Bramy miasta

Re: Bramy miasta

Postprzez Rindou Arashi » 26 sie 2018, o 14:11

13 / ...

Na placu nie było zbyt wielu ludzi, dlatego też nasz heros mógł wybrać sobie dowolne miejsce do wykonywania swoich ćwiczeń. Te jednakże nie trwały zbyt długo, gdyż po kilku minutach na horyzoncie pojawiła się dziewczyna na drewnianym koniu. Poruszał się jak każdy normalny wierzchowiec, jednakże przy każdym kroku wydawał z głębi siebie delikatny klekot. Naori zatoczyła koło, po czym stanęła przy towarzyszach, witając się z chłopakiem za pomocą przytulenia, oraz przedstawiając się zleceniodawcy. Ten uśmiechnął się i także opowiedział co nieco o sobie. Po czym wskazał na 3 zaprzęgnięte wielbłądy, były one osiodłane, dodatkowo obładowane jukami, te jednakże nie zawierały nic poza kilkoma ogromnymi zwojami.
-Dobrze, skoro jesteśmy już wszyscy, przedstawię jaki jest cel naszej misji. Otóż, moje plemię w którym mieszkam, żyje na terenach daleko na zachód, tam gdzie wasi rodacy zapuszczają się rzadko kiedy. Przez większość czasu mieliśmy ciszę i spokój, jednakże ostatnio to się zmieniło. W pewnej grocie niedaleko naszych oaz mieszkały ogromne skorpiony, takie długie na kilka, nawet do kilkunastu wielbłądów. Nigdy nam nie przeszkadzały, żyliśmy wręcz w symbiozie z nimi, jednakże od jakiegoś czasu zaczęły zapuszczać się bardziej na nasze ziemie, wyjadać mniejszą zwierzynę, której wcześniej nie ruszały. Zaczęliśmy głodować. - w jego oku pojawiła się delikatna łza, którą jednakże szybko starł i wskazał na wielbłądy. - W zwojach są zapasy dla moich bliskich i znajomych, jednakże to tylko dodatek. Potrzebuję was, żebyśmy razem weszli do środka i sprawdzili co takiego zmieniło się w jaskini, że skorpiony z niej wyszły. Wchodzicie w to? - spojrzał po obu towarzyszach z błagalnym wręcz wyrazem twarzy. Wiedział, że zlecenie nie jest najprostsze, jednak wiedział też, że ktoś musi wykonać to zadanie aby uratować ich od śmierci. Skakał wzrokiem od jednego do drugiego, czekając aż ktoś z dwójki odpowie jako pierwszy...


Wybacz za dzień opóźnienia, miałem wczoraj trochę na głowie.
Rindou Arashi
 

Re: Bramy miasta

Postprzez Yura » 27 sie 2018, o 23:27

Yura nie wiedział czym sobie zasłużył na tak ciepłe powitanie, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Nie, żeby też się z niego jakoś szczególnie cieszył, bo akurat temu chłopakowi żadne romantyczne myśli przez głowę nigdy nie przelatywały, ale nadal było to na swój sposób miłe. Kiedy jego kompanka dotarła na miejsce, Jin przestał trenować i przygotowywał się już do drogi. Okazalo się jednak, że zanim wyrusza, grubasek chciał im się jeszcze zwierzyć ze szczegółów misji. To, że mężczyzna nie był stąd, było doskonale widać. Mori rzadko kiedy widział tutaj tak otyłe postacie, bo zapewne zwyczajnie zaczęłyby skwierczeć pod wpływem upalnego słońca, a mimo tego jego zleceniodawca się jakoś trzymał. Yura w mig zapomniał jednak o wadze mężczyzny, kiedy do jego uszu dotarły kolejne słowa. Oczy młodego doko rozpaliły się, buzia lekko się otworzyła, a po minie widać było, że jest wyraźnie rozmarzony. WIELKIE SKORPIONY.
- Wielkie skorpiony?! - powtórzył za mężczyzną z wyraźnym zaciekawieniem - Takie? - rozpostarł swoje ręce starając się pokazać jakie rozmiary przybiera skorpion w jego wyobraźni - A może takie albo takie?! - kontynuował wyraźnie podekscytowany, za każdym razem rozkładając ręce jeszcze szerzej i tym samym wspinając się na wyżyny swojej gibkości. Niestety natura nie obdarzyła go pokaźnym wzrostem, a co za tym idzie i rozstaw jego ramion nie był jakoś szczególnie imponujący. W efekcie jego starania zapewne nijak miały się do rzeczywistych rozmiarów stworzeń, z którymi przyjdzie się im zmierzyć.
- Wchodzę w to, ale takiego jednego skorpiona chcę zabrać ze sobą do wioski. Pomyślcie tylko! Jeśli taki mały okaz smakuje tak wyśmienicie, to jak będzie smakował wielki?! Aż mi cieknie ślinka. - widać było, że entuzjastyczne podejście do tematu nawet na moment go nie opuszcza. Mięso dawało siłę, a siła była przydatna do treningów. Może i Yura nie był najlepszy z matematyki, ale potrafił sobie ułożyć w głowie, że więcej mięsa równa się więcej siły - Ruszajmy czym prędzej!
Nie ma problemu. Ja sam mam teraz trochę nieregularne godziny w pracy, więc czasem nie mam nawet siły na posta. Z góry więc przepraszam za ewentualne opóźnienia.
Yura
 

Re: Bramy miasta

Postprzez Rindou Arashi » 28 sie 2018, o 17:52

Idziemy Tutaj
Rindou Arashi
 

Re: Bramy miasta

Postprzez Rindou Arashi » 30 lis 2018, o 15:08

29 / ...

Przywódczyni Maji wysłuchała swój swojego podopiecznego. Nie mogła się nie zgodzić, w końcu znała go na tyle dobrze, że wiedziała, iż nie prosiłby o to, gdyby nie było konieczne. Losy ich rodu są powiązane ze światem, więc jeżeli pomoże to w rozwiązaniu zagadki Kami no Hikage, to trzeba ruszyć tym tropem, dlatego też od razy wyraziła zgodę. Poczekała jeszcze, czy aby nie będzie żadnych dodatkowych próśb ani pytań, jednakże Kenshi po prostu się skłonił, co oznaczało, że nie miał już więcej spraw. Ta uśmiechnęła się delikatnie i westchnęła, był to koniec jej przerwy, trzeba było wracać do pracy, w budynku czekało jeszcze na nią dwóch przyprowadzonych przed chwilą petentów.
- Wróć cały, jesteś tutaj potrzebny. - odezwała się po raz ostatni, po czym odwróciła się w stronę drzwi. Podobnie z resztą zrobił nasz bohater, który skierował się do swojego domu. Przygotował się do wyprawy, zbierając zapasy ze spiżarni oraz sprawdzając czy aby na pewno ma wszystkie swoje zabawki, po czym ruszył spać. Musiał wstać wcześnie rano, gdyż Tetsuo będzie czekał o wschodzie.

Poranek był taki jak sobie zaplanował, a kiedy słońce zaczęło wspinać się na nieboskłon, Kenshi opuszczał już swój dom, kierując się w stronę bramy. Uliczki były puste, większość mieszkańców jeszcze spała, bądź szykowała się dopiero do wyjścia. Tylko jeden wóz przy karczmie zapełniał się właśnie ludźmi i ładunkami. Zapewne była to karawana, która planuje jak najszybciej wyruszyć. Plac przed bramą był zapełniony kupcami. Tutaj zawsze jest ruch o tej porze, gdyż handlarzom zależało na jak najszybszym wyruszeniu. Ludzie krzątali się karmiąc konie, sprawdzając pakunki i robiąc inne potrzebne do wyruszenia rzeczy. Między nimi wszystkimi, w cieniu uliczki stał sobie zakapturzony mężczyzna, który przyglądał się ulicy prowadzącej do centrum. Kiedy dostrzegł Kenshi'ego, wyszedł z cienia i ruszył w stronę bramy. Był to Tetsuo, który na plecach miał zarzucony ogromny zwój. Wyciągnął rękę w kierunku mężczyzny, aby się z nim przywitać, po czym spojrzał na słońce.Te dopiero się wspinało, więc mają dużo czasu.
- To jak? Gotowy do drogi? - zapytał, po czym napił się wody z wiszącej przy pasie manierki. Ruszył w kierunku stajni, z której wyprowadził dwa konie, na których przyjdzie im podróżować. Oba były średniej wielkości, z jukami zapełnionymi jedzeniem.
- Udało mi się załatwić wierzchowce, mam nadzieję, że to nie problem. - wskoczył na konia i wyciągnął z torby mapę, na której miał coś zaznaczone czerwoną kropką, zapewne był to cel ich podróży. Poczekał a Kenshi wskoczy na na swojego wierzchowca, po czym spokojnym tempem ruszył w stronę bramy. Czekało ich trochę do przejścia, więc nie było powodu aby się spieszyć.

Odpisz już na szlaku transportowym do Yusetsu. Opisz także jedno wydarzenie/przygodę, która wydarzyła się w trakcie podróży.
Rindou Arashi
 

Re: Bramy miasta

Postprzez Atari Sanada » 13 kwi 2020, o 21:34

Potężne miejskie mury rozdarte w strategicznym miejscu czyniąc równie imponującą bramę - przez którą wiele karawan czy pojedynczych podróżnych musiało przejść, aby wejść bądź wyjść z miasta zwanego Kinkotsu - stanowiły obronę, nie tylko przed najeźdźcą, ale i bezlitosnym pustynnym słońcem. W kładącym się cieniu znaleźć można było stragany sprzedające towary pierwszej potrzeby po mocno zawyżonych cenach, jak i ochotników do eskortowania większych grup kupieckich. Pustynne ludy nie różniły się od innych pod tym względem. W każdym mieście pod główną bramą można było znaleźć to samo, lecz nie w każdym mieście znajdowała się młoda kobieta przyodziana w bambusowy kapelusz. Atari spoczywała na opuszczonej beczce z której nadal unosił się słony zapach ryb. Będąc w rodzinie rybaków z dziada pradziada, ciężko wyzbyć się mimowolnego zamiłowania do tych morskich stworzeń. Dziewczyna odziana w nieco zbyt duże ubranie skrzętnie skrywała swoją płeć. Kapelusz zasłaniał większość jej twarzy, a katana i boken mogły dawać iluzję słynnego wojownika z północy - samuraja.
Podbródek uniósł się ku górze, gdy Atari wlepiła swoje szare oczy w błękitne niebo. Zwykle po nim można było zgadnąć pogodę, tutaj jednak, pośród parzących piasków zwykle na nieboskłonie panowało bezlitosne słońce. Oh jakże zapach ryb pomagał, choćby trochę przypomnieć sobie morską bryzę. Być może tęsknota tym razem weźmie górę i przekona tułającą się po świecie Atari do tego, aby chociażby odwiedziła jakieś portowe miasto. - Miło byłoby znów kosyłać się wśród fal, gdzie wiatru szum i wielorybi śpiew. - Zanuciła cicho kołysankę, którą jako mała dziewczyna często wysłuchiwała do snu. Przez chwilę nawet na jej lekko uśmiechniętej twarzy pojawiła się troska. Czy Atari w ogóle pamięta jak pięknie potrafi brzmieć wielorybi śpiew?
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
Gracz nieobecny
 
Posty: 275
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 16:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
Multikonta: Yama-uba

Re: Bramy miasta

Postprzez Tohaku » 14 kwi 2020, o 15:18

Na materacu
C — Atari Sanada
[1/30]





W jakimkolwiek innym miejscu na świecie słoneczne dni były powodem do radości i oznaczały dobrą pogodę. Niestety zarówno rdzenni mieszkańcy Samotnych Wydm, jak i odwiedzający je turyści wyjątkiem potwierdzali regułę, bo z każdą spędzoną tam dobą okrutna Amaterasu wydawała się jeszcze okrutniejsza. Potrzeba było lat, by przyzwyczaić się do tak przejmującego upału, szczególnie w środku dnia, gdy ciemnoskóra gawiedź zaczynała rozstawiać swe liczne stragany na ulicach wioski. Co prawda nasza bohaterka była dość daleko od epicentrum wszechobecnych zapachów (głównie smrodu), ale ostra woń potu i pyłu mimo wszystko bezproblemowo docierała do jej nozdrzy. Może właśnie to — obok tęsknoty za ojczyzną — było jednym z powodów dla którego przysiadła na chwilę na beczce z pomyjami. Pomyjami? No tak, Sanadzie tylko wydawało się, że znajdowały się tam ryby. Przetransportowanie ich przez cały kontynent, a potem utrzymanie w dobrym stanie pomimo piekielnej temperatury było na tyle nieopłacalne, że wszelkie próby sprowadzenia tego przysmaku do Samotnych Wydm skończyły się w przedbiegach. No, ale nie burzmy już tego pięknego złudzenia i pozwólmy ciemnowłosej wierzyć w to, że to właśnie słone karasie czy inne dorsze rozpraszały jej nos pośród innych, mniej przyjemnych zapachów.
Sielanka i rozmyślenia brzydkiego kaczątka trwały przez jakiś czas, gdy Słońce bardzo leniwie sunęło po nieboskłonie. Wspomnienia morskiej bryzy raz po raz były brutalnie wybijane z umysłu dziewczyny przez otaczający ją skwar. O tyle dobrze, że nie pozbywała się wierzchniego okrycia, zapewne ostrzeżona przez tutejszych. Upał upałem, ale wystawienie skóry na tak wysoką temperaturę groziło rychłym odwodnieniem i licznymi, innymi problemami. Ach, dobrze, że wieloryby nie musiały się tym przejmować. Potężne, cudowne, niemalże nierealne stworzenia bez strachu i bez zmartwień przemierzające bezkresne morza. Ich śpiew, który można było usłyszeć znad brzegu w bezwietrzny dzień. Ich śpiew, który właśnie usłyszała Sanada...
Zaraz, zaraz. Raz jeszcze wysoka temperatura przywróciła ją na ziemię. Nie była na Teiz, a w Atsui, a dobiegający z nieopodal rozgardiasz został przez stęskniony umysł po prostu błędnie zinterpretowany. Właśnie, co to za rozgardiasz? Ten nietypowy, który nie był szczebiotem przekupek i rozmową cywilów wymieniających pieniądze na najróżniejsze dobra. Ten, który Sanada usłyszała po raz pierwszy w tym miejscu. Dźwięk zamieszek, które swoje źródło miały w okolicach świątyni, jakieś dwieście-trzysta metrów od miejsca, w którym przesiadywała bohaterka. Przekrzykujący się ludzie mocno naruszyli naturalną melodię miasta na tyle, że część strażników strzegących bramy czym prędzej ruszyła, by rozproszyć tłum.





[z/t dla Ciebie, o ile zdecydujesz się jakkolwiek zareagować, wtedy poproszę następnego posta o tu -> click!
W przeciwnym wypadku — sama sobie jesteś panią.]
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 19:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Re: Bramy miasta

Postprzez Ichirou » 28 wrz 2020, o 09:45

Obrazek
Misja rangi C
Mayū, Ren
43.1/45


Mayu mogła się sprawdzić w dziedzinie, do której była predysponowana - w rządzeniu. Ludzie z reguły nie byli tak idealnymi sługami, jak absolutnie wierne drobinki złotego kruszca, ale dumna Sabaku poradziła sobie z problemem całkiem dobrze, a nawet bardzo dobrze, jeśli brać poprawkę na to, jak wielki chaos ogarnął plantację ziół.
Umęczony Sanjiro tym razem wyjątkowo nie ściągał na siebie kłopotów, a nawet nie odzywał się za wiele. Rozwarł jedynie usta w ogromnym zdziwieniu, gdy władczyni pyłu udzieliła mu bardzo skrótowych, enigmatycznych wyjaśnień, a potem potrząsnął bujną czupryną podczas lekkiego skinięcia łbem i później wykonał wszystko to, o co został poproszony.   
Ren, jak na dzikuskę z kościanego klanu, okazała się całkiem dobrą... partnerką do współpracy? Mimo kąśliwych uwag z obu stron udało się bowiem dojść do jakiegoś konsensusu i nie chodziło tu wcale o odprawienie kolejnego, pustynnego pogrzebu. Kościejka przystała na zaproponowane warunki, odwaliła ostatnią fuchę, później odebrała pożądane przez jej społeczność zioła i zawinęła się w swoją stronę, oszczędzając złotookiej bohaterce konieczności dalszego użerania się z przedstawicielką znienawidzonego szczepu. 
Tokiyo była zbyt dumna na płaszczenie się i błaganie o łaskę. Dzielnie zniosła policzek, a potem dość biernie przyjęła swój los. Podleczyła ranę pokiereszowanego osobnika, bez stawiania oporu dała się spętać, a później przerzucić przez grzbiet wielbłąda niczym worek z ziołami. Sanjiro z początku trochę oponował takiemu traktowaniu, pytał się, czy to potrzebne, ale całkiem szybko jak na niego skończył gadaninę. Po zielarce z kolei było widać, że wyraźnie nie leży jej towarzystwo mężczyzny. Obecność postronnej osoby mocno obniżała szansę na powodzenie kolejnych prób przeciągnięcia młodej bohaterki na mafijną stronę.
Droga powrotna do Kinkotsu nie była najprzyjemniejsza tułaczką. Nie dość, że dzień wciąż był gorący, to jeszcze konieczne było utrzymywanie czujności ze względu na obecność pojmanej zdrajczyni. Znakomita większość czasu spędzonego na przysypanego piachem szlaku minęła w absolutnej ciszy. Sanjiro był wyraźnie w podłym nastroju, a ewentualne wyjaśnienia Mayu co do odkrytej intrygi jeszcze bardziej go przybiły. 
W pewnym momencie zielarka odezwała się, jeszcze raz oferując niezwykle kuszącą ofertę bardziej rozwojowej pracy, ale niespodziewanie jako pierwszy odpowiedział zezłoszczony właściciel bujnej czupryny, że lepiej będzie, jak ta zamknie tę jadowitą paszczę, bo tylko pogarsza swoją sytuację.
Jakoś udało się przetoczyć przez niemały kawał pustyni bez większych ekscesów. Widok okazałych murów stolicy, na które padało pomarańczowe światło zachodzącego słońca, był prawdopodobnie najpiękniejszym, a na pewno najbardziej kojącym widokiem tego pełnego wrażeń dnia. 
Zostali zauważeni zawczasu, toteż straż pilnująca wielkich, kamiennych wrót zareagowała jeszcze zanim ci dobili pod same mury osady. Przybysze z plantacji musieli być niecierpliwie oczekiwani, poniewaz ich pojawienie się wywołało zamieszanie wśród wartowników. Ci ustalili coś między sobą na szybko, a potem posłali jednego ze swoich w kierunku zabudowań, pewnie celem przekazania informacji o powrocie ludzi z plantacji.
Parę chwil później pojawił się jednoosobowy komitet powitalny. Któryś ze strażników ściągnął bowiem wysoką (ale nie wielką jak Ren) kobietę o ciemnej skórze, czarnych, gęstych włosach poskręcanych w grube, usztywnione złotymi spinkami dredy, i z również złotymi, okrągłymi kolczykami w uszach. Na charakterystyczne dla pustyni ciuchy narzucony miała biały fartuch - typowy dla medyków, a w jej cały strój wkomponowane były inne elementy biżuterii wykonane ze złota. Wydawała się być w pośpiechu, więc wypaliła od razu, gdy tylko stanęła naprzeciwko Majki i reszty zgrai.
- Wreszcie. Już myśleliśmy, żeby posłać na plantację jeszcze ko... Tokiyo, czemu, do cholery, jesteś pozwijana jak w naleśnik? Może ktoś mi tu wszystko wytłumaczyć? - zapytała, opierając dłonie na biodrach. Zmarszczyła czoło  i przeskakiwała spojrzeniem z jednej osoby na kolejną, ale jej wzrok ostatecznie zatrzymał się na przedstawicielce rodu Sabaku. 
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3269
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Bramy miasta

Postprzez Mayū » 28 wrz 2020, o 16:57

Podobno droga powrotna wydaje się krótsza — a przynajmniej słyszała to wielokrotnie z ust swojego ojca, który niczym mantrę powtarzał to jedno zdanie wynudzonej, kilkuletniej Mayū, wracając z niemal każdego miejsca oddalonego od osady o więcej niż paręset metrów. I zwykle tego typu autosugestia działała; zniecierpliwiona Sabaku, zamiast odliczać kolejne minuty do końca podróży i rozglądać się wokół siebie w poszukiwaniu tych bardziej charakterystycznych punktów, które mogłyby oznaczać, że już niedaleko, przypominała sobie o tej ludowej mądrości. Tym razem jednak balast w postaci związanej trucicielki nie pozwolił jej zapomnieć, że droga prowadząca do osady była absolutnie nieprzyjemna, żmudna i pozbawiona jakichkolwiek rozrywek, które mogłyby umilić jej wielogodzinną przeprawę.
I chociaż skwar zdawał się nie zelżeć ani odrobinkę, a obcasy jej niezbyt przystosowanych do pokonywania tak wielkich odległości butów wciąż zatapiały się w piaszczystym podłożu z każdym jej krokiem, to jednak zduszony materiałem głos Tokiyo drażnił ją o wiele bardziej. Do tego stopnia, że na jej kolejną bezczelną próbę przekabacenia Sabaku na swoją stronę mogła zareagować tylko wymierzeniem solidnego ciosu za pomocą lejców na odkryty skrawek jej bezwładnego ciała. Co za tupet.
Nie czuła potrzeby komunikowania się ze swoim zmartwychwstałym podwładnym; zresztą on sam nie wyglądał na zbyt skorego do lekkich rozmów, więc jedynie uzupełniła zaczętą jeszcze na terenach plantacji opowieść o parę kolejnych szczegółów, które najpewniej nie poprawiły aktualnego stanu psychicznego Sanjiro. Nie owijała w bawełnę. Przedstawiła wyłącznie suche fakty, z których jej wierny pachołek mógł wyciągnąć własne wnioski. Dobrodusznie uznała, że lepiej, gdy to właśnie ona będzie tą osobą, która zmusi go do zderzenia się z brutalną rzeczywistością, niż miałby się dowiadywać kolejnych nowinek od zaaferowanych przekupek na targu. Nie wiedziała, na ile władzom osady uda się utrzymanie tego mafijnego incydentu w tajemnicy — biorąc pod uwagę wyjątkowo kiepskie nasycenie strażą plantacji jakoś tak zaczynała powątpiewać w ich profesjonalizm.
Majaczące w oddali mury jej rodzinnego miasta wywołały u wynękanego dziewczęcia nagły wyrzut adrenaliny, dzięki któremu zdobyła dodatkowe siły na pokonanie ostatnich paręset metrów. Nie zwróciła nawet uwagi na niepodważalne piękno złoto-pomarańczowych promieni zachodzącego słońca padających na wysokie wrota; jej wzrok był bowiem utkwiony w podłoże, by dzięki zwiększonej ostrożności stawianych kroków mogła przyspieszyć swój — dotychczas dość ślimaczy — chód. Kiedy już przekroczyła wraz ze swoją drużyną bramy osady, zaczęła rozglądać się nerwowo w poszukiwaniu odpowiednio kompetentnej osoby, której mogłaby przekazać swój nadprogramowy bagaż, streścić pokrótce wydarzenia ostatnich dni i jak najszybciej zniknąć sprzed jej oblicza, by udać się na w pełni zasłużony odpoczynek.
Jest naleśnikiem, bo jest z mafii, a konkretniej — przerwała na krótką chwilę, usiłując przywołać w pamięci odpowiednią nazwę mafijnego ugrupowania — z Ekibyō. Uznałam, że moglibyście być zainteresowani, co ma do powiedzenia, więc przywlokłam ją tutaj żywą. — Dopiero po przedstawieniu najbardziej istotnych informacji zdecydowała sie na odszukanie wzrokiem właścicielki zaniepokojonego głosu, która zainteresowała się ich przybyciem. Białe odzienie mogłoby sugerować, że ma do czynienia z medyczką, na co zareagowała lekkim westchnieniem ulgi — opowiedzenie szczegółów dotyczących otrucia oraz użytej do tego celu trucizny wymagałoby najpewniej więcej czasu, gdyby musiała objaśniać jednostce niezaznajomionej ze sztuką medyczną, niż chciało na to poświęcić wymaltretowane podróżą dziewczę. Musiała również przyznać, że biżuteria, którą nosiła kobieta, chociaż była całkiem gustowna, to jednak wyglądała też dość tanio — czy to znaczyłoby, że medycy nie otrzymują odpowiednio wysokiej pensji od władz, by sobie na to pozwolić? Mrugnęła parokrotnie ciężkimi powiekami, próbując odgonić niezwiązane ze sprawą myśli, które coraz częściej pojawiały się w jej zmęczonym umyśle.
Miała przejąć plantację, w której wraz ze swoimi ludźmi produkowałaby różnego rodzaju mikstury dla swojej Rodziny. Odpowiada za zatrucie wszystkich pracowników oraz straży. Obarczyła za to winą przypadkowych najemników, którzy rozbili obóz w pobliżu placówki. Z nimi też się uporałam. — Nawet, jeśli ich śmierć w ogólnym rozrachunku mogłaby się wydać niepotrzebna. Ale czy to miało w tej chwili jakiekolwiek znaczenie? — Przyłapałam trucicielkę na knuciu ze swoimi mafijnymi kolegami, więc, cóż, pozbyłam się wszystkich oprócz niej. Plantacji w najbliższym czasie nie powinno nic zagrażać, ale byłabym ostrożna, bo mafia nadal może mieć na nią oko — dokończyła bez większych emocji główną część raportu. Krótką przerwę w sprawozdaniu wykorzystała na ściągnięcie z obolałych barków gurdy ze złotym piachem, która coraz bardziej zaczynała jej ciążyć. Zgarnęła szybkim ruchem dłoni kosmyki włosów ze spoconego czoła, po czym podparła się o cielsko wielbłąda, czując, że coraz ciężej było jej utrzymać pion.
Musicie wysłać kogoś do posprzątania tego burdelu na terenie plantacji, a Sanjiro odesłać do szpitala. Dostał w potylicę. Nasza mącicielka trochę go podleczyła, ale możliwe, że obrażenia sięgają głębiej — poleciła, zerkając kątem oka na miejsce z tyłu głowy mężczyzny, z którego jeszcze parę godzin temu obficie sączyła się krew. Nadal nie wiedziała, jakim cudem ten pajac uniknął spotkania ze śmiercią, ale jedno było pewne — ten gość miał cholernego farta. Gdyby nie przymuszenie Tokiyo do szybkiej interwencji i zasklepienie przez nią najcięższych ran, to całkiem możliwe, że nie udałoby mu się pokonać dzielącego ich od osady dystansu.
Podpytajcie ją o resztę, jeśli chcecie. Opowiedziała mi o wszystkim śpiewająco, więc wam też może zechce coś powiedzieć. A jeśli nie, to przecież wystarczy być odrobinę bardziej charyzmatycznym, prawda? — zakończyła wypowiedź delikatnym uniesieniem kącika ust w złośliwym nibyuśmieszku. Zaraz potem jednak zmarszczyła brwi, a dość figlarny wyraz twarzy zastąpił zirytowany grymas. Nie mogła się już doczekać ułożenia swojego wyczerpanego ciała na miękkim posłaniu pod baldachimem, pozwalając się owiewać delikatnymi ruchami wachlarza przez jedną ze służek w posiadłości jej ojca — tylko być może z mniejszą intensywnością, co ta cholerna użytkowniczka uwolnienia wiatru, która nieomal nie pokroiła jej na malutkie kawałki. To byłoby dość niefortunne. — To tyle. Mogę już stąd iść?
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 黄金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 70
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: Vay#6526
Multikonta: -

Re: Bramy miasta

Postprzez Ichirou » 28 wrz 2020, o 18:25

Obrazek
Misja rangi C
Mayū, Ren
46.1/45


Chociaż Mayū przemawiała przede wszystkim do jednej kobiety, która zjawiła się na jej przybycie i teraz oczekiwała wyjaśnień, to jednak miała znacznie więcej słuchaczy. Za plecami kobiety o charakterystycznej fryzurze znajdowała się grupka strażników, która w milczeniu wysłuchiwała zdawanej relacji z zadania dotyczącego plantacji ziół na zachód od stolicy.
Wysoka, ciemnoskóra medyczka, bo tak można było określić jej zawód po ubiorze, wyglądała z początku na mocno zdezorientowaną. Rozszerzyła ciemne oczy już na pierwszą wzmiankę, że owinięta w naleśnik Tokiyo jest zdrajczynią, ale za każdym kolejnym zdaniem, które padło z lekko spierzchniętych ust dumnej Sabaku, jej szok przeobrażał się w złość. Coraz mocniej zaciskała wargi oraz pięści, raz po raz przerzucając wzrok z Mayū na zielarkę współpracującą z mafią. Jeżeli władczyni złotego pyłu mimo wymęczenia dzisiejszym dniem zachowywała czujność i bystrość umysłu, to mogła zauważyć, że reakcja ciemnoskórej w lekarskim fartuchu jest zbyt silna, by chodziło jedynie o zdradę klanu. Chodziło o coś więcej. Obie panie musiały znać się osobiście.
Wyjaśnienia Mayū nie były wyjątkowo długie, ale z drugiej strony wyczerpywały temat i nie dawały wielu podstaw do dopytywania się. Wszystko zostało nakreślone jasno i wyraźnie, a jakieś pomniejsze kwestie i inne niuanse w tym momencie nie miały akurat większego znaczenia.
- Naprawdę, Tokiyo, jestem tobą rozczarowana. Miałam co do ciebie lepsze zdanie – skomentowała dosadnie w kierunku znajomej, trzymając nerwy na wodzy. W bardziej kameralnych warunkach jej słowa pewnie byłyby o wiele bardziej ostre, może i nasączone emocjami, ale w tym momencie zebranie było zbyt liczne i trzeba było zachować profesjonalizm.
- Nigdy byś się nie zorientowała… - syknęła żmija.
- Daruj sobie – prychnęła cicho medyczka, a potem spojrzała za siebie i machnęła dłonią do przedstawicieli służb porządkowych, aby ci przejęli zakładniczkę.
– Zajmijcie się nią i potraktujcie jako więźnia o wysokim priorytecie. I dajcie jej najmniej wygodną celę – dodała na koniec, subtelnie się przy tym uśmiechając. Podobnego rodzaju, ulotny uśmieszek przemknął zresztą przez jej twarz, kiedy Mayū napomknęła o byciu charyzmatycznym podczas przesłuchiwania.
Paru strażników wypełzło spod bramy i ruszyło w stronę wielbłąda, z kolei kobieta z dredami przeniosła uwagę na dumną Sabaku, którą należało docenić za niewątpliwe zasługi.
- Tyle. Nie będę cię trzymać, bo i tak zrobiłaś więcej, niż zakładała twoja misja. Jesteś chlubą dla naszego rodu. A teraz wybacz, wyrwano mnie ze środka ważnego zabiegu – oznajmiła, bezradnie rozkładając ręce na boki. – Później się odezwę. Sanjiro, zgłoś się do szpitala – rzuciła na koniec, obracając się w kierunku wioski, a potem pośpiesznie ruszyła przed siebie, zostawiając przed wrotami Kinkotsu właściwie już tylko dwójkę bohaterów, ponieważ straż odprowadzała Tokiyo do więzienia.
Lojalny pomagier spojrzał nieśmiało na Mayū, mierzwiąc dłonią sprężyste loki.
- Kto by pomyślał, że okaże się taką zdradziecką żmiją… - skomentował, szukając jakby wspólnej nici porozumienia, bo chyba oboje mieli prawo czuć się oszukani. No, przynajmniej Sanjiro tak się czuł.
- Dzięki. Gdyby nie ty, pewnie skończyłbym na środku pustyni czy w innym nieciekawym miejscu… - odpowiedział życzliwie i posłał w stronę rozpuszczonego dziewczęcia niewinny uśmiech, a potem zrobił kroczek w jej kierunku, już zaczynając wyciągać ręce z zamiarem serdecznego objęcia, ale dość szybko wyhamował i się speszył. Pewnie zrozumiał, że taki wyraz wdzięczności może nie być zbyt miło przyjęty przez trudną w obyciu Majkę. Skinął więc tylko głową na koniec i ruszył w swoją stronę, czyli w kierunku szpitala.
Następnego dnia rezydencję młodej bogaczki odwiedziła medyczka w dredach, która przedstawiła się jako Minako. W zależności od woli nastoletniej Sabaku, Minako złożyła wizytę w jej domu lub wyciągnęła ją na dobrą kawcię w jednym z lepszych lokali w wiosce. Obie panie szanowały swój czas, więc spotkanie nie trwało długo, ale wystarczająco, by kobieta w złocie i w dredach mogła na spokojnie podziękować raz jeszcze w imieniu klanu za wykonanie misji i przede wszystkim za zdemaskowanie zdrajczyni. Przekazała też odpowiednie wynagrodzenie pieniężne, a potem już mniej oficjalnym tonem opowiedziała krótko, że Tokiyo była jej współpracownicą i przez długie miesiące budowała zaufanie do swojej osoby, by później być brana pod uwagę w kontekście funkcji nowego zarządcy plantacji ziół. Gdzieś między wierszami w wypowiedziach Minako przebijała się lekka gorycz, ale to było dosyć zrozumiałe, bo przez tak długi czas wspólnej pracy pewnie zdążyła nawiązać jakąś relację. Tak czy inaczej, ciemnoskóra medyczka – podobnie jak i Tokiyo – była osobą dość rzeczową, ale nieco przystępniejszą w obyciu, więc po załatwieniu formalności i krótkich wyjaśnieniach, które jej zdanie należały się Mayū, doszło do końca spotkania, a tym samym i dopięcia tej nietypowej przygody do finału.
Finału, który miał być dopiero początkiem poważnej kariery młodej dumy rodu Sabaku.

Misja zakończona sukcesem.
Obrazek
KP PH bank głos koty dziennik
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3269
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Poprzednia strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku i Maji)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości