Pole treningowe

Re: Pole treningowe

Postprzez Kakita Asagi » 8 lip 2019, o 16:29

Słysząc słowa Uchiha-hime, niebieskooki skupił na niej swoją uwagę, a widząc jej zakłopotanie, aż uniósł lekko brew w mimowolnym geście zdziwienia, nie do końca wiedząc, czego się ma spodziewać, zwłaszcza, że sprawa wydawała się dosyć poważna. Nie przerywał jej jednak i poczekał, aż w pełni ubierze w słowa swoje pytanie, które zostało zadane z pewną dozą zrezygnowania i dość słusznego zakłopotania. Samuraj nie odpowiedział od razu, ale nie dlatego, że nie znał odpowiedzi - wręcz przeciwnie, znał prawdę doskonale i prawda ta była dla niego dość problematyczna...
- Istnieje dziewięć cnót bushido, z czego posłuszeństwo nigdy nie jest wymienione z osobna, ale pojawia się w każdej z nich, jako oś postępowania. Jeśli chodzi o kwestie małżeństw, to na Yinzin kwestia jest podobna jak w Sogen. - rzekł niebieskooki, ale jeszcze nie skończył tego, co miał do powiedzenia. Bardzo chciał, by Uchiha-hime zrozumiała zasady, jakimi kierują się mieszkańcy północnych wysp, a z drugiej strony, chyba sam potrzebował powiedzieć to na głos, stanowiło to jego osobiste katharsis, metodę zachowania twarzy i w normalności w sieci zależności i skomplikowanej etykiety.
- Kandydaci są przedstawiani i brana jest pod uwagę zarówno pozycja społeczna jak i majątek, co na swój sposób, jest dosyć, "zabawne". Musisz wiedzieć, Uchiha-hime, że wszystkie trzy grupy społeczne zamieszkujące Yinzin, to jest samurajowie, rybacy i rolnicy są sobie równe. Pojęcie równości jest jedną z najważniejszych wartości, a jednak tej równości brak, z jednej bowiem strony każdy może zostać wojownikiem, z drugiej, nie każdy wojownikiem zostać może. - zdawać by się mogło, że szermierz ze szkoły Taka mówi zagadkami, ale paradoksalnie, właśnie tak wyglądała jego rzeczywistość - wszystko opierało się o równość, której tak naprawdę nie było. Na czele stał bowiem lider oraz zarządca Teiz, dalej każdy samuraj miał swoją rangę, a rody o długiej wojennej tradycji zawsze były ostoją większej etykiety i chętnie realizowały się w rzemiośle wojskowym - co więcej, miały na to swoiste przyzwolenie.
- Widzisz, na Yinzin od kobiet wymaga się dużo więcej niż od mężczyzn. Mają być ostoją etykiety, skarbnicą cnoty i ostatnią twierdzą tradycji. Ponad to, te, które pochodzą z rodów o wojskowej tradycji winne znać drogę miecza lub włóczni, jednakże nie powinny być wojowniczkami. Spotkać samuraj-ko to bardzo rzadka okazja... - przerwał na moment niebieskooki i zamyślił się. Ciekawe, czy Uchiha-hime miała podobny problem? Samuraj poznał już kilka kobiet wojowniczek, żadna z nich nie ustępowało w boju nawet najdzielniejszemu mężowi, jednakże pytaniem pozostawało, jak na to patrzą inni. Na Yinzin zdecydowanie miejsce kobiety było w domu, jako pięknej i funkcjonalnej ozdoby rodzącej dzieci, najlepiej silnych synów...
- Wracając do twojego pytania, tak. Na Yinzin jest podobnie jak w Sogen, wszyscy pragną romantycznej miłości, jednakże niewielu jest ona dana. Może właśnie to czyni ją tak bardzo pożądaną? - ostatnie słowa rzekł z łamanym uśmiechem, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że młodszy nie będzie. Póki pozostawał na służbie w Kaigan rodzina nie mogła go splątać jakimś mariażem, ale sprawy mogły nabrać tempa w momencie jego awansu. Teraz Kakita stał się panem Kakita, mógł prowadzić wojowników do boju (co prawda nie całe armie, ale już pomniejszy oddział tak), stawał się sławny więc może pora znaleźć mu jakąś pannę? Tylko, czy on już sobie jakiejś nie znalazł? To było trudne pytanie, na które sam nie umiał znaleźć odpowiedzi. Nie był pewien ile lat ma Setsuna, ale generalnie, rozum nakazywał spisać ten związek na straty. To była ulotna mrzonka, rodzina Hyuuga była równie restrykcyjna w tej kwestii co Uchiha czy też Kakita, należało tylko poczekać, aż odpowiedni list przyjdzie z domu, a na razie...
- Może odwiedzimy go wspólnie? Możemy zaplanować razem wyprawę, kiedyś tam w wolnej chwili... - zaproponował z trochę wymuszonym uśmiechem, a przy tym całkiem serio. Uchiha-hime wydawała mu się niezwykle bliska, podobna w swoich obowiązkach, które chyba zaciskały jej coraz bardziej pętle na szyi. Ile mogła mieć lat? Niewatpliwie była od niego młodsza. Jak długo będzie mogła rodzić dzieci? Straszne myśli, ale niebieskooki podejrzewał, że za dużo wolności jej nie zostało, czy aby dlatego udała się na Mur? Chciałby ją zapytać, ale nie wypadało. Jeszcze nie. To było pytanie jakie zadaje się bliskim przyjaciołom, może kiedyś, oby tak.
- Jeśli będziesz w Kaigan, znajdziesz mnie w świątyni Amaterasu. Zawsze możesz tam liczyć na moją pomoc. - zaoferował poważnie niebieskooki, zgodnie z prawdą i swoimi możliwościami...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1549
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Pole treningowe

Postprzez Chise » 8 lip 2019, o 17:35

Powietrze wyleciało z płuc dziewczyny w dziwnym westchnięciu. A więc jednak, samuraja być może czekała ta sama dola co i ją, jak sądziła, w przyszłości? Nie uśmiechało się to jej, ale co jej pozostało? Mogła odstraszać każdego kandydata, ale czy w nieskończoność? Czy każdego? Pochyliła się nieco do przodu, przeczesując włosy dłonią. Z jej gestów można było wyczytać zmartwienie.
Jednak aż za dobrze rozumiała tą ironię, która kryła się za tą pozorną równością. Nawet w klanie mogła ją obserwować, pośród członków własnej rodziny. Śmieszne było to uważanie, że ta równość istnieje w czymś innym niż w teorii.. Choćby bardzo pięknej.
Jednak wychodziło na to, że rzeczywiście, od kobiet w jego rodzinnych obszarach wymagało się naprawdę wiele. Choć u i nich kobietę szkoliło się zarówno na kunoichi jak i na żonę i matkę i powinna się spełniać we wszystkich rolach. Już samo to, że maja liderkę, nie lidera, mówiło o tym, że nie zamyka się tu kobietom kariery, aczkolwiek przewaga mężczyzn była zdecydowana.
- To.. Naprawdę ciężki los dla kobiety, która ma inne marzenia - zauważyła dość ostrożnie, nie chcąc obrazić tych obyczajów, choć szybko zdała sobie sprawę z kolejnej rzeczy - Aczkolwiek wiele rodów podąża tą samą drogą lub tego by pragnęło. Zapewne moi rodzice nie byliby tu wyjątkiem - jej uśmiech był nieco gorzki. To wszystko, co opisywał Asagi, dodatkowo posiadanie sharingana i oto ona, wymarzona dziewczyna z rodu Uchiha. Chise było do niej daleko.
Teraz jeszcze tego problemu nie miała - jej ślepota zdecydowanie odstraszała kandydatów na męża, więc przynajmniej do tej pory miała z tym spokój - jednak wraz z odzyskaniem wzroku spodziewała się tego, że w końcu przyjdzie list, znaczący list.
"Wracaj do domu Chise, znaleźliśmy Ci męża.."
- Tak.. Myślę, że masz rację - powiedziała nieco zduszonym głosem. Czy jej rodzice pomyślą o Shidze? Byłoby to chyba najmniej drastyczne rozwiązanie, bo on przynajmniej nie oczekiwałby od niej siedzenia w domu i rodzenia dzieci, jednak nie była przekonana czy taki byłby ich wybór.. Nie, była pewna, że tak nie będzie, będą chcieli wydać ją za Uchihę i mieć wnuki z sharinganem, by mogli się nim szczycić. Aż czuła w gardle gule gdy o tym rozmyślała.
- Byłoby mi bardzo.. Byłabym zaszczycona i wdzięczna. Przy następnym spotkaniu może zaplanujemy wspólną podróż - zgodziła, starając się otrząsnąć z nieprzyjemnych myśli, które chyba udzieliły się samurajowi. I jemu chyba sprawa ożenku ciążyła - ciekawe czy dlatego, że nie śpieszył się do uporządkowanego, spokojnego życia czy może spotkał już kogoś na swojej drodze? Nie była w stanie tego wyczytać tylko z jego oczu, a pytać nie wypadało.
Zdaje się, że oboje kurczowo się trzymali tego, co wypadało w tej rozmowie.
Uśmiechnęła się do samuraja blado, odgarniając z twarzy luźne pasma, które w czasie walki wysunęły się z warkocza.
- Dziękuję - potraktowała tą propozycję poważnie, nie kurtuazyjnie, bo i na taką jej wyglądała - [color=#FFBFBF]Będę o tym pamiętała. Wiesz, że i ty możesz liczyć na moje wsparcie, Asagi-san[/color] - jej wzrok był przy tym poważny, choćby nawet nie wiedziała jakiej pomocy może od niej oczekiwać. Ale.. Kto wie co przyniesie przyszłość, prawda? Dobrze jednak było wiedzieć, że miało się w kimś oparcie.
Chise
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Kakita Asagi » 9 lip 2019, o 08:42

Zrobiło się dość depresyjnie, kiedy oboje poruszyli kwestie egzystencjalne, jednak samuraj miał wrażenie, że niebieskooka dużo mocniej przeżywała to od niego. W zasadzie, nie znał jej historii życia, a jego własna składała się z kilku "przygód" i poważnego zrywu serca, który jednak nie różnił się niczym od obrazów rysowanych na wodzie - był piękny i nieuchwytny, ale kruchy i nierealny. Obraz taki mącił umysł, osłabiał wolę i w dłuższej perspektywie prowadziło do cierpienia i autodestrukcji...
Niebieskooki bardzo nie chciał by w takiej atmosferze przebiegało ich spotkanie, zwłaszcza, że nie wiedział ile jeszcze potrwa i czy za moment się nie skończy. Chciał jakoś podnieść na duchu towarzyszkę, a z drugiej strony nie chciał wpaść w jakiś protekcjonalny czy mentorski ton, z trzeciej natomiast nie był do końca pewien, które z nich potrzebuje większego wsparcia, ona czy on. Natłok myśli i możliwości zalał jego umysł, dochodziły do tego jeszcze konwenanse dotyczące tego co wolno i czego nie wolno, z tego nie mogło zrodzić się nic dobrego. Cóż pozostawało robić? Przede wszystkim, nie myśleć. Myślenie jest dobre, ale jeszcze lepsze jest działanie naturalne, podyktowane przez umysł nieskrępowany przez wątpliwości. Krótki wdech w ciszy i odpowiedź znalazła się sama - brutalna i szczera do bólu, ale taka właśnie była droga wojownika. Niebieskooki lekko się uśmiechną i spojrzał na Chise.
- Uchiha-hime, ostateczna decyzja zawsze należy do tych, którzy marzą. Muszą tylko ją podjąć i żyć z konsekwencjami. Sądzę, że dlatego tak ważne jest umieć dobrze wybierać właściwe marzenia, bo może się okazać, że będzie trzeba za nie umrzeć. - na końcu przeniósł spojrzenie przed siebie, jakby chciał spojrzeć tam, gdzie wzrok nie sięga. W słowach samuraja zamykało się sporo z mądrości i filozofii, jaką wyznawali mieszkańcy Yinzin. Może nie wszyscy w ten sam sposób, ale on znał ją dobrze, wiedział, że drogą która nie zawiedzie może być tylko droga czystego umysłu. Śmierć natomiast była czymś, w czym upatrywano sens bushido - wojownik musiał być gotowy na śmierć, w każdej chwili - czy to z rozkazu pana, czy to z ręki bieglejszego wojownika, czy też właśnie z własnej, zadanej sobie jako sprzeciw rzeczywistości, na którą godzić się nie mógł. To wydawało się tak proste, a zarazem banalne i niewiarygodnie trudne.
- Z wielką przyjemnością wybiorę się z tobą do Hanamury, ale to "jutro"... niebieskooki zaakcentował ostatnie słowo, bo przecież nie chodziło mu o to, by jutro rzucili wszystko co mają zrobić i ruszyli daleko na południe. - Powiadają, że wczoraj to już historia, a jutro nie istnieje. Za to dzisiaj, to dar losu. - podjął już pogodniej. Ten cytat zawsze poprawiał mu humor i chociaż przypominał mu o konieczności silnego ugruntowania się w chwili bieżącej i skupieniu na zadaniu, to jednak w szerszym znaczeniu był przykładem wielkiej radości, bowiem...
- Darami trzeba się cieszyć. Ja uważam ten dzień za bardzo udany, dopilnujmy, by taki się skończył... Co polecasz zobaczyć w swojej osadzie, Uchiha-hime? - zapytał na końcu całkiem poważnie, wszak skoro już tutaj był i nie wiedział ile będzie, to należy skorzystać z okazji na zwiedzanie i zobaczyć co się da. Bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie jeszcze nie istniejące jutro, a warto by wczorajsza historia była godna opowiedzenia. A dniem dzisiejszym trzeba się cieszyć, szczególnie gdy się kroczy drogą wojownika...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1549
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Pole treningowe

Postprzez Chise » 10 lip 2019, o 01:25

Atmosfera rzeczywiście nieco się popsuła. Jeszcze przed chwilą panowała między nimi przyjazna aura, napędzana endorfinami z walki i radością ze spotkania znajomego.. Chise zaczęła żałować, że poruszyła ten temat, w końcu niezbyt komfortowy. Dobrze, że samuraj zdecydował się zmienić nieco nastrój i wprowadzić nieco bardziej optymistyczne akcenty. Uchiha uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, słuchając pozytywnych słów i odetchnęła głębiej, starając się odsunąć od siebie te negatywne emocje. Koniec końców, w wypowiedzi Asagiego było wiele prawdy - ostateczna decyzja nie będę należeć do nich. Była dość silna, zarówno mentalnie jak i psychicznie, nie dało się ją tak łatwo zmusić do czegokolwiek.
- Masz rację, Asagi-san - stwierdziła już spokojniej, mniej nerwowo - Masz rację. Poza tym.. Nie ma powodów martwić się czymś, co jeszcze nie nastąpiło - dodała, ostatecznie odsuwając od siebie te ponure wizje. Zaśmiała się na te powiedzonko, które w sumie także słyszała, choć w nieco innej wersji.
- Mi mówiono, że jutro to tajemnica, ale sens pozostaje ten sam, prawda? - niby niewielkie różnice, ale znaczące. Jej wersja była nieco bardziej optymistyczna, ale odnosiła się dokładnie do tego samego - carpe diem, żyj dniem, nie przyszłością ani przeszłością. Trzeba żyć tak, jakby jutra miało nie być. To była dobra rada.
- W Sogen? Poza Murem?- zastanowiła się przez moment - Mamy przepiękny park, im dalej zachodzisz tym dziksza i bardziej zachwycająca. Są jeszcze łaźnie na obrzeżach z leczniczą wodą, świetne są. Jeśli chodzi o miejsca gdzie można zjeść i napić się czegoś dobrego, to polecam herbaciarnię Lilia, jest naprawdę urocza - podrapała się po tyle głowy, próbując sobie coś jeszcze przypomnieć - Oh, tak. Hotel Marmur, jest poza Kotei, ale warto go odwiedzić, jest niezwykły. Na razie jednak nic więcej nie przychodzi mi do głowy - podniosła głowę, obserwując ruch słońca po niebie. Czas mijał nieubłaganie, a z pewnością spędziła tu więcej czasu niż zamierzała.. Choć nie mogła powiedzieć, że tego żałuje, bo nie był to w żadnym wypadku czas stracony. Niestety nie mogła poświęcić samurajowi więcej czasu, bo w planach miała jedną, poważną rozmowę przed sobą. Wstała powoli i przeciągnęła się mocno.
- Chciałabym jeszcze porozmawiać, ale muszę się udać do siedziby władz, porozmawiać z liderką - ukłoniła się głęboko samurajowi, przykładając dłoń do piersi - Bardzo dziękuje za spotkanie i trening. Do zobaczenia mam nadzieję wkrótce - podniosła głowę i uśmiechnęła się do młodzieńca, zanim odeszła - Bywaj zdrowy i bezpieczny! - rzuciła na pożegnanie, odwracając się jeszcze chwilę po tym jak odeszła, rzucając ostatnie na niego spojrzenie nim zniknął jej z oczu. Westchnęła i wyciągnęła zza paska maskę, którą założyła na twarz. Domyślała się, że rozmowa z liderką może nie pójść po jej myśli, ale cały czas miała nadzieję na to, że obejdzie się bez kłopotów.


/zt
Chise
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Kakita Asagi » 10 lip 2019, o 09:07

O proszę, a więc pewne mądrości były uniwersalne - to cieszyło. Niebieskooki bardzo lubił to powiedzonko, bo chociaż z jednej strony nawoływało do życia pełnią życia, z drugiej nakładało pewien obowiązek - by żyć tak, jakby za chwilę miała nadejść śmierć. Śmierć, stanowiąca kwintesencje bushido i jego sens była dla samuraja bardzo ważna i chciał być na nią gotów i to tak, że gdy przyjdzie nie będzie na nią spoglądał z wyrzutem, czy też wstydem. Tak, musiał przeżyć życie możliwie najpełniej, ale też tak, by niczego nie żałować, by nie mieć niedokończonych spraw, by w niekończącym się cyklu narodzin i śmierci być gotowym do wyższej formy egzystencji...
- Ciesze się, że u was również jest to powiedzenie. - odpowiedział dziewczynie, po czym wsłuchał się w odpowiedź na własne pytanie. Zdecydowanie zanotował sobie w pamięci, że będzie musiał odwiedzić ten sławny Mur - nigdy do tej pory go nie widział, ale opis służby, jaki mu przestawiła Uchiha-hime zachęcał by się tam udać. Nie koniecznie by się zaciągnąć, z tego co zrozumiał, byłoby to pełne pewnych zobowiązań, na które obecnie nie miał czasu - samuraj mógł służyć tylko jednemu panu, ale może mógłby im trochę pomóc? Samo zapoznanie się z zagrożeniem czyhającym za wielką budowlą stanowiło cenne doświadczenie i co więcej, nadawało drodze miecza sens. Inne wspomniane przez dziewczynę miejsca również wydawały się ciekawe, ale najbardziej zainteresowały go łaźnie. Już dawno nie miał do czynienia z porządną kąpielą. Znaczy się, niebieskooki dbał o higienę, ale co innego się po prostu umyć, a co innego zrelaksować w gorącej wodzie. Co prawda, było w tym nieco lenistwa, ale każdy wojownik zasługuje na chwilę wytchnienia, zwłaszcza, jeśli swoje ciało wystawia co chwilę na wielkie ryzyko i wysiłek. Tak, mięśnie muszą odpocząć. Jedyną wadą łaźni był fakt, że trzeba się było rozstać z mieczem, nieco podobnie jak w herbaciarniach czy też domach uciech, a tego niebieskooki nie lubił. Bez swojego oręża czuł się zupełnie bezbronny, ale cóż, wszystko ma swoją cenę i czas, a skoro o nim mowa. Przyszedł czas rozstania, kiedy ona wstała, on również stanął naprzeciwko niej, po czym przeniósł miecz do prawej ręki tak, by rękojeścią był w tył - była to wysoko niebojowa, ale godna pozycja, z której wykonał ukłon w odpowiedzi na jej własny. Sam schylił kark odpowiednio niżej od niej, jakby nie patrzeć, miał do czynienia z księżniczką, prawda?
- Szeroka jest sieć niebios, sądzę, że jeszcze się spotkamy./color] - odpowiedział na jej pozdrowienie, po czym dodał swoje.
[color=cyan]- Niech twoje miecze zawsze pozostaną ostre, a ręka pewna. Do zobaczenia, Uchiha-hime.
- pożegnał ją odpowiednim dla szermierza zwrotem, po czym przez chwilę jeszcze spoglądał za nią jak się oddala. Zdecydowanie sympatycznym było ją tutaj spotkać, zdecydowanie pouczające było to spotkanie, to zdecydowanie był dobry czas. Ciekawe, czy los jeszcze kiedyś ich ścieżki skrzyżuje, cóż... rzeczywistości zawsze można nieco pomóc...

<ZT>
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1549
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 29 lip 2019, o 17:59

I realize - it's too late.
I'm catching up the air,
I lack the hundredths,
I'm taking out the weapons - to survive.



Obrazek


Szli raczej wolno, ale też nie aż tak wolno, by uchodzić za zawodowe ślimaki; Hayami raczej nie miał ochoty marnotrawić czasu. Kiedy Saga zapytała o jego braci, uśmiechnął się - częściowo ze względu na ich wspomnienie, częściowo ze względu na widok miny ciotki Rin, gdy ta zdała sobie sprawę, jak dwuznacznie zabrzmiał ten wspólny pokój, a częściowo...cóż, tak po prostu. Było dość ciepło, można było powiedzieć, że nawet za gorąco na płaszcz, więc Akodo zdjął go z ramion i przewiązał się nim w pasie; na polu treningowym zamierzał zdjąć resztę ubrania, pozostając tylko w spodniach hakama. Ot, temperatura, przyzwyczajony do mrozów Yinzin samuraj zdążył już zapomnieć, jak ciepła czasami potrafiła być wiosna na Wietrznych Równinach.

- Tak - odpowiedział spokojnie, nieco przyspieszając kroku. - Zostaną tam tyle czasu, ile będą potrzebowali, by nauczyć się najważniejszych spraw. Później zobaczymy, co dalej. Jeżeli któryś z nich będzie chciał podróżować tak jak ja, nie zabronię im tego, ale przynajmniej jeden z nas powinien zostać w domu i zaopiekować się matką. Piszę do mamy regularnie listy, wiem, że ma się dobrze, jest cała, zdrowa i bezpieczna. Nie dokucza jej samotność, bo odwiedzają ją sąsiedzi i znajomi, przy tym wie, że po jeszcze jednej podróży wracam na Yinzin. Chyba że coś się wydarzy.

Poprawił włócznię na plecach, zmarszczył brwi.

- Mam trochę planów na przyszłość - stwierdził po chwili, skręcając nieco w prawo, by dostać się prosto na pole treningowe, o tej porze już całkowicie opustoszałe. - Ale wszystko zależy od czasu i woli bogów. Aira może mi towarzyszyć, jeżeli chce, lub nie. To jej wybór.

Wszedł na pole treningowe, lekko masując skronie, rozejrzał się. Nikogo. To dobrze.
Tak jak planował, pozbył się wszelkiego górnego ubioru: płaszcza, bandaży, wszystkiego, tak by pozostać w samych spodniach. Odsłoniło to od razu jego bliznę na piersi, ale Hayami nie widział problemu - to nie była haniebna blizna, nie pochodziła ze zdrady, z dezercji, jedynie z przegranej walki. Ile takich walk będzie musiał przegrać w życiu? Sam nie wiedział, ale miał nadzieję, że niewiele.

- Trenujemy razem? Chcę przypomnieć sobie przed podróżą swoje możliwości - zaproponował, luźno, neutralnie. - Zawsze mogę stworzyć klony, jeżeli wolisz tylko patrzeć.
Był neutralny, przyjazny, wyluzowany, zero większych emocji; ostatecznie byli tylko przyjaciółmi, których odmienił los. Czas nie był łaskawy dla Hayamiego i jego mentalności; mimo to młody samuraj już wiedział, jaką drogą chce podążać. I zdecydował się ją wybrać.

Za wszelką cenę.

Och, nie to, by mu nie zależało - Sagisa była mimo wszystko nadal ważna, więź z Airą szła też w odpowiednim kierunku - ale jednak priorytetem samuraja były zawsze miecz i wiedza, nie miecz i kobieta lub wiedza i kobieta. Choć odpowiednia kombinacja tychże czynników mogłaby przynieść dobre korzyści...Cóż, Hayami nauczył się patrzeć na życie bardziej pod kątem planów i strategii. Biorąc pod uwagę ryzyko i nieprzewidziane czynniki, należało wziąć poprawkę na fakt, że opanowanie technik mogło nie wystarczyć Natsume-sama do przekazania dalszej wiedzy. Musiał też opanować coś jeszcze.
Swoje serce.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Pole treningowe

Postprzez Sagisa » 1 sie 2019, o 12:27

Naprawdę nie wiedziała, jak inaczej zagaić rozmowę. Osobiście nie chciała jej zaczynać, cisza jednak przedłużała się znacznie, a Hayami zdawał się zostawiać wszystko w jej rękach. Młodsi bracia samuraja jako pierwsi przyszli jej do głowy, więc to ich temat poruszyła. Zauważyła uśmiech na twarzy chłopaka, przytaknęła też, gdy wspomniał o matce. Dobrze było wiedzieć, że cioteczka Risa ma się dobrze.
Młody Akodo ściągnął płaszcz, odczuwając już rosnącą temperaturę wiosennegopowietrza w Sogen. Yinzin z pewnością było chłodniejszą krainą, choć Saga nigdy nie miała okazji tam zawitać, w końcu większość życia spędziła w rodzinnym Kotei. W przeciwieństwie do samuraja ona nie podróżowała po świecie, trzymając się bardziej własnego domu i rodziny, choć czasem kusiło ją, by pojechać gdzieś dalej, w nieznane.
Uśmiechnęła się nieco, gdy szatyn wspomniał o planach na przyszłość. W końcu już od dawna zwiedzał świat, a wciąż nie miał dość. Gdy zaś chłopak wspomniał o swojej koleżance, dając jej możliwość wspólnej podróży, Saga mimowolnie parsknęła.
- Jej wybór, tak. Od razu widać, że się zmieniłeś - napomknęła, patrząc gdzieś w eter. - Snując plany w Hanamurze, nie brałeś pod uwagę moich wyborów. Byłeś gotów ciągnąć za sobą Ryujina i mnie, właściwie nie pytając, czy tego właśnie chcę.
Na wspomnienie tamtego czasu uśmiechnęła się dość smutno, pamiętała w końcu, jak skończyła się cała ta wyprawa na Morskie Klify. Mimo wszystko nie zamierzała trzymać się tego tematu, należał bowiem do przeszłości. Przeszłości, z którą już dawno powinna się była pogodzić. Jak teraz z Hayamim.
- Hayami, jeszcze raz cię przepraszam za tamte słowa i wspomnienie śmierci twojego ojca - spojrzała na niego nieco poważniej, zupełnie ignorując fakt, że zaczął zdejmować kolejne fragmenty ciuchów. Było na tyle ciepło, że i ona odpinała już kolejne guziki swojej koszuli. - Nie powinnam o nim mówić w tak raniący sposób, choć wtedy robiłam to celowo. Ale może właśnie taka jest natura człowieka: próbując zmniejszyć własne cierpienie, sprawia ból innym. Mimo wszystko przepraszam.
Pamiętała, że przyjął już jej wcześniejsze przeprosiny, to jednak było mało istotne. Czuła się w obowiązku wytłumaczyć własne zachowanie w tamtym czasie i prosić o wybaczenie w sposób należyty, nie zaś "przy okazji", jak to zrobiła jeszcze w domu.
Ściągnęła koszulę z długim rękawem, odsłaniając ramiona poznaczone pajęczynką blizn po raitonie. Wcześniej ukrywałaby tę pamiątkę po torturach Kazuo, dziś jednak nie przeszkadzały jej rozjaśniające skórę ślady. Wiedziała, że z pomocą dobrego medyka mogłaby się ich pozbyć, mimo wszystko stanowiły już cząstkę jej samej, przypomnienie dawnego życia, które straciła bezpowrotnie. Wszak nigdy już nie będzie tamtą naiwną i słabą Sagisą.
- Możemy potrenować, sama też dawno nie miałam partnera do ćwiczeń - stwierdziła, przewieszając koszulę przez jedną z niższych gałęzi. Ciemny materiał bezrękawnika idealnie przylegał do ciała. - A co to za klony, o których wspomniałeś?
Wspomnienie klonów trochę ją zaintrygowało. W jej własnym repertuarze w prawdzie były bunshiny, żadna z wersji nie nadawała się jednak na sparingpartnera. Trudno przecież walczyć z czymś, co jest właściwie niematerialne, prawda?
Poczuła mrowienie gdzieś z tyłu głowy. Dziwne, nieprzyjemne uczucie, jakby przeczuwała, że coś się stanie, nie umiała jednak stwierdzić, co dokładnie. Czekając na odpowiedź samuraja, zapatrzyła się gdzieś w eter, na moment odpływając myślami. Ostatnio coś takiego czuła w Hanamurze niedługo przed śmiercią Tensy. Wzięła głębszy oddech, modląc się w duchu, by tym razem przeczucie nie dotyczyło Ryujina...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 2 sie 2019, o 23:04

Do you want to know it all?
Do you want to love it all?
Do you want to make new colours?
Can you just right now admire the Dawn hour?



Obrazek


- Masz rację - skwitował krótko Hayami; nie chciał do tego wracać, nie chciał wiecznie spoglądać w przeszłość. Przed sobą miał konkretne cele i rzeczywiste wyzwania, wolał nie skupiać się na tym, co minęło. Westchnął cicho. Pytała go o klony; z tym postanowił poczekać, a raczej - pokazać Sagisie to, co miał na myśli. Klony zawsze bywały przydatne do różnych walk, nawet jeżeli zbyt szybko znikały, robiąc tajemniczo puff. Czy nie tak samo było ze zwykłymi, ludzkimi sekretami? Z tym, co ukrywało się przed bliskimi? Jedno i drugie zanikało po pewnym czasie, stawało się elementem zawodnej pamięci albo drzemało w sercu, by pewnego dnia wyjść na jaw jako gniewne oskarżenie.
Wykonał więc kilka pieczęci, kolejno: Baran - Wąż - Tygrys (wszystko zgodnie z procedurą, której go nauczyła Tensa), i gdy zgodnie z jego wolą pojawił się klon, zaatakował go z lekkim uśmiechem. Robił to szybko, zwinnie, zgrabnie - i było w tym coś zimnego, iście lwiego, gdy szarżował na biednego klona z prędkością, która od ich ostatniego spotkania (z Sagisą, nie z klonem) znacznie się zwiększyła. Był szybszy, zwinniejszy, więcej zauważał; po prostu wyrabiał sobie zdolności. Nie czekał, aż świat go zaskoczy; to on miał być częścią świata, dopasowanym elementem, który w odpowiedniej chwili wyróżni się na tle innych dumną, krwawą czerwienią.
Zadał konkretny, szybki, trudny do zauważenia cios prawą ręką z pomocą miecza Tensy; zachował go, nie wyrzucił, nie pozostawił. Bo po co? Wspomnienia nigdy nie pozostawiały niczego. Nawet wątpliwości.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


- Możesz mi związać ręce koszulą? - poprosił nagle, z zaskoczenia, niespodziewanie. Aby uspokoić Sagisę, dorzucił z lekkim uśmiechem: - Spokojnie, nie przewiduję nic szalonego, jedynie nauka tego jutsu, które poznałem rok czy dwa temu, podczas misji w Ryuzaku no Taki. Chcę umieć uwolnić się z więzów.,

Saga jednak była niespokojna, jakaś spięta, jakby coś przeczuwała, i to właśnie Hayami teraz wyczuwał. Zaniepokojony podszedł bliżej, trzymając broń tak, by była blisko.

- Wszystko w porządku?
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Pole treningowe

Postprzez Sagisa » 4 sie 2019, o 00:12

"Masz rację" - dwa słowa, którymi Hayami podsumował wszystko. Nie tylko przeprosiny i stwierdzenie odnośnie natury człowieka do zadawania cierpienia innym w celu umniejszenia własnego, ale i kwestię wyboru, jaki chłopak dawał Airze, czego nie zrobił w jej własnym przypadku w Hanamurze. Może to i lepiej? Przynajmniej nie drążył przeszłości, zostawił ją za sobą i szedł dalej ku przyszłości. Szkoda, że ona tak nie mogła, ciągle tkwiąc w tej matni wspomnień i bólu po stracie ukochanej. Nawet prawda o braku pokrewieństwa między nią i Tensą nie poprawiała tego stanu, a raczej nasuwała zbędne myśli spod znaku "co by było, gdyby".
Hayami zaproponował wspólny trening, wspominając coś o ewentualności użycia klonów. Dopytawszy, co dokładnie miał na myśli odnośnie bunshinów, dostała ciche westchnienie, po którym samuraj złoży trzy, doskonale jej znane pieczęci. Niematerialna kopia chłopaka pojawiła się tuż obok, wtedy też oryginał chwycił za swą nieodzowną yari i wykonał zamach. Zwinny, szybki, nadzwyczaj szybki ruch, który pokazywał, jak sprawny w boju może być ten młody mężczyzna. O ile to mogło jedynie lekko ją zaskoczyć, o tyle nagłe puszczenie trzonu włóczni i uchwycenie katany sprawiło, że odruchowo zrobiła krok w tył. Niemal nie dostrzegła cięcia, jakie wykonało ostrze, nim na powrót trafiło do sayi, mimo wszystko była w stanie rozpoznać narzędzie. Tej katany użyła jej siostra do ścięcia własnego warkocza. Z tą samą kataną w ręku Saga natarła na nią chwilę wcześniej, w amoku uznając ją za zagrożenie w postaci Kazuo.
- C-Co? - zamrugała nieco zdezorientowana nagłym pytaniem, które do normalnych raczej nie należało, Akodo jednak szybko pospieszył z wyjaśnieniami. - Chcesz się uczyć Nawanuke? Przecież to proste.
Proste dla shinobi - uświadomiła sobie sekundę później. Samurajowie raczej nie mieli takiej predyspozycji do korzystania ze sztuki ninjutsu. Cóż, w sumie nic nie stało na przeszkodzie, by nieco wspomóc przyjaciela w potrzebie. Nic poza tym niepokojem, który nagle ją ogarnął...
- To nic... - machnęła ręką zbywająco, ale nie spojrzała na Lwa. Patrzyła po prostu gdzieś w eter, jak poprzednio - w zamyśleniu.
W tej samej chwili Hayami mógł dostrzec kątem oka postać mężczyzny wyłaniającą się zza drzewa jakieś pięć metrów za dziewczyną. Miał on ciemne, rozwichrzone włosy, jasne, rozjarzone błękitem oczy i twarz lekko przesłoniętą ciemnym materiałem, który nosił owinięty wokół szyi. Był dość postawny, choć szczupły, ubrany w ciemny strój, a charakterystyczna wydawać się mogła rękojeść długiego miecza wystająca znad lewego ramienia mężczyzny.
- Sagisa - odezwał się, zupełnie ignorując obecność samuraja, i skupił całą uwagę na płomiennowłosej. - Mamy do pogadania.
Pojawienie się bruneta może przeszłoby bez echa, gdyby do uszu Uchihy nie dotarł jego głos. Młody Akodo mógł dostrzec, jak twarz dziewczyny momentalnie tężeje, prawa dłoń ląduje na rękojeści wakizashi, a w jej oczach pojawia się czerwień. Kimkolwiek był ów człowiek, reakcja Sagi mówiła sama za siebie.
- Nie mamy o czym rozmawiać, Hideo - wysyczała, obracając się na pięcie. - Miałeś mnie więcej nie nachodzić. Moja odpowiedź wciąż brzmi: "nie".
- Jeśli nie ja, to chociaż pozwól dziadkom poznać wnuka. Mają do tego prawo.
- Nie mają żadnych praw - warknęła nieco ostrzej w odpowiedzi, zaciskając mocniej palce na tsubie. - Żadne z was ich nie ma. Koniec tematu, żegnam.
Obróciła się płynnie w przeciwną stronę, zgarnęła swoją koszulę z gałęzi i ruszyła przed siebie bez dalszych słów. Samuraj mógł jednak dostrzec napięcie mięśni, zaciśniętą szczękę. Jego przyjaciółka z ledwością powstrzymywała się przed wybuchem, któremu brakowało tylko maleńkiej iskierki.
- Że też mój cholerny brat nie zabawił się najpierw z tą wywłoką, za którą tak szalał - mruknął Hideo z przekąsem, nie dało się go jednak nie usłyszeć.
Płomiennowłosa stanęła wpół kroku, zgrzytając zębami. W jednym płynnym ruchu obnażyła swe ostrze i zamachnęła się w tył, jednocześnie obracając. Czakra przepływająca przez metal uwolniła falę ognia, która pomknęła w stronę bruneta, z samego wakizashi zaś wciąż unosiły się nikłe płomyki. Hideo odskoczył w bok, unikając ataku dziewczyny.
- Cofnij to! - warknęła ostro, gotowa w każdej chwili powtórzyć natarcie. - Nie pozwolę szargać jej imienia!
Była wręcz wściekła i wcale się z tym nie kryła. Jakby zupełnie zapomniała o obecności przyjaciela, skupiając się tylko i wyłącznie na błękitnookim. A jej spojrzenie mówiło jasno, że nie zawaha się nawet zabić. Brunetowi zdawało się to nawet podobać, gdyż uśmiechnął się pod nosem. Widać dobrze wiedział, gdzie ugodzić, by wywołać odpowiednią reakcję u Sagisy.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Pole treningowe

Postprzez Ame » 4 sie 2019, o 18:34

Ame tak jak to już zwykle zaczyna bywać, nie miał pojęcia dlaczego wybrał akurat Sogen. W Ryuzaku stoczył pojedynek, obronił kupca i zarobił jakieś pieniądze. Mimo wszystko czegoś mu brakowało. To coś nazywało się cel. Nie kupował filozofii w postaci "liczy się droga". Nie liczy się. Można obrać dowolną drogę, jeżeli nie wie się gdzie się idzie. No i bez konkretnego planu łatwiej wpaść w ślepą uliczkę. Kupiec tylko odprowadził go wzorkiem, gdy wracał na szlak. Przez chwilę było im po drodze, ale nie czuł, że tam było jego miejsce. A może to nie był jego czas? Może oba naraz? Zapewne w Sogen nie będzie inaczej, ale nie dowie się dopóki nie spróbuje.
Wkraczał na obce ziemie, na których jeszcze nie był. Pewnie dlatego to główny powód, dla których uważał je za obce. Chodziło jednak też o ludzi, o których tylko słyszał. To chyba jeszcze nie była ojczyzna Naokiego, ale krajobraz definitywnie się zmienił. W niczym nie przypominał skalistych wysp. Sam dostęp do morza chyba też był ograniczony, ale to była raczej wiedza szkolna, którą zdobył na przestrzeni lat. Podstawowe pojęcie musiało mu wystarczyć. Zanim się obejrzał, już znajdował się w stepie szerokim i zapowiadało się, że szybko się to nie zmieni. Gorzej jak zabłądzi i trafi w góry. Najwyżej znajdzie ród Kosekich i poprosi wspomnianego Naokiego o pomoc. Właśnie takie myśli go nawiedzały. W czasie podróży kryształowy miecz rozpadł się na kawałki tak jak chłopak mówił. Ame definitywnie zostawiał Ryuzaku za sobą, to takie symboliczne. Podróż minęła bez niespodzianek. W końcu tym, którym podpadł już nie żyli, a nikt inny nie miał powodu żeby zaczepiać kogoś kto niesie miecz swojej wielkości.
Pierwszym miejscem, do którego się skierował była osada miejscowego rodu, jeżeli dobrze pamiętał to byli Uchiha. Nikt nie zwracał na niego uwagi, mimo że ewidentnie nie był tutejszy. Zabawne, gdyż miał wrażenie, że po Kami no Hikage cały świat to beczka prochu i wystarczy byle iskra żeby wszystko szlag trafił. Widocznie nikt się tym aż tak nie przejmował, zaś obcy mogli dalej swobodnie podróżować mimo tego, że coś takiego jak rada już dawno nie istniało. Rekinowi akurat to nie przeszkadzało.

Podczas ostatniej walki jego niepotrzebnie wielki miecz dalej wydawał mu się odrobinę zbyt ciężki, więc logiczne było to, że musi jeszcze odrobinę poćwiczyć, a ćwiczy się na polu treningowym. Nie było zbyt wielu ludzi. Widział tylko trójkę, która chyba nie zauważyła jego obecności, bo byli zbytnio zajęci swoimi sprawami. Normalnie Ame też by ich zignorował, ale twarz jednego z uczestników ognistej debaty wydała się znajoma. Wyglądał jak młody samuraj, którego spotkał na turnieju w Hanamurze, ale to było tak dawno temu, że nie był pewny. Z tego co przez przypadek usłyszał, to przedmiotem kulturalnej rozmowy były sprawy rodzinne. Jeżeli tam faktycznie jest Hayami Akodo, to miał nadzieje, że ten sam podejdzie, bo bardzo niezręcznie byłoby mieszać się w sprawy, o których nie ma zielonego pojęcia. W końcu w pewnych kulturach demona trzeba samemu zaprosić do domostwa, żeby mógł do niego wejść.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 643
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 5 sie 2019, o 11:08

Do you want to sail the seas?
Do you want the newest sounds?
Do you want me to kill the neighbors
That keep you up at night?



Obrazek


Pojawienie się Hideo sprawiło, że aura Hayamiego zmieniła się definitywnie. Był teraz zimnym, bezwzględnym Lwem, nie tyle stającym w obronie napastowanej samicy, co bardziej pilnującym, żeby wszystko było w porządku. Słuchał uważnie rozmowy, a kiedy Sagisa zaatakowała, postanowił zareagować. Ten moment wydał mu się odpowiedni, ponieważ i tak nie mógłby jej powstrzymać (gdyby próbował, sam by się w tej technice jeszcze upiekł). Dlatego podniósł z ziemi obie bronie; katanę znów przypiął sobie do pasa, tam gdzie zawsze, natomiast yari znalazła się w jego prawej ręce. Zbliżył się wolno, ostrożnie do Hideo, a coś w jego oczach wskazywało, że Hayami nie jest w nastroju do żartów. Zimna, bezlitosna...nie, nie wściekłość, raczej pogarda - tak, właśnie tak można było to nazwać - przejęła spojrzenie samuraja i uczyniła je bardziej przeszywającym od senbonów czy ostrz katany. A kiedy się odezwał, można było mieć wrażenie, że z jego gardła wypłynęła wartka, miażdżąca fala okrutnej dumy i pogardy, nawet nie maskowanej zimną uprzejmością. Mimo owych uczuć Hayami się świetnie kontrolował, w przeciwieństwie do Sagisy nie dał się aż tak ponieść emocjom; chyba za dużo w życiu widział, Tensa zbyt mało już dla niego znaczyła, zbyt była...nierealistyczna, żeby teraz wybuchać z jej powodu świętym oburzeniem. Mimo to Hideo przesadził - i za chwilę miał to odczuć na własnej skórze.
Bardzo dosłownie.

- Nie przypominam sobie, by ród Uchiha cechowało chamstwo' - powiedział głośno, wyraźnie i zimno. - I bezmyślna głupota. Jeżeli nie chciałeś, żeby ucięto ci język, Hideo-san, trzeba było się miarkować. A tak, cóż...

Uśmiechnął się drwiąco. Spojrzał na Sagisę, a w tym spojrzeniu kryła się, prócz zrozumienia, także spokojna pewność. Hayami chciał uspokoić kobietę, choć zdawał sobie sprawę z tego, że w tej chwili trzeba czegoś więcej, by okiełznać wściekły płomyk Uciapów. Zapewnić ją, że rozumie jej gniew, że w takiej sytuacji jej nie zostawi. Że nie popełni błędu, który już wcześniej popełnił.

- Możesz zostawić mi tego szczura? - spytał tak spokojnie, jakby mówili o przecenach na firanki.- Lepiej, żebyś mu jeszcze zostawiła łeb na szyi. Mogłabyś mieć z tego tytułu kłopoty. A i tak jest, jak dla mnie, irytujący.

Na widok Rybci uśmiechnął się szeroko. Pomachał do niego pogodnie - nie spodziewał się tu znaleźć starego znajomego z tamtych paradoksalnie odległych czasów. Zastanowił się chwilę, jak to ująć, wreszcie pomachał do Amego i pokazał mu, że zaraz podejdzie (o ile się dało zakomunikować to jakoś na migi), prosząc go o chwilę cierpliwości.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Pole treningowe

Postprzez Sagisa » 5 sie 2019, o 21:38

Konfrontacja z Hideo nie była czymś, o czym marzyła po nocach. Wręcz przeciwnie, najchętniej trzymałaby się jak najdalej od niego i jego rodzinki. Wbrew pozorom charakterem aż nazbyt przypominał brata, a wiedząc, jak wiele zależy od wychowania, tym bardziej nie miała zamiaru oddawać własnego syna w ręce TAKICH dziadków. Nie chciała też prowadzić zbędnej dyskusji, gdyż zdania zmieniać nie zamierzała. Gdyby tylko brunet jej na to pozwolił...
Wystarczyło jedno zdanie sformułowane w taki a nie inny sposób, by Sagisa poczuła się niczym smagnięta batem. "Z tą wywłoką" w kontekście tej wypowiedzi odnosiło się tylko do jednej osoby - Tensy. Dla płomiennowłosej temat siostry (która formalnie jej siostrą nigdy nie była) stanowił czuły punkt, który właśnie został boleśnie ugodzony. Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa nazywać jasnowłosej w ten sposób, zwłaszcza brunet, w stronę którego sekundę później popłynęła fala ognia z miecza. Dziewczyna była wściekła i dało się to zarówno wyczuć, jak i zobaczyć gołym okiem. Nie obchodziło jej w tej chwili, że dała się sprowokować, ani że niebieskookiemu właśnie chodziło o konfrontację, że zrobił to naumyślnie. Była gotowa zetrzeć swe ostrze z mieczem Hideo, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Już chciała zrobić krok do przodu, kiedy przed nią pojawił się Hayami, trzymając w ręku yari gotową do użytku. Zamrugała zdezorientowana, jakby dopiero zdała sobie sprawę z jego obecności. Wyglądało na to, że samuraj poczuł się w obowiązku stanąć w obronie przyjaciółki i dobrego imienia jej zmarłej siostry. No tak, samurajski honor. Młody Akodo mógł się zmienić przez te trzy lata, mimo wszystko tego jednego nie da się z niego wykorzenić. W końcu pojęcie honoru wpajał mu od maleńkości sam ojciec, a Hayami przekazywał nauki braciom.
Hideo wydawał się zadowolony z reakcji Sagisy, wtargnięcie szatyna jednak zmazało mu uśmiech z twarzy. Wyraźnie nie podobało mu się, że ktoś wciska swój nos w nie swoje sprawy tym bardziej, że konflikt miał raczej wydźwięk rodzinny. Zmrużył lekko oczy, przygotowując się na ewentualny atak, nim jednak jakikolwiek nastąpił, brunet zauważył ruch ze strony dziewczyny.
- Hayami, nie wtrącaj się - warknęła nieco ostrzejszym tonem, choć w tej chwili już aż tak nie kipiała gniewem. Przestąpiła kilka kroków do przodu, poprawiając chwyt na rękojeści. - Ta sprawa ciebie nie dotyczy.
- Heh, słyszałeś ją, samurajku - mruknął niebieskooki z pewną dozą wyższości. - Usuń się z drogi, bo...
Urwał wypowiedź w połowie, gdy nagle przed jego nosem znalazł się czubek ostrza. W upstrzonych czerwienią oczach właścicielki oręża żarzył się ogień, błyskając niebezpiecznie.
- Zbliż się do mnie lub mojego syna - wysyczała przez zęby, a jej głos w przeciwieństwie do gorejącego spojrzenia zdawał się mrozić do kości. - Chociaż spróbuj, a skończysz jak braciszek. Z poderżniętym gardłem.
Hideo skrzywił się na jej słowa, mimo wszystko zaczął wycofywać. Krok w tył, potem drugi i lekkie rozluźnienie mięśni. Wiedział, że nic już nie ugra, dalsze próby nie miały więc sensu. Obrzucił samuraja iście wrogim spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć "jesteś na mojej czarnej liście", po czym obrócił się na pięcie z zamiarem odejścia.
- Żebyś tego nie pożałowała - mruknął jeszcze, zerkając przez ramię na płomiennowłosą, moment później zaś rozpłynął się w powietrzu, niemal dosłownie.
Saga stała tak jeszcze przez moment z wyciągniętym przed siebie ostrzem, po czym opuściła je ze świstem w dół i obróciła w dłoni, ostatecznie wsuwając do sayi za plecami. Wciąż jednak wpatrywała się krwistymi oczyma w miejsce, w którym chwilę wcześniej stał brunet. Zerknęła kątem oka w bok, nie umknęło bowiem jej uwadze, że Akodo chwilę wcześniej do kogoś machał. Przymknęła powieki, wygaszając sharingana, i obróciła się tak, że stała teraz drugim bokiem do przyjaciela.
- Zdaje się, że zjawił się w okolicy jakiś twój znajomy - zauważyła, wciąż jeszcze nie otwierając oczu. - Nie będę wam przeszkadzać. W razie czego będę w pobliżu.
I ruszyła przed siebie, po drodze kierując spojrzenie na przybysza i witając się z nim krótkim skinieniem głowy. Jakby w ten sposób chciała również powiedzieć "już po wszystkim, możecie spokojnie porozmawiać". O ile Hayamiemu nie przyszło do głowy, by ją zatrzymywać, skręciła za jednym z drzew, oddalając się na tyle, by zapewnić sobie i innym odrobinę prywatności, po czym oparła się o pień i zsunęła ku ziemi. Wyciągnęła z kieszeni notes, otwierając go na jednym z rysunków przedstawiających jasnowłosą, drugą ręką zaś sięgnęła do kabury po zaśniedziały kunai przewiązany krwawym materiałem.
- Nee-san... - szepnęła pod nosem, przejeżdżając palcem po portrecie, a spod jej powiek zaczęły skapywać pojedyncze łzy. - Co mam robić, nee-san? Jak go chronić?
Po gniewie, który rozsadzał ją kilka minut temu, nie było już śladu, w zamian za to pojawił się żal i niepewność. Mogła grozić Hideo śmiercią, ale czy rzeczywiście miałaby z nim jakiekolwiek szanse w starciu jeden na jednego? Nie miała tej pewności. I to ją właśnie martwiło...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Pole treningowe

Postprzez Ame » 5 sie 2019, o 22:54

Kłótnia sobie trwała w najlepsze, zaś Ame wyglądał jak ten kolega co przyszedł do kolegi tylko po to żeby być świadkiem kłótni jego rodziców, w następstwie której jedno z nich daje temu koledze-gospodarzowi szlaban z byle jakiego powodu, a samemu Rekinowi już dziwnie tam przebywać i ulatnia się pół godziny później żeby nie czuć się jak kompletny ksenobiont.
Chłopak jednak nigdzie się nie wybierał, ale też nie próbował nadążyć za rozmówcami. Niby chciał się skupić na sobie i machać mieczem żeby się upewnić, że jest już godny jego ciężaru, ale jednak mimo że nie skupiał się na rozmowie, nie był w stanie koncentrować się na treningu. Sytuacja była napięta jak gumka w gaciach gnębionego kujona w amerykańskich kreskówkach. Hayami odgrażał się włócznią, a nieznajomy rudzielec wcale nie był mniej agresywny.
Na szczęście teraz niebieskowłosy przynajmniej był pewny, że ten samuraj to jednak jest jego znajomy, gdyż najwidoczniej też go rozpoznał. Zrozumiał serie gestów, które tamten umiejętnie przechwycił podczas słownej konfrontacji.
Ame z natury był leniwy, oni byli we dwójkę, a druga strona nie wyglądała jakby była uosobieniem dobra i prawości, więc chyba nie było żadnych podstaw, żeby jakoś interweniować w rozwój wydarzeń. Po drugie to po ludzku fajne widzieć, że coś nie jest jego problemem. Móc sobie zrobić wyimaginowany pop corn i patrzeć na rozwój wydarzeń, gdy raz to nie Rekin był w kłopotach.
Hozuki dalej machał sobie zanbato, tak zupełnie na wszelki wypadeczek jakby jednak się okazało, że zrobi się ciekawiej. Zwłaszcza, że debata dotarła do tego momentu,w którym ruda trzymała ostrze przy szyjce nieznajomego. Po tym pokazie siły zagrożony utratą tętnicy szyjnej wycofał się znikając sobie po prostu. Dobrze, że Ame nie jest piętnastoletnią fanką Zmierzchu, bo właśnie znalazłby obiekt westchnień, no ale w tym świecie nie było wampirów i samego zmierzchu i chyba tak jest lepiej. Po zniknięciu jednej ze stron, płomiennorude stworzenie zauważyło obecność nadprogramowego niebieskowłosego i wydawało się zwalniać samuraja z obowiązków dotyczących jej osoby. Chłopak nie chował miecza, bo się trzeba przecież czymś pochwalić, a niczym innym za bardzo nie mógł. Wbił go w ziemie i oparł się na nim udawając, że niby dzielnie ćwiczył tu od dawna i wcale a wcale nie widział tego co się działo przed chwilą. Hayami. - pomyślał Ame.

Wyglądało na to, że Hayami nie pomyślał - Ame. Rekin poczuł się na tyle pewnie z mieczem, że był pewny, iż w przyszłości jego ciężar nie będzie dla niego problemem, a ręka mu się nie zawaha przy wymierzaniu miażdżącego uderzenia. Widocznie samuraj nie miał na razie czasu, a Hozuki nie chciał się narzucać. Zabrał swoje żelastwo i powoli opuścił pole treningowe, żeby nie mieszać się w rodzinną dramę. Może spotkają się w bardziej sprzyjających okolicznościach.

z/t
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 643
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 10 sie 2019, o 10:19

Last night, as a rustle,
I was recalling the days
When I drew the curtains,
When we were alone.



Obrazek


Odejście Amego sprawiło, że Hayami westchnął cicho. Najchętniej sam by za nim poszedł, dogoniłby go, wdałby się w rozmowę z nim, ale...Zacisnął lekko wargi. Co teraz zrobić?
Sagisa schowała się za pniem. Czy był sens ją teraz zostawiać samą? Z drugiej strony jej zachowanie było takie, jakby chciała samotności, wyraźnie powiedziała "nie będę wam przeszkadzać". Wobec tego może warto byłoby się stąd zabrać? Zwłaszcza, że razem z Ame ulotniła się też możliwość potrenowania Suitonu. Ale przecież Ame nie był zającem, nie był z tych, którzy uciekali jakoś szybko...? Może zostanie na trochę w tym miejscu. A wówczas będzie konkretna możliwość, by się spotkać, potrenować, może zapytać Rybcia o brata - o ile bowiem Hayami pamiętał, były dwie Rybcie, a nie tylko jedna.
Tak czy inaczej, Hayami podjął trochę inną decyzję. Wykonał kilka pieczęci, tak jak było trzeba, zgodnie z procedurami, skupił się.
Baran.
Wąż.
Tygrys.
Jak to szło...?
Ach, tak. Kiedy odnajdziesz spokój, wróć do mnie.
Cóż, dla Hayamiego powrót do Hanamury jeszcze nie mógł nastąpić. Nie do momentu, gdy będzie mógł powiedzieć, że poznał to, co miał do opanowania.
Skup się.

Stanął w rozkroku, słabszą dłonią ujął wolno katanę. Jeden wykrok zgodnie z zapiskami Natsume miał wystarczyć na jedno uderzenie pochwą miecza. Drugi - na kolejny cios. I co dalej?
Dalej miały być szybkie, konkretne ciosy, obroty, przykucnięcia, zamachy mieczem w odpowiednią stronę, chłodny spokój, opanowanie - i skoncentrowanie, potrzebne tylko do tego, by wyładować niepotrzebnie skumulowane emocje.
Na razie trenował, wyładowywał się, czekając, aż Saga dojdzie do siebie w samotności, aż zdoła sobie uporządkować myśli. Ze spojrzeń posyłanych w jej stronę widać było jednak, że Hayami się martwi i gdy tylko nadejdzie ten odpowiedni moment, miał zamiar odrobinę się zbliżyć ze swoim klonem (nie za bardzo, ale jednak) do dziewczyny - nie po to, by coś mówić, po prostu żeby wiedziała, że w razie czego może do niego podejść i z nim o tym porozmawiać. Że może na niego liczyć.
Jak za dawnych lat.
Klon czekał cierpliwie na rozkaz, milczał, stał - idealne, marionetkowe narzędzie, jak samuraj w ręku daimyo; ślepy miecz, powiedziałoby się. I kiedy otrzymał szybkie uderzenie w nadgarstek, potrzebne - tak wstępnie - zniknął w obłoku dymu.
Hayami wyprostował się. Westchnął. Odłożył broń na ziemię, przeciągnął się. Co dalej?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 21 sie 2019, o 12:21 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Gracz nieobecny
 
Posty: 1121
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011

Re: Pole treningowe

Postprzez Sagisa » 12 sie 2019, o 14:18

Jak ochronić to, co się kocha? To naprawdę trudne zadanie, mimo wszystko Saga wiedziała, czym może się skończyć. Ona sama była najważniejszą osobą dla siostry, Tensa od zawsze starała się ją chronić, trzymała z dala od niebezpieczeństw. Podobnie płomiennowłosa pragnęła ochraniać syna. Wiedziała jednak, że między tymi dwoma przypadkami istnieje podstawowa różnica. Jasnowłosa broniła nastolatki parającej się fachem shinobi, ona zaś miała pod opieką trzyletniego chłopca, którego nigdy nie zamierzała zaznajamiać z tym fachem. Zdawała sobie też sprawę, że jej ochrona nie może stanowić szczelnego klosza otaczającego brunecika, bo skutki mogą być odwrotne. Mimo że Tensa tak bardzo starała się chronić Sagisę, ta i tak wpadła w ręce Kazuo i została skrzywdzona bardziej, niż starsza z sióstr mogła to sobie wyobrazić. Stalowooka potrafiła wyciągać wnioski z podobnych sytuacji i nie zamierzała popełniać tych samych błędów. Dlatego właśnie pozwoliła sobie na wyjście z przyjacielem, pozostawiając Ryujina pod opieką babci. Nie mogła w końcu zawsze być blisko małego.
Zastanawiała się nad sposobem, w jaki mimo wszystko mogłaby go strzec. Wpatrywała się w portret fiołkowookiej, palcem przejeżdżając po ostrzu, które przyczyniło się do jej śmierci. Nigdy go nie oczyściła, nie naostrzyła, nie traktowała już jako narzędzia, których miała pełno w swoim ekwipunku. Ten kunai był przypomnieniem, przestrogą, ale i w pewnym sensie talizmanem, a także obietnicą. Tamtego dnia podjęła pewną decyzję, dzięki której miała realne szanse wspierać siostrę nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Chciała zostać medykiem. Po śmierci ukochanej jednak ten plan zszedł gdzieś daleko na margines, bo nie było już motywacji. Czy jednak aby na pewno pożegnała się z tą chęcią? Widziała Akarui'ego w akcji, zdawała sobie sprawę, jak ciężko może być uratować czyjeś życie, mimo wszystko nie chciała znów tracić bliskich jej osób. Zwłaszcza Ryujina.
Przerzuciła kilka kartek w notesie, odnajdując jedną z własnych notatek, zapisanych właściwie przed kilkoma miesiącami. Miała tu wypisane wskazówki do nauki pewnej techniki z zasobu podstawowych, które dostała od jednego z medyków w szpitalu. Mężczyzna mówił jej, że od tego powinna zacząć, zanim zabierze się za coś poważniejszego - za leczenie drobnych uszkodzeń. Czytała to już wielokrotnie, teraz należało po prostu zastosować to wszystko w praktyce. Tylko żeby cokolwiek zaleczyć, należy najpierw nieco coś uszkodzić. A że pod ręką nie miała nikogo, kto byłby chętny na takie eksperymenty (Hayamiego z góry wykluczyła, jego znajomka tym bardziej), to pozostawała tylko ona sama. Wzięła zatem zaśniedziały kunai i przejechała ostrzem po małym palcu lewej ręki, krzywiąc się przy tym nieco. Może powinna była zrobić to naostrzonym kunaiem? Cóż, trudno...
Mając już spreparowaną ranę, odłożyła na bok narzędzie i notes, koncentrując się na własnej czakrze. najważniejsza była kontrola energii i skupienie, w innym wypadku zabieg, którego chciała dokonać, nie miał prawa powodzenia. Dała się więc pochłonąć tej jednej czynności, oczyszczając umysł ze zbędnych myśli, wątpliwości i lęków. To musiało się udać. Musiało! Trwała tak dłuższą chwilę całkowicie skoncentrowana na przelewaniu czakry do rany i próbie jej zasklepienia, kiedy wreszcie zaczęła zauważać postępy. Krew przestała już cieknąć, a tkanka powolutku zaczynała się łączyć w całość. Ostatecznie po kilku minutach skupienia jej palec wyglądał niemal jak przed rozcięciem. został tylko delikatny, różowawy ślad po samym zabiegu. Cóż, jak na pierwszy raz to i tak dobrze. Będzie musiała to jeszcze przećwiczyć, zanim zabierze się za poważniejsze uszkodzenia, mimo wszystko dawała sobie jakieś szanse.
- Zawsze coś - mruknęła pod nosem i znów sięgnęła do notatnika. Miała w nim więcej ciekawych rzeczy.

Spoiler: pokaż
Technika: Chiyute no jutsu
Dziedzina: Iryojutsu
Ranga: D
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 665
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość