Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 29 kwi 2019, o 17:53

Shikarui faktycznie umówił się na audiencję na konkretną godzinę w konkretnym dniu. Wielu ninja myślało, że do Shire-kana można było sobie po prostu wejść. Że będzie na ich zawołanie. Że nie ma ważniejszych spraw, na przykład zarządzanie całą prowincją. Dzięki temu spotkanie z liderką mogło właściwie się odbyć, w innym wypadku Shikarui usłyszałby jedynie "Sorki, nie da rady" od strażników. A tak mężczyzna mógł obwieścić swoje przybycie strażnikom, którzy kiwnęli głowami i wpuścili do środka petenta. Musieli już wcześniej otrzymać stosowne polecenia, sami nie byliby zresztą w stanie podejmować decyzji za liderkę.
Drzwi otworzyły się, Shikarui wszedł, zamknęły się. Niczym wpuszczony do klatki z dzikim zwierzęciem w jakiejś podziemnej arenie. Tylko że próba walki z tą bestią która tutaj rezydowała skończyłaby się tragicznie na sto procent. Gość był zresztą owej bestii podwładnym, także dlatego tym bardziej nie powinien próbować. Katsumi nawet nie rozważała takiej opcji, dla niej była to jedna z setek dzisiejszych wizyt dotyczących spraw codziennych i prywatnych. Ale nie wydawała się tym zmęczona czy znużona, pewnie poświęciłaby tyle samo uwagi każdemu osobnemu spotkaniu i każdej kolejnej sprawie. Zwyczajowy porządek w gabinecie jedynie ukrywał tonę spraw do załatwienia. Włącznie z kupką papierów, które szybko schowała do szuflady kiedy tylko drzwi zaczęły się otwierać. Jej postawa rzecz jasna była niewzruszona, poważna i pełna wdzięku jednocześnie. Czyli jak powinien prezentować się przywódca swoim podwładnym.
- Witaj, Shikarui-san. Przyznam że czekałam na twoją wizytę, nie dawałeś znaku życia od jakiegoś czasu. Co skłoniło cię do złożenia wizyty? - zapytała Katsumi, kiedy tylko drzwi się zamknęły. Pomimo powagi wcale nie ziało od niej chłodem. Po prostu przyjęła stosunkowo neutralną, właściwą dla tego typu spotkania, postawę.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2073
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Harumi » 4 maja 2019, o 18:27

„Czarny pazur”
ROZDZIAŁ I



[Keion & Oshi - misja C]

Mężczyzna pokręcił głową jednocześnie cmokając z irytacją, bowiem jest jedna rzecz, której nie powinno się robić. Zwłaszcza w stosunku do kogoś, kto jest ważną personą pośród ludu zamieszkującego tereny, na których masz odbywać misję i wtedy, gdy ten ktoś jest starszy od ciebie. Nieładnie Oshi, kiepski start. Kapitan Sogeńskiej Straży to osobnik, którego duma mogłaby się odbić od trampoliny i wystrzelić wprost w kosmos, a tam, cóż, trafić na Marsa albo inne Wenus. Już pomijając powyższe aspekty, to czy wężowy chłopiec naprawdę myślał, że zlecenie, wystawione jakiś czas temu, jest jedynym zajęciem dla jakiego żyje ten człowiek? Nie jest żadną tajemnicą, iż władza ma mnóstwo rzeczy do roboty, jeszcze więcej papirologii i zadań. Przetrzymywanie w głowie tak wielu informacji mogłoby skończyć się przedwczesną emeryturą, a Kapitanowi naprawdę było przyjemnie dzierżyć stołek.
— Trochę ogłady dzieciaku — sarknął przeciągnąwszy podany mu dokument pod nos. Chwilowo zamilkł na czas wczytywania się w tekst. Jego przenikliwy wzrok podążał za kolejnymi znakami w szybkim tempie. Po zakończonym procesie mruknął na znak zapoznania się z pismem i wychylił wzrok znad rozwiniętego zwoju. — Rozumiem...
Kapitan Ponownie zlustrował oblicze Oshiego i jego towarzysza. Tym razem z uniesioną brwią tak, jakby zastanawiał się nad mechanizmem mitycznej maszyny losującej i tego, czy aby na pewno system jest sprawny. Gdyby jego myśli mogły być transferowane na mowę sala wypełniłaby się teraz w kilku kwestiach. Między innymi — Cholerne półgłówki z działu, jebane bachory bez szacunku do starszych. I tak w zabawne kółko przepięknych wiązanek wulgaryzmów i chęci przydzwonienia chłopcu w łeb. Tak dla zasady. W końcu nie był miłośnikiem namiętnego tłumaczenia zasad współżycia w społeczeństwie i tego, kiedy należy schować swoje widzimisię w kieszeń.
Mężczyzna, wspierając się o podpórki przy łokciach, wstał od stołu i skierował się do jednego z regałów, ówcześnie wyjmując z kieszeni munduru klucz. Stukot wojskowych butów na podobieństwo Belleville 790 rozniósł się po całym pomieszczeniu i zawtórował w uszach. Przez chwilę, po otworzeniu zabezpieczonej szafki, szukał segregatora z odpowiednim odznaczeniem i kolorem. W końcu znalazł. Wyjął go szybkim ruchem dłoni i rozłożył na stole jednocześnie siadając.
Wertował kartki, jedna za drugą, aż trafił na odpowiedni dokument. Odpiął klamry i powoli wyjął z przedmiotu. Ponownie wczytał się w treść, kątem oka obserwując poczynania młodego Senju.
— Już wszystko wiem — mruknął patrząc na Senju. — Przejdźmy zatem do konkretów. Zgodnie z tym, co zostało umieszczone w zleceniu, twoim partnerem prawdopodobnie będzie Hayakawa Keion. Informacje o jego umiejętnościach przekaże ci on sam. Wkrótce, gdy tylko tu dotrze. Jeśli zaś chodzi o samo zadanie... — zerknął przelotnie w tekst. — Dotyczy ono odbitego przez Sogen statku pirackiego zwanego „Czarny pazur”. Tuż po jego przejęciu Kapitan tej łajby został stracony rok temu poprzez powieszenie razem z sześcioma członkami załogi z rąk zaufanego egzekutora — to mówiąc przewrócił nieznacznie oczyma. Od dawna nie ufał temu łajdakowi, a jedyne, co sprawiało, że wciąż był "zaufanym egzekutorem", to kasa od tych na wyższych stopniach. Kapitan Sogeńskiej Straży stał przy zdaniu, że poczucie obowiązku powinno być niezależne od kwoty, którą dostaje się za wykonanie zadania. W tym przypadku bywało to, cóż, chwiejne.
— Na początku jesieni zniknął on jednak z przystani, w której był zacumowany. Świadków nie było, a przynajmniej nic nam o nich nie wiadomo. Wróć... — przerwał na chwilę doczytując odręczny dopisek w aktach. — W tamtą noc był jednak strażnik, który aktualnie stacjonuje w Porcie pilnując porządku w godzinach wieczornych. Wedle zeznań nic nie widział — wzruszył ramionami. — Plotki mówią, że podobny statek widziano na północno-wschodniej części wybrzeża Antai. Nasze oddziały sprawdzały ten obszar, jednakże nie działo się tam nic podejrzanego. Plotki, to tylko plotki. Warto to ponownie sprawdzić zwłaszcza, że latarnik jest bardzo nieprzyjaźnie nastawiony do przedstawicieli władzy i ma niezbyt rozwiązły język — przewrócił oczyma. — To chyba na tyle z istotnych informacji. Jakieś pytania?

Postacie
1) Rzezimieszek
2) Mężczyzna w mundurze
3) Malinowy stwór
4) Kapitan Sogeńskiej Straży

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 12 maja 2019, o 02:30 przez Harumi, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 563
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 5 maja 2019, o 20:15

Nie wypadało kazać na siebie czekać. Nie swojemu właścicielowi, a tym była właśnie Katsumi dla Shikaruiego. Osobą, której zawdzięczał wiele i której wyciągnięcie w jego kierunku dłoni zapamiętał bardzo dobrze. Potrafił się odwdzięczać tym, którzy byli dla niego mili. I choć wiele złych myśli snuła jego głowa, to nie było wśród nich tej, która kazałaby próbować odgryźć rękę, co jeść daje. Mógł przylgnąć do tej dłoni, ale wybrał już inną. Tą, która, z jego perspektywy, oferowała mu o wiele, wiele więcej. Plany ataku i wszelkie knucia, które mogły się przedostać przez jego psychopatyczny umysł musiały poczekać na lepsze czasy. Teraz, mimo silnej pokusy, pozostało mu być dobrym człowiekiem i wiernym mężem, który przede wszystkim pragnie stworzyć z Karmazynowych Szczytów Cesarstwo.
Później można myśleć o podbiciu reszty świata.
To nie chore ambicje, bo te go nie pożerały. To zwyczajne nadanie swojemu życiu celu, by ukierunkować w którąś stronę obmyślanie planów i działanie, do którego został stworzony. Miecz, który zbyt długo leży na uboczu, zerdzewieje i stępi się.
Głęboki ukłon, pełen szacunku, który powinien być padnięciem na kolana. Z jakiegoś powodu liderzy, których spotkał, aż takiego popisu wierności swoich poddanych nie lubili. Najwyraźniej wchodzili w nową epokę, w której tego typu gesty miały być sztucznie wielkie, więc i niepotrzebne. Lepiej było tę wierność udowodnić prawdziwymi czynami, nie płaszczeniem się. Szkoda. W płaszczeniu się był całkiem dobry.
- Porwał mnie wir wydarzeń i wyprowadził z Sogen. - Ogólniki, ogólniki... Wstęp przed właściwą opowieścią. - Wyruszyłem w podróż w celach samodoskonalenia. Skończyło się na problemach rodzinnych, które mnie pochłonęły i w końcu na ślubie. Drugie i trzecie niepowiązane ze sobą. - Uśmiechnął się nieznacznie dając znać, że było to delikatnie ubarwione żartem. - Z tego względu jestem zmuszony zrezygnować ze służby pod symbolem Uchiha. Rodzina potrzebuje mnie w Seiyamie. Zobowiązania krwi i małżeńskie są więzami, z którymi nie mogę dyskutować. - I mimo najszczerszych chęci służyć nadal pod pani komendą. To była tylko połowiczna ściema - zresztą jak większość dobrych kłamstw czarnowłosego. Były to niedopowiedzenia. Coś, co odpowiednio ujęte, brzmi dramatycznie, przez co wpływa na odbiorcę. Jeśli by to ubrać w inne słowa - wrażenie z pozytywnego spadłoby na negatywne.
- Melduję również, że Uchiha Aka zniknął. Wykonywaliśmy wspólnie misję w Ryuzaku. Było to już prawie dwa lata temu. Nie mogę go znaleźć mimo usilnych prób. Martwię się, że mógł wpaść w ręce nieprzyjaciela.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Keion » 7 maja 2019, o 18:01

Długo wałęsałem się po porcie szukając jakiegoś mundurowego patrolującego okolice, żeby zapytać o ich szefa, ale pech chciał że wszyscy się gdzieś pochowali. Koniec końców musiałem dać za wygraną i postanowiłem spróbować znaleźć handlarza, który ze chce mi wskazać drogę. Nie przypuszczałem że mi się to uda, dlatego też w ogóle nie byłem zaskoczony faktem że pierwszy z handlarzy oczekiwał ode mnie pieniędzy. Szkoda było mi czasu żeby w ogóle się z nim użerać, więc olałem go totalnie i odszedłem, by parę metrów dalej zapytać kogoś innego. Druga próba była już nieco lepsza bo na dzień dobry nie wołali ode mnie pieniędzy, ale na drodze stanęła bariera językowa i choć usilnie próbowałem się dogadać z sprzedawcą to w końcu musiałem zrezygnować. Tym razem jednak mimo wszystko postanowiłem podziękować za samą próbę udzielenia pomocy i pokłoniłem się, po czym nie zatrzymując się od razu podszedłem do trzeciego stoiska. Idąc dalej ujrzałem młodą dziewczynę sprzedającą ryby, wydawała się w dobrym humorze, uśmiechała się, była całkiem ładna, no i przede wszystkim nie była starym handlarzem. -Może chociaż młodsze pokolenie w odróżnieniu do tych cuchnących rybą dziadków ma odrobinę empatii.-Pomyślałem nim podszedłem zapytać o drogę, jak się po chwili okazało, nie pomyliłem się. Dziewczę już od początku zwróciło na mnie uwagę i nie próbowało ignorować, a to był dobry znak. Choć wydawało mi się jakby miała wątpliwości, zgodziła mi się pomóc, a nawet sama zaproponowała że zaprowadzi mnie do celu. Oczywiście nie chciałem przerywać jej, ale dziewczyna tak szybko zabrała się za pakowanie, że nie dała mi czasu na odpowiedź. -W takim razie Ci pomogę-Powiedziałem i ruszyłem się żeby jej pomóc, a że nie wiedziałem co i jak to głównie podawałem jej towar żeby sama mogła go odpowiednio zapakować. -To prawda, dopiero tutaj przyjechałem, ciągnięty okazją na zarobienie paru groszy. Niestety nie wiem nawet gdzie szukać osoby, która mnie wezwała, więc póki co ciężko mówić o zarobku.-Odparłem zupełnie jakbym chciał się uśmiechnąć tłamsząc ból i pomogłem dziewczynie ze złożeniem straganu. Trochę się obawiałem że nie pomaga mi z dobrej woli, ale jeszcze bardziej obawiałem się że na inną pomoc nie mam co liczyć.
Całe szczęście we dwójkę w miarę szybko udało nam się uwinąć z tym całym straganowym bajzlem, po czym pozostało mi wziąć wszystkie siatki, żeby dziewczyna nie musiała ich dźwigać i iść za nią. -A jak to jest z tobą? Wychowałaś się w tym porcie? Czy może jesteś tutaj od niedawna?-Zapytałem idąc za nią, a przez myśl przeszło mi że może coś słyszała o zaginionym okręcie. -Jadąc tutaj słyszałem ciekawą historię coś o statku zwącym się Czarny Pazur, podobno zaginął. Słyszałaś może coś o tym? Często zdarza się zgubić statek?-Zagaiłem dość żartobliwie, nie chcąc dziewczynie zdradzać że moja wizyta może mieć coś wspólnego z owym statkiem. Oczywiście po drodze powiedziałem też nieco o sobie, między-innymi że jestem medykiem, o którym na pewno nikt jeszcze nie słyszał bo wciąż jestem początkujący w tym fachu i że niedawno zacząłem swą podróż.
-Dzięki za pomoc mam nadzieję że jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy i będę mógł jakoś się odwdzięczyć.-Będąc u celu podróży zdradziłem też jak mam na imię i podziękowałem za wskazanie drogi, po czym poszedłem prosto do siedziby władzy. Pierwszą napotkaną w środku osobę zapytałem o kapitana straży, gdzie mam go szukać i powiedziałem że zostałem wezwany, ale nie w jakim celu. Doręczyciel za wiele nie wiedział o misji, więc przypuszczałem że tutaj może być podobnie i nie chciałem nikomu, a przede wszystkim sobie narobić kłopotów zdradzaniem zbyt wielu szczegółów.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 218
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 8 maja 2019, o 20:57

Wielu oszczerców porównywało ninja do psów. Że są wierni swojemu właścicielowi, w tym przypadku Shirei-kanowi. Posłusznie wykonując wydane im polecenia. Bezmyślnie wręcz. To stosunkowo ubogie podejście, stosowane głównie przez jednostki którym nie podobają się decyzje ninja którego napotkali teraz bądź też w przeszłości. Ale miało w sobie wiele racji. Shirei-kan był jednym wielkim właścicielem psiarni, głaszcząc grzeczne pieski i zamykając złe.
Dlaczego było to takie istotne? Może przez podejście samego Shikaruia. Oczywiście nie żeby od razu porównywać się do zwierzęcia. Bardziej do wdzięcznego i pokornego sługi na dworze swojego Pana. Pani, dokładniej rzecz ujmując. Dzisiaj Shikarui przyszedł nie z prośbą ani raportem, a deklaracją. Dość jasną i oczywistą. Przedtem jednak trzeba było nieco przydworować. Pokłonić się do pasa, okazać szacunek. Gładką mową wyjaśnić to i owo. Dlaczego tak długo go nie było, dla przykładu. Na pytania liderki nie można było tako nie odpowiedzieć i jeszcze czegoś oczekiwać. Nieco pokory na starcie mogło przełożyć się na lepsze przyjęcie przez Katsumi wiadomości. Ta milczała przez chwilę, z niejednoznacznym wyrazem twarzy. Ciężkim do odgadnięcia nawet mając wprawę w sztuce odczytywania nastroju po mimice. Najodpowiedniejszym określeniem byłoby "zadumana".
- Wieści o weselu już do mnie dotarły. Szybko poszło, nie minęły nawet dwa lata jeśli dobrze pamiętam. - uśmiechnęła się pod nosem, słowa ewidentnie kierując w stronę Shikaruia. Patrzyła się zresztą na niego, lustrowała. Nie potrzebowała Sharingana, by były podwładny czuł się całkowicie nagi wręcz. Bez tajemnic, po zwykłym przejechaniu wzrokiem.
- Gratuluję zatem. Szkoda będzie tracić takiego podwładnego, mógłbyś nam jeszcze sporo pomóc ze swoimi umiejętnościami. - czy to był żal? Lekkie rozczarowanie? Skoro dowiedziała się o tym wcześniej to mogła się spodziewać takiego obrotu spraw. Teoretycznie mogłaby nawet zakazać takiego związku, jakkolwiek miałoby to wyglądać. Zazwyczaj blokowanie wolnej woli i samodzielnych decyzji kończyło się skrajnymi emocjami i jeszcze silniejszą potrzebą ucieczki. Zamknięty w klatce pies, który chce iść do swojej psiej partnerki? Ta analogia nadal miała sens? Właściwie już nie, Shikarui teoretycznie był teraz wolnym psem. Przez kilka chwil.
- Czego dotyczyła ta misja? W jakich okolicznościach się rozdzieliliście? - kilka pytań odnośnie kooperacji w misji. To już było potraktowane niezwykle poważnie. Było nie było chodziło o życie przedstawiciela ich Rodu. Wielu czyhało na oczy Uchiha, ochrona ich była więc sprawą priorytetową.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2073
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 9 maja 2019, o 10:39

Katsumi traktował z niezwykłą delikatnością. Jak bardzo, bardzo cennego właściciela tej psiarni, bez którego nic nie będzie tutaj dłużej takie samo. I kiedy teraz przed nią stał, to dawał się głaskać z włosem. Nie czuł się obnażony, jedynie pod ciężkim wzrokiem Hana się taki czuł. Jak nic nie warty pyłek, który można zmieść byle pstryknięciem. Teraz obrósł w swoje piórka. Zęby psa stały się ostrzejsze, jego pazury zamieniały się w brzytwy, a mięśnie zamieniały się z wolna w stal. To nie była złudna pewność siebie, to była wyważona wiedza o swoich umiejętnościach. Nie miało znaczenia to, że nie mógł się porównywać umiejętnościami z Katsumi. Był bardzo słaby wobec psychicznej opresji genjutsu i już się o tym bardzo dogłębnie przekonał podczas sparingu z Toshiro, ale przecież ostatnim, czego się spodziewał, to tego, że Katsumi zechce, by swoją służbę zabrał ze sobą do grobu. Tak jak i nie spodziewał się, by liderka mu odmówiła. Nie posiadał cennej wiedzy klanu, nikt się nią z nim nie dzielił, nie dzierżył sekretów, których ujawnienie zmieniłoby świat. A... może jednak..? Wystarczyłoby się dobrze przejść z tymi niesamowitymi oczami, by zobaczyć rzeczy, których nikt ujawniać nie chciał..?
- Wydaje mi się, że to całe dekady. - Odwzajemnił delikatny uśmiech, ledwo muśnięcie kącika ust w górę. Nie miał przecież niczego do ukrycia! Nie w sprawach rodowych. Służył spokojnie, nie stworzył żadnych ekscesów, wykonał dla klanu kilka misji. Wszystko to przebiegło w zupełnym przeciwieństwie do momentu, w którym do Uchiha dołączył. - Dziękuję. Jeśli będę w okolicach Sogen, klan Uchiha na pewno będzie miał moje wsparcie. Być może jest teraz coś, co mógłbym dla Pani wykonać. I mam nadzieję, że udzielę go również na terenach Karmazynowych Szczytów. Czas, by moi pobratymcy pogrzebali dawną urazę, gdy teraz wiem, że Uchiha przewodzi mądra kobieta. - Mądra - albo podstępna. Im dłużej człowiek przypatrywał się Katsumi tym mocniejszego przekonania nabierał, że tym oczom, które tak dokładnie prześwietlały cale twoje "ja", nie wolno ufać.
- Misja była prostym transportem towarów, które zamieniło się w rozbrojenie szajki przemytowej, która działała na terenie Ryuzaku. To była drobna, nic nie znacząca szajka. - Krótko, gładko i na temat. Mistrz streszczeń. - Przebiegła pomyślnie. Po niej wróciłem do Sogen i się rozdzieliliśmy. Aka dużo mówił o tym, że pragnie wyruszyć szukać zemsty na Hanie. Nie dotarł więcej do swojego domu. Mam najgorsze przeczucia.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Oshi » 11 maja 2019, o 16:34

Oshi spoglądał przed siebie, całkowicie ignorując obecność kapitana straży. Dokładnie analizując tylko potrzebne informacje, zbierał wystarczająco dużo pewności że znajduje się w niebezpiecznej krainie. Był tutaj dosłownie nikim w ich oczach, dzieciakiem z lasu którego ktoś wylosował do tego zadania. Sama uwaga wężowego gnojka uraziła starszego mężczyznę, jednak pozostało mu tylko to... Nie pozwoli sobie by ktokolwiek ignorował jego klan. Kilka minut później poznał imię swego towarzysza, oraz samą esencję powierzonego zadania. Piracki okręt, przejęty i skradziony... Owiany tajemnicą i złą reputacją. Sam kapitan skończył jako wahadełko, co dodatkowo dodawało egzotyczności tej bajki.

- Piękna opowieść... W innych okolicznościach

Dodał jedynie od Siebie, po czym wstał z krzesła w dalszym stopniu nie skupiając się na Kapitanie wielkiej straży. Coś mu mówiło że wszystko to może być nawet interesujące, a za zniknięciem statku wcale nie stały mistyczne moce. Chłopak złapał za zimną klamkę, spoglądając na dłoń z wymalowanymi pędami drzew... Zawahał się w ostatniej chwili, gdy przeszła go myśl o poprzednim zadaniu. Nie mógł pozwolić sobie na takie wybryki, zostawianie za sobą złej sławy tylko szkodziła rodzinie.

- Obiecuję że zajmę się tym z należytą starannością... Ten statek jeśli istnieje... Znajdzie się nawet pod ziemią.

Dodał przez zaciśnięte zęby, przechodząc w jednej chwili przez grube drzwi. Dopiero gdy trzasnęły za nim z hukiem, wypuścił z płuc zebrane powietrze... Dziwny ciężar który pojawił się przed chwilą zniknął, przeklęta powinność która nie zawsze dodawała skrzydeł.
Oshi spojrzał przed siebie, wpatrując się w drzwi prowadzące na zewnątrz kapitańskiej siedziby. W pierwszej kolejności przyszło pytanie co z jego towarzyszem. Powinien czekać, czy jednak zacząć w pojedynkę. Druga pozostawała kwestia podjętego wyboru. Mógł wierzyć plotką pojawiania się widma na północy, jednak wolał racjonalnie podejść do wypytania jedynego świadka. Być może przesłuchaniu brakowało finezji, a metody Oshiego czasem skutkowały... Buru do tej pory siedział spokojnie na barkach swego towarzysza, poruszając się dopiero gdy Oshi ruszył w stronę wyjścia. Strażnik z portu pracował wieczorami, więc nie pozostało mu nic innego jak czekać w pobliżu na Keiona. Może do tego czasu uda mu się nie rozpętać wojny z sąsiadami...
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 531
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 12 maja 2019, o 02:25

Uważny i sceptyczny obserwator całej relacji mógłby powiedzieć, że Katsumi i Shikarui mają w swoich czynach wspólny element - przeszłość związana z Jugo. Z tym jednym wstydliwym elementem historii. Ona, jako nowa przywódczyni, miałaby udowodnić zmianę w Uchiha i głęboką pokutę za wydarzenia z bronią zasilaną energią Jugo. On - miał to sprawdzić. Przekonać się na własne oczy, czy deklarowane przeprosiny i odkupienie nie były jedynie pustą farsą. I oczywiście, był to jeden z motywów który zresztą wyjawił się na samym starcie. I pewnie obydwie strony miały tego pełną świadomość.
Zresztą ten temat powrócił, poruszył go właśnie Shikarui. Obwieszczając liderce, że ta jest mądrą kobietą. Przylizanie się to raczej nie było, a szczera opinia. Dlaczego próbować komplementowania kogoś, od kogo się odchodzi? Próba zdobycia czegokolwiek, może znajomości? Raczej Katsumi przejrzałaby pierwszego lepszego kłamcę, szczególnie kiedy ten siedzi przed nim i deklaruje swoje odejście z szeregów jej ludzi.
- Cieszę się mogąc to słyszeć. Wolałabym nie marnować takiego talentu przez zwykłe nieporozumienie. - odpowiedziała. Nieporozumienie pomiędzy ich dwójką, które miałoby zabić Shikaruia? Na ten moment - mało prawdopodobne. Szanse że będą wchodzić sobie w drogę w najbliższym czasie było gdzieś w okolicach zera. Całkowicie inne obszary świata, całkowicie inne środowiska. Czego mogli chcieć na terenach Karmazynowych? Na pewno nie Jugo.
- Czy mądra nie mi oceniać, samozachwyt i narcyzm nie przystoją Shirei-kanowi. Ale dziękuję za docenienie moich starań. - Katsumi, pomimo sytuacji, wydawała się w dobrym humorze. Jej człowiek odchodził, ale nadal nie dała po sobie poznać negatywnych emocji. Albo ich nie było, albo sprytnie je ukrywała. Mimo wszystko musiała być nieco chociaż uradowana z faktu całej sytuacji i słów Shikaruia. Nastawienie to rzecz jasna od razu zmieniło się, kiedy tylko Katsumi usłyszała o Hanie. Momentalnie wręcz. Jej twarz nabrała powagi. Antykreator był, oczywiście, grobowym tematem. Zwłaszcza tutaj.
- Szukać zemsty... Mógł wypłynąć do Kami no Hikage, ostatniego miejsca w którym Han był widziany. Jeśli faktycznie tak było, to szanse znalezienia go są naprawdę małe. Albo szuka jakiś informacji o Hanie i jego ludziach, w takim wypadku może udałoby się go znaleźć, ale bez szeroko zakrojonych poszukiwań się nie obędzie. - stwierdziła kobieta. Pytanie tylko - czy warto. Dla pierwszego lepszego Uchiha ryzykować konfrontację z siłami Antykreatora, jeśli jakimś cudem zdołałby do nich dotrzeć. Ryzykować bezproduktywne zużycie dużej ilości czasu, pieniędzy i ludzi. Dla kogoś, kto nie reprezentuje sobą aktualnie żadnej wartości.
- Będę musiała zmobilizować ninja na kontynencie, może nawet wystawić za nim list ze statusem poszukiwanego. Może ktoś się zainteresuje, może nawet łowcy nagród wyspecjalizowani w odszukiwaniu. - dużo roboty, kobieta dosłownie w ciągu tych kilku zdań straciła radość i pogodę ducha. Znowu wyglądała na nieco zmęczoną.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2073
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Harumi » 12 maja 2019, o 05:09

„Czarny pazur”
ROZDZIAŁ I



[Keion & Oshi - misja C]

Kapitan zdawał się nieco obrażony tym, jak odnosił się do niego niebieskowłosy. Początkowa ciekawość zamieniła się, w cóż, niechęć. Senju zdecydowanie mógł rozegrać rozmowę nieco lepiej, tym samym zdobywając sympatię ważnej persony. Jednak nie jest tajemnicą, że będąc młodym mężczyzną czasami zapomina się ogłady względem starszych, a przede wszystkich wyższych rangą. Warto, by wężowy chłopak odnotował faux pas w swojej głowie, gdyż kiedyś podobny ton wypowiedzi może kosztować go nawet życie. A to zdecydowanie nie było tym, czego by chciał. Jedyne co ratowało sytuację, to cicha kontemplacja nad zadaniem. Zawsze coś.
— To nie opowieść, a realia młody wojowniku. Nie bagatelizuj zadań tylko dlatego, że wydają ci się błahe! — ryknął, dotąd spokojny, Kapitan. Był zdania, że jeśli ktoś przychodzi wykonać zlecenie, to podchodzi do niego poważnie. Ton i słowa Oshiego bynajmniej nie wskazywały na podobny tok rozumowania. Albo tylko tak brzmiały. Senju stąpał po cienkiej linie, za którą było zwolnienie od wykonania powierzonej mu misji, a co za tym idzie, wysłanie stosownego raportu do Prastarego Lasu. A to dopiero szkodziłoby rodzinie.
Całe szczęście, w ostatnim momencie, chłopak obudził się z nierealnej wizji bycia kimś znaczącym, kto mógł pozwolić sobie na podobne, infantylne zagrywki. Póki co był jedynie Sentokim, a przed nim jeszcze spora droga. Zaskakujące, jak niewiele trzeba, by zostać kimś o minusowej reputacji.
— Oby. Twój partner już tu jest. Przekaż mu wszelkie informacje — mruknął lakonicznie, acz stanowczo Kapitan. Był nieprzyjemny, to fakt. Ale jak być miłym, kiedy byle knypek przychodzi i mówi ci na "ty"? Przecież jesteś Kapitanem, wszyscy cię szanują, a twoje ego wystrzeliło w kosmos... Proza życia moi drodzy, proza życia. Mężczyzna odprowadził wzrokiem Oshiego wprost pod drzwi, po czym schował wszystkie papiery, w tym również zlecenie, które pozostawił chłopak i zajął się wszystkim tym, czym zajmuje się zwierzchnik sił obronnych osady.

Keionowi udało się odnaleźć kogoś, kto byłby skory mu pomóc. Czasem zdarza się, że los bywa jednak przychylny i zsyła na naszą drogę całkiem miłe osoby. Przyjemna odmiana dla świata, który stoi fałszerstwem i złem. Być może z racji wielu przeżytych konfliktów starsze pokolenie było zdecydowanie mniej chętne, by służyć komuś własnym ramieniem. Ewentualnie byli po prostu wredni. Młodsi ludzie, a przynajmniej ci, którzy żyją w współczesnych czasach uniwersum, wykazują się przede wszystkim otwartością. Jakkolwiek nie próbować obalić tej teorii, to konfliktów jest coraz mniej.
Dziewczyna, zapewne zdawała sobie sprawę, że pośpieszne składanie straganu wymusi na mężczyźnie przystanie na jej propozycję. Nie była najmądrzejsza, w końcu młodość rządzi się swoimi prawami, ale z pewnością inteligentna, bowiem doskonale radziła sobie w relacjach międzyludzkich, jak to handlarz. Przytaknęła głową w aprobacie i, wciąż składając inwentarz, wsłuchiwała się w pytania szarowłosego.
— Od razu wiedziałam, że nie jesteś stąd — przyznała — to widać po oczach. Zresztą, nikt, kto byłby stąd nie pytałby o drogę do siedziby władzy — dodała nieco pobłażliwie sięgnąwszy po kolejną skrzynkę z towarem. Na ułamek sekundy ich wzrok spotkał się w jednej linii. Naturalnie, nerwowo odwróciła głowę, a ceglasty kolor nieco przyciemnił swoją barwę. Całość świetnie współgrała z piegowatą buzią. — Czyli jak większość tych, którzy odwiedzają Sogen — powiedziała wzruszając obojętnie ramionami po czym, przy pomocy Keiona, zaczęła składać prymitywny stelaż. Trwało to zdecydowanie krócej, niźli gdyby robiła to w pojedynkę. Toteż bez zbędnego marnotrawienia czasu mogli udać się w wyznaczonym kierunku. Dziewczę bez zająknięcia pozwoliło Hayakawie nieść torby, w końcu był mężczyzną.
— Urodziłam się tutaj. Tato jest strażnikiem, ale dziadzio łowi ryby. Nie odziedziczyłam żadnych zdolności, więc chociaż tak mogę się przydać — odparła czerstwo. Co prawda, lubiła tę robotę, ale jak każdy dzieciak; kiedyś marzyła o zostaniu wielkim shinobi. Być może stąd ta otwartość na młodzieńca. Będąc handlarzem łatwo rozpoznajesz tych, którzy nie stronią od boju i ciężkiego, żmudnego treningu. — Czarny pazur? — mruknęła niepewnie — Coś mi to mówi, ale nie mogę sobie przypomnieć nic konkretnego. Wybacz...
Cel powoli wychylał się zza budynków. Dziewczyna zdecydowanie zwolniła kroku. Być może dlatego, że chciała spędzić więcej czasu z młodzieńcem, a może dlatego, że zainteresował ją swoimi zdolnościami. Summa summarum każda z tych odpowiedzi byłaby prawidłowa. A faktem, przemawiającym za słusznością tej teorii, były nieco wnikliwsze pytania. W czasie tej rozmowy zdążyli dojść do punktu, którego szukał młodzieniec.
— To tu — wysunęła podbródek w kierunku budowli. — Nie ma za co — machnęła uspokajająco ręką, w końcu zrobiła to z dobrego serca, a nie dla benefitów — jakbyś znowu się zgubił, to mieszkam niedaleko. Jeśli zapytasz kogokolwiek w dzielnicy domków jednorodzinnych, to cię pokierują. Do zobaczenia! — rzuciła radośnie mając nadzieję, że ostatnie słowa będą tym, co zdarzy się w przyszłości. Bez ogródek podała swoje imię, a było nim Inari, i powolnym krokiem zaczęła kierować się w stronę podanej dzielnicy.

Tymczasem Keion został sam. Swe kroki, w pierwszej kolejności, skierował ku strażnikowi, który zapewne zdołałby go odprowadzić przed oblicze Kapitana, gdyby nie to, że pchnięte frontalne drzwi były pchane również z drugiej strony. Cofnął bark, by pozwolić wychodzącemu jegomościowi uczynić to, co uczynić zamierzał. A tym jegomościem był Oshi. Zdezorientowany strażnik spojrzał po obu shinobich, w końcu widać gołym okiem to, czy ktoś nim jest, czy nie. A niecodziennie się zdarza, by na ogół mało roszczeniowi, wojownicy jednego dnia wypytywali o Kapitana.

Postacie
1) Rzezimieszek
2) Mężczyzna w mundurze
3) Malinowy stwór
4) Kapitan Sogeńskiej Straży
5) Dziewczyna sprzedająca ryby
6) Strażnik Siedziby Władzy

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 563
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Siedziba władzy

Postprzez Oshi » 14 maja 2019, o 00:58

Chłopak nawet nie zwrócił uwagi, gdy jego kroki przecięły się z człowiekiem którego wybrano do tego samego zadania. Bo i skąd miał posiadać podobne informacje, skoro jedynym tropem było imię i krótki opis... Spokojnie przepuścił w drzwiach obcego wojownika, wracając do własnych rozmyśleń o nowym zleceniu. Port w Sogen codziennie witał setki podróżników, tłumy ludzi przetaczały się przez to miasto jak zaraza... Bakteria która w każdej sekundzie mogła zainfekować przynosząc zgubę całej społeczności. Nic więc dziwnego że i do głównej siedziby władz tego miejsca ciągle przybywali nowi interesanci...
Dzieciak z rodu leśnych ludzi stanął przed budynkiem, zastanawiając się co też właściwie powinien zrobić... O ile rozpoznanie było dobrym pomysłem, o tyle bał się czy rezygnacja z pomocy nieznanego mu Keiona nie była strzałem w kolano. Nie wiedział nic o Hayakawie, co poskutkowało wreszcie tym że bez większego planu postanowił jednak zbadać port... Nie miał pewności o co chodziło kapitanowi z wieścią że tamten już tu dotarł, i w jaki sposób mógł to określić skoro cały czas siedział przy Oshim nie pobierając informacji z kosmosu. Więc zostawił ten temat otwierając oczy na nowy świat... Właściwie to widział morze tylko raz w życiu, i to w chwili gdy Ryuzaku zaatakowała epidemia. Postanowił więc połączyć przyjemne z pożytecznym, a oględziny portu zamienić na wycieczkę w celu skupienia się na właściwych krokach... Jako że wojownik z lasu nie należał do ludzi wygadanych, trzymał się na uboczu wciąż obserwując pracę tego miejsca. Mimo że wątpił czy coś podobnie wielkiego może działać z całą poprawnością, to sam tryb był niemal perfekcyjny. Ludzie pozostawieni sami sobie, często funkcjonowali znacznie lepiej niż tacy kierowani przez władzę... Zima przyszła do krainy znacznie szybciej niż można było się z początku spodziewać. Jednak i to, nie przeszkadzało mu w odnalezieniu przyjemnego straganu z serwowanym pieczystym.
Obfitość i różnorodność Sogen była dla niego całkowitą bajką, zwłaszcza gdy większość życia spędzało się w lesie na diecie z ziół i świeżej dziczyzny... Z porcją zakupionego posiłku, wojownik chciał udać się nad sam brzeg. Gdzie czekając na wieczorną porę, nie miał w planach robić nic więcej...

- Wiesz co Buru, wydaje mi się że ostatni raz siedzieliśmy tak spokojnie gdy Cię znalazłem

Oshi przemówił do gada, który ułożył się właśnie u jego stóp by nieco skryć się przed porywistym wiatrem. Mimo że śnieg jeszcze nie spadł, to czuć było w kościach że to koniec "beztroskich" chwil w pełnym słońcu. Senju rozmyślał o przeszłych wydarzeniach, nabierając pewności że im więcej kroków czynił by wzmocnić własny klan... Tym bardziej narażał się na niechęć innych. Nie dla niego były tytuły i szacunek otoczenia, kończąc swoją opowieść stanie się jedynie przykrym wspomnieniem.
Ostatnia myśl rozbawiła go na tyle że nawet ułożył dłoń na ciele węża, głaskając go niczym małego kotka...
Obrazek

Towarzysz podróży •<~

Obrazek

•Imię: Burū
•Wiek: 2 lata
•Płeć: Męska
•Wielkość: 75 cm

...*Wąż ukrywający się przeważnie gdzieś na ciele Oshiego, owinięty wokół szyji przyjemnie syczy mu do ucha gdy krew niemal wisi w powietrzu. Złote spojrzenie pionowych źrenic, niebieskie łuski mieniące się w słońcu zielonym odcieniem. Chłopak nadał mu miano Burū... Było to pierwsze co przyszło do jego głowy, gdy ujrzał jak mały gad wydostaje się z rozciętych wnętrzności większej besti.*...
Avatar użytkownika

Oshi
 
Posty: 531
Dołączył(a): 27 sie 2017, o 22:46
Wiek postaci: 19
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: -Niebieskie włosy.
-Całe ciało pokryte tatuażem w motywach lasu.
-Zlote oczy.
-Wakizashi na plecach, przy pasku.
-Czerwony płaszcz, przewiązany w pasie rękawami.
-Typowe sandały do połowy uda.
-Bandaże na dłoniach, sięgające do samych łokci.
Widoczny ekwipunek: -Plecak(Eventy/misje/wyprawy).
-Torba biodrowa.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=59104#p59104
GG: 49753745
Multikonta: O.O

Re: Siedziba władzy

Postprzez Keion » 15 maja 2019, o 08:21

Wchodząc do budynku siedziby władzy zostałem na wejściu przepuszczony przez innego młodego osobnika. Chłopak wydawał się dość osobliwy i niezbyt miło nastawiony do ludzi, ale przepuścił mnie w drzwiach, a to oznaczało że może być porządniejszą osobą niżeli wygląda. Oczywiście przechodząc przez próg kiwnąłem mu głową z podziękowaniem i stanąłem tuż za drzwiami. Zdziwiło mnie ciut zdezorientowanie strażnika, który nie wiedział gdzie się patrzeć, zupełnie jakby wydarzyło się coś niespodziewanego. Widząc to tylko go ponagliłem go i ponownie spytałem o gabinet kapitana, po czym skierowałem się prosto pod jego drzwi. Zatrzymując się tuż przed wejściem do gabinetu wziąłem głęboki oddech, czując rosnące zdenerwowanie. -To pierwszy raz jak jestem w tak ważnym miejscu i oraz pierwszy raz, jak zostałem wytypowany do jakiegoś zlecenia.- Pomyślałem zdenerwowany i dwa razy zapukałem w drzwi, po czym odczekałem chwilę.
-Dzień dobry.- Powiedziałem wchodząc i zamykając zaraz za sobą drzwi. Nim przeszedłem dalej szybko spojrzałem na osobę siedzącą za biurkiem, oraz czy nie zajmuje się akurat innym zleceniem lub nie ma nikogo innego kto nie powinien poznać celu mojego przybycia.
-Jestem Keion Hayakawa i przybyłem na wezwanie związane z zleceniem Czarny Pazur.- Zacząłem dość nerwowo, ale szybko się uspokoiłem i do głowy zaczęły mi nachodzić odpowiednie myśli odnośnie tego co chciałem powiedzieć.
-Przepraszam za zwłokę, ale informację przekazane, przez pańskiego posłańca były mało szczegółowe, co sprawiło mi nieco problemu z dotarciem tutaj. Jednak już jestem i chciałbym się dowiedzieć jak najwięcej rzeczy związanych z tym zleceniem, oraz czy Senju z którym miałem współpracować już przybył?- Nie czułem się winny za to że przybyłem tak późno, ale jednak zdrowy rozsądek, oraz dobre wychowanie podpowiadały mi że powinienem za to przeprosić, co też uczyniłem. Zaś żołądek podpowiadał mi też że powinienem zapytać, czy mogę liczyć na jakiś ciepły posiłek po długiej podróży, bądź też drobne, żebym sam mógł sobie go kupić. Jednakże podpowiedzi mojego żołądka kłóciły się z zdrowym rozsądkiem, więc postanowiłem go nie słuchać i liczyć że później uda mi się kupić coś taniego do jedzenia.
Avatar użytkownika

Keion
 
Posty: 218
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 09:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Szare włosy, szczupły w miarę wysoki, ma wcięcia koloru czerwonego na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura z prawej strony na udzie i torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?p=79323#p79323
GG: 9908468
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Harumi » 16 maja 2019, o 02:42

„Czarny pazur”
ROZDZIAŁ I



[Keion & Oshi - misja C]

No i nasi milusińscy po przepuszczali się w drzwiach. Wkrótce po tym, gdy wężowy chłopak ruszył w bliżej nieokreślone miejsce, strażnik siedziby władzy poprowadził Keiona wzdłuż licznych korytarzy oraz między kolejnymi drzwiami do jakiś biur. Te ostatnie były wyjątkowe, mosiężne, ciężkie i z pewnością naszpikowane wszelkimi mechanizmami ochronnymi. W końcu to właśnie w tym miejscu znajdowało się wiele istotnych dokumentów. A te, cóż, nie mogą wpaść w niepowołane ręce.
Strażnik pociągnął za klamkę podwojów i pewnie wszedł do środka. Zasalutował swemu przełożonemu, który zdaje się wcale nie był zadowolony z jego wizyty. A właściwie czyjejkolwiek. Wciąż nosił w sobie zirytowane wywołane postawą młodego Senju.
— A ty tu czego? — burknął tonem zimnym, jak listopadowy deszcz, do strażnika wyglądając znad jakiegoś dokumentu. Wyglądał niekorzystnie, a jego złość wymalowana na pobledniałej twarzy wcale tej sytuacji nie poprawiała. — I gdzie ten drugi? — dodał po chwili, nieco podejrzliwie. Czyżby wężowy chłopiec zrezygnował? Nim rozpoczął kontynuację dialogu z podwładnym kiwnął w stronę Keiona, który w porównaniu do swego towarzysza, prezentował nieco lepszy poziom komunikacji. Zapunktował. Choć niewiele to zmieniało w nastroju Kapitana.
Strażnik, swoją drogą Yamanaka, wbił swoje wolne od źrenic oczy w Kapitana. Najwyraźniej myślenie nie było jego dobrą stroną, bowiem doskonale wiedział, że Keion, to Keion, a Oshi, to Oshi, a mimo to pozwolił drugiemu odejść. Co dodaje smaku, chwilę wcześniej przekazał informację o pojawieniu się Hayakawy swemu dowódcy.
— No... — zająknął, chyba z przerażenia. — On poszedł Kapitanie... — Facet robił teraz wszystko, byle nie zostać złapanym wzrokiem przez Kapitana Sogeńskiej Straży. I słusznie. Przełożony półgłówka popatrzył na niego wpierw z politowaniem, by ostatecznie zmarszczyć gniewnie brwi i wykrzywić usta w grymasie. Przesunął prawicą sterty kartotek i splótł ręce na wysokości brody.
— I ty, pozwoliłeś mu odejść, tak? — zapytał szaleńczo spokojnie, a brew drgała mu rytmicznie. Był wściekły. — Na wszelkie bóstwa, o co ja pytam do cholery! Zidiociała kadra. Czy możecie choć raz zrobić coś od początku do końca? — wrzeszczał wściekle, ówcześnie trzaskając grabą o blat. Zupełnie nie przejmował się obecnością osoby postronnej, Keiona, w gabinecie. Trzeba mu wybaczyć ten brak ogłady i cierpliwości anielskiej, bowiem ten dzień nie należał do najprzyjemniejszych.
— A-ale... — zająknął po raz drugi fajtłapa, który posadę tę najwyraźniej dostał jedynie z racji jakiegoś zrządzenia losu. Na nieszczęście wszystkich tych, którzy zajmowali budynek administracyjny.
— Ty mi się nie jąkaj, tylko znajdź tego chłopaka jak najszybciej. Albo... — to mówiąc spojrzał na Hayakawę, zapewne nieco zagubionego, i uciął dalszą wypowiedź. Choć wciąż była ona na tyle wymowna, by młody chłopak z rodu Yamanaka natychmiast rzucił zdanie o gotowości, zasalutował i zaprosił Hayakawę do wyjścia. — Zejdź mi z oczu... — burknął Kapitan na odchodne. Naprawdę miał serdecznie dość niekompetentnych idiotów.
Yamanka ponownie przeprowadził Keiona przez szereg korytarzy. Szedł szybko, niezwykle zdenerwowany. W końcu kto by nie był, gdyby szef tak na niego nawrzeszczał? Dopiero znajdując się przed budynkiem przystanął i, przymknąwszy oczy, złożył pieczęć. Najwidoczniej informacja zwrotna, jaką otrzymał po użyciu techniki Terepashī Sanchū była zadowalająca, bo młodzieniec nieco zmienił ponury wyraz twarzy.
— Zmierza do portu. Pośpieszmy się, nie chcę stracić roboty... — rzucił w eter wymuszając na Keionie bieg. Gra na uczuciach, a co!
Droga poszła im szybko i sprawnie. W końcu oboje byli młodzieńcami w kwiecie wieku. Co jakiś czas Yamanaka przystawał w miejscu, by skonsultować wiadomości z ludźmi po fachu. A tym, znacznie bardziej doświadczonym, nie umknęła sylwetka pokryta tatuażami i owinięta wężowym ciałem. Raz za razem, jeden za drugim, podawał przybliżone położenie Senju. Oczywiście mogliby go zatrzymać, ale wiązałoby się to z niepotrzebnym zamieszaniem i zmienianiem miejsca stacjonowania. A skoro Yamanaka sam naważył piwa, to i sam musiał je wypić. Sprawy nie ułatwiały spadające coraz gwałtowniej krople deszczu. To, co mówiła Inari rzeczywiście pokrywało się z realiami. Nadchodził sztorm. Wiedzieli to mieszkańcy, kupcy, Keion. Ale nie wiedział Senju. Zatem oprócz powodowania gniewu w Kapitanie, powodował również zagrożenie dla siebie i węża-towarzysza. Wszyscy, znajdujący się dotąd w Porcie, znikali, a wręcz biegli w kierunku domostw.
Yamanaka wypatrywał Oshiego, co również polecił Keionowi. Z oczywistych względów Strażnik Siedziby Władzy nie mógł odnaleźć Senju za pomocą swoich umiejętności sensorycznych. Nie poznał jego sygnatury na tyle mocno. Wciąż jednak miał dobry wzrok i przeczucie. A ono, cóż, zaprowadziło go nad samo serce portu - brzeg.
Fale z coraz większą siłą atakowały zapory. Rozbijały się z hukiem o zabezpieczenia i zakotwiczone statki. Nieomal całe morze zaczęło się ruszać. Wciąż nie był to stan krytyczny, ale pozostawanie w tym miejscu nie było zbyt rozsądne. Gdy więc nasz blondyn Yamanaka dojrzał charakterystyczne znaki na ciele... Po prostu krzyknął licząc, że jego głos przebije się przez huk fal.
— Powinniśmy stąd iść natychmiast! — krzyknął. Logicznym było, że pojawienie się tegoż składu - Yamanaki i Keiona, nie było przypadkiem. Najwidoczniej wężowy chłopiec pominął możliwość, że szarowłosy jest ów Hayakawą, albo w dupie miał słowa kapitana. Ewentualnie mógł być też indywidualistą. Niemniej jednak Yamanaka miał to gdzieś. Chciał dopełnić obowiązku z własnych pobudek, a widząc sztorm i nieroztropne podejście Senju, zamierzał odprawić ich do najbliższej karczmy na spędzenie nocy.

Jeśli zgodzicie się na nocleg, zapraszam tutaj. Po spędzeniu nocy zdecydujcie, w które miejsce chcecie się udać - tropy zna Oshi. Ewentualnie możecie zostać w porcie.
Postacie
1) Rzezimieszek
2) Mężczyzna w mundurze
3) Malinowy stwór
4) Kapitan Sogeńskiej Straży
5) Dziewczyna sprzedająca ryby
6) Strażnik Siedziby Władzy

Mapa
*klik*

Dla MG
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 563
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 5 cze 2019, o 23:33

Aach, Katsumi, Katsumi... Czy naprawdę uważasz się za mądrą kobietę? Przebiegłą? Sprytną? Pewnie tak. Jesteś dokładnie taka, jaką siebie widzisz, lecz w takim razie - ile spojrzeń, tyle wersji ciebie samej. Łatwo się w tym pogubić. No bo - skąd i jak dokładnie wiedzieć, że prawdziwa Ty to naprawdę Ty? Jeśli zaś już przychodzi pewność, kiedy chcesz powiedzieć to proste "wiem", to czemu prościej przychodzi ono szeptem? Tak lekkie pomiędzy wargami. Tak nieważkie na miękkich poduszkach warg. Chłopcy kochaliby je całować i jeszcze bardziej kochaliby spijać każdy szept. Nie ważne, o czym byś opowiadała. Co twierdziła. Co próbowała udowodnić.
Katsumi miała tę przewagę, że będąc pionkiem - była tym najwyższym. Uważając się za górującą nad planszą. Bogiem tego stworzenia, choć jak powszechnie wiadomo - siła bóstwa mierzona jest siłą jego wyznawców. Uchiha pod tym względem byli nieustępliwi. Ślepcy o wszystko widzących oczach. Nie, Shikarui nie wymieniłby swojego daru na żaden inny. Teraz miał już tę pewność - widział bardzo wiele. Lawendowa tafla grzebała bardo wiele sekretów, bo nie była ani wykrzyknieniem ani stwierdzeniem. Była znakiem zapytania. Tym pytaniem, przy którym spoglądasz w odbicie lustra i szukasz siebie samego. Przecież musiałeś się gdzieś tu zagubić. Może na rozdrożach. Przystanąłeś na zbyt długą chwilę i dlatego to tylko szept, a nie pewność. Czegokolwiek nie pragnęłaby ta kobieta można było co do nie powiedzieć, że ona nie stanowiła pytania. Ona była wykrzyknieniem. Cichym, ale stanowczym - jak większość liderów, którym przyszło dźwigać ciężar swoich klanów na barkach. Dbać o ich dobro. Mieli być dla ludzi decyzją, na której mogą polegać. Nie szumem wiatru między drzewami i nie zapachem usychającego siana. Żywi, obecni. Tu i teraz. Tłum chleba i igrzysk się domagał - jeśli jesteś zbyt słaby, sam staniesz się igrzyskami. Twoje ciało potem zamieni się w chleb.
Czy nie tak powstała wiara?
- Dołożę wszelkich starań w poszukiwaniach. To nadal mój najbliższy przyjaciel. - Czarnowłosy przechylił się, bardzo głęboko i z pełnym szacunkiem. Masz, masz, królowo. Czerp pełnymi garściami, ponieważ możesz - z tego, czego nie nazwiesz narcyzmem. W końcu to właśnie dlatego, że jesteś królową, ale mądrą. To, co tak naprawdę uważał czarnowłosy nie miało tu większego znaczenia. Kłamstwo jest skuteczne tak długo, jak długo w nie wierzysz. A jak zostało powiedziane - akurat jej czarnowłosy wiele zawdzięczał i czuł wobec niej pewną obowiązkowość.
- Spakuję swoje rzeczy i zdam klucz do posiadłości na dniach. - Zapewnił, by nie zaniedbać żadnych zobowiązań, jakie jeszcze miał wobec Katsumi. Potem? Potem pozostanie podróż. Wolna, lekka, kończąca się podpisaniem kolejnego paktu z diabłem. To nic, to naprawdę nic. Nie ma nad czym wykonywać plemiennego "shush", gdy nie było nad czym płakać i czego żałować. W końcu Shikarui już dawno temu pozbył się duszy.
Co innego miałby od niego diabeł odebrać?
Pożegnal się tak, jak powinno się żegnać z Shirei-kanem, do którego masz szacunek. Oficjalnie-nie-do-porzygu. Tak miała zakończyć się ta przygoda.

[/zt]
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Chise » 10 lip 2019, o 20:47

Nie zdążyła odejść daleko od placu treningowego, gdy usłyszała jak ktoś ją woła charakterystycznym, leniwym głosem. Znała ten głos aż za dobrze, choć Furu rzadko kiedy się do niej osobiście zwracał. Odwróciła się w jego stronę, obserwując zbliżającego się do niego nieśpiesznie chłopaka, który przyglądał się jej z ciekawością i niechęcią, mieszanką charakterystyczną dla niego.
- Yo - rzucił do niej, wpatrując się w oczy - Miło Cię WIDZIEĆ - dodał, akcentując ostatnie słowo, na co dziewczyna uniosła brew. Postanowiła jednak tego nie komentować.
- Dzień dobry, Furu - odpowiedziała spokojnie, po czym rozejrzała się dookoła - Szukałeś mnie? - zapytała niepewnie, nie widząc innego powodu dla którego miałby się znaleźć w okolicy pola treningowego.
- Nie, chciałem się powiesić, tylko sznur mi ukradli - powiedział ponuro, wyciągając z torby dwa listy - Shiga kazał ci to przekazać. Dosłownie kazał. Do tego jestem mu jeszcze potrzebny, jako darmowy posłaniec - oznajmił jej, po czym nie patrząc na jej zdumioną minę wcisnął jej do dłoni zwoje - Pozdrów brata jak go ZOBACZYSZ - dodał jeszcze, machnął dłonią i odszedł jak gdyby nigdy nic, zostawiając oniemiałą dziewczynę samą sobie.
Po tym jak się już otrząsnęła z tej niespodziewanej i niepokojącej wizycie, otworzyła list opisany jej imieniem, powoli rozczytując znaki , a właściwie je literując. W tym momencie cieszyła się, że rodzice mimo ślepoty nie zaniedbali jej edukacji w zakresie czytania i pisania, bo mogłoby być teraz niezręcznie uczyć się od zera, jak dzieciak. Po tym jak go przeczytała zajrzała także do drugiego listu. Gdy tylko zauważyła do kogo jest zaadresowany, zatrzymała się, zastanawiając się czy powinna go czytać, jednak koniec końców, przeczytała i pokiwała powoli głową. Zwinęła je tak, jak były na początku i włożyła do torby, na twarz zakładając maskę. Nie chciała się na ten moment chwalić oczami, o ile nie jest to konieczne, skąd ta osłona.
Do samej siedziby nie było daleko. Jak zwykle wejścia strzegli strażnicy, których minęła pewnie, bez zawahania. Następnie skierowała się w stronę gabinetu liderki. Nie zamierzała jednak ruszać prosto do drzwi, tylko do strażników przy nich, nie była przecież umówiona, musiała więc najpierw zapytać o jej dostępność. Ukłoniła się grzecznie na powitanie.
- Uchiha Chise. Chciałabym porozmawiać z Katsumi-sama, jeśli to możliwe. Czy jest u siebie? - zapytała ich oficjalnie, gotowa zaczekać w razie takiej konieczności. Tak to jest gdy się nie zapowiada swojej wizyty.
Chise
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 12 lip 2019, o 10:26

Dziewczę stawiło się w odpowiednim miejscu i pod odpowiednimi drzwiami. Ponownie, brak wzroku nie przeszkadzał ani trochę. Zapamiętała mniej więcej drogę do gabinetu liderki, a dalej pozostawało tylko nie wywalenie się na schodach. Będąc już przy gabinecie i strażnikach wygłosiła standardową wręcz formułkę której nie można było pominąć. Przedstawienie się i podanie powodu przybycia, oczywiste oczywistości. Strażnicy jedynie kiwnęli głowami i odsunęli się sprzed drzwi, aby zrobić miejsce dla gościa. Najwidoczniej nie było potrzeby czekać nawet w najmniejszym stopniu. Dziewczę weszło wiec do gabinetu na spotkanie z Katsumi. Mimo że nie była zapraszana ani oczekiwana, to liderka chyba przekazała instrukcje swoim ludziom. Kiedy pojawi się Chise, wpuścić. Albo coś w tym stylu.
Kobieta, rzecz jasna, siedziała już przy swoim biurku. Chise mogła zobaczyć ją pierwszy raz w całym jej majestacie i w pełnej krasie. Kobieta spełniająca wszystkie standardy kobiecego piękna i elegancji jednocześnie. Oczywiście że robiła wrażenie, musiała robić wrażenie. Każdy kto na nią spojrzał musiał mieć w głowie O tak, ona tutaj rządzi i to wrażenie sprawiała bez najmniejszych wątpliwości. Rzeczy w jej gabinecie, do tej pory absolutnie poza zasięgiem wzroku, teraz błyszczały w pełnej krasie. Szafki i ładnie poukładane zwoje, mapy zwinięte w kącie pomieszczenia. Osobna gablotka na duże zwoje, nieliczne ozdoby wykonane z kolorowego szkła i nawet niewielkie drzewko bonsai. Wszystkie te szczegóły od razu sprawiały, że pomieszczenie było czymś więcej niż tylko biurem władcy. Dawały mu charakter, jakkolwiek by to nie brzmiało.
- Witaj, Chise-san. Przyznam że czekałam na ciebie z niecierpliwością. Informacje o twoim powrocie do pełni sprawności już do mnie dotarły. I jak wrażenia? - zapytała się Katsumi, zaczynając nieco formalnie, ale ostatecznie przechodząc do dość otwartego pytania. Może była ciekawa jak czuje sie osoba która odzyskała wzrok? Sama raczej tego nie doświadczyła. Albo pytała o wrażenia odnośnie nowej serii bodźców które docierały do dziewczyny. Ręką skinęła na krzesło, żeby gość usiadł naprzeciwko biurka. Sama nic nie popijała, a kilka rozwiniętych zwojów na biurku i pędzelek wetknięty w kałamarz mówiły jasno, że była czymś zajęta. Ale najwidoczniej udało się jej chwilowo zawiesić obowiązki dla Chise. Mogła poczuć się wyróżniona, ale mogło to też znaczyć że po prostu wtrąciła się Katsumi w robotę.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2073
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kōtei (Osada Rodu Uchiha)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość