Pole treningowe

Re: Pole treningowe

Postprzez Sagisa » 9 gru 2017, o 02:22

Szaleńczy bieg, burza sprzecznych myśli i urywany oddech. Z jej ust ulatywały kłęby pary, jednak łykała zimne powietrze jak opętana. Chłód wbijał się w jej częściowo odsłonięte ciało, lecz natłok myśli odsuwał od niej odczucia z otoczenia, mimo że stopy miała już czerwone od śniegu. Biegła jednak dalej, przecinając uliczki osady, potykając się od czasu do czasu, pęd jednak pchał ją do przodu, nie pozwalając upaść. Zdarzyło jej się kilka razy trącić przypadkiem jakiegoś przechodnia, co owocowało oburzonym krzykiem za plecami, nie zatrzymywała się jednak. Nie mogła.
Skręciła między drzewa, w końcu znajdując się na terenie pola treningowego. Powoli zaczynało brakować jej tchu, płuca paliły żywym ogniem, a mięśnie protestowały. Zachwiała się, uderzając barkiem o pobliskie drzewo, przez co utraciła wcześniejszy pęd. Zatoczyła się w bok, przed upadkiem ratując się chwytem na korze. Oparła się o szeroki pień, dysząc ciężko, a z oczu skapywały jej słone krople. Padła na kolana, zanosząc się szlochem, palce wpiła w korę, opierając czoło na chropowatej powierzchni. Łzy wsiąkały w biały puch, rozpuszczając go, a jej nie pozostało nic innego jak rozpacz. A wszystko z powodu tego, co miała w sobie. Potomek tropiciela, dowód zbrodni, jakiej dopuścił się na niej Kazuo, piętno pozostawione przez oprawcę.
Zacisnęła dłonie w pięści, pozwalając, by krzyk rozpaczy wyrwał się z jej gardła. Nie myślała o tym, że wybiegła z domu na bosaka, bez płaszcza czy czegokolwiek. Nie w głowie jej było zamartwianie się, że może tu zamarznąć. Przed jej oczami odtwarzały się wyobrażenia tego, co robił jej krwistooki, a to odbierało jej resztki rozumu. Zaczęła raz po raz uderzać pięściami we własny brzuch, odbierając sobie tymi czynami dech. Kaszlała, wypluwając z ust nadmiar śliny, aż w którymś momencie biel śniegu zabarwiła się szkarłatem. Nie miała już sił na więcej, padła więc w puch, krztusząc się. Właściwie nie miałaby nic przeciwko, gdyby tu zamarzła. Jej męki wreszcie by się skończyły, a cała reszta przestałaby mieć znaczenie. Jej powieki powoli opadały, gdy z dala usłyszała wołanie...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 9 gru 2017, o 12:22

Wybiegła z domu, w myślach przeklinając swą głupotę. Powinna zrobić to od razu, nie mogła uwierzyć, że te kilka słów mogło ją sparaliżować. Szkarłat odbijał się w jej oczach, widziała ślady bosych stóp na śniegu. To musiała być Saga. Nawet jeśli nie znała się na tropieniu, w tym przypadku nie było to trudne. Musiała jednak się spieszyć wyciągając ze swojego ciała tak wiele jak tylko da radę. Świeży śnieg wciąż spadał z nieba powoli obracając ślady w niebyt. Po drodze napotykała ludzi, lecz w biegu odpychała ich, nie zwracały uwagi na nic więcej. -Saga. - myśli o siostrze cały czas odbijały się w jej myślach. Starała się jakoś połączyć to wszystko, dowiedzieć się gdzie mogła pobiec, skrócić drogę... Jednak w tym całym szaleństwie nie było logiki. Jej ukochana mogła być dosłownie gdziekolwiek, biec tylko dlatego, żeby biec. To ją przerastało. Przemierzała ulice, gdy dotarło to do jej uszu. Echo krzyku, nie przypominał on żadnego słowa, ziała z niego rozpacz i gniew, ale poznała głos. To była Saga, jej siostra. Zatrzymała się pośrodku ulicy, potrzebowała chwili, musiała dowiedzieć się skąd dochodził jej głos.
-Pole! - rzuciła w eter uświadamiając sobie, gdzie jest jej siostra. Krzykiem zwróciła na siebie uwagę sporej części przechodniów. Rzuciła się do biegu...

Wpadła na pole treningowe dysząc ciężko, zimne powietrze rozrywało jej płuca. Rozejrzała się... sharingan zniknął z jej oczu. Po policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Saga! - krzyknęła, jakby jej imię miało rozwiać to co ujrzała, jakby to wszystko nie miało mieć miejsca. Siostra leżała pod drzewem, a jej ciało ruszało się jakby próbowała pozbyć się czegoś z ust. Śnieg zmieszany z krwią otaczał dziewczynę. Dopadła do siostry po drodze ściągając płaszcz. Owinęła nim ciało siostry, chwyciła ją w ramiona podnosząc z ziemi.
-Nie zostawiaj mnie. - powiedziała, gdy kolejne łzy znaczyły jej twarz. Jedną dłonią podtrzymywała jej brodę, starała się utrzymać ją bokiem, płomiennowłosa nie mogła po prostu się udusić. Było to cholernie niewygodne, ale jakoś dawała radę.
-Saga, nie zamykaj oczu! - krzyczała w desperacji.
-Nie możesz umrzeć! - próbowała zaklinać rzeczywistość, nie miała siły już biec. Powinna zanieść ją do szpitala, ale pamiętała co stało się rano, jak reagowała. Ruszyła powoli w kierunku domu.
-Poradzimy sobie ze wszystkim! Saga, nie zostawiaj mnie! - ze łzami w oczach szła do domu. Całą drogę przepraszając, płacząc... próbując coś zrobić. Bała się.


[z/t] x2 -> Domek
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 10 gru 2017, o 13:08

Znów była na tym samym polu treningowym, sama nie mogła już zliczyć jak często tu bywała. Podczas ostatnich miesięcy zaniedbała jednak ćwiczenia. Czy miało się to zmienić? Bez problemu odnalazła drzewo pod którym zwykle kładła swoje rzeczy, zwykle zielone, teraz było łyse. Zmarznięta kora była twardsza, jak to zwykle bywało zimą. Torby wylądowały pod drzewem, a wbity w pień kunai posłużyć miał za wieszak na płaszcz. Było chłodno, z każdym oddechem białowłosej pojawiały się niewielkie obłoczki tak podobne do dymu z fajki. Rozejrzała się po pokrytej białym puchem okolicy, w koszulce na ramiączkach i długich spodniach wyglądała jak ktoś zupełnie nieprzygotowany na zimę. Rozgrzewka jednak, jak sama nazwa wskazuje rozgrzała ją na tyle, że nieprzyjemny chłód przestał być czymś uciążliwym. Wyjęła zwój wypożyczony z klanowej biblioteki...

Trening: Ushiro Hi-Ru
Ranga: C

Pierwsza technika o której informacje znalazły się na zwoju wydawała się cokolwiek dziwna. Kopnięcia wykonywane stojąc na rękach? Nie brzmiało to jak najnormalniejsza rzecz pod słońcem, jednak element zaskoczenia w tym przypadku wydawał się silną stroną tej techniki. Wzięła głębszy wdech i wypuściła kłąb dymu z ust. -No to do roboty. - rzekła zacierając ręce. Oparła się dłońmi o ziemię, śnieg był zimny, dłonie niemalże od razu zaczęły szczypać. Tensa zagryzła zęby. Musiała znaleźć sobie cel, na szczęście ogromne drewniane pale nie ruszyły się z miejsca od czasu jej ostatniego pobytu w tym miejscu. Na szczęście nie musiała iść daleko, chodzenie na rękach co prawda nie było zbyt męczące, jednak nie była przyzwyczajona do długiego pozostawania w takiej pozycji. Obawiała się zawrotów głowy, a w śnieg wpaść nie chciała. Niedługo później stała już naprzeciw swego drewnianego adwersarza. Pierwsze kopnięcie wykonała dość niemrawo, niska celność i siła była normą w przypadku walki z tak nietypowej pozycji. Szczypanie w dłoniach narastało wprost proporcjonalnie do czasu który spędziła z dłońmi w śniegu. Kolejne kopnięcia były jednak coraz celniejsze i wykorzystywały coraz większy ułamek niewielkiej siły którą dysponowała białowłosa. Technika okazała się trudniejsza niż przypuszczała, jednak jak ze wszystkim upór i poświęcony czas pozwoliły jej opanować i tą technikę.
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 10 gru 2017, o 13:10

Odbiła się od ziemi lądując na nogach. Zachwiała się lekko przez krew która zdążyła w za dużych ilościach napłynąć do jej głowy. Oparła się o pal który jeszcze przed chwilą był ofiarą jej kopnięć. Oddychała dużo ciężej niż kilkanaście, a może kilkadziesiąt minut wcześniej. Obłoczki dymu pojawiały się częściej, jednak wciąż można było zauważyć przerwy między nimi. Nie było tak źle. Stała w takiej pozycji przez kilka minut równając oddech niczym szereg żołnierzy w czasie musztry.
-Nie powinnam sobie odpuszczać na tak długo. - zauważyła, celnie oceniając stan swojej kondycji, a nawet i chęci treningu. Nie miała zamiaru jednak się poddawać, wciąż była uparta, jak zawsze. Po raz kolejny rozwinęła zwój i zagłębiła się w lekturę.

Trening: Doroppu Kikku
Ranga: B

Technika wydawała się prosta, wręcz banalna w swej prostocie, jednak skuteczności nie można było jej odmówić. Pęd ciała, grawitacja, to wszystko stałoby po jej stronie jeśli opanowała by tą technikę. Wykonanie jednak wymagało nieco czasu, chociaż w porównaniu z techniką tej rangi którą znała nie było to większym problemem. Jak zwykle analizowała technikę przed podjęciem się treningu. Po co to robiła? Siła przyzwyczajenia, no i lepiej za w czasu poznać silne i słabe strony własnego oręża. Tak więc nasza dzielna kunoichi spojrzała na pal cofając się kilka kroków. Trening postanowiła zacząć od wykonania techniki z rozbiegu co by ułatwić sobie ukierunkowanie siły nad którą chciała posiąść panowanie. Wzięła rozbieg i wybiła się w powietrze. W locie ukierunkowała swą dolną kończynę na pal tak, aby wykonać skuteczne kopnięcie. Jej podeszwa starła się z drewnem, nie tworząc większych zniszczeń. Pod wpływem siły zgięła nogę w kolanie i odbiła się. Wylądowała na ziemi. Ponowiła próbę, znów biorąc rozpęd i wybijając się z ziemi, tym razem jednak w pal uderzyła obiema nogami odłupując kawałek zmarzniętego drwa. Znów odbiła się od pnia lądując na ziemi. Próbę powtórzyła jeszcze kilka razy starając się zmaksymalizować celność, co prawda mogła wesprzeć się w tym sharinganem, jednak chciała bez tego opanować technikę. Po pewnym czasie atak z powietrza opanowała do perfekcji, wciąż jednak zastanawiała się nad defensywnymi możliwościami techniki. Podeszła bliżej drzewa, tym razem chciała wykonać owe taijutsu bez rozbiegu, korzystając z okazji uśmiechnęła się pod nosem. Wyskoczyła w powietrze i wykonała kopnięcie obiema nogami uderzając pal. Może i nie pozostawiło to większych śladów jednak czuła z jaką siłą uderza. Może i w efekcie wylądowała w śniegu, lecz była uśmiechnięta, zmęczona i zmarznięta. Podniosła się z ziemi i powtórzyła cios chcąc lepiej wycelować. Ponawiała próby, raz za razem wykonując coraz celniejsze uderzenia. W końcu udało jej się dojść do satysfakcjonującego poziomu.
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 10 gru 2017, o 13:10

Leżała pośród miękkiego białego puchu, i gdyby nie mrowienie spowodowane zimnem które zdążyło spenetrować jej przemoczone przez topniejący pod nią śnieg ubranie, pewnie by nie wstała. Podniosła się i podeszła do świadka wszystkich jej treningów, drzewa, jej drzewa. Rozejrzała się uważnie po czym zdjęła przemoczoną koszulkę i na jej miejsce założyła płaszcz, co by nikt nieupoważniony nie zerkał na jej dekolt schowany jedynie pod cienkim materiałem fioletowego stanika. Po raz trzeci sięgnęła do zwoju zawierającego informacje o technikach z jedynej dziedziny którą jako tako udało jej się opanować. W końcu chciała ogarnąć tego dnia jeszcze jedno.

Trening: Hando Ōda
Ranga: B

Tym razem technika okazała się być nieco bardziej skomplikowaną od wcześniejszych, tym razem wymagała ona nawet użycia znikomych bądź co bądź ilości chakry. No i w przeciwieństwie do większości znanych białowłosej taijutsu to było stricte defensywne, chociaż w jej głowie rysowało się już kilka wariantów wykorzystania go w ofensywie. Na cóż jednak teorie i wzniosłe plany wykorzystania jeśli nie ma się czego wykorzystać? No właściwie na nic, dlatego też podeszła do drzewa i ugięła nieco nogi w kolanach. Wzięła głębszy wdech, a z jej ust wydobył się obłoczek pary. Stała naprzeciw pala, wydawało jej się, że jest gotowa bez większych czy mniejszych przeszkód wykonać łamiącą żebra technikę. Przymknęła powieki przesyłając i kumulując chakrę w otwartych dłoniach które przybrały kolor czerwieni prawdopodobnie przez to że zmrożone były na kość. Chociaż miało to swoje plusy, przestała czuć zimno, teraz po prostu paliły jakby trzymała w nich rozgrzaną do białości podkowę. Niebieska energia nie potrzebowała wiele czasu, aby zgromadzić się w rękach. Wzięła kolejny głębszy oddech.
-No dobra. - powiedziała do siebie energicznie wyrzucając ramiona do przodu. Skóra starła się z drewnem, a chakra została uwolniona... no cóż mimo, odłupania kolejnego kawałka palu wciąż nie mogła mieć pewności, że technika się udała. W końcu jeszcze nie dysponowała wystarczającą siłą, aby ogromny drewniany obiekt treningowy odleciał na kilka metrów. Nie zniechęciło to jednak białowłosej. Jej zapał powrócił, po raz kolejny skumulowała chakrę i wykonała pchnięcie. Powtarzała technikę raz za razem licząc na potężniejszy efekt, tak jednak się nie działo. No cóż, mogło to znaczyć tylko jedno, obecnie nie była w stanie wykrzesać z siebie więcej. Trzecia już tego dnia technika zawitała w jej arsenale, wzbogacając ją o wiedzę i umiejętności potrzebne shinobi.



Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 10 gru 2017, o 13:10

Dyszała ciężko stojąc na polu treningowym, zmęczenie dało jej się we znaki. Mimo wszystko nie chciała jeszcze odpuścić, jednak nie posiadała już kolejnego zwoju. Mimo tego nadal posiadała swój umysł i to z niego miała zamiar skorzystać. Wyjęła z torby notatnik...

Trening: Hītā
Ranga E

Zaczęła coś kreślić, tworzyć mapę myśli. Miała pomysł tylko jak go osiągnąć? Po chwili bazgrania miała już sposób, było to proste.
-Dobra spróbujmy. - powiedziała do siebie chowając notatki. Zamknęła oczy, zaczęła mieszać chakrę, żywioł katonu poruszał się szybko po jej organizmie powodując miłe uczucie ciepła. Złożyła jedną pieczęć. Tygrysa. Standardowy symbol dla technik polegających na żywiole katonu. Z jej ciała zaczęła wypływać ognista chakra. Otoczyła ją niewidoczny ciepły koc. Ubrania zaczęły parować, pozbywając się z siebie wody, śnieg topniał pod jej stopami. Ciepło było w okół niej, to było przyjemne uczucie.
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 14 gru 2017, o 03:15

I still search
for you in crowds
in empty fields
and soaring clouds.



Szedł przed siebie, z yari na plecach, płaszczem na ramionach, oddalając się z każdym krokiem coraz bardziej od hotelu, gdzie pozostawił dobre spotkanie - tak, było ono dobre i był z niego szczęśliwy. Przecież poznał ją, zaopiekował się Chise, jak przystoi prawemu, szlachetnemu człowiekowi, podzielił się ze światem czymś dobrym. Właśnie po to istnieli samurajowie, prawda? By nie tylko niszczyć, ale i tworzyć? Czynić coś dobrego?
To dziwne, jak niewiele w tym świecie było rzeczywistego dobra. Niemal każdy człowiek, którego Hayami spotkał, miał coś bolesnego, smutnego, coś, co padało cieniem na jego życie.
Matka Aki utraciła jedyną, ciężko chorą córkę, codziennie zmagając się z dramatem. On sam musiał pogrzebać ojca i wraz z nim pożegnać dzieciństwo. Kei patrzył, jak ginie brat Shijimy, i nie mogąc nic z tym zrobić, mógł jedynie stworzyć towarzyszowi nowe rany, mówiąc nie mogłem nic z tym zrobić. Teraz rozstali się, skłóceni, nieszczęśliwi, i Bishamonten jeden wiedział, czy kiedykolwiek znów się spotkają - ale na to potrzeba było czasu. Chise walczyła codziennie ze swoją niepełnosprawnością, poruszając się - całkowicie sama - wśród mroku, codziennie dokonując wyborów.

Jak niewiele w tym świecie było szczęścia.
I nowych dni.

Wciąż szukał. Szukał odpowiedzi na pytania: kim jest? Dokąd zmierza? Jaki w ogóle jest sens w jego nindo, tym samym, które sobie obrał? Tym nindo, które zakładało walkę i rozwagę, honor, siedem cnót, szczerość i wiarę w jutro, a nie dopuszczały przemiany pod wpływem okoliczności, zostawiając jedynie możliwość honorowego seppuku, krwi barwiącej zimne deski podłogi, z dala od rodziny, bez przebaczenia?
Bo i jakież przebaczenie mógłby otrzymać zdrajca.
I nie znajdował odpowiedzi - ale szukał jej w chmurach, w chrzęście śniegu, w ptakach, które przed nim uciekały, w wydarzeniach, słowach, gestach, twarzach ludzi, których spotkał, losach, które się z nim skrzyżowały.
Sam nie wiedział, kiedy nogi przyniosły go na pole treningowe. Zrobiły to chyba ot tak, po prostu, bo nie zamierzał dzisiaj ćwiczyć niczego konkretnego - chciał po prostu zajrzeć tu, by zobaczyć, czy i to miejsce się zmieniło, czy też trwało w przyjemnej stagnacji. Nie chciał, by Sogen się zmieniało, by rujnowało jego wyobrażenia o przeszłości, słodkie dzieciństwo, za którym nie mógł tęsknić bez łez i nagłego ściśnięcia się serca. W końcu wciąż jeszcze był mimo wszystko dzieckiem, szesnaście lat to nie był jakiś niesamowicie wielki wiek, nadal miał wszystko przed sobą - a jednak przeżył tyle, ile nie przeżyłby niejeden chłopak na jego miejscu. Dlatego mimo wszystko wypadałoby iść dalej.
Rozejrzałeś się uważnie i już miałeś zedrzeć z siebie przeszkadzające rzeczy, by móc się zabrać do pracy, pozostać w samym hada-juban - bo w końcu po coś tu przyszedłeś, Hayami - gdy dostrzegłeś w jednym miejscu, nieco głębiej, dym.
Dym?
Podszedłeś tam szybko, wyczuwając znajomą chakrę, i wtem ujrzałeś kogoś, kogo nie widziałeś od lat. Kogoś, o kim nie mogłeś nie myśleć,
dalekiego i bliskiego zarazem, a jednak drogiego w sercu, jak część rodziny, tak bowiem wpisał się w twoją historię - stanowczo, konkretnie, starszeństwem, za pomocą dziwnych oczu i dziwnych technik.
Znalazł już.
Uśmiechnął się szeroko. Puścił się pędem w jej stronę, uszczęśliwiony, podniesiony na duchu, bo kogóż nie cieszy znajoma twarz po latach?
-Tensa!-krzyknął.-Tensa, wróciłem!
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 15 gru 2017, o 18:43

Stała pośród pola treningowego, była tu nie pierwszy raz. Miejsce gdzie przez tak długo udawało jej się odnaleźć spokój. Do tej pory trening zajmował jej myśli, lecz teraz, gdy postanowiła złapać oddech wspomnienia wróciły. Stała obok tego samego drzewa pod którym wcześniejszego poranka wykrwawiała się jej siostra. Splamiony szkarłatem śnieg już dawno zdążył stopnieć i wsiąknąć w ziemie, którą teraz przykrywał świeży puch.
-Nie myśl o tym głupia.- - powiedziała do siebie zbierając sprzęt spod drzewa. Torby wylądowały na swoich miejscach. Zamierzała powoli wracać do domu, w końcu nie wiele pozostało jej do zrobienia w tym miejscu, jednak coś w jej umyśle zaświtał pewien pomysł, szybko sięgnęła do notatnika.

Trening: Mienai Panchi
Ranga A

Uśmiechnęła się pod nosem szybko przewracając strony. Po drodze wzrokiem przeleciała kilka opisów przeróżnych technik należących do dziedziny taijutsu... chciała połączyć je w jedną. Zatrzymała się jednak dopiero przy notatkach dotyczących rozmieszenia organów i notatek które były z nimi związane. Pomysł w jej głowie powoli zaczynał nabierać kolorów. Podniosła się i podeszła do jednego z manekinów bojowych. Stały sobie takie biedne i samotne, faktem było, że rzadko z nich korzystała, no, ale inne techniki nie wymagały, aż takiej precyzji. Przy użyciu ołówka zaznaczyła na ciele swej przyszłej o ofiary pięć punktów.
-Żołądek, uderzenie raczej nie wywoła dużych obrażeń, ale ból i możliwe zgięcie się w pół. - powiedziała wolnym ruchem wykonując cios w okolice żołądka, który zaznaczony był czarnym X'sem. -Drugi punkt, wątroba nawet jeśli się zegnie po dobrym uderzeniu przeciwnik powinien się wyprostować, chociaż to nie ma takiego znaczenia. - powiedziała do siebie markując i ten cios. -Przeciwnik powinien wypuścić z siebie powietrze, ból będzie sprawą drugorzędną... - dodała. Zamaskowała cios podbródkowy wzrokiem śledząc trasę jaką pokonuje głowa manekina. -Trafienie to niemalże pewny nokaut, ale również odsłonięcie grdyki, jeśli to nie wykończy przeciwnika, prawdopodobnie okaże się wytrzymalszy niż mogłam przypuszczać. - zamarkowała uderzenie w gardło. -Zmiażdżenie grdyki, śmierć przez uduszenie. - uderzyła otwartą dłonią prosto w oznaczony mostek. -Odepchnięcie, na wypadek samobójczych technik... - zakończyła powolną kombinacje. -Seria zaczyna się od dołu i wspina, podbródkowy z obniżonej pozycji powinien być szybszy, a uderzenie w gardło musi nastąpić nim zdąży zareagować. Chyba to mam. - powiedziała do siebie. Szybko zanotowała wszystko w notatniku, gdyby go zgubiła jej smutek byłby ogromny. Po raz kolejny podeszła do manekina tym razem jej uśmieszek był nieco bardziej sadystyczny. No cóż, w końcu miała dokonać wyimaginowanego, ale jednak dość brutalnego morderstwa. W jej oczach zapłonął szkarłat, a czarna łza zaczęła obracać się z ogromną prędkością. Nie potrzebowała do tego sharingana, jednak w początkowych stadiach nauki mógł okazać się pomocny. Z pełną prędkością wykonała trzy pierwsze uderzenia... problem pojawił się przy czwartym, ciężka od lodu głowa manekina opadła zbyt szybko zbijając go nieco niżej. -Cholera. - zaklęła pod nosem. Musiała spróbować po raz kolejny. Ciosy z niemożliwą wręcz prędkością, jeden po drugim dosięgały swych celów, kukła jedynie trzęsła się. Oddychała ciężko, trening może i nie wymagał wielu ruchu, ale energia jaką musiała włożyć w porównaniu z tym co robiła wcześniej dawał swe efekty. Zgasiła sharingana, pamięć mięśniowa zaczynała działać. Po raz kolejny uderzyła w kukłę, jednak nie każdy cios okazywał się celny. Wzięła głębszy oddech i uspokoiła mięśnie, by po chwili po raz n'ty wykonać te same ciosy, tym razem nieco wolniej. O dziwo udało się idealnie. Znów obniżyła pozycję, tym razem wykorzystując więcej szybkości... po raz kolejny się udało. Miarowo krok po kroku zmniejszała czas między kolejnymi uderzeniami, aż do momentu, gdy nie osiągnęła upragnionego efektu, który jednocześnie okazywał się być jej limitem...


Ktoś ją zawołał, znajomy głos rozbrzmiał w powietrzu, odwróciła się, aby przekonać się czy to ten o którym pomyślała. Poranny list, wrócił. Jej oczom ukazał się obraz samuraja, niby podobnego, jednak tak różnego od tego jak go zapamiętała. Był starszy, wyrósł. To nie był ten sam dzieciak z którym wspólnie spędzali niemalże każde wakacje. Wyrósł, zmężniał, lecz to nadal był ten sam biegnący w jej stronę Hayami. Zmęczenie zniknęło jak za dotknięciem magicznej różdżki. Rzuciła się do biegu. Chciała przywitać dawno nie widzianego przyjaciela... tak jak rano powitała szczęście.
-Hayami! - krzyknęła rzucając mu się na szyje. -Gdzie się chowałeś tyle czasu? - zapytała tuląc "młodego".
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 15 gru 2017, o 23:54

Hayami roześmiał się głośno. Pogłaskał dziewczynę po policzku, po czym odsunął się od niej na chwilę, by przyjrzeć się jej z bliska. Zaśmiał się głośno, niewymuszenie; na dźwięk głosu Tensy wróciły do niego wszystkie wspomnienia, ciepłe lata, dni i wieczory spędzane w gościnnym domu państwa Uchiha, te wszystkie brewerie, które wyczyniali razem z Sagisą ku zgrozie ciotki Rin i starszej siostry, nadaremnie próbującej uspokoić wybujałe temperamenty młodzieży. Mimo wszystko...
Zmieniła się. Była zdecydowanie wyższa, miała dojrzalsze rysy, pełniejszy, dźwięczniejszy głos, bardziej rozwinięte piersi, rozkwitła.
Stała się kobietą, choć była tylko o rok od niego starsza. Oboje mimo wszystko dojrzeli, stali się przez te trzy - prawie cztery - lata nieobecności i rozłąki wartościowymi ludźmi. Tyle, że Hayamiego zmieniła śmierć, krew i rzeź, zmieniła go wojna.
Trzeba było odejścia, by nastąpiło przyjście.
-Gdybyś przeczytała mój list, wiedziałabyś-pokazał jej figlarnie język, przestępując z nogi na nogę. Popatrzył na przyjaciółkę długo, uważnie. Unosząca się wokół dziewczyny niewytłumaczalna aura ciepła, dorosłości, sprawiała, że z jednej strony był szczęśliwy, ale z drugiej...coś go tknęło.
Uśmiechnął się delikatnie, nie spuszczając z dziewczyny wzroku.
Czuł, że gdyby im to opowiedział, nie zrozumiałyby go. Bo i jak zrozumieć mrok, szkarłat, grozę, śmierć i kości aniołów?

You've changed my life
and now I see
That my happiness
Was reflected through these gems.


-Podróżowałem, Tensa-powiedział już znacznie poważniej.-Po misji i opuszczeniu Yinzin udałem się do Teiz, gdzie spotkałem przyjaciół. Razem z nimi przyjechałem tutaj. Potem wziąłem udział w wojnie o Mur. Walczyłem pod Kenshim Maji wśród obrońców. Poznałem wiele osób. A co u Was? Wszystko w porządku? Jak rodzice? Zrobiłyście już jakieś misje?

Nagle w tym wszystkim dotarło do niego coś ważnego. Coś, czego wcześniej, podekscytowany i zamyślony nad istotą rzeczy, nie zauważył, a co rzutowało na całość sytuacji.
Tensa była tu sama. Nie było z nią Sagisy. Czyżby...

Jakieś dziwne, nieokreślone przeczucie ścisnęło jego serce, wgryzło się w nie jak głodny wilk w ochłap mięsa.

-Coś się stało? Gdzie jest Saga?-spytał z niepokojem.-Zawsze trenowałyście razem.

Niestety, nie wiedział jeszcze, jaka jest prawda. I nawet, gdyby ją poznał, nie wiadomo było, czy go by wyzwoliła.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 16 gru 2017, o 11:38

Hayami odsunął ją nieco od siebie, wierzchem dłoni pogładził jej policzek. Mieli chwilę, przez którą mogli przyjrzeć się sobie nawzajem. Samuraj nie był taki jak wcześniej, coś się w nim zmieniło, jego spojrzenie chociaż wciąż pełne było ciepła tym razem miało też w sobie nutę czegoś innego. To dziecięce postrzeganie świata, chęć zabawy, było jej o wiele mniej, jego oczy były ostrzejsze, jakby życie pokazało coś czego dostrzec nie powinien, zniszczenie, śmierć... Hayami stał się mężczyzną, nie tylko fizycznie, w zwierciadle duszy zdołała dostrzec wiele. O wiele więcej niż potrafiła do tej pory, miesiące spędzone z Sagą nauczyły jej wiele o ludziach, lecz nie o tym jacy są, a o tym jak poznać co jest wewnątrz nich.
-Hah, przyszedł wczoraj, Saga go porwała i nie odda. - zaśmiała się... no cóż nie do końca było to prawdą. -Nawet nie wiesz jak się cieszyła. - powiedziała, a jej głos uderzył w jakiś nieznany smutny ton. Szczęście, ulotne, ale jakże wspaniałe...
-Bitwa pod murem? Doszły mnie jakieś plotki, ale nie mogłam dołączyć. - powiedziała odwzajemniając uśmiech. Chciała dopytać o wydarzenia które wpływ miały mieć na cały kontynent, lecz szatyn zarzucił ją pytaniami. -Sporo się pozmieniało, ostatnio mamy cięższy okres... - zrobiła krótką pauzę. Nie mogła powiedzieć o tym co stało się tamtej letniej nocy. Walczyła z nieodpartą chęcią podzielenia się z kimś tym co leżało jej na wątrobie. Z kimś kto nie był z tym związany, kto mógłby spojrzeć na to z innej perspektywy. Powiedzieć, że tak naprawdę na końcu w końcu będzie dobrze... -Co do misji, parę miesięcy temu rozbiłam komórkę mafii w Sogen, no i ehh... jakbym powiedziała ci co stało się potem to i tak byś nie uwierzył. - uśmiechnęła się na wspomnienie o starciu z armią nieumarłych... to co prawda było coś "ważnego", ale bądźmy poważni, trupy od tak nie wstają z grobów, mało kto by w to uwierzył. -Nie tak dawno dostałam awans, nie wiem kto uznał, że się nadaje, ale zostałam Akolitą. Chociaż z tego co zauważyłam nie wiele to zmieniło. - pochwaliła się awansem, w końcu bycie wiecznym Doko raczej nie było powodem do dumy.
-Saga? - w oczach Tensy pojawił się strach, znów widziała jej nagie ciało przypięte do ściany, po raz kolejny uderzył w nią strach poprzedniego poranka kiedy jej maleńka wykrwawiała się pod drzewem.
-Hayami. - jej twarz stężała, wiedziała, że ostrożnie musi dobierać słowa. Ufała mu, ale gdyby powiedziała mu wszystko, po raz kolejny zawiodłaby zaufanie które pokładała w niej płomiennowłosa.
-To co ci powiem musi zostać między nami, obiecaj. - rzekła, a w jej oczach odbiła się niepewność.
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 16 gru 2017, o 21:55

Awans Tensy i udane misje sprawiły, że złotooki uśmiechnął się szeroko. Wszystko się zgadzało. Naprawdę. Status i szacunek się zgodził, wyszła z tego, cała i zdrowa, więc mógł tylko się uśmiechnąć i pokiwać głową z uznaniem. Jeżeli powierzono jej rangę Akoraito, oznaczało to, że miało to jakieś realne podparcie w jej czynach i dokonaniach - rang nie rozdawało się ot tak, jak kwiatów przygodnie spotkanym kobietom. Rangi miały w świecie samurajów ważne znaczenie, tak jak sława; i choć samurajowie formalnie nie mieli jakiegoś specjalnego podziału, choć Hayami formalnie nadal był na poziomie Doko, to jednak cieszył się z tego, że białowłosa przyjaciółka stała się na tyle dobrą shinobi, by zasłużyć w tym nieprzyjaznym, trudnym świecie na szacunek. By zapisać się w historii swojego rodu jako ktoś więcej niż zwykły, szary niczym mgła genin.

- Co za podstępna kobieta! - wykrzyknął na wieść o postępowaniu Sagi, udając święte oburzenie. Po chwili jednak wybuchnął śmiechem.-Cała ona. A co do wiary i niewiary...Tensa, przeżyłem dwie wojny, odbyłem nietypową misję, poznałem ludzi, którzy okazali się być niezwykli. Nie ma już niczego, w co bym nie uwierzył, więc cokolwiek mi byś nie powiedziała, uznałbym to za prawdziwe.

Spoważniał, słysząc słowa o zmianach i cięższym okresie. Zmarszczył brwi. Co się stało...? Czy to było coś poważnego? Dlaczego Tensa ani Saga do niego nie napisały? Dlaczego w jej szkarłatnych oczach pojawiło się przerażenie, gdy wymówił dżwięczne imię jej siostry? Tak, jakby obawiała się, że ją skrzywdzi? Czy już mu nie ufała? Wszak Hayami, mimo upływu tych trzech lat, pozostał taki sam - szczery, uczciwy, oddany rodzinie. To jedno w nim się nie zmieniło, nie spłonęło w ogniu wojny. Zamrugał powiekami.
Więc...?
-Chciałbym z tobą potrenować. Potrzebuję, by ktoś nauczył mnie Kai, to na pewno, a resztę pozna się później.
Nie był pewny, czy w ogóle chce wiedzieć. Ale z drugiej strony, logicznie myśląc, jeśli może im jakoś pomóc, przysłużyć się, to dlaczego miałby tego nie zrobić? Są w końcu przyjaciółmi. Na tym to wszystko polega. Ale dokonał wyboru. Położył dłonie na ramionach dziewczyny, uśmiechając się lekko, łagodnie.
Zrobiło się jakby cieplej, ptaki zaczęły częściej krzyczeć. Temperatura wyraźnie wzrosła i Hayami był z tego rad; choć kochał zimę, to jednak miał nadzieję, że nadchodząca wiosna coś zmieni w jego życiu. Że wskaże mu nową drogę. Na razie jednak skupił się na tym, co według Tensy się wydarzyło.


The truth of kindness and fragments of pain...


Zacisnął wargi, kiedy Tensa poprosiła go, by zachował ich rozmowę w tajemnicy. Czyli musiało to być coś naprawdę poważnego...To nie były już psie, dziecięce figle w śniegu, takie, jak za czasów ich dzieciństwa. Tym razem dwie Uciapki musiały wpakować się w coś naprawdę ważnego i z konsekwencjami. A zatem wymagana tu będzie gwarancja jego słów.

-Co się stało?-wrócił do tematu, marszcząc brwi. Puścił ramiona dziewczyny. Dobył z gracją yari, po czym wbił ją w śnieg i zacisnął mocno palce na drzewcu włóczni. Przesunął ciepławymi, miękkimi opuszkami po twardym drewnie, badając jego fakturę, unikając drzazg. Małe ostrze zalśniło lekko w słońcu, tak jak i związane włosy oraz barwne ubranie.
-Przysięgam na honor samuraja, że nie zdradzę tej rozmowy nikomu, nawet matce i duchowi ojca, i że zostanie ona między nami-zapewnił stanowczo. Było w tym coś prawdziwie dorosłego, poważnego, Hayami naprawdę nie żartował.

Przysięgi były dla ciebie, samuraju, najważniejsze; z wielkiej siódemki do gry wchodziły gi, makoto i meiyo.. Honor obowiązywał cię, byś okazał szczerość i uczciwość, wykazał się jednością z Uchiha - choć nigdy nie byłeś, nie będziesz i nie jesteś członkiem tego klanu (daleko ci do ognia, do zniszczenia, które szerzą ludzie z demonami w oczach), to jednak sprawiedliwość nakazuje ci stanąć po stronie Tensy i Sagi. Bo instynktownie wybieramy tych, których kochamy, i bez względu na wszystko trzeba nam przy nich stanąć, prawda...?

...I will give to my precious person.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 16 gru 2017, o 23:28

Hayami, samuraj który mimo młodego wieku przeżył już dwie wojny. Zaskakująco dużo, jednak nie to było w tym wszystkim najbardziej niepokojące... wojny nie wybuchają od tak i nie kończą się pstryknięciem palca... wojna to więcej niż pojedyncza misja, to starcia wielkich umysłów okupione krwią tych którzy w poszukiwaniu chwały, czy z powodu oddania jakiejś idei są w stanie na szali położyć swoje życie. Dwie wojny w krótkim okresie czasu? Osłabienie prowincji? To nigdy nie wróży nic dobrego. Mówi się, że agresja rodzi agresję, lecz nie jest to do końca prawda, przynajmniej tak sądziła białowłosa. Dysproporcja sił... to był problem. Kiedy silny spotka słabego jedynie jego kodeks moralny zatrzymuje go przed odebraniem tego czego chcę... ale czy coś takiego obowiązuje w polityce? Nie, do tego nie było to typowe tolerowanie słabszego. To silny który stracił swoją moc, ktoś kto mógł zagrozić innym, teraz był osłabiony, uderzenie wyprzedzające, agresja mająca powstrzymać domniemany atak w przyszłości... Zabić, aby się zabezpieczyć, zlikwidować zagrożenie, ryzyko porażki nim tak naprawdę ono nastąpi. Do tego druga z wojen miejsce miała mieć zaraz na granicy Sogen na samym murze, największej z defensywnych budowli znanego świata. Czy to znak, że klan Uchiha został osłabiony? Czy mogą nastać próby podbicia go? Co jeśli atak z zewnątrz nadejdzie z dwóch stron? Jeśli Sogen zostanie wzięte w kleszcze? Jak z obleganej osady wydostanie Sagę? Fiołkowooka mogła iść walczyć, nawet teraz, ale gdyby zagrożona miała być jej ukochana pozostawało jej jedno wyjście... Dezercja, ochrona tej jednej najważniejszej osoby... nic nie miało większego znaczenia, mógł spłonąć klan, mur, wszyscy których znała, ale nie ta jedna pokrzywdzona duszyczka, o włosach w kolorze ognia.
-Hayami, nie wątpię, ze dużo widziałeś, ale czy na wieść o tym, że ze wsparciem jakiejś wiekowej organizacji odparłam armię nieumarłych i odczytując dzięki sharinganowi pewne wersy przyczyniłam się do upadku ich odrodzonego króla nie wyśmiejesz mnie? Sama w to nie wierzę. Nawet Sagisa o tym nie wiem. - wyznała przyjacielowi prawdę, cóż złego mogło się stać? Najwyżej uzna, że zwariowała, albo majaczy w gorączce. Był prawdopodobnie jedną z pięciu osób które poznały prawdę na temat tamtego wieczora...
Zobaczyła jak "młody" poważnieje, w tej chwili rozwiał jej wspomnienia o niesfornym dzieciaku... chociaż może to ona w młodości bywała dla niego za ostra? Zdecydowanie była zbyt poważna...
Następne słowa Hayamiego zbiły ją z tropu.
-Kai? To dość podstawowa technika, powinieneś szybko ją opanować, masz szczęście, że znam parę iluzji,
ale nie obiecam Ci, że to będzie bezbolesne. Nauka w praktyce jest najlepsza, oboje walczyliśmy, praktyka to nie teoria wkuwana ze zwojów.
- powiedziała uśmiechając się pod nosem. Dawno nie miała okazji wykorzystać swojego genjutsu, właściwie od dłuższego czasu jej walka była bardziej skupiona na fizycznych aspektach. Sytuacje w których się znajdowała nie sprzyjały manipulowaniu zmysłami przeciwników, a może najzwyczajniej to ona nie zdawała sobie sprawy z potencjału tych technik? Nie do końca wiedziała jak i kiedy z nich korzystać? Nawet jej analityczny umysł nie był w stanie dopasować do siebie tych porozrzucanych elementów. W walce wszystko działo się za szybko, a ona... bala się. Utrata tych kilku cennych sekund, niepewność tego czy zdąży zawiązać pieczęci, czy to co zamierza zrobić odniesie sukces... nie możność wykalkulowania, odnalezienia tego złotego środka, między ułudą, a uderzeniem...
Przysiąg, na to co dla samuraja najważniejsze. Tensa rozumiała, że chociażby śmierć spojrzała mu prosto w oczy i zapytała to jej przyjaciel nie ugiąłby się, dzielnie znosząc piekielne katusze, aby tylko zatrzymać dla siebie tajemnice którą zamierzała mu powierzyć.
-Hayami, ufam Ci w pełni, wiem, że nie złamiesz danego słowa. - zaczęła dość oficjalnie. -To stało się w lecie, ja... matka chciała, ehh. - wzięła głębszy wdech, nie sądziła, że ta opowieść znów wywoła u niej ten stan...-Matka chciała, abym wyszła za Kazuo... przyjaciel rodziny, najlepszy tropiciel. - w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, jeśli mogła przed kimś się otworzyć to przed Hayamim, lata przyjaźni i zaufanie, tylko to pozwalało jej przełamać milczenie. -Spotkałam się z nim, on, moje serce należało, należy do innej, ale kiedy mu odmówiłam, on był, natarczywy, wiedziałam, że jest niebezpieczny. Zostawiłam to dla siebie.
- łza zaczęła spływać po jej policzku. -Chciał mnie, mógł mnie dostać tylko przez Sagę. - nie powstrzymywała już słonych kropli drążących drogę przez jej twarz. -Nie obroniłam jej, on... skrzywdził ją,
ja nie mogłam nic zrobić.
- ostatnie słowa wypowiadała łkając... Zbliżyła się do niego, wtuliła chowając twarz mokrą od łez. -Przeze mnie ona... ona...
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 17 gru 2017, o 17:11

Armia czego? Nieumarłych? W pierwszej chwili Hayami chciał wybuchnąć śmiechem, wydrwić słowa przyjaciółki, ale po dłuższym namyśle odpowiedział z lekkim uśmiechem:
-Jesteś zbyt poważna, by żartować. Nie wymyśliłabyś sobie tego. Co do nieumarłych...jeżeli oni istnieją, to znaczy, że istnieje jakieś życie po śmierci. Idąc tym tropem...
Nie dokończył. Bo i jaki był sens mówienia tego tak rozsądnej zawsze, spokojnej Tensie? Na pewno by mu nie uwierzyła. Przecież nie mógł wzywać demonów, by odzyskać duszę ojca, którego tak kochał...Umarli muszą pozostać umarłymi. Wbrew naturze jest ingerować w wolę bogów, w przeznaczenie, w życie i śmierć. Westchnął.

Co do Kai, skinął głową, aprobując jej dalszą wypowiedź. Był gotów. Zaśmiał się cicho. Tam, w Yinzin, również ćwiczyli do upadłego, ojciec potrafił go przetrzymywać całymi nocami i dniami poza domem, na polanie, gdzie ćwiczyli do upadłego, do bólu mięśni, litrów potu i łez, kiedy słabszy duchem Hayami przyznawał się ojcu wśród śniegu i wiatru, że nie da już rady. Kiedy stawał się bezsilny i słaby, nie mógł przekroczyć ograniczeń, które mu narzucono...
A przecież uczono go: nie należy ronić łez. To dowodzi tego, że jesteśmy słabymi ludźmi, niezdolnymi zatrzymać swoich emocji dla siebie wśród dążących do siły.

Słabość nie była dla silnych, zahartowanych w zimnie Yinzin ludzi; samuraj, bushi, prawdziwy wyznawca cnót i wojownik dzierżący broń, nie miał prawa się przyznawać do gorszych chwil. Miał iść do przodu, walczyć z przeciwnikami, mierzyć się z wyzwaniami jak należy, nie przynosząc wstydu ani rodowi, z którego pochodził, ani imieniu swojego ojca i przodków. A Hayami, jako najstarszy z rodziny syn, niósł na sobie podwójną odpowiedzialność - miał przekazywać wzorzec młodszemu rodzeństwu, opiekować się matką, sprawić, by mon rodziny Akodo - biało-niebieska kamelia - nie znikł w mgle zapomnienia, wśród innych wymarłych, dawno już minionych rodzin samurajskich.

Przez dłuższą chwilę milczał, przyglądając się białowłosej. Słuchał jej słów bardzo uważnie, skupiając się na nich w pełni. Zmarszczone brwi, skupiona mina i zaciśnięte palce świadczyły o jego stanie ducha. Więc...Nagle dotarło do niego znaczenie słów dziewczyny.

Moje serce należy do innej.

O bogowie...Szczęka mu opadła do samej ziemi. Mrugał z niedowierzaniem, próbując to zrozumieć. Tensa była...była...To słowo nie potrafiło mu przejść przez gardło. Miłość dwóch kobiet była dziwna, zastanawiająca, tak jak miłość męska, chociaż z tym pierwszym coś obiło mu się o uszy. Ale przecież...
Ktoś śmiał skrzywdzić Sagę.
Ktoś śmiał skrzywdzić Sagę.
Ktoś...
Zacisnął pięści. Zapragnął dobyć yari i jeśli ten człowiek jeszcze żył...
Po długiej, długiej chwili milczenia, topnienia śniegu, wzrostu temperatury i powrotu do życia Hayami odzyskał głos.

-Jak to ją skrzywdził, yoku kike?!-wrzasnął, nie hamując już swojej wściekłości. Nie ochroniła jej...Ten człowiek skrzywdził Sagę...Nie był wściekły na białowłosą Uciapkę, wręcz przeciwnie: przytulił ją gwałtownie, może zbyt gwałtownie, do siebie i wyrzucił z siebie potok ściszonych, gniewnych, yinzińskich przekleństw.
-Czy ten człowiek, ten...Kazuo...nadal żyje?-spytał ostro.-I co z Sagisą? Co jej zrobił? Gdzie ona jest? No i kim jest dziewczyna, do której należy twoje serce?

Poczuł na tą wieść pewnego rodzaju ulgę - z jednej strony wciąż targał nim gniew, że jego przyjaciółki spotkał zły los, że Sagisę, którą od tych trzech lat kochał (co to za miłość, kiedy nie ma cię obok?), skrzywdzono, ale z drugiej...cóż, mimo wszystko czuł ulgę, że Tensa jest zakochana...i że nie będzie przeciwna jego miłości.
A przynajmniej tak sądził, naiwny, wciąż wierząc, że wszystko się ułoży.
Otarł jej szybkim, szorstkim gestem łzy, tak jak zawsze czynił to ze swoimi braćmi.
Ostatnio edytowano 30 gru 2017, o 15:27 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Pole treningowe

Postprzez Tensa » 17 gru 2017, o 17:50

"Zbyt poważna, by żartować" - te słowa odbiły się echem w jej głowie, nie potrzebowała nic więcej. Nie było oskarżeń, czy niedowierzania, uwierzył jej na słowo. Wiedział, że nie należała do osób które poszukując poklasku wymyślały niestworzone historie. Właściwie to chociaż chciała osiągnąć olbrzymią siłę i nomen omen wciąż szukała sposobów na jej zwiększenie, nie w głowie było jej szczycenie się nią dla samych zachwytów nad jej osobą, nie miało to sensu. Wielka moc niosła za sobą możliwość dokonania czynów które zmieniać mogły losy rodów, lecz to w rękach ją dzierżącego pozostawała decyzja o tym czy będzie w swej tyrani mordował niewinnych czy niczym prawdziwy władca sprawi, że życie stanie się łatwiejsze, piękniejsze. Nie dodała już nic więcej, tyle jej wystarczyło, tylko tyle, w końcu mogła się z kimś tym podzielić. Bez wylewania emocji i opisywania strachu, jedynie sam fakt, odnotowanie tego, że cała ta bitwa miała miejsce nie tylko w jej umyśle.
Zło chodziło po świecie, kryło się w ludziach, w karczmach, na ulicach, w domach. Nawet grupy shinobi, nawet przyjaciele znani od lat potrafili ukrywać je gdzieś tam głęboko. Kryło się w każdym, nawet najlepszym z ludzi i wielu jej ulegało, bo jak tak odmówić prostszej ścieżce? Zwykła siła fizyczna była niczym w porównaniu do tej charakteru, tej rzadziej dostrzeganej do której rozwinięcia nie wystarczyło podnoszenie ciężarów.
Wieść, chociaż lepiej powiedzieć samo wspomnienie o tym, że ktoś śmiał skrzywdzić Sagę wystarczyło, aby Hayami przystanął w miejscu, w zdziwieniu? A może w strachu o nią? Krzyk dotarł do jej uszu, a niczemu nie winna ziemia odczuła uderzenie samurajskiej włóczni. Szatyn przytulił ją do siebie, przygarnął tak jak potrafi tylko przyjaciel. Pytania, ostre niczym nóż wbijały się w jej serce, zaczęła więc musiała dokończyć, zmierzyć się z poczuciem winy, z własnym strachem.
-Hayami... On... do tej pory, ja... dowiedziałam się wczoraj. - próbowała panować nad emocjami które tłumiła w płaszczu przyjaciela. -Zrobił coś niewybaczalnego. - powiedziała odsuwając się. Wierzchem dłoni starła łzy.
-Saga jest w domu, odpoczywa. - starała się mówić tak jak u Liderki, rzeczowo, bez zbędnych emocji, chociaż jej głos drżał, chociaż łzy wciąż napływały musiała się kontrolować.
-Hayami, nie potrafię tego powiedzieć, wiem, że się domyślasz, ale nie mogę tego powiedzieć. - wzięła głębszy wdech.
-Zabiłam go, tam gdzie ją więził, strażnicy zabrali ciało. Śmierć to za mało, Saga to ktoś więcej niż tylko siostra... - przygryzła dolną wargę. -Jeśli tylko ją odwiedzisz, to powinno jej pomóc. -powiedziała nie kryjąc przed nim swojej opinii, wciąż miała w pamięci jej reakcje na wiadomość.
-Samuraju, nie mówmy na razie o tym, wiesz więcej niż ktokolwiek. Zajmijmy się twoim Kai, zgoda? - zapytała przybierając wyraz twarzy którego nie powstydziliby się najostrzejsi z nauczycieli. Trening, lepiej skupić się na nim to w przeciwieństwie do rozpamiętywania przyniesie jakieś efekty.
Ostatnio edytowano 17 gru 2017, o 20:12 przez Tensa, łącznie edytowano 1 raz
Tensa
 

Re: Pole treningowe

Postprzez Hayami Akodo » 17 gru 2017, o 20:07

Złotooki stał nieruchomo, wpatrując się w Tensę i próbując połączyć fakty. Białowłosa Uchiha powiedziała mu, że Sagisę skrzywdził Kazuo, najlepszy tropiciel w wiosce. A zatem wynikałoby z tego, że...
Spłynęła na niego pierwsza część zrozumienia. I pobladł.
-Zgwałcił ją-szepnął tak cicho, by tylko ona mogła go usłyszeć.-Zgwałcił Sagisę!
Zza zaciśniętych zębów samuraja wyrwał się wściekły, gniewny charkot, chwycił mocniej Tensę w swoje ramiona i uściskał tak, jakby uczynił to przyjaciel albo brat.
Saga jest w domu...
Trzeba tam będzie pójść. Będzie musiał do niej pośpieszyć, aby przynieść pocieszenie, obecność silnego, braterskiego ramienia, na którym będzie mogła się wypłakać, samego siebie - pogodną, nie pytającą o nic duszę, bo właśnie tego potrzeba ludziom nieszczęśliwym: milczenia.
-Nauczysz mnie Kai i kontroli nad Suitonem, naturą wody, którą pragnąłbym poznać od czasu, kiedy ujrzałem pod Murem potęgę ognia-powiedział twardo, ocierając dziewczynie kolejne łzy wolną dłonią.-Potem pójdziemy do miasta, by coś jej kupić, i do waszego domu. Chciałem się u was zatrzymać, ale w tej sytuacji nie jest to chyba dobry pomysł...Zapytam ją, co ona na to. Jeśli się zgodzi, zamieszkam z wami, jeśli nie, wymyślę sobie jakiś nocleg, ale zostanę u was, by jej trochę pomóc.
Ton jego głosu wskazywał, że już podjął decyzję i nie da się od niej odwieść. Wszystko zależało teraz od Tensy, Sagi i ich rodziców. Martwił się, nie chciał, by jego obecność pogorszyła sprawę do tego stopnia, że stan Sagisy ulegnie zmianie. Zacisnął wargi, słuchając jej dalszy stan.
Kolejna fala zrozumienia.
Niepewność. Drżenie rąk. Zachwiana linia ramion. Oczy otwarte szeroko, nalane złotem, pełne szoku, jakby dopiero teraz zrozumiał, co się stało. Co ona właściwie powiedziała.
Saga to ktoś więcej, niż tylko siostra.
Oczy pełne szkarłatu. Drżąca biel. Konfrontacja pojęć i zasad: honoru samurajskiego, obrony cnoty, uczciwości, jedności, z miłością do siostry, z naturą ognia...z porywem...
Jedność nie jest nigdy rzeczą łatwą, Hayami.
Drżące ręce opadają w dół. Krok w tył?
Wiele można zaakceptować. Wiele można wybaczyć. Zrozumieć. Pojąć.
Ale takiego rozwiązania problemu nie sposób zrozumieć. Wpatrujesz się więc w Tensę, osłupiały, starając się za wszelką cenę przyjąć słowa, które ci ofiarowała - jakbyś miał teraz, w tej sytuacji, inne wyjście. To nie czas na urażoną dumę, Hayami. Nie czas na wybory.
-Więc też ją kochasz?-otwartość zawsze boli, ale nie masz wyboru. Musiałeś zadać to pytanie.-W każdym razie jestem gotowy.
Odsuwasz się od niej. Stajesz nieruchomo, dobywasz yari i przyjmujesz pozycję bojową, jak należy, jak zawsze powinno być.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość