Gospoda i lasy na starym szlaku

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.

Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 18 lis 2018, o 10:45

"Gospoda Mononoke" Obrazek
Idąc szlakiem w stronę Midori, kto przypadkiem lub umyślnie zboczy z głównej drogi, trafić może na ścieżynkę wydeptaną. Jest to trakt stary, który łączył ongiś prowincje. Dawniej równy i szeroki. Teraz dziurawy i wąski, na jeden powóz zaledwie.
Przy drodze tej stoi gospoda. Niewielka, drewniana. Stała tu, gdy wielcy panowie przemierzali kontynent. Stała tu, gdy las zaczął odzyskiwać należne sobie ziemie - zarastając pobocza. Stoi tu i dziś.
Zwą ten przybytek "Gospodą Mononoke", bowiem lasy wokoło - dawno ludzką stopą nie tknięte - słyną ze zjaw tych wszelakich. Mówią, że spotkać tu można obakemono gatunków różnych. Są leśne duchy, lisy podstępne i dusze przeklęte.
Tylko głupiec, bądź szaleniec schodziłby ze szlaku.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 18 lis 2018, o 17:08

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
3/15+


„Poprzez mgłę
Poprzez las
Poprzez mrocznej nocy cienie
Wiedzie straszny, ale przy tym piękny szlak
… „

Dochodził wieczór. Droga była długa i ciężka. Nie łatwo było znaleźć zejście ze szlaku, ani odnaleźć się potem w półmroku lasu. Juranu miał więcej szczęścia, niż umiejętności, skoro zdołał odnaleźć odpowiednią drogę. Szedł, powłócząc nogami. Wiedział, że jest na właściwej drodze. Ścieżka była wąska i zarośnięta z obu stron. Gdy przystawał na odpoczynek, mógł zauważyć ślady dawnego traktu. Pojedyncze kamienie, zbyt równe, by być dziełem natury i połamane deski, będące niegdyś drogowskazami. Kiedyś chodzili tędy ludzie. Kupcy wozili swe towary. Młodzi – żądni przygód – shinobi eskortowali tutaj swych zleceniodawców. Dawno temu. Tak dawno temu.
Juranu stawiał kolejne, ciężkie kroki na ośnieżonym szlaku. Czy już zwątpił? Zastanawiał się: czy zgubił drogę? A może nie było dokąd iść? Może gospoda nigdy nie istniała, a ogłoszenie było jedynie głupim dowcipem? Czyimś żartem?
Miał prawo nabrać wątpliwości. Przemierzał samotnie, nieznane drogi, za towarzyszy mając jedynie ogołocone drzewa i wschodzący księżyc.
Bezlistne gałęzie rzucały złowrogie cienie. Każdy krzew szeleścił zwodniczo – zwiastując najgorsze. Natura wdzierająca się na pobocza – szarpała płaszcz wędrowca. Zwodnicze, oblodzone drogi, a szlak wiódł pod górę. Juranu wywrócił się kilka razy. Parę razy opadł z sił.
Każdy krok i każdy szmer – coraz usilniej nawoływały do powrotu. Główna droga – kusiła. Miasto – kusiło.
„Wracaj. Wracaj.” zdawało się krzyczeć każde drzewo i każdy krzew. Nawet śnieg skrzypiał tu głośniej, niż gdziekolwiek indziej. „Wracaj”.
Mróz i lód. Mrok i strach.
Słabe dusze i umysły – zapewne uciekłyby już dawno. Poddałyby się. Wróciły do miasta.
Juranu nie był słaby, i jak największy spośród głupców – brną dalej w zaśnieżony, nieprzetarty szlak. Szedł do gospody, która być może, nawet nie istniała. Cóż to dla niego? Wszak wyruszył w tą drogę, by zmierzyć się ze strachami większymi niż noc. Niechaj Bogowie mają go w opiece.
Przedarł się przez krzaki, z trudem odnajdując szczątki dawnej drogi i zatrzymał, dojrzawszy znak. Księżyc - który królował już wtedy niepodzielnie, na nocnym niebie – był łaskawy dla wędrowca. Wątłe, srebrzyste światło oświetliło tabliczkę. Była ona bardziej podobna do małego domku na długiej i drewnianej nodze. Drobny daszek zdołał osłonić napisy przed śniegiem. Jedno zdanie i trzy wykrzykniki:

Strzeż się Obakemono!!!


Jeśli wcześniej Juranu miał wątpliwości, to teraz przynajmniej wiedział, że dobrze idzie. Droga była pewna, ale co z odwagą?
W głowie zapewne miał ostatnie słowa karczmarki z Kotei:
„Niech Bogowie mają Cię w opiece. Powiem gościom, by wypili twoje zdrowie.”
Te słowa i jej pogardliwe spojrzenie. Nic nie wskazywało na to, by wierzyła w powrót Juranu.
„Wypijcie zdrowie głupca, który poszedł na śmierć”, tak im zapewne powiedziała. Nic to. Zimny wiatr odmraża ciało. Nic to. Gałęzie szarpią ubranie. Nic to. Demony czyhają w lesie. Nic to. Nic to. Nic to.
Nic to śmierć i nic to życie. Do przodu, do gospody. Bez względu na wszystko i wszystkich. Upór będzie nagrodzony.

Poczuł zapach dymu. Skoro dym, to i ogień. Zaraz, przez gęsty las, zaczęły prześwitywać pierwsze światła, a uszu dobiegały radosne, ludzkie śmiechy.
Gospoda.
Brawo Juranu, znalazłeś ją.
Znalazłeś „Gospodę Mononoke”.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 18 lis 2018, o 19:29

Zima. Krótki dzień i długa noc, która zastała chłopaka na szlaku. To było najmniejsze z jego zmartwień teraz, gdy zapuścił się w nieznane. Nawet nie tyle nieznane, co mające przeczyć logice. W końcu Juranu parł przez las na spotkanie upiorów, ruszał przez ciemny las ku spotkaniu z drugim światem. Na spotkanie ze śmiercią. Nawet jeśli nie jego, to kolejne upadki sugerowały, że może się okazać, że nikt nie spotka jego śmierci, bo po prostu zaginie na tym leśnym szlaku. Brnął w śnieg, owinięty jak mógł, drżał nie tylko z zimna, ale też z dziwnego lęku. Nie bał się upiorów, nie bał się celu. Bał się, że nic nie zastanie, że trafi gdzieś, gdzie nie czeka go nic. Gdzie nie czeka go nawet przyszłość.

Las i wzgórza szły w parze, utrudniając już i tak wąską ścieżkę, nie używaną prawie nigdy, więc brodzenie w śniegu było nieodzowne. Powoli do przodu, krok za krokiem. Każdy upadek choć osłabiał go fizycznie, to wzmacniał duchowo. "Nie umrę tu" powtarzał w duchu idąc naprzód tak uparcie, że chyba nigdy wcześniej w swym życiu nie był tak zmotywowany. Mróz spowodował u niego lekkie przywidzenia. Co jakiś czas widział, jakby był na pustyni, brnący pod górę wydmy, ze stopami zapadającymi się w piach, tak jak teraz to działo się w śniegu. Szczypiący mróz zmieniał się w szczypiące słońce. Oszronione brwi i pieczenie w okolicach oczu były spowodowane niby powiewami gorącego piachu. Szum drzew i krzewów jednak był niepowtarzalny, lecz faktycznie przybierał ludzkie, szydzące brzmienie.

Brnięcie w nieznane było czymś oczywistym dla Juranu, ale nigdy nie poddał się takiej próbie. Zaczynał wątpić. Zawsze widział drugą szansę, wyjście awaryjne, ale nie tym razem. Choć ciągle szedł naprzód, zaczynał wątpić, czy słusznie. Gdy jednak jego oczy dostrzegły tabliczkę, zebrał swoje siły i szybko naparł w stronę napisu. Wiedział wtedy, że jest w zaśnieżonym lesie, a nie na gorącej pustyni. Odnalazł się w miejscu i czasie. Odnalazł napis. Odnalazł więc i drogę, którą podążać musiał. Nie był w stanie wołać z zachwytu, ale z radości całe ciało zadrżało rozgrzane płynnym szczęściem spowodowanym przez ostrzeżenie przed Obakemono. Upadł na kolana w śniegu, wzbudzając tabun puchu. Podniósł się, opierając rękoma o znak. Na jego twarzy można było dostrzec uśmiech spękanymi na mrozie ustami, gdyby nie to, że zasłonięte były chustą. Więc ogłoszenie w Kotei miało swoje podstawy... Nie przyszedł tu na marne.

Następne kroki chłopaka były stawiane równo, jak gdyby rytm miał zwalczyć zmęczenie. Naprzód! Lewa! Prawa! Lewa! Prawa! Jego umysł wybijał rytm, okraszony szurnięciami nóg przez śnieg. Nadchodził do tego, czego się spodziewał, a o czym jeszcze nie wiedział. Ale wkrótce się dowiedział. Dziwne, jak sam zapach dymu ogrzał wnętrze młodego zmarzniętego chłopaka, podbudowując go na duchu. Gdy jego oczy dostrzegły światło, rytm uciekł, a on myślał tylko o zbliżeniu się do gospody. Parł, choć nie biegnąc, bo nie było to możliwe, to jednak bardzo szybko przedzierał się przez śnieg, byle do drzwi. Byle do drzwi... Oparł się o nie całym ciężarem ciała, jak gdyby od tego zależało jego życie. Zacisnął dłoń w pięść i uderzył, pukając do środka. Byle do drzwi...
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 20 lis 2018, o 22:20

"Zimushka" - polecam na pierwszą część.
Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
5/15+


„Zimeczko - Zimo
Zimo mroźna
Och, nie mroź Zimo
Tak, dobrego człowieka”


Wiatr i szum drzew. Cóż więcej można słyszeć wśród pustki nocnych lasów? Gdzieś wył wilk – samotny strażnik księżyca. Gdzieś huczała sowa. Duchy cichej nocy, co od zarania - wędrowców gubiły.
Do drzwi pukanie. Głuchy stukot zmarzniętego ciała, o nieczułe z drewna deski.
Juranu dobijał się do odnalezionej gospody. Jakże smutno. Słyszał wewnątrz śmiechy. Nozdrza drażnił zapach dymu i pieczonego mięsa. Są tam. Ludzie weseli, najedzeni, ogniem ogrzani. W szczęściu swym, jasnym - nie słyszą pukania. Nie słyszą wędrowca, a on sam. Sam, w bezmiarze nocy mroźnej.
Skrzypną, pod ciężarem ludzkiej stopy, świeży śnieg. Czy mu się zdawało, czy zachodził ktoś od strony lasu?
Obejrzał się, czy strach go zmroził? I tak ją zobaczył. I tak ją usłyszał.

„Ta której suknia – zimą północy
Ta której włosy – oddechem mroźnym
Ta której usta – krwią zamrożonych
Śpiewaj ku jej chwale
Śpiewaj, aż po kres”


Śpiewał wiatr. Tańczyły płatki śniegu.
Biała pani stała wśród zasp. Włosy, jak heban, szarpane wiatrem. Sukni biel i skóry bladość, zlewały się na tle zalegającego śniegu. Oczu dostrzec nie sposób. Usta – czerwone, niczym plamka krwi na niewinności białych zasp. Rozkładała ręce na skraju lasu. Kusiła, czy mamiła?
Widział ją ledwie sekundę, moment krótki.
Ktoś chwycił go za rękaw. Znikła zjawa, znikną mróz. Blask świec uderzył oczy.

* * *
Juranu znalazł się wewnątrz gospody. Dobrotliwy właściciel, otworzył mu drzwi i wciągnął do środka. Zachęcił, by usiadł na progu i ściągną buty.
-Yuki-onna wcześnie się dziś pokazała – skomentował, zamykając za Juranu drzwi.
Była to stara, tradycyjna gospoda. Lecz nie ufaj oczom wyobraźni. Karczma tętniła życiem. Ludzie śpiewali, śmiali się i pili. Dużo pili. Kobiety nosiły sake i ciepłe posiłki. Nie było czuć tam lęku, ani zgrozy, tylko wszechobecną radość. Wino i śpiew. Taniec i zabawa. Bawili się kupcy i chłopi i lud. Pili panowie i piły panie. Niejeden samurai zgubił swój miecz. Pyszna zabawa i pyszna strawa. Niech pije, kto żyje, a kto nie żyje – też.

Gospodarz, który wpuścił Juranu, był nieco podstarzałym i siwym człowiekiem, o dobrotliwej twarzy ukochanego dziadka.
-Witaj w „Gospodzie Mononoke”, Drogi Gościu – powitał go oficjalnie. - Proszę, wejdź. Ogrzej się i odpocznij. Jeśli zechcesz, każę przygotować dla Ciebie posiłek. Hej, Aya – zawołał do najbliżej stojącej dziewczyny. - Pokaż Panu wolny stolik. Musisz nam wybaczyć, lecz nie mamy już wolnych pokoi – zgiął się w pas i pokłonił przed Juranu. - Nie martw się. Nie jesteś jedynym, który za późno przybył. Wielu gości zdecydowało się spędzić noc w jadalni, co i Tobie sugeruję. Ach, oczywiście zapłacisz połowę ceny. Wszak podłoga, to nie to samo, co łóżko.
-Hahaha... Bądźmy szczerzy dziadku – przerwała mu śmiechem młoda dziewczyna, którą wcześniej zawołał. - W naszej gospodzie i tak, nikt nigdy nie śpi – roześmiała się i spojrzała porozumiewawczo na Juranu. - Skoro przebyłeś taki szmat drogi, by zobaczyć zjawy, zapewne nie zmrużysz dziś oka. Szczególnie, że mamy ładną noc. Z pewnością, dużo ich dzisiaj zobaczymy.
Wyglądali jak ludzie, bo ludźmi byli, lecz co to radość w obliczu grozy? Gdzie strach i niepewność? Gdzie mrok?
Przemarznięte ciało Juranu, zaczęło się powoli rozgrzewać w cieple palonego ogniska. Wspomnienie białej damy, zaczynało zanikać. Jakim cudem tak zdradliwa droga, mogła prowadzić do tak wspaniałego miejsca?
Myśli zmęczonego, zmarzniętego człowieka. Najgorsze przypuszczenia i najstraszniejsze wizje.
Umarł.
Zamarzł gdzieś na drodze lub upadł i skręcił kark... i umarł.
Czy Biała Pani, była jego aniołem? Ten starzec, to Bóg?
Przebył drogę przez piekło, by trafić do nieba.
Wstrząsną nim dreszcz.
Nie, za zimno na piekło.
Ostatnio edytowano 22 lis 2018, o 08:51 przez Hibana, łącznie edytowano 1 raz
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 21 lis 2018, o 03:48

Czy to już koniec? Czy to Pani Śmierć się zbliża spośród drzew? Ta skóra blada, jak gdyby kukła wymalowana. Tak, oby to była kukła. Juranu! Otrząśnij się! Otrząśnij się! Nie udawało mu się otrząsnąć, a Biała Dama zbliżała się ku niemu... To ma być jego koniec? Jeśli tak, to rację miała karczmarka, mówiąca iż głupi. Ciekawość sprowadziła go do piekła. Daleko w piekło. Piekło lasu i chłodu. Przeraźliwego zimna, które paraliżowało każdy mięsień, każdy nerw jego ciała. Choćby się starał, nie wróci już stąd o własnych siłach. Musi wejść do środka.

Musi.

Wszystko zrobiło się takie jasne. Czy to biel? Żółć? Pomarańcz? Co to za barwy wirowały wokoło?

Szarpnięcie poczuł dopiero, gdy był już w środku. Ciepło pomieszczenia odurzyło go do tego stopnia, że żaden z jego zmysłów nie działał poprawnie, przechodził coś w stylu lekkiego szoku termicznego, albo przynajmniej nagłego zanurzenia w wodzie. Oczywiście niespodziewanego. Nie widział, nie słyszał, nie czuł. Stracił zupełnie kontrolę nad swoimi zmysłami, ale także nad sobą. Nie był przesądny, nie był wierzący. Więc czym była ta kobieta? Może faktycznie te zjawy są bytem, na który trzeba polować? To nie jest banda dzieciaków straszących w lesie. Bo przecież... Na tym mrozie, kobieta. W sukni. Bez żadnego wzruszenia, bez poczucia chłodu. To się nie trzyma... Nie, trzeba odrzucić rozsądek. Zresztą, przecież Juranu odrzucił rozsądek już w momencie zejścia ze szlaku na ścieżkę w stronę gospody. Czy jeszcze wcześniej? Może jeszcze na pustyni?

Powoli jego ciało wracało do normy, choć umysł ciągle był otumaniony spotkaniem przed drzwiami. Trzeba zacisnąć pięści i dowiedzieć się o co tu na prawdę chodzi. Tak jak nie poddał się tłumacząc śmierć pana Hideki'ego jeszcze w rodzinnej wiosce. Co się tu dzieje? Skąd tu tyle ludzi? Ale jest tu tak dobrze... Posłusznie zdjął buty przed zapuszczeniem się wgłąb pomieszczenia, ale szmaty owijające jego stopy ciągle musiały załapać ciepła, żeby puścić z tej wilgoci połączonej z zimnem. Nie wierząc temu co się dzieje wokoło w tym przybytku, jak mogą się tu tak radować, gdy dotarcie tutaj jest obarczone ryzykiem śmierci. Chłopak bał się, że to wszystko zwidy. Nie wiedział, co jest prawdą, a co fałszem. Znowu wspomnienie o zjawach. A jeśli to nie są do końca zjawy? To pytanie kołatało się w umyśle młodzieńca. Nie wiedział co począć. Mimo tego, że do niego mówili, był jakby nieobecny, wciąż był opadający z sił przed drzwiami, naprzeciw Yuki-onny. Chłód wciąż palił jego ciało mimo obecnego blisko ogniska. Gdy dziewczyna skończyła do niego mówić, on z przerażeniem chwycił ją kurczowo za nadgarstek. Chciał poczuć człowieka.
- Aya... - powiedział słabo. Jego dłoń była lodowata. Równie dobrze można by wykopać zwłoki zakopane w śniegu - Mógłbym prosić... Coś na rozgrzanie? Posiłek? - nie wiedział co się dzieje i nie wierzył w to miejsce, więc każde słowo było słabe i niepewne. Ale chwyt był wyjątkowo silny, jakby zależało od niego jego życie. Nie puszczał jednak, bo to nie było wszystko, o co chciał prosić - I jeszcze... Chwilę towarzystwa... - chyba w całym swoim życiu Juranu tak nie pragnął towarzystwa człowieka jak teraz, w tej tłumnej gospodzie, której normalnie nigdy by nie odwiedził właśnie ze względu na tłum ludzi. Ta droga go zmieniła. A ta noc... Zmieni jeszcze bardziej.
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 22 lis 2018, o 09:02

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
7/15+



Czy tak mogło wyglądać niebo?
Na dworze ciemna, zimna noc, a on w gospodzie. Przy niskim stoliku, na miękkiej poduszce. Jedzenie na stole, herbata w ręku, ogień w kominku i piękna dziewczyna obok.
Juranu mógł się poczuć jak w raju. Miał prawo wątpić w prawdziwość tej chwili. Lecz nawet jeśli był to sen, to był to piękny sen.
Nie budź się. Odpoczywaj. Baw się i pij.
Odpocznij Juranu, póki jeszcze możesz.

Dziewczyna pisnęła, gdy Juranu chwycił ją za nadgarstek. Chłód i siła jego dłoni, była zatrważająca. Przeraziła się.
Ostatnie wypowiedziane również nie należały do najłagodniejszych. Cóż to jest, by prosić obcą damę o towarzystwo Jeszcze w tak bezczelny sposób? Aya nie od dziś pracowała w gospodzie. Nie była również najbrzydsza.
Piękna karczmarka nosząca sake. Większość swego, krótkiego życia spędziła na zbywaniu nachalnych opojów.
Chciała się wyrwać, spoliczkować Juranu i zwyzywać od najgorszych, lecz powstrzymał ją gospodarz:
-Spokojnie dziecko – położył dziewczynie rękę na ramieniu, a drugą pomachał lekceważąco. - Widział Yuki-onnę. Przecież widzisz, że jest przerażony.
Słowa starca, były jak lek na urażoną dumę kobiety. Roześmiała się życzliwie. Złagodniał jej wzrok.
Więc to nie pożądanie, a strach kierował poczynaniem mężczyzny.
Od tej chwili, wszystko przypominało piękny sen. Aya zaprowadziła Juranu do stolika. Pomogła mu usiąść, jeśli zmarznięte ciało odmawiało posłuszeństwa. Poprosiła inną dziewczynę, by przyniosła mu posiłek. Gorzką herbatę i ciepły, jeszcze parujący, ryż. Sama przysiadła się obok.
Początkowo nic nie mówiła. Pozwoliła gościowi jeść i pić w spokoju. Lecz wątpliwości wzięły wreszcie górę, nad manierami:
-Jak chcesz tu spędzić całą noc, skoro przeraziła Cię jedna zjawa? No już, uspokój się – dodała kładąc mu dłoń na ramieniu. - Do środka nie wejdzie. Żaden mononoke nie przekroczy progu tej gospody. Daje słowo, że to jedyny azyl w tym przeklętym lesie.
Jedyny azyl? Tak, to miejsce było wyjątkowe. W innym miejscu, w innych okolicznościach – zwykła gospoda – miejsce, by zjeść, wypić, odpocząć i nabrać sił. Gdyby stała w środku ruchliwego miasta – niczym nie różniłaby się od „Dziurawego Żagla”, z którego wyruszył Juranu. W innym miejscu...
W środku upiornego lasu, wśród duchów i zjaw, daleko od szlaków i miast – raj. Światło w mroku.
Czy inni też, tak to widzieli? Gruby i zamożny kupiec, który raczył się sake przy stoliku obok, nie wyglądał na skłonnego do takich porównań. Była do dlań gospoda, tylko gospoda.
-Coś taki blady chłopcze? Czyżbyś zobaczył ducha? - Zawołał wesoło pijąc do Juranu – nie pierwszą już dzisiaj – czarkę. - Hahaha... Po co, zaglądają tu tacy tchórze? Nie zrozumiem tego nigdy.
Napił się. Pił bardzo dużo i dużo jadł. Mało mu było jednej poduszki. Rozkładał się na miękkim leżysku, wraz z paniami w czerwonych kimonach. Wyglądał na człowieka, który w pełni potrafił korzystać z życia. Kim był dla niego chłopiec z pustyni? Nikim. Tchórzem i biedakiem.
Jadł i pił, na poduszkach, z kobietami – pełnią życia żył, jakby miało nie być jutra. Nie on pierwszy i nie ostatni, w tej gospodzie, gdzie demony w okna tłuką, a panienki sake leją.
-Proszę dać mu spokój, Panie Hashimoto – Aya stanęła w obronie młodzieńca. Nachyliła się przy tym w stronę kupca, prawie kładąc się Juranu na kolanach. Choć był bogaty i z pewnością, zostawiał w gospodzie niemałe pieniądze, Aya wydawała się nie pałać do niego ogromną miłością.
Prysną czar, znikną raj.
Wyzwanie i kobieta, przed którą trzeba bronić honoru.
Koniec odpoczynku Juranu.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 23 lis 2018, o 21:37

Choć fakt faktem raptowność jego działania była dość lekkomyślna, bo i Juranu nie miał za bardzo jak pomyśleć z tak zajętą głową, to jednak ruchy były spowodowane pożądaniem, a nie strachem. Nie było to jednak pożądanie cielesne dziewczyny, gdyż nawet jeśli to chłopak zawsze starał się dostrzegać tę duchową stronę. Chodziło o pożądanie ciepła, łaknienie posiłku. Chęć wypełnienia tej pustej zmrożonej skorupy, którą było teraz jego ciało. Strach? Oczywiście, był i działał na niego silnie, ale to nie strach kierował jego ciałem. Ba, wszystko miało problem z kierowaniem jego ciałem, bo tak zmrożone było.

Znosił szyderstwa jak i pociechy w ciszy, bo nie miał siły mówić. Dopiero, gdy doczekał się na herbatę i ryż, zaczął powoli spożywać, parząc swe usta z nadgorliwości. Spożywał wolno, w ciszy własnego umysłu, zamykając oczy w celu odpoczynku powiek i odcięcia się od wszechobecnego światła. No i gwaru, ale to było tylko pozorne odcięcie. Po prostu z zamkniętymi oczami mógł głębiej zapuścić się we własne myśli o tym, jak dziękował wszystkiemu co istnieje i nie istnieje od odratowanie od zamarznięcia. Nie bronił swojego honoru przed oskarżeniami o tchórzostwo, bo nie wstydził się swojego przerażenia. Spotkał się z czymś nowym i niewyjaśnionym, co po pierwszym przerażeniu tym bardziej chciał zbadać. Lęk świetnie motywuje do dalszego poznawania. Oprócz jedzenia wdychał ciepłe powietrze karczmy, tak, żeby wypełniło ciepłem całe jego ciało. W końcu był gotowy, by się odezwać.
- Może i się bałem. Bałem się też śniegu, gdy go pierwszy raz zobaczyłem, a jakoś tu dzisiejszej nocy dotarłem. - starał się grać takiego, co przełamuje lęki. Nieprawda, ale mimo strachu potrafił jakoś funkcjonować, a czasem odkrywał, że niektórych rzeczy nie warto się bać. Trzeba było je tylko lepiej poznać.

Gdy zaczął się ogrzewać i karmić, zaczął też powoli wracać do sił ciała i umysłu. Spinał i rozluźniał różne mięśnie, jak gdyby sprawdzając, czy wszystkie działają. Myśli już wcześniej wracały do normy. Chociaż obelgi po nim spływały, to i tak warto było wyrazić swoją wdzięczność.
- Dziękuję. I przepraszam za to wcześniej. - powiedział do Ayi, gdy ta znalazła się w pobliżu, mając na myśli ten agresywny chwyt. Teraz ruszył się i zaczął szukać gospodarza, żeby dowiedzieć się co nieco o tym miejscu. O Gospodzie, o lesie, o zjawach. Nie był zbytnio w temacie, gdyż na pustyni rozwój techniczny był ważniejszy od duchowego, więc miał dużo do usłyszenia. Choć trochę się jeszcze trząsł, odzyskał niejaką grację ruchów, która pozwoliła mu być dla karczmarza obiecującym słuchaczem, a taki osobnik niewątpliwie podzieli się historiami z młodym. Dotarł więc do niego, a następnie zwrócił się do niego tymi słowami - Czy mógłby mi pan trochę opowiedzieć o tym miejscu i o okolicznych zjawach? - dziwne, bardzo obszerne pytanie, ale pewnie przez lata je słyszał tak dużo razy, że było to obojętne, w jakich słowach je ujmie, ważne, żeby przekazać ich znaczenie. Na twarzy białowłosego malował się szczery uśmiech, wręcz nie do poznania w porównaniu z wcześniejszym przerażeniem. A wdzięk i dziewczęcość chłopaka, choć mogły by być powodem do kpin, to w tym momencie mogły stanowić atut dla udzielenia opowieści przez starca.
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 24 lis 2018, o 22:59

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
9/15+



Juranu wyglądał na zmęczonego.
Księżyc ledwie wzeszedł, a on już mógł przeklinać tę noc.
Śniegi na szlaku, droga zwodnicza, zimy królowa i gospoda tajemnicza.
Lecz cóż po klątwach i cóż po żalu, gdy noc jeszcze młoda i krwi młodej głodna?

Dziewczyna zachichotała sądząc, że Juranu opowiada historyjkę z dzieciństwa. Wszak wtedy właśnie, każdy przeżywał swój pierwszy kontakt z białym puchem. Nie rozumiała, jak straszny i tajemniczy mógł być zwykły śnieg, dla kogoś kto całe życie oglądał jedynie piach. W odpowiedzi jedynie mocniej wtuliła się w jego ramie.
Aya była dobrą gospodynią, gotową towarzyszyć mężczyźnie choćby i przez całą noc, jednak Juranu miał inne plany.
Postanowił znaleźć gospodarza. Chciał się dowiedzieć czegoś o gospodzie. Kto by nie chciał?
Znalezienie gospodarza nie było wcale trudne. Przechodził akurat, tuż obok jego stolika. Niósł jakąś tace. Coś do kogoś wolał. Sprawiał wrażenie bardzo zapracowanego, jednak znalazł chwile dla pytania Juranu. Wszak „Klient nasz pan”. Spojrzał miło na uśmiechniętego młodzieńca.
-Słucham. W czym mogę Ci pomoc?
O dziwo, gospodarz był bardzo zadziwiony pytaniem Juranu. Patrzył na młodzieńca, jak na oszalałego i aż odstawił tace, z wrażenia. Podszedł bliżej, lustrując chłopaka wielkimi, bystrymi oczami, a lewą ręką gładząc kołtuny siwej brody.
-Chcesz powiedzieć, że nie słyszałeś wcześniej o naszej gospodzie? - Zdziwienie było szczere. Mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem, a chude palce zamarły – wplatane w gąszcz białych włosów. - Nie do wiary... Nawet nie wiesz, jak rzadko nam się to zdarza... - Omiótł wzrokiem całą osobę Juranu, jego twarz i ubiór. Wyglądało na to, że chłopak naprawdę nic nie wie o tym miejscu. - Nie do wiary, czyżbyś trafił tu przez przypadek? No cóż... Usiądź w takim razie – wskazał stolik, przy którym wcześniej jadł Juranu, po czym sam przy nim usiadł. - Jestem naprawdę zdziwiony. Widzisz, to dość znane miejsce. Większość naszych gości przybywa tu specjalnie, nawet z bardzo odległych prowincji, byle tylko na własne oczy zobaczyć „nasze” upiory. Widzisz chłopcze, Yuki-onna nie jest jedyną zjawą w tym lesie. Mamy mononoke wszelkiego rodzaju: kitsune, błędne ognie, tanuki, ogry, ogromne pająki, kappy, ... – wymieniał bardzo długo i z ogromnym zaangażowaniem. Nie wyglądał na przerażonego ich obecnością. Zjawy zdawały się być jego chlubą i powodem do dumy. - ...a nawet najprawdziwsze Tengu. Wszystkie zjawy i potwory, o których kiedykolwiek słyszałeś. Każdą z tych niebezpiecznych obakemono, możesz zobaczyć z okien naszej gospody. Oczywiście, jesteś tu całkowicie bezpieczny. Talizmany strzegą tych drzwi. Demony nie wejdą – przerwał, by napić się herbaty. - Sam więc rozumiesz... Oglądać upiory zza światów, samemu będąc skrytym, i w ciepłej gospodzie raczyć się sake. To oczywiste, że wielu pragnie tu dotrzeć. Co noc przybywają do nas tłumy żądnych wrażeń podróżnych. Mamy nawet stałych klientów. Takich, jak Pan Hashimoto... - skłonił się w stronę, siedzącego obok, kupca. Ten tylko prychną i wrócił do swojej czarki.
Hashimoto... Hashimoto... Czy to nazwisko nie brzmiało znajomo?
Umysł Juranu, był tchnięty zimnem i strachem.
Strach - mroził zmysły. Zimno - wzmagało strach.
Miał prawo zapomnieć. Zatonąć w błogości ciepłej gospody. Miał prawo się zagubić. Zatracić swój cel.
Lecz nie zgubił się i nie zboczył ze szlaku – jak sądził gospodarz. Wiedział dokąd idzie. Szukał tej gospody. Po co? Czy jeszcze pamiętał, czyje wezwanie go tu sprowadziło?
Nie zasypiaj Juranu. Jeszcze nie czas.

Gospodarz - zmieniłam kolor.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 25 lis 2018, o 20:55

Słynna, nie słynna. Jedno można usłyszeć od ludzi na świecie, a co innego przecież poznać tę historię od osoby, która zarządza tym miejscem. Dlatego tak bardzo Juranu chciał usłyszeć od gospodarza, a nie opierać się na wiadomości z ogłoszenia. Nie był tu też przypadkiem, po prostu jego cele nie były tak normalne, jak innych uczestników wieczoru. Dlatego też spieszył z wyjaśnieniami, żeby nie wyjść na zupełnego ignoranta w tej materii. Trafienie tu przypadkiem może być wręcz potraktowane jak obraza dla gospodarza.

- To niezupełnie tak. Na pustyni, z której pochodzę, żyje się bardzo przyziemnie. Piaski za dużo pochłonęły bliskich, skupiamy się na przetrwaniu, a nie na celebracji bogów ani bytowaniem z mononoke. Nie słyszałem nic od rodziców ani dziadków. Dopiero, gdy wyruszyłem w podróż po świecie, znalazłem informację o pańskim przybytku. Aż zapragnąłem poznać coś, o czym wcześniej ledwie mi się obiło... Znaczy. Dużo czytałem, zdarzało mi się spotkać w księgach i zwojach. Ale dla mnie to było jak morze. Zdaje sobie pan sprawę, że nigdy nie widziałem morza? Wyruszyłem na początku zimy. Wtedy też pierwszy raz w życiu zobaczyłem śnieg i lasy... Ale pójdę już poobserwować, nie stracę tej okazji, skoro noc jest taka piękna. - bo noc była faktycznie piękna. Teraz jednak chciał faktycznie poobserwować - Dziękuję bardzo. - dodał i wrócił do Ayi.

Chciał skorzystać z tego, że ktoś chciał dotrzymać mu towarzystwa. A ona była tu, była miła i miała wiedzę, której jemu brakowało. Z pokornym więc wyrazem twarzy przepraszającym za opuszczenie, wrócił do niej tak szybko, jak tylko mógł.

- Przepraszam, czasem nie umiem się zachować. Poobserwowałabyś ze mną, co się dzieje na zewnątrz? - delikatnie wskazał ciałem w stronę jednego z okien, proponując wspólne spędzenie tej nocy z poznawaniem tego, co obce dotąd. Odpoczynek dopiero się zaczyna...
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 26 lis 2018, o 21:43

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
11/15+



Gospodarz tylko skiną głową. Bardzo stary był to człowiek. Wiele widział i wiele pamiętał, a przede wszystkim – wile rozumiał. Uśmiechną się ciepło, skłonił w pas, i odszedł.
Piękny rumieniec spłyną na twarz młodej Ayi. Zawstydzona, aż chwyciła się za policzki. Teraz to ona wyszła na ignorantkę. Przylgnęła mocniej do ramienia Juranu, jakby w geście niemych przeprosin. Jak można się na nią gniewać?
-Oczywiście – wyszeptała słodkim głosem i wskazała chłopakowi najbliższe okno.
Znajdowało się ono, zaraz za stolikiem pana Hashimoto. Będąc dokładnym – przy jego stoliku. Bogaty kupiec wymościł sobie gniazdko z widokiem na duchy. Może nawet dodatkowo zapłacił, za takie miejsce? Niemniej, aby dostać się do okna należało pozbyć się kupca lub – co zapewne wybrał Juranu – przysiąść się do niego.
-Można, panie Hashimoto? - Zapytała Aya, nim shinobi zdołał otworzyć usta.
Kupiec z podejrzanym wręcz zachwytem zgodził się na towarzystwo i przyzwolił młodym, by usiedli naprzeciw niego. Sam, rozparł się wygodnie w kącie, między ścianą, a krawędzią okna. Mieli wprost idealny widok.
Zaraz za wąskim pasmem polany, na której stała gospoda, na krawędzi światła rozpościerał się las.
Początkowo nic się nie działo. Nawet po pani śniegu, nie został ani ślad.
Okno zaskrzypiało, gdy pojawił się pierwszy wiatr. Z początku delikatne podmuchy, które z wolna przeradzały się w istny wicher. Księżyc gdzieś znikną. Obumarłe drzewa na skraju zachwiały się niepewnie, by wyciągnąć ku ludziom swe ogołocone gałęzie.
Coś zawyło. Coś zabłysło.
Cóż to światło w lesie? Zapłonęło i zniknęło. Wątła iskra w mrokach lasu. Kolejny błysk, kolejne światło i ta lasu piosenka. Śpiewał wiatr, tańczyły drzewa, a zagubione ognie sunęły wśród nich. Większe, od świetlików. Jaśniejsze, od lampionów. Mnogo ich było, że rozświetliły cały las. Leciały ku gospodzie.
-Błędne ogniki – wyszeptała Aya, wtulając się ramie towarzysza.
Nie koniec to cudów.
Zaszeleściły gałęzie drzew. Wzbił w powietrze biały puch.
Wiatr dziki przemkną przez las i uderzył okna gospody. Zgasła połowa ze świec. Paru gości się przeraziło. Zapiszczały dziewczęta. Coś czaiło się w mroku. Niemy lęk padł na gospodę, gdy na skraj lasu wstąpił wojownik uskrzydlony. Wzrostu niewiele od drzew go otaczających niższy. Nos miał długi, a twarz czerwoną. Oczy jego gniewnie spoglądały, na próżny rodzaj ludzki. Wymierzył w gospodę, trzymaną w ręku włócznią.
-Ohoho... Masz szczęście młodzieńcze – zwrócił się kupiec do Juranu. - Odkąd tutaj goszczę, zaledwie trzeci raz widzę tu Tengu.
Górski bóg opuścił swą włócznie, by stuknąć nią parę razy o ziemie, a następnie odszedł. Nie została po nim pustka. Zjaw dziesiątki, zabieliły las. Krzyczały, zawodziły i żywych przeklinały. Biada temu, kto przekroczy dziś próg gospody.
-Wspaniałe miejsce, prawda? - Kupiec nie wydawał się bać, ani nawet radować z obecności groźnych zjaw. Leżał tylko, zaparty w kącie, w jednej ręce trzymał sake, drugą obejmował dziewczynę. - Od dawna tu zaglądam, ilekroć muszę wyruszyć w interesach. Powiem Ci jednak... z czasem, nawet najgroźniejsze potwory, zaczynają już nudzić. Ha! Kiedyś nawet wyznaczyłem nagrodę dla tego, kto wejdzie nocą do lasu, by nieco uatrakcyjnić sobie pobyt. Kazałem nawet porozwieszać ogłoszenia, by przybywali tu najodważniejsi z okolicznych krajów. Ha! Ha! - Zaśmiał się, jakby z własnej głupoty i upił łyk wina.
-A może Ty.. - Wskazał oczywiście na Juranu. - Mimo pierwszego wrażenia, wyglądasz mi na odważnego młodzieńca. Nie chciałbyś zarobić trochę gorsza?
Gdy za oknem hulał wiatr i sypał śnieg, a zjawy zza światów darły korę z drzew – młody shinobi dostał propozycje, by wejść w ten groźny las.
Czy był na to gotów, gdy opuszczał miasto? Wszak ogłoszenie brzmiało: „komu lęki obce”. Czyżby jednak przecenił swoje możliwości?
Wiatr uderzył w okiennice. Wdarł się do środka i rozwiał włosy wędrowca.
Bardzo zimny był dziś wiatr.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 28 lis 2018, o 18:03

Ah jak tu przyjemnie. Po raz pierwszy od miesięcy nie był sam. Po raz pierwszy od lat. To nie była krótka rozmowa z Tsukune w Kotai, tylko prawdziwy kontakt z człowiekiem. Właściwie, to nie był pierwszy kontakt od lat, tylko pierwszy w jego życiu. W rodzinie był jak obcy, zawsze samotnie, choć bez nienawiści. Był wręcz całkowicie obojętny wobec świata, tak samo jak świat był obojętny wobec niego. Był wiecznym obserwatorem, ale nigdy uczestnikiem. Tym razem, gdy Aya się w niego wtuliła, zaczął być uczestnikiem. Skoczył w głębię, której brakowało całemu jego życiu, choć widział ją gdzie indziej. Przez bycie widzem na świecie nigdy nie dane było mu odczuć strachu przed nieznanym, bo wszystko co zobaczył, było po prostu nowe. Bał się dopiero wtedy, gdy zupełnie tego nie rozumiał, tak jak nie rozumiał obecności Yuki-onny, gdy on prawie umierał przed drzwiami gospody.

Obecność tego kupca, pana Hashimoto mu nie przeszkadzała. Był to człowiek jak każdy inny. Który nie zwracał uwagi lub pogardzał młodym chłopakiem. Ten już okazał swoją pogardę wcześniej, dlatego nie było w tym kupcu nic wyjątkowego, cokolwiek by nie powiedział o sobie i jakkolwiek dużo by nie płacił w tym miejscu. Jego pycha dawała o sobie znać, była wręcz wyczuwalna w otoczeniu. Tak olbrzymie ciało, a tak puste... W sensie pozoru postrzeżenia emocjonalnego tego człowieka. Skoro jest taki pusty, to tak jakby go nie było, a Juranu był w stanie bezproblemowo odciąć się od jego obecności, skupiając się tylko na tym, co się dzieje za oknem.

A działy się dziwy.

Wiatr, który kojarzył się shinobi'emu z wzbijanym w powietrze piaskiem teraz był zaledwie czynnikiem poruszania drzew. A później więcej niż w domu, gdyż obijał o okna i gwizdał. Słyszeć gwizd wiatru? W pustej przestrzeni o to ciężko, ale tu, na granicy drzew, na oknach działa się istna symfonia, która ocieplała duszę białowłosego. Nawet, jeśli wiatr był mroźny i mógł go zabić, gdyby był po drugiej strony ściany, to tu, wewnątrz Gospody Mononoke było inaczej. Jej bezpieczny mur zamieniał zagrożenie w widowisko. I to nie tylko zagrożenie natury, ale także niepokornych duchów.

Prawie się nie odzywał do dziewczyny, bo przy tym spektaklu aż grzechem było zakłócić to widowisko dla innych czy to naiwnymi pytaniami o znaczenie zjaw, czy często je tu widać. Chciał się tylko rozkoszować, uchwycić chwilę, nawet jeśli na chwilę czy dwie zmrużył oczy, zmęczony podróżą, a z poczuciem bezpieczeństwa w Gospodzie. Zaufał gospodarzowi, zaufał Ayi. Aż zamarzyło mu się, żeby tak wyglądał jego dom. No może bez tego napuszonego kupca.

Wtem rozległo się jakby przesilenie tego wieczora, w postaci Tengu, który to skierował włócznię w ich stronę. Tengu? Juranu o nich czytał, było o nich wiele pism, ale nie były zgodne. Wojna, opieka, wszystko. Czy on groził gospodzie? Czy może to jest jeden z powodów, dla których żadna ze zjaw nie może się dostać do środka?
- Czytałem o nich... - szepnął półgłosem, ledwie słyszalnie. To był twór, którego nie mół pominąć z wrażenia. A gdyby coś takiego... Odtworzyć? W marionetce? Może ma to sens, może nie... Wszystko zależy co umieścić. Te skrzydła są jakby świetnym wzorem na tarcze... Dobrą chwilę trwało zdumienie chłopaka nad tą dziwną istotą, ale została ona przerwana przez niego. Wzrok chłopaka na Hashimoto piorunował go za przerwanie tej chwili.

- Jak tak ci się już nudzi, to może sam wyjdziesz obserwować z zewnątrz? - rzucił lekko atakując kupca. Nie chciał specjalnie pokazywać, jaki to jest odważny, ale odważnym było odbicie piłeczki strachu w stronę człowieka, który wcześniej z niego szydził - Byłem już na zewnątrz i przetrwałem mimo zmęczenia i kilkunastu godzin drogi, nigdy wcześniej nie mając kontaktu z takim mrozem. Jakby nie patrzeć, skoro nagroda jest za wejście do tego lasu, to powinienem ją dostać w momencie dotarcia tutaj, czyż nie? Byłem w lesie i mogliście obserwować mnie przez szyby. Nie dało ci to radości? Ależ dało, taki byłeś rozbawiony. Przecież po co tacy jak ja tu przybywają, co? - chłopak się nie poznawał, nachylił się lekko w stronę kupca, odsuwając się od towarzyszącej mu dziewczyny - Otarłem się o śmierć. A ty, co dziś przeżyłeś? Może pójdziesz tam ze mną? Bo ja się na pewno odważę. - w trakcie monologu wiatr uderzający o okno przedarł się do środka. Po ciele chłopaka przeszedł dreszcz spowodowany nagłym chłodem, więc jego ciało niepokojąco drgnęło. Włosy zaczęły się ruszać, a on dalej usilnie twierdził, że nie boi się niczego. W końcu nie wiedział, czy już nie umarł przed drzwiami, a tu siedzi tylko jego ponury duch. On widzi wszystko, a jeśli nie wszystko, to na pewno więcej od znudzonego grubasa, wysyłającego dla własnej rozrywki nieszczęśników w las. Jeśli wejdzie między drzewa, to wróci, choćby miał znowu umrzeć. To nie jest dobra noc na śmierć. To jest piękna noc i taka pozostanie, jeśli nawet ma być to noc we wspomnieniu Ayi o odejściu chłopaka ku nieszczęściu.
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 30 lis 2018, o 22:50

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
13/15+



Noc duchów. Noc zjaw.
Księżyc jasno oświetlał polane, a śnieżne tło dodawało wyrazu oglądanym dziwom.
Noc zabaw. Noc uciech.
Bawili się ludzie w gospodzie. Bawiły się zjawy na polanie.
Migały błędne ognie i szalały złote lisy. Rokurokubi, tak pięknie gięła swą szyje, w akompaniamencie bębnów mniejszych Oni.
Na co to tym, którzy nigdy nie powrócą? Tańczyły zjawy, dusze potępione. Śpiewały Onryo, miłością zabite. Nawet dumni Goryo zapominali o swych pomstach i tańczyli, ku uciesze żywych.
Przedstawienie było cudne, lecz zdawało się być ledwie podrzędnym teatrzykiem w obliczu sceny, jaką urządził Juranu. Sam siebie nie poznawał i nie poznawał go żaden inny gość, ani pracownik gospody. To on? Ten zmarznięty i przerażony chłopiec, którego siłą trzeba było wciągać do środka? Ten, który ze strachu przed samotnością, zawłaszczył dla siebie jedną z dziewczyn? Ten pustynny dzieciak?
Zrobiło się dość gwarno. Ludzie szybko się zainteresowali. Hashimoto był znany. Niejednego już – za garść złota – wysłał na pewną zgubę. Niejeden zbłądził, przez niego, w lesie. Niejeden powrócił nad ranem – oszalały ze strachu. Ludzie nie byli głupi. Widzieli co się szykuje. Czy ten wątły cudzoziemiec będzie kolejną „ofiarą Hashimoto”?
Goście i karczmarki przyglądali się z zaciekawieniem, zaistniałej sytuacji. Kupiec tylko się zaśmiał.
-Haha... No proszę, widzę, że nie myliłem się co do Ciebie. Naprawdę jesteś odważny. Hihihi...– zachichotał niczym sam diabeł. - Popełniasz jednak błąd, szczycąc się, że tu dotarłeś – rozłożył szeroko ręce i zawołał - Wszyscy tu dziś jesteśmy! I ja, i on, i ten, i tamten, a nawet te kobiety. Ha! Jak widzisz, nie jesteś sam.
Ponownie się zaśmiał i przytulił jedną z towarzyszek, a także butelkę sake. Ciężko powiedzieć, do której odniósł się z większą czułością.
-Ha! Jak widzisz, za dużo już wypiłem, by gdziekolwiek dziś wychodzić – nie dało się słyszeć sumienia w jego głosie. Wymówka, dobra jak każda inna. - Ale skoro Ty twierdzisz, że się odważysz... Dobrze! Posłuchaj mnie zatem – puścił obie swe miłości i nachylił się do Juranu. - Mówią, że w samym sercu tego lasu rośnie drzewo. Magiczne drzewo, które pojawia się tylko w nocy. Podobno wiszą na nim zaklęte amulety, a drogi strzegą całe zastępy mononoke. Ha! – Skoczył i klepną się w kolano. - Przynieś mi jeden. Magiczny amulet, ze świętego drzewa. W zamian...
-Proszę przestać, panie Hashimoto – przerwała mu Aya. - On nigdzie nie pójdzie. Nie pośle pan, kolejnego człowieka na zatracenie. Nie. Nie pozwalam. Nie – powtórzyła wtulając się w ramie Juranu.
Kupiec za nic miał krzyki dziewczyny. Machną lekceważąco ręką i mówił dalej.
-W zamian, drogi chłopcze, dostaniesz nie tylko nagrodę, ale też – urwał i nachylił się nad stolikiem, po czym machną na Juranu, by uczynił to samo. Kontynuował szeptem. - Ale też... Jeśli wrócisz tu żywy, w dodatku, z amuletem.. Cóż... Pozwolę Ci własnoręcznie wyrzucić mnie z gospody, na łaskę demonów. Naprawdę! Przysięgam, że choćby w samej bieliźnie, pójdę wśród demony! Oczywiście,... o ile wrócisz.
Wrócił do poprzedniej pozycji, a usta wykrzywiły mu się w dziwnym uśmiechu. Szczerzył zęby, jak hiena. Upiorny padlinożerca – sęp. Nie. On nie był hieną, ani sępem. Był człowiekiem, a to znacznie gorzej.
-Więc? Co Ty na to?
Szepty gapiów obiegły gospode.
Tchórz – mówili jedni.
Głupiec – twierdzili drudzy.
Lecz cóż więcej można było powiedzieć o Juranu? Po długiej drodze, odnalazł wreszcie upragniony spokój. Odnalazł ciepło, jedzenie i bliskość drugiego człowieka. Miejsce, które chciałby nazwać domem. Opuścić je, dla garści złota i odrobiny satysfakcji? Głupota.
Z drugiej strony, jego honor został podważony. Miałby się teraz wycofać? Przed tymi wszystkimi ludźmi? Przed Ayą? Tchórzostwo.
Sytuacja w jakiej się znalazł wyglądała naprawdę nie ciekawie. Ciężko powiedzieć, która z opcji była lepsza.
Jeśli zostanie – będzie tchórzem.
Jeśli pójdzie – głupcem.
Lecz, jeśli jakimś cudem mu się uda, i wróci z amuletem...
...będzie bohaterem.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 1 gru 2018, o 22:26

Zmiany widzę u siebie oto ich przebieg... Coś wstrząsnęło chłopakiem. Może to wina tego miejsca? W końcu tak wiele się tutaj działo, tak bardzo odległe od codzienności i zdrowego rozsądki zdarzenia. Ale ta ofensywna słowna, którą wytoczył w stronę kupca nie była czymś, z czym Ayatsuri się utożsamiał zwykle. Nie miał w sumie nic do stracenia, mógł iść. Rodzina by zastąpiła go młodszym bratem, wyszkoliliby go na shinobi, tak jak Juranu wyszkolili po śmierci starszych braci. Cykl życia i śmierci, a w tym przypadku nawet śmierci i śmierci.

Czy warto iść, ryzykować śmierć lub obłąkanie? Nie. Nie warto było. Nie warto było nawet strzępić języka przeciwko kupcowi. Ale gdyby raz na dobre pozbyć się Hashimoro z tej gospody? Wtedy faktycznie wróciłby bohaterem, ale mógłby zaszkodzić interesom gospody. Chociaż nie narzekała na brak gości, więc jeden, nawet najbogatszy, nie zrobi różnicy. Tak samo jak nikomu nie zrobi różnicy zniknięcie jego, młodego, biednego chłopaka z pustyni.

Te najgroźniejsze Obakemono swoje zagrożenie rzekomo miało genezę w chęci zemści, więc jeśli Juranu odda się im całkowicie i obieca wykonać ich wolę, może puszczą go wolno? Może oszczędzą jego umysł? Chociaż czy poddanie się tym bytom nie będzie skutkowało w obłędzie samym w sobie? Białowłosego przeszedł dreszcz. "Nic mi tam nie grozi. Poza zimnem." szepnął w myślach do siebie. W końcu nie wierzył w Yokai wcześniej, a teraz jest nawet gotowy się im oddać. Czy zrobi to? Czy pójdzie? Czy zyska miano tchórza czy głupca? Nie był głupcem, a odwaga nie miała tu nic do rzeczy. Skoro przeżył i dotarł tutaj, to znaczy, że przetrwa podróż przez las. Drzewo z amuletami to najpewniej bujdy i bajania, ale zjawy, które występowały tutaj już widział. Po części. Najwyżej wróci bez niczego.

Podjął decyzję. Podniósł się i owinął szczelnie płaszczem. Owinął chustą swoją twarz i uszczelnił kaptur. Skłonił się w stronę Ayi.
- Kto nie boi się wyjść w taką noc na zewnątrz, jest głupcem. Ja się jednak boję. Więc pójdę. - to co mówił nie miało sensu. Wychodził na szalonego już przed wyjściem. Czy był? Czy spotkanie z Yuki-onną tak go zmieniło? Może chce ją spotkać ponownie? Może chce się wytłumaczyć z nagłego rozstania?

Przeszedł się po pomieszczeniu, będąc w absolutnym centrum uwagi wszystkich gości. Wszyscy musieli być zaskoczeni - którzy dobrze mu życzyli, smucili się, że odchodzi. Ci, którzy uważali, że jest tchórzem nie pomyśleliby pewnie, że pójdzie. Pewnie nie wróci, albo wróci odmieniony. Teraz jednak zbliżał się do drzwi..
Ayatsuri Juranu
 

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Hibana » 2 gru 2018, o 23:09

Obrazek
"Gospoda Mononoke"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
15/15+



Ciemnej, zimowej nocy, przez leśną głusze szedł człowiek.
Śnieg skrzypiał mu pod nogami, a mroźny wiatr wysuszał oczy. Sam był ten człowiek, za towarzysza mając jedynie księżyc. Za jego plecami unosił się dym, lecz nie szukał on ognia. Brną sam w nieznany mrok. Zostawił za sobą ciepło i wygody. Zostawił namiastkę miłości. Po co? Teraz został mu tylko mróz. Teraz tylko samotność. Teraz tylko śmierć.

"-Mówią, że to drzewo to sam Bóg Lasu – wspomniał gospodarz, gdy Juranu zbierał się do wyjścia. - Ponoć za dnia przemierza lasy pod postacią jelenia. Nocą zaś, śpi – przemieniony w drzewo. Biada temu, kto choćby się zbliży! Bóg Lasu, to najpotężniejszy z mononoke! Wszystkie zjawy staną na jego wezwanie, i będą go bronić, choćby miały zginąć! Większość z nich już jest martwa, mogą więc walczyć bez końca. Nikt z nimi nie wygra! Zaklinam Cię, nie idź!”
Nie on jeden próbował go powstrzymać. Aya płakała, choć jeszcze nie umarł. Goście – nawet Ci, którzy wcześniej nazywali go tchórzem – chwytali go teraz za płaszcz. Prosili, błagali, mówili, by został.
Lecz Hashimoto się śmiał, a jego śmiech silniejszy był od tysięcy łez.
Juranu nie mógł się już wycofać. Nie teraz.
Zaskrzypiały drzwi i mroźny wicher wdarł się do środka. Dreszcz wstrząsną izbą, lecz nie Juranu. On tam szedł. Opuszczał ciepły kąt, by zatonąć w mroźnej nocy, a mierzyć się miał z dziwami – groźniejszymi, niż chłód.
Gospodarz wskazał mu drogę, a Aya pomachała na pożegnanie. To co jej powiedział nie miało sensu, ale kto szukałby sensu w takim miejscu, w taką noc?
Kierunek, który mu wskazano, był tym samym, z którego przybyły zjawy. Czyżby przypadek, a może dobry znak? Ciekawe, czy Juranu posłuchał dobrej rady? Ruszył naprzeciw zgrai upiorów?
Nawet jeśli, nie dane mu było ich spoktać.
Pierwszy uszami zastrzygł kitsune. Zamerdał ogonem i zawył na trwogę. Jak na rozkaz – zniknęły ogniki. Kolejne damy w białych sukniach, znikały z krzykiem w lesie. Pociemniało na skraju. Biel duchów, przysłoniała noc, aż nie ostał się żaden z nich. Ostatni płomyczek, gdzieś błądził wśród drzew, lecz i on wkrótce zgasł.
Zniknęły duchy. Zniknęły dziwy. Uciekły, a może tylko się skryły? Czyżby te, które straszą – same się bały? Człowieka, a może życia, które jeszcze się w nim tliło?
Juranu znowu został sam. Choć nie całkiem. Towarzyszyły mu liczne oczy. Gospoda okien miała wiele, a w każdym oknie czuwał tłum. Każdy chciał zobaczyć, jak odchodzi. Tchórzliwy głupiec. Czy gdzieś wśród tych oczu, była też Aya? Oczywiście, że była. Juranu mógł zobaczyć, jak ze łzami ulatują z niej resztki nadziei.
Znów silniejszy zawiał wiatr. Cóż to wiatr? Nicość. Nawet nie strach. Strach mroźniejsze ma szpony. Ukażą się tej nocy.
Idź Juranu. Idź w ciemny las, gdzie znikły zjawy, gdzie czeka twój los.

Kto opuszcza dziś gospodę, a kto do niej wróci?
Tchórz, głupiec, bohater,...
...czy trup?



Koniec części pierwszej

Misja zakończona powodzeniem, zostanie rozliczona po zakończeniu serii.
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Yoake - C
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 448
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Gospoda i lasy na starym szlaku

Postprzez Ayatsuri Juranu » 3 gru 2018, o 19:54

Zdało się, że Juranu zapomniał o mrozie, śmierci i samotności, które prawie dopadły go na szlaku do gospody, że teraz wyruszał w nie ponownie. Ale czy mróz był tym samym mrozem, gdy człowiek wie, że istnieje tu schronienie? Czy śmierć będzie taka sama, gdy ma świadomość, ze może dołączyć przez nią do grasujących tu zjaw? A czy samotność nie minie, gdy będzie pamiętał, że ktoś na niego czeka? Szlak jest trudny, ale nie jest ślepym zaułkiem. Co, jeśli nie będzie mógł zawrócić i zagościć ponownie w gospodzie? To pytanie chyba lepsze będzie zostawione bez odpowiedzi.

A więc, Bóg Lasu. Najsilniejszy z Mononoke. To jest jego zmartwienie na teraz. Jak go obłaskawić? Czy to możliwe, czy da się nawiązać z nimi kontakt. Tylko... Gdzie one są? Gdzie zjawy, które takie dawały wcześniej widowisko? Czy Juranu znowu jest sam. Zatrzymał się i stał chwilę przed gospodą wpatrzony w las. Starał się przebić wzrokiem przez ciemne knieje, ale nie za wiele to dawało. Ruszył, ale po kilku korkach zatrzymał się. Odwrócił się w stronę okien, z których gapili się na niego pozostali goście.

Podniósł dłoń.

A następnie pomachał z uśmiechem, po czym ruszył wgłąb lasu na spotkanie z przeznaczeniem.
Ayatsuri Juranu
 

Następna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości