Obszar kwarantanny

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Obszar kwarantanny

Postprzez Murai » 24 cze 2019, o 17:29

Godzina bestii
Misja B dla Shikarui i Asaka
19/67+


W tej sytuacji każde podejście każdego uczestnika było w jakiś sposób poprawne i błędne jednocześnie. Akamatsu starał się zachować stoicyzm, krytycznie podchodząc do nowych informacji i przesiewając je przez aktualne wnioski, inne czynniki sytuacji i własną wiedzę. Wydawało się jedynie że był zbyt sceptyczny. Młodszy natychmiast podłapał świeże informacje, dopasowywał je do aktualnych niewiadomych i wyrzucał całe dotychczasowe rozumowanie do kosza. Zbyt łatwo dawał się przekabacać, u niego widać było zbyt małą krytyczność. Asaka? Ona ledwo co była w stanie poskładać własne myśli, a co dopiero znaleźć rozwiązanie tego wszystkiego. Ale też - kto normalny zarażony potencjalnie śmiertelną chorobą myślałby o wielkiej tragedii? Ją obchodziła jedynie tragedia osobista. Jedynie Shikarui, chłodno myślący facet. Stał w opozycji do praktycznie wszystkich. Miał dane i na ich podstawie wykuł nowe przypuszczenie. Teoretycznie pasowało wszystko, nadal było kilka elementów które nie pasowały, jak na przykład owe zboże, ale po to też się zgodził na ten układ, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. I żeby uratować tyłek swojej ukochanej. I żeby nieco zarobić. Szlachetne pobudki i zapełnienie sakwy, pożyteczne i przyjemne jednocześnie.
Duet w towarzystwie strażnika ruszył. Nie ufał im? To raczej względy czysto praktyczne. Zawsze mogli zwiać z obszaru odgrodzonego. Udawać, że chcą pomóc i pójść swoją drogą. Zaraza mogła się rozprzestrzenić. Więcej roboty, więcej ofiar. Nie można było brać ich płomiennych deklaracji na słowo honoru, trzeba było się upewnić. Strażnik więc i wskazywał drogę, dawał gwarancję porozmawiania z dowództwem i był ich przyzwoitką. Miło.
W końcu dotarli. Wioska była faktycznie, jak każdy widział. I faktycznie, po drodze natrafili na całkiem spore pola. Wycięte na łyso. Nie można było znaleźć śladu najmniejszej nawet rośliny. Całe zepsute zboże i inne produkty matki natury zostały spalone w cholerę, ślady po tym były widoczne pomimo narastającej powoli ciemności. Drzewa owocowe i krzewy także poszły, zostały po nich jedynie pnie i tyczki wspierające krzewy, kontrolujące ich wzrost i kierujące w odpowiedni sposób. Po drodze natrafili też na serię namiotów ułożonych wokoło ogniska. Pewnie tymczasowy obóz wojskowy dla przesiadujących na terenie zamkniętym, w tej konkretnej okolicy. Mniej więcej na środku osady utworzyło się zbiorowisko ludzi. Stali w kolejce, uporządkowani, grzecznie czekając na swoją kolej. Kolejka zaczynała się w miejscu stania wozu wypełnionego, oczywiście, paczkami z jedzeniem i zapasami. Paczki owinięte w cienki papier i zawiązane sznurkiem, różnej wielkości. Wojskowi kontrolowali cały proces, wydając je i odhaczając coś z długiej listy. Listy mieszkańców i obecnych w osadzie, zapewne. Kolejka nie była aż taka duża, co mogło dawać znać że jedzenie wydawane jest od jakiegoś czasu.
- Kapitanie. - Akamatsu zasalutował jednemu z mężczyzn przy wozie, kiedy tylko do niego dotarli. - Melduję powrót ze szlaku. Ciało uciekiniera zostało znalezione i zabezpieczone przed wejściem w interakcję z którymkolwiek z podróżnych. Spotkałem też tą dwójkę - złożył raport i kiwnął głową w ich kierunku - Zgodzili się nam pomóc w znalezieniu źródła zarazy. - mężczyzna do którego adresowane były te słowa, oderwał się od swojego zajęcia i spojrzał spode łba na nową dwójkę. Jego bujny wąs zasłaniający większą część twarzy zatrzepotał delikatnie. Wydawał się nieco gburowaty z twarzy, ale ocenianie ludzi po pozorach nie było najbardziej bystrym podejściem do poznawania nowych ludzi.
- Chyba wyraziłem się jasno, że mamy unikać wprowadzania nowych do obszaru zarażonego, nawet jeśli chcą pomagać. Pamiętacie to czy nie? I zdejmij tą szmatę z twarzy jak stoisz przede mną. - odburknął mężczyzna. Lekceważenie rozkazów na JEGO warcie? To był powód żeby nieco się zdenerwować. Szczęśliwie dla stanu Akamatsu i jego dumy jako żołnierza, szybko padła odpowiednia korekta jego raportu. I owa szmata została, zgodnie z rozkazem, zsunięta na dół.
- I tak są zarażeni, Kapitanie. Dodatkowo okoliczności ich zarażenia i posiadane umiejętności mogą być kluczowe i wnieść nowe informacje do sprawy i doprowadzić ją do końca. Proszę o ich wysłuchanie, Kapitanie. - powiedział. Ludzie stojący przed wozem i odbierający swoje paczki wlepili oczy w dwójkę nowo przybyłych. Skoro mogli coś zdziałać, to chyba byli dobrzy. I mogli to zakończyć, więc to tylko kolejny powód żeby dobrze ich zapamiętać. Dowódca ponownie zatrzepotał wąsem, po czym kiwnął głową.
- No dobrze, skoro tak stawiacie sprawę. Odebrać prowiant i wrócić do wykonywania swoich powinności. A wasza dwójka za mną. To nie jest miejsce na gadaninę. - po czym odeszli kawałek w bok, mijając budynki i znajdując się w okolicy pola namiotowego. W miejsce bardziej ustronne, ale nie aż tak daleko od tłumu. Mogło im to zapewnić na tyle prywatności żeby nie musieli martwić się o bycie podsłuchanym. A kontrolę wozu tymczasowo powierzono reszcie woja. Przejrzał jeszcze okolicę rozmowy swoim Sharinganem. Dwie "łezki" szybko przeglądnęły teren wokoło. W poszukiwaniu czego konkretnie...? Omiótł nim nawet Shikaruia i Asakę. Na szczęście wszystko wydawało się grać, dezaktywował swoje oczy i wrócił do normalnego "trybu".
- To mówcie zatem, od początku i dokładnie. Przede wszystkim coście za jedni. A potem wszystko co możecie i czego nie możecie. Słucham.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1876
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Shikarui » 25 cze 2019, o 09:07

Dobrze było mieć kogoś, kto potrafił się zająć paskudnymi ranami. Tymi mniej paskudnymi też. Chakra potrafiła służyć dobremu - no kto by pomyślał? Czemuś więcej, niż tylko zabijaniu. Jeszcze trzeba by było wyjść poza schemat, naprawdę w to uwierzyć. Dostrzec ten fenomen. Czarnowłosy miał klapki na oczach, których nie zamierzał i nie próbował ściągać. Leczysz wojowników po to, by zabijali dalej. By mordowali. To, co robią przeciętni, zwykli ludzie nigdy go nie obchodziło - w tym aspekcie, czy umierają, czy żyją dalej. Przecież tak bardzo lubił ich obserwować. Kiedy oni byli leczeni, konali, cierpieli, ninja robili wszystko to, co niby musieli robić, by tych przeciętnych obywateli chronić. Asaka nie była osobą, która walczyłaby ślepo o idylliczny, lepszy świat, jeśli nie miał on prawa bytu. Nie poświęcała się dla wszystkich, bo było to niepotrzebną statą energii, zdrowia i narażania tego zdrowia na całkowitą jego utratę. Taką, że żadne cudowne ręce otulone chakrą już nie pomogą. Tym nie mniej była w tym wszystkim zaklęta walka o coś lepszego. Dobro swojej rodziny? Och, naturalnie! Shikarui kiedyś śnił o wniesieniu posągu trwalszego niż spiż rodzinie Jugo. Wystarczyła jedna śmierć tej jednej, najzwyczajniejszej w świecie kobiety, która nie miała w sobie nawet grama chakry, by to marzenie rozpadło się w puch. Drobne pióra porwał wiatr i nie ostało się nic, na czym możnaby się wzbić w powietrze. Na szczęście nie miał skłonności do dramaturgii - dlatego byli tutaj, w drodze do schorowanej miejscowości, w której mogła ich czekać tylko zguba. Bo to, że panowała tam choroba zapewne było całkiem prawdziwe. Pytanie, jak bardzo prawdziwe było to, że tej chorobie dopomógł ktoś z zewnątrz. W tym - czy jakikolwiek innej sytuacji - posiadanie medyka u boku było bardzo cenną przewagą. Nawet jeśli ten medyk miałby im nie ufać, pilnować ich, czy cokolwiek innego. Czarnowłosy się nad tym nie zastanawiał, bo nie było takiej potrzeby. Zamiast tego przeanalizował, czy to mogłaby być pułapka przez kilka sekund, ale odtrąciwszy taką możliwość, pozwolił swoim myślom na trwanie w stanie nicości.
- To bardziej kontrola niż trenowanie. Tak sądzę. Tak jak Yamanaka kontrolują ciała innych. Robaki nie są zwyczajne, mają w sobie chakrę. - Nie zastanawiało go to do tej pory, bo nie uznał tego za ciekawe. Tak jak nie zastanawiało go to, jakim cudem jego oczy widzą tak daleko albo o co chodzi z tym tworzeniem kryształu, że skąd on się niby bierze i czemu z powietrza. Liczyly się dla niego efekty, nie przyczyna. Dobrze było jednak słyszeć, że Asaka jest w formie. Oznaczało to chociaż minimum stabilności dla niej samej. Można było sobie dopowiedzieć, jak dziewczyna zaczyna tworzyć fantazyjne wizje robaczków świętojańskich robiących salta i fikołki przy czujnym spojrzeniu młodego członka klanu Aburame. - Nie zastanawiałem się nad tym. - Bo kobiety już tak to miały, że jedna rzecz wywoływała u nich lawinę kolejnych rzeczy. Związki przyczynowo skutkowe pędziły i pędziły..! Na szczęście on bardzo lubił tego wszystkiego słuchać - nawet jeśli czasem kompletnie przerastała go abstrakcja. Teraz zaczynała, no bo jak to - mrówka robiąca salto?
W końcu dotarli na miejsce. Na miejsce, które... robiło wrażenie ponurego zbiegowiska. Taka ichniejsza komuna, wszyscy biegali z karteluszkami i modlili się o uszczknięcie dla siebie czegoś więcej. Sanada zatrzymał się, blisko Asaki, obejmując ją ramieniem, by potrzeć dłonią jej ramię dla otuchy, ciepła. Dla podkreślenia, że bliżej się być nie da... przynajmniej na oczach wszystkich ludzi. W końcu to tak nie wypada. Ponura rzeczywistość malowana była wzorcami malarii - dosłownie. Choroba przeżarla to miejsce na wskroś. Przedostała się do korzeni i zamieszkała w piwnicach domów. Zalęgła się w wodzie i każdej roślinie a potem, jak pasożyt, wyżarła całe życie, którego tylko dotknęła. Lawendowe oczy przesunęły się po otoczeniu, odbijając w zimnej tafli obraz zniszczenia. Obraz obok obrazu - ten lodowaty, pozbawiony wzruszeń i ten złoty. Czy nie przerażony, że przyszło mu się zetknąć z największym z wrogów, którego obawiał się od lat? W każdej barwie ta sceneria wydawała się być inna, bo odmienna była też w oczach medyka, który ich prowadził i kapitana, przed którego obliczem zostali postawieni. Na tego kapitana w końcu czarnowłosy spojrzał. Konkretny mężczyzna. Dobrze. Sanada naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na kolibanie się z debilami, kiedy jego żona nosiła paskudny ślad tej "zarazy" na swoim ciele. Przez całą krótką pogawędkę między dwójką odpowiedzialnych milczał i grzecznie potuptał za kapitanem, nie puszczając białowłosej.
- Sanada Shikarui i moja żona, Asaka. Prezentujemy Koseki. - Wkazał ją gestem. - Miałem okazję współpracować z Uchiha, jesteśmy więc do dyspozycji. - Pitu-pitu, pierdu-pierdu. Facet wyglądał na takiego, który nie potrzebował takich wstępów, ale przecież to nadal Sogen. Pewna kolejność zwyczajnie musiała zostać zachowana, by całość posiadala pewną autentyczność. Tak się wydawało czarnowłosemu. - Na tym terenie znajduje się dużo skupisko trujących robaków klanu Aburame. Ciągną się w głąb zarażonego terenu. Nie wiem, czy są odopwiedzialne za całą plagę, ale na pewno za część zgonów. - Przypatrywał się tym niesamowitym oczom. Kochał je. Magnetycznie przyciągały, jakby chciały wodzić na pokuszenie. Jakby chciały powiedzieć, że nie ma w ich tarczy czegoś, co mogłoby się ukryć. Sharingan był naprawdę niesamowitą zabawką. Na szczęście panowie z wąsami nigdy nie byli w jego guście. - Dostrzegam chakre moim doujutsu i widzę na odległość 5 kilometrów. Asaka włada kryształem.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Asaka » 25 cze 2019, o 20:22

Czy więc Asaka była w oczach Shikaruia hipokrytką? Sama była bronią, żywą bronią, bo nie potrzebowała nawet mieć kunaia w ręce, by zrobić komuś krzywdę. Wystarczyło tylko się skoncentrować, zmieszać w ciele dwa żywioły chakry i… sprawić, by ktoś zamienił się w kamień. Kryształowy kamień, który wystarczyło później… rozkruszyć, by tak jak z prochu powstał – w proch się obrócił. Mogła też siebie okryć kryształem i czekać, aż przeciwnikowi skończą się pomysły i opcje. Naprawdę była bronią, która nie potrzebowała widocznego na pierwszy rzut oka ostrza. A jednak… chciała nieco więcej od życia. Chciała czasami móc bardziej. By jej towarzysze, nagle ranni, nie padli, nim dojdą do szpitala. Bo kimże ona była? Rany same z siebie szybko się przecież nie zasklepiały. Różne były sytuacje. A jednak chciała czynić to dobro. Choć może bardziej egoistycznie niż wydawało się na pierwszy rzut oka – ale jednak. Więc czy była hipokrytką? Czy fioletowa tafla jeziora dostrzegała taką sprzeczność i się nią brzydziła? Czy raczej miał to zwyczajnie gdzieś? I tak źle, i tak niedobrze. Bo Asaka nie kryła się z tym, że chciałaby, kiedyś, w przyszłości. I jej rodzina również o tym wiedziała. Przeżyta epidemia odcisnęła swoje piętno, a teraz historia zatoczyła koło. Chciałaby pomóc – innym, obcym, po części też. Ale przede wszystkim chciała mieć narzędzia, by pomóc sobie. I swoim bliskim. Gdyby coś stało się Shikiemu, pewnie działałaby tak samo zdecydowanie jak teraz on. Ale przede wszystkim – nie lubiła być zależna od innych. Bo jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie. A Asaka potrafiła liczyć. Może nie tak zajebiście dobrze jak Sanada, który cyferki i liczby miał opanowane do perfekcji, ale radziła sobie sprawnie. Więc chciała liczyć na siebie, no i na Shikiego, który jak na razie wywiązywał się z zadania wzorowo. Nie miała zastrzeżeń, a przecież dość często coś jej nie grało, gdy czarnowłosy tak o sobie przejmował inicjatywę i korzystał z niej wybiórczo.
- W sensie myślisz, że te robaki są zmuszane? – bo z tym kojarzyła jej się kontrola innej istoty: z robieniem czegoś wbrew woli. U Yamanaka w większości przecież właśnie tak to wyglądało. Nie była zdziwiona, że Shikarui się nad tym nie zastanawiał. Z kolei Asaka uczepiła się tematu jak tonący ostatniego unoszącego się kawałka drewna, czując, że jeszcze chwila, i zatonie.
Nie było niczym dziwnym, że medyk wolał nie liczyć na ich prawdomówność, bo zwykle jest tak, że samemu sobie trzeba pewne sprawy dopilnować, by być ich pewnym. Na jego miejscu Asaka pewnie zrobiłaby to samo. Wolałaby nie ryzykować, że zakażenie gdzieś się wyrwie spod kontroli… chociaż już i tak było poza kontrolą, patrząc na to, jak niewiele trzeba było, by ciemnofioletowa plama wykwitła na jej ramieniu. Gdy doszli do Okury, dziewczyna rozglądała się dyskretnie wokół. Mała wioska? Większa? Faktycznie istniały tutaj ślady walki z jakąś zarazą. Łyse pola, pieńki świadczące o tym, że kiedyś rosły tutaj dumne drzewa dające cień w upalne dni… Namioty. No tak, pewnie zrobili z tego jakąś strefę wojskową czy coś. Żeby przypadkiem jakiś wieśniak nie próbował uciekać. To, że kolejka była mała niewiele Asace mówiło. Tak, mogło znaczyć, że jedzenie wydają od jakiegoś czasu, ale mogło też znaczyć, że nie każdy stoi w kolejce, albo, że mieszkańców jest niewielu. Nie przywiązała do tego większej wagi, przynajmniej nie na razie.
Krótka wymiana zdań. Białowłosa nie przerywała, tylko odpowiedziała na objęcie ją ręką, i bardziej zmniejszyła odległość dzielącą ją od fiołkowookiego. Słuchała w ciszy, obserwowała. Niesamowite oczy nie robiły na niej większego wrażenia. Napatrzyła się na nie w Sogen. I nie kochała ich. Doujutsu jak doujutsu; wychowana była w Karmazynowych Szczytach, gdzie jedynymi sąsiadami Daishi były prowincje, w których rządzili właściciele dwóch różnych dou. Sharinkan, oczywiście, był unikatowy, jak każde inne oczy, ale nie robił na niej wrażenia. Na oczy Shikiego też nie zareagowała popłochem, choć rzeczywiście, fascynujące było to, ze mógł widzieć na dalekie odległości. I słyszeć na dalekie odległości. To było dlań znacznie bardziej fascynujące niż jakieś śmieszne wzorki na oku. No i ta świecąca, czasami nawet upiornie, czerwień… Dziwnie podobna w barwie do jej własnego kryształu… Ona te oczy kochała, a nie te śmieszne „łezki”.
Skłoniła się lekko w geście szacunku i przywitania, gdy Tygrys ich przedstawił. Nie wtrącała się też, gdy mówił; zerkała tylko z ciekawością na powiewającego wąsa. Jakoś ten wąs jej tutaj nie pasował. Bo ninja z wąsem? Więcej sensu by miało, gdyby miał okrągłą, rumianą twarz i równie wydatny brzuszek opięty ciuszkami, niż… no. Ninja. Z wąsem. Wyobraźnia dziewczyny znowu zaczęła płatać figle.
Natomiast, gdy Shiki skończył, ona chrząknęła cicho i wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny. Nie w geście, by podać mu dłoń, absolutnie, lecz by mógł spojrzeć na odsłonięty kawałek skóry. W razye, gdyby nie wiedział gdzie patrzeć, zamierzała mu pomóc, bo drugą ręką wskazała na znamię.
- Z tego co zrozumiałam, zarażony miał na ciele tego typu plamy – no bo fajnie, medyk powiedział, że są zarażeni, Shiki gadał o robakach, ale w sumie nikt nie wyjaśnił skąd te wszystkie wnioski. I skąd tutaj oni. - Mam ją od niedawna. Ugryzł mnie komar – zwykle gadatliwa, teraz używała bardzo dużych skrótów. Zupełnie jakby zamienili się z Shikaruiem rolami. A no i musiało to brzmieć absurdalnie. „Ugryzł mnie komar”. No naprawdę… - Shikarui widział w nim i w pozostałych krążących obok nas, chakrę – jej to niewiele mówiło. Ale może kapitanowi Komaedzie powie więcej.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Murai » 25 cze 2019, o 23:16

Godzina bestii
Misja B dla Shikarui i Asaka
22/67+


Dowódca wyglądał osobliwie. Oczywiście skórzany lekki pancerz z symbolem rodu Uchiha na plecach jasno sygnalizował, z kim miało się styczność. Ale gdyby odjąć to i dodać nieco sadła tu i ówdzie, to na spokojnie można by go pomylić z typowym Ryu, samotnym alkoholikiem, stałym bywalcem karczm i oberży. No, jeszcze jego wąs, był na tyle elegancki, że nie sposób było go pomylić z kimkolwiek. Oczywiście wysłuchał duetu, sam zadał im pytanie kim są. I taką odpowiedź otrzymał, najwidoczniej satysfakcjonującą. Delikatnie się uśmiechnął, ale czy był to uśmiech pełen szczęścia czy kpiący - nie wiadomo. Interpretacje zależały od interpretującego. Mężczyzna oczywiście dokładnie słuchał i spojrzał nawet na znamię dziewczęcia. Nie mógł pominąć żadnego szczegółu, jego pozycja nie pozwalała mu na niesumienność.
- Hmh, rozumiem. A ja jestem Horikoshi Komaeda, dowodzę całą operacją. Więc powiadacie, że Aburame. Myśleliśmy nad tym. Szukaliśmy u ofiar oznak ugryzień, ale nic. Albo dobrze się kamuflowały skurwysyny. Ale skoro twierdzicie że widzieliście i że was ugryzł, no to mamy chyba dowód. Ale pierw to powiem wam, jak to się zaczęło. - rzekł. Odchrząknął kilka razy, wytężył swoje szare komórki i zaczął mówić. Miarowo, spokojnie, zerkając co jakiś czas na boki żeby potwierdzić, że są sami i tylko sami. Teraz, kiedy ktoś mógł podsłuchiwać i faktycznie pojawił się dowód ingerencji osób trzecich, trzeba było uważać.
-Zaczęło się chyba jakiś miesiąc temu. Wiecie, czas zasiewu niby ale sadzonki umarły natychmiast. Drzewa owocowe jakiś czas później. Więc no, od razu sprawdzili w ziemi, przekopywali pola ale znaleźli jedynie martwe robaki. Chyba takie zwykłe, ale teraz to i tak w ziemi nic nie ma. Glizdy nawet. Spalili wszystko w cholerę. Drzewa, rośliny i robale. Od razu pomyśleli o zarazie. I potem zaczęli chorować ludzie. Wodę sprawdzaliśmy, ona akurat czysta jest. Powietrze też zbadali, nic. Ale i tak na wszelki dajemy im racje wody też, jakbyśmy coś przeoczyli. Ogrodziliśmy tereny gdzie zaraportowano o umieraniu roślin. Przeszukaliśmy wszystkich ninja jacy byli na terenie, przesłuchaliśmy ich. Zrobiliśmy dokładny rekonesans ziemi, systemu wód pitnych. Nic. Nie wiadomo nawet gdzie to dokładnie się zaczęło i z jakiej przyczyny. - rzekł, a ostatnie słowa mogły poddawać pod wątpliwość kompetencję oddziałów przeszukujących. Nie wiadomo skąd się wzięło, powinni teoretycznie od razu założyć że zostało to wywołane przez kogoś. Naturalne klęski zawsze brały się skądś. Może podróżny przyniósł zarazę ze swoich terenów? Niewinna choroba przeniesiona przez pupila? Albo faktycznie zarażenie celowe. Opcji było dużo, ale ta jedna - celowe rozprzestrzenienie choróbska - wiodła prym w rankingu najbardziej prawdopodobnych.
- Ludzie zaczęli chorować tydzień po odkryciu zarazy. Też dobre pytanie jak. Objawy poważne nie są i tamten staruch był jedynym, który poszedł w kitę przez zarazę. Do tej pory myśleliśmy że zżarł coś powiązanego z zarazą a resztę zrobił jego wiek. Cała reszta dobrze się trzyma. Mają co prawda lekką wysypkę, w wielu miejscach zaczerwienia. Niektórzy przekrwione oczy. Ale żyją. Jeden czy dwóch ninja co tutaj byli się okazało medykami nawet, więc zaprzęgliśmy ich do pomocy. Siedzą albo w pracowni, jeden z budynków na szybko przerobiliśmy dla nich, albo chodzą po wioskach i biorą próbki. I starają się leczyć. Pomagają naszym w znalezieniu lekarstwa na to gówno. W sumie powinniście do nich pójść, ale teraz raczej nie. Już późno się robi. - spojrzał na powoli zachodzące słońce. Nie tak dawno temu była zima, dni nie były aż tak długie. I też tak ciepło znowu nie było. Komaeda ziewnął przeciągle, zasłaniając usta dłonią.
- Nie wiem co jeszcze mogłoby pomóc. Karczma może mieć miejsca, a jak nie to wam namiot rozbijemy. Tam też się lokują inni przyjezdni co akurat byli w momencie jak się zaczęło. Co tam jeszcze... z rolnikami, może coś zapomnieli powiedzieć? No ciężko no ciężko, niby wszystko przejrzane zostało. Ale ty lepiej widzisz od nas. W razie pomocy w obozie zawsze ktoś jest, żeby nie było. I dam im polecenia udzielenia wam wsparcia jak mogą. A, i macie to. Na jedzenie jakbyście potrzebowali i nocleg. - skończył. To chyba była odpowiednia chwila na pytania, zaraz po odebraniu niewielkiego skrawka papieru zapisanego drobnym maczkiem. Wydanie dziennych racji i udostępnienie namiotu. Tylko czy w tej sytuacji lekka płachta na kijkach ochroniłaby ich przed zagrożeniem? Ciche bzyczenie słychać wszędzie i wszędzie może być tak samo zabójcze.

ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1876
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Shikarui » 26 cze 2019, o 08:22

- Może mają wyjątkową więź ze swoimi właścicielami. Tak jak Inuzuka. - Wiedział, że Asaka musiała zająć czymś myślić, kiedy świat lekko osuwał się w dół. Przecież wywołano lawinę jeno lekkim uderzeniem komarzych skrzydeł. Uznawał branie udziału w takich konwersacjach za rozwijające, wymuszające na samym sobie wysilenie się, żeby wyjść poza strefę swojego komfortu w kwestii myślenia bardziej ambitnego - czyli tego właśnie kreatywnego. Poza tym nie mógłby umilknąć - nie kiedy wiedział, że białowłosa tego potrzebowała. A on się zazwyczaj świetnie bawił, kiedy udawało mu się zrobić ten pierwszy, wielko-mały krok i w końcu postarać się o rozumowanie bardziej otwarte. Hej, w końcu wtedy przed nimi była wizja kwadransa wędrówki! Tych cennych minut, w którym wszystko mogło się okazać jednym wielkim zbitkiem hipokryzji i prowadziło do myśli, w których żadne z rozwiązań nie było dobre. Wciąż i wciąż pojawiała się fascynacja, że było tak wiele rzeczy, których mogli się o sobie dowiedzieć, by poznać się wzajem.
Pokłonił się płytko przed mężczyznom przed nim, by pokazać swój szacunek w jego kierunku i jednocześnie pozdrowić go po formalnym przedstawieniu się. Jak tutejsza etykieta nakazywała. Niezbyt nisko, niezbyt płytko - tak, by w żadną stronę nie pokazać, że mężczyzna przed nim jest wyżej w hierarchii i jednocześnie tak, by oddać mu całą pałeczkę dowodzenia nad tym miejscem. W końcu teraz prezentował Karmazynowe Szczyty, nie podlegał więc tutejszej władzy. Jak dobrze, że białowłosa wszystko zawsze uzupełniała. Dopełniała luki oszczędności w słowach... swoją własną oszczędnością. Tak, to naprawdę nie było w jej stylu, ale rozumiał. Pamiętał to uczucie, kiedy wydawało mu się, że Śmierć objęła go swoimi ramionami i zamierzała zabrać razem ze sobą - a z nim i Akiego. To było dawno temu, ale pewnych uczuć nie dało się zapomnieć. Uczucia bycia zwierzyną, która jest goniona przez wyjątkowo sprawnego drapieżnika, przed którym nie było żadnej ucieczki. Poruszył palcami, zginając je w pięść - od najmniejszego po kciuk, gładką falą. Nie napiął jednak mięśni i zaraz te pięści zostały rozluźnione. Tak ciężko zawsze powiedzieć, ile w przeszłości kryło się demonów i zaprzepaszczonych szans, a ile uleciało z nich aniołów i szans na lepsze jutro. Może to wszystko powinno być liczone ilością dusz opuszczających puste ciała, porzucone, próchniejące truchła..?
- Martwe ciało miało na sobie wiele takich plam. - I takich chrost... jakby po ugryzieniu komara? Może tamten mężczyzna po prostu COŚ wiedział? Może wiedział zbyt wiele? Właśnie... dlaczego wcześniej na to nie wpadł? - Musi być powód, dla którego tamten mężczyzna został zabity. - Nie chodziło tylko o tylko, że uciekł. Przecież informacje dość gładko krążyły przez strażników do granicy, tak? - Sądzę, że martwy mógł posiadać jakieś informacje. Być może był czegoś świadkiem. Jeśli to możliwe, chciałbym sprawdzić jego dom i przepytać krewnych oraz znajomych. Czy znana jest godność i miejsce zamieszkania nieboszczyka? - Bardzo wiele się zmieniło szybciej niż zdążył to dobrze zanotować. Minęło już wiele lat od odzyskania wolności i nigdy by nie podejrzewał, że ze zwierzęcia wyrośnie na człowieka. Nie to, żeby w ludzkiej skórze było mu wygodniej - było za to inaczej, potrafiło być niezwykle miło. Pokochał tę skórę tak samo, jak kochał i akceptował swoją dziką naturę. Nie było żadnej niezgodności między łagodnością a brutalnością. Nie było w tym hipokryzji. Tak jak nie widział żadnej hipokryzji w Asace. Wszystkie te fragmenty w niej kochał i akceptował. Nie hipokryzja i nie ignorował tego, mając to gdzieś - on to uważał za połączenie, które doskonale budowało białowłosą i czyniło jego idealną partnerką, której mógł zaufać nawet gdy rzucał się na głęboką wodę. Przytaknął skinieniem głowy na słowa żony, że widział w nich chakrę. Małe ilości, ale jego wzrok był wystarczająco wypracowany i wyostrzony, by na najmniejsze minimum zwrócić uwagę. Zresztą każdy robal z chakrą odbiegał od normy. Czuł to przyjemne zadowolenie, malutkie, wewnątrz siebie. To, w którym był Tygrysem, który leżąc wygodnie na zielonym posłaniu w nie swojej dżungli mógł być świadkiem całkiem ciekawych wydarzeń... na przykład zbliżającej się wojny między Uchiha a Aburame. Jeśli nie wojny - na pewno napięcia. W końcu ten Aburame mógł być jakimś wyrzutkiem, lecz nawet jeśli wyrzutkiem był, Aburame przecież nie pozwolą na to, by członek ich klanu, ze wszystkimi swoimi sekretami ich kekkei genkai trafił w łapy potencjalnego wroga. Czarnowłosy nawet minimalnie uśmiechnął się pod nosem do tych myśli, co wyszło całkiem niewinnie - bo akurat odbierał karteczkę od Horikoshiego.
- Dziękujemy, Horikoshi-dono. Postaramy się załatwić sprawę szybko. - Przyobiecał i pokłonił się znów. Jeśli uzyskali wszystkie informacje to zdaje się, że odeszli. - Rozbijemy własny namiot, otoczysz go ze wszystkich stron kryształem. Dasz radę? W drobnych dziurach zawiesimy ubranie, wtopisz je w kryształ, żeby żaden robak się nie przedostał. Wystawimy warty, wezmę dłuższą. - Czy to coś da? Oj, coś na pewno. Czarnowłosy nie zamierzał ryzykować, że te robale miały jakiś system komunikacji ze swoim ninja i że zostaną uznani za zagrożenie. Skoro zaś zostaną zagrożeniem - pewnie ktoś zechce się ich pozbyć. - Jeśli to rzeczywiście Aburame, może dojść do poważnych spięć między rodami. - Podzielił się okruszkiem myśli, kiedy już odeszli od dowódcy. Powiedział to ciszej, ale nie dlatego, że była to tajemnica przed Horikoshi. Ten pewnie pierwsze co to o tym właśnie pomyślał. Nie byłoby po prostu dobrze, gdyby wszem i wobec wszyscy już wiedzieli, że są tu w konkretnym celu poszukiwania kogoś. - Powinniśmy postawić namiot dalej od wioski. - W zasadzie nawet nie trzeba było stawiać namiotu, wyłożenie posłań wystarczyło.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Asaka » 26 cze 2019, o 19:40

- Nie wiem jaką więź mają Inuzuka. W sumie nigdy żadnego nie widziałam. Wtedy nam się nie udało… - wtedy, to jest gdy leniwie sobie podróżowali z Sogen do Daishi i dotarli do Yusetsu. Asaka niestety nie zdążyła zobaczyć żadnego przedstawiciela tamtejszego klanu, bo widząc blokadę na granicy, zaczęła martwić się o swoją rodzinę i czym prędzej pognała przez Soso do domu. Było nawet blisko rozstania z Shikaruiem, ale… Ta dwójka tak bardzo nie chciała powiedzieć „żegnaj”, że te słowa nigdy nie padły, a czarnowłosy od tamtego czasu w zasadzie prawie ciągle był przy jej boku. Albo ona przy jego? Trudno powiedzieć, ale wiele od tamtego czasu się zmieniło.
Przez resztę drogi Asaka ciągnęła temat Inuzuka, Aburame i dzieliła się swoimi, pewnie w niektórych momentach abstrakcyjnymi, wizjami i pomysłami.
Gdy już oględziny jej zamienia zostały zakończone, dziewczyna zabrała rękę i mało brakowało, a znowu wcisnęłaby się w kojącą i bezpieczną przystań, jaką było ramię Shikiego. Zachowała jednak resztę rozsądku i po cofnięciu się i zbliżeniu do męża, tym razem nie szukała schronienia jako takiego, a stała obok, wyprostowana, pozbawiona tego rozluźnienia i gracji, które miała na co dzień. Teraz wyglądała na spiętą i napiętą jak struna na jakimś instrumencie. Ale nie chciała okazywać więcej słabości niż to było w ogóle… potrzebne? Nie. To nigdy nie było ni potrzebne, ni wskazane. Tym razem po prostu nie potrafiła się na czas dopasować. Nijak. Ale teraz, gdy byli w wiosce wyglądającej niemalże jak obóz, gdy wyglądało na to, ze rozmawiają z kapitanem, który ma łeb na karku, że… może faktycznie zdołają rozwikłać tę zagadkę i rozwiać niepewności… Jakoś poczuła się trochę lepiej. No i czarnowłosa podpora, ubrana w równie niewyróżniające się czarne ciuchy, wiele jej dawała. Był, pomagał jej, nie zostawił jej samej sobie z mętlikiem w głowie spowodowanym jego wiedzą i jego informacjami, a działał. O nic więcej nie mogła i nie chciała prosić.
- Tak… Zabiłam go jeszcze jak mnie gryzł. Zaraz później pojawiła się ta plama. Tamta dwójka medyków może potwierdzić, byli przy całym zdarzeniu – sprostowała i dodała jeszcze, nim wąsacz rozpoczął swoją opowieść o tym, jak to wszystko się w ogóle zaczęło.
A zaczęło się… niewinnie. Zawsze zaczyna się niewinnie. Ale to już panom medykom mówiła. Jej doświadczenia były dość… cóż. Podobne. Część się pokrywała, część była kompletnie różna. Z początku próbowała ukryć troskę, współczucie i strach, który Shikarui musiał wyczuwać, jak drapieżnik wyczuwa ofiarę, po odorze przerażenia, ale ta dziwna mieszanina emocji musiała mieć odzwierciedlenie w jej twarzy. Rzadko kiedy potrafiła coś ukryć. Kiedyś powiedziałaby, że właśnie przez tę bogatą mimikę byłaby kiepską aktorką, a później zastępowała aktorkę w teatrze… i to właśnie sprawiło, że była taka dobra. Ekspresyjna. Naturalna. Więc może nie tak trudno było kłamać, grać i ukrywać? Tylko najpierw jeszcze trzeba było chcieć i się starać. A teraz Asaka była bardzo od tego daleka.
- Naprawdę myślisz, że to bardzo zaplanowane działanie? – duże, złote oczy, rozszerzyły się ze zdziwieniem. Morderstwo? Bo dziadek mogł coś wiedzieć? Tak na dobrą sprawę Asaka nie wiedziała nawet, że tam wtedy to był trup jakiegoś starca, jakoś nawet się nad tym w ogóle nie zastanawiała. Z drugiej strony ile w tych wszystkich „atakach” na ludzi, które jawiły się plamami, bąblami i zaczerwienieniami było zaplanowanego działania a ile dzieła chaosu? Oo komarki (jakoś w głowie Asaki lepiej tutaj brzmiały motylki, ale mniejsza), lećcie i wbijajcie swoje kłujki w kogo popadnie! No i ona mogła być zupełnie losową ofiarą… Albo może nie. A jeśli nie… to musieli być obserwowani. Ale Shikarui nikogo nie widział… Więc? Ciemne brwi zmarszczyły się od tego wysiłku i mętliku w głowie, i w sumie nic już nie powiedziała. Przynajmniej nie na razie.
Asaka podziękowała jeszcze jednym skłonieniem karku za całą historię, tropy, które mogliby zbadać i za kartkę, którą dostali. Rzeczywiście, namiot nie był im potrzebny. Shikarui nosił zapieczętowany w zwoju jeden, taki dwuosobowy. Byli przygotowani na podróż, bo i nieraz przyszło im nocować w szczerym polu czy w lesie. Kryształ może i zapewniał im bezpieczeństwo, ale na pewno nie prywatność…
- Mhm, też o tym myślałam – tss, czy da radę? A dlaczego miałaby nie dać? W głowie już przestało jej się kręcić, i teraz była już tylko skołowana. Plama nie swędziała. Nic nie robiła, oprócz tego, że była. Nie dawała o sobie zapomnieć i denerwowała. - Na co chcesz brać warty, jak będziemy pod namiotem i jeszcze kryształową kopułą? – no jakoś… co. Od dołu się komary przekopią? - Nie chcę, żebyś się forsował. Nie czuję się źle, Shikarui. Jak koniecznie chcesz warty, to chociaż takie same – dopowiedziała jeszcze. Jedna z jej dłuższych wypowiedzi. Ale chyba po prostu łatwiej rozmawiało się z nim, przy kim nie trzeba było nikogo udawać, niż przed tymi Sogeńczykami, których fanką nie była. Mieli za dużego kija w dupie. Shiki też nie był rozrywkowy, ale u niego… U niego to było urocze. - Po prostu… Po prostu nie wiem co mam myśleć. Jak się zachować. Nie wiem czy to nie jest jakaś podpucha, czy źródło do szerzenia paniki… czy notka z opóźnionym zapłonem – mówiła to, gdy byli już na uboczu, tak jak Sanada chciał, nie w wiosce. Asaka była aktualnie pełna wielu emocji, ale żadna nie była pozytywna. Mętlik, mętlik w głowie…
Tak jak było powiedziane, rozbili namiot, rozłożyli posłania, a następnie Asaka wzięła się do roboty. Skupiła chakrę, by wokół ich miejsca noclegu wznieść rubinową kopułę – zaplanowała to tak, by znalazły się w niej otwory, by się nie podusili, i w trakcie wznoszenia, pozakrywała je szczelnie skrawkami materiału. Mieli też oczy Shikiego więc… raczej żaden nieproszony, wypełniony chakrą komar się nie przedostał, prawda?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Murai » 26 cze 2019, o 20:29

Godzina bestii
Misja B dla Shikarui i Asaka
25/67+


Nadal wiele rzeczy nie było pewnych, pozostawało w domysłach i przypuszczeniach. Ale po to właśnie dwójka musiała uzyskać informacje z innych źródeł. Gdyby rozwiązanie podane było na srebrnej tacy, to jaki byłby sens angażowania się w te wydarzenia? Strażnicy mogliby rozwiązać problem sami z siebie, a oni dostaliby jedynie zastrzyk i tyle, mogliby sobie iść. Ale parszywe szczęście duetu zmusiło ich wręcz do wzięcia udziału w tym wszystkim. Nie mieli wyboru, nie jeśli potencjalnie chcieli z tego wyjść żywymi.
- Zakładając że teoria o Aburame jest prawdziwa, to bardzo możliwe. Z tego co mi wiadomo to trup nazywał się Sakimichi. Senior rodziny, żona zmarła kilka lat temu na zawał. On i synowie uprawiali rolę na kilku polach. Taki wesoły dziadek, ale po alkoholu podobno wyrwał sąsiadowi drzwi z zawiasów i go nimi zdzielił. W wieku osiemdziesięciu lat. Nie wiem, może ważne. - powiedział w odpowiedzi na spojrzenia rozmówców, jak gdyby usprawiedliwiając swoje nieprofesjonalne wtrącenie. Odchrząknął i kontynuował dalej - Raczej wrogów nie miał, a ten od drzwi to nawet miał tego nie pamiętać. Przed śmiercią pamiętam chodził wszędzie do każdego i pytał o tą zarazę. Jak gdyby pomóc nam chciał, ale namolny był przy tym jak cholera. Dom jego to ten. - wskazał na jeden z budynków, faktycznie całkiem blisko pól rolnych. Nie żeby jakiś dom był od nich daleko, pola były praktycznie wszędzie naokoło.
- Już o nim wiedzą. - dodał. Informacja mimo pozorów ważna, jakby to na ich głowie miało leżeć informowanie rodziny o śmierci ich ojca... No to zdecydowanie nie powinien być ich obowiązek. A ci ludzie mieli czas na ochłonięcie, uspokojenie się. Pogodzenie z bolesną stratą. Nadal nie minęło tego czasu wiele, ale nadal lepsze to niż przepytywanie o martwego od razu po ujawnieniu jego śmierci.
- Pewnie. Będziecie się rzucać w oczy, uważajcie na siebie. - powiedział, kiwając głową na pożegnanie. Po tym zwrócił się w kierunku wozu żeby powrócić do pełnienia swoich obowiązków. A duet został pozostawiony samemu sobie. Mogli teraz wziąć racje, namiot, znaleźć miejsce i zabezpieczyć je kryształem. Zdecydowanie by się to wyróżniało, nie było nawet sensu pytać o ochronę reszty wojskowej populacji osady. Nie mogli być przecież w stu procentach zależni od obcych ninja.
Przez noc, szczęśliwie, nic się nie wydarzyło. Ochrona z kryształu nawet nie próbowała być ruszoną, kapitan pewnie wydał stosowne oświadczenie swoim podwładnym. Poranek zastał duet w pełni wypoczęty i gotowy do działania. Mogli nawet udać się po rację wody i jedzenia. Wszystko było w jak najlepszym porządku, poza faktem bycia potencjalnie zarażonymi śmiertelną w skutkach chorobą. A sam fakt bycia bardzo specyficznymi i spostrzegawczymi ninja, mógł już zwrócić uwagę Aburame. Musieli mieć się na baczności. Czyli zupełnie jak w każdej innej sytuacji zagrożenia żyia
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1876
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Shikarui » 26 cze 2019, o 23:09

Podejrzenia w głowie czarnowłosego potrafiły rosnąć tak samo szybko jak i szybko malały. Przewidywał, bo nie lubił być zaskoczony. Zazwyczaj i tak był. Tak i zapewne stanie się tutaj - zawsze był ten jeden element, nad którym nie dało się w pełni zapanować i pozostał zakryty. Czekał w zakamarkach półmroku, żeby dobrać się do skóry w najmniej odpowiednim momencie. Asaka lubiła go czasem nazywać paranoikiem, może naprawdę go za takiego miała? W swoich własnych oczach taki nie był. Bo nawet gdy wpadał w szereg podejrzeń, nie poddawał się im. Było mało rzeczy, które go przerażały i bardzo niewiele tych, które budziły w nim strach, dlatego ta paranoja nie miała podłoża do rozkwitu. Zwłaszcza, że swoje podejrzenia potrafił bardzo gładko sitować i wyrzucać te zbędne, niepotrzebne, co tylko zaśmiecały myśli. Inną sprawą czy robił to trafnie czy też nie. W końcu był tylko Tygrysem, a w gestii tygrysiej było kierowanie się instynktem, który nie był boski. Potrafił być więc błędny, choć szczerze? Czarnowłosy jeszcze nigdy się na tym instynkcie nie zawiódł. Pewnie kiedyś będzie musiał być ten pierwszy raz.
Można by uznać za wielki gest, że Sanada nie chciał iść od razu do rodziny zmarłego i go wypytać o szczegóły, ale nie, to nie był wielki gest. To była zwykła potrzeba wypoczynku - nic więcej. Obejrzał się na dom nieboszczyka, ale powoli zapadał zmierzch - więc i widoczność była coraz gorsza. Zanotować wszystkie informacje, zapamiętać je wszystkie. Czuł się zdecydowanie bardziej pobudzony niż być powinien. Blask życia nie opuszczał jego zawsze martwych, pozbawionych tchnienia oczu od momentu, w którym białowłosa została ukąszona. Tylko delikatnie się zmieniał. Od napięcia po działanie. A teraz? Strach Wilczycy był dla niego tak wyraźny, jak wyraźna była chakra u ninja. Jak wyraźna była fioletowa plama na skórze Białego Wilka. Czuł go podskórnie - i ten strach działał w ten pobudzający sposób, jak kofeina.
- W tamtej okolicy nie było komarów. Ta mała garstka nie była tak agresywna, żeby tak pogryźć dorosłego człowieka. - To było jego własne, maleńkie domino. Kiedy już poustawiał kosteczki, wystarczyło popchnąć pierwszą z nich i... waliły się. Nie płynnie, wiele im jeszcze brakowało, zresztą nie zamierzał utwierdzać się w jednym przekonaniu, jeśli możliwości mogło być wiele. Włącznie z tym, że zginą tutaj, ponieważ to naprawdę była choroba. Choć po tym, jak mówili o robalach w ziemi... oh well. - Komary zlatywały w tę okolicę. Z różnych kierunków. Zmarł tylko jeden uciekinier. Aburame nie powinno zależeć na utrzymaniu tutaj jednego starego człowieka. Więc czemu zginął? - Trzy godziny to wystarczająco, żeby komary się rozleciały i wróciły do swojego właściciela z ciężkiej misji. Ostały się ich resztki przy tej magicznej granicy, gdzie niby zaraza miała jeszcze nie dotrzeć. To nie była teoria idealna, dlatego nie brał jej za pewnik, za to za mocną możliwość.
- Przeznaczenie wydaje się wyraźnie zbiegać. - W końcu w jego świecie nie było przypadków. - Możliwe. Dlatego nie będziemy się z tą teorią obnosić. - Rozłożył narmiot, kiedy Asaka tworzyła wokół nich kopułę. Zamontowali eleganckie okienka i wszystko było cacy. - Jesteśmy wśród wrogów. - Zamrugał, zastanawiając się nad tym pytaniem. No jak to dlaczego? W końcu ktoś mógł przyjść, zerwać materiał. Przeprowadzić celowy sabotaż! Nie wiedział, jak działał ten potencjalny wróg, który miał się tu skryć, za to wiedział, co on by na miejscu tego ninjy zrobił. Z tym, że zapominał, że nie wszyscy mogą sobie siedząc na dupie kontrolować teren 5 kilometrów wokół. - Cieszę się, że dobrze się czujesz. - To nie brzmiało wcale na radość, ale to końcu typowy on. A cieszył się naprawdę. Brał różne opcje pod uwagę w celu uratowania życia Asaki i wolał żadnej się nie podejmować. Tak było dobrze - kiedy nic się z plamą nie działo. Dotknął jej czoła by sprawdzić, czy czasem nie ma gorączki. Wszystko było w porządku.
Tak nadszedł sen. Po nim zaś - poranek.
Kiedy już złożyli wszystkie pierdoły, zapieczętowali je, Asaka zniszczyła swój kryształ, poszli po poranny przy... nie, nie poszli. Lepiej było zjeść własne jedzenie, a tego zawsze mieli pod dostatkiem. Błogosławieństwo zwojów. Zjedli, pozbierali się i byli dopiero wtedy gotowi do działania. W czasie posiłku już czarnowłosy zaczął bardzo dokładnie sprawdzać teren wokół wizją teleskopową. Pięć kilometrów od punktu w którym był - dookoła. Szukał robaków. I szukał wszystkich ninja, którzy w promieniu tego 5 kilometra byli.
Potem mogli się udać do domu zmarłego.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 29 cze 2019, o 17:41 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Asaka » 28 cze 2019, o 22:06

Jaka była Okura każdy widział. Mała wioska, wszędzie, gdzie okiem sięgnąć pola. Pola, pola, pola. Pojedyncze drzewka dające cień – albo przynajmniej kiedyś były, bo teraz zostały tylko pozostałości po rozłożystych dębach i pięknie pachnących wiśniach. Spokojna wioska, ktoś mógłby powiedzieć, i pewnie właśnie tak było. Do czasu. Choć nawet teraz, gdy „zaraza” szalała i dotykała wszystko i wszystkich, wydawało się tutaj… spokojnie. Tak, ludzie stawali w kolejce po jedzenie i wodę, tak, było tutaj jakieś wojsko, tak, biegali medycy… Ale nadal był tutaj taki… spokój. Cisza przed burzą? Trudno powiedzieć…
Kolejne tłumaczenie Shikiego były… w zasadzie coś w tym było. Musiało być. Wszystko wskazywało na to, że ten jeden mężczyzna, przypadkowa ofiara, wcale taka przypadkowa nie była. Nie, Asaka również nie wierzyła w przypadki, a bardziej w zrządzenia losu. W z góry ustalony ciąg zdarzeń nie - al– w z góry ustalone pewne sytuacje, spotkania, takie małe kamienie milowe, do których prowadziły różne drogi – i na te drogi mieliśmy już wpływ. Uważała, że nic nie działo się bez przyczyny, a jedynie efekt takich spotkań zależał od nas samych. Wierzyła w to, że musiała się dostać do Seiyamy, w ten czy inny sposób, że Los musiała ją (mniej) delikatnie pchnąć w plecy, by nadać kierunek jej drodze. Wierzyła, że musiała trafić do Sogen, by spotkać tam Shikaruia. To spotkanie mogło się skończyć rożnie, mogli skoczyć sobie do gardeł, mogła warknąć na niego, żeby spadał na drzewo prostować banany, mogli rozejść się po drodze. To zależało tylko od nich. Ale samo to, że zamienili ze sobą choć słowo – już nie.
- Sakimichi… Dobrze, dziękujemy – nie, dzisiaj na pewno nie zamierzała nigdzie iść, łomotać w drzwi, a potem wchodzić tam z buta i pytać o ojca-nieboszczyka. Raz, ze nie wypadało, ona nie czuła się tak tragicznie, by teraz czuli nóż na gardle i walczyli z czasem, poza tym tak po ciemku… Obcy tu byli, dopiero co przyleźli, na pewno już ludzie gapili się na dwójkę wędrowców, na czerń i biel – w Sogen jej uroda zwykle zwracała uwagę. Przywykła już do tego, ale gdyby tacy obcy od razu zaczęli rozpytywać, mogłoby się okazać, że nikt nie będzie chciał gadać. Bo nie i już.
Trzeba było wymyślić o co zapytać rodzinę zmarłego… Nic przeszukiwać nie będą musieli, oczy Shikiego mogą to zrobić bez wzbudzania dziwnych podejrzeń. Ot, tylko rozmowa… I wypadałoby porozmawiać też z tymi medykami, którzy pracują nad odtrutką… dać swoją próbkę – bo komendant mówił, że zbierają od ludzi z Okury i… okolicznych wiosek. Cały czas też szukała w sobie objawów. Że coś się z nią dzieje – nie działo się nic i to było chyba jeszcze bardziej podejrzane prawdę mówiąc. A jeżeli jej coś by się zaczęło dziać – to czy Shikiemu też? Nie został ukąszony, ale czy to, że próbował wyssać jej krew, niewidzialną truciznę, nie zaszkodziło i jemu? Czy na ciele, gdzieś pod ubraniem, tak, że teraz nie było tego widać, nie wykwitły jakieś śliwkowe plamy…? Czy ta, którą ona ma jest jedyną czy też mogłaby mieć ich więcej? Tyle pytań… tak mało odpowiedzi.
- Przecież nie zrobię tak dużych otworów, żeby można było przez nie przejść. A jak ktoś będzie majstrować przy krysztale, to nie zrobi tego cicho, obudzimy się – zamierzała twardo stać na swoim i chociaż częściowo sprawić, żeby oboje się wyspali. Bo to i tak nie będzie proste. Ona, łatwo zasypiająca, ale z miliardem myśli – pewnie nie uda się to tak łatwo. I Shiki z problemem z zasypianiem, kręcący się zawsze na posłaniu jak jakiś niespokojny zwierzak. Branie wart sprawiłoby, że mieliby jeszcze mniej snu. A wyglądało na to, że chyba oboje powinni być wypoczęci, by móc zacząć działać. Przede wszystkim ona musiała zebrać się do kupy, w garść i przestać się nad sobą rozczulać. Tak, Shikarui był bardzo ostrożny. To, jak potrafił zareagować na niespodziewany dotyk, jak zwierzę przyparte do muru, które jedyne co może by się obronić, to atakować, mogło sprawić, że myślało się o paranoi. Ale Asaka paranoi w tym nie widziała. Widziała za to człowieka, którego ktoś w życiu bardzo mocno skrzywdził. Wiedziała nawet kto.
Zgodnie z przewidywaniami, wcale nie zasnęła tak prędko. Ale poranek przyszedł o wiele zbyt szybko.
Zebrali wszystko, posprzątali, jak przykładni obywatele. Ach, tak, musieli rzucać się w oczy, ale Asaka nie zwracała na to uwagi. Nie przeszkadzała Sanadzie w oględzinach otoczenia, gdy jego fiołkowe oczy oblały się czerwienią. A gdy już to mieli za sobą, w pierwszej kolejności udali się do wskazanego im domu nieboszczyka Sakimichiego. Tam zatrzymali się pod drzwiami i Asaka dość mocno zapukała pięścią w drzwi – ale nie tak, jakby chciała je wyważyć, a po prostu, by ją usłyszano. I gdy zostaną otwarte – wtedy w pierwszej chwili skłoni się, by złożyć kondolencje.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Murai » 29 cze 2019, o 17:49

Godzina bestii
Misja B dla Shikarui i Asaka
28/67+


Przebywając w obszarze gdzie coś niewątpliwie się działo, trzeba było zachować ostrożność praktycznie na każdym poziomie, a odpoczynek był najlepszym momentem do ataku. Kiedy człowiek jest odcięty od świata w śnie, jest bezbronny. Nie może powstrzymać poderżnięcia gardła, a już tym bardziej nie zatrzyma robaków. Dlatego stworzenie bariery z kryształu było rozwiązaniem dobrym. Stosunkowo okazałym i wzbudzającym uwagę, ale skutecznym. Rano duet podjął dodatkowe środki ostrożności. Własne jedzenie zamiast tego z przedziału? Kto wie, może to podawane przez żołnierzy było zakażone? Może ktoś sam je truł, ukradkiem i bez wiedzy ludzi wokoło? Niektórzy takie zachowanie uznaliby za przejaw paranoi, ale teraz? Jak najbardziej.
Dom wskazany przez Koaedę był ulokowany na granicy wioski, był chyba najbardziej wysunięty od reszty. Niezbyt spory, przeciętnych rozmiarów. W porządnym stanie. Z niewielkim obejściem wokół domu, którego granicę wyznaczały deski ułożone w całkiem elegancki płot. Na terenie tej posiadłości dało się znaleźć kilka nietypowych rzeczy, których w porządnych osadach ciężko było oczekiwać. Buda dla psa, w której jednak nikogo nie było. Łańcuch już dawno zardzewiał, zwinięty na kołku przyczepionym do budki. W rogu obejścia stała też niewielka, już mniej zaniedbana, budka z narzędziami. Ziemia na tym terenie była zadbana, wszelka zieleń usunięta. Pozostała jedynie prosta, goła ziemia. Nie mieli też żadnych zwierząt gospodarskich, żadnych zabudowań mających na celu chowanie zwierząt.
Duet wszedł na posesję i zapukał w drzwi. Po kilku dłuższych chwilach drzwi otworzyły się i stanął w nich jakiś mężczyzna. Odziany prosto i schludnie, ale bez fajerwerków. Mimo to widać było w nim jakąś nutkę elegancji. Może to ta biała i gładka koszulka, może ledwo widoczne ślady po brzytwie usuwającej zarost. Nie można mu odmówić prób wyglądania jak w pełni cywilizowany członek społeczeństwa, zdradzał go głównie nieobecny wzrok i lekki zapach alkoholu unoszący się w powietrzu.
- Cojest? - zapytał się, patrząc to na Shikaruia to na Asakę. Powoli przejeżdżał wzrokiem, a zatrzymał się na dłużej w momencie skłonienia się Asaki.
- Wy nowi, nie? Gadał mi syn że jakieś ninja się pojawiły, co przykryły się szkłem. - mruknął. Trzymał się pewnie na swoich nogach, jedynie częściowo opierając się o framugę drzwi.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1876
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Shikarui » 29 cze 2019, o 18:26

Paranoja, paranoja. Na każdym kroku i w każdej czarnej godzinie właśnie ta Pani - Paranoja. Całkiem ładne imię dla całkiem niezłej suki. Czarnowłosy uznawał tę paranoiczną zaradność za coś bardzo potrzebnego. Wolał nie wypocząć dobrze, ale być pewnym, że jest bezpieczny. Wolał nie zjeść, ale wiedzieć, że jest bezpieczny. Całkiem ładne imię dla całkiem miłego Pana - Bezpieczeństwo. Dzięki wszelkim bogom, że Asaka wytrzymywała z takim, co lubił chodzić w towarzystwie tej pary, która dla niego była niezrozłączna - dlatego pod tym kątem wcale nie uważał samego siebie za nienormalnego. Choć pewne jego reakcje nienormalne były. Jak to, że wystarczyło go dotknąć, kiedy wychodził ze stanu skupienia i kończyło się to w najmniej odpowiedni i najmniej przyjacielski sposób, w jaki może - skoro już o towarzystwie mowa. Ponoć męska przyjaźń zaczynała się od pierwszego, prawego sierpowego. Przynajmniej ta prawdziwa. Ale o tym towarzyszu dzisiaj rozprawiać nie będziemy. Nie w miejscu, które poruszało wszystkie najbardziej bolesne struny białowłosej Wilczycy u jego boku. Tu, gdzie wszystko było bliższe dziwactwu i niespokojnemu snu, niż jawie, którą możesz dotknąć każdym opuszkiem swoich palców. Tak skrajnie różniło się to od rozświetlonego, obesranego przez mewy Sogen, że zaczynało się wierzyć w możliwość teleportacji. Przekraczasz pewien próg świata, by znaleźć się za moment w następnym. Tu nawet drzewa były szare, oblazłe z liści, obumarłe. Trawa? Jeśli była, zdawała się gnić. Lecz czemu? Przecież w Sogen potrafili mieć takie bujne pastwiska i pola... No właśnie TEMU. Z tego samego powodu, z którego nie chciał jeść jedzenia, które tutaj było podawane. Dobrze jednak, że była z nim białowłosa. Potrafiła ona powstrzymać czarnowłosego przed niepotrzebnym męczeniem się, gdy rzeczywiście nie było takiej potrzeby - jak tamtej nocy. Miała przecież rację, całkowitą. Choć i tak jego sen był wyjątkowo niespokojny i płytki.
Medycy-ninja, dobrze. W razie czego pomogą, jeśli będzie taka potrzeba. Nie zatrzymywał się na nich tak jak na zwykłych ludziach, którzy nosili w sobie minimalne, śladowe ilości chakry. Łatwo było ich przesitować na tym etapie rozwoju doujutsu z prawdziwymi wojownikami. Dalej? Drogi, zniszczone pola, stopniałe lasy - jak metal potrafił topić się w lawie. Wioski, wioski, wioski, drogi. Mieszkańcy zwykli, bardziej niezwykli... Ninja. Dwójka podróżujących ninja - na nich się na moment czarnowłosy zatrzymał. Na ich twarzach, na ich stanie. Na torze drogi, z której szli i do której szli. Lecz tylko na moment, bo gdy komary wokół nich nie latały, tracili na swojej wartości. Troszkę. W końcu na tym terenie zbyt wielu ninja być nie powinno, dlatego czarnowłosy sobie zapamiętał ich buźki. Być może zagrają jakąś kluczową rolę w tym przedstawieniu pisanym piórem obcego klanu. Zwłaszcza, że kierowali się właśnie tutaj. Czy wyglądali na zarażonych? A potem... Potem w końcu zrobiło się ciekawie.
- Znalazłem. - Rozległ się w końcu jego głos, po dość długim milczeniu. Nie to, że nie mógł rozmawiać, kiedy przeszukiwał okolicę, ale jego zmysły były w pełni skupione na tym, co robi. Na nasłuchiwaniu również. Jak to jest? Gdzie komary, tam jest też ich właściciel? "Przybliżył się" (oczyma) do tego miejsca, pod ziemię, gdzie niczego nie było widać. Więc i nie było tam źródła światła. Wabiony w tamto miejsce jak zbłąkany podróżnik na bagnach za błędnym ognikiem. Szukał tam czegoś poza komarami - ich właściciela. Był tam? Jeśli tak - czemu w ciemnościach? A może gdzieś w tych głębinach był oświetlony korytarz? Szukanie pod ziemią po omacku nie miało najmniejszego sensu i nie zamierzał tego robić, tylko straciłby ciemną chakrę. Obszukał wyłącznie obszar, w którym wyczuwał komary. I słyszał ich upierdliwe brzęczenie. - Pod ziemią, 30 minut stąd jest skupisko komarów. - Rozluźnił ramiona, które odkrył, że miał napięte. Nawet przestał przez moment jeść, tak mocno skupił się na tym, co robił. - Nigdy nie sądziłem, że 50 notek może się naprawdę przydać. - To miał być trochę żarcik, tak na rozluźnienie atmosfery. Żeby chociaż trochę białowłosa się uśmiechnęła. Zerknął nawet na nią i lekko się uśmiechnął pod nosem, dając znać, że to naprawdę miał być żarcik.
- Mamy uprawnienie na prowadzenie śledztwa, proszę współpracować. - Darował sobie składanie kondolencji, nie polubił tego mężczyzny. Od pierwszego spojrzenia. Jakby to była jakakolwiek nowość, rzecz jasna. Chociaż... kiedy Asaka je złożyła, to wypadało. W końcu trzeba wyjść na chociaż minimalnie wychowanego, żeby motłoch w ogóle chciał współpracować. - Moje kondolencje. Asaka, przepytasz pana? Chciałbym się rozejrzeć po pokoju zmarłego. Mam nadzieję, że to nie problem? Prawdopodobnie jest kluczem do pomszczenia pana przodka i sprowadzenia sprawiedliwości. - Pozwoli czy nie - czarnowłosy i tak zamierzał to zrobić. Tylko wolał bardziej organoleptycznie w tym wypadku. I chociaż mężczyzna przed nimi nie wyglądał na takiego, który by łaknął jakiekolwiek sprawiedliwości, jakoś tak instynktowie zagrał na tej strunie, przyjmując postawę jakże profesjonalnego ninjy. I tylko on i Asaka wiedzieli, jak bardzo to do niego nie pasowało i jak dalekie było od prawdy. Tej, która w tym miejscu nie miała być wymieniania.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Asaka » 30 cze 2019, o 10:17

Ktoś musiał pilnować i dbać o tę drugą osobę. Shikarui dbał o nią, pokazywał to dzisiaj na każdym kroku, a ona dbała o niego. Znała jego skłonności. Że wolał nie jeść, nie spać, a potem robić dobrą minę do złej gry. Tylko, że w chwili faktycznego ataku kogoś trzeciego, pusty brzuch i brak snu w końcu mogły się na nim odbić. A trzeba było być przygotowanym przecież na wszystko. Dlatego o ile mogła – stopowała jego autodestrukcyjne zapędy i ślepe poddawanie się tej paranoi bezpieczeństwa; wszak pod tym względem była przecież idealną partnerką. Mogła stawiać kryształowe bariery i mury, obwarować ich nimi i w większości zminimalizować atak z zaskoczenia. A oni mogli sobie pospać jak Amaterasu przykazała i nie przejmować się tak bardzo. Kiedyś i ona odczuła skutek tego, jak czarnowłosy reaguje na niespodziewany dotyk. Krótki odruch, gdy ona w żarcie dmuchnęła mu w ucho. Reakcja nie była silna, ale z pewnością nie była dlań spodziewana. I to nie tak, że po tym Asaka nie dotykała fiołkowookiego, bo robiła to nadal. To po prostu Shiki nie reagował na nią tak gwałtownie jakby mógł i jakby reagował, gdyby nie to, że zawsze była obok i pewnie mógł spodziewać się po niej wszystkiego.
Obudziła się w znacznie lepszym humorze. Plama nie powiększyła się, ani nie rozprzestrzeniła w inne miejsca, nie miała zawrotów głowy, nic ją nie swędziało; prawdę mówiąc można by zapomnieć o incydencie z wczoraj gdyby nie to, że byli w Okurze, która na każdym kroku przypominała, że z czymś tutaj walczą. Z czymś, czego źródła zupełnie nie znają. Te spalone, przekopane łąki i pola, pościnane drzewa, dziwaczny brak zwierząt. Sami ludzie, w tym momencie zależni od innych, trzymani w niepewności i świadomości tego, że jedna osoba już zmarła. Starzec, lecz jednak. Jak sam kapitan Komaeda wtrącił – staruszek miał aż nadto siły, aż trudno było uwierzyć, że tak po prostu pożegnał się z tym światem. Choć przecież mógł. Wiek robił swoje, a to coś, co wstrzykiwały komary – cholera tak do końca wie.
Gdy mężczyzna badał otoczenie, ona przyglądała się jemu. Temu jak w skupieniu, skrupulatnie przeczesuje każdy skrawek terenu. Jak naciągają się jego rysy twarzy, te same, które spodobały jej się niemalże od początku. A przecież to nie na swój wygląd ją wyrwał (chociaż trochę też), a na to jaki był. Tak po prostu.
- Znalazłeś? – nie do końca rozumiała co takiego, nie spodziewała się, że faktycznie coś zostanie znalezione, ale tak naprawdę to po prostu Shikarui przyłapał ją na chwili zamyślenia. Bo to nie to, że w niego nie wierzyła – była przekonana, że jeżeli ktoś ma rozwikłać tę sprawę jak najlepszy detektyw, to będzie to Shikarui, który już przecież wczoraj zwietrzył przełom, coś czego ninja z Sogen nie rozwikłali do czasu ich pojawienia się tutaj. - Czekaj. Komary pod ziemią? – gdyby mogły, to nad głową Asaki pojawiłyby się właśnie znaki zapytania sztuk pięć. - Chwila. Komary chyba nie żyją normalnie pod ziemią, nie? Czyli to faktycznie jakiś shinobi. Pewnie posługuje się dotonem czy coś… Nie? – chciała skonfrontować swoje wnioski z tym, co myślał Shiki. Ona nie miała zielonego pojęcia z czym mają do czynienia, to znaczy miała – tyle ile wytłumaczono jej wczoraj i ile z tego załapała, a była przecież mocno skołowana.
W drodze do domostwa nieboszczyka jeszcze mocno nad tym dumała, nieświadomie gapiąc się pod swoje nogi, jakby zaraz ktoś miał wyskoczyć spod ziemi albo chcieć ją pod nią wciągnąć.
- Zgadza się – odparła podchmielonemu mężczyźnie, ale nawet nie zmarszczyła nosa. Kiwnęła tylko głową Shikiemu na potwierdzenie, że tak, tym razem to ona zajmie się gadaniem, a poza tym na moment ścisnęła jego dłoń, jakby chciała tym dać znać, że tutaj to trzeba delikatnie. - Przepraszam, mąż się zwyczajnie martwi. Słyszeliśmy od komendanta, że pański ojciec bardzo interesował się zarazą i wypytywał o nią wszystkich. Zastanawiamy się, czy faktycznie się czegoś nie dowiedział. Może coś panu mówił? Jakieś przemyślenia? Nawet najbardziej absurdalne, wszystko może się przydać. Pomagamy w zbadaniu tej sprawy – Asaka nie ukryła plamy po ukąszeniu komara. Więc jeśli syn pana Sakimichiego ją obserwował, mógł zauważyć, że i ona ma na sobie „znacznik” choroby.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Murai » 30 cze 2019, o 14:59

Godzina bestii
Misja B dla Shikarui i Asaka
31/67+


Było kilka możliwości i sposobów żeby rozprawić się z tym "problemem" jakim był lekko nietrzeźwy mężczyzna. Można było oczywiście położyć go na glebę w akcie samoobrony. Albo nie informować go o wejściu i po prostu chodzić sobie po domu, jak gdyby nigdy nic i dopiero w razie zauważenia próbować się wykręcić jakąś wymówką. Ale opcja z porozmawianiem, ta w której Shikarui przyjął postawę ekstremalnie wręcz służbową, została uznana przez niego za domyślną. Nawet pomimo wiedzy o zbiorniku, pierw trzeba było sprawdzić dom ostatniej ofiary. Która faktycznie mogła coś wiedzieć na temat dziejącej się tutaj zarazy.
- Pomścić? W sense że zarazę wleczyć?? - zapytał mężczyzna, chyba nie za bardzo wiedząc o co chodzi dokładnie. Asaka wszystko wyjaśniała, podczas gdy Shikarui bezceremonialnie władował się do domu jegomościa. Ten próbował chyba powstrzymać nieproszonego gościa, ale jego stan pozwalał mu tylko zasłonić pozostałą część drzwi ręką. Bardziej zresztą skupił się na słowach Asaki, która wyjawiła bardziej dokładnie powody przeszukania, podczas gdy to właśnie było przeprowadzane.
- Eeeeeee... - elokwencja i wygadanie mężczyzny dawały o sobie znać, kiedy patrzył się tępo na dziewczynę. - No tatko jak zachorował to zaczał chodzić i pytać o pomoc. Nie mógł w miscu usiedzieć, a jak pola nie było co siać to co robić? To chodził. Do tej grupki medyków, po lasach chodził... po innych wioskach. Pytał żołnierzy czy czegoś nie trzeba. Ninjów czy nie pomogliby. A potem zachorował tak poważnie i mu kazali w domu siedzieć. Gdy wczoraj poza domem byliśmym, to wyszedł gdzieś podobno. A związalim go jak zawsze jak się drapał. Jak wróciłem to go już nie było, tylko przecięty sznur. - mówił, niektóre fragmenty szybciej, niektóre wolniej. Zacinał się i robił przerwy na szukanie odpowiednich słów i chyba zapomniał o tym, że chwilę temu do jego domu wszedł całkowicie obcy człowiek w celu przeszukania go.
- Tatko za młodu w wojnie walczył Uchihów. Jak mu się zachorowało już poważnie to cały czas mówił, że to drewniaki się mszczą. Jakieś dziwne wymysły miał. Że Okame go porzuciła. Że go trujemy, to nie chciał jeść jak mu dawalim. Że woda niepitna. I że mu coś pod skórą chodzi taka paranoja była. Go wiązać musieli żeby nie drapał się bo aż do krwi drapał.Ale jak go do medyków zabieralim żeby któryś go przebadał to nic nie było. Tylko dawali na uspokojenie coś i tyle mu dawali i krew zabierali strzykawką do badań. - kontynuował. Z jego zeznań Sakimichi był całkiem życzliwym człowiekiem, a dopiero pod koniec życia coś mu się poprzestawiało. Starcza demencja doprowadzić umie człowieka do strasznego stanu. W kącikach oczu mężczyzny zaczęły pojawiać się łzy, które szybko przerodziły się w solidny strumień. Upadł do tyłu na tyłek i zaczął szlochać. Zakrył dłońmi twarz, niby ze wstydu. Ze smutku.
- Grób mu kopiem z bratem, ale mówią że ciała nie dadzą. Że niebezpieczne i że zarazić się możem wszyscy jak do ziemi to wsadzimy. Więc czekam i nic zrobić nie da się. To najgorsze. Że tylko siedzieć w stanie jesteśmy i czekać.
Tymczasem Shikarui już przeszukiwał dom. Składało się z kilku pomieszczeń. Jednym z nich było połączenie kuchni i jadalni, wraz z niewielkim salonem. Zdecydowanie widać tutaj było brak kobiecej ręki, podłoga nie była wypucowana, a niektóre miejsca w domu pokryte były warstwą kurzu. Stół był niczego sobie, całkiem porządna robota. A i pomieściłby w zupełności z osiem osób. Stał w kącie, niedbale przykryty jakąś białą płachtą. Stały na nim dwa komplety zastawy, mającej już swoje lata ale kiedyś niewątpliwie eleganckiej. W innym kącie znajdowała się część kuchenna. Żeliwny piecyk, stołek kuchenny i szafka na jedzenie. Tuż obok niewielka klapa w podłodze, która zaprowadzić miała do spiżarni. Bidnie zaopatrzonej, nie było tam praktycznie nic za wyjątkiem beczki piwa, kilku suszonych plastrów mięsa i skrzynki produktów rolnych z poprzednich lat, głównie ziemniaków. I przyprawy, zbierane pewnie samodzielnie w okolicznych lasach. Jeszcze inny kąt pomieszczenia, w nim urządzono niewielki ołtarzyk. Zapalone świeczki i ręczny portret mężczyzny, którego twarz odpowiadała trupowi. Sakimichi prezentował się całkiem wesoło, ale przybyło mu trochę lat. Na rysunku był niewątpliwie młodszy i pełniejszy wigoru. Obok tego stała niewielka, ręcznie robiona gliniana figurka. Jakość wykonania wskazywała, że było to zrobione przez profesjonalistę.
Pomieszczenie sanitarne to bala z wodą, zimną i pełną brudu, szafką na przedmioty w postaci mydła czy brzytwy, a także palenisko do podgrzewania wody. Ostatnie były sypialnie. Jedna z nich niewątpliwie należała do nieboszczyka. Unosił się w niej przykry zapach stęchlizny, pasujący do tego rozsiewanego przez osoby starsze. Ciężko było go jednoznacznie określić, ale był to zdecydowanie odór nieprzyjemny. Obok posłania ze słomy i koców, widać było ślady zaschłej krwi. Starej, ale nie wyczyszczonej dokładnie. Poza tym pomieszczenie wyglądało całkiem normalnie. Szafka na rzeczy, szafa na ubrania, niewielka biblioteczka. Tomiszcza w niej umieszczone traktowały o wielu tematach, nie powiązanych w żaden sposób. Rybactwo, tworzenie łodzi, rolnictwo i nawożenie, atlas ptactwa wszelakiego. Księgi traktujące o religii i poszczególnych bogach, podręcznik grzybiarza. Jedna pojedyncza książka o taktykach i podstawach rzemiosła wojennego. Ciekawa kolekcja. W powijakach posłania można było znaleźć ślady dość grubej i szorstkiej liny przeciętej czymś chropowatym. Niewielki nóż leżący obok od razu łączył się ze znalezioną liną. Pokoje synów Sakimichiego były utrzymane w tej samej stylistyce. Nie miały w sobie nic dziwnego. Za wyjątkiem jednego, w którym leżał nieprzytomny drugi brat. Stężenie alkoholu w powietrzu było na tyle duże, że samym oddychaniem można było się upić. W licznych kuflach leżących na podłodze zostawały resztki trunku.

Pytania/informacje - PW/GG/Discord
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1876
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Shikarui » 30 cze 2019, o 15:58

Tak... no właśnie! Komary pod ziemią... To, że nie było to normalne było oczywiste. Chyba. W końcu wszystkie komary zawsze czatowały nad wodą w krzaczorach, próbując wyssać ostatnie (więc i wszystkie) soki ze swojej ofiary. W porządku, to już wiedział, tak jak wiedział, że to nie mogły być normalne stworzenia nawet i bez odnajdywania ich w podziemiach. sekret krył się w tym, że miały chakrę, w co trudno było uwierzyć, dopóki się tego naprawdę nie zobaczyło. Asaka mu jednak ufała. Nie było to zaufanie ślepe, na całe szczęście - takie prowadziłoby obie strony na stratę. Bez pytań nie ma wątpliwości, bez wątpliwości nie ma poprawek, bez poprawek nie ma możliwości odszukania najprostszego załatwienia sprawy. Najprostszym wydawało się tutaj wysadzenie tego wszystkiego w pizdu. Czarnowłosy naprawdę zamierzał to zrobić, ale to była tylko pierwsza chwila. Pierwsze zastanowienie. Nie należał do ludzi, którzy układali jakieś wielkie plany zapobiegawcze, ale przecież był za to człowiekiem, który lubił mieć kontrolę. Nie zamierzał pakować ani siebie ani żony w coś niepewnego, co mogłoby ich narazić. A wysadzenie kawałka ziemi było niepewne. Nie nawet dlatego, że mogłoby im się coś stać - tego nawet nie brał pod uwagę, wierzył, że z kryształem Asaki i jego szybkością są w stanie poradzić sobie niemal ze wszystkim. Nie, nie - tu chodziło o to, że przecież jeśli wysadzi komary... to jak zdobędą odtrutkę? Czy to nie tak działało, że musieli ileś tych stworzeń sprowadzić? Potem mieliby łapać pojedyncze sztuki? Z drugiej strony - nie było możliwości innego poradzenia sobie z tematem. Jeśli ich nie zlikwidują... Ale, ale, bo tutaj właśnie pojawiły się słowa białowłosej, które sprawiły, że na twarzy czarnowłosego pojawiło się zdziwienie niemal takie samo, jak na twarzy Asaki przed chwilą, gdy ta została wyrwana z przemyśleń. To mieli siebie - dwóch zdziwionych. Doton. No tak! A on się zastanawiał, czemu nigdzie nie znalazł wejścia do jaskini... szybko samemu sobie odpowiedział - bo była poza jego zasięgiem albo naprawdę dobrze schowana. Ale przecież to naprawdę mógł być doton.
- Warto wziąć to pod uwagę. Nie znalazłem wejścia do jaskini. Nie oznacza to, że takie nie istnieje. - Innymi słowy - wow, całkiem nieźle, Asaka! Ty to jednak jesteś naszym Mózgiem! Zawsze pozostawało "ale", na które czarnowłosy brał poprawkę.
Nie bardzo patyczkował się z mężczyzną, bo nie zamierzał marnować na niego czas. Czas to pieniądz, a w tym wypadku - czas to zdrowie. Dlatego odsunął mężczyznę ze swojej drogi jednym ruchem ręki, kiedy ten próbował go zatrzymać i wszedł do środka, rozglądając się czujnie. I słuchając, rzecz jasna. Słuchając wszystkiego, co mężczyzna miał do powiedzenia. Asaka zadała wszystkie te pytania, które jako pierwsze należało zadać, a nawet i więcej - w tym grzeczniejszym stylu. Wspaniale! Mogła grać dobrego glinę, co o dziwo było niezłą zmianą ról. Bo zazwyczaj to on był tym milusińskim, włażącym w dupę zleceniodawcą i tym, od których coś chciał. Przynajmniej dopóki mu to pasowało i rzeczywiście tego czegoś potrzebował. Bo byli też tacy jak ten mężczyzna - ci, którzy niczego mu dać nie mogli, a on stał ponad nimi. Po prostu po nich przechodził - tak, jak przechodziło się po robakach.
Dlatego słyszał też historię, która poruszyłaby wielu. I wbrew wszelakim podejrzeniom, zagrała też na jednej z jego strun. Na moment przystanął, kiedy mężczyzna wypowiadał swoje ostatnie słowa i obejrzał się na niego, spoglądając zaraz na twarz Asaki - ale to trwało ulotną sekundę. Czy mu współczuł? Nie... tak. Nie tak, jak współczuli ludzie, nie głęboko, nie żałując go. Współodczuwał to, czym była niemożliwość pochowania kogoś, kogo pochować się chciało. Było to uczucie lekkie, nieważkie, minęło równie szybko jak się pojawiło, ale że pojawiło się w ogóle - to było po prostu warte wspomnienia. Dla niego zaś warte delikatnej refleksji. Ta chłodna, łagodna fala obmyła ciało jednym swoim gładkim susem. Nie spieniła się nawet na swoim szczycie. Ciekawe, czy Asaka też to tak odczuwała, gdy słuchała..? Przecież była o wiele bardziej rodzinna. Wiedziała sama, jak to jest stracić kogoś bliskiego z powodu choroby. Jak to jest, kiedy nie możesz tej osobie wykopać grobu, a powstaje jeden dół, w którym masowo palą ciała. Łatwo było się w tej sytuacji zatopić - bo takie już były fale. Wydawało ci się, że łagodne, a podwodny nurt podcinał ci nogi i sprawiał, że upadałeś. Mimo to on właśnie w tych falach odnajdywał ukojenie. To przecież prawie jak Asaka, tylko całkiem na odwrót - spodziewasz się, że przywali ci w pysk, a zamiast tego głaszcze cię po główce.
Rozglądnął się po domostwie, oceniając, badając. Gdzie ktoś mógłby ukryć cenne informacje, gdyby je chował? Dla czarnowłosego było to oczywiste - w ogniu. Wtedy na pewno by nikt ich nie znalazł, skoro by nie istniały - proste. To, że niczego tutaj nie było, też było prawdopodobne, ale zawsze warto spróbować. Kuchnia, łazienka, piwniczka - nic specjalnego. To nie tego szukał. Zatrzymał się przy ołtarzyku i uniósł figurkę, oglądając ją ze wszystkich stron. Dziwne. Całkiem ładna jak na domostwo, które nie grzeszy groszem... Kierował się za nosem - poszukując tego właśnie charakterystycznego dla osób starszych zapachu i znalazł bez najmniejszego problemu. Każdy kąt pachniał zmarłym. Każdy kąt mówił mu, że kiedyś mieszkał tu taki a taki i pewnie mini dłuższa chwila, nim ktokolwiek zamieszka tu ponownie. Zagnieździ się tylko kurz i pająki. Otworzył drzwi i wszedł do środka, przyglądając się wszystkiemu. Krew. Lina. Nóż. Podniósł leżący tutaj nóż i przyjrzał mu się z każdej strony. Czy było w nim cokolwiek charakterystycznego. Najbardziej rzucające się w tym miejscu w oczy to nie krew, nie nóż - najbardziej drażniły te książki. Bo skąd one tu? U prostego wieśniaka? Czarnowłosy chwilę poświęcił na czytanie tutułów, nim zaczął przeszukiwać pomieszczenie. Pod łóżkiem, w poduszce. Ruchoma deska w podłodze. Pod stołem, w szufladach. W książkach - najpierw tej traktującej o wojnie. We wszystkich szafkach i szafeczkach. Jeśli mężczyzna był oczytany to można było liczyć na to, że prowadził jakiś dziennik.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obszar kwarantanny

Postprzez Asaka » 30 cze 2019, o 21:38

Nie wiedziała, co takiego dokładnie Shikarui widział, ani w jaki sposób, no bo skąd. Nie była jego oczami. bazowała tylko i wyłącznie na tym, co sam jej przekazał. A z tego, co powiedział jej umysł pierwsze, co pomyślał, to: doton. Była obeznana z tym żywiołek, wszak był jedną ze składowych jej pięknego kryształu, z którego była tak bardzo dumna. Widziała też wielokrotnie, co bardziej doświadczeni shinobi z jej osady potrafili z dotonem wyrabiać. Żywioł dobry i do obrony, i do ataku i do… hmm… innych rzeczy. Takich uzupełniających, jako wsparcie. Nic więc dziwnego, że to była jej pierwsza myśl. Dla niej wydawało się takie… naturalne i oczywiste. Ale mogła się mylić, przecież nie widziała tego co Shiki, a on potrafił być bardzo oszczędny w słowach. Z tym jednak nauczyła się sobie radzić i jakoś współpracować, po czasie obycia ze sobą i ciągłego spędzania ze sobą czasu, to nie było takie trudne. Wiedziała mniej-więcej o co może mu chodzić, albo co chciał powiedzieć, a czego nie chciał. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie w tej chwili, bo wszystko rozbijało się o opis. Wysadzanie tunelu czy co to tam było to jednak stanowczo nie był dobry pomysł. To mogły nie być wszystkie komary, pewnie w innym miejscu się rodziły, zresztą one były tylko częścią problemu w takim razie – zakładając, że faktycznie w sprawę maczał palce ktoś trzeci, a absolutnie wszystkie znaki na ziemi i niebie na to wskazywały. Bez tego, kto to wszystko rozpoczął, mogli nic nie zdziałać. I notki w tym wypadku byłyby tylko tymczasowym, bardzo nieskutecznym rozwiązaniem. Strata materiału i czasu.
Chociaż wiedziała, że fioletowooki wręcz marzy o tym, by coś w końcu wysadzić. Albo kogoś. A ona, dobra żona, nie mówiła kategorycznego „nie”. W ogóle nie mówiła na to „nie”. Narzędzie dobre jak każde inne, ale za to jakże skuteczne.
Taak, nastąpiła zamiana ról. Bo to zwykle Sanada gadał i się przymilał, a… druga Sanada stała obok z naburmuszoną miną i jeśli nie przewracała oczyma, to i tak wyglądała jak ktoś, kto ma ochotę komuś przywalić. Dzisiaj było inaczej? Dlaczego? Och, to całkiem proste. Asaka naprawdę miała wrażenie, jakby świat zatrzymał się i cofnął do czasów jej młodości. Była wtedy okropnym, nieznośnym, bardzo nieszczęśliwym dzieciakiem. Teraz… Teraz z kolei może miała możliwość się odkupić? Zmienić bieg historii. Nie dopuścić do tego, by druga wioska musiała palić swoich bliskich i porzucać to miejsce na zawsze, jakby nigdy nie istniało, zrównane z ziemią. Czuła… Pewną więź z mieszkańcami Okury, a przecież ci wszyscy ludzie byli jej pod każdym względem obcy. Dlatego nie mogła złościć się na mężczyznę. Prostego chłopa ze wsi, na którego trafiła wcale nie taka prosta sytuacja.
Nie przerywała mu, gdy mówił. Gdy jego oczy napełniły się łzami, również mu nie przerwała, a jedynie jej twarz wyrażała, że coś się zmieniło. Troska, współczucie. I ogromny smutek, gdy syn zmarłego opowiadał o tym, że chcieliby pochować ojca, ale nie mogą. To rozumiała aż za dobrze. więc po prostu usiadła na podłodze obok, tam, gdzie facet opadł na tyłek i zaczął szlochać, nawet drzwi nie zamknęła, i po prostu poklepała chłopa po ramieniu. Jej długie, srebrzystobiałe włosy, splecione w długi warkocz na wygody przewieszone były przez ramię, a kupa żelastwa na plecach z wielkiego wachlarza, który targała ciągle ze sobą, trochę ją przechylał do tyłu, ale to nic. Wiedziała, ze mężczyzna potrzebuje teraz jakiegoś pocieszenia i wsparcia. Chociażby od obcych, którzy bezceremonialnie wpakowali mu się do domu.
- Rozumiem. Moja matka też kiedyś tak poważnie zachorowała. Nigdy nie pochowałam jej ciała, musiało zostać spalone, żeby inni też się nie pochorowali – ach, nie zamierzała opowiadać historii swojego życia, nie chciała mówić mu o tym, jak zaraza przechodziła po kolei z człowieka na człowieka, o tym, że wszystko i wszystkich trzeba było spalić. - Ale wiesz, jestem pewna, że nie chciałaby, by ktoś się zaraził od ciała, którego ona zresztą już i tak nie potrzebowała. I tak wykopałam jej grób. Jest do dzisiaj pusty, ale wyobrażam sobie, że nie jest. Twój ojciec na pewno będzie wdzięczny za pamięć, czy jego ciało spocznie w tym miejscu, czy nie, panie. Jestem pewna, że i on nie chciałby, żeby pan, lub pański brat się pochorowali z jego powodu. Nie jestem medykiem, nie znam się na tym, trzeba zaufać tym mądrzejszym.
Co za chujowa sytuacja. Białowłosej wręcz całe życie stanęło przecz oczyma i aż też zachciało jej się płakać. Cała ta scena, sytuacja, ból tego mężczyzny i to, co opowiadał o swoim ojcu – to nie było łatwe. Na szczęście zacisnęła zęby i nie dała się ponieść emocjom. Nie tak do końca.
- Z pańskiej opowieści wynika, że ojciec miał bardzo bogate i bujne życie. I że bardzo chciał pomóc innym. To bardzo szlachetne. Myśli pan, że sam przeciął sznur? – zapytała dość gładko, jak gdyby nigdy nic. Tylko to jedno nie pasowało jej tutaj do reszty w tej opowieści. - Kapitan Kameada opowiadał, że pański ojciec był bardzo silnym mężczyzną.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Następna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości