to wszyscy rzucą się, by poćwiartować to coś. Niezależnie od pochodzenia, niezależnie od działania. Jeśli będzie wchodziło w grę wybicie całego gatunku nietypowego stworzenia, a uratowanie lasów, to na pewno wybiją gatunek. Nie zbadają go nawet, nie spróbują oswoić, by pomóc ludziom na pustyni, oferując im zwierzęta wytrzymałe na temperaturę. Shinobi na takiej misjach to śmierć. Ale każdy z nich był szkolony na zabójcę, a nie na obrońcę środowiska.

- Ayatsuri Juranu. Jestem kuglarzem. - To już trzeci w tej przedstawiciel tego klanu, choć Akarui przyznał się do tego umiejętnościami Kugutsu, a z kolei drugi nosił rodowe nazwisko, ale zdolności szermiercze podobno odbiegały trochę od standardowego umiejętności zestawu kuglarza. Masachi może mieć więc małą przydatność. Wręcz równie małą, co Juranu, jeśli i nie mniejszą. - Walczę z dalekiego dystansu, znam też średniozaawansowane techniki Fuuinjutsu. Kukłami mogę pomóc w sporządzaniu i przekazaniu notatek, a także dostać się z ostrzami w miejsce niedostępne dla człowieka. - przekaz informacji jest w sumie dobrym pomysłem,jeśli chodzi o możliwe zadania białowłosego Ayatsuri.

Część z tych ludzi wydawała się po prostu zła. Część po przejściach. Młodzieniec nie zaliczał się chyba do każdej z nich, ale swoje wiedział i swoje widział. Silniejsi zajmą się walką, więc on będzie jak myszka mógł przebrnąć aż do szczęśliwego wyjścia z tej okropnej nory...




EKWIPUNEK
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Strój Juranu, dwie kabury na broń umiejscowione na udach, manierka z wodą;

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura na prawej nodze: Mały zwój #1 (czerwony), Mały zwój #2 (brązowy), 1x kunai.
Kabura na lewej nodze: Mały zwój #3 (biały), Mały zwój #4 (niebieski), 1 m bandaża, 17. Wampirze kły w formie nakładki, niby zabawka ale jednak ze stali.

(278/300) Mały zwój #1 (czerwony):
(40) Marionetka Tonbo nr 1 (amunicja: 31/40 senbon w wariancie Ayatsuri); senbony zatrute za pomocą Mahi + link do zatrucia;
(40) Marionetka Tonbo nr 2 (amunicja: 35/40 senbon w wariancie Ayatsuri); senbony zatrute za pomocą Mahi + link do zatrucia
(50) Rękawica łańcuchowa
(120) 8 metrów łańcucha z kolcami
(18) 3x Kunai
(10) 5x shuriken

(Kugutsu no Fūin) Mały zwój #2 (brązowy):
Marionetka Tako

(202,75/300) Mały zwój #3 (biały):
[spoiler](70) Podstawowy statyw alchemiczny;
(12) 1x Umiarkowany zestaw ziół;
(10) Butelka 10/10 porcji Ari;
(10) Butelka 10/10 porcji Irakusa;
(15) Manierka pełna wody
(1,25) 31. 5 stylowych dzwoneczków w kształcie czaszek.;
(3,5) 35x kartka papieru;
(15) Torba;
(16) Duża torba;
(20) Płaszcz;
(20?) Stare ubranko;
(10?) Wino zapomnienia;

(Fuuin no Mizu) Mały zwój #4 (niebieski):
Małe zasoby wody


Spoiler: pokaż
Specjalistyczne ubranko na gorące warunki

Nazwa
Strój Juranu

Typ
Ubranie/Mechanizm Ayatsuri

Objętość
100

Opis Strój zaprojektowany przez Ayatsuri Juranu, łączący przewiewny strój do działania na pustyni oraz maskę służącą do przeciwdziałania wszechobecnego piachu, jak i zabezpieczenia przed truciznami, a szczególnie niefortunnym zastosowaniem tych własnej produkcji.

Materiał - cienka przewiewna tkanina. Żeby uzyskać wartości zachowania ciepła organizmu użyto jej podwójnej warstwy, z niewielką przestrzenią na powietrze pomiędzy. W ten sposób podczas wiatru zachodzi bardzo szybko wymiana powietrza, zaś podczas bezwietrznych warunków całkiem przyzwoicie zachowuje ciepło ciała przed ucieczką na zewnątrz.

Wiatraczki - cechą szczególną całego stroju jest zaszycie w wybranych miejscach metalowych wiatraczków, które osłonięte są drewnianymi obudowami o wymiarach 6x6x1 cm. Łącznie wszystkich takich urządzeń jest 12, umiejscowione w specjalnych kieszonkach między warstwami materiału, kieszonki są doskonale dopasowane, dzięki czemu materiał nie wcina się w działający wiatraczek, a same kształty obudów trudne do zauważenia z zewnątrz.
W skład budowy wiatraczka wchodzą też sprężyny napędowe oraz łożyska. Naciągnięcie sprężyny jest możliwe za pomocą Niezauważalnego kosztu chakry (wymaganie Ninjutsu D). Po naciągnięciu wiatraczki działają przez 8 godzin. Materiały są tak dobrane, by zminimalizować tarcie przy ruchu obrotowym skrzydełek wiatraka.
Umiejscowione są tak, by studzić ważne punkty na ciele człowieka:
W tunice: na mostku , na plecach pomiędzy łopatkami, pod pachami i nad biodrami.
W spodniach: po dwa na każdym udzie, przyłożone do okolic tętnicy udowej, po jednym na każdej łydce, tuż pod kolanem.

Tunika - ma luźne rękawy, zapewniające swobodę ruchów, a także dość sztywny tors, w celu zapewnienia dokładności chłodzenia. Tunikę uzupełnia głęboki kaptur, który w pewnym miejscu ma dodatkową warstwę, którą można przyczepić do maski.

Spodnie - stosunkowo luźne, z wyraźnie ciaśniejszą częścią udową od piszczelowej. Dodatkowe szwy nie pozwalają wiatraczkom na latanie.

Komin - biały komin otaczający skórę szyi. Sięga na ramiona, musi być zakładany przed tuniką. W górnej części można go przypiąć do maski.

Maska - maska zbudowana ze skóry i drewna, z długim dziobem wypełnionym watą nasączoną w substancjach zapachowych. Wata oczyszcza wdychane powietrze z pyłów i cieczy, jest także możliwa do szybkiego wyczyszczenia po zdjęciu maski. Na watę od strony twarzy bardzo łatwo też zastosować antidota na znane przez użytkownika gazy bojowe. Szerokie wizjery są ze szkła i zapewniają przejrzyste widzenie. Maska zapinana jest paskami z tyłu głowy o drewnianych sprzączkach, zaś na swoich obrzeżach ma dodatkowe zapięcia, którymi można przyczepić wnętrze kaptura.

Buty - obuwie ninja w kolorze czarnym.

Paski - Dwa normalne paski to ściśnięcia tuniki i spodni w talii. Cztery krótkie paski z klamrami do zapięcia na kończynach, by ograniczyć wpadanie niechcianych pyłów. Szlufki do pasków znajdują się w talii, na ramionach i w okolicach kostek. Sprzączki są drewniane.

Wymagania
Założenie
Brak
Pełna sprawność
Brak

Dodatkowe Opcjonalnie

Cena
1250 Ryō

Link do tematu postaci
KLIK!


STATYSTYKI:
Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Kugutsu
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI: Chen
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT: -
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 1
    WYTRZYMAŁOŚĆ 41
    SZYBKOŚĆ 41
    PERCEPCJA 81
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 127
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 104%
MNOŻNIKI: +4% chakry z wytrzymałości
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU D
    GENJUTSU E
    STYLE WALKI B | - | -
    • Chen
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU E
    FūINJUTSU B
    ELEMENTARNE
      KATON -
      SUITON -
      FUUTON D
      DOTON -
      RAITON -
    KLANOWE B

JUTSU:
NINJUTSU
  • [E]Bunshin no Jutsu
  • [ E ]Henge no Jutsu
  • [ E ]Kai
  • [ E ]Kawarimi no Jutsu
  • [ E ]Kinobori no Waza
  • [ E ]Suimen Hoko no Waza
  • [ E ]Nawanuke no Jutsu
  • [ D ]Suienzou no Jutsu
  • [ D ]Utsusemi no Jutsu
  • [ D ]Hikari no gijutsu-kyu

FūINJUTSU
  • [ E ]Fūin no Jutsu
  • [ D ]Fuuin no Mizu
  • [ C ]Gofū Kekkai
  • [ C ]Shikoku Fūin
  • [ C ]Kuchiyose: Raikō Kenka
  • [ B ]Fuka Hoin
  • [ B ]Fukoku Hoin
  • [ B ]Gofu Kekkai no Toranhishon

KUGUTSU
  • [ D ]Chakura no Ito
  • [ D ]Sōshūjin
  • [ C ]Kugutsu no Fūin
  • [ B ]Ayatsuri Fuka Hoin
  • [ B ]Kikō Junbū
  • [ B ]Hitokugutsu: Hotetsu
  • [ B ]Senju Sobu

CHEN
  • [ D ] Kusarinageru
  • [ D ]Teiōsekkai
  • [ C ]Hebi Kusari

FUUTON
  • [ D ]Enshou no Kaze
Ostatnio edytowano 2 sie 2019, o 07:25 przez Ayatsuri Juranu, łącznie edytowano 1 raz
Ayatsuri Juranu
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Harumi » 2 sie 2019, o 05:35

Kaguya naprawdę miała nadzieję, że nie będzie to ostatnie spotkanie ze staruszkiem. Poprawniej byłoby powiedzieć — jej spotkanie, bowiem bardziej niż pewne, że jeśli którekolwiek z nich ma polec, to właśnie białowłosa. I choć starała się tą tragiczną myśl odpędzić jak najdalej, byle za horyzont, to gdzieś z tyłu głowy kwilił pieśń pogrzebową diabelski skowronek. Niemniej jednak całe zgromadzenie wydawało się odpowiednio przygotowane, a przynajmniej psychicznie, na to co może spotkać ich w jamie. Sama Harumi nie potrafiła do końca skonkretyzować swoich myśli. Z jednej strony czuła, iż cała ta sytuacja jest najlepszym udowodnieniem tego, iż w pełni zasługuje na przyznaną jej rangę. Z drugiej zaś, w klatce żeber tłukło jej niespokojne, strwożone serce kunoichi. Ale szydzi ze strachu ten, który najmniej wie o walce. Bowiem według złotookiej winien bać się każdy, bez wyjątku. Bo co innego powstrzymuje nas przed pchaniem się w rozżarzony stos drewna... Rozsądek? Ten z pewnością ma wiele wspólnego ze strachem.
— Rozumiem — skiwotała przeciągle. Dziwoląg. Ale pozytywny dziwoląg! Mi również, Yura. Skoro tu jestem, to najwidoczniej będziemy towarzyszami. — Entuzjastyczny, niepoprawnie optymistyczny, infantylny chłopiec. Cofnięcie ręki spotkało się z uroczym chichotem. — Spokojnie, nic się nie stało — mruknęła, wyciągnąwszy dłoń i, tym razem, ściskając tę przystawioną w jej kierunku. Całość zwieńczona uroczym, lekkim uśmieszkiem. W duszy cieszyła się, że choć jedna osoba z całej tej trupy nie będzie ponurakiem.
No i jest. Gwałtowne pojawienie się głosu. Dziwnie znajomego. Haru odwróciła głowę z prędkością wystrzelonej, z mocno naciągniętej cięciwy, strzały. Tym prędzej ją odwróciła, gdy dostrzegła podobieństwo. Nie to, które chciała gdziekolwiek zobaczyć. Nie teraz. Niemiłe zagranie, ale całkiem zrozumiałe jeśli od x lat nie widziałeś kogoś, kto kiedyś był wszystkim. Nauczycielem, przyjacielem, powiernikiem tajemnic i kompanem do zabaw. Szybko zreflektowała nad paranoicznym zachowaniem i teraz, znacznie spokojniej zwróciła się do drugiego rozmówcy.
— T-tak — wydukała, ledwie uspokajając własny umysł. Uspokój się, to nie on. Głupia. Na szczęście "on" odszedł szybciej, niźli się pojawił. Radosne słoneczko vel Yura pozwoliło na zmianę kasety załączonej w głowie. Bogu, bogom czy czemuś tam, dzięki. — Tak myślisz? Skąd ten wniosek?
Dialog między dowódcami nie zachęcał. Prawdę mówiąc nie potrafiła sobie wyobrazić, do czego mogą doprowadzić te nietypowe zmiany klimatyczne. Mimowolnie poczęła wysuwać kolejne teorie tematem ciągnące po źródle ów nieprawidłowości. Wciąż jednak pozostawała skupiona. Najważniejsze było to, żeby słuchać doświadczonych przełożonych. Oczywiście, warto czasem zignorować te bezsensowne. Jeśli jednak stanowiłby większość, to rangi prowadzących w ogóle by nie istniały. Bo i po co? Teraz, gdy ważyły się losy Midori nie można było pozwolić na jakiekolwiek zaniedbanie. Tak jak w osprzętowieniu, tak i w kadrach. Nic zatem dziwnego, że w głowie Harumi nie błysnęła nawet iskierka niepewności. Prośba Nara Shikami była całkowicie adekwatna do rangi zadania. Naturalnie nie można było pozwolić na sielankowe hasanie i wyznawanie idei niech się dzieje wola nieba. Niepozorne odpowiedzi znaczyły dla strategów więcej, niźli można by przewidywać.
Kolejne jednostki przedstawiały cały wachlarz swoich umiejętności. Pierwszy z nich, Murai czy inny cudak, wydał się Kaguyi kompletnie obmyty z ludzkich odruchów. Z jednej strony bezpretensjonalność i konsekwencja dążenia niczym nie zmąconą wizją sprawiała, że chciało się rzec — odpowiedni człowiek, w odpowiednim miejscu. Dziewczyna zaś ugryzła całość dość nieszablonowo; jeśli przyjdzie mu decydować o ryzykownym ratowaniu czyjegoś istnienia, to można przewidzieć, iż wycofa się ze sceny i najzwyczajniej w świecie opuści konającego towarzysza. Wszystko dla sprawy. Harumi starała się zrozumieć ten spokój w opowiadaniu o krzywdzie, wszak tajemniczy jegomość był shinobim, narzędziem, ale czy wciąż był człowiekiem?
Shiroyasha Kyu; kolejna porcja informacji. Znacznie mniej przerażający i znacznie mniej rzucający się w oczy. W przeciwieństwie do Kūkyo, wydawał się znacznie bardziej towarzyski, choć lakoniczny w wyrazie. Nic konkretnego.
Uchiha Chise; to samo nazwisko rodowe. Czyżby przybyli tu całą rodzinką? Nie... staliby wtedy razem — skwitowała w myślach, ściągając przy tym kąciki ust. Walka siedmioma mieczami wydała się Haru dość trudną sztuką. I z całą pewnością nią była. Niemniej jednak wynagradzała to ogólnym zaciekawieniem, zarówno pospolitych shinobi jak i teraz, białowłosej. Takowa umiejętność z pewnością byłaby jej przydatna.
Dziewczyna nie potrafiła odnaleźć żadnej znajomej twarzy, poza tą jedną, całkowicie wykluczoną. Tego ledwie promieniującego światełka oparcia. Zawierzyć ludziom, których twoje istnienie znaczy tyle, co nic? Głupota. No chyba, że znajdujesz się pośród prawych i honorowych wojowników. Wtedy spokojna głowa. W tym jednak przypadku ciężko było oszacować ilu ze zgromadzonych będzie w stanie poświęcić swój los dla sprawy, dla innej osoby. Stać się nic nieznaczącą liczbą w statystyce i żyć jedynie w pamięci bliskich.
Na twarzy miała wystudiowany paradoksalny wyraz obojętności mieszającej się z optymizmem. Raczej tym koniecznym, niż nieokrzesanym i infantylnym. Wyrosła z tego. A przynajmniej tak wolała myśleć. Złote oczy spoglądały czuje i bystro, rejestrowały każdy ruch jak dwa, cudownie błyszczące lustra. Również i uszy zapisywały co ważniejsze informacje. Ot, zwykła, niepozorna kunoichi, której spodziewano by się prędzej na misji D oscylującej wokół poszukiwania zaginionego Reksia. A tu proszę, stoi twardo, dumnie jak należy.
Może być Jin.
Może
być
Jin.

Drgnęła, jakby pchnięta niewidzialną dłonią. W ułamek sekundy serce podeszło jej pod samą gardziel. Imię nie znaczyło nic, ale ten sposób wypowiedzi, niemal bliźniaczy wygląd... Nie, to nie mogła być prawda. Musiałby zadziać się cud. A takowe z pewnością nie spływają na tego typu ziemie. Na pewno. Kobieta rozpaczliwie wycofywała narastający kłąb myśli. Że też teraz myślę o tym idiocie, nosz kurwa. Jebał go pies. Skronie pulsowały boleśnie, jakby dziecko olbrzyma pragnęło zmiażdżyć jej głowę na proch. Gdyby tylko paranoiczna reakcja nie spowodowała nagłego polecenia oddelegowania jej do domu, już kręciłaby zażarcie głową i chodziła w kółko. Całe to wydarzenie było pieprzoną abstrakcją. Do tego wielką niewiadomą. Może to jedynie zbieg okoliczności? Szybko przeszło jej przez myśl, że i ją czeka kolej ukazania swojej tożsamości. Wiedziona tą myślą postanowiła poczekać do ostatniej osoby. Tak, by mieć pewność, że 1) nie znajduje się tu żaden psychol z Sabaku, 2) w odpowiednim momencie zlustrować twarz tego... Znajomego-nieznajomego. Tym jednak razem nie zapamiętała nawet słowa. Oczywiście poza imieniem.
Hitsukejin Shiga.
Niewiele zapamiętała z wypowiedzi dwóch następnych osób. Jedynie krótkie slogany; medyk, szermierz. Nie przyglądała się im, a przynajmniej nie tak jak wszystkim poprzednim. Namiętnie wbijała wzrok w ziemię, jakby miała zaraz strzelać z oczu wiązkami lasera. Umysł wybudził się dopiero, gdy i Yura przystąpił do autoprezentacji. Od zawsze wybudzały ją znajome głosy. Jakieś "piętno" dzieciństwa. Taijutsu. Ciekawe. Wychodzi na to, że mieli ze sobą więcej wspólnego, niż przypuszczała. I dobrze, może nauczą się od siebie czegoś nowego. Milutka wizja w galopującym niczym stado mustangów sercu.
Tozawa Akarui, medyk. I koniec. Następny w kolejce, cóż, Uchiha Hiroki. Nowość. Ten jednak od razu wyciągnął swoje nikłe obycie w boju. Choć na froncie i mięso armatnie jest potrzebne; ktoś musi uszczuplić zapasy wroga. Zastanawiała się czy chłopak poniesie śmierć, czy pożałuje decyzji podążenia śladem ideałów. Ona przestała w nie wierzyć. Jakiś czas temu. Z marzeń nigdy nie przychodziło nic dobrego, tak samo jak i z pchania się wprost do jamy. Dosłownie i w przenośni. Najwidoczniej musi mieć dobre plecy. Ostatni dzwonek przed otworzeniem ust. Ayatsuri Juranu. Samo nazwisko wystarczyło, by szybko przełączyła myśli na szybkie ułożenie paru zdań. Wraz z kończącą się wypowiedzią kuglarza nabrała powietrza w płuca.
— Kaguya — to mówiąc ściągnęła oczyma w kierunku białowłosego mężczyzny. — Harumi. Moim orężem są kości. Tworzenie broni, defensywa i ofensywa również. Preferuję walkę w zwarciu. Najlepiej w asyście tak, by skupić się na czystym ataku. Posługuję się również niskopoziomowym Raitonem. — kończąc wypowiedź cofnęła się dwa kroki. Zachowanie równowagi wypowiedzi kosztowało na tyle dużo, że nagromadzona w ustach ślina przetoczyła się po ścianach gardła ciężka niczym bryła lodu. Teraz tylko obserwować. Czy to on?... Nie spuszczała go z oczu. Musiała wiedzieć. Niech się dzieje wola nieba.

STATYSTYKI
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 52
WYTRZYMAŁOŚĆ 81
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 60
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 274
KONTROLA CHAKRY: C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 108%
STYL WALKI
Taijutsu: Gōken (A)
DZIEDZINY
NINJUTSU E
GENJUTSU E
FūINJUTSU E
RAITON D
KLANOWE C

EKWIPUNEK
Torba przymocowana do pasa
Spoiler: pokaż
4x Kunai
5x Shuriken
1x Trójkunai

Torba przymocowana na wysokości lędźwi
Spoiler: pokaż
1x Pigułka żywnościowa
Harumi
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Natsu » 3 sie 2019, o 13:23



Podziemne piekło
Podziemia Iglicy


Shikari wysłuchał ostrożnie słów wszystkich z obecnych, starając się zapamiętać wszystkie przedstawione mu umiejętności. Wyglądało też na to, że od razu zaczął rozplanowywać, jak będzie najlepiej rozdzielić obecnych, by byli najprzydatniejsi podczas zwiadu. Sięgnął do torby przypiętej do jego paska, i wyciągnął z niego niewielki notes wraz z kawałkiem węgla, którym zaczął od razu coś skrobać i notować.
-Dobrze, wygląda na to że mamy dość silny skład. Mamy nawet członka Krwawego Pokolenia, a to już jest coś - nawet jeżeli napotkamy jakieś zagrożenia, będziemy mieli odpowiednią siłę bojową by móc jakoś odpowiedzieć.
Kolejne notatki.
-Mamy też kilku walczących na bliski dystans, jak również medyków. Cieszy mnie to. W razie najgorszego będziemy mogli jakoś sobie poradzić. Pamiętajcie jednak, że im bliżej góry, tym trudniej utrzymać się przy dobrym zdrowiu - przy wylocie szczeliny nawet oddychanie było torturą. Jeśli nie czujecie się na siłach, lepiej będzie jeśli dołączycie do Gyoriego, póki macie czas - później nie będziemy mieli możliwości wycofania się.
Ruszył ręką.
-Ruszamy. Przy szczelinie przedstawię wam formację. A później... cóż, kami niech mają nas w opiece.
Z tymi słowami samemu poszedł do przodu, kierując wszystkich pozostałych. Na moment jednak się odwrócił, by spojrzeć gdzieś między drzewa - gdzie też zauważył dość niecodzienny widok, składający się z dwójki psów - jednego, dużego, lecz znacznie smuklejszego niż ten na którym siedział Wilk, drugiego zaś niewielkiego, leżącego na głowie swojego "opiekuna". Przez chwilę zmrużył oczy, jak gdyby zastanawiał się czy stworzenia nie będą dla nich zagrożeniem, lecz jak gdyby w reakcji na niego, podjechał do niego rudowłosy i klepnął go w ramię.
-To moje. Bez obaw.
Shikari kiwnął głową, i kontynuował marsz.
W tym czasie zaś Kai odwrócił się w kierunku Shigi, który zagadał do niego na temat jego wyznania. Opalony mnich uśmiechnął się delikatnie, po czym złożył dłonie w powitalnym geście.
-Niegdyś służyłem Kuraokamiemu i Wadatsumiemu, bóstwom których świątynie znajdują się na zmrożonej wyspie Hyuo. Opuściłem jednak te ziemie mniej więcej w czasie, kiedy zaczęły się konflikty, i nigdy jakoś szczególnie nie czułem potrzeby by tam powrócić. Zostałem więc sōhei - wędrownym wojowniczym mnichem, który osiadł po latach dopiero w Midori. Nie służę już jednemu kami - bardziej przywiązuję uwagę do moralności i duchowości samej w sobie, niż do kultów.

* * *

Marsz na szczęście nie trwał długo - może kilkanaście minut niespiesznego tempa. Przez ten czas Shikari cały czas coś notował i rysował, mrużąc przy tym oczy, i co jakiś czas zaglądając na wszystkich obecnych w celu upewnienia się, że zapisał sobie odpowiednią osobę. Kai próbował do niego zagadać, lecz mężczyzna za każdym razem zbywał go machnięciem ręką, widocznie nie chcąc żeby ktokolwiek mu przeszkadzał w robocie. W końcu od jego poleceń będzie teraz zależało, czy ktoś zginie, czy wszyscy powrócą z tego piekielnego dołu pod górą - nie mógł sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd.
Nie trzeba było jednak dużego dystansu, by zacząć odczuwać zmiany spowodowane dziwaczną anomalią temperaturową - wilgotne powietrze i wysoka temperatura sprawiały, że większość z obecnych czuła jak spływają po nich strużki potu, mięśnie robią się miększe, a oddech - nierówny, jeśli nie wręcz utrudniony u niektórych. Powietrze niby wpływało do płuc, a jednak czuło się tak jakby był one zaciśnięte i puste. Temperatura oparów wydobywających się ze szczelin i spomiędzy korzeni drzew zaś powodowała, że grupa zwiadowcza mogła się czuć niczym w saunie ziołowej - jak gdyby wokół nich w ogóle nie było tlenu.
Jedni znosili to lepiej, inni - gorzej. Ci którzy byli lepiej przygotowani fizycznie, potrafili się przemóc i dalej zachowywali się tak, jak gdyby nigdy nic im nie było. Inni zaczynali ciężko dyszeć, nawet mimo tego że marsz trwał dość krótko. Ciekawe, jak długo wszyscy wytrzymają?
W końcu wszyscy wyszli spomiędzy drzew, i stanęli przed najtrudniejszym punktem. Oczom obecnych ukazała się wielka, dymiąca szczelina w ziemi u stóp góry. Temperatura podniosła się jeszcze bardziej, sprawiając że opary zaczęły wręcz wywoływać uczucie parzenia skóry.
Shikari stanął przy krawędzi i westchnął ciężko. Kai przybliżył się do niego i poklepał go po ramieniu.
-Wiem. Ja też dalej słyszę krzyki Hotaru i Keiko.
Shikari kiwnął głową, po czym otrząsnął się i spojrzał na pozostałych.
-Dobra, ruszamy. Ustawimy się taką formacją: walczący na bliski dystans staną z przodu - o to szczególnie proszę Chise i Wilka, ponieważ ich umiejętności przydadzą się do skanowania terenów przed nami. Za nimi walczący na krótki/średni dystans, dalej - średni, i daleki, zgodnie z tym jak przedstawialiście swoje możliwości. Dajcie znać do której strefy idziecie - i tak będziemy kroczyć we względnie luźnej formacji, lecz będziemy wszyscy niedaleko siebie. I od teraz będziemy musieli już liczyć tylko na własne umiejętności.
Wilk podjechał na swoim psie do Chise.
-Twój słuch może być bardziej użyteczny niż mój węch, jeżeli powietrze będzie zbyt gorące - stwierdził pogodnym tonem. - Dobrze mieć kogoś z Twoimi umiejętnościami.


Następne posty do: 2:24, 5 sierpnia.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2276
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Kyoushi » 3 sie 2019, o 15:12

    Nim doszło do podsumowania, białowłosy miał okazję wysłuchać kolejnych osób, które tuż po nim zaczęły się przedstawiać. Nie spodziewał się tak wielu różnorakich umiejętności w tak małej grupce. Coś innego niż miał do tej pory okazję poznać. Mogło się to okazać zbawienne, szczególnie, że posiadają aż trzech medyków, gdzie jednym z nich jak się okazało była skrytobójczyni, którą poznał już wcześniej – Rida. Krzyżując ręce na klatce piersiowej wysłuchiwał każdego ze szczególnym zainteresowaniem, spoglądając w bezruchu. „Czy on mi pomachał?” Pomyślał, gdy spojrzał wcześniej na niejakiego Shigę. Możliwe, ale nie odmachał, nie chciał odmachać i spalić, gdyby to nie do niego było kierowane. Jak dobrze policzył, była ich czwórka, która przybyła z ramienia pani Katsumi. Oprócz tego, wydarzyło się coś jeszcze ciekawszego. Jeden z Uchiha podszedł do niego i zagadał. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale zareagował nadzwyczaj naturalnie i przyjaźnie. Od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy Hiroki podszedł z wystawioną dłonią, a on odwzajemnił męski uścisk dłoni.
    Obrazek
    - Miło Cię poznać Hiroki. Nawet nie wiesz jak i ja się cieszę, że są tu ludzie z ramienia Shirei-kan Sogen. - na pytanie czy dołączy, jego oczy niemal się zaświeciły. Nie mógł sobie wyobrażać lepszego rozpoczęcia eskapady jak zdobycie nowych znajomości, ludzi za którymi stanie w obronie. Brakowało mu towarzystwa, poza swoim wrednym kocurem nie miał nikogo. Każda nowa osoba w jego życiu tworzyła dalszą historię bohatera, cierpiącego na samotność. - Z przyjemnością wam pomogę i użyczę swoich umiejętności. Od czasów wojny nie walczyłem ramię w ramię ze swoimi, nie mógłbym odmówić. - gdy Hiroki wskazał na oczy, czerwonooki szermierz tylko się uśmiechnął odpowiadając przecząco – Nie, nie jest to Sharingan, spokojnie. Nie obawiam się ani lasu, ani ich mieszkańców.. - zakończył, spoglądając na młodzieńca, rozwijając jeden z bandaży w celu założenia go w niedługim czasie wokół ust, osłaniając drogi oddechowe przed tą niemożliwą wręcz do życia temperaturą, w którą wkraczali. Gdy białowłosy dotarł do grupki, z chęcią podał dłoń pierw Chise, a później mnichowi-fortecy, mówiąc skromnie – Witajcie, mówią na mnie Kyu. - z uśmiechem, kontynuował szybką gadkę – mój miecz jest do waszej dyspozycji. - zakończył, delikatnie uniżając głowę ze wzrokiem na grupkę osób, by wraz z nimi słuchać co ma do powiedzenia lider grupy z klanu Nara.
    Piszący epopeje Shikari skomentował sytuację, która pozytywnie go zaskoczyła, nawet cieszył się z ilości umiejętności jakie posiadali shinobi zebrani w jednym obozie – Podziemnej Iglicy. Wtem, po wygłoszonej mowie, mieli czas by ruszyć, nie wyłamując się z grupy. Białowłosy nie zamierzał odpuszczać, w końcu chciał w tym wziąć udział i sprawdzić co rzeczywiście się dzieje – dać upust swojej ciekawości. Kilkunastominutowy marsz przyprawiał o dreszcze, te które powodowała wysoka wilgotność powietrza, które traciło tlen pod wpływem upierdliwej temperatury. Pot lał się z głowy czerwonookiego, który co rusz je ocierał. Poprawił bandaż na twarzy, który nałożył w celu ułatwienia oddychania w tej zewnętrznej saunie. Starał się nie dyszeć za bardzo. Był przygotowany, jednak nie miał wątpliwej przyjemności siedzieć w takich temperaturach zbyt często. Gdy minęli drzewa, w końcu dojrzeli czegoś nietypowego. Potężna szczelina, z której ulatniał się dym. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, a temperatura rosła. To stawało się co raz bardziej upierdliwe, a jego ciało dawało znać, że nie jest zainteresowane tym tematem. Nie dawał jednak za wygraną. Shikari ustalił jak ma wyglądać formacja, wysunął na przód Chise oraz Wilka, on sam odnajdywał się w dwóch grupach, jednocześnie nie zamierzał opuszczać ‘swoich’. Mając okazję i wiedząc do czego zdolni są jego kamraci, ruszył do formacji w miejsce dla walczącym na krótkim/średnim dystansie. Tam mógł pokazać swój kunszt w walce Kenjutsu, jeśli dojdzie do takiej potrzeby, a także wykorzystać elementy, którymi władał.
    - Trzymaj się niedaleko. - rzekł do Hirokiego, po jego wypowiedzi spodziewał się, że nie jest zbyt doświadczony. Sam po wydarzeniach w Antai zdawał sobie sprawę, że brakowało mu wsparcia w kimś silnym. Teraz doskonale zdawał sobie sprawę, że on może być oparciem dla młodszego Uchiha. - Możesz na mnie liczyć, w razie problemów daj znać – powiedział, przekręcając głowę i uśmiechając się w kierunku Uchiha. Miał prosty zamiar – zdobyć nowych przyjaciół, a będąc miły może mu się to powieść. Shiroyasha już był gotowy i w pełni skupiony, jedną dłoń, lewą – cały czas trzymał na rękojeści miecza, rozglądając się dokoła, ocierając pot prawym przedramieniem, co jakiś czas poprawiając bandaż na ustach.

Spoiler: pokaż
Ubiór na czas eventu:
  • Biała, lniano-wełniana koszula, rozpięta na trzy guziki, wsadzona w spodnie,
  • Spodnie typu chinos, lniano-wełniane, ze skórzanym paskiem, przy którym są kabury oraz torba z tyłu, także miecz,
  • Materiałowe buty do kostki, z grubszą podeszwą,
  • Bandaż nawinięty na usta,
  • Katana 'Mugen' przy pasie,
  • Miecz obosieczny przy pasie z tyłu,
  • Wakizashi przylegle do lewego uda.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 753
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Reika » 3 sie 2019, o 21:25

Tak jak wszyscy zaczęli się przedstawiać, Reikę dopadła pewna anegdota, że część jej grupy pochodziła z klanu Uchiha. Co prawda Kyu i ten drugi Białowłosy tylko służyli klanowi, jednak pozostałe dwie osoby były ciekawe. Dziewczyna nie mogła posiadać Sharingana, skoro jak twierdziła, była niewidoma, zaś czarnowłosy chłopak wyglądał na rodowitego członka klanu i chyba tutaj była możliwość zobaczenia oczu, których tak bardzo nienawidziła. Reszta grupy też była dość ciekawa, no ale jej zdaniem, to Murai zdecydowanie tutaj przodował, jako najsilniejsza i najbardziej bezwzględna jednostka. Reika darzyła go sporym szacunkiem, jednocześnie trochę się go obawiając. Był tak wyprany z emocji, że można było się spodziewać po nim wszystkiego.
Dowódca zdecydował się na zrobienie notatek odnośnie ich umiejętności, co było bardzo dobrym pomysłem, bo przecież wszystkiego nie szłoby spamiętać. Widać było jednak z tonu jego wypowiedzi, że jest zadowolony z grupy, więc może nie będzie tak źle. Padło na koniec jeszcze ostrzeżenie, że w razie czego, można się jeszcze wycofać, bo już samo oddychanie przy szczelinie było torturą. W sumie to dobrze, że Reika miała na ustach maskę, bo to powinno chociaż trochę ochronić jej drogi oddechowe przed gorącym powietrzem. Zapewne pot będzie im wszystkim ściekać pod dupie, no ale lepiej zakryć twarz, niż wdychać gorąco. Zapowiadało się naprawdę niebezpiecznie i Reika zaczęła się zastanawiać, co może być przyczyną. Może jakiś wulkan?
Tak więc wyruszyli, by po chwili trafić na dwójkę innych psów. Jednego z nich Reika poznała od razu, zaś drugiego malucha nie kojarzyła. Wyglądało na to, że Yoichi dorobił się trzeciego psiaka i jego psia kompania się powiększyła. Trzymała się więc w miarę blisko Akiry, bo wilczur dodawał jej jakoś otuchy swoją osobą. Od czasu do czasu też zerkała na samego Inuzukę, który zamilkł, ucinając ich rozmowę. Nie miała pojęcia, przez co przeszedł, ale to już zdecydowanie nie był ten sam pogodny Yoichi, któremu usta się nie zamykały. Tak, bolało, ale musiała jakoś się trzymać.
- Witaj Ayu. - Przywitała się z suczką, gdy ta do nich dołączyła. - Miło Cię znów widzieć.
Następnie skupiła uwagę na samym dowódcy, który uważnie rozplanowywał to, czym dysponował w swoim zespole. Był Narą, więc Reika była przekonana, że jego analizy okażą się być najlepsze, na jakie będzie go stać. Ten klan słynął z niebywałej strategii, więc zdecydowanie warto było mu zaufać w ocenie sytuacji i zajęcia się sprawą, tym bardziej, że im dalej szli, tym mocniej odczuwało się coraz większe gorąco i wilgotność powietrza. Tak, Reika też czuła, jak pot spływa jej po plecach, jednak póki co, trzymała się całkiem nieźle, a maska na ustach spełniała swoje zadanie. Postanowiła jednak związać włosy w warkocz, żeby nie grzały jej karku i nie przyklejały się do skóry, co było mało komfortowe. Trzeba było się przygotować, bo już po chwili wyszli z lasu i stanęli przed wielką szczeliną. Było coraz goręcej i wyraźnie można było to odczuć.
Słysząc słowa dowódcy, o odpowiednim ustawieniu się w formację, Reika zmarszczyła brwi. Była dobra zarówno w zwarciu, jak i na dystans, jednak musiała myśleć też o tym, że była medykiem i powinna dla dobra innych trzymać się trochę bardziej z tyły. Wybrała więc średni i daleki dystans, żeby mieć możliwość wspierać grupę obszarowymi technikami, jeśli zajdzie taka potrzeba. W razie problemów, zawsze będzie mogła wesprzeć przednią część formacji. Tym samym ostatni raz spojrzała na Yoichiego i cofnęła się do tyłu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1958
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 27
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Midori

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość