Hotel "Marmur"

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Chise » 11 gru 2017, o 22:24

Samuraj nie musiał jej mówić, że ktoś przyszedł - słyszała jego oddech jak tylko weszła do pokoju, nie wiedziała tylko kim jest nieznajomy. Słysząc jednak wyjaśnienia od razu zrozumiała. Chłopak z korytarza, który ją ostrzegał. Odsunęła mokre kosmyki z twarzy i uśmiechnęła się do niego. Obaj panowie mieli sobie coś do wyjaśnienia, a dokładnie to nieznajomy miał kilka pytań, na które Hayami grzecznie odpowiadał. Z ciekawości przysłuchiwała się tej rozmowie, aż do momentu gdy Anaki nie zdecydowała się na ucieczkę.. Oknem?
- Czy ona właśnie wyskoczyła przez okno? - zapytała retorycznie z lekkim zgorszeniem. Była przecież cała mokra, a na dodatek w piżamie! Przeziębi się! A jeszcze przed chwilą była tak chora, że nie mogła ustać na nogach. Pokręciła głową zdegustowana, wracając jednak myślami do ich gościa.
Chłopak naprawdę musiał mieć dobre serce, skoro pofatygował się za nią sprawdzić czy wszystko w porządku. Rzadko spotykana troska w tym społeczeństwie, nawet wzruszająca. Dziewczyna podeszła do nieznajomego, wyciągając przed sobą niepewnie dłoń, by ostatecznie delikatnie położyć ją na policzku chłopaka, kiedy samuraj wyjaśniał dlaczego ona mu pomagała.
Uśmiechnęła się łagodnie do niego.
- Masz dobre serce, Yami - powiedziała czule - Mam nadzieje, że taki pozostaniesz na długo. Nazywam się Chise Uchiha - przedstawiła się, po czym zwróciła głowę w kierunku samuraja.
- Przecież już się zgodziłam na herbatę, bushi-san - przypomniała mu z rozbawieniem, następnie rozmowa zeszła na jej mokre ubranie. Odsunęła się na krok, przesuwając dłonią po materiale, który rzeczywiście był wilgotny. Westchnęła z frustracją.
- Ta mała kotka musiała pluskać na wszystkiego strony - mruknęła, niezbyt zadowolona. Musiała się znów przebrać, kolejna strata czasu, który mogła dobrze wykorzystać pod nieobecność matki. Wtedy kroki samuraja i na jej ramionach wylądował ciężar w postaci płaszcza.
- Doceniam gest, Hayami-san, ale myślę, że jednak przebranie się będzie lepszym pomysłem - powiedziała, hamując rozbawienie. Samuraj postąpił bardzo rycersko, ale chyba lepszym rozwiązaniem będzie zmiana ubrań.
Na szczęście nie potrzebowała wiele czasu, skoro nie ubierała się wymyślnie i już niedługo mogli zejść na dół, Chise we własnym, popielatym płaszczu mogła oddać własność samurajowi. Na pożegnanie jeszcze uścisnęła dłoń Yamiego, obdarzając go kolejnym uśmiechem.
- Widzisz, nieco więcej wiary. Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy! - stwierdziła radośnie, następnie tylko szepnęła słowo obsłudze, że w razie pytań wyszła na spacer, i mogła odejść z hotelu.
Nie oglądając się za siebie, haha!


/ZT
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 597
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Yami » 12 gru 2017, o 00:17

Jestem miły? Raczej powiedziałbym, że zrobiłem to tylko i wyłącznie dla własnej wygody. Zwyczajnie męczące były rozmyślania nad możliwymi sytuacjami, a tak całkowicie się ich wyzbyłem. Byłem wolny i mogłem w spokoju odpocząć w swoim pokoju. Szczególnie, że dalej musiałem przekazać wiadomość dla jednego kupca, jak prosił mnie o to ojciec. Tak mogę przynajmniej trochę odetchnąć.
- Przeceniasz mnie - odparłem gdy Chise rozbłysła promiennym uśmiechem - nie mniej jednak, życzę wam miłej drogi.
Wyszedłem z pokoju wraz z trójką nowo poznanych osób, rozstaliśmy się na pierwszy piętrze gdzie odbiłem w stronę swojego pokoju. Otwarłem drzwi przy pomocy klucza i wkroczyłem do środka. Łóżko ponownie mnie wzywało. Padłe na nie i szybko zapadłem w głęboki sen.

Z/t
Ostatnio edytowano 12 gru 2017, o 18:26 przez Yami, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 837
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 19:14
Wiek postaci: 18
Ranga: Leń
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268
GG: 12310728
Multikonta: Keiichi Maebara

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 12 gru 2017, o 12:19

Któż to się pojawił na dworze całym pokrytym na biało? Bohater wojenny! Ale co to? Ludzie tak jakoś nie zwracali na niego uwagi. Jakby nigdy nic przechadzali się tu i ówdzie zupełnie nie rejestrując sławy, która pokonała ogromnego węża! Nie tak to sobie wyobrażał, ale co poradzisz... oni nie znali tego brutalnego życia. Przebywali tutaj przez ten cały okres ogrzewając się przy kominku, nie upuszczając nawet najmniejszej strugi krwi. Tak stał w tym progu domostwa obserwując kolejne spadające płatki śniegu i... się zastanawiał. Tak... to dobre określenie na to co rozgrywało się w jego głowie. Mimo, że podjął już decyzję to uderzyły w niego wątpliwości ze zdwojoną siłą. Nigdy wcześniej nie miał z tym zjawiskiem do czynienia aż na tak ogromną skalę - a może nigdy? Stał tak i stał zamarzając. Dopiero chłód, który uderzył w jego ciało uświadomił, że zapomniał o jednym bardzo istotnym szczególe - był nim płaszcz zimowy. Ciepło rewiru domowego było czymś na tyle przyjemnym, że zupełnie wypadła mu z głowy "błahostka" w postaci odpowiedniego odzienia - domostwo było ogrzewane i tak się złożyło, że przed opuszczeniem go brat lub ojciec napalili w piecu. Powrócił do środka i chwycił za nakrycie wiszące na wieszaku. Miło ze strony ojca, że pamiętał by ten płaszcz tam zostawić, a może sam go tam odwiesił? Prawdę powiedziawszy - nie pamiętał, wszystko przez ten cholerny mętlik w głowie. Na szczęście całe zamieszanie pozwoliło nieco ostudzić myśli i powrócić do trzeźwości umysłu, którą zazwyczaj się charakteryzował. Zmiany wymagały także buty. Zamiast postawić na letnie czy jesienne ubrał skórzane wysadzane ciepłym i co równie ważne przyjemnym w dotyku puszkiem. Tak przygotowanemu Shinji'emu wszelkie uroki tej pory roku były nie straszne. Mógł ruszać!
Nigdy nie przepadał za zimą, mimo, że potrafił dostrzec to ukryte piękno to najzwyczajniej w świecie zimno, które temu pokazowi "mody" kolejnych spadających płatków śniegu towarzyszyło przeważało szalę na niekorzyść śnieżnej pory roku. Ludzie z Hyuo by się z pewnością nie zgodzili, w końcu wychowani przy takich temperaturach - dla Shinji'ego wręcz spartańskich - nie zwracali na to uwagi. On jednak do tych spartanów się nie zaliczał mimo, że mógł sprawiać takie pozory zarówno swoim zachowaniem jak i posturą. Ot prosty człowiek za mądry na tych wszystkich otaczających go durniów - ból egzystencjalny każdego geniusza. Czy było to poparte faktami? Nie jemu to oceniać, choć uważał się za lepszego od innych - naznaczonego do wyższych celów niż prosty żywot shinobi. Jego przeznaczeniem było czynienie rzeczy wielkich, decydowanie o czyimś być lub nie być w tym świecie. Wreszcie zostanie liderem klanu i przywrócenie mu świetności... w tym świecie pełnym ułomności, a największą z nich byli ludzie... No właśnie... Nie krył swojego gniewu na dowództwo, ale kogo oni tak naprawdę reprezentowali? Liderkę Uchiha, która robiła przysłowiową "laskę" Senju. Miłe uśmieszki, jakieś gesty przyjaźni i niby reformowanie rodu Uchiha. Wolne żarty! Byli przeklęci przez swoje oczy i należało korzystać z tego "dobrodziejstwa" skoro już było. Nie popierał polityki poprzedniego przywódcy, gdyż był jeszcze bardziej naiwny niż Katsumi. Posiadał tą swoją potężną broń, której istnienia nie krył przed światem i zapłacił za to najwyższą cenę. Pytanie tylko dlaczego ród musiał także płacić za jego winy? Nie znał się zupełnie na polityce, widział tylko swoje własne ja, wysługiwał się innymi zamiast samemu zrobić co należy. Ot ironia... Nawet Shinji to dostrzegał, być może wynikało to z faktu wrodzonej "samodzielności". Posiadał zmysł dowódczy, ale nie słał swoich ludzi na śmierć. Uważał ich za cenny materiał, który miał swoją wartość - na dodatek jak w przypadku złota było go mało. Na szczęście był odnawialny, ale trwało to strasznie długo i pochłaniało inne zasoby - tak samo jak zakup rezerw walutowych. Ludźmi tak samo jak pieniędzmi trzeba było ostrożnie operować. Nierozsądna inwestycja nie dość, że się nie zwracała to na dodatek przynosiła straty. Te dobre za to były profitem. Może brzmieć to nieco ironicznie z "ust" kogoś kto nie miał żadnych oporów przed poświęceniem sporej ilości swojego oddziału dla egoistycznych pobudek. Tak należało jednak postąpić, dowództwo dało dupy w pełnym tego słowa znaczeniu - zostawili go samego na przeciwko cholernego węża dosyłając wsparcie w ostatniej chwili. Wszelkie laury oczywiście zbierał Kenshi, który miał do dyspozycji znacznie więcej "wybitnych" jednostek i nie musiał nikogo poświęcać. Heh... Prości ludzie nie rozumieli tak zawiłych rzeczy jak prowadzenie wojny, nawet Shijima nie był w stanie zrozumieć tylko... kurwa dlaczego? Czy mu tylko odgryzał za wtargnięcie do życia po wyłożeniu kawy na ławę czy może faktycznie została w nim jakaś nutka naiwności. Byli do siebie bardziej podobni niż się mężczyźnie mogło zdawać, próbował odrzucić tą myśl, a jednak taka była prawda. Jedyną różnicą było to, że Shinji nie starał się siebie oszukiwać w przeciwieństwie do Shijimy, który nie dał się całkowicie spowić przez mrok. Nałożył tą swoją maskę ukrywając prawdziwe ja. Był większym kłamcą od Shinji'ego, ten stosował ta niehonorową "taktykę" dla własnych korzyści - u mężczyzny dochodziło jeszcze własne samopoczucie, by ktoś go zaakceptował. Choć czy Shinji czasami nie kierował się tymi samymi pobudkami?
Przeklęty los...

Oczyścił nieco umysł skupiając się na wszelkich elementach otoczenia. Pełno było tej błogiej "niewinności", ah... jak bardzo chciał się w tym wszystkim choć raz jeszcze móc zatopić. To były czasy, gdy jeszcze nie musiał myśleć i odpowiadać za siebie. Robili to po prostu inni, a on mógł tak jak oni lepić bałwanki, beztrosko biegać nie przejmując się absolutnie niczym. Widok ten stanowił swojego rodzaju pokrzepienie dla serca przepełnionego mrokiem i ambicjami, aż dziw bierze że skłonne było jeszcze do jakichkolwiek uczuć po tych wszystkich nieszczęściach, które go spotkały. Jednak człowiek twardym był co? A przynajmniej on. Nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatni raz uronił jakiejś łzy, nie potrafił ich wykrzesać z siebie nawet na wyraźne żądanie. Mimo, że potrafił być przyjemnym gościem to wyrażanie uczuć przez to wszystko nie wychodziło mu najlepiej. Musiał to robić niczym normalną czynność, zastanawiać się nad tym czy kogoś przytulić zamiast po prostu to zrobić. Na wojnie w stosunku do Motoko - pięknej pani samuraj pierwszy raz było to coś naturalnego. Zero myślenia, zastanawiania się nad sensem swojego istnienia. Po prostu to zrobił całkowicie odruchowo. Zaburzała jego zdrowy rozsądek niczym wtedy kiedy została ranna i niemal przerwał szyki tylko po to by jej pędzić na pomoc... Chyba nie potrafił przestać zanurzyć się w swoich myślach... tak... zdecydowanie za dużo skupiał się nad tym co tam kryło się w tych wąskich korytarzach labiryntu nie do przebycia. Kolejny już raz spróbował się otrząsnąć z letargu i skupić na pięknie, którego pełno było dookoła. Objawiało się ono przez rzeczy tak prozaiczne jak biały krajobraz, właśnie te dzieci czy piękne niewiasty tu i ówdzie co prawda ukrywające swoje ponętne kształty po grubym ubraniem, ale nadal przyjemne chociaż z twarzy. Był to chyba pierwszy raz gdy prawdziwie cieszył się tym co miał. Chociaż przez tą krótką chwilę... Do kilku osób nawet podszedł dopytując się o dwójkę samurajów oraz Shijimę. Był to widok na tyle charakterystyczny, że uzyskanie informacji było tylko kwestią czasu i tak też się stało. Wystarczyło kilka rozmów na dodatek skutecznie podbudowujących go na duchu - w końcu ktoś go kojarzył! Pieprzonego bohatera wojennego! Uzyskane informacje pozwoliły na określenie kierunku swojej wędrówki na Hotel "Marmur".
Budynek ten był naprawdę piękny i o dziwo jakoś nigdy nie miał okazji tutaj wcześniej zawitać. Czy wynikało to z faktu, że nie był jakimś przybyszem z dalekich krain tylko mieszkańcem Sogen? Najprawdopodobniej. Nie musiał włóczyć się po takich miejscach, jeśli tego potrzebował to miał własne ognisko domowe, ciepłą strawę, kąpiel i łoże - wszystko co człowiekowi po długiej wędrówce jest potrzebne do szczęścia. Konstrukcja hotelu stanowiła coś naprawdę nietypowego - musiał się na chwilę zatrzymać by móc podziwiać ten zapierający dech w piersiach widok. W międzyczasie minął go jakiś woźnica, a on po prostu tak stał nie zwracając zbyt dużej uwagi na powóz - skupiona była ona konstrukcji. Minęło dobre parę minut gdy tak stał wyobrażając sobie jak wspaniały będzie jego pałac jeśli kiedyś do czegoś takie dojdzie. Budynek stanowił przyzwoitą inspirację dla niektórych elementów, które chętnie by zastosował we własnej budowli, ale nic nie trwa wiecznie. Komu w drogę temu w czas. Jego celem na ten moment było wnętrze hotelu i tam też się udał. Był tylko jeden problem... Drogę zagradzał mu jakiś starzec, który przywitał się zanim Shinji zdążył cokolwiek zrobić - Witam, bardzo mi miło - ukłonił się lekko jak nakazywały zasady dobrego wychowania, zwłaszcza że miał do czynienia z osobą starszą. Postanowił rozpocząć od miłego słowa zanim przejdzie do rzeczy - Bardzo ładna konstrukcja, mimo że tyle mieszkam w Sogen jakoś nigdy się tu nie zapuszczałem. Będę musiał kiedyś skorzystać ze świadczonych tu usług w ramach czystej ciekawości. - chwilka pauzy na złapanie oddechu - Pomoc przydałaby mi się jednak w innej sprawie jeśli byłby Pan tak miły by poświęcić chwilkę. Wpierw może jednak się przedstawię. Shinji Uchiha. - kolejny lekki ukłon. Słodził aż za bardzo - Poszukuję wesołej eskapady. Dwójka samurajów i ich towarzysz o imieniu Shijima. Właściwie to właśnie tej osoby szukam, ale samuraje są bardziej charakterystyczni. Słyszałem, że tu nocowali. Może jeszcze kogoś z nich zastanę? Kto wie... kto wie... - na twarzy pojawił się lekki uśmiech idealnego aktora, choć tej aktorki tam tak naprawdę dużo nie było. Był jako tako całkiem szczery.
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 12 gru 2017, o 16:14

Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
3/30

Mężczyzna był naprawdę wysoki, wyższy od ciebie. Na jego głowie widać już było zakola, a włosy, które mu pozostały (tych zaś wcale nie było mało), trzymał elegancko zaczesane do tyłu, by nie opadały na jego czoło i nie przysłaniały oczu.
Czarny garnitur był wyprasowany, świeży, idealnie dopasowany do jego ciała. Elegancki - to jedno słowo idealnie opisywało siwowłosego mężczyznę z krótkim, równo przystrzyżonym wąsikiem, tak samo zresztą równo przystrzyżony był jego fryz. Nie potrzeba było wiele, by do eleganckiego dodać pedantyczny - w tym pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna! Nie bił od niego zimny, odstręczający pedantyzm, tylko ułożoność wynikająca z czystości, która była naprawdę miłą odmianą po minięciu brudnej wiochy w tym lesie. W której to zresztą żyli jeszcze bardziej brudni ludzie. Brud nakryty białym puchem,
czystością, która uciekała ci spod palców i której dosięgnąć nie mogłeś. Wolałeś sięgnąć po to, co pod tą czystością się kryje. Odgarnianie płatków samych w sobie było przyjemne. Mogłeś im się przyglądnąć, wyłapać swoimi przeklętymi oczyma każdy, najdrobniejszy szczegół, wyuczyć się toru ich lotu, kiedy poruszały sie, targane wiatrem. Nie ważne, czy tym targającym w przyszłość, czy w przeszłość. Więc czy bardziej istotne było to, by spojrzeć na krew wysuwającą się z rany, na brud, na prawdziwą twarz, którą każdy chował pod maskami swoich złudzeń i marzeń, czy może sam proces, w którym brało się sztylet, by otworzyć skórę i spojrzeć na wnętrze? Bardziej istotna była droga, którą zobaczyłeś, kiedy wyszedłeś na próg swojego domu, uświadamiając sobie, że nastała już zima, czy może sam cel? Cierpliwość była tutaj cnotą cesarzy. Kiedy się ją posiadało można było zdziałać naprawdę wiele - na przykład poczekać, aż ten wolny wiatr, który targał malutkimi płatkami, zgarnie również ciebie. Ach, tylko czekać, czekać..! Skoro ten wiatr targał zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, to dlaczego miałby ruszać ciebie? Zamiast siedzieć i wyczekiwać zbawienia lepiej było złapać za ciepły, zimowy płaszcz i poruszyć się samemu. Bo kiedy liczysz - licz na siebie. I tylko na siłę własnych nóg, które mają cię doprowadzić tam, gdzie gna myśl wraz z sercem i na siłę rąk, które miały ochronić przed tym, co zechciałoby ci przeszkodzić. Zatrzymać cię.
- Zapraszamy serdecznie. Do dyspozycji gości są prywatne gorące źródła, sauna oraz prywatna pralnia. Posiadamy również szeroko zaopatrzoną restaurację. Najwyższe klasą pokoje dostępne są od ręki. - Mężczyzna pokłonił się raz jeszcze, pokrótce przedstawiając ci ofertę tego miejsca - i wszystko było jasne. Pracownik. Pracownik, który niekoniecznie chciał ci wcisnąć produkt - sam się tym produktem zaoferowałeś, więc on jedynie naświetlił ci jego możliwości - i to, zdaje się, bardziej ogólne, czy raczej: najlepsze, bo biorąc uwagę, jak ogromna była to budowla, z pewnością mieściła w sobie nieco więcej niż parę pokoi i gorące źródła. - Dziękuję za komplement. Właścicielka będzie zachwycona. - Słodzenie zawsze szło ci całkiem nieźle. Gładka gadka, śliczny uśmiech, błyskające oczka, które wypatrywały swojej okazji. Swojej szansy. Podobne ślepia miał jastrząb, kiedy wznosił się w przestworza, słyszałeś o tym? Potrafił godzinami szybować na niebiosach, król przestworzy. I zawsze wiedział, kiedy zaatakować. I gdzie. Tu i teraz wypadałeś jednak całkiem niewinnie. Staruszek odpowiadał ci łagodnym uśmiechem, spoglądając na ciebie jasnymi oczyma zza okularów - przypominał tego dziadka, który w długie, zimowe wieczory, zapraszał na swoje kolanka i otwierał książkę pełną baśni, by objawiać jej sekrety przy dźwięku trzasku drwa w kominku. Nawet fakt, że był bardzo szczupły i nie miał sławnego mięśnia piwnego, nie burzył tego obrazka.
- Och, Uchiha-dono. To zaszczyt móc gościć taką osobistość w naszych progach. Panienka Riri, właścicielka przybytku, byłaby zachwycona mogąc Pana poznać. - Końcówki zdania już prawie nie było słychać, bo przerwał ją trzask dobiegający z wnętrza hotelu, tuż za zamkniętymi drzwiami. Zdziwiony starzec odwrócił się i natychmiast skierował się do drzwi, by je otworzyć. Najwyraźniej będziesz musiał chwilę poczekać na odpowiedź na swoje pytanie.
Przestronny hol, na którego krańcu znajdował się blat, a za nim drobne półeczki i tablica z wiszącymi kluczami, rozdzielał się na dwa korytarze - w prawi i w lewo, oraz schody po prawej i lewej stronie od recepcji, lekko wygięte do środka. Prowadziły na górne piętra - no shit, Sherlock. Czerwony dywan ciągnący się do recepcji był trochę zabrudzony, nic dziwnego, w końcu śnieg z butów szybko opadał, a we wnętrzu budynku było cieplej niż na zewnątrz. Zieleń kwiatów w donicach przecinała nieco beż, mahoń i heban oraz złote dodatki - wyważone w odpowiednim stopniu, by nie rzucały się w oczy, a stanowiły doskonałe wykończenie całości strzelistego wnętrza. Co jednak było chwilowo bardziej przyciągające uwagę to mężczyzna w czarnym kimonie o długich za pas włosach, nieco niechlujnie spiętych, przez co kosmyki wypadały poza klamrę, który trzymał obnarzoną katanę - i chyba właśnie, jako wojownik najwyższych lotów, przeciął donicę. Znaczy - przeciął ją już wcześniej. Teraz leżała, bordowa, rozbita na ziemi, z wyraźnym śladem gładkiego cięcia, rozsypaną, ciemną ziemią i biednym kwiatkiem na cienkim badylu, którego długie, śmieszne liście smętnie leżały na marmurze podłogi. Biedna kobietka, chyba z recepcji, stała skulona w kącie.
- CO TY MÓWISZ! TO JA JESTEM PRAWDZIWY SHIJIMA!
Cóż.
Są ludzie i parapety.

Shijima
 

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 12 gru 2017, o 20:13

Ah typowa gadka szmatka osoby, której celem było sprzedanie oferowanych usług klientowi. Tak się złożyło, że tym razem to Shinji mu się napatoczył. Nie mógł jednak winić staruszka w końcu jako "gość" wykazał zainteresowanie samym budynkiem jak i oferowanymi usługami. Przy tym dosyć mocno mu posłodził... tak to prawda... potrafił słodzić choć w tym przypadku wyrażania zachwytu słodkość ta była o tyle piękna, że po prostu szczera. Faktycznie przybytek się mu podobał i nie było to żadne wciskanie kitu niczym w telezakupach to też z pokorą na twarzy wysłuchał całej wypowiedzi starszego od siebie człowieka. Starał się także komunikować mową niewerbalną ciała, że z żywym entuzjazmem spija każde słowo z nadziei - wyglądało to niemal jakby od tego co mu przekazuje zależało życie Uchihy. Zainteresował go zwłaszcza fragment wspominający o właścicielce, która z chęcią by go poznała. Nie ukrywajmy, Shinji był kobieciarzem i uwielbiał takie rzeczy to też jego podekscytowanie jeszcze bardziej zwiększyło swój poziom. Gdyby nie fakt, że na ten moment już odczuwał uczucie do pewnej kobiety to zerwałby się biegiem w kierunku wnętrza by ułatwić poznanie siebie - jeśli miał szczęście urodziwej niewieście wartej zachodu. Szczęśliwie nie musiał na ten moment zaprzątać sobie tym głowy bo oto wydarzyło się coś czego chyba nikt się nie spodziewał. Jakiś chory pojeb zbił donicę w środku - choć bardziej adekwatnym określeniem byłoby powiedzenie, że przeciął swoją kataną.
Fakt ten początkowo został całkowicie zignorowany przez Shinji'ego stanowiąc psychologiczne oplucie w stosunku do jegomościa dzierżącego szlachetną broń - Powiem Panu, że z przyjemnością poznałbym właścicielkę obiektu choć okoliczności jak widać nie są zbyt sprzyjające - zwrócił wzrok w kierunku nadpobudliwego, zgadywał samuraja - Nie ciebie szukam, szkoda twojego zachodu przy efektownej pokazówce. - pauza przerywany jedynie przez delikatny dla uszu wydźwięk wiatru poruszającego włosami Uchihy - A teraz schowaj broń do pochwy i przeproś panienkę Riri bo ludzi straszysz. Zdaje się, że będziesz musiał także zapłacić za dokonane zniszczenia. - jeśli jegomość nie chciał słuchać to dodane do całej wypowiedzi zostało kolejne zdanie. Nie było ono jednak już tak miłe. Powiało tak ogromnym chłodem, że na dworze w porównaniu do tych słów było +40 stopni Celsjusza - Jeśli natomiast szukasz starcia to zapraszam na zewnątrz choć szkoda mojego cennego czasu i twojego życia. Uwierz mi... nie wiesz komu chcesz nastąpić na odcisk. - słowa pełne buty, ale było mu najzwyczajniej w świecie szkoda cennego czasu na pierdolenie się gdy miał zamiar szukać Shijimy bądź jakichś informacji o nim. I nie chodziło rzecz jasna o tego Shijimę stojącego przed nim, stroszącego pióra niczym paw. Mowa o członku klanu Ranmaru, którego dane było Shinji'emu mieć "przyjemność" poznać.
Nawet nie drgnął.
Stał tak jak stał... emanując "mroczną aurą", którą niestety mogły podchwycić także osoby postronne. Doskonale zdawał sobie sprawę, że najprawdopodobniej osoba z którą miał styczność w holu hotelu nie odpuści po dobroci, nie po cyrku, który odstawiła. Najgorsze było to, że nie wiadomo było do końca co mogła planować. W głębi serca wiedział, że walka we wnętrzu nie jest dobrym rozwiązaniem biorąc pod uwagę arsenał technik, którym dysponował. Skończyłoby się poważnymi uszkodzeniami konstrukcji, a w najgorszym przypadku nawet jej zniszczeniem. Z drugiej strony jeśli z jego powodu wynikałoby jakiekolwiek zagrożenie dla osób postronnych był zmuszony interweniować. Taki był jego obowiązek jako członka klanu Uchiha, zwłaszcza że cały cyrk rozgrywał się w jego rodzinnym mieście. Nie chciał nawet próbować sobie wyobrazić jak wielki "opieprz" ze strony Katsumi by go czekał gdyby do tego dopuścił. Sytuacja niestety była patowa jeśli "Shijima" postanowiłby zostać w środku. Po prostu nie istniało rozwiązanie idealnie nie stanowiące zagrożenia dla życia i samej konstrukcji. Pozostawało mieć nadzieję, że samuraj pójdzie jednak po rozum do głowy, schowa cholerną katanę i wypieprzy stąd w podskokach w przeciwnym wypadku zabije go pastwiąc się nad pieprzonym ciałem niczym rozwścieczone zwierze.
Omae wa mou shindeiru
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 12 gru 2017, o 21:19

Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
5/30

Ciężko było ci stwierdzić, czy ten przyjazny, ciepły uśmiech i pozytywne, roztapiające jak gorąca czekolada, wzrok był wynikiem twoich wszystkich starań, gestów, otwartości, jaką chciałeś zaprezentować, zachęcając starca do dalszej rozmowy, czy też wynikał z tego, że starzec... już taki był - najzwyczajniej w świecie. Wydawał się zupełnie naturalny, chyba nie udawał - chyba, bo jego stoickość i profesjonalizm potrafiły nieco wytrącić ze swojej stoickości. Tylko kogo jak kogo - przecież nie ciebie! Twoja gra nie miała na sobie żadnej skazy! Och zgoda, trochę miała, ale nie czepiajmy się malutkich szczególików. Biorąc pod uwagę, jak starzec mrużył ciągle oczy to chyba i tak niewiele zza tych swoich okularków widział - zwłaszcza, że zjechały mu trochę na nosie, a on chyba zapomniał je poprawić. No chyba że to taki nowy styl w tych okolicach. Noszenie okularów nawet kiedy nie były one potrzebne tylko po to, by fajnie wyglądać. Niee, to raczej nie to. Przecież to nie typ, który za modą podąża! ...Prawda? No tak. Raczej prawda. Tylko czemu, w takim razie, tak cholernie ciężko było ci powiedzieć, o czym myśli, co naprawdę czuje? Może jego sekretem było właśnie to, że pokazywał tylko szczerą prawdę? Nie, raczej nie. Był jak ta zaspa śniegu - czysty. Jak z każdym człowiekiem - wystarczyło po prostu ściągnąć z niego każdy płatek po kolei, żeby w końcu dobrać się do tego lepkiego, brudnego wnętrza. Każdy chowa trupy w swojej szafie - nie każdy potrafi i chce się do nich przyznać. Mniejsza, przecież to nie on cię interesował, to nie dla niego tutaj przyszedłeś - chyba. Twoje starania były aż nad wyrost - i tylko po to, by uzyskać informacje? Bo nowa myśl przechwyciła twoje myśli, nowe zainteresowanie - ach, Mój Miły! Gdyby, gdyby..! Szczęśliwy nie liczą czasu - nie liczą też gdybania. Nie zastanawiaj się. Po prostu bierz co chcesz. To przecież byłeś właśnie prawdziwy Ty. Czyżby kobieta,
którą widziałeś zaledwie raz, już zdążyła ci zaciągnąć cugle na ustach? Nie bolało wędzidło, które wbijało się w kąciki twoich ust? Nie przeszkadzał ci posmak metalu na języku?
Śmiało.
Przecież wiem, że chcesz.
Siwowłosy spojrzał na ciebie - rozproszony i zdziwiony. Od drzwi dzieliło was parę kroków, więc wystarczyło jedno pociągnięcie ramion staruszka i już mieliście pogląd na całą akcję. Akcję, której przypatrywało się paru ludzi w korytarzach -
damy, dżentelmeni - ubrani tak samo bogato, jak bogate było to wnętrze. I tak samo elegancko. Śmietanka towarzyska - pewnie niektóre twarze nawet mógłbyś rozpoznać - może akurat nie tej garstki, trójki czy czwórki osób, ale gdyby tak pokręcić się tutaj chwilę dłużej... Ciekawe, czy władze Sogen wiedziały o istnieniu tego miejsca. Ciekawe, czy liderka wiedziała i nie miała nic przeciwko temu, żeby jakiś obcy przybytek się tutaj zalęgnął. Biorąc pod uwagę, jak pokojowo nastawiona była, to pewnie jeszcze im pomogła w budowie tego! Albo jej. Riri, właścicielce, o której concierge wspomniał.
- Hę? - Samuraj skierował na ciebie swoje spojrzenie. Ściągnięte brwi, naprężone mięśnie - pewnie mięśnie nie od kozery. Pewnie. W tych czasach coś za dużo dzieciaków ćwiczyła dobry wygląd, zamiast ćwiczyć faktyczną siłę. Niestety sześciopaczki nie powstawały na brzuszkach od treningów siłowych - och, co za przykre zaskoczenie! I tak przez chwilę stał,
spoglądając na ciebie. I czekając, aż skończysz swoją pasjonującą, jakże pasjonującą przemowę.
Chłód uderzył w marmur ścian, rozbił się w marmurowej ciszy.
Samuraj wybił się z ziemi i ruszył na ciebie, z przygotowaną do cięcia kataną.
Szybki.
Zbyt szybki.



statki samuraja
siła 75
wytrzymałość 50
szybkość 140
percepcja 50
Ostatnio edytowano 13 gru 2017, o 14:40 przez Shijima, łącznie edytowano 2 razy
Shijima
 

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 12 gru 2017, o 23:08

Samuraj zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami, w końcu cóż innego mogła zrobić podrzędna istota? Awanturnik nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że popełnił błąd... ogromny błąd, który przyjdzie mu najpewniej przypłacić życiem. Shinji posiadał rangę Doko - zabawne co? Gdyż swoją siłą dorównywał Sentokim nie mówiąc już o przewyższaniu praktycznie każdego Akoraito. Ta kurwa zasiadająca aktualnie na stołku Shirei-kan'a najzwyczajniej w świecie nie zdawała sobie sprawy jak ogromny dar otrzymała wraz z przyjściem Shinji'ego na świat. Był on niczym nieoszlifowany diament zdolny do przewyższenia niemal każdego żyjącego shinobi. Na nieszczęście samuraja diament ten nie był polerowany wodą, a kąpany we krwi jego wrogów. Z każdym jej przypływem zyskiwał nieznacznie na swojej wielkości krystalizując niewielką ilość substancji bez której żyć się po prostu nie dało. Co w tym wszystkim najbardziej przerażające, że Shinji nawet polubił ten swój przykry los, nie dość że nie miał żadnych problemów z odebraniem życia to na dodatek sprawiało mu to przyjemność. Nie chodziło już o zwykłe ciekawe zjawisko, którym była osoba oddająca swojego ducha - sam proces to było coś! Te krzyki zarzynanych niczym świnia, krew pluskająca beztrosko na twarz i nie był to co najmniej objaw szaleństwa. Nie zabijał każdego kto mu się napatoczył - odpowiedniejszym określeniem byłoby po prostu stwierdzenie, że lepiej było z nim nie zaczynać, gdyż istota ta nie miała żadnych skrupułów.
Co to oznaczało dla obecnego rozwoju wypadków? Wraz z ruszeniem w kierunku Shinji'ego pomimo ostrzeżenia koleżka wydał na siebie wyrok śmierci. Nie było żadnej litości - przed całkowitą destrukcją hamowali Uchihę jedynie ludzie dookoła, którzy nie zasłużyli sobie niczym na los, który miał spotkać Shijimę. Wykonał krótkie dwa odskoki do tyłu nieco wydłużając czas potrzebny oponentowi do skrócenia dystansu. Oczy zaświeciły się szkarłatem stanowiącym odbicie wcześniej wspomnianego diamentu - skalanej duszy chłopaka z klanu Uchiha - Wydałeś na siebie wyrok śmierci. - rzekł spokojnie formując pieczęć tygrysa. Rezultatem było pojawienie się na ciele niewielki płomyk, który niemal natychmiast pomknął w kierunku niepokornego samuraja gdy tylko stopy Shinji'ego dotknęły ziemi po raz drugi. Utworzył on trzy linie. Pierwsza linia pomknęła od prawej strony zataczając półkole. Druga zrobiła to samo tylko od lewej. Trzecia natomiast mknęła bezpośrednio przed siebie. Efektem finalnym miało być zamknięcie Shijimy w okręgu ognia zaczynającym zwijać się w ślimaka podczas gdy trzecia linia uderzała bezpośrednio w samuraja. W przypadku próby ucieczki... cóż... ogień się podnosił nie dając najmniejszej szansy napastnikowi. W ten oto sposób miał go zamiar usmażyć żywcem, ale jedyne do stanu przebywania na skraju śmierci. Tracił jego czas, który mógł zostać spędzony w znacznie przyjemniejszy sposób to chociaż będzie miał ta przyjemność i zakończy jego żywot przy pomocy katany wbijając mu ją prosto w gardło... Przy tym wszystkim pamiętał o tym by jeśli się dało nie naruszyć nikogo postronnego oraz budowli. Jakiekolwiek potraktowanie jej ogniem mogło skończyć się bardzo źle, a on nie posiadał technik suitonu w arsenale...


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 13 gru 2017, o 15:14

Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
7/30

Ruchy samuraja były płynne. To nie był człowiek, który znalazł się w przypadkowym miejscu, o przypadkowej godzinie. Podawał się za kogoś, kim nie był, w dodatku nie mając zamiaru w tym wszystkim zachowywać się kulturalnie w żadnym stopniu! Wszak, ogień? Płonął całkiem pięknie w żyłach, powodował napady agresji i jej wybuchy, sprawiał, że dłoń sięgała po broń szybciej, niż się zastanowiła - a kiedy już palce zaciskały się na rękojeści to drugi krok robił się sam. Za sprawą tego podmuchu wiatru, który targał białymi płatkami. Nawet ty tutaj nie byłeś przypadkiem. Przypadkowy był jedynie czas i bogowie tylko wiedzą, czy chcieli sobie zażartować, pakując cię w taką sytuację, czy może zakpić sobie z awanturnika, jak sam go nazwałeś. Samuraj raczej nie spodziewał się tutaj napotkać większej linii oporu, bo niby na kim? Trzymał broń tak pewnie, cała jego sylwetka przyciągała spojrzenie mową potrafię posługiwać się tym, co mam w dłoni. Przeciwko niemu miała stanąć ta drobna brunetka, która siedziała na podłodze przerażona, tuż za zniszczoną donicą, czy może ten starszy mężczyzna, który obok ciebie stał? Nie byli w stanie wyprostować się i dumnie postawić się sile, która, znacznie ich przewyższała. Zwykli ludzie. Najzwyklejsi na świecie, szarzy ludzie, którzy nie mieli pojęcia o błękitnej energii, która pulsowała w twoich żyłach ani o tym, jak trzymać miecz, który fałszywy Shijima właśnie znosił. Chociaż kto wie, może naprawdę miał tak na imię? W końcu powtarzanie się imion nie było aż tak niespotykane.
Kiedy tylko zobaczyłeś napięcie mięśni, gdy zagrożenie uderzyło impulsem w ciało, odpowiedź pojawiła się automatycznie. Dzieląca was odległość była śmieszna. Samuraj stał przy nieszczęsnej dziewczynie obok schodów, po przeciwnej stronie holu - 15 metrów? Nawet nie. Potrafiłeś prześledzić każdy jego ruch - i doskonale wiedziałeś, że twoje ciało nie będzie w stanie za nim nadążyć, ale to nic. Wystarczy, że twoja technika nadąży.
Samuraj wyhamował, kiedy płomienie rozwinęły się do przodu i zamknęły go błyskawicznie w swoim okręgu. I na co to wszystko? Po co mu to było? Te pytanie mógł zadawać tylko sobie samemu. Te pytania Ty mogłeś zadawać Jemu. Złapany jak ryba na haczyk, która może się jedynie miotać w swojej bezsilności i próbować uciec. Im bardziej się szarpała, tym bardziej wbijał się metal w jej podniebienie. Obserwujący to wydarzeni krzyknęli, kiedy buchnęły płomienie, którym nie przeszkadzało to, że nie miały paliwa do pożerania, brnęły do swojego celu, obejmując w swoje posiadanie część dywanu i marmurowej posadzki. Nie stało na ich drodze nic, co mogłoby się podpalić... no właśnie - nic prócz tego dywanu, który bardzo chętnie przyjął ciepłe płomienie na swoje barki. Na razie nikt o tym nie myślał. Concierge odsunął się z przerażeniem, kładąc dłoń na wysokości klatki piersiowej, wszystkie te jednostki wypełniające tło poruszyły się niemal jednym rytmem, wstrząśnięte siłą płomienia, który wydłużył swoje żarłoczne, łaknące krwi jęzory. Samuraj zerknął we wszystkie strony - a każda blokowała mu przejście, a już na pewno nie można było mówić o jakimkolwiek dojściu do ciebie. Zatrzymał się w porę i wycofał - prosto pod ścianę, wybijając, by skierować się biegiem ku schodom, umykając przed ogniem z szybkością, która robiła wrażenie. W tym czasie część dywanu zdążyła się już objąć ogniem. I płonęła. I sama z siebie płonąć nie przestanie.
- Riri..! Zawołaj Panienkę! - Pierwsze słowo staruszka było jak wydech, słyszalne tylko dla ciebie, bo nadal stał blisko, wycofał się tylko trochę na dwór. Dopiero drugie przebiło się przez trzask i żar ognia. Dziewczyna, w której oczach stały łzy, kiwnęła głową, zerwała się na drżące nogi i pognała w głąb korytarza. W tym czasie dwójka innych pracowników zaczęła odgradzać gości od całego zamieszania. Cóż, miałeś swoją prywatną randkę z samurajem. Nikt nie zamierzał się chwilowo wtrącać z tych samych powodów, które zostały wymienione na początku - nikt nie miał możliwości. - Uchiha-dono, proszę..!
Shijima
 

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Hayami Akodo » 14 gru 2017, o 01:59

Dwie godziny wcześniej cichy chrzęst śniegu i skrzypnięcie otwieranych drzwi oznajmiły, że dwoje z licznych gości hotelu Marmur powróciło w jego mury. Hayami rozejrzał się uważnie, czy nie widać na horyzoncie nikogo ze służby ani z gości hotelowych, a upewniwszy się w tym zakresie, wprowadził ostrożnie Chise do środka. Stąpali powoli, z gracją, po ciepłych, drewnianych deskach, wyszukując odpowiednio miejsca, gdzie mogliby postawić stopy; wspięli się po schodach na górę niczym prawdziwi shinobi - cicho, bezszelestnie, bez hałasu, jak dwoje duchów, wcielonych istnień wracających do ciał uśpionych właścicieli.
W ten sposób Hayami Akodo i Chise Uchiha dotarli na piętro, na którym zajmowali pokoje, i właśnie stali przed pokojem, który zajmowała młoda dama. Złotooki rozejrzał się niespokojnie, czy nikt ich nie widzi, po czym puścił ostrożnie ramię niewidomej.
Niewidomej...
Jakże wielkim przekleństwem było to słowo. I jak wiele w sobie niosło...a jednak w Chise było coś silnego, co odbijało się w śniegu, w pustce oczu, w tej otaczającej ich zimie i kazało wierzyć Hayamiemu, że sobie poradzi. Że nieraz jeszcze pojawi się w jego myślach, w uszach, odbije się od eteru razem z wiadomościami o świetnej, sprawnej Doko.
Przyjrzał się jej stonowanym kolorom, czerni kruczych włosów, subtelnym rysom, chcąc sobie utrwalić to wspomnienie w oczach. Chcąc zapamiętać jedną ze szlachetniejszych i piękniejszych kobiet, jakie w życiu spotkał.
Drzewo pozwoliło się pożreć płomieniom.
-Stoisz bezpośrednio przed drzwiami do swojego pokoju-poinformował ją z uśmiechem, składając dziewczynie głęboki, pełen uszanowania ukłon. Wyprostował się po chwili, wciąż nie tracąc radości z twarzy i ciepłego błysku z bursztynowych oczu.-Chcę usłyszeć o tobie i o twoim bracie jako o najlepszych doko tej wioski, jasne, hime-san?
Zaśmiał się delikatnie.
-Twój rycerz niestety musi cię opuścić, pani, ale liczy na powtórne spotkanie.
Cofnął się kilka kroków. W jego dłoni zalśnił klucz od pokoju, który wciąż w tym wszystkim miał przy sobie. Otulił się mocniej płaszczem. Materiał zaszeleścił cicho, idealnie układając się na dobrze zbudowanym ciele.
Nadszedł czas, by wypowiedzieć to znane ludzkości od wieków, niezmienne słowo, wcale przecież nie smutne, bo subtelne i ciche, nacechowane uczuciem, ciepłem tak potrzebnym w chłodne dni.
-Żegnaj...nie, do zobaczenia, Chise-sama.
Skłonił się jej raz jeszcze, po czym, upewniwszy się, że sama już sobie poradzi, poszedł do swojego pokoju. Tam sprawdził, czy zabrał wszystko, jeśli coś jeszcze zostało, to natychmiast to wziął, po czym rzucił jeszcze raz okiem na hotel. Polecenie jego matki okazało się mieć rzeczywiście sens. Będzie musiał jej podziękować.
Kolejny powód, by wrócić do domu.
Wyszedł z pokoju i przekręcił starannie klucz w zamku. Zszedł spiesznie na dół, jakby chciał się już stąd wyrwać, uwolnić się, odejść stąd...szybciej, niż myślał.
Tym lepiej.
Kobieta w recepcji nie była zdziwiona. Przyjęła bez problemu klucz, pieniądze i odebranie rezerwacji, a sam Hayami już był wolny.
Wolny?
Zależy, jak rozumieć tę wolność.
Kiedy wyszedł z hotelu, zostawiając za sobą Chise, miłą godzinę w kawiarni, okruch mądrości i zmiażdżoną lilię, czuł się niewytłumaczalnie szczęśliwy - bo przecież to destrukcja naprawia serce.


Z/T ---->Pole treningowe
Ostatnio edytowano 30 gru 2017, o 20:59 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 667
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 14 gru 2017, o 19:17

Początkowo zdawało się, że wszystko potoczy się zgodnie z założonym przez Shinji'ego planem - czyli samuraj zginie pochłonięty przez płomienie. Nic bardziej mylnego! Niestety jak to w życiu bywa... jakby to łagodnie ująć... no... zostało to brutalnie zweryfikowane. To czego Shinji nie przewidział to opamiętanie się samuraja w tym szaleńczym pędzie. Zamiast pędzić byle zatopić ostrze w oponenta to się zatrzymał i poszukał wzrokiem jakiejkolwiek drogi "ewakuacji", która mu pozostało. Padło na schody. Już nie był taki skłonny do rzucenia się w wir walki po gorącym przywitaniu zgotowanym przez "aroganckiego chłopaka", który przecież nie mógł mieć podparcia dla swojego zachowania... Prawda? Nie tylko Shinji tutaj popełniał błędy - pytanie brzmi kto aktualnie był w większej dupie. Dywan zaczął płonąć, szczęśliwie posadzka została wykonana z materiału, który tak łatwo nie ulegał niszczycielskiemu żywiołowi. Samuraj niestety zdołał uciec w górę po schodach, przed niewidzialną ręką "sprawiedliwości", której żywą reinkarnacją był Shinji stając się w roli obrońcy uciśnionej doniczki - Ups, chyba nieco przesadziłem. - nieco co? Jak tak dalej pójdzie to cały ten cholerny hotel pójdzie z dymem. Momentalnie przerwał technikę po której pozostał jedynie palący się dywan - Chwytajmy szybko śnieg i rzucać na ogień. - jak powiedział tak też i zrobił chwilowo olewając samuraja, który gdzieś tam się jeszcze czaił. Ciężko powiedzieć czy reszta poszła za jego przykładem czy może byli nadal w szoku po tym co zobaczyli. Każda sekunda zwłoki przynosiła jednak kolejne zniszczenia - dlatego nie zwlekał. Podbiegł szybko do jakiejś większej zaspy, w końcu pewnie tu odśnieżali - przecież to cholerny hotel. Chwycił odrobinę białego puchu w dłonie i rzucił go na ogień. Śnieg to jednak nadal woda, która powinna być w stanie ugasić płomienie. Jeśli nie pierwsza warstwa to kilka kolejnych pieczołowicie dokładanych powinno położyć kres "drobnemu wypadkowi przy pracy" - Przepraszam za dokonane zniszczenia - rzucił do staruszka podczas całego procesu. Należy tutaj podkreślić, że nie postradał zmysłów do reszty. Nadal gdzieś tam z tyłu głowy miał wizję tego, że samuraj może się na niego rzucić z jakimś atakiem i będzie zmuszony do podjęcia dalszej walki. Zabawne bo właśnie gasił ogień, a w takiej sytuacji płonący dywan może być ich najmniejszym zmartwieniem. Śledząc ruchy tego osobnika miał pewność, że nie będzie w stale sprostać jego możliwościom fizycznym i wspomaganie się ninjutsu stanie się faktem. Niestety dysponował jedynie destrukcyjną siłą, całkowicie nienadającą się do "delikatnych" interwencji - ot rezultaty, które daje dorastanie w warunkach wojennych gdzie zniszczeniami nikt się nie przejmuje. Ba! Tego typu techniki stanowią najlepsze narzędzie jakie można posiadać bo najczęściej nie ograniczają się do jednego trupa, a całych stosów - czyli tego czego pragnie dowództwo posyłając młodych młokosów do walki. Należało się teraz przede wszystkim zastanowić co dalej? No właśnie szkoda mu było marnować czas, a osobnik mógł dalej stanowić zagrożenie tylko problem w tym, że obawiał się dalszych zniszczeń, które mógłby dokonać. Najlepszym wyjściem z całej tej sytuacji było dalsze trzymanie się starca, który stanowił tutaj chyba jakiś autorytet - Powiedz mi co mam zrobić? Shijima jak siebie określił stanowi zagrożenie dla ludzii w środku. W końcu wyciągnął cholerną broń i zaczął nią wymachiwać. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie to dalsza pogoń mogłaby spotkać się ze zniszczeniami. Ten ogień, który wytworzyłem to jednak z łagodniejszych technik w moim arsenale i może być tylko gorzej. - sam już do końca nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Może po prostu powinien odejść? Z drugiej strony nadal coś go ciągnęło w kierunku poznania właścicielki całego tego przybytku. Co w tym najgorsze to nie było to do końca zgodne z jego odczuciami względem samurajki poznanej podczas obrony muru. Kobiece zapędy jednak zaczynały przeważać przez co zaczął toczyć wewnętrzną walkę zatapiając się w swoim świecie - Chyba, że poczekamy na właścicielkę i ona postanowi. Ten dywan ewentualnie wam zrekompensuję z własnej kieszeni. Nie mam zamiaru uciekać od odpowiedzialności. Trochę mnie poniosło gdy zobaczyłem mężczyznę szalejącego we wnętrzu do tego zmierzającego w moim kierunku - tak... to wszystko było zdecydowanie głupie i miał mętlik w głowie. Pod znakiem zapytania stało nawet to czy mógł sobie tak teraz gaworzyć. Samuraj gdzieś się tam czaił, może nawet już teraz ruszał z kolejnym atakiem.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 14 gru 2017, o 20:18

Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
9/30

Niektóre zadania wytyczamy sobie sami. Niektóre cele, które pulsują nam w głowie tak mocno, że nie jesteśmy w stanie ich przeoczyć. Nie potrafimy też im się oprzeć. Są pokusą, z którą się nie walczy - a nawet jeśli się próbuje, to jest tylko jeden sposób na zwycięstwo. Wygląda tak samo, jak kapitulacja - musisz tej pokusie ulec. Shinobi słynęli z tego, że spełniali swoje obowiązki wobec miasta - przynajmniej tak był ich obraz kreowany w oczach spoleczeństwa. Gdy na ziemiach Sogen ktoś przedstawiał się jako Uchiha zyskiwał szacunek niemal od razu. Zresztą używanie tego nazwiska nawet poza Sogen potrafiło odbić się pozytywnym obrazem na człowieku, którego widziało się po raz pierwszy w życiu - i widzi się zapewne po raz ostatni. Oni cię zapamiętają, ty ich nie zapamiętasz, bo będą tym samym, co ci ludzie, których jeden z członków obsługi właśnie zaganiał jak owce wgłąb korytarza, by nikt nie ucierpiał na tym, co się tutaj działo. Nie mają twarzy. Włosów. Oczu. Nie posiadając nawet własnego głosu, zlewając się w jeden ton, jeszcze mniej wyraźny niż trzaskanie ognia, który posłusznie słuchał twojej woli, dopasowując się do twojej dłoni jak wygrzewający się na kolanach kot. Czasem te wytyczone zadanie robiło inne zadania, a kartki, które powinny wisieć na tablicy, zachęcając do zarobku, zrywało się nie z tablicy w Kotei - zrywało się je ze ścian własnej głowy. Wisiały przecież - jedna obok drugiej - zapisane ciemnym atramentem (lub czerwienią krwi), wystarczyło wybrać sobie odpowiednią. Nawet jeśli zazwyczaj to one wybierały nas. Tak i tutaj cel wybrał się sam, zupełnie naturalnie - był śmieć na twojej drodze, a śmieci należało spalić. Pozwolić, by ten ciepły kot na kolanach wygiął grzbiet jeszcze raz i pożarł wroga w całości. Taki był plan.
Samuraj też miał swój plan - i nie było w nim pozwolenie na to, aby płomienie pożarły go żywcem. Refleks pozwolił mu czmychnąć przez ogniem, a tobie bez cienia emocji powiedzieć: ups! Czyste wypełnienie dziwnych zalążków paniki,
która (nieuzasadnienie) wybuchała pod dachem Marmuru. Tylko czy ta panika cokolwiek cię obchodziła? Jeśli Wojna kładzie swe długie palce na twych barkach - odtrącasz je, czy może pytasz: "hej, Miła."
Dawno się nie widzieliśmy.
Rozproszyłeś technikę i o ile same jęzory zniknęły, o tyle ogień zajął dywan na dobre. Szczęście takie, że nie pochłonął od razu całych metraży materiału, ten był nasiąknięty wodą, naniesioną na butach ziemią i nawet jeśli był regularnie czyszczony,
to nie byli w stanie czyścić go co chwila. Starzec kiwnął głową i zawołał parę osób z obsługi, które zdążyły się zlecieć -
wszyscy równo wybiegli na zewnątrz, w środku zostało tylko dwóch pracowników, którzy ciągle próbowali ubezpieczać gości,
odsuwając ich od epicentrum zagrożenia. Ci rzecz jasna, zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, to niby z przerażeniem,
ale i zainteresowaniem, spoglądali na kunszt płomienia. Shinobi i samuraj - to po prostu musiał być spektakl doskonały.
Któż chciałby go przegapić..? Trzech pracowników plus concierge wybiegli na zewnątrz i zaczęli w dłoniach, w czymkolwiek mieli, zanosić śnieg i sypać go na płomienie. Jedne z nich został w koncu w środku i próbował pomniejsze gasić mokrymi butami, żeby nie rozprzestrzeniały się na dalsze rejony - i to sporo pomogło.
- Nic się nie stało, Uchiha-dono. - Powiedział pokornie, uśmiechając się w twoim kierunku nieco blado. Oczywiście,
że się stało, ale to było takie ludzkie - robić dobrą minę, do złej gry. I nie chodziło tutaj o to, że chciał cię oszukać -
to była przecież tylko czysta kurtuazja z jego strony i potwierdzenie, że jesteś kimś na tyle istotnym, by podpalenie kawałka dywanu nie stanowiło tutaj wielkiego problemu. Zwłaszcza, że pożar został dosyć szybko opanowany przy parudziesięciu kursach po śnieg i udeptywaniu ognia mokrymi buciorami. Nikt nawet nie myślał o tym, że było zimno, a skądże! Pomimo cienkich ubrań adrenalina krążyła w żyłach, bieganie dodało swoje grosza, a samą koronacją było ciepło płomieni, obok których się obracaliście. W trakcie akcji zdążyło dołączyć dwóch kolejnych pracowników - z tak pokaźną bandą poszło całkiem sprawnie.
Ciągle pilnowałeś samuraja. Zniknął ci z pola widzenia, ale w końcu się pokazał. Przystanął na schodach, z kataną schowaną już w pochwie. Schodził powoli i ostrożnie, opierając się dłonią o ścianę i wyglądając do wnętrza holu. Najwyraźniej wybuch ognia ostudził was obu - jego przede wszystkim. Nawet jeśli mężczyzna był porywczy, to najwyraźniej nie aż tak głupi,
żeby po raz drugi rzucać się na shinobiego, który jest w stanie tak szybko zareagować na jego atak. Choć... nie był na to przygotowany, to na pewno. Stał i nie poruszał się. Wyglądał na nieco zaciekawionego - w żadnym wypadku zestresowanego,
najwyraźniej on, w przeciwieństwie do ciebie, nie miał zamiaru brać odpowiedzialności za to, co tutaj zaszło. Choć na jakiegoś szczególnie biednego osobnika nie wyglądał.
- Nic nie szkodzi, Uchiha-dono. Gdyby nie Pan, nie wiadomo, jak rozwinęłaby się sytuacja. - I tutaj nie było żadnego dodatkowego słodzenia, takie były fakty. Shinji miał rację - tamten samuraj miał broń i nie wiadomo, jakby sytuacja się rozwinęła, gdyby nie wtrącenie się ciebie samego w to wszystko. - Nie ma takiej potrzeby, Panienka Riri na pewno doceni zajęcie się tym fałszerzem... - Starzec zakaszlał, nawdychał się za dużo dymu. Wszystko wokół teraz nieprzyjemnie śmierdziało, nasiąknięte swądem spalenizny.
- Hej, hej, hej..! - Samuraj uniósł ręce do góry i zaczął powoli schodzić, schodek po schodku, na dół, kierując się z wolna w waszą stronę. Ciągle czujny. Tak samo, jak i czujny byłeś ty. - Bez przesady, chciałem tylko się nieco zabawić i postraszyć..! Nikomu nie chciałem robić krzywdy. - Spojrzał na ciebie znacząco.
Shijima
 

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 15 gru 2017, o 21:34

Co przez ten cały czas tu jeszcze robił młody Uchiha? Z pewnością on sam jak i osoby śledzące te przygody mogłyby sobie zadać to jakże trafne pytanie. No właśnie czemu zajął się jakimś samurajem zamiast ruszyć dalej? W końcu miał szukać Shijimy - tego prawdziwego, a nie jakiegoś podrabiańca za trzy grosze. Brakowało tu tylko Mietka spod butki z alkohole by dopełnić tej całej komedii. Nie można jednak przedobrzać, a i my musimy trzymać się realiów, które rządziły się tym światem. Nasz bohater pomógł ugasić płomienie przy pomocy śniegu, zresztą sam zaproponował tego typu rozwiązanie i spotkało się ono z szeroko pojętą aprobatą uczestników "małego incydentu". Niestety nie było tak różowo jak mogłoby się zdawać. Na nic tutaj zapewnienia, że tak naprawdę to nic się nie stało. Do jasnej cholery! Jasne, że się stało. Starcze! Nie wciskaj tu teraz kitu. Po prostu zobaczyłeś tą siłę i bałbyś się coś innego powiedzieć! Temperaturę w tym momencie nie wytwarzały już płomienie. Co to, to nie! Jej przyczyną była niekomfortowa sytuacja w której wszyscy się znaleźli. Nie pomagała w tym wszystkim propozycja rekompensaty finansowej ze strony Shinji'ego, która została odrzucona no bo przecież nic się nie stało! Do <cenzura> wafla z tym wszystkim!
- Miło mi to słyszeć. Nie chciałem sprawiać kłopotów. - rzucił krótko próbując wybrnąć z całej ten sytuacji. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to wszystko to tak naprawdę kurtuazja, ale hola hola! Kto jak nie Shinji brutalnie nie wykorzystywałby rzeczywistości takiej jaką była? Zapamiętajcie sobie dobrze te słowa! ~ Jeśli układ figur na szachownicy ci nie pasuje, odwróć szachownicę ~ Bardzo mądre motto mogące aspirować do tytułu nindo, które nie zostało jeszcze zdefiniowane przez Shinji'ego, mimo że posiadał jakieś swoje wartości którymi się w życiu kierował to tak naprawdę nigdy nie potrafił tego ubrać w jedne ładne zdanie. To tutaj najlepiej oddawało to jaką osobą tak naprawdę był - niezwykle przebiegłą, taką która szła po trupach do celu a jeśli sytuacja była patowa znajdował "cudowne" rozwiązania, które zdawały się działać. Ciężko szukać jakiegoś logicznego wyjaśnienia dla takowego rozwoju wypadków, chyba po prostu już tak miał przy tym swoim zatapianiu głowy w chmurach analizując sytuację z którą miał do czynienia. No właśnie! Co się stało? Oto z odmętów schodów wyłonił się jakże wyczekiwany osobnik - nieco nadpobudliwy, "chcący się tylko zabawić" samuraj.
- Skończ pieprzyć. Żyjesz tylko dlatego, że nie chciałem roznosić tej budy w drzazgi. Reprezentujesz zbyt niski poziom na tego typu rozrywki, ale wiesz co? Dam ci szansę. Wyłożysz kasę za wszelkie dokonane zniszczenia i wyjdziesz stąd żywy. Jeśli nie to najwyżej będzie ich nieco więcej włączając w to twoje zwęglone ciało. Katana to wartościowa rzecz... Tak! Myślę, że mogłaby wystarczyć na pokrycie tego wszystkiego, a skoro paradujesz w tych stronach to i bez grosza przy duszy nie jesteś. Za rozrywkę się płaci, a ty trafiłeś na niewłaściwego kolesia który wrócił wkurwiony z walk po murem. Shinji Uchiha. Może słyszałeś? Bo jak nie to poinformuję, że byłem jednym z dowódców i osobiście położyłem węża 3 razy większego od tego budynku. Taka płotka jak ty nie stanowi dla mnie żadnego wyzwania więc kładź hajs i spierdalaj w podskokach. Więcej cię tu nie chcę widzieć, a jeśli dojdą mnie pogłoski że jeszcze kogoś nękałeś z okolic Sogen znajdę cię chociażby na końcu pieprzonego światła i zajebię. Rozumiesz? - nieco się rozwinął, ale było to potrzebne. Zimny kubeł wody na głowę dla człowieka, któremu wyraźnie się w dupie poprzewracało. Nie żeby Shinji do takich się nie zaliczał, ale mimo wszystko posiadał chociaż resztki godności. W końcu nie zabawiał się brutalnie kosztem bogu winnym mieszkańcom. Czy na to patrzysz wspaniała Amaterasu?! Gdzie są twoje niszczycielskie płomienie?! Powinny trafić tego dupka już dawno temu i oszczędzić światu kłopotów. O wspaniała matko wszystkiego! Usłysz wyzwanie swego wiernego wyznawcy i daj mi siłę! W ten oto sposób można było opisać uczucia, które targały teraz młodym jeszcze Uchihom - naznaczonym do zostania liderem klanu jeśli fortuna będzie mu nadal sprzyjać. Przywróci temu miejscu należytą mu cześć, a samuraj był ku temu pierwszym krokiem. Jeśli jegomość miał zamiar się upierać nie było litości. W dupie miał czy rozpierdoli ten cholerny budynek. Zapierdoli go i najwyżej wyłoży resztę z własnej kieszeni bo tak uczynić należało. Jako osoba pretendująca do tytułu Shirei-kana, rozpoczynająca swoją przygodą w tym właśnie kierunku musiał chronić swoich poddanych, a to był pierwszy krok!
W stronę ciemności...
Sharingan nie zniknął... Wręcz przeciwnie! Tlił się jeszcze jaśniej swoją piękną purpurową barwą okupioną krwią zarówno jego, przeciwników ale i bliskich mu osób. Wpatrywał się tymi swoimi ślepiami w samuraja przeszywając jego ciało niczym kolejne uderzenia bata. Tak! Samuraj był skazańcem powinien zostać przykładnie ukarany! Jednak nie ch zna wspaniałomyślność Shinji'ego! Niech lud wie, że wraz z nim nie tylko wiąże się stałe przelewanie krwi, ale i tak świętej łaski!
Totalnie odpłynął...


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 16 gru 2017, o 12:32

Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
11/30

Coś w jego słowach było - w słowach samuraja. To, że było w twoich? Ach, zawsze było. Pewnie dlatego, że mówiłeś tak wiele i prawiłeś swoje monologi z przeświadczeniem, że cały świat chciał cię słuchać. Nic bardziej mylnego, ale całkiem przyjemnie żyło się w iluzji bycia pępkiem świata, tym skarbem rodu Uchiha, nieoszlifowanym diamentem - jeszcze tego nie rozumieli! Jeszcze nie doceniali, ale to nic, pojedyncze osoby już widzą ten blask, doskonały szlif pojedynczych ścianek,
które sam sobie kształtowałeś - oczywiście, że sam je kształtowałeś! Byłeś zbyt dumny, zbyt pełny siebie, żeby powiedzieć,
że kształtował cię świat, otoczenie i ludzie wokół, a do tego wydarzenia, nad którymi nie miałeś kontroli. Nie miałeś? Ależ oczywiście, mój ty bohatyrze!
Byłeś tym zabawniejszy, że opowiadałeś Bogu o swoich planach.
Musiałeś tak ustawić tą sytuację, by odpowiadała tobie. Nie ważni są świadkowie, ich twarze są przecież puste, jeśli oczy zbyt wiele widziały - wystarczyło je wydłubać, jeśli język zbyt wiele mówił, wystarczyło go obciąć. Pionki zostały rozstawione, kości potoczyły się po blacie - ta partia rządziła się swoimi własnymi zasadami, a reguły zostały przed tobą ukryte, ale to nic - wystarczyło je tylko poznać, lub... skoro były ukryte, to obrócić planszę tak, byś mógł je dostrzec - i pozmieniać na swoją modłę. Spalony dywan, wystraszeni goście, prawdopodobny rachunek do opłacenia... a nie, nie, przecież niczego nie będą ci kazali płacić - w końcu byłeś TYM bohaterem! Bohaterem spod samego Muru, pogromcą węża! Przede wszystkim byłeś Uchiha. To zobowiązywało. Nikt tutaj nie chciał sobie zresztą robić dodatkowych problemów, a dla takiego przybytku kupienie jednego dywanu to nie był wydatek nie wiadomo jakich lotów, których uszczupliłby jakoś stanowczo budżet szefowej. Tej, po którą pobiegła napastowana wcześniej dziewczyna, a której jak na razie nie można było dostrzec. Skoro tak, należało skorzystać z zasobów dostępnych od ręki. I pod ręką. Tym nie mniej sam concierge na nią czekał. Spojrzał w kierunku korytarza, w którym najwyraźniej spodziewał się zobaczyć panią tych włości. Odszedł kawałek na bok i zasiadł na ławeczce, oddychając miarowo - swoje lata już miał i taka bieganina mu nie służyła. I tak jak na wiek, na jaki wyglądał, trzymał się zadziwiająco dobrze. Twoja uwaga jednak została przyciągnięta przez sprawcę całego zamieszania, który ciągle czaił sie w kąciku twojej podświadomości, nawet gdy zniknął z twojego pola widzenia. Godny przeciwnik? Raczej tak. Był na tyle szybki, że zdołał umknąć przed płomieniami, a to już był jakiś wyznacznik jego umiejętności. Sęk w tym, ze poza taką ucieczką niczego więcej nie mógł w tym momencie wskórać. Bo co, zamacha się mieczykiem na śmierć? Naucieka na śmierć? Nie mógł zrobić użytku z katany, skoro nie mógł się do ciebie dostać - proste.
Amaterasu milczała. Tak jak milczeli wszyscy inni bogowie - jak zawsze. Nie było tutaj mocy z niebios, która by cię wspomogła, poparła twoją rację, a ta była po twojej stronie, stała za twoimi plecami twardym, chłodnym murem, o który spokojnie mogłeś się oprzeć, czując piekące zimno na dłoniach tak, jakbyś już się o nią opierał. Ach... Przecież to tylko nieprzyjemne uczucie po zbieraniu śniegu z podwórza, tych poodgarnianych, wysokich zasp za ławeczkami. Skoro więc ta ściana była tak chłodna, ten śnieg jeszcze zimniejszy, jak zimna była woda wylewana na głowę samuraja..? Wydawała się dopasowana do temperatury jego ciała. Na twarzy mężczyzny pojawiło się zaskoczenie, kiedy zacząłeś wydobywać z siebie potok słów, chyba nawet chciał ci przerwać, ale wypluwałeś z siebie słowa na tyle szybko, że nie dałeś mu na to większej szansy. Obserwowałeś go ciemnymi, czerwonymi tęczówkami, chcąc wyłapać każdy jego gest. Każde drgnięcie mięśni. Wyglądało na to, że jeden pokaz twojej siły wystarczył, żeby wojownik zastanowił się dwa razy nad tym, czy chce ciągnąć dalej tutaj tą szopkę, czy lepiej się ewakuować - jak najszybciej i jak najciszej.
- Hola, hola, dzieciaku... - Wyciągnął rękę, by zatrzymać cię w twoich wywodach, ale w sumie już i tak skończyłeś. - Yinzin nie byłoby zachwycone, gdyby nagle przedstawiciel Sogen zabił jednego z ich ludzi na tych terenach, nie sądzisz? - Mężczyzna zaplótł ręce na klatce piersiowej. Nie wyglądał, jakby się bał, w jego oczach nie było ani grama strachu czy stresu. Był całkowicie rozluźniony, jakby rozmawiali o herbatce, ale jednocześnie zainteresowany. I bezczelny - to na pewno. Uśmiechnął się, niemalże bezradnie, jakby chciał pokazać, że przecież on z tym faktem nic nie może zrobić i jest tutaj tak samo poszkodowany, jak Shinji! Twoje bajki o Murze nie zrobiły na nim najwyraźniej żadnego wrażenia. Albo zrobiły, tylko dobrze się maskował.
- Yinzin byłoby równie mało zachwycone, że ich samuraj robi awanturę w miejscu publicznym. - Kobiecy głos nie był głośny, ale bardzo wyraźny. Pojawiła się, wysunęła z cienia korytarza, a za nią drżąca, nieco skulona pracownica, którą samuraj dręczył. Była piękna. Najzwyczajniej w świecie piękna i kwestia gustów nie grała tu raczej roli. Wyglądała jak wyjęta z obrazka boginii o idealnych kształtach, wysokich nogach strzelających do samego nieba, pełnych kształtach, jednocześnie drobna, smukła. Lniane włosy opadały falami na jej plecy, uczesane i ułożone, spływając na jej kwieciste kimono, które miała na sobie. Blada karnacja, umalowane, pełne usta, stworzone do pocałunków, oczy o kształcie migdałów, nie posiadające wysepki źrenic, miodowe. Drobna twarz o dość ostrych, wyrazistych rysach - ona cała zresztą była wyrazista. Mimo całej swojej kobiecości jej spojrzenie przeszywało na wskroś, jakby przenikała przez wszystkie maski człowieka i przyszpilała duszę do samego kręgosłupa. Jedna z tych kobiet, których po prostu można się bać. Nie dlatego, że była straszna, nie dlatego, że coś złego zrobiła - dlatego, że była aż zbyt świadoma swoich wdzięków - i robiła z nich broń. Zwróciła spojrzenie w twoim kierunku.
- Dziękuję za powstrzymanie tego rozbójnika, aczkolwiek nie sądzę, by tak drastyczne środki jak wzniecanie pożaru w samym środku hotelu były konieczne. - O proszę. Najwyraźniej kobieta miała więcej jaj niż większość facetów razem wziętych, bo nie miała problemów z zaznaczeniem, że mimo wdzięczności, nie uważa, że się popisałeś. Jak to już w tej kulturze bywało - piękne słowa, nie koniecznie zawsze wszystko wprost, jeśli nie chciało się być nieuprzejmym. W stosunku do samuraja nieuprzejma mogła być - w końcu to on był winny tutaj. I dlatego też zaraz wróciła do niego spojrzeniem. - Jeśli nie pokryjesz poszkodowania napiszę stosowny list do Musashiego Sasaki z odpowiednią informacją dotyczącą twojego zachowania na terenach rodu Uchiha. - No cóż, panienka nie pierdzieliła się w tańcu. Nic dziwnego, że była w stanie się dorobić. Z tym charakterkiem i jeszcze pewnie smykałką do interesu...
Mężczyzna skrzywił się - nie miał żadnego wyjścia w tym momencie.
- Eiji, mógłbyś? - Wskazała dłonią na samuraja. Concierge skinął głową i pokazał samurajowi blat. Rozliczenie z formalności i podliczenie strat - i nie będzie ono liczone tylko w dywanie. - Posprzątajcie tutaj. I wynagródźcie odpowiednio stres naszym gościom. - Wskazała spojrzeniem na obecny tu bajzel. Wszędzie woda, smród i popiół. -
Shinji Uchiha. - Kobieta uśmiechnęła się i skierowała w twoim kierunku. Musiała słyszeć twoją przemowę w korytarzu, wychodziło na to, że w żadnej panice tutaj nie biegła. Na jej ramionach leżał mały, biały lis. Żywy. Drzemał. - Jest to dla mnie zaszczyt gościć bohatera z bitwy. Jesteś już naszym czwartym gościem. Poprzednim był Shijima-san z Hayamim i Seinaru, dwójką samurai. Prawdziwych samurai. - Spojrzała z niesmakiem na awanturnika. Tylko na chwilę. - Czym mogłabym służyć?
Shijima
 

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shinji » 16 gru 2017, o 18:17

Zdecydowanie został wytrącony z równowagi podczas tego całego zajścia - ktoś śmiał się mu postawić. Niedopuszczalne! A jednak! Samuraj mimo koszmarnej sytuacji nie potrafił wykazać się chociaż tą odrobiną pokory. Tego typu osoby trzeba było po prostu przypalać po małym kawałeczku, wcześniej smarując ciała tłuszczem - tak by mięso odeszło od kości. Następnie wepchnąć im to do ust i kazać żreć by po chwili zająć się drugą stopą. Kolejne w kolejce miały być ręce... Jeśli zdarzyłoby się im utracić przytomność co podczas tej czynności stanowiłoby całkiem naturalną kolej rzeczy należało poczekać bądź ocucić wodą, tak by mogli czuć pełnię "niekomfortowej" sytuacji. Czy Shinji był złem wcielonym? Skądże znowu! Wymagał tylko odrobiny szacunku w jego kierunku, której osoba jeszcze przed chwilą smagana przez jego ogniste wymierzenie sprawiedliwości nie była w stanie wykazać. Wybuchł śmiechem - naprawdę rozbawiły go słowa Shijimy.
- Ty tak poważnie? Samurajów obowiązuje kodeks, który złamałeś. Jeszcze by mi podziękowali za pozbycie się szczura psującego im renomę. - ile w tym było prawdy? Oj dużo... Samuraje mieli kierować się w życiu tym co właściwe, w przeciwieństwie do shinobi, którzy stanowili jedynie zębatkę w całej machinie wojennej. Nie posiadali "własnej woli" musieli kierować się tym cholernym kodeksem wartości do którego na pewno nie zaliczało się to co jegomość odwalił w hotelu strasząc obecnych tu gości. W tym wszystkim prawdziwy Shijima nabierał coraz mniejszego znaczenia. Szczerze? Nawet obrona ludzi stanowiła powoli jedynie wymówkę by zatopić ostrze w sercu osoby, którą każde słowo jedynie przybliżało do śmierci. Nie dbał o jakieś Yinzin. Nie jego problem. Nie był jeszcze liderem, który przejmowałby się takimi bzdurami, był w końcu cholernym Doko. Jeśli przyszłoby co do czego mógłby grać głupa bo w końcu jest dopiero początkującym shinobi! Liderka zresztą mimo, że głupia w życiu by nie wydała kogoś ze swojego klanu, zwłaszcza że jeśli nawet doszłoby do czegokolwiek wyszłoby szydło z worka. Jegomość robił burdel to został zlikwidowany, bo nikt nie ma prawa się panoszyć. Ciekawe czy taki odważny byłby w swoich okolicach co?
Cała scena została przerwana zupełnie niespodziewanie przez pojawienie się w tym wszystkim nowej postaci. Tym razem nie było to coś negatywnego. Wręcz przeciwnie! Na salony wkroczyła prawdziwa piękność - oczy Shinji'emu zaświeciły się niczym 5 złotych. Wpatrywał się tak z zapartym tchem w piersi, nie potrafiąc wydobyć z siebie nawet najmniejszego słowa pozwalając na przejęcie jej pałeczki w tym wszystkim i... dobrze się stało bo on załatwiłby to "nieco mniej dyplomatycznie".
Niczym pchnięty przez jakąś magiczną moc ruszył eleganckim krokiem w jej kierunku. Stanął w niewielkiej odległości wykonując głęboki pokłon. Nie była to jednak całość z tej kurtuazji! Chwycił jej dłoń i delikatnie potraktował ustami - tak jak się robi z damami. Nie trzymał jej jednak na siłę. Po wykonaniu gestu szacunku i uznania puścił i wypowiedział swoją kwestię.
- Wybacz mi mą śmiałość Pani, ale wiele słyszałem o urodzie właścicielki tego lokum. Nie kłamali, choć nie spodziewałem się aż takiego cudownego widoku. - towarzyszył temu naturalny, szczery uśmiech na twarzy. Bo jak się tu nie uśmiechać, gdy piękna kobieta cieszy oko! Zostawił za plecami wszelkie negatywne odczucia wobec niepokornego samuraja. Jego zainteresowania powędrowało w kierunku klejnotu koronnego hotelu "Marmur", właścicielki - panienki Riri.
- Żaden problem, nieco przesadziłem z środkami ale szczerze powiedziawszy nigdy subtelne metody nie stanowiły mojej mocnej strony. Prawdopodobnie winą należałoby obarczyć żywot shinobi, zbyt dużo wojen, za mało prostych prac. - co on sobie wyobrażał?! Najpierw podpalił dywan, a teraz uprawiał jakieś kurtuazje w stosunku do właścicielki. Szczęśliwie jako bohater wojenny mógł sobie pozwolić na co więcej, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Nie analizował jednak nadmiernie, zamiast tego po prostu działał nie poświęcając nadmiernej uwagi chociażby swoim oczekiwaniom względem pięknej kobiety. Bo czego właściwie oczekiwał? Że rozwinie się to w coś więcej? Nie... chyba nie... Bardziej chciał przyjemnie spędzić czas chociażby na zwykłej przyjemnej rozmowie ciesząc swoje oko cudownym widokiem.
- Nie przesadzajmy z tymi zaszczytami, wykonywałem jedynie obowiązek wobec klanu na polecenie szanownej Katsumi-sama. Nie chciałbym się zagłębiać w szczegóły, ale czasami nie pochwala moich metod i zbytnej swawoli. Może chciała to ze mnie wykorzenić poprzez danie odpowiedzialnej roli? Póki co niezbyt się jej to udaje. Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie zarówno Panią jak i gości, którzy musieli się temu przyglądać. - wykonał kolejny, tym razem już płytszy ukłon kontynuując aż nadmierną grzeczność w stosunku do kobiety. Czy zachowywał się tak tylko dlatego, że wpadła mu w oko podobnie do Motoko na wojnie? Nie! Zaimponowała mu swoją stanowczością i umiejętnością rozwiązywania konfliktów. Bardzo możliwe, że jeśli relacja nieco bardziej by się rozwinęła to mógłby się od niej nawet czegoś nauczyć. No proszę Shinji myślący w taki sposób?! Ta arogancka gnida?! A tak! Nie oceniaj książki po okładce mawiają i wiele w tych słowach prawdy. Także w stosunku do Uchihy, który dał w tym miejscu pokaz swoich umiejętności manipulacji płomieniami. Szanował siłę, imponowała mu tak samo jak stanowczość. Na dodatek był nieco bardziej "wyrozumiały" w stosunku do kobiet przez swoje nastawienie w stosunku do tej piękniejszej płci. Akurat panienka Riri wpisywała się w jego wymogi by zyskać szacunek stąd takie nastawienie. Nie było w tym także żadnej gry - no może poza okazaniem szacunku względem Katsumi. Akurat aż tak jej nie szanował, robił to tylko ze względu na pełnioną funkcję. Oprócz tego, że z pewnością była niezwykle silnym shinobi to nie imponowała mu w żaden sposób - wynikało to najprawdopodobniej z ograniczenia jego samowolki jak i braku docenienia jego "niesamowitych" umiejętności.
- Bardzo się cieszę, że wspomniałaś o tej trójce bo poszukuję jednej osoby z tej grona. Nie chciałbym się narzucać, ale jeśli posiadasz jakieś informacje to wolałbym przedyskutować je na osobności, a także ewentualną rekompensatę za dokonane zniszczenia. Nie mam zamiaru jak niektórzy wymigiwać się od odpowiedzialności. Oczywiście jak wspomniałem jeśli tylko znajdziesz czas. Posiadacie w końcu dużą ilość rozmaitych gości, którzy przez tą awanturę mogą czegoś potrzebować, a i bez tego z pewnością jesteś niesamowicie zapracowaną osobą. - wypowiadał się w niesamowicie wyszukany sposób, wręcz biło od niego wewnętrzne ciepło które tak rzadko dane było komukolwiek uświadczyć. Jeśli tylko chciał to potrafił być na swój sposób niezwykle "czarujący".
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Hotel "Marmur"

Postprzez Shijima » 16 gru 2017, o 22:36

tu będzie post
Misja rangi C

I couldn't be your friend, My world was too unstable.
Obrazek
13/30

Kurtuazja zawsze była w cenie i ciężko by było, żeby kobieta jej nie doceniła. Elegancki ukłon, dostojny krok - promieniowałeś pewnością siebie, testosteron aż kipiał. Z tym, że niewiasta na młódkę nie wyglądała. Jej ciała nie zdobiły rozstępy - a gdzieżby! Nie było też śladu zmarszczek, ale swoje lata nastoletnie miała już dawno za sobą. Podała ci swoją dłoń, delikatną, niestrudzoną pracą, a przynajmniej nie tą fizyczną. Miała wypielęgnowane, pomalowane miodowym lakierem paznokcie, okrągło zakończone płytki, twarde, co tylko dowodziło, że dba o swoje zdrowie. Tak samo zresztą jak gęste, lśniące wręcz włosy. Nie pasowała do osmolonej podłogi w holu, tych kałuż, spalonego dywanu i zniszczonej donicy. Gdyby tylko wszystko miało swoje miejsce i nogi to wpasowywałaby się tutaj jednak idealnie - w chłód marmurowych posadzek i wysokich, strzelistych kolumn z kamienia podtrzymujących ciężki dach. No właśnie - dobrze, że ogień nie sięgnął drewnianych wstawek! Bo tych tu było sporo.
- Złote usta niosące złote słowa. - Każda kobieta lubiła komplementy, zresztą nie tylko kobiety miały do nich słabość.
Człowiek chciał być doceniony, zostać zauważony w tłumie ludzi, zwłaszcza, że nie wszyscy byli świadomi swoich mocnych stron, albo raczej - nie każdy uważał, by te mocne strony były naprawdę mocne i obnoszenie się z nimi to dobry pomysł.
W tym wypadku trafił swój na swego, bo ani ona nie była przesadnie skromna, ani... ty. Stawianie słowa "skromność"
obok twojej osoby było zresztą jednym, wielkim nieporozumieniem. Samuraj? Samuraj został jak na razie zignorowany. Wykładał pieniądze na blat i co jakiś czas zerkał w waszym kierunku.
- Usta, które całują, bez złożenia pocałunku. - Kobieta wyciągnęła nieznacznie kąciki warg ku górze. - Bardzo odważnie jak na tak młodego shinobi. - To nie była przygana, wręcz przeciwnie, tym nie mniej wyznaczało delikatną granicę, w której kobieta jasno postawiła granicę wieku między wami. Chyba po to, żebyś się za bardzo nie nakręcał. - Było, minęło. Nie będziemy rozpaczać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza, że rekompensata zostanie wypłacona. - Riri skierowała miodowe oczy na mężczyznę, który skrzywił się, kiedy tylko nawiązali na moment kontakt wzrokowy i szybko wyłożył resztki żądanej sumy na stół, nie ociągając się dłużej. W jego interesie było teraz jak najszybsze wyniesienie się stąd - i tak się stało. Zabrzęczały monety i samuraj, obdarzając was nieprzychylnym spojrzeniem, przekroczył próg Marmuru, kierując się uliczką w powrotną drogę do traktu. Krokiem dość szybkim i nieco zdenerwowanym. Przestało byś śmieszkowo - przynajmniej dla niego.
Ach, może gdybyś teraz za nim poszedł to jeszcze zdołałbyś go zamknąć w jakimś ciemnym zaułku..?
- Bardzo się cieszę, że to zaproponowałeś. Mam w piwniczce naprawdę dobre sake. - Wskazała gestem dłoni kierunek - tym zapraszającym gestem, który zachęcał do spotkania i powędrowania za jej śladem. - Eiji, zostawiam to w twoich rękach. Niech ktoś przyniesie dobrej sake do mojego gabinetu i proszę mi nie przeszkadzać.
- Tak jest, panienko. - Starzec pokłonił się głęboko.
Minęliście parę osób, których Riri uspokoiła jeszcze, zapewniając, że odpowiednia rekompensata wynagrodzi im stres tego zajścia i przepraszając za niezrównoważonego samuraja. Hotel był naprawdę ogromny i dopiero kiedy wędrowało się jego korytarzami to zaczynało się pojmować, jak duży był naprawdę. Gabinet Riri był na uboczu, gwar z holu zostawiliście za sobą. Niewiasta otworzyła przed tobą drzwi i zaprosiła, byś usiadł na poduszce przy niewielkim stoliku. Stał tutaj również fotel przed biurkiem - i jeden fotel za samym biurkiem, gdzie zapewne kobieta urzędowała, wypełniając dzień pracą. Lub relaksem. Wszystko utrzymane było w jasnych barwach, z kwiatowymi dekoracjami, dodającymi temu miejscu uroku. Lis uniósł łeb i zeskoczył z ramion kobiety, kiedy ta usiadła, spoglądając na ciebie swoimi wielkimi, błękitnymi ślepiami z zainteresowaniem.
- Słucham więc. Jakiż jest powód, dla którego jeden z bohaterów wojennych poszukuje innych wojowników broniących nas przed bandą Dzikich? - Kobieta sięgnęła po swoją fajkę i zaczęła nabijać ją ziołami, posyłając w twoim kierunku ulotny, kuszący wręcz, uśmiech.
Shijima
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość