Dom Inoyū

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 13 lip 2018, o 08:08

Siedziała sobie właśnie jak pan bóg przykazał, delektując się spokojem poranka i faktem, że może chociaż moment odpocząć od jakiegokolwiek towarzystwa i nacieszyć się tym, że znowu może być sama ze swoimi niewątpliwie genialnymi myślami. Na pewno tego potrzebowała - Shikatsu nie była najbardziej łaknącą towarzystwa osobą na świecie, momenty takie jak te pozwalały jej więc w pewien sposób zregenerować siły, tym bardziej, że dzisiejszy dzień zapowiadał się wyjątkowo upierdliwie. Nie to, by miała coś do Inoyu - ba, zaryzykowałaby nawet stwierdzenie, że chociaż Yamanaka jest nad wyraz upierdliwa, to przynajmniej przy tym umiarkowanie zabawna - ale po wczorajszym wieczorku potrzebowała takiej chwili sama ze sobą, tym bardziej, że musiała sobie to i owo poukładać w głowie. Przynajmniej miała już jakiś plan. Przebimbać w Soso ten tydzień na jakichś niewymagających robótkach, by trochę zarobić, trochę pozwiedzać i trochę sobie poleżeć. Nie była tylko pewna jak jej tymczasowa przewodniczka zapatruje się na tą ostatnią część, Inoyu bowiem obrała sobie chyba za swoją misję sprawienie, że niepożądany gość ani przez moment nie będzie miał czasu usiąść na tyłku.
Siedziała właśnie na macie w tej swojej śmiesznej piżamce, zaczepiając tego cholernego kota, który, mimo tego, że nie pozwolił jej się wcześniej wyspać, najwyraźniej uznał, że jest jednak zmęczony i wyciągnął się w promieniach słońca, wygrzewając futrzaste brzuszysko. Rozlana do małych naczynek herbata stała na stoliku obok, powoli stygnąc. Istnie sielankowa scenka, która niestety została przerwana przez zachrypiały głos zza jej pleców. Z roztargnieniem zerknęła przez ramię na Inoyu, która wyglądała teraz dość bezradnie – burza gęstych włosów w nieładzie, poduszka odciśnięta jeszcze na jasnej skórze twarzy, nieprzytomne ślepia, zmięta yukata. W zestawieniu z wystrojoną pyskatą łajzą obwieszoną jakąś dziwną biżuterią z wczoraj wzbudzała w Shikatsu o wiele cieplejsze uczucia – ba, czuła teraz wręcz jakieś rozrzewnienie.
- Cześć. Przecież nic nie robię, widzisz duchy? – zarechotała dość życzliwie, zachowując się jakoś tak ciut sympatyczniej niż poprzedniego wieczora. Niesamowite, jak osiem godzin snu potrafi sprawić, że na nowo zachowuje się jak przyzwoita jednostka ludzka. Leniwym gestem podsunęła w stronę skołowanej Inoyu jeden z kubków, chwytając go u góry tak, by nie poparzyć się gorącym napojem.
- Dużo ich tu macie? Pieprzona cholera mnie obudziła. – próba nawiązania kontaktu, który będzie oparty na czymś innym, niż wzajemne wytykanie sobie przywar przez obie strony dialogu – Zawsze chciałam takiego trzymać w domu, ale moja matka ma jakiś milion alergii. W sumie zazdroszczę. - kiwnęła głową w stronę futrzaka, do którego dołączył teraz drugi, wcześniej najwyraźniej zabarykadowany razem w Inoyu w jej pokoiku. Miała nadzieję, że albinoska zechce z nią współpracować i chociaż spróbują zacząć się jakoś dogadywać w sposób inny niż wieczne przepychanki na słowa. Nie to, by jej to szczególnie przeszkadzało – niech zjedzą śniadanie, a potem mogą wracać do dawnego repertuaru. Po co jednak zaburzać spokój poranka.
- Chciałam zrobić coś do jedzenia, ale nie mam pojęcia, gdzie trzymacie żarcie. – obróciła się w miejscu, by podeprzeć się łokciem o blat i ująć w dłoń swoje naczynie z herbatą, dość bezmyślnie zezując na wirującą taflę naparu. Zerknęła ostrożnie na Yamanakę, zamykając w końcu japę – może powinna poczekać, aż Inoyu dostarczy sobie poranną dawkę teiny i wtedy dopiero zacząć ją zagadywać.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 13 lip 2018, o 19:02

Miarowe pulsowanie ulokowane w okolicach skroni zwiastujące początki migreny.
Dlaczego ta kretynka musi tyle gadać? Wczoraj była zdecydowanie mniej skora do desperackich prób podtrzymania, zdaniem Inoyu całkowicie zbędnego, small talku. Miała nikłą nadzieję, że tak jej już zostanie przez cały tydzień; w przeciwieństwie do Nary, Yamanace bynajmniej nie zależało na utrzymaniu przyjaznej atmosfery. Wystarczała jej bezpieczna neutralność, która, według niej, polegała przede wszystkim na niewchodzeniu sobie w drogę.

Dlatego też przeżyła malutki konflikt wewnętrzny przez dobre pół, a może nawet i całą minutę, wgapiając się bezmyślnie w ciemną taflę przygotowanej przez Narę herbaty. Świadomość, że wyraźnie zaciekawiona zawartością domu Shikatsu, która już wczoraj, nawet pomimo tego całego znoju podróży i nie pytając właścicielki o zdanie, zaczęła grzebać po szafkach jej familii, wywoływała w niej pewien dyskomfort. Nie był jakiś niesamowicie intensywny, ale każda osoba z silnym poczuciem własności doskonale wie, jak uciążliwe jest to uczucie. Niby nic się nie stało, ale gdzieś tam pozostaje pewien, dość trudny do objaśnienia dla postronnego obserwatora, niesmak.
Z drugiej strony jednak to całkiem miłe z jej strony, że, skoro już tutaj pasożytuje, dała coś od siebie oprócz samej swojej egzystencji. Odruchowo przejęła podsunięte wcześniej przez dziewczynę naczynie, by - tak samo jak chwilę wcześniej Shikatsu - uchwycić je ostrożnie na chłodnych brzegach i podnieść na wysokość ust. Upiła malutki łyk wrzątku, niedługo potem odstawiając kubek asekuracyjnie na blat. W żadnym razie nie odważyła się posądzać swojej towarzyszki o jakiekolwiek altruistyczne zapędy. Prędzej uwierzyłaby, że po prostu obudziła się dużo wcześniej i nie miała co ze sobą już zrobić, więc zajęła się parzeniem herbaty. Nie miała jej tego za złe; zresztą trudno, żeby była, skoro sama koncentrowała się głównie na zdobywaniu profitów dla samej siebie niezależnie od napotkanej sytuacji. Nawet bez tej odrobiny miłości i szczypty dobrych intencji herbaciany napar smakował równie dobrze, rozbudzając znikomą ilością teiny nadal nie do końca wybudzoną albinoskę.
- Teraz nie. A szkoda. – odparła stosunkowo lekkim tonem, nie szukając, póki co, zwady. Calutki dzień przed nimi, więc okazji do pokłócenia się o najmniej istotną pierdołę jeszcze będzie jakieś milion. Musi zbierać siły, szykować cięte riposty, ale, na boga, jeszcze nie teraz. Nie przed śniadaniem. Na litość boską, nie o ósmej rano.
- To brzmi tak, jakbyś chciała któregoś z nich teraz gdzieś schować, zbiec z nim aż do Midori i już nigdy nie wrócić. – poinformowała ją z mimowiednym uśmiechem sugerującym, że szanowna kapłanka jednak jest zdolna do odczuwania rozbawienia, po czym przycisnęła zdezorientowaną kotkę do własnej piersi zazdrośnie, uniemożliwiając Shikatsu wykonanie jakichś podejrzanych czynności względem niej – Łażą, gdzie chcą, wpuszczam je tylko na noc. – dodała, ściskając palcami włochatą łapkę zwierzęcia. Nachyliła się delikatnie w jego stronę, zanurzając na krótką chwilę nos w ciemnej sierści.
- Muszę cię rozczarować – w końcu obdarowała brunetkę przelotnym spojrzeniem spode łba, nadal przygarbiając się na tyle, by być w stanie ułożyć własne lico o kocią głowę - ale i tak nie znalazłabyś czegoś do jedzenia, bo po prostu nic tutaj nie ma.
Jeżeli miałaby wybierać między nową hibakamą wykonaną z porządnego materiału a jedzeniem, wybrałaby hibakamę. Bez wahania kupiłaby kolejne błyskotki dopełniające jej specyficzną estetykę niż wydała ostatnie pieniądze na woreczek ryżu. Wolałaby przez cały dzień pić drogą, najświeższą herbatę, na którą ledwo ją stać, niż zrobić jakiekolwiek zapasy. Takim już była człowiekiem, ludzie łatwo się nie zmieniają. O głodzie przypominała sobie dopiero, gdy uniemożliwiało jej to właściwe prowadzenie chramu. Nie chciała zawieść swojej matki, ale jednocześnie wydawała całą swoją lichutką pensję na wszystkie zbędne dodatki, bez których - teoretycznie - z powodzeniem mogłaby się obejść. Owszem, mogłaby. Ale wolała głodować niż nie być w stanie pozwolić sobie na te małe przyjemności, które w ogóle trzymały ją jeszcze w tym ziemskim piekiełku.
Musi zarabiać więcej. Coraz więcej. Obiecała sobie, że w niedalekiej przyszłości nie będzie musiała już wybierać. To w sumie całkiem śmieszne, że rodzina Shikatsu uznała, iż najwłaściwszym wyjściem jest zwrócenie się z problemami finansowymi akurat do bankrutującej rodziny Yamanaków. Ot, ile mogą zdziałać pozory i życie ponad stan.

- Załatwimy to na mieście. Pasuje?
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 14 lip 2018, o 19:56

Zaczynała się powoli przyzwyczajać, że jej gospodyni jest… co najmniej specyficzna – żeby nie nazwać jej wprost dziwną. Dlatego komentarz o widzeniu i niewidzeniu duchów już nawet nie zrobił na Narze większego wrażenia, nie zastanawiała się w sumie, czy Yamanaka żartuje, czy mówi poważnie. Tym bardziej, że jej ton głosu bynajmniej nie sugerował, żeby to była kolejna zaczepka ze strony albinoski – zdążyła się już osłuchać z manierą, którą przybierała, gdy chciała się dla sportu posprzeczać; teraz brzmiała stuprocentowo poważnie. No cóż, wariatów wiele chodzi po tym świecie, a nawet jeśli Inoyū była jednym z nich, to wydawała się przynajmniej być takim raczej nieszkodliwym. W końcu każdy ma jakieś dziwactwa – jej dziwactwem mogło być widzenie i słyszenie rzeczy, których widzieć i słyszeć na pewno nie powinna.
Z tego względu nie odniosła się nawet do tego osobliwego stwierdzenia, pozwalając skrzydlatym słowom albinoski wpaść jednym jej uchem i ulecieć drugim. Zamiast tego bardziej zajmowało ją towarzystwo czteronożnych przyjaciół rodziny Yamanaków – przemocą uniosła grube kocisko i władowała je sobie na ramiona, pętlą z ramion uniemożliwiając zwinnemu ciału wyślizgnięcie i ucieknięcie w tę stronę, gdzie kot akurat wolałby przebywać. Kot nie wydawał się zachwycony.
- Przestań się zachowywać ciągle, jakbym chciała was okradać. Jakbym chciała takiego burasa, to wystarczy, że pójdę na jakikolwiek śmietnik. – żachnęła się z oburzeniem, dość siłowo gładząc kota po głowie, równocześnie wykorzystując swoją siłę do przytrzymania go na swoich nogach. - …Są fajne. Nazywają się jakoś?
Nowa informacja o tym, że tutaj nie dostanie pysznego pożywnego śniadanka, szczerze ją zszokowała i zmartwiła. Jakim cudem Yamanaka w ogóle funkcjonowała? Czy ona w ogóle coś jadła? Czy jej dziwne wierzenia zmuszały ją do życia w ascezie? Może trafiła na jakiś post, który pozwalał jej jeść tylko po zmroku? Spojrzała na nią z cieniem niedowierzania wymalowanym na swojej zdrowszej niż poprzedniego wieczora twarzy, nie do końca rozumiejąc, co Inoyū właściwie jej przed chwilą oznajmiła. Sama właściwie prowadziła dość regularny tryb życia – posiłki spożywane w równych odstępach czasowych elegancko zgrywały się z pretekstem do krótkich lub dłuższych sesji relaksacyjnych po jedzeniu, co pozwalało śniadanku czy obiadkowi na ładne poukładanie się w brzuszku. No bo w końcu takie to zdrowe i takie to miłe! Nie da się ukryć, że Shikatsu miała dość hedonistyczne nastawienie do życia. Bo w końcu po co żyć nieprzyjemnie, jeśli można przyjemnie?
- Nic a nic? Nawet ryżu? Mówiłaś, że to niby mnie źle karmią. – z tego całego szoku i niedowierzania pozwoliła kotu się wreszcie uwolnić, z czego ten skorzystał, na odchodne pakując ostre zęby w jej dłoń, by wyrazić w pełni swoje niezadowolenie z tego przymusowego przetrzymania. Syknęła głośno, cofając łapsko jak oparzona, by posłać Inoyū oburzone spojrzenie, jakby to ona właśnie wbiła kły w skórę Nary. W końcu jaki kot, taka jego właścicielka! - ...Ugh, niech będzie. To dlatego jesteś takim kurduplem, za mało jesz. Można tu się gdzieś u ciebie umyć? Potem możemy ruszać, miejmy to już po prostu z głowy.
Inoyu była od niej kilka centymetrów niższa - od kiedy to zauważyła, to zamierzała przypominać o tym albinosce średnio raz na godzinę. Zniszczy jej życie.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 14 lip 2018, o 22:39

Ta zniewaga krwi wymaga.
Żachnęła się, czując, że na jej dotychczas pozbawioną jakiejkolwiek ekspresji twarzyczkę zaczynają napływać pierwsze oznaki naburmuszenia w postaci mocniejszego zaciśnięcia warg. Siedziała sobie tak przez dłuższy moment z pełną zaciętością wymalowaną na facjacie, nie wiedząc nawet, w jaki sposób powinna zareagować na tak poważną obrazę kociego majestatu. Burasa? Kim ona niby myśli, że jest?!

- Uważaj, co mówisz. – warknęła w końcu ostrzegawczo, obserwując z pewną dozą zwątpienia jak Shikatsu bezmyślnie szasta kotem na różne strony jak jakąś szmacianą lalą. Powieka albinoski drgnęła delikatnie, gdy zwierzę postanowiło zademonstrować swoje rozeźlenie zatopieniem kłów w jej skórę. Cóż rzec – zasłużyła sobie na to. - No i spójrz, co narobiłaś, idiotko! Cyrylkowi jest teraz smutno. Jesteś zadowolona? Tego właśnie chciałaś, co? Parszywy z ciebie człowiek, wiedziałam to od samego początku. – kończąc swoje rozżalone stękanie, nachyliła się automatycznie w stronę grubego, rudego kocura, by zacząć tarmosić bezlitośnie jego wypięty, kudłaty brzuch. Kot natomiast miauknął tylko przeciągle, przewalając się leniwie po drewnianej posadzce. Ostatecznie Narze było dane poznać tylko jedno kocie imię. A brzmiało ono Cyryl właśnie.
Nie miała zamiaru jakkolwiek bardziej uzewnętrzniać się nadal niemal obcej dziewczynie w kwestii braku pożywienia na terenie domu. Informacja, którą przekazała w poprzedniej wypowiedzi, była – według niej – klarowna i wyczerpująca temat. Nie ma jedzenia. Trzeba je znaleźć gdzieś indziej. Prosty komunikat. Uznała, że najłatwiej będzie po prostu już się do tego nie odnosić. Póki co, nie miała najmniejszej ochoty na spowiadanie się Narze ze swoich problemików. Na to jeszcze przyjdzie czas... albo nie?
- Nie chcę o tym mówić. – ucięła kategorycznie. Naprędce upiła pozostałą zawartość kubka, po czym podniosła się z podłogi, usiłując rozprostować zastałe kości poprzez odgięcie kręgosłupa aż do przeraźliwego strzyknięcia gdzieś z okolic lędźwi, przymykając przy tym oczyska. Przetarła ich wewnętrzne kąciki chwilę później opuszkami palców, by parsknąć z uniesieniem w reakcji na jej komentarz poruszający temat wzrostu Yamanaki.
- Kurduplem? - powtórzyła wyraźnie wzburzona. Najeżyła się jeszcze bardziej, czując na sobie jej wrogie spojrzenie. - Poważnie? Jestem od ciebie zaledwie kilka centrymetrów niższa. Co najwyżej trzy. Może cztery. - Nie, Inoyu. Niestety osiem. Wszystko jedno. Jak to mówią? Wysoka jak brzoza, a głupia jak koza? Jakoś tak.
Prawdę powiedziawszy nawet nie przyszło jej do głowy, że Shika jeszcze nie zdążyła zmyć z siebie całego wczorajszego brudu. Chwyciła losowy materiał, który właśnie nawinął jej się pod rękę, by cisnąć nim w jej kierunku, unosząc lekko brew ku górze. Przełknęła boleśnie ślinę, powstrzymując się od kolejnej, niezbyt życzliwej uwagi. - Pośpiesz się.
Kiedy w końcu Nara wygrzebała się czyściutka i gotowa do drogi z łazienki, sama do niej wlazła, wykonując wszystkie poranne czynności, które trzeba obowiązkowo zaliczyć, by móc nazywać się w miarę funkcjonującym człowiekiem i nie zabijać swoim odorem innych. Przywdziała na siebie nieco bardziej praktyczny strój niż ten standardowy, który miał za zadanie wiarygodnie dopełniać jej wizerunek miko. Prędzej zabiłaby się w tym drugim, niż w ogóle zaczęła wykonywać jakąkolwiek misję.

Niedługo potem wreszcie opuściły ciepły domeczek Inoyu, cicho licząc, że mroźne wiatry Saimin, których siły można było doświadczyć praktycznie na każdym kroku, tym razem je oszczędzą. Yamanaka wcisnęła ręce w kieszenie, czując jak zaczynają kostnieć jej paliczki. Podobno jest wiosna.
z/tRyokan "Siedem kotów"
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 28 sie 2018, o 13:32

Nie bez kozery mówią, że droga powrotna zazwyczaj wydaje się krótsza.
Odebrawszy uczciwie(!) zarobioną sumkę z rąk mężczyzny, który niedługo potem ruszył biegusiem do swojej ukochanej, skierowały swoje kroki w stronę bramy. Opuszczenie miasta nie obyło się bez pewnych trudności – strażnicy z jakiegoś tajemniczego powodu musieli zaczepić każdego, niezależnie od tego, czy dany osobnik miałby zamiar opuścić osadę, czy też do niej wkroczyć. Nie mogła przestać myśleć o dość specyficznym zachowaniu mieszkańców Saimin. Chociaż osada była dla niej niemal obca, nie była w stanie oprzeć się wrażeniu, że coś jest bardzo nie tak. Ta drażniąca myśl tak bardzo zaprzątała jej głowę, że wyrwała się z tego dość głębokiego stanu zamyslenia dopiero w momencie, gdy zauważyła, że dotychczas pełen prześwitów las stopniowo przemienia się w gęsto zalesioną puszczę. Połowę drogi mają już za sobą.
Od tej chwili aż do ostatnich metrów dzielących dziewczęta od rezydencji, Inoyu obrała sobie za cel wyegzekwowanie sprawiedliwego podziału wypłaty, kilkakrotnie zmuszając Shikatsu do ponownego przeliczenia pieniędzy tak, by albinoska mogła dokładnie widzieć, że nie padła przypadkiem ofiarą żadnego oszustwa. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że banknoty jakoś tak naturalnie leżą w ręce brunetki, a sposób, w jaki się z nimi obchodziła, był zdecydowanie zbyt wprawny. Och, ciekawe dlaczego teraz muszą żebrać o zastrzyk gotówki?

Tuż przed przekroczeniem progu, spojrzenie Yamanaki mimowolnie zatrzymało się na zachmurzonym, nieprzyjemnie szarym sklepieniu. Czy już do reszty jej odbiło? Czy we wszystkim teraz będzie doszukiwać się na siłę złego omenu? Całkiem prawdopodobne, że tak. Zmarszczyła brwi, wchodząc wreszcie do pomieszczenia.
- W sumie, to teraz mogę ci już powiedzieć. Tam było całkiem sporo ludzi, jeśli nie zauważyłaś – zaczęła już od samych drzwi, zrzucając ze stóp geta, by pozostawić je tuż przy wejściu i powędrować w głąb lokum - Hideko musi mieć wroga, który czyha na jej życie, ale to, mam nadzieję, chyba zdążyłaś już wywnioskować. Nie uwierzyłaś, że sama, ot tak, spadła sobie z dachu, prawda?
Ani przez moment na nią nie zerkając, przemieściła się pośpiesznie w stronę niewielkiego schowka przeznaczonego na składowanie wszelkiego niezbędnego do zaparzenia herbaty ekwipunku, tym razem wyjmując z niego tylko i wyłącznie te najbardziej podstawowe elementy. Nie miała ani siły, ani ochoty bawić się teraz w cały ceremoniał związany z przygotowaniem jej ulubionej, niezwykle ekskluzywnej matchy; automatycznymi ruchami zaparzyła wodę, nieco niedbale rozsypując herbaciane liście do czarek.
- Jest jeszcze coś – na to czekałaś, prawda, Shikatsu? - Przez całą drogę zastanawiałam się, czy powinnam się tym z tobą dzielić. Ledwo cię znam, nie wiem, co możesz mieć w głowie – mruknęła pod nosem, przenosząc na ciekawską Narę dość przenikliwe spojrzenie. Nadal nie mogła do końca rozpoznać jej prawdziwych intencji. Niewzruszona, wręcz pokerowa facjata brunetki bynajmniej nie ułatwiała zadania nieufnej Yamanace. Nie lubiła odkrywać swoich kart. Dlaczego miałaby to dobrowolnie robić, gdy nie planuje z nią jakiejś dłuższej współpracy?
Nie miała wyboru. Zacisnęła usta w cienką linię. Rozlała wrzącą wodę do obu naczyń, by przenieść gotową herbatę na stoliczek. Umościła swoje siedzenie na wygodnej poduszce, dolewając do swojej czarki odrobinę sake swojego tatusia. Nie miała zamiaru tego skomentować. Hej, podobno dorośli tak robią, gdy chcą się uspokoić. Tak się robi, nie?

- Założę się, że ta osoba należy do mojego klanu – wymamrotała niechętnie po dłuższym milczeniu, po czym dotknęła brzegiem czarki swoich ust, wlewając do nich część zawartości naczynia. Miała złe przeczucia. Coraz gorsze z każdą sekundą. Zupełnie nie tak wyobrażała sobie wolne od rodziców popołudnia.
- Upraszczając – wprawnym ruchem rozpuściła swoje długie, upięte w całodzienny, ciasny kok włosie, pozwalając mu opaść ciężko na swój grzbiet - członkowie mojego klanu są w stanie przejąć umysł dowolnego organizmu i realnie wpłynąć na jego zachowanie. Ofiara nie jest świadoma tego, co się z nią dzieje aż do momentu, gdy Yamanaka opuści ciało – nie czuła się zbyt komfortowo, śpiewając o swoich technikach prawie całkowicie obcej dziewczynie. Fakt, że być może kilka razy kiedyś pobawiły się w berka nie czyni z niej jakiejś bliskiej przyjaciółki rodziny. Nie ufała jej na tyle, by wyczerpująco opowiedzieć o wszystkich możliwych wadach tej niesamowicie niedoskonałej techniki. Mogłaby ją zabić.
- Na razie tylko tyle powinnaś wiedzieć. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to wytłumaczę ci to dokładniej, ale… jeszcze nie teraz. Jeszcze jest zbyt wcześnie – szybciuteńko opróżniła czarkę. Nie dała rady powstrzymać się przed niemal paranoidalnymi myślami, które zaczęły zapełniać jej umysł, wprawiając samą Yamanakę w iście wisielczy nastrój. Odstawiła naczynie, po czym podniosła się z zajmowanego miejsca. Chciała odpocząć. Możliwie jak najszybciej.
- Wyśpij się – nie trzeba być koniecznie miko, by zauważyć zły omen. Być może to ich ostatnia szansa, by porządnie się wyspać. Tego nie jest w stanie przewidzieć.
Skinąwszy jej lekko głową, niedługo potem zniknęła w swoim pokoju, gdzie przesiedziała jeszcze długie godziny. W końcu usnęła, znużona.
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 28 sie 2018, o 18:28

- Szczęśliwe panny młode na ślubnych zakupach raczej trzymają się gruntu, a nie wdrapują na dachy - wzruszyła ramionami i przymknęła za Inoyu drzwi ostrożnie, tę dziwną zmianę atmosfery uznając za nadchodzące przesilenie pogodowe – słyszała to i owo o wichurach, które zdarzają się na terenach Soso. Buty, naśladując albinoskę, również porzuciła bez ładu i składu przy wejściu.
- Nie wyglądała na odurzoną, nie wyglądała na wariatkę, nie wyglądała jakby chciała się zabić, by uniknąć ślubu – wyliczyła monotonnie, ściągając z grzbietu swoją kurtkę i przewieszając ją na jakiejś ozdobnej rzeźbie jak na haku. Stopniowo zaczynała się tu czuć swobodnie, ba, wręcz zbyt swobodnie – Nie trzeba być geniuszem (jak ja), by zauważyć, że coś tu cholernie nie gra.
Była w sumie zaskoczona tym, w jakim stanie była teraz albinoska – nie spodziewała się, że w ogóle zobaczy ją kiedykolwiek aż tak roztrzęsioną. Ostrożnie przysiadła na wyłożonej tatami podłodze, obserwując w ciszy, jak ta nerwowo krząta się po pomieszczeniu, ewidentnie starając się zająć chociaż na moment wykonywaniem prostych prac. Przemilczała nawet to, że gówniara Inoyu do swojej eleganckiej czarki dolała dość obficie mocnego alkoholu z ojcowskiej kolekcji – dzisiejsza sytuacja nie należała do najprzyjemniejszych, jednak nie znała tej dziewczyny na tyle, by aż tak się przejąć całym zajściem jak jej towarzyszka. Shi odczuwała dyskomfort, owszem, ale wyraźnie rozemocjonowana Inoyu wywoływała w niej niemałą konsternację. Może źle ją oceniła? Dotychczas uważała Yamanakę za wiedźmę pozbawioną większości odruchów normalnego człowieka.
- Spokojnie, spokojnie, buzia na kłódkę. Chcę przecież mieć gdzie spać – ostrożnie wyciągnęła dłoń przed siebie i położyła ją w pokrzepiającym geście na przedramieniu dziewczyny, gdy ta w końcu przestała latać po całym pomieszczeniu i posadziła swój tyłek obok. Miało być przyjacielsko, wyszło oczywiście trochę dziwnie – nie były bliskimi koleżaneczkami, które codziennie okazywały sobie cieplejsze gesty. Dlatego też równie szybko wycofała rękę, odchrząkując z cieniem zażenowania, by potrzeć swoje łapska nerwowo.
Inoyu na szczęście szybko zaczęła mówić, zdejmując z jej barków ciężar całej tej niezręczności. Nie przerywała jej, uważnie wysłuchując słów, które padały z jej ust. Choć były to tylko strzępki informacji, jej ślepia rozszerzyły się nieznacznie z cieniem niedowierzania – wizja tego, że ktoś byłby zdolny przedrzeć się do jej umysłu, była w pewien sposób bardziej niepokojąca, niż te wszystkie łopatologiczne techniki z którymi miała dotychczas do czynienia. Nara otworzyła usta z zamiarem zadania jej jeszcze paru pytań, albinoska jednak podniosła się gwałtownie, najwyraźniej z zamiarem zabunkrowania się w swoim pokoju. Nie próbowała jej więc nawet zatrzymywać – odprowadziła ją spojrzeniem, podciągając kolana bliżej siebie. Chyba obie potrzebowały w sumie czasu, by sobie to wszystko uporządkować. I przy okazji od siebie odpocząć.

Następnych parę dni spędziły właściwie osobno, raczej nie łaknąc swojego towarzystwa za bardzo. Shi widywała Yamanakę najczęściej rano, gdy wymieniały ze sobą najczęściej parę słów, a potem każda rozchodziła się w swoją stronę, zajmując się swoimi sprawami. Nara domyślała się, że jeśli Inoyu nie jest akurat w domu, to pewnie siedzi w świątyni – sama raczej trzymała się blisko swojej aktualnej bazy, z uporem maniaka unikając jakichkolwiek przygód. W sumie, nie licząc swojej tymczasowej gospodyni, nie widziała na oczy praktycznie żadnej żywej duszy – nie przeszkadzało jej to szczególnie, czas swój bowiem dzieliła głównie na wielogodzinne leżenie plackiem w ogrodzie i krótkie spacery po najbliższej okolicy. W końcu było lato - nie potrzebowała zbyt wielu rozrywek do szczęścia.
Musiało minąć kilka dni, by zreflektowała się wreszcie, że nie dała znaku życia rodzicom o tym, że dotarła, ma gdzie mieszkać i trzyma się dobrze. Powrót do osady, nawet po coś tak bzdurnego jak wysłanie listu, odwlekała, ile tylko mogła – ostatnie doświadczenia sprawiły, że wolała trzymać się z dala od centrum. Miała koszmarnie złe przeczucia, jakby zbliżała wielkimi krokami zbliżała się nieunikniona katastrofa.
I miała, oczywiście, rację.

Czasem cholernie ciężko jest mieć zawsze rację.

Po drewnianej podłodze rozniósł się dźwięk pośpiesznych – co wyjątkowo rzadkie jak na dość nikłe zasoby energii Shikatsu – kroków. Ze sporym impetem pchnęła przesuwane bambusowe drzwi od sypialni, dające Inoyu tę niezbędną odrobinę prywatności, której niewątpliwie potrzebowała przy tej tymczasowej przymusowej kohabitacji.
Szczerze mówiąc był to pierwszy raz, gdy w ogóle zajrzała do pomieszczenia, które zazwyczaj zajmowała albinoska. Nie miała jednak teraz zbyt wiele czasu na zwiedzanie nowych zakamarków – rozgorączkowane spojrzenie wbiła w Yamanakę, niezbyt przejmując się tym, że może jej aktualnie przeszkadzać. Miała tylko nadzieję, że dziewczyna akurat się nie przebiera. I tak miała szczęście, że złapała ją teraz, nim ta zdążyła wybrać się na swoją codzienną świątynną służbę. Znała już jej zwyczaje – o tej godzinie zwykle opuszczała dom i widywały się dopiero po zmroku.
- ..Jesteś tu, na szczęście – przerwała na moment, by wziąć głęboki wdech przez zaciśnięte zęby. Chciała zachować zimną głowę i trzeźwe myślenie - tym bardziej, że nie wiedziała, czego może się spodziewać po Yamanace – Obiecaj mi, że nie będziesz wariować. Nie będziesz wariować, okej?
Sama była w szoku – cóż, wybierając się tu spodziewała się miłego wyjazdu, a nie tego, że tu utknie. I już na pewno nie tego, że wyląduje w samym środku zbrojnego konfliktu między dwoma rodami. Kucnęła wreszcie obok dziewczyny, zapominając nawet ściągnąć buciory po wejściu do domu – miejmy nadzieję, że Inoyu wybaczy jej ten brak kurtuazji. Zacisnęła dłonie nerwowo na rękawie kurtki, spoglądając na nią przez moment w milczeniu. Niezbyt wiedziała, jak w ogóle ma ubrać to w słowa.
- Byłam w osadzie, chciałam wysłać pieniądze rodzicom – odezwała się wreszcie, decydując się w końcu poskładać to jak najbardziej logiczni – Nie mam pieprzonego pojęcia o waszej polityce, nie wiem, co wy tam wyprawiacie. Niby jakiś ród Hyuuga wypowiedział wam wojnę. Kobieta na poczcie mnie wyśmiała, do cholery, podobno już cały świat wie. Ja pierniczę, Inoyu, trwa jakaś cholerna wojna. Szczelnie zamknęli granice.
Szczelnie zamknęli granice, a ona tu utknęła, daleko od domu, w jakimś durnym Soso. Shika przetarła twarz dłońmi bezradnie, nawet w sumie nie mogąc określić, co teraz czuje. Szok? Zmęczenie? Bezradność? Irytację? I w sumie jeszcze strach.
Ostatnio edytowano 29 sie 2018, o 22:39 przez Shikatsu, łącznie edytowano 1 raz
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 29 sie 2018, o 22:32

Piękny, słoneczny dzień.
Ptaszki ćwierkają. Kwiatki sobie kwitną. Lato w pełni. Sielanka.

Nigdy nie mogła zrozumieć tych osób, które są całe w skowronkach tylko dlatego, że poczują na skórze przyjemne ciepło letnich promieni, ale dzisiaj - tego pięknego, słonecznego dnia - miała wrażenie, że czuje się jakoś tak odrobinę lepiej. Blade usta albinoski wygięły się w grymasie lekkiego politowania na samą myśl, że jeszcze kilka dni temu miała zamiar zamknąć się w domu na cztery spusty z powodu bliżej nieokreślonego, dziwnego przeświadczenia o omenie. Głupia, zabobonna Inoyu. Chyba czasem przesadzasz z tym wczuciem się w rolę, co?
Tego letniego dnia, podobnie jak w każdy poprzedzający, z samego rana wybierała się w pełnym rynsztunku do chramu, by wykonać swoje świątynne obowiązki. Upinała starannie włosy, przeklinając pod nosem dość ciężką biżuterię, która - pieczołowicie wpleciona między białe kosmyki - ciągnęła być może zbyt mocno. Zbyt przyzwyczaiła się zarówno do niej, jak i do swojego nieumiejętnie nałożonego makijażu, by tak po prostu pozwolić sobie na luksus opuszczenia domu sauté. Przywdziewała na siebie tradycyjny, dość charakterystyczny strój przeznaczony dla kapłanek, którą podobno była. Przynajmniej tak zawsze mówiła jej mama. Mama zawsze ma rację. Ciekawe, kiedy wróci.
Nie mogła narzekać na Shikatsu; przez ostatnie parę dni praktycznie nie wchodziły sobie w drogę, więc okazji do rozpoczęcia konfliktu siłą rzeczy też było jakoś mniej. Tak naprawdę, to nawet nie wiedziała, co brunetka robiła całymi dniami. Niezbyt ją to interesowało, a Nara raczej nie kwapiła się do spowiedzi. Po cichu modliła się, by rodzice jednak ulitowali się nad biedną Inoyu i wrócili szybciej, by pozwolić jej na kontynuowanie swojego samotniczego, niezbyt bogatego w jakieś szalone zawirowania, życia.
Odwróciła się machinalnie już w momencie, gdy Shi od samego wejścia zaczęła robić raban. Nie minęły dwie sekundy, a tuż przed jej oczami pojawiła się zziajana, czerwona na twarzy Nara, która najwyraźniej nadal nie do końca rozumie koncept przestrzeni osobistej. Prywatności. Odosobnienia.
- No jestem, i co z tego? – warknęła szczerze urażona, że dziewczyna śmie niszczyć tak przyjemny dzień. Poprawiła wiązanie swojej hibakamy, zacieśniając materiał na talii nieco mocniej - Jak tak mówisz, to już zaczynam wariować. Zepsułaś coś? Przestańże przeciągać i przejdź do sedna, nie mam czasu, wiesz? Miałam wychodzić dosłownie za kilka minut.
Kiedy już Shikatsu postanowiła zebrać swoje myśli i skleić ją w jedną, sensowną całość, nie przerwała jej już ani razu. Cierpliwie wysłuchała do samego końca. Uchyliła nieznacznie wargi, zatrzymując niemal niewidzące spojrzenie na jej oczach.
H-Hyuuga? – stęknęła, właściwie nawet nie rozpoznając w tym żałosnym jęknięciu swojego głosu. O co w ogóle pytała? I czemu właściwie miałaby jej wierzyć? Wojna? Jaka znowu wojna?
Twarz Inoyu ani przez chwilę się nie poruszyła. Zastygła w bezwyrazie, powoli, po cichu analizując cały komunikat. Nie była w stanie zmusić nawet do jednego, małego grymasu, który miałby zdradzić, że przecież jest jej w tej chwili niezmiernie źle, smutno i okropnie. Chyba zupełnie nic teraz nie czuła…
…Oprócz tego, że nogi stawały się jakoś tak podejrzanie miękkie, a świadomość powoli zaczynała ulatywać. Serce zabiło kilka razy nieco poza rytmem. Dźwięki brzmiały na coraz bardziej zniekształcone. Podparła się barkiem o ścianę w ostatniej chwili. Podniosła dłonie, by zatrzymać je na kredowobiałej twarzy i przetrzeć ją kilkakrotnie, próbując przywołać się do porządku. I tak nic nie jest w stanie zrobić. To nie od niej zależy, czy jej rodzina jakoś na tym nie ucierpi. Może tylko czekać.

- Ależ z nich podstępne lisy. Nigdy im nie ufałam. Widziałaś kiedyś ich oczy? – rzuciła niepokojąco lekkim tonem, zupełnie pomijając fakt, że ślepia Yamanaków mogą wyglądać równie podejrzanie dla kogoś niewtajemniczonego. Wyminęła brunetkę dość sprawnie, urywanymi ruchami zbierając jeszcze po drodze jakieś szpargały.
- No nic – zatrzymała się na moment tuż przy wyjściu, wkładając na stopy swoje wysokie, drewniane obuwie - Idę do świątyni. Przejmę się dopiero, gdy zaczną mi ją bezcześcić. Z tobą chyba troszeczkę gorzej, co? Od teraz będziesz miała niesamowicie dużo wolnego czasu – wykrzywiła kąciki w uśmiechu równie lisim, co ci nieszczęśni Hyuuga, po czym ruszyła nieśpiesznie w stronę chramu.
A dzień nadal był wkurwiająco piękny. Słoneczny. Niezmącony tragedią, która w tej chwili odbywa się gdzieś na froncie.

z/t
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 30 sie 2018, o 13:23

- …Jakie znowu oczy? – roztarła palcami kąciki własnych ślepi ze zmęczonym burknięciem, z nieskrywaną irytacją obserwując jak ta, zamiast jak normalny człowiek usiąść i zmierzyć się z nieprzyjemnymi wieściami, pośpiesznie szykuje się do opuszczenia domu. Jej samej brakowało tego wigoru, który najwyraźniej naglił Yamanakę – brunetka tkwiła dalej na macie w niezbyt wdzięcznym przykucnięciu, ospale wodząc spojrzeniem za najwyraźniej napędzaną adrenaliną Inoyu. Shi całą swoją drogocenną energię zużyła na pośpieszne dotarcie tu – teraz chciała już tylko zatrzymać się choć na moment, wyciszyć i zebrać myśli. Wracać do domu? Zostać tu? Najrozsądniej byłoby chyba spróbować spieprzyć z Soso drogą morską, choćby nielegalnie, i liczyć na to, że nie wpakuje się w nic bardziej groźnego. Morskie granice pewnie kontrolowane były tak jak i lądowe, nie była jednak tutejszym cywilem. Pismo z rodzinnej prowincji mogłoby więc najprawdopodobniej zapewnić jej komfortową odprawę na pasie granicznym. Wtedy i tak musiałaby tu jednak zostać jakiś czas, by móc wymienić się wiadomościami z rodziną – może więc spróbować ewakuować się po cichu? Ktoś na pewno chciał zarobić na przemycaniu zbiegów przez granice; gorzej, że nie była aktualnie najbogatsza. Zagryzła zęby na własnym kciuku, marszcząc brwi.
Jej bladolica kompanka w tym czasie skończyła się zataczać, najprawdopodobniej radząc sobie już z pierwszym szokiem, by teraz zaskakująco sprawnie zacząć zbierać swoje rozrzucone szpargały. Właśnie, Inoyu – zupełnie nie wzięła pod uwagę swojej gospodyni podczas snucia planów ucieczki z Soso. Była w sumie pewna, że jeśli poinformowałaby ją o swoich zamiarach, to ta nie przytrzymałaby jej tu siłą. Ba, pewnie dałaby jej krzyżyk na drogę – dzięki pustelniczemu trybowi życia swojej towarzyszki mogła być pewna, że obyłoby się bez wymykania się pod osłoną nocy.
To, co mówiła Inoyu, praktycznie wpadało jej jednym uchem i wypadało drugim; Shi zbyt zajęta była zastanawianiem się, czy powinna już teraz podzielić się z nią tym, co ją gryzło. Objęła ramieniem własne kolana, spoglądając na Yamanakę dość smętnie – gdzie, do jasnej cholery, byli teraz rodzice dziewczyny? Inoyu wieść o wojnie zniosła zaskakująco dzielnie, mogła się w sumie więc tylko domyślać, co dzieje się w głowie towarzyszki – a ta podejrzana swoboda nie była w stanie zamydlić oczu Nary. Albinoska nigdy wcześniej nie wydawała jej się aż tak mała w tym ogromnym domu. Shikatsu zaklęła w duchu, wypominając sobie tę swoją idiotyczną sentymentalność. Być przyzwoitym czy ratować własną skórę?
- Jesteś pewna, że nie chcesz-... – zaczęła wreszcie bardzo ospale, by dostrzec, że dziewczyna już jej nie słucha. Inoyu ruszyła w stronę swojego miejsca pracy jak co dzień, zostawiając skołowanego gościa w pustym domostwie. Shi westchnęła ciężko, niechętnie zbierając się z ziemi, by odczekać parę minut i ruszyć za nią. W końcu i tak będzie musiała podjąć jakąś decyzję.


z/t -> Jinja
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 2 lis 2018, o 14:58

Ciężko jest nie wchodzić komuś w drogę w momencie, gdy tymczasowo mieszka się razem - życie Shi, chcąc czy nie chcąc, toczyło się rytmem życia Inoyu. Ze względu na niepogodę i konflikt toczący się w Soso zdecydowała się nie wychylać i nie urozmaicać sobie życia jakimiś krajoznawczymi wypadami, dni spędzała więc dość monotonnie, kręcąc się między punktem pocztowym, domem przyszywanego wujostwa i świątynią. Dni stawały się coraz chłodniejsze, tym bardziej więc lgnęła do miejsc, gdzie może się chociaż trochę ogrzać - z tego względu, po krótkim bezsensownym spacerze skierowała swoje kroki do domostwa Inoyu, chcąc tam robić to, co wychodzi jej w życiu najlepiej - przebimbać na słodkim nieróbstwie dalszą część dnia.
Ostatnimi czasy czuła się tu coraz swobodniej - Yamanaka prawdopodobnie stwierdziłaby, że Shi zaczęła zachowywać się wręcz zbyt komfortowo, stopniowo rozstawiając swoje śmieci poza przeznaczonym dla niej gościnnym pokoikiem. Bez zbędnej krępacji władowała się do środka, zrzucając buty w wejściu i nie racząc nawet elegancko położyć ich pod ścianą. Plusem tego, że Inoyu miała jej aktualnie trochę dosyć, było na pewno to, że ta najprawdopodobniej tutaj jeszcze przynajmniej przez parę godzin nie wróci – Shi nie miała dotychczas za często sposobności, by posiedzieć w samotni, a dla zachowania zdrowia psychicznego potrzebowała jednak takiej chwili wyalienowania od czasu do czasu. Momentu ciszy i spokoju - tylko ona sama i jej niewątpliwie genialne myśli.
Roztarła skostniałe dłonie, rozgaszczając się w opustoszałym domu – pozwoliła sobie nawet, korzystając z tego, że nikt jej za to nie opieprzy, krótko zajrzeć do pokoju zamieszkiwanego przez Inojkę, gdzie dotychczas nie miała wstępu. Pomieszczenia były nadal wychłodzone po krótkiej nieobecności duetu, ale rozpalenie ognia i nagrzanie gorącej wody szybko sprawiło, że zrobiło się tu chociaż odrobinę przytulniej. Nara, gdy już rozebrała się ze świętości i wskoczyła w bardziej wygodne fatałaszki, posadziła swój zadek na wyłożonej matą posadzce, grzejąc dłonie o kubek z ciepłym naparem i kontemplując przez dłuższy moment, czy nie jest to może aby najwyższa pora, by poszerzyć swoją znajomość Saimin o jakiś miły onsen, gdzie mogłaby zażyć długiej, relaksującej kąpieli – szybko jednak zrezygnowała z tego planu, nie chcąc się przeziębić wychodząc później na zimne powietrze. Dzień był w końcu wyjątkowo wietrzny, dom pusty, ona dość senna, a kąpiel mogła przecież zaczekać. W końcu nie spodziewała się dzisiaj żadnych gości.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Ichirou » 2 lis 2018, o 21:57

Misja rangi D
1/15


Trochę się uspokoiło, choć w regionie ogarniętym wojną takie stwierdzenie brzmiało co najmniej przewrotnie. Dla niezaangażowanej w lokalny konflikt dziewczyny tak jednak było. Spór między sąsiadującymi klanami trwał już dobrą chwilę, ale działania wojenne wciąż rozgrywały się na granicach prowincji. Owszem, trochę się w wiosce zmieniło. Z pewnością inne były nastroje mieszkańców, służby porządkowe dokładniej sprawdzały osoby przybywające do stolicy, wojsko i oddziały shinobi trwały w pełnej mobilizacji, a i może ceny niektórych dóbr uległy podwyżce. Nie można więc było mówić o absolutnej sielance, ale z drugiej strony bez wychylania się poza obszary Saimin trudno było doświadczyć najbardziej brutalnych scen wojny.
Nic więc dziwnego, że Shikatsu w ostatnim czasie bardziej odczuła zmianę klimatu niż zmianę sytuacji politycznej. Do opuszczenia ciepłych czterech ścian jej dobrej koleżanki nie powstrzymywał ją strach przed tym, co najgorsze, tylko niechęć do przemrożenia tyłka.
Nie spodziewała się żadnego gościa, ale na jej nieszczęście przed domostwem kochanej Inoyū zjawił się gość z gatunku niespodziewanych. Miał tupet zakłócić święty spokój Nary i wyrwać najbystrzejszy umysł na kontynencie z uśpienia zamyślenia. Uczynił to za pomocą silnego pukania w drzwi, które całkiem donośnie rozchodziło się po całym budynku. I nie ustawało, bo w przypadku braku odzewu pukanie pojawiło się raz kolejny, a potem raz jeszcze. Najwyraźniej jedyną metodą na pozbycie się natręta było pofatygowanie się do drzwi.
Jeżeli Shi otworzyła wrota, mogła ujrzeć stojącego za nimi małego smarkacza. Ot, piegowatego rudzielca, mającego na oko z dwanaście lat. Ubrany był w znoszony, przydługi płaszczyk wyłożony od wnętrza kożuszkiem - zapewne po starszym rodzeństwie. W dłoni trzymał zwinięty w rulon i związany kokardą liścik.
- D-dzień dobry - rzekł nieco zmarznięty, tuptając w miejscu celem rozgrzania się. Jeżeli ciemnowłosa dziewczyna kazała mu dłużej poczekać, to jego tuptanie bardziej przypominało przeskakiwanie z jednej nóżgi na drugą.
- Czy tutaj mieszka pani Inuju? - zapytał dosyć sympatycznym tonem głosu. - Skoro tak, to mam list dla pani Szikatatsu - dodał niedługo później, bez względu na to, czy osoba, która otworzyła mu drzwi przedstawiła się własnie jako Inoju, Shikatsu, czy ktokolwiek inny. Tak czy inaczej, chłopiec nie miał jakichkolwiek oporów z pozbyciem listu i taki mózg jak Shi nie powinien mieć problemu z przejęciem przesyłki.
- Piniążka nie trzeba, opłacone - odrzekł na koniec i wyszczerzył anielsko ząbki, a potem obrócił się i w dosłownych podskokach ruszył gdzieś dalej.
Liścik był napisany całkiem zgrabnym, raczej kobiecym pismem.


Spoiler: pokaż
    Kochana Shi
Co tam u was słychać? Chwilę czasu się nie widziałyśmy, więc pomyślałam, że mogłybyśmy nadrobić zaległości. Przy okazji wyszła pewna sprawa. Moja dobra koleżanka ma pewien problemik i tak jakoś w pierwszej kolejności pomyślałam o tobie. Wiem, że lubisz pomagać i może ta sprawa też cię zainteresuje, no ale to już najwyżej dogadacie miedzy sobą. Nawet jak nie, to zawsze możesz wpaść po prostu na herbatkę i pogaduchy, czyż nie? Widzimy się z koleżanką w herbaciarni "Sosenka" jakoś późnym popołudniem, więc czuj się zaproszona.
Nie chciałam zawracać głowy naszej kochanej Inoju, bo wiem, jak wiele obowiązków spoczywa na jej barkach. Ale proszę, uściskaj ją ode mnie i przekaż moje pozdrowienia!
~ Hisako
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2580
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 3 lis 2018, o 17:02

Stuk stuk, puk puk.
Nawet nie zauważyła, gdy zaczęła drzemać, grzejąc się na podłodze przy palenisku w dość pokrzywionej pozycji. Mogła przysiąść, że słyszy odgłosy dobijania się do drzwi, chociaż w sumie nie była pewna, czy jej się to nie śni – zacisnęła jedynie ciaśniej powieki, wydając z siebie gardłowy pomruk. Jeśli to ta cholerna Inoyu, to przecież umie sobie otworzyć sama te pieprzone drzwi, niech da jej święty spokój.
Stuk stuk, puk puk.
Intruz najwyraźniej nie odpuszczał, mimo usilnych prób Shi wmówienia całemu światu, że nie istnieje – może zdradziło ją światło? Wysyczała coś pod nosem niezbyt cenzuralnego, ocierając z warg odrobinę śliny, i podniosła się wreszcie ze donośnym strzyknięciem zastałych kości, z trudem łapiąc równowagę. Jeśli to jakiś zbłąkany domokrążca, to powie mu zaraz co o nim myśli.
Stuk stuk, puk puk.
- No idę przecież, idę – wychrypiała, otwierając wreszcie drzwi. Przetarła zaropiałe snem ślepia, mierząc poirytowanym spojrzeniem przybysza. Gówniarz wręcz podskakiwał w miejscu, desperacko próbując się chociaż odrobinę rozgrzać. Mina natychmiast jej zrzedła - przez moment poczuła się nawet winna, że tyle czasu trzymała dzieciaka na wycieraczce.
- Pani Inuju nie ma w domu – powtórzyła po kurduplu, a kąciki jej warg drgnęły nieznacznie. Opatuliła się szczelniej połami swoich znoszonych łachów, chroniąc się przed ziąbem – Szikatatsu to ja. Słuchaj, koleżko, nie mam przy sobie-…
Dzieciak na szczęście wyratował jej z tej niezręcznej sytuacji, informując ją, że przesyłka została opłacona z góry. Tym chętniej przyjęła zgrabnie zwiniętą w rulon przesyłkę i pozdrowiła szczyla niedbałym kiwnięciem głowy, by, gdy tylko ten ruszył w swoją stronę, szybko schować się do ciepłego wnętrza domu. Dopiero teraz zaczynała naprawdę tęsknić za domem – nie przez jakieś tutejsze konflikty, o których w sumie momentami zapominała, żyjąc sobie gdzieś na uboczu tego wszystkiego, ale przez te obrzydliwe, przenikające do kości wiatry.
Shi liścik początkowo rzuciła w kąt, gramoląc się z powrotem na wysiedziane miejsce i planując kontynuować to, w czym piegus jej tak bezczelnie przeszkodził – dalsze przesypianie całego dnia i tej paskudnej niepogody. Nieważne, jaka to była wiadomość, zła czy dobra, mogła przecież zaczekać. Naciągnęła na grzbiet jakiś przeżarty przez mole pled i zastygła w miejscu, usiłując zmusić się do uśnięcia. Sen, jak na złość, jak to zwykle bywa, tym razem nie raczył nadejść – Nara chełpiła się swoją zdolnością do zasypiania zawsze i wszędzie, nic więc dziwnego, że była tym faktem cokolwiek zirytowana. Po kwadransie siedzenia na tyłku w miejscu odrzuciła więc wreszcie koc na bok i podczołgała się po zignorowane wcześniej zawiniątko, by rozwinąć je niedbale, podpierając się o łokciach. Na pierwszy rzut oka pismo nie przypominało pisma żadnego z jej rodziców – przebiegła więc wzrokiem po zgrabnie zapisanych literach, ziewając przeciągle.
Wzmianka o niesieniu pomocy nie zainteresowała jej szczerze mówiąc tak bardzo, jak propozycja wypicia herbatki w jakiejś lokalnej kawiarence. Zerknęła za okno dość bezmyślnie – w sumie przez swój rozbity przyjemną drzemką tryb dobowy nie była nawet pewna, która jest godzina – było jednak na tyle ciemno i nie ciemno zarazem, że wydedukowała, że jeśli się pospieszy, to akurat zdąży złapać na miejscu Hisako i jej towarzyszkę. A nawet jeśli nie, to herbatkę i tak wypije, i tak sobie posiedzi – dokładnie to, co planowała robić tutaj. Wciągnęła butki, ubrała na grzbiet coś ciepłego, wsunęła dłonie w kieszenie i pognała w stronę centrum osady. Pokręci się, popyta kogoś, jakoś znajdzie tą całą Sosenkę.


z/t
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 16 lut 2019, o 20:22

Dzisiejszy brak naturalnego budzika w postaci ostrych promieni wiosennego słońca skutkował pobudką zdecydowanie zbyt późną niż sobie to skrzętnie zaplanowała dnia wczorajszego. Dzień – w zamierzeniu – miał rozpocząć się produktywnie. Plan dnia obejmował zarówno standardowe obowiązki panny Yamanaki, jak i kilka innych rzeczy, które miała robić w tak zwanym międzyczasie. Na początku, wiadomo, świątynia. Potem planowała sobie zrobić krótką przerwę na spożycie pełnowartościowego posiłku, a tuż po nim – ale nadal przed powrotem do rodzinnego chramu – chciała przepielić chociaż niewielki fragment swojego już jakże rozkwieconego ogrodu, w którym wiosna pobudziła do życia nie tylko pielęgnowane przez nią rośliny, ale również niechciane chwasty; te zaś zaczęły rozrastać się tak gwałtownie, że przestała nadążać z ich wyrywaniem. Pewną winę w tym mogło mieć również to, że dość leniwej Yamanace po prostu nie chciało się tego robić, owszem.
Plany – jak to plany – wczorajszego wieczoru brzmiały niezwykle pięknie i ambitnie, jednak rzeczywistość zdążyła brutalnie zweryfikować jej całodniowy program – dziewczyna raczyła wygramolić się z wygrzanych pierzyn dopiero tuż przed południem, ostatecznie nie robiąc zupełnie nic z tych wszystkich rzeczy, które do tego czasu już dawno miały być zrobione.
Przetarłszy swoją poszarzałą facjatę przemarzniętą dłonią, wyjrzała od niechcenia przez okno. Dzisiejsza aura bynajmniej nie sprzyjała produktywności; na sklepieniu kłębiły się groźnie obłoki, które poprzez różne odcienie szarości zwiastowały rychłe nadejście, zapewne dość ulewnego, deszczu. Bure chmury, nie dopuszczając do oczu dziewczyny chociaż malutkiego skrawka błękitu, sunęły dość szybko po niebie – jak to w Karmazynowych, chciałoby się rzec.

Nici więc z pielęgnowania ogródka, nici też z dzisiejszej pracy w świątyni – na to wszystko było już zbyt późno, więc jedynym sensownym wyjściem wydawało się przeczekanie w domu aż nastanie jutro, a wraz z nim możliwość rozpoczęcia wszystkiego porządnie, już tak na serio, czyli... tak, jak należałoby to zrobić dzisiaj. A może to tylko kolejna wymówka, by zupełnie nic nie robić cały dzień? Całkiem możliwe, że tak. Ale Inoyū nie chciała sobie tego uświadamiać.
Krzątała się po domu. Tu coś poprawiła, tam coś zrobiła. Pogłaskała koty, podrzuciła im jakieś resztki z wczorajszej kolacji. A niech mają, niech sobie zjedzą. Niedługo potem coś sobie zjadła także ich właścicielka, chociaż dość skąpo, bo kolejny raz roztrwoniła pieniążki na drogą herbatę – kupcy mówili, że dobra, że zagraniczna. Jak tu jej nie kupić, skoro była taka okazja?
Czas mijał bezboleśnie, przerażająco niezauważalnie. Ocknęła się dopiero wczesnym popołudniem.
Skoro już i tak ma zamiar przesiedzieć cały dzień w domu, to równie dobrze może przynajmniej nauczyć się jakiejś techniki, prawda?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Odgięła się nieco do tyłu z wyraźnym zadowoleniem, przelewając do czarki przygotowaną kilka chwil wcześniej herbatę. Wzięła niewielki łyk do ust. Smak herbaty, owszem, był wspaniały, ale osiągnięty sukces smakował jeszcze lepiej.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 24 mar 2019, o 00:42 przez Inoyū, łącznie edytowano 4 razy
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 16 lut 2019, o 21:00

Nie była z siebie zadowolona - jej pobyt w Soso miał wyglądać zupełnie inaczej, ale ona, jak to zwykle bywa, szybko zaadoptowała się i wróciła do starych nawyków. Miała zarabiać - sumy, które wysyłała rodzicom, były jednak coraz mniejsze, a jej sakiewka coraz lżejsza; część ze swoich skromnych oszczędności wydawała na jakieś głupstwa, żywiąc się drobnymi przekąskami, które oferowali jej uliczni sprzedawcy. Brakowało jej samozaparcia - nie szukała okazji do zarobku, raczej liczyła na to, że praca przyjdzie do niej sama; najlepiej taka, która pozwoli jej jak najmniej się spocić. No i, co nie było chyba wielkim zaskoczeniem, praca nie nadchodziła, a Shikatsu chodziła coraz bardziej niezadowolona, wiedząc, że nie może poklepać się po plecach z zadowoleniem - moment, kiedy powinna wracać do domu, zbliżał się wielkimi krokami, a ona nadal czuła się tak, jakby nie zrobiła nic. Aż trudno było uwierzyć, że bumeluje tutaj już ponad rok!
Wracała właśnie z poczty, gdzie posłała do Midori skromną paczuszkę dla swoich rodziców; sama była w sumie zażenowana tym, jak licha była ta przesyłka. Do domu Inoyu szła niespiesznie, kopiąc przydrożne kamyki - każdy jej dzień ostatnimi czasy wyglądał tak samo i wlókł się niczym makaron. Normalnie nie narzekałaby - nuda była przecież jak błogosławieństwo i wskazywała na to, że jest na dobrej drodze, bo nie pakuje sie przecież w żadne tarapaty - ale coraz częściej odczuwała jakąś dziwną frustrację. Czegoś jej brakowało - może adrenaliny?
Pchnęła drzwi od domostwa Yamanaków dość bezczelnie, włażąc jak do własnego domu. Shi schyliła się, chcąc zdjąć swoje znoszone buciory, i na moment ogłupiała, widząc swoją gospodynię, która siedziała jak to panisko, delektując się gorącą herbatką. Wyglądała, jakby niewiele czasu temu wygrzebała się z pościeli - Nara była w sumie pod wrażeniem, bo z ich dwójki to ona raczej spała do późnych godzin; może jednak mają więcej wspólnego, niż się spodziewała?
- Ty dopiero teraz na nogach? Rano byłam pewna, że jeszcze śpisz - ściągnęła z pleców swoją kurteczkę, przewieszając ją przez jakąś figurkę, która miała dekorować wnętrze budynku. Bardziej interesowały ją możliwości praktycznego wykorzystania takiej ozdóbki niż jej wartość estetyczna - W końcu nabierasz dobrych nawyków.
Bez pytania nalała sobie trochę herbatki do wolnego naczynia i usadziła się wygodnie w sąsiedztwie Inoyu, by niedbałym gestem wzniesć toast i pociągnąć spory łyk gorącego naparu. Jak miło, że Inoyu przygotowała ją na jej powrót!
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
Śmieszek
 
Posty: 293
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Duży shuriken na grzbiecie. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Ichirou » 16 lut 2019, o 21:40

Obrazek
Misja rangi D
Inoyū i Shikatsu
1/22


Wiosna, często kojarzona z powrotem do życia i radością, tym razem nie wlała swego ciepła w serca mieszkańców. Wojna była bezlitosna i pozostawała niewzruszona nawet na gorętsze promyki słońca, które były w stanie jedynie roztopić wszędobylskie śniegi i odsłonić tym samym pochowane w nich ciała poległych.
Choć wiatry hulały po Karmazynowych Szczytach tak mocno jak zawsze, to jednak nie przewiały frontu w znaczący sposób w żadną ze stron. Ciągnący się od miesięcy polityczny spór wciąż rozgrywał w głównej mierze na granicach skłóconych prowincji, więc zwyczajni mieszkańcy Soso nie doświadczali bezpośrednio przebiegu konfliktu. Pośrednich efektów było jednak wiele - chociażby zamknięcie prowincji, braki w niektórych towarach z importu, ciągły niepokój, czy wieczne nasłuchiwanie kolejnych wieści z wojny.
Zmagania trwały zbyt długo, by można było pozwolić sobie na schowanie się w bezpiecznym miejscu i wyczekiwanie na lepsze czasy. Wioska, jak i cała prowincja zresztą, musiała dalej funkcjonować. Znakomita większość mieszkańców kontynuowała swoją dotychczasową, codzienną rutynę. Tu, w stolicy, życie wyglądało z grubsza podobnie. Niektórzy sobie jakoś radzili, inni nieco mniej. Zapewne było też trochę wariatów, którzy twierdzili, że do wojny idzie się przyzwyczaić. Inni natomiast zupełnie się nią nie przejmowali.
Do tej ostatniej grupy należał pewien młodzieniec, który beztrosko w podskokach śmigał między uliczkami osady. Kierował się w stronę konkretnego adresu - domostwa pewnych Yamanaków, aktualnie zamieszkiwanego tylko przez najmłodszą z rodziny oraz przez nieproszoną lokatorkę.
Stuk, stuk, stuk!
Pukanie w drzwi roznosiło się całkiem donośnie po całym domostwie i nie ustępowało, póki wrota nie zostały otwarte.
Jeżeli czcigodna gospodyni raczyła otworzyć drzwi, to musiała swymi pustymi ślepiami zjechać nieco w dół, by zobaczyć, kto śmiał się naruszyć jej święty spokój. Było to piegowaty, rudy smarkacz, mający na oko dwanaście lat, ubrany w znoszony, przydługi płaszczyk wyłożony od wnętrza kożuszkiem. Ubłocone buty jasno sugerowały, że dzieciak nie miał zwyczaju omijać kałuż, a tych jeszcze trochę na ulicach zostało po ostatnich roztopach.
Tak, to był ten sam gówniarz, który kiedyś wręczył wiadomość pani Shikatatsu.
Tak, tym razem znów trzymał w dłoni liścik.
- Czy tutaj mieszka pani Yamanaka Inuju? - zapytał całkiem życzliwie i z uśmiechem na twarzy. Kiedy tylko otrzymał choćby połowiczne potwierdzenie, od razu wystawił przed siebie wiadomość celem jak najszybszego jej wręczenia, a potem ukłonił się w pożegnaniu i pobiegł gdzieś w podskokach.
List spisany był niezbyt zgrabnym, trochę koślawym pismem.

Spoiler: pokaż
    Do Yamanaka Inoyu, córki Yamanaka Miyu
Mam nadzieję, że dobrze zapamiętałem i nie przekręciłem Twojego imienia. Prowadzę mały biznes, a Miyu jest moim może nie częstym, ale regularnym klientem. Czasem wierni zostawiają w ofierze nietypowe podarki, a ja się nimi zajmuję, gdy Miyu nie ma co z nimi zrobić. To tak słowem wstępu, żebym nie wyszedł na podejrzanego typa. A teraz do rzeczy - mam problem z interesem biznesem. Znaczy się, kręci się całkiem dobrze, ale notorycznie wyrządzane mi są szkody. Straż jest zbyt zajęta, by oddelegować do tego ludzi na dłużej, a ja potrzebuję kogoś kompetentnego, żeby złapać tych skurw nicponiów na gorącym uczynku. Normalnie pisałbym bezpośrednio do Twojej matki, by poprosiła męża, Twego ojca w sensie, ale chyba nie ma ich obecnie w Samin, prawda? Raz lub dwa coś mi tam Miyu kiedyś o Tobie napomknęła, a ja w sumie nie mam teraz kogo poprosić o pomoc. Dwóch takich shinobi, co ich znam, to się zaciągnęło na front w roli najemników.
No i oczywiście za pomoc przewiduję nagrodę. Adres mojego lokalu na samym dole.
~ Nobu Ichiya
P.S. Jeżeli masz kogoś do współpracy, to może się przydać.
P.S.2. Jeżeli nie jesteś zainteresowana, ale znasz kogoś, kto mógłby się tego podjąć, to będę wdzięczny za przekazanie zlecenia.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2580
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 16 lut 2019, o 22:18

Nawet zarys sylwetki jej przymusowej współlokatorki w drzwiach nie zepsuł tego przepełnionego samozadowoleniem momentu, w którym siorbała sobie niespiesznie ciepły napar, doceniając, że w końcu zebrała się w sobie na tyle, by nie zmarnować do końca tego dnia. Nie przejęła się nawet, gdy Nara bezpardonowo zaczęła nalewać do kolejnego naczynia nędzne pozostałości z jej luksusowej herbatki; ot, zdążyła już wypić tyle, ile chciała, więc niech sobie jej koleżanka wypije, skoro też chce zaznać odrobiny saimińskiego luksusu. To całkowicie zrozumiałe – Shi od samego początku nie ukrywała, że u niej się nie przelewa. Właściwie, to dziewczyna wyglądała tak, jakby nigdy nie miała czegoś takiego w ustach – wypiła ją bowiem z taką łapczywością, jakby zaraz ktoś miał jej wyrwać czarkę z dłoni. Spojrzała na nią nieco protekcjonalnie, wykrzywiając kąciki ust w jaśniepańskim pseudouśmieszku.
Ha, chciałabyś! Nie jestem tak żałosna jak ty, to chyba logiczne, że wstałam skoro świt — odparła dość lekkim głosem, równie lekko kłamiąc Narze w żywe oczy — po prostu siedziałam w swoim pokoju. Musiałam zrobić bardzo ważne, spersonalizowane zamówienie i nie chciałam, byś mi przeszkadzała. Nie zrozumiesz takich rzeczy — pomachała ręką lekceważąco — A ty co, znowu z poczty? — spytała dość kąśliwie, tą samą dłonią odgarniając swoje długie kosmyki za ucho. Oczywiście, że Yamanaka miała prawo z niej kpić, co do tego nie ma żadnej wątpliwości – ona przynajmniej, w przeciwieństwie do Shikatsu, regularnie chodzi do pracy! To, że nadal wyciągają ze swoich aktywności podobną sumkę, to już jest inna sprawa, o której jej najdroższa koleżanka nie musi wiedzieć.
Stuk stuk, puk puk.
Uniosła delikatnie brew ku górze, machinalnie kierując wzrok w stronę drzwi. Nieczęsto ktokolwiek zapuszczał się w okolice jej rodzinnego domu, więc pierwszą reakcją Yamanaki było wbicie pytającego spojrzenia w siedzącą naprzeciw niej dziewczynę; ta jednak wydawała się równie zdezorientowana, co albinoska, więc – poignorowawszy jeszcze przez kilka chwil nachalne stukanie – wreszcie zebrała się z miękkiej poduszki.
O co znowu chodzi? — wymamrotała pod nosem z irytacją, krocząc ospale w kierunku drzwi. Tuż po otworzeniu ich na oścież, jej oczom ukazał się jakiś niewyrośnięty knypek – po pewnych przejściach ze smarkiem w podobnym wieku zdążyła wyhodować coś w rodzaju alergii na kilkuletnich chłopców, więc w pierwszym odruchu chciała błyskawicznie zamknąć drzwi. Na szczęście rozpoznała w dzieciaku tego nieletniego listonosza, który od jakiegoś czasu para się roznoszeniem wszelkich pakuneczków i liścików, i w ostatniej chwili powstrzymała zautomatyzowany ruch ręki.
Ino-... Inuju we własnej osobie. Dziękuję, do widzenia — rzuciła w eter, bo dzieciaka już nie było. Wcisnął w jej dłonie jakieś karteczki i poszedł w cholerę, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jej strony. Wzruszyła lekko ramionami z wręcz rozbrajającą obojętnością, po czym wróciła na swoje wygrzane miejsce przy stoliczku. Czy to znowu jakieś zawiadomienia dla jej nieobecnych rodziców?
Westchnęła z narastającą frustracją, rozwijając niezbyt długi list. Wiadomość, ku jej szczeremu zaskoczeniu, była zaadresowana do niej. Nie zdarzało się to zbyt często – pomimo skończonych osiemnastu lat, zazwyczaj nadal była traktowana jak podlotek, a większość zleceń trafiała w ręce jej dużo bardziej kompetentnego ojca. Trudno się dziwić, w końcu Inoyū dopiero zaczyna swoją karierę.
Mężczyzna, który podpisał się na samym końcu świstka, był jej w pewien sposób znajomy; nie poznała go wprawdzie osobiście – ba, nie znała nawet jego personaliów – ale matka często mówiła, że musi w jakiś sposób pozbyć się tych wszystkich przekazanych przez wiernych podarków, które, chociaż niewątpliwie są gestem bardzo miłym, to też wyjątkowo zagracającym i niepotrzebnym. Dla świątyni są potrzebne wyłącznie pieniądze, a jeśli te podarunki można w bezpieczny sposób spieniężyć, to... właściwie czemu nie?
Shikatsu? — zaczęła nieco zbyt słodkim głosikiem, uśmiechając się lisio — Masz może ochotę troszkę sobie dorobić?
Obrazek
PH BANK KP arciki głosik

I have dreams like you - no, really!
just much less touchy-feely
they mainly happen somewhere warm and sunny

Obrazek

on an island that I own
tanned and rested and alone
surrounded by enormous piles of money


· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Forum
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta: nope

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości