Rynek

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 25 paź 2018, o 23:02

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
1

Złe myśli nie były nieważkie, nie odlatywały wraz z pierwszym śniegiem, nie muskały miękkością traw. Były kamieniami, bardzo dobrze zaszytymi i jeszcze lepiej schowanymi, włożonymi do żołądka, gdzie ciążyły i gniotły, a chociaż próbowałeś je wyciągnąć - nie było żadnej rady, skalecz się, wyciągnij miecz, tnij. Jeśli nie masz na tyle odwagi, żeby wyjść swojemu strachowi naprzeciw, będą gniotły cały czas. Bicie samego siebie w pierś było tylko dowodem, jak bardzo boli - bardziej dla nas samych niż dla kogokolwiek innego. Problem rodził się tam, gdzie łatwo było zagubić różnicę między odwagą a głupotą. Ty nie byłaś Syzyfem, a głazy, które dźwigałaś, nie były tymi, które musiałaś wtaczać pod górkę. Mogłaś pozwolić im spaść, powoli zsunąć się ze zbocza, obserwując, czy na pewno spadną odpowiednio nisko, by zniknąć ci z oczu. Jeśli przy okazji rozbiją się na drobne kawałki - dobra twoja. Służące tylko zapłaczą, że więcej pyłu wleciało dziś oknem i dwa razy musiały zetrzeć kurze. Ten pyl był twoim małym pyłem zwycięstwa, który odsłonił widok na słońce, co oblewało jasnością materiały przeróżnej jakości i o przeróżnych wzorach, a każdy z nich mogłaś dotknąć, przyjrzeć się mu i wycenić. Trumnę zatrzasnęli - ale bez ciebie w środku. Kamyczki się wysypały z twojego żołądka - spadły daleko w dół. Chłodne spojrzenia były wspomnieniem, tym, które choć nie odleci z pierwszym śniegiem, ale które było nauką na przyszłość i pozwoliło ci ze szponów Niefortuny wyrwać coś dla siebie. Handlarka miała sporo cierpliwości, ale widać było, że została ona poważnie nadwyrężona i w zasadzie w momencie dokonania zakupu już się skończyła - to był ten licznik, który nie zatrzymywał się na zerze, z jakiegoś powodu zawsze musiał zjeżdżać w dół, tam gdzie cyfry sięgały chorych liczb. I ciągle w dół, dół, dół... Tutaj mogłaś sobie na to pozwolić. Nasz klient, nasz pan! Znałaś swoje stanowisko, miałaś pieniądze, więc miałaś ułamek władzy. Tylko ułamek, bo kobieta zawsze mogła się zirytować na tyle, by zamknąć ci stragan przed nosem. Tak się na szczęście nie stało. Jedyne, co stało, i to całkiem nieźle, to wasza dokonana transakcja - stała na wyżynach dobrze wydanych ryo i dobrze sprzedanego materiału. Sprzedawczyni wręcz słodko się do ciebie uśmiechała na odchodnym, a jej oczy były jak te ryo, które jej wręczyłaś - wielkie jak talary i lśniące złotem. Choć oczy miała całkiem ciemne.
Namiot stal tam, gdzie go zostawiłaś. Bo to ty go zostawiłaś, tak? Postawiłaś z własnej głowy, gdzie dziecięce fantazje rodziły smoki w najwyższej komnacie najwyższej wieży, a rycerze przybrani w popiół i krew bili tę księżniczkę. Gdybyś tylko była jedną z wielkich marzycielek, tych romantyczek, które z zapartym tchem czekają na przygody, co czaić miały się też za rogiem, pewnie ta historia by cię porwała. Miałaby szansę - o Tragicznej i o Złym, co nie mogąc się spotkać słali sobie liściki. Jedyne, co różniło to miejsce od poprzedniej wizyty to fakt, że na zewnątrz, w wejściu, nie wisiały już łapacze snów, a kotara namiotu była zasłonięta, sugerując, że albo klient jest w środku, albo właścicielka nie życzy sobie aktualnie żadnych niepożądanych gości. Ty byłaś tu pożądana. We własnym świecie nie można było być niechcianym.
Kiedy tylko uchyliłaś kotarę zobaczyłaś, jak wróżka unosi głowę, skupiona na tym, by zidentyfikować gościa i przekonać się, czegóż chce od zajętej wróżki. Lecz to byłaś ty, tylko ty. Uniosła się, półleżała na poduszce i stoliku, uśmiechając się lekko przepraszająco - z wdzięcznością, ale po ściągniętych w ten specyficzny sposób brwiach widać było, że jest lekko zmartwiona. Głównie twoją miną, jakże butną i zdystansowaną! Złapała za pędzel i umoczyła go w atramencie.
- Przepraszam. - Pokazała ci wiadomość i lekko przykurczyła ramiona, chcąc wyrazić skruchę. - Wiedziałam, że Ryohei ci niczego nie zrobi. - Czy brzmiało... och, przepraszam: czy "wyglądało" przekonująco? To, co pisała? Może stawiała karty, wiedziała, że przyjdziesz, że czegoś będzie chciała i od razu wiedziała też, czego od ciebie zażądać, by wszyscy dostali to, czego chcieli. A może zagrała w Pokera ze Śmiercią, stawiając przy tym w zakład życie innych. Cokolwiek zrobiła - skończyło się dobrze, jak sama zdążyłaś zauważyć.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 26 paź 2018, o 21:49

Miwako zdecydowanie nie była Syzyfem. Głazu wypełnionego negatywnymi myślami taszczyć nie zamierzała - raz, że nie miałaby z tego żadnej korzyści, no i dwa, że wcale nie było to przyjemne. Nim jednak pozwoliła balastowi stoczyć się w dół i rozprysnąć na drobne kawałeczki, musiała usłyszeć wyjaśnienia ze strony wróżbitki. A potem mieć nadzieję, że skała rozpadnie się na fragmenty dostatecznie drobne, by przepaść na dobre. Bo taka drzazga, nawet niepozorna, potrafi uwierać nawet przez całe życie.
I musiała przyznać, że miło było zobaczyć wyraz twarzy czarodziejki. Cóż, przynajmniej nie zbyła jej z uśmiechem twierdząc, że nic się nie stało. Zrobiła to z nieco bardziej przejętą miną. Miwako odczytała treść kartki i usiadła na wolnej poduszce, gubiąc po drodze sandały - bardzo zręcznie jednak, bo równo stały obok. Nic nie mówiąc, blondynka złożyła po swojej lewej paczkę z zakupionym kimonem, potem zsunęła z ramienia supełek, w którym kryły się zwędzone z domu akcesoria do haftu. Rozwinęła go, a spomiędzy szpul z nićmi jej drobne palce wydobyły płócienny woreczek, orzeszki ukryte w środku zaszeleściły głucho.
- Myślę, że dam się przeprosić kubkiem herbaty - podniosła wreszcie spojrzenie na wróżkę, i chociaż nie uśmiechnęła się, jej spojrzenie było mniej chłodne.
Tłumaczenie wróżki było dziurawe, oczywiście. Może tak mówić, bo Miwako wróciła. Gdyby jej się nie udało, nie byłoby przed kim się tłumaczyć. Kunoichi nie mogła jednak całkowicie wykluczyć całego tego przyszłościowidzenia, odpuściła więc. Przynajmniej zapłatę dostała, ostatecznie warto było.
- Mam też kimono. Takie z minimalną ilością dekoracji, żebyśmy miały większą dowolność - rozpakowała szatę i pokazała dwukolorowy rękaw - większość jest biała. Myślałam o wielkim, złotym motylu na plecach... To trochę tak, jakby babcia miała skrzydła, prawda?
Pochłonięta tematem jakoś zdołała do końca odrzucić swoje uprzedzenie. Wróżka nie była na tyle bliską ani ważną osobą, by jej drobne wykorzystanie dziewczynki miało pozostawić po sobie bliznę. Ot, niezbyt miłe doświadczenie, które pozostanie w głowie, nie sercu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 27 paź 2018, o 00:48

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
3

Twoje gubienie sandałów było dla niej dobrą wróżbą. Elegancko ułożone obok, jakby same, w szeregu, stawiały się tak co noc przy jej łóżku, więc wyuczone komendą ustawiły się i tutaj. Nie były pobłocone. Choć przechodziłaś dziś cały dzień, twoja stópka ani razu nie postanęła w kałuży, którą mogłabyś zachlapać nie tylko swoje buty, ale i nogi, kimono, które nosiłaś. Damy tak nie mogły, damom nie wypadało. Tutaj nikt by się tym zapewne nie przejął, przynajmniej nie w dzisiejszy dzień, w którym mało kto wydawał się dostrzegać cokolwiek, jakby na ich oczy nałożono klapy, a dłoniom zabroniono badać otoczenie po macoszemu. Nie dostrzegali ciemności? Bo nie sercem patrzyli! Więc czemu akurat ty widziałaś? Spośród wszystkich wybrana, bohaterka swojej maleńkiej opowieści. Tej o księżniczce, co chciała rozbić Syzyfowy kamień. Następny chyba był Węzeł Gordyjski.
- Hotaru. - Zapisała dwa słowa na kartce, wyraźne i jasne, nie mogłabyś ich zinterpretować inaczej, niż przedstawienie się. Zwłaszcza, że niewiasta oparła wolną dłoń, którą nie przytrzymywała zeszytu, na swojej klatce piersiowej, by zaznaczyć, że ten zapisek nawiązywał do niej, po czym pokłoniła się, na siedząco, by cały rytuał przedstawiania się został dopełniony. Przysługa za przysługę, zdolności za zdolności. Byłaś zwykłą dziewczynką, tak daleka od dzikich Jugo. A ona była wróżką, która wśród tej dzikości przebywała. I która wędrowała po świecie skrytym, tajemniczym i miast gwiazdami - usłanym cierniami. Poranione stopy i poszarpane kimono to najlepsze, co można było stąd wynieść. Przynajmniej towarzyszył temu zapach hibiskusa i palonych kadzideł. Nawet karty miały swoją unikatową woń, która zdążyła się pomieszać z zapachem jej perfum - teraz już wywietrzałymi.
Odłożyła swoje przyrządy do pisania i ponowiła rytuał parzenia herbaty - to już drugi w przeciągu chwili, a mimo to ta oficjalność miała formę prywatnego zbliżenia, z jej strony promieniowało otwarcie i szczerość. Gdzie w tej szczerości ta misterna granica, w której kłamstwa nie rodziły się na krtani, bo były niedopowiedzeniami? Po chwili przed tobą stał na tacy imbryczek, a kobieta nalewała ci już do czarki twoją dawkę herbaty. Dasz się przekupić? Cena była niewielka. Jest taka rzecz, za którą warto zapłacić - i była to sympatia drugiej osoby. Mogła być ułudą, mogła być udawana, ale choć przez tych parę chwil, godzinę czy dwie, bądź dokładnie taka, jaką były dziewczynki, co sprowadzały pociechę do domów swoich matek. Tą, która nie promienieje mrozem i zimnem, odtrącając na starcie.
Hotaru sięgnęła po materiał, kiedy już popijałaś swoją herbatkę, by go obejrzeć i rozłożyć, przynajmniej w mniejszej części, żeby się przekonać, nad czym chciałaś popracować. Kiwnęła głową przytakująco z entuzjazmem, który rozpalał ciepło w jej oczach, popierając twój pomysł. Nie musiała niczego mówić, niczego pisać - jej reakcja była oczywista. Mimo to napisała.
- "Będziesz jej musiała pilnować, żeby nie odleciała." - Uśmiechnęła się cieplej. - Jestem pewna, że jej się spodoba.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 27 paź 2018, o 09:55

Hotaru. Świetlik. Jakże pasowało do niej to imię. Miała w sobie właśnie coś z tego maleńkiego robaczka, który emanował przepięknym światłem, lecz by to dostrzec, należało wejść w ciemność. Ciemność, przez którą albo cię przeprowadzi, albo zgubi. Tak właśnie uwodzona jej blaskiem czuła się Miwako, nie wszystko się zgadzało, nie była wcale zadowolona z poczynań wróżki, a jednak... proszę. Oto siedzą znów razem, a między nimi unosi się aromat herbaty i zgody.
- Bardzo mi miło, Hotaru-san - trochę dziwnie te słowa zabrzmiały po dotychczasowych ich przejściach, ale Miwako sama również skłoniła się odpowiednio i rzeczywiście nie było widać na jej twarzy napięcia, choć, po prawdzie, twarz nie zawsze była odbiciem serca - Ja jestem Miwako. Moje imię jest pisane znakami utsukushii (piękno) i on'yomi (spokój). Rodzice bardzo pragnęli, bym umiała nie poddawać się emocjom... - nie była pewna, jak wiele wróżka mieszkając tu dowiedziała się o przekleństwie tutejszego szczepu, postanowiła więc nieco zmienić temat - Mieszkasz w Nawabari, Hotaru-san, czy to tylko przystanek w podróży?
Imię potrafi wiele zmienić. Wcześniej były tylko klientką i wróżbitką, a łącząca je więź była cienka i delikatna jak pajęcza nić, wystarczyło zrobić krok w tył by się zerwała i przepadła. Gdy jednak poznajesz czyjeś imię, sytuacja trochę się zmienia. To już nie pajęczyna, to jasna przędza, z której mogą upleść coś wspólnie, osobno, otwarcie lub skrycie, albo po prostu ją rozciąć i porzucić.
Kunoichi otuliła dłońmi czarkę z herbatą, ciesząc zmysły na razie jeszcze samym tylko aromatem. Cena może to i niewielka, ale choć dziewczynka starała się bardzo nosić maskę poważnej i dojrzałej, wysławiać się pięknie i stawiać stopy z gracją, to jednak w środku nadal była dzieckiem i nie wszystko traktowała tak ostatecznie, jak być może wypadało.
- Hmm, to od razy wyhaftujmy tego motyla z obciążnikami. Albo w klatce. Szkoda, że nie wystarczy czasu by zrobić na szydle haori w postaci siatki. To by dopiero było! - uśmiechnęła się wesoło, ta wizja jednak bardzo jej się spodobała - sama chciałaby posiadać taką pajęczynę w swej kolekcji.
Teraz jednak trzeba było zająć się kimonem i Miwako musiała skorzystać z pomocy Hotaru przy zakładania tamborka na materiał - bo niby każdy to potrafi, ale tak symetryczny wzór wymagał odnalezienia środka pleców i idealnego wymierzenia, z czym blondynka miała spory problem.
- Moi rodzice sprzedają kimona - wtrąciła, gdy wróżka przejęła kontrolę nad tamborkiem - Mama czasami dokonuje na nich poprawek, czasami też sama haftuje, ale nie ma do tego ręki, więc tylko na tanich szatach. Nawet mi to wychodziło lepiej... - zamilkła i spojrzała na śnieżnobiały materiał, który za chwilę miał zostać zniszczony w miejscu, które ciężko będzie zakryć.
Jeśli im się powiedzie, babcia Miwako otrzyma nazajutrz parę złotych skrzydeł, powstałą z przywiązania jasnowłosej dziewczynki. Jeśli jednak ich ręce okażą się nie dość sprawne lub popełnią błąd, pozostanie chyba tylko oddanie kimona specjaliście, który jakoś zatuszuje pokracznego motyla, z pewnością jednak nie zdąży przed urodzinami staruszki.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 27 paź 2018, o 15:38

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
5

W namiocie na szczęście ciemność nie panowała. Nie rządziła tym miejscem, w którym królowały półcienie - łagodne światło świetlika, wydobywające się spod rozchylanych skrzydełek i delikatnego pancerza, który miał je chronić przed zniszczeniem. Wiesz coś o nich? Tych owadach, które krążą wokół śnięte jak muchy, będąc światłem pośród mroków? Dano im tylko jeden dzień i jedną noc, w której wolno im było lecieć dokądkolwiek zechcą i wybierać drogi, którymi wędrowało ich serce. Ostatnia godzina ostatniej nocy - więcej nie dostaniesz. Kiedy wykorzystasz godziny, które otrzymałeś, nie trafisz do ciepłego łóżka, przed którym zgubisz pantofelki, nie będzie całusa starej opiekunki na dobranoc. Sądzę, że dobrze wiesz, co czekało po ostatniej z godzin, kiedy z żalem świetlik żegnał świat i oglądał się na tych, których zostawiał za plecami. Z myślą, że więcej ich nie zobaczy. Z myślą, że już niczego więcej nie zobaczy. Skoro miała jedną noc - musiała wykorzystać ją mądrze.
Kobieta zrobiła na stoliku miejsce, przesuwając wszystko i starła blat ściereczką, chociaż już i tak był idealnie czysty. Nie zamierzała ryzykować, by tak cenne kimono narażone było na jakiekolwiek plamy, których potem nie dałoby się domyć. Nie było nawet czasu na mycie, przecież ten prezent miał być gotowy jeszcze na dziś. Zapowiadały się przed wami długie godziny pracy. Zgodnie z twoim pomysłem rozłożyła materiał tak, by plecy były na wierzchu, żeby można było bez problemu wymierzyć miejsce, w którym należało zacząć szyć. Czy to na pewno był dobry prezent, czy nie lepiej było kupić coś, co z punktu widzenia materializmu będzie o wiele cenniejsze, przede wszystkim - codziennie użyteczne? To kimono, na pewno użyteczne będzie. Tylko co, jeśli wzór nie wyjdzie? Perfekcjonizm nie znosi i nie toleruje błędów.
- Piękne imię. Twoi rodzice muszą być zadowoleni, jesteś dobrze wychowaną młodą damą. - Nie dopowiedziała od razu z racji zajmowania się przygotowywania miejsca pracy. Jej jedyną odpowiedzią wcześniej był ciepły, szeroki uśmiech. To naprawdę było bardzo ładne imię - i świetnie do ciebie pasowało. Do dziewczyny, która przypominała Raszpunkę zamkniętą w wysokiej wierzy, a która nie była skłonna grać za światłem lampionów, kiedy tylko je zobaczy. Była za to skłonna podążyć kawałek za świetlikiem. - Zagoszczę tutaj na dłużej. Podróżowałam razem z Ryoheiem, ale teraz chyba tutaj zostanę. - Nie było strachu na jej twarzy ani zwątpienia. Tylko... znów nuta smutku wkradła się do jej piosenki. W której to pięciolinii? Nie znajdziesz, nie pojawiał się w niej fałsz. Utwór był wygrywany prawidłowo. Ta nuta od dawna musiała być tam wgrana. Brak ciężaru cisnącego się na wargi sprawiał, że oczy nie zaczynały się szklić. Nie mogła czuć tego ciężaru ta, co nie potrafiła mówić. Za to potrafiła się śmiać. I ten śmiech był przedziwny, niepodobny do żadnego innego, ale przy tym całkiem sympatyczny. Jej struny głosowe nie nawykły do wydawania z siebie jakichkolwiek odgłosów, toteż je zniekształcały.
- Na następne urodziny pomyśl o haori z wyszytą siatką. - Zaproponowała, szczerze zdumiona i rozbawiona tym entuzjazmem, który pojawił się w tobie na myśl o tym, by czasem motylkowi nie pozwolić odlecieć. Czy to już mowa o babci..? By babcia nie odleciała..? Hotaru pomogła ci zrobić wspomniane wymierzenie i wkuła pierwszą igiełkę, przeciągając wcześniej delikatne, ledwo zauważalne kreseczki ołówkiem, wzdłuż których mogłaś spokojnie szyć. Jedynie pilnować, by były równo. Co chwila była zresztą gotowa ci pomóc. - A ty tutaj mieszkasz, Miwako?
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 28 paź 2018, o 13:55

Namiot może i był rozświetlony, ale czyż wróżka nie była od tego, by prowadzić człowieka przez mroki tego, co jeszcze zakryte dla zwyczajnych śmiertelników? Jednak nie było to dobre imię. Pasowało, zgadza się, czasami lepiej jednak, by nie wszystkie elementy się ze sobą zgadzały. Jedna noc? Jak to jest, że piękno tak często idzie w parze z tragedią...
Miwako w milczeniu patrzyła, jak wróżka przymierza tamborek. Zawisło między nimi pytanie, które dziewczynka zadała trochę nierozsądnie, nie pamiętając, że zajęte kimonem dłonie nie będą w stanie odpowiedzieć od razu. Głupie przyzwyczajenie, by rozmawiać podczas wspólnych zajęć. Mogła oczywiście wypełnić tę ciszę potokiem własnych słów, to jednak byłoby jeszcze gorsze, sugerowałoby, że brak natychmiastowej odpowiedzi ze strony Hotaru jest dla jasnowłosej niezręczny. Milczała więc, całą uwagę przekierowując na dłonie czarodziejki i to, co robiła z kimonem. Wreszcie drewniana obręcz znalazła się na miejscu, kolejny drobny krok został uczyniony, teraz należało schwytać motyla w swej wyobraźni i poprzez kolorową nić uczynić go realnym, choć tylko pod postacią złocistych pętelek na białej tkaninie. Ten motyl nigdzie nie poleci.
I warto było poczekać, bo komplement zapisany przez wróżkę naprawdę trafił Miwako prosto do serca. Uśmiechnęła się wdzięcznie, a jej blade policzki nawet zaróżowiły się nieco. Wiedziała jednak, że nawet i tutaj znajdzie się skaza, że nie jest wcale córką tak idealną, jak by tego pragnęła. Gdyby była, siedziałaby teraz w rodzinnym domu albo jeździłaby z ojcem, pomagając wybrać nowe wzory kimon na nadchodzącą zimę albo po prostu towarzysząc podczas spotkań z ważnymi klientami, jak lalka, której jedynym zadaniem jest budzenie zachwytu. Tymczasem siedziała tutaj, w Nawabari, wylewając pot, a czasami nawet krew podczas treningów. Jej biała, miękka skóra, która wcześniej nie znała nawet zadrapań, teraz pod ubraniem skrywała ogród sinych kwiatów. Miała jednak swój cel i koniecznie chciała go spełnić, a potem postawiony do góry nogami świat na pewno uda się przywrócić do normalności.
Kiwnęła głową.
- Tak, zamieszkałam w domu wuja dwa lata temu, moi rodzice i brat mieszkają w Totsukawa, przy głównym trakcie prowadzącym do Kyuzo. Handlują odzieżą. - powiedziała z lekkim uśmiechem - Przygotowuję się do podróży, ale chyba nie idzie mi najlepiej. Szkoda, że nie umiem czytać przyszłości z kart, wtedy bym mogła wędrować zgodnie z ich wskazówkami i nie bać się, że zaskoczą mnie rabusie. - wzrokiem odnalazła odłożone na bok instrumenty wróżebne, zaraz jednak wróciła do igły, którą miała już w dłoniach, w skupieniu wyszywała krawędź smukłego tułowia, starając się bardzo, by nie ściągnąć materiału za bardzo podczas domykania pętelek. Szło jej powoli, dawno nie miała czegoś takiego w dłoniach - Gdzie się tego nauczyłaś, Hotaru-san?
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 29 paź 2018, o 00:05

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
7

Otulona żywymi rumieńcami, blada skóra nabierała w końcu kolorów, które powinno mieć dziecko. Właśnie - na pewno dziecko? Pojęcie "dziecko" w świecie, w którym jedenastolatkowi dawano w dłoń kunai i kazano zabijać, było jak próba rzucenia zaklęcia. Zgadzasz się co do tego, że to zaklęcie ma na ciebie rzucić urok niewinności, nieporadności i całkowitej szczerości, bo przecież dzieci niedotknięte złem nie mogły nauczyć się kłamstwa, jeśli kłamstwa tego nie posmakowały. Stworzenia najbardziej brutalne, bo nauka dobra również musiała przyjść z czasem. Poznawanie podstaw - nie rzucania shurikenami, nie urywania ludziom rąk, skręcania karków i spalania żywcem, a nauka życia. Dla tego świetlika, dla którego ta nauka była poznaczona sinymi śladami na jej twarzy, choć nie była już dzieckiem, trwała nadal. Ludzkim odruchem stawało się chronienie swoich skrzydeł, choć żaden z nas nigdy nie miał zostać stworzony do tego, by latać.
Nie wadziła jej cisza, nie zauważyła nawet na początku, że dla ciebie stała się niezręczną. Przegadać? Nie wypada, może wypaść nieuprzejmie. Milczeć dalej? Niepewnie, w końcu kobieta się czymś konkretnie zajmowała. Więź, która się między wami zacieśniła i obdarła ociupinkę z mistycyzmu, pozwoliła dojrzeć tę mniej przyjemną stronę medalu, brzydszą, gdzie to, co z początku wydawało się niesamowite, tchnąc nowością i mistycyzmem pasującym do tego miejsca, zamieniało w codzienność, w której ciężko było funkcjonować. Zwłaszcza, kiedy dotyczyło to takiej wady jak brak możliwości mówienia. To imię - niby zupełnie niczego nie zmieniało, bo zaledwie pozwalało zwracać ci się do drugiej osoby inaczej niż per "ej Ty!". A jednak zawiązywało niteczki, które teraz łączyły wasze nadgarstki. I które pozwalały wam wspólnie uszyć pięknego motyla. Kobieta podała ci naparstek, zachęcając ruchem głowy, żebyś go założyła, by czasem nie poranić swoich delikatnych dłoni. Nie wiedziała nawet, że ta skora miała stwardnieć niebawem od długich treningów i minie długi czas, nim przyzwyczai się do nowego trybu życia, jaki prowadziła. Wtedy przyuważyła ten moment twojego zawahania, jeśli można było to tak nazwać, kiedy na ciebie zerknęła podczas całego odmierzania, by upewnić się, że śledzisz jej ruchy i następnym razem poradzisz sobie sama. Mogła przekazać ci wiedzę, choć przy fakcie, że pochodziłaś z takiej rodziny... mogła wypaść cienko.
- I mieszkasz teraz z wujkiem? - Dopytała, bo to nie było takie oczywiste. Mimo wszystko dziwnie było słyszeć, że rodzice odesłali tak małą dziewczynkę daleko od siebie. - Mam nadzieję, że masz kontakt z rodzicami? Nie tęsknisz za nimi?- Ciężko było wzrok skupić i na szyciu i na czytaniu, dlatego Hotaru cierpliwie i spokojnie przytrzymywała zeszyt, żebyś mogła na spokojnie wszystko przeczytać, bez pośpiechu i nerwów, że musisz gwałtownie przerywać swoją dotychczasową pracę. Przykro było myśleć, że rodzice zostali rozdzieleni ze swoim dzieckiem. Może coś się stało? Może interes nie szedł tak, jak powinien? Hotaru nie chciała być nachalna, a już na pewno nie zamierzała być nie delikatna. W takich sprawach nigdy nie wiadomo, czy jakieś pytanie nie zaboli za mocno.
- Lepszym doradcą od kart jest twoje własne serce. Ale na bandytów rzeczywiście by ci się przydały. - Zażartowała, bo nie mówiła na serio. Podkreśliła to swoim uśmiechem. - Kiedyś mogę ci zdradzić sekrety kart, jeśli ty w zamian zdradzisz mi sekrety tej wioski, co ty na to, miła handlarko? - Zaproponowała kolejny układ, tym razem bez żadnych kruczków - ot, oprowadzenie po mieście w zamian za oprowadzenie po świecie kart, całkowicie równa umowa, zgodna z wszelakimi normami. Coś za coś. W życiu za darmo mogłeś tylko dostać...
- W Yinzin. Stamtąd pochodzę. Tam kobiety są uczone od małego szycia, gry na instrumentach... chyba że pytasz o karty. W takim wypadku, jeśli mam być z tobą szczera - nie pamiętam. Nie pamiętam większości rzeczy z lat młodości. Miała bolesny i przykry wypadek, który pozbawił mnie większości wspomnień.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 1 lis 2018, o 14:05

Naparstek był trochę za duży, ale przy odpowiednim przygięciu kciuka kunoichi dawała radę utrzymać go na opuszce nawet w miarę stabilnie. Czy była wciąż dzieckiem? Z pewnością nie była jeszcze kobietą, w aspekcie fizycznym nie było co do tego najmniejszych wątpliwości. A psychicznym? Też nie. Na pewno nie. Może już nie dziecko, ale też i nie osoba dojrzała, choć potrafiła imitować dorosłość przez swoje zachowanie. Być może jednak młodociani żołnierze w ogóle nie powinni podlegać pod tradycyjny podział.
Słysząc pytanie o rodzinę i mieszkanie u wuja Miwako skinęła twierdząco głową.
- Piszemy listy. To nic takiego - odpowiedziała ze zdziwieniem, bo Hotaru wydawała się sprawą przejęta - Mama i tak wspominała, że chce mnie oddać na służbę u boku jakiejś arystokratki. - skrzywiła się ledwie dostrzegalnie, szybko jednak przykryła to bladym uśmiechem - A mieszkanie z wujem nie jest takie złe. Szkoli mnie, bo chcę wyruszyć w wielką podróż. Niedawno zostałam mianowana kunoichi niższej rangi. - przyznała się po chwili zawahania.
Z jednej strony nie planowała się tym chwalić, z drugiej jednak była ciekawa, jaki s m a k będzie mieć wyznanie czegoś takiego. Ona, Miwako, kunoichi. Delikatna panienka, kunoichi. Na razie ciągle w trakcie treningu, który nie wychodził jej najlepiej nawet mimo solidnej pracy, bo rówieśnicy sprawiali wrażenie, jakby fikali salta zanim jeszcze nauczyli się chodzić. W porównaniu z innymi, świeżo mianowanymi doko, wypadała strasznie blado, ale nie mogła odpuścić. Nie miała prawa po tym, jak Kyoro zobowiązał ją do swojej szalonej podróży. Nawet teraz czuła, jak ukryty pod ubraniem wisiorek pali jej skórę, ponaglając uprzejmie, by zebrała się do kupy i wzięła wreszcie do wypełniania jego ostatniej woli. Duchy zmarłych nie powinny gnębić żywych, ten jednak jeszcze za życia opracował swój samolubny plan. A może wcale nie chodziło o niego? Może to tylko pretekst, by wyciągnąć Roszpunkę z zimnej wieży...?
- Serce doradcą? - teraz Miwako naprawdę się zdziwiła i podniosła znów głowę, przerywając swój haft - Ale... nie, to zdecydowanie nie jest dobry pomysł. Radzić powinna chłodna głowa. Serce to dom dla emocji, a one są źródłem nieszczęść - powtórzyła coś, co wielokrotnie słyszała od matki.
Motyl pod jej palcami powoli nabierał kształtu. Dziewczynce szło lepiej niż na początku, nadal jednak starała się każde wkłócie wykonać dokładnie, każdą pętelkę uczynić równą. Perfekcjonizm to podobno choroba, w takim razie Miwako była naprawdę niezdrowa.
- Yinzin. Wyroby metalowe i piękne futra - pochwaliła się swą znajomością tematu - I tak, chodziło mi o karty. Przykro mi z powodu wypadku - zapewniła zaraz, zawsze poprawna - to musi być straszne, zapomnieć siebie... pamiętałaś chociaż swoje imię? Ciekawe, czy gdyby mi się coś takiego przydarzyło, nadal lubiłabym herbatę...
Prawie jak umrzeć i narodzić się ponownie. Nie pytała, czy Hotaru odnalazła swoją rodzinę, bo mieszkanie w namiocie, w obcej krainie, naprawdę było bardzo wymowne. Ten świetlik naprawdę żył w mroku, tak bardzo różniła się od Miwako, która posiadała jasno wytyczoną ścieżkę i nie znała niedomówień. A skoro o nich mowa...
- Sekrety wioski? Hotaru-san, teraz to brzmisz jak szpieg - zażartowała z leciutkim uśmiechem - Chętnie nauczę cię życia w Nawabari. Jest coś, od czego chciałabyś zacząć? Dziś i jutro mam nieco ograniczony czas, ale postaram się trochę go wygospodarować - zapewniła, a na koniec posłała ciekawe spojrzenie w stronę kart - widzę, że ja też będę potrzebować zeszytu. Na notatki.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 1 lis 2018, o 22:12

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
9

W bajkach ołowiane żołnierzyki bardzo marnie kończyły. Maszerowały jeden za drugim, każdy w równym rzędzie, dorośli na swoje lata i swoje możliwości. Żołnierzykom obiecano, że będą z ołowiu - oszukano ich. Przecież wystrugane zostały z drewna. Posłano ich prosto do kominka, gdzie ogień szalał i jęzory w swojej dzikości sięgały poza kamień. Chciały więcej. Nienażarte i wiecznie niespokojne układały się na wzór smoków - zbyt silne, żeby pokonać je w pojedynkę, dlatego wyruszyli wszyscy razem. Zgodni chodem, w jedności swoich oddechów, wypuszczeni z bezpiecznych domów, bo przecież ktoś im powiedział, że już są gotowi. Ogień nie mógł być im straszny, kiedy byli z ołowiu. Wytrenowani, wyćwiczeni... posłani na rzeź. Do świata, w którym, jak mieli się przekonać, co drugi człowiek chował w sobie smoka, który gotowy był pożreć ich drewniane tarcze i drewniane mieczyki, którymi próbowali się bronić.
- Czasem im dalej od domu - tym lepiej. W tym wypadku widzę, że jesteś szczęśliwa. To mnie uspokaja. - Masz rację, Przyjaciółko - ta drobna kobieta, której umysł wydawał się być bardziej kruchy niż ona sama, w przeciwieństwie do ciebie, przejęła się twoim losem. Sama zauważyłaś - znałyście już swoje imiona więc to tak, jakby Kloto łączyła wasze wątki ze sobą w ścisłych wątkach, nie pozwalając im przejść obojętnie obok siebie. Dłużej się nie dało, udawać obojętność i obiecać sobie, że tuż za rogiem się zapomni. Każde ukłucie igły w twoj własne palce miało być dowodem na to, że tutaj byłaś i starałaś się stworzyć coś idealnego, co choć trochę zachwyci w taki sposób, w jaki zachwycały wszystkie te wzory na zapamiętanych przez ciebie szatach z rodzinnego sklepu. - Moje gratulacje! Nie wiedziałam nawet, że jesteś kunoichi. Ja potrafię jedynie wróżyć z kart. - Skromność była ponoć cnotą, bo Hotaru całkiem ładnie grała, szyła, parzyła naprawdę smaczną herbatę. Wszystkie te rzeczy czyniły ją idealną panią domu, a jednak była tutaj, w tym namiocie - i nic nie wskazywało na to, żeby była zamężna. Chyba że ten ślad na jej twarzy. - Skoro już jesteś Doko, to na pewno łatwiej ci będzie podróżować. Życzę ci tego z całego serca. - I jak to smakowało, powiesz mi? Zdradzisz, jak to jest pochwalić się swoim malutkim osiągnięciem, które tak mocno przybliżało cię do celu? Jeszcze milę dalej i będziesz mogła wsadzić nos w większość zakamarków ziemi, o których zwykli ludzie nie śnili. A jeśli zaśnili, nie wracali stamtąd żywi.
- Pamiętałam. To chyba ostanie, co mi zostało po własnej rodzinie. Moje imię. - Przekazane przez cząstkę matki i ojca, chowające w sobie ich fragmenty - tak było zawsze. Czy więc nie pamiętając smaku herbaty, mogłaby smakować tak samo? To byłoby jak próbowanie nowej rzeczy, uczenie się wszystkiego od nowa. Z drugiej strony - wróżka wcale nie musiała się uczyć od nowa wróżyć, szyć, czy grać na instrumentach. Tak, jakby część niej to po prostu pamiętała i nie można było jej tego wyrwać z rąk, odebrać. A ty? Jak sądzisz, co byś pamiętała? Smak herbaty, czy wolności, kiedy po raz pierwszy pełnymi płucami wciągnęłaś powietrze Daishi?
- Co najwyżej taki, który szuka dobrego jedzenia. - Zaśmiała się na głos słysząc twoje słowa. Czy jednak ta nimfa nie pasowałaby na kogoś, kto po cichu wkrada się do serca tylko po to, by wykorzystać jakieś informacje? Zdobyć je, sprzedać, służąc... komu właściwie? Tamtemu mężczyźnie, któremu wysłała liścik, a który wydawał się ucieleśnieniem mroku tej wioski? Ciemną nocą, podczas której księżyc ledwo wygląda zza drzew. - Chciałabym poznać okolicę. Zobaczyć tutejsze pola i jak się tutaj gotuje. Podstawy. - Wyjaśnił z niegasnącym uśmiechem. - Pożyczę ci moje notatki, jeśli chcesz. Jest w nich wszystko, co powinnaś wiedzieć. Mogłabyś sobie tę książkę przepisać.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 2 lis 2018, o 12:40

Taki już los żołnierza. Nikt mu nie powie, że delikatny, że tylko z drewna wyciosany, bo próżno wtedy szukać tej szaleńczej odwagi, typowej dla kogoś przekonanego o własnej nietykalności. Płomień liże po skórze? A niech liże, przecież to nic ostatecznego, a ewentualne blizny zawsze można ubrać w bohaterską historię. Dlatego właśnie tak ważny jest pierwszy bój. Pierwszy płomień, który ostatecznie zweryfikuje wszystko w sposób nie budzący żadnych wątpliwości.
- To nie tak, że nie brakuje mi mamy i taty. Czasami nawet wspominam mojego głupiego brata. Po prostu jest coś, co koniecznie chcę zrobić, choćby nie wiem co. A czas na to mam tylko teraz, bo jak mnie wydadzą za mąż to będę mieć za dużo obowiązków. - wyjaśniła, doskonale świadoma, że tego nie przeskoczy.
Co najwyżej może mieć jakiś wpływ na decyzję rodziców co do wybranka, jak na razie jednak wszystko to brzmiało dla niej trochę abstrakcyjnie, jakby dzieliło ją od tego milion lat. Lubiła słuchać romantycznych historii, gdy jakiś bard czy gawędziarz zawitał do osady, na tym jednak kończyło się jej zainteresowanie miłosnymi sprawami. Tym bardziej, że w prawdziwym życiu niekoniecznie były one tak porywające i piękne, często właśnie sprowadzały się do sinych wykwitów na policzku. Miwako zastanowiła się, czy posiada jakiś kosmetyk mogący to zatuszować, ale jej skromna kolekcja nie nadawała się do takich rzeczy. Gdyby tylko miała dostęp do kolekcji swej mamy...!
- Dziękuję, ale to tylko tytuł za opanowanie najprostszych sztuczek. Teraz przykazano mi wykonywać różne zlecenia od mieszkańców, nawet bardzo banalne. Wydaje mi się, że to ma uczyć zaradności - zaśmiała się krótko, większość tych zadań mogłaby z powodzeniem być wykonywana przez ludzi, którzy nigdy nawet nie słyszeli o chakrze.
Rakcja Hotaru była dużo bardziej pozytywna, niż kunoichi się spodziewała. Żadnego widocznego zawahania, żadnego "to nie dla ciebie", żadnego krytycznego spojrzenia. Tak zaskoczyła tym Miwako, że jasnowłosa nie mogła się powstrzymać przed zadaniem kolejnego pytania:
- Nie sądzisz, że to dziwna decyzja?
Nie, żeby sama dziewczynka wątpiła w swój pomysł, to wydawało jej się najbardziej pewną drogą do osiągnięcia celu. Wszyscy jednak, poczynając od rodziców, przez kolegów z Nawabari, aż po wujaszka, każdy zdawał się być zdania, że blondynka doznała jakiegoś zaćmienia i wkrótce jej przejdzie. Bo dziewczynka z porządnego domu powinna skupić się na kimonach, modnych upięciach włosów, doskonalić się w sztuce makijażu i śnić o księciu z bajki. Jedynie babcia szczerze wspierała jej decyzję o zostaniu shinobi. Może Hotaru widziała coś w kartach...?
- Bardzo chętnie przepiszę książkę. Trudniej będzie kupić karty, ale może w Seiyamie znajdę jeśli tutaj nie dostanę. Znam tam kilka osób po wyjazdach z ojcem, na pewno lepiej posłać list niż przedzierać się przez trakt - mruknęła nawet bardziej do siebie, planując od razu, a dłonie jej dokonywały ostatnich nakłuć - Zimy bywają u nas ciężkie, ale może na Yinzin jest gorzej? Najlepiej bez wielkiej potrzeby nie podróżować, a jak już to głównymi traktami, bo większość ścieżek jest głęboko pod śniegiem. Ale osadę zwiedzimy bez problemu... - coś przyszło Miwako do głowy i przyjrzała się nowej znajomej krytycznym spojrzeniem - Hotaru-san, nie chcę być wścibska, ale dasz radę utrzymać się z wróżenia? Mogłabym poszukać, czy ktoś nie potrzebuje pracownika. - zaproponowała, poszukiwanie pracy musiało być dla ciemnowłosej trudne, gdy jedyną metodą kontaktu ze światem jest pisanie i gestykulacja.
Tym bardziej w świecie, gdzie nie wszyscy nawet uczeni byli czytać.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 2 lis 2018, o 13:38

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
11

Ślicznie zarysowana prawda, w której ogień nie zawsze był wichrzycielem. Nie od razu pożerał drewno, potrafił je przypalić, wygładzić jego niedoszlifowane krańce, przyczernić, nie naruszając struktury. Puszczeni na wiatr i na niedogodności znoje, targani wichurami i tuleni gorącem topiącej się stali - chrzest bojowy nie zawsze był tak brutalny. Pewnym był tylko początek, w którym przybierasz miano ninja, a świat nagle zaczyna inaczej cię postrzegać. Musisz być gotowa, by stanąć na wezwanie, podejmować misje, cały czas się rozwijać, żeby przetrwać. Każdy przecież oprócz tego przetrwania chciał po prostu żyć.
Dziewczynka w wieku... no właśnie, ile mogłaś mieć lat? Twoje drobne ciało myliło, wprowadzało dysonans, kiedy wkraczał twój ułożony świat z ułożoną głową, w niej dokładnie poukładane myśli. Wydawało się, że mogłaś mieć te 11 lat, Hotaru naprawdę nie potrafiła ocenić, a nawet kiedy próbowała, bo robiła to teraz, kiedy zamiast śledzić ruch twoich dłoni, na które ubrałaś nieco za duży naparstek, wpatrywała się w twoją twarz, słuchając uważnie wszystkiego, co miałaś jej do powiedzenia. Chciała poznać te myśli skryte pod jasnymi włosami. Delikatność okrywającą stal, jak miecz, który nakryty został motylimi skrzydłami. Poruszą się - wywołają huragan, a ty nigdy się nie dowiesz, skąd ten wiatr i czemu przeciął twoje życie. W jej spokojnym pięknie drzemała siła, jak duża - ona sama wiedziała to najlepiej. Wiedza o tym, że jest kunoichi było jak zdradzenie sobie imion - niby niczego nie zmieniała. A jednak kolejne pętelki zostały zawiązane.
- Jesteś bardzo dojrzała. - Słuchała więc z podziwem i jednocześnie odrobiną smutku, którego nie planowała ci pokazać. Żadne dziecko, żaden drobny, ołowiany żołnierzyk, nie powinien być rzucany w paszczę lwa i karmiony sprawami, którymi powinni się zająć dorośli. Na szczęście ona rzucona nie została. Trafiła w ręce, które o nią dbały, troszczyły się. Sama poszła po rozum do głowy, ha! Został jej wtłuczony, że nie rzuca się na przedsięwzięcia, którym nie jest się w stanie podołać. Dlatego teraz ćwiczyła.
- Dziwna? Dlaczego? - Ludzie tutaj byli zupełnie inni od tego, z czym zetknęła się na terenach samurajów, mieli inną mentalność, ale człowiek to tylko człowiek. O tym, czego potrzebuje, jaki jest i co kryje się w jego głowie nie świadczyło miejsce zamieszkania, tylko rytm serca. Nie zgadzałaś się z pięknym twierdzeniem, że serce było mądrym doradcą - i słusznie. Bo rzeczywiście, jak żaden inny doradca, potrafiło przyprawić o ból, który był porównywalny do agonalnego, choć z twoim ciałem wszystko było w porządku. Najgorsze w chorobach po złych radach było to, że żaden lekarz nie był w stanie im zaradzić.
Niewiasta sięgnęła do materiału, by pomóc ci ustawić nowe fragmenty skrzydeł, wyznaczyć zdobienia. Ciężko było wyczuć czas, który upływał na wspólnej rozmowie i szyciu tego kimona, które zaczynało wyglądać coraz piękniej. Minuty rozmywały się tak samo szybko, jak cienie zniknęły, kiedy Hotaru zapaliła resztę świec w namiocie, żebyś miała dobry wgląd na każdy milimetr nitki, którą wplatałaś w materiał. To była w końcu sztuka.
- Wróżenie nie jest moją główną pracą. Pracuję dla Ryoheia. To, co robię tutaj, robię z pasji. - Uśmiechnęła się i podniosła, wymijając cię powoli i ostrożnie. - Pójdę po książkę. - Napisała na odchodnym i zostawiła swój zeszyt z pędzlem na stole. Jej notatnik był już niemal w pełni zapełniony jej monologami. Gdyby ktoś go przeczytał, pewnie uznałby kobietę za wariatkę. Nie zajęło jej dużo czasu, kiedy powróciła, opatulona płaszczem, mróz na zewnątrz dawał się we znaki. W końcu zbliżała się zima. Położyła starą książkę obok ciebie, usłaną znakami, które miały wprowadzać w tajniki wróżenia, użyczając ci jej. Zajęła swoje miejsce i nachyliła się, by sprawdzić, jak idzie ci z szyciem.
- Na Yinzin zimy również są surowe. Przywykłam, nie martw się.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 2 lis 2018, o 23:23

Motyle skrzydła, no właśnie. Miwako chciałaby być motylem. Z obecnej poczwarki przeobrazić się w piękną istotę o wielkich, pełnych gracji skrzydłach. Bo kim teraz była? Już nie dzieckiem, ale nie kobietą. Już nie zwykłym człowiekiem, ale i kunoichi ledwie można ją nazwać. Już nie do końca... człowiek? Doskonale świadoma była obciążenia swej krwi, tego przekleństwa, które czai się gdzieś w ciemnych zakamarkach jej własnego serca. Miło słuchać, jaka jest dobrze wychowana, jaka dojrzała, jak dumni muszą być rodzice. Niestety to, co tak desperacko próbowała utrzymać uśpione, z pewnością nie było motylem.
- Staram się - odpowiedziała z uśmiechem, nie dając po sobie poznać ciemnych myśli.
Po czym potrząsnęła drobnymi ramionami, dając do zrozumienia, że i ona jest bezradna w tej sprawie. Niby nic dziwnego, ot, dziewczyna postanowiła zostać wojowniczką. Ma nawet w tym swój cel, nie chodzi po prostu o kąpanie się we krwi. W tym jednak cała rzecz, że wcześniej prowadziła zupełnie inne życie, do czegoś innego się przygotowywała, ku innym rzeczom została przeznaczona.
- Raz jeden chłopak nazwał mnie owcą, co chce z wilkami wieczerzać przy jednym stole - oczy jej zabłysły gniewnie na to wspomnienie - Na razie nic mi z tego nie wyszło ale obeicałam sobie, że nie opuszczę Nawabari dopóki nie pokażę mu, kto tu jest owcą i gryzie trawę na pastwiskach. - dodała obrażonym tonem.
Ile czasu minęło, ciężko stwierdzić. Miwako nie zdawała sobie nawet sprawy z zapadnięcia zmroku dopóki Hotaru nie rozjaśniła namiotu świeczkami. Jeśli jednak przyjrzeć się szacie, motyl na jej plecach był prawie skończony, ten dzień nie poszedł więc na marne. Ostatnich kilka splotów dziewczynka dokonała w samotności, rozważając, gdzie właściwie może Hotaru mieszkać. Z jakiegoś powodu wcześniej głupio sądziła, że w namiocie. Musiało to być jednak gdzieś w obrębie rynku, wróciła przecież bardzo szybko. Na tyle szybko, że Miwako nie zdążyła pomyśleć o przewertowaniu jej notesu do czasu sprzed ich spotkania. Nie była wścibską osóbką, choć i to jej się zdarzało - na przykład w kwestii Ryoheia na pewno powiedziałaby Hotaru, co myśli o pracy dla niego, gdyby wróżka tak szybko nie wybrała się po książkę. Gdy zaś wróciła i pokazała swoją zdobycz, jasnowłosa kunoichi mogła jej zaprezentować ukończonego motyla. Oczy jej błyszczały radością, choć może to tylko specyfika płonących obok świec.
- Babcia będzie zachwycona - powiedziała, chyba po raz pierwszy przyznając, że pomysł z własnoręcznym wykonaniem prezentu jednak był całkiem dobry - Zobacz czy nie trzeba czegoś poprawić...
Sama, niby to obojętnie, wzięła w dłoń książkę. Chłód okładki przypomniał dziewczynce, że poza namiotem wcale nie jest tak przyjemnie jak tutaj, a przed nią jeszcze spacer do domu, którego nie zakończy szybciej niż w dziesięć minut. Mogłaby niby pobiec dla rozgrzania się i zaoszczędzenia czasu, ale w tych butach, w kimonie? No nie ma opcji. Wygładziła nieistniejące fałdki na własnym ubraniu i przekartkowała starą książkę - od razu widać było, że nie miała lekkiego życia. Miwako prawdopodobnie nigdy nie widziała książki, która nosiłaby tak wiele śladów użytkowania. Ale też, prawda, w jej otoczeniu poza Kyoro nikt nigdy nie był wielkim fanem słowa pisanego.
- Bardzo mi pomogłaś, Hotaru-san. Może mogłabym ci w czymś pomóc w zamian? W końcu jestem kunoichi - dodała żartobliwym tonem, choć w rzeczywistości nie miała nic przeciwko odwdzięczeniu się jakoś.


zt
Ostatnio edytowano 3 lis 2018, o 18:18 przez Miwako, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 3 lis 2018, o 11:41

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
13

Motyle skrzydła, co wyrastają na plecach, kiedy zwykły robaczek staje się motylem, były czymś wartym zobaczenia. Czymś, co chyba większość ludzi chciała posiadać chociażby po to, by wznieść się ponad ziemię na drobną sekundę. Nawet jeśli te skrzydła nie pozwoliłyby im latać, a jedynie szybować, lewitować. Po prostu się unieść - nie ważne, jak wysoko i na jak długo. Jeśli udałoby im się unieść raz, każdy następny byłby wydłużony, prawda? Ćwiczyłabyś mięśnie swoich pleców, zmuszałabyś te skrzydełka do współpracy, nie myśląc wcale o tym, co drzemało w twojej krwi, zakryte wieloma ścianami odgrodzenia, jako o przekleństwie - stałoby się twoim błogosławieństwem. Nie upodobniałoby cię do potwora, a zamieniało w pięknego motyla, którego wszyscy podziwiali. I bardzo wielu też chciało go złapać, by przybić zimnymi pinezkami do swojej tablicy, gdzie zbierali najpiękniejsze okazy. To już było, zdaje się, po tym, jak drewno ulegało opaleniu i doświadczało swojej ostatecznej konstrukcji. Potem już tylko przybywało broni i coraz więcej wgłębień na idealnej strukturze, świadczące o tym, że przeżyta historia wcale nie była prosta i nikt nie uścielił jej płatkami róż. Te dręczące cię myśli, ostre ciernie wbijające się w fałdy mózgu, uwypuklające mrok, widziałaś tylko ty. To, co mogłoby być płatkami, było zgniłymi liśćmi odrzuconych warzyw, których nawet najbiedniejsi nie chcieli zjeść. To, co miało być skrzydłami, było diablimi pazurami, które gotowe było rozerwać na strzępy - ciebie, ten namiot i tego świetlika, który nad tym miejscem stróżował, dzieląc się z ludźmi odrobiną magii, którą w sobie miała. Zniszczyłabyś to wszystko, gdybyś tylko pozwoliła wyjrzeć temu, co mogło być twoimi skrzydłami - było twoją zgubą. Jak czarna otchłań, której nie mogłaś spojrzeć w oczy, by ta nie odpowiedziała spojrzeniem. Choć ty... Ty miałaś przecież wystarczająco wiele odwagi. Nie, zdecydowanie daleko było ci do owcy.
Sądzę, że wilki również by przed tobą uciekały.
Hotaru ujęła kimono i uniosła je w górę, byście miały obie na nie idealny wgląd. Nie ośmieliła się go przymierzyć na siebie. Była nieco za drobna, nie wyglądałoby to dobrze, ale chociaż można by było dzięki temu sprawdzić, jak układał się wzór na ciele. Mimo to - nie zrobiła tego. To kimono było uświęcone, wyplecione czarami twoich własnych dłoni, które teraz nieco bolały, opuszki były zaczerwienione od ciągłego wbijania igły, oczy przekrwione od intensywnego wpatrywania się w materiał. Okupiłaś szycie zmęczeniem i znużeniem, które dotarło do ciebie dopiero teraz, kiedy zachwyt ogarnął twoje serce i powoli spływał na rzecz doznania trudów, ktoś powiedziałby, banalnej przecież czynności w porównaniu do tego, czym był fach ninja! A jednak nie było wielu shinobi i kunoichi, którzy potrafili pochwalić się taką precyzją i wytrwałością, takim oddaniem, z jakim ty poświęciłaś się wyszywaniu tego kimona. Tak, wyglądało idealnie. Złote skrzydła naprawdę mogły wznieść parę centymetrów na ziemię, nitki cudownie przenikały się z jasnym materiałem, lśniły niemal w blasku świec. Wyszedł idealnie równy. Idealnie doprecyzowany. Hotaru opuściła ręce z kimonem i pokręciła z uśmiechem głową. Nie, nie trzeba tu niczego poprawiać. Wszystko było doskonałe. Złożyła twój prezent i opakowała go w papier, który związała sznureczkiem, żeby czasem nic mu się nie stało podczas transportu. Zerwała ususzony kwiatek, który wisiał przy suficie namiotu i dołączyła do opakowania. Teraz naprawdę wyglądał jak prezent - chociaż to niby zwykły papier i zwykły sznurek. Dopiero wtedy podsunęła zawiniątko w twoją stronę.
- Pomogłyśmy sobie wzajem. Wprowadziłaś światło do mroku, w którym się zatopiłam. Dziękuję. - Rzeczywiście, nie było widać już tego smutku, który obejmował ją całą w swoje posiadanie, kiedy tutaj zawitałaś po raz pierwszy. Chociaż było widać, że i ona jest zmęczona dniem dzisiejszym. - Wszystkiego najlepszego dla twojej babci, Miwako. Do zobaczenia.
Nie pozostało ci nic innego jak wrócić do domu i wręczyć babci prezent.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 3 lis 2018, o 13:52

Czy przekleństwo mogło obrócić się w błogosławieństwo? Miwako bardzo chciałaby tak myśleć, ale nie było to proste. Ujarzmić ten mrok, ten czarny płomień pełgający w środku? Kunoichi czuła, że jakikolwiek kontakt z nim splugawi ją, nieodwracalnie zmieni, nie będzie już ogniskiem choroby w poddanym ścisłej kwarantannie, malutkim skrawku serca. Rozpełznie się z krwią na całe ciało, weżre się w skórę i opanuje umysł, po czym zaśnie tam, w gotowości do kolejnej aktywności, teraz już swobodnej i niezależnej od woli jasnowłosej. Czy to mogło okazać się błogosławieństwem? Jak zapanować nad czymś takim?
Jak w ogóle zaakceptować, że ta ciemność, która coraz częściej spogląda na ciebie, zanim ty jeszcze obrócisz ku niej wzrok, że to nie jest nic obcego? Żadna odrębna istota, demon ani yokai. To wciąż i wyłącznie t y.
Miwako nie była owcą. Ale zaprawdę, czasami bardzo by chciała nią być, dlatego tak zaskoczyły ją słowa Hotaru, że udało jej się wprowadzić dla niej trochę światła. Jak? Chyba tylko tą złotą niteczką, która tak pięknie odbijała drgające światło świec. Czasami wystarczy być obok, by rozjaśnić komuś ścieżkę, tej prawdy jednak blondynka nie pojmowała, nienauczona polegać na innych. Przykre też, że świetlik nie może samodzielnie rozjaśnić swojego świata. A może właśnie o to chodzi? Może wewnętrzny mrok nie jest czymś, z czym człowiek powinien sobie radzić sam? Ta myśl pojawiła się w jej głowie i zgasła, bo brakowało jakichkolwiek doświadczeń mogących poprzeć tę tezę. Jeżeli jednak rzeczywiście w jakiś przedziwny sposób pomogła wróżbitce, choć sama miała wrażenie, że cały czas jedynie dostawała wsparcie od niej, to dobrze. Równowaga powinna być zachowana, bez niej wszystko się prędzej czy później posypie.
- Dziękuję - wymamrotała patrząc, jak piękny pakunek stworzyła ciemnowłosa ze zwykłego arkusza papieru, zwykłego sznurka i zwykłego, ususzonego kwiatka.
To wciąż magia, ale inna niż to, co Hotaru czyniła z kartami. Znacznie bardziej podstawowa, a jednocześnie tak samo niedostępna dla przeciętnego zjadacza ryżu. Miwako była praktycznie pewna, że gdyby to ona wykonała podobne czynności, wyglądałoby to po prostu biednie i nieciekawie. Być może nawet sama babcia zorientuje się, że ktoś jeszcze przyłożył swoją rękę do tego prezentu, na tym etapie jednak nie miała nic przeciwko temu, i tak zamierzała przekazać życzenia od wróżbitki.
- Właściwie... - kunoichi podniosła na wróżkę swoje błękitne oczy - Jeżeli masz jutro czas, Hotaru-san, mogłabyś przyjść napić się z nami herbaty. Babcia na pewno się ucieszy, a przy okazji mogłabyś poznać trochę lokalną kuchnię. Oczywiście rozumiem, jeśli masz już inne plany - dodała, żeby nie naciskać za bardzo.
Ostrożnie wzięła pakunek, drugą ręką natomiast przycisnęła do siebie książkę - trudno powiedzieć, co w tej chwili uznawała za większą świętość. Jedno i drugie planowała dostarczyć bezpiecznie do domu, na szczęście śnieg jeszcze nie spadł, papier powinien być bezpieczny. Obie potrzebowały odpoczynku, więc dziewczyna nie zwlekała specjalnie z opuszczeniem namiotu, na wszelki wypadek poinstruowała jeszcze tylko Hotaru jak dotrzeć do jej domu. Już się pożegnała i jedną nogą była na zewnątrz, kiedy przypomniała sobie o czymś na koniec. Dłonią o napuchniętych opuszkach wskazała stolik, na którym wciąż spoczywał woreczek z orzeszkami. Zrezygnowała z rozłożenia zawartości wcześniej, za późno przypominając sobie, że dłonie wróżbitki nie powinny być w trakcie rozmowy zajmowane łupaniem twardych skorupek.
- Dla ciebie, Hotaru-san. Jeszcze raz dziękuję. - skinęła lekko głową i wyszła na wieczorny chłód.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 3 lis 2018, o 15:35

Misja D
I tried so hard and got so far
But in the end it doesn't even matter.

Obrazek
15

Woreczek z orzeszkami, który został na stoliku, pasował do wnętrza tak bardzo, że Hotaru na początku nie zauważyła nawet jego istnienia. Zlepił się ze stolikiem, jej myślami i tym, do czego przywykło jej oko. Twój pierwiastek, nieważki, a tak istotny, zostawiony w namiocie wypełnionym po brzegi wróżbami. Każda z nich wskazywała lepsze jutro. Cieplejszy poranek, powstanie słońca, w którym będzie można się wygrzać. Nie sięgnęła więc po orzeszki, żeby ci je oddać.
- W takim razie przyjdę na pewno. To dla mnie zaszczyt i przyjemność. - Nie mogłaby nie skorzystać z zaproszenia, nie kiedy rzeczywiście posiadała trochę czasu do przetracenia i zapełnienia. Ty wydawałaś się przy tym tak dojrzała i dorosła, że nie wydawało się niczym nieprawidłowym korzystanie z zaproszeń dziecka na ciepłą herbatę do miejsca, w którym można się porządnie wygrzać. Mimo wszystko, nawet mimo małego piecyka, w namiocie było dość chłodno. Teraz, kiedy zapadła już noc, było wręcz zimno. Otuliła się mocniej swoim kimonem i pochyliła do pierwszej ze świec, by ją zgasić. Tylko jedną, pozostałe jeszcze zostawiła. Musiała zebrać swoje cenniejsze rzeczy, herbaty nie mogły zostać w namiocie, który mógł nabiec wilgocią, tak samo jak inne cenne rzeczy, które musiała zabrać ze sobą. I już przez to miała za tobą wołać, że zapomniałaś czegoś, że coś zostawiłaś, kiedy właściwie zawróciłaś i wskazałaś na to samo, na co ona jeszcze przed chwilą spoglądała. Uniosła na ciebie spojrzenie, jakby chciała ci coś powiedzieć. Ach tak, przecież nie mogła. Nie musiała nic mówić. Woreczek przelał się między jej palcami, ale nie zdążyła go nawet porządnie unieść, kiedy ty odezwałaś się jako pierwsza.
Tak zostawiłaś wróżkę w jej świecie.
Mroźna noc kąsała twoją skórę i malowała czerwone rumieńce na twoich policzkach i krańcu noska. Miasteczko zdążyło zrobić się już ciemne, z pojedynczych okien tylko padały blaski na ciemną ulicę, której nie rozjaśniał nawet blask księżyca. Tak samo jak rozpalono tylko pojedyncze pochodnie, żeby ktokolwiek chciał wędrować, mógł poruszać się po wiosce bez obawy na to, że wpadnie zaraz nosem w pierwszą lepszą ścianę. Para unosiła się z twoich ust i rozpływała od razu w czarnym powietrzu, które otaczało cię ze wszystkich stron. Personifikacja tych czarnych myśli, najbardziej mrocznych, najbardziej... rozjaśnionych przez złoto skrzydeł, które czekały na to, aż je rozwiniesz. Przytulony do piersi pakunek i stara książka spisana bogowie wiedzą przez kogo, dawały ciepło i pozwoliły trafić bezpośrednio do domu. Tam, gdzie mimo późnej pory, ktoś nadal na ciebie czekał.
- Gdzieś ty była o takiej godzinie! - Zmartwione oczy babci, która stanęła w progu, jakby serce miało jej zaraz wyskoczyć gardłem. Widziałaś już z daleka - w domu paliło się światło. Chociaż to była bardzo długa noc, choć każda następna mogła być jeszcze dłuższa, to ktoś zawsze tutaj będzie czekał, zmartwiony i strapiony, że jeszcze cię nie ma, kiedy będziesz i dlaczego godziny bez ciebie dłużą się, jak nie dłużyło całe życie. Gdzie powędruje wróżka, która w drodze rozłupie kilka orzeszków? Gdzie spała i gdzie chowała swoje skarby, które sprzedawała ludziom po wróżbach? Czy na nią ktokolwiek czekał i czy jej życie usłane było siniakami właśnie przez to, że pracowała dla tego, którego czarne oczy prześladowały w koszmarach? Popiół i krew - tym zabarwione były delikatne dłonie Hotaru. Tej kobiety, która nie ważne, jak bardzo się starała - koniec końców nie miało to żadnego znaczenia.
Witaj z powrotem.


Misja zakończona ♥
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1778
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nawabari (Osada szczepu Jūgo)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron