Oaza w pobliżu wioski

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku i Ród Maji. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników.

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 30 mar 2019, o 17:25

Dziewczyna była rozgarnięta. Potrafiła powiedzieć to co chciała bez owijania w bawełnę by mniej bolało. Brutalna szczerość, ostra niczym krawędź miecza. W sumie to była ważne i to bardzo ważne w tym wszystkim. Sam chłopak do rozgarniętych osób nie należał, ale jak to się mówi. W szaleństwie jest metoda, przed która nie da się uciec. Właśnie taki był, dziwny, niezrozumiały i momentami niebezpieczny. Chociaż zazwyczaj był potulny niczym pluszowa przytulanka.
Śmiech, właśnie to mogła usłyszeć dziewczyna, po stwierdzeniu, że chłopak pierdoli i że mu nie wierzy. Samemu nigdy wcześniej się nie spotkał z taką reakcją, może to przez to, że nigdy wcześniej nie używał rodzinnego nazwiska i tak bardzo różni się od innych Terumich?
- Może nie jestem Terumi. Lecz tak nazywała się moja Matka i tak nazywa się siostra. Dlatego zazwyczaj przedstawiam się jako Akashi, samemu nie zdążyłem przywyknąć do tego nazwiska, więc możesz nazywać mnie jak chcesz. Mam to gdzieś. - odparł, spokojnym głosem, przepełnionym ciepłem, a zarazem obojętnością. Dziwne nietypowe uczucie, po co się czymś przejmować jak można zwyczajnie się lekko rozciągnąć, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, która już od samemu początku zapowiadały się zabawnie. Kolejne porównanie, do którego chłopak nie mógł się odnieść, odczucie bólu było mu obce i to bardzo. W końcu zamiast bólu odczuwał przyjemność. Tylko czy warto było o tym informować Youmu? W sumie nie za bardzo, raczej poradzi sobie bez tej wiedzy i będzie szczęśliwsza w takim układzie jaki teraz występuje. Czasami niewiedza jest cenniejsza od wiedzy. Przez co chłopak odpowiedział jej jedynie skinieniem głowy, zgadzając się z nią. Przecież nie miał żadnego powodu by nie wierzyć w jej słowa, a ona raczej nie posiada jeszcze żadnego powodu by go okłamywać.
Temat ubioru również był ciekawy, kto by się spodziewał, że dziewczyna powie, że pasują do niej czaszki? Gdyby to stwierdzenie nie wywołało u chłopaka sadystycznego uśmiechu nie byłby sobą. Właśnie w tym momencie sięgnął do swojej torby na biodrze, szukając tam czegoś dłonią.
- Skoro twierdzisz, że czaszki do Ciebie pasują Youmu. Mam dla Ciebie mały prezent. Może nie jest to coś drogiego, ale powinno do Ciebie pasować. - wypowiedział, w tym samym momencie wyciągając ze swojej torby ludzką czaszkę, która ze sobą nosił. Chciał bardzo zobaczyć reakcje dziewczyny. Ciekawe jak bardzo się przerazi, w końcu niecodziennie można spotkać kogoś noszącego ludzkie czaszki ze sobą.
- Śmierć jest taka jak się na nią patrzy. Dla mnie jest wspaniałym zjawiskiem. Dzięki czyjejś śmierci ktoś może żyć dłużej, może też i lepiej niż wcześniej. Na śmierci jedno korzystają inni i właśnie to jest wspaniałe. - dodał po chwili, wyjaśniając nieco swoje spojrzenie na śmierć. Dla niego śmierć zazwyczaj była czymś innym, pozwalała mu żyć i regenerować się znacznie lepiej niż zwykłemu człowiekowi.
Czy jego rozmówczyni była zadziorna? Oczywiście, właśnie to mu się w niej podobało i wywoływało uśmiech na jego twarzy. Czy warto ją rozczarować i nie umierać od jej ciosu? To jest świetny pomysł, ale na razie można poczekać z odpowiedzią, może się zbytnio przerazić po czymś takim by być w stanie kontynuować dalej rozmowę, zwłaszcza że po chwili zadała ciekawe pytanie. Jestem głupi czy silny?
- Jestem silny, ale także szalony. Bycie normalnym już dawno doprowadziłoby mnie do obłędu, a tak jak widzisz oddycham i to całkiem sprawnie. Moja broń jest moją ukochaną zabawką, dzięki niej mogę się dobrze bawić walcząc. Sama w sobie wydaje się nieporęczna, jednak mając doświadczenie w posługiwaniu się nią, staje się śmiercionośnym narzędziem, idealnym do porcjowania ludzi w biegu i na odległość. - odparł, przedstawiając swoje nastawienie do własnej broni. Teraz pozostało jedynie odłożyć czaszkę gdzieś obok na kocu, tak by idealnie pasowała do dziewczyny, lekko obrócić się w jej stronę, rozpinając koszulę, tak by odsłonić serce.
- Skoro chcesz spełnić me życzenie o śmierci. Dam Ci szansę, będzie mogła spróbować mnie zabić. Nawet Ci to ułatwię. - powiedział, śmiejąc się przy tym wyraźnie. Nie wierzył w zabójcze zdolności dziewczyny, przez co postanowił jej to nawet ułatwić, ponownie sięgając do swojej torby by wyjąc z niej zwykły kunai, który przyłożył do swojej skóry w okolicach sercach. Przyciskając go już wystarczająco mocno by czubkiem wbił się w skórę. Jednak mimo tego faktu, na jego twarzy nie pojawił się żaden grymas ani wyraz bólu. Jedynie nadal się uśmiechał, jakby jego ciało nie zostało właśnie naruszone przez ciało obce, oraz jakby nie prosił się właśnie o śmierć.
- Jeżeli masz dość odwagi, wystarczy że pchniesz, a jeżeli nie. Zrobię to za Ciebie, a ty będziesz mogła patrzeć. - dodał, czekając spokojnie na decyzje dziewczyny. W sumie nigdy nie robił czegoś tak szalonego i jeszcze nikt do tej pory nie przebił jego serca kunai'em. Tylko on nawet już się tym nie martwił. Widział, że i tak to przeżyje. A moment zawahania dziewczyn przez wbiciem ostrza, wystarczy, by on zrobił to samemu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 31 mar 2019, o 00:17

Z nazwiskiem, które posiadali inni, wiązało się coś jeszcze oprócz rozpoznawalności - powiązanie. Youmu nie wiedziała jakie relacje miał Akashi z rodziną i niezbyt ją to interesowało, ale czuła, że tak naprawdę mają niewiele wspólnego i łączą ich jedynie więzy krwi. Nie miało to znaczenia, bo samo "Akashi" wystarczało. Właściwie nie samo, bo w głowie czarnowłosej było nieodłączne "nierozgarnięty" przy "Akashi". Inaczej nie potrafiła go nazwać i w ten sposób od razu jej się kojarzył, chociaż znali się zaledwie chwilkę.
Z tym młodzieńcem coś było nie tak. Początkowo dziewczyna uznała, że jest po prostu dziwakiem, ale wszystkie jego elementy materialne i niematerialne tworzyły obraz osoby niespełna rozumu. Może niekoniecznie był wariatem, ale normalny też nie był. To akurat było całkiem interesujące, o ile za tym ekstrawertyzmem krył się rozum, który działał inaczej, na innych zasadach, niż standardowego, szarego człowieczka. Jeżeli jednak Akashi był wariatem, to Youmu traciła tylko czas. Uśmiechy, które mogły zwyczajnych cywili zaniepokoić, panna Nanatsuki obserwowała ze spokojem. W tym momencie młodzieniec był bardziej jej zagadką, niż człowiekiem. Chciała rozgryźć czemu taki jest i właściwie jaki jest naprawdę. Bo to, co tutaj widziała było tylko jednym elementem układanki i tego była pewna.
Mały prezent okazał się być czaszką. Teza Youmu odnośnie jakichś zaburzeń psychicznych jej rozmówcy wydawała się potwierdzać z każdym wypowiedzianym przez niego słowem i każdym wykonanym ruchem. Na samą czaszkę czarnowłosa zareagowała zdziwieniem. Brwi uniosły się, usta rozchyliły i zastygła tak na chwilę, by parsknąć śmiechem.
- Różne prezenty mi wręczano, ale jeszcze nigdy nie dostałam ludzkich szczątek. - rzuciła całkiem rozbawiona, lecz po chwili posłała Akashiemu nieco zdezorientowane spojrzenie. - Na cholerę nosisz czaszkę? - wątpiła, aby to był jego regularny sposób na przypodobanie się płci przeciwnej. Przecież nie wręczałby każdej czaszek. Prawdopodobnie nosił ją jako swoiste trofeum. Może coś dla niego znaczyła? Może należała do kogoś, z kim był jakoś związany? Zatem dlaczego ją tak łatwo oddał jako prezent? Zagadka. Kolejna zagadkowa część charakteru młodzieńca o, jak podejrzewała, sadystycznych skłonnościach.
Jego spojrzenie na śmierć było takie jednostronne. Nie potrafił ująć jej w całości i nazwać jak należało. Widział w niej tylko zysk, ale to akurat Youmu doskonale rozumiała. Tyle, że ona potrafiła patrzeć ponad zachłanność i naprawdę wybierać rozwiązania, które były najbardziej korzystne, a nie jedynie złudnie. Nie zamierzała jednak mu tego tłumaczyć, bo w gruncie rzeczy miała daleko gdzieś co myśli. Była jedynie ciekawa odmiennego spojrzenia na świat.
Nie spodziewała się, że Akashi sam się przyzna do szaleństwa. Tyle, że znów jakoś mu nie do końca wierzyła. Za to zrozumiała dlaczego walczy tak nieporęczną bronią - był z tych, którzy lubili walczyć i zapewne byli shinobi z pasji. Dziewczyna nie podzielała tego zachowania, bo dla niej walka była po prostu koniecznością, która wymagała sporej inwestycji, a zysk mógł być niewielki. Właściwie to inwestycja była największa, bo stawiała na szali swoje życie. Życie, które według niej powinno być czczone, gdyby tylko ludzie byli rozumni. Ale byli głupi.
Chuj z ludźmi.
- Nie wiem czy jesteś wariatem, ale jesteś z pewnością nierozgarnięty. Mówisz, że jesteś szalony, a następnie, że bycie normalnym doprowadziłoby Cię do obłędu. Wnioskowałabym, że kiedyś byłeś normalny tak długo, aż zdziwaczałeś, ale tak zapewne nie było. - rzuciła dosyć obojętnie. Niezbyt miała ochotę rozmawiać na temat logicznego myślenia z Akashim. Wolała, aby po prostu mówił, a ona już zajmie się dedukcją. W końcu była w to całkiem dobra. - Jeżeli coś jest uniwersalne, to znaczy, że jest mierne w każdym zastosowaniu. Nie ma perfekcyjnych kompromisów. - dodała jeszcze na temat żelastwa i jego rzekomej użyteczności na polu walki. Kunai był świetnym przykładem - można nim było rzucać i ciąć. W rzutach był gorszy, niż shuriken czy senbon, a w cięciu niż sztylet, tanto czy jakikolwiek miecz. Był za to poręczny. O broni Akashiego nie dało się powiedzieć, że była poręczna. Tego tłumaczenia też mu oszczędziła, bo to jego problem, jeżeli zginie poprzez zawierzenie się swojemu orężowi.
[akap]Co jak co, ale nie spodziewała się, że ten nagle zacznie rozpinać koszulę i odsłaniać klatkę piersiową. Uniosła jedną brew w konsternacji. Co się działo? Jego słowa wyjaśniły, a Youmu uśmiechnęła się z politowaniem, obserwując w milczeniu jak wyciąga kunai, przystawia go do ciała i jeszcze próbuje zgrywać twardziela. Prosił się o śmierć, ale jego pewność siebie go zdradzała. Dziewczyna ciężko westchnęła, lecz postanowiła zagrać w jego grę. Przynajmniej chwilę. Chwyciła za kunai, którym naciskała jednakowo na jego ciało, jak on sam. Wycelował w serce i sam chciał tutaj się dźgnąć. Oznaczało to, że ma jakąś sztuczkę w zanadrzu. To miejsce nie było dla niego śmiertelne. Jakim cudem? Zagadka jedna z wielu, lecz Youmu zamierzała się dowiedzieć.

- Dostęp do serca jest zablokowany przez żebra i tak gruba broń jak kunai wymaga siły, by przedrzeć się i skutecznie przeszyć serce. - zelżyła nieco nacisk czubka broni na skórę Akashiego, by przejechać nią w górę - robiąc na jego ciele jedynie drobne nacięcie, ot ukośną rysę od serca do prawie gardła. Tam uniosła broń wyżej i skierowała ją nad to jedno otwarte oko młodzieńca. Czubek był niebezpiecznie blisko. Wystarczyłyby milimetry, aby wykłuć mu oko. - Gdybyś wyciągnął jakieś wnioski z noszenia czaszki, to dostrzegłbyś, że za gałką oczną jest cieniutka warstwa kości, za którą skrywa się mózg. Nie trzeba tak wiele siły, by przebić się. - mówiła spokojnie i powoli, z całkiem poważną miną, chociaż skrywającą wręcz niezauważalny, zadziorny uśmieszek. Zbliżyła się nieco bardziej, jakby przygotowywała się do pchnięcia, patrzyła z bliska na szarookiego i powoli uśmiechała się coraz szerzej. - To paskudna śmierć. - szepnęła i gwałtownie machnęła ręką w prawo. Rzuciła kunaiem w skalną ścianę za nimi. Naprawdę ciężkie westchnięcie opuściło jej ciało, a ona pokiwała głową na boki w rezygnacji.
- Naprawdę myślałeś, że dam Ci się tu zabić? Pobrudziłbyś mi koc. - mruknęła niezadowolona. Jego śmierć przysporzyłaby jej samych problemów. Nie dość, że pobrudziłaby koc, siebie i ubranie, to jeszcze miałaby zwłoki w całkiem przyjemnym miejscu, do którego miała zamiar jeszcze wracać nieraz. Przecież nie grzebałaby jego truchła. Nie było takiej mowy, a ciało w takich warunkach pogodowych rozkładało się szybko i obrzydliwie śmierdziało. Jakby tego było mało, to pewnie zostałaby znów oskarżona o morderstwo, bo Akashi, skoro był ninja, to gdzieś należał. - Jak chcesz mi coś udowodnić, to tam na dole. - wskazała znów palcem miejsce oddalone kawałek od półki skalnej, na której aktualnie siedzieli. Nie miała zamiaru mu w tym pomagać, dopóki na to nie zasłużył. Angażowanie się w tą sprawę nie przyniosłoby jej żadnych korzyści, a jedynie problemy. Nie wyglądał na bogatego, by chociaż okraść zwłoki, a to żelastwo... już wystarczająco je skomentowała. Mógł sobie uważać, że zabrakło jej odwagi. Jego zdanie nie miało znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Panna Nanatsuki nie musiała nikomu niczego udowadniać. Ona doskonale znała siebie oraz swoją odwagę. Do zabijania nie trzeba było mieć odwagi. Odwaga właściwie niewiele miała wspólnego z zabijaniem. Odwaga była bliżej własnej śmierci. Przeciwstawianie się zagrożeniu wymagało odwagi, a nie egzekucja.
Dłoń, która jeszcze chwilę temu wskazywała miejsce do popełnienia samobójstwa skierowała się do butelki wina, by ją chwycić i podać Akashiemu. To była dobra pora, by się napić i porozmawiać dalej. Gdyby tylko Youmu była nieco bardziej skłonna do trunków alkoholowych, to powiedziałaby nawet, że przyda jej się to wino, aby uciągnąć dyskusję z szarookim. To mogła być jazda bez trzymanki po tym, co odwalał. Z całą pewnością zaintrygował czarnowłosą, a to niewielu się udawało. Niekoniecznie ta ciekawość była skierowana na coś dobrego w Akashim, ale jednak na część niego. To sprawiało, że dalej rozmawiali, a kunoichi nieco się bawiła, podpuszczając go. W końcu chciał udowodnić, że nie boi się śmierci. No to udowodnił jej.
- Otwórz. - powiedziała, oddając mu butelkę wina. Nie wiedziała jak to zrobi, bo w sumie nie miała korkociągu, ani niczego na jego wzór. Nigdy też nie miała całej butelki wina w posiadaniu, bo zazwyczaj zamawiała jedynie lampkę. Nie kupowała sobie do domu żadnego alkoholu. Szczerze nie wiedziała jak otworzyć butelkę bez zbytniego kombinowania, toteż powierzyła to zadanie Akashiemu. Jako mężczyzna powinien to potrafić, a przynajmniej tak się wydawało Youmu. - Masz jakiś kubek? Inaczej będę piła sama, bo mam jeden. - nie zamierzała z nim dzielić kubka, ani nie zamierzała dzielić butelki. W ogóle nie chciała pić z tego samego, co on. Nie chodziło o to jaki był, a o to, że go nie znała i brzydziła się. Może na coś chorował? Może nie dbał o higienę za bardzo? Nieistotne. Jak nie miał swojego kubeczka, to nie pił wina. Tyle.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 31 mar 2019, o 11:15

Czy ta cała rozmowa była dziwna? Oczywiście, że tak. Czy to było głównie spowodowane przez Akashiego. Mam więcej niż 100% pewności, że tak. Jednak jak na razie jego rozmówczyni nie próbowała od niego uciec, a nawet chyba była zadowolona z takiej niecodziennej postaci, która sama nie wie co sobą reprezentuje. Gdyby posiadał trochę więcej świadomości, problemy nie pojawiłyby się już przy przedstawianiu się, a tak jednak coś było nie tak od samego początku. Tylko czy ktoś by się tym przejmował? Tak niezbyt.
W tym momencie jednak pojawiał się powód dlaczego to wszystko dalej trwało, mimo znaczących różnic w zachowaniu, oraz zapewne w obyciu to jakoś trwało i nawet w momentami w zabawny sposób, którego chyba żadna ze stron by się nie spodziewała. Fakt ludzie szczątki były średnim pomysłem na prezent, ale jednak był to lekki żart. W końcu szkoda byłoby od tak oddać znalezioną czaszkę, jakieś nieznajomej. Przecież zrobi z niej coś dziwnego i będą problemy, będzie smutek i płacz, że czaszka przepadła.
- W zasadzie, to nie miał być prawdziwy prezent. Jedynie żart. Tą czaszkę znalazłem kiedyś w Sogen, gdy wpadłem do dziury z kolcami i właśnie ona tam była. Postanowiłem ją ze sobą zabrać, by nie leżała w tak dziwnym miejscu i noszę ją ze sobą od tamtej pory. Konkretnego powodu chyba w tym nie mam. Spodobała mi się, to ją noszę. - odparł, ze spokojem. Lekko wzruszając przy tym ramiona, nigdy wcześniej się nie zastanawiał czemu nosi ją ze sobą, zazwyczaj była też mało przydatna i kończyła jako element dekoracyjny, bądź straszak na zwykłych ludzi. Chociaż w tym przypadku można by nazwać ją zwyczajnym rekwizytem, elementem bez większego znaczenia, ale jednak jego brak byłby odczuwalny.
- Czasami może się przydać. Niektóre osoby boją się ludzkich szczątków, przez co łatwiej jest ich nastraszyć i wydobyć z nich informacje. Bez potrzeby torturowania. - dodał, po chwili swoją małą obiekcje na temat przydatności czaszki, w sumie nigdy w taki sposób jej nie używał, ale jednak można kiedyś spróbować nią kogoś nastraszyć, zapewne byłoby to ciekawe doświadczenie. Chociaż sam chłopak był bardziej w tym przerażający, w końcu jashinista.
Problemy bytowe chłopaka i problemy z jego psychiką były zapewne jedną z bardziej fascynujących rzeczy w nim. Sam do końca nie rozumiał jak to z nim jest. Kim jest na prawdę i czego chce w głębi serca. Jego zagubienie dało się raczej spokojnie wyczuć, zwłaszcza gdy sam gubił się we własnych słowach. Kłamca raczej byłby z niego średni, zwłaszcza że na początku oszukiwałby sam siebie, że jest inaczej niż twierdzi.
Pozostało jedynie chyba głęboko westchnąć na kolejne słowa dziewczyny. Raczej nie ma co tutaj dodawać, najpierw trzeba by rozszyfrować samego siebie, by móc jakoś się wypowiedzieć w tym momencie, zwłaszcza że jego broń została określona mianem miernej, uniwersalizm był czymś złym? Może i tak, jednak jak na razie broń chłopaka nie zawiodła, była mu przydatna za każdym razem gdy ją dzierżył. Mnogość możliwości do których mógł j wykorzystać zawsze mu pomagała. Może to przez to, że samemu nigdy nie zastanawiał się nad własnym bezpieczeństwem? W końcu często kończył w fatalnym stanie podczas walki, zgnieciony, spalony, bądź naszpikowany dziesiątkami ostrzy.
Zabawa w śmierć? W sumie czemu nie, jeżeli dziewczyna zdecyduje się na pchnięcie będzie to zabawne doświadczenie. W końcu raczej niecodziennie mogła spotkać kogoś kto żyje dalej mimo przebitego serca. Lecz ona sama miała inny plan. Fakt dostanie się do serca nie należało do najłatwiejszych, zwłaszcza taką bronią. Jednak gdyby poprosiła chłopak mógłby zrobić to sam, bez większego problemu zostawiając ostrze w swojej klatce piersiowej. Jednak słuchanie wywodów dziewczyny było ciekawe, miała zupełnie inne podejście do zabijania, uszkodzenie mózgu i śmierć. Dla jednookiego było to bez sensu, bowiem takiego ciała nie mógłby wykorzystać dalej i zmusić go do walki po jego stronie. Natomiast brak serca nie był żadnym problem. W końcu ważne, że głowa była cała i na miejscu. Tylko czy ona na prawdę chciała wbić mu kunai w oko? W sumie nieco to bolesne wspomnienia, moment w którym stał się tym czymś. Czy lepiej byłoby wtedy umrzeć? Zapewne tak, jednak teraz żyje mając tylko jedno oko i bolesną przeszłość za sobą.
- Nie zginął bym. Niestety, nawet gdybym chciał byłoby to trudne. Sama przecież przed chwilą nacięłaś mi lekko skórę, a ja ją nakłułem w miejscu gdzie jest serce. Widzisz teraz jakiś ślad? - powiedział, z lekkim rozczarowaniem w głosie, liczył na dobrą zabawę, a zamiast tego jego ciało zostało tylko lekko naruszone, nawet nie na tyle mocny by regeneracja nie trwała dłużej niż kilka sekund.
- Przeżywałem gorsze rzeczy, bycie spalonym, przygniecenie przez setki głazów. Wybuch wymierzony prosto w brzuch. Więc dźganie bronią według mnie jest normalne i zbyt słabe by zrobić mi krzywdę. - dodał, po chwili, sięgając po czaszkę, która przez chwilę obracał w dłoni.
- Życie ma swój początek i koniec. Jednak ja mogę przesuwać jego koniec w nieskończoność, odbierając życia innym. W mym przypadku, zabijanie innych przedłuża moje życie. - powiedział, praktycznie na samo zakończenie. Praktycznie przyznając się do tego kim jest. Jednak pozostaje pytanie czy dziewczyna w to uwierzy? W słowa, w których brakowało praktycznie emocji i głębi. Wypowiedź na tyle prosta, że praktycznie nierealna. Jednak warto będzie zobaczyć reakcje Youmu, może sama w to uwierzy, albo nie wytrzyma i doprowadzi do próby nieudolnego zabójstwa. Wątpliwe, że kiedyś słyszała o wyznawcach jashina. Tylko czy on uważał, że zabrakło jej odwagi? Wcale nie, bardziej odebrał to w inny sposób, dobre serce które nie pozwala zabić kogoś bez winy. Póki ktoś nie zawadzi Tobie, ty nie chcesz go zabić. Jednooki raczej był marną przeszkodą dla dziewczyny.
On też nie czuł powodu udowadnia jej dalej, że nie boi się śmierci. Chyba, że ona dalej będzie tego wymagała, w tym momencie nie miało to sensu, zwłaszcza że ona sama miała inna prośbę do niego. Otwarcie butelki? Kurcze to zapewne była lekko niecodzienna prośba, sam chłopaka żadnych nigdy nie otwierał, nie licząc ostatniego swego zakupu. Lecz w tym momencie mógł spróbować. Tylko czy sposób siłowy ma prawo bytu? Mocne ściśnięcie korka i obracanie go na boki, próbując go wyrwać? W sumie, czemu nie. Zawsze może się to zabawnie skończyć. Czasami warto się pośmiać, a to jedna z tych zabawniejszych chwil. Gdy ktoś bez doświadczenia siłuje się z butelką. Może same początkowe próby nie należały do najłatwiejszych, jednak po pewnym krótkim czasie, otwarcie butelki poprzez wyrwanie z niej korka zostało uskutecznione. Czy ktoś wątpił w możliwości brutalnej siły?
Kubek? Niezbyt. Jakoś mało kiedy spożywam jedzenie, a tym bardziej piję. Więc nie potrzebuje takich rzeczy. Jednak chyba można wykorzystać do tego czaszkę. Co o tym myślisz? Nie jest to zapewne najlepsze naczynie, ale powinno działać. - powiedział, mając na twarzy lekki uśmiech, wskazujący na zakłopotanie. Nie za bardzo wiedział jak to ma działać, a jak czaszka nie przejdzie to trudno. Chłopak skorzysta z sytuacji i położy się na kocu, by móc popatrzeć nieco w niebo. Raczej jego rozmówczyni nie powinno to przeszkadzać, w końcu sama zamierzania spożywać alkohol.
- Co ty robisz w takim miejscu? - zapytał się, natchniony chwilą. Sam niezbyt zadawał pytania dziewczynie do tej pory. Teraz przydałoby odwrócić trochę rolę i zadać jej odrobinę pytań.
- Nurtuje mnie w sumie jeszcze jedno. Próbując mnie zabić chciałaś to zrobić przez uszkodzenie mózgu.To jest zapewne jeden z najmniej bolesnych sposobów by kogoś zabić. Nie lubisz patrzeć na cierpienie innych? Przez co wolisz mieć pewność, że zginą szybko i bezboleśnie. - wypowiedział, chcąc lepiej poznać motywacje swojej rozmówczyni, czemu woli zabijać przez ciosy w głowę. Wcześniejszą wersje, że łatwiej jest przebić czaszkę nie kupował. W końcu głowę jest trudniej trafić niż tors, a samo okaleczenie głowy może być o wiele bardziej bolesne dla ofiary niż zranienie w bok, czy też brzuch.
- Moje brakujące oko, to jedyna część ciała, której nie jestem w stanie zregenerować. Sam nawet zbytnio nie wiem czemu, zwłaszcza że regenerowałem już gorsze rzeczy. Nawet w ciągu walki. Sam tego nie rozumiem. - powiedział, na sam koniec. Dodając trochę swojej historii i przedstawiając możliwości swojej regeneracji, w sposób teoretyczny, a nie praktyczny. Praktyka może będzie później, po tym wszystkim kiedyś się pojawi.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 1 kwi 2019, o 00:15

Prezent czy nie, to i tak by go nie zabrała, bo na cholerę jej czaszka? Powód jej noszenia przez Akashiego był tak długo bez sensu, aż po prostu powiedział, że mu się spodobała, więc ją nosi. Youmu też się podobały czaszki, więc je nosiła, chociaż w nieco innej formie. Dalsze komentowanie sprawy ludzkich szczątek nie miało sensu, bo i powód, i geneza została czarnowłosej przedstawione. Potwierdzało się tylko to, do czego właściwie już sam szarooki się przyznał - było z nim coś nie tak, ale pannie Nanatsuki to nie przeszkadzało. Nie szkodził jej w żaden sposób. Swoim życiem nie wpływał na jej życie ani pozytywnie, ani negatywnie. Mógł być nawet seryjnym mordercą albo prowadzić jadłodajnie dla ubogich - nie miało to znaczenia tak długo, jak trzymał się z dala od jej spraw. Aktualnie jedynie rozmawiali, więc problemu nie było.
- Gówno prawda. Taką czaszką, to może zmusiłbyś dziecko do pokazania Ci gdzie się bawi z resztą, ale nikogo poważnego. W tym świecie byle cywil ma krew na rękach. Ludzie znają okrucieństwo lepiej, niż siebie samych. - burknęła, spoglądając gdzieś w dal. Ostatnio przecież była świadkiem, jak zwyczajny biedak wolał skończyć ze sobą, niż cokolwiek powiedzieć. Tortury były niezbędne, aby wydobyć z nich cokolwiek, ale oni się ich nie bali. Oni doskonale wiedzieli, że ból ich złamie i wybrali najkorzystniejszy dla ogółu wybór. Szkoda, że myśleli o ogóle, a nie o sobie. Silną grupę cechują silne jednostki, które wchodzą w jej skład. Słabe jednostki mogą tworzyć mierne grupy, ale wciąż w kupie bywali silniejsi. To był taki wybór dla mało ambitnych - zebrać się masowo i tępą siłą przeważyć.
Mała szopka z próbą zabicia kogoś lub siebie sprawiła, że Akashi postanowił nieco wytłumaczyć swój brak obaw o życie. Pytanie czy Youmu widzi jakiś ślad sprawiło, że dokładnie przyjrzała się miejscu, które rozcięła. Nie było żadnego śladu. Jakim cudem? Jej mina zmieniła się na skupioną. Poszukiwała powodu, a raczej starała się rozgryźć sztuczkę szarookiego, za pomocą której dokonał nagłego zasklepienia się ran. Przesunęła dłoń po jego klatce piersiowej, starając się pod palcami wyczuć chociażby przecięty naskórek, ale zdało się to na nic. Rany nie było.
Co do chuja?
Jej dłonie szybko złożyły się w pieczęć barana, odcinając dopływ chakry do mózgu na ułamek sekundy. Jeżeli była to tylko iluzja, to powinna zniknąć po Kai, jednak nic się nie zmieniło. Akashi wyglądał tak samo jak wcześniej, a więc bez rany. Słuchała dalszych jego wypowiedzi, ale zdecydowanie bardziej skupiona była na rozwiązaniu tej zagadki. Jak on tego dokonał? Czy było to po prostu Iryojutsu? Ta dziedzina ninpou byłaby zdolna do czegoś takiego, ale chłopak mówił o znacznie poważniejszych obrażeniach, które otrzymywał, a jednak wciąż żył. Wypowiedź o przesuwaniu końca życia była zaskakująca nie tylko z powodu tej nietypowej informacji, ale także przez to, jak sprawnie ubrał to w słowa. Niepodobne do "Nierozgarniętego Akashiego". Tylko co miał na myśli, że poprzez zabijanie przedłuża swoje życie? Youmu wyglądała na skonfundowaną. Miała ściągnięte brwi, skrzywioną minę i zmrużone oczy. Wpatrywała się niemo w młodzieńca przez dłuższą chwilę zanim postanowiła się odezwać.
- Nie rozumiem. - mruknęła na początek, a następnie ciężko westchnęła, rozluźniając nieco mięśnie twarzy i wracając do bardziej naturalnej miny, ale wciąż dosyć poważnej. - Jakim, kurwa, cudem zabijanie innych przedłuża Twoje życie? Co to za pierdolenie? Według tej myśli zagwarantowałabym sobie już przynajmniej cały wiek żywota. - pytała tonem wyrażającym zwątpienie w to, co mówił Akashi. Nie wierzyła mu. Ponownie. Krył jakąś sztuczkę, bo przecież niemożliwym było przedłużanie swojego życia przez po prostu zabijanie innych. To nie miało wpływu. Nie było w stanie zapobiec naturalnym procesom. Ciało miało swój limit. Wypalało się jak kłoda. Najpierw ledwo tliło, później płonęło wielkim ogniem, a na końcu słabło, aż zostawał jedynie żar. Ogniem w tym porównaniu były siły. Niezależnie czy Akashi kłamał, czy mówił prawdę, to Youmu wpadło do głowy coś innego. Uśmiechnęła się znów zadziornie, a nawet prychnęła nieco.
- Naprawdę boisz się śmierci, co? - zapytała kąśliwie, wręcz prześmiewczo. - Cokolwiek zapewnia Ci tę regenerację, to jest sposobem, by uniknąć śmierci. Kłamiesz, gdy mówisz, że jej się nie boisz. Kłamiesz, gdy mówisz, że Cię fascynuje. Wiesz, że Ciebie się nie tyczy, więc nie boisz się otrzymać rany, które wydają się śmiertelne. Wydają się. Dla mnie byłyby, ale Ty dobrze wiesz, że Ciebie nie są w stanie zabić. Starałeś się mnie oszukać, ale nie nabrałam się na tę sztuczkę. Przykro mi. - mówiła z wyraźnym jadem. Chciała uderzyć w samo sedno Akashiego, które wydawało jej się, że odkryła. Miała w tym momencie naprawdę paskudny uśmieszek. Zdecydowanie pokazywała swoją wredną stronę, która lubiła upokarzać innych. W końcu jej sadyzm nie był nawet sadyzmem. Ból czy to fizyczny, czy psychiczny podporządkowywał innych, a więc stawiał ją nad nimi. A nie było dla Youmu lepszych wrażeń, niż uczucie wyższości. Odczuwała je zawsze, ale w różnym natężeniu. Pokonanie czyjegoś rozumu było znaczenie bardziej satysfakcjonujące, niż pokonanie czyjegoś ciała. Rozum bez ciała był wciąż wartościowy, ale ciało bez rozumu? Bezwartościowe. Rozum tworzył człowieka i to kim był.
Moment otwierania wina był jednym z bardziej nierozgarniętych chwil Akashiego. Korek był utkwiony przecież głęboko, na równi z końcem szyjki butelki, a ten starał się go jakoś wyrwać. Zaskoczenie wypłynęło na twarz czarnowłosej, gdy Akashi rzeczywiście zdołał w ten sposób otworzyć trunek. Jak? Nieistotne, bo wino było gotowe do nalewania. Napełniła jedną trzecią kubka i odłożyła butelkę na bok. Zanim się napiła, to jeszcze spojrzała na szarookiego wzrokiem pełnym zwątpienia.
- Można pić z czaszki, ale jak się odetnie jej górną część. Wtedy ta przestrzeń na mózg służy za naczynie. - gdzie były granice nierozgarnięcia Akashiego? Z każdą chwilą młodzieniec przesuwał tę granicę dalej i dalej. Jednak mógł próbować pić z czaszki. Może znów dokona czegoś, co Youmu uważała za nierozsądne i wręcz niewykonalne. - Jak chcesz to pij z niej. Ja piję z kubka. - nie zależało jej z czego pił, a nawet czy w ogóle pił. Jego sprawa. Ona już i tak była na tyle gościnna, że postanowiła się podzielić alkoholem. I użyczyć kocyka, na którym młodzieniec się położył. Za to czarnowłosa znów zwiesiła nogi z krawędzi półki skalnej i patrzyła sobie gdzieś tam daleko na wydmy, trzymając w rękach swój kubek. Upiła łyk wina, które, swoją drogą, naprawdę było smaczne. Takie... łagodne i kojarzyło się dziewczynie z aksamitem. Nie znała się na trunkach, więc nie potrafiła określić czy rzeczywiście jest takie dobre i dlaczego, ale po prostu jej smakowało. To się liczyło.
Pytanie Akashiego wywołało lekki śmiech Youmu i kiwanie głową w niedowierzaniu. Spojrzała przez ramię na niego wzrokiem pełnym politowania. Który to raz udowadniał swój brak rozgarnięcia? O ile na początku czarnowłosa uważała to za dziwne, tak teraz robiło się zabawne i z każdym kolejnym razem zabawniejsze. Przecież nie dało się być takim niedomyślnym i dożyć takiego wieku. A, właśnie, jego rzekomo nie dało się zabić. To by tłumaczyło jak przetrwał dotychczas.
- Zastanów się, detektywie. Byłam tutaj sama, mam koc, wino, kubek, cień i przyjemny widok. Co mogę tu robić? - nie czekała jednak, aż odpowie. Właściwie nie wiedziała czy młodzieniec zrozumie nawet po takim wyliczeniu o co jej chodziło. - Spędzam przyjemnie czas. Nic po za tym. - powiedziała, wracając spojrzeniem do widoków naprzeciwko. Do horyzontu pełnego piaskowych górek, które łączyły się z błękitem nieba. - Miałam dosyć tych drogich knajp pełnych nadętych bogaczy. Każdy uważa się za prawdziwego boga, a są tak prymitywni, że jedyną wartość stanowią dla nich pieniądze. Przecież ją tak banalnie policzalne. Zapytasz największego głąba na ulicy, który nie potrafi się podpisać o to, czy wie, ile to 100 Ryo, a on nawet się nie zawaha z odpowiedzią. Pieniądze są tak proste, by nawet największa hołota je pojęła, a oni się nimi szczycą. Żałosne. - mówiła półgłosem, wpatrzona gdzieś w dal. Może najpierw tłumaczyła dlaczego akurat to miejsce wybrała, ale później wypowiedź zmieniła się w głośne myślenie na temat wielokrotnie przez nią wałkowany. O wartości mogła mówić godzinami, chociaż wątpiła, by ktokolwiek ją zrozumiał. Może częściowo, ale w pełni? Raczej nie. Nie spodziewała się, że znajdzie osobę równie inteligentną jak ona sama, by to pojąć. Z zamyślenia wyrwało ją kolejne pytanie Akashiego. Zaśmiała się wesoło, gdy usłyszała jego tezę. Czy jeszcze nie pojął jakiego rodzaju jest osobą? Jego śmierć znaczyła dla niej mniej, niż koc.
- Jebie mnie cierpienie innych. - odparła twardo. Ta krótka wypowiedź była pełna stanowczości. Nie zawahała się nawet na ułamek sekundy. Była to najszczersza prawda, z którą nie miała problemów. Napiła się znów wina i westchnęła, chociaż nie tak ciężko jak zazwyczaj. Był to wyraz wysiłku, który zamierzała włożyć w wytłumaczenie szarookiemu jak to naprawdę było z zabijaniem przez oko.
- Nie wiem jaki obraz mnie uroiłeś sobie w głowie, ale lubię zabijać w ten sposób, bo to efektywne. Proste i skuteczne. Minimalizuję wysiłek przy maksymalizacji osiąganych efektów. W połączeniu z moimi zdolnościami, jest to metoda zaskakująca i błyskawiczna. Prawie wszystkie moje ofiary były niewarte nawet minuty mojego czasu, ani skinienia palcem w ich stronę. Zabijanie poprzez tworzenie kolejnych i kolejnych ran, to sposób czasochłonny, męczący i wymagający dłuższego skupienia, a przy tym dosyć ryzykowny. Słowem - nieopłacalny. - i znów napiła się wina, słuchając jak Akashi mówi o swoim oku i regeneracji. Może to kwestia nierozgarnięcia Youmu, ale w sumie nie pomyślała, że może nie mieć oka. Wydawało jej się, że to kolejna dziwna rzecz związana z młodzieńcem - że po prostu trzyma je zamknięte, bo tak mu się podoba lub tak sobie wymyślił. Nie miała co mu odpowiedzieć na ten temat, bo nie znała się na iryojutsu, a tym bardziej na mistycznym przedłużaniu życia za pomocą zabijania innych. Przemilczała to, lecz po chwili obróciła się w jego stronę, przyglądając mu się uważnie.
- Wciąż i wciąż nawiązujesz do tematów śmierci, zabijania, tortur, cierpienia, a nawet wyciągasz czaszki, chcesz się rzekomo zabić i prawisz o użyteczności swojego żelastwa w różnych płaszczyznach. Ty pewnie uwielbiasz ranić innych, co? Twoje szaleństwo polega na rozmiłowaniu się w cierpieniu, prawda? - chciała potwierdzenia, bo wydawało jej się, że rozgryzła o co mu chodziło z tym obłędem, o którym wspominał. Tak na dobrą sprawę nie wydawał się szalony, ale gdyby wziąć pod uwagę te wszystkie powiązane ze sobą elementy w rozmowach, to tworzył się obraz sadysty, bądź masochisty. Ewentualnie i jednego, i drugiego. Te pytania zostały okraszone cwaniackim uśmieszkiem Youmu, jakby już wiedziała, że ma rację. - Jeżeli chodzi o mnie, to jestem ponad proste cierpienie. Sam ból jest taki prymitywny, ale niesie za sobą coś więcej. Przemyślenia, uczucia i świadomość. Ta świadomość jest najważniejsza. Wyobraź sobie scenariusz, że jako zwyczajny ninja jesteś przeze mnie torturowany, bo chcę wydobyć z Ciebie informację. Widzisz, że się cieszę, gdy zadaję Ci ból i myślisz, że jestem sadystką. Jednak mylisz się. Cieszę się, bo jestem świadoma, że jesteś skazany na moją łaskę. Jestem panią Twojego losu. Boginią życia i śmierci. Między ostrzami nożyczek trzymam czerwoną nić Twojego przeznaczenia. Rozumiesz? - mówiła, coraz bardziej się szczerząc, aż jej ząbki zostały obnażone. Samo przywoływanie takich wspomnień oraz uruchamianie wyobraźni było prawdziwie rozkoszne. Miłe uczucie, chociaż wcale nie niezbędne Youmu. Na dobrą sprawę miała daleko gdzieś co sądzili o niej inni. Mogli uznawać, że jest ścierwem, że nawet nie dorasta im do pięt i to nie robiło na niej żadnego wrażenia. Nie irytowało jej nawet. Jednak gdy nastawał moment, w którym mogła chełpić się swoją wyższością, to nie rezygnowała z niego. - Moje zdrowie. - powiedziała na sam koniec zadowolona, unosząc wyżej kubek i dopijając resztę wina. Następnie wróciła wzrokiem do widoku, w który wpatrywała się już długo. Nie był wcale taki interesujący, ale dobrze jej się patrzyło tak w dal. Było to w jakiś dziwny, niezrozumiały sposób satysfakcjonujące. To wystarczało.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 1 kwi 2019, o 11:53

Czy dziecko bałoby się takiej czaszki, zapewne tak. Chociaż inne mogłoby potraktować ją jak zabawkę. A co do dorosłych, fakt niewinnych w tym świecie było raczej mało. Jednak większość i tak bała się śmierci wystarczająco by przerazić się faktu, że sami mogą skończyć zaraz w podobny sposób. Tylko po co o tym mówić, większość osób zapewne bardziej przeraziłoby się jashina. Bądź stanęło z nim do walki, która miałaby tyle sensu co ich marne żywoty.
Teraz jednak przyszło na rozwiązywanie zagadki znikającej rany z torsu chłopaka. Prawdziwa magia nawet w świecie shinobi, kto by się spodziewał czegoś tak zabawnego i praktycznie nierealnego. Dotykanie jego ciała, było lekko niezręczne i wywołało małe zakłopotanie u chłopaka, ale po chwili pojawił się lekki i tłumiony przez niego śmiech.
- To łaskocze. - powiedział, dalej cicho się śmiąc, póki dziewczyna nie skończyła sprawdzać jego ciała. By następnie złożyć pieczęć i użyć Kai, w sumie już ktoś tak przy nim robił? W sumie chyba nie, zazwyczaj ludzie wiedzieli z czym mają do czynienia. Po raz pierwszy także, nikt nie reagował agresją ani ucieczką. Coraz milsze te zaskoczenia co do panienki Youmu.
- Jeżeli chcesz, możesz mnie pociąć jeszcze trochę. Tylko nie zniszcz mi ubrań, ich nie jestem w stanie regenerować - wydusił z siebie. Sam nie wiedział zbytnio co mógłby powiedzieć innego dziewczynie, skoro nie jest w stanie uwierzyć w to co widzi. Niech to sprawdza póki nie uwierzy. To było chyba najlepsze rozwiązanie jakie mógł jej zaproponować. Dla niego i tak nie istniał ból, zamiast niego odczuwał przyjemność, nieustającą i narastająca z każda raną. Czy można się od tego uzależnić? Oczywiście, że tak. W końcu było to jak adrenalina, jeżeli komuś ona się spodoba będzie szukać coraz bardziej niebezpiecznych sposób by ją wywołać aż natrafi na ścianę i zginie. Tylko w tym przypadku nie było końca, prędzej pojawiłoby się znudzenie. Samo życie bywa nudne jeżeli w pobliżu nie ma się wartych uwagi osób.
Teraz chyba nadszedł czas na dokładniejsze wyjaśnienia.
- Po co chcesz się ograniczać tylko do wieku? Miała byś do dyspozycji całą wieczność, będąc przy tym non stop młodą. Twoje życie jest jak świeca, która w końcu się wypali. Moje jest jak ognisko, póki będziesz dorzucać do niego drwa, ono będzie płonąć. Tym większym płonieniem im więcej drewna do niego wrzucisz. Może to być małe ognisko, które zapewni Ci jedynie światło, albo wielki płoń który poza światłem, zapewni także ciepło i bezpieczeństwo. Bez obaw, że jakaś zwierzyna Cie zabije. - powiedział. Starając się przy tym wyjaśnić na jakiej zasadzie działa jego życie w stosunku do innych osób. Może to nie było zbyt zrozumiałe, ale porównanie świecy do ogniska raczej powinno wystarczyć. W końcu nawet dziecko rozumie jaka jest różnica między świecą, a ogniskiem.
Przyszedł czas na kąśliwości? Niestety chyba tak. W końcu każda żywa istota bała się tego co dla niej nieznane. Tylko czy sam chłopak powinien odpowiadać na zaczepki Youmu? Tak, w końcu nie mógł tego tak łatwo przepuścić.
- Kiedyś bałem się śmierci, jak każdy zwykły człowiek. Teraz czemu miałbym się bać czegoś co zapewnia mi życie? Fakt, śmierć bywa przerażająca i dla mnie. Jednak w obecnym momencie, bardziej przerażające jest życie? Mogę samemu żyć wieczność. Jednak osoby, które znam. W końcu umrą, a ja będę żyć dalej. Prędzej czy później stracę wszystkich, których kocham, a będę mógł się na to jedynie patrzeć. Więc nie przeraża mnie moja śmierć, przeraża mnie moje życie. Jednak tak samo przeraża mnie śmierć moich bliskich. Nieco to zwalone i bezsensu, ale nic na to nie poradzę. - odparł, spokojnym głosem. Wyjaśniając nieco swoje położenie w obecnej sytuacji. Tylko czy był w tym sens? Ciężko było mu to określić. Sam zbytnio tego wszystkiego nie rozumiał, w końcu był bardzo młody, nawet jak na istotę praktycznie nieśmiertelną.
Cierpienie innych jej nie obchodziło? Fakt wygląda lekko na taką osobę, która martwi się jedynie sobą. Jednak czy w głębi też taka była? Określenie tego zapewne było problematyczne.Jej tok rozumowania odnośnie zabijania nie był błędny, stara się wykorzystać swoje mocne strony do szybkiej eliminacji przeciwników. Zapewne w dłuższych walkach byłaby bezsilna, skoro stara się załatwić wszystko szybko. Tak samo nie lubiła ryzyka podejmowanego w walce bezpośredniej. Można raczej spokojnie wysnuć wnioski, że posiada wiele luk w obronie, które stara się zatuszować w taki sposób jaki potrafi.
- A podjęła byś takie ryzyko, gdybym był twoim wsparciem? - zapytał, głównie z czystej ciekawości. Zastanawiał się czy jego rozmówczyni byłaby w stanie zmienić swoją strategie działania, gdyby przed nią stał ktoś praktycznie nieśmiertelny. W końcu wtedy mogłaby podejmować większe ryzyko, a ktoś inny robiłby za jej obronę. To było lekko zastanawiające i zapewne ciekawe, jak więcej się nad tym zastanowić. Taka współpraca raczej nie należałaby do najłatwiejszych, ale mogłaby być owocna przy dopracowaniu zgrania.
- Tak, lubię cierpienie innych. Zabijanie jest jak sztuka. Prostota staje się nudna z czasem. Mimo że potrafi być skuteczna, to jednak jedynie zabawa, w której jedna ze stron może stracić życie. Więc dlaczego miałbym się nie bawić i nie posiadać do tego odpowiedniej zabawki. - powiedział. Dziewczyna trafiła w samo sedno, jednooki lubił zabijanie. Było to dla niego dobrą zabawą, tak samo jak walka. W końcu dla niego nie niosła ona żadnego zagrożenia ani bólu. Była jedynie przyjemność i krew. Cały obraz skąpany w krwi.
Dziewczyna postanowiła wyjaśnić także swoje położenie w tym wszystkim. Lubiła czuć władze i przewagę nad innymi. Można powiedzieć, że była równie obrzydliwą osobą co Akashi, mimo że ich podejście różniło się całkowicie. Jednak nadal oboje czerpali przyjemność z czegoś podobnego. Mało zrozumianego dla zwykłych ludzi. Chłopak skinął jedynie głową na znak, że rozumie co właśnie powiedziała mu dziewczyna. Zbędne tutaj były inne słowa. W końcu wszystko było zrozumiałe.
- Odpuszczam. Możesz pić sama. Szkoda byłoby mi ją zniszczyć. - powiedział, tym samym rezygnując z wina. W końcu czaszka w tym wszystkim była najważniejsza. Może on też właśnie stracił okazje do napicie się dobrego trunku, ale szlak z tym. Wystarczająco natrudził się przy jego otwieraniu. Kto do cholery by pomyślał, że to takie trudne? Pozostało mu jedynie relaksować się, leżąc wygodnie na kocu. Póki Youmu nie postanowi go z niego wygonić.
- Twoje Zdrowie Youmu Nanatsuki - odparł, spokojnym głosem. Zakładając przy tym swoje dłonie za głowę. Ciekawe czy będzie w stanie się chociaż trochę opalać i czy jego towarzyszka pojmie jego regeneracje.
W sumie, przecież mogła go jeszcze trochę pociąć czy porobić z nim co tylko przyszło jej do głowy. Szkoda, że on w tym wszystkim nie wnosił zbyt wiele od samego siebie. Jednak może to się wkrótce zmieni.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 1 kwi 2019, o 17:54

Dalsze cięcie Akashiego, chociaż ten był całkiem ochoczo do tego nastawiony, nie miało większego sensu. Pokazywałby Youmu tę samą sztuczkę w kółko, a ona tylko męczyłaby się, próbując pojąć jak to działa i gdzie są tego granice. Ostatecznie znudziłaby się. Na tę chwilę zrezygnowała z dalszych prób rozgryzienia istoty tej regeneracji. Wyglądało to imponująco przynajmniej w teorii, ale czarnowłosa nie odczuwała potrzeby posiadania czegoś takiego. Rzeczywiście, użyteczna sprawa. Dzięki czemuś takiemu nie straciłaby przytomności w płonącym magazynie. Tylko czy to było niezbędne? Istotą walki było unikanie obrażeń, a nie nadążanie z zasklepianiem ran. Brakowało w tym finezji i było kłopotliwe. Jak sam szarooki zauważył - ubrań nie dało się regenerować, a dla Youmu prezentowały one jakąś wartość.
- Może później. - odparła obojętnie. Niepotrzebnie zaprzątała sobie głowę sztuczką, którą pokazywał jej Akashi. Ona miała swoje, a on swoje. Tak powinno pozostać. Z tym, że on nie miał zielonego pojęcia co potrafi kunoichi. Wiedza była bardzo wartościowa o ile ktoś potrafił zrobić z niej użytek. Samo ukrywanie zdolności nie było powodem, dla którego Youmu nie korzystała z nich teraz. Nie miała celu, by to robić. Każde wykorzystanie chakry byłoby tylko stratą na darmo. Niczego by nie zyskała, a jedynie traciła. Nie opłacało się.
Odpowiedź Akashiego była wypełniona strachem. Strachem przed końcem czasu, przed śmiercią, przed zasadzką, przed nieosiągnięciem tego, co chciał. Ileż można było przedłużać życie? Jakim wyzwaniem było wtedy osiągniecie szczytów swoich ambicji? Wieczność to okres, którego Youmu nie potrafiła pojąć tak po prostu. Jednak wieczność musiała rozleniwiać. Taki ogrom czasu sprawiał, że nie trzeba było się martwić, przykładowo, że lider szczepu okaże się od nas silniejszy i nie zdołamy zrobić przewrotu. Wystarczyło poczekać, aż umrze i zastąpi go ktoś słabszy. Wieczność usuwała całe wyzwanie z życia. Według czarnowłosej - sprawiała, że było nudne. Świat nie miał wcale tak wiele do zaoferowania, aby cieszyć się nim dłużej, niż było to naturalnie przewidziane ludziom. I tak żywot przeciętnego mieszkańca wypełniały te same, rutynowe, monotonne czynności. Youmu, która spędzała dni na rozrywce właśnie znalazła się tutaj - w odosobnionym miejscu, bo przyjemne, drogie lokale przestały być dla niej przyjemne w związku z powtarzaniem tego samego.
- Nie obawiam się, że zwierzyna mnie zabije. To ja poluję na zwierzynę. Niech ona obawia się mnie. - odparła spokojnie, oszczędzając całego tłumaczenia swojego poglądu na ten temat. Nie chciała przekonywać Akashiego do czegokolwiek, bo jej zwyczajnie na tym nie zależało. Jeżeli tak patrzył na życie, to jego problem. Kiedyś może dostrzeże swoje błędne rozumowanie, gdy już stanie się nieco bardziej rozgarnięty. Kolejna jego wypowiedź była chyba zwieńczeniem tego, kim był. Zaprzeczał sam sobie, plątał się i ostatecznie sam stwierdził, że to bezsensu. Dziewczyna prychnęła, gdy skończył mówić. Może i mówił poważnie, może o swoim strachu oraz obawach, może o rzeczach dla niego ważnych, ale czarnowłosa to lekceważyła. Dla niej nie miało to znaczenia. Wyciągała z tego wszystkiego surową logikę, a jej... cóż, nieco brakowało.
- Skoro boisz się życia i obawiasz się, że ujrzysz śmierć bliskich, to po jaką cholerę przedłużasz swoje życie? Akashi, naprawdę jesteś szalony i głupi. - westchnęła po tej pełnej politowania wypowiedzi. Nie potrafiła go zrozumieć, ale nie w jej rozumowaniu tkwił problem. Szarooki sam nie potrafił zrozumieć siebie. Miał przed sobą jeszcze wiele przemyśleń, by poukładać jakoś swój charakter do kupy. Youmu miała to wszystko już dawno za sobą. Była konkretna - wiedziała jaka jest, do czego dąży i co jest niezbędne, by to osiągnąć. Za to młodzieniec miał wieczność, więc na jego rozgarnięcie mógł przyjść jeszcze czas. W takiej perspektywie nie było jeszcze za późno. Szkoda tylko, że nie będzie miała okazji porozmawiać ze znacznie bardziej poukładanym Akashim. Wtedy stanowiłby znacznie ciekawszy okaz. Aktualnie cała ciekawość była pozbawiona sensu, bo nie prowadziła do żadnych wniosków, ani odkryć. Był chaosem, którego nie pojmował.
Wsparcie? Youmu nie przypominała sobie sytuacji, w której walczyłaby, mając jakieś wsparcie. Zawsze była zdana na samą siebie i właściwie nie miała nic przeciwko temu. Liczyła wyłącznie na swoje możliwości. Inni i tak zawodzili. Ich ułomność mogła kosztować ją życie. Nie mogła tak po prostu zawierzyć swoje bezpieczeństwo komuś innemu. Wolała jednak działać sama, bo tylko ona mogła się pomylić lub zwyczajnie nie dać rady. A przecież to się nie zdarzało. Nie Youmu. Nie według niej.
- Nie. - krótka, stanowcza odpowiedź opuściła jej usta. Z beznamiętnym wyrazem twarzy patrzyła teraz nie na wydmy, a na wodę w oazie. - Nie rozumiesz. To, że lubię zabijać w ten sposób nie oznacza, że robię to wyłącznie w ten sposób. Preferuję taką metodę z wymienionych wcześniej powodów, ale nie zawsze jest ona możliwa do osiągnięcia. Lubię również trafiać w gardło, bo nawet drobna rana często skutkuje śmiercią. Mało zachodu, a cel osiągnięty. - przerwała sobie, by nalać wina do kubka. Znów napiła się łyk. Za bardzo jej smakowało. Musiała być ostrożna, aby alkohol nie zaczął działać za mocno. W końcu tego stanu nie lubiła. - Ostatnia moja ofiara zginęła od licznych ran. Przekłucia, dziury, całe wyrwy w ciele. Jego wnętrzności wylewały się na ziemię. Jego oczy wyłupiłam. Zginął okrutną śmiercią, ale gdybym mogła, to zabiłabym go jednym kunaiem, rozrywając krtań. I nie przez litość, nie przez strach czy ryzyko, a przez oszczędność. Nie mam zamiaru tracić sił i czasu, ale on udowodnił, że jest warty więcej, niż chciałam mu podarować. Zatem zainwestowałam swój czas, siły oraz umiejętności, by go pokonać. Była to rozsądna cena. - beznamiętnej minie towarzyszył teraz beznamiętny ton głosu. Po prostu mówiła, tłumacząc Akashiemu jak to z nią było. Miała nadzieję, że teraz zrozumie i nie wyciągnie mylnych wniosków. Chociaż... była to nikła nadzieja, której powinna sama siebie pozbawić. Właściwie jeżeli nie zrozumiał, to nie miało to i tak znaczenia. Jego pojmowanie nie grało żadnej roli w życiu Youmu. Miała to gdzieś, ale skoro tutaj siedzieli i rozmawiali, to warto było kontynuować jakiś temat dla samego zajęcia. A wciąż było całkiem przyjemnie, bo dyskusja zmierzała w różne kierunki.
Rozmowa na temat sztuki, do której Akashi porównał zabijanie, była bezcelowa. Już teraz czarnowłosa zauważyła, że mają zgoła odmienne podejście do niej. Prostota była często najbardziej wyrafinowaną sztuką, bo nie sztuką było stworzyć coś z wielu elementów, a sztuką coś, z niewielu. Tak jak wystarczyło doszyć koronkę i naszyć czaszki na zwyczajnej, szarej bluzce, by stała się czymś zupełnie innym. Sztuką. Tak niewiele, a tak wiele. Za to szarooki przyznał się, że rzeczywiście lubi cierpienie oraz mordowanie. Nie było to coś, co słyszało się na co dzień, ale nie było to też coś, czego nie spodziewała się Youmu. W końcu potwierdził jej teorię, której była niemalże pewna. Tutaj jednak rodziło się inne pytanie, które odnosiło się również do samej panny Nanatsuki.
- Skoro lubisz zabijać, lubisz cierpienie innych, to czemu ze mną rozmawiasz? Jak dobierasz swoje ofiary? - w końcu musiał mieć jakiś powód, dla którego mówił jej o tym, a nie próbował zabić. Rozmiłowana w dominowaniu czarnowłosa nawet podczas tej rozmowie oddawała się temu, co lubiła - wyższości, a on? On musiał się hamować albo miał specyficzną metodę dobierania kolejnych celów, w której kryteria Youmu się nie wpisywała.
Napiła się jeszcze łyka czerwonego wina, zanim odstawiła kubek na bok, obok torby. Nieśpiesznie sięgnęła do niej, by chwycić za jeden z senbonów, a następnie gwałtownie położyć się tuż obok Akashiego, jednocześnie robiąc podczas tego ruchu zamach lewą ręką. Igła nawet nie miała jak błysnąć w tym cieniu. Błyskawicznie została zatopiona w klatce piersiowej szarookiego, omijając żebra i trafiając w serce. Senbon nie miał najmniejszych problemów z dotarciem do tego organu, w przeciwieństwo do kunaia. I leżała tak, podparta prawą dłonią pod głową, a z lewą wciąż zaciśniętą na igle, której większość została ukryta wewnątrz ciała młodzieńca. Sama Youmu z zadziornym uśmieszkiem wpatrywała się w jego twarz, oczekując jakiejś reakcji. Skoro nie mógł umrzeć, to taki kapryśny wybryk nie powinien stanowić żadnego problemu.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 1 kwi 2019, o 19:20

Czy ta sztuczka była dobra? Raczej tak, zwłaszcza że sam artysta nie rozumiał do końca jak ona działa. Nigdy nie zgłębiał tajnik wiedzy swojej religii, nie uważał to za potrzebne. W końcu samemu został jahnistą jako dziecko. Wszystko dla niego działo się zbyt wszystko, a on sam non stop chciał gnać za przyszłością. Chcąc odnaleźć to co było dla niego najważniejsze. Coś co pozbawi go otoczki potwora i bestii, która zabija każdego na swej drodze. Przecież on nigdy nie był taki, nigdy nie zabijał ludzi przypadkiem. Może za jednym wyjątkiem. Zazwyczaj robił to za pieniądze, łącząc tym samym przyjemne z pożytecznym.
Teraz jednak dziewczyna nie chciała bawić się w jego grę, w sumie nic w tym dziwnego. Sama regeneracja i dla niego była nudna, zwłaszcza gdy ktoś nadużywał jej zbyt mocno. Wtedy potrafiła się wkraść do niego irytacja i oburzenie. W końcu ile razy można wałkować to samo? Setki cieć, potem tysiące. To potrafi być upierdliwe.
Dziewczyna na pewno posiadała swoje wyjątkowe cechy, które pozwalały jej być na tyle pewną siebie. Nawet w obliczu potencjalnego zagrożenia. Nadal była w stanie pyskować, to było zabawne, ale także należał jej się za to szacunek. Może nie warto o tym mówić, ale odczuwać raczej można. W końcu jeżeli się to powie, ona poczuje się jeszcze pewniejsza niż teraz, a to wtedy mogło być na prawdę męczące.
Czemu chłopak przedłużał swoje życie? W sumie było to dobre pytanie.
- Korzystam z tego co zostało mi podarowane. Inaczej nie mógłbym nawet zostać shinobim, a tak mogłem zyskać na sile by stanąć na własne nogi. Bez tego nie odnalazłbym mojej siostry. A teraz.... - powiedział, przerywając swoją wypowiedź. Sam nie wiedział zbytnio co będzie teraz. Wykonał swój cel, odnalazł siostrę i samemu nie wiedział co mógłby zrobić dalej. W sumie chyba to było najgorsze w nieśmiertelności, nieograniczony czas, którego przeznaczeniem była nuda? Tak, to było właśnie to. Cholerna nuda i zbyt wiele wolnego czasu, z którym nie było co zrobić, a życie bez celu jaki miało sens? Zwłaszcza gdy jego realne zakończenie nie istniało.
A samotność była chyba najgorszym co mogło go spotkać, a właśnie teraz potrzebował chyba najbardziej osoby, która pomoże mu wszystko ułożyć. Wytknie każdy błąd i pozbawi złudzeń. Teraz chociaż mógł również poznać w jaki sposób zginęła ostatnia z jej ofiar. Ciekawy i brutalny sposób, nawet on nigdy nie posuwał się tak daleko. Chociaż ostatnio zadźgał człowieka przebijając go kawałek po kawałku póki ten się nie wykrwawił. Było to dość zabawne, a jego krzyk niósł się po okolicy przerażając jego towarzyszy. Po słowach dziewczyna na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, a on sam zaczął lekko się śmiać. Tak jakby bagatelizował sposób w jaki dziewczyna dokonała zbrodni. Mogło to i tak wyglądać, ale on samemu miał także inne powody do śmiechu.
- Niezbyt przyjemny sposób na śmierć. Moja broń nie pozwala mi aż na taką precyzje, mimo że poza cięciem nadaje się także do dźgania. To zazwyczaj parę cieć wystarczy by rozpłatać przeciwnika, a wtedy nawet po śmierci są bezużyteczni. - powiedział, lekko wzdychając pod koniec. Sam wiedział w jaki lepszy sposób mógł wykorzystać ciała osób zabitych przez siebie. Jednak w stanie rozczłonkowania były one bezużyteczne. W końcu co to za zombie, który jest w kawałach i nie może zrobić nic przydatnego, nawet porządnie ugryźć swoich byłych towarzyszy.
Kolejne pytanie jednak było ciekawsze od tego wszystkiego. Dlaczego nie chcesz zabić Youmu? Było parę powód dla których tego nie robił. Tylko czy opłacało wymieniać się je wszystkie? Może tylko część.
- Dlaczego z Tobą rozmawiam, zamiast próbować Cię zabić? Jest ku temu parę powodów. Nikt mi nie dał na Ciebie zlecenia, przez co zabicie Cię w tym momencie jest niepotrzebne. - odparł, podając przy tym jeden z powodów. By po nim zrobić sobie krótką przerwę by dać dziewczynie zebrać myśli.
- Nawet gdyby mi ktoś zlecił twoje zabójstwo i tak bym z Tobą rozmawiał. Szkoda byłoby marnować taką okazje na rozmowę z atrakcyjną kobietą. A zabić i tak bym Cię zdążył. - powiedział, przedstawiając dalsza część pierwszego powodu, dodając do niego mały komplement dla rozmówczyni.
- Drugim powodem dla, którego nie chce Cię zabić. Jest twoja płeć. Nie lubię zabijać kobiet. Ze względu na sam szacunek. - wypowiedział, przedstawiając drugi powód dla którego tego nie robił
- Zawsze też mogłoby się okazać, że twoje życie jest więcej warte niż życie zleceniodawcy. Wtedy mógłbym zabić jego. - powiedział. Dodając kolejny powód, sam fakt tego wskazywał raczej na to, że jego zabijanie nie jest bezrozumne. Potrafił wybić się nawet pod własne granice, porzucając to co dla niego przyjemne na rzecz dobra innych?
Teraz jednak wracamy do czego, czegoś dziewczyna nie chciała na początku? No tak by czemu niby nie. Chłopakowi pozostało jedynie się zakrztusić własną krwią, odwracając przy tym głowę w drugą stronę by wypluć krew, tak by nie trafiła na koc, a jeżeli spadnie do oazy to nie jego problem. Po tym mógł spokojnie obrócić głowę z powrotem, spojrzeć w uśmiechem w piękne oczy dziewczyn i położyć swoją dłoń na jej, która właśnie wbija senbona w jego serce.
- Na prawdę? - zapytał cicho, nie było to tak, że sam senbon jakoś mu przeszkadzał. W końcu przez niego lekko krztusił się krwią, ale w tym momencie starał się ją bardziej przełykać.
- To mi... trochę utrudnia oddychanie, mimo że nie muszę... oddychać, nadal jest to średnio przyjemne.- dodał, po czym powrócił do uśmiechania się do dziewczyny. Bo co innego mógłby zrobić. Przecież nie ściśnie jej ręki i nie wyrwie senbona ze swojego ciała. Przecież nie planował zrobić jej krzywdy, a tak mógłby wywołać ból w jej ręce. Pozostało mu chyba jedynie cierpliwie czekać aż dziewczyna się znudzi, odprężając się przy tym maksymalnie, a trzeba przyznać fakt patrzenia w szkarłatne oczy był bardzo przyjemny, a może to tylko przez ich posiadaczkę?
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 2 kwi 2019, o 04:13

A teraz? No właśnie, Akashi nie miał pojęcia co teraz. Dziewczyna miała wrażenie, że zwyczajnie żyje z dnia na dzień, bez konkretnego celu. Biorąc jedynie to, co przyniesie mu los, a samemu nie walcząc o nic więcej. Czy to było coś złego? Niekoniecznie. Właściwie zależało to od niego samego. Youmu nie potrafiłaby żyć tak bezcelowym życiem, chociaż w takie dni jak ten, zdawało się nie mieć określonego kierunku. Chociaż nie miała całej wieczności do dyspozycji, to nie śpieszyła się z realizacją swoich ambicji. Lubiła po prostu spędzić dobę na leniwej przyjemności i niczym więcej. Prawdę mówiąc, to spędzała tak wiele dni, ale była święcie przekonana, że i tak osiągnie swoje. W końcu była... sobą. A to, według niej samej, znaczyło więcej, niż jakiekolwiek zapewnienie sukcesu.
- Brakuje Ci celu. - mruknęła obojętnie, a następnie zachichotała, przerywając sobie rozbawienie dosyć szybko. Westchnęła lekko. - Fatalna perspektywa, gdy przed Tobą cała wieczność. - rzuciła luźno i zaśmiała się. Tak, bawiła ją smutna przyszłość Akashiego. Była to tak ironiczna sytuacja. Opowiadał o swoim przedłużaniu życia, o jego możliwościach i wadach, a zapomniał o najważniejszym - o celu. Co znaczyło wieczne życie bez konkretnych planów? Niepojęty okres czasu spędzony nie osiągnąwszy niczego. Jako nikt. Aczkolwiek wieczność to też ogrom czasu na rozmyślania. Mógł wpaść na coś, do czego chciał dążyć. Tylko co robić do tego czasu, aby nie oszaleć, wiodąc właściwie nudne życie wypełnione powtarzalnymi czynnościami? Zabijać, skoro lubił to robić? Mogło mu zabraknąć ludzi.
Nie dziwił jej śmiech, który słyszała, gdy mówiła o tych wszystkich ranach. Zapewne szarooki wyobrażał sobie każdą z nich i to może nawet na sobie wraz z całym tym bólem. W końcu miłował cierpienie, a ten stary grzyb zdechł wyjątkowo nieprzyjemną, bolesną śmiercią. Wręcz nieprzystającą shinobiemu. Okrutną, jakby był ofiarą... no właśnie, kogoś takiego jak Akashi. Czarnowłosa nie reagowała na rozbawienie swojego towarzysza. Może śmiał się z niej i wcale sobie nie wyobrażał tego wszystkiego? Może. Jednak nie miało to najmniejszego znaczenia. Naprawdę karkołomnym wyczynem było wyprowadzenie panny Nanatsuki z równowagi i tak niewiele nie było w stanie nawet skłonić jej do myśli, że to irytujące.
Chociaż Akashi mówił o precyzji, to Youmu była świadoma, że jej ostatni pojedynek był daleki od precyzji. Były to bardziej usilne próby skumulowania tak wielu ran, aż starzec padnie pod ich ciężarem. Plan okazał się być skuteczny, ale gdyby była precyzyjna, to nie składałby się z tak wielu punktów. Wystarczyłoby zmienić trajektorię lotu pierwszego kunaia, by rozciął tętnicę na szyi. I oszczędziłaby sobie tych wszystkich ran, a nawet i Kaguyi. Jednak nie żałowała niczego, czego dokonała tamtego dnia. Ostatecznie zwyciężyła, zarobiła, zdobyła doświadczenie, wiedzę oraz znak, że znów musi się rozwinąć, bo jej dotychczasowe sztuczki powoli przestają wystarczać.
- A jacy mają być po śmierci? Jeżeli za życia byli bezużyteczni, to tym bardziej po śmierci. Jedyna użyteczność, to gdyby nabić ich głowę na pal ku przestrodze innych. - odezwała się trochę od niechcenia. O czym on pieprzył? O jakiej użyteczności? Nie dociekała zbytnio, bo już zdążyła się przekonać. że nie zdoła go pojąć, bo on sam nie pojmuje siebie.
Argumentacja Akashiego dlaczego nie chciał jej zabić była całkiem rozsądna poza jednym punktem. Nieco nawet zaskoczył dziewczynę rozsądkiem, który krył się za zamiłowaniem do zabijania. W pewnym sensie mówił o opłacalności, o wartościach, a to były tematy wyjątkowo bliskie Youmu. Doskonale je rozumiała. Sama też lubiła porozmawiać ze swoimi ofiarami, zanim je zabiła. To ciekawe, a szczególnie w momencie, w którym uświadamiają sobie, że przyszła po ich głowę. Tak samo w przeszłości obierała stronę celu, gdy okazywał się on bardziej wartościowy, niż nagroda za niego. W tym przypadku byli do siebie nieco podobni, chociaż zapewne panna Nanatsuki zdecydowanie rzadziej sprowadzała śmierć na innych, niż Akashi. W końcu nie była fanką cierpienia i mordowania, a wyższości i to głównie intelektualnej.
- Zaskakująco rozsądne jak na Ciebie. - odezwała się żywiej, jakby nabrała nieco szacunku do szarookiego. Nieco. - Chociaż twierdzisz, że jesteś nieśmiertelny, to musi istnieć sposób, by Cię zabić. Sama mam w głowie kilka planów. Twój drugi powód jest tak durny, że kiedyś Cię zabije. Przed śmiercią wspomnisz moje słowa. - dodała całkiem wesoło, a w jej głosie czuć było rozbawienie. Jak można było posiadać tak idiotyczną zasadę, a raczej niechęć. Człowiek to człowiek. Niezależnie od płci. A szacunek? Na szacunek należało sobie zapracować. Niesamowicie naiwnym było szanowanie każdej kobiety za to, że po prostu urodziła się kobietą. - Kurwy też szanujesz? - zapytała prześmiewczo, jako zwieńczenie swoich myśli na temat jego drugiego powodu. I chociaż kobiety lekkich obyczajów miały zapewne swoje poważne powody, dla których to robiły, a często zapewne nawet nie miały wyjścia, to Youmu nie wyobrażała sobie jak można zejść do takiego poziomu, aby oddawać swoje ciało za pieniądze. Ona wolałaby zginąć, niż żyć takim życiem. Tylko ona nie myślała o innych, którym w ten parszywy sposób mogłaby zagwarantować przeżycie. Ona myślała wyłącznie o sobie. Przynajmniej teraz, bo nie miała ani przyjaciół, ani rodziny, ani partnerów. Nikogo. I nie zapowiadało się, aby ten stan rzeczy się zmienił w najbliższym czasie. Miała tak gigantycznie wygórowane wymagania odnośnie osoby, którą mogłaby cenić, a jednocześnie tak paskudny charakter, że znalezienie czy przyjaciela, czy miłości graniczyło z cudem.
Jej mały psikus z senbonem zakończył się tak, jak się spodziewała. Może początkowo mu nie wierzyła, że rzeczywiście może przeżyć rany, które innych zabiłyby w mgnieniu oka, jednak gdy rozmawiała z nim na temat wieczności, przedłużania życia i innych tematów związanych z zaskakującą regeneracją jego ran oraz związanymi z tym następstwami, to miała wrażenie, że wcale nie kłamie. Mówił o tym wszystkim z wyraźną naturalnością, która przejawiała się w jego stanowczych odpowiedziach, ale również tych, które pozostawały niepewne. Wbicie igły w serce sprawiło, że Youmu dowiedziała się czegoś istotnego - chociaż regenerował rany, to ich efekty wciąż wpływały na niego. Trudno było mówić, gdy bijące źródełko życia było przeszyte na wskroś stalą. Krew podchodziła mu do ust, zatem płuco również miał przebite, a krwotok wewnętrzny musiał być obfity. Jej zadziorny uśmieszek jedynie poszerzył się, gdy usłyszała dosyć retoryczne pytanie Akashiego. Puściła igłę, opierając jedynie opuszek wskazującego palca na jej końcu.
- Przecież mówiłam, że może później. - odezwała się i zaczęła paluszkiem wykręcać wystającą część senbona tak, by zataczała kręgi. To powinno pogarszać ranę Akashiego, ale także zadawać mu więcej bólu oraz sprawiać jeszcze większy dyskomfort. - Skusiłam się. - po tych słowach zaśmiała się lekko i chwyciła za igłę, by sprawnym ruchem wyrwać ją z ciała szarookiego, uważnie przyglądając się ranie, by tym razem na własne oczy ujrzeć jak ta drobna dziurka się zasklepia. A zasklepiła się w mgnieniu oka. Gdyby tylko mrugnęła w nieodpowiednim momencie, to przeoczyłaby to zjawisko. Spodziewała się regeneracji, ale nie tak błyskawicznej. To zmieniło jej zadziorny uśmieszek w minę wyrażającą niewielkie zaskoczenie. Podniosła się znów do pozycji siedzącej, by machnąć senbonem w bok, strzepując z niego kilka kropel krwi młodzieńca. Drobna broń wróciła do torby, a Youmu mogła znów wziąć do rąk kubek i napić się wina.
- Wpadłeś kiedyś na to, że gdybyś wycinał z siebie mięso i przyrządzał z niego posiłki, to mógłbyś wykarmić wszystkich biedaków bez problemów z brakiem funduszy na pożywienie? - była to bardzo losowa myśl dziewczyny na temat jego regeneracji. Jeżeli rzeczywiście nie miała granic i pozwalała mu na życie wieczne niezależnie od ran, to mógł odrąbywać sobie nogę, ćwiartować z niej mięso i sprzedawać je nawet. Mógł zapobiec problemowi głodu na świecie. Mógł sprzedawać swoje organy na badania naukowe. Otwierało to tyle nietypowych możliwości, ale przede wszystkim czarnowłosa zrozumiała jedną rzecz.
- Już rozumiem czemu jesteś taki nierozgarnięty. - odparła, spoglądając przez ramię na niego. Znów miała beznamiętną minę i wyprany z emocji głos. - Życie nie wymaga od Ciebie rozwagi. Gdybyś nie był nieśmiertelny naprawdę tak jak mówisz, to już leżałbyś martwy. Jesteś nieostrożny, niedomyślny i zagubiony, bo wiesz, że możesz taki być. Błędy nie są dla Ciebie karą, ale kiedyś przez Twoje błędy zginie ktoś, kogo kochasz. Wtedy nauczysz się rozwagi. - po tej poważnej wypowiedzi zakrawającej wręcz pod przepowiednie, Youmu odwróciła się i wlepiła wzrok w wodę. Chociaż rozmowa wchodziła na różne tematy, które dotychczas pozostawały nieporuszane przez nią i jej rozmówców, to zaczynało jej się zwyczajnie nudzić. Potrzebowała jakiegoś zajęcia, ale miała jeszcze czas. Nie było to nic naglącego. W końcu Akashi mógł ją czymś zaintrygować znów. Nieśmiertelność przestała robić na niej wrażenie, gdy upewniła się, że jest prawdziwa. Dalej nie rozumiała istoty tej mocy, ale to przestało mieć znaczenie. Nawet myśl, że ktoś może żyć wiecznie stała się jakaś taka... normalniejsza? Gdyby ktoś jej powiedział wczoraj, że istnieją ludzie, którzy mogą żyć w nieskończoność, a nawet mogą mówić dalej, gdy ich serce jest przeszyte senbonem, to Youmu wyśmiałaby taką osobę, nazwała pojebaną i kazała jej odejść w związku z brakiem czasu na takie pierdoły. A teraz żyła już ze świadomością, że to możliwe i... nic to nie zmieniało, chociaż dalej jakoś nie do końca mieściło jej się w głowie. Dalej dręczyło ją wyobrażenie sobie wieczności. Była to trudna do pojęcia wizja. Tym bardziej, że wszystko miało swój czas. Kamienie zmieniały się w pył, rośliny i zwierzęta gniły, a woda wysychała. Wszystko kiedyś się kończyło. Świat kiedyś musiał się skończyć, ale nawet wtedy nie skończyłoby się życie Akashiego. To problematyczna myśl w kwestii pojęcia jej i kunoichi niechętnie głowiła się nad nią we względnej ciszy po wypowiedzeniu wszystkiego co chciała.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 2 kwi 2019, o 17:51

Cel był ważny, problem pojawiał się gdy go brakowało tak jak u chłopaka, który średnio potrafił go odnaleźć. Sam zbytnio nie potrafił nic wymyślić. Nawet nie przez fakt, że był osobą nierozgarnięta. Nie przychodziło mu do głowy nic na tyle wartościowego by do tego dążyć. W końcu jak mieć jakiś cel, to jakiś ambitny. On był tylko wyrzutkiem. Nigdzie nie znanym, nikomu niepotrzebnym. To było momentami przykre, jednak by naprawdę to miało znaczenie jednooki musiałby zacząć się tym przejmować.
- Niestety. Jednak może coś się znajdzie, a jak nie. To pomęczę Cię dłużej. - odparł, z uśmiechem. Samemu zaczynając się po tym śmiać, skoro nie byłby w stanie znaleźć sobie celu, mógłby kogoś pomęczyć. W końcu nawet jego pozbycie się byłoby ciekawym rozwiązaniem. Tylko jakby sama Youmu zareagowała na takiego dziwnego towarzysza, który ma żywotność lepszą od karalucha. Na pewno nie byłoby jej do śmiechu.
- Jacy mają być po śmierci? Posłuszni i przydatni. Jeżeli wie się jak zmusić trupa do współpracy, będzie w stanie zagryźć nawet swojego byłego towarzysza. Będę musiał Ci to kiedyś pokazać, to jest naprawdę zabawne. - odparł, spokojnym głosem. Jakby właśnie mówił o pogodzie, a nie o ożywianiu ciał i zmuszaniu ich do atakowania swoich jeszcze żywych kompanów. Tylko ciekawe czy taka rozrywka spodobałaby się dziewczynie. W końcu Akashi nie pokazał jej jeszcze wszystkich swoich możliwości. W końcu sama regeneracja była jedynie czubkiem góry lodowej unoszącej się na tafli wody, a raczej każdy wie co kryje się pod powierzchnią.
- Sposób by mnie zabić? Rozczaruję Cie, jeżeli sam nie będę chciał umrzeć, to nie umrę. Dodatkowo regeneracja nie jest wszystkim co potrafię, a ona sama jest wystarczająco potężna by moje zabicie było niewykonalne. - odparł, z szyderczym uśmiechem na ustach. Byłoby smutno jakby dziewczyna myślała, że regeneracja jest jedyną jego zdolnością. Przecież on nie był tak ograniczony. Posiadał o wiele wspanialsze i potężniejsze umiejętności. Jednak ich demonstracja bylaby raczej zabójcza dla jego rozmówczyni, szkoda by było jakby zginęła podczas pokazu.
- Nie mi dane oceniać kto się kim zajmuje. Każdy robi co może by przeżyć. Jeżeli nie widzą szerszych perspektyw na przedłużenie swojego życia, to niech sprzedają siebie. Mogę nie szanować kurew, ale będę szanować ich wole do życia, póki mają ogień w oczach. - dodał, nieco gubiąc się przy tym w swoich słowach. Sam nie wiedział co chciał do końca przekazać. Nie zabijał kobiet, bo tak. Nie było w tym większej logiki. Miał jakiś taki kaprys i tyle.
- Albo w sumie, to tylko mój kaprys... - powiedział, na sam koniec. Przecież trzeba wyjaśnić coś takiego, a nie zostawiać tak po prostu bez większego sensu. Przecież ona znowu może zacząć myśleć, że szarooki jest nierozgarnięty, a to byłoby błędne. Zwłaszcza jak powoli poprawił swój obraz.
Igła w ciele była średnio przyjemna? W sumie to nie, coś takiego było całkiem przyjemne. Mimo krwotoku, nie sprawiało to żadnego bólu. Tylko czy ona była tego świadoma? Chyba nie, inaczej nie byłaby taka zadowolona z siebie i nie bawiłaby się tym senbonem w taki dziwny sposób.
- Skoro się skusiłaś, to dobrze. W sumie to całkiem przyjemne. Nawet bardzo. - powiedział, nieco drwiąc z dziewczyny. Może i miał problemy z oddychaniem, ale nie musiał tego robić. W końcu brak powietrza go nie zabije, jedynie wywołuje lekki, ale przyjemny dyskomfort. Chociaż ta zabawa także szybko się skończyła, a Youmu wróciła do picia wina. Przez co chłopak ponownie usiadł na skale.
- To głupota. Ci co mają przeżyć, to przeżyją i bez mojej pomocy, a ci co nie... to cóż. Jedynie bym ich uzależnił od siebie, ale nadal nie przeżyliby beze mnie. Byliby większym utrapieniem niż szczeniak, bo on chociaż jakby dorósł potrafiłby samemu zacząć polować. - powiedział, wyjaśniając swój pogląd na tę sprawę. Nie wierzył, że karmienie kogoś uratuje mu żyje, jedynie sztucznie je przedłuży. Póki nie nauczą się żyć samemu, sztuczne trzymanie ich przy życiu było bez sensu. W końcu przeżyje tylko najsilniejszy.
Co do swojego nierozgarnięcia, nie było czego komentować. Każdy popełnia błędy, ale sam chłopak powoli się na nich uczył. Fakt był w stanie podejmować o wiele większe ryzyko niż zwyczajny człowiek, ale nadal potrafił się na nim uczyć. W końcu to nie jest tak, że on nie uczy się na swoich błędach, z każdej swej przygody wyciągał wnioski i był w stanie zimno kalkulować wszelkie rzeczy. Tylko czemu miałby robić to non stop? To nie ma najmniejszego sensu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Hitsukejin Shiga » 3 kwi 2019, o 14:23



Misja C 1/45 dla Youmu oraz jakiegoś Jashinisty Kappa

Oaza – teren o bardzo bujnej roślinności na obszarze pustyń i półpustyń. Występują one w miejscach, gdzie woda z rzek przenika do gruntu lub w miejscach, gdzie zwierciadło wody gruntowej znajduje się płytko[ lub sięga powierzchni gruntu, powodując występowanie zbiorników lub obszarów źródliskowych. Zakładane są także oazy sztuczne – w miejscach zasilanych wodami gruntowymi pozyskiwanymi poprzez studnie artezyjskie lub nawadnianych kanałami prowadzącymi wody rzeczne. Takie same działania pozwalają także powiększyć obszar oaz naturalnych.
Pierwotnie obszary naturalnych oaz były jedynymi w obrębie obszarów pustynnych i półpustynnych miejscami występowania roślin mezomorficznych, czyli przystosowanych do bytowania w siedliskach umiarkowanie wilgotnych. Można więć wyjść z założenia, że skoro oazy stanowią miejsce, gdzie może pojawiać się bujna roślinność róznego typu, to wyrastająca gałąź nie będzie dla nikogo zdziwieniem.

Tylko problem pojawia się, kiedy ta gałąź ma kilkadziesiąt centymetrów średnicy i wyrasta z czyjegoś ciała, zastepując praktycznie rękę. A ten ktoś ma takich gałęzi kilka, wyrastających z obu rąk. I porusza się nimi jak na szczudłach, zwiększając prędkość swojego przemieszczania się niemożebnie. Ale obniżając równie niemożebnie swoją równowagę i możliwości balansowania. Na dobrą sprawę to po wychyleniu się zza formacji skalnych - bo chłopak był na górze, na skałach - skoczył przed siebie mimo kilku solidnych metrów do ziemi tworząc gałęzie z rąk, zrobił pare "kroków" poruszając się na rękach przedłużonych w drewniane pale, wbijając je w piach... Po czym nagle się potknął i jak kłoda - co jest śmieszne w sumie przy jego wykorzystaniu elementu drewna - wylądował w oazie, a jego drewno cofnęło się do jego rąk.

A kiedy mówie, że wylądował w oazie, to mam na myśli, że rudowłosy chłopak z dziwnymi ozdobami na ciele, ubrany w czarny strój bardzo luźno rozhełstany odsłaniający niebezpieczne ilości jego ciała, po tym jak poruszając się na szczudłach z drewna (wyrastających z jego rąk), po skoku z wzniesienia skalnego, się potyka po paru krokach - to trafia do zbiornika wodnego i idzie pod wodę. Znikając w niej z hukiem i rozpryskiem. Oczom zebranych ukazuje się tylko mała wystająca centymetr ponad lustro wody drewniana rurka...
A zza wzniesienia skalnego wybiega dwójka uzbrojonych ludzi, w krótkie miecze, rozglądając się.
-Gdzie podział się ten nawiedzony skurwiel?! - Warknął jeden z nich w przestrzeń. Ubrani jak typowi beduini czy nomadzi, ciemna skóra bez znaków charakterystycznych...
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 3 kwi 2019, o 16:36

Męczyć? Ją? Miał tupet. Nawet jeżeli był to żart, to Youmu wiedziała jak sobie radzić z natrętami. Nie pierwszy raz stawałaby się obiektem obsesji płci przeciwnej, chociaż Akashi zdawał się nie do końca zwracać uwagę wyłącznie na jej urodę. Zazwyczaj każdy facet tracił swoje zainteresowanie czarnowłosą, gdy ta zaczynała do niego mówić. Były to w większości słowa, po których zamiast nazywać ją księżniczką czy boginią, to nazywali ją szmatą, suką czy małą dziwką. Czego oczekiwali po kimś o takiej aparycji jak Youmu? Nie wyglądała jak delikatna dziewczynka, na którą wystarczą standardowe zaloty. Może była mała, może krucha, może młoda, ale drapieżności jej nie brakowało. Szarooki musiał to już dostrzec nawet ze swoim nierozgarnięciem. W końcu przez ten krótki czas zdążyła go wielokrotnie obrazić słownie, a on dalej wydawał się zainteresowany dalszym dialogiem i to jeszcze wykazywał chęć spędzenia więcej czasu z dziewczyną. Musiał być masochistą.
Zmuszenie trupa do współpracy? Jak miało to działać? Wszak bez życia nie było mowy o poruszaniu ciałem, a Akashi twierdził, że zwłoki mogły zagryźć swoich towarzyszy. Mimo wszystko Youmu poniekąd mu wierzyła, chociaż była sceptycznie do tego nastawiona. Młodzieniec w końcu był naprawdę dziwny pod względem i charakteru, i umiejętności. Spotkanie z nim dało pannie Nanatsuki do myślenia, że świat był bardziej pojebany, niż jej się dotychczas wydawało. Nic, co uznawała za niemożliwe, nie musiało być koniecznie niemożliwe. To całkiem pocieszająca myśl, ale działała w dwie strony. Wszystko było osiągalne - prawdziwie wspaniałe uczynki i te, które wybudzały ludzi ze snu z krzykiem. I taka wizja sprawiła, że na buźce Youmu wykwitł drobny uśmiech.
- Chętnie popatrzę na Twoją kolejną zdolność związaną z obsesją na punkcie śmierci. - rzuciła nieco kąśliwie, dając mu znać, że staje się trochę monotematyczny z tymi trupami, zabijaniem, cierpieniem i czaszkami. Ileż można było nawiązywać do tego samego? Rozumiała, że w końcu to było jego broszką, wręcz hobby, ale mógł sobie dać na wstrzymanie. Dopóki tylko rozmawiali, to miło byłoby zachować jakąś różnorodność tematów.
Domyślała się, że potrafił coś więcej, oprócz regenerowania się, ale w końcu mówił o regeneracji. Ta jednak miała swoje ograniczenia. Jeżeli nie miała gdzie zacząć, to nie mogła go uratować. Wystarczyło zatem zniszczyć jego ciało w taki sposób, by nic z niego nie zostało. No i spekulowała, że najważniejsza jest głowa. Bo gdyby przeciąć go w pół na wysokości pasa, to która część zacznie się regenerować? Przecież nie nogi, by później wyrosła głowa, w którą tchnięto by wspomnienia, charakter i życie. Zatem jakaś część ciała była priorytetem. Gdyby taką część ciała zamknąć w szczelnym pojemniku, to Akashiemu zostałaby wieczność jako... kawałek ciała niezdolnego do niczego. Może nawet niezdolnego do myślenia. To było raczej bliskoznaczne ze śmiercią, bo w końcu czym była śmierć, jak nie pustką? Youmu nie wierzyła w te wszystkie pierdoły, o których słyszała w różnych religiach. Każda starała się tłumaczyć jakoś to, co czeka człowieka, gdy czas na ziemi mu się skończy, ale skąd oni to mogli wiedzieć? Były to zwyczajne bajki, by ludzie nie obawiali się umierać, a obawiali się żyć niezgodnie z zasadami. Słowem - pierdolenie.
- Nie doceniasz mnie. - odparła krótko. Nie miała zamiaru mu przedstawiać swoich pomysłów jak go zabić. Zresztą dał jej też cenną wskazówkę, że poprzez zabijanie innych przedłuża swoje życie. Zatem nie miał zagwarantowanego życia wiecznego, a musiał sobie na nie zapracować poprzez ofiary. Gdyby odebrać mu możliwość mordowania, to w końcu by umarł. Może trwałoby to długo, może dłużej, niż żyłaby Youmu, ale zdołałaby to osiągnąć. Wiedziała jak go zabić.
Gadka o ogniu w oczach kurew była tak absurdalna, że dziewczyna wybuchła śmiechem. O czym on plótł? Ludzie to zwierzęta, które używają sztućców. Posiadają prosty instynkt samozachowawczy, który w najgorszych momentach góruje ponad charakterem, gdy ten jest zbyt słaby. To oczywiste, że nawet kurwa chciała przeżyć. Każdy chciał przeżyć, o ile jego życie nie przynosiło więcej cierpienia, niż radości. Kunoichi szkoda było nawet tego komentować. Im dalej w rozmowę z szarookim, tym bardziej robiła się wredna, tym mocniej zarysowywał się jej paskudny charakterek. Gdzie były granice Akashiego, po których stwierdzi, że ma dość Youmu? Może przyjdzie jej się przekonać. Zdecydowanie bardziej kupowała kwestię, że to jego kaprys, aby nie zabijać kobiet. Gdzieś miał z pewnością swoje podłoże i może w tym, że szarookiemu pewnie brakowało miłości. Zapewne czuł się samotny i przerażała go myśl, że czeka go wieczność w osamotnieniu. Nie poznawszy co to znaczy kochać i być kochanym. Jednak był świadomy, że jeżeli znajdzie ukochaną, to ujrzy jak umiera i pozostanie ze smutkiem przez resztę swoich dni. Problematyczna wizja. Całe szczęście dni Youmu były policzone i takich kłopotów nie miała. Nie odczuwała też potrzeby miłości. Kochała siebie, bo tylko ona, według niej samej, na to zasługiwała. Inni byli niewarci uczuć.
Przyjemne? Zatem naprawdę był masochistą. Dobrze, że czarnowłosa wyciągnęła igłę bez dalszych zabaw nią, bo jeszcze Akashi by się zaczerwienił od tej przyjemności. A to było niezręczne i żenujące. W końcu nie o to chodziło pannie Nanatsuki. Chciała, by go bolało, by czuł dyskomfort, a nie na odwrót. Kwestia żywienia innych nie została bardziej poruszona przez czarnowłosą, bo zaczęło się dziać coś dziwnego.
Widok człowieka, który poruszał się za pomocą rąk przemienionych w długie gałęzie należał do rzeczy naprawdę niecodziennych. Właściwe jak dla Youmu, to nawet wyjątkowych. Siedzenie na półce skalnej kilka dobrych metrów nad ziemią, to dobra okazja na obserwację. Rudowłosy dziwak poruszał się szybko, ale jednocześnie tak chwiejnie i niepewnie, że każdy jego "krok" na gałęziach wydawał się być tym ostatnim, zanim runie na ziemię. I długo nie trzeba było czekać, bo chłopak, prawdopodobnie, potknął się i runął prosto do wody, wpadając w nią jak kamień. Kunoichi obserwowała całą tę sytuację z uniesionymi brwiami i delikatnie rozchylonymi ustami. Wręcz zamarła. W jej głowie natychmiast pojawiła się nazwa, która będzie figurować zamiast imienia czy nazwiska rudowłosego - Badyl. Badyl znikł pod wodą, chociaż jakaś drewniana gałązka, bądź rurka zaczęła wystawać ponad powierzchnię wody. Cała ekstrawagancja sytuacji nie pozwalała Youmu na jakiekolwiek przewidywania odnośnie wydarzeń, więc zwyczajnie obserwowała. Jednak jej szkarłatne oczka musiały przenieść się w stronę kolejnych przybyszy. Dwójka ludzi wyglądających jak typowi mieszkańcy pustyni wyszła zza jednego wzniesień skalnych, wyjaśniając swoimi słowami, że poszukują Badyla. Byli nawet uzbrojeni, ale co chcieli od rudowłosego? Z pewnością dziwak nie był mieszkańcem pustyni, ale to nie przeszkadzało Youmu w opowiedzeniu się po którejkolwiek ze stron konfliktu. Tylko po co? Na razie nie odczuwała żadnej potrzeby ingerowania w ich sprawy, chociaż jeszcze chwilę temu narzekała w myślach, że zaczyna jej się nudzić. Teraz jej się nie nudziło.
- Co tu się odpierdala... - mruknęła cicho, jakby nieco nieobecna. Wtem do głowy wpadł jej ciekawy pomysł. Wskazała paluszkiem na dwójkę ciemnoskórych przybyszów i spojrzała z zadziornym uśmieszkiem na Akashiego. - Na nich możesz mi pokazać sztuczkę ze zwłokami. Akurat jest ich dwóch. Trup jednego może zagryźć drugiego. To może być ciekawe! - odezwała się zdecydowanie głośniej, zadowolona, że zacznie się coś dziać, a szarooki będzie mógł zaprezentować jej nieco ze swoich zdolności, o których opowiadał. Przekonałaby się na własne oczy czy mówił prawdę i jak to właściwie miałoby działać. W tym momencie nie spodziewała się ataku w jej kierunku. Ewentualnie liczyła, że Akashi ją obroni. W końcu on nie mógł umrzeć, więc mógłby zasłonić ją nawet własnym ciałem, gdyby była taka potrzeba. Na tę chwilę czarnowłosa jedynie siedziała ze zwieszonymi nogami w dół i popijała wino, obserwując z zadowoleniem dalsze wydarzenia.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 3 kwi 2019, o 17:24

Czy on musiał zacząć coś robić? Chyba tak, w końcu sama dziewczyna miała powoli dosyć jego obsesji na punkcie śmierci. Na jego nieszczęście on to zrozumiał i w sumie na nieszczęście dziewczyny. Pozostało mu jedynie głęboko westchnąć cieszyć się chwilą, która raczej nie mogła trwać wiecznie. Czy ktoś planował to przerwać? Oczywiście, że tak. Czy to był dziwny, mało zrozumiany sposób, którego nikt nie ogarnie. Rudowłosy idiota biegający na gałęziach? To brzmi jak codzienność, dlaczego tutaj w tym momencie brakuje glinianego wybuchowego ptaka i białych oczu. Ciekawe czy też się w końcu pojawią. Jednak sam chłopak nie planował reagować na drewniaka. Zwyczajnie wrócił do swojego leżenia, by po chwili usłyszeć jak ten wpada do wody.
- Czy to nie jest codzienność? - zapytał się, nieco szyderczo dziewczyny. Przypadkiem słysząc jej ciche słowa. Odnośnie tego co tutaj się odpierdala. Tylko czy to były jedyne osoby, które planowały mu w tym przeszkadzać? Oczywiście nie. No chuj by to wziął i strzelił gromem z jasnego nieba. Dwóch dziwnie wyglądających panów, prawdopodobnie szukających rudzielca.
- Oni są ubrani na ciemno, a mówiłaś że czarny kolor to zły pomysł. - powiedział, przyglądając się panom. W tym samym czasie powoli podnosząc się z koca. By poprawić koszulę i ją rozpiąć całkowicie. W końcu Youmu chciała zobaczyć drobną sztuczkę. Więc czemu by jej nie pokazać jakiejś.
- Pokaże Ci coś innego, ale także powinno być ciekawe. - powiedział, sięgając po swoją broń, tym samym podnosząc płaszcz, który odrzucił na koc. By po tym zeskoczyć prosto na wodę, obok wystającego badyla. Czy kusiło go, by na nim stanąć? Czy kusiło go by złapać go i wyrwać z wody? Oczywiście wiele miał pomysłów w swej głowie. Jednak zamiast tego postanowił spokojnie przejść po wodzie w stronę bliższą mężczyzną.
- Witam panów. Jeżeli mógłbym powiedzieć, nieco nam przeszkadzać w relaksowaniu się. Jednak mówiąc, że szukacie nawiedzonego skurwysyna, macie na myśli takiego rudzielca z badylami zamiast rąk? - powiedział, zatrzymując się zaraz za wodą. Wbijając swoje kazeshini w piasek, by się na nim oprzeć.
- Nie macie się czego obawiać. Możecie podejść bliżej, chętnie wam wskaże miejsce gdzie on się udał. W końcu to on jako pierwszy zakłócił nasz spokój, nagłym wtargnięciem do oazy. - powiedział, pięknie się uśmiechając do nieznajomych, zapraszając ich bliżej. W końcu łatwiej będzie mu wskazać im drogę jeżeli podejdą. Dodatkowo mógłby zadać im wtedy więcej pytań. Ciekawiło go parę rzeczy odnośnie zaistniałego zdarzenia.
- Jednak nim zdradzę Panom kierunek. Chciałbym zadać parę pytań. Nie przepadam za rozlewem krwi, mdli mnie od niej. Temu noszę tak fikuśną broń, zazwyczaj pomaga odstraszyć potencjalnych napastników, bez potrzeby wysilania się. Czy ta rudowłosa osoba, której szukacie zrobiła coś złego? Chciałbym poznać powód dla którego go szukacie. - wypowiedział, przerywając na chwile swoją wypowiedź, by poprawić swoje włosy podnosząc do góry grzywkę by odsłonić czoło.
- Poczułbym się wyjątkowo dobrze, jeżeli ta osoba byłaby jakimś przestępcom, a wy jedynie stróżami prawa chcącymi pojmać przestępce. Jednak jakby było odwrotnie. Nie mógłbym wam powiedzieć gdzie on się udał. Naraziłbym na zagrożenie niewinną osobę! A tak nie mogę postąpić. - dodał. Wykrzykując na sam koniec, zapewne Akashi w takim wydaniu różnił się od tego, z którym miała okazje pogadać Youmu. Jednak szaleństwo miało wiele twarzy, a ta mogła być jedną z zabawniejszych, jaką mógłby pokazać chłopak. Ciekawe czy po tym przedstawieniu dalej będzie nierozgarniętym w oczach czarnowłosej. Oraz po reakcji mężczyzn mógł ocenić ich zamiary. W końcu jeżeli są kimś dobrym nie zaatakują go tak po prostu, a jeżeli są źli raczej posunąć się do gróźb, a zaszlachtowanie ich w takiej sytuacji będzie uznane za obronę własną by uratować swoje życie. Dlatego chłopak w każdej chwili był gotowy żeby wyrwać kazeshni z piasku i zacząć nim ciąć przeciwników. Oczywiście nie chciał ich zabijać, jedynie chciał zdobyć ich krew, by móc się jej napić i pokazać kolejną sztuczkę Youmu, tym razem ze zmianą koloru skóry na bardziej w klimatach śmierci.
Faktycznie to może być trochę monotematyczne. wszystko w klimatach śmierci. Kurcze trzeba popracować nad zmianą nastawienia i rozszerzeniem swoich umiejętności.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Hitsukejin Shiga » 4 kwi 2019, o 17:24



Misja C 4/45 dla Youmu oraz jakiegoś Jashinisty Kappa

Co tu się odpierdala moi drodzy oto słowo, nie, wróć, fraza dnia. Gdyby tylko człowiek poruszający się na gałeziach o ksywie Badyl był najdziwniejszym zjawiskiem tutaj, to jeszcze pół biedy. Pół biedy, bo cała bieda byłaby, gdyby przybysze usłyszeli to co zaproponowała Akashowi Youmu, na szczęście wszystkich zebranych zdawali się nie słyszeć. Ale byłaby bieda, bo Akashi nie zasłoniłby jej własnym ciałem - zwyczajnie się od niej odsunął interesując się bardziej podwodnym badylem którego nawodna rurka wystawała sponad tafli oazy. Padające światło słońca odbijało się od niej, nie pozwalając się zorientować za dobrze, że coś jest w wodzie. Jakby tego śmiechu było mało - to i tak był... dość głęboko. Prawie przy dnie. A rurka była naprawdę potężnie dluga. Mężczyźni zbliżyli się do Akashiego, mimo jego popisów z wbijaniem kosy w ziemie. Wyglądali...

Skrajnie nieprzejęci.
To trafne określenie.
Opisujące sytuację w stuprocentach.

-Witaj. Nie obchodzi nas to zbytnio. To nie jest kurwa kurort dla potrzebujących wsparcia. To oaza. Dlatego odpowiadaj lepiej, na nasze wątpliwości, a nie zgrywasz tutaj chuj wie kogo. - Odpowiedział jeden z mężczyzń w mało sympatyczny sposób na stwierdzenie Akashiego, że im przeszkadzają w czymkolwiek. Nie, nie wyglądało żeby mieszkańcy pustyni dawali najmniejsze jebanie o to, komu przeszkadzają. To było całkowicie nie ich problemem, że jakiś cyklop się relaksuje. Oni tutaj mieli większe problemy.
-Ta, właśnie jego. Czyli go widzieliście. - Drugi z mężczyzn wpatrywał się pilnie w Youmu, jedna z rak schowana pod ubiorem, mogła być w pogotowiu na cokolwiek. Druga, na rękojeści miecza zaciśnięta jak na desce chroniącej przed zatonięciem.
-Lepiej powiedzcie gdzie. To pieniądz będzie. - Dodał pierwszy, po tym jak Akashi dalej zaczął gdać bzdury.
-Jest przestępcą. Poszukiwanym przestępcą. Ma list gończy u Ayatsurich, opiewający na tysiąc ryou. Z jego winy zginęło conajmniej kilka osób. - Dodał po chwili, próbując zakończyć dywagację Jashinisty by jak najkrócej musieć go słuchać. Widać było po jego minie, że działał mu jego styl bycia wysoce niekorzystnie na nerwy. Ta łapa na mieczu to mu zaraz zdrętwieje od zaciskania.
-Widzieliście go więc? Gdzie polazł?! - Dodał drugi, na chwilę spuszczająć Youmu z oka, ale po chwili znów się w nią wgapiająć.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Youmu Nanatsuki » 4 kwi 2019, o 19:41

Codzienność? Byli różni ludzie, których dni nie były podobne do siebie. To, co dla jednego mogło być codziennością, dla drugich było wyjątkowym przeżyciem. Świat pełny był takich rutynowych i jednocześnie niepowtarzalnych wrażeń. Ileż to panienek z dobrych domów chce przeżyć wspaniałą przygodę, poczuć adrenalinę, smak ryzyka i krwi w ustach, gdy sytuacja robi się gorąca. Ileż to ludzi chciałoby zaznać spokoju i dobrobytu, gdy przed nimi nieustająca walka o życie, pożywienie i rodzinę. Zdecydowanie szydercze pytanie Akashiego spotkało się z milczącym spojrzeniem, które nie wyrażało niczego konkretnego. Odpowiedź była w myślach.
Z pewnością nie moja codzienność.
Szarooki zgodził się na zaprezentowanie jakiejś sztuczki, chociaż miała być inna, niż ożywione trupy, zagryzające innych. Youmu już wyczekiwała kolejnej ciekawostki na temat nierozgarniętego młodzieńca, która definitywnie wiązała się z cierpieniem, śmiercią lub innymi takimi tematami bliskimi Akashiemu. Kiwnęła jedynie głową, wciąż z zadowolonym uśmiechem, bo miało się coś zadziać, a w dodatku coś niecodziennego - przynajmniej dla samej czarnowłosej. Zapowiedź ciekawych wydarzeń wydawała się być kłamstwem, bo jednooki zwyczajnie ubrał na twarz maskę i grał teatrzyk. Który to był raz, w którym ktoś chciał zaimponować Youmu poprzez fałsz? Przewróciła oczyma, mocno zawiedziona. Kiedy w końcu ludzie się nauczą, że ich marne aktorstwo jest do przejrzenia, że jest jedynie kłamstwem, w które nawet oni sami nie wierzą. Dlaczego próbowali być kimś innym? Czy naprawdę nie potrafili zrozumieć, że to prawdziwe "ja" jest wartościowe i jeżeli chcą stać się cenniejsi w oczach kunoichi, to muszą nad sobą popracować, a nie nad fałszem? Nie nad tą pokazową częścią charakteru? Panna Nanatsuki nikogo nie udawała. Nigdy. Zawsze była sobą i za to ją nienawidzono. Nie przymilała się, nie siliła na uśmiechy czy grzeczności. Chociaż potrafiła kłamać jak z nut, to w charakterze była niewzruszona.
Chociaż jej twarz wyrażała rozczarowanie, to wciąż wpatrywała się w dwójkę mężczyzn i jej ekstrawaganckiego towarzysza, przysłuchując się jednocześnie ich rozmowie. Akashi zgrywał prawego obywatela, wręcz obrońcę uciśnionych i stróża prawa. Pewnie próbował zyskać chociaż trochę zaufania przybyszy, by później z zaskoczenia ich wyeliminować. Jego próby były nieudolnie podejrzane. Sam wygląd i ta broń go zdradzały, a co dopiero zachowanie, które Youmu skwitowała jedną myślą, nawiązującą do poprzedniej i pytania Akashiego o codzienność.
Za to definitywnie Twoja.
Uzbrojony duet był tak konkretny i prosty, jak można było się tego spodziewać. Gonili jakiegoś pojeba, więc jak mieli zareagować na kolejnego, który rozpoczyna jakieś żale, że jemu i jakiejś smarkuli spokój zakłócili zamiast powiedzieć gdzie znikł rudzielec, bo z pewnością wiedzieli. Nie byli głupi, bo bacznie obserwowali i Akashiego, i Youmu. Jej szkarłatne oczka przyglądały się całemu zdarzeniu z zaciekawieniem, skupiając nieco więcej uwagi na tym mężczyźnie, który tak uważnie na nią patrzył. Ściskał swój miecz i pod ubraniem zapewne coś innego, coś czym mógłby rzucić. Czarnowłosa prychnęła jedynie, rozbawiona, że jakieś ścierwo myśli, że obroni się przed jej potencjalnym atakiem jakimś żelastwem. Zresztą sama myśl, że są warci jej sił była dosyć zabawna. Patrzyła na nich z góry i dosłownie, i w przenośni. Nawet jak jej obserwator spuścił na chwilę z niej oko, to nic nie zrobiła. Drobnymi łyczkami, z kpiącym uśmieszkiem przyglądała się im. Zaciekawili ją. Tysiąc Ryo to nie tak mało jak za zlikwidowanie jakiegoś Badyla i zyskanie plusa u Ayatsurich. Ich inżynierowie byli cennymi sprzymierzeńcami. W końcu to marionetkarze ustanawiali co było przyszłością, a co przeszłością. Przynajmniej w dziedzinie wojny. Zatem Youmu nie była chętna, do dzielenia się informacjami z dwójką przybyszy, bo wolała, żeby sobie poszli, a rudzielec wyszedł, przekonany, że uratowali go. Wtedy wystarczyło ściąć mu głowę i przynieść ją Ayatsurim, by zarobić. Łatwy pieniądz, ale panna Nanatsuki nie miała zamiaru się wtrącać w teatrzyk Akashiego. Chciała zobaczyć jak to rozwiąże i co planował. Ona nawet nie miała zamiaru włączać się w walkę, która wynikłaby tak długo, jak sama nie zostałaby zaatakowana. Nie czuła jednak żadnego zagrożenia nie dlatego, że była tak silna, ale dlatego, że nie w ogóle nie docierało do niej, iż takie zwyczajne śmiecie mogą cokolwiek jej zrobić. Napiła się kolejny łyk wina i dalej prowokacyjnie uśmiechała się do jednego z mężczyzn. W końcu obserwował ją tak uważnie i tak kurczowo trzymał broń, jakby miała go uratować. Albo jakby Youmu naprawdę czyhała na jego życie. Oczekiwała co się wydarzy. Miała trochę odległości, więc też czasu na dostrzeżenie możliwego ataku i reakcję.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 402
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Oaza w pobliżu wioski

Postprzez Akashi » 5 kwi 2019, o 11:27

Teatralne przedstawienie, może i kiepskie, ale jednak chyba pozwoliło zdobyć parę cennych informacji odnośnie niejakiego badyla, który wcześniej postanowił dać głębokiego nura pod wodę i się tam ukryć. Jego plan był dobry, gdyby nie fakt, że był widziany przez jednookiego i dziewczynę zapewne były bezpieczny, a tak no niestety. Ciężko można określić jego stan. Przynajmniej w tym momencie był coś warty, tysiąc Ryo to jakoś niedużo, ale jednak to był jakiś zarobek. W sumie ta dwójka także proponowała jakieś pieniądze za informacje. Czyżby była szansa zabrać pieniądze i ich zabić, zwiększając nagrodę za badylosłowa?
- Hmm, rozumiem. Więc jego głowa jest warta tysiąc? - powtórzył, wyciągając swoją broń z piasku by zarzucić ją na ramię.
- Jak myślisz, ile jest warta informacja o nim i o ile nagroda za niego by wzrosła razem z kolejnymi ofiarami?- odwrócił się, kierując swoje słowa do Youmu. Zastanawiał się, czy dziewczyna może mieć podobny plan do niego. W końcu zawsze. By po tym wrócić wzrokiem do dwójki pustynnych ludków, którzy najwyraźniej lekko stresowali się całą sprawą.
- Proszę nie trzymać tak dłoni na klindze. To może się skończyć trwałym kalectwem. Wie Pan jak to jest, ten kto nie szanuje swojej broni, nie ma prawa jej dzierżyć. Więc jaki macie stosunek do swojej broni? - zapytał się, starając się nadal nieudolnie rozkojarzyć rozmówców. Po czym mógł raczej przejść dalej do interesów i omawiania sprawy, gdzie znajduje się badylec.
- W zasadzie to on daleko nie uciekł. Jest ciągle w tej oazie. Można powiedzieć, że stoicie nad nim. Jednak nie do końca. To jest ostatnia rzecz, jaką mogę wam powiedzieć i jaką zapewne usłyszycie. - dodał, by po tym wymierzyć szybkie pchnięcie w Pana, który tak niegrzecznie patrzył się na Youmu. Przecież to była zdobycz Akashiego, a nie jakiegoś pustynnego ludka, który ma prawo w tym momencie jedynie umierać. Nawet nie wykrawając się, tylko zwyczajnie tracąc głowę od ostrza kosy. A co do drugiego Pana, przecież chciał dobyć broni, niech jej dobędzie. To będzie świetna zabawa. W końcu i tak będzie w stanie gówno zrobić tą wykałaczką. Chociaż i tak przydałoby się go chociaż zaciąć by zdobyć jego krew i się jej napić jak przystało na dżentelmena z pustyni.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości