Dzielnica portowa

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Aka » 21 kwi 2018, o 10:08

Chłopak westchnął ciężko słysząc, że jego próby pertraktacji spełzły na niczym. Myślał, że udawanie słodkiego chłopca pomoże mu w przekonaniu zbirów do pozostawienia go w spokoju. Niestety los pokazał, że mężczyźni preferują rozwiązywanie konfliktów za pomocą siły. Mimo tego „lekkiego" problemu, Aka potwierdził swoje przepuszczenia co do całej tej śmierdzącej sprawy. Nie był żadnym detektywem, ale nie potrzeba było tropiciela aby zorientować się, że coś tu pachnie nieładnie. O ile tajemnicza szkatułka mogła wzbudzać lekkie zainteresowanie u bruneta, o tyle reakcja bandytów na nazwę baru zdecydowanie wskazywało na to, że nie jest to zwykły lokal z rybą. Tylko co przemycał rudy, piegowaty chłopczyk? Nielegalny alkohol? Narkotyki? A może jakąś tajną wiadomość? Tego Uchiha nie wiedział i nawet nie miał czasu na zastanawianie się.
Oto bowiem osiłek zamachnął się na osiemnastolatka, wyraźnie przykładając się do siły zadanego ciosu. Aka bynajmniej nie miał chęci zapoznawać się bliżej z pięścią tego przyjemniaczka, musiał więc szybko zareagować. Serce zabiło mu szybciej, a poziom adrenaliny w organizmie gwałtownie poszedł w górę.
Żarty się skończyły. Niebieskooki postanowił przestać zgrywać tego dobrego, bo na nic się to zdawało w zapuszczonych dokach. Najwyraźniej z tymi podludźmi trzeba było rozmawiać ich językiem.
Jako, że próbował zbierać ryby z ziemi, był lekko pochylony. Sięgnął dłonią pod płaszcz, dłużej nie mając zamiaru bawić się w kotka i myszkę. Dosyć tego! Nie mógł sobie pozwolić, by jakiś podrzędny menel z doków groził komuś takiemu jak on. Był w końcu Shinobi - wiedział, że jest lepszy, niż jakiś tam przeciętny mieszkaniec, nawet jeżeli ten ma przerost tkanki mięśniowej.
W jego dłoni błysnął sztylet - ostry jak brzytwa, zdolny bezproblemowo wbić się w skórę nieopancerzonego przeciwnika. Drugą, zaciśniętą w pięść posłał do góry, celem próby sparowania ewentualnego ciosu. Sam chłopak skierował swoje ostrze w kierunku nogi bandyty, jednak zatrzymał się tuż przed kroczem zbira, jakby dając mu chwilę na zastanowienie się przed podjęciem pochopnej decyzji.
- Spróbuj się ruszyć, to będziesz miał większy problem niż siniak na głowie. - warknął do niego, z delikatnego chłopczyka zamieniając się w naprawdę wkurzonego gościa. - Nie rozumiesz, kurwa, po ludzku? Mam pójść po ludzi żeby z Tobą porozmawiali inaczej? - postanowił postawić na lekki blef. Nie chciał go krzywdzić, nie miałby w tym żadnego celu, mógłby sobie przysporzyć jedynie kłopotów. Jednak jeżeli to by nic nie dało, gotów był spełnić swoją groźbę i uszkodzić oponenta.
Aka
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Suzu » 21 kwi 2018, o 13:50

9/15
Podpici, agresywni i wyraźnie tępi kolesie nie byli zbyt chętni na "dogadywanie się". Bojowo nastawiony drab czuł się tym silniejszy, im bardziej Uchiha próbował uniknąć walki. W jego mniemaniu zaś przywilejem mocniejszego było poniewieranie wszystkim, co znalazło się pod nim, w ten sposób sam zresztą był traktowany przez osoby znajdujące się wyżej od niego na lokalnej drabince siły.
Przeliczył się jednak i to mocno, choć nie całkiem była to jego wina. Po prostu nic w wyglądzie i zachowaniu Aki nie budziło w drabie poczucia zagrożenia. Do czasu, gdy podpity wzrok wyłapał błysk jesiennego słońca odbity w nagim ostrzu. Uchiha w tym czasie odbił rękę, która próbowała pochwycić go za kołnierz, zbir wykorzystał to jednak na swoją korzyść. Wielkie paluchy zakleszczyły się wokół szczupłego nadgarstka i Aki poczuł, że jednym szarpnięciem przeciwnik może rzucić nim o sąsiednią ścianę. Z drugiej strony jego sztylet również wywierał teraz realną groźbę i podpity drab nie miał pewności, czy na pewno okaże się szybszy.
Aka niemal dostrzegał pod spoconą czaszką ciężki proces analizy potencjalnych zysków i strat. Wreszcie zbir przeniósł spojrzenie na podnoszącego się znajomka, na rozrzucone ryby, znów na ostrze... Uścisk dłoni na nadgarstku Uchihy zelżał.
- To takie żarty przecież, zobaczyć chciałem, co potrafi nowy z "Makareli". Przekaż Cioteczce pozdrowienia od Piąchy. Pozbieram koleżkę, pozbieraj rybki. Hehe, taki szczypior a jednak swój chłop!
Wypuścił zupełnie rękę Uchihy i nawet sam się pochylił by podnieść ryby i wcisnąć je ciemnowłosemu do wolnej ręki. Uśmiechał się przy tym krzywo i starał zachowywać przyjaźnie. Wręcz usiłował się podlizać.
- Swoją drogą to ten chłystek ze skrzynką zaraz ci się zgubi. Załatwić koszyczek na te rybki?
Rzeczywiście, rudzielec nie stał za plecami Aki podczas całej awantury, zebrał najbliższe rybki i właśnie znikał w tłumie, kontynuując swoją przeprawę przez dzielnicę portową.
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Aka » 21 kwi 2018, o 16:38

Nie lubił takiego towarzystwa, ale nic nie mógł na to poradzić. W końcu sam się prosił o kłopoty, a one nadeszły. Chłopak wyjątkowo dał upust emocjom i pozwolił sobie na zachowanie, jakie ewidentnie mu nie przystoi. Ale jak widać - zadziałało! No, może nie do końca tak jakby sobie życzył tego czarnowłosy chłopak, bowiem jego nadgarstek został w wyjątkowo nieprzyjemny sposób wygięty, ale jednak. Drab nie był aż tak głupi, na jakiego wyglądał. Choć trochę to potrwało, przekalkulował, że utrata najważniejszego narządu (w jego prymitywnym mniemaniu) może się nieco negatywnie odbić na przyszłym życiu seksualnym. miał więc Aka rację twierdząc, że tylko silniejszy jest w stanie zwyciężyć w tym miejscu.
Sytuacja uspokoiła się, drab wiedział, że zadarł z niewłaściwym człowiekiem, a blef Sharinganowca idealnie wpasował się w zaistniałe okoliczności. Uchiha skinął lekko głową i uśmiechnął się do zbira.
- No, no, wiadomo. Hehe, pozory mylą, hehe. - hehe, no rzeczywiście, bardzo zabawne. Ostatni raz tak się uśmiał na pogrzebie rodziców parę miesięcy temu.
Mężczyzna pomógł mu zbierać ryby. Jak widać - trochę się bał i usiłował się podlizać. Akiemu trochę się to nawet podobało. Czuł taką iluzoryczną władzę nad upokorzonym przeciwnikiem. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko było iluzją, stworzone jedynie na pokaz.
- Nie, dzięki, dam radę. - odrzekł na propozycję znalezienia koszyczka. - No, to ten... Góra nie lubi spóźnień, lecę, strzała! - powiedział, czym prędzej zabierając ze sobą ryby i odchodząc od tej uliczki, zanim draby zmienią zdanie. Trochę odetchnął z ulgą, ponieważ robienie awantury w tej dzielnicy nie było mu na rękę. Nawet jeżeli "pozbyłby się" problemu, to za tworzenie burd mógłby dostać solidnie w kość - jeżeli nie od makrelarzy, to od władz Kotei.
Rudzielec nie miał zamiaru jednak czekać na młodego Uchihę. Tak właściwie, to zostawił go nawet na pastwę losu. Aka właściwie nie wiedział jak powinien zareagować. Być wściekły? Okazać zrozumienie?
- Co za mały, parszywy tchórz... To ja mu pomagam, a on...! - burknął w myślach, natychmiast wyrywając do przodu. Gnojek na pewno nie był do końca poważny. Chłopak totalnie nie rozumiał jego zachowania - skoro tak bardzo potrzebował tych ryb, to po co teraz w ogóle odchodził? To nie miało najmniejszego sensu. Albo stwierdził, że Aka sobie nie poradzi, albo miał to wszystko gdzieś. Tak czy siak, sprawa przybrała nieoczekiwany obrót - piegowaty dzieciak miast czekać na kogoś, kto zobowiązał się do pomocy mu, właśnie znikał w tłumie. Shinobi musiał się pospieszyć. Znowu targnęła nim myśl, czy powinien się za nim udać, czy może jednak sobie odpuścić.
- Ej, młody! - krzyknął wreszcie za nim nastolatek. Zdecydował, że podąży za "zleceniodawcą". Oczywiście tylko dlatego, że chciał dowiedzieć się, w jaki sposób cała ta akcja się zakończy. Krzyczał więc, lecz nie wiedział, czy w takiej wrzawie ryży będzie w stanie go usłyszeć. Zaszkodzić to na pewno nie mogło. No, może troszkę wizerunkowo, bo widok jednego dzieciaka biegnący za drugim - na dodatek rudzielcem - z rybami w łapach, musiał być istnie komiczny.
Aka
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Suzu » 22 kwi 2018, o 10:09

11/15
Kilka problemów rozwiązało się jednocześnie gdy tylko zdecydowano się połączyć Akę z "Makarelą". Drab odpuścił, pomógł zbierać ryby. Zniechęcił się też ktoś, kto od dłuższego czasu czekał na sprawdzenie zawartości kieszeni Uchihy. Pozostawało dogonić chłopaczka, możliwie nie gubiąc przy tym ryb, odprowadzić do sklepu i odebrać swoje wynagrodzenie. A przy tym zadać kilka pytań albo przeciwnie właśnie, nie kwestionować niczego.
W pierwszej chwili mogło się wydawać, że rudowłosy przepadł zupełnie, jednak Aka dostrzegł go bardzo szybko po ponownym zanurzeniu się w tłum. Stracił przy tym dwie rybki, które ześlizgnęły się w dół po jego odzieży. Bez pralni zdecydowanie się nie obejdzie po tej przygodzie.
Zanim jeszcze Uchiha zdołał cokolwiek powiedzieć, dzieciak wbił w niego absolutnie zdumione spojrzenie.
- Myślałem, że po tobie - burknął z lekkim zakłopotaniem.
Czy można było rzeczywiście winić go za tę ucieczkę? Aka nie wyglądał jak wojownik, bardziej jak ktoś, kto po jednym ciosie pierwszego z brzegu awanturnika złoży się w pół i już nie wstanie. Chłystek wyciągnął w stronę Uchihy swoje skrzynie, by ten złożył ryby na ich szczycie, ostatecznie zakrywając ukrytą poziom niżej zawartość.
- Pójdź przodem, dobra? Ciężko mi się przepchać - dodał przy tym, wzdychając pod ciężarem swojego ładunku.
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Aka » 22 kwi 2018, o 13:31

Tym razem szczęście mu sprzyjało. Aka tuż po wejściu w tłum zorientował się, dokąd poszedł jakże odważny rudzielec. Nie da się ukryć, że pomocnym punktem nawigacyjnym było... nic innego, jak kolor czupryny piegowatego. Już po chwili Uchiha podszedł do niego i spojrzał na niego. I bynajmniej nie było to miłe spojrzenie.
- No wiesz co? - zapytał z ogromnym wyrzutem, patrząc się z góry na niższego od siebie dzieciaczka. - Tak się nie robi, nie zostawia się kogoś kto próbuje Ci pomóc! - choć był lekko zły, to w jego głosie bardziej od wściekłości było słychać nauczycielski ton, zupełnie jakby chciał uświadomić chłopakowi, że zrobił coś złego. - Jak będziesz tak postępował, to kiedyś i Ciebie ktoś zostawi w potrzebie. - pokiwał głową z rozczarowaniem. - Chyba nie myślałeś, że byle drab sobie ze mną poradzi, huh? - uśmiechnął się do niego. Nie mogli jednak tak stać pośrodku tłumu i sobie gawiędzić, bo skończyłoby się tak jak ostatnio. Trzeba było ruszać w dalszą drogę. Westchnął w końcu głośno i wrzucił upolowane ryby na szczyt skrzynki, dorzucając młodemu troszkę więcej ciężaru.
- Ile ci płacą za takie... - szukał odpowiedniego słowa - ... dostawy? - wzruszył ramionami, jakby niespecjalnie go to obchodziło, choć w rzeczywistości był bardzo ciekawy, dlaczego taki młody szczyl jest gotów obracać się w tak paskudnym towarzystwie. Musiało chodzić o pieniądze, bo o co innego? Albo zarabiał dużo i dlatego siedział w dokach, bo mu się to opłacało, albo w jakiś sposób był przymuszany do takiej pracy - czy to przez głód, czy przez osoby trzecie.
- No dobrze, pójdę przodem, tylko pokaż mi gdzie to w ogóle jest... - teraz miał robić za ochraniarza, który broni Króla Rybaka przed nadchodzącym złem w postaci nieostrożnych przechodniów. Gdyby nie otoczenie, smród ryb i ogólna degeneracja społeczeństwa w tym miejscu, to czułby się jak zawodowy ochroniarz, osłaniający przemarsz jakiegoś możnowładcy. On był jednak zwykłym chłystkiem, który miał uważać, żeby młodego nikt nie potrącił. No cóż, każdy jakoś zaczynał.
Ruszyli więc dzielnicą portową, w kierunku wskazanym przez rudzielca. Dzielnica dalej była tak samo brzydka i ponura jak wcześniej. Nic się nie zmieniało, wszystko wyglądało w identyczny, paskudny (przynajmniej w jego mniemaniu) sposób. Wszystko szare, bure, nijakie. Nie było tu widocznego żadnego stylu architektonicznego, a połowa budynków została pewnie wybudowana niezgodnie z prawem. Zresztą - skoro wykorzystują dzieciaków do noszenia rób, to trudno mówić o jakichkolwiek dobrych manierach, a co dopiero o pomyślunku przy rozplanowaniu dzielnicy.
Jakże zatem ciekawym miejscem musiał być ten przybytek, skoro serwowały się w nim takie zbity jak tamta dwójka wcześniej. Aka nie mógł się wprost doczekać, aż zobaczy te zbiorowisko degrengolady i rozpusty. Teraz musiał jednak przeciskać się przez tłum i ostrzegać ludzi, aby zeszli z drogi. Dla ich własnego bezpieczeństwa - w końcu nikt nie chciał skończyć w fontannie z śledzi. Co jakiś czas patrzył się za siebie, by widzieć piegowatego. Nie chciał, żeby znowu w jakiś sposób znikł mu z oczu.
Aka
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Suzu » 22 kwi 2018, o 15:32

13/15
"Makarela" była niewielkim sklepikiem, którego drewniany szyld zdobił tylko wyryty wizerunek ryby. Gdyby nie rudzielec, Aka z pewnością minąłby to miejsce, tak słabo zostało oznaczone. Obskurny z zewnątrz budynek prowadził przez wąskie drzwi do równie obskurnego wnętrza, zdecydowanie zbyt ciemnego by sądzić, że kwitnie tu jakikolwiek interes. Za ladą siedział gruby, spocony jegomość w brudnej koszuli, tłustymi paluchami wybijając jakiś rytm na blacie. W środku pachniało smażonymi rybami, było przy tym przyjemnie chłodno. Dwa okrągłe stoliki z prostymi krzesłami pozwalały usiąść i posilić się wewnątrz, zazwyczaj jednak klienci zabierali zakupy ze sobą.
Tuż obok sklepu biegła ciasna uliczka, odbiegająca w bok od głównej trasy dzielnicy portowej. Zacieniona i nieprzyjazna, przywodząca na myśl wszystkie te historie o przestępstwach popełnianych w wąskich, ciemnych zaułkach.

***
Dzieciak nie wyglądał na przejętego kazaniem, jakie wygłosił mu Uchiha. Wymamrotał pod nosem, że bez sensu by dwie osoby zbierały oklep, jeśli może zebrać tylko jedna. I naprawdę nie rozumiał argumentów ciemnowłosego, nawet jeśli miał te dwanaście lat i w teorii wciąż jeszcze powinien być trochę naiwny. Mieszkał jednak w tej okolicy od dawna i doskonale rozumiał, co robić przy przetrwać.
- Cioteczka obiecała mi coś ekstra - oznajmił z dumą, wyraźnie zadowolony zmianą tematu - Ogólnie to pomagam w rodzinnym biznesie, bo kuzyn ją wystawił w ostatniej chwili, a klient już czeka. A w ogóle to jak dałeś sobie radę z tamtymi wielkimi facetami?
Tłum w końcu zaczął się przerzedzać i Aka mógł poświęcić mniej uwagi na przebijanie się, więcej na rozglądanie dookoła. Rudzielec nie próbował nigdzie zniknąć, zamiast tego zrównał się ze starszym chłopakiem i zaczął opowiadać trochę o sąsiedztwie, robiąc w pewnym sensie za przewodnika. Uchiha dowiedział się, że niemal w każdym sklepie naciągną go na kosmiczne sumy tylko dlatego, że ma na sobie czyste, dobre ubranie. Choć po spotkaniu z rybkami ta czystość była niestety tylko wspomnieniem.
W końcu jednak dotarli pod "Makarelę" i rudzielec skinął głową w stronę sklepu z rybim szyldem. Nie poprowadził jednak Aki ku drzwiom, zamiast tego skręcił prosto w zaułek obok sklepu. Mówił wcześniej, że ciocia będzie czekać na tyłach sklepu. Do ich uszu dobiegły jednak obce, wzburzone głosy, wskutek czego dzieciak najpierw zatrzymał się gwałtownie, a następnie cofnął się gwałtownie i opuścił uliczkę.
- Niech sobie pójdą - wymruczał, kierując się ze swoimi rybami z powrotem na uliczkę.Tam ustawił skrzynie pod ścianą piekarni i odetchnął ciężko, przeciągając się.
Do uszu Aki dobiegły tymczasem słowa prowadzonej w uliczce rozmowy. "Wiemy, że wy to zabraliście" i "bez Tojiego nie macie szans". Rozbawiony kobiecy głos odpowiadał im wciąż pewnym siebie śmiechem.
- Powtarzam, pomyliliście się. Sama wiem, że bez Tojiego nie mamy co próbować, dlatego musiałam porzucić tamten biznes. Ktoś inny ukradł wasz skarb, tutaj tracicie tylko czas.
Dwóch mężczyzn próbowało się jeszcze przez chwilę kłócić, ale w końcu poddali się i ruszyli ku wyjściu z uliczki. Obaj w takim wieku ojca Aki, w spranych płaszczach, które kiedyś były chyba dobrej jakości. Shinobi dostrzegł złość w oczach jednego, drugi natomiast wyglądał na kompletnie załamanego.
Wystarczy poczekać, aż znikną, i wraz z rudzielcem mogą się wreszcie udać na tyły sklepu po obiecaną nagrodę.
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Aka » 22 kwi 2018, o 19:41

Uchiha postanowił nie komentować pyskówki młodego. Gdyby to on był na miejscu piegowatego, pokornie by przeprosił i ukorzył się przed starszym. Tak go uczyli rodzice i choć wiele miał im do zarzucenia, to akurat w tym się z nimi zgadzał. Totalnie nie przemawiała do niego retoryka zebrania bęcków tylko przez jedną osobę. Sądził, że w życiu nie chodzi przecież o to aby przetrwać. Życiem trzeba żyć, a nie przeżyć je. Trzeba brać garściami, a nie podskubywać albo łapać ochłapy, które ktoś nam zostawi. Draby owszem - nie grzeszyli honorem lub inteligencją, ale nawet oni nie ośmieliliby się uderzyć dziecka. A przynajmniej tak wmawiał sobie Aka - wychowany w zupełnie innym świecie niż ten, który tak paskudnie zostawił go i uciekł niczym tchórz.
- Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że pracuję dla cioteczki. - odpowiedział w końcu na pytanie chłopaka, który najwyraźniej chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, kto pracuje dla jego "cioteczki" i jaki biznes prowadzi ta osoba. - Dlaczego Twój kuzyn zrezygnował? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, przyszykował się do dalszego przemierzania dzielnicy.
Ruszyli przed siebie, a Aka z niemałym zaskoczeniem słuchał co piegowaty ma do powiedzenia. Niesamowicie zdziwiło go ostrzeżenie, ażeby nic nie kupować od lokalnych sprzedawców. Tu nawet nie chodziło o kiepskiej jakości towar, a o to, że gotowi byli zrobić go w konia tylko dlatego, że nie chodził w podartych ubraniach oraz nie cuchnął rybą. A przynajmniej nie bardziej niż reszta otoczenia.
Paskudna restauracja w ogóle nie przypominała miejsca w którym ktokolwiek chciałby się stołować.
- Można się było tego spodziewać... - stwierdził Aka, z lekkim zażenowaniem przyglądając się obskurnemu budynkowi, otoczonemu równie ponurymi uliczkami, w które nigdy wczesniej nie spróowałby skierować swych kroków.
Uchiha nie miał jednak czasu podziwiać niewątpliwie piękneego stylu architektonicznego, albowiem już po chwili z ponorej uliczki zaczęły dochodzić odgłosy kłótni. Dwunastolatek ostrzegł swojego starszego kompana, ażeby zaczekać aż cała ta afera się skończy. Tym razem klanowicz nie miał zamiaru protestować - już miał wystarczająco dużo wrażeń jak na jeden dzień. Oparł się więc o ścianę piekarni wraz z piegowatym i spokojnie obserwował otoczenie.
Wbrew pozorom nie musiał długo czekać na samoistne rozwiązanie sytuacji. Już po paru chwilach z ciemnej uliczki wyszło dwóch dorosłych mężczyzn, znacznie starszych od nastolatków. Wyraźnie byli niezadowoleni z przebiegu rozmowy jaki przeprowadzili przed chwilą. Aka starał się zachować kamienną twarz, choć tak naprawdę zżerała go ciekawość. Musiał się jednak wstrzymać, aż goście odejdą na bezpieczną odległość i starcą ich z oczu. Dopiero wtedy mógł wraz z młodym udać się na tyły sklepu po odbiór nagrody. Teraz wystarczyło podejść do kobiety i liczyć na to, że choć teraz dowie się o co chodziło w rodzinnym interesie.
- Masz pozdrowienia od Piąchy. - nie omieszkał przekazać całusków od jakże miłego kolegi, którego poznał kilkanaście minut wcześniej.
Aka
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Suzu » 22 kwi 2018, o 21:10

15/15
Nie dogadywali się. Aka nie pojmował mentalności prostych ludzi, rudzielec przewracał oczami i zastanawiał się, skąd w ogóle wziął się gość o tak nieżyciowych poglądach.
- Właściwie jakbyś chciał dla niej jeszcze kiedyś pracować to da się załatwić - przyznał rudy, choć w jego głośnie nie było zbyt wiele przekonania.
Nie odpowiedział na pytanie o kuzyna, zupełnie jakby go po prostu nie dosłyszał.

Cała ta sprawa była tak jawnie podejrzana, że Aka mógł równie dobrze porzucić swojego dotychczasowego "zleceniodawcę" i ugryźć to od innej strony. Nie zrobił tego. Awanturujący się wcześniej w uliczce mężczyźni odeszli, a droga do Cioteczki nie zajęła dwóm młodzieńcom długo. W progu masywnych, dodatkowo wzmocnionych od wewnątrz drzwi stała wyprostowana kobieta w długim, czerwonym kimonie. Włosy miała w kolorze jasnego blondu, oczy błyszczące i szare, tylko wyraźnie zaznaczone zmarszczki dawały do zrozumienia, że młodość ta pani ma już za sobą. Przyglądała się Ace podejrzliwie, podczas gdy rudzielec podszedł i postawił skrzynię obok drzwi, po czym opowiedział o udziale Uchihy w całej tej akcji.
- Już myślałam, że będę się musiała za to rozliczyć z Piąchą. Dobrze, świetnie. Jestem bardzo zadowolona z waszej dzisiejszej pracy, chłopcy - odpowiedziała, uśmiechając się z zadowoleniem.
Zniknęła na chwilę, po czym wróciła z podzwaniającą sakiewką. Wręczyła ją Ace, rudemu natomiast poleciła wejść do środka z towarem.
- Nazywają mnie tu Cioteczką. Jakbyś czasem potrzebował szybkiej gotówki, na pewno będziemy mogli sobie pomóc - dodała jeszcze, po czym skinęła głową na pożegnanie i zniknęła za okutymi drzwiami.
I weź tu pomagaj nieznajomym w potrzebie. Pieniądze były miłe, smród pozostawiony po rybach już nie tak bardzo, do wieczora zaś pozostało odpowiednio dużo czasu by odwiedzić jeszcze pralnię przed zmierzchem.


MISJA ZAKOŃCZONA POWODZENIEM
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Venus » 24 kwi 2018, o 19:16

NPC posłaniec

Ni stąd, ni zowąd, nagle przed Tobą pojawił się posłaniec. Jego twarz nie wyrażała ani grama radości, smutku również nie. Miał za to jedno zadanie - przekazać wiadomość prosto od Lidera. Nie zawsze była okazja, a przede wszystkim czas, by zainteresowanego zaprosić do gabinetu. W takich chwilach przydawał się właśnie ktoś taki, jak ten mężczyzna. Jeśli ktoś już bywał w Siedzibie Władzy, mógł kogoś takiego kojarzyć bez problemu.
- Ohayo. - mężczyzna powitał się krótko i skinął lekko głową. Następnie wysunął dłoń z niewielką przesyłką, z widocznym stemplem z wosku. Był on w kolorze ciemnego bordo. Koperta zaś miała nieco żółtawy odcień, ale nie wyglądała na starą. Widocznie taki tego urok.
- Wiadomość od Shirei-kana. Proszę się do niej ustosunkować i wykonać. Aktualnie Shirei-kan nie może się z tobą zobaczyć osobiście, ale po powrocie konieczne będzie zdanie raportu. - powiedział, oczekując, że zabierzesz przesyłkę. Tak czy siak, mógł ją po prostu przed tobą zostawić. Sam miał jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, a czasu mało. Nie wyjaśniał co i jak, bo sam nie znał zawartej tam treści. Był profesjonalistą, nie zaglądał do cudzych przesyłek. - Sayonara! - zdążył jeszcze powiedzieć, po czym puffnął. Zamiast sylwetki mężczyzna widoczna była przez chwilę biała chmura, która i tak szybko zniknęła. Po wszystkim została już tylko koperta, którą należałoby otworzyć. Zwłaszcza, że widniały na niej dane samego zainteresowanego. Ewidentnie przesyła trafiła w dobre ręce.


Uchiha Aka,
Już za tydzień w Kami no Hikage odbędzie się festiwal, na którym się pojawisz. Chcę zebrać jak najwięcej informacji, gdyż to wydarzenie może mieć coś wspólnego z utworzeniem Cesarstwa w niedawnym czasie. Nie przebywaj tam dłużej, niż to konieczne, w miarę możliwości sugeruje szybki powrót po zdobyciu informacji, w jakim to dokładnie celu został festiwal zorganizowany oraz obserwacji poczynań na tych terenach.
Po powrocie proszę o raport.

Uchiha Katsumi
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1558
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Aka » 26 kwi 2018, o 16:05

Rudzielec najwyraźniej nie podzielał filozofii życiowej Akiego. Trudno było mu się dziwić, wszak zostali wychowani w zupełnie innych warunkach, w innym środowisku i z innymi priorytetami.
- Zobaczymy. Wszystko zależy od tego, jak bardzo będę potrzebował pieniędzy. A póki co... Mam zamiar się po prostu umyć. - odpowiedział na sugestie rudego dotyczące współpracy między nim a Cioteczką.
W końcu pojawiła się i ona. Nie wyglądała jakoś imponująco, tak właściwie była tak zwykła, że Aka nawet nie zdążył się jej przyjrzeć. Co by nie mówić - zapłaciła całkiem solidnie. Miło było przyjąć trochę grosza za tak śmierdzącą robotę. Skinął obojgu na pożegnanie i oddalił się w swoim kierunku. A przynajmniej miał taki zamiar, bowiem zaczepił go posłaniec, który wyjątkowo nie miał czasu na pogaduchy. Wręczył mu list od samej liderki klanu i ruszył przed siebie, dając znać, że nie ma możliwości odmowy. Uchiha sięgnął po świstek i przeczytał jego treść. Cóż, przyjemności musiały zaczekać. Teraz priorytetem było udanie się na festyn i odkrycie, co za tym wszystkim stoi.

[z/t]
Aka
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yami » 13 lip 2018, o 18:40

Misja Rangi C - Ukog & Yosuke
32b/45
"Każdy medal ma dwie strony"


Podróż odbiła się bez większego echa. Największym zaskoczeniem było wjechanie do niewielkiej koleiny za sprawą której cały wóz podskoczył a skrzynie zadudniły o siebie. Z wyjątkiem tego małego przypadku nic ciekawego się nie działo. Kiedy opuściliście obszar prowincji Midori i wkroczyliście na obszary Wietrznych Równin musieliście odbyć niewielką rozmowę z jednym z patroli, które zabezpieczały tereny oraz pobierały opłaty celne za przewożenie towarów między prowincjami. Dzięki takiemu zabiegowi można było zwiększyć znacząco budżet prowincji. Dodatkowo świadomość braku części towarów w różnych strefach kontynentu i tak wymuszał handel między osadami pomimo nakładanych "podatków od transportu".
W waszym przypadku, kiedy to przyszło do uiszczenia takiej opłaty za każdą przewożoną skrzynię, woźnica wyjął zza pazuchy kurty papier przewozowy. Z jego treści miałoby wynikać, że spółka w Sogen do której miał ów ładunek się dostać miała opłacić koszty transportu. W ramach takiej działalności jeden z urzędników stacjonujących tuż przy granicy sporządził odpowiedni dokument, który określał ilość skrzyń oraz koszt transportu. Zapewne jeszcze tego samego dnia otrzymają odpowiednią umowę.
Podróż z rubieży do osady też nie była jakaś wyczerpująca. Po drodze mijaliście inne wozy kupieckie, które widocznie kierowały się do Midori bądź innej osady Prastarego Lasu. Większość towarów podobnie jak u was zamknięte były w skrzyniach. Niektóre były przykryte płótnem, od innych dało się wyczuć silny zapach przypraw. Wasza trójka bezpiecznie dotarła do Sogen a następnie skierowaliście się do dzielnicy portowej. Jeden z magazynów stał otworem a przed nim zaś krążył malutki, łysy człowiek. Ubrany był w zielony kaftanik i błękitne spodnie. Na stopach zaś miał małe skórzane buty, nie sandały. Miał może z 130cm. Twarz miał lekko pomarszczoną, usta szerokie, powieki przymknięte zaś nos kartoflany. Kiedy dostrzegł woźnicę oraz waszą dwójkę zatarł radośnie dłonie oraz skrzyknął kilku chłopa z wnętrza magazynu.
- Dobrze że Panowie już przyjechali. Musim to wszystko przygotować do dalszej dystrybucji. Panowie wrócą za godzinę będziem wtedy już po przeładowaniu.

Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Ukog » 16 lip 2018, o 14:03

Tak straszyli, tak straszyli, aż ostatecznie nic się nie stało. Ich zleceniodawca musiał chyba tylko dla zasady zagrozić im śmiercią, jeśli coś zmalują, na co Ukog odmachnął mu tylko na pożegnanie z zapewnieniem, żeby pan Takawaza się nie martwił. Co mu przecież po jakichś tam skrzyniach?
Przyglądał się Yosuke. Chłopak wydawał się bardzo groźny, choć jego prośba o maskę aby być jeszcze groźniejszym wydała się chłopakowi nieco kuriozalna. Dbał o swój wizerunek, co? Podróż z Midori do Sogen nie dłużyła się. Postawione w stan gotowości uszy i oczy Ukoga sprawiły, że nie rozluźnił się i nie odczuwał nudy monotonnym spacerem. Cały czas nasłuchiwał, wyglądał i reagował na podejrzane szelesty. Wydawało się jednak, że to wszystko na próżno. Nie mógłby znaleźć zagrożenia dla cennego ładunku nawet gdyby chciał. A może dopiero w drodze powrotnej zacznie się cała akcja? Szedł obok wozu, pozwalając towarzyszowi zająć drugą flankę, czy jakąkolwiek pozycję tamten sobie życzył.
- Póki co nie widzę tych dziesięciu przeciwników naraz dla każdego z nas! - Zaśmiał się zarówno do Yosuke jak i Woźnicy. Przez czas jazdy do Sogen zdążył nauczyć się wyglądu wozu na pamięć, choć nie wymagało to dużo czasu ani inteligencji. Dlatego z ulgą przywitał bramy osady Uchiha, gdzie Woźnica szybko odnalazł właściwy magazyn w dzielnicy portowej, gdzie rozpoczął się przeładunek towarów.
- Do tej pory wszystko poszło gładko. Może widząc taką ochronę bandyci w ogóle nie odważyli się wyskoczyć z krzaków? Nawet bez maski jesteś straszny hi hi... - Szturchnął zaczepnie Yosuke, póki co brak problemów sprawiał, że humor mu dopisywał.
- Meh, skoro to tylko godzina to zaczekam w pobliżu, nie chcę się zgubić w nowym miejscu. - Rzeczywiście, odwiedził te rejony po raz pierwszy, głupio byłoby wpakować się w kłopoty albo zgubić się w nowym miejscu i tym sposobem zmusić resztę do czekania na niego czy nawet poszukiwań biednego Ukoga. Przycupnął sobie zatem gdzieś blisko i obserwował jak skrzynie wędrują do magazynu.
Ukog
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yōsuke » 17 lip 2018, o 14:07

Gdy tylko dotarli na miejsce, chłopak zluzował nieco, nie obserwując już tak terenu, jak robił to wcześniej. Ukog miał się na baczności przez całą drogę, dzięki czemu zaplusował sobie u Yosuke, i to bardzo. Prawdą było, że jego czarnowłosy znajomy był nieco roztrzepany, niczym jego fryzura, ale na misji zachował się odpowiedzialnie i nie próbował robić niczego, co mogłoby doprowadzić do rzeczy, które byłyby nieplanowane lub niepożądane. Na żart Ukoga o tym, że przeciwnicy wcale się nie pojawili, chłopak zaśmiał się pod nosem. Był zabawnym człowiekiem, to trzeba mu przyznać. Chociaż jeden z tej dwójki potrafił rozluźnić atmosferę. Sam Yosuke był ostatnio bardzo spięty, wszak sam nie wiedział, co ma ze sobą poczynić. Być może wyruszy do Yinzin w odwiedziny do kuzyna?

Niestety misja wyznaczona była na kierunek tam i z powrotem, więc nie mógł liczyć na to, że najzwyczajniej w świecie skręci po misji w lewo i pójdzie parę domów dalej do swojej rezydencji oddanej do użytku przez Staruszka specjalnie dla czerwonowłosego. W końcu musiał mieć gdzieś wrócić, a że stawał się już dorosłym mężczyzną, to i jego przybrany ojciec pomyślał o tym, że być może, w niedalekiej przyszłości młody Yosuke osiedli się tutaj wraz ze swoją rodziną, aby wieść spokojne życie z daleka od wojen, czy innych niebezpieczeństw. Jakże się mylił. Chłopak nie miał zamiaru wcale schodzić ze szlaku shinobi, choć kto wie, czy w przyszłości nie pozna osoby, która odmieni jego światopogląd w takim stopniu, że zmieni zdanie na temat sensu swojego życia?

- Ja mam wrażenie, że wystraszyli się tego potwora, który szedł koło wozu. Ten taki z wielką czarną czupryną - odpowiedział mu kuksańcem w ramię, lekkim oczywiście, żeby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy i roześmiał się ponownie. Nie dziwo, że humoru były podtrzymane w jak najlepszym stanie. Podróż była przyjemna. Do tego co jakiś czas mijały ich wozy kupieckie, co samo w sobie pokazywało, że szlak jest bezpieczny zarówno w stronę Sogen, jak i w kierunku powrotnym.

- Masz rację. Zaczekajmy tutaj. Nie ma, co chodzić byle gdzie. Pamiętaj, że mieliśmy doglądać towaru cały czas, więc lepiej nie spuszczać go z oka - uśmiechnął się do niego lekko, po czym ruszył za chłopakiem i usiadł obok niego. Cały czas obserwował rozładunek, aby być pewnym, że trafił w należyte ręce. Nawet jeśli woźnica nic nie mówił, nie oznacza to, że wszystko idzie zgodnie z planem Pana Takazawy. W razie czego starał się spamiętać twarz tego grubszego gościa, który przywitał ich obydwu w “swoich skromnych progach”, wytropienie kogokolwiek w znajomym Sogen nie byłoby problemem.

- Jeśli będziesz chciał to odwiedź mnie tutaj. Mam duży dom, więc będziesz miał, gdzie zostać. No i przy okazji oprowadzę Cię po tutejszych terenach - rozwinął temat Ukoga o byciu tutaj pierwszy raz. Ciekawa perspektywa osoby, która dopiero co wyruszyła za tereny swojej osady. Yosuke zawsze się zastanawiał jak to jest, spędzić w jednym miejscu całe życie, uprawiając ziemię i dbając o swoją rodzinę, nie martwiąc się przy tym o praktycznie nic. Ciekawa perspektywa, którą być może w przyszłości będzie chciał zbadać na samym sobie. Nudna, bezpieczna przyszłość nie byłaby raczej możliwa, choć kto wie?
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yami » 17 lip 2018, o 20:37

Misja Rangi C - Ukog & Yosuke
35/45
"Każdy medal ma dwie strony"


Nasi dwaj dzielni towarzysze pomimo udzielonego im pozwolenia na należyty odpoczynek, o którym to również wspominał szanowny pan Takawaza postanowili doglądać całego rozładunku całkowicie poświęcając się pracy. Niestety zważywszy, że w umowie słownej, którą to zawarli z Panem Takawazą była wzmianka jedynie o ochronie transportu podczas przewozu nie otrzymają pieniędzy za tę dodatkową czynność. Nie mniej jednak mogli na spokojnie porozmawiać między sobą o różnych trudach i znojach bądź wrastaniu w sile i odwadze bądź zwyczajnie śmiać się z średnich lotów żartów niczym przyjaciele.
Podczas tej wesołej wymianie zdań spostrzegli pewne poruszenie wśród pracowników magazynu, którzy początkowo odstawili kufer, który ustawiony był na wozie jako pierwszy do zdjęcia, a którym sam Takawaza przypomniał swoim tragarzom. Teraz kiedy wszystkie zwykłe skrzynie zostały zdjęte i przeniesione w należyte miejsce zaczęła się dyskusja woźnicy z właścicielem magazynu dotyczącej ostatniej skrzyni. Podczas sprzeczki na wóz załadowano jedną drewnianą skrzynię.
- Szanowny Pan specjalnie prosił o załadowanie tego kufra tuż przed wyjazdem.
- Panie Segata, proszę zrozumieć. W liście dowozowym mam dokładnie sprecyzowaną ilość skrzyń, ich wygląd i opis zawartości, który dla odebranej ósemki był sprawdzony, tej skrzyni w niej nie opisano. - tutaj wskazał na kuferek - Nie mogę jej odebrać. Jeśli to zwykła omyłka wynikająca z chwilowego roztargnienia nie chciałbym tym nadwyrężyć dobrych relacji między gildią a szanownym Panem.
- To nie mogła być pomyłka. Pan zdawał się być pewny tej decyzji. Możliwe, że jest to jakiś podarek, pragnący uhonorować państwa współpracę.
- Być może lecz wtenczas byłoby to zawarte w liście, jednak takowoż się nie stało. Nie mogę tego przyjąć. Dodatkowo ze względu na ten fakt odjąłem część wynagrodzenia wynikające za przewóz skrzyń przez prowincję. Opisałem to w liście który proszę wręczyć Szanownemu Panu. Powinien zrozumieć moją pozycję.
- Ale...
- Nie ma żadnych ale Panie Segata. Jeśli przyjąłbym coś co do mnie nie należy zostałbym pociągnięty do odpowiedzialności. Mógłbym stracić swe dobre imię na czym z całą pewnością mi nie zależy.
Mały człowieczek wręczył woźnicy list. Ten ze zrezygnowaniem umieścił go w niewielkiej skrytce na wozie, tuż przy swoim siedzisku. Spoglądał jak mężczyźni, których to zawołał krasnal ponownie ładują kufer na wóz i zabezpieczają go przed podróżą. Na jego licu gościł grymas, gdyż był świadom nadchodzącego spotkania ze swoim Pracodawcą i komplikacji jakie mogą przynieść. Nic jednak nie mógł wskórać, mina kupca dobitnie wyrażała sprzeciw przyjęcia skrzyni. Nie pozostało mu nic innego jak westchnąć głęboko. Zerkną w stronę dwójki towarzyszy.
- Na nas chyba tedy pora. - odparł i wsiadł na wóz.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1496
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta:

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Ukog » 18 lip 2018, o 13:49

- Hm? - Zainteresował się na propozycję Yosuke. Ten chłopak zaprosił go już nawet do swego domu, czyli chciałby spędzić z nim więcej czasu? Ukog nie miał nigdy przyjaciela od serca, wątpił ze na dłużej zaprzyjaźni się z Czerwonowłosym, a jednak ten gest z jego strony sprawił mu dużą przyjemność.
- Oh pewnie, jak kiedyś nie będę miał w tych okolicach noclegu to na pewno wpadnę! Po co płacić za hotel jak można mieć darmowe łóżko, nie? - Uśmiechnął się szeroko, przecież nie było w tym zdaniu niczego wyrachowanego. Dla Ukoga była to normalna kolej rzeczy. W końcu przecież z tego powodu przyjaciele u siebie sypiają, prawda? Nie licząc oczywiście tych damsko-męskich relacji, z którymi nasz młody shinobi nie był jeszcze ani trochę zaznajomiony. Tak czy siak, wizyta u nowego znajomego na pewno musiała zostać odłożona w czasie, bo droga w jedną stronę to dopiero połowa zlecenia. Wyglądało jednak na to, że pan Woźnica nie będzie wracał z żadnymi towarami do siedziby swego Pana. Dziwny taki handel, gdy wraca się z pustym wozem, ale Ukog ani trochę się w tym nie rozeznawał, więc w ogóle go to nie obeszło, tak samo jak mały zgrzyt z nadprogramową skrzynią. Nie przyjęli to trudno, wykraczało poza jego kompetencje nakłanianie odbiorcy dostawy do zmiany zdania. Podniósł się więc na równe nogi i gdy Woźnica potwierdził że wszystko było gotowe do drogi powrotnej, chłopak był już w gotowości.
- Jasne, ruszajmy! Dobrze by było wrócić przed ciemną nocą. A tak nawiasem mówiąc, to fajnie byłoby zdążyć na kolację... - Usłyszał jak zaburczało mu w brzuszku. Chyba nie mieli czasu na obiad, ale obfite śniadanie raczej zapewni przeżycie do kolacji.
- Skoro wóz jest teraz pusty, to czy mogę...? - Wskazał palcem na puste miejsce na wozie, po czym zaczął się na nie wspinać. Może uda mu się zaoszczędzić nieco nóg i drogę powrotną przejechać obok woźnicy? Obiecywał sobie, że wciąż będzie uważny!
Ukog
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości