Gospoda i lasy na starym szlaku

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 13 gru 2018, o 23:24

Traktat był więc w mocy, a Juranu nie miał zamiaru łamać postanowień tej nocy. Dał się więc prowadzić ku drzewu upragnionemu, skorzystał też z pomocy, udzielonej nie wiedzieć czemu. Wszak skoro on w ich interesy godził, to martwy nigdy, przenigdy by im nie zaszkodził. Tymczasem jednak szło mu jak po maśle, jeszcze trochę i wróci do siebie, na własne. Teraz tylko dotrzeć do wielkiego drzewa, a gdy doszli do polany, zaczęli je dostrzegać. Wielkie i dumne, nawet gdy przez mróz zamarłe. Ciekawym jak się prezentuje w lato, gdy z liści nie obdarte... Już chciał się zebrać, już ruszyć chciał do przodu, ale zachowanie dziewczyny nie dało mu wyboru. Stracił swe oparcie, lecz zyskał pomocnicę, czy tak powinien nazwać tę piękną pannicę? Chcieli się go pozbyć i to byle szybko, a on tylko patrzył, jak dziewczyna załatwi wszystko. Wpatrzył się w istotę niezwyczajną, mrugnął z niedowierzania, lecz gdy oczy otworzył ponownie, brak było istnienia.

Czy to zwidy były? To jego szaleństwo? Czy faktycznie istniało to maleństwo. Tego nie wyjaśni, wziął amulet przyjął w ręce i próbując nie upaść, skłonił się naprędce. W imię podziękowań, za pomoc w jego trudach, za to, że nie zostawili go bez wiedzy o tych cudach. Teraz tylko oby z powrotem mu pomogli, ale to nie wszystko, ale jeszcze jedno by zrobić mogli. Gdy więc ruszyli w powrót ku gospodzie, Juranu zaczął składać prośby w swej prostocie.
- Przysięga przysięgą i ja jej dotrzymam, lecz prośbę wobec was jeszcze trzymam. Rozstańmy się przed zasięgiem z okien czujnego wzroku, bo dotarcie musi być osiągnięciem własnego kroku. Po chwili jednak wygnam Hashimoto w las, a wtedy na spełnienie mojej prośby przyjdzie czas. Pokażcie co umiecie, nie wszyscy jak ja są szaleni, doprowadźcie więc kupca do gorączkującej czerwieni. Niech boi się tego co w lesie czeka, niech już nigdy nie naruszy waszego teatrzyka. Niech lęk go dopadnie i każe mu wyć, niech pomyśli ile chciał cudzych poświęcić żyć. Niech dozna go kara, za posłanie ludzi, jako iż on nigdy rąk nie brudzi. - nie pałali miłością do pysznego handlarza, a taka sytuacja rzadko się nadarza...
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 621
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej ręce. Bordowy płaszcz, brudny i podniszczony. Wybrzuszenie sugeruje noszenie pod nim dużej torby na ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 14 gru 2018, o 19:09

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Rozdział 2
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
17/15+



Juranu nie przejął się tym, co widział. A może nawet w to nie uwierzył? Wszak sam rozumiał, w jakim jest stanie. Czuł chyba, że mróz ograniczał mu ciało i tępił zmysły. Dlatego, mimo urażonej dumy, musiał opierać się na dwojgu nieznajomych.
Mimo trudnej sytuacji, droga powrotna zdawała się krótsza. Ledwie drzewo zniknęło na granicy wzroku, pojawił się słub dymu z gospody, a wkrótce i sama gospoda.

Zatrzymali się na krawędzi lasu, jak chciał Juranu. Nie powiedzieli mu tego, ale dla nich również nie byłoby dobrze, gdyby zaprowadzili go pod same drzwi. Chłopak mógł nie być jednym, który rozpozna suknie Yuki-onny. Stanęli więc, pod jednym z drzew. Widzieli gospodę, lecz byli pewni, że ona ich nie widzi.
-Chcesz z powrotem swoje ubrania? – Zapytała dziewczyna podając mokre szmatki, które nie miały czasu, ani możliwości jeszcze wyschnąć.
Uch. Nasiąknięte wodą i sztywne od lodu ubrania na gołe, przemarznięte ciało. Uch, biedny Juranu. Ale powinien się na powrót przebrać. Jak inaczej wytłumaczy się gościom? Chyba, że miał już w zanadrzu jakieś dobre kłamstwo, lub liczył, że nikt nie zwróci na to uwagi. Jego sprawa. Dziewczyna chciała tylko zwrócić jego własność.
-Możesz być pewien – zapewniła kładąc mu rękę na ramieniu. - Że zazna wrażeń, po które tu przybył.
Mrugnęła porozumiewawczo, po czym puściła chłopaka wolno.
Czuł się już nieco lepiej, ale wciąż ciążyło na nim brzemię zimnej wody. Na szczęście nie musiał iść daleko. Szybko ktoś go zobaczył. Szybko ktoś powiadomił gospodarza. Szybko gospodarz, wraz z paroma innymi, wybiegli z gospody na ratunek wędrowcowi.
-Bogowie! Co Ci się stało? Mówiłem, że to głupota. Po coś tam polazł?
Ubolewał gospodarz, lecz nie czekał odpowiedzi.
Wzięli go pod pachy i zaprowadzili do gospody. Tam, posadzili w kącie. Dali herbaty i ciepłych koców. Cała gospoda zebrała się wokół Juranu. Czekali odpowiedzi i mrożących krew w żyłach opowieści. Tylko Hashimoto siedział, jak siedział. Kolejną pił sake i nawet spojrzeniem chłopaka nie zaszczycił – sądząc, że wygrał.
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 389
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 15 gru 2018, o 17:25

- Ach tak, za pomoc i te ubrania bardzo dziękuję. A swój powrót do gospody niedługo też czuję. Nie dzisiejszy by zakończyć tę sprawę, ale może za miesiąc czy kiedy, by widząc was spróbować smaczną strawę. - przyjął swe mokre wdzianko i wyskoczy z tego co na zmianę dostał. Ubrał się naprędce i z towarzyszami się rozstał. Ruszył ku gospodzie ku jej ciepłym światłom, pokazując, że się nie dał tak łatwo leśnym przypadkom. Że wraca tutaj cało, choć trochę zmoczony, że jest żywy, nawet jeśli przemoczony.

Trafił w końcu do gospody, drugi raz półżywy tej nocy. Ale tym razem zrobił wszystko co w jego mocy. Zrobił wszystko by tu wrócić i dopiąć swego, my uwolnić gospodę od nieszczęścia kolejnego. Ogrzewał się w cieple pod wielokrotnym przykryciem, ogrzał swe usta ciepłym piciem. W końcu spojrzał po wszystkich jakby pustym wzrokiem, zawiesił go na kupcu, obdarzył wzroku mrokiem. Wyciągnął ręce spod koców, wyciągając przedmiot Hashimoto pożądania.

- Chyba czas, żeby wysunąć me żądania. - na stół najbliższy chłopcu amulet wylądował, dając do zrozumienia, że ani trochę nie żartował - Zapłacisz mi natychmiast, gdyż zasłużyłem na nagrodę. A o przysiędze pamiętam, więc sam wyruszysz w drogę. W samej bieliźnie, tak jak przysięgałeś, a gwarantuję, że znajdziesz coś, czego dotąd nie zaznałeś. - w miarę jak mówił, podnosił swój głos, wzywając kupca, by przystał na swój los. Nadchodzi koniec przygodnej nocy, w której Juranu zrobił wszystko co w jego mocy. Zostanie tu pewnie jeszcze dni kilka, dla jego zdrowia i sił będzie to chwilka... Nie ruszy w drogę powrotną bez odpoczynku, a czyż nie wspaniale byłoby go spędzić w tym przybytku?
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 621
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej ręce. Bordowy płaszcz, brudny i podniszczony. Wybrzuszenie sugeruje noszenie pod nim dużej torby na ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 16 gru 2018, o 13:01

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Rozdział 2
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
19/15+



Zapanowała cisza.
Tępy odgłos uderzenia – drewnianej figurki o stół – i cisza. Ludzie patrzyli po sobie, na kupca i na Juranu. Wielkie mieli oczy, usta szeroko otwarte. Nie wierzyli lub wierzyć nie chcieli. Kupiec również nie wierzył, choć aż wstał z wrażenia.
Ciszę przerwał, gdy pierwszy – odważny wyciągną rękę w stronę talizmanu.
-Zostaw – rykną Hashimoto i sam chwycił figurkę. Obejrzał ją dokładnie, zważył w dłoni. - Skąd mam mieć pewność, że jest prawdziwy, hę?
Wymachiwał talizmanem i poddawał w wątpliwość osiągnięcie Juranu. Nie chciał uznać jego zwycięstwa. Dopiero uciszył go gospodarz.
-Skończ Waść, bo tylko wstydu sobie robisz, nie uznając porażki – mówił starzec, kulturalnym i spokojnym, acz zdecydowanym głosem. - Doskonale Pan wie, że to kodama – najprawdziwsza. Chłopak wykonał zadanie. Płać Waść!
Odwrócił się do Juranu, uśmiechną i mrugną porozumiewawczo. Tak jakby wiedział, że on wie. Czyżby tamta dwójka podeszła od zaplecza – korzystając z zamieszania, jakie wywołał powrót Juranu – i opowiedziała dziadkowi o całym zajściu nad jeziorem? Uświadomili starca o długu jaki mają wobec chłopaka i umowie jaką zawarli? Bardzo prawdopodobne. Ale nie mniej niż to, że gospodarz sam miał już dość Hashimoto. Bez względu na powód, wsparcie staruszka okazało się bardzo pomocne.
„Płać Waść!”
Zabrzmiał chór. Skoro poparł go gospodarz, poparła go cała gospoda. Goście, kelnerki, kucharze i służba. Wszyscy domagali się zapłaty dla chłopaka.
Kupiec tylko zmarszczył brew. Twarz mu się wykrzywiła w paskudnym grymasie. Cisną talizmanem w stronę Juranu, tak, by upadł tuż przed nim. Nie był zadowolony, lecz musiał przełknąć tę gorzką pigułkę. Inaczej – zapewne – goście sami wydarliby mu nagrodę dla bohatera. Tak, Juranu właśnie został bohaterem gospody. „Przeklętym bohaterem” dla kupca. Każdym zgrzytnięciem zębów wyrażając swój gniew – sięgną za pazuchę i wydobył zza niej sakiewkę. Parskną pogardliwie, po czym rzucił mieszek tam, gdzie wcześniej talizman.
-Masz swoje pieniądze – warkną gniewnie i już miał odejść, lecz powstrzymała go Aya.
-A reszta przysięgi? - Zapytała słodkim głosem. - Miał Pan iść wśród demony. Zapomniał Pan? - Zaśmiała się i rozłożyła ręce. - Na Pana szczęście, my pamiętamy.
Ludzie przybywający do tej gospody – ludzie wrażeń i przygód głodni. A przede wszystkim: radości. Wielkiej radości i uciech.
Cóż to była za zabawa, by kupca do bielizny rozebrać i na mróz wyrzucić? Ciekawe, czy Juranu brał w niej udział? A jeśli nie, to czy tylko ze względu na stan zdrowia? Pomógłby im, gdyby czół się lepiej?
Ech, smutek bierze, gdy zrozumieć, że ci którzy karzą, sami nie lepsi są od karanego.
Lecz nie mnie ich osądzać, a Bogom. W przypadku kupca zaś – demonom.
Juranu dostał swoje pieniądze i obiecaną „zemstę”. Powinien być zadowolony, a był?
Przez okno gospody obserwować mógł, jak kupiec biega między zjawami – błagając je o litość.
Zabawa, czy tragedia?
Bohater, czy łotr?
I tylko to zimno, które nagle wstrząsnęło ciałem chłopaka. Coś białego, mignęło na granicy wzroku. Coś szarpnęło za rękaw. Coś sprawiło, że zadzwoniły monety w woreczku, a coś postawiło – rzuconą wcześniej – figurkę do pionu. Bielutki, jak śnieg kodama, który zdawał się teraz uśmiechać.
Hi hi hi
Obrazek
Dodatkowe informacje: Juranu spędził jeszcze kilka dni w gospodzie. Oczywiście za darmo. Los bohatera mógł wydawać się piękny, lecz pewnie szybko mu zbrzydło opowiadanie - po raz kolejny i kolejny - o swojej przygodzie. Żart losu polega na tym, że gdy zdecydował się w końcu opuścić gospodę, gospodarz wskazał mu drogę. Nie tą, którą przybył. Inną, szerszą i znacznie wygodniejszą. Tą, którą wszyscy tu docierali. Kto by się darł nieprzetartym szlakiem, kiedy z drugiej strony polany wychodziła piękna, szeroka droga? Ten, którego tak poprowadziła mapa. A kto te mapę napisał? Tak, Juranu właśnie za to mogłeś się na kupcu mścić. Za drogę złośliwą.
Właśnie, a co z kupcem? Spuśćmy w tym miejscu zasłonę milczenia, i niech każdy na własny rozum, go w wyobraźni osądzi.
Misja zakończona sukcesem. Bardzo dziękuję za udział i mam nadzieję, że bawiłeś się równie dobrze, jak ja :D
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 389
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 17 gru 2018, o 14:58

Przygoda ta więc biegła ku końcowi, nie dając wiele szczęścia zarozumiałemu kupcowi. Juranu zaś pozwolił gospodzie żyć własnym życiem, on zaś zajął się posiłku spożyciem. Nie był człowiekiem zawistnym, nie był człowiekiem mściwym, ale zawsze wolał być kimś w rodzaju obserwatora, może myśliwym? Obserwował teraz jak ofiarę jego na przysłowiowe strzępy rozszarpują, a on sam spojrzał w oczy karczmarzowi, wiedząc iż obaj się z sytuacji radują. Nawet nie miał zamiaru schylać się po fanty na podłogę rzucone, dołączył tylko niewidoczną nić chakry do mieszka i przyciągnął ku sobie. Za pazuchą schował, jak to bywa w ludzkim zwyczaju, a potem w nieszczęściu karanego nie wziął udziału. On już swoje zrobił, wrócił tu cały, nawet jeśli duchy ludźmi się okazały.

Zaczepiło go coś jednak, spojrzał na kodamę. Czy to zwidy, czy widział to na prawdę? To już raz kolejny, to samo było przy drzewie, czy więc nie naruszył czegoś ważnego będąc w potrzebie? Z całym szacunkiem podniósł wręcz amulet, wstając zrzucił owijający go pled. Jakkolwiek zmęczony i zmarznięty, szacunek zachować trzeba było, gdy to co się działo poza rozum ludzki wychodziło. Ruszył go gospodarzowi, składając przed nim z amuletu dar. Juranu po przeżyciu tego wszystkiego mimo wszystko wciąż się bał. Bał się tego, że naruszył duchy lasu, nie myśląc o tym zawczasu.
- Chciałbym, żeby pan to wziął i zadbał należycie. Mi wystarczy już to leśne przeżycie, a miejsce tego amuletu obaj dobrze znamy, więc chyba najlepiej będzie jak wspólnymi siłami go właścicielom oddamy. - głos miał przyciszony, chciał by prawda na jaw się wydostała, nawet jeśli gawiedź przy oknach zajęta kupcem stała.

Minęło dni kilka, Juranu do zdrowia i sił dochodził, ale choć przyjemnie było, nie będzie się ciągle nad tą opowieścią rozwodził. Zebrał swój dobytek, pożegnał gospodarzy. Taka przygoda na pewno długo mu się nie przydarzy. Wdzięczny za drogi wskazanie, ruszył w końcu i przerwał czekanie. Czekanie na swe życie, na zadania kolejne. Ruszył dziś ku Kotei, mając nadzieję, że będą od przemoczenia w jeziorze mniej nieprzyjemne...


[z/t]
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 621
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej ręce. Bordowy płaszcz, brudny i podniszczony. Wybrzuszenie sugeruje noszenie pod nim dużej torby na ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Kakita Asagi » 21 cze 2019, o 03:29

Sogen różniło się zarówno od Yinzin, jak Kyuzo czy Kaigan. Wielkie równiny, po których wiatr hula w pełni zasługiwały na swoją nazwę, a oku Asagi’ego podpowiadały, że niewątpliwie były świadkami wielkich bitew w przeszłości, bowiem do rozgrywania ich idealnie się nadawały, ale obecnie, niebieskooki zawędrował nieco na bok z głównego traktu, bowiem trasa wydała mu się nie tylko rzadko używana, ale również mało przyjemna. Może gdyby był bardzo zabobonny zawróciłby z drogi, ale był samurajem – czuł, że ma z sobą wsparcie bogini Amaterasu, a dobre duchy jego przodków stale prowadzą jego ostrze, tak więc nie wahał się iść obranym kierunkiem. Poza tym, wieść gminna niosła, że gdzieś tutaj jest karczma o ciekawej sławie, więc dlaczego by nie odwiedzić jej?
Wiosenne dni nie były jeszcze długie i szarówka robiła się wczesną porą. Niebieskooki szermierz nie chciał spędzić kolejnej nocy pod gołym niebem, ale z drugiej strony, miał jeszcze nieco czasu, zwłaszcza, że jeden z kierunkowskazów oznajmiał, że do gospody niedaleko, a ta łączka pośród drzew za bardzo kusiła, by z niej nie skorzystać, zwłaszcza, że nie brakowało na niej jego ulubionych obiektów treningowych oraz nauczycieli…
Kakita analizował swoje dotychczasowe próby polepszenia techniki cięcia i generalnie, nie szło mu aż tak tragicznie, ale do bycia zadowolonym również wiele brakowało. Niebieskooki stale popełniał błędy, które uniemożliwiały sięgnięcie doskonałości, którą byłoby wykonanie serii cięć jako jednego cięcia i nie, nie chodziło tutaj o bezmyślne zasypanie wroga wymyślną kombinacją, nasz samuraj miał zdecydowanie bardziej wymyślny plan – chciał pozbyć się przerwy między cięciami, czyniąc z nich jedno. Sam władał tylko jednym ostrzem, obecnie nieco dłuższym niż dotychczas, ale taką droge obrał. Słyszał co prawda o wojownikach, którzy w walce korzystali z więcej niż jednego miecza, ba, nawet widział adeptów używających siedmiu ostrzy jednocześnie (i dlatego między innymi tu przybywał), ale nie przejmował się tym.
Niebieskooki dobył ostrza i zważył je ponownie w dłoni. W jego treningach nie chodziło jedynie o poprawienie techniki, ale musiał jak najszybciej przyzwyczaić się do używania długiego ostrza – dotychczasowa katana była elegancka, ale nie dawała przewagi dystansu, jakie miało tachi, zwłaszcza, że Asagi posiadał również wakizashi, którego mógł użyć, gdyby walka miała się odbyć w ciasnocie. Kakita pozwolił, by wiatr omiótł jego myśli i sam nabrał głębszego wdechu, czyszcząc je i skupiając się. Uwolnił zmysłu, które podpowiadały mu, że jest sam. Mógł spokojnie zacząć swój trening od happo-giri, to podstawowe ćwiczenie stało się jego codzienną praktyką. Kiedy biodra samuraja drgnęły do przodu, jego miecz również to uczynił niesiony dłońmi, które stanowiły przeniesienie woli jego ducha. Niebieskooki nie spieszył się, ale i nie wykonywał ćwiczenia powoli – na to nie miał już czasu. Starał się osiągnąć więcej niż połowę swojej aktualnej maksymalnej prędkości, akurat tyle, by ruch był żywy, a on mógł na niego świadomie wpływać. Jego klinga mknęła tnąc powietrze, a on robił kolejne kroki zgrywając je z cięciami, a z nimi oddech. Było to zdecydowanie trudne, kolejne wdechy łamały jego postawę, wywoływały napięcie mięśni, już zdecydowanie łatwiej było w ogóle nie oddychać, ale jak długo tak można?
Próby ćwiczenia na bezdechu skończyły się bardzo szybko – przechodzące w beztlenowe oddychanie mięśnie domagały się oddechu, a pauzy między kolejnymi sekwencjami były nie tylko bezsensowne, ale również psuły technikę – nie dało się tak walczyć w żadnym wypadku. Metodę należało znaleźć inną. Na razie, pocieszeniem naszego bohatera było to, że przynamniej kombinację najbardziej pasujących do siebie cięć znalazł, a raczej dopasował, bo anonimowy autor który opracował metodę treningową happo-giri zrobił to wcześniej. Asagi’emu jednak chodziło o coś więcej, niż jedynie sposób uczenie się cięć, to umiał. On chciał z prostego ćwiczenia zrobić skuteczną formę prowadzenia walki, a wiedział, że w prawdziwym starciu cięcia nie różnią się bardzo od tych, które w ćwiczeniu się wykonuje, czyż bowiem zwoje nie mówiły, że walczyć można tak, jak się trenuje?
Krótka przerwa i powrót do niej. Niebieskooki zastanawiał się, czy niedoścignione jaskółki, od których chciał się uczyć czasem nie znają rozwiązania jego problemu. Jakże żałował, że nie mógł z nimi porozmawiać, ani też uważniej się im przyjrzeć, kiedy to mknęły za swoimi celami tak płynnie, tak wręcz naturalnie. Naturalnie… to była myśl, która od samego początku nie dawała Asagi’emu spokoju. Mistrzowie zawsze wspominali, że ruch musi być naturalny, ale co to oznacza? Pierwszą nauka był miecz, musiał się poruszać tak, by ciąć, po prawidłowych liniach. Chociaż miecz mógł uderzać z każdego kąta koła, to jednak tylko kilka nadawało się do zadawania prawidłowych i śmiertelnych ciosów. Drugą nauką była postawa ciała. Niebieskooki wiedział, jak panować nad ciężarem i jak dopasować krok – stawiał go w sposób silny, świadom podłoża i dalszego kierunku. Zauważył, że nogi muszą pracować tak, by kolano działało w linie „palca wskazującego” a biodra generują siłę – to wiedział. Silne cięcie wymagało stabilnej postawy, cięcie w powietrzu nigdy nie mogło się udać, znaczy się, mogło by i zabić, ale nie robiło tego perfekcyjnie. Trzecią naukę stanowił duch. Duch musiał być nieskrępowany i skupiony na celu – a cała akcja powinna się zamknąć w jednym oddechu. Jeden oddech jedno cięcie – tego go uczono, ale kiedy chciał wykonać serię cięć, a każdemu cięciu dać jeden oddech tracił wszystko. A gdyby… niebieskooki raz jeszcze spojrzał na jaskółki, które ścigały się tuż nad trawą. Ich zwroty i piruety były jednym – nie ustawiały oddzielnie skrzydeł czy tez ogonów, ani też nie spoglądały tam, gdzie skręcą wcześniej, wszystko robiły naturalnie, razem, a więc może… tak, to może być odpowiedź.
Niebieskooki ponownie zabrał się do pracy, w oparciu o nową ideę. Już wiedział, co chce sprawdzić. Jego cięcia mają być jednym cięciem, a więc wszystko powinno się zamknąć w jednym kroku i jednym oddechu. Jedno cięcie – jeden oddech – jeden krok, a chociaż cięcia będą trzy, to jednak mają się stać jednym. Czy było to wykonalne? Zdecydowanie właśnie to stanowiło jego cel. Przemyślenia należało zostawić w kąt i wrócić do tego, co się zaczęło. Asagi uniósł miecz i ponownie jak przed chwilą spróbował wykonać serię cięć i zmieścić się w jednym oddechu. Okazało się, że przy jednym wydechu jest to możliwe, ale zdecydowanie za długo trwa. Oddech głęboki i miarkowany po równo na każde z cięć wystarczył by wyprowadzić je trzy. Jednakże płynności w tym było za mało. Kakita nie mógł ćwiczyć tak jak poprzednio, robić cięć na półgwizdka – w ten sposób mógł co najwyżej naprawić trajektorię, ale nijak zastosować to w walce. Jeśli chciał to usprawnić i w końcu zrobić prawidłowo, należało zacząć walczyć.
Podstawy teoretyczne opracowane w czasie całego cyklu należało przenieść na praktykę. Godziny spędzone nad happo-giri pozwoliły na tyle poznać długość i wagę nowego miecza, że poruszanie nim nie sprawiało samurajowi problemu – jedyne, co go ograniczało, to oszczędzanie samego siebie. Skoro więc największa trudność została odkryta, a kwestie techniczne rozwiązane, należało ją pokonać i zobaczyć, jak daleko można dojść. Kakita zdawał sobie sprawę z tego, że tylko poznając swoje aktualne granice może je przesuwać, a rozwój odbywa się jedynie poza strefą komfortu, a więc ponownie stanął z mieczem, który tym razem ułożył przy prawej skroni osiągając pozycję kasumi. Nabrał głębszego wdechu, po czym zmrużył oczy, wyobrażając sobie cel przed sobą. Wraz z początkiem wydechu wykonał krok w przód i drgnął jego miecz. Celowo przetrzymał fazę cięcia zanim jego noga dotknie podłoża, przez co pierwsze uderzenie było za słabe. Świadomość tego powstrzymała go przed wyprowadzeniem kolejnego w odpowiednią prędkości. Jego umysł gorączkowo skierował się poszukiwać odpowiedzi porażki, ale niebieskooki szybko przywołał go do siebie. Nie mógł sobie pozwolić na takie myślenie. W ogóle nie mógł sobie pozwolić na myślenie.
Kolejne podejście, rozpoczął podobnie. Znał już najbardziej optymalną metodą wyprowadzenia serii cięć i wiedział, ile jest ich wstanie zrobić na jednym wydechu. Teraz pozostawało pytanie, jak zgrać wszystko ze sobą. Zdecydował się przetrzymać nieznacznie fazę cięć. Ponownie jego umysł zapanował nad ciałem, a on był w pełni świadom tego co robi. Wdech. Nabrał powietrza i pozwolił by rozeszło się po jego płucach, po czym wstrzymał wydech do momentu ataki. Miecz ustawił w odpowiedniej pozycji i lekko obniżył ciężar ciała, po czym ruszył do przodu, niczym do pchnięcia. Świadomie przeciągał moment wykonania cięć, aż do chwili, kiedy jego stopa stabilnie wbiła się w podłożę. Wtedy to uwolnił jedno, składające się z kilku, cięcie. Jego miecz owiał jego ciało na podobieństwo techniki omote-giri i chociaż mknął niczym wiatr, to jednak nie o to chodziło. Szermierz wiedział, że w ten sposób nikogo nie zabije, ani też nie ochroni. Nie mógł przeciągać fazy cięć i „lecieć” na przepadło. Odpowiedź była inna. Co jest odpowiedzią? Odpowiedzią jest prawdziwy umysł – znał tą maksymę wyniesioną z dawnych pism.
Miecz jest umysłem – tak mawiali jego mistrzowie i tak on sam mawiał. Czy jednak rozumiał to? Kolejna próba, jakiej zamierzał się podjąć miała być utrzymana w tej konwencji. Znów podniósł miecz do skroni, nieznacznie cofając się i rozkładając ciężar ciała z nieznacznym naciskiem do przodu, a potem po równo między obie nogi. Nie zastanawiał się nad tym, stanał tak, by było mu wygodnie. Jego ciało wiedziało, jak to zrobić – przygotować się na kolejny krok. To była pierwsza nauka. Następnie oddech, który wyraża Ki, a Ki to nic innego, jak sługa umysłu poruszający ciałem. Kakita skupił się na cel jaki chciał osiągnąć, a potem przestał się na nim skupiać. Nabrał wdechu, po czym zaczął go bardzo subtelnie zamieniać w wydech. Z każdą porcją powietrza jego umysł gotował się do ruchu. To była druga nauka. Pozostawała kwestia miecza. Wraz z wydechem, jego ciało przeniosło ciężar do przodu, a noga poczęła się przesuwać. To był moment, w którym jego palce ożywiły miecz. Kakita nie starał się jakoś szczególnie zadać cięcia, a raczej, wiedział jaka jest kombinacja, jednakże nie skupiał się na niej. Chciał ją wykonać od początku do końca, przecinając punkt stanowiący cel. Jego miecz zareagował tak jak powinien – naturą miecza jest ciąć, a on rozpoczął „najdłuższe” z swoich cięć. To była trzecia nauka…
Mówią, że w stanie prawdziwego umysłu, człowiek nie poznaje samego siebie. Nie inaczej było w tym przypadku. Kiedy miecz Asagi’ego się poruszał, a on wraz z nim, świat czekał. Wszystko wydawało się zatrzymać dla tej krótkiej chwili, a kiedy ostrze stanęło, rzeczywistość znów ruszyła. Niebieskooki nie wiedział i wiedział jednocześnie co zaszło. Wiedział już to, czego potrzebował. Zrozumiał Trzy nauki, na chwile złapał prawdę, ale naturą chwil jest zrodzić się i umrzeć w czasie jednego mrugnięcia okiem. Więcej nie mógł do tej chwili wrócić, ale wiedział, jak ponownie sprowadzić ją na ziemie. Teraz był spokojny. Mógł ruszać dalej. Tak na drodze do gospody, jak do Sogen, jak i na drodze miecza.
Odchodząc, pozostawił na polance niewielki kopiec skrywający ciało jaskółki…


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


<ZT>
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 854
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Uchiha Masako i 1 gość