Jinja

Re: Jinja

Postprzez Youmu Nanatsuki » 25 lut 2019, o 00:17

Misja rangi C - 1/30

Przy dobrej zabawie czas szybko mijał. Szczególnie, gdy dobra zabawa była dosłownie pasją, a dokładniej treningiem. Nie dość, że zabawne, przyjemne to i pożyteczne. Późne południe szybko mijało, ustępując miejsca księżycowi, który powoli rozpoczynał swoją hegemonię na niebie. Niedługą, ale pewną. Otoczenie nie miało znaczenia, a tym bardziej, gdy powoli w ramach ćwiczeń Jina zmieniało się bardziej w pobojowisko. Drzewa stały na miejscu, ale wszelkie drobne chwasty i krzewy zostały wdeptane w ziemię tworząc małą, dosyć ciasną polankę o nierównych kształtach. Może kilka metrów na kilkanaście metrów względnie wolnego terenu. Spłoszone ptaki już dawno wróciły na drzewa, przyzwyczajone do hałasu jaki wywoływał Yura. Nie zagrażał im, chociaż może ich miejsca lęgowe były w niebezpieczeństwie. W przyszłości Mori JIn miałby z tego powodu niemałe problemy, jednak czasy były trudne. Nikt nie dbał o zwierzęta. Poza Inuzuka.
Chociaż umysł i ciało młodzieńca pochłonięte było treningiem, to nie mogło zapomnieć, że jest również ninja. Szelest liści nie był nowym odgłosem, ale ten był znacznie głośniejszy i dochodził nie z koron drzew, a krzaków. Znajdowały się one około dwadzieścia pięć metrów od Yury, który stał do nich lewym bokiem. W tamtym miejscu nie stał jeden krzak, a kilka, tworząc pewien busz na wysokość półtora metra. A drzewa były w nierównej odległości. Między jednymi było nawet z dwadzieścia metrów, a między drugimi niecałe trzy metry. Leśne gęstwiny w całej swej okazałości. A jakby tego było mało, to nisko po ziemi rosło takie bluszczowate cholerstwo z malutkimi kolcami-haczykami. Może normalnego człowieka by to bolało, ale Mori Jin zahartowany treningami mógł czuć jedynie dziwne swędzenie. W miejscu jego treningu chwast był dawno już zdeptany, ale dalej roślina pokrywała ziemię. Szelest powtórzył się, a z nim poruszyły się krzaki. Mori Jin mógł wrócić do treningu, bo co go interesowały jakieś leśne dziwactwa. Mógł też zbadać sprawę. Los pozostawał w jego pokrytych odciskami dłoniach.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
 
Posty: 203
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 20:11
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba nad tyłkiem i duży shuriken na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
GG: 0
Multikonta: Nie

Re: Jinja

Postprzez Yura » 21 mar 2019, o 01:21

Trening to zdrowie, trening to żyćko, trening to wszystko, czego potrzebował człowiek taki jak Yura. No i ryż, bo bez ryżu nie byłoby dobrego treningu, ale to tajemnica, która dostępna jest jedynie dla najlepiej wytrenowanych ludzi. Całe szczęście, że Jin był jednym z nich. W każdym razie chłopak faktycznie nie zwracał większej uwagi na otoczenie. Trenował tam, gdzie chciał i tam, gdzie uważał to za korzystne. W lesie, z dala od drogi, nie przeszkadzał żadnym pielgrzymom czy kapłanom w stylu Inoyu, więc mógł dać upust swojej fantazji i wyczyniać różne frykasy wygibasy, za które próbowano go ochrzanić w samej świątyni. "Próbowano", bo nawet jak wyzywano Yurę od pajaców, ten nie wiedział, że to było w zasadzie o nim. Nieświadomość równa się beztroska i to trzeba zapamiętać.Nieświadomość nie jest jednak zawsze jednoznaczna z nieostrożnością i właśnie dlatego gdy chłopak usłyszał podejrzany szelest, jego twarz od razu skierowała się w tym kierunku. Trening jednak nadal trwał, więc wszystkie wygibasy były teraz skierowane w stronę odgłosów. W końcu ciekawość wzięła jednak górę nad dyscypliną i Mori Jin beztrosko wybił się z ziemi, aby wylądować jakiś metr od źródła dźwięku, po drodze uważając na gałęzie. Może i jego głowa była pusta i twarda, ale jakoś nie uśmiechało mu się niszczenie tutejszych gałęzi. Czy spodziewał się zagrożenia? Niekoniecznie. Był w dość spokojnej okolicy, a dodatkowo ludzie tutaj byli wyjątkowo mili. W stronę krzaków ruszył raczej z myślą, że w te wszystkie pnącza mógł się zaplątać jakiś biedny i zagubiony skorpion, któremu być może będzie w stanie pomóc. A jak nie... A jak nie, to będzie go miał przynajmniej na kolację! Same plusy.
Yura
 

Re: Jinja

Postprzez Youmu Nanatsuki » 31 mar 2019, o 02:06

Misja rangi C - 3/30

Nawet ktoś tak oddany treningowi jak Mori Jin był w stanie dać się skusić zwyczajnej ciekawości. Była to siła nadzwyczajna, która działała bez wyjątku. Popychała ludzi do czynów wielkich, ale również strasznych. Potrafiła napędzać człowieka równie dobrze, jak furia. Yurę napędziła do sprawdzenia szelestu. Najpierw jedynie zbliżał się podczas treningu, ale w końcu go zaniechał i wykonał jeden zwinny skok w pobliże krzaków. Teraz, gdy była cisza, której sam nie zakłócał, był w stanie usłyszeć coś więcej, niż tylko poruszający się krzak. Stękanie. Ktoś za potrzebą? Nie, stękanie było przeplatane cichymi jękami bólu oraz odgłosami poważnego wysiłku, by poruszyć swoje ciało. Ktoś się czołgał, a właściwie... raczkował? Przez gałęzie widać było coraz więcej tajemniczej postaci, która okazała się być mężczyzną. Dosyć szczupłym, zdecydowanie nie tak wysportowanym jak sam Mori Jin. Brązowe włosy musiały sięgać nieznajomemu do barków, gdyż aktualnie skutecznie zasłaniały całą twarz. Wysunął się dalej z krzaków, opierając lewym barkiem o pień drzewa i napierając na niego podnosił się. Teraz dopiero Yura mógł dostrzec, że w prawej części klatki piersiowej mężczyzny tkwi bełt. Błękitne, luźne kimono było nasączone krwią, ale nawet posoka nie odbierała materiałowi drogiego, wykwintnego wyglądu. To nie był strój, na który mógł pozwolić sobie pierwszy lepszy mieszkaniec prowincji i nawet niewprawne oko Yury byłoby w stanie to określić. Włosy rannego przykleiły się do twarzy, a on swoją zakrwawioną dłonią starał się je odgarnąć. Zgarnął tylko większy kosmyk, odsłaniając prawy profil, gdyż nagle drgnął, gdy dostrzegł nogi. Patrzył w ziemię, zatem dopiero po chwili ujrzał, że na tych umięśnionych nogach stoi zgrabny młodzieniec. Prawą ręką chwycił się za bełt, jakby przytrzymując go, by się nie wykrwawić. Drżał, wyglądał na wycieńczonego, ale zdeterminowanego walczyć z cierpieniem. Jakby się czegoś bał. Albo o coś.
- Nie... nie pozwól jej znaleźć... - miał zachrypnięty głos, mówił z wielkim trudem, a nim dokończył, to się rozkasłał. Zasłonił usta lewą dłonią, która szybko chwyciła się znów pnia drzewa, rozmazując na korze krew. Wykasłaną krew. - Ona nie może znaleźć Kyoko. - wycedził przez zęby i jęknął z bólu. Mówienie musiało być dla niego bolesne tak samo jak oddychanie. Każdy ruch klatką piersiową tylko pogarszał ranę, a medyków w pobliżu nie było. Mori Jin zapewne nawet nie wiedział jak taką ranę zrobić, a co dopiero jak ją opatrzyć. Czas uciekał przez palce. Wyglądało na to, że mężczyzna niedługo zwyczajnie straci przytomność. Tylko o co mu chodziło? I co mu się właściwie stało? I jaki to jest problem Yury?


EDIT: Yura z/t - przenosimy się do właściwszego tematu, bo akcja dzieje się poza Jinja i to sporo. pyk :>.
Tam odpisz i daj mi znać.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
 
Posty: 203
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 20:11
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba nad tyłkiem i duży shuriken na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
GG: 0
Multikonta: Nie

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 20 kwi 2019, o 22:24

Tego dnia, dla odmiany, świątynia była nieczynna.
A nieczynna była dlatego, że Inoyū postanowiła wyłuskać te najostatniejsze, niemal nieistniejące reszteczki motywacji, by wykonać na terenie chramu gruntowne porządki, które to powinna zrobić już dobre kilka miesięcy temu, ale – wiadomo, jak to bywa z porządkami – zawsze był jakiś powód, który odsuwałby w czasie przywrócenie ładu rozpadającej się kapliczce. A to liczne tłumy wiernych zbierających się z okazji mniejszego lub nieco większego święta, a to jakieś przyjemne zlecenie, którego – ze względu na całkiem atrakcyjne wynagrodzenie - wykonania nie sposób odmówić, a to znowu chęć poleżenia bezczynnie na zimnej posadzce, gapiąc się otępiale w sufit. Ciągle coś, ciągle coś. Tyle wymówek, tyle usprawiedliwień.
Na świecie istniała jednak osoba, która tych jakże kreatywnych wymówek Yamanaki nawet nie chciała słuchać, a była nią... jej własna rodzicielka. Kochana mamusia, złota kobieta, ale także wymagająca szefowa. Kto jak kto, ale Inoyū doskonale wiedziała, dlaczego prowadzenie rodzinnego biznesu tak często okupione jest licznymi zgrzytami i dystansem, który z czasem wkrada się pomiędzy członków familii.
Niby nie wiedziała, czy jej rodzice mają zamiar wrócić w swoje rodzinne strony akurat teraz, ale z drugiej strony nie mieliby na to odpowiedniejszego momentu; wojna już dawno się skończyła, sytuacja na froncie stopniowo zaczęła się uspokajać, a wszyscy zaangażowani w konflikt powracali do swoich rodzin, udając się na zasłużony spoczynek. Jeżeli nie dziś, to jutro. Jeżeli nie jutro, to na dniach. Była tego na tyle pewna, na ile pewna może być osoba, która w całości ufa swojej intuicji.
Zmaterializowała się przed świątynią już z samego ranka; w końcu w planach nie miała jedynie pobieżnego oprzątnięcia chramu, ale także dość czasochłonną naprawę zniszczeń wyrządzonych przez kilka plag, które zdążyły przejść przez ten święty przybytek. Zakupiła wszystkie potrzebne materiały, ale co z tego, skoro od jakiegoś czasu służyły tylko do zbierania kurzu gdzieś na tyłach jinji. Jeśli chodzi stricte o lenistwo, to chyba jednak nikt nie może z nią konkurować - nawet Shi, która do tego nieróbstwa niby ma genetyczne predyspozycje. Jakież to głupie. Pewnie wymyślili sobie to tylko po to, by móc usprawiedliwiać niezrobienie czegoś, czego nie chcą robić. Poczuła delikatnie ukłucie zazdrości.
Otrząsnęła się z tego przyjemnego stanu zamyślenia dopiero w momencie, gdy kolejny raz została zmuszona do wytłumaczenia jakiemuś spragnionemu modlitwy wiernemu, że niestety, ale dzisiaj będzie musiał znaleźć sobie inne miejsce do wypełnienia swoich religijnych potrzeb. Westchnąwszy cierpiętniczo chwyciła wreszcie za miotłę. Zaczęła zamiatać. I zamiatać. I, cholera jasna, zamiatać. Upływ czasu całkowicie umknął jej uwadze, którą to w całości skupiła na doprowadzaniu świątyni do stanu idealnego.
Och, czy to już popołudnie?
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 338
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Ichirou » 22 kwi 2019, o 13:17

Obrazek
Misja rangi D
Inoyū
1/15


To ja, Inojka się nazywam. Przepraszam i dziękuję - ja tych słów nie używam. Jestem piękna i urocza, chociaż nie mam źrenic w oczach. Jestem przecież najgorliwsza, a na pewno najuczciwsza.
Z tą gorliwością to jednak sama prawda, bo Jinja była pucowana na błysk. Może niekoniecznie bogom, ale mamusi to Inojka chciała się przypodobać. Szuru-buru, myju-myju, zmiotu-zmiotu; mimo fizycznej harówki było całkiem przyjemnie. Nikt nie niepokoił albinoski, nikt nie gadał nad uchem. Pogoda tego popołudnia była całkiem dobra, ale można było narzekać na lekką duchotę.
Porządkowym zmaganiom towarzyszyła albinosce sarenka - ta sama, która kiedyś narobiła nieco bałaganu. Tym razem nie była szczególnie skora do psot. Ot, skubała sobie jakieś krzaczki i kwiatuszki nieopodal, czasem zerknęła na wojującą z miotłą Inojkę i poruszała uroczo szpiczastymi uszkami.
W pewnym momencie sarenka poderwała łebek do góry i nasłuchiwała przez moment dźwięków nadchodzących od strony ścieżki. Parę sekund później zerwała się spłoszona i czmychnęła gdzieś w przeciwnym kierunku, alarmując tym samym kapłankę, o ile ta była w pobliżu.
Leśną dróżką nie biegł jednak łysy mściciel ani starszy pan z siekierą, tylko dziewczynka, mająca dziesięć, maksymalnie dwanaście lat. Ubrana była w sukienkę z falbankami w jakiejś fikuśne wzorki w księżyce i gwiazdy, a jasnozłote włosy splecione miała w warkocz.
- Pani Inoyuuuuuuu! - piskliwe wołanie dziewczynki zaburzyło spokój świątyni. Młodziutka pannica powtórzyła ten specyficzny okrzyk jeszcze parę razy, aż dobiegła do samej Jinji i zlokalizowała poszukiwaną kapłankę.
- Babunia Saika panią poczebuje! Uzuki nam się rozcholowała i babunia nie ma medium!! Babunia Saika bardzo plosi! Dzisiaj wieczolem babunia ma seanse! Niech pani Inoyu pszyjdzie! Babunia mówiła, że zapłaci! - krzyczała dalej, najprawdopodobniej łapiąc pod koniec Inojkę za rękaw, by zaciągnąć ją siłą do swojej babuni.
W całym tym zamieszaniu Yamanaka mogła potrzebować chwili, aby skojarzyć pewne imiona, ale prędzej czy później wszystko powinno stać się jasne. Saika była staruszką, ale najczęściej ludzie nazywali ją ropuchą lub po prostu wiedźmą. Znała się całkiem dobrze z matką albinoski, bo choć eksplorowała nieco inne zakątki duchowości niż czcigodna kapłanka, to jej wiedza szczególnie w zakresie zielarstwa i alchemii była nieoceniona.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Jinja

Postprzez Inoyū » 23 kwi 2019, o 17:04

Nienawidziła pracować. Nie potrafiła być produktywna częściej niż zawrotna liczba jakichś dwóch razy w miesiącu i, chociaż jeszcze podczas oprzątania świątyni obiecywała sobie, że powróci do niej również nazajutrz, by dokończyć wszystko to, co z taką zawziętością ignorowała dzisiaj, to podświadomie wiedziała, że nic takiego nie dojdzie do skutku. Obudzi się wczesnym rankiem w swoich wygrzanych pierzynkach i uzna, że jednak wszystko zostało już doprowadzone do stanu na tyle wystarczającego, że nie kiwnie paluszkiem najpewniej aż do następnej jesieni. Chyba, że mama ją pogoni. To wtedy wcześniej.
Odetchnęła ciężko, gdy mogła w końcu wyprostować swój znękany wielogodzinnym przebywaniem w głębokim skłonie grzbiet, po czym ułożyła dłonie na lędźwiach, by zacząć je intensywnie rozmasowywać niczym jakaś zapracowana starowinka, którą, niestety, się czuła. Niby taka z niej kunoichi, a kręgosłup strzyka aż niemiło. No nie służy jej praca. Zdecydowanie nie służy.
Omiotła spojrzeniem najbliższą okolicę, chcąc skontrolować aktualną prezencję chramu po jej wnikliwych porządkach, jednak, zamiast skoncentrować się na doszukiwaniu ewentualnych niedoskonałości, jej ślepia zatrzymały się na niespodziewanym gościu, który postanowił odwiedzić te tereny po raz kolejny.
To znowu ty? — szepnęła ostrożnie, wykonując kilka niepewnych kroków w stronę sarenki. Przykucnęła powoli, co rusz sprawdzając, czy jej ruchy przypadkiem nie płoszą tego lękliwego zwierza. Sarna wydawała się dzisiaj dość spokojna - jakaż to szkoda, że nie mogła utrzymać tego spokoju ostatnim razem! Rozejrzała się wokół siebie z cieniem paniki, ale także i gotowością do błyskawicznego sprzątnięcia z jej zasięgu wszelkich - nad wyraz delikatnych - waz i figurek, które roztrzaskały się na drobne kawałeczki wraz z jej nie tak dawną wizytą. Interwencja Yamanaki nie była jednak potrzebna; sarenka, na szczęście, znajdowała się w bezpiecznej odległości od wszystkich precjozów, więc ze spokojną głową mogła oddać się podziwianiu sarenkowemu, jakże słodkiemu, obliczu. Z trudem opanowała chęć pogłaskania jej po tym łebku. I po grzbiecie, ojej, ile ma kropek. Jakie to słodkie. Ogarnij się, Inoyū, to dzikie zwierzę i nie można go dotykać.
Sarenka, tak samo jak poprzednio, zaalarmowała kapłankę o zbliżającym się niebezpieczeństwie swoim rychłym zniknięciem w leśnych gęstwinach. Niebezpieczeństwo okazało się być rozwrzeszczaną dziewczynką, która z jakiegoś powodu znała jej imię i nie miała zamiaru powstrzymywać się przed oznajmianiem o tym całemu światu. Cholera, jej wrzaski pewnie było słychać aż w samym Saimin!
Ciszej. Bądź ciszej — wysyczała przez zaciśnięte zęby, przykładając nerwowo palec do ust. Te dzisiejsze dzieciaki jakieś takie rozbestwione, niepoukładane. Nie dość, że nie szanują starszych, to jeszcze nie szanują bogów! A jak powszechnie wiadomo - w domu istot najwyższych nie mówi się głośniej niż półszeptem. Bo to nieładnie.
Przykro mi, ale dzisiaj-... — zaczęła już nieco spokojniej, jednak urwała wpół słowa, gdy dziewuszka wymówiła imię tajemniczej babuszki. Uniosła brew ku górze, starając się zrozumieć cokolwiek z chaotycznego bablania wyraźnie podekscytowanej swoją misją dziewczynki — Sa-Saika? — zawtórowała, zawieszając zmieszane spojrzenie na jej zaczerwienionej od emocji twarzyczce. Chociaż pod adresem starowinki padały różne niezbyt przyjemne epitety, albinoska zawsze darzyła ją pewnego rodzaju szacunkiem. Nie było jej dane, niestety, widzieć ją zbyt często; zwykle to jej matka wybierała się z wizytą do tej starszej kobiety, by zaoszczędzić jej trudów wleczenia się do domostwa państwa Yamanaka.
Dobrze, już dobrze! No idę przecież! Zostaw, bo pognieciesz — burknęła surowo, powoli uwalniając tkaninę swojego odzienia spomiędzy jej dziecięcych palców. Nie potrzebowała większej zachęty. Sama informacja o tym, że mogłaby być Saice w jakiś sposób potrzebna sprawiała, że jej kredowoblade lico rozpłomieniło się w równym stopniu, co policzki podekscytowanego dziecka.
Pełna obaw ruszyła w stronę wskazaną przez dziewczynkę.

z/t
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 338
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Jinja

Postprzez Ichirou » 24 kwi 2019, o 21:55

Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Jinja

Postprzez Yura » 29 lip 2019, o 16:22

Jureczek jakoś nigdy nie lubił szpitali. Atmosfera w środku kompletnie nie pasowała do jego charakteru. Wszyscy byli tam jacyś chorowici, słabi i pozbawieni życia. Niby po to zbudowano właśnie to miejsce, ale nadal nie był to budynek, w którym chciałby świadomie przebywać na dłużej i właśnie dlatego cieszył się, że lekarze obeszli się z nim tak łagodnie. Nie musiał przebywać pod obserwacją, spędzać w placówce nie wiadomo ile dni. Po prostu go zaszyli, opatrzyli i wypuścili, czyli tak, jak powinno być zawsze. Jego ciało wyleczy się przecież dalej samo.
Zanim jednak mogło dojść do regeneracji, przed młodym chłopakiem stało kolejne zadanie. Okazało się, że Jureczek miał problemy nie tylko z podziurawionym, ale także z zanikami pamięci. Najwyraźniej ciągłe obrażenia i treningi sprawiły, że jego mózg nie jest w najlepszej kondycji. Jak inaczej wyjaśnić takie zapominalstwo? Nie da się! A że Mori Jin u lekarzy przebywał ciężko, to sądził, że może sobie już sam postawić całkiem trafną diagnozę. Zapisał sobie więc na karteczce co ma zrobić, gdyby w trakcie podróży znowu o tym zapomniał i udał się do centrum miasta. Tam musiał złożyć zamówienie na coś specjalnego. Nie mógł tak po prostu po takim czasie odkupić zwykłego kota. Przecież to byłoby zwyczajnie lekceważące. Właśnie dlatego Jureczek zaczął rozglądać się za czymś, co sprawi, że zarówno rodzice Inoyu, jak i sama Inoyu nie będą wiedzieli co powiedzieć.
- Hm... A nie macie może czegoś większego? - zapytał sprzedawcę, uważnie przeglądając sklepowy asortyment - Nie, nie. To też za małe. Coś większego. Takiego wie pan... Tak dużego! - w tym miejscu zwyczajnie pokazał rękoma o jakim rozmiarze figurki mówi, na co sprzedawca przetarł tylko oczy ze zdumienia. Przez kilka kolejnych minut Yura musiał przekonywać, że faktycznie chce zrobić ten zakup i nie żartuje. Skończyło się na tym, że chłopak wpłacił całość ceny zanim jeszcze otrzymał towar. Po ten mógł zgłosić się dopiero po tygodniu, co też zrobił.I w ten właśnie oto prosty sposób docieramy do teraźniejszej chwili. Kiedy ostatnim razem Mori Jin przemierzał ścieżkę prowadzącą do jinjy, ta wydawała mu się zwyczajnie szersza. Spokojnie mógł chodzić zygzakiem. A teraz? Nie wiedział czy to zasługa jego prezentu czy też tutejsze drzewa rozrastają się w niesamowicie szybkim tempie. W każdym razie dzielny chłopaczyna dawał sobie rade. Od czasu do czasu zahaczał do gałęzie, ale za każdym razem naprawdę uważał na to, żeby nie uszkodzić swojego małego prezenciku. Zresztą to nie gałęzie sprawiły mu największy problem! Jego największym przeciwnikiem była brama do świątyni. Kto wpadł na pomysł, żeby była aż tak niska? Jureczek rozumiał, że ludzie zazwyczaj nie są wysocy, ale żeby nikt nie pomyślał o tym, że ktoś będzie chciał wnieść tutaj posążek kota? Nie ma jednak takiej przeszkody, której nie da się pokonać, więc po chwili główkowania Jin po prostu wniósł posążek równolegle do ziemi i voila - był w środku. Teraz tylko wystarczyło znaleźć miejsce, w którym można go postawić i robota była skończona. To zadanie było jednak banalnie proste. Jureczek doskonale pamiętał w którym miejscu żonglował kotami, więc tam też właśnie odstawił swój prezent dla Inoyu. A co to takiego? Ano taki posążek. Niby normalny, nie? No właśnie nie do końca. Nie dość, że chłopak musiał użyć bram, żeby przytachać go tutaj samemu, bo wcale nie był taki lekki, to kocurek miał jedną, jedyną, malutką wadę (która dla Jureczka była akurat zaletą). Co to takiego? Ano wymiary. Chłopak z pustyni wiedział bowiem, że po tylu dniach bez naprawienia szkody glupio byłoby przychodzić z prostym, małym kotem. Mistrz nie byłby z niego dumny. I właśnie dlatego w świątyni stanął teraz kot mierzący sobie prawie trzy metry.
- Nooo! Teraz to wygląda jak prawdziwy posąg. No i da się nim spokojnie trenować! - powiedział z nieskrywaną satysfakcją, przecierając czoło z potu. Nie dość, że naprawił swój zły uczynek, to na dodatek odbył niewielki trening. Była jednak jedna rzecz, której naprawdę żałował. Musiał udać się do Midori, a chciał zobaczyć twarz Inoyu kiedy zobaczy jaki wspaniały prezent jej zrobił. To będzie musiało jednak poczekać aż Jin wróci ze swojej wyprawy. W końcu chłopak, nie zważając na wzrok zebranych wiernych, udał się w miejsce, które polecił mu tata kapłanki. Być może tam ją też znajdzie, a jeśli tak, to na pewno będzie się upierał, żeby z nią wracać. Już sobie wyobrażał ten szeroki uśmiech szczęścia, kiedy Yamanaka dostrzeże nowy nabytek świątyni. Będzie wspaniały!


z/t
Yura
 

Poprzednia strona

Powrót do Saimin (Osada Rodu Yamanaka)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości