"Ī tabemono" Ryokan

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Tamaki Hyūga » 7 cze 2018, o 02:11

Szłam ciemnym korytarzem, widziałam na jego końcu małe światełko, które wskazywało na jego koniec. Podłoga, ściany i sufit były z litego kamienia. Było zimno a delikatny wietrzyk dochodzący od strony światła tylko jeszcze bardziej mnie wychładzał. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mi dreszcz, dostałam gęsiej skórki. Czułam się jakby ktoś mnie cały czas obserwował. Przyśpieszyłam kroku chcąc jak najszybciej się wydostać z tego miejsca. Światełko na końcu korytarza rosło, musiałam być co raz bliżej. Kątem oka wychwyciłam ruch po mojej prawej stronie, szybko odskoczyłam w lewo i stanęłam plecami do ściany. Przede mną stała ubrana cała na czarno postać z twarzą zakrytą równie czarnym workiem. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić postać się na mnie rzuciła, atakując mnie najpierw kopnięciem na głowę a tuż po nim cios pięścią w brzuch. Ledwo uniknęłam kopnięcia a zablokowałam cios pięścią. Nie miałam jednak czasu na kontrę, ponieważ przeciwnik nieludzko szybkim ruchem złapał mnie za ramię a następnie cisnął wgłąb ciemnego korytarza i zagrodził drogę w stronę światła. Stanęłam w pozycji wyjściowej stylu Juuken naprzeciw mojego przeciwnika, który już czekał w tej samej pozycji. Już miałam ruszyć z atakiem jednak w mgnieniu oka ciemna postać pojawiła się tuż przy mnie i wykonała kilka szybkich uderzeń w mój korpus od siły których odleciałam jeszcze głębiej w korytarz czułam jak lecę a następnie już spadałam. Dookoła mnie pustka, jedynie na dole błyszcząca tafla jakiejś cieczy. Uderzyłam w nią, płyn był lodowaty i w tym momencie...
Obudziłam się i podnosząc się do pozycji półsiedzącej przeciągnęłam się na futonie. Ostatnie obrazy z mojego snu znikały z mojej świadomości. Rozejrzałam się po pokoju po czym podeszłam do okna. Na zewnątrz było dość szarawo, słońce dopiero leniwie wychylało się zza horyzontu. Najwyższy czas na mój poranny trening.
Szybko się ubrałam i wyszłam na dziedziniec ryokanu. Spędziłam kilkanaście minut na rozgrzewce oraz rozciąganiu, następnie wykonałam typowy trening Juuken. Na koniec trochę ćwiczeń siłowych a następnie wyciszenie i jeszcze raz rozciąganie.
Po zakończonym treningu udałam się z powrotem do środka aby się wykąpać oraz wyprać moje ubrania. Zostawiłam kimono oraz gorset do wyschnięcia i ubrana w koszulkę z odsłoniętymi ramionami oraz brzuchem i spodenki zeszłam na dół do sali jadalnej czując jak mój brzuch już się doprasza o śniadanie.
Tamaki Hyūga
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Saeko » 7 cze 2018, o 06:40

Dziewczyna jedząc swój posiłek, który pochłaniała w szybkim tempie, nie zwracała uwagi na otoczenie. Nie dlatego, że nadal czuła się nieswojo z powodu nowego miejsca. Wątpiła też, czy komukolwiek zdołałaby zaprzątnąć choćby myśl, żeby chciał ją zaczepić. Nie w tym rzecz. Saeko polegała na sobie i nie pragnęła towarzystwa przy jedzeniu. Co innego, gdyby zaproponowano jej wspólny wypad do baru. Sytuacja zmieniłaby się z ponurej na ciekawą doznania. I w tym tkwi szkopuł. Głód na tyle odpędził złe myśli, że raczej trudno byłoby powiedzieć, czy kunoichi wytwarza dookoła siebie negatywną barierę. Stała się na ten moment szarym przedstawicielem społeczności, który przebywał samotnie w lokalu. W końcu talerz i miski zostały opróżnione, a brzuch panienki wzdęty, ale zadowolony. Nie było nad czym płakać. Kilka kilogramów więcej pozwoli na lepszy opór przed napastnikami. Oczywiście wpadnięcie w bójkę na ulicach miasta czy w samym ryokanie nie byłby dobrym rozwiązaniem. Jakkolwiek potoczyłaby się akcja, to nadal narażanie się na niepotrzebny rozgłos. Z drugiej strony wojownicza natura Saeko chciałaby odbyć z kimś porządną bijatykę.
Na razie rozsiadła się leniwie, aż żołądek nie rozwiąże wstępnych procesów i nie uwolni od ciężkości. Chwilka dogodna do znudzenia się na śmierć. Czekanie, aż ma minąć coś nadzwyczaj mozolnego, jak przeciekająca przez sufit wilgoć. W ten czas nawet Oboro nie potrafiła powstrzymać się przed ogładą i wpatrywaniem we własny blat stołu. Nie robić nic niegrzecznego i wyzywającego, jak choćby gapienie się na innych. Dociekanie ich prywatności poprzez lustrowanie skrawka ich poczynań. Wiedziała jednak, że bez tego nie będzie uspokojona. Zerknęła na liczbę osób w pomieszczeniu. Pobieżnie określiła ich wiek i sytuację życiową. Na tym skończyła się ciekawość. Nie miała żadnych planów, które pchały ją do głębszej analizy. Zgrywała raczej znużoną i obojętną, by nie zostać narażona na niczyje spojrzenia. Wśród zwykłych mieszkańców przebywających w jadalni nie mogła liczyć na ożywioną obserwację. Nastawienie zmieniło się, podczas gdy miejsce to nawiedziła dość charakterystyczna osoba. To, że posiadała wyposażenie od razu utwierdza w przekonaniu, że jest ninja. Natomiast bardziej niż zwykły ekwipunek z bronią chodziło o wygląd ów dziewczyny. Ciemne włosy upięte w kitkę, zgrabna sylwetka z dopasowanym dla siebie stroju i ponadto duże jednolite oczy. Nie kwestionowała własnego przywiązania do myśli, jakie błądziły jej w głowie. Przypatrzyła się z czystej ciekawości.
- Ależ niezwykłe oczy. - szepnęła, być może zbyt głośno, jak na stwierdzenie sama do siebie. W ogóle to powinna nadmienić taką uwagę w myślach. Wiele można było zarzucić Saeko, a już na pewno teraz, gdy się dopełniło. Wyszło na jaw, że obnażyła swoją obecność. Z braku lepszej perspektywy powróciła głową do wpatrywania się we własne dłonie. Pozostawiając sytuację, być może, do zignorowania. Równie często nic sobie nie robiono z przypadkowego stuknięcia, więc nie powinno być katastrofy.
Saeko
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Tamaki Hyūga » 7 cze 2018, o 15:57

Kiedy weszłam do sali jadalnej okazało się tam być o wiele więcej osób niż się tego spodziewałam o tak wczesnej godzinie. A może po prostu znowu straciłam poczucie czasu kiedy trenowałam? No cóż, zdarza się każdemu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i znalazłam sobie pusty stolik w kącie pomieszczenia. Usiadłam przy stoliku i z uśmiechem pomachałam ręką do jednej z kelnerek którą pamiętałam z wczoraj. Dziewczyna też mi pomachała i złapała za jedną z kart i przyniosła mi ją do stolika. Po szybkim przejrzeniu menu śniadaniowego zamknęłam kartę i oddałam ją z powrotem kelnerce.
- Ja bym poprosiła zieloną herbatę, ryż z natto i jajkiem zadzonym, jedną podwójną porcję miso, miskę gyoudonu i 3 razy onigiri kakuni. - powiedziałam a mój żołądek jakby chcąc temu zawtórować głośno zaburczał. Kelnerka słysząc to uśmiechnęła się i biorąc kartę ze sobą ruszyła w stronę szynkwasu.
Czekając na posiłek rozglądałam się po ludziach w ryokanie patrząc czy nie widzę jakichś znajomych twarzy.
Tamaki Hyūga
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Uchiha Izanagi » 8 cze 2018, o 21:12

Izanagi zasnął, trzymając w objęciach siostrę, spełniony i szczęśliwy. Obudził się dopiero następnego poranka, chwilę po wschodzie słońca, co na jego standardy było... cokolwiek niezwykłe. Koniec końców mógłby napisać traktat o tym, jak prawidłowo się obijać i przesypiać do południa o ile ktoś kijem nie zgoni go wcześniej. Mimo to, z nieco niejasnych dla niego samego powodów obudził się jeszcze przed siostrą śpiącą tuż obok. Przez moment leżał po prostu, obserwując przez okno pierwsze promienie słońca, ciesząc oczy widokiem Izanami i po prostu zastanawiając się, co takiego spowodowało, że nie chce mu się już spać - ba, więcej nawet! Miał faktycznie ochotę wstać i zrobić coś... produktywnego!

Powodowany tym impulsem, ostrożnie wysunął się z futonu, aby nie zbudzić siostry - ona akurat potrzebowała odpoczynku, to pewne. Zazwyczaj o wiele ciężej od niego pracowała, zawsze skupiona na poszerzaniu swojej wiedzy i możliwości. Podobnie Tamaki, chociaż w nią rygor treningów został niejako wmuszony, i tak z pewnością poświęcała kolosalnie więcej czasu na swój rozwój, niż on sam. Poczuł ukłucie wstydu, które było czymś nieco obcym jego psychice. Zamyślony, ubrał się i przeszedł do łazienki, a po dokonaniu niezbędnych, porannych ablucji - wrócił po swój kunai i skierował się na dziedziniec, który był widoczny z ich okna. Poranny trening zaczęła tam już Tamaki - uśmiechnął się wtedy do niej pogodnie i przywitał, ale nie przeszkadzał jej w ćwiczeniach.

Kiedy już znalazł sobie nieco miejsca, zaczął przypominać sobie wszystkie ćwiczenia, do których zmuszał go ojciec. Jakkolwiek czuł obrzydzenie na samą myśl o tym człowieku, to jednak nie można tamtemu było odmówić siły i umiejętności bojowych. Tężyzny fizycznej też nie - chłopak wiedział, że Rokurou prawdopodobnie byłby go w stanie wgnieść w ścianę jednym ciosem. Mając wizję barczystego mężczyzny przed oczami, zaczął wykonywać ćwiczenia z wigorem, który mógłby się wydać nie do poznania siostrze, gdyby tylko go ujrzała w tym momencie. Nie oszczędzał się, przechodząc przez pełną rozgrzewkę, a następnie kolejne formy stylu Chanbara, które znał. Po około dwóch godzinach był zmęczony, ale usatysfakcjonowany. Czuł, że w pewien drobny sposób pokonał jakąś swoją słabość.

Oczywiście pytanie, jak długo zachowa siłę woli, by podobny rygor ćwiczeń utrzymać. Niemniej, poczynił z pewnością pierwszy krok.

W następnej kolejności udał się ponownie do łaźni, aby zmyć z siebie pot oraz zmienić ubranie. Gdy już był odświeżony, szybko przemknął znaleźć siostrę, znajdując ją w jadalni. Zjadł z nimi śniadanie, szybko dostrzegając, że z jakiegoś powodu Izanami jest wściekła, choć stara się to ukryć. Nie mając pojęcia o co takiego może chodzić, zdecydował się sprawę odłożyć na później i gdy tylko ich mała grupka już odbyła poranne rytuały, zaproponował w którymś momencie:

- Słuchajcie, wczoraj jeszcze dowiedziałem się nieco więcej o tym festiwalu - podobno jedne z najładniejszych uroczystości odbywają się w jednej z wiosek niecały dzień drogi od miasta. Może tam się udamy? - stwierdził, a jeśli tylko dziewczęta się zgodziły, w szybkim tempie spakował siebie i siostrę, by w następnej kolejności udać się ku niewielkiej, rolniczej osadzie, o której wspomniał wcześniej.
Ostatnio edytowano 10 cze 2018, o 00:30 przez Uchiha Izanagi, łącznie edytowano 1 raz
Uchiha Izanagi
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Uchiha Izanami » 9 cze 2018, o 22:22

Obudziła się rozkosznie rozgrzana i zrelaksowana. Była owinięta w kołdrę i było jej naprawdę dobrze. Chwilę jednak zajęło jej zorientowanie się, że coś jest jednak nie tak. Po chwili uświadomiła sobie, że brakuje ciepłego, męskiego ciała za jej plecami. Było to cokolwiek zadziwiające. Był w łazience? Nasłuchiwała przez chwilę - nie, nie było go tam. Dziwne. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, powodując, że nakrycie opadło z jej nagich piersi. W pokoju go też nie było. Naprawdę dziwne. Sądząc po świetle było jeszcze na tyle wcześnie, że brat powinien obracać się na drugi bok i drapać po tyłku i przespać jeszcze kilka godzin. A teraz go nie ma. Musiał wstać wcześnie.

Izanami westchęła. Będzie marudził…

Sama wykorzystała chwilę wolności na oporządzenie się w łazience oraz ubranie się. Włosy zaplatała przez kilka minut, upewniając się, że wszystkie kosmyki są dobrze rozczesane. Nie chciała sobie kołtunami potem zawracać głowy. Swoje następne kroki skierowała z powrotem do pokoju, gdzie następną godzinę spędziła w końcu na czytaniu Traktatu, który przyniósł jej Izanagi. “Wersety o trutkach i antidotach północnego Sabishi” okazały się zwojem w niemal idealnym stanie, a w środku wypełnionym drobnymi znakami oraz rysunkami roślin oraz zwierząt, które można było na pustyni znaleźć i wykorzystać jako potencjalne trucizny i odtrutki. Skupiali się właśnie na właściwościach trujących.

Skorpiony, jaszczurki, żółwie, owady, pająki, skorpiony, węże. Aloes, kaktusy, palmy, inne sukulenty, tamaryszek.

Izanami na razie czytała część o potencjalnych składnikach pobieżnie, przechodząc do przepisów na trucizny i antidota. Większość była przygotowywana tak, jak pokazywała jej babka, kiedy Izanami się u niej szkoliła. Nie było jakiś dodatkowych metod, wszystko dość proste, czasem potrzebowało jednak bardziej zaawansowanego sprzętu niż ten, który zwykli ludzie mogli przenosić. Jednak Izanami miała możliwość zapieczętowania różnych rzeczy w zwojach, co stanowczo ratowało ją przed uziemieniem w jednym miejscu.

Skończyła czytać, kiedy zaburczało jej w brzuchu. Zaznaczyła, gdzie skończyła i wstała. Zwój schowała od swojej torby, następnie zeszła na dół, aby zjeść śniadanie. Przy śniadaniu była już Tamaki i Izanami, chcąc nie chcąc, do niej dołączyła. Kiedy jadły, a Izanami inicjowała pogawędkę na temat pogody, przyszedł Izanagi. Dziewczyna patrzyła na brata uważanie, jakby chciała wyczytać z niego, gdzie się podziewał. Jego lekka zadyszka i te zaszklone oczy powiedziały jej prawdę oczywistą.

Uprawiał seks.

Szlag ją trafił.

Rozejrzała się po sali, żeby wypatrzeć tę blondwłosą pindę, kelnerkę, co się do Izanagiego chciała zalecać. Nie było jej tego ranka na sali.

Jakoś wytrzymała przez śniadanie, nie odzywając się już więcej do Tamaki, a na propozycję Izanagiego tylko skinęła głową.

Oczywiście, była możliwość, że, na przykład obudził się wcześnie, żeby ćwiczyć czy coś. Ale jakie były na to szansę, kiedy było się tak leniwym, jak Izanagi? Niewielkie. Nigdy nie wierzyła, że Izanagi mógłby ją zdradzać. Ale było to bardziej prawdopodobne niż poranne ćwiczenia.


Izanami, Izanagi, Tamaki - zt
Uchiha Izanami
 

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Arisa Terumi » 5 sie 2018, o 19:42

Obrazek

Ryokan o tej porze był raczej średnio zapełniony - widać było sporo osób, lecz z drugiej strony nie były to znów legendarne tłumy rumuńskich biedronek żerujących na ludziach. Arisa weszła do środka pierwsza, rozglądając się uważnie; jeśli ten facet zgodził się na jej propozycję tak łatwo dlatego, że coś planował, w tłumie niespecjalnie mógł coś zrobić. Chyba, że był jakimś szaleńcem albo jego moc była naprawdę, naprawdę duża - a to chyba było odczuwalne.
Znaleźli sobie stolik w rogu sali; dowiedzieli się, że wolne jest kilka pokoi, jeden dwuosobowy i kilka pojedynczych, ale oczywiście można do pojedynki dostawić futon, jeśli tylko państwo zechcą dopłacić, naturalnie śniadania też są w cenie, czy państwo będą życzyć sobie sprzątania albo śniadań do pokoju? Arisa nie była pewna, czy państwo w ogóle czegokolwiek sobie życzą, ale na razie ostrożnie poprosiła o onigiri i wodę; wydawało się jej, że dzięki temu napojowi szybciej doprowadzi rozstrojone nerwy do porządku.

- Jak ma na imię twoja uczennica? - spytała luźno, ot tak, z ciekawości. Dobrze było mieć sporo danych, jeśli będzie taka możliwość, wykorzystać je jakoś, ale...Zresztą, teraz nie było czasu na takie głupie dywagacje. Była ostrożniejsza wobec Hikariego, ale i nie przestawała pozostawać pod tym jego mącącym jej w głowie urokiem; inteligencja młodej Terumi może i dorównywała teraz cielęciu, ale potrzebowała tylko bodźca, aby się ponownie przebudzić. - Musi być fajna.

Kelnerka przyniosła jej dość szybko zamówiony posiłek, poinformowała Hikariego, że jego zamówienie troszeczkę się spóźni, bo mają kłopoty w kuchni, ale żeby się nie martwił, zaraz wróci i dostarczy wszystko, po czym oddaliła się, gnąc się w ukłonach i uśmiechach. Arisa zaś wróciła do tematu. Najbliższe dwa stoliki były puste, dalej siedziała starsza para z dwoma wnukami, jeszcze dalej jacyś mężczyźni. Na innych gości nie zwracała uwagi, mimo to mówiła cicho i raczej ostrożnie (nie, żeby w ich konwersacji była wielka tajemnica).

- Jeśli chodzi o Hanamurę, na pewno się tam nie wybiorę - uśmiechnęła się. - Ale mogę pokręcić się z tobą i z nią. Nie sądzę, by zależało ci, by mnie usunąć, gdybyś chciał, zdmuchnąłbyś mnie w lawę już dawno. I tak nie mam żadnych planów, a nie chcę za szybko rzucać się w paszczę małżeństwa ani wracać na łono rodziny.

Zawahała się, jakby się nad czymś zastanawiała.

- W razie pokoju oczywiście, że bierzemy pojedynki - zakomunikowała. - Ale najpierw muszę wiedzieć, czy pokój, czy wojna.

Uśmiechnęła się delikatnie. Gdyby mogła, gdyby to była zima, objęłaby się ramionami jak najciaśniej. Gwiazdy milczały, musiała sama podejmować decyzje. Miała nadzieję, że się nie myli.
Ostatnio edytowano 7 sie 2018, o 20:46 przez Arisa Terumi, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Hikari » 6 sie 2018, o 00:43

Hikari otworzył drzwi i przytrzymał je wpuszczając dziewczynę pierwszą do środka. Przecież wypada zachować wszelakie maniery, w końcu takowe posiada. Samo wnętrze nie robiło wielkiego wrażenia, była to raczej dość średnia półka, dlatego też nie można niczego karczmie zarzucić. Przecież mogło być parokrotnie gorzej, chociaż patrząc na wygląd i ubiór Arisy wątpił aby ta zaprowadziła go do jakiejś speluny. Wtedy to byłoby bardzo podejrzane, a to wszystko mogłoby być pułapką zastawioną przez Sanjin. Stolik w rogu był doskonały, tam nie powinien zbytnio nikt ich podsłuchiwać. Obsługa wzięła ich prawie za parę i można powiedzieć była delikatnie natarczywa. Pokój dwuosobowy, pojedyncze, jeszcze jakieś inne opcje. Widać było, że teraz o tym jego towarzyszka nie myślała i zamówiła onigiri z wodą zostawiając takie kwestie na czas późniejszy. Do tego Terumi dla siebie poprosił butelkę sake, które poleci obsługa oraz tempurę z toro jako ciepły posiłek mający go wypełnić. Nie zamierzał robić inaczej, jeszcze nie ma pojęcia czy chciałby tutaj zresztą nocować, a z taką nachalnością delikatnie mu się odechciewa. Zostając sam na sam dwójka mogła wrócić do rozmowy.
- Inoshi. Swoją drogą napijesz się?
W tej informacji nie widział nic złego, wykorzystywanie dzieci dodatkowo z innych rodów przyniosłoby tylko jego wielki gniew. Mogła to być jego słabość, ale nie musiał się tym przejmować. O ile będzie miał nad takową oko nikt nie wykorzysta jej tak łatwo jakby się mogło wydawać. Przy okazji nawiązał do swojego zamówienia, jakim był alkohol. Nie miał nic przeciwko poczęstowania nim kogoś, to otwiera ludzi można powiedzieć. Z pewnością w pewnym sensie zbliża. Potem nadeszło stwierdzenie, że mała Yamanaka musi być fajna. Czy mógł tak nasz Yogańczyk powiedzieć? Cóż... W pewnym sensie bardziej go ona irytowała większość czasu, przynosiła same problemy to mimo wszystko nie miał złych wspomnień. Dalej mu jednak była ona dość obojętna, zrobił to dla spokoju wtedy w karczmie głównie.
- To wciąż dziecko, które po prostu sporo przeżyło w ostatnim czasie. Była świadkiem wydarzeń w Kami no Hikage, przypłynęła na Hanamurę tej zimy kiedy byłem tam na wycieczce. Przypadkiem się spotkaliśmy w karczmie, chociaż może to było przeznaczeniem? Miała w sobie determinację, aby pomagać ludziom, więc obiecałem, że ją przygarnę pod swoje skrzydła. Formalnie naukę miała dopiero zacząć po przybyciu do Yogan-Ryu, tak po prawdzie może wcale się nie pojawić, a ja teraz tylko o niej jako mojej uczennicy kłamałem w takim wypadku.
Rozłożył delikatnie ramiona jakoby wiele więcej nie wiedział na ten temat. Nikt nie gwarantował, że puszczą ją rodzice do innej prowincji, liderka, a może zabronią tego jakieś jeszcze inne fakty im nieznane. Przecież może zginąć po drodze zaatakowana przez jakichś bandytów, a potem ani widu ani słychu jak o tysiącach innych osób przez te parę czy paręnaście lat. Gdyby tylko znał te dokładne liczby. Zło czai się wszędzie, a teraz będzie jeszcze bardziej rozhulane. Po chwili przynieśli wszystko co było zamówione do szybkiego przygotowania. Kulkę ryżową, oraz napoje w tym jeden procentowy wraz z tradycyjnie czarką. Przy okazji informacja, że mają problem w kuchni i jego zamówienie się opóźni. Pamiętacie co Hikari wspominał, że to nie jest takie złe miejsce? Cofnijcie to. Skoro mają problem z prostym nawarem na podstawie ryb z możliwym dodaniem owoców morza, a także z wysokiej zawartości mięsem tuńczyka to jest zawiedziony delikatnie. Wykonanie tego jest bardzo prostą rzeczą, nie znaczyło to, że miał zamiar narzekać. W odpowiedzi tylko lekko westchnął z uśmiechem polewając sobie - a może pierwszej towarzyszce, zależnie od odpowiedzi - sake wspominając, że nic takiego się nie stało. Posiadał wszelakie maniery, a denerwowanie się z takiego powodu byłoby zupełnie nie w jego stylu. Ostatecznie dostanie swój posiłek, a ten o ile będzie smaczny zmyje wszelakie plamy na honorze lokalu.
Dalej tylko doszło do dość ciekawych cicho wypowiedzianych zdań. Po pierwsze nie chciała wybierać się na Hanamurę, ale tutaj nie zamierzał tak łatwo nasz Terumi odpuszczać. W końcu miał w rękawie jeszcze jednego asa, którego mógł wykorzystać. Była to osobistość Natsume, a przy tym wizyta w pałacu cesarskim z butelką jakiegoś dobrego sake, a jak to serwowane w Tabemono? Niezłe, ale wiele mu brakowało aby powiedzieć, że poszukiwania zostały zakończone. Wolał zdobyć o wiele bardziej wyjątkowy trunek, który zresztą mógł nabyć u siebie w wiosce nawet. Wspomnienie o chęci usunięcia Arisy miał zamiar w pełni przemilczeć, ostatecznie były stwierdzeniem dość prawdziwym. Jego czyn przyjścia tutaj bez dawania najmniejszego powodu do obaw drugiej stronie jest najlepszym przykładem, że nie zależy mu na jej śmierci. Okazji do morderstwa miał wiele, ale wtedy nigdy nie posunie się naprzód z możliwymi planami złączenia szczepu. Interesujący temat był odnośnie małżeństwa, który miał zamiar jeszcze poruszyć zaraz, ale wszystko w czasie. Widział na pięknej twarzy, bo nie mógł odjąć niczego urodzie przedstawicielki Sanjin zawahanie, a potem dziwnego rodzaju pytanie. Pokój czy wojna z zakomunikowaniem wcześniejszym, że jak pokój to pojedynki.
- Czy to zawahanie było związane z tym, czy nie powinniśmy brać pokoju dwuosobowego?
Poczuł się swobodniej i zażartował w związku z dla Yogańczyka głupim pytaniem. Oczywiście uśmiechał się, a sam ton i postura wskazywała, aby nie brać tego na poważnie. Do tego nie dał nawet czasu, aby tak zrobić. Przy takim obejmowaniu się ramionami kobieta siedząca naprzeciwko wyglądała na prawdę słodko.
- Gdybym chciał wojny nie poszukiwałbym świadków, którzy nas wcześniej widzieli. Przychodziłem tutaj z przystaną propozycją pokoju. Nie musisz się z mojej strony niczego obawiać, miałem nadzieję, że to już pokazałem.
Jego głos był w tym momencie bez większych emocji, może to spowodowało, że delikatnie zawiódł się na dziewczynie? Zbyt wiele chyba pomyślał wcześniej na leśnej ścieżce, gdzie uroił nawet łzę od dawna. Tak na prawdę jego marzenie było wciąż niesamowicie odległe, a on nic się nie przybliżał. Prawdopodobnie jest jedynym chcącym tak złączyć szczep. Nie, że musiał taki fakt zepsuć resztę wieczora.
- Czyżby rodzice zmuszali was do małżeństwa? W Yogan z tego co wiem to jest o wiele bardziej dowolne, każdy wybiera sam sobie przyszłego partnera czy partnerkę. Dzięki temu ostatecznie lider musiał pozwolić mojemu ojcu przyjąć moją matkę z Sanjin, ale nigdy nie znałem szczegółów. Zostawili mnie w wiosce kiedy byłem mały toteż nigdy nie musiałem się przejmować takimi problemami.
Był tym zainteresowany, a w zamian powiedział co nieco o sobie. Zdradził rąbka tajemnicy, chociaż tego faktu był świadom chyba każdy człowiek w wiosce. Nawet te dzieci, które nauczyły się mówić co najmniej od czterech lat, historie o nim krążą po społeczeństwie. Teraz te złe zostały bardziej zapomniane przez o wiele bardziej pozytywne.
- A co do Hanamury, jesteś pewna? Moim celem jest spotkanie z samym cesarzem, który ostatnim razem mnie zaprosił. Może to być jedyna taka okazja w życiu, przyjść jako pełnoprawny gość do jego pałacu nad oceanem.
Ostatnie zdania były w tym momencie najważniejsze. Prawdę mówiąc Arisa wspominała, że chce zwiedzać świat. Obecnie stwierdziła, że jednak na Kantai nie ma zamiaru się wybierać. Z kolei w jego wiosce chętnie spędzi czas. Czyżby miała być ona szpiegiem, a ich spotkanie wcale nie było takie przypadkowe? W tym świecie, po zniszczeniu Kami no Hikage trzeba się spodziewać wszystkiego, nawet czegoś takiego. Ostatecznie między ich gałęziami była wojna.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2089
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Arisa Terumi » 7 sie 2018, o 21:12

Obrazek



- Nie, dziękuję za sake, nie lubię alkoholu - przyznała z uśmiechem. Wysłuchała jego słów uważnie. Osoba cesarza...Na razie wahała się przed tym. Nie była pewna. Hanamura była zimna, odległa, niegościnna, obca i subtelna przy tym (może zbyt wierząca w gwiazdy) Terumi mogłaby tam zmarznąć niczym kwiat. Czy była gotowa na taką wędrówkę? I na poznanie samego ce...ZARAZ. Wstrzymajcie konie. On powiedział, że zna osobiście samego władcę Morskich Klifów. Jeśli nie blefował, tak jak z tą Inoshi... No, z taką osobistością tym bardziej nie wypadało pić wódki, jedyne, co mogła mu zaoferować, to uprzejmość, towarzystwo i nadzwyczajną grzeczność, największą, na jaką było ją stać. Nawet dla Yogan należało być miłym, zwłaszcza, gdy sami sugerowali pokój. Przyjęła go z uśmiechem, tak należało przyjmować kwiaty od nieznajomych, jak uczyła ją matka. Małżeństwo było podstawowym obowiązkiem córki swego ojca, tego wymagał Makoto od swoich dzieci; mąż Arisy miał być zabezpieczeniem na trudne czasy, gwarancją, że rodzinie nie zabraknie chleba. A mimo to Arisa nie była jeszcze gotowa dać takiej gwarancji; dopiero co poznawała świat i życie, uczyła się jego prawideł, nie mogła tak po prostu dać się uwięzić w domu, bez poezji, marzeń i uczuć podobnych do malarskich impresji.

- Nie wiem, czy jestem gotowa na Hanamurę - przyznała. - Tak wielki człowiek jak cesarz na pewno by wyśmiał zwykłą kobietę. Poza tym dopiero niedawno opuściłam dom, wszystko jest takie nowe...Nie jestem pewna.

Jeśli chodziło o pokój...zachichotała cicho. Jej pytanie można było też zinterpretować jeszcze w jeden sposób, choć Hikari chyba się tego nie domyślał.

- Zawsze mogłam w ten sposób pytać, czy śpisz na podłodze, czy na futonie - puściła mu oko. - Chociaż sądzę, że lepiej będzie, gdy weźmiemy osobne pokoje, o ile je weźmiemy. Zastanowię się nad Hanamurą i dam ci odpowiedzi, gdy spotkamy Inoshi, a w każdym razie wrócimy do wioski. Dobrze?

Zmarszczyła brwi. Westchnęła. Nie lubiła tego tematu, ale teraz...

- Tak, w Sanjin rodzina projektuje małżeństwa. Nie każda, ale jednak...W mojej przynajmniej istniał ten zwyczaj. To znaczy...Wybacz. Po śmierci ojca wychowywali mnie w nienawiści do Yogan, sam rozumiesz, jak jest. Ale wierzę w twoje intencje.

To jeszcze nie czas, by myśleć o Akashim.
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Hikari » 8 sie 2018, o 10:30

Dziewczę odmówiło nawet niewielkiej ilości sake, cóż więcej dla niego? Tak pomyślałby jakiś alkoholik a Hikariemu było to obojętne czy spożywa procenty samotnie czy z kimś. Spożywał go też dość często, w większości przypadków to jego jedyna rozrywka w tym życiu wraz z rozmowami przypadkowo spotykanych ludzi. Już od w sumie tak dawna. Odnośnie tego czy prawdziwym celem Arisy było szpiegowanie Yogan, czy też faktycznie po prostu w jakiś sposób chciała z nim zwiedzać świat nie mógł powiedzieć. Istnieją takie jednostki jak Sakki, tam należał jego ojciec zdolne do zrobienia wszystkiego dla szczepu czy rodu. Nie mógł jej wykluczać jako jednej z nich, która ma jakiś tajemny cel, w końcu jego rodzice potrafili go zostawić w samotności w wieku 8 lat. Wszystko w imię misji, która jest dla nich najważniejsza. Mimo wszystko nie wykrywał w jej słowach żadnych kłamstw. Jak to jest, że każdy kto go spotyka ostatecznie jakoś chce do niego dołączyć? A potem ostatecznie po chwili i tak znika. Cóż może dość sporą szczerością potrafił przekonywać do siebie ludzi, a może to coś jeszcze innego. Skąd miałby wiedzieć.
- Może zwykłą kobietę by wyśmiał, ale wątpię aby taką z którą przyszedłem. Ostatecznie spotkałem go przypadkiem, szukałem miejsca do treningu, gdzie spotkałem go w ukrytym wybrzeżu. Odbiliśmy ostatecznie sparing, a także poczęstował mnie najlepszym sake z wysp, które było dość... Niedobre.
Lekko się skrzywił na samą myśl podczas gdy ta butelka tutaj, która jest dobrej jakości jest jak niebo i ziemia. Samotnie potrafiłby wyprodukować coś lepszego, więc to nie jest to czego szukał na tą okazję.
- Dopiero potem pojawiło się parę osób znikąd i się przyznał na temat swojej pozycji zapraszając mnie do pałacu. Wydawał się raczej zmęczony tym specjalnym traktowaniem od każdego na wyspach, ale ostatecznie też jestem tylko zwykłym przypadkowym mężczyzną, który obiecał mu butelkę porządnego alkoholu wcześniej.
Nie chciał aby ktoś wyolbrzymiał jego przyjaźń z Natsume, bo byli ledwo znajomymi z przypadku. Ostatecznie to wszystko co mógł o nim stwierdzić, a sama ta informacja nie groziła zupełnie nikomu. Nie chciał się tym przesadnie chwalić jak to mogło wyjść z poprzednich słów mających sprawdzić dziewczynę. Wpierw myślał o szpiegostwie, może to z względu na skasowanie już jednego takiego, ale równie dobrze stolica wysp była dość daleko, a taka podróż to kilkanaście dni co najmniej. Odnośnie pokoju, pierwszą odpowiedzią był delikatny śmiech, ale pewnie Arisa nie spodziewała się kontynuowania tematu. Jakby miał futon czy kawałek podłogi w jakimkolwiek stopniu jemu przeszkadzać, był shinobim nie raz śpiącym czy to pod jakimiś konarami, a także w wszelakich innych warunkach. Nawet ostatnio w Hanamurze oddał swoje zameldowanie, aby spała tam Inoshi, podczas gdy sam spędził noc podpierając ścianę w Ryokanie jak też inne osoby nie mogące znaleźć czegoś wolnego.
- Jakbym mógł spać przy Tobie, to nawet położenie się na lawie nie było taką złą opcją.
Po cichu się zaśmiał, ostatecznie samo pytanie o ten dwuosobowy pokój było raczej dowcipem, który wciąż kontynuował. Po prostu nie lubił trochę zostawać na ostatnim słowie drugiej strony, która myśli, że wygrała taką małą słowną potyczkę łapania za słów. Co do lawy, mógł to nawet spełnić. Jego gumowa wersja była dość wygodnym miejscem, a jakiej użyje nie precyzował. Ostatecznie nawet w lekko rozbawionym tonie głosy dało się wyczuć, że nie było to w pełni poważnie mówione, bo ostatecznie chociaż Arisa miała niezwykłą urodę to wcale nie latał za dziewczynami. Miał inne zmartwienia na głowie.
- Ale niech będą, dwie jedynki.
Tutaj zagrał o wiele bardziej zawiedzionego, jakby pogodzonego z swoim losem.
- Nie ma problemu i tak mam zamiar się wybrać do cesarstwa dopiero za dłużej nieokreślony czas.
Jego ton głosu, delikatny uśmiech po całym teatrzyku wrócił do normalności i tak właśnie odpowiadał na temat Hanamury. Mógł dać czas swojej... Towarzyszce? Bo chyba tak może ją nazywać, skoro ma z nim podróżować jakiś czas.
W końcu przeszło ostatecznie do poważniejszych tematów rozmowy. Odnośnie małżeństwa, oraz jego zwyczaju, co zamieniło się w wspomnienie o śmierci ojca i wychowaniu w nienawiści do Yogan. Zupełnie się temu nie dziwił, pewnie jego także wychowano by w podobny sposób, tylko z wpajaną nienawiścią do Sanjin. Sam przyjmował jej bardzo wiele, jako człowiek z krwią mieszaną każdego dnia, aż zdobył siłę dzięki której nikt się nie odważy nawet wspomnieć o tym w jego towarzystwie. Miał zamiar jednak zmienić sposób jej myślenia, ale to wymagało ostatecznie czasu. Może to było wyzwaniem jakie sobie teraz powoli tworzył w głowie, chciał się przekonać czy ich wielką nienawiść między gałęziami da się jakoś pohamować.
- Nie ma problemu najmniejszego, wybacz że pytałem.
W pewnym sensie teraz mógł wyglądać dość smutno, bo wszelakie oznaki poprzedniej radości znikły.
- Nie oczekuję, że mi zaufasz czy uwierzysz w moje intencje. Po prostu daj sobie czas, obserwuj i przekonaj się sama czy na pewno ta nienawiść jest tak konieczna.
Powiedział to spoglądając w czarkę sake, o której zapomniał. Natychmiast polał sobie do niej trochę alkoholu, a następnie wypił na raz w oczekiwaniu na posiłek, który został po chwili doniesiony. Nareszcie.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2089
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Arisa Terumi » 9 sie 2018, o 20:46

Obrazek

Czy to była tylko gra, czy rzeczywiście liczył na coś więcej? Nie rozumiała mężczyzn, pod pewnymi względami bystra zawsze i rozsądna Arisa była jak - nie bójmy się tej frazy - nieobsrana łąka, zresztą jakim cudem miała się podobać obcemu Yogan? Na miejscu mógł mieć wiele innych, zresztą był od niej znacznie starszy, silniejszy, a to, że widział tą jej fascynację, nie znaczyło, że sam jej uległ. Spoważniała, choć lekkie kolory nadal zachowały się na jej twarzy, a subtelny uśmiech nie zszedł ze słodkich ust.
Z opowieści Hikariego - naturalnie, o ile nie było to jedynie grą, udawaniem, wymysłem na potrzeby naiwnej kobiety - wyłaniał się obraz zmęczonego sprawowaniem obowiązków, silnego wyspiarza, który mimo wszystko potrafił pochylić się nad potrzebami prostych ludzi, być jednym z tych, którym służył. Władza powinna być bowiem służbą zwykłemu człowiekowi, a jeśli władca Morskich Klifów tego nie robił...Jeśli w rzeczywistości był tylko tyranem, a Hikari popierałby niesprawiedliwość...
Pokręciła głową, odganiając ten obraz. Wolała wierzyć w historię o szlachetnym, choć może pokrytym już rdzą skrywanej goryczy człowieku, któremu pewnego dnia czarnowłosy mężczyzna z ziem skąpanych w lawie zaoferował bukłak sake.

I find my own completeness
The darkness and the weakness
The lava, the cave, the nightless yearn


- Jesteś taki uroczy - zaśmiała się. Dobrze urodzona dziewczyna powinna w tym momencie, wedle etykiety, spuścić oczy, głupio się śmiać i jeszcze dla oddania skromności zemdleć, jakby porażona ogromem perwersji młodego mężczyzny. - Przynajmniej wiem, że w nocy nie będziesz atakował mojego łóżka, gdy zacznę chrapać...

Spoważniała, a jej śmiech umilkł (ironia pod swoim własnym adresem była zamierzona), gdy ujrzała jego wyraz twarzy. Te wszystkie relacje międzyludzkie...Świat jest trudniejszy, niż sądziłam.
Poczuła się bardzo zmęczona tym wszystkim, rozmowami, nowymi twarzami, podróżą, krajobrazami, których nie miała zapomnieć do końca swojego życia. Przecież po pewnym czasie każdy potrzebował odpoczynku, prawda?

- Jestem zmęczona - oznajmiła. - Pójdę się położyć, Hikari-san. To był bardzo wyczerpujący, mimo wszystko, czas, chciałabym pomyśleć, odetchnąć...Ale jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Zwłaszcza że nadal ciekawi mnie osoba Inoshi.

Pożegnała go uśmiechem, dokończyła posiłek, po czym zapłaciła za niego i udała się na górę - jak się okazało, do jedynki po prawej stronie (lewą, na jej prośbę, miał zająć Hikari). Była zmęczona, bardzo zmęczona, więc zaraz po wejściu rzuciła się na futon, pozwalając myślom rozproszyć się po jej mózgu niczym zdenerwowanym, krzyczącym w zmieszaniu ptakom. Ptaki te kłębiły się w jej umyśle, nie wiedząc, czy powinny lądować, czy wręcz przeciwnie: odlecieć tam, gdzie czekał na nie sen?
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Hikari » 10 sie 2018, o 13:52

Uroczy? Czy taki rzeczywiście był Hikari? Prędzej by powiedział o sobie jako zmęczonym życiu człowiekiem, który szuka jakiejś w życiu rozrywki. Ostatecznie jednak miewał jakieś szczęście do dziewczyn, tylko do żadnej jeszcze nigdy nie zbliżył się uczuciami. Drugie zdanie wyraźnie mówiło, że Arisa wcale nie ma pojęcia o pełni umiejętności jego gałęzi, albo nie brała pod uwagę gumowej lawy. Cóż pewnie jeżeli będzie chciała podróżować jakiś czas u boku Terumiego pewnie w niedługim czasie i tak o tym się dowie. Jego życie ostatecznie polegało na byciu shinobi pełną gębą, elitarnym wojownikiem który miał służyć ogółowi społeczności. Przy okazji starając się zbliżyć do własnych celów. Po dostaniu posiłku Yogańczyk zaczął go też powoli w międzyczasie konsumować, ale kto by się spodziewał, że zostanie zaraz samotny przy stoliku? Może był zbyt nachalny?
- Nie ma problemu. Odpoczywaj, dobranoc.
Odwzajemnił uśmiech swoim własnym lekkim uśmiechem polewając sobie kolejną, już trzecią kolejkę. Spoglądał jak jego niedawna towarzyszka odchodziła w kierunku schodów, aby zapoznać się z swoim wynajętym pokojem. Jemu wciąż została połowa posiłku, a także na sen było zdecydowanie zbyt wcześnie dla niego. Pozbył się tego w niecałe dziesięć minut, bardzo spokojnym tempem, butelka alkoholu powoli także się opróżniała, a w jego głowie zaczął delikatnie czuć skutki spowodowane powolnym przekraczaniem limitu. Oczywiście wciąż parę czarek brakowało do bycia pijanym, ale w głowie świat wydawał się delikatnie zwalniać, co było u niego praktycznie pierwszym objawem zbliżania się do końca wojowania, przynajmniej w tej kwestii. Kto by się spodziewał tego, co się stało zaraz?
W tym momencie stało się coś zupełnie nieoczekiwanego, ktoś nagle otworzył drzwi krzycząc zdyszany "wojna". To sprawiło, że Hikari natychmiast niemal podniósł się z krzesła, skoro był ten człowiek tak zdenerwowany musiała ona wybuchnąć dość blisko. Następnie usłyszał tylko, że jest ona pomiędzy Soso, a Kyuozo. Już zaczynał siadać, kiedy zorientował się, że jedną z tych prowincji zamieszkują Yamanaka. W końcu obiecał coś Inoshi, w takim wypadku może go szukać, a on jako sensei ma pewne obowiązki. Normalnie możliwe, że nawet by nie ingerował, ale to też dobra okazja aby się wykazać. W celu połączenia szczepu musi zbierać wszystkie przyszłościowo korzystne kontakty. Nie czekając dłużej ruszył szybko na górę, przedtem pytając się w recepcji o pokój który miała zajmować wcześniej poznana dziewczyna. Ostatecznie nie będzie mógł spełnić swojej obietnicy, sprawiającej, że mieliby zwiedzać świat. Będąc pod odpowiednimi drzwiami zapukał, a gdy zostało mu otworzone wyglądał na głęboko zamyślonego.
- Muszę Ciebie przeprosić. Nie będzie dane jednak nam zwiedzać tego świata, właśnie doszły wieści o wojnie, która wybuchła pomiędzy Yamanak i Hyuga. Muszę wrócić do wioski jak najszybciej na wypadek jakby poszukiwała mnie Inoshi, ale jeszcze kiedyś będzie nam się dane zobaczyć. Nie mogę stracić ani chwili.
Uśmiechnął się, chociaż było widać, że nie był on z szczerego serca. Obecnie ta nowina zajmowała mu wszystkie myśli, kiedy skończył swoją wypowiedź nie czekając na odpowiedź zaczął obracać się na pięcie, aby wyruszyć z wioski nie osiągając niczego po co tutaj przyszedł. Jeżeli nie został jakoś zatrzymany to po paru krokach znikł. No, może nie tak do końca, po prostu rozmazał się i znalazł poza Ryokanem przynajmniej dla dziewczyny, jej wzrok ostatecznie nie mógł nadążyć za jego pełną szybkością.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2089
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Arisa Terumi » 11 sie 2018, o 17:16

Obrazek

Na wieść o wybuchu wojny Arisa zerwała się z łóżka jak podrzucona notką wybuchową. Wszystkiego się spodziewała, ale żeby wojna wybuchła tak szybko? Między Yamanakami a Hyuugami? Co się właściwie tam działo, do licha? Nie miała zbyt wielkiej styczności z tą rodziną, zwłaszcza że jej matka rzadko opuszczała Shigashi no Kibu, a macocha zwykle nie utrzymywała kontaktu z ludźmi spoza osady (jak wiele Sanjin, nie ufała obcym, wolała trzymać siebie i dorastające córki na uboczu - jeśli miałyby wyjść za mąż, to raczej za kogoś stąd, kto byłby w stanie się zająć żoną i utrzymać rodzinę), ale wojna nigdy nie była niczym dobrym dla żadnej ze stron. I jeśli mała Inoshi, uczennica Hikariego, zaangażuje się w ten konflikt, sam Hikari również za nią pójdzie (o ile ta opowieść o uczennicy nie okaże się blefem), to może potrzebować wsparcia. Zapamiętała też to, co mówił wcześniej o sake...i przez jej twarz przemknął błysk, który trudno było określić. Czy było to zrozumienie? Żal? Niepokój? Radość?
Pewnie nic z tych rzeczy. Arisę ciężko było zrozumieć, bywały momenty, gdy młoda Terumi sama siebie nie potrafiła pojąć. Natura kobieca, dualistyczna i jednocześnie prosta, skomplikowana i zwyczajna, składała się z tak wielu elementów, że trudno byłoby je wszystkie określić. Być może powinna teraz pozostać w ryokanie, złamać swoją deklarację, zignorować młodego Terumi i po prostu pozwolić, by rzeczy potoczyły się swoim torem, ale...Jakoś nie potrafiła się na to zdecydować. Chciała zobaczyć, jak wygląda to wrogie gniazdo, poznać wroga od środka, może znaleźć tam odpowiedzi na pytania dręczące ją nieprzerwanie od śmierci ojca, spróbować zbliżyć się do Hikariego, który - jak sam przyznał - był półkrwi, pragnął zgody między szczepami...Poza tym ciekawość kobieca i tak nie pozwoliłaby jej zostać na miejscu, więc pospiesznie zebrała wszystkie swoje rzeczy - a nie było ich wiele.

- Zaczekaj, Hikari-san! Idę z tobą! - rzuciła twardo i żadna siła, nawet decyzja samego Hikariego, nie odwiodłaby jej od tego, co postanowiła. Rozsądek mówił wprawdzie, że może zginąć, zostać zapamiętana przez wroga (mesmeryzujące oczy były dość charakterystyczne, prawda?), ale ten sam rozsądek czynił też uwagi, że nie jest jeszcze nikim tak wielkim i znanym, by stanowić zagrożenie. Dlatego, nawet się nie zastanawiając, wybiegła zaraz za swoim towarzyszem na dół, przy okazji płacąc kobiecie za ladą w recepcji za pokój i zgarniając (za opłatą oczywiście) butelkę sake. Wszystko to czyniła szybko i bez namysłu, tak więc po jakichś kilku minutach dołączyła do mężczyzny.

- Żeby dostać się do Yusetsu przed zmierzchem, musimy ruszać natychmiast - oznajmiła. - Jestem gotowa.

Jeśli nie było ku temu żadnych przeszkód, to Arisa ruszyła - trzymając się ściśle jego boku i biegnąc najszybciej, jak była w stanie, nie oszczędzając się w żaden sposób - w kierunku szlaku transportowego. Uśmiechała się przy tym raz do towarzysza, a raz do siebie, jakby chciała mu coś przekazać. Może chciała go uspokoić, że da sobie radę? Obojgu im przecież zależało na tym, by wziąć udział w tej wojnie, o ile Fatum nie miało postanowić inaczej.



_________________________________________________________________________________________________________

ZT x2 - Hikari i Arisa na szlak transportowy, jeśli coś jest nie tak, mów, najwyżej edytuję posta. :*
Avatar użytkownika

Arisa Terumi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 5 mar 2018, o 16:05
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - brązowe, długie włosy spięte kunsztownym kanzashi, wysoki wzrost
- często wisiorek
- nosi eleganckie kimona, rzadziej stroje typowej shinobi
- ogólne wrażenie iluzji lub snu
- zimą czerwony szal na szyi
- niezwykle niebieskie oczy
Widoczny ekwipunek: - kabura z bronią
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5118
GG: 0
Multikonta: Akodo Hayami

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Hotaka » 24 lis 2018, o 23:53

Hotaka przybył do miasta kupieckiego tylko dlatego, że słyszał o jego sławie. I nie chodziło tutaj o jakieś proste stragany, wybitne materiały czy też inne cuda wianki, którymi przekrzykują się kupcy. Grubasek miał bardziej wyrafinowany gust i tam, gdzie inni widzieli coś zbędnego, on sam dostrzegał niezwykły, nowy i niesamowicie smaczny świat. Już przechodząc przez pierwsze uliczki bazaru jego nos wyniuchał tuzin zapachów, których do tej pory nie znał. To zapewne przyprawy, które przywędrowały tutaj z nieodkrytych przez Hotakę części świata. Jakiś czerwony proszek, po którym łzawią oczy, a później zbiera człowieka na kichanie, żółty puder, który nie chce dać się zmyć z palców kiedy już się go chwyci i wiele, wiele, naprawdę wiele innych. Akimichi był w ósmym niebie, a do pełni szczęścia brakowało mu jeszcze tylko spróbowania jakiegoś lokalnego specjału. I właśnie kiedy o tym pomyślał, jego dziurki w nosie odkryły coś wspaniałego. Mięsko, mięsko i jeszcze raz mięsko. No dobra, jeszcze raz - mięsko! To własnie wyczuwał grubasek, kiedy przeciskał się przez uliczki pełne ludzi, a było co przeciskać, bo przecież swoje jakoś ważył.
Waga nigdy jednak nie przeszkadzała mu w dotarciu do obranego celu, jeśli ten cel oczywiście wiązał się z jedzeniem. Wchodzenie pod górę było już zdecydowanie cięższe. No chyba, że na szczycie znajdowało się mięsko. W każdym razie próg karczmy przekroczył niezwykle rozmarzony. Lekko przymrużone oczy, wysunięty do przodu podbrudek i dziewnie lekki krok jak na takiego grubaska. Wszystko to za sprawą przyjemnego zapachu, który panował w środku. Hotaka mógł rozróżnić poszczególne potrawy tu przygotowywane tylko na podstawie kilku niuchów. Ramen, wołowina, a tam nawet sushi. Nie zwlekając zbyt długo, po prostu zajął miejsce przy najbliższym stoliku i czekał na złożenie zamówienia.
- Trzy talerzyki gyoza, do tego może shio ramen i shōyu-ramen. Na deser poproszę o duży, duży kawałek najlepszego mięsa jakie macie! Ze sposobem przygotowania zdam się na szefa kuchni. Prosze mu powiedzieć, że jeśli smak dorówna tym zapachom, to następnym razem przyjdę tu z całą rodziną! - ekscytacja w jego głosie zdradzała tylko jego głód. Swoją drogą wypowiedziane przez niego słowa musiały z pewnością zabrzmieć jak worek monet, bo jeśli w jego rodzinie też są tylko tacy grubaskowie, to z pewnością lokal wyrobi jedną dniówkę w ciągu godziny.
#890202
Obrazek
Avatar użytkownika

Hotaka
 
Posty: 21
Dołączył(a): 12 lis 2018, o 03:38
Wiek postaci: 17
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6684
GG: 0
Multikonta: Nie

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Yasuo » 25 lis 2018, o 18:19

Hotaka
Misja rangi C
1/30


Nasz młody grubasek udał się w kierunku świątyni, swoistej mekki dla takich ludzi - jednej z karczm, które serwowały gorące posiłki. I z pewnością miały też mięsko, które przecież tak bardzo się ubóstwia! Miał dzisiaj niebywałe szczęście, bowiem podszedł do niego sam właściciel tej restauracji, niejaki Matou Yoko. Oczywiście tego imienia Hotaka mógł oczywiście nie kojarzyć. Nie każdy ma bowiem imię wypisane na twarzy. Oczywiście niektórzy ludzie są bardzo rozpoznawalni, ale to tyczy się głównie legendarnych wojowników i niebezpiecznych złoczyńców. Kucharze w tym świecie nie cieszyli się aż takim poważaniem. Matou zdziwił się bardzo, uniósł jedną brew w górę i zapytał:
- Długa i męcząca podróż, co? - Ukłonił się tak jakby na powitanie. - Nigdy nie widziałem, by ktoś tyle zamawiał. Ale może Pan być pewny, że szef kuchni stanie na wysokości zadania. W końcu to ja nim jestem.
Ponownie się ukłonił i powędrował w stronę kuchni, by zacząć przygotowywać zamówienie dla swojego gościa.

Ten mężczyzna o włosach prawie białych jak śnieg, o niebieskich oczach, które wyglądają niczym dwa, małe, ale zarazem duże jeziora, pewnie nie słyszał o rodzie Akimichich i o tym, że ci ponad wszystko umiłowali jedzenie. A przynajmniej tak słyszałem. Nie wiedział z czym wiąże się obsługa członków tej szlachetnej rodziny. Można to porównać do następującej sytuacji. Jakiś kupiec wynajmuje najemnika do ochrony. Spoko, prawda? Ale co ten kupiec zrobi, jeśli będzie musiał zatrudnić dziesięć tysięcy zawodowych rycerzy? Gotować dla gości to jedno. Gotować dla Akimichi, to drugie. Pewnie trochę się ten kucharz zdziwi, jeśli 5 takich grubasków zacznie pochłaniać mu dzienny zapas jedzenia w raptem godzinę... i jeszcze nie będą najedzeni. Szczerze mówiąc, proponowałbym mu zaciągnięcie kredytu, bo zarobić, to zarobi na pewno... Gorzej będzie z kupnem "surowców", a bez tego nie zarobi. Tymczasem Hotaka czekał i czekał...


PS: Nie wiem jaki charakter ma ten Matou, ale przez 11 stron są posty +18, więc nawet ich nie czytam kappa. Nie wiem też co wie. Więc poniekąd improwizuję ;).
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 925
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: "Ī tabemono" Ryokan

Postprzez Hotaka » 27 lis 2018, o 21:08

Podróże może i nie należały do najprzyjemniejszych zajęć, jakie musiał wykonywać Hotaka, ale grubasek jakoś na nie nie narzekał. W końcu bez nich niemógłby się dostać do miejsc, które serwują przeróżne rarytasy, a bez tego z kolei nie mógłby zaspokoić swojego brzuszka. Całość oceniał więc raczej na zło konieczne, aniżeli naprawdę wielką przeszkodę. Zresztą co to za paskudny stereotyp, że jak gruby, to pewnie podróż musiała być dla niego męczaca? Wbrew pozorom, Hotaka jest shinobi, a to oznacza o wiele większy poziom wysportowania, niż można oczekiwać od podrzędnego grubaskowego zajadacza wszystkiego, co chodzi na świecie.
- Niekoniecznie. - odpowiedział na pierwsze pytanie, po czym płynnie przeszedł do dalszej rozmowy - W takim razię życzę powodzenia i od razu deklaruję, że jeśli wszystko mi zasmakuje, to poproszę o solidny deser. Taki prawdziwy i słodki. - dorzucił radośnie i uśmiechnął się szeroko. W głowie już sobie układał co takiego będzie mógł wymyślić, jaką żywnościową kompozycję stworzyć. Może dango polane miodem? A może mięso polane miodem? A może w ogóle najlepiej płynny miód? Zawsze może też spróbować jakichś wyrobów cukierniczych, chociaż nie był pewien czy tutaj dostanie cokolwiek takiego. Teraz jednak przyszło mu spokojnie czekać na zamówione jedzenie. Niegrzecznie było w końcu pospieszać kucharza, który całe swoje umiejętności i duszę wkłada w przygotowanie posiłku. Aby coś wyszło dobre, to potrzeba na to czasu, a burczący brzuch Hotaki z pewnością jeszcze przez jakiś czas to zrozumie.
#890202
Obrazek
Avatar użytkownika

Hotaka
 
Posty: 21
Dołączył(a): 12 lis 2018, o 03:38
Wiek postaci: 17
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6684
GG: 0
Multikonta: Nie

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Osada Shigashi no Kibu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości