Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 6 lis 2018, o 11:43

Siedziba władzy rodu Uchiha. Siedziba władzy całego Sogen. Potężne Kotei.
Podróż tutaj naprawdę nie należała do najprzyjemniejszych. Kit z tym, gdyby była ładna słoneczna w miarę pogoda, jaka panowała gdy na tą misję wyruszali. To wtedy dałoby się jeszcze to jakoś... znieść, przetrawić. Schować niezadowolenie w kieszeń i brnąć do przodu. Ale nie, musiało się wszystko...
Kiedy Shiga spiął do kupy dwóch Gazo i Chisuzu oraz bandytę, poczuł pierwsze krople zimnego deszczu na dłoniach. Tylko one były w sumie odsłonięte teraz...
-Chise, załóż kaptur płaszcza. Zaczyna padać. Paskudna droga przed nami. - A krótko po tych slowach oberwało chmury, chyba dosłownie wszystkie na raz. Nagle zaczęło tak lać, że nie było widać dokąd się zmierza. Świetnie. Cudownie. Po prostu najlepiej jak tylko się dało. Shiga poluzował nieco żyłkę i zrównał z Chise.
-Chcesz może na ręce? Przed nami ta ścieżka przez las. Błoto będzie po kolana. Po co dwie osoby mają się brudzić? - Spytał z nieskrywaną troską w głosie. Jeśli Chise się zgodzi lub nie to i tak podniesie głos, kierując go do jednego z Gazo.
-Możesz wziąć Chisuzu na ręce. Jak się zaraz wybłocimy tutaj jak śmiecie wszyscy to jak będziemy się prezentować w Kotei, u Katsumi? Jak ostatnie obdartusy? - Po czym niezależnie od rozwoju sytuacji cała grupa ruszyła do przodu, przez te paskudne błota, przez te leśne kurwa bagna prosto do Kotei, mijając po drodze dosłownie nic. Tak bardzo opuszczonym przez Jashina miejscem był tamten las.
Przed samym Kotei Shiga zatrzymał grupę, ściągnał kaptur z głowy i spojrzał w górę na budynek przed Sobą.
-Nieźle. Ostatni raz byłem tutaj za rządów poprzednika poprzednika Katsumi. Śmiesznie. Kiedy byłem kultystą z krwi i kości gdyby ktoś mi powiedział, że kiedyś będę służył Uchiha to bym go złożył w ofierze. Hah. - Cała grupa weszła do środka, do przedsionka. Tam od razu zostali podjęci przez jednego z dyżurujących w Kotei shinobi bo jednak pojawienie się grupy sześciu osób to nie jest coś co przechodzi bez echa i najmniejszego poruszenia.
Tutaj zależy. Albo poproszą o zdanie raport Shigi, albo cała grupa zostanie zbiorczo odpytana. Nieważne jak się potoczy sytuacja, Shiga bez wahania powie wszystko:
-Melduje się. Jestem Jashinistą którego zwerbowała szanowna Katsumi-dono po wydarzeniach w sercu świata, Hitsukejin Shiga. Ci związani, których podjęliśmy z obecną tutaj Chise Uchiha jako jeńców, to Gazo. W lesie w Sogen grasuje od dawna banda bandytów która terroryzuje wioskę Tsubasa. Zostaliśmy wysłani do ujęcia "bandytów zza muru", list z misją okazał się jednak spreparowany przez Gazo który jest wrogiem tu obecnych, a nie przez szanowną Katsumi. Na miejscu odkryliśmy tych gazo, całą trójkę - Shiga wskazał ich po kolei. - walczących z bandytami dręczącymi wioskę. Jeden z nich to ten. - Shiga wskazał człowieka z bełtem w ramieniu. - Po tym jak zostali przezemnie pokonani w walce wyznali, że ich pragnieniem jest wolność po tej stronie muru którą mogą uzyskać walką dla Katsumi, są ochotnikami o niebywałej wartości gdyż są biegli w jutsu Gazo. No i walczyli po naszej stronie. Pozostaje jednak problem bandytów przy wiosce Tsubasa i Gazo Sentoshiego, złego gazo który jest na wolności i doskonale preparuje listy od Katsumi-dono... a to może rodzić problemy. Czy raport mógłbym zdać także Katsumi-dono? Mam te listy ze sobą. - Mruknął na sam koniec Shiga.


*Jakbyś chciała coś pchnąć Emiś to pytaj co Shiga zrobi/jak zareaguje/odpowie, żebyśmy nie musieli znowu się rozbijać na kilka postów, oki?*
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 7 lis 2018, o 21:49

Dziewczyna podniosła głowę do góry, kiedy zaczęły spadać na nią zimne krople i wzdrygnęła się. Od razu poczuła dreszcze i podnoszącą się gęsią skórkę na rękach, sięgnęła więc po kaptur. Zbiegło się to ze słowami Shigi, więc dziewczyna nawet nie skomentowała, tylko naciągnęła na głowę materiał, naciągając go mocno na oczy, bo tak czy siak nie ograniczał jej widoku i złożyła razem dłonie, wsuwając je w rękawy. Jednak kiedy Jashinista zaproponował niesienie na rękach, dziewczyna parsknęła głośno.
- Bez przesady, to tylko odrobina błota - burknęła - Ty masz inne zajęcia, jak na przykład pilnowanie tej całej zgrai - dodała, wskazując brodą na ich wesołą gromadkę, powiązanych razem jak owieczki. Ruszyli w drogę powrotną do Kotei, brodząc w kałużach i przemakając w tym czasie do suchej nitki.
Przed siedzibą Chise nie chciała odpowiadać Shidze kiedy ona ostatnio była w tym budynku, bo musiałaby przyznać, iż w zasadzie to nigdy tam nie była. Nie było ani potrzeby ani okazji.. Była zwykłym doko, no, może nieco starsza od nich, a na dodatek nie robiła misji.. Przygryzła delikatnie wargę.
Przy wejściu zdała broń, jeśli była taka prośba ze strony strażników oraz dopilnowała żeby Jashinista także to zrobił. Po tym jak Shiga zdał raport i poprosił o spotkanie z liderką, Uchiha pomyślała o jeszcze jednej osobie której można przekazać listy oraz swoje wątpliwości bez żadnych obaw.
- Jeśli nie ma Katsumi-dono, to może moglibyśmy porozmawiać z Goro-san? - dodała po nim spokojnie. Zanim poszli, sprawdziła jeszcze czy dzicy mają coś do pisania, bo w międzyczasie wpadła na pewien pomysł..
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 8 lis 2018, o 12:30

MISJA DLA CHISE I SHIGI RANGI B (GRUPOWA)
"And the crow once called the raven black"
65/67


Obrazek


CHISE & SHIGA


Przy wejściu strażnicy skrupulatnie odbierają Wam wszelkie niebezpieczne przedmioty. Starszy z nich, wysoki i siwy Uchiha z jednym okiem, notuje wszystko w śmiesznym, różowym notesiku; wygląda na poważnie zaaferowanego. Słucha uważnie wyjaśnień Shigi, zapisuje każde jego słowo, jakby było objawieniem od bogów. Patrzy na Heia trzymającego na ręku bladą i mokrą jak kura Chisuzu, na widmowo piękną twarz Chise na obojętnego Hyuurena i przestraszonego bandytę.
Zastanawia się przez dłuższą chwilę.

- Niech pan wejdzie do środka z nimi wszystkimi, Hitsukejin-san - decyduje się wreszcie. Nie jego małpy, nie jego zoo, nie jego głowa poleci, jakby co. Wpuszcza wszystkich do środka, każe siąść na krzesłach w jakimś odosobnionym pokoju wyglądającym na pokój przesłuchań. Jakaś miła dziewczyna o zmęczonych, podkrążonych oczach, chyba urzędniczka oderwana od biurka, przynosi kobietom kubek gorącej matchy, by się rozgrzały; po krótkiej chwili dla mężczyzn też udaje się coś znaleźć. Na zewnątrz leje jak z cebra, zaczyna świstać wiatr; słowem, pogoda taka, że nic, tylko błogosławić bogów za to, że nie trzeba czekać na zewnątrz. Mokre liście spadają z drzew i, uniesione wiatrem, uderzają czasem o zaparowane szyby. Matcha trochę ogrzewa zmęczone ciała, ale czy to wystarczy?
Raczej nie.
Na korytarzu trwa zamieszanie, słychać wołania i głosy, chyba kogoś szukają. Urzędniczka wychodzi, zabierając szklanki, gdy wszystkie są puste; po chwili wbiega zasapany Goro i jeszcze jakiś oficer - młody, smukły, przystojny Uchiha, marzenie każdej yaoistki. Ma zimne, ciemne oczy, długie włosy do pasa, ubrany jest zaś w czarne, mokre od deszczu kimono. Obaj - naturalnie - nie są uzbrojeni. I wyglądają na zaciekawionych.
Każą sobie powtórzyć opowieść Shigi, a gdy ten kończy, młodszy Uchiha ma pytania. Staje więc za stołem (bo w pomieszczeniu są tylko stół i krzesła, niektóre dostawione w pośpiechu) i zaczyna mówić.

- Katsumi-dono jest nieobecna, a ja z jej ramienia mam podejmować wszelkie decyzje. W tej sytuacji muszę jednak zadać parę pytań. Po pierwsze: co dokładnie wiecie o Sentoshim? Po drugie: jaką rolę pełni w tej sprawie ta dziewczyna, tak właściwie? Po trzecie: skąd masz pewność, że dokumenty są sfałszowane? Po czwarte: jakiej oczekujesz nagrody za wykonanie zadania?

Goro uśmiecha się lekko. Przygląda się wam przez dłuższą chwilę. Wreszcie uderza się po kieszeni i wyjmuje z niej papier listowy. Podaje go Chise, spokojny, opanowany.

- Proszę spisać swoje zeznania, panienko. I opatrzyć je łaskawym podpisem. Zabierzemy to do Katsumi-sama. Shin, ona wraca jutro wieczorem, tak?

- Mhm - mruczy młody mężczyzna nazwany Shinem, wzruszając lekko ramionami. - Damy temu wysoki priorytet, a Takeshi może się w końcu przyda, jak porobi trochę za gońca. Więc jak chcecie coś jeszcze pisać, to piszcie teraz. Testament też może się przydać, na wypadek, gdybyście kłamali.

Groźne chrząknięcie Goro ucisza momentalnie Shina. Nietypowy Uchiha w okularach przygląda się Wam jeszcze raz zza szkieł ze spokojną pogodą. Shin może być nieufny, uważać to za dywersję, czy co on tam sobie myśli - ale on wierzy. Wierzy w Chise i wierzy w Shigę, wierzy w Was i Wasze talenty. Po co mielibyście kłamać?

- Jeśli o mnie chodzi, to proponuję następujące rozwiązanie. Ci Gazo, na waszą odpowiedzialność, zostaną ulokowani gdzieś w mieście - stwierdza. - Tego bandytę i tak czeka śmierć, więc zajmiesz się nim ty, Hitsukejin-san. Ponadto mogę, w ramach...starej znajomości...dorzucić też dziewczynę po przesłuchaniu.

Reakcja Chisuzu...właściwie jej nie ma. Hei zaciska zęby, Hyuuren chce protestować, ale zostaje uciszony zimnym spojrzeniem Goro. Nie masz wyboru - i nigdy go już nie będziesz mieć,
Fantazjuj sobie w snach, lecz świat zasady ma
I wygrać z nimi nie masz szans!


- To jest odpowiedź na twoje pytanie, Shin. Dwa trupy dla Hitsukejina plus wypłata pieniędzy dla niego i dziewczyny. Pozostaje tylko określić sumę, jakiej chcą.

Shin tylko wzdycha. Ciemnożółte, smętne światło sączy się przez okno, w rytm dobijającego łomotu kropel o szyby.

Autumn is coming.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 8 lis 2018, o 15:36

Przeszli do jakiegoś pokoju. Chise po drodze ściągnęła z siebie przemoczony do szczętu płaszcz, odwieszając go później na oparciu krzesła, nie przejmując się tym, że cały czas kapie z niego woda i błoto - w końcu gdzie jak gdzie, ale tutaj na pewno mieli ludzi od tego, by dbać o porządek. Dostali także coś do napicia, gorącego i aromatycznie pachnącego, którego jednak smak niezbyt jej pasował - co nie znaczy jednak, że wzgardziła poczęstunkiem. Z rozrzewnieniem wspomniała herbatę malinową i pyszne youkan z herbaciarni "Lilia" niedaleko stąd, które próbowała w czasach gdy problemem było dla niej wyjście samej z domu. Szybko wróciła jednak do rzeczywistości. Rozgrzewający napój był zbawienny w tej chwili i na twarz dziewczyny szybko wróciły kolory, jednak nie starczyło to by zeszło z niej całe wcześniejsze przemarznięcie. Wszyscy zdążyli wypić napoje, gdy w pomieszczeniu zjawiają się osoby odpowiedziane. Dziewczyna wstała i ukłoniła się grzecznie obu mężczyznom, po czym usiadła kiedy ci zajęli swoje miejsca za stołem. Splotła razem dłonie na kolanach, trzymając głowę lekko opuszczoną, pozwalając Shidze powtórzyć to, co przed chwilą było powiedziane. Zwykła procedura - każąc coś powtarzać nie tylko można coś sobie przypomnieć, jak i unika się nieścisłości wynikających z łańcuszka powtarzanych wiadomości.
Na odpowiadanie pytań zostawiła Shidze chwilę czasu, sama przysunęła się do stołu i przygotowała do pisania. To nigdy nie było jej ulubione zajęcie, na szczęście miała świadomość, że nie jest oceniana za kaligrafię, jedynie za treść. Po zwrotach grzecznościowych przelała więc na papier wszystkie słowa mówione przez Shigę, w miarę dokładnie, opisując też zachowanie Dzikiej w jaskini, ocierające się o utratę zmysłów. Na koniec pozwoliła sobie, dołączając przeprosiny, notatkę o tym iż poczyniła znaczące postępy w sprawie zniesienia swych ograniczeń w używaniu czakry oraz wyraziła nadzieje, że w najbliższej przyszłości uda się jej doprowadzić do opanowania siły ze znamienia.
- Co do fałszowania dokumentów, Goro-san, to sam możesz to najlepiej sprawdzić. Wiadomość przyszła do nas bardzo niedługo po tym, jak opuściłeś mój dom, co od początku wydawało się dziwne gdyż rozkazy mógłbyś przynieść razem z wieściami, które przyniosłeś, a teraz wydaje się tym dziwniejsze, skoro Katsumi-dono nie urzęduje tego dnia. Postanowiliśmy jednak sprawdzić sprawę przed wizytą tutaj, mimo wątpliwości. Dodatkowo.. - przechyliła lekko głowę - ..w liście wspomniane było Kami no Hikage, o którym zgodnie z rozkazem nie opowiadaliśmy nikomu. Jeśli więc rozkaz nie wyszedł z tego miejsca, sprawa listu jest tym bardziej niepokojąca, ponieważ oznacza to, że z Siedziby Władzy wydostają się informacje - skończyła. Szpieg - słowo nasuwało się samo, jeśli była mowa o wyprowadzaniu informacji. Jednak.. Kto, jak?
Po tym jak zastępca Katsumi-dono wyraził swoją propozycję, Chise podniosła na niego spokojne spojrzenie białych oczu i przystąpiła do.. Negocjacji? Może nie tak, może bardziej sprostowania.Sposób ich przekazywania wskazywał na jakiegoś Gazu na usługach Uchiha.. Chise nie wiedziała czy jest możliwe.
- Szanowny Shin-san - zaczęła grzecznie - Obawiam się, że skazanie tego bandyty na śmierć jest nieco za szybkim wyrokiem. Wyraził chęć współpracy w zamian za uratowanie swojego nędznego życia, a on sam może bardzo nam ułatwić poszukiwania Sentoshiego. Może więc, jeśli Szacowny Shin-san oraz Goro-san pozwolą, to po wyleczeniu jego ran damy mu szansę się wykazać i odkupić choć częściowo swoje winy pomagając nam, jego dalszy los powierzając już łaskawej ocenie Katsumi-dono, gdy już wróci ze swoich podróży? - zaproponowała uprzejmie. Faktycznie facet znał kryjówki bandyty, znał też członków bandy i cały ich sposób działania oraz to gdzie mogli ukrywać łupy, dobra należące do mieszkańców Tsubasy. Skazanie go na śmierć było co najmniej pospieszne, jeśli nie lekkomyślnym działaniem. Zmarszczyła jednak brwi.
- Co do tych Dzikich jednak, nie jestem w stanie wziąć za nich żadnej odpowiedzialności. Co więcej, nie opcjonuję wcale za tak natychmiastowym wypuszczeniem ich i pozwoleniem by zamieszali w mieście - to mógł być zaskakujący zwrot akcji, ale Uchiha miała swoje racje - Po pierwsze i najważniejsze, nadal pozostają uciekinierami zza Muru, w dodatku znającymi jutsu. Powinni najpierw porządnie przesłuchani i, być może, oddani w ręce strażników Muru, którzy w Tsubasie niedawno szukali uciekinierów. Powinni zdradzić w jaki sposób się przedostali i odpowiedzieć na inne pytania. Jeśli chcą tu mieszkać, powinni udowodnić to, że są w stanie żyć tu w pokoju, zaczynając od tego co wspomniałam - jako mieszkanka Sogen mogła mieć inne zdanie o Dzikich niż Shiga. Od kiedy pamiętała, Uchiha strzegli Muru i chronili kontynent przed Dzikimi i nagle mieli dać im się po prostu osiedlać? Sogenijka nie była do tego pomysłu przekonana.
- Mówię tu oczywiście o tych mężczyznach, los dziewczyny jak dla mnie powinien być taki sam jak jej mistrza. Po tym jak próbowała mnie zabić nie spodziewam się po niej niczego dobrego - dodała zimno, nawet na nią nie patrząc. Oczywiście, jakie mogła mieć o niej zdanie? Wyprana z emisji lalka nawet nie zareagowała.
Co do pieniędzy, ponownie pochyliła głowę, jakby mniej zainteresowana.. I z rumieńcami na policzkach? Blady róż zabarwił jej poliki jednak nie na wspomnienie o płatności, a ze wstydu, bo nawet nie miała pojęcia jakie mogłoby być wynagrodzenie za takie zadanie. Brak doświadczenie wychodził na wierzch nawet w tak prozaicznych pytaniach, postawiła więc na bezpieczną odpowiedź.
- Goro-san.. Myślę, że najlepsza będzie standardowa wypłata jaką daje się shinobim za wykonanie zadania o takim poziomie. Ja oddaję decyzję w ręce Pańskiego doświadczenia w tych kwestiach - skinęła uprzejmie głową, zamydlając całą sprawę tak, by to ostatecznie wysłannik Katsumi musiał decydować.
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 8 lis 2018, o 19:59

Shiga stosunkowo spodziewał się takiego obrotu spraw, że pierwszym co zrobią, to będzie rozbrojenie ich. W sumie to miał nadzieję, że rozbroją tylko Gashi i bandytę, a im jednak pozostawią tą elementarną godność osobistą i iich nie rozbroją. Nic bardziej mylnego, przyjęła ich dwójka Uchiha i od razu musieli sie obdrapać ze wszystkiego co mieli. Chise musiała oddać swoje siedem mieczy, Shiga dwa wielkie kunaie i kuszę musiał z ręki, z rękawicy odpiąć. Poinstruował młodszego Uchihę by obchodził się delikatnie z kuszą gdyż jest to niezwykle skomplikowany i drogi mechanizm.
Mnich zastanawiał się po jaką cholere Uchiha wszystko notuje, skoro Shiga i tak będzie musiał to samo powtórzyć komuś wyzszym rangą, a oni to tylko takie durne płocie które zapisują chyba tylko po to by sobie do pamiętniczków potem zapisać. Bo na nic im one w większości się zdadzą, naprawdę na nic.
Dopiero kiedy padło, że może wejść z całą grupą, to się nieco rozchmurzył. Wysilił się nawet na uśmiech.
-Dziękuje. - Ukłonił się lekko i wprowadził przodem całą grupę do srodka, do serca Kotei, mając na wszystkich czujne oko. Nie mieli swoich przyborów piśmienniczych i tym podobnych wynalazków bo zostali rozbrojeni więc raczej nie stanowili już żadnego zagrożenia. Nie jest nawet powiedziane, czy byli tym zagrożeniem od początku. No, może oprócz Chisuzu, która jednak podjęła walkę z Chise... I była o włos od śmierci w tej walce, gdyby mnich nie pojawił się z pozostałymi gazo i nie nakłonił Chise do odpuszczenia. Pokój przesłuchań był typowy, kostka, kostka, nic wyróżniającego się, miejsce bezpieczne które w razie czego można odciąć, a potem otoczyć i jak ktoś coś odwali to ma bilet w jedną stronę do piekła zapewniony.
Shiga wchodzi przodem. Nakierowuje Chise na krzesło, sadza także obu Gazo z Chisuzu na rękach i bandytę. Sam siada ostatni, po lekkim ukłonie w stronę urzędniczki. Ta niemalże od razu po tym poszła po matche by ogrzać kobiety. Inaczej, by kobiety się ogrzały pijąc matchę. O dziwo nawet jakaś podła herbata znalazła się dla nich, choć przeraźliwie teraz widać, że jednak istnieje porozumienie jajników i kobieta kobiety na lodzie nie zostawi. Nawet jeśli ta jest niebezpiecznym dla ogółu dzikim. Bądź co bądź.

Cała grupa sobie spokojnie siedzi, delektuje się napitkiem czekając na kogoś wyższego rangą, gdy w końcu zaczyna się coś dziać. Harmider, hałas. Mnich uśmiechnął się od ucha do ucha, dosłownie, swoimi stalowymi kłami. Wyrażał zaciekawienie i... niecierpliwość. Stalowy kły połyskiwały w bladym świetle. Ich siła jasna i oczywista, gdyby chciał przegryzłby ludzkie gardło z łatwością, jak gdyby gryzł dango.
Kobieta zabrała czarki i szklanki, wyszła, wszedł za to Goro i jego młody fucktoy. Taki nawet siedem na dziesięć, ciasteczko jeśli ktoś by chciał oceniać w ten sposób jakiegoś gryzipiórka któremu natura dała - albo i nie, to nie jest pewne - czerwone gały i przez to czuje sie lepszy.
Oczywiście, tak jak mnich myślał, pierwszym co chcieli od niego było to, by powtórzył odpowiedź. Shiga westchnął przeciągle, przeraźliwie dosadnie prezentując kły. Widząc, że Chise wstała na ich widok, ha ha, uznał, że wypadałoby by sam się wziął i podniósł więc z niemałym trudem wstał. Był ciut zmęczony, nie ma co ukrywać.
-Witajcie. Dobrze, że jesteście. - Został niemalże od razu poinstruowany do opowiedzenia czego był świadkiem i co się stało, więc mnich najpierw się przeciągnął, odchrząknął, a dopiero potem przeszedł do składania wszystkiego w kupę.
-Dosłownie minuty po twoim wyjściu, Goro-sama przybył posłaniec i dostarczył list następujący... - Poklepał się po kieszeniach i znalazł lekko nadmokłe pisemko. Położył je na stole, w stanie prawie nienaruszonym. Drugi list z samej Tsubasy spoczął obok pierwszego. - List mówi o Kami no Hikage co nieco nas utwierdziło w tym, że to autentyczny list od Katsumi-sama bo tylko ty, Goro-sama i ona macie tą wiedzę najpewniej, z tego co tam się działo. Dlatego niezwłocznie wyruszyliśmy do Tsubasy gdzie wszyscy mieszkańcy nas unikali jak ognia. Zero chęci współpracy. Okazało się, że są zastraszeni i płacą haracz bandytom, których członkiem jest ten jegomość z bełtem w ramieniu. Wtedy otrzymaliśmy dosłownie spadający z nieba w plamie tuszu kolejny list, który poinformował nas o tatuażu papugi. Wypytani mieszkańcy, którym się troche rozwiązał język nie widzieli żadnego tatuażu. Od tego momentu wiedzieliśmy, że dwie grupy które się tutaj pojawiły to nie są ci sami ludzie. Wyruszyliśmy z wioski po śladach kupca który zwoził rzeczy z Tsubasy by wioska miała pieniądze na haracz i znaleźliśmy go nieprzytomnego. Wtedy podążyłem tropami, aż znalazłem zakamuflowaną kryjówkę, a potem usłyszałem krzyki. Zostawiłem znak dla Chise i skierowałem ją do kryjówki, a sam udałem się na miejsce akcji, gdzie dwójka tutaj obecnych Gazo walczyła z ubrojonymi bandytami. Nie używali żadnych jutsu, polegając na sile fizycznej, po czym wywnioskować można, że ich celem nie był mord i raczej stanowili tych zaatakowanych. Mój ogień paradoksalnie uspokoił zapędy całej czwórki. No, trójki, jeden postanowił sprawdzić jak gorące są moje jutsu i zmarło mu się. Trójkę pojmałem, poinformowali mnie, że poszukują siostry jednego z nich, która zniesmaczona biernością i życiem na poziomie robaka bo musieli żyć z ochłapów które podkradali swojemu potężniejszemu krewniakowi Sentoshiemu, postanowiła stać się partnerką Sentoshiego w jego czynach. Sentoshi Gazo podejrzewany jest o prowadzenie zorganizowanej działałności przestępczej, przewodzenie grupie bandytów nadgminnie nękającej Tsubasę i okoliczne domostwa, i wszystkie typowe zbrodnie jak mord, tortury etc. Doprowadziłem całą trójkę do Chise, która walczyła z Chisuzu w tunelu przeze mnie odkrytym. Dziewczyna wypuściła lwa z tuszu, jednak ten został przeze mnie unicestwiony. Postawiłem sprawę jasno, albo się podda albo jej krewni tracą życie. Wtedy odpuściła jąkakolwiek walkę i poddała mi się, gdzie całą trójkę powiązałem linką gotów do wykonania techniki katonu spalającej ich gdyby postanowili salwować się ucieczką. Okazało się to niekonieczne, gdyż sami przystanęli na możliwość wyspowiadania się z grzechów przed obliczem Katsumi i możliwą służbę w jej szeregach. - Mnich wyrzucił z siebie niemalże na jednym tchu, po czym z długim, przeciągłym chrypliwym sykiem odchrząknął.
Przyszła pora na Chise która wygłosiła swoją część problemu, przedstawiła sytuację z Chisuzu, a także wyraziła ryzyko przecieku informacji na wysokim szczeblu.
-To są listy, które otrzymaliśmy w jak wspomniałem dość dziwnych okolicznościach. Niepokojące są słowa Chise, aczkolwiek możliwe. Jeśli nastąpił przeciek w sprawie sam wiesz Goro-sama czego, to ryzykujemy tutaj większe problemy niż grupa przestępcza. W Kami no Hikage wydarzyło się bardzo wiele rzeczy, większość z których powinna pozostać do uszu Katsumi-samy tylko i jej zaufanych, a nie puszczona do szerokiej świadomości...
Padło pytanie o Sentoshim Gazo, na które Shiga wcześniej nie odpowiedział, bo nie wiedział. Skierował spojrzenie na dwóch Gazo i Chisuzu.
-Macie niepowtarzalną okazję podzielić się wszystkim, co wiecie o Sentoshim. Podobno w waszym interesie jest także się go pozbyć, a teraz macie ku temu najlepszą okazję. No, mówcie. - Shiga zdał sobie sprawę, że pytania są kierowane głównie do niego. Zwrócił uwagę na Shina i Goro i westchnął.
-Po kolei. Na pytanie pierwsze odpowiedzą wam tutaj obecni pojmani. Pytanie drugie: krewna jednego z pojmanych, próbowała dołączyć do Sentoshiego, nie wiem z jakim skutkiem. Na razie sądze, że nie ma żadnej zbrodni karanej śmiercią na sumieniu. - Na pytanie trzecie udzieliła odpowiedzi bardziej Chise od niego samego, ale wtedy padło fundamentalne dla Shigi pytanie, numerek cztery bramka z nagrodą główną.
-Oczekuję dwóch rzeczy. Po pierwsze rozmowy z Katsumi-Sama. Chciałbym z nią porozmawiać o zgodzie na wyprawę do serca świata by odzyskać coś dla rodu Uchiha niezwykle istotnego z kilku powodów. Po drugie chciałbym, byście mi powiedzieli kiedy planujecie przysłać do mnie na naukę godnych lub zaufanych użytkowników ognia rodu Uchiha, gdyż nadal jestem chętny zostać nauczycielem swoich potężnych technik które opracowałem sam. Jeśli chcecie mimo wszystko podarowac mi jakąś nagrodę pieniężną, możecie przekazać ją Chise Uchiha tutaj obok mnie siedzącej. Nie przykładam wagi do pieniędzy, moim honorem jest dobro Uchiha. Aczkolwiek potrzebuję wysłać dwa listy i mam nadzieję, mogę wykorzystać posłańca z Kotei?
Jeśli zostanie mu udzielona zgoda, Shiga wykorzysta pióro i papier które otrzymala Chise i napisze na prędce dwa niezbyt długie, ale schludne listy na zwojach i podpisze je dotykiem ognistego palca który nieco nadwęgli papier ale i zapewni autentycznośc i oryginalnośc podpisu.
List do Natsume:
Szanowny Shirei-kanie, Natsume-dono. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce podczas turnieju na wyspach których jesteś Panem. Osiągnąłem czwartą lokatę, po tym jak moja walka z Uchiha Shinjim została przerwana przez sędziego ze względu na jej bezcelowość. Jestem nieśmiertelnym mnichem Jashina, teraz członkiem sił wojennych rodu Uchiha, Hitsukejin Shiga.

List ten powstał, aby poinformować cię, że jestem twoim sojusznikiem, popieram Ciebie i to co robisz politycznie. Byłem w samym sercu wydarzeń w sercu świata, osobiście spotkałem wszystkich jeźdźców, a także samego Suzumurę Hanjiego czyli Hana. Rozmawiałem z dwójką z czterech, teraz już trzech jeźdźców.

Spełniłem swoim żarem kluczową rolę w zabiciu obu ciał jeźdzca wojny Kabuto. Ale do sedna, dobrze? Tusz się kończy, a ja przeciągam. Oferuję wiedzę o możliwości wykonywania przeszczepiania kekkei genkai, wiedzę o kulcie Jashina, wiedzę całą jaką uzyskałem od dwóch jeźdzców i samego Hana - w tym na kogo politycznie uważać i jakie mogą być jego dalsze plany.

Wisienką na torcie to, że podczas wydarzeń w KnH spotkałem pewnego znanego ci jegomościa. Imieniem Yuki Gareki. Kazał cię pozdrowić, ale sam najpierw podzielił się wieloma interesującymi rzeczami.

Jeśli zechcesz odpisać na list albo podjąć inne kroki, cesarzu, kieruj proszę odpowiedzi do siedziby Uchiha. Tam będę mógł odebrać wiadomość.


Mnich Hitsukejin Shiga.


List do Reiko Hyuuga.
Szanowny Reiko-dono.
Jestem tym mnichem Jashina, którego poznałeś w Kami no Hikage, gdy twoja grupa toczyła starcie z jeźdźcem wojny, Kabuto. To mój ogień zniszczył tamto ciało i to ja dalej pomogłem w transporcie grupy do szpitala. To także Ja jako pierwszy ruszyłem do walki z Kabuto w porcie i to moja ofensywa zapewniła szansę na zadanie ostatniego ciosu który zakończył żywot bytu tak potężnego jak Kabuto.

Co mnie wielce smuci, twój ród jest teraz w trakcie wojny z Yamanaka, lecz nie mogę pozostać wobec tego obojętny. Pragnę wykorzystać swój żar, całą jego potęge, a także światową sławę co do mojej nieśmiertelności by przysłużyć się sprawie i walczyć po waszej stronie w wojnie.

Prosiłbym w związku z tym o ogłoszenie mojego przybycia na twe ziemie, szanowny Reiko-dono i poinformowanie patroli oraz graniczników bym miał wolność poruszania.

Z wyrazami najszczerszego szacunku, Hitsukejin Shiga.


Po sprawie z listami pewnie przejdziemy do dalszego wynagrodzenia. Po tym, jak Panienka Chise spisała wszystko sama, a Goro się uśmiechał. Nastąpiła krótka wymiana zdań, a potem "następujące rozwiązanie". Shiga wysłuchał uważnie propozycji Goro, ale widać było, że wyłączył się na wzór Chisuzu. Pozostał lodowaty i zimny, takim samym wzrokiem spoglądając na Goro, bez żartów, bez śmiechu.
Bez uczuć i bez litości.
-Ci Gazo spisaliby się lepiej gdyby zostało zapewnione im zajęcie w postaci pracy. Niewątpliwie chcieliby zasłużyć na swoją wolność i odwdzięczyć się za okazaną łaskę. Wielu na moim miejscu zwyczajnie by ich zabiło. I to Uchiha, a nie mówiąc o moich dawnych braciach kultystach Jashina. Nie zgodzę się z Chise, że powinni być oddani strażnikom na murze. Osobiście sądze, że nie wyjawią nic co do tego, jak przedostali się przez mur, a tą informacje naprędzej możemy pozyskać od Sentoshiego. Od człowieka który wykorzystał swoją obecnośc po tej stronie muru do niecnych celów, a nie tych, którzy chcą tylko przeżyć w spokojniejszym świecie niż to piekło zza muru. Nie jestem za wypuszczeniem ich wolno, tylko za aktywizacją ich i wykorzystaniem, po przesłuchaniu, ich umiejętności dla dobra Sogen. Niech żyją jak normalni ludzie, niech udowodnią, że praca jest im niestraszna i niech zasłużą na swoją wolność. Co do śmierci bandyty, tutaj, cóż, nie mogę się zgodzić. Ten jegomość obiecał zostać kimś na wzór świadka koronnego. Doprowadzi nas do Sentoshiego i jego ludzi, jest skarbnicą wiedzy i informacji które mogą się okazać niezbędne w misji na którą CHCIELIBYŚMY WYRUSZYĆ OD RAZU PO ZREGENEROWANIU SIŁ. - Położył wielki nacisk na słowa o tym, że rwą się do misji. Kiedy Goro dorzucił słowa o tym, że może dorzucić dziewczynę, mnich zaśmiał się, ale bardzo krótko i szorstko.
-Szanowny Goro-sama... - Wtedy Chise weszła mu w słowo niemalże i poinformowała Goro, że jej zdaniem los dziewczyny powinien być taki sam jak Sentoshiego. Shiga spiorunował wzrokiem Chise z... dość zauważalną złością.
-Chise Uchiha, obecny tutaj Goro-sama powierzył życie i śmierć Chisuzu mojej osobie i proszę, żebyś nie ingerowała. Szanowny Goro-sama uznaję twoją propozycję za nieco krzywdząca. Rozumiem intencję, ale czy naprawdę widzisz we mnie potwora Jashinistę któremu będziesz płacił trupami? Sądze, że także Chisuzu powinna otrzymać szansę. Zapytajmy ją, prosze, co ona o tym sądzi. To nadal człowiek, nawet, jeśli ma skalane sumienie. Mi dano szansę, a jestem kultystą krwawego Boga. Ja tej szansy nie marnuje. - W jego głosie była stanowczość, pewność siebie... i lekkie niezadowolenie z takiego obrotu spraw. Masz Shiga, zamorduj ich? Szybkie pytanie co do kurwy.
Shiga wtedy złapie "nieobecną lalkę" za dłoń, dość delikatnie, a drugą ręką podniesie jej podbródek by spojrzała mu w twarz.
-Dziewczyno, jak widzisz obecni tutaj ważniejsi odemnie chcą twojej śmierci. Wierzę jednak, że skoro zadanie tej śmierci powierzono mi jako nagrodę, to mam prawo odmówić wykonania tego wyroku. Proszę, zapomnij na chwilę o tym mordercy któremu służysz i powiedz co ty o tym wszystkim sądzisz, Chisuzu. Czy chcesz tak jak Twoi bracia uczciwie zarabiać na swoją wolność? Żyć pośród nas, cywilizowanych, korzystać ze wszelkich dobroci i osiągnięć naszego świata, bezpieczna od zagrożeń które na ciebie czyhają za murem? Czy zobowiązujesz się, czy obiecujesz żyć jak my? To twoja jedyna szansa. Wy... - Skierował wzrok na Gazo. - Wasz los się tutaj także waży. Ale obiecałem wam szansę i ta szansa powinna wam być dana. Jeśli jednak wasza siostra będzie chciała kontynuować sposób życia Sentoshiego i nie będzie szansy na poprawę nie będę mógł nic zrobić... Osobiście chcę wam dać szanse. I wam i Chisuzu. Byście zasłużyli na ocalenie. Wszystko do czego tutaj dojdzie jest kluczowe, od tego zależy wasz świat. Jeśli podejmiecie się bycia dobrymi musicie się tego trzymać gdyż inaczej za waszę występki zostane ukarany Ja, a wtedy zapewniam was moja kara będzie dla was przerażająca, za zdradzone zaufanie, za okazane serce i dobro.
Ścisnął nieco dłoń dziewczyny, ujmując ją w obie dłonie, a potem wrócił na swoje miejsce.
-Niech nasz świat okaże się lepszy od ich świata, od świata Jashina... - mruknął Jashinista, odwracając wzrok na chwilę, smutny, zgaszony, po czym wrócił do obserwowania wszystkich ze spokojem, smutek jakby wyparował.
Wszystkie ptaki wyczekiwały z niecierpliwością... z zaciekawieniem. I Papugi i kruki, a także pośród nich sęp...
Najzabawniejsze, że dla całej zgrai to właśnie sęp chce być opiekunem.

Ladies and gentlemen
Your hero has returned again
Everything is going to be okay-ay-ay-ay
Ladies and gentlemen
Your shepherd and your very best friend
Bow your head
The man is here to stay-ay-ay-ay...
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 10 lis 2018, o 20:26

MISJA DLA CHISE I SHIGI RANGI B (GRUPOWA)
"And the crow once called the raven black"
67/67


Obrazek


CHISE & SHIGA

Tell me that you're going to save me
That everything is gonna be ok
I'm screaming but nobody can hear me
Can you save me from myself? No, no, no, no...


Chisuzu przygląda się Shidze uważnie. Słucha w milczeniu tego wszystkiego. Dano jej wybór, poproszono, by zdecydowała, co zrobi. By zdradziła Sentoshiego-senpaia albo pozostała mu wierna. Krótka piłka, życie albo śmierć, trzeciej drogi najzwyczajniej nie ma. Słucha, daje sobie ścisnąć dłonie, jednak ona już zdecydowała.

- Jeśli Sentoshi-senpai mnie odnajdzie, zabije mnie - mówi cicho. - Twoja oferta jest hojna, ale wiesz dobrze, że w razie czego żaden z was nie stanie w mojej obronie. Dla Uchiha i ludzi stąd jesteśmy warci mniej niż psy, a Sentoshi-senpai nauczył mnie tworzyć. Jestem mu coś winna. Kruk nazwał raz kruka czerń i opowiedział mi bajkę tę...

Patrzy martwym, obojętnym spojrzeniem najpierw w twoje oczy, potem w oczy Chise.

- Chisuzu! - próbuje zaprotestować Hyuuren, zdenerwowany, niespokojny. Jednak powstrzymuje go Hei, unosząc rękę z błyskiem w oku.

- Słyszałeś mnicha, bracie. Jej nie ocali nawet sam Jashin. To nie jest już Chisuzu, którą wychowywałeś.

Hyuuren wzdycha ciężko. Odprowadza spojrzeniem Chisuzu, którą wyprowadza na zewnątrz ów idealny bisz rodem z gier otome, umiłowanie bogów, najpiękniejszy, Baldur rodu Uchihów. Zwraca się do obojętnego i spokojnego Goro, tłumiąc gniew i smutek, niekorzystne dla nikogo emocje (choć pozwolił sobie przez chwilę na dwie łzy):

- Sentoshi jest sprytnym i silnym shinobi, potrafi władać tuszem, jest też dobry w szermierce. Ma no-dachi. Jest...przebiegły i chory psychicznie, stworzył sobie chyba rodzaj ideologii. Te kruki, te teksty Chisuzu, to zabijanie, wykorzystywanie waszej liderki...Potrafi planować, przewidywać. To jak obelga dla waszego klanu. Wątpię, by miał tylko tą jedną kryjówkę i tylko Chisuzu jako...uczennicę.

Krzywi się, wspomnienie siostrzenicy - do końca dumnej, silnej, odmawiającej szansy na lepsze życie, wiernej nie temu bogu, co trzeba - mimo wszystko go rani. Ale trzeba coś z tym zrobić, Uchiha i mnich chcą odpowiedzi. Interesują ich wyjaśnienia, nie nagie sentymenty.

- Jeśli o mnie chodzi, przyjmę ofertę. Mówię za siebie i za Heia. I pomożemy w ujęciu tego skurwysyna. Sporządzimy jego rysopis, portret, możemy go ścigać na własną rękę, z tymi tutaj lub bez nich. Wasza wola. Ale nie odstąpię od zemsty za moją siostrzenicę.

Goro uśmiecha się. Odrywa się od notesu, w którym skrupulatnie, słowo po słowie, przecinek po przecinku, kropka po kropce, zapisywał słowa Shigi. Jak na wzorcowego studenta przystało, zapisał nawet datę wykładu i nazwisko profesora, potem odda się do naczelnego dziekanatu, do pani Katsumi...a nie, przepraszam, to nie ta historia. W tamtej opowieści kruki stukały dziobami w szyby okien, chodziły po ziemi, czasem przelatywały przez niebo, nie było tam sępów - chyba że wśród sąsiadów - i ptak ptakowi nie wydziobywał tak łatwo ziaren świadomości. No, raczej nie wydziobywał. Chce chyba o coś zapytać, ale się powstrzymuje, tak czy inaczej to nie on ma prawo podejmować tu ostateczne decyzje. Przeciąga się; na zewnątrz ulewa milknie, robi się ciszej. Może to lepiej. A może nie.
On też już podjął decyzję; dwa życia udało się uratować, ocalić, na trzecie nie było szans. Nie było?
A jednak.

- Oczywiście - stwierdza spokojnie. - Daj mi te listy, goniec wyruszy za pięć minut.

Odbiera je, nie patrząc na treść, jedynie na adresatów; nie jego małpy, nie jego zoo, on tu tylko zastępuje. Tylko tyle i aż tyle, prawda? Albo nie chce nadużywać swojej pozycji, albo Uchiha Katsumi ma jednak jakąś straszną twarz, której na szczęście dotąd nie poznaliście - i boi się jej tak bardzo, że nie chce sprawiać sobie problemów nadgorliwością. Ponieważ zostawił uchylone drzwi, słyszycie jego groźny głos, po chwili zniżony do cichego szeptu:

- Hej, Naoki! Rusz się no tutaj! Weź te dwa listy, jeden jest na Wyspy, drugi jest do Kyuzo, oba do liderów. Jak spytają, od kogo, to powiedz, że od Hitsukejina, kontakt w siedzibie Uchiha. Tylko czekaj...tak..."niniejszym potwierdzam przynależność Hitsukejina Shigi do sił zbrojnych rodu Uchiha własnoręcznym podpisem. Uchiha Goro, Shinobi rodu Uchiha rangi Sentoki". To starczy. Wysoki priorytet, zapłacę ci, jak wrócisz.

Rozlazły i rozziewany Naoki odbiera przesyłki, kłania się nisko, po czym rusza do drzwi, nie zwracając na was uwagi. Goro wraca do środka, ziewając ze zmęczenia. Przydałoby się coś wypić. To na pewno.

- Chise-hime, ja również nie zgadzam się z panienki opinią - oznajmia stanowczo. - Hitsukejin-san, skoro jesteś w stanie za nich poręczyć, na twoją odpowiedzialność umieszczam tych dwóch w osadzie. Znajdę im jakieś mieszkanie i zajęcie, choć bogowie mi świadkami, że w tej sytuacji...

Wzdycha ciężko. Jeszcze o coś pytałeś? A, tak, o tych ludzi Uchiha do trenowania. No tak. Jasne.

- Co do tych ludzi, grupa jest prawie gotowa, ale brakuje jednej osoby. Osoba ta ma dojechać do Kotei w ciągu tygodnia. W przyszłym tygodniu będziesz mógł zacząć lekcje. Łącznie osiem osób. Jeśli chodzi o pieniądze...

Wychodzi na zewnątrz, woła znowu kogoś. Po kilku minutach rozmowy, skrzypnięciu drzwi, kolejnych kilku minutach i jednym podniesieniu głosu przed Wami lądują pieniądze w dwóch pękatych mieszkach. Głos Goro jest spokojny. Nie ocenia, nie wydaje opinii, jedynie stwierdza fakty.

- Rangę tego zadania można wycenić na B. A im wyższa ranga, tym wyższa nagroda. Dlatego oboje otrzymujecie po 650 ryou. Podpis pod pokwitowaniem nie będzie potrzebny. Ty do pieniędzy nie przywiązujesz wagi, Hitsukejinie, ale Uchiha tak. I wiemy, że im skuteczniejszy najemnik, tym wyżej się go opłaca.

Goro wzrusza ramionami, poprawia ubiór. Ziewa niemiłosiernie. Wygląda na zmęczonego. Bardzo zmęczonego.

-Udzielam pozwolenia na wyruszenie na misję za kilka dni, a o waszych wnioskach powiadomię liderkę. Jeśli to szpieg...tylko Katsumi-sama może coś z tym zrobić-dodaje.-To wszystko, co mogę dla was zrobić. Do zobaczenia.

Gdy wychodzicie, przystojny i młody Shin wyprowadza właśnie Chisuzu na zewnątrz. Dziewczyna znów powtarza mantrę, tą samą, którą słyszała Chise w korytarzach kryjówki, wśród ciszy i ciemności.
Właśnie przestało padać. Ciemne, brzemienne wodą chmury rozstąpiły się, a zimne, jesienne słońce pada na budynki, kruchy profil dziewczyny, prowadzącego ją gdzieś chłopaka, na czyste jak nigdy szyby, olbrzymie kałuże, w których odbija się nikłe siedem barw tęczy, i kwiaty rosnące na oknie domu naprzeciwko - czerwone jak krew.
Idąc na śmierć, nie pozdrowiła cię.
Nie musiała. Ty o jej życie też już przestałeś - i przestałaś - dbać.

Tell me that you're going to save me
That everything is gonna be ok
I'm screaming but nobody can hear me
Can you save me from myself?
Mayday
Mayday
Mayday
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 11 lis 2018, o 15:04

Było tak, jak podejrzewała. Nawet najlepsze chęci nie mogły uratować osoby, która nie chciała zostać uratowana, która trzymała się swoich przekonań nawet pod groźbą śmierci. Twarz Chise nawet nie drgnęła, a jednak.. Mimo swoich przekonań i tego co powiedziała.. Czuła żal. Rozczarowanie, gorzkie niczym piołun, przenikało przez ostre stanowisko w sprawie losu Dzikiej. Skazała się na śmierć tak, jakby znaczyła nic. Kto wie, może i tak było, może była dla niej niczym, była do tego stopnia pusta i wyprana.. Mimowolny podziw tlił się w jej umyśle, nie mogła powstrzymać myśli, że mimo wszystko są do siebie podobne: nieugięte, harde, ceniące wartości bardziej od życia. Tyle, że ona za swoje przekonania i słowa niemal umarła, a teraz teraz żyła z przekleństwem, Chisuzu zaś miała za nie umrzeć. Wyszła z godnością koniec końców.
Zwróciła się w stronę Goro i słuchała całej rozmowy, notując wszystko w umyśle. Czekała ją kolejna walka z atramentem, a do tego bukijutsu. No-dashi było nietypową bronią i będzie musiała się do tego przygotować z pewnością. Myślała nad tym gdy Goro-san poszedł wysłać listy. Kiedy wrócił, Chise podniosła głowę i skierowała ba niego białe oczy.
- Będzie jak zarzadzisz, Goro-san - odpowiedziała spokojnie. Przecież nie spodziewała się tutaj zwrotów akcji. Była tylko Doko, Goro był zaś Sentokim i to już ustawiało ich pomysły w odpowiedniej hierarchii. Jeśli się z nią nie zgadzał, to nie miała nic do zrobienia w tej sprawie.. Przynajmniej teraz i tutaj.
Po chwili dostali jeszcze pieniądze. Misja B, huh? Brzmiało dobrze. Po raz pierwszy od kiedy tu się zjawili blady uśmiech pojawił się na ustach dziewczyny. Pierwsza misja dla klanu i od razu wyższej rangi, to było coś. Wstała i ukłoniła się Goro-san grzecznie na pożegnanie, obiecując nadal nad sobą pracować oraz załatwić tą sprawę najszybciej jak się da.
Wychodząc, spotkali jeszcze Dziką. Nadal spokojna i cicha, nawet nie zwróciła na nich uwagi. Chise skłoniła głowę i przyłożyła dwa palce do ust.
Nie powiedziała jednak nic. Nie było już słów, które chciała lub powinna przekazać.
Dopiero przy wyjściu na ulicę zwróciła się do Jashinisty.
- Muszę coś załatwić. Wracaj do domu pierwszy, niedługo wracam - powiedziała, a potem to zrobiła. Zamiast udać się w stronę ubocza miasta, skierowała się w stronę centrum, znikając w tłumie.


/zt (x 2 jak Shiga zechce)
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 11 lis 2018, o 20:49

To wszystko jest bardzo nie tak, jak być powinno. Kiedy mnich dał wybór Chisuzu, uznał, że ona będzie wiedzieć co dla niej dobre. Przecież wybór był prosty. Wolność, życie, szczęśćie... albo śmierć dla potwora. Dla bandyty. Wszystko w granicach rozsądku. A jednak Chisuzu zaskoczyła mnicha negatywnie.
-Mylisz się Chisuzu. Ale wolno ci. Jesteś tylko dzieckiem. Gdybyś pożyła tyle co ja, dostrzegłabyś śmieszność twoich własnych słów. Brak wiary w innych za to nie jest śmieszny, co tylko przeraźliwie smutny... Twój wybór jednakże. I nie jesteś mu nic winna. Nie jesteś jedyną, ale jak inni pewnie jesteś tylko narzędziem. Do zobaczenia, Chisuzu.
Co mnich miał na myśli wypowiadając te słowa pozostaje tajemnicą. Przynajmniej na ten moment. Zawisło w umysłach wszystkich i będzie musiało tam trochę dojrzeć. Jak piskle, dopiero jest jajeczkiem. Nim się wykluje i wzbije w swój finałowy lot minie troche czasu. Na usta mnicha wstąpił uśmiech zastępując smutek.

Kiedy bracia pogodzili się ze stratą Chisuzu... Shiga się śmiał, widząc łzy śmiał się w środku. Naprawdę w środku wybuchał salwami pogodnego śmiechu. Bo on wiedział coś, czego nie wiedzieli inni. I to tutaj było najśmieszniejszym, co tylko było możliwe. Oni płaczą, złoszczą się, a jego wykręca tył na przód z rozbawienia.
Co robił jednak na zewnątrz? Nucił sobie tylko, nucił, nie musiejąc wypowiadać słów, choć znał je i chciałby je teraz zaśpiewać...

Nie wiem, skąd przychodzisz,
Ale wiem, przed czym uciekasz.
I co się liczy myślisz - ten kto najbardziej daje czadu, tymczasem to ci, którzy powstrzymują cię przed upadkiem z twej drabiny.

Kiedy się czujesz tak, jak czujesz się teraz,
I robisz rzeczy tylko by przypodobać się tłumowi
Kiedy kocham cię w sposób, w jaki cię kocham
I cierpię, ale ja nie zamierzam cię odcinać bo

To nie jest miejsce, które bohater,
To nie jest miejsce, które lepszy człowiek,
To nie jest miejsce, które bohater,
Nazwie domem.


Kolejny wyszczerz nieco zdradził rozbawienie ze środeczka mnicha.
-Ach ci chorzy psychicznie, tworzą sobie rodzaj ideologii i wierzą w coś, czego nikt inny rozsądny nie chce nawet słyszeć. Z Sentoshiego taka sama obelga dla klanu, jak z Jashina dla świata. A jednak tak jest to wszystko stworzone i działa już jakiś czas. Różnią się jednak zasadniczo. Jeden będzie krwawił na me dłonie, a drugi to jashin. Hahaha! - Mnich machnął ręką na to, że Gazo zgodzili się zgodnie z jego ofertą współpracować.

Powinni walczyć o swoją Chisuzu. Gryźć, drapać. Umrzeć za nią. A oni już ją pogrzebali. Słabi. Chcą się mścić jakby dziewczyna umarła tragicznie, a nie właśnie przed sekundą ich opuściła. Shiga ukłonem podziękował za przyjęcie listów. Uśmiechnął się do Goro z wdzięcznością i nazwał go Goro-sama po raz kolejny.
Kiedy ten wezwał swojego gońca i padło "niniejszym potwierdzam przynależność Hitsukejina Shigi do sił zbrojnych rodu Uchiha własnoręcznym podpisem. Uchiha Goro, Shinobi rodu Uchiha rangi Sentoki" to Shigiemu zrobiło się ciepło w środeczku. Jakoś tak to fajnie i dumnie brzmiało, naprawdę powodowało jakąś wewnętrzną radość i zadowolenie.
-Tak, ręcze. Najwyżej mnie zabijecie za nich. Ha. - Rzucił od niechcenia, patrząc z rozbawieniem na Gazo po raz ostatni. Najwyżej będzie trzeba zabić Shigę, bo zaufał. Ale wiecie co? To może nie być takie proste, więc lepiej żebyście byli grzeczni, chłopcy. Kolejny powód do radości przybył wraz z informacją o ludziach do trenowania.
Ośmiu ludzi? Dobrze. Niech osiem tornad pochłonie świat. To jeden wielki, cholerny plan. Pewnie po pojmaniu Sentoshiego...

Wychodząc, Shiga zauważył innego strażnika odprowadzającego Chisuzu. I to właśnie wtedy piskle poruszyło się w skorupce. Mnich podszedł do strażnika i wcisnął mu część pieniędzy.
-Upewnij się, że dziewczyna przeżyje w więzieniu. Nie może zginąć za szybko... - Po tych słowach mnich wyrównał z Chise, a potem ona odbiła gdzieś w siną dal. On postanowił wrócić do domu.

Z/T
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Siedziba władzy

Postprzez Sagisa » 26 lis 2018, o 23:55

Historia rozwijała się o nowe elementy. Wciąż było w niej kilka luk, te jednak łatwo można było załatać przypuszczeniami i różnorakimi teoriami. Czy jednak miałoby jakikolwiek sens tworzenie alternatywnej wersji tej historii, bazując tylko na poszlakach? Oczywiście, że nie. Dlatego Saga zaniechała układania całego scenariusza ze strzępków informacji. To jednak nie znaczyło, że nie wiedziała nic. Wręcz przeciwnie, dowiedziała się całkiem sporo. Ara była utalentowana i szanowana, a nie posiadła klanowego dziedzictwa. Była też rywalką człowieka zwanego Arata, do którego płomiennowłosa zamierzała jeszcze wpaść. Same okoliczności śmierci Ary nie były zbyt jasne, mimo wszystko wytyczne co do pogrzebu i ceremonii stanowiące jej ostatnią wolę - tak. To wszystko jednak było tylko tłem, nie przybliżało jej do przyczyny, a żeby załatwić tę sprawę, musiała poznać powód, dla którego Kame-san co roku otrzymywała bukiet słoneczników. Otrzymywała, gdyż ten miał być rzekomo ostatni.
Staruszka z jednej strony mogła odczuwać ulgę, wreszcie jej koszmar dobiegł końca i nikt więcej nie będzie jej przypominał o tragicznie zmarłej córce. Wyraz jej twarzy zdradzał jednak, że zrozumiała też drugą stronę medalu w zaistniałej sytuacji - Ara odeszła już na zawsze. Dobrze ją rozumiała, sama w końcu równie nagle straciła Tensę. Prawą dłonią sięgnęła do kabury, przejeżdżając palcem po oczku kunaia przewiązanym kawałkiem czerwonego bandaża. Narzędzie, które było pierwszą z przyczyn jej osobistej tragedii, a które wciąż przypominało jej tamten dzień. Tak jak słoneczniki przypominały babci Arę. I choć umiała zrozumieć ból straty, nie potrafiła wyobrazić sobie utraty rodzonego dziecka. Gdyby ktoś odebrał jej Ryujina...
- W porządku, panie Kan. W sumie tak chyba będzie lepiej - podsumowała krótką wymianę zdań między strażnikami, ostatecznie jeszcze przed wyjściem zatrzymując się przy babuni, i uściskała jej dłoń w geście pocieszenia. - Mam nadzieję, że chociaż pani pogodzi się z przeszłością.
Posłała kobiecie pokrzepiający uśmiech, po czym ruszyła za Kanem do wyjścia i dalej. Tak, może chociaż ona, bo stalowooka jeszcze długo będzie nosić ten żal w sercu. W końcu miało być inaczej, prawda? Miały z Tensą wrócić razem, zająć się wychowywaniem Ryujina, wreszcie być szczęśliwe. Z powyższych spełniło się tylko pierwsze, choć z pewnością nie tak, jakby tego oczekiwała. Bo chyba nikt nie mógł choćby przypuszczać, że po tym wszystkim, po tak usilnych próbach ratowania życia siostrze, śmierć i tak jej ją zabierze.
Drgnęła lekko, gdy głos strażnika wytrącił ją z zamyślenia. Dwadzieścia dwa słoneczniki? Dwadzieścia dwa lata? I od tamtego dnia Kame-san co roku dostawała więcej kwiatów? To rzeczywiście mogło coś oznaczać, na przykład upamiętnienie dwudziestu dwóch lat życia Ary, bądź wręcz przeciwnie - każdy kolejny rok mógł stanowić swego rodzaju trofeum dla zabójcy. Czy to jednak miało w tej chwili jakiekolwiek znaczenie? Nie. To była tylko anegdota mająca na celu zabicie czasu podczas drogi. Saga tylko przytaknęła, poprawiając płaszcz chroniący ją przed zimnym wiatrem. Robiło się późno, lecz miała zamiar doprowadzić sprawę do końca, nim wróci do domu, do syna.
Wreszcie dotarli do siedziby władz osady. Co dziwne, nie weszli od frontu, jak spodziewała się tego płomiennowłosa, lecz przeszli na tyły, w stronę ogrodu, zbaczając z głównej ścieżki. Rozglądała się dookoła z lekkim zaciekawieniem, wszak nigdy tu nie była. Owszem, odwiedziła gabinet shirei-kan raz czy dwa, okoliczności jednak nie pozwoliły jej podziwiać widoków. Rosnące dookoła drzewa i krzewy, zadbane i regularnie strzyżone, krótko przycięta trawa, grządki kwiatów... Krajobraz był piękny, mogłaby to docenić, ale nie teraz, nie dziś. Właściwie to przestała zwracać uwagę na piękno otoczenia w momencie wyjazdu z Hanamury. Kantai było piękne na swój własny sposób, choć ona wolałaby o nim zapomnieć. Gdyby miało to cokolwiek zmienić, nigdy by tam nie pojechała, przeszłość jednak pozostaje niezmienna.
- Dziękuję, Kan-san, dalej już chyba sobie poradzę - zwróciła się w stronę strażnika, skłaniając mu lekko w podzięce. Zaraz potem jej wzrok padł na wskazanego przez niego mężczyznę. W sumie nie wyróżniał się wśród standardów Uchiha. Ciemne włosy, zapewne równie ciemne oczy, o czym przekona się, gdy tylko podejdzie. Zdawała sobie sprawę, że brunet nie jest byle kim. Z opowieści staruszki i jej przyjaciół wynikało, że był silny, niezwykły, zapewne stanowił elitę. Mogłaby mu przypisać rangę sentokiego, choć bardziej pasował na kogo. Miała swój rozum i wiedziała, że z kimś takim nie należy sobie folgować. Odetchnęła zatem głębiej, poprawiła wakizashi za pasem i ruszyła w stronę altanki. Przyglądała się opartemu o barierkę mężczyźnie przez cały czas, jakby chciała samym wzrokiem określić, co takiego chodzi mu po głowie. Oczywistym było, że nie ma nikogo, kto umiałby zgłębić cudze myśli (a przynajmniej według wiedzy dziewczyny). Przystanęła w odległości kilku metrów, zawieszając prawą dłoń luźno na rękojeści miecza, ot tak, bez żadnych podtekstów. Po prostu czując w palcach chłód metalu, uspokajała się.
- Przepraszam... - zaczęła trochę niepewnie, zaraz jednak odchrząknęła, przywracając się do porządku. - Ty jesteś Arata? Podobno znałeś Arę i masz jakiś związek ze słonecznikami przysyłanymi jej matce, Kame-san. Możemy chwilę porozmawiać?
Nie wiedziała, czego właściwie powinna się spodziewać. Nawet o co pytać. Po prostu stała i czekała na reakcję bruneta. Reszta sama się jakoś potoczy, prawda?
Ostatnio edytowano 18 sty 2019, o 00:35 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 20:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Siedziba władzy

Postprzez Rika Kari Matsubari » 29 lis 2018, o 00:45

Misja C - Sagisa
Rika Kari Matsubari
11


Sagisa po wysłuchaniu tego, co mieli do powiedzenia Kan, San i Kame, miała już prawo do wyciągnięcia pierwszych wniosków. Znała już sytuację. Znała historię, która rokrocznie materializowała się w postaci leżących gdzieś na podłodze słoneczników. Jak miała się później dowiedzieć, było ich dwadzieścia dwa i mówił to Kan, który nie miał okazji ich przeliczyć. Musiałby być sawantek, by jednym spojrzeniem uzyskać taką pewność. Albo wiedzieć coś więcej.
Tak czy inaczej czerwonowłosa powstrzymywała się z osądami nt. tego wszystkiego. Dostrzegała kilka luk, które nie pozwalały na połączenie ze sobą wszystkich puzzli. Nawet jeśli niektóre ze sobą pasowały, to kolejne zaburzały całą misternie budowaną konstrukcję i zmuszały do ponowienia próby od samego początku. Czy mogło być inaczej? Sprawa ta miała swój początek przeszło dwadzieścia lat temu i Kame musiała żyć nią przez cały ten czas. Również Kan i San byli w to mocno zaangażowani, co wywnioskować można było po wybrzmiewających w ich głosach emocjach. O nie. Założenie, że odpowiedź tkwiła gdzieś na powierzchni, migając przed oczyma trzech głupców, nie wchodziło w grę. W tym trzeba było pogrzebać, a przełomowa karteczka dołączona do kwiatów była samoistnym przełomem w śledztwie.
Sagisa przystała więc na propozycję Kana i ruszyli w drogę. Prędzej miało miejsce jeszcze pożegnanie ze staruszką, lecz próba pocieszenia jej bynajmniej nie wyszła najlepiej. Saga myślami była jeszcze przy Tensie i swoich znacznie świeższych ranach, a Kame nie do końca mogła to zrozumieć.
W drodze do siedziby władzy nie padło zbyt wiele słów, a informację o słonecznikach czerwonowłosa potraktowała jako ciekawostkę. Słusznie czy nie, trudno podejrzewać, aby ta informacja okazała się kluczową. Na dworze panował chłód, robiło się ciemno. Letnie wieczory odeszły w zapomnienie, a wraz z nimi pojawiło się odliczanie do kolejnych. Kan zaprowadził Sagisę na tyły gmachu władców, nie był to jednak ruch w ciemno. Emerytowany stróż widział skrawek chowającej się za budynkiem sylwetki, która przypominała mu Aratę. Stał się dziwnie napięty, w przeciwieństwie do swojej towarzyszki, która nie tylko nie widziała tego co on, ale również myślami zajęta była podziwianiem ogrodu, któremu daleko było od szczytu formy. Mimo to… hej, przecież to park Uchihów.
Sagisa oddzieliła się od stróża, chcąc załatwić to sama. Poczuła respekt przypominając sobie wszystko, co słyszała o Aracie w chatce należącej do Kame. Użycie siły nie byłoby zbyt rozsądne i to nie tylko tej fizycznej. Dlatego też młoda mama podeszła bliżej stojącego w altanie Uchihy i rozpoczęła spokojnie. Mężczyzna odwrócił się w jej kierunku powolnym ruchem, zupełnie jakby Sagisa stała w tym samym miejscu co zawsze.
-Tak, to ja. Obawiam się, że słoneczniki to znacznie dłuższa historia, niż możemy przypuszczać, młoda damo. Rozumiem, że jesteś ze stróżem i to on cię wtajemniczył? W porządku… - mówił spokojnie bardzo głębokim głosem. Mówił całkiem… całkiem przyjaźnie, ale jednocześnie było w nim pewne nieuchwytne coś, które mówiło inaczej.
-Rozczaruję cię i pewnie wielu innych, ale to nie ja wysyłam kwiaty staruszce. Dowiedziałem się o tym dopiero po pierwszej rocznicy od śmierci Ary. Nigdy nie wnikałem w jej życie prywatne, ale kiedy pojawiły się plotki, że jej zabójca wysyła matce te kwiaty, dotarło to i do mnie. Cóż… prawdę mówiąc cieszę się, że ten piękny zwyczaj wciąż jest kultywowany. – uśmiechnął się kącikiem ust.
Rika Kari Matsubari
Gracz nieobecny
 
Posty: 767
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 13:34
Wiek postaci: 16
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ayatsuri Juranu » 29 gru 2018, o 15:19

Ostatnia przesyłka i będzie mógł iść zainkasować wynagrodzenie. Tym razem został mu raport dla władz osady. Specyficzna sprawa, że składał raport do władz nieswojej wioski, gdy nigdy nie był w siedzibie władz własnej. W samym już budynku poszedł do recepcji i wyciągnął ostatnią kopertę. Rozglądał się też uważnie, bo był ciekawy, jak to może wyglądać i czy u siebie znajdzie wiele różnic. Spodziewał się jednak wielu, gdyż różnice kulturowe były znaczne, co wiedział już po kobiecie, która dała mu zlecenie, a której już wcześniej pomógł. U nich byłoby to niedopuszczalne, żeby ktoś aż tak nie tykał się brudu. Każdy miał swoją rolę w pustynnym przetrwaniu. Spodziewał się też tu, w siedzibie władz nadmiernego urzędnictwa i jakiegoś protokołu, ale miał nadzieję, że nie stworzą one zbyt dużych problemów.

- Dzień dobry, zostałem poproszony o dostarczenie tu tego listu. Powiedziano mi, że to raport. - powiedział wysuwając rękę z przesyłką. Liczył, że pójdzie szybko i łatwo, ale biurokracja może go tu pokonać i utrzymać na długo...
Ayatsuri Juranu
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 30 gru 2018, o 03:04

Misja D
21/15


Siedziba władzy wyróżniała się. Budynek, choć piękny, był niski, jednopiętrowy, podobnie jak szpital. Były też inne rzeczy, które ją wyróżniały, niektóre subtelnie, inne mniej. Do tych bardziej oczywistych należała straż stojąca przed wejściem, czujnym wzrokiem obserwująca otoczenie - kobieta i mężczyzna, po których na pierwszy rzut oka można było poznać zawód ninja, a przynajmniej takie mieli sprawiać i sprawiali wrażenie. Mniej widoczny był szacunek mieszkańców, którzy zerkali na niego z zaciekawieniem i respektem, co poniektórzy wykonywali drobne gesty. Najmniej widoczne.. Nie, niewidoczne, ale wręcz pewne, były spojrzenia innych, którzy to miejsce ochraniali. Nie oszukując się, na pewno było więcej straży niż gołym okiem można było stwierdzić. Wszystkie te rzeczy były jednak typowe dla ważnych obiektów, więc nie powinny nikogo dziwić.
Strażnicy przy wejściu obdarzyły wchodzącego długim spojrzeniem, jednak nie zatrzymali go w progu. Było to dość ruchliwe miejsce, pełne zarówno shinobich jak i zwykłego personelu biurowego. W końcu raporty ustne i spisywane przez wojowników klanu muszą być przechowane, skatalogowane, posegregowane, zarchiwizowane, by jak sobie lider zażyczy to mogła dostać pełne informacje o każdym shinobim w klanie.. I nieraz poza nim. A do tego wystarczą zwykli, szarszy ludzie, masa miasta.
Naprzeciwko drzwi znajdowała się recepcja. Siedząca tam blondynka z wysokim kucykiem z uśmiechem przyjmowała kolejnych interesantów, sprawnie kierując do konkretnych osób i pokoju. Uśmiechnęła się też do Juranu i wyciągnęła rękę po przesyłkę. W tym miejscu z pewnością byli przyzwyczajeni do dziwnych sytuacji i przesyłek.
- Oczywiście - powiedziała gładko, odkładając kopertę na bok, pozornie bez sensu i bez patrzenia na nią. Jej oczy były jednak błękitne i zimne, czujne i inteligentne.
- Zajmiemy się tym - zapewniła jeszcze, zwalniając Juranu z obowiązków. Pozostała najprzyjemniejsza część zadania - odebranie wynagrodzenia!
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Sagisa » 19 sty 2019, o 20:09

Dobre zagadki zawsze miały to do siebie, że nie dało się od razu znaleźć rozwiązania mimo pozornie prostego początku. Taką zagadką była historia Ary i powiązane z nią słoneczniki, które po jej śmierci otrzymywała na urodziny matka. Wszystkie dotąd zebrane informacje aż nazbyt jasno wskazywały Aratę jako winnego, tego złego, Saga wiedziała jednak, że nie zawsze pierwsze wrażenie jest tym właściwym, w końcu już nie raz zdążyła się przejechać na zbyt szybko wysuniętej opinii na czyjś temat. Nawet Motoko, która z początku wydawała się jej bratnią duszą i odskocznią od codzienności, okazała się być najemnym zdrajcą, który sprzedał ją Kazuo za mieszek złota. Mimo rad, jakich jej udzielała tamtego dnia, trafnych rad, ostatecznie okazała się łotrem, choć dziś płomiennowłosa nie miała już do niej żalu o to wszystko. Wiedziała więc, że nawet ktoś, kogo wszyscy nazywają łotrem, może w rzeczywistości być zupełnie kim innym. By jednak mieć pewność, sama musiała sprawdzić zostawione jej poszlaki i porozmawiać z oskarżonym, to jest Aratą.
I w tym właśnie celu ruszyła w toważystwie strażnika Kana w stronę siedziby władzy, gdzie miała zastać poszukiwanego przez nią mężczyznę. I znalazła go, a jakże. Stał nonszalancko na altance w ogrodach za budynkem władz, podziwiając piękno okolicy, bądź po prostu rozmyślając o sobie tylko znanych sprawach. Bez większej zwłoki podeszła do niego, zachowując stosowną ostrożność, w końcu skądś się wzięły te wszystkie opowieści o sile tego mężczyzny, po czym odezwała się, zadając swoje pytanie.
Patrzyła uważnie, jak odwraca się nonszalancko w jej stronę, jak gdyby to nie był początek rozmowy, a kontynuacja chwilowo przerwanej. Rzeczywiście brunet okazał się być tym Aratą, co sam potwierdził, zdradził też, że sprawa słoneczników sięga dalej, niż możnaby przypuszczać. Ton rozmówcy był przyjazny, ale wyczuwała w nim tę specyficzną nutę przyprawiającą o dreszcze. Dobrze wiedziała, że nie należy go w żaden sposób prowokować, bo mogłoby się to dla niej skończyć źle, a przecież miała do kogo wrócić. Na myśl o Ryujinie przed jej oczami znów stanął obraz Hideo, który ostatnimi czasy prześladował ją niemal na każdym kroku. Zgrzytnęła lekko zębami, ale zaraz odetchnęła, słuchając wyjaśnień Araty odnośnie bukietów podsyłanych Kame-san. Jak sam twierdził, osobiście nie miał z tym nic wspólnego, dodatkowo jego słowa wykluczały go z grona podejrzanych o morderstwo Ary, co zarzucali mu strażnicy i sama matka. Skoro jednak nie on wysyłał słoneczniki, to musiała znaleźć jakiś inny punkt zaczepienia, by ruszyć dalej ze swoim małym śledztwem.
- Rozumiem - podsumowała krótko i zamyśliła się na chwilę. - Powiedział pan, że krążyły na ten temat plotki. Czy właściwie władze Kotei kiedykolwiek odnalazły zabójcę? Okoliczności śmierci Ary były w końcu niejasne, prawda? Sam nie szukał pan odpowiedzi? Osobiście chciałabym odnaleźć tego, który co roku wysyłał Kame-san te kwiaty.
Starała się nie brzmieć zbyt nachalnie, w końcu nie każdy lubi, gdy ktoś wtrąca się w nie swoje sprawy. Mimo wszystko czuła, że Arata zrozumie, w końcu przyprowadził ją tu jeden z przyjaciół staruszki, co sam zdążył zauważyć. Wiedział, że została wtajemniczona w całą historię, a przynajmniej zna jedną z wersji, może więc będzie skory powiedzieć, jak to wyglądało z jego perspektywy. Przynajmniej taką żywiła nadzieję, inaczej nie pozostanie jej zbyt wiele tropów do podjęcia. A będąc szczerym - stanie w martwym punkcie.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 20:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 20 sty 2019, o 19:34

Po odbytej misji potrzebowała.. A nawet głownie Shiga potrzebował odpoczynku, ale poza tym fizycznym, głównie potrzebowali wytchnienia od siebie nawzajem. Dlatego choć wrócili razem, to w ciągu ostatnich kilku dni unikała Jashinisty, który zgodnie z jej żądaniem wyprowadził się z domu. Gdzie się podział, tego nie wiedziała, ale za to była pewna tego jak do niego dotrzeć. Choć nie widziała Furu tak samo jak jego opiekuna, to znała osobę, która utrzymywała z nim stały kontakt. Nie do końca wiedziała jak Nani na dłuższą metę zamierzała najmować się zarówno domem jak i dwójką wyrzutków z domu, ale nie zamierzała się do tego wtrącać. Zwłaszcza, że Toshiko teraz miała większe problemy. Akemi, ich nowa pracownica, sprawiała jej nieustanne kłopoty. Ich zasób zastawy porcelanowej zaczął się niebezpiecznie zmniejszać, w nieustannym zagrożeniu były drogie wazy i bibeloty. Dziewczyna nieustannie coś tłukła, aż matka Chise niemal straciła głos od krzyku i postanowiła nie dawać służącej do rąk niczego, czego byłoby jej szkoda, pousuwane zostały też co cenniejsze przedmioty. Dlatego cała posiadłość sprawiała wrażenie nieco bardziej opuszczonej, cichej i pustej.
Minęło kilka dni, które spędziła głownie na odpoczynku, łagodnym treningu i rozmyślaniach. A im dłużej myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że musi coś ze sobą zrobić. Tak jak dwa lata temu dotarła do momentu, gdy wyrwanie się do Hanamury było tym, co było jej potrzebne by ruszyć dalej, tak teraz potrzebowała kolejnej zmiany. Tylko jakiej? Kolejna podróż kusiła, ale co by jej tak naprawdę dała? Nie zmieni nic w jej oficjalnej sytuacji. Nadal będzie doko, który na chwile urwał się rodzinom i klanowi, małym trybikiem. Jeśli naprawdę chciała coś zmienić w swojej sytuacji.. To musiała zacząć robić coś więcej niż trenować, wiać z domu i walczyć z jakimiś bandytami. Musiała zacząć coś znaczyć.. A najprostszą drogą, by zacząć coś znaczyć i zasłużyć się w Sogen była służba na Murze.
Pomysł w sumie nie uderzył nagle. Wśród Uchiha była to dość powszechna droga, dzięki której wracało się jako doświadczony shinobi. Czemu więc nie? Najpierw jednak musiała zgłosić się do liderki. W końcu obiecała, że pierwsze uruchomienie pieczęci odbędzie się w warunkach kontrolowanych, a Shiga zgłosił się na ofi.. Ochotnika do walki. Było koło południa, kiedy usiadła koło Seireia, który trzymał w dłoni przygotowany pędzelek. Wiadomość, którą podyktowała, była krótka.
"Udaje się do Liderki, w sprawie o której rozmawialiśmy z Goro-san. Dzisiaj. Jak najszybciej". Chłopak ładnie zapieczętował list, niewątpliwie ciekawy dość tajemniczej treści, jednak Chise pozostała milcząca. Zabrała list do kręcącej się po kuchni Nani.
- Powiedź Furo, żeby przekazał to Shidze. Możliwie jak najszybciej. Wiem, że macie kontakt - nie był to wyrzut, ale wystarczająco stanowcze, że się zgodziła.
Dziewczyna udała się do pokoju, gdzie z pomocą nowej dziewczyny zamierzała się ubrać elegancko.. Ale przypomniała sobie co ma jeszcze zrobić i wygoniła Akemi, ubierając się sama wygodnie w koszulę i spodnie, po męsku. Włosy splotła w surowy warkocz, zastanowiła się nad bronią, ale uznała, że nie ma sensu zostawiać ich w domu i udawać kogoś, kim nie jest. Wzięła je więc ze sobą wraz z resztą ekwipunku i wyszła z domo, na pożegnanie tylko czochrając brata po głowie.
Droga zeszła jej szybko, choć starała się nie spieszyć. Nie chciała stanąć przed liderką po raz pierwszy spocona i zmęczona, ale prawda była taka, że tak krótka droga by jej nie zmęczyła nawet gdyby pokonała ją sprintem. Przed wejściem do budynku tylko poprawiła sobie włosy.
Nie do końca wiedziała czy czekać na Jashinistę czy nie, ale ostatecznie postanowiła poświęcić nieco czasu na to i zaczekać na niego. Koniec końców do recepcji udała się już z nim i grzecznie zapytała o gabinet liderki i następnie udała się pod niego, by znów zapytać strażników o to, czy Katsumi-dono jest dostępna.
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hitsukejin Shiga » 20 sty 2019, o 21:38


Hold on, hold on with me...

I've lost a lot a in this game
Another everyday face with no name
I'm not selling misery
So won't you stay a while with me

I know that you are afraid
The traces of war linger on my face
But I'm not selling misery
Maybe one day I feel home again


Po misji Shiga wiedział, że jedyne co może zrobić to tak naprawdę udać się do domu Chise, zabrać resztę swoich rzeczy i zabrać się razem z Furu w siną dal. Na samym wyjściu z domu z wielkim workiem rzeczy dowiedział się, nie, wróć, to źle sformułowane. Złapała go za nadgarstek opiekunka domu, Nani i spojrzała na Shigę z ciepłym, matczynym spojrzeniem który bez słów przekazał tysiąc słów. Większość z nich dotyczyła tego, że nie pozwoli im zginąć z głodu ni chłodu. Chociaż to akurat było zaskakująco możliwe, bo od czasu zasugerowania przez ojca Chise, że powinien sobie znaleźć swoje mieszkanie nie mieli czasu. Wszystko rozbijało się wokół odnalezienia i ogarnięcia szalejącej grupy bandytów pod przewodnictwem mędrca kruków, fałszywego proroka Sentoshiego dla którego Shiga wymyśli coś specjalnego, by cierpiał naprawdę długo... I w ten sposób - Shiga nie powiedział o tym Chise bo nie chciał żerować na jej litości czy współczuciu - został oficjalnie znów bezdomnym, gdy Chise usunęła go ze swojego życia chociaż częściowo, tak, jakby wycinała karbunkuł z chorego ciała. Może w rzeczywistości tym dla niej był? Czymś na wzór tasiemca żerującego na jej dobrobycie? Podczepiony, zapewniający wstyd. Nic więcej.

A że uratował jej życie?
Być może jak masz jebitnego tasiemca to on też może dostać strzałą i strzała nie przebije ci jelit i nie umrzesz.
Nie wiem, nie znam się.

Mnich zatrzymał się w zajeźdzcie, gdzie za ciężko zarobione ryou do których nie przykładał większej wagi wynajął dość mały, dość skromny pokój. Dokupił dodatkowy futon dla Furu i w ten sposób obaj... egzystowali. Nani spotykał zazwyczaj w owym zajeździe, tłumacząc, że nie chce chwalić się miejscem zamieszkania by Nani nie powiedziała Chise i by ta nie uciekła do niego od rodziców. Chociaż oboje wiedzieli, że to było kłamstwo, bo ani on nie mieszkał w willi, ani Chise nie opuściłaby dla niego domu. Rodzina przede wszystkim, a jakaś jashinistyczna przybłęda...

Czas leciał szybko. Shiga zostawił wszystkie swoje zapisane zwoje w domu Chise prócz zwoju na którym spisywał swoje myśli i pomysły. W ten sposób teraz mógł siedzieć grzecznie sobie w pokoju i trenować się na zbieraniu czakry w ciele. Mnich doszedł do wniosku, patrząc na to, jak radośnie spożytkowywuje czakrę w energiczny sposób, że brakuje mu osiągnięcia jedności z czakrą. Złożenie pieczęci i koncentracja. Przepływ ognia. Potrzebuje... Czegoś, co by z daleka pokazywało, że on i ogień to jedno.

I on i ogień w końcu potrafią tylko niszczyć. Nikt nie widział nigdy, by ogień coś stworzył. Pojawiła się Nani, spotkała się z Furu. Shiga po ich spotkaniu otrzymał list od chłopca, że Chise idzie do siedziby władzy. Mnich złożył pieczęć, a potem przesunął rozżażonymi dłońmi od czubka swojej głowy, do stóp, pokrywając całe swoje ciało aurą gorąca, unoszącą powietrze, a wraz z powietrzem unosiły się iskierki, kropelki czystego, ognistego ciepła. Z daleka widać było, jaką aurą posługuje się mnich. W końcu koc cieplny, unoszące się błyszczki... Tak. Ciągły trening. O każdej porze dnia i nocy.
Shiga pojawił się zgodnie z listem o umówionej godzinie w siedzibie władzy.

Ubrany w piękne białe kimono, ozdobne czerwone haori, w przeszywanej złotem hakamie pełnej bieli i szkarłatnozłoty pas obi. Trzy kolory. Jak trzy natury mnicha. Bohater, kultysta, kochanek. Kolory nieco gryzły się, jak i te cechy charakteru. Zabawne, prawda? Mnich kochał kupować i zamawiać nowe ubrania.
Podszedł do Chise spokojnym, opanowanym krokiem, nie uśmiechając się, nie zdradzając żadnej emocji - obwieścił jedynie "Wzywałaś". Wyglądał jakby spoważniał w swoim życiu. Chociaż nie do końca. Ukłonił się w recepcji, a potem udał się z Chise przed gabinet liderki. Chciał z nią do końca porozmawiać o treningu, o swoim potencjalnym awansie...
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ostatnio edytowano 22 sty 2019, o 12:39 przez Hitsukejin Shiga, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość