Posiadłość Yumichików

Shigashi no Kibu jest krajem kupieckim na północ od Samotnych Wydm. Południowa granica kraju styka się z Sabishi i Atsui, zaś północna - z Soso i Kyuzo. Na zachodzie graniczy z Głębokimi Odnogami, a na wschodzie z krainą Yusetsu. Choć krajem w teorii zarządza gildia kupiecka, tak naprawdę główną władzę w Shigashi no Kibu stanowią trzy rodziny Yakuzy. A co najciekawsze, pomimo sporów zarządzają państwem w bardzo sprawny i względnie sprawiedliwy sposób, dzięki czemu Shigashi mogło się bardzo sprawnie rozwinąć.

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 15 lut 2019, o 23:12

O ile się nie mylę minęły dwa dni od momentu przerwania praktyk nauki techniki Hien. Wtedy ta została przerwana za sprawą niespodziewanego wezwania do władz miejskich. Kto by się spodziewał, że jakiś tam alchemik będzie chciał prosić konkretnie mnie o pomoc w sprawie ukradzionej receptury. Za dużo mi wtedy nie pasowało dlatego już kolejnego dnia odmówiłem udziału w tym zleceniu. Pomijając kwestię magicznego dzika, który ni stąd ni zowąd określił mnie jako swego kompana nic się przez te dni nie działo.
Wracając jednak do kwestii aktualnych. Kiedy wróciłem do posiadłości okazało się, że pierdziela nie było. Udał się w sprawach gildyjnych do Shigashi. Lucky. Aby tego było mało główna służka, która najchętniej doniosłaby na mnie pierdzielowi, że znowu się obijam w domu zamiast trenować jak podobnież przykazał udała się z dwiema innymi do miasta aby omówić sprawy zaopatrzenia. Double Lucky.
Tak więc kiedy wróciłem do posiadłości po niewielkim postoju na polanie skierowałem się do pokoju brata. Przeszedłem hol lewego skrzydła i dwukrotnie uderzyłem w framugę rozsuwanych drzwi po czym nie czekając wkroczyłem do środka.
Brat podniósł głowę znad księgi którą trzymał oburącz. "O strukturze słowa" Mikyaratsu Yurimuchiego. Już przeczytanie tego krótkiego ciągu liter sprawiło, że mimowolnie ziewnąłem.

- Długo ci to zeszło. Myślałem, że już tego samego dnia wrócisz znajdując jakieś wytłumaczenie - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Gdyby nie pewna myśl, która wbiła mi się do głowy zapewne tak by się to skończyło.
- A cóż to sprawiło, że nasz numer jeden leniów Shigashi miało wątpliwości? Czyżby coś związanego z piaskami pustyni? - Yuno zamknął książkę i odłożył ją na niewielki stolik.
- Boki zrywać. Nie musisz mi przypominać o tej wyprawie i moim wygadanym języku. - odparłem z grymasem. Wydarzenia z Ryuzaku wciąż były świeże. Przecież z "grupy", która została stworzona jedna z osób została rozszarpana na moich oczach a druga podobnież została spopielona. Do tego był to jeden z znajomych zielonowłosej Suzu. - Sprawa wydawała się zwyczajnie dziwna. W otoczeniu urzędu władz miejskich zostałem poproszony aby wykraść skradzioną recepturę. Już sam fakt, że same władze mnie o tym prosiły zapaliły mi świecę, że w sprawę musi być uwikłana jedna z rodzin. Dlatego po konsultacji z dziadkiem ostatecznie zrezygnowałem.
- Słyszałem, że dziadek nie był zadowolony po tym jak powiedziałeś mu o widzeniu przez zamknięte powieki. Wątpił podobnież w więzy krwi.
- A przypadkiem on nie wątpi za każdym razem kiedy mnie tłucze po głowie za krótką drzemkę?
Na to wyrażenie Yuno nie odpowiedział tylko zaśmiał się głośno. Nie jesteście nawet w stanie wyobrazić jak mnie to zirytowało. Jednak domyślałem, się o co chodziło braciszkowi. Przecież sam przy jednej z naszych rozmów wspominał, że zazdrości mi talentu. Czyżby stary pierdziel również uważał, że takowy posiadam? W znaczeniu o zdolności Taaa prędzej kryształ na dłoni komuś wyrośnie niż tak jest naprawdę. Moje rozmyślania przerwał Yuno który podniósł się z ziemi.
- Dziadek chciał abyśmy trenowali. Nie wiem czy dotarła do ciebie wiadomość, że jeśli nie przetniemy dwóch kłód do czasu jego powrotu będziemy mieli wieczorną przebieżkę. Znaczy dokładniej powiedział "Jeśli ten gamoń znowu nie usłucha mojego nakazu gorzko tego pożałuje". - odparł powstrzymując uśmiech. Ten ostatecznie pojawił się na jego twarzy, a ja jedynie westchnąłem.

Razem z Yuno udaliśmy się na tyły posiadłości. Młody poszedł w kierunku komórki skąd przyniósł po dwie kłody na głowę. Klapnąłem na ziemię w pozycji do treningu. Nie miałem ochoty ale świadomość, że stary pierdziel ponownie zmusi mnie do morderczego treningu sprawiły dodały mi chęci. Tuż koło mnie usiadł Yuno. Położył między naszą dwójką cztery kłody. Sam ująłem pierwszą z brzegu i ponowiłem ćwiczenia sprzed dwóch dni.
Nie będąc zmuszonym do katorżniczego tępa oraz nie będąc pod batem podszedłem do tego raczej swobodnie. Yuno zdawał się być skupiony do granic swoich możliwości. Zależało mu znacznie bardziej niż mi.
Po godzinie młodszy z barci jako pierwszy zdołał ukończyć zadanie. Ja z kolei byłem dopiero w 70% swojej czynności. Pewnikiem gdybym i a się skupił i wydobył z siebie niemożliwe 100% skończyłbym równie szybko. Lecz nie było takiej potrzeby.
Brat pomimo zaniepokojenia na twarzy obserwując moje "zmagania" z kłodą jedynie westchnął. Brzmiał bardzo podobnie do mnie. Widać jednak, że brat z krwi i kości. Sięgnął po drugą i ponowił ćwiczenia. ja w tym czasie nie spiesząc się poprzez obrót chakry powietrza w mojej dłoni dalej, żłobiłem w kłodzie kolejne cienkie linie przy pomocy samej energii ducha. Po piętnastu minutach i ja ukończyłem swoją część. Jeśli ktoś obeznany w prawach arytmetycznych sprawdziłby czy moje słowa jakoś pokrywają się z prawdą, to dostrzegłby, że czas był zbyt krótki względem aktualnych starań. Jednakże należałoby nadmienić, że im bliżej końca tym człowiek stara się aby ten koniec nadszedł szybciej. Ujmując prościej. Kiedy dostrzegłem, że kłoda staje się cieńsza zacząłem zwiększać szybkość jak i ilość chakry co skróciło ostateczny czas.

Kiedy kłoda pękła na dwoje westchnąłem z lekką nutą goryczy. Z pewnością zapytacie czemu. Mianowicie czekała mnie jeszcze jedna do przepołowienia. Tak więc mogłem spodziewać się kolejnej straconej godzinie, najmniej. Sięgnąłem po kolejną kłodę i ponowiłem trening.
Yuno zakończył przecinanie drugiej kłody kiedy ja wciąż znajdowałem się w połowie obrabiania drugiej. Podniósł się i otrzepał z wiórów drzewnych. Twarz otarł rękawem ubioru. Zanim radośnie udać się do domu na drzemkę ponownie skierował się do składziku skąd wyciągnął jeszcze jedną kłodę.
Podniosłem brwi będąc zaskoczony jego poczynaniami. Choć może nie. Ten gamoń był zdolny do dawania więcej niż 100%. Gdybym ja był osobą, która poszła po kłodę jako dodatkowy trening ten prawdopodobnie zacząłby próbować uwalniać się z genjutsu.
Usiadł ponownie koło mnie i ponowił ćwiczenia.
Promienie Słońca, w których widać już było czerwień zachodu, oświetlały niewielką polankę na tyłach posiadłości kupieckiego rodu Yumichika. Ostatecznie spędziłem tutaj nieco ponad dwóch i półgodziny. W tym czasie dwie kłody zostały zdekapitowane przez tylko i wyłącznie mą osobę. Przyszła głowa rodu pozbawiła życia trójkę. Biorąc pod uwagę fakt, że trzecia była przecięta do trzech czwartych może oznaczać ranę śmiertelną. Wióry i trociny, które pokrywał całe moje nogi i część tuniki zostały strzepnięte przy pomocy ręki. Kiedy te opuściły mój ubiór położyłem przechyliłem się do tyłu. Przeniosłem się z pozycji siedzącej do leżącej. Skrzyżowane, obolałe nogi w końcu zaznały wolności i zostały rozdzielone od siebie. Na czole pojawiały się miejscami krople potu.
- Nigdy. W życiu bym nie spodziewał się, że ten leń, który wiecznie snu pragnie sam, bez przymusu, będzie ćwiczył z bratem technik, których ich szkolę.
Podniosłem się momentalnie słysząc głos, który wydobył się z martwych zwłok, a nie to tylko pierdziel. Nie zaskoczył mnie jednak fakt jego pojawienia się lecz znaczenie słów, które wydobyły się z jego ust. "Sam?", "Bez przymusu?". Ręka mi zadrżała. Co to miało wszystko znaczyć. Przecież sam chciałeś abym to zrobił pod groźbą śmiertelnej pracy. Co więc masz na myśli mówiąc SAM?
Usta miałem lekko otwarte. dolna warga zadrżała. Mięśnie karku zadziałały mimowolnie kierując głowę na prawo, gdzie siedział zdradziecki kurdupel. I ty Brutusie przeciwko mnie?
- W planach miałem co prawda karę za wagarowanie dnia poprzedniego - tutaj zwolnił spoglądając w moją stronę. Chyba do uszu doszły słowa o moim posiedzeniu na polanie. - jednakże biorąc pod uwagę twoją wolę do treningu pozwolę sobie ją odpuścić.
Na mojej twarzy pewnie mieszały się różne emocje. Szoku, zaskoczenia, wdzięczności oraz bólu i uczucia zdrady. Biorąc pod uwagę, że brat oszukał mnie abym razem z nim odbył trening sprawiły, że był zdrajcą, jednak dzięki temu udało mi się uniknąć jakiejś katorżniczej kary, tak więc jednocześnie jest mym wybawcą. Czy jest jakieś określenie opisujące zdradzieckiego wybawiciela?
Z moich ust padły dwa słowa.
- Dzięki Brutusie.

* * *

- Kultywacja waszych umiejętności przebiega w zastraszającym tempie. Wszak mnie za młodych lat tydzień zajęło dojście do stanu w którym mogłem kłodę tą przeciąć w godzinę. Wam zajęło to niespełna trzy dni. Przerażające pokolenie.
Dziadek stał nad nami opowiadając o swojej przeszłości. mieliśmy jeszcze tego samego dnia rozpocząć naukę drugiego stopnia czyli przelewania do broni naszych sił duchowych celem zwiększenia ich siły. Z tego co dowiedzieliśmy się etap wstępny miał jedynie przybliżyć nas jedynie do umiejętności nadaniu naturze wiatru odpowiednich właściwości. W przypadku technik siła ich winna być znacznie silniejsza za sprawą kultywacji i długich monotonnych ćwiczeniach. W końcu sama kontrola jest znacznie słabsza niż technika, którą przekazuje się od długich lat.
- Jesteście już przygotowani aby rozpocząć drugi etap nauki. Przelewanie chakry natury do broni. Tak jak w technice kontroli lotu shurikenów wykorzystywaliście wiatr aby dokonywał ich rotacji tak w przypadku Hien chakra musi bezpośrednio wpłynąć do broni i pokryć w celu manifestacji techniki. Jest to proces doświadczalny. Każdy ma inną metodę aby doprowadzić do ostatecznego efektu i każda z tych form nie jest gorsza od pozostałych. To od was zależy droga jaką wybierzecie. - Ciągle mamrocząc pod nosem pierdziel nieustannie krążył wokół naszej dwójki. Kiedy kończył tę część wypowiedzi dwa cienie oraz świst przecinanego powietrza pomknęły tuż zza naszych uszu i wbiły się w ziemię nieopodal nas. Żeliwny nóż wbił się w miękkie podłoże do połowy długości ostrza. - osłabiony stop. Jeśli przesadzicie z ilością ten wybuchnie wam w dłoniach, jeśli będzie za mało nie utrzyma się w przedmiocie. Waszym zadaniem jest zmusić kłębiącą się w was energię do posłuszeństwa i umiejscowieniu ich w tych oto narzędziach. Mimo, że każdy ma swój sposób co jakiś czas będę w stanie określić czy przypadkiem nie będziecie dążyć do ślepego zaułku. Jutro, nim Słońce osiągnie szczyt na swej trasie niebieskiej macie stawić się tutaj oboje. Możecie się rozejść.

Był już wieczór. Dziadek w końcu skończył swój monolog i pozwolił naszej dwójce opuścić polankę tuż za rezydencją. Yuno pełen energii, ja z niej wyczerpany. Ciekawe czy ta pijawka nie ma jakichś magicznych umiejętności, wszak normalne to nie jest.
- Nie gniewaj się już bracie. Ostatecznie dobrze się stało, inaczej teraz zamiast udać się na posiłek biegałbyś zapewne dookoła posiadłości.
- Dobrze się stało, jednak blizna pozostanie parszywy wężu.
Słysząc mą odpowiedź z przekąsem brat zaśmiał się, a następnie w milczeniu udaliśmy się do sali jadalnej. Po należytym posiłku młody poszedł przodem, ja usiadłem na ganku i oczekiwałem aż ma kąpiel będzie gotowa. Spoglądałem jak promienie księżyca odbijały się od tafli niewielkiego oczka wodnego.

* * *

Pomijając kwestie kąpieli, trapiących mnie koszmarów oraz ponownej próby wyciągnięcia mnie z łóżka przez młodego bliźniaka ponownie znalazłem swoje miejsce na niewielkiej polanie treningowej należącej do mego rodu. Kiedy przybyłem na miejsce nie zdziwiłem się widokiem siedzącej sylwetki. Yuno, pomimo braku obecności pierdziela, już ćwiczył przelewanie chakry do wadliwego przedmiotu. Już widząc jego zmagania i grymas na twarzy wiedziałem, że poziom drugi treningu był znacznie trudniejszy niż się zdawało.
Zbliżyłem się do niego i położyłem dłoń na ramieniu. Ten wzdrygnął się i błyskawicznie skierował się w moją stronę.
- Yo - przywitałem się krótko siadając koło niego.
- Yami? Przed wyznaczonym czasem? Braciszku ja cię powoli zaczynam nie poznawać.
- Powiedzmy, że biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia postanowiłem pójść pierdzielowi na rękę. Wtedy jego czujność osłabnie a ja będę mógł wyrwać się na słoneczną polanę!
- Zmieniam zdanie. Nic a nic się nie zmieniasz.
Widząc nieznaczne poruszenie kącików warg westchnąłem krótko i przysiadłem się koło niego. Wzrok mimowolnie padł na zwykły nóż mi przeznaczony.
- Jakieś porady?
Yuno spojrzał na trzymane w dłoni narzędzie. Ponownie grymas porażki pojawił się na jego licu.
- Nie mam zielonego pojęcia jak się do tego zabrać. Przelewanie chakry w samo sobie trudne nie jest ale mam wrażenie, że ta zwyczajnie przelatuje przez przedmiot zamiast w nim się zatrzymać. Trochę jak woda przez rozwarte palce.
- Woda? Skoro tak, to może warto użyć wiadra? Może początkowo należy nie przelewać chakry do przedmiotu ale najpierw go nią otoczyć i wtedy dopiero rozpocząć wtłaczanie?
- Hmm. wydaje się mieć to jakiś sens. Trochę jak nadmuchiwanie piłki.
- W takim razie do roboty.
Wtedy nie wiedziałem, że stary pierdziel podsłuchiwał naszą rozmowę oraz to, że na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech zadowolenia.

* * *

- Długo masz zamiar tak leżeć nierobie?
Trzask papierowego wachlarza wzmocnionego bambusem odbił się od mojej głowy nie powodując na szczęście większych urazów. Po 3 godzinach od rozpoczęcia treningu wyglądałem jak odkryte przez ludzi szczątki nieszczęśnika, który natrafił na niezbyt przyjacielską grupę łowczych. Ilość energii jaka przeszła przez moje ciało była niebotycznie wielka. Pomimo, że pierdziel nie miał obiekcji co do metody przez nas obranej, co wskazuje, że ta niekoniecznie była zła, zatrzymanie chakry w tym przedmiocie było niemożliwe do spełnienia. Nawet Yuno, który starał się co najmniej trzy razy bardziej osiągał bardzo zbliżone rezultaty co w tym przypadku było dość niespodziewane. Ten jednak zaprawiony ciut bardziej w pracy fizycznej i umysłowej nie wyglądał aż tak mizernie jak ja, wciąż jednak pot obficie spływał po jego policzkach.
Podniosłem się z ziemi i zacząłem rozsmarowywać ból, który promieniował zw miejscu uderzenia.
- Miło mi... że mówisz to... widząc mnie... w takim stanie - wyrzuciłem ciężko dysząc.
- Piętnaście minut temu kiedy położyłeś się na ziemi, owszem. Teraz sprawa wygląda inaczej.
Yuno wypuścił z świstem powietrze przez usta. Widocznie i on już był u kresu. Tak jak w przypadku pierwszego etapu nauki liczyła się głównie kontrola tak teraz istotna była ilość naszych pokładów, siła i do tego kontrola. Doszły dwa kolejne aspekty zwiększające trudność nauki.
- I ja z chęcią odpocznę dziadku - odparł chłopak - niesamowicie zaschło mi w gardle.
- Macie piętnaście minut. Poślę kogoś po wodę.
Dziadek zaczął kierować się w stronę domostwa. Widząc to wykrztusiłem w kierunku brata.
- Dzięki. Awansowałeś właśnie z Wybawicielskiego Brutusa na Kochanego Braciszka. Wczorajsze winy są ci zmazane.
Moja radość kolejnymi dodatkowym czasem odpoczynku nie trwała długo albowiem doleciał do moich uszy głos kostuchy.
- Oczywiście ty Yami ze względu na wcześniejszy odpoczynek będziesz mógł tylko się napić.
- Właśnie zostałeś zdegradowany.
Szczery chichot wydobył się z ust młodszego brata.


Nauka techniki 2/?
Ostatnio edytowano 18 lut 2019, o 19:07 przez Yami, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 18 lut 2019, o 18:48

Ze względu na ilość przydzielanej chakry oraz znacznej kontroli kolejne dni ćwiczeń trwały średnio po 5h. Po tym czasie ja i brat byliśmy wycieńczeni. Ta nie regenerowała się z niczego dlatego przez ostatni tydzień byliśmy niczym wysypiska śmieci, które wtłaczały w siebie co się tylko dało. Całe szczęście, że należeliśmy do bogatszej rodziny dlatego strawy nam nigdy nie zabrakło.
Jeśli chodzi o postępy. Te były niemal znikome. Podobnież przejście przez drugi poziom nauki zajęło pierdzielowi miesiąc zaś ojcu, półtora. Wiedziałem, że nie będzie łatwo przebić ten "rekord". Jeśli jednak przejdziemy przez ten etap to większość technik, w których niestety będziemy się szkolić (dziadek już nas o tym poinformował) będzie szybsza w nauce.
Westchnąłem masując obolałe nogi. Siedzenie po turecku nie służyło im za bardzo. Yuno miał jednak znacznie gorzej. Nie licząc kwestii szkolenia technik chakrowych pozostawała mu jeszcze sfera nauk poświęconych gospodarności aby mógł w przyszłości zarządzać dobytkiem. Czasami zdarzało się, że i ja musiałem brać w nich udział, głównie po to abym nie miał pusto w głowie jak to mówił pierdziel. Trochę ma rację, czułbym się zwyczajnie źle nie wiedząc jak pisać/czytać czy rozumieć czym jest ironia kierowana w moją stronę.
Również i dnia dzisiejszego miał odbyć się wykład poświęcony towaroznawstwie, coś za czym moja głowa nie przepada. Omówienie procesu tworzenia przedmiotów, z czego co jest wykonywane, cena produktów, cena końcowego przedmiotu, ew. dodatkowe zastosowania, nazwy zwyczajowe, określenie landów, w których towar jest eksportowany a z których importowany w jakich cenach i ilościach. Najprościej mówiąc pamięciówka, która może się nam w życiu nie przydać... przynajmniej mi. Pomijając większe szczegóły dzisiaj była mowa o bambusach i mieczy ćwiczebnych wykorzystywanych przez samurajów. Czy wiedzieliście, że bambusy rosną ok. 3 lat? To zabawne bo czasem widzę takie bambusy, które rosną niemal w sekundę kiedy komuś pęknie żyłka.

* * *

- W ciągu następnego tygodnia będzie doglądać waszych nauk Toshiko. Po powrocie zda mi relację o waszych postępach i skłonnościach do pracy - tutaj spojrzał się w moim kierunku a powieki opadły ciut niżej. Chyba próbował mnie przeszyć tym spojrzeniem ale ja się bambusowi nie dam.
- Dokąd jedziesz dziadku?
- Ryuzaku. Należy doprecyzować jeden z traktatów ze względu na nieścisłości. Nie powinno być z tym większych problemów.
Młodszy odparł coś krótko a ja kiwnąłem głową twierdząco. Takie wyprawy często mają miejsce w świecie handlu. Czasami za sprawą jednego przecinka czy niefortunnemu szykowi zdania można podejść do pism dwuznacznie a wówczas w przypadkach nieścisłości nie podlega karze żadna ze stron. Jest to częsty wybieg różnych spółek aby skorzystać z takiego drobnego przejęzyczenia w celu dodatkowego zarobku. Nic więc dziwnego, że pierdziel będzie interweniował w sprawie, skoro to na nasza rodzina zajmuje się między innymi takimi rzeczami
- Na mnie pora. Pamiętajcie też o innych naukach, nie tylko techniki, Yami to głównie do Ciebie się zwracam.
- Tak, tak. Będę pamiętał. - odpowiedziałem obojętnie.
Dziadek tym razem tylko westchnął zamiast wymierzyć mi siarczystego ciosu w głowę przy pomocy tego drewnianego wachlarza. Obrócił się i skierował w stronę wyjścia gdzie czekała na niego karoca.
- Coś taki potulny braciszku?
- Zwyczajnie Toshiko nie zna się na sprawach związanych z chakrą dlatego nie będzie wiedzieć czy daję z siebie dwadzieścia czy osiemdziesiąt procent. Mogę się więc obijać nie obijając się w cale.
- Czy ty w każdej sprawie i momencie znajdziesz sposób by się obijać.
- Kto wie, kto wie.

* * *

Znowu znajdowałem się w pozycji siedzącej na ziemi tuż za posiadłością Yumichików. Na miękkiej ziemi znajdowały się dwie persony a obok na krześle siedziała kobieta w średnim wieku. Mijał właśnie czwarty dzień nieobecności dziadka. Licząc całościowo to już 12 dzień treningu samego tylko drugiego etapu. Byliśmy już w tym całkiem nieźli biorąc pod uwagę moje 20% i tak widziałem postępy. Otoczka z chakry znajdująca się na przedmiocie była gęsta i zbita co uniemożliwiało wyciek wtłaczanej do przedmiotu energii a ta samej otoczki nie rozciągała dzięki czemu wszystko przebiegało stosunkowo sprawnie. Jedynym widocznym problemem był szybkość samej metody. Podczas ferworu walki zbir raczej nie pozwoli mi skupiać energii przez minuty.
Yuno nie miał już z tym większych problemów. Ćwiczył bardziej intensywnie co przełożyło się na szybkość przelewania energii. Tak jak w moim przypadku trwało to minuty u niego niespełna minutę. Właśnie teraz zaczęło do mnie docierać jak ciężka praca brata odbije się na mnie w sposób bezpośredni. Jeśli w ciągu czasu obserwacji dziadka nasze postępy były zbliżone to jak wytłumaczyć różnicę aktualną? Przełknąłem ślinę widząc nadchodzące zagrożenie.

* * *

- Yuno mam do ciebie sprawę, prośbę, taką malutką w ramach dobrego gestu.
Trzymana w dłoni miska wypełniona ryżem zatrzymała się, tak samo jak pałeczki, które zgarniały porcję ziarenek prosto do ust głodomora.
- Widzisz... idzie ci wyśmienicie jeśli chodzi o naukę, naprawdę wspaniale. Twoje osiągnięcia są wręcz nieludzkie dlatego... Kiedy wróci dziadek mógłbyś trochę zwolnić tempo?
Braciszek odłożył miskę, sięgnął po kubek i upił kilka większych łyków wody. Kiedy drewniana tekstura oderwała się od różowych warg z ust wydobyło się głośne westchnięcie.
- Czyż to nie ty wpadłeś wcześniej na wspaniały pomysł aby dać z siebie 20% bo Toshiko tego nie zauważy?
- Chwilowe uniesienie sprawiło, że nie przemyślałem tego dokładniej.
- No nie jestem przekonany. - odparł sięgając kolejną miskę, w której znajdowały się pokrojone i usmażone w cieście kawałki kurczaka.
- Dla brata tego nie zrobisz?
- Z tego co mi wiadomo zostałem zdegradowany - kącik warg podniósł się u młodego nieznacznie do góry. Wiedziałem już jaki będzie koniec tej całej rozmowy. Nie planowałem już tego ciągnąć.
- Czego chcesz?
- Kiedy będę musiał jechać z polecenia dziadka ty wejdziesz na moje miejsce.
Bardzo bolesna cena. Iście szatańska jeśli mam być szczery. Najgorsze jest to, że jeśli się nie zgodzę wówczas czeka mnie to samo i jeszcze więcej. Pierdziel wie jak się mścić za brak posłuchu, nie licząc dodatkowych katorżniczych prac jeden czy kilka wyjazdów jak ten do Ryuzaku będzie normą. Z rąk brata wyciągnąłem miskę z mięsem i nałożyłem sobie porcję na talerz.
- Umowa stoi.


Nauka techniki 3/?
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 20 lut 2019, o 17:47

Przez kolejne trzy dni podniosłem próg wysiłku do pięćdziesięciu procent. Miałem świadomość, że jeśli nie dam z siebie ciut więcej wyjdzie na jaw moja niechęć do nauki. Ku memu szczęściu brat zgodził się trochę obniżyć tempo w momencie przyjazdu dziadka co daje mi jeszcze szansę na wykaraskanie się z sytuacji. Jeśli stopniowo będziemy rośli w siłę wówczas uda mi się zatuszować całą sprawę.
Dzierżąc uśmiech na twarzy oraz żelazny nóż w dłoni otoczyłem go niewielką warstewką chakry a następnie zacząłem przelewać do niego energię duchową. Zdawało mi się, że trwało to tygodnie lecz w rzeczywistości zajmowało mi do 3 minut. Jaki dziwny jest świat ciężkiej pracy.
Kiedy trwałem w rozważaniach mych uszu począł dochodzić dźwięk poruszenia w okolicach bramy głównej posiadłości. Stary pierdziel najwidoczniej wrócił do swego leża, do leża w którym znajdowała się ofiara na pożarcie. Kropelka potu spłynęła z mego czoła.
Pierdziel nie pojawił się od razu na placu treningowym. Dopiero po dwóch godzinach, w których dawałem już z siebie 90% co by nie zostać przyłapanym, przyszedł przed nasze oblicze.
- Mam nadzieję, że zaskoczycie mnie swoimi postępami. - spojrzał po naszej dwójce - Yami ty pierwszy.
Jakbym miał do tego siły stary wypierdku! Przez ostatnie dwie godziny harowałem jak wół! Jestem całkowicie pozbawiony czegokolwiek w tym chęci do życia. Przetarłem spoconą twarz na którym pojawiły się dodatkowo krople łez, tuż przy kącikach oczu.
Ująłem mocniej nóż w prawej dłoni, lewą poprowadziłem wzdłuż płaza broni. Miało to ułatwić formowanie wstępnej powłoki. Z tym nie miałem większych problemów, najgorszym był gwałtowny przesył energii do niej, który wymagał znacznej siły i koncentracji. Zbyt szybki i niedokładny transfer zaowocuje przebiciem otoczki czy raczej zwyczajnym przenikaniem energii z broni na zewnątrz. Przez ostatnie trzy dni właśnie to było celem mych nauk. Zaowocowało to wykonaniem polecenia w czasie bliskim 100 sekund.
- Niezgorzej. Wciąż wiele brakuje ale przynajmniej coś robiłeś. Yuno twoja kolej.
Westchnąłem. Byłem uratowany, wszystko teraz zależało w rękach brata. Biorąc pod uwagę wstępne podobieństwo w ćwiczeniach można uznać, że powinniśmy być na zbliżonym poziomie. Tak więc widoczne zauważalna różnica w czasie pokaże czy rzeczywiście pracowałem tak jakby tego pierdziel chciał.
Brat skinął głową słysząc prośbę dziadka. Podobnie jak ja ujął nóż i przelewał do niego czakrę. Szło mu całkiem sprawnie. Znaczy udawanie, że nie jest w tym znacznie lepszy ode mnie. Ostatecznie skończyło się na czasie nieco większym niż 80s.
- Hmm widzę, że pracowałeś znacznie ciężej. Doskonała robota chłopcze - odparł rozkłądając ręce - Dziś macie już wolne.

W tamtym momencie myślałem, że wszystko ułożyło się perfekcyjnie, że niczym przebiegły lis wykiwałem starego pierdziela, jednak jeszcze tego dnia zostałem zaciągnięty na polanę, gdzie ćwiczyłem dodatkowe 2 godziny. Powodem mojej porażki okazał się być niski apetyt. Nie potrzebowałem jeść więcej jeśli nie pracowałem tak ciężko. Pokonała mnie więc jedna dodatkowa miska ryżu, a najgorsze jest to, że Yuno dotrzymał swojej części obietnicy tak więc wciąż wiązała mnie z nim ostatnia umowa...


Nauka techniki 4/?
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 27 lut 2019, o 18:10

W ciągu ostatniego tygodnia spędzałem średnio dwie godziny więcej pod czujnym okiem czającej się do skoku bestii. W celu nadgonienia zaległości względem brata zostałem zmuszony do dodatkowych dwóch godzin treningu dziennie. Łącznie 7h katorżniczej pracy do której organizm jako tako się zdążył przyzwyczaić. Wszak to już prawie 3 tydzień od momentu rozpoczęcia treningu błyskawicznego przelewania i utrzymywania chakry w przedmiocie. Razem z bratem osiągneliśmy niemal stan mistrzowski. Był to moment aby przejść do ostatniego trzeciego etapu, który mieliśmy opanować. Sprawić aby przelana i utrzymywana chakra w przedmiocie mogła stworzyć realne zagrożenie dla naszych oponentów.
Siedziałem razem z bratem a przed nami stał dziadek, który trzymając w prawej dłoni wachlarz o drewnianej ramie, zaś papier ozdobiony był wzorem czerwonego kwiatu, który był mi bliżej nieznany.
- Nadszedł już czas w którym przejdziemy do ostatniego etapu waszego treningu. Hien pozwala wam wypełnić trzymaną broń chakrą a następnie nadać mu nadać mu właściwości tnących. Niech nie zwodzi was jednak to, że broń w sama w sobie jest ostra. Użycie energii duchowej pozwala na osiągnięcie rezultatów niemożliwych do uzyskania tylko i wyłącznie siłą i dobrą stalą. - trzymany w dłoni wachlarz zamknął się a następnie pokrył białą energią. Dziadek cisnął go w stronę drewnianej kukły, która bez większych problemów została przebita a następnie wachalrz wbił się w jeden z kamieni niemal do samego trzonka. - Możliwym byłoby bezproblemowe przecięcie i głazu. Musicie podzielić waszą uwagę na dwa aspekty, które przez ten cały czas trenowaliście i połączyć je w całość. Połączyć w jedną technikę. Wiecie już wszystko czego trzeba. Nie będę was już doglądał tak często. O zmierzchu będę oceniał wasze postępu, więc nie myśl Yami, że będziesz mógł znowu uniknąć treningu. Bierzcie się do treningu.
Worek starych kości udał siępo swój wachlarz, który pomimo wbicia w kamień był nienaruszony. Otworzył i zamknął sprawdzając najpewniej czy wszystko jest z nim w najlepszym porządku a następnie skierował się do posiadłości. Nim jeszcze zniknął za zakrętem krzewi rzucił ku nam ostatnie zdanie.
- I używajcie kłód do testów, nie chciałbym zastać tutaj pobojowiska.
Kiedy już pierdziel zniknął z pola naszego widzenia padłem na ziemię. Oczywiście plecami a nie twarzą. Wolałbym nie gryźć piachu. Od niemal miesiąca mało miałem czasu dla siebie. Ciągle tylko treningi, poranne pobudki przez jednego z bliźniaków, które zostawiła Suzu, posiłek i znowu trening. Już wolałbym jechać do Ryuzaku czy na pustynię i załatwiać sprawy biznesowe.
Przynajmniej na czas wędrówki mógłbym cosik odpocząć. Przymknąłem powieki i westchnąłem.
- Nie martw się bracie. To już ostatnia prosta. Szybko przez to przejdziemy i będziesz wolny... chyba.
- Widać, że będziesz w przyszłości wielkim wodzem, który wie jak zmotywować podwładnych.
Podniosłem lekko powieki, które pozwalały wejrzeć w pustkę i nicość w moich oczach. Oczywiście to nie mógłbyć koniec.

* * *

Trening trzeciej części przebiegał... problematycznie. Już wcześniej przesył energii sprawiał problemy. Często dochodziło więc do stanu, w którym przejście ze stanu nasączenia do stanu nadania ostrości rozpraszało całą zebraną energię. Podobnie było z Yuno. Nie było tu żadnego haczyka jak w przypadku poprzednich etapów jedynie i wyłącznie wyczucie własnej chakry oraz jej odpowiednia kontrola. Posiadaliśmy już jakieś obeznanie w sprawie jednak wciąż to było za mało.
Zaprzestałem treningu. Może jednak jest jakiś sposób. Coś podobnego z okalaniem chakry, może próbując tworzyć od razu dwa przepływy przeciwne, które już w trakcie uzupełniania nadawałyby ostrości broni? Szkoda tylko, że to również wydaje się anormalne. Jeśli tylko udałoby się zrozumieć to jak wszystko funkcjonuje tworzenie nowych technik byłoby banalne nie zaś wymagałoby bazy innej techniki. Przełknąłem ślinę spoglądając na trzymany w dłoni kunai. A no tak zapomniałem wspominać, że trzecia część treningu umożliwiała nam już trening na normalnym wyposażeniu. Nałożono jednak na nas restrykcję. Brak używania siły podczas testowania postępu. Dałoby to nam mylne pojęcie o rzeczywistej sile techniki.
Na czym to ja skończyłem? A no tak. Westchnąłem, ziewnąłem i prawie pierdnąłem. Mój trening stanął teraz przed ślepym zaułkiem. Mogłem albo przebić się przez ten mur przy użyciu brutalnej siły bądź znaleźć jego słaby punkt. Każda z metod wymagała jednak czasu i nie jest pewne co zajmie więcej czasu.

* * *

Pot obficie spływał po moim czole. Szukałem ślepo rozwiązania tej zagadki. Brat skupił się bardziej na pierwotnym pomyśle zwykłej kontroli. Ostatnim razem rozmawialiśmy o problemie wspólnie dochodząc do wniosków, teraz jednak skupił się w całości na kultywowaniu techniki. Chociaż może widząc, jak dawałem z siebie więcej niż zwykle postanowił mi nie przeszkadzać bądź wręcz stwierdził, że to już stan rywalizacji. Chciałem jednak już by to się skończyło. Jak się na to mówi? Ostatni zryw?
Po trzecim dniu w końcu ustaliłem sposób podejścia do problemu. Najlepsze, przynajmniej we wstępnym odczuciu było napełnianie broni dwoma strumieniami o przeciwnych zwrotach czyli tak jak bawiłem się w przypadku rozcinania kłody. Jednak tym razem nie posiadałem stałej ilości chakry a uzupełniałem ją w czasie ciągłym. Trzy stracone dni względem brata szybko zostały nadrobione. Po pierwszym tygodniu udało mi się przecinać drewno jak masło. Wciągu kolejnych trzech dni kamień zaś w ciągu łącznie 2 tygodniu stal. Wyprzedziłem brata o całe 4 dni...


Nauka Techniki Hien 5/5
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 1 mar 2019, o 11:26

Po nauce tej cholernej techniki nadeszła zima. Miałem ograniczone możliwości lenistwa. Przecież nie będę do jasnej ciasnej leżał w śniegu, jakoś nie widzi mi się leżenie z gorączką, krzyczącymi mięśniami, cieknącym nosem i bólem głowy. Wolałem już wykonywać jakieś drobniejsze prace dla Ojca i Dziadka. Jest to okres, w którym jestem najbardziej aktywny "zawodowy". Po wszystkich głupotkach związanych z sprawami gildii kupieckiej wracałem często do domu i wsadzałem nogi pod kotatsu. Co to jest? Powiedzmy, że żarzące się węgielki zostaną umieszczone w pojemniku tuż pod niewielkim stołem zaś stół okrywany był materiałowym kocem. Po powrocie z miasta wsadzenie nóg pod takim posłaniem było największym dobrodziejstwem ludzkości. Dostrzegał to również i mój brat, który razem ze mną przesiadywał pod tym boskim wynalazkiem...

Dziadek wspominał, że niedługo będzie nas ponownie nauczał kolejnych technik, te miały coś wspólnego z wydmuchiwaniem powietrza pod postacią pocisków, które są w stanie przebić przez pień grubego dębu bez większych problemów. Jednak ze względu na nowe problemy w gildii odłożone one zostały na wiosnę. Tak wiosna, po niej zaś upalne lato. Piękna pogoda lecz gdy nie powieje leżenie na słońcu jest bardzo bolesne. Człowiekowi zasycha w gardle poci się jak świnia, która podobnież się nie poci, kto wymyśli to powiedzenie nie mam zielonego pojęcia. Jednak musiałem coś wymyślić na ten stan. Mogłem kupić sobie mniejszy wachlarz i zwyczajnie się nim ochładzać ale musiałbym przy tym ruszać łapą a to jest coś co nie powinno mieć miejsca. Trzeba będzie znaleźć inny sposób.

Kiedy siedziałem w swoim pokoju rozpocząłem trening techniki ochładzającej. W założeniu miałem generować wiatr czy raczej go kontrolować poprzez wypuszczanie chakry przez cały mój organizm, jednak był pewien problem. Było to cholernie uciążliwe w nauce. Pragnę zauważyć, że skupienie chakry w Nogach aby umieć chodzić po ścianach i wodzie było już czymś nad wyraz trudnym, a teraz musiałbym zrobić coś podobnego skupiając całą chakrę na powierzchni ciała. Nie nie i jeszcze raz nie. Dlatego postanowiłem iść prostszą wersję. Jeśli wydmuchiwanemu powietrzu nadam rotację to będzie wokół mnie krążyć. Złożyłem najpierw jedną pieczęć wciągnąłem powietrze i wypuściłem strumień wiatru. Ten jednak poleciał na wprost mnie. Ponowiłem próbę kilkukrotnie lecz wciąż przy tych samych rezultatach. Kiedy jednak dodałem pieczęć (podczas pierwszej mieszałem chakrę aby stworzyć odpowiedni wiatr, zaś przy drugiej pieczęci już w czasie mieszania chakry nadawałem mu swoistą rotację) efekt stał się dużo lepszy. Wiatr skręcił i piżnął gdzieś w ścianę na lewo. Na szczęście nie był to zbyt silny wiatr więc obyło się bez problemów. Po dniu treningów udało mi się osiągnąć stan zadowalający, stan w którym wypuszczone powietrze krążyło już dookoła mnie. Oczywiście z czasem efekt słabł ale przynajmniej chłodniejsze podmuchy będą niezbędnym aspektem kolejnych wypraw.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 5 mar 2019, o 00:46

Kolejne dni mijały. Dziadek przymuszał nas ostatnio do większej ilości treningu. Było to jak wrzód na tyłku lecz zdążyłem się już przyzwyczaić. Nie znajdywałem, żadnego słabego punktu w obronie pierdziela dlatego ciężko mi było wymsknąć się jak za starych dobrych czasów. Westchnąłem głęboko albowiem ten właśnie stał nade mną. W ręku miał zwój, którym trzasnął mnie chwilę temu w głowę. Ogólnie nic zwyczajnego. Pierdziel czytał coś ze zwoju, myślałem, że uda mi się czmychnąć lecz zwój nagle zaczął sam z siebie obracać i zwinął się do pierwotnej postaci. Następnie szybki ruch ręką i guz gotowy.
- No proszę, próba wykorzystania słabości drugiej osoby. Sto lat za wcześnie jak dla ciebie smarku.
- Jak?
- Co jak? Zwyczajnie brak ci treningu, chęci, samozaparcia, ogólnie rzecz biorąc wszystkiego.
- Miałem na myśli jak zwinąłeś tak szybko ten zwój.
Staruch spojrzał na mnie a na twarzy malowało się zaskoczenie.
- Ciekawyś? Prosta sztuka. Skoro wykazujesz inicjatywę nauczę cię tego.
- Emmm. Ja to tak tylko zapytałem.
- To albo 2h biegiem dookoła rezydencji.
- Ucz mnie mistrzu.

Nie musiałem się zbyt długo zastanawiać aby wybrać poprawną odpowiedź.
Ogólnie z tego co mówił pierdziel sztuczka rzeczywiście była prosta. Wprawiało się w ruch okrężny przedmiot przy pomocy chakry. Obrót sprawiał, że zwój samoczynnie zwijał się na trzonku przedmiotu. Obrót chakrą w jednym kierunku też nie jest stosunkowo trudny. Dlatego dość szybko udało mi się załapać podstawy. Zwijanie było możliwe jednak ciut trwało. Należało zwracać uwagę na siłę z jaką naciska się na taki zwój. Zbyt mocny ścisk powodował gwałtowne zwolnienie a także nieprzyjemne pieczenie dłoni. Po 2 godzinach raczej spokojnej pracy udało mi się osiągnąć sukces. Wiedziałem, że to był lepszy wybór od tego gównianego biegania.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


z/t
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 22 maja 2019, o 16:11

To był nieszczęśliwy poranek. Czuć było w powietrzu zapach goryczy i przelanych łez, jęków i niesnasek. Wszystko rozbiło się za sprawą pewnego osobnika, który wdarł się na moją posesję próbując zadać niewyobrażalnych męki i cierpień. Wszystko przez tego małego bliźniaka, któremu nakazano wyciągnąć mnie z mego łóżka. Po tak długim czasie bliźniacy byli mi już bliżsi. Swobodnie wparował do pokoju i pierwsze co zrobił to złapał za moją nogę i zaczął ciągnąć z całej siły. Nie było to jakoś mocno dziwne biorąc pod uwagę, że podobne sytuacje odbywają się niemal każdego dnia od ponad roku. Ręką chwyciłem za drewnianą poręcz, a z mego gardła wydobywały się pomruki niezadowolenie. Dopiero po 5 minutach walki chłopak odpuścił i uciekł z pokoju. Nie minęło wiele czasu nim wiadro chłodnej wody wylało się na moją głowę.
Taki był początek mego dnia a ja znajdowałem się aktualnie na niewielkiej polance za posiadłością rodu Yumichika. Razem z bratem siedziałem na ziemi a dziadek stał nad nami spoglądając na pełnego życiem młodzika oraz zaspanego i ziewającego mnie. Westchnął po czym zaczął swój kolejny wywód:
- Znacie już parę technik by bronić się przed jawnym atakiem jednak wciąż istnieje wiele możliwości w by zastawić różnego rodzaju pułapki. Jednymi z nich są te związane z pieczętowaniem informacji. Zdarzało się nie raz że zapieczętowana wiadomość do możnego lub wyżej postawionej osoby miała dodatkowy "mechanizm", który kończył się śmiercią takiej osoby. Wy jako osoby, które również możecie się natrafić na takie wiadomości powinniście wiedzieć jak się przed tym czymś bronić dlatego nauczę was dziś tej sztuki. Technika ta zwie się Kenshutsu i polega na wysyłaniu swojej chakry do pieczęci i formie skanowania jej wnętrza. Wiedza o wzorach pieczęci może mylić ale informacja dostarczona przez waszą energię duchową już nie będzie tak łatwa do oszukania. Główną ideą jest wyczuwanie impulsów podobnie do tego jak podlega się sprawa z pieczętowaniem. Dlatego naturę istoty poznać można dopiero kiedy technikę pieczętowania zna się w sposób doskonały. Wy powinniście wiedzieć jak pieczętować przedmioty więc na początek wystarczy, ochroni to was przed ewentualnymi podpalonymi i zapieczętowanymi notkami. - Souren wyciągnął dwa zwoje i rzucił je w naszą stronę. Ten skierowany w moją stronę odbił się od mojej przymulonej głowy i wylądował tuż przed moimi nogami - Waszym zadaniem będzie określenie tego co znajduje się w tych zwojach. Zaczynajcie.
Z tego co wnioskował pierdziel trzeba było przesłać chakrę do zwoju a nie pobudzić pieczęć impulsem chakry. To trochę jak zabawa z pudełkiem z dziurą. Impulsem będzie włożenie ręki do dziury i wyjęcie rzeczy która się w niej znajduje by wtedy określić czym jest. Proste. Jeśli jednak będziemy chcieli ocenić czym jest przedmiot tylko i wyłącznie próbując go wymacać, wówczas będziemy musieli bardziej skupić się na zmysłach oraz znać ten przedmiot sam w sobie. W tym przypadku naszą ręką jest chakra i wyczuwanie jej zmian. To pewnie dlatego wymagana jest znajomość techniki pieczętowania by móc określić co jest schowane wewnątrz.
Rozwinąłem zwój i położyłem go przed sobą. Ziewnąłem przeciągle i ze złożonymi rękoma na klatce piersiowej przyglądałem się samej pieczęci. Chciałem najpierw rozgryźć jak się do tego zabrać. Latanie na żywioł niczego nigdy nie daje. Właśnie dla tego mam wolny start ale za to nadrabiam w czasie.
Coś świsnęło w powietrzu a ja mimowolnie przechyliłem się na bok aby dostrzec jak wachlarz mignął mi koło prawego ucha.
- Hoho. Refleks się poprawia? Szkoda, że nie chęci do pracy. - Souren z o dziwo zadowoleniem na twarzy wyprychał to co miał do powiedzenia.
Obawiając się, że kolejny atak może okazać się brutalniejszy wyciągnąłem dłoń w kierunku zwoju i zacząłem wlewać chakrę w pieczęć. Nie za dużo nie za mało, na tyle by móc ją swobodnie kontrolować. To właśnie za jej sprawą próbowałem otrzymywać bodźce z wnętrza zwoju. O dziwo już za pierwszym razem wyczułem, że coś stawia opór w kilku "miejscach", o ile tak to można nazwać, przestrzeni pieczęci. Nie byłem jednak w stanie określić czym to jest, jedynie co wiedziałem, że było to z góry nieokreślone... no właśnie "coś". Poczułem goryczkę w ustach. Podczas nauki tej techniki należało wyrobić sobie nowy zmysł... ten niestety przyjdzie dopiero z czasem. Zapowiadało się na długą naukę.

* * *
Minął tydzień od dnia w którym rozpocząłem technikę Kenshurusrututu. Yuno mimo, że miał ciężki początek szybciej zaczął przyswajać swój nowy "zmysł", ja miałem z tym jednak większy problem. Chodziło tutaj wszak o wyczuwanie a ja wolałem podejście raczej logiczne co jednak odbiło się na szybkości mojego treningu. Yuno skończył dwa dni temu swoje ćwiczenie określając zawartość jako 3 shurikeny i coś na kształt kuli czym okazałą się bombka dymna.
Potrafiłem określić, że w zwoju znajdowały się 3 przedmioty. Wiedziałem, że jednym z nich jest kunai i kama. Problem stanowił przedmiot o podłużny raczej bez większych zdobień. Mógłby to być zwykły kij ale raczej w to wątpiłem. Mogłem więc albo myśleć nad tym do usranej śmierci albo zdać się na łut szczęścia.
Pierdziel siedział przy drewnianym stoliku który wyściełały księgi i dokumenty. Na rzecz zapewnienia dobrego mego treningu zostały sprawdzone z magazynu aby czas poświęcony mnie nie okazał się czasem straconym. Chrząknąłem więc dwukrotnie aby skupić jego uwagę na sobie.
- Kunai, Kama i Boken.
- Słucham? - odparł pierdziel.
- To znajduje się w zwoju. Kunai Kama i Boken.
- Blisko ale niech już będzie. Dwa pierwsze się zgadzają ale ostatnim jest skrócona na potrzeb testu Naginata. Przynajmniej złapałeś koncept techniki. Sprawdzę twoje postępy jeszcze w następnym tygodniu, teraz jesteś wolny.
"Nareszcie" odparłem w duchu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 7 cze 2019, o 16:26

Nie wiem jak długo będę gnębiony przez tego starego demona w skórze człowieka. Nie minęły nawet dwa dni po zakończeniu nauki poprzedniej techniki a ten ponownie wezwał nas na tyły willi, czyli na polanie treningowej. Tym razem zrobił tuż po obiedzie kiedy wszyscy znajdowali się przy stole, nie miałem czasu by się wywinąć.
Ponadto to co zobaczyłem po przywleczeniu mnie w to przeklęte miejsce to biurko z wypełnionymni nań dokumentami, oraz parasolem wbitym w ziemię, który osłaniał blat oraz osobę przy nim siedzącą od słońca. Postawiony również parawan miał osłaniać przed wiatrem tak więc osoba mogła bez obawy przed latającymi papierkami zajmować się pracą na dworze.
Mogło to oznaczać tylko jedno. Pierdziel miał pewne rzeczy do zrobienia. Ostatnio poświęcał nam coraz więcej czasu byśmy mogli nauczyć się nowych technik obronnych. Teraz jednak musiał zajmować się czymś innym lecz płonne były me nadzieje, że zwiastować to może wolność. Przygotowanie nowego miejsca pracy mogło znaczyć coś z goła innego.

- Poznaliście już metody skanowania zawartości zwoju bez potrzeby odpieczętowywania. Dziś dowiecie się jak pieczętować gazy i dymy. Słyszy się czasem historie o wpuszczeniu trujących gazów do pomieszczenia z możnymi i osobami o wyższym stanie społecznym. W takim wypadku brak możliwości opuszczenia pomieszczenia może doprowadzić do. śmierci. Jedynymi opcjami jest szybkie podanie antidotum bądź właśnie zabezpieczenie się przed takimi sytuacjami. Ogólnie problem tego rodzaju pieczetowania podobny jest do pieczętowania wody. W głównej mierze przy pomocy chakry musimy zasysać przestrzeń przed nami. Tak więc rozpalicie tutaj niewielkie ogniska. Waszym zadaniem będziecie próba okiełzania tego dymu i zapieczętowaniu ich w tych zwojach.

Pierdziel wyciągnął ze stolika dwa zwoje, podszedł do nas i wręczył po jednym na głowę. Spojrzeliśmy z bratem po sobie on się uśmiechnął, ja głęboko westchnąłem.

- Drewno, podpałkę i krzesiwo znajdziecie w składziku. A teraz do pracy!

Pierdziel wrócił na swoje stanowisko za krzesłem, sięgnął po cienki pendzelek, zanurzył końcówkę w kałamarzu i zaczął namiętnie coś pisać w jednym ze zwojów. Pisał tak z 30s po czym podniósł głowę spglądając w moją stronę.

- Na co czekasz?

To był wystarczający znak dla mnie by ruszyć tyłek. Yuno już znajdował się w składziku szukając krzesiwa i podpałki, drewno leżało obok. Zaoferowałem się że zaniosę je na naszą polankę.

Kiedy ogniska już się paliły siedzieliśmy razem z bratem, każdy przy swoim kopcącym się ognisku. Drewno polane było jakimś olejkiem czy czymś co powodowało iż powstający w procesie spalania dym był szary i gęsty.
Rozwinąłem zwój przed sobą i złożyłem odpowiedni gest do pieczętowania. Nie był on potrzebny, ułatwiał skupienie się na celu. Chciałem go już mieć dawno za sobą lecz wiecie jak to bywa kiedy robi się to czego się nie chce. Pierdziel wspominał, że to działa podobnie jak na zasadzie pieczętowania wody. Kiedyś sam się tej sztuki nauczyłem więc to i owo wiem. Zacząłem więc przelewać drobinki chakry w przestrzeń przedemną, a dokładniej w kierunku szarego dymu. Następnie kolejną porcją chakry przelałem go do pieczęci zwoju pozwolając na otwarcie "zbiornika" zawartego w jego formule. Choć w sumie to sam do końca nie wiem jak to działa. W momencie gdy "otworzyłem zbiornik" ta sama chakra zaczęła być do niego przyciągana a co za tym idzie ta, która znajdowała się w dymie i go okalała. Część dymu powolnie zaczęła zacząć wirować i wędrować w stronę zwoju. Proces był jednak na tyle leniwy iż nim cokolwiek udało się zapieczętować chakra, która "wisiała" w dymie zdążyła wyparować.
Westchnąłem. Myślałem, że będzie to dużo szybsza nauka...

* * *
Pod wieczór tego samego dnia miałem już pewne pojęcie o co w tym wszystkim chodziło. Największym problemem było utrzymanie chakry w dymie i ściślejsze jej okalanie. W końcu dym był mniej ściśliwy. Jednak tych kilka godzin spędzonych w męczarniach, główkowaniu jak rozwiązać dany problem i ogólnym wyczerpaniu fizycznym i umysłowym by osiągnąć dany rezultat. Jednak teraz unoszący się nad ogniskiem dym (a no tak warto wspomnieć, że musieliśmy co jakiś czas przynosić dodatkowego drwa aby móc w ogóle kontynuować trening) niczym niewielkie tornado zasysane było do wnętrza zwoju kończąc tym samym mój trening. Na jakiś czas mi chyba wystarczy.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Heiwa » 10 cze 2019, o 09:18

„Żelazny Bank zawsze odbiera swoje długi"
Yami - Misja rangi D - 1/15

Życie ninja a także kupców bywa bardzo ciężkie, czasami zbyt ciężkie w swojej naturze. Powinieneś dobrze o tym wiedzieć, ze względu na swoje pochodzenie. Fortuna jest przelotna, raz jesteśmy na szczycie, a raz runiemy ze samego szczytu wprost do ciemnej odchłanii. Właśnie będzie miał możliwość obcować z kimś kto spadł z samego szczytu. Przebywałeś w swojej rezydencji, dzień jak każdy inny. Naglę mogłeś usłyszeć potężne uderzenie.. dźwięk odbił się echem po całej posiadłości, lecz mogłeś być pewien że dźwięk nie pochodził z samej rezydencji. Po zorientowaniu i zlokalizowaniu źródła dziwnego uderzenia, twoim oczom przed rezydencj ukazał się dość makabryczny widok. Pół-żywy mężczyzna to będzie idealne określenie na stan w jakim się znajdował. Mężczyzna ciągnął za sobą cały dobytek na niewielkich saniach, ze względu na pogodę i porę roku jaka panowała na kontynencie. W momencie w którym bliżej podszedłeś, jeśli zechcesz mu pomóc mogłeś zobaczyć że na jego ciele oraz ubraniu można było znaleźć krew.. Więcej informacji zapewne uzyskać w momencie w którym ten młodzieniec się przebudzi, ale najpierw trzeba by jakoś zadbać o niego, bądź zostawić go przed rezydencją aby ten zamarzł.. Wybór należy do Ciebie.
Misje Aktualnie prowadzone:
Ranga D:
  • Hiroki - Tańcząc z Ogniem
  • Nao - Przygoda w Karczmie

Misja rangi C:
  • Yami & Mei- Żelazny Bank Zawsze Odbiera Swoje Długi
Avatar użytkownika

Heiwa
 
Posty: 74
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 00:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=117989#p117989
GG: 25528270
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 10 cze 2019, o 13:05

Zima. Najgorsza kara jaką bóstwa czy prawa natury (co w kto wierzy) mogły zesłać na ludzkość. Niskie temperatury, duża wilgoć, opady śniegu, siekący skórę lodowaty wiatr. Zamiast możliwości obcowania z naturą tj. leżenia na zielonej trawie smagany przyjemnymi podmuchami wiatru oraz słoneczkiem, które tylko niewielkimi promieniami przebija się przez koronę wielkiego drzewa musiałem siedzieć w domu. Musiałem leżeć więc w domu z obawą, że zaraz ktoś wparuje przez rozsuwane drzwi mego domostwa i każe załatwiać jakieś sprawy w mieście co wiązać się będzie z kilkukilometrową przeprawą w zimnie. Nie dziękuję, postoję.
Kiedy tak sobie leżałem w swoim łóżeczku nagle jak coś nie jebnęło. Buuuum, takie duże, bach, trach, łubudu i bęc. W posiadłości zrobiło się głośno. Wszyscy pracownicy, którzy zostali zatrudnieni przez Dziadka i Ojca zaczęli krzątać się i szukać informacji. Wybuchły więc wielkie rozmowy. Ktoś wparował do mojego pokoju. Był to oczywiście mój brat.
-Yami idziemy. Dziadka i ojca nie ma w domu więc...
Przewróciłem się na drugi bok. Yuno sam wystarczył aby ogarnąć cały ten problem lecz kiedy złapał mnie za kostkę i pociągnął wyleciałem z łóżka. Zdążyłem wyciągnąć przed siebie ręce kiedy nagle pod sobą znalazłem pustą przestrzeń, tak więc uniknąłem placnięcia na deski.
- Dobra już dobra.
- Cieszę się, że to słyszę.
Razem więc z bratem udaliśmy się przed posiadłość. Potem musieliśmy iść ścieżką w kierunku muru i zamkniętej bramy. Dopiero jak przez nią wyszliśmy mogliśmy spostrzec zakrwawioną postać. Brat widząc jak ten się przewraca się i pada na ziemię chciał się wyrwać by mu pomóc, jednak zatrzymałem go ręką. Słychać potężny huk i nagle pojawia się znikąd mężczyzna. Pytanie co ma w tych saniach schowane.
- Co ty robisz? - zapytał mnie brat.
- Nic o nim nie wiemy. Równie dobrze może tylko udawać.
- Jak możesz to mówić widząc go takim. - Yuno naparł bardziej ale i ja miałem krzepę by go zatrzymać.
Zwróciłem się w kierunku strażnika, przy bramie.
- Proszę byś go sprawdził. Jeśli nic nie znajdziesz... - zwróciłem się w kierunku Toshiko (głównej służki) - przenieście go do stróżówki i zajmijcie się ranami. Prosiłbym również aby jeden ze strażnik miał oko na niego a drugi na ten jego dobytek. Te sanie z wszystkimi rzeczami zostają poza murami rezydencji. W międzyczasie zdawajcie raport mi lub Yuno co 30min.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Heiwa » 10 cze 2019, o 17:16

„Żelazny Bank zawsze odbiera swoje długi"
Yami - Misja rangi D - 3/15

Postanowiłeś zareagować choć nie chętnie, Twój brat musiał Cię do tego namówić, lecz podszedłeś do tej sprawy z dozą ostrożności ponieważ nie zbyt wiedziałeś kim jest ów gość i co tak naprawdę robi przed Twoją rezydencją. Mężczyzna ciągnął za sobą sanie, na których pod dłuższym przyglądnięciu się można było zobaczyć dobytek który posiadał. Prawdopodobnie był kucharzem, a także na saniach znajdowały się rzeczy osobiste takie jak ciuchy i inne pierdoły o niewielkiej wartości. Czyżby koczowniczy kucharz szukający etatu ? Nic bardziej mylnego. Ludzie z posesji zaczęli zajmować się ów mężczyzną, wniesiono go do środka posesji, a następnie zajęto się ranami. Można na ciele mężczyzny zobaczyć rany od pięści, a także broni. Te nowe nie dawno zadane, a także te które goiły się już jakiś czas.. Mężczyzna był zupełnie nie przytomny, podczas udzielania 1 pomocy. Przebudził się, widząc ze znajomych ludzi zaczął się kręcić i wrzeszczeć na całą rezydencję, że nie chce on oddawać swoich organów, że chce żyć i nie chce umierać. Wrzeszczał dość głośno, więc echem całej posesji odbijał się jego głos, po prostu spanikował.. Zaczął się także wiercić, więc strażnik musiał użyć nieco siły aby uspokoić mężczyznę. Jedna ze służek wyruszyła w Twoją stronę zgodnie z prośbą aby informować Cie o wszystkich zmianach które będą się działy z ów mężczyzną. Gdy przybyłeś na miejsce mogłeś zobaczyć dość mocno zmahanego mężczyznę w klinczu jego strażniku. Odpuścił on sobie walkę ze strażnikiem ponieważ nie mógł czuć się na siłach, a ten przekonywał go aby odpowiedział co tak naprawdę się wydarzyło. Miał on tylko zaczekać aż właśnie któryś z braci przybędzie aby Ci mogli zająć się tą sprawą i poszukać rozwiązania. - Skurwysyny! To pierwsze słowa jakie wydobyły się z ust mężczyzny, jeśli miał zacząć opisywać to tak naprawdę się wydarzyło. - Miałem własną knajpę, jedną z lepszych w tym mieście ! A zabrali mi wszystko.. Mówił mężczyzna dość podniesionym tonem. - Spłaciłem wszystkie zaległości, ale "Czerwony Smok" przynosił zbyt wiele dochodów aby Ci mogli sobie go opuścić.. Mówił dalej uniesionym głosem. Cały czas ciężko łapiąc oddech.


Legenda:
Niebieski - Torashiro Kenji - Właściciel "Czerwonego Smoka"
Misje Aktualnie prowadzone:
Ranga D:
  • Hiroki - Tańcząc z Ogniem
  • Nao - Przygoda w Karczmie

Misja rangi C:
  • Yami & Mei- Żelazny Bank Zawsze Odbiera Swoje Długi
Avatar użytkownika

Heiwa
 
Posty: 74
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 00:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=117989#p117989
GG: 25528270
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 11 cze 2019, o 12:26

Miałem chwilę spokoju mogłem go spożytkować na relaks i gorącą herbatę o którą poprosiłem uprzednio jedną ze służek. Miałem teraz na głowie brata, który dreptał lewo, prawo po salonie oraz krzątaninę ludzi, którzy to biegali tu to tam. W tym całym kręgu znajdowałem się ja. Siedzący przy stoliku, popijając dobrą zieloną herbatę. Półtora łyżeczki suszonych listków, parzona przez 3 minuty, dzięki czemu miała odpowiedni aromat.
W końcu podeszła do mnie jedna ze służek mówiąc, że "pacjent" się wybudził. Udałem się więc z jedną ze służek do stróżówki tuż przy bramie wjazdowej do posiadłości gdzie moim oczom ukazał się widok plującej jadem i przekleństwami jednostki, która nie mogła usiedzieć w miejscu. Westchnąłem. Nie zdążyłem jeszcze nic powiedzieć a ten już wyrzucił z siebie całą swoją historię życia. Brakowało mi jeszcze, żeby opowiedział o zmarłych rodzicach i tego jak wychowywali go dziadkowie.
W zasadzie gdy tylko usłyszałem o "zabraniu wszystkiego", o dochodach knajpy od razu doznałem wspomnień z lata, kiedy to przypadkiem wplątałem się w sprawę przejęcia przez jedną z rodzin knajpy. Widocznie pech się mnie nie ima a lgnie jak ćma do światłą. Westchnąłem ponownie.
- Możecie zwolnić uchwyt - powiedziałem w kierunku strażników - a ty zamiast mówić ogólnikami powiedziałbyś wszystko od początku. I nie chodzi mi o dni narodzin.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Heiwa » 11 cze 2019, o 21:33

„Żelazny Bank zawsze odbiera swoje długi"
Yami - Misja rangi D - 5/15


Postanowiłeś wysłuchać mężczyznę który w dość nietypowy sposób dziękuję za pomoc, ponieważ w pewien sposób ocaliłeś życie mu, ponieważ nie zostawiłeś go przed swoją posesją. Choć czas miał jeszcze pokazać czy tak naprawdę czy faktycznie uda Ci się pomóc tej pomóć w jego sprawie. Stanąłeś nad mężczyzną i gdy ten zaczął mówić składnie i wyraźnie w końcu można było coś zrozumieć z tego monologu prowadzonego do siebie. - Nazywam się Torashiro Kenji. Jestem Mistrzem Kuchni w Czerwonym Smoku.. Byłem Mistrzem Kuchnii oraz właścicielem Czerwonego Smoka do momentu aż nie pojawili się oni... Następnie mężczyzna zamilkł a następnie na twarzy można było zobaczyć, że widać w nim zalegający żal, że stało się tak a nie inaczej i był dość patowej sytuacji. - Mój interes w pewnym momencie zaczął podupadać.. Zaciągnąłem dług u pewnego lichwiarza, oddałem go chwilę po pożyczce, lecz zaczęto mnie nachodzić. Widząc, że Czerwony Smok przynosi zysk... Zmuszono mnie abym siłą podpisał umowę przekazania mojej ukochanej restauracji.. Powiedział mężczyzna a na jego twarzy pojawiły się łzy. Utracił cały swój dorobek życia i nie wiedział zbytnio jak ma się zachować.. - Widzę, że jest pan zamożny.. Może Pan pomoże mi jakoś w tej sytuacji, zapytał mężczyzna z oczyma pełnymi nadziei.
Misje Aktualnie prowadzone:
Ranga D:
  • Hiroki - Tańcząc z Ogniem
  • Nao - Przygoda w Karczmie

Misja rangi C:
  • Yami & Mei- Żelazny Bank Zawsze Odbiera Swoje Długi
Avatar użytkownika

Heiwa
 
Posty: 74
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 00:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=117989#p117989
GG: 25528270
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Yami » 12 cze 2019, o 09:57

Dlaczego tak zawsze się dzieje, że ludzie nie myślą? Podpisanie dokumentów było najgorszą rzeczą jaką mógł zrobić mężczyzna jeśli tak zależało mu na przybytku już lepiej dało się pobić, a w przypadku grożenia śmiercią zwyczajnie poinformować jegomości, że jeśli on zginie to i tak urząd miejski posiada dokumenty zmiany właściciela. Gdyby do tego nie doszło miałby jeszcze możliwość walnej walki w postaci oddania części dochodów na ochronę, która zajęłaby się niepożądanym gościem. Nie chciałem nawet przebijać się przez zwały nielogiki i braku patrzenia w przód mężczyzny.
- A co ma pieniądz mojej rodziny do pańskiej sprawy? - oj nie spodobała mi się ta ostatnia wypowiedź muszę przyznać. - Jeśli podpisałeś dokumenty to jedyne co można zrobić to wykraść dokumenty ale wątpię byś znalazł kogoś kto zaryzykuje tak bardzo. Z mojej strony mogę najwyżej odesłać ciebie do pewnej osoby, która może jakoś Tobie pomóc ale szczerze bym w to wątpił. Szczególnie jeśli w sprawę wmieszana jest większa rodzina, a nie zwykłe rzezimieszki.
Spojrzałem na mężczyznę. Już raz nadstawiłem karku. Jeśli ponownie będę zajmował się takimi sprawami to szybko zawisie nade mną czarna flaga, szczególnie jeśli za sprawą stała ta sama rodzina. Życie mi miłe. Głupi raczej nie byłem.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1380
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Posiadłość Yumichików

Postprzez Heiwa » 14 cze 2019, o 14:55

„Żelazny Bank zawsze odbiera swoje długi"
Yami - Misja rangi D - 7/15


Mężczyzn było trochę zdziwiony Twoimi słowami które wypowiedziałeś. Żył on pewną nadzieją, że to właśnie ty mu pomożesz. Może właśnie było to przeznaczenie, ale skonfronotowałeś go z dość brudną, chłodną rzeczywistością. Z niewiadomego powodu postanowił dążyć i ciągnąć ten temat. - Przepraszam.. za moją nachalność.. Odpowiedział mężczyzna. - Sam zakład nie ma dla mnie większego znaczenia, największym Skarbem Czerwonego Smoka jest księga, księga z wszystkimi przepisami. Pracowałem nad nią latami.Odpowiedział mężczyzna. - Jeśli w jakikolwiek sposób pomógł mi Pan, to postaram się spłacić ten dług. Nie pozostało mi nic innego..Mężczyźnie zaświeciły się oczy w momencie w którym powiedziałeś że byłby w stanie ktoś pomóc, żył on jakąś złudną nadzieją. Mężczyzna na prawdę potrzebował pomocy i chyba chciał uzyskać ją od Ciebie i Twojej rodziny.

Sorry za jakoś posta, ale jest zbyt gorąco aby myśleć
Misje Aktualnie prowadzone:
Ranga D:
  • Hiroki - Tańcząc z Ogniem
  • Nao - Przygoda w Karczmie

Misja rangi C:
  • Yami & Mei- Żelazny Bank Zawsze Odbiera Swoje Długi
Avatar użytkownika

Heiwa
 
Posty: 74
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 00:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=117989#p117989
GG: 25528270
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości