Posiadłość na granicy z Yusetsu

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbrojne utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 28 lut 2019, o 18:38

Obrazek

Od strony frontalnej dom wygląda dość zwyczajnie. Co prawda ogrodzenie ogranicza widoczność dla tych, którzy się tu zjawiają, ale ponad nim nie wzbijają się w górę żadne budowle, więc ciężko byłoby stwierdzić, iż mieszka ty ktoś majętny. Jedyną poszlaką w tym temacie może być fakt, jak wielki teraz obejmuje to drewniane ogrodzenie. Z pewnością dla wielu, którzy nie mieli okazji goszczenia się w środku, było to zastanawiające. W rzeczy samej, sama ogrodzona powierzchnia zdawać się mogła wręcz monstrualna.
Kiedy tylko przekroczyło się niewielką, zdobioną bramę, ujrzeć można było parterowy dom. Dość tradycyjny, niezbyt wyróżniający się na tle innych. Wystarczyło jednak wejść do środka, by przekonać się o ogromie, jaki się tu mieścił. Od progu rzucały się w oczy przeszklone, przesuwne drzwi, które dawały widok na cały ogród, jaki znajdował się w centrum tej działki. Mnóstwo zieleni, parę drzew, które dawały cień w upalne dni, niewielkie oczko wodne i drewniana altanka. Widać było, że ktoś o to solidnie dbał. Nie było to jednak wszystko w tym domu. Gdy przeszło się korytarzem z boku, z lewej czy prawej strony, czy też pokusiło się o przejście przez ogród, trafiało się na dość duże pomieszczenie, większe niż sam ogród. Wystawne, wręcz salonowe. Na końcu były przesuwne drzwi, które prowadziły na kolejny korytarz, skąd można było przejść do łaźni, pokoi i innych zdatnych pomieszczeń.
Cała posiadłość należała do rodziny Yotikiri, aczkolwiek wykorzystywana była głównie do organizacji wystawnych przyjęć.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 1 mar 2019, o 01:08

Potrzebował tego. Ochrona przed niepożądanymi spojrzeniami, dzięki której zyska nieco więcej możliwości i dyskrecji. Podając się za kogo innego nie przyciągnie aż takiej uwagi, jak gdyby pojawił się osobiście. Możliwe że przeceniał wartość swojej sławy w kręgach bogatych kupców, ale faktem było że Murai był dość powszechnie znaną personą w świecie. Najpewniej potencjalny zamachowiec pierw chciałby zająć się nim albo też całkowicie zaniechać ataku. A Muraiowi zależało na tym, by właśnie spróbował. By zaatakował kobietę i tym samym się ujawnił. Miał generalnie nieco podejrzeń już od samego początku, jak taki atak mógłby przebiec. Opcji były setki, tysiące. Nie był w stanie zareagować na każde, ale był w stanie wymusić użycie przez napastnika tych konkretnych. Był pewny siebie i swoich metod. Jak dotąd nie zdarzyła się sytuacja, by zawiodły one. Deklaracja nie uwzględniała rzecz jasna kilku sytuacji w jego "karierze" wobec których był bezsilny. Ważnym było, że jego metodologia działała i dawała regularne korzyści.
Poza tym jednym momentem. O którym nie mógł myśleć w tym momencie, nie teraz. Nie kiedy wymagana była niezachwiana pewność w podejmowane akcje. Powróci do tego później, do wydarzeń na Kami no Hikage. Kiedy skończy to, co zaczął tutaj i na co się zdecydował. Jeszcze w wozie podczas transformowania swojej twarzy otrzymał kilka ważnych informacji. Jubilerstwo, sklep w Shigashi. Murai, a właściwie Kayaba Oroshi, zostanie zaprezentowany im od samego początku właściwie. Była to dobra opcja, niekoniecznie wiążąca się z ogromnymi profitami ale zawsze mogło to zaowocować ciekawą rozmową. Dodatkowo informacja o dwóch służkach i jego osobistym pomocniku, Hayate. Nie umknęła mu informacja o tym, że jedna ze służek została znaleziona na szybko. Mogła być to ważna informacja, dlatego też Kakuzu zachował ją. Jak i o kolorach sukni kobiet. Nagle możliwości zatrucia zleceniodawczyni przez służbę, wplecenia zatrutych igiełek do sukni czy nawet bezceremonialne podejście do niej i wbicie kunai z zerowej odległości stały się znacznie bardziej prawdopodobne.
Zatrzymali się i wysiedli. Szczątkowe informacje otrzymane od kobiety musiały mu wystarczyć. Kobieta była głupia i nie miała zamiaru dostosowywać się do swojej aktualnej sytuacji. Nie dziwiło go to, większość ludzi mimo wszystko nie potrafi działać racjonalnie i odpowiednio do zagrożenia. Niestety z taką osobą będzie musiał pracować, a właściwie to dla niej i dla jej bezpieczeństwa. Podczas swojego pobytu w posiadłości dokładnie zapamiętał każdy jej szczegół, nawet pozornie nieistotny. Twarze służby, ich głosy. Cokolwiek co mogłoby pomóc mu w prawidłowym ocenieniu sytuacji. Już podejrzewał, już miał swoje scenariusze. Najłatwiej byłoby wykonać wyrok na kobiecie używając do tego osób pracujących w jej domostwie. Oprócz standardowych procesów jakie zachodziły u Muraia, ten także oddał się czynności oczyszczenia ciała z brudu. Zwłaszcza w sytuacji w której musiał udawać kupca. Przedtem sprawdził jednak wodę pod względem jakiś specyfików które mogłyby negatywnie wpłynąć na jego układ nici, a także na jego zachowanie ogólne. Nie ufał tutaj nikomu i nie zamierzał. Łóżko sprawdził pod względem jakichkolwiek pułapek i niechcianych elementów. Szczelność okien i drzwi także. Ich zamki. W nocy rozstawił także swoją technikę do bezpiecznego snu. Nikt nie był w stanie wejść niepostrzeżony do pokoju w celu jego wyeliminowania. Był całkowicie bezpieczny. Rano nie spożył posiłku, jedynie zapieczętował go w swoim zwoju i oddał służbie puste talerze. "Jadł" rzecz jasna w swoim pokoju. W odpowiednim czasie został zaprowadzony przez przydzielonego mu sługę, wcześniej rzecz jasna przywdziewając zostawione mu kimono. To też dokładnie sprawdził. Na zewnątrz mógł ponownie spotkać Kanako, w towarzystwie jej dwóch służek.
- Wyjątkowo przyjemnie. I nie mówię tego wyłącznie z tytułu szacunku do gospodarza. - odpowiedział, odgrywając w pełni kulturalnego acz dowcipnego majętnego kupca. Jego osobowość którą będzie musiał odgrywać przez cały czas, trzymać się jej i być wiarygodnym elementem tego społeczeństwa. To było jednak drugorzędne, najważniejsze jest zapewnienie kobiecie bezpieczeństwa.
- Na ile zechcę, nie ma limitu. Czy ktoś jeszcze ze służby wie? - odpowiedział całkowicie zgodnie z prawdą. W tym momencie ledwo przypominał siebie samego, dodatkowo nie było skutecznej metody na rozpoznanie go. Był bezpieczny, dopóki jakiś dobrze obeznany z jego chakrą sensor nie wyłapie podobieństwa do tego słynnego Muraia. A pytanie oczywiście zadane było bardzo dyskretnie i odnosiło się właśnie do jego prawdziwej tożsamości. Jeśli któryś wiedział, to wypadało zrobić to już teraz. Skorzystał także z faktu, że służące były zajęte bagażami.
- Uważałbym na Pani miejscu na służbę, zarówno Pani jak i gospodarzy. Nie poddaję wątpliwości ich intencji, ale pranie mózgu wydaje się powszechną praktyką pośród ludzi którzy obrali sobie Panią za cel. Mogli ukryć przykładowo wybuchową notkę w fałdach odzienia, pieczęć do jakiejś techniki na biżuterii, i nic o tym nie pamiętać. Wtedy będzie za późno. - powiedział cicho. Ważna informacja dla kobiety. Nieważne jak bardzo się zdenerwuje albo go zbeszta, słowa nie mogły urazić Kakuzu. Ale w tym momencie celem zlecenia było zachowanie kobiety żywej za każdą, acz rozsądną, cenę. Był oczywiście gotów do drogi, po tym jak dyskretnie sprawdził czy sam wóz jest tak samo bezpieczny. Niektórzy nazwaliby to paranoją, on preferował określenie "niezbędna przezorność".
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 6 mar 2019, o 20:54

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
35/...


Może kobieta była głupia, a może uważała, że jest zbyt wysoko postawiona, by wypłakiwać się przy innych i robiła to w samotności? Kto to wie. Chociaż jej oczy były przejrzyste, nieskażone ani odrobiną czerwieni, która wskazywałaby na źle przebytą noc. Jej twarz nie zdobiły również sińce pod oczami niż też opuchlizna. Jednakże kobiety potrafiły też wiele zamaskować. Zwłaszcza te, które nie chciały, by prawda wyszła na jaw.
Kiedy tylko wsiedli do powozu, Kanako zapewniła Muraia, że nikt nie zna jego prawdziwej tożsamości. Nie było takiej potrzeby, by komukolwiek to zdradzała. Zwłaszcza, że nie wiedziała tak naprawdę, gdzie czai się zło. I skłamałaby, gdyby stwierdziła, że kolejne słowa mężczyzny jej nie przestraszyły, co widać było lekko w jej grymasie twarzy, jeśli tylko akurat Kakuzu na nią patrzył. Byli jednak w powozie sami, służba wraz z bagażami zajęła drugi powóz, więc ponownie mogli na spokojnie wymienić ze sobą parę zdań.
- W takim razie może pan sprawdzi? - zapytała, jasno sugerując, że ma na myśli to, co miała na sobie. Rozumiała, że to wszystko w ramach jej ochrony. Jeśli tylko Murai na to przystał, to i tak niczego podejrzanego nie znalazł. Kimono kobiety, jej biżuteria czy wszystko inne nie miało żadnych podejrzanych śladów, zapachów czy czegokolwiek, co mogłoby zwrócić uwagę Kakuzu. Oprócz tego Kanako wspomniała również o obecności mężczyzny w razie, gdyby musiała skorzystać z zawartości swoich bagaży, by uprzednio je sprawdził. To jasne, że nie przyjmowała odmowy, skoro sam o tym wspomniał.
Po niedługim czasie dojechali na miejsce. Dopóki nie wysiedli i nie przeszli przez bramę, ogrodzenie zasłaniało jakikolwiek widok. Tak czy siak, rezydencja zdawała się nie być tak zjawiska jak ta, w której niedawno przebywali. Jednak już stąd słychać było głośne rozmowy i śmiechy. Nietrudno było też trafić do głównego wejścia. Ścieżkę do niego oświetlały pochodnie na długich kijach, powbijane w ziemię. Rozsuwane drzwi były otwarte, toż wieczór był ciepły, nawet jeśli słońce już chyliło się ku zachodowi.
Kanako u boku Muraia, weszła do środka. Spora ilość ludzi mogła przytłoczyć. Wszyscy ubrani byli w tradycyjne stroje i mimo głośnych rozmów, zdawało się tu być spokojnie, wszystko działo się bez pośpiechu. No, nie licząc pary gospodarzy, którzy dość szybko dotarli do nowo przybyłych. Było to małżeństwo. Blondwłosa kobieta, z fryzurą podobną do tej, którą miała Kanako i ciemnowłosy mężczyzna, który w sumie niczym szczególnie się nie wyróżniał. Oboje wyglądali dość przeciętnie, aczkolwiek przeciętne na pewno nie były tkaniny i biżuteria, jaką na sobie mieli.
- Witaj, Kanako! Nie mogliśmy się ciebie doczekać! Właśnie się zastanawialiśmy... - zdanie blondwłosej kobiety z rodu Yotikiri zostało urwane.
- Również miło mi was znowu zobaczyć. Mój towarzysz to Kayaba Oroshi, kupiec z Ryuzaku no taki. Niestety, małżonek nie mógł się dziś pojawić. - szybko wtrąciła się Kanako, nie dopuszczając do żadnych dodatkowych pytań. Albo raczej, pytających spojrzeń. Oczywiście państwo Yotikiri zwróciło swoje spojrzenie na Kakuzu, skłaniając się lekko w geście przywitania.
- Mamy nadzieję, że podobają się panu tutejsze tereny oraz atmosfera. Prosimy się rozgościć. - rzekł ciemnowłosy mężczyzna, gestem ręki pokazując głąb domostwa. Widać było stąd wielki ogród, który jakby znajdował się w samym środku domu. Również było w nim parę pochodni, które pięknie go oświetlały. I z tego widoku goście zamierzali korzystać, bo dość dużo z nich było na zewnątrz. Między nimi przewijali się służący, roznoszący niewielkie poczęstunki na małych talerzykach oraz wszelkiego rodzaju napitki.
Służki i Hayate poszli na tyły posesji. Nie trzeba było się nawet za nimi szczególnie rozglądając, słychać było, jak ich energiczne kroki zmierzają na boki domostwa, podczas gdy oni kierowali się w sam środek.


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 8 mar 2019, o 23:21

Ona sama mogła nie wiedzieć jak zachowywać się w takich sytuacjach, ale on doskonale wiedział. Część jego szkolenia obejmowała także sposoby na zapewnienie bezpieczeństwa swojemu właścicielowi. W tym oczywistym krokiem była dokładna jego kontrola przed wszelkimi zagrożeniami ukrytymi. Teoretycznie, uczono go też że nie zawsze osoba chroniona tego zechce. W tej sytuacji, w której właśnie brał udział, kluczowe było porozumienie się z kobietą w celu zapewnienia jej możliwie jak największych szans na powrót żywym. Musiał brać pod uwagę wszystkie możliwości. Nawet tą, iż cała ta sytuacja została upozorowana po to żeby zaprowadzić go na to konkretne przyjęcie. Niczego nie mógł być pewien bez konkretnej dawki dowodów i informacji, dlatego ten konkretny scenariusz został gdzieś z tyłu głowy.
Ostrzeżenie Muraia była efektem chęci zapewnienia jej jak największej ochrony i tym samym wywiązania się z powierzonego zadania. Mógł oczekiwać od kobiety, że jego słowa zostaną odebrane za obrazę albo skwituje to "Ufam mojej służbie". Ale nie, zaufała Kakuzu i zaoferowała przeszukanie swoich ubrań. Nie zbiło to go jednak z tropu, niciowiec przystąpił do drobiazgowej kontroli. Oczywiście nie zamierzał naruszać jej cielesności i tym samym godności, operował w niewielkim obszarze którego przekroczenie mogło być przykre w konsekwencjach. Sprawdził zarówno ubranie jak i biżuterię. Były dwie możliwości - coś znajdzie albo i nie. Obydwie były jednocześnie warte odkrycia i nie. Odkrycie czegoś gwarantowało złapanie jakiegoś tropu od samego początku, ale coś mogło stać się zleceniodawczyni. Z drugiej nie znalezienie niczego oznaczało, że ta na razie będzie bezpieczna. Nie dawało jednak niczego. Okazało się, iż kobieta jest bezpieczna. Oczywiście cały proces przeprowadzony był w sposób, który nie był dostrzeżony przez służbę. Całkowicie dyskretnie.
Dotarli na miejsce. Nie trzeba było długo czekać, podróż sama w sobie była krótka i całkowicie bezpieczna. Murai zasiadł oczywiście wewnątrz, ale często zaglądał na zewnątrz celem sprawdzenia otoczenia. Wszak to była jego robota i nie mógł jej zaniedbać. Dwór na który dotarli był mniej bogaty niż ten należący do jego klientki, przynajmniej patrząc z wewnątrz. Było już późno, wieczór był stosunkowo ciemny, dlatego też ustawiono pochodnie na długich tyczkach. Pochodnie rzecz jasna były wykonane z odpowiednim szykiem i nie były tylko szmatą z tłuszczem nawiniętą na kij. Takie szczegóły mogły być mało znaczące, ale istniała szansa że będą miały kluczowe znaczenie. Dlatego też zwracał na to uwagę. Zwracał na wszystko co mało ważne, ale tych najważniejszych nie pomijał. Na przykład gospodarzy, którzy wyszli im na spotkanie. Prezentowali się godnie i elegancko, zupełnie jak można się było spodziewać po przyjęciu odpowiednim dla ich klasy społecznej. Został przedstawiony przez Kanako. Murai w swojej nowej roli był, co by o nim nie mówić, równie elegancki. Strój, postawa. Wygląd. Teraz musiał jedynie potwierdzić ten stan rzeczy swoją krasomową.
- Dziękuję, chętnie skorzystam. Nie jestem w stanie wydusić z siebie najmniejszej nawet krytyki w stosunku do okoliczności, nawet gdybym bardzo się postarał. - rzekł, lekko się kłaniając. Jak równy do równego, wyrażając szacunek. Zbyt głęboki ukłon - symbol uległości - nie pasował absolutnie. I oczywiście nienaganny uśmiech na twarzy. Subtelny i szykowny, zupełnie jak on sam. Po rozmowie służki i Hayate ruszyli w swoją stronę. A Murai został z kobietą, kierując się gdzie ona poprowadzi. Na razie grał tak, jak ona chciała. Kiedy zechce się rozdzielić to tak też uczyni. A na razie słuchał. Rozglądał się subtelnie we wszystkie strony, szukał informacji. Pośród rozmów. Jak właściwie rezydencja jest zbudowana? Co gdzie jest? Cokolwiek i wszystko.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 24 mar 2019, o 00:23

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
37/...


Faktem było to, że zatrudnianie shinobich czy kunoichi miało być swego rodzaju zwiększeniem bezpieczeństwa. Za to przecież płacono, a płaci się za usługi w pełni profesjonalne i, jakby to wyrazić, najszerszym wachlarzem usług. Oczywiście bywało tak, że zadania były mało skomplikowane, skupiały się na jednym i nie wymagały zbyt wiele zaangażowania. Im jednak trudniejsze były, tym poprzeczka stała wyżej i wymagało się wszechstronności. Tak było i w tym wypadku. Nie chodziło o to, żeby Murai kroczył przy kobiecie i w razie co ją ochronił. Kanako chciała, by wyprzedzał pewne działania. By reagował szybciej, niż domniemany oprawca. Nic nie powinno mu umknąć. Tak, jak i teraz, kiedy to zalecał środki ostrożności i sprawdzał czy aby na pewno atak na kobietę nie został przeprowadzony już w domu. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
Należycie zachowywał się Kakuzu. Zresztą, Kanako na swój dziwny sposób wierzyła w to, że odegra swoją rolę doskonale, więc nie kontrolowała go. Przynajmniej na tyle, by na każdym kroku podpowiadać mu, co ma mówić. Zresztą, nie sądziła by miał tu wiele rozmówców. Był tu świeżakiem, reszta znała się już całkiem nieźle. I tu właśnie pojawili się kolejni goście, tuż po słowach Kakuzu, dlatego gospodarze przeprosili ich krótkim skinięciem głowy, by powitać przybyszy. Sama Kanako również zaczęła kierować się w głąb domostwa, z wyraźnym ukierunkowaniem na ogród. Było to celowe, dobrze było nieśpiesznie brylować między innymi, przy okazji przysłuchując się, co też takiego mówią. Pewne było to, że mężczyzna za nią podąży, w końcu stanie w przejściu, tuż obok wejścia, raczej zbyt wiele by nie dało.
W drodze do ogrodu, w którym również powbijane były masywne, piękne pochodnie, słychać było sporo rozmów. Jednak nic, co mogłoby wydać się jakkolwiek podejrzane. Same plotki, śmiechy, gdzie nie gdzie coś o interesach. W ogrodzie również nic szczególnego. Tu jednak zatrzymali się w miejscu, ponieważ Kanako poznała swoją dawno niewidzianą znajomą. Przywitały się, po czym kobieta przedstawiła z fałszywego nazwiska i imienia Muraia, czyniąc to samo względem nieznajomej Kakuzu kobiety. Narumi Asaya.
- Uhu, całkiem, całkiem. - mruknęła niezbyt cicho, szturchając Kanako w ramię. - Ja bym na twoim miejscu zrobiła wymianę. - dodała z cichym śmiechem. Cóż, mimo iż jej ton głosu był pogodny i nieco żartobliwy, to żartem to jednak nie było. Jakoś nie przepadała za nieobecnym mężem Kanako. Jak widać, nie ukrywała tego jakoś szczególnie.
- Jak zwykle mówisz to, co myślisz na głos, Asaya-san. - powiedziała Kanako, uśmiechając się do kobiety lekko. Może dlatego też ją tak lubiła? Nawet, jeśli wydawała się czasami nieokrzesana.
- Cenię w sobie tę cechę. Myślę, że panu Oroshi to odpowiada. - odpowiedziała z pewnością siebie i puściła oczko do mężczyzny. Jej wzrok szybko jednak powędrował na jedną ze służek, które nosiły drewniane tace z jedzeniem. Trudno było tego nie zrobić, skoro znalazła się praktycznie między nimi. Nie odezwała się jednak ani słowem, bo to byłoby dopiero niegrzeczne! Nienachalnie podsunęła jednak tacę w stronę kobiet, bardziej ku Kanako, bo do niej miała bliżej. Wiadomo, że nie zacznie od mężczyzny w towarzystwie. Nim jednak Kanako zdecydowała się podnieść rękę, by cokolwiek skosztować, w "kolejkę" wepchała się Narumi. Energicznie wyciągnęła rękę po ugrillowane warzywo. I prawie już je miała, ale służka przesunęła się gwałtownie do przodu, jakby ktoś ją popchnął i wypuściła tacę z ręki. Wszystko wylądowało na podłodze, tuż przy stopach zgromadzonych. Niewysoka, czarnowłosa dziewczyna wciągnęła głośno powietrze i upadła na kolana, zbierając jedzenie trzęsącymi się rękoma.
- Bardzo przepraszam! Proszę o wybaczenie! Czy nie ubrudziłam państwa? Bardzo przepraszam! Przepraszam! Już zbieram. Przepraszam. - przeprosiny mruczała pod nosem praktycznie cały czas. Nie miała odwagi podnieść głowy. Nie zwalała też winy na nikogo innego, w końcu to ona trzymała tacę i była za nią odpowiedzialna, choćby się trzęsło i paliło.
Gdy wszystko zebrała, ukłoniła się jeszcze. Widać było, że jest zestresowana. Ponownie przeprosiła i szybko się usunęła, znikając dość szybko w tłumie ludzi.

- Na bogów, katują ich tutaj czy taka przewrażliwiona. - westchnęła ciężko Narumi, nie oczekując w sumie żadnej odpowiedzi. Kanako wzruszyła jedynie ramionami. Takie przyjęcia były dość ważne, służący również rozumieli powagę sytuacji, dlatego muszą się przejmować każdym potknięciem, wszystko miało być idealne.


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Narumi Asaya
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 24 mar 2019, o 15:25

Zdecydowanie tutaj nie pasował. Wszyscy goście zostali tutaj zaproszeni z jakiegoś konkretnego powodu. Czy to przez zwykły kaprys gospodarzy, czy ich pozycję w ich świadku bogaczy. Kakuzu był tutaj właściwie tylko z uwagi na nieobecność męża swojej pracodawczyni. Jako Kayaba Oroshi także, był tutaj tak różny od wszystkich wokoło jak tylko się dało. Musiał się dostosować, swoją nienaganną posturą, elegancją w języku i gestykulacji, w mimice twarzy. Wiele razy wchodził w środowiska i je infiltrował, to zadanie nie było wyjątkiem i nie było wyróżnione w żaden sposób. Cel - standardowy. Okoliczności - standardowe, mocno ograniczające pole manewru w przypadku faktycznej sytuacji kryzysowej. Chciał zachować swoją tożsamość jak długo się dało bez ujawniania się. I dlatego nie wychodził z roli nawet na chwilę, przywdziewając delikatny uśmiech na twarzy. Świadczący o dobrym nastroju z sytuacji, w której się znalazł. Jego zwyczajowa, poważna ekspresja mogła dać znać innym uczestnikom przyjęcia o jego słabym entuzjazmie z zabawy i ogólnie zwracać uwagę. Musiał o to dbać, mimo że szwy pokrywające jego ciało w żadnym stopniu nie zniknęły i tym samym nadal nieco się wyróżniał.
Regularnie oglądał otoczenie, subtelnie i nienachalnie. Wyłapywał wszystko co tylko mogło zagrozić klientce. Nawet jeśli pochodnie tworzyły sfery światła i dawały pozory bezpieczeństwa, to one same mogły przecież posłużyć do rozpalenia ognia w ogrodzie i wzniecenia pożaru. Zajmującego uwagę większej części przyjęcia. To byłaby idealna dywersja. Właśnie takich potencjalnych scenariuszy Kakuzu próbował przewidzieć jak najwięcej i odpowiednio się na nie przygotować, konstruując odpowiednie szablony zachowań dla siebie. Niewinna długa spinka we włosach kobiety mogła stać się przeszywającym serce narzędziem mordu. Okoliczny krzak mógł posłużyć jako kryjówka dla potencjalnego zamachowca. A taca z napojami mogła...
- Moja paranoja profesjonalisty wymaga, abym uprzedził przed serwowanymi napitkami i przekąskami. Szczególnie z czyiś rąk. - cicho powiedział do towarzyszącej mu kobiety. Mimo wszystko nadal był zobligowany do zapewnienia jej bezpieczeństwa, nawet jeśli oznaczało to ograniczenie jej wolności podejmowania samodzielnych decyzji odnośnie pewnych aspektów. W ich relacji zleceniodawca-najemnik to ona jednak miała ważniejsze słowo i jeśli zechce pić podawane wino albo jeść zagryzki, to nie miał wyboru i musiał jej na to pozwolić. Jedynym co mógł zrobić, to przekazać ostrzeżenie.

Szli dalej wgłąb ogrodu. Nic podejrzanego nie zostało zauważonego ani usłyszanego, na razie wszystko szło w najlepszym porządku. Do czasu kiedy nie pojawiła się, jak się Muraiowi wydawało, znajoma Kanako. Zostali sobie przedstawieni. Nic niezwykłego, do czasu. Wymiana. O co mogło chodzić? W głowie Muraia powstawało już setki możliwości interpretacji na podstawie wielu czynników, takich jak potencjalna sytuacja prywatna, zwyczaje majętnych sfer i ich relacja. Ostatecznie nie dawało to jakiejkolwiek konkretnej wersji. Oczywiście cały czas się lekko uśmiechał.
- Oczywiście, że cenię. Dobrze odpocząć czasem od tej zawiłej gadki. - odpowiedział, lekko poszerzając swój uśmiech kiedy zobaczył puszczone oczko. I wtedy doszło do pierwszego poważnego incydentu podczas tej imprezy. Jedna ze służek potknęła się i upadła, rozsypując zawartość tacy. Kakuzu od razu zaczął szukać. Powodu dla którego się potknęła. Chciał zapamiętać jej charakterystyczne cechy. Oczywiście nikt nie kwestionował tego, że był to przypadek. Zresztą kto miałby to spowodować? Kakuzu nigdy nie myślał w takich kategoriach. "Przypadek" był ostatnią opcją którą należało wziąć pod uwagę. Jedzenie mogło zostawić jakiś ślad. Wszystko miało znaczenie. Murai był szczególnie wyczulony, biorąc pod uwagę potencjalnego zamachowca.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 27 mar 2019, o 20:15

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
39/...


Ta rola zdecydowanie musiała chociaż trochę wejść Kakuzu w krew. Nawet, jeśli na pierwszy rzut oka większość wyglądała na mało zainteresowanych jego osobą i gdyby zaraz pojawił się w stroju służby, większość by go pewnie nawet nie rozpoznała. Tendencja takich ludzi - zapamiętują tych, którzy są istotni. Jak do tej pory, Kayaba Oroshi był po prostu kimś, kto drylował między innymi, nie sprzedał jeszcze swojej osoby, chociaż i to mogłoby się zmienić. W dobrym tego słowa znaczeniu, w końcu miał przypisaną rolę kupca. Mógłby znaleźć się jednak ktoś, kto taką zmianą by zauważył. Może jest wśród tych tłumów ktoś, kto właśnie zwraca uwagę na tych, którzy tej uwagi nie pragną. Jeśli był... to dobrze się krył.
Analiza, przygotowywanie prawdopodobnych scenariuszy, wyłapanie wszystkiego, co mogłoby stanowić choćby najmniejsze zagrożenie. Nic dziwnego, że właśnie tych rzeczy Murai poszukiwał i to one krążyły w jego myślach. Było to bardzo istotne, jeśli coś dzisiaj miało się wydarzyć. Takie tłumy, gwar i zamieszane sprzyjały wątpliwym sytuacjom. Nawet, jeśli coś miało bardzo małe szanse powodzenia, to czy mężczyzna nie powinien brać tego pod uwagę? Wydarzy się czy nie, opcji było wiele i musiał być przygotowany. Dosłownie na wszystko. Tyle, że mógł tu polegać na swoim doświadczeniu. Mógł ułożyć jakiś plan działania, by później, na szybko, nie popełnić błędu.

Możliwe, że to właśnie ostrzeżenie Kakuzu sprawiło, że Kanako nie wyciągnęła zbyt szybko ręki do przekąsek. Możliwe też, że rzeczywiście była to lekka paranoja, ale czy nie trzeba było się tu spodziewać wszystkiego? Chociaż pewnie byłby to dość odważny krok. Mógł to zjeść naprawdę każdy, ofiar mogło być znacznie więcej. Dość makabryczne posunięcie, o ile naprawdę byłoby coś z jedzeniem nie tak. Inni jedni, chociaż z innych tac i nic im nie było. Przynajmniej tymczasowo. Jedzenie, które spadło, nie wyglądało jakoś inaczej, pachniało ładnie, tylko było lekko rozwalone przez upadek. Przezorność Muraia kazała mu jednak szukać dalej, więc przenikliwy wzrok sprawdzał teren dookoła. Wszyscy dookoła zajęci byli rozmowami, nikt się w najbliższym otoczeniu nie przepychał. Zaś sama służka nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wszystkie były ubrane tak samo, w tych samych fryzurach, wszystkie czarnowłose. Był jednak mały szczegół, który dało się zauważyć. Blizna pod lewym uchem, tak na trzy centymetry, a gruba niemal na pół centymetra.
- Dobra, opowiadaj o tym, jak tam wasze interesy. - klepnęła delikatnię Kanako w ramię, zapominając już o incydencie sprzed chwili. Zaraz jednak zreflektowała się i nim Kanako zdążyła dość do słowa, Narumi szybko zwróciła swoje spojrzenie na Muraia. - Chociaż nie, chciałabym wiedzieć więcej o twoim towarzyszu. Czym się zajmujesz? - zapytała, zabierając dłoń z ramienia kobiety. Tu już musiał popisać się sam Kakuzu. Asaya była inteligentna, gdyby Kanako zaczęła wypowiadać się za mężczyznę, wzbudziłoby to jakieś jej podejrzenia. Tymczasem sam Murai mówił, żeby się nikomu nie zdradzać. I ona nie mogła wyjść z roli.


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Narumi Asaya
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 28 mar 2019, o 01:49

Oczywiście Kakuzu był całkowicie odporny na działanie wszelkich czynników rozpraszających jego uwagę. Dlatego właśnie był w stanie obserwować otoczenie z taką skrupulatnością i przywiązaniem do detali. Gdyby, czysto teoretycznie, zagapił się na jakąś kobietę albo na płomienie na pochodniach, mógłby przegapić coś ważnego. Nawet gdyby chciał się rozproszyć, to nie był w stanie. To nie leżało w jego możliwościach. Nie był w stanie chociaż na chwilę spuścić gardy, pozwolić sobie na chwilę swobody, całkowicie szczerze czerpać przyjemność z okoliczności w jakich się znalazł. Nie był do tego przystosowany, nie był do tergo stworzony i wyszkolony. Właściwie to sytuacja w jakiej się znalazł była jednym z szablonów jakie zostały mu wpojone. Ochrona klienta podczas ważnego przyjęcia, złapanie potencjalnego mordercy i jednocześnie udawanie persony pasującej do sytuacji w jakiej się znalazł. I teraz musiał dać dowód autentyczności swojej tożsamości.
Jeszcze podczas podróży do posiadłości swojej zleceniodawczyni Kakuzu musiał wymyślić jakąś alternatywną tożsamość. Proste rzeczy jak imię i wygląd, bardziej skomplikowane jak szczegóły dotyczące działalności. Oczywiście na tym świecie istniało wiele dróg do bogactwa, wybranie jakiejś nie było problemem. Problemem było natomiast utrzymanie pozorów i znajomość arkanów danego rzemiosła. Mógł udawać kupca z Morskich Klifów handlującego skórami zwierząt i rybami, tylko czy coś o nich wiedział? Nawet pomimo jego ogromnej wiedzy w wielu dziedzinach życia, pogłębianej dodatkowo własną potrzebą pogłębiania swoich kompetencji. Dlatego też zdecydował się na jeden z mniej wymagających zawodów pod względem wiedzy, wymagający natomiast bardziej rzemieślniczego podejścia do tematu.
- Handlem, głównie morskim. Ostatnio wyjątkowo często z Cesarstwem i Lazurowymi Wybrzeżami. I Daishi, wojna na tamtejszych terenach nieco w tym pomogła. Mam też na własność zakład jubilerski w Ryuzaku, rodzinny biznes jeszcze po pradziadkach. - odpowiedział. Pierw - kupiec. Zawód wymagający i opłacający się dla najlepszych. Człowiek światowy, wspomnienie o wojnie. Posiada jakieś statki skoro prowadzi handel morski. I biżuteria, oczywisty znak człowieka majętnego. Oczywiście skupił swoją uwagę na osobie kobiety, jako swojej rozmówczyni. Na tyle, na ile wymagało dobre wychowanie. Ale reszta nadal była poświęcona swojej zleceniodawczyni. Możliwe że sama rozmowa mogłaby być odciągnięciem uwagi od osoby kobiety.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 3 kwi 2019, o 20:19

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
41/...


Nieostrożność mogła być zgubna w skutkach. Tak samo jak zamyślenie. Niestety, na pewno wielu zdążyło do tego czasu stracić życie przez bujanie w obłokach, lub też zwykłe niedocenienie sytuacji. Nie mówiąc już o samych okazjach do polepszenia sytuacji, jeśli owa nie zagrażała życiu, ale mogła się zmienić na naszą korzyść. Tego wszystkiego trzeba było się jednak wystrzegać w tym zawodzie. Wiedzieli to ci, którzy się tego podejmowali. A przynajmniej powinni wiedzieć. I niewątpliwie Murai nie chciał doprowadzić do tego, był to jego dzień na umieranie. Śmierci mówi: nie dziś.
Chociaż, gdyby tak spojrzeć w te płonące pochodnie, może być jednak coś powiedziały? Może w ogniu Kakuzu ujrzałby jakąś wskazówkę, co do sytuacji, w której bierze udział. A może zobaczyłby jedynie Mur i Dzikich, którzy wciąż gdzieś tam przebywają. Albo pustkę.
Dobór słów był istotnie bardzo ważny. Zwłaszcza w otoczeniu ludzi inteligentnych. Takim człowiekiem na pewno była Narumi i wcale nie przyćmiewała tego jej pewność siebie. Ba, jeszcze to podkreślała. Dlatego kobieta uważnie obserwowała Muraia, nieco na bok odkładając uwagę, którą poświęcała swojej przyjaciółce.
- I tak bez żony? - zapytała podejrzliwie, lecz ciągle z lekkim uśmiechem na twarzy. - Tyle dobrodziejstw, taka pozycja. Czyżbyś wolał życie kawalera? - mówiła dalej, wciąż drążąc, aczkolwiek nie poruszała bezpośrednio dokładnych działań Muraia. A raczej osoby, za którą się przedstawiał. Rozmowa była na lekkim torze, w którym raczej za dużo nie trzeba było kombinować. Przynajmniej jeszcze nie.
Dzięki temu, że Kakuzu wciąż dyskretnie obserwował, co się dzieje dookoła, zauważył małżeństwo gospodarzy, którzy niedawno ich przywitali. Teraz również brylowali wśród gości. Zdawać by się mogło, że zeszli się już wszyscy. Jeszcze parę osób i zrobiłoby się nieprzyjemnie ciasno. Służący nie mieliby miejsca do przechodzenia, a wypadki z wypuszczaniem tac byłyby pewnie nader częste. I teraz jedna ze służek dotarła do pani gospodarz, coś szepcąc jej do ucha. Oczywiście ciężko byłoby cokolwiek usłyszeć, zwłaszcza, że dzieliło ich jakieś sześć metrów, a w tej przestrzeni przeszkodą było kilkanaście innych osób. Widać jednak było grymas na twarzy kobiety, która odparła coś, jakby na odczepkę, po czym służąca sobie poszła.


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Narumi Asaya
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 4 kwi 2019, o 00:38

Kobiety. Dziwnym zrządzeniem losu jego osoba miała z nimi dość nietypowe perypetie. Niektóre chciały go zabić, jeszcze inne nie były w stanie nawet odwdzięczyć się za uratowanie im życia. Inne musiał uwodzić, inne uwodziły go. Jedną sam się kiedyś zajmował, ale mała dziewczynka nie wpisywała się w definicję dojrzałej kobiety. Ta tutaj, jak interpretował Murai, była nim żywo zainteresowana. Dlaczego? Interesowanie się życiem prywatnym było bardzo jasną oznaką. Oczywiście mogło podchodzić to pod zwyczajną grzeczność, chęć ugrania czegoś na nowej znajomością. Nie zakładał jednego scenariusza. Ale w połączeniu z wcześniejszymi wypowiedziami i zachowaniami kobiety, Murai mógł w miarę pewnie oszacować jej stosunek do tajemniczego jubilera z Ryuzaku i kupca zarazem.
- Aktualnie bez. Aczkolwiek pracuję nad tym intensywnie. - odpowiedź wymijająca i absolutnie nie dająca jakiegokolwiek negatywnego wrażenia. Był po prostu bogaczem który jeszcze nie znalazł sobie miejsca. Dlaczego taki przebieg wydarzeń? Przede wszystkim wyjaśniało to dlaczego przyszedł tutaj ze swoją pracodawczynią, zamiast żoną. Mógł skłamać iż jest gdzieś w tłumie, ale w takim wypadku powinien dotrzymywać towarzystwa jej. Opcja Muraia była najbezpieczniejsza i najlepsza dla zachowania jego tożsamości.

Jednocześnie obserwował otoczenie i dzięki temu mógł zauważyć kilka zmian. Zwiększyła się ilość ludzi w ogrodach. Aż zrobiło się tłoczno. Kolejny ważny element, w tłumie zawsze subtelniej można było podejść i zadać cios. Dlatego też od teraz skupiał się na osobnikach którzy w jakiś sposób zbliżali się do kobiety w celu zadania potencjalnego ciosu. Obsługa, rozmówcy i cała reszta. Podeszła do niej służka i przekazała jakąś informację. O co mogło chodzić? Nawet stosunkowo wyczulone zmysły Kakuzu nie były w stanie tego wyłapać. Przede wszystkim chciał jednego - Hayate. Powinien gdzieś blisko tutaj być. Przydałby się do obserwowania owych służek i potencjalnie niebezpiecznych akcji przez nich podejmowanych. jego pracodawczyni nadal była w jego centrum zainteresowania. Sześć metrów to dystans który był w stanie przebyć w chwilę, był więc pewny jej bezpieczeństwa. Jeszcze.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 4 kwi 2019, o 22:18

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
43/...


Świat był pełen przeróżnych zawirowań. Raz człowiek przechodził przyglądając się jakiejś sytuacji i nie reagując. A ta, z zaskoczenia, później dosięgła i jego. Los uwielbiał pakować ludzi w rzeczy, których unikali, albo przy których przechodzili obojętnie. Role się odwracały, ale trzeba było grać dalej. Jakkolwiek. Albo zejść ze sceny i zniknąć, już na zawsze.
Odpowiedź Muraia dawała kobiecie jakąś małą satysfakcję. Postanowiła się zabawić, a to uwielbiała ponad wszystko! Zwłaszcza, że mężczyzna dał jej właśnie duże pole do popisu. Kanako właśnie poszła w jej mniemaniu całkowicie w odstawkę. Była już jedynie tłem do całej sytuacji. Murai, owszem, wciąż zachowywał czujność i nie tracił z oczu swojej pracodawczyni. Oby jak najdłużej.
- Jakieś szczególne wymagania? - pytała dalej, krążąc po krawędzi, w temacie, który dla mężczyzny mógł być mocno niekomfortowy. Być może była to forma sprawdzenia go, poznania jego reakcji. To często wiele mówiło o człowieku. - Możemy już zakończyć twoje poszukiwania. - dodała z półuśmiechem, rzucając jawną propozycją w stronę Kakuzu. Czy poważną i prawdziwą? Być może. Może zależało to od odpowiedzi, jaką uzyska, o ile w ogóle ją uzyska. Zdążyła za to poczuć lekki szturchnięcie. Najwidoczniej Kanako o sobie przypomniała.
- Odstaw swoje zaloty na następne spotkanie. Aktualnie Kayaba-san jest moim towarzyszem. - powiedziała nad wyraz grzecznie i spokojnie. Tak po prawdzie nie była zła na znajomą, po prostu była to próba zmiany tematu, którym Kakuzu nie powinien się zajmować. Narumi roześmiała się jedynie pogodnie i machnęła ręką, jakby chciała tym powiedzieć, że przesadza.
Podczas tej małej przepychanko słownej kobiet, Murai próbował wyłapać nie tylko wszystko, co się dzieje dookoła, ale również swojego sługę, Hayate. Czujny wzrok w końcu dostrzegł mężczyznę, który stał tuż przy wejściu do ogrodu, w odległości może czterech metrów. Ręce trzymał przy sobie, sylwetkę miał wyprostowaną, a oczy nienachalnie przyglądały się przechodzącym i stojącym w ogrodzie ludziom. Cel znaleziony, co dalej?


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Narumi Asaya
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 8 kwi 2019, o 11:39

Kobieta faktycznie zamierzała mu złożyć niedwuznaczną propozycję. Murai, pozbawiony męskich popędów i słabości, był jednak na to całkowicie odporny. Spotykał się już z opiniami, iż dyskwalifikuje go to jako zdrowego mężczyznę. Oczywistym było, że takie stwierdzenie było jedynie po części prawdziwe, używali bowiem miar i wzorców zwykłego człowieka. Jak na Kakuzu Murai był wyjątkowo standardowym przedstawicielem swojego szczepu. Dodatkowo mało kto znał szczegóły dotyczące budowy organizmu takiego niciowca, w wyniku czego kobieta ta odważyła się na taki a nie inny ruch. Jej zachowanie było jak najbardziej logiczne. Tylko co powinien na to odpowiedzieć? Jego preferencje? Czy właściwie był zobligowany do odpowiedzi na to pytanie? Nie, mógł dać wymijającą odpowiedź. W sytuacji w której klientce nic nie groziło, był w stanie bardziej skupić się na potencjalnej odpowiedzi.
- Niekoniecznie. Na tą jedną osobę składa się całość, a nie pojedyncze elementy. - odpowiedział, wymijającą odpowiedzią. Nadal utrzymywał swoją farsę, gwałtowne zmiany w zachowaniu i manierze nie wchodziły w grę. Zaczął jako Kayaba i musiał jako Kayaba zostać do końca. Zachowywał swój fałszywy urok i spokój. Jednocześnie grał miłego. Pomimo przebywania pośród ludzi dość długi czas, dokładniejsze zainteresowanie nimi objawiło się późno. Za późno żeby móc odgrywać bardziej kompleksowe zachowania z zachowaniem wieku szczegółów. Musiał polegać na ogólnikach wspomaganych jego szeroką wiedzą i kreatywnością. Z kolei nad drugą, zdecydowanie jednoznaczną propozycją, musiał się zastanowić. Teoretycznie był na to gotowy, ale rozmowa toczyła się w tempie w którym nie był w stanie natychmiastowo odpowiedzieć. Byłoby to też nienaturalne, powinien wręcz nieco się zastanowić. Nie wiedzieć, jak zareagować. Konieczność odpowiedzi przerwała jego pracodawczyni, która zdecydowała się przyjść. Kakuzu widział ją jak do nich podchodzi, dlatego wystarczyło tylko grać na zwłokę.

Miał zamiar użyć Hayate do obserwacji ludzi których sam nie mógł. Z jednej strony był Murai, osobisty ochroniarz który doglądać miał wyłącznie pracodawczyni. Z drugiej pomocnik Kakuzu, patrzący na innych. Przykładowo obsługę. Kiedy tylko Hayate skieruje swój wzrok w jego stronę, kiwnie głową żeby podszedł do niego. Oczywiście nadal istniała opcja, że to Hayate jest w zmowie z napastnikiem. W takim wypadku ryzykowałby ujawnienie się. Podjęcie ryzyka w zamian za potencjalne dodatkowe źródło informacji. Czemu nie. Kiedy pojawił się stosunkowo blisko, Kakuzu przeprosił kobiety i odszedł kawałek. Nadal oczywiście skupiał się na nich, jak tylko się dało. Jeśli nie uda mu się złapać kontaktu, to spróbuje raz jeszcze i po kolejnej nieudanej próbie po prostu odpuści. Jeśli jednak zdoła go zachęcić do podejścia, to porozmawia z nim. Kawałek od kobiet, żeby te nic nie słyszały.
- Widziałeś może coś dziwnego? Kogoś zachowującego się podejrzanie? - nie miał pojęcia jak w subtelny sposób zmusić go do pomocy w ochronie kobiety. Dlatego zaczął od prostego pytania. Nadal zwracał szczególną uwagę na swoją pracodawczynię, wytężając wszystkie swoje zmysły. Jego dwoma priorytetami było pozostanie incognito i ochrona kobiety. W tym momencie był w stanie spełnić dwa warunki.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Nikusui » 11 kwi 2019, o 19:29

Wyprawa rangi B
Dla Muraia
45/...


Wielu na pewno schlebiałaby taka otwarta propozycja. Jednakże znaleźliby się i tacy, którzy byliby onieśmieleni śmiałością kobiety. To już nie wróżyło dobrze. W obecnych czasach przeważała opinia, jakoby mężczyzna był tym twardo stąpającym po ziemi, wypełniającym ciężkie obowiązki. Takie kobiety jak Narumi nie były każdemu na rękę. Żaden mężczyzna nie chciałby przecież przyznać, że jego osobowość ma wielkość urwanej gałązki, gdy się przy niej znajduje. W takim razie i jej towarzysz powinien być pewny siebie, zdecydowany i odważny. Kobieta doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Murai w takim razie powinien to odebrać za swego rodzaju komplement, ale skąd miał wiedzieć, co siedzi w głowie w tej kobiety? Zwłaszcza, że jego samego nie interesowały aż tak bliskie interakcje z płcią przeciwną.
Narumi dość dobrze odebrała jego wymijającą odpowiedź. Czuła, jakby podjął się jej gry. Tej jednak już nie kontynuowała, na, powiedzmy to, prośbę swojej przyjaciółki. Być może jeszcze się spotkają? Może zdarzy się to jeszcze tego wieczora, kiedy Kanako na chwilę pójdzie na stronę?
Hayate, jako służący wsparciem dla Kakuzu, oczywiście miał go ciągle na uwadze. Dlatego szybko wyłapał spojrzenie mężczyzny i nieco opuścił głowę w dół, na znak, że zaraz się zbliży. Tak też uczynił. Przesunął swoją lewą rękę na plecy, nieco ją zginając, a prawa znajdowała się nieco pod klatką piersiową, również zgięta. Zgrabnie przeszedł przez tłum, nie podchodząc bezpośrednio do towarzystwa, ale stając kawałek dalej. Już po chwili doszedł do niego Kakuzu.
- Tak, panie? - zapytał nienachalnie, kiedy już mężczyzna się do niego zbliżył. Dość szybko usłyszał pytanie. Jego brwi nieco się uniosły, ale nie był to wyraz jakiegoś wielkiego zdziwienia. Raczej starał się dobrać wiadomości tak, by te, które miałby mu przekazać, rzeczywiście należały do tych dziwnych i podejrzanych. Hayate bywał w końcu już na wielu takich balach, sytuacji widział już ogrom i w pewnym momencie niektóre rzeczy przestały go dziwić. Musiał jednak brać pod uwagę to, że pan Kayaba mógł nie mieć aż takiego doświadczenia jak on. Nawet, jeśli występowali w innych rolach.
- Wszystko przebiega sprawnie. Niemalże wszystkich z gości znam, przynajmniej z widzenia. Aczkolwiek to duża uroczystość, mogła mi jakaś nowa twarz uciec. Nie dzieje się nic, co by się nie działo na innych takich wydarzeniach. - odpowiedział, kłaniając się lekko. Nie rozpychał się za bardzo, bo tłum i tak był spory. Jego głos był cichy, ale doskonale słyszalny dla Muraia. Gdy mężczyzna się wyprostował, przechylił głowę nieco w bok, jakby o czymś sobie przypomniał. - Przechodzące służki mówiły coś tylko, że jakaś młódka omdlała, gdy wróciła z tacą. Osobiście nie brałbym tego za coś dziwnego czy podejrzanego. Takie tłumy mogą wielu onieśmielić. - dodał, patrząc na mężczyznę. Hayate, chociaż sylwetkę już miał wyprostowaną i poważny wyraz twarzy, brzmiał i wyglądał na szczerego w swoich wypowiedziach. Nie wahał się, jego wypowiedzi były płynne i konkretne. Zupełnie jakby opowiadał o wczorajszym obiedzie.[A panie... panie rozmawiały, obie bezpieczne, obie uśmiechnięte.


Kanako
Hayate - sługa służący wsparciem dla Muraia
Shinyo - służka Kanako
Utari - nowa służka Kanako
Pan Yotikiri
Pani Yotikiri
Narumi Asaya
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Murai » 12 kwi 2019, o 12:33

Oczywiście, że Hayate będzie reprezentował postawę uległą i usłużną, to była część jego obowiązków. Na pewno został odpowiednio przeszkolony do pełnionej przez niego funkcji, żeby nie zawieść oczekiwań wymagających pracodawców. Chyba, że faktycznie był on podstawiony. W jego ruchach powinno wtedy zauważyć się niewyszkolenie i brak klasy. Arystokracja i ludzie wysokiego stanu mają swój specyficzny sposób bycia, mniej więcej podobny do siebie bez względu na pochodzenie. Nadal brał pod uwagę scenariusz, w którym Hayate mógł być właśnie potencjalnym zamachowcem albo z nim współpracować. Jako profesjonalista nie mógł ufać nikomu. Było to dla niego zdecydowanie prostsze zadanie niż dla większości ninja, nadal jednak wiązała się z tym nieustanna czujność i obserwacja otoczenia - coś o czym nie musiał pamiętać, było to dla niego naturalne. Jak oddychanie dla innych ludzi.
Na razie więc zaakceptował zeznania sługi. Nic nie wskazywało na fałsz, można było go uznać za wiarygodne źródło informacji. Skro był na jego usługi, można było go posłać go zwiadu ogólnego, a nie tylko przy wejściu. Miał znać tutaj większość gości, pewnie z poprzednich tego typu przyjęć i wizyt u Kanako. Poza upadkiem z tacą faktycznie nic się nie przydarzyło, przynajmniej coś co on widział.
- No to dobrze. Pokręć się trochę po przyjęciu i daj mi znać jak tylko znajdziesz coś dziwnego, okej? - zapytał podwładnego. Był niemalże pewien, że ten zgodzi się na to polecenie. W końcu jego pracodawczyni kazała mu służyć pomocą swojemu gościowi, był to jego obowiązek. Kiedy ten się na to zgodził, Murai w przebraniu kiwnął głową na pożegnanie i odszedł w kierunku rozmawiających kobiet. Mimo wszystko powinien dać im nieco czasu dla siebie. Przypominał sobie słowa kobiety zgodnie z którymi nie powinien przez cały czas być przy niej, jednak kultura nakazywała że po opuszczeniu towarzystwa "na chwilę" winien do niego wrócić właśnie po chwili. Tak też uczynił, od razu od Hayate powrócił do kobiet. Chyłkiem i bez wtrącania się w rozmowę, szukając momentu do zgrabnego się w nią włączenia.
Murai
 

Re: Posiadłość na granicy z Yusetsu

Postprzez Shikarui » 23 kwi 2019, o 10:59

Wyprawa B
I try to make it through these lies, and that's all I do
Obrazek
47

Hayate skłonił się przed Tobą głęboko. Czujne oczy, które się w niego wpatrywały, nie mogłyby przegapić najmniejszego szczegółu. Badały każdy podryg, całą sylwetkę, ułożenie ciała, intonację głosu. Każdy błysk w oku, nawet ten nadawany od blasków świec i pochodni, które płonęły wokół. Nieomylność nigdy nie była cechą, którą mogli poszczyć się ludzie. Nawet ci najsprawniejsi w końcu popełniali jakiś błąd. Lecz w zachowaniu sługi nie było niczego niepoprawnego, niczego, co zaliczyłbyś pod "ułudę". Był całkowicie naturalny, każde słowo i gest przychodziły mu z łatwością oddychania, co tylko mogło wskazywać na jego profesjonalizm. I to, że jako sługa musiał zarabiać całkiem nieźle, będąc tak dobrze ułożoną osobistością. Po ukłonieniu się odszedł kawałek dalej, by przesunąć się między gośćmi, obserwując ich tak samo, jak robił to wcześniej. Co chwila jego wzrok muskał twoją sylwetkę by upewnić się, że niczego nie potrzebujesz i nie wzywasz go w tym momencie.
Kobiety zupełnie nie przejęły się przybyciem swojego eleganckiego towarzysza. Były pochłonięte rozmową dotyczącą sytuacji ekonomicznej związanej z sardynkami w Ryuzaku no Taki. Narumi po krótkim momencie zanotowała twoją obecność i błysnęła w twoim kierunku swoimi pięknymi, umalowanymi mocno oczyma. Makijaż tylko powiększał je oczy, czyniąc je kusicielsko zwodniczymi. Pułapka. Pajęcza sieć rozstawiona na mężczyzn, którymi zwykła ich łowić. Choć może tylko ty byłeś tym szczęśliwcem. Zaraz spojrzeniem wróciła do Kanako i rozmowa popłynęła na połów małż, pereł, naszyjników i niesamowitych jubilerów, jakich Ryuzaku posiadało. Po drodze skrytykowane zostało jubilerstwo i brak smaku Cesarstwa. Prostota Morskich Klifów była nie w smaku obu paniom.
O wiele ciekawsze rzeczy można było wyłapać wśród innych gości. Hayate nawiązał z tobą krótki kontakt wzrokowy, chcąc się upewnić, że twoje oczy powędrują za jego. Całkiem dyskretnie. Z jednego z budynków wypadła właśnie Utari i zatrzymała się na moment, gorączkowo rozglądając. Namierzyła kogoś spojrzeniem. Dopadła do kobiety koło pięćdziesiątki i uwiesiła się jej niemal na ręku, mówiąc coś do niej. Mina kobiety zrobiła się poważna, wyciągnęła lampkę z winem w stronę swojego towarzysza. "Weź potrzymaj to piwo". Ruszyła za Utari z powrotem do wnętrza budynku, również niemal biegnąc. Państwo Yotikiri, którzy to zauważyli, spojrzeli po sobie nieco zdziwini, wymienili parę słów, po czym pani tego domostwa powędrowała za dwójką niewiast. Maleńkie zamieszanie, na które niemal żaden z gości nie zwrócił uwagi.
Kiedy tylko gospodarz puścił swoją żonę, poczekał, aż zniknie ona w rezydencji i spokojnym krokiem przeszedł w stronę stolika ustawionego pod żywopłotem, przy którym siedział odziany w czerń mężczyzna. Źle mu z oczu patrzyło. Jego zimne spojrzenie było pozbawione światła. Było lodem, które skuwało świat w swojej bezwzględności. Bez przebaczenia. Miał długie, czarne włosy, związane wstążką w bardzo luźny kucyk. Popijał coś właśnie z kryształowego kieliszka. Gospodarz dosiadł się do niego, sięgnął po kryształową butelkę, by i sobie nalać do kieliszka. Poruszył ustami, mówiąc coś do swojego towarzysza, który nawet nie spojrzał na pana Yotikiri.
W innej części ogrodu zebrały się trzy służące. Widać było po nich, ze są poddenerwowane. Jedna z nich bardzo mocno ściskała swoje dłonie na czarnej spódnicy, druga obejmowała się ramionami, jakby było jej zimno, a trzecia tupała nogą i podgryzała wargę. Również rozmawiały między sobą, nachylając się do siebie. Rozglądając się lekko na boki, by mieć pewność, że nie ma nikogo zbyt blisko nich.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Następna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron