Drewniana chatka

Gracze rozpoczynający/mieszkający w Shigashi no Kibu są zobowiązani do założenia tutaj swojego domu bądź mieszkania, w którym będą mieszkać na czas pobytu w tym kraju.

Drewniana chatka

Postprzez Raion » 26 gru 2017, o 01:42

Obrazek
Wśród gąszczu mniejszych i większych budyneczków mieszkalnych stoi niewielka, drewniana konstrukcja praktycznie nie wyróżniająca się spośród szeregu. Mieści w sobie zaledwie jeden, choć trzeba przyznać że spory, pokój służący do wszystkiego, od codziennego przebywania po podboje kulinarne czy też te... bardziej intymne. Spośród kilku półek, na których stoją rzędy pseudocennej ceramiki wyróżnia się czerwona kanapa, na tyle wygodna by utulić królewskie pośladki właściciela tejże posiadłości. Oliwkowy kolor ścian kontrastuje ze wspomnianym meblem, a jedwabny dywan na środku nadaje wyraz pewnej przytulności tego miejsca. Jeśli jakikolwiek kiedykolwiek obcy odwiedzi to pomieszczenia, prawdopodobnie napotka powszechny nieład i bałagan. W końcu nie ma to jak własny sajgon, prawda?
Raion
 

Re: Nic Specjalnego

Postprzez Megumi Ishida » 26 gru 2017, o 15:43

Misja rangi C 1/15
Pora roku, wczesna wiosna. Śniegu już nie było, ale słoneczko jeszcze nie grzało, a pąki zielone na drzewach jeszcze nie rosły. Ogólnie taki zwyczajny coroczny okres przejściowy. Okolice raczej wczesnego popołudnia, ludzie pracowali na dworze, jeszcze nikt się nie zbierał do przygotowywania obiadów za bardzo, jeszcze był czas na wszystko. Jeszcze dalej niż bliżej końca dnia jak to się mawia. Nasz bohater siedział w tym swoim troszkę zasyfionym mieszkaniu, i zapewne nie miał nic ciekawego do roboty. A jeśli miał to ktoś właśnie mu przeszkodził. Gdyby wyjrzał przez okno zobaczyły grupę ludzi rzucających na lewo i prawo ulotki krzycząc Zawody, zawody! Zawody dla początkujących shinobich! Ciekawe nagrody do wygrania! Możliwość podbicia serca ukochanej osoby! Możliwość pochwalenia się swoimi zdolnościami przez tłumem!! Turniej, turniej, zawody na rynku, zapisy do 16, szybko szybko bo miejsc nie będzie! I tak kolumna ludzi maszerowała przez miasto krzycząc w kółko o zawodach. Bohater był początkujący i był shinobim więc zaliczał się w sam raz jako zawodnik. Tylko czy będzie miał ochotę wziąć udział czy może uzna że woli jakieś bardziej produktywne zadania i uda się w poszukiwaniu jakiejś pracy. Jego wola, jedno było pewne. Całkiem ładne i zgrabne dziewczyny nosiły te ulotki towarzysząc głównemu ,,mówcy" kolumny, więc to już mógł być powód dla którego można by zainteresować się tematem.
Megumi Ishida
 

Re: Nic Specjalnego

Postprzez Raion » 26 gru 2017, o 17:51

Ten pieprzony królik nie chciał odpuścić...
Zajęczy diabeł, morderca o białym futerku. Z tą swoją wielką marchewką pędził niczym rozwścieczony byk za czerwoną płachtą, nawołującą jednocześnie złap mnie ty skurwielu. Popękane krzesła, porozrzucane wokół białe róże spowite we krwistej czerwieni.
Czyjej?
Chłopak spojrzał na własne ręce. Ubrudzone, zniszczone, umazane w karmazynowej cieczy. Mimowolnie wytarł nimi twarz, tworząc swoiście piekielną maskę. Co to do cholery jest? Chwila nieuwagi, a uszasty przyjaciel dogonił swego celu.
Zimno w okolicach klatki piersiowej. Jezu, jak bardzo przeszywające to uczucie... rechot zwierzątka, które wbijało swoje ostre warzywko między żebra. W jednym momencie lód przemienił się w smoczy ogień, rozpalający te okolice od środka.
Splunął krwią, która ułożyła się w jedno słowo.
Placki
Wrzasnął. Przebudził się. W jakże przyjaznym i cichym miejscu. Cholera, ten koszmar wyglądał naprawdę rzeczywiście.
Lecz to nie jego krzyk go obudził. Zza okien wydobywały się o wiele głośniejsze wrzaski wyraźnie licznej grupy osób. Przeciągnął się w znak krzyża i z zaciekawieniem podszedł pod drzwi. Kilka dość atrakcyjnych kobiet rozrzucało wokół ulotki, jednocześnie zachęcając ludzi wokół do wzięcia udziału... w turnieju? Zawodach? Jeszcze dostatecznie nie kontaktujący ze światem nie do końca zrozumiał sens tej treści, acz mimo to chwycił jedną z broszur i upchnął w kieszeni, natychmiastowo wracając do środka, byleby tylko uchronić się przed zabójczo rażącymi promieniami słońca. Rzucił ją gdzieś na stoliczek, by najpierw opłukać zaspaną twarz szklanką zimnej wody. Dopiero po takim przebudzającym rytuale mógł wziąć się za nowy wątek tego poranka, jakim był ten niewielki kawałek papieru.
Zawody na rynku. Początkujący Shinobi. Zapisy do... 16?
Tak pospieszali, jest przecież... ta, rano? Znów wyszedł na zewnątrz. Tym razem ogarnął spojrzeniem całą ulicę, by zdać sobie sprawę, że godziny poranne już dawno Ci państwo mają za sobą. Sen jest dziwnym zjawiskiem, dałby sobie rękę uciąć, że obudził się o zamierzonej porze. Cóż, widocznie nie jest mocno z nią przywiązany. Narzucił na siebie swoje codzienne łachmany i powędrował za seksowną grupką, by dowiedzieć się nieco więcej i... zapytać, gdzie właściwie ten rynek jest.
Prawdopodobnie to wiedział, ale jakaś część nie pozwoliła mu sobie o tym przypomnieć, popychając go w stronę zgrabnych pośladków i falujących biustów.
Raion
 

Re: Nic Specjalnego

Postprzez Megumi Ishida » 27 gru 2017, o 15:14

Misja rangi C 3/15
Sen naszego bohatera był co by dużo mówić straszny. Komu normalnemu śnią się białe futrzate stworki które pałają chęcią mordu na niewinnych obywatelach. Sny są obrazem duszy podobno, a to oznacza że dusza chłopaka jest ostro powalona. Przecież to zwierzęta się zabija dla jedzenia i futra, a nie na odwrót. Jaki cel miał królik żeby dokonać mordu? Tego nie wiedział nikt i chyba lepiej żeby tak zostało. Najlepiej to publicznie się nawet nie chwalić takimi snami bo zostanie się uznanym za czubka. Co troszkę przeszkadza w karierze bycia shinobim. Nagłe rozbudzenie nastąpiło w momencie zadania kończącego ciosu, co ciekawe w prawdziwym nie urojonym świecie również nastąpiło wydarzenie które mogło sprawić że protagonista się obudził. rozpoczęto nawoływania do turnieju dla początkujących wojowników. Oczywiście obudzony doszedł do siebie bardzo szybko, prawdopodobnie motywowany widokiem za oknem pięknych kobiet.Co tutaj dużo gadać prawdziwy hetero a nie jakiś podrabianiec z niego! Przeczytał po chwili co było napisane na kartce którą złapał przez otwarte okno sprawiając że sporo osób się uśmiechnęło. No bo jak tutaj nie zachichotać kiedy zaspany facet rozbijając się o wszystko w domu wychyla się przez okno i macha rękami próbując złapać kartkę. Następną informacją jaką przyjął było to że już jest południe i zaspał, ale że nie miał powodów wstawać wcześniej właściwie powinno mu być bez różnicy o której wstał. Przecież najlepiej jest się wyspać bo w dzisiejszych czasach nie wiadomo kiedy będzie można znowu zmrużyć oczy. Wychodząc z domu odszukał kolumnę ludzi i zadał pytanie w którą jest plac, tam kobieta z uśmiechem wskazała mu drogą i odeszła kołysając biodrami na lewo i prawo. A na placu tłum był ogromny, prawdziwy festyn, było tam wszystko o czym można marzyć na festynie. Teraz gdzieś trzeba się zapisać co nie?
/zt http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=58&t=4592
Megumi Ishida
 

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 15 kwi 2019, o 23:00

Aby przeżyć samotnie w tym świecie, trzeba posiadać wiele cech charakteru, a że Chunchunmaru jeszcze wszystkich ich nie odkrył, to nadrabiał innymi. Zawsze mu powtarzano, że jeśli coś udaje się wystarczająco długo, to może się to w końcu stać prawdą. I faktycznie tak było! Pamięta swoje pierwsze początki w mieścinach i miastach, kiedy to każda alejka, każdy kąt i wszystkie podejrzane knajpy wydawały mu się niebezpieczne. Minęło trochę miesięcy zanim nauczył się, że jego wygląd daje mu małą przewagę. Nie rzucał się w oczy, mógł chować się pod stolikami, a podczas ucieczki potrafił się chować w miejsca, o których dorośli mogliby tylko pomarzyć. Oczywiście jego dziecinna aparycja dawała mu się także we znaki, ale tego nie rozpatrywał raczej w kategorii specjalnych minusów. Ot był dzieckiem i tak musiało być, bo dorośli czasem lubili się mądrzyć. Ayari za to była inna. Chunchunmaru aż zmierzył ją wzrokiem po raz kolejny, żeby przekonać się czy aby na pewno nie jest jakąś fatamorganą.
- Pewnie tak, chociaż ja swojej już tak dobrze nie pamiętam. Jaka była Twoja mama ojousan? - może i to pytanie było nie na miejscu, ale niestety nikt nie nauczył Chunchunmaru, że pewnych kwestii nie naruszy poruszać. Dla niego wszystko było naturalne, a bariery kulturowe czy też moralne nie istniały. W końcu jak wyjaśnić dziecku, że niektórych rzeczy nie powinno się wyciągać na światło dzienne? Dopóki może o to spytać i nie spadnie mu przy tym włos z głowy, to zapyta!
- Nie wiem. Nigdy jeszcze nie spotkałem żadnej księżniczki. Słyszałem tylko, że zawsze są piękne. I jak nie chcesz, to nie mów! To, że nie umiem czytać nie znaczy, że musisz to wykorzystywać. - powiedział, pod koniec zdania naburmuszając policzki w teatralnym fochu. Pewnie i by zjadł calutki obiad, ale teraz zastanawiał się czy w formie małego buntu po prostu nie zostawić jego części. W środku niego rozgrywała się bitwa pomiędzy wrodzoną ciekawościa, a upartością i wcale nie było tak łatwo zawyrokować co wygra.
- Pewnie to znak Twojego rodu i jest warty taaakieeee góry pieniędzy! Uciekłaś z domu, a ten kto Cię sprowadzi dostanie Twoją rękę i połowę ziem? - młodzieniec wybrał trzecią drogą i zaczął zgadywać. Jeśli dziewczyna sama mu nie powie, on sam też nie przeczyta, to pozostawało mu tylko takie wyjście. Oczywiście kiedy była mowa o pieniądzach, to jego niewielkie rączki musiały pokazać cały stos pieniędzy, które sobie wyobrażał. Problem tkwił jednak w tym, że nie umiał stwierdzić na co by taką stertę wydał.
Chunchunmaru ostrożnie wszedł do środka, najpierw ściągając sandały i wycierając dokładnie stopy. Nie chciał komuś nabrudzić w spotkaniu, a nie tajemnicą było, że rzadko kiedy miał okazję do przebywania w takich przybytkach. Pomimo tego, że mieszkanie było jedynie jednopokojowe, to i tak uważał to za luksus. W końcu kobieta była zdolna utrzymać coś takiego w tak wielkim, kupieckim mieście! Aż ciekawe czym się zajmowała.
- Mieszkasz sama, ojousan? Czemu nie masz żadnego chłopa---? - kolejne nietaktowne pytanie, które jednak zostało przerwane pytaniem kobiety - Tak, poproszę! Mięsa nie jadłem z... - zaczął coś liczyć na palcach, a jego mina wskazywała na to, że sprawia mu to niemałą trudność - Z tyle dni! - pokazał dziewięć palców, ale miał na myśli trochę więcej. W każdym razie nie było mowy, żeby przepuścił taką okazję - Pomóc jakoś? Mogę coś pokroić! Albo podjeść... - zaproponował, przystawiając wskazujący palec do dolnej wargi i zaglądając do zakupów. Co ciekawego miała kobieta?
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Re: Drewniana chatka

Postprzez Harumi » 30 kwi 2019, o 22:59

„Ubóstwo uczy sztuk wszelakich”


[Chunchunmaru - misja C]
7/30

Ciężko oczekiwać od ośmioletniego dziecka konkluzji na poziomie dorosłej, doświadczonej życiowo, osoby. Już pomijając fakt nikłych budynków przeznaczonych dla sierot, nikt tak naprawdę nie przejmował się "dziećmi niczyimi". Nauka pisania, czytania? Daremno liczyć, że którekolwiek z bąbelków otrzyma dar oświaty za darmo, za piękny uśmiech. Spinając to wszystko w jedną, wielką klamrę, można dojść do wniosku, że przyszłość narodu ma w tych czasach po prostu źle. I wniosek nie byłby mylny, bowiem świat jest nieczuły, ludzie niewrażliwi. Małe stópki tuptają jedynie od jednego do drugiego straganu licząc, że i tym razem nie zbije ich podstarzały kupiec. Albo nie utnie rąk, bo i tak się zdarzało. Ząb, za ząb.
Na twarzy Ayari pojawił się lekki, ledwie dostrzegalny grymas. Naprawdę było jej przykro. Nie tylko dlatego, że chłopiec był sam jak palec, ale głównie dlatego, że nigdy nie doznał uczucia bycia kochanym przez rodzica. A to, niestety, definiuje przyszłość chłopca. Niechybnie tragiczną. Chociaż, kto wie?
— Hm... — mruknęła czarnowłosa. — Z charakteru... Jak każda mama; nadopiekuńcza, wiecznie w garnkach. Była bardzo podobna do mnie. — uśmiechnęła się gorzko. — Wyglądałyśmy jak siostry. — I fakt, wyglądały. Choć różniła je ilość zmarszczek na czole i wzrost. No i umiejętność pchania się w kłopoty. Tak, to różniło je najbardziej. Szkoda, że za czynami przodków, zazwyczaj, muszą odpowiadać ich potomkowie. No ale tak już jest. Los przekorny i okrutny.
Dziewczyna, przyłożywszy palec do brody sama zaczęła się zastanawiać, czy kiedykolwiek spotkała jakąkolwiek szlachciankę, albo chociaż i szlachcica. W całym zwoju pamięci nie odnalazła choćby jednej takowej sytuacji. Ayari ponownie urokliwie się zaśmiała. Dzieci były takie... czyste. Niesplamione złem. A przynajmniej nie aż tak, jak dorośli obywatele.
— Nie wykorzystuję, głuptasie — to mówiąc rozczochrała włosy chłopca i przymknąwszy jedno oko szybko kontynuowała — Po prostu dbam o to, żeby wyrósł z ciebie silny wojownik. Wojownicy chyba muszą dużo jeść, ne, Chunchunmaru-kun?
Wraz z ostatnim zdaniem znaleźli się w środku. Dziewczyna sięgnęła dłonią ku plecach dziecka i pchnęła go lekko, naprawdę LEKKO, ku wejściu tak, by dodać mu swoistej odwagi. W końcu nie każdy ochoczo i bez problemu porusza się po czyimś mieszkaniu. Czasami jest to kwestia wewnętrznych zasad obyczajowych, a czasami wychowania.
— Zgadza się. Samemu jest lepiej. Chyba, że ma się takie urocze towarzystwo — mruknęła serdecznie stojąc już przy blacie z drewna niewiadomego pochodzenia. Albo bambusa. Czort wie z czego toto było skonstruowane. Chłopiec doprawdy sprawiał, że jej serce wzbogacało się o jeszcze większą chęć bicia. Dawno nie czuła, że chce z kimś przebywać tak, jak z Chunchunmaru. Instynkt matki?
— Będziesz pomocnikiem kuchmistrza! Prawdziwym krytykiem smaków, co ty na to? — nie czekając na aprobatę zawiązała na głowie dziecka uroczą chustę, która miała niejako chronić go od zabrudzenia. — Załóż to — dalszym elementem była stara, porozciągana koszulka nałożona przez głowę, na malutkie ciałko. Wyglądał, cóż, kawaii? Czy jak to się tam. — Patrz i ucz się! — rzuciła zawadiacko wyjmując nóż z szafki. Z precyzją zegarmistrza i prędkością samego Natsume zaczęła kroić warzywa tak, że już po chwili wszystko było gotowe. Również i samo mięsko było poćwiartowane. Szybka akcja, chciałoby się rzec. Gwałtownie sięgnęła po misę i jakiś biały proszek. Naleśnikowe ciasto przygotowała się z mąki z korzeni nagaimo, jajek oraz wody. Zajęło to nie więcej, niż dwie minuty. Zwinnym ruchem dłoni wlała odmierzone porcje na patelniopodobne coś.
— Wrzuć składniki, które chciałbyś mieć na swoim naleśniku. No i skomponuj coś dla mnie, dobrze? Ja umyję ręce. Zaraz wracam — to mówiąc poszła na dwór, gdzie stało wiadro z wodą. Zapewne deszczówka. Trochę nieodpowiedzialnym było zostawiać chłopca sam na sam z całym swym dobytkiem, ale przecież taki słodki bąbelek nic nie zrobi...

Postacie
1) Ayari | Aparycja

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 4 maja 2019, o 01:08

Tupot małych stópek mógł chwytać za serce dopiero wtedy, kiedy miało siedziało się bezpiecznie w domostwie i miało się pewność, że nic złego nikomu się nie przydarzy. W tych czasach takie sytuacje miały jednak miejsce nieczęsto. Ba, sam Chunchunmaru, który przecież najlepiej wie jak to jest przymierać głodem, zapewne nie podzieliłby się kawałkiem chleba z innymi dzieciakami. W końcu to przecież jego jedzenie, które tak ciężko było skraść kupić za uczciwie zarobione pieniądze! Pomaganie innym jest bardzo ciężkie w momencie, w którym jutrzejszy dzień nie jest pewny. Młodzieniec to rozumiał i nie miał o to do nikogo żalu, ale w takim wypadku oczekiwał, że nikt nie będzie miał mu za złe drobnych kradzieży i kradzieżątek. Do tej pory, dzięki temu co nauczyła go matka, udawało mu się jakoś przeżyć i miał nadzieję, że tak też zostanie.
- Mhm, mhm! Czyli była podobna do mojej. Do tej pory pamiętam, że umiała taką fajną sztuczkę... Zanim kładłem się spać, to zawsze mnie tuliła i robiło mi się wtedy taaak cieeepło! Mówię Ci, ojousan, ona musiała mieć tam jakiś przenośny piecyk. - powiedział całkowicie poważnie. Może i nie pamiętał zbyt dobrze twarzy swojej matki, ale w jego sercu nadal tliły się uczucia, które u niego wywoływała. No i on naprawdę wierzył w to, że jego rodzicielka miała takie gadżety. Albo to, albo też potrafiła wykonywać jutsu, którego uczono tylko rodziców. W końcu była kunoichi i nauczyła go parę rzeczy, o których nawet by mu się nie śniło, więc Chunchunmaru mógł spokojnie założyć, że kobieta potrafiła także robić inne cuda.
- Wojownicy muszą być także niezezł... niezłomo... niezezyłomni... No muszą być uparci! A jak mam być wojownikiem, skoro nie wiem co oznacza ten głupi napis? A jakby mój przeciwnik miał też taki napis i jedyną szansą na pokonanie go byłoby odczytanie tych znaczków? Co wtedy? Gdybyś mi powiedziała, to w przyszłości byś mi pomogła, ojousan! Być może nawet uratowałabyś mi życie i została bohaterką! - malutkie rączki wymachujące energicznie w powietrzu zupełnie tak, jakby miały napchać do głowy dziewczyny sposób rozumowania Chunchunmaru, nie wspomogły jednak umiejętności erystycznych dzieciaka. Biedak chciał powiedziec "niezłomny", ale nie słyszał tego słowa zbyt często, więc miał z tym niemały problem. Grunt jednak, że wiedział mniej więcej co oznaczało i mógł je zastąpić czymś innym. Tak, tak! Chunchunmaru jest inteligentny i teraz nikt nie będzie miał w tej sprawie żadnych wątpliwości.
- Ty też nie jesteś taka zła, ojousan. - odpowiedział na komplement, pocierając palcem wskazującym górną wargę i troszkę się rumieniąc. A pewnie, że był uroczym towarzystwem i bardzo dobrze, że dziewczyna to zauważyła. W końcu nie każdy ma okazję gościć w swoim domu najznamienitszego złodziejaszka tej epoki! Ayari powinna zapisać sobie ten dzień w swoim kalendarzu czy pamiętniczku, o ile takowy prowadzi - No dobrze. To ja miałem być szefem, ale skoro to Twój dom, to tym razem zrobię wyjątek! - zastrzegł, "grożąc" dziewczynie palcem i posłusznie ubierając za dużą koszulkę, ktora spokojnie mogła ciąnąć się po ziemi. Dobrze, że Chomosuke był shinobim, bo inaczej miałby problemy z poruszaniem się w tym ustrojstwie - Łaa, ojousan, jesteś jak kucharz samuraj! Nie boisz się o palce? - zawsze imponowało mu sprawne posługiwanie się ostrzami. być może podświadomie przypominało mu to o ojcu, a być może zbyt długo czasu przebywał wśród samurajów, ale mimo wszystko jego szczęka wylądowała na blacie. Sam też kiedyś chciałby się nauczyć władania ostrzem tylko nie wiedział jak się do tego zabrać.
- Tak jest, kapitanie! - rzucił zaskakująco posłusznie i zabrał się za przeglądanie składników. Mięso! Sięnął po nie swoją małą rączką i narzucił go pełno do swojego naleśnika, ale miał także na uwagę gospodynię. Jej wrzucił do środka nie tylko mięso, ale także i warzywa. Sam tych drugich nie lubił, więc większą część odłożył do porcji Ayari. Teraz tylko przyglądał się ciastu, które rumieniło się pieknie na "patelni" i pilnował, żeby nie zrobiło się zbyt czarne. Skoro powierzono mu tak ważną funkcję, to zamierzał się z niej wywiązać wzorowo! A jeśli chodzi o jego złodziejcze instynkty, to... powiedzmy, że teraz nie siedziały w jego głowie. Zostął zaproszony do domu, zaoferowano mu jedzenie i jeszcze zwracano się do niego jak do kogoś równego sobie. W takim wypadku nie było mowy o tym, żeby Chunchunmaru podeptał cały ten szacunek i ukradł coś z domostwa Ayari. Dobro niekoniecznie musi być odpłacone innym dobrem, ale na pewno nie może zostać wymienione na zło. Chłopczyk wiedział to podświadmie i właśnie dlatego nawet nie rozglądął się za żadnym łupem. Teraz był kuchcikiem, a nie złodziejem!
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Re: Drewniana chatka

Postprzez Harumi » 4 maja 2019, o 21:47

„Ubóstwo uczy sztuk wszelakich”


[Chunchunmaru - misja C]
9/30

Ayari nieco wymusiła uśmiech, gdy chłopiec opowiadał o swojej mamie. Głównie dlatego, iż była świadoma, że teraz już jej nie ma. Jest sam. Sam jak ona. Z tym wyjątkiem, że czarnowłosa osiągnęła pułap pełnoletności już dawno, umie poradzić sobie w życiu i ma do tego narzędzia. A Chunchunmaru? Może i umiał kraść, wojować. Ale to nie czas na takie rzeczy, nie według Ayari. Teraz powinien toczyć dmuchaną piłkę po podwórku, a nie walczyć o każdy kolejny dzień ubogiego życia na ulicy. Zawsze była świadoma ogromnej skali tego, ile jest sierot albo dzieci, którymi nie interesował się nikt, jednak dopiero teraz, w tym momencie, odczuła jak bardzo boli ją to boli. Głównie dlatego, iż ma ogromne pokłady empatii, a los innych osób nigdy nie był jej obcy. A może powinien? W końcu Chomosuke nie był pierwszą osobą, którą zaprosiła do swojego domu. Zgodnie ze starym porzekadłem; najwięcej dają ci którzy mają najmniej. Szkoda, że nie każda okazana pomoc kończy się... Dobrze. Cóż, trzeba płacić za swoje błędy. I kobieta zapłaciła, choć bynajmniej nie sprawiło to, by zaprzestała wyciągać pomocną dłoń dla nieznanych jej osób.
Ayari spojrzała na chłopca z lekkim dysonansem. Nie była zbyt pewna tego, co powinna mu powiedzieć, a czego nie.
— Wojownik musi być cierpliwy kochanie, czasami na polu bitwy trzeba czekać, i czekać... A wtedy... — zrobiła głupio-straszną minę — wtedy robi to! — rzuciła się do ataku zwanego łaskotkami i bezlitośnie gilgotała ciało chłopca samej się przy tym śmiejąc. Naprawdę brakowało jej tej beztroski, tego... Tego bycia dzieckiem. Choćby połowicznie, jak Chunchunmaru-kun. Jakby na to nie spojrzeć, dawno nie czuła się tak, jak dziś. Nie czuła się samotna. Samotna wśród tłumu. Po zakończonej akcji opatrzonej kryptonimem "gili-gili" (ludzi-ludzi) spojrzała na Chomosuke.
— Może... — westchnęła ciężko nie wiedząc, czy powinna to mówić. Nie chciała, by chłopiec się przestraszył, albo pomyślał, że jest wariatką. Ot, naprawdę czuła potrzebę by zrobić to, co zrobić zamierza. — Może chcesz się przytulić? — to mówiąc spuściła wzrok, nieco zakłopotana. Jednak po chwili zdała sobie sprawę, że dzieciak raczej nie przyzna się, że chciałby skorzystać z propozycji. W końcu mieszkał na ulicy, w miejscu, gdzie okazywanie słabości, to niechybna śmierć. Niewiele myśląc przyciągnęła Chunchunmaru do siebie nie zważając na ewentualne chęci wyrwania się z matczynego uścisku. Biło od niej ciepło, coś... Coś naprawdę przyjemnego. Serce Ayari biło jak dzwon. Sama nie wiedziała komu to było bardziej potrzebne; jej czy chłopcu. Nie zamierzała jednak trzymać go przy swym torsie zbyt długo. W końcu... Prawie się nie znali. Po chwili wstała i, ze zeszklonymi oczyma, ruszyła do przygotowania posiłku. Czy chłopiec mógł to zauważyć? Mógł, ale nie musiał. W końcu to tylko mikro-emocje. Nieuchwytne. Szybkie. Chwilowe.
— Dużo gotuję — rzuciła, wciąż unikając kontaktu wzrokowego z Chunchunmaru. Mógł to odebrać jako osobistą winę, a, cóż, tego Ayari nie chciała. Na pewno. — I dobrze władam nożami, mama mnie tego nauczyła — dodała po chwili, spokojnie. Bynajmniej po to by go przestraszyć. Ot, dodatkowa informacja.
Wróciwszy z dworu, z umytymi łapkami, przeszła do kuchni i otarła dłonie o zwisający ręcznik. Kątem oka lustrowała pełne skupienie chłopca. Uśmiech.
— Pięknie pachnie — powiedziała podchodząc do Chunchunmaru. — Który dla mnie? — zapytała w chwili, gdy sięgała po talerze. Dając znak dłonią, by chłopiec się odsunął, ściągnęła łopatką oba naleśniki i zaniosła je do prowizorycznego stolika zbitego z paru desek na krzyż. W moment do zestawu dołączyły pałeczki. — Jeśli chcesz, możesz jeść rękoma — mrugnęła do chłopca będąc świadomą, że nie każdy opanował tę sztukę. A i nawet ci, którzy opanowali, częstokroć woleli własne łapki. Zasiadłszy na tatami, z nogami zgiętymi w pół i stopami schowanymi pod pośladkami, złożyła ręce niczym do modlitwy. A dziewczyna, cóż, wierząca w bóstwa, na co wskazywały liczne posążki i bibeloty religijne porozkładane w mieszkaniu.
— Itadakimasu — rzekła i przeszła do jedzenia.

*Tatami — tradycyjna mata japońska, używana do pokrywania podłogi.
*Itadakimasu — Mówione przed jedzeniem, oznacza Z pokorą przyjmę ten posiłek, a więc znaczenie odmienne od polskiego Smacznego.
Postacie
1) Ayari | Aparycja

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 5 maja 2019, o 22:27

Czekać? Czekanie było jego dobrą stroną! Wielokrotnie siedział w krzakach czekając, aż właściciel domostwa uda się na spacer, żeby pobuszować wśród jego dobytku, więc niech Ayari nie próbuje z nim tych sztuczek. Jeśli chciał, to potrafił na przykład wstrzymać oddech na dwadzieścia sekund. Jeśli to nie jest niezbity dowód na to, że czekanie nie jest mu obce, to Chunchunmaru nie miał pojęcia co innego może nim być. Musiał jednak przyznać, że wcale nie spodziewał się takiego zagrania i Ayari ostatecznie wzięła go z zaskoczenia. jego malutkie, wątłe ciałko może i było silne jak na dziecko w jego wieku, ale niestety nie potrafiło stawić oporu w obliczu takiego ciosu. Donośny śmiech Chunchunmaru zaczął roznosić się po okolicy, a przerywało go tylko łapczywe łapanie powietrza.
- P...Prze-hehhe-stań, ojou...hahahhaa...saan! - próbował jakoś skomunikować się ze swoją oprawczynią, ale niestety łaskotki mu to skutecznie uniemożliwiały. Ayari była na tyle okrutna, że po policzkach chłopczyka zaczęły spływać łzy, a jego buzia zaczęła się czerwienić. Jak ta kobieta mogła znać jego jedyną słabość? Jakim cudem odkryła, że jest wrażliwy na łaskotki? To pewnie wina tych kolczyków, które ma na uszach! To one wyjawiły jego sekret. Miał nawet ochotę je ściągnąć, ale niestety nadal nie odzyskał sił po ostatnim ataku dziewczyny, więc priorytetem było spokojne łapanie powietrza do płuc.
- Żebyś znowu mnie zaatakowała! Nie ze mną te numery! Ostrzegam, że znam kung fu i tym razem będę się bronił! - rzekł stanowczo, wystawiając przed siebie swoje niewielkie dłonie i przyjmując pozycję bojową. Co prawda kung fu nie znał, ale był przecież shinobim, więc jakoś sobie poradzi. Naprawdę był gotów do samoobrony mającej polegać na załaskotaniu Ayari na śmierć, ale wszystko się zmieniło w momencie, gdy dziewczyna go objęła. W pierwszym momencie, naturalną reakcją jego ciała było sięgniecie do jej żeber, żeby wywołać łaskotki, ale coś go powstrzymało. Chłopczyk nie był przytulany od dobrych parunastu miesięcy, więc prawie zapomniał jak to jest. - Jesteś taka... ciepła, ojousan. - wypowiedział cichutko, po czym jego ciało momentalnie się rozluźniło, a łapki, które miały w zamiarach łaskotać Ayari, teraz bezwiednie opadły wzdłuż jego niewielkiego ciałka. Chunchunmaru przymknął oczy i po raz pierwszy od dłuższego czasu po prostu się rozluźnił. Nie wiedział czym to jego rozluźnienie różni się od odpoczynku w cieniu drzewa, ale w tulasie od Ayari było coś, czego mu brakowało. Coś, co napełniało jego wątłe ciałko siłą i jednocześnie sprawiało, że czuł się bezbronny. I choć tego nie przyzna, zasmucił się kiedy kobieta wreszcie wypuściła go ze swoich objęć. Wiedział jednak, że te emocje będą doskonale widoczne na jego twarzyczce, więc momentalnie wbił wzrok w ziemię, żeby nie dać z siebie nic wyczytać. Jest w końcu najwspanialszym złodziejem tego świata! Wielki Chunchunmaru nie może chcieć się przytulać, czyż nie? No właśnie!
- Na pewno nie jesteś moją siostrą? Jesteś piękna jak moja mama, a podobno mój tata był samurajem, więc nożami też umiał władać, skoro katanami mu wychodziło. - jego ojciec był roninem, a to nie to samo, ale matka jakoś mu tego nie przekazała. Być może sądziła, że taka wiadomość sprowadzi Chunchunmaru na złą drogę? Nawet jeśli, to niewiele to zmieniło patrząc na to, że ich synalek i tak miał lepkie rączki. - Ten jest mój! - wskazał na mięsnego naleśnika i potarł się ręką po swoim brzuchu. Już niedługo ta pyszność wyląduje w jego żołądku i da mu siły na następne dwa dni! W końcu nie często zdarza się, żeby Chunchunmaru miał okazję do zjedzenia czegoś ciepłego, więc dzisiejszy obiad może porównywać do wystawnej uczty. Dzieciak podreptał ze swoim posiłkiem, nadal będąc ubrany w przydużą koszulkę, do stolika i zabrał się za pałaszowanie naleśnika zanim Ayari wspomniała cokolwiek o jedzeniu rękoma.
- Inafczej nife umfiem - powiedział z pełną buzią i niemal się zakrztusił, kiedy dziewczyna powiedziała "itadakimasu". No tak! Jak mógł o tym zapomnieć. Z matką też robił takie dziwne rzeczy przed posiłkiem. Malutka rączka zaczęła uderzać w klatkę piersiową, żeby pomóc przelecieć naleśnikowi przez przełyk, a następnie przepił wszystko wodą z manierki. - Pychota, ojousan! W ramach podzięki za tak dobre jedzonko wymyśl jedno życzenie, a ja je spełnię. Może nie wyglądam, ale nie jestem tylko najlepszym złodziejem świata. Jestem też całkiem silny! - małe przechwalanie się posłużyło również za niewielką przerwę w jedzeniu. Chunchunmaru nie chciał zjeść całego naleśnika na raz. Wolał rozłożyć go na kilka porcji tylko po to, żeby dłużej pamiętać jego smak.
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Re: Drewniana chatka

Postprzez Harumi » 5 maja 2019, o 23:28

„Ubóstwo uczy sztuk wszelakich”


[Chunchunmaru - misja C]
11/30

Dziewczyna nie zaprzestawała łaskotek przez dłuższą chwilę. Śmiech kobiety i Chunchunmaru dryfował na jednym tonie. Niewinna zabawa. Zabawa, której brakowało im obojgu. Chunchunmaru nie zaznał smaków dzieciństwa, od razu musiał stać się osobą samowystarczalną, a Ayari... Różnie bywało. Ojca nie znała. Matka? Wolałaby nie znać, jednak gdzieś w głębi serca naprawdę chciała, by rodzicielka wróciła na tę stronę nieboskłonu, jednak mózg wciąż wtórował mroczne obrazy przeszłości. A to, cóż, znacznie ograniczało chęć na wspominki. Mimo wszystko starała się, by dzieciak nie odczuł w dialogach podszewki niechęci wobec matki, bowiem byłoby to nader zbędne, a czarnowłosa nie zamierzała jeszcze bardziej utwierdzać dzieciaka w tym, że świat jest zły, okrutny i niesprawiedliwy. Ma jeszcze na to czas. Tak niewiele czasu. Ale ma.
— Musiałam — rzuciła dziarsko nabierając haust powietrza w płuca. — Więc proponujesz mały sparing, coo? — podpuściła. Choć, rzecz jasna, nawet jeśli by do niego doszło, nigdy by go nie zraniła. W końcu jak to zrobić, kiedy twoim przeciwnikiem jest uroczy i niewinny kontrast dla świata zbrukanego złem. Nic więc dziwnego, że zmusiła biały kwiat, by przywarł do jej klatki piersiowej. Chłopiec był tak malutki i drobny, że bez problemu objęła go wątłymi ramionami sprawiając, że ciepło momentalnie rozeszło się wzdłuż całego jego ciała. Ciepło zarówno jako odczucie fizyczne, jak i psychiczne. I ten uspokajający stukot serca, tak bardzo przypominający momenty w brzuchu matki... Luksusowe uczucie, niedostępne dla ludzi tragedii, takich jak Ayari i Chunchunmaru.
Kwestia chłopca spowodowała jeszcze mocniejsze wciśnięcie go w biust. Tylko tyle mogła dla niego zrobić, bowiem nie należała do majętnych osób, ani tym bardziej wpływowych. Niejednokrotnie marzyła, by zbawić świat od zła. Życie szybko zweryfikowało zamiary. Nie chciała się oszukiwać, nie chciała oszukiwać Chunchunmaru. Ale, doprawdy, w głowie powtarzała sobie, że zrobi coś, by chłopiec żył godnie. By miał swoje miejsce w świecie.
— Chunchunmaru-kun... — mruknęła mając głowę na barku chłopca. — Jeśli kiedyś będziesz miał potrzebę, możesz traktować ten dom jak swój. Dobrze? — dodała, a jej ciało zaczęło lekko dygotać. Czuła się odpowiedzialna. Oczywiście, w dobrym tego słowa znaczeniu. Dawno nie miała wrażenia, że na czymś tak bardzo jej zależy, że ma cel, coś, co pozwala brnąć w przód. I nie zamierzała tego celu stracić z oczu.
— Więc umiejętności masz po tatusiu? — zapytała, gdy naleśniki powoli zsunęły się na talerze pozostawiając na nich smugi tłuszczu. To, co mówił Chun sprawiało, że coraz bardziej przygryzała wargę. Głównie ze złości, ale również swoistego poczucia bezradności. Cóż, po deszczu zawsze wychodzi tęcza, czyż nie? Kobieta chciała wierzyć, że mimo wszystkiego, czego Chomosuke doświadczył w swoim krótkim żywocie, wyrośnie na wspaniałego mężczyznę.
Będąc już przy stole, kończąc wszelkie zawiłe czynności poprzedzające posiłek, przeszła do najlepszej części dnia zwanego również porą obiadową. Nie chcąc odstawać od chłopca pochwyciła naleśnik w obie dłonie i bez krępacji przeszła do powolnego pochłaniania dania. Co jakiś czas spoglądała na Chomosuke, który najwyraźniej dawno nie jadł podobnych posiłków.
— Cieszę się, że ci smakowało — rzuciła w przerwie przed ostatnim gryzem. Przełknąwszy dokończyła kwestię. — Jedno życzenie? Hm... — przywarła palcem do ust wertując w głowie wszelkie pomysły na realizację ów bonu. — Mam duży ogród. Może go podlejemy? Samej nigdy nie chce mi się tego robić...

Postacie
1) Ayari | Aparycja

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 8 maja 2019, o 23:37 przez Harumi, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 7 maja 2019, o 00:03

Chunchunmaru w rozumowaniu Ayari, gdyby był go oczywiście świadom, znalazłby jedną lukę - założenie o jego niewinności. Być może wyglądał jak słodkie dziecko, a nawet tak się też zachowywał, ale wiedział, że świat nie jest kolorowy. Zorientował się o tym już w wieku czterech lat, kiedy inny samuraj zabrał mu ojca. W swoim przekonaniu utwierdził się zaledwie rok później w momencie, gdy obcy ludzie nie chcieli okazać jemu samemu oraz jego matce chociażby odrobiny współczucia i chęci pomocy tylko dlatego, że byli "z zewnątrz". Jak można się domyślić, fakt posiadania szczególnych umiejętności na wyspie, która uznaje wyższość stali nad technikami, w niczym nie pomagał. W efekcie Yuiyui umarła, a Chunchunmaru został sam. Gdyby w tamtym momencie nie zlitowała się nad nim pewna staruszka, to dzisiaj zapewne nie śmiałby się razem z Ayari. Zresztą, jeśli dziewczyna zakładała, że Chomosuke nigdy nie zrobił niczego niegodnego, to była tak samo w błędzie jak sam Chunchunmaru, który myśli, że księżyc zrobiony jest z sera.
- Jestem szybki jak kot, silny jak żuk i wytrzymały jak drzewo! Na pewno chcesz się tak narażać, ojousan?! Moja prawa ręka powaliła kiedyś niedźwiedzia! - zaczął się przechwalać, napinając przy tym swojego niezwykle wątłego bicepsa. Pomijając oczywiście jego dziwne porównania, które mogły nie mieć sensu, to dzieciak faktycznie kiedyś powalił niedźwiedzia. Ta część, choć najbardziej nieprawdopodobna, była akurat prawdziwa. Jak do tego doszło? Ano, niedźwiedź był mniejszy od niego i na dodatek wystrugrany z drewna, a że na zewnątrz było ciemno, to tak jakoś wyszło, że niedźwiedź się przewrócił.
Jeśli zaś chodzi o dalsze sprawy, to Chunchunmaru nie za bardzo wiedział jak zareagować. Ayari wydawała się przemiła i kochana, ale nadal była to dla niego obca osoba. Może i nastawiona do niego o wiele przychylniej niż reszta tylko czy to cokolwiek zmieniało? Przez te trzy lata samotności chłopak nauczył się, że dobre intencje nie zawsze są szczere. - Dziękuję, ojousan, ale nie mogę się narzucać. Jestem w końcu mężczyzną, więc jeśli już, to ja powinienem Ci zagwarantować dom i opiekę, a nie odwrotnie! Daj mi kilka lat, a wrócę i uczynię Cię jeeeeszcze szczęśliwszą! - odpowiedział entuzjastycznie i choć było to coś, co wymyślił na poczekaniu, to po dłuższym zastanowieniu mogło mieć nawet sens. Wystarczy tylko zdobyć trochę sławy, wprawić się w boju jeszcze bardziej niż dotychczas, a później odcinać kupony od rozpoznawalności i zgromadzonych pieniędzy. Na dodatek, jeśli Ayari nadal będzie po takim czasie przychylna, to Chun będzie mógł stwierdzić, że jej intencje są szczere, a wtedy wszystkie przeszkody po prostu znikną.
- Prędzej odciąłbym sobie rękę, niż trafił nawet w nieruchomy cel. - odpowiedział szczerze i pomachał swoją rączką tak, jakby odganiał od siebie już samą myśl o używaniu ostrza - Umiejętności odziedziczyłem po matce, ale może kiedyś uda mi się opanować i katany. Zawsze podobało mi się jak ludzie nimi walczyli. Z ostrzem w ręku możesz atakować tak! I... tak! A później ciachasz w ten sposób! Robisz przewrót i ziuu, ciach! - tak, po sposobie opowiadania, a także po tym jak entuzjastycznie Chunchunmaru imitował wszystkie ruchy można było wywnioskować, że faktycznie podoba mu się wizja zostania szermierzem. W głębi chłopak wiedział jednak, że jeśli chce coś osiągnąć, to musi się poświęcić określonemu sposobi walki, a katany z pewnością nim nie były. Marzyć jednak wolno, nie? Nic to nie kosztuje, a może czasem pomóc w ciężkich chwilach.
Matka zawsze powtarzała mu, że po jedzeniu w brzuchu powinno zawiązać się żółteczko, zanim zacznie się pracować, ale jeśli Ayari chciała zrobić to teraz, to Chunchunmaru nie miał nic przeciwko. Najpierw jednak złapał za swój talerz, a następnie za talerz dziewczyny.
- Pewnie, ojousan! Nie ma sprawy. Najpierw jednak umyję talerze. Szkoda tylko, że nie znam żadnego jutsu suitonu, bo wtedy wszystko poszłoby sprawniej. Masz jakieś wiaderka albo konewki? Albo beczki! Beczka odpowiednio ukaże moją siłę! - rzucił w jej stronę, dreptając małymi stópkami w stronę jakiegoś wiaderka z wodą. Nawet drobne przepłukanie naczyń będzie z pewnością lepsze, aniżeli wyschnięty tłuszcz. Po tym wszystkim oczywiście uda się do ogrodu, gdzie zapewne Ayari wyda mu dalsze instrukcje.
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Re: Drewniana chatka

Postprzez Harumi » 9 maja 2019, o 02:42

„Ubóstwo uczy sztuk wszelakich”


[Chunchunmaru - misja C]
13/30

Dziewczyna ledwie powstrzymywała śmiech. Ten dzieciak naprawdę dostarczył jej więcej radości, niźli doznała w całym życiu. Nic więcej dziwne, że jej policzki nabrały kulistego, wypełnionego powietrzem, kształtu, a ona sama miała dziwaczną, wykręconą w grymasie powstrzymywanego śmiechu, minę.
— Dobrze, mój ty wojowniku... — westchnęła. Z pewnością Chun będzie kiedyś wojownikiem. Na ten moment, w oczach Ayari, był po prostu dzieckiem. Niespecjalnie była sobie w stanie wyobrazić chłopca, który zabija jakiegoś osiłka, albo przecina jego szyję wzdłuż. Albo po prostu nie chciała. Zamiast tego wolała wierzyć, że przytulony Chomosuke jest ostoją niewinności.
— Trzymam za słowo — szepnęła, choć bynajmniej nie liczyła na to, że słowa te wejdą w życie. Kto by wierzył, że dzieciak wróci za X lat, postawi dom i zasadzi drzewo? Odpowiem: nikt. I ona też nie wiązała z tym jakichkolwiek głębszych nadziei. Ot, po prostu cieszyła się, że Chunchunmaru już na tym etapie swojego życia jest zdolny do empatii i poczucia, że czasem trzeba powiedzieć coś, co nie ma realnego bytu.
— No coś ty! — zaprotestowała marszcząc brwi. — Trening czyni mistrza — wyjaśniła z powagą na twarzy. I bynajmniej nie były to puste słowa. Dziewczyna naprawdę mocno stała przy zdaniu, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to można to osiągnąć. Przy większym lub mniejszym nakładzie pracy, ale wciąż można.
— Więc to tak — powiedziała rozczapirzając kosmyki włosów chłopca. — Nie wątpię, że ci się to uda. Na pewno będziesz wspaniałym wojownikiem. Byle takim dobrym, a nie złym! — pogroziła mu palcem wciąż jednak serdecznie się uśmiechając. Na jego propozycję przystanęła bez najmniejszego zająknięcia. Ayari była zdumiona tym, że chłopiec posiada takie odruchy. W końcu wychował się na ulicy, a ona nie sprzyja takowym.
Podpierając się o ścianę obserwowała ruchy chłopca, by po wszystkim spokojnie przejść w stronę drzwi frontowych, a potem na ogród, który, summa summarum, przywitał ich ogromem zieleni, kwiatów i krzewów. Niektóre błagalnie wyciągały swe listki w stronę słońca, tym samym usychając nieco. Zapewne z braku wody, co z pewnością nie uszłoby oku nawet osobie niezaznajomionej z ogrodnictwem. Dziewczyna, przyśpieszając nieco kroku, podeszła do swoistej werandy, a spod niej wyciągnęła dwie konewki. Jedną z nich, znacznie mniejszą, wręczyła chłopcu i ruchem dłoni zaprosiła go do bali z deszczówką. Umoczyła konewkę tak, że ta wezbrała w wodę i pozwoliła to samo uczynić chłopcu.
— Podlej te — wskazała palcem oszczędzając fachowego nazewnictwa, bo więcej niż pewne, że Chunchunmaru i tak nie wiedziałby o jakie kwiaty chodzi. Nie patrząc na poczynania Chomosuke przeszła do wysokich krzewów i karłowatych drzew, znajdujących się przy płocie, nie szczędząc im życiodajnego płynu. Wszystko zdawało się spokojne, wokoło rozbrzmiewały pieśni ptaków i cykad. Do czasu.
Czarnowłosa kątem oka dostrzegła znajome twarze. Zapewne niezbyt mile widziane, z uwagi na natychmiastową reakcję, którą wdrożyła. Upuściwszy konewkę podbiegła do chłopca, chwyciła go pod ramiona i jeszcze szybciej, wciąż mocno go trzymając, wbiegła do domu.
— Zostań tutaj — nakazała. A wyraz twarzy, jaki miała, nie pozwalał, by załączyć jakikolwiek proces dyskusji. Nim zdążył zareagować - była już za drzwiami. Chwilę potem zjawili się oni. Dwójka rosłych mężczyzn, szemranego pochodzenia. Zapewne nie w pokojowych stosunkach, sądząc po tym, co dało się usłyszeć.
— Jak tam nasza kasa, co? — sarknął jeden z goryli. — Ile miałaś zamiar nas zwodzić? Myślisz, że nie wiemy, gdzie mieszkasz? Masz nas za idiotów? — dorzucił po chwili, znacznie gniewniej i głośniej w momencie, gdy drugi mężczyzna stanął przed Ayari.
— To... to nie tak... Ja... — dukała, a przerwało to uderzenie w twarz. Mocne, naprawdę mocne. Do tego stopnia, że osunęła się na trawę. — Ja... Spłacę wszystko... Dajcie mi jeszcze czas... Pr...
Kolejne uderzenie. Jej głowa mimowolnie zachybotała się na boki, a do oczu napłynęły łzy.
— Daliśmy ci wystarczająco czasu! — odparł oprawca, wciąż stojąc nad sylwetką Ayari. Perspektywa była przerażająca. Zwłaszcza, że facet był ogromny i rosły. — No, gdzie ukrywasz kasę? Nasze ptaszki wyćwierkały, że masz jej wystarczająco, by jakieś przybłędy z ulicy zgarniać! — I już miał iść. Miał, bo dziewczyna chwyciła go mocno za nogę. Nie obyło się bez prób jej zdjęcia; kopniak w prawo, w lewo, szarpanie nogą jak wściekły pies zabawką. Na nic to, mimo uderzeń, nie zamierzała puszczać. W środku był Chunchunmaru. Zabawa już dawno się skończyła.

Postacie
1) Ayari | Aparycja
2) Osiłek 1
3) Osiłek 2

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 9 maja 2019, o 18:14

No normalnie Chunchunmaru poczuł się urażony! Czy Ayari naprawdę myślała, że on kłamie i nie da sobie rady? Przecież po matce odziedziczył niezwykłe zdolności, a był pewien, że i po ojcu coś mu zostało. Kiedy mówił, że jest wielkim wojownikiem, to tak musiało być. Dziewczyna tymczasem zdawała się zupełnie tego nie dostrzegać. Przecież miał wielkie dłonie, szerokie barki, umięśnione nogi, mięśnie na brzuchu. Gdzie ona tutaj nie widziała wojownika? Czy naprawdę musiał nosić zanbatou na ramieniu, żeby każdy dostrzegł jego siłę? I tak by go nie uniósł, ale pomógłby sobie klanowymi zdolnościami tak, że wyglądałoby to naprawdę dobrze. Dlatego też całe to niedowierzanie Ayari naprawdę go ubodło. Jego policzki nadęły się pod wpływem powietrza, a skóra na nosie została delikatnie zmarszczona, kiedy oczęta małego chłopca wwiercały się w kobietę. Może i czasem zdarzało mu się koloryzować pewne sprawy, ale teraz mówił akurat prawdę! Był dość silny jak na swój wiek, a większość wioskowych zbirów nie miała z nim najmniejszych szans. Nie musiał ruszać nawet palcem, żeby z nimi wygrać.
- Hmpfh! Jeszcze zobaczysz, ojousan! - odpowiedział buntowniczo i zarzucił teatralnie grzywką na bok. Jeśli jej intencją było odwiedzenie go od tego pomysłu, to teraz sprawiła, że na pewno dopnie swego! Na przekór! A skoro mowa o robieniu na przekór, to wydawało mu się, że jego duża siostrzyczka sama trochę sobie zaprzecza. On ma być dobrym wojownikiem? Że niby jakim? Takim, co rozdaje jedzenie, wszystkich ratuje, a na dodatek jeszcze walczy w słusznej sprawie. Dobre sobie! To nie był Chunchunmaru. To, że był miły dla Ayari wynikało raczej z tego, że pierwsza wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Inaczej w ogóle by z nią nie rozmawiał, a co najwyżej podkradłby jakieś warzywko z jej zakupów. Nie za dużo, żeby nadal miała co jeść, ale też nie na tyle mało, żeby burczało mu w brzuchu. Ludzie powinni się dzielić, ale tylko wtedy, gdy dzielili się z nim. On sam był wyłączony z tej zasady.
- Będę wojowniczym złodziejem! Albo złodziejowym wojownikiem... Sam jeszcze nie wiem. W każdym razie na pewno nie będę takim bohaterem, o którym się śpiewa piosenki. To nudne. - tym razem słowa rzucił w eter z pewnym entuzjazmem. Niby istniała taka możliwość, że Chunchunmaru stałby się obrońcą uciśnionych duszyczek, ale chłopiec nie widział w tym większego sensu. Nauczono go, że każdy sobie rzepkę skrobie, więc nie zamierzał się mieszać zbyt często do ogródków innych ludzi. No chyba, że chodzi o tych, którzy go karmią. Właśnie dlatego bez większego zwlekana wziął się za mniejszą konewkę, chociaż na usta cisnęło mu się marudzenie, że przecież to on jest tutaj mężczyzną i to on powinien nosić większe ciężary. O swoim niezadowoleniu zapomniał jednak w momencie, w którym zobaczył kwiatki. Jego małe usteczka rozdziawiły się w zachwycie nad ich pięknem, a sam malec ochoczo wziął się do ich podlewania, przy okazji nucąc pod nosem jakąś piosenkę własnej kompozycji. Z tego przyjemnego momentu wyrwała go Ayari, która nagle zmieniła swoje zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni.
- Aua, ojousan! Co się dzie... - próbował się dowiedzieć czemu tak go traktuje, kiedy nagle padła komenda dziewczyny. Ma zostać w domu? Dlaczego? Czyżby szukali go strażnicy w związku z wcześniejszą kradzieżą? Chunchunmaru nie mógł powstrzymać się przed tym, żeby podejrzeć kto taki odwiedził jego ojousan i już po pierwszym rzucie oka mógł stwierdzić, że to nikt miły. Znał tych ludzi, miał z nimi do czynienia. Często ganiali za nim oraz za matką. Nie typowo oni, ale inni im podobni. Rekiny żerujące na małych rybkach. Pożyczali pieniądze, a później siłą wymuszali spłatę kwoty, która znacząco przewyższała pierwotną. W momencie gdy ręka osiłka spotkała się z twarzą Ayari, Chomosuke po prostu zamarł w miejscu. W jego głowie natychmiast pojawił się obraz matki, która próbowała rozmawiać z innymi windykatorami. Wtedy Chunchunmaru był za słaby, żeby cokolwiek zrobić. Jeden cios w brzuch czterolatka wystarczył, żeby nie ruszał się przez kilka minut. A teraz? Co może zrobić teraz? Chłopaczek postawił jeden krok, ale do tyłu. Zadziałało wspomnienie i skojarzony z nim strach. Przed oczami malca przeleciał jeden owad, później drugi. Jego wzrok skupił się jednak na Ayari, która broniła dostępu do mieszkania dosłownie swoim własnym ciałem. Każdy kolejny cios wymierzany kobiecie sprawiał, że sam Chunchunmaru również odczuwał ból. Małe paluszki zacisnęły się na materiale okrywającym klatkę piersiową, aż w końcu po kolejnym kopnięciu czarnowłose dziecko wybiegło z mieszkania. Jemu nagłemu zrywowi towarzyszyło wskazanie palcem na napastnika i krzyk malca wymieszany z dziwnym brzęczeniem.
- Zostaw Ayari-onēsan! - mamy krzyk, więc skąd to nagłe brzęczenie? Wskazanie palcem na zbira nie było tylko odruchem malca chcącego bronić osobę, która go nakarmiła. Ten prosty gest, choć wcale niepotrzebny, niósł za sobą o wiele większe znaczenie. Oczom osób zgromadzonych w ogródku ukazała się wielka, czarna, głośna chmura, która momentalnie doskoczyła do Ayari formując tym samym nad nią niewielką, cienką tarczę, ale to nie wszystko. Ta sama chmura oblazła nagle faceta, który do tej pory wyżywał się nad biedną dziewczyną. Czerń miała owlec całą nogę, ręce oraz część torsu mężczyzny. Czym była ta dziwna chmara? Niczym innym jak robakami, które do tej pory mieszkały w chłopcu, a które tak doskonale skrywał. Sekret jego siły wyszedł na jaw. Sekret, który u samurajów wzbudzał pogardę i obrzydzenie. Czy to samo wywoła u Ayari? O tym Chunchunmaru teraz nie myślał. Chciał ją po prostu uratować.
- Odejdźcie stąd albo zostaniecie dla nich zwykłą karmą! - krzyknął raz jeszcze, a wtedy, jak na zawołanie, z jego malutkiego ciałka wyleciała kolejna chmara robaków, które w chaotyczny sposób zaczęły krążyć wokół swojego "domu". Oczekiwały na dalsze rozkazy, które Chomosuke chętnie wyda w zależności od tego, jak rozwinie się cała sytuacja.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Re: Drewniana chatka

Postprzez Harumi » 11 maja 2019, o 17:50

„Ubóstwo uczy sztuk wszelakich”


[Chunchunmaru - misja C]
15/30

Wszytko, co dobre, kiedyś się kończy. I wiele wskazuje, że będzie tak, aż nie zgasną wszystkie słońca wszechświata. Ayari od dawna wiedziała, że termin spłaty długu już dawno minął. Spodziewała się wizyty ów jegomościów, choć nie sądziła, że zjawią się oni na posesji w najmniej oczekiwanym momencie. Przekorny los i jego cichy chichot wzmagany głuchym trzaskiem uderzenia ręki o policzek, stłumionych dialogów, metalicznych klekotów poprawianej, przez Osiłka 2, broni o ostrości co najwyżej noża do masła. Wciąż jednak robił za dobry straszak na dłużników. Żaden z nich nie zakładał, że broń to jedynie atrapa prawdziwego ostrza, więc spłacali, żyli w strachu i przeświadczeniu o niechybnej zgubie. Tak, jak Ayari. Poza podstawowymi umiejętnościami, właściwie była bezbronna. I oboje nieprzyjaciele o tym wiedzieli, w końcu prześwietlili jej historię od A do Z.
Drzwi, z oszklonymi elementami, pozwalały na pośrednią obserwację sytuacji bez zostania zauważonym. Właśnie ta sposobność dała Chunchunmaru przewagę nad przeciwnikami, którzy niespecjalnie byli świadomi, że malec posiada jakiekolwiek umiejętności odpowiednie shinobiemu. Na zewnątrz wciąż rozgrywało się istne piekło. Ayari łudziła się, że Chunchunmaru posłucha jej nakazu i pozwoli na to, by jakimś sposobem wybłagała antagonistów o wydłużenie terminu spłaty. Wiedziona tą słabiutką i mdłą nadzieją kurczowo trzymała się nogi oprawcy, rozpaczliwie broniąc domu, w którym znajdował się malec. Gdyby go tam nie było, zapewne pozwoliłaby wtargnąć im do środka, roznieść wszystko w pył tylko po to, by zobaczyli, że nie ma tam pieniędzy. Tymczasem sytuacja była znacznie utrudniona.
Uderzenia w twarz i kopniaki na oślep w różne części ciała Ayari powodowały ogromny ból. W końcu nie zadawał ich lichy podlotek, a dorosły, barczysty mężczyzna z pełną siłą, jaką posiadał. Naturalnie wydawała z siebie odgłosy pełne przelewającego się cierpienia, krzywiła się, a z trąconego nosa zaczęła toczyć się strużka krwi. Wszystkie zaatakowane punkty na jej ciele nieznośnie pulsowały. A, cóż, ilość uderzeń wcale nie malała. Wręcz przeciwnie, przybrała na dynamice. Całe szczęście, Osiłek 1 stał nieruchomo, bacznie obserwując sytuację. Gdyby założyć, że oboje przypuściliby atak na kobietę, to, cóż, byłoby kiepsko.
— Zamknij się idiotko! — warknął, podkreślając znaczenie słów kolejnym uderzeniem. Stojący nieopodal Osiłek 1 uśmiechał się radośnie, jakby cała ta sceneria sprawiała mu niemiłosierną przyjemność i satysfakcję. A roześmiał się jeszcze mocniej, gdy malec o wielkości chusteczki do nosa i knykciach tak chudych, jak główka szpilki wybiegł z mieszkania.
— Oho, mamy bohatera... — mruknął pobłażliwie pod nosem, gdy Chomosuke wydął z siebie ostrzeżenie. Rzecz jasna, brzmiało to dla dwójki niezbyt przerażająco. Daizō (osiłek 1) był ciekawy rozwoju sytuacji, choć w żadnych, nawet najśmielszych, snach nie spodziewał się tego, co rozegra się za ułamek sekundy.
Osiłek 2 zdążył jedynie podnieść wzrok na malca, a jedyne co spostrzegł, to ciemna chmura w jednej sekundzie będąca tuż obok jego nosa, która w następstwie owinęła jego ciało jak potworny płaszcz. Robaki bez najmniejszych przeszkód uplasowały się na obu rękach, nogach i części torsu. Mężczyzna zaczął gwałtownie, nieco panicznie cofać się w tył. Upuścił dobyty wcześniej nożyk i zarzucał rękoma jak rozwścieczona ośmiornica mackami. Na nic to. Owady miały to w swoich odwłokach.
Ayari, która w momencie, gdy robaki zaatakowały ciało mężczyzny, zaprzestała oplatać jego nogę i z niemałą trudnością pociągnęła ciałem parę centymetrów w tył, by choć przez chwilę unormować oddech i dać wytchnienie kołatającemu sercu. Co prawda, była w mocno negocjowalnym stanie. Całe jej ciało było potwornie obite, a twarz zaczęła powoli puchnąć. W niczym już nie przypominała uroczej kobiety sprzed paru minut. No, może poza kolorytem włosia i zwisającymi kolczykami. Ciężko łapała kolejne porcje powietrza. Umiejętności, jakimi wykazał się Chunchunmaru jednocześnie ją zdumiały i obrzydzały. Całe szczęście, że uderzenia spowodowały lekkie zamroczenie przed oczyma, bo mogłaby zacząć panikować. Zwłaszcza, że przed sobą miała tarczę z robaków.
MVP całej sytuacji okazał się niepozorny, karykaturalnie wyglądający blondyn. W momencie, gdy jego towarzysz dziko wymachiwał rękoma, zaczął składać szereg pieczęci. Efekt? Kula powietrza, uderzyła we wszystkich, naprzeciw niego, z dużą prędkością i siłą. Podmuch sprawił, że Osiłek 2 i Ayari uderzyli ciałem o werandę, a Chunchunmaru przebił się przez drzwi. Robaki, naturalnie, odczepiły się od ciała, które dotąd oplatały, a bariera ochronna chroniąca Ayari, rozpadła się.
— Żenujące — mruknął znudzony Okitsu (Osiłek 1) teatralnie ziewając. Bez zająknięcia zaczął powoli zbliżać się w stronę domu. W czasie marszu z jego ciała oderwało trzydzieści arkuszy papieru, które utworzyły twory na wzór papierowych shurikenów. Kręcą się wokół całego jego ciała, trzy wokół głowy, cztery przy torsie i dwa przy nogach.

Podsumowując:
Ayari, uderzyła głową o werandę. Nie rusza się.
Osiłek 2, przebił deski werandy i wleciał pod konstrukcję. Póki co, nie rusza się. Jest przytomny, coś jęczy.
Chunchunmaru, znalazł się w domu, na ciele ma pomniejsze okaleczenia i obicia. Oprócz utraty 10% robaków (obrażenia od wiatru), jest zdolny do walki. +6% chakry za wyssanie jej z osiłka 2.
Otoczenie, drzwi są całkowicie zniszczone, konstrukcja werandy jest w kiepskim stanie.
Postacie
1) Ayari | Aparycja
2) Osiłek 1 | Aparycja
3) Osiłek 2 | Aparycja

Mapa
*klik*
Uwzględnij nałożone obrażenia i dystans, jaki spowodował wiatr. Na ten moment Osiłek jeden znajduje się 3 metry od drzwi.

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

KP przeciwnika (Osiłek 1)

DANE PERSONALNE


IMIĘ: Daizō
NAZWISKO: Okitsu
KLAN:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Shigashi no Kibu
WIEK [DATA URODZENIA]: 02.04.351
PŁEĆ: Shinobi
WZROST | WAGA: 179 cm | 82 kg
RANGA: Pisklak


ZDOLNOŚCI

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte techniki
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Drewniana chatka

Postprzez Chunchunmaru » 25 maja 2019, o 23:02

To wszystko powinno wyglądać inaczej! Chunchunmaru wielokrotnie naoglądał się podobnych scen i wiedział jedno - rzadko kiedy osoby na ziemi zasługiwały na to, aby właśnie tam się znajdować. Zazwyczaj byli to rodzice, którzy chwytali się wszystkiego, byleby tylko przeżyć z własnymi dziećmi kolejną zimę. Pewnie, że dłużnikami stawały się także szumowiny i hazardziści, ale po tej krótkiej chwili spędzonej z Ayari malec przypuszczał, że dziewczyna do nich nie należy. Nie wydawała się zła, nie chciała go skrzywdzić, a nawet go przytuliła i nakarmiła. Chunchunmaru nie mógł znieść myśli, że mogłoby jej się coś stać, a tymczasem działo się to na jego oczach. Każde kopnięcie, rana i uderzenie bolało go w środku. Nie umiał zrozumieć jak to możliwe, ale dręczyło go to na tyle, że nie mógł posłuchać się prośby dziewczyny. Wybiegł przed dom i zaatakował dwóch zbirów licząc na pokonanie ich. W końcu był nie tylko doskonałym złodziejem, ale także całkiem dobrym shinobim. Umiejętności przekazane mu przez matkę mogły większość ludzi obrzydzać, ale prawda była taka, że jego kekkei genkai było nietypowe i niebezpieczne. Przekonał się o tym osiłek, który do tej pory był katem Ayari. Małe, czarne, nieustępliwe owady oblazły jego ciało i zaczęły niemiłosiernie kąsać delikwenta, wysysając z niego chakrę. Malec miał nadzieję, że na widok takiego przeciwnika, drugi z osiłków zwyczajnie ucieknie i nie będzie musiał się nim zajmować. Jak jednak miał się za chwilę przekonać, takie niedopatrzenie połącozne z głupia nadzieją miały sprawić, że już niedługo Chomosuke oberwie.
Świat zawirował mu przed oczami, a po chwili ogródek zamienił się we wnętrze mieszkania. Chłopak przez chwilę myślał, że to iluzja, ale niedługo potem zorientował się co przed chwilą zaszło. Oberwał techniką fuutonu i to na tyle silną, żeby jego małe ciałko poleciało do tyłu jak piórko, niszcząc przy tym kawałek mieszkania Ayari. Czuł obtarcia i siniaki na całym ciele, ale w tym momencie to nie on się tutaj liczył. Swoim wzrokiem starał się omieść jak największą ilość terenu i znaleźć Ayari. To samo nakazał robakom, które do tej pory ją chroniły. Dzięki temu, że jego kekkei genkai steruje żywymi istotami z jakimś tam rozumem, to małe czarnuszki nie powinny mieć większych problemów z wpakowaniem się pod ciało dziewczyny i odciągnięciem jej na tyły ogrodu z dala od osiłków. Dwadzieścia procent robaków powinno wystarczyć. W razie potrzeby nadal będa ją chroniły.
To załatwiałoby jedną osobę. Chunchunmaru nie zapomniał natomiast o facecie, który brał czynny udział w znęcaniu się nad Ayame. Jemu podarował kolejne dziesięć procent robaków mających obleźć jego ciało i wysysać z niego chakrę aż straci przytomność. Dzieciak nie miał zamiaru go zabijać. Pozostawała więc sprawa blond osiłka.
- Takich jak Ty nienawidzę najbardziej! Pożyczacie ludziom pieniądze dobrze wiedząc, że nigdy nie będą w stanie spłacić takich odsetek, a później czerpiecie przyjemność z ich cierpienia. Zostaw tę dziewczynę albo zostaniesz zjedzony przez robaki! - krzyknął w jego kierunku, ale wcale nie zamierzał czekać na jego reakcję. Latające kartki papieru dały mu jednoznacznie do zrozumienia, że mężczyzna nie zamierzał się wycofać. Jego dziwne umiejętności paradoskalnie sprawiały jednak, że był podobny do Chunchunmaru. Blondyn kontrolował przedmioty martwe, dzieciak kontrolował istoty żywe, ale sama kontroloa pozostawała niezmienna. Chomosuke żywił jednak nadzieję, ze ten papier nie jest twardy jak kamień, bo wtedy szczękoczułki jego robaków z łatwością sobie z nim poradzą.
Dziesięć procent żyjątek zginęło, dwadzieścia odciągało Ayari, a dziesięć pastwiło się nad pierwszym osiłkiem. To pozostawiało pięćdziesiąt procent owadów do dyspozycji Chunchunmaru, który zamierzał wykorzystać je jak najlepiej. Dwadzieścia procent żyjątek miało obleźć twory blondyna i zwyczajnie je pożreć. Malec miał nadzieję, że w tym całym rozgardiaszu część robaków została na zewnątrz, co pozwoli na zajście wrogiego osiłka od tyłu i skorzystanie z efektu zaskoczenia. Sam Chunchunmaru tymczasem wyciągnął z kabury trzy shurikeny, którymi cisnął w przeciwnika. Może i malec nie miał wielkich, efektownych technik, ale miał do pomocy tysiące małych żyjątek, które były na każde jego skinienie. Walki Chomosuke nigdy nie wyglądały jak wyjęte z legend, ale zawsze kończyły się dla niego zwycięsko po długiej walce na wytrzymałość. Tak miało być i tym razem, albowiem kolejne dziesięć procent robaków miało udać się w stronę blondyna i zacząć obłazić jego ciało, uważając przy tym na obrażenia i starając się ominąć wszelkie ataki. Kolejne dwadzieścia procent żyjątek chroniło swojego żywiciela, a sam Chunchumaru stał na wyprostowanych nogach starając się znaleźć jakieś drugie drzwi czy otwarte okno. Musiał się stąd wydostać na zewnątrz, bo kolejna technika wiatru w zamkniętej przestrzeni może się okazać dla niego tragiczna w skutkach. Chomosuke cały czas nie spuszczał jednak wzroku z przeciwnika.


Spoiler: pokaż
Chakra zjedzona przez robaczki do mnie niestety nie wraca </3

Podsumowanie:
20% robaków transportuje Ayari,
10% robaków nie żyje,
10% robaków żre osiłka,
20% robaków żre papier
10% robaków chce żreć blondyna
20% robaków broni Chunchunmaru
Avatar użytkownika

Chunchunmaru
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 lut 2019, o 21:09
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6988
GG: 0
Multikonta: nie

Następna strona

Powrót do Tereny mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości