Dom rodziny Nijima

Dom rodziny Nijima

Postprzez Miwako » 3 lis 2018, o 18:08


Obrazek
Spory i zadbany dom, skryty częściowo pośród drzew. Nie leży w centrum osady lecz dalej, nieco poza terenem dzielnicy tutejszej "arystokracji". W przeciwieństwie do tamtejszych rezydencji tutaj znajduje się tylko jeden budynek, niski i bez specjalnych ozdób, z małym ogrodem i bez oczka wodnego. Zamiast kwiatów uprawia się tutaj zioła i kapustę, ale oddalenie od uliczek osady sprawia, że i tak miejsce jest całkiem urokliwe.

Wewnątrz pachnie herbatą i ziołami. Pomieszczeń jest sporo, dom wyraźnie został przygotowany dla większej niż obecna liczby mieszkańców. Same pomieszczenia urządzone są skromnie, ale nie biednie. Poza wielką kuchnią połączoną z jadalnią i czterema sypialniami w budynku znajduje się także niewielki pokoik z ołtarzykiem, przed którym zazwyczaj dymiły kadzidła i ofiarowywane były dary dla bóstw, a także spory pokój, który z braku lepszego zastosowania robił po prostu za składzik na rzeczy.

Mieszkańcy:
  • Nijima Saki - staruszka o włosach białych jak śnieg, wydała na świat dwójkę dzieci, później zajęła się wychowywaniem cudzych. Po tragedii w jednym z okolicznych dworów porzuciła pracę służącej i skupiła na własnym domu.
  • Nijima Shuichi - syn Saki, shinobi o randze akolity. Bardzo słabo panuje nad sobą, więc mimo dobrego wyszkolenia nie powierza mu się ważnych misji. Stracił ukochaną kobietę w Bitwie pod Kodokunayamą, o co nigdy nie przestał obwiniać Uchiha. Nie ma dzieci.
  • Hasegawa Miwako - wnuczka Saki i siostrzenica Shuichiego. W Nawabari mieszka od jedenastego roku życia.

Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 lis 2018, o 21:29

Misja Rangi - D - 1/...

- Rok 385 - Zima -
- Hasegawa Miwako -
- Dom rodziny Nijima -

- Ryjówki -





" Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. "

Daishi nie było najbardziej urodzajną ziemią, wszyscy o tym wiedzieli od dawna, stąd też zazdrość o bardziej urodzajne tereny Kyozo oraz Soso. Waszych południowych sąsiadów. To miejsce miało swój urok, kącik na krańcu świata, tereny o których nie każdy pamiętał i nie każdy chciał zwracać na nie uwagę bowiem po co komu interesować się miejscem takim jak to? Oddalonym od prawdziwego świata o lata świetlne. Spokojne góry, te które przerwane zostały odgłosami wojny dochodzącymi z południa, jednak… Nie dla was, to nie wasza wojna, to tylko wasi sąsiedzi, mimo to. Jesteście odcięci, przekroczenie granicy jednego z tych krajów to niemal wymóg dla handlarzy którzy chcą dotrzeć na tereny zarówno wasze jak i Rodu Kosekich, oni, mistrzowie kryształu. Rządzili tymi terenami a wy? Zgraja która jest bardziej samotna niż razem… Zwykła osada Nagawari, to tutaj zdarzyło się mieszkać takim jak ty, mimo, że większość opuścila te tereny, była samotnymi podróżnikami to wciąż garstka się trzymałą i strzegła domu, bastionu dla każdego z was. Przecież każdy ma takie miejsce które może nazwać domem i to właśnie na was spadło strzeżenie tego miejsca.

Poranek wydawał się chłodny, w końcu była jesień... Nie, pojawiały się pierwsze dni zimy. Ty, jako mała shinobi mająca się ku nauce, tak, musiałaś chłonąć tę wiedzę, miałaś swój cel, podróż, pełną wyzwań i niebezpieczeństw którą chciałabyś odbyć, to jednak jeszcze nie ten czas, wciąż jest zbyt wcześnie by tak ryzykować. Wuja nie było w domu już wcześnie rano. Czy było to coś dziwnego? Aktywny shinobi miał swoje obowiązki które musiał wypełniać. Najpierw wioska, potem dom. Taka była kolejność bowiem czy można byłoby im zaufać gdyby dobro ogółu nie było ważniejsze od jednostek? Babcia natomiast już od samego rana była na nogach, wlokła się spokojnie z pokoju do kuchni szykując śniadanie, poranek i dobry posiłek to coś co nadaje nam dobry humor na pozostałą część dnia. Jak tylko zeszłaś na dół mogłaś dostrzec przygotowaną herbatę, niemal czekającą na ciebie w kubku. Nie wstawałaś wcale wcześnie, nie lubiłąś tego bo kto lubił budzić się przed czasem, niektórzy wstawali nim pierwsze koguty zapiały a inni, tacy jak ty wstawali dużo później. Stąd też jakbyś się przyjrzała to dostrzegłabyś czystą podłogę oraz czyste blaty w kuchni, nie można również pominąć nowego obrusu przy stole.
- Miwako... - Zaczęła staruszka gdy tylko cię dostrzegła.
- Dobrze, że już wstałaś. Mamy kilka rzeczy do zrobienia. Wuj wróci wieczorem, dlatego chciałabym przygotować mu coś specjalnego. Będę chciała byś pomogła mi z kilkoma rzeczami - Mówiła starsza kobieta dokańczając przygotowywanie dwóch porcji sfermentowanej soji. Jak były gotowe to doniosła je do stolika, do herbat które również stały na stoliku, przez chwilę całkiem samotne.
- Za miastem mieszkają państwo Watari, umówiłam się z nimi, że co jakiś czas odkładają dla mnie pakunek produktów. Dzisiaj powinnam go odebrać lecz potrzebuję zrobić inne zakupy. Potrzebowałabym wszystkiego do godziny drugiej by jeszcze przygotować danie dla wuja. - Powiedziała zasiadając zarazem przy stole do gotowego już śniadania. Wzięła pałeczki w dłonie spoglądając ukradkiem w stronę młodej Jugo.
- Samej nie wystarczy mi czasu. - Babcia wydawała się tak jak zwykle, ot zajęta swoimi sprawami lecz nie zapominająca o tym co najważniejsze, każdy miał pewne obowiązki którymi musiał się zajmować.




Nijima Saki
Prowadzone misje:
- D - Patrol I
- C - Stary Relikt
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:
Yasuo -
Naoki -

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Postać porzucona
 
Posty: 3451
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG/Discord: Tario#3987/64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Miwako » 3 lis 2018, o 22:13

Kuchnia wabiła zapachem świeżo zaparzonej herbaty, której różne rodzaje były sprowadzane specjalnie dla najmłodszej mieszkanki domu. Młoda Jugo nie wstała wraz z kurami, jej odpowiedzią na "kto rano wstaje..." byłoby "ten jest niewyspany". Nawet teraz, gdy słońce wspięło się już całkiem wysoko jak na zimowe warunki, wcale nie była bardzo przytomna - "poranna" toaleta z ostygłą wodą w roli głównej w tym przypadku nie czyniła cudów. Mimo wszystko dziewczynka zeszła ubrana z dbałością o każdy szczegół i wyczesanymi na gładko włosami, bo nawet w domu lubiła wyglądać porządnie. Noś się tak, by nic nigdy nie mogło cię zaskoczyć - radziła jej zawsze matka, wiążąc obi w pasie.
Kunoichi zbliżyła się do stołu, usiadła na swoim miejscu i przygarnęła jedną z herbat, której aromat tak bardzo ją przyzywał. Nieco cierpka na początku, ale szybko przechodzi w goryczkę, przy tym świeża i orzeźwiająca.
- Pigwa - stwierdziła cicho i dopiero po zidentyfikowaniu napoju skupiła się na tym, co mówiła do niej babcia.
Oczywiście słuchała jej przez cały czas, nie umknęły jej więc słowa o powrocie wuja i przygotowaniach czegoś specjalnego. Dziewczynka zastanowiła się nawet, czy przypadkiem nie wynika to z jakiejś większej okazji, nic jednak nie przychodziło jej do głowy. Może po prostu wysłano go na trudną misję i wieczorem przyjdzie im świętować jego bezpieczny powrót? Miwako spojrzała na stary zegar w kącie by ocenić, jak dużo ma jeszcze czasu. Kolejną noc zarwała, ślęcząc nad przepisywaniem książki od Hotaru, kompletnie więc nie potrafiła się nawet odnaleźć w obecnej porze dnia. Prawdę mówiąc, najchętniej znowu udałaby się do łózka.
- W takim razie wyruszę natychmiast, śniadanie byłoby nierozsądną zwłoką - postanowiła szybko, pośpiech jednak wynikał głównie z niechęci do niezbyt apetycznego jej zdaniem nattō.
Wypiła natomiast herbatę, bo ta nie mogła się zmarnować. Wręcz wyzerowała, elegancko jednak podpierając czarkę od spodu dłonią. W głowie układała sobie plan, poczynając od ciepłego płaszcza na drogę, aż po zapakowanie dużej chusty, w którą mogłaby owe produkty zapakować. Przeniosła spojrzenie na swoje białe skarpetki, które wypadało zamienić na coś bardziej odpornego na wilgoć. Zima w górach to nieciekawa sprawa.
- Gdzie dokładnie mam szukać państwa Watari? Wyruszę natychmiast by uniknąć niespodzianek. Zabrać jakieś pieniądze? - zapytała, odstawiając naczynie po wypitej herbacie.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 lis 2018, o 10:53

Misja Rangi - D - 3/...

- Rok 385 - Zima -
- Hasegawa Miwako -
- Dom rodziny Nijima -

- Ryjówki -





" Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. "

Lubiłaś zapach świeżo parzonej herbaty, prawda? Był miły, docierał do nozdrzy i rozbudzał… Ochotę na wszystko, na cały dzisiejszy dzień i to co on za sobą ciągnie. Nie było w tym nic dziwnego, pozwalała się rozbudzić. Tak, to była pigwa, pierwszy łyk herbaty to ten najważniejszy łyk który pozwala wyczuć jej smak i aromat. Babcia wydawała się troszkę przejęta dzisiejszym dniem. Nie było to jakoś strasznie widoczne, można było to jednak wyczuć w jej głosie. Staruszka siedziała przy stole i zabierała się za jedzenie gdy zasłyszała twoją wypowiedź, tą jedną która miała cię zostawić bez śniadania, najważniejszego posiłku dnia, jak tak można?
- Miwako… Jest już gotowe, usiądź i zjedz. Szkoda by tak dobre Natto się zmarnowało. I tak się za to nie zabiorę dopóki nie wrócę z osady - Odezwała się po złożeniu dłoni przed posiłkiem i wypowiedzeniu typowej formułki.
- Itadakimasu - Nie brzmiało to zbyt entuzjastycznie, mimo to pamiętała o niej, tak wypadało, przypatrywała się tobie i twojej reakcji na jej prośbę która wcale nie wydawała się skomplikowana. Była prosta, nie mogła kryć za sobą niczego więcej. Babcia lubiła dokarmiać w końcu kto nie lubi Natto? To musi być jakieś zwyczajne wybrzydzanie, czyż nie?
- Farma państwa Watari znajduje się kawałek za osadą, nie jest to daleko, mogą jednak mieć kolejkę po swoje produkty a nie mogę stać tam do wieczora - Stwierdziła babcia zajadając się powoli przygotowanym przez siebie posiłkiem, nie jadła jakoś szczególnie szybko, robiła to powoli jedząc co i rusz mniejsze lub większe kawałki kleistej soi z ryżem, czego tutaj nie lubić, w końcu to tylko lekko gorzkawy posmak. Nie wspominając o wyglądzię…
- Kochanie, jak wyjdziesz z wioski to powinnaś zobaczyć drogowskaz, myślę, że sobie poradzisz i znajdziesz ich bez problemu - Odpowiedziała na właściwe pytanie zadane przez młodą Jugo, nie było to jednak wszystko o co młoda zapytała, dalej okazywało się, że miała coś jeszcze do dodania, chciała być obowiązkowa i zrobić wszystko jak należy.
- Nie trzeba, weź jednak trochę na później by coś kupić, nie wiadomo o której wrócisz a nie chcę byś chodziłą głodna skoro aż tak bardzo nie chcesz jeść śniadania. Co by wujek powiedział - No właśnie, co by powiedział wujo jakby się dowiedział, że Miwako nie jada śniadań i całe dnie chodzi głodna stojąc w jakiś kolejkach za osadą? Wiadomo, że trening shinobi czasem wymaga i takich poświęceń jednak po co się poświęcać jeśli nie trzeba?




Nijima Saki
Prowadzone misje:
- D - Patrol I
- C - Stary Relikt
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:
Yasuo -
Naoki -

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Postać porzucona
 
Posty: 3451
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG/Discord: Tario#3987/64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Miwako » 4 lis 2018, o 12:16

- Itadakimasu - wymamrotała Miwako bez entuzjazmu, siadając z powrotem na swoim krześle, z ponurym wzrokiem wgapionym wprost w kleistą potrawę.
Może by zadziałało, gdyby uciekła od razu? Herbata okazała się pułapką, potrzaskiem, w który Miwako wpadła z przyjemnością, bo aromatyczny napar był jedynym, co potrafiła ją rano wywabić z łóżka. No, może nie całkiem rano, ale jeszcze w miarę wcześnie. Nie żałowała, bo dla tego napoju potrafiła znieść wiele. Lecz czy naprawdę było warto...?
Ujęła w dłonie pałeczki i ujęła ich końcami jedno ziarenko soi. Uniesione w górę, pociągnęło za sobą kilka niteczek śluzowatego sosu, na którego sam widok dziewczynka dostawała dreszczy. Nie chciała sprawiać przykrości babci, tego rodzaju posiłki naprawdę jednak testowały jej silną wolę. Wiedziała niby, że to takie pożywne, takie zdrowe. Tylko czemu przy okazji tak obrzydliwie wyglądało? Jakoś wsunęła do ust pierwsze ziarenko, starając się skoncentrować całą uwagę na tym, co mówi babcia. W smaku nie było złe, tylko ta obleśna maź... Kunoichi poszła po rozum do głowy i sięgnęła pałeczkami tak, by zgarnąć głównie ryż z brzegu miseczki. Możliwie nietknięty przez sojowe monstrum, które dostała tego poranka na śniadanie.
- Kolejka? Babciu, to tym bardziej muszę wyruszyć natychmiast - zawołała, biorąc jeszcze jedną porcję ryżu i odkładając pałeczki na krawędź miski, która wyglądała na częściowo przynajmniej pojedzoną - Dziękuję za posiłek! Postaram się wszystko zorganizować jak najszybciej - obiecała i pomknęła do swojego pokoju, by przebrać się w kimono o większej ilości ciepłych podszewek pod spodem.
Wsunęła też grube jika-tabi, kompromis pomiędzy skarpetą i butem. No i oczywiście geta dodające kilka centymetrów, dzięki czemu dół jej szaty nie powinien być specjalnie unurany w śniegu. To jednak nie koniec, zima w górach bywała nieprzewidywalna. Na kimono dodatkowo włożyła białe michiyuki, a szyję i głowę otuliła ciepłym szalikiem tej samej barwy. W głowie miała słowa babci o kolejce, w której być może przyjdzie jej stać, a ona nie chciała tam sterczeć, kuląc się i drżąc jak biedak. Mamusia uczyła, że zawsze z wyprzedzeniem trzeba myśleć o takich rzeczach, i choć przyjdzie taki moment, gdy kunoichi będzie pewnie w stanie upchnąć w zwoju całą swoją garderobę, na razie stosowała się do nauk wyniesionych z rodzinnego domu.
- Ittekimasu - skłoniła się przed babcią, zabrała białą chustę do zapakowania produktów i otworzyła drzwi na pokryte śniegiem Nawabari.
Zahaczając tylko o stragan by kupić kilka manju Miwako ruszyła ku wyjściu z wioski. Zgodnie z instrukcjami spodziewała się tam drogowskazu, który skieruje jej kroki dalej, ku farmie państwa Watari. Nie biegła, ale zrezygnowała ze swojego zwyczajowego, dość powolnego chodu. Wybierając najbardziej odśnieżone ścieżki, kroczek za kroczkiem, pospiesznie kierowała się ku swemu celowi. Nie chciała przecież zawieść babci, nawet jeśli ta karmiła ją wstrętnym nattō.


zt
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 4 lis 2018, o 13:26 przez Miwako, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 lis 2018, o 13:23

Misja Rangi - D - 5/...

- Rok 385 - Zima -
- Hasegawa Miwako -
- Dom rodziny Nijima -

- Ryjówki -





" Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. "

Miałaś maniery które były tak ważne w twoich rodzinnych stronach, całe karmazynowe szczyty zwracały na to bardzo dużą uwagę, część osób mieszkająca w niższych prowincjach mogłaby stwierdzić, że tutaj traktuje się rodzinę, znajomych lub też nie jak jakiś partnerów biznesowych lub osoby wyższego stanu jednak czy właśnie tak nie było? Czy właśnie szacunek nie był tym co oddzielało nas od prostych zachowań? Wyszłaś z domu pożegnawszy się z babcią, wzięłaś ze sobą białą chustę o kolorze śniegu, jak łatwo byłoby ją zgubić podczas tego pięknego ale i chłodnego puchu. Tereny twojego miasta wyglądały całkiem inaczej niż w lecie. Pełne białego puchu który znajdował miejsce dla siebie wszędzie, zarówno na drogach, dachach oraz nawet i przejeżdżających wozach.

Większość ludzi wolała spędzać ten czas w cieple, ty jednak ciepło ubrana musiałaś stawić czoła żywiołowi śnieżnego puchu oraz lodu który pojawił się na drogach. Bardzo dobrze, że nie biegłaś. Wpierw udałaś się w kierunku straganów rozstawionych po drodze w wiosce. Drobne słodkie zakupy, ciastko pewnie byłoby dosyć przyjemne jednak pierwsze co mogło cię zaskoczyć były zatrważające kolejki do małego kramiku jaki wybrałaś. Nie widziałaś w okolicy żadnego innego. Część osób która stała w kolejce wydawała się odrobinkę poirytowana. To było dobre dziesięć osób czekające na swoje drobne zamówienia i zakupy od mężczyzny który zajmował się kramikiem Wyglądało na to, że ubił żyłę złota rozstawiając się w tych warunkach w których marzły mu nogi. Inni dzisiaj zrezygnowali. W oddali widziałaś już jednak ten drogowskaz który wedle informacji od babci miał wskazać ci drogę do farmy Watari. Wciąż jednak musiałaś przebyć ten drobny dystans po zlodowaciałej ziemi od razu albo przeczekać w kolejce i kupić co sobie zamierzyłaś. Mężczyzna sprawujący pieczę nad kramikiem uwijał się jak pszczółka, starał się jak mógł, nie był jednak w stanie obsłużyć więcej niż jednego klienta na raz dlatego wszystko to chwilę trwało. W końcu jednak przyszła kolej na małą Miwako która mogła cieszyć się odebraną przekąską. Było całkiem chłodno więc stanie w kolejce na mrozie było tylko względnie przyjemną czynnością.

Ruszyłaś więc powoli w kierunku farmy rodziny Watari, najpierw do bramy która pozwalała ci opuścić tereny swojej osady, kilka dłuższych minut i udało ci się wyjść, w tej chwili mało kto ją opuszczał, ludzie raczej wchodzili do środka jednak też nie było ich dużo, ledwie kilka osób które miały swoje własne zajęcia. Ostatecznie spoglądając na drogowskaz który wskazał ci drogę mogłaś ruszyć w kierunku swojego celu, farmy Watari o której mówiła babcia.




- Farma Watari -
Nijima Saki
Prowadzone misje:
- D - Patrol I
- C - Stary Relikt
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:
Yasuo -
Naoki -

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Postać porzucona
 
Posty: 3451
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG/Discord: Tario#3987/64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Miwako » 6 lis 2018, o 19:19

Wyrobiła się. Nim jeszcze babcia wróciła ze swoimi zakupami, Miwako była już z powrotem, dostarczając tę niesamowicie ważną paczkę odebraną od pana Watari. Cokolwiek było w środku, dziewczynka postanowiła nie dociekać, choć nie rozumiała dlaczego wszyscy robili wokół tego taką wielką tajemnicę. Zostawiła pakunek w kuchni i poszła do swojego pokoju, by się przebrać i trochę posiedzieć nad kartami w oczekiwaniu na herbatę. Trudno powiedzieć, czy cokolwiek jej wychodziło, wróżbitka Hotaru robiła wszystko tak bezwysiłkowo, jakby spoglądała na
obrazek i w jej głowie od razu powstawała wizja prezentowanej przyszłości. A Miwako? No właśnie, nie widziała nic. Oglądała karty, które na jesieni sprowadziła aż z Seiyamy, uruchamiając zawarte dzięki ojcu znajomości, ale nie widziała niczego poza małym dziełem sztuki użytkowej. Teraz na przykład, przepowiadając sobie przyszłość na następny dzień, wypadł jej Pustelnik z trzygłowym pieskiem przy nodze, Cesarzowa, choć na obrazku wyglądała bardziej jak potwór morski, no i As Kielichów, tryskający wielkim światłem. Sięgnęła do książki pożyczonej od Hotaru i pobieżnie przejrzała opisy każdej z kart, po czym pozostało jej tylko załamać ręce. Za dużo o miłości i pozytywnych emocjach, jeżeli rzeczywiście tak miał wyglądać jej kolejny dzień to chyba lepiej byłoby nie wstawać z łóżka.
Najprawdopodobniej jednak po prostu coś poknociła i zwyczajnie przepowiednia jej nie wyszła. Zamiast radzić się kart, na których nie mogła polegać, z pewnością lepiej przygotowałaby się, wykonując jakiś trening. Od kiedy spadł śnieg nie robiła nic, wychodząc tylko by spotkać tajemniczą znajomą albo po zakupy dla domowników. Tymczasem najlepiej miała świadomość swoich mizernych umiejętności, to właśnie ona powinna być codziennym gościem na treningowym placu. Z wyjątkową dbałością zapakowała swe karty w czerwony, płócienny woreczek, po czym zamknęła go w niewielkiej szkatułce z białego drewna, którą trzymała na niskim stoliku do herbaty. Nie mniej ostrożnie schowała książkę Hotaru - karty zawsze można było zamówić od nowa, może nie tak fajne, ale jakieś by były. Ten rękopis prezentował sobą nieporównywalnie wyższą wartość i unikalność. Trudno zresztą powiedzieć, czy Miwako w ogóle ma szansę nauczyć się tego całego przepowiadania przyszłości, dlatego tak ustalone priorytety wydawały jej się najlepszymi.
Sama, popijając herbatę, zabrała się za przygotowywanie stroju do ćwiczeń. Jak zwykle nie spieszyła się, dając sobie czas by dokładnie przemyśleć każdy element ubioru, każdy szczegół i dodatek. I tak zdecydowała się na sięgającą kolan yukatę, której braki na długości nadrobiła wysokimi, ciepłymi skarpetkami. Planowała się dużo ruszać, niestety kimono nie było odpowiednią szatą do tego rodzaju aktywności. Przebrała się wreszcie, dopiła herbatę i opuściła dom, zostawiając domownikom karteczkę z informacją, że wybrała się na trening.

[zt]
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Ichirou » 7 gru 2018, o 18:46

Wyprawa rangi C
Shikarui
13/x


Mieli to nieszczęście, że drobniutkie płatki śniegu akurat zacinały pod kątem i nieustannie muskały ich twarze, by zaraz po tym się roztopić. Niby nic istotnego, ale na dłuższą metę mogło irytować. Shuichiego irytowało bardzo, co było łatwe do wywnioskowania z powodu mruknięc niezadowolenia co jakiś czas i często naciągania kaptura na głowę, który i tak nie był w stanie w całości ochronić przed złośliwościami pogody.
Mężczyzna nie miał problemu z udzieleniem odpowiedzi na pytania. Oznajmił, że Saki na stare lata wróciła do rodzinnego domu, w którym mieszka również on sam oraz córka jego siostry, a więc wnuczka byłej opiekunki Shikaruia. Powiedział też, że Saki wiodła raczej spokojne życie, a na zdrowiu podupadła kilka miesięcy temu. Początkowo nie podejrzewał niczego poważnego, jednak w ostatnich tygodniach stan jego matki się mocno pogorszył. Ogółem, wszystko u niej było całkiem w porządku i zupełnie normalnie, jeżeli nie liczyć tajemniczej choroby.
Nie mieli wiele drogi do pokonania, bo Dom rodziny Nijima znajdował się przecież w wiosce i wystarczyło przejść się mniej więcej na jej drugą stronę, no ale i tak mniej zahartowana w zimnie lub chudo ubrana osoba mogła nieco zmarznąć.
- Miwako nie ma obecnie w domu, ale może i to dobrze. Matka nie chce mówić jej prawdy i zbywa ją, że to tylko przeziębienie. W sumie to jestem w stanie to zrozumieć. Dziewucha jest jeszcze mała… Nie ma sensu, żeby martwiła się na zapas - stwierdził ponuro, skręcając w jedną uliczkę prowadzącą w stronę dzielnicy mieszkalnej.
Po jakimś czasie dotarli na miejsce. Dom znajdował się na uboczu, daleko od zgiełku i gęstej zabudowy terenu. Część przestrzeni wokół niego była zagospodarowana na ogród, a może i nawet ogródek warzywny - ciężko było orzec, ponieważ obecnie wszystko było przykryte cienką warstwą puchu.
Shuichi wprowadził Sanadę do środka. Wnętrze było urządzone bez przepychu, skromnie i schludnie. Brązowowłosy przeszedł kilka kroków wzdłuż korytarza, a potem wskazał na niedomknięte drzwi.
- To jest jej pokój. Ja pójdę zapalić w kominku, więc dam wam chwilę - oznajmił krótko, a potem zostawił Shikaruia samego w korytarzu.
Jeżeli osobnik o lawendowych ślepiach odważył się popchnąć i odchylić bardziej drewniane, skrzypiące drzwi, to jego oczom ukazała się leżąca w łóżku postać. Tak, to była ona. Te same siwe włosy spięte w kok, ta sama twarz, choć chudsza, znacznie bledsza i pewnie z większą ilością zmarszczek niż kiedyś. Saki.
Leżała w bezruchu z zamkniętymi oczyma, a ewentualne skrzypnięcie drzwi nie wywołało u niej żadnej reakcji.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3258
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Shikarui » 7 gru 2018, o 19:46

Osłaniał się ręką, co jakiś czas unosząc ją, żeby płatki śniegu nie dostały się do jego oczu, nieprzyjemnie parząc skórę na twarzy, na której i tak pojawiły mu się już zdrowe wypieki. Takie całkowicie ludzkie, by udowodnić, że nie był synem Zimy. Jego serce nie było kawałkiem lodu, z którego odpadały diamentowe drobiny, jak w tej bajce o Królowej Śniegu. Kryształowy odłamek dostaje się do twojego oka i zmienia cię na zawsze. Spróbuj zapłakać - może wtedy się oczyścisz.
Pogoda nie sprzyjała wędrówce, chociaż jeszcze przed dwoma godzinami było całkiem znośnie. Wiatr lubił pląsać, kiedy zsuwał się z gór prosto w doliny, trafiał w ludzkie osady i bawił się ich włosami, targał szaty na ciele. Powinien zabierać choroby, a wyglądało na to, że tylko przynosił kolejne. Ból gardła, palący ból zatok, osłabienie, ból mięśni - wrażenie, że raz ci jest za gorący, ale za chwilę już jest zbyt zimno. Shikarui zaczynał być chyba chory na to wszystko. Nie czuł spokoju w związku z tym, że szedł razem z Shuichim. Ta pogoda może była znakiem, może należało obrócić się do tego złowrogiego wiatru, co na swoich skrzydłach nosił omeny, plecami, żeby przestał wpychać kolejne złe odłamki do oczu? Zawrócić, bo los tak chciał. Z przeznaczeniem przecież nie wolno było igrać. Tylko czy byłby rzeczywiście sobą, gdyby teraz zawrócił? Tak, to byłoby aż za bardzo w jego stylu. Odwrócić się od tego, co było problematyczne i instynkt zaczynał to coraz intensywniej identyfikować jako “niebezpieczne”. Sęk w tym, że to niebezpieczeństwo nie miało dotyczyć bestii czających się w krzewach, to nie miała być opowiastka o Czarnym Kapturku i Złym Wilku. To niebezpieczeństwo drzemało w tym, że tacy jak on nie powinni mieć serca. Te tak zwane “serce” zostało porzucone naprawdę bardzo dawno temu. Odzyskanie go nie wróżyło niczego dobrego.
Domek nie wyróżniał się niczym specjalnym. Nie był chatką na kurzej nóżce, nie został zbudowany z piernika. Posiadłość mieściła się w normach tutejszej architektury, nie odbiegając w jakąkolwiek skrajność. I co, to już? To tutaj? To ten dom, do którego miał wejść? Mógł zobaczyć więcej, przeniknąć przez ściany, ale tego nie zrobił. Zimne mury, od wewnątrz zapewne ogrzewane ciepłem ognia buzującego w kominku, zatrzymywał go na zewnątrz i nie pozwalał złamać tabu tajemnic tego miejsca. Jego własna Odyseja, która płynęła po morzach niepokojów. Lodowe góry wyrastały tu jedna obok drugiej, a syreny miały swój udział w pieśni Zefiru, świszcząc do uszu, tych co wydawały się odmarzać mimo tego, że właściciel skrył je za czarnym materiałem kaptura. Ogródek, rośliny, które teraz podwiędły, pojedyncze drzewa - może niektóre z nich nawet były tymi owocowymi? Gdyby tak się zastanowić, to ile wiedział o tej kobiecie? Opowiadała mu tyle historii - wystarczająco, żeby pragnął zobaczyć świat, poznać wielkie wody, by namówił ją, by chociaż raz go wypuściła i pozwoliła zobaczyć kwitnący, wypełniony barwami świat, tak różny od ogarniętego cieniami pokoju, w którym ślepe oczy matki nie miały w sobie dla niego miejsca. Nigdy nie miało być, bo nie była ślepa dlatego, że nie potrafiła dojrzeć przedmiotów a dlatego, że zaślepiała ją nienawiść tląca się w głębi jej serca, narastająca coraz bardziej i bardziej… Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy to wszystko się zaczęło i dlaczego właściwie zepsuło. To chyba nawet nie powinno być istotne, a jednak człowiek zawsze chciał wiedzieć. Znać odpowiedź na pytanie: “dlaczego”. Dlaczego akurat moje życie musiało być spierdolone?
Wszedł za gospodarzem do środka i zdjął buty. W środku było rzeczywiście ciepło, dreszcze od razu zaatakowały jego ciało od różnicy temperatur. Przymrużył oczy od panującego tu półmroku, by wyłapać wszystkie elementy otoczenia - od tych najmniejszych po najbardziej istotne. Tak, tego się spodziewał. Skromności. Saki nie mogła żyć w przepychu, w końcu, z punktu widzenia kast społecznych, była jedynie służką, której przypadł udział służenia bardzo niewdzięcznej rodzinie. Zsunął kaptur z głowy i zsunął z ramion płaszcz. Nie było tu całkowicie ciepło, wszystko jasne, dlaczego - bo nikt nie rozpalił jeszcze w kominku. Albo było rozpalone - tylko zgasło. Zawiesił materiał na wieszaku i skinął głową, uznając to za wystarczającą odpowiedź. Jego głos nie powinien przecinać ciszy tego miejsca. Jego spokoju, idylli budującej swoje królestwo na mitach i wyobrażeniach.
Wolnym krokiem, jakby się skradał, dobierając ostrożnie każdą deskę, na którą nadepnął, zbliżył się do uchylonych drzwi - i uchylił je powoli jeszcze bardziej, opierając nań dłoń.
Spała. Blada, chuda, wykończona życiem. Nie, nie życiem. Chorobą. Wsunął się do środka z myślą, że przecież nie taką ją zapamiętał. Ona pewnie też nie takim go zapamiętała. Ile to już lat? Cztery, pięć? Od ich ostatniego spotkania, a przecież wtedy był jeszcze niemal chłopcem - w rozumieniu wielu już dorosłym, z perspektywy czasu jednak nadal dzieciakiem, który… robił naprawdę bardzo mało dziecięce rzeczy.
Zatrzymał się nad jej łóżkiem, zaklęty w czasie i odseparowany od przestrzeni. Spała. Skoro śniła, nie powinien był przerywać jej snu. Jeśli się obudzi - co powie, jak zareaguje? Co będzie widoczne w jej jasnych oczach? Przyklęknął przy jej łóżku i oparł podbródek na jego krańcu - jak pies, który z niepokojem wyczekuje przebudzenia się swojego pana, bo jak każdy pies wyczuwał - nie było z nią wcale dobrze.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Ichirou » 8 gru 2018, o 11:15

Wyprawa rangi C
Shikarui
15/x


Nawet jeśli spuszczony z łańcucha, pies i tak posiadał swoje przyzwyczajenia. Decydując się na odczekanie, aż kobieta sama z siebie się obudzi, Shikarui mógł zająć miejsce na jakimś krześle nieopodal lub chociażby usiąść na krawędzi łóżka. On jednak wolał być na klęczkach i w dość dziwnej, mało cywilizowanej pozie wyczekiwać jakiegokolwiek sygnału ze strony jego opiekunki. Zastygł więc w bezruchu tak samo jak i ona.
Shuichi nie zamierzał zakłócać ich spokoju i dał im tyle czasu, ile potrzebują. Do uszy Sanady mogło dotrzeć, jak raz czy drugi przechodzi przez korytarz, krząta się po budynku, dokłada drewna do kominka. Mężczyzna w pewnym momencie nawet zatrzymał się w progach drzwi do pokoju swej matki, by zerknąć, co tam się tak właściwie działo. Nie działo się jednak nic.
Panującą wokół stagnację przełamał męczący kaszel staruszki, który wyrwał ją ze snu. Jej źrenice rozszerzyły się w niemałym zaskoczeniu, kiedy dostrzegła klęczącego obok czarnowłosego. Kaszlnęła jeszcze kilka razy i dopiero kiedy jej już przeszło, zabrała jakikolwiek głos, choć i tak zrobiła to po króciutkiej chwili zmęczenia.
- Shikarui…. To naprawdę ty? - wydusiła z siebie, powolutku, trochę niezgrabnie podnosząc się do bardziej siedzącej pozycji.
Wyglądała na nieco roztrzęsioną. Nie to, żeby się bała i czuła zagrożenie ze strony młodzieńca o lawendowych oczach, tylko po prostu to niespodziewane spotkanie bardzo ją zaskoczyło i poruszyło. Biorąc pod uwagę ich wspólną historię, nie mogła przejść wobec aktualnej sytuacji zupełnie obojętnie.
- Gdzie… gdzie się podziewałeś przez ten czas, chłopcze? - zapytała z lekkim przejęciem w głosie. Może i lata minęły, może czasy się zmieniły i pewne epizody w ich życiorysach zostały zakończone w mniej lub bardziej brutalny sposób, ale kobieta najwyraźniej wciąż poczuwała się do roli opiekunki czarnowłosego.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3258
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Shikarui » 8 gru 2018, o 13:01

Czuwał. Stróżował, chociaż nie potrzebowała stróża. Miała tutaj swój bezpieczny dom, swoją rodzinę. Miejsce, w którym zawsze była mile widziana i w którym chętnie ją goszczono. W którym ona mogła gościć innych, a pewnie robiła to często i chętnie. Robiła? Czy może zamknęła się w swoim własnym świecie, nie mogąc spoglądać na ludzi z wioski, którzy… nie byli już tacy sami. Nigdy nie będą. Pewnie przez te wszystkie lata była ostatnią z ocalałych. Nikt o niej w zasadzie nie pamiętał, była tylko służką, czy przeżyła pogrom, czy nie przeżyła, równie dobrze mogło jej wtedy nie być z rodziną uciekinierów. Świat o niej zapomniał, ale nie zapomniał o tym chłopcu o lawendowych oczach, który zdążył wyrosnąć na kawałek mężczyzny. Przecież miał już dwadzieścia lat i w jego urodzie nie było już niczego chłopięcego. Bo w spojrzeniu nie było chyba nigdy. Gdzieś na początkach, o których pamiętać mogła tylko ta spokojnie śpiąca kobieta. Cicho kołysana, z boku na bok, w kołysce pierwotnej czerni, gdzie nie mogły ją dopaść koszmary codzienności. Co tam widziała? Były chociaż barwne plamki, obrysowania tęczówki, które widzi się pod powiekami, kiedy tylko zaciśnie się oczy po odpowiedniej dawce światła? Był śliczny domek z zielonym ogródkiem, z dziećmi biegającymi wokół, bez kurzu dawnych lat i smaku popiołu w ustach? Oby śniła o rzeczach dobrych, pięknych i kojących - życzył jej tego z całego serca. Z tej zimnej bryły, która wcale nie była tak chłodna, jeśli tylko dać jej szansę, tak jak szansy potrzebował młody kwiat, który dopiero powoli wysuwał swoje pierwsze listy ze spalonej ziemi. Zasłużyła na tak wiele… na wszystko, czego nie mógł jej dać. Skoro więc nie mógł - pozostawało mu czuwać.
Półleżał. Oddając swój ciężar ciała łóżku, poddając się grawitacji, która osiadła na nim całym. Pociągnęła w dół tylko odrobinę mniej skutecznie od tego, jak zesłała ku otchłani jego własna rodzina. Ta sama, z której noszenia nazwiska był tak dumny i której tak mocno chciał zaimponować. Nie zasypiał. Nie miał takiego prawa, nie mógł zmrużyć oka. Nasłuchiwał uważnie wszystkich odgłosów tego domu, kręcenia się gospodarza, który przesuwał się to w jedną, to drugą, coś przesuwał, coś przestawiał, może właśnie robił sobie herbatę, a może w końcu poszedł napalić w piecu? Ciągle było tak samo zimno. Od mroźnej podłogi ciągnęło po nogach, a zimny blask dnia wpadający przez okno, z malowanymi gałęziami przez Panią Mróz, wtłaczał swoją blękitno-białą wolę, nie pozwalając odczuć ciepła faktu, że przebywało się w tej ciszy z kimś bardzo blisko. Niemal ciało przy ciele, tylko żadne z nich nie dotykało tego drugiego. Musiał też pilnować jej oddechu, ruchu jej gałek ocznych, jej unoszącej się klatki piersiowej, która unosiła się z trudem. I chociaż we śnie człowiek jest najspokojniejszy - o niej nie mógł powiedzieć, że spokojna była.
Ostry kaszel sprawił, że uniósł się na baczność, zaciskając lekko palce na pościeli, mnąc miękki materiał. Wyprostował się, ale nie wstał, kiedy ona się podniosła. Pewnie żeby ułatwić sobie odkaszlnięcie. Albo po to, żeby go bardzo dobrze widzieć. Jak w tej bajce o Kapturku. Z tym, że to nie on był tutaj jednak tym Kapturkiem. Pomyliło się autorowi, wcisnął w złe kąty obsadzone już role. Nie szkodzi. Dialog pozostał ten sam. Nie będzie tylko pożerania.
Skinął głową, wpatrując się w nią jak w obrazek. Bardzo smutny i bardzo samotny obrazek. Opuszczony. Czuła się opuszczona, zdradzona? Ludzkie emocje były fascynujące i Shikarui nie potrafił sobie darować w próbach nazwania ich. Nie przy tych, na których mu rzeczywiście zależało. Nie teraz, kiedy spoglądając w jej oczy miał wrażenie, że łączy ich nadal zdecydowanie… dużo.
- W końcu mi się udało. Zostałem Jugo. Kansho-in i Masayuki mogą być ze mnie dumni. - Chciał sięgnąć po jej dłoń, ale nie mógł się przemóc. Bał się. Klęcząc przez jej łóżkiem, z ramionami opartymi o materac, bał się, że ona ucieknie przed jego dotykiem, a jej reakcja przerodzi się w prawdziwy strach. Mówił to jednak ze spokojem, bo ten strach nie był wszechogarniający. Trafniej byłoby to nazwać: obawą.- Dotarłem na sam kraniec znanego nam kontynentu. Zobaczyłem świat, spotkałem ludzi, którzy byli dla mnie mili i dobrzy, nawet dostałem swój własny dom. - Mówił to tak, jakby to nic nie znaczyło. Swoim spokojnym, normalnym tonem - a przynajmniej dla tych, którzy go nie znali. Ale ta kobieta znała go na tyle, żeby zobaczyć, że mówił o tym ze szczerym entuzjazmem. Spłyconym jak niemal wszystkie emocje okazane w jego wydaniu. - Mam wiele opowieści. I mogę ci opowiedzieć je wszystkie, jak równy z równym. Stałem się człowiekiem.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Ichirou » 8 gru 2018, o 16:48

Wyprawa rangi C
Shikarui
17/x


Czy spodziewał się, że jeszcze będzie miał okazję się z nią spotkać? Spojrzeć jej w oczy, w których już nie było tak wiele wigoru? Porozmawiać tak, jakby wcześniej nie byli uczestnikami brutalnej tragedii? Normalnie, jak bliscy sobie ludzie, a nie jak nauczycielka z psem trzymanym na smyczy lub co gorsza w klatce.
Saki zdążyła już stracić nadzieję. W końcu już kilka tygodni, jeśli nie miesięcy temu skierowała do swego syna dość specyficzną, trudną do zrealizowania prośbę. O czarnowłosym chłopaku przecież słuch zaginął. Ostatni raz widzieli się tej feralnej nocy i zważając na okoliczności tamtych wydarzeń, nie mieli tak naprawdę porozmawiać i wyjaśnić tego, co tak naprawdę się wydarzyło. Reakcja kobiety mogła być przecież różna - uwalniając Shikaruia wcale nie spodziewała się, że ten dokona odwetu na swojej rodzinie. Miała silne podstawy do tego, by odciąć się od swego wychowanka, a mimo to pragnęła ponownego spotkania z nim, co rzecz jasna nie znaczyło, że pochwalała jego zbrodnię. Może to chęć dokończenia niedokończonych spraw u schyłku życia i nadzieja na naprawienie tego, w czym być może leżało też trochę jej winy. Zanim jednak mogła podjąć próbę naprowadzenia podopiecznego na właściwą ścieżkę, ten musiał odnaleźć ścieżkę do niej. Na szczęście to mieli już za sobą.
Kobieta nie odrywała od niego spojrzenia i z uwaga wsłuchiwała się w jego słowa, jakby dokonując oceny, jakim człowiekiem młody Sanada się tak naprawdę stał. Na ozdobionej mnogością zmarszczek twarzy na krótki moment pojawił się nieco niemrawy, ale szczery uśmiech. Skinęła głową.
- To dobrze. Zasługujesz na to, by spotykać dobrych ludzi. To właśnie takimi powinieneś się otaczać i umieć odróżniać ich od tych, których nie warto się trzymać. Zawsze wierzyłam, że i dla ciebie jest gdzieś miejsce na tym świecie… - odpowiedziała ze spokojem. Tak, spokojem, ponieważ początkowa słowa Shikaruia uspokoiły jej ducha niepewnego o to, czy jej wychowanek nie podążył złą ścieżką. Ścieżką, która swego czasu znalazła się tuż pod jego nosem i która wyłożona była czerwonym dywanem skrzepniętej krwi.
- Opowiedz mi więc o wszystkim - odparła życzliwie. - Ale najpierw usiądź normalnie, kolana cię zaraz rozbolą - dodała moment później, nie potrafiąc się pozbyć matycznego tonu, który czarnowłosemu bohaterowi był jak najbardziej znajomy.
Saki miała czas, cierpliwość i przede wszystkim chęć poznania losów, jakie napotkały młodzieńca. Jeżeli chłopak na którymkolwiek etapie swojego życia zwątpił w to, czy ktokolwiek na świecie przejmuje się jego nędznym losem, to teraz mógł zrewidować swoje poglądy. Kobieta, choć trochę schorowana, nabierała odrobiny wigoru słuchając opowieści Shikaruia. Widać było, że przez cały ten miała go w pamięci.
Również była skłonna opowiedzieć o tym, jak minęły jej ostatnie lata. Były jednak one całkiem spokojne, więc sama relacja, choć niekrótka, dotyczyła raczej ogólnego przebiegu czasu. Nie oznajmiła tego bezpośrednio, jeśli nie padło konkretne pytanie, ale z jej wyjaśnień dało się zrozumieć, że wydarzenia z tamtej paskudnej nocy zachowała wyłącznie dla siebie. Później wróciła do rodzinnego domu, by znaleźć w nim spokój i odpocząć na stare lata. Opowiedziała o swojej rodzinie, przy czym najwięcej uwagi poświęciła Miwako - wnuczce, którą obecnie się opiekowała.
To było naprawdę dziwne doświadczenie i na podstawie przebiegu rozmowy momentami można było odnieść wrażenie, że przykra przeszłość była jedynie złym snem i nigdy się nie wydarzyła.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3258
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Shikarui » 8 gru 2018, o 19:38

Jego serce biło na dwa takty. Jeden nadawał ten tercet, w którym spoglądał w oczy kobiety, którą spodziewał się spotkać jako wroga. Więc trup, skazanie już rozpisane w gwiazdach, bo tylko w nich zapisane były wszystkie nasze winy, imionami przodków, co ponoć po śmierci nie mieli już wpływu na nasze obecne życie. Tak ci wmawiali, że nie podadzą ci dłoni, że nie wesprą, że nie pogłaskają po główce. Mieli rację. Nikt cię przecież nie głaskał. Były tylko nakazy przeszłości i mtne wrażenie, co robisz dobrze, a co właśnie sprawiło, że zasłużyłeś na srogie baty. Drugie uderzenie było trelem. Ten dźwięk cieszył się spełnioną nadzieją, że zdarzyło się coś lepszego. Nie, nie, nie zrozum mnie źle, słowo rozpoczęte na “n”, a zakończone na “a”, jakiś wyrywek środka alfabetu połączony z jego początkiem, takie mutanty nie wylęgały się w jego umyśle. Były za to obecne w jego podświadomości i tam zajęły sobie całkiem spory kąt, pośród wszystkich rzeczy zamiecionych pod dywan. Byłby w stanie ją zabić? W mieszance dwóch rytmów, w dwóch przeciwstawnych dźwiękach - unieść łuk, wypuścić strzałę. Jej krew nie wydawała się tak samo czerwona, jak krew wszystkich ludzi wokół. Nie była tej samej barwy i nie miała tego samego smaku, który czuł na swoich ustach już wiele razy. Nie potrafił jej zabić wtedy, chociaż wiedział, na co się naraża, ale jak sam jej zdążył powiedzieć - od tamtego momentu wiele się zmieniło. W jej oczach, tych zmęczonych i postarzałych, na lepsze, kiedy tak ślicznie do niej mówił, ale mówił to, co chciała usłyszeć. Zakrywał brzydką prawdę w ładnym pudełku. Przecież to samo robił z Asaką. Dawkował informacje, cedził swoje własne myśli. Grał bardziej ludzkiego, niż był w rzeczywistości, ale to nie dlatego, że chciał cokolwiek udawać na siłę, że chciał kogoś naprawdę oszukać, a potem wykorzystać. Nie. Chciał nauczyć się człowieczeństwa, czucia, zasmakować życia, które nie byłoby jedynie objęte chłodem logiki i płomieniem nienawiści - jedynej znanej mu dobrze emocji. Więc - czy aby na pewno na to zasługiwał? Nie wydawało mu się. Widząc samego siebie w odbiciu jej oczu, widział, że ona widzi go jaśniejszym. Chyba był gorszy niż wtedy, kiedy jeszcze mieszkali razem. Bo zmieniło się też na gorsze.
Uniósł się i usiadł obok niej, lekko, jakby nic nie ważył, a jednak materac ugiął się pod ciężarem jego ciała. Właśnie - ciała. Nie był już skórą naciągniętą na kości i zbitkiem kilku mięśni do tego. Przysunął się. Pochylił się ku niej, żeby przylgnąć uchem do jej serca i objąć ją lekko ramionami, jakby zaraz miała się skruszyć, jeśli tylko zaciśnie te ręce mocniej. Jak dziecko. Ja za dawnych czasów. Ponoć mężczyźni pozostawali wiecznymi dziećmi.
Skinął głową, wsłuchując w bicie jej serca. Jej biło mocno, zupełnie inaczej niż jego, tworzyło podstawy dla opowieści, które snuła, a których słuchał i opowiadał swoje, przeplatając wyrywki swojego życia z jej. O tym, jak uciekł i błąkał się po świecie, jak walczył o każdy grosz i przeganiali go psami, jak w końcu Kaito kupił mu dango w Cesarstwie i o koronacji Cesarza oraz o Chise, niewidomej dziewczynie, której duma była naprawdę silna. Potem o podróży do Kami no Hikage, zalążku wojny z Cesarstwem i ucieczce. Nie wspomniał o Hanie. Nie wspominał o wszystkich mordach, o trupach, które znaczyły jego drogę. Nie musiał. Potem opowiedział, jak z Akim przybyli do Sogen i jak tam przyjęła go liderka Uchiha, więc został tam, zamieszkał, ale w końcu chciał wrócić tu. Tak poznał Asakę. Kobietę, którą chciał mieć przy sobie. Przeszli przez pół świata, przedarli się przez wojenne tereny, aż w końcu dotarł tutaj. Szukając właśnie jej. Tak się splotły te opowieści. Ta jego z tą jej, którą ona zaczęła później. To nic. To naprawdę nic…
To rzeczywiście było dziwne spotkanie, ale on nie odczuwał jego dziwności, a już na pewno nie dostrzegał nieprawidłowości. Wszystko było tak, jak należy. Wszystko było dobrze. W międzyczasie zdążył usiąść normalnie, przecież te opowieści nie trwały chwili ani dwóch chwil.
- Saki… napiszesz dla mnie list? Proszę. Tylko ciebie mogę o to poprosić. - NIkogo innego by się nie odważył, ale to właśnie Saki znała go najlepiej. - Muszę napisać list do Asaki, że mogę się spóźnić o tydzień. - Gotów był podać kobiecie papier, przyrządy do kaligrafii, jeśli powiedziała mu, gdzie są i podyktować ten list.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Ichirou » 8 gru 2018, o 21:36

Wyprawa rangi C
Shikarui
19/x


Saki dopytywała się różnych rzeczy, ale nie dociekała. Czarnowłosy mógł więc skutecznie ukryć wszelkie historie i fakty, które chciał pozostawić wyłącznie dla siebie. Odpowiednio wyselekcjonowane lub przeredagowane opowieści z życia młodzieńca pokrzepiły więc na duchu jego dawną opiekunkę. Być może to było właśnie to, czego potrzebowała. Shikarui trochę nieświadomie dokonał dosyć ludzkiego czynu, bo wiele osób osób na jego miejscu postąpiłoby podobnie, mając na uwadzę kiepski stan babuni. Nie było wiadome, ile dni jej tak naprawdę zostało, bo nawet jeśli nie choroba, to i tak mogła dopaść ją starość, która prędzej lub później zabierała każdego, bez wyjątku. Dokładanie jej strapień nie było zatem najrozsądniejszym wyborem.
- Oczywiście, że napiszę. Tylko wiesz, ręce już nie te i bazgrzę jak kura pazurem. No ale dobrze, podaj mi tylko skrawek papieru i coś do pisania - odpowiedziała, wskazując dłonią na jedną z półek w pokoju, na której powinny znajdować się potrzebne przedmioty. Saki rzecz jasna zamierzała spełnić prośbę podopiecznego i spisać to, co tylko ten podyktuje.
- Ach, że też nie miałam sposobności ani czasu, żeby nauczyć cię pisania…
***Stracili rachubę czasu, a żadne z nich prawdopodobnie nie odczuło choćby na moment znużenia. Byli zbyt pochłonięci rozmową, by skupiać się na zewnętrznym świecie. Świat jednak nie stanął w miejscu i wciąż żył zgodnie ze swoim rytmem. Z wczesnego popołudnia zrobił się już wieczór i o nieubłaganym upływie czasu przypomniała chyba dopiero konieczność sprawienia sobie źródła światła z powodu na zapadający za oknem zmrok.
W pewnym momencie do pokoju wszedł Shuichi, który przez te kilka ostatnich godzin był w pobliżu, ale nie zakłócał spokoju dwójce, która miała wiele do nadrobienia. Teraz jednak uznał to za stosowne, zważając na porę dnia. Do pokoju Saki wniósł tacę z przygotowaną kolacją. Ot, ziołowa herbatka i jakiś nieduży posiłek.
- Wystarczy na ten moment. Powinnaś odpocząć, mamo. Ale najpierw zjedz - odparł, stawiając kolację obok łóżka. Miał nadzieję, że jego słowa będą wystarczająco sugestią do Shikaruia i zachęcą go do zrobienia dłuższej przerwy. Jeżeli nie, to po prostu spróbuje wpłynąć na niego bardziej bezpośrednio i poprosi o odłożenie rozmowy na później.
Chwilę później mężczyzna opuścił pokój matki i jak miał nadzieję, nie zrobił tego sam. Przymknął. za sobą drewniane drzwi pokoiku i przemieścił się do innego pomieszczenia, najprawdopodobniej kuchni albo salonu.
- Nie chcę wyjść na podsłuchiwacza, ale drzwi do jej sypialni były uchylone i chcąc nie chcąc, parę słów usłyszałem. Mam więc jedno pytanie.
Zrobił sobie tutaj krótką przerwę i wzięcie małego oddechu. Chyba sama myśl o tym fakcie go nieco zbulwersowała.
- Czy ty naprawdę dołączyłeś do tych pieprzonych Uchihów? - zapytał z wyczuwalnym zarzutem w głosie. Do tej pory jego słowa względem Shikaruia były wypowiedziane raczej w sposób spokojny, sympatyczny, ewentualnie neutralny. Teraz jednak było zupełnie inaczej i bez wątpienia niemiło.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3258
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Dom rodziny Nijima

Postprzez Shikarui » 8 gru 2018, o 22:52

Nie przeszkadzało mu to, że, jak uważała - bazgrała. Ucałował knykcie jednej z jej dłoni, które chociaż były stare, to przyniosły mu bardzo wiele ukojenia. Ciągle były tymi samymi dłońmi, bo należały do tej samej osoby - tylko bardziej pomarszczone, nieco bardziej postarzałe. Wszystko było “nieco bardziej”, kiedy przestawało się kontrolować czas.
- Będziemy mieli wiele czasu na naukę. - Należał do ludzi, którzy nie tolerowali rzucania słów na wiatr, bo słowa były zbyt cenne, żeby nimi szastać. Potrafiły budować nadzieję i ją rujnować. Nie do końca wiedział, co się zmieniło w jego opiekunce, kiedy się pokazał i opowiedział jej o swoich przygodach, ale wyczuwał, że nieco polepszyło się jej samopoczucie. Ewentualnie wszystko zaczęło mu się mieszać, skoro te jego podskoczyło w górę. Ukoiło go to spotkanie, tylko jedna rzecz się nie zgadzała - to, że jego droga Matka, najdroższa z przyjaciółek, jakie posiadał, ta o zielonych oczach, która go poskramiała, zamierzała znów się wtrącić. Teraz to on zamierzał poskromić ją. Przeznaczenia nie da się zmienić, tak powiadają, ale to chyba nie była rzecz do zmiany. Nie bez powodu los pchnął go do tej wioski w takim czasie, nie bez powodu ona nadal żyła, a jej syn szukał rozwiązania na chorobę. Przypadki nie istnieją - istnieli tylko mężczyźni, którzy okazje wykorzystywali i ci, którzy okazję potrafili stworzyć. On zdecydowanie zaliczył się do tych drugich - nie ważne, w jakim aspekcie życia.
- ”Asako… pisane znakami niedźwiedź, następny świat i piękny. - Doprezycował. Z tymi imionami zawsze były problemy. - Moja wizyta w Nawabari się przedłuży. Nie jestem pewien, o ile. Opowiem ci o wszystkim, kiedy się spotkamy. Shikarui. Post scriptum: list pomogła mi napisać przyjaciółka rodziny. Nie martw się o mnie, wrócę w następnym tygodniu”. - Lubił być oszczędny w słowach, więc i w słowie pisanym. Zresztą o czym tu pisać? O całej historii życia, wyjaśniać powody? Chciał jej wyjaśnić, ale nie na kawałku papieru. Jedna odpowiedź rodziłaby tylko więcej pytań. Zresztą był przewrażliwiony na temat papierków. Zbyt łatwo porywał je wiatr i wpadały w niepowołane ręce.
Nie protestował, kiedy w końcu do środka wszedł Shuichi z tacą. Wstał. Kobieta była chora, a i tak zabrał lwią część jej atencji, podczas gdy powinna była odpoczywać. Wycofał się o dwa kroki, robiąc miejsce osobie, która dbała o nią przez tyle czasu. Bez której zresztą nigdy by Saki nie znalazł. Szukał jej w przeciągu tych paru dni, ale ta jakby zapadła się pod ziemię. Teraz już wiedział, dlaczego - szukał w złym miejscu.
- Do zobaczenia, Saki. - Pożegnał się, nie zbliżając sie już do jej łóżka. Jeszcze przez moment nie mógł oderwać wzroku od jej lichej sylwetki. Przecież była taka zadbana, taka dumna, taka… ach, jak to było? Że nic się nie zmieniły jej ręce, bo należały do tej samej osoby? Kłamstwo. Zmieniło się jej ciało i zmieniło się jej wnętrze. Wyczuwał Śmierć, która siedziała na parapecie jej okna i podziwiała malunki na szybie i widział, że Saki zaakceptowała jej obecność. Powitała ją, zamiast przepędzić. Może to właśnie się zmieniło. To, że teraz już czuła, że może odejść, nie walcząc dłużej.
Wyszedł pierwszy na korytarz, zatrzymując się, żeby zaczekać na Shuichiego, by dopiero za nim wejść do salonu, nie spodziewając się tego, co miał usłyszeć. Zamierzał z nim porozmawiać na temat tego znachora i znalezienia leku. Wtedy nie był do końca pewien, teraz nie miał już żadnych wątpliwości, że zamierzał odnaleźć winnego i skrócić jego umowę na życie. Przedrzeć kartki na pół, unieważnić podpisy - jeden od Boga i jeden od niego samego. Zatrzymał się w salonie i tak się stało, że to Shuichi zaczął. Tylko nie ten temat, który powinien. temat, który sprawił, że na ustach Shikaruiego, na jego obojętnej twarzy stanowiącej zimną maskę, pojawił się uśmiech - niedobry i paskudny. Uśmiech zdjęty z twarzy Królowej Lodu.
- Możesz zapytać kiedyś Saki. Opowie ci historię dlaczego. - Ludzi tak zawsze nurtowały te pytania. Czemu, czemu, czemu. Często jeszcze “jak”. Tylko że on nie był skory do zwierzeń. Nie dziś, nie teraz. Mógłby mu powiedzieć, jak śmieszny jest ten gniew w jego oczach, albo dać mu w pysk za obrażanie Uchihów, mógł też powiedzieć, że “dobrze znać swojego wroga”. I chciał odpowiedzieć w ten ostatni sposób, ale nie wiedział, ile mężczyzna usłyszał. Dlatego darował sobie kłamstwo, które mogłoby mu zjednać tego człowieka. Były dni, w których modlił się, by Uchiha wyrżnęło wszystkich Jugo. - Czego nie dosłyszałeś to być może tego, że jeden z Uchiha uratował mi życie i obiecała odkupić winy klanu za to, co zrobili Jugo. Gdybym miał rozliczać dawne winy, przyszedłbym tutaj mordować Jugo. Nie spotkać się z Saki. - Przesuwał się po salonie i dopiero przy ostatnim zdaniu zatrzymał się, by spojrzeć na rozmówcę. - Opowiedz o tym znachorze. Poszukam go.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Następna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość