Karczma "Kurinuka-me"

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Irie » 24 gru 2016, o 14:03

Wyrzuciła z siebie trochę niepokoju, poniekąd poczuła się trochę lżej, szczególnie że Ego wydawał się rozgarniętą osobą. Właściwie miała wrażenie że był bardziej obeznany od niej, czuła się jakby dopiero co poznawała świat. Tak właściwie było, rodzice trzymali ją pod ścisłym kloszem, dopiero od niedawna postawiła na swoim, niezmiernie się z tego powodu cieszyła.
Chłopak wyznał że w tym miejscu nie ma jakiś poważniejszych zagrożeń zaś pijacy...cóż z nimi to Irie potrafiłaby sobie poradzić i to bez najmniejszego problemu. Uśmiechnęła się z ulgą, poznanie kogoś tutejszego było dobrym pomysłem. - Wow, to świetnie. Niepotrzebnie tak się nakręcam przez moją głupią rodzinę - Stwierdziła. Musiała wziąć się w garść, psychicznie to ona była kiepskim wojownikiem lecz nie wyjawiała tego nikomu. Dopiła swojego drinka którego męczyła spory czas, zastanawiała się nad kolejnym, wyglądało bowiem na to że trochę tu zabawi, szczególnie że pogoda nie należała do najlepszych. Zaśmiała się kiedy Ego wspomniał o jej dwóch podopiecznych. - Tak, wyglądem to one budzą respekt. Ale są kochane i nieszkodliwe. Oczywiście potrafią....zrobić kilka sztuczek, zwykłymi psami nie są - Stwierdziła zagadkowo, tym sposobem wyjawiła że zwykłymi zwierzakami to ta dwójka nie jest. W tym momencie Ego zapytał o pochodzenie ich psów. Irie zastanowiła się przez krótki czas aby znaleźć odpowiednie słowa na dobre wyjaśnienie - Skoro się o to pytasz, zapewne nie wiesz o klanie Inuzuka. Jest to klan który specjalizuje się w walce razem z psami, dzięki temu zyskujemy ciekawe możliwości. Są to wyspecjalizowane rasy które mają mnóstwo umiejętności. Przykładowo te psiaki potrafią nawet rozmawiać! Tyle że nie są dość rozgadane, jeszcze nie przywykły do tego. Na dodatek Mari woli posyłać zagadkowe spojrzenia niż jasne słowa - Na te słowa czarna psina spojrzała wymownie na dziewczyna i jakby prychnęła układając nieco uszy do tyłu. Irie zaśmiała się z niej nieco się drocząc. - Właściwie zastanawiałam się czy jest tu ktoś kto może dać jakieś zlecenia. Ostatnio nieco poszalałam i przydałaby się jakaś robota - Złapała się za kark nieco zażenowana swoją rozrzutnością.
Irie
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ego » 26 gru 2016, o 11:30

Młodzieniec najwyraźniej zrobił dobre wrażenie na swojej nowej koleżance. Jak na swój wiek był bardzo mądrym dzieckiem, które przez to, że rzadko miało do czynienia z ludźmi, mogło przeprowadzić swego rodzaju badania. Większość ludzi to materialistyczni hedoniści, czystą hipokryzją byłoby, gdyby wyrzekał się tej cechy. Każdy chce mieć jak najwięcej, nie zważając na to, ile osób na tym ucierpi.
Przybieranie masek wychodziło coraz lepiej młodemu Uchiha. Potrafił już nawet wymusić z siebie lekki uśmiech, lecz chyba nie udało mu się to jeszcze zrobić szczerze. Naprawdę, to czuł się ponad tymi wszystkimi problemami, które dotykają zwykłych ludzi, najwyraźniej był stworzony do czegoś więcej.
Wracając do akcji, która rozgrywa się w barze. Rozmowa z Irie, to dotychczas najdłuższa rozmowa, jaką odbył w swoim życiu z kimś, kto nie należał do jego rodziny. Dziewczyna zaintrygowała go mocno, wydając się niewinną osobą. Potwierdzeniem tego jest biały pies, który był łagodniejszy od owieczki, a charakter psa w większości zależy od wychowania i jego właściciela. Mimo że Irie przedstawiała je jako zwykłe domowe zwierzęta, to Ego wiedział, że na pewno są mądrzejsze i lepiej wytresowane, niż te kundle biegające po prowincji. Chwilę później zaczęła mówić o swoim klanie, który specjalizuje się w walce ramie w ramie z psami. Nigdy wcześniej nie słyszał o czymś takim, a wiedział o istnieniu klanu, który używa jakiś dziwnych robali, to dopiero jest dziwne.
- Nigdy wcześniej nie słyszałem o czymś takim. - Jego brew lekko się uniosła, pierwsza myśl, jaka przeszła przez jego głowę brzmiała "TO ONE POTRAFIĄ GADAĆ!?". Psy były wykorzystywane do walk już bardzo dawno temu, a przynajmniej tak opowiadali mu rodzice, ale nigdy nie słyszał o wyspecjalizowanych psach, które potrafią gadać.
- Nie powinnaś z nimi rozmawiać w miejscach takich jak co, tutejsi nie lubią takich jak my. - Chciał sprawić, aby przeszło jej przez głowę pytanie o to, czy Ego też należy do jakiegoś niezwykłego klanu. Lekko rozejrzał się po lokalu, w celu sprawdzenia, czy nikt nie podsłuchał, o czym właśnie rozmawiali.
Ego
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ayato » 27 gru 2016, o 16:41

Misja rangi C
1/45+



Krople deszczu wesoło stukały o szyby w oknach, gdy drzwi do lokalu gwałtownie się otworzyły. Coś błysnęło na dworze, a głośny piorun zagrzmiał w oddali. Mężczyzna odziany w ciemnobrązowy płaszcz oparty o framugę powoli osunął się do dołu i przyklęknął. Był brudny, cały w błocie, który wraz z wodą spływał po nim na podłogę. Mężczyzna spojrzał w głąb karczmy, w której zapadła wyjątkowa cisza. Kim on był, czego tu szukał? Czerwone ślepia zabłyszczały mu tuż pod kapturem, a jakieś kobiety pisnęły z przerażenia. Wyglądał strasznie, chociaż ledwo trzymał się na nogach.
-Pomocy… - wydukał strasznie cicho. Brzmiał jakby wydał z siebie ostatni dech, a już na pewno był to dla niego ogromny wysiłek. Wyciągnął jedną dłoń przed siebie, palce jakby chciał mocno na czymś zacisnął chociaż nic tam nie było. Wyimaginowane światełko, daleko w jego własnym tunelu. Osunął się powoli do przodu. Z niewielkim hukiem upadł na ziemię, a kaptur osunął się z jego głowy. Krótkie czarne włosy były pozlepiane ze sobą, a z niewielkiej rany nad okiem, spływała mu obficie krew. Tuż pod żebrami, miał dosyć płytkie lecz niezwykle groźne dźgnięcie. Był ciężko ranny i potrzebował pomocy, ale większość klienteli nie wyglądała na tyle dobroduszną. Nawet barman, nieco zrezygnowany czekał, aż tylko wyzionie ducha.
Mężczyzna zadrżał i zacisną pięści z całej siły. Jeszcze żył, jeszcze dychał. Z trudem podniósł się odrobinę i oparł ciężar wycieńczonego ciała na przedramionach. Był uparty, albo po prostu wyjątkowo śpieszył się do grobu. Poprzez przymrużone oczy spojrzał za siebie. Nic tam nie było, z wyjątkiem ciemności nocy.
-Tam… - mruknął, machając przy tym jedną ręką. Nabrał głęboki oddech, jednak zmęczone ciało nie dało mu dokończyć. Opadł bezwładnie do tyłu, jęcząc przy tym strasznie z bólu. Zamknął oczy i zacisnął mocno zęby. Płuca delikatnie mu się unosiły i opadały, ale nikt nie raczył mu pomóc. Wręcz przeciwnie pojawiły się tylko wścibskie komentarze, które tylko pogarszały sprawę.
-No zabijcie go w końcu. – zabrzmiał jakiś młody głos z tłumu, który wywołał niemałe poruszenie wśród ludzi, chociaż nikt nie palił się do tej okrutnej zbrodni. Sam jednak fakt, że był w stanie ktoś coś takiego powiedzieć, był w pewnym sensie przerażający.
Ayato
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Irie » 27 gru 2016, o 19:43

Ego był zaintrygowany jej klanem, nigdy wcześniej nie słyszał o czymś takim. Nie było to niczym dziwnym, w końcu zawędrowała dalej od swojej rodzinnej mieściny a nie każdy interesował się innymi klanami. W dodatku chłopak wydawał dość młody co potęgowało zapewne jego niewiedzę. Irie uwielbiała swoje psy, mogła gadać i wychwalać je przez długie godziny. O dziwo jednak na wzmiankę o gadaniu Ego ostrzegł dziewczynę przed czynieniem tego przez zwierzaki. Jej wzrok zawiesił się na chwilę na twarzy chłopaka z lekkim zdziwieniem. - Co? Dlaczego? - Wyparowała pierwszą myśl. Bo dlaczego gadający pies mógłby się komuś nie spodobać? - Ktoś nie lubi Inuzuków? To ty też jesteś z klanu, którego nie lubią? - Dokończyła mocno się dziwiąc. To była czysta głupota aby skreślać kogoś tylko ze względu na jego pochodzenie. Westchnęła. Ludzie są naprawdę denerwujący. - Eh ale beznadzieja. Dzięki za ostrzeżenie - Uśmiechnęła się w podziękowaniu. Mari zaś przeczesała lokal nieprzychylnym wzrokiem niemal w tym samym momencie co Ego, niemalże się z nim synchronizując.
Nagle sielską atmosferę przerwał huk otwieranych drzwi, ktoś użył zbyt dużo siły by dostać się do wnętrza. Irie błyskawicznie się odwróciła, Mai stuliła uszy, jej kreza się zjeżyła zaś nawet biały pies uniósł masywny łeb ku górze nadstawiając uszy. Wszystkie oczy skupiły się na mężczyźnie odzianym na brązowo, piorun rozświetlił całe wnętrze jakby chciał zaakcentować przyszłe złowróżbne wydarzenie. Osoba nagle osunęła się na ziemię, czyżby coś jej się stało? Czerwone ślepia nienaturalnie zalśniły spod jego kaptura, kimże on był do diaska? Wychodziło jednak na to że potrzebował on pomocy. Wyciągnął błagalnie ramię przed siebie, zawołał o pomoc po czym upadł. - Trzeba mu pomóc - Szepnęła Irie i spojrzała na swoje psy porozumiewawczo. Rozejrzała się jednak niepewnie, wszyscy wokół wrócili do swoich czynności ku niedowierzaniu dziewczyny. - Tsh! - Warknęła i zacisnęła dłonie na siedzeniu. Kim on był? Dobrze zrobi pomagając mu? Która strona jest tutaj tą źle myślącą bez empatii?
Mężczyzna walczył, dźwignął swoje ciało na ramionach, rzekł coś niezrozumiałego dla nikogo. Niestety, legł ponownie bez sił, bez żadnych szans. Ruda zacisnęła mocno zęby słysząc durny komentarz barmana, widocznie w tych rejonach takie sceny nie były dla niego czymś dziwnym. Irie zeskoczyła z siedzenia i zaczęła po prostu iść w stronę nieznajomego. Mari szła tuż obok niej tuląc uszy i spoglądając groźnym wzrokiem przed siebie, Ryuu zaś poczciwie podniósł się i szedł na przodzie by dostać się czym prędzej do rannego. Była to trudna decyzja gdyż równie dobrze mogła pomóc jakiemuś zbrodniarzowi. Z drugiej strony jednak Ego ostrzegł ją że ludzie nie lubią takich jak ona....więc istniała duża szansa na to, że ten ktoś był kimś podobnym. - Zakończę to szybko - Mruknęła tajemniczo wychylając się, grając zimną zabójczynię. Jednak plan był inny, nie kłamała mówiąc swoje zdanie. Szybko bowiem miała zamiar go wyleczyć....
Podeszła do niego, przyklękła, psy otoczyły tą dwójkę i rozejrzały się. Co w tej chwili zrobi Ego? Ciężko powiedzieć, Irie go nie znała lecz chyba nie stał po stronie wszystkich postronnych...
Wyciągnęła 2 kunaie, zakręciła nim na palcu ze znajomym świstem po czym obydwa wbiła w podłogę obok rannego. Była to broń przeznaczona dla jej psów w razie wszelkich problemów. Sama zaś przyłożyła dłonie do ciała rannego i zaczęła go najzwyczajniej w świecie leczyć. Mari spojrzała w stronę Ego porozumiewawczo, chcąc doszukać się w nim jakiejś reakcji. Ryuu zaś obserwował wszystko naokoło bez słowa, gotowy na wszystko. Właściwie cała trójka była przygotowana na obronę, czy to ze strony klientów, barmana czy też samego rannego. W razie zagrożenia psy biorą po kunaiu w pysk i odskakują. Irie robi unik. I tyle właściwie.


Obrazek


Nazwa
Naosute no Jutsu

Pieczęci
Wół → Tygrys

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 10% | B: 7% | A: 5% | S: 3% | S+: 3% (5% za turę)

Dodatkowe
Znajomość Chiyute no Jutsu

Opis Technika podobna do Chiyute no Jutsu, jednak zdecydowanie silniejsza niż poprzedniczka. Pierwszym plusem jest to, że nie trzeba utrzymywać dłoni w pobliżu zranienia, ani nie trzeba dotykać rannego - co często jest dla niego bolesne. Następnym jest rozszerzony wachlarz leczonych obrażeń - możemy uleczyć głębokie rany, zasklepić rany tętnicze, złączyć ze sobą kości, a nawet pozbyć się krwawień wewnętrznych. Technika wymaga jednak trochę doświadczenia.
Irie
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ego » 28 gru 2016, o 11:04

Na ladzie leżała jeszcze prawie pełna szklanka lemoniady, którą zamówił wcześniej. Irie nie za bardzo zdawała sobie sprawy z tego, jakie jest Sogen albo po prostu Ego miał złe spojrzenie na innych ludzi.
- Ludzie boją się tych z niezwykłymi umiejętnościami. Jestem z klanu Uchiha, który należy do najbardziej znienawidzonych tutaj. - powiedział półgłosem, nie chciał, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, ale rudowłosa nie należała do osób, które mogłyby zrobić mu krzywdę... Przynajmniej taką miał nadzieję.
Ego sięgnął po szklankę w celu dokończenia swojego napoju, miał zamiar zmienić lokacje, pogoda nie sprzyjała, lecz jak na ostatnie warunki, to i tak nie wyglądało najgorzej. Zanurzył usta w schłodzonym napoju, po czym z wielkim hukiem otworzyły się drzwi do baru. Zastygł tak przez chwilę, po czym usłyszał, jak ktoś pada na kolana. Odłożył szklankę, po czym obrócił się na krześle. Nie był to żaden pijaczyna, który rozentuzjazmowany przyszedł wydać zarobione pieniądze na alkohol. Był to zakapturzony nieznajomy, który najwidoczniej był ranny. W sumie ranny to mało powiedziane, najprawdopodobniej miał zamiar umrzeć w drzwiach rudery. Trochę szkoda, że niedawno wymienione deski nasiąkną krwią, na pewno ucierpi na tym ich wytrzymałość. Uchiha nie miał zamiaru rzucać się na pomoc mężczyźnie, w końcu nie należał do medyków, a tym bardziej nie chciał mieszać się w sprawy, które nie mają na niego bezpośredniego wpływu. Co jak co, trzeba przyznać, że atmosfera trochę się popsuła, niecodziennie patrzy się na kogoś, kto zaraz ma wyzionąć ducha, najlepszym co teraz mogłoby go teraz spotkać to szybkie dobicie. Irie najwidoczniej miała zgoła inne spojrzenie na to, co właśnie się wydarzyło. Wystarczyło spojrzeć na nią, aby dostrzec chęć pomocy wypisaną na jej twarzy. Zdaniem Ego, nie powinna w ogóle ruszać się ze stołka. Ciemnowłosy postanowił poczekać na rozwój wydarzeń, w razie czego starałby pomóc się rudowłosej, o ile nie będzie musiał ryzykować własnym życiem. W razie w postanowił sięgnąć do wewnętrznej kieszeni płaszcza, po czym wyciągnąć pojedynczego kunaia. W razie, gdyby ktoś chciał przeszkolić dziewczynie w leczeniu, to powstrzyma go przy pomocy rzutu bronią. Mari popatrzała się po chłopaku, lecz ten tylko kiwnął głową na nie, czekając na rozwój wydarzeń.
Ego
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ayato » 28 gru 2016, o 14:28

Misja rangi C
4/45+



Cisza która zapadła w karczmie była dosyć dziwna. Pomimo tego, że nikt nie śpieszył się do pomocy rannemu, to każdy przyglądał się rozwojowi wydarzeń. Z tłumu wyłoniła się rudowłosa dziewczyna, otoczona przez psy, z nieznanymi zamiarami. Jak widać, nikt nie miał zamiaru się jej sprzeciwiać. Wręcz przeciwnie, większość ludzi wolała zostawić resztę problemów na jej niewinnych barkach. W końcu po co ryzykować własne życie, gdy można być egoistą przy piwie, bezinteresownym obserwatorem.
Rany na jego ciele były liczne, z bliższa było ich nawet więcej. Liczne zadrapania, czy niektóre nawet głębsze wcięcia mocno krwawiły. Mężczyzna też wyglądał jakby był u kresu własnych możliwości. Czując ciepło pomocnej dłoni, otworzył delikatnie oczy. Jego spojrzenie było puste, dosłownie w jego oczach jak w lustrze, można było dostrzec odbicie sufitu karczmy i rudowłosej dziewczyny.
-Tam, jest ich więcej. – z trudem wyszeptał z siebie, lecz nie był w stanie wskazać kierunku. Poza tym o kim w ogóle mówił. O potrzebujących, czy może sprawcach? Można było tylko zgadywać, że raczej miał na myśli innych poszkodowanych. Jego towarzyszy, którzy nie mieli tyle szczęścia. Zamknął oczy, a jego oddech nieco zwolnił. Nie ruszał się, ale nie wyglądał jakby umarł. Chyba po prostu stracił przytomność. W jego stanie to nie było nic dziwnego. Rany powoli się zasklepiały, a krwawienie ustawało.
-Jesteś w stanie mu pomóc? – spytał barman, który wyszedł zza lady i bez wrogich zamiarów zbliżył się w waszym kierunku. W dłoniach dalej trzymał brudną szklankę, którą wycierał w białą ścierkę. Nie wyglądał na zaskoczonego twoimi zdolnościami, po prostu cierpliwie czekał, aż skończysz wykonywać swoją robotę. Chyba shinobi w tej karczmie nie byli niczym wyjątkowym. W sumie nic dziwnego, karczma stała na często uczęszczanym szlaku, przez który dziennie przemierzały dziesiątki osób.
-Mam jeden pokój w którym mogę go zatrzymać aż wyzdrowieje. – dodał rozglądając się po całym budynku, jakby w poszukiwaniu pomocy. Potrzebował kogoś kto mu pomoże zabrać, mężczyznę na drugie piętro, a nie wyglądał na takiego, który samemu da radę to zrobić.
-Zamierzacie coś z tym zrobić? – spytał bardziej z czystej ciekawości, niż dlatego że mu zależało. Wyjrzał przez otwarte drzwi na zewnątrz. Deszcze padał jak rozwścieczały, a na niebie co chwilę pojawiały się jakieś złowrogie błyski i rozbrzmiewały pioruny. Nieprzyjemna noc.
Ayato
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Irie » 28 gru 2016, o 15:29

Nawiązując do poprzedniej rozmowy, Ego wyznał że jest z klanu Uchiha. Łatwo było się jednak domyśleć, że dziewczyna nawet nie słyszała o takowym, bardziej zaintrygował ją fakt że ludzie boją się ludzi z nadzwyczajnymi umiejętnościami, czyli podsumowując bali się shinobi. Dla Irie było to trochę abstrakcyjne, szczególnie że przez niemal całe życie mieszkała w wiosce gdzie zamieszkiwał klan Inuzuka i nikogo nie dziwił fakt że ktoś mógłby mieć tam jakieś umiejętności. Była naprawdę zdezorientowana i nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć...
Wracając do aktualnych wydarzeń, tak jak się Irie spodziewała nikt nic nie powiedział kiedy tylko ruszyła w stronę umierającego. Jej głowa była przepełniona wątpliwościami, nie wiedziała nawet czy robiła słusznie, lecz jej zwierzaki jej nie oceniały, były wierne i sprzeciwiały się w rzadkich okolicznościach, miała w nich ogromne wsparcie.
Zaczęła leczyć, mężczyzna nagle otworzył oczy i ostrzegł...właściwie nie wiadomo kogo przed jakimiś silnymi wrogami. Czy cała karczma była zagrożona czy też może tylko jego za coś ścigali? Tego się pewnie niebawem dowie. Irie postanowiła poczekać z pytaniami, zapewne za kilka chwil wszystkiego się dowie na spokojnie.
Mężczyzna prawdopodobnie zemdlał, zamknął oczy, jego oddech się wyrównał zaś rany niemalże zniknęły. Dziewczyna uśmiechnęła się, zielona aura wokoło jej dłoni zniknęła. Przyjrzała się dokładnie rannemu, nie wyglądał na jakiegoś oprycha. Zastanawiała się nad związaniem jego lecz z jej przemyśleń wyrwał ją głos...barmana, który o dziwo nie brzmiał jak u kogoś kto był wrogo nastawiony. Irie uniosła wzrok na niego, ten zaś zbliżył się do niej. Psy naturalnie wbiły w niego wzrok lecz nie wyczuwały złych intencji dlatego też nawet się nim specjalnie nie przejęły. - Tak, umiem kilka sztuczek - Uśmiechnęła się do siebie. Minęła krótka chwila, barman o dziwo nie był zaskoczona i nawet zaproponował pokój dla nieznajomego. Irie uniosła brwi, była zaskoczona jego uprzejmością szczególnie po tym co wcześniej mówił. Może grał przed tutejszymi? - Pomogę ci - Mruknęła i spojrzała przymilnie w stronę Mari. Suka westchnęła. - Niech będzie - Szepnęła niezbyt głośno zrezygnowanym i szorstkim głosem. Podniosła zadek, zaś Irie wskazała barmanowi psi grzbiet. - Jest silna, da radę - Powiedziała w razie jakiś wątpliwości. Miała zamiar wrzucić nieprzytomnego na jej wielkie cielsko, znając ją nawet tego zbytnio nie odczuje. Ruszyła w kierunku pokoju. - Nie wiem. Chcę się dowiedzieć co jest grane. Wychodzi na to, że karczma może być zagrożona. Albo niewinne osoby również są w tarapatach. Żadna z tych opcji nie jest zbyt optymistyczna, więc chcę poznać prawdę....a przynajmniej ja - Wyjaśniła barmanowi, przynajmniej takie było jej zdanie. Zaś co o tym wszystkim sądził Ego? Nie wydawał się jakby był zainteresowany bezinteresowną pomocą, choć z drugiej strony wydawał się nieco...przestraszony otaczającymi obcymi. Ciekawe czym to było spowodowane....

Pozostała chakra: 93%
Irie
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ego » 28 gru 2016, o 15:57

Irie postawiła na swoim i po krótkim marszu doszła do poszkodowanego w celu prawdopodobnego uleczenia go, w końcu wcześniej przy rozmowie wspominała, że chciałaby spotkać jakiś silnych medyków. Według Ego nie było to dobre posunięcie, co prawda bez tego facet prawdopodobnie by umarł, lecz nie pomaga się ludziom, o których się nic nie wie. Równie dobrze mógłby to być zabójca, którego ktoś próbował powstrzymać, a ten uciekł do karczmy w celu znalezienia kogoś, kto tak naiwnie jak rudowłosa postanowi mu pomóc. Co do tego wszystkiego miał mieszane uczucia, bacznie obserwował, czy nikt nie próbuje przeszkodzić dziewczynie, nie mógł jej powstrzymać, więc jedyne co mu zostało, to pomoc. Tłum nie wyglądał na zachwyconych poczynaniami pani lekarz, niedziwne. Nie minęła nawet dłuższa chwila, a pokrzywdzony wyglądał lepiej, rany zaczęły znikać, prawdopodobnie wywołało to u niego wycieńczenie, przez co stracił przytomność. Inuzuka posiadała bardzo ciekawe umiejętności.
Nawet barman zaciekawił się całą sytuacją, chyba jednak znieczulica nie dotknęła dwóch osób w tym pomieszczeniu. Reszta wolałaby aby zginął na ich oczach, ale nie ma co się dziwić... Ludzie to strasznie dziwne zwierzęta, czasami nawet zwierzęta okazują więcej człowieczeństwa.
- Znasz go? - zapytał z czystej ciekawości barmana. Może był tutaj chociaż jednorazowym klientem, którego mógłby kojarzyć z twarzy. Wtedy chłopak byłby pewien, że można mu chociaż w najmniejszym stopniu zaufać. Po chwili, kiedy zobaczył jak dziewczyna z psami eskortuje mężczyznę, postanowił zebrać się z krzesła i ruszyć za nimi, oczywiście w ręce cały czas trzymając wcześniej wspomnianego kunai, ot tak na wszelki wypadek.
- Jeśli będzie trzeba, to tak. - odpowiedział stojąc już przy Mari, która wnosiła go do wolnego pokoju.
Ego
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ayato » 29 gru 2016, o 16:23

Misja rangi C
7/45+


Ciało niczym martwe spoczęło na grzbiecie psa. Nie było widać już zbyt wielu ran, jeśli już to kilka niegroźnych zadrapań i liczne dziury w ubraniach. Ciężko było stwierdzić co go takiego zaatakowało, ale raczej nie było to dzikie zwierze. Chyba najłatwiej było zwalić całą sytuację na jakiegoś shinobi. Po drogach chodziła ich cała masa i bóg wie o czym mógł sobie taki pomyśleć. Zaatakować niewinnego człowieka? Nic o nim nie wiedzieliście, więc mógł mieć dużo więcej sekretów niż mogło się wydawać.
Położyliście go w łóżku. Mieliście nieco więcej czasu na dyskusję i by mu się przyjrzeć, ale szczerze mówiąc to nie przedstawiał sobą nic nietypowego. Nie miał żądnej broni, nawet jednego nożyka, tak samo jak pieniędzy. Te mógł jednak stracić w jakimś przykrym wypadku, na zewnątrz była straszna pogoda i mogło się wszystko wydarzyć. Sądząc po stanie w jakim dotarł do karczmy, na pewno nic dobrego.
-Nie. – odparł krótko karczmarz, podchodząc powoli do okna. Wyjrzał przez nie na zewnątrz, ale w ciemności nie było zbyt wiele widać. Właściwie to tylko początek lasu i drogi rozchodzącej się na dwie strony, w kierunku Sogen i Ryuzaku. Nieco przestraszony stanął tuż obok was. Spojrzał raz na jedno, później na drugie.
-Muszę wracać na dół, a wy co zrobicie? – spytał łapiąc za klamkę. Ostatni raz spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę. Raczej nie wyglądał na źródło wielkich problemów, dla jego karczmy. Poza brudem i krwią wyglądał na zadbanego, nie przypominał wojownika.
Otworzył oczy i nabrał płaczliwie powietrza do płuc. Machnął rękoma na wszystkie strony. Wyglądał na przerażonego i zdezorientowanego. Podniósł się do pozycji półsiedzącej i rozejrzał na wszystkie strony. Chociaż spojrzał na każde z was, to zachowywał się jakby was nie widział. Był zagubiony, nie rozumiał sytuacji w której się znalazł.
-Gdzie ja jestem? – spytał, lecz nie czekał na odpowiedz, bo zaraz zadał kolejne pytanie. –Co z resztą? Gdzie są Shizaku i Haruki? – jedną rękę wsadził pod płaszcz, jakby czegoś w nim szukał. Najpierw jedna kieszeń, później druga. Na jego twarzy zaczął pojawiać się strach wymieszany ze złością.
-Gdzie moje pieniądze? – dosyć dziwna zmiana tematu z jego strony, bo szybko znalazł inne priorytety. Odgarnął pościel z siebie i zwalił ją gdzieś na podłogę. Chciał wstać, ale syknął mocno z bólu i opadł bezsilnie na plecy.
Ayato
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Irie » 29 gru 2016, o 17:43

Cała ekipa dostała się do pokoju, który zapewnił barman ku zdziwieniu chyba wszystkich tu obecnych. Mari zaparkowała tuż przy łóżku zaś Irie po prostu zepchnęła mężczyznę na miękkie posłanie za bardzo się nie patyczkując, szczególnie w przypadku kiedy jego rany zostały wyleczone. Mieli krótką chwilę na przypatrzenie się mu, lecz nie posiadał przy sobie żadnej broni ani cennych rzeczy, którymi mógłby się pochwalić. Czyżby stracił je w trakcie walki? Któż to wiedział, przynajmniej nie wydawał się on groźny.
Barman wyznał że nie zna tego kolesia. Wyglądał na zaniepokojonego, czyżby jakieś zagrożenie wisiało w powietrzu? Wyjrzał on przez okno z niewiadomych powodów po czym oznajmił że idzie jednak na dół. - Chyba poczekamy. Mam nadzieję że nie potrwa to długo choć z drugiej strony nie ma tutaj zbyt wielu rzeczy do roboty - Odpowiedziała barmanowi wzruszając ramionami. Pogoda i tak nie dopisywała, na dodatek robiło się ciemno, Irie zbyt szybko nie wyjdzie na zewnątrz a już na pewno nie w ciągu najbliższej godziny. Może zamówi tutaj sobie coś do jedzenia? Psy z pewnością ucieszyłyby się z tej informacji....
Minęła krótka chwila, psiaki ułożyły się wygodnie na podłodze, Irie zaś usiadła Mari na grzbiecie, jej zaś niezbyt ten ciężar przeszkadzał. Nagle mężczyzna wybudził się z głośnym wdechem, zaczął maniakalnie machać rękoma jakby coś go atakowało. Ruda przez chwilę gapiła się w jego stronę nieco współczująco, dała mu jednak czas na wyciszenie się. Podniósł się, rozejrzał, chyba powoli odnajdywał się w tej dziwnej sytuacji. Zadał kilka istotnych pytań, chciał również wstać lecz ból mu to uniemożliwił. - Em....zawitałeś w karczmie Kurinuka-me w stanie....dość poważnym, byłeś na skraju śmierci po czym zemdlałeś. Zostałeś przeniesiony do tego pokoju i....tylko tyle właściwie mogę ci powiedzieć, nic innego nie wiem, a także nikogo z tobą nie było - Wzruszyła ramionami, może i była dość pomocna jednak do wróżki było jej daleko i nie miała zamiaru zmyślać jakiś historyjek. - Wygląda na to że zostałeś ogołocony ze wszystkich dóbr, a także ktoś chyba chciał cię zabić.
Irie
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ego » 29 gru 2016, o 18:18

Najwyraźniej całe wydarzenie miało dobiec końca, Mari przeniosła rannego na swoim grzbiecie do wcześniej zaoferowanego przez barmana pokoju. Mężczyzna został zepchnięty przez Irie na łóżko, po czym wszyscy obserwowali go uważnie. Nie wiadomo czy zaraz nie obudzi się i nie rzuci na dziewczynę, ale wtedy raczej zostałby zagryziony przez jednego z jej dwóch psów obronnych. Ego rozluźnił się trochę i z powrotem schował kunai do kieszeni. Tym razem obeszło się bez jakiejkolwiek walki, co było chyba bardzo rzadkie dla tego miejsca. Kilka chwil później mężczyzna ocknął się, próbując wstać. Oczywiście całe jego starania na marne, w końcu po doznaniu takich obrażeń nie powinien być już na tym świecie. Barmana już dawno nie było z nimi, więc to oni pełnili pełną kontrolę nad jego hospitalizacją. Trzeba przyznać, że rudowłosa odwaliła kawał dobrej roboty, prawdopodobnie była dużo silniejsza od Uchihy, który tak naprawdę nie potrafi nawet obudzić swojego sharingana, który jest znakiem rozpoznawczym wśród jego klanowiczów.
- Radzę ci się słuchać tej dziewczyny, gdyby nie ona skończyłbyś martwy w progu. - uświadomił mężczyznę, że ratowanie jego życia należało tylko i wyłącznie do dobrej woli rudowłosej, dlatego nie powinien teraz zastanawiać się jakimiś bzdurnymi pieniędzmi, ale to kolejna cecha ludzka, która prowadzi ich do zguby. Chęć posiadania pieniędzy jest u nich wyższa, niż ich własne życie.
- Nie wiem, czy powinniśmy iść szukać jego towarzyszy, raczej i tak już nie żyją. - powiedział to specjalnie, aby ujrzeć reakcję ledwo żywego, który pierwszą rzeczą, jaką zrobił po przebudzeniu, to sprawdzenie, czy jego sakiewka z pieniędzmi znajduję się w kieszeni.
Ego
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ayato » 30 gru 2016, o 16:48

Misja rangi C
10/45+


-Cholerni rabusie… Są wszędzie. – westchnął mężczyzna wciskając się nieco głębiej w pościel. Zerknął w kierunku okna. Przez światło w pokoju nie było nic widać na zewnątrz, poza kilkoma pobliskimi drzewami i kroplami deszczu spływającym po starej szybie. Czarnowłosy nieco posmutniał, później spojrzał na młodego chłopaka. Wyraźny brak jakiegokolwiek zaufania bił mu z oczu. W przeciwieństwie do rudowłosej, której był gotów powiedzieć nieco więcej. Zacisnął delikatnie zęby i tak był na straconej pozycji, więc nie było sensu by stawiał jakieś swoje warunki. Westchnął cicho, nieco zrezygnowany.
-Znajdźcie ich, proszę. – mruknął spoglądając na dziewczynę, chociaż nie liczył na to że od razu się zgodzi. Nie ma zbyt wielu ludzi, gotowych pójść podczas ulewy, w środek lasu szukać nieznanego. Ni za darmo, z dobrego serca. Złapał się jedną ręką za czoło, w miejscu gdzie wcześniej miał dosyć poważną ranę. Głowa mu pulsowała, jakby zaraz miała wybuchnąć. Chociaż rany się zagoiły to objawy wciąż pozostały i najwyraźniej mocno mu doskwierały.
-Zapłacę wam, jeśli odzyskacie moje rzeczy i dorwiecie tych bandytów. –tylko ile w tym było prawdy. Nie miał przy sobie niczego, jego kompani zaginęli, a on ledwo żywy trafił do karczmy. Syknął cicho z bólu i nieco podniósł się do góry. W pozycji półsiedzącej spojrzał raz jeszcze na chłopaka, później rudowłosą. Pokręcił delikatnie głową, chociaż ciężko było wnioskować co chciał przez to powiedzieć. Chyba było to coś w stylu, nie ufaj mu, nie warto, ale kogo by to obchodziło.
-Podróżowaliśmy z Ryuzaku do Sogen i chcieliśmy przenocować w tej karczmie, ale chyba się nie udało. Wraz z moimi kolegami, zostaliśmy zaatakowani i pewnie nie będziemy ostatni, jeśli nikt nie zajmie się tymi rabusiami. Nie było ich wielu, chyba nawet tylko dwóch, ale za do doskonale byli przygotowani. Wiedzieli co mają robić i jak szybko zająć się sprawą. Unieruchomili nasz wóz, a później… później nie pamiętam. – opuścił głowę nieco do dołu. Chciał wam pomóc w miarę swoich możliwości, ale nie był w stanie przypomnieć sobie nic więcej. Każda kolejna próba, kończyła się cichym syknięciem z bólu. Nie były to objawy jakiejś amnezji, po prostu nic więcej nie wiedział, a każdy kolejny wysiłek sprawiał mu ból. Do karczmy trafił ledwo przytomny, miał prawo nic nie pamiętać.
Ayato
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Irie » 31 gru 2016, o 19:39

Mężczyzna się wybudził zaś Ego o dziwo zechciał zaaprobować Irie i uświadomić rannego iż to ona jest taka super i w ogóle. Ruda nie chciała aż tak się tym przechwalać dlatego między innymi niczego nie zdradzała, lecz akurat nie była to jakaś istotna sprawa. - Ehehe no trochę ta - Potwierdziła słowa Uchihy choć bardziej ciekawa była na odpowiedź ze strony nieznajomego. Dodatkowo Ego postanowił nie przebierać w słowach oraz jasno zakomunikować biedakowi że jego towarzysze raczej są martwi. Tego niestety nie wiedział żaden z nich.
Mężczyzna nie był w humorze, pierwsze jego zdanie świadczyło o tym że natknął się na jakiś rabusiów. Na krótką chwilę w pokoju zrobiło się cicho gdyż czarnowłosy nie był skory do mówienia, spojrzał w kierunku okna jakby szukał jakiegoś...objawienia. Nietrudno było się domyślić że niczego tam nie ujrzał. Postanowił kontynuować tą nierówną rozmowę i co nieco wyjaśnić. Zaczął od....prośby. Chciał żeby dwójka pomogła mu w znalezieniu jego kompanów. W pierwszej chwili przez myśli Irie przeszła wielka niechęć na wychodzenie z ciepłej karczmy na tą ulewę. Mari nie wykazywała takich protestów, była zatwardziała w boju zaś Ryuu zamerdał wesoło ogonem wyobrażając sobie dobrą zabawę w deszczu. Ruda skrzywiła się nie kryjąc swojej niepewności i niechęci choć najwyraźniej mężczyzna w niewielkim stopniu jej zaufał. Mężczyzna zrozumiał aluzję, ciągnął swoją prośbę mimo bólu głowy. Wspomniał również o...zapłacie. Tylko na ile było w tym prawdy? Całość wydawała się mocno niepewna. Dziewczyna złapała się za szyję i westchnęła mocno zakłopotana całą sytuacją. Irie była skłonna pomagać rannym czy też umierającym lecz jeśli była zostawiona przed faktem dokonanym. Już dawno zrozumiała że nie zbawi całego świata więc nie pchała się w niepewne miejsca. - Eh - Westchnęła ciężko po czym dojrzała że mężczyzna usiadł do i pokręcił głową w niezrozumiałym geście.
Przeszedł w końcu do konkretnych wyjaśnień, powiedział co wiedział i właściwie tyle. Irie skrzyżowała ręce na piersi i zamyśliła się. Psy bacznie go obserwowały, chciały po prostu węchem sprawdzić czy nie kłamie. Działało to na zasadzi wydzielanych hormonów w trakcie różnych nastrojów ludzi, zwierzęta w końcu doskonale wiedzą kiedy człowiek ma jaki humor. Ruda spojrzała więc na zwierzaki. - Czujecie coś? Jest godny zaufania? - Spytała. Mężczyzna wydawał się rozsądny, zapłata nawet dużej kwoty była bardziej opłacalna od straty całego wozu z towarami. - Myślę, że nie kłamie - Rzekła Mari. Irie przeniosła swój wzrok na Ego. - A ty co o tym myślisz? - Zagadnęła kompana, którego w tej chwili mogłaby tak traktować. - Masz coś co mogłoby zdradzić...em zapach tych oprawców? Mam tu psy które zdecydowanie by pomogły, a skoro się to działo zaledwie godzinę temu, to nawet w tych warunkach psy coś wyczują - Stwierdziła, w końcu niechętnie wybrałaby się w taką pogodę jednak zwierzaki mogłyby znacznie skrócić poszukiwania oprawców. Kwestia teraz tego czy Ego się zgodzi oraz czy psy nie wyczują czegoś podejrzanego. - Tylko ostrzegam. Jeśli to żart....to potrafię być równie groźna co tacy rabusie w lesie - Uśmiechnęła się drapieżnie spoglądając mężczyźnie prosto w oczy wyzywającym wzrokiem. Nie miała zamiaru dawać sobie w kaszę dmuchać, o nie.
Irie
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ego » 3 sty 2017, o 15:40

Spoiler: pokaż
Sorki miśki, trochę się sylwester przedłużył.

Od samego wtargnięcia do karczmy przez nieznanego człowieka, cała sytuacja nie podobała się miejscowemu Uchiha. Według niego nie istnieje coś takiego jak bezinteresowna pomoc komuś, kogo tak naprawdę się nie zna. Najbardziej przekonującą rzeczą w takich sprawach są oczywiście pieniądze, których poszkodowany najwyraźniej nie posiadał ze sobą, w końcu przed chwilą został ograbiony. Ciężki orzech do zgryzienia trafił się dwójce młodzieniaszków i wielkim czworonogim towarzyszom.
- Wszystko na tym świecie ma swoją cenę. - odpowiedział mężczyźnie, który prosił o pomoc. Z jednej strony zabrzmiało to bezdusznie, lecz kto ryzykowałby swoim własnym życiem, w przypadku jeśli jedynym, co dostanie w zamian, to wdzięczność obcego faceta, którego raczej nie spotka kolejny raz. Może dla niektórych było to wystarczające, lecz nie dla młodzieńca, który przystosowywał się do życia w tym świecie, gdzie każdy patrzy tylko na siebie i korzyści.
- Teraz mówisz jak człowiek. - podkreślmy specjalnie słowo człowiek, które zostało użyte w tym zdaniu nie z przypadku. Ego rozejrzał się po swoich towarzyszach, chyba nie tylko jemu wydawało się to złym pomysłem, aby ruszyć w poszukiwaniu napastników. Podszedł bliżej do Irie, po czym powiedział jej po cichu do ucha.
- Nie podoba mi się to bardzo, ale to ty go uratowałaś, więc powinnaś podjąć decyzje. - miał nadzieję, że uratowany facet nie usłyszy tego, co mówił. W sumie to tak naprawdę wisiało mu to, w końcu niezbyt interesowało go, czy zwykły, szary człowiek będzie go postrzegał jak kogoś złego. Teraz zostało podjęcie decyzji, która pozostawił rudowłosej dziewczynie. To jej problem, że uratowała poszkodowanego, aczkolwiek Ego pomoże jej, jeśli ta postanowi się wyjść na zewnątrz i szukać napastników.
Ego
 

Re: Karczma "Kurinuka-me"

Postprzez Ayato » 4 sty 2017, o 20:13

Misja rangi C
13/45+


Mężczyzna leżał bezsilnie w łóżku z pustym wzrokiem wbitym w sufit. Chyba dopiero teraz to wszystko do niego docierało. Starał się pogodzić w wydarzeniami, które doprowadziły go do tak fatalnego stanu, ale im bardziej próbował, tym bardziej czuł się słaby i bezużyteczny. Dosłownie na waszych oczach uchodziła z niego chęć do życia. Konsekwencje straty wszystkiego były naprawdę bolesne. Może poza dwoma kompanami nie miał nikogo więcej, a teraz mogło i ich nie być. Właściwie to z przypuszczeń Ego już byli martwi. Chyba ta niewiedza była najgorsza. Odrobina nadziei na to, że udało im się przeżyć, wprowadzała go w ogromne zakłopotanie. Nie mógłby żyć z świadomością, że nawet nie spróbował im pomóc.
-Nie, nic. – odparł krótko, łapiąc za pościel i obracając się na bok. Syknął przy tym cicho z bólu. Kołdrę podciągnął do góry, chowając się prawie cały pod nią. Chciał zostać sam, a tym gestem wyraźnie dał wam o tym znak. To co zrobicie już go nie obchodziło, jeśli odrzucicie ofertę to trudno, a jeśli się zgodzicie to niestety byliście zdani sami na siebie. Pomógł wam jak tylko mógł. Powiedział o tym co się stało i co najważniejsze dla chłopaka przedstawił swoją ofertę. Niestety nie mógł stwierdzić jak hojna będzie to zapłata. Cały jego dobytek, był w rękach rabusiów, a waszym zadaniem było go odzyskać. Później będzie czas by martwić się o szczegóły.
Samo zadanie było niezwykle ciężkie nawet jak na świetnie wyszkolonego Inuzukę i dwa psy. Deszcz na zewnątrz skutecznie utrudniał całą pracę. Świeże wiosenne powietrze i chłodny wiatr szybko zacierały tropy. W sumie to nie mieliście ich zbyt wiele bo tylko jeden. Na szczęście nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mężczyzna trafił do karczmy niedawno a jego zapach wciąż był silny. Sądząc po jego ranach, atak nie mógł nastąpić zbyt daleko, nie byłby w stanie przejść zbyt dużej odległości. W drzwiach był ledwo przytomny. Dwa może maksymalnie trzy kilometry od karczmy. Przez trudną pogodę nie byłaś w stanie dokładnie określić odległości, wiatr skutecznie ją maskował, ale nawet z karczmy wiedziałaś z której strony przyszedł biedaczek. Może tam znajdziecie więcej poszlak i informacji na temat bandytów.
Ayato
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości